Dodaj do ulubionych

Gdzie sie lepiej zyje ? W USA , czy w UE ?

04.10.05, 20:26
Jak myślicie ?



pzdr
Edytor zaawansowany
  • 04.10.05, 20:43
    Największe gospodarki europejskie nadal tracą w wyścigu o konkurencyjność.
    Najnowszy sondaż organizacji WEF (World Economic Forum) wskazuje na to, że Wlk.
    Brytania, Niemcy, Hiszpania i Francja zostają w tyle za gospodarkami krajów
    skandynawskich.

    W obecnym roku najbardziej konkurencyjną gospodarką świata przez trzeci rok z
    rzędu jest Finlandia. Dalsze miejsca zajęły USA, Szwecja, Dania i Tajwan. W
    pierwszej dziesiątce są także Islandia i Norwegia oraz po raz pierwszy -
    Australia.

  • 04.10.05, 20:44
    Awans Polski o 10 miejsc
    Indeks konkurencyjności WEF opracowywany jest dla 117 krajów świata w oparciu o
    sondaż przeprowadzony wśród 11 tys. dyrektorów dużych korporacji.

    Wśród czynników branych pod uwagę przy ocenie konkurencyjności są m. in.
    makroekonomiczne otoczenie, standardy funkcjonowania instytucji publicznych,
    wykorzystanie nowych technologii. Wśród krajów post-komunistycznych najwyższą
    lokatę - 20. zajęła Estonia.

    Polska znalazła się wśród krajów, które poczyniły największe postępy. Polska
    gospodarka awansowała o dziewięć pozycji i znalazła się na 51. miejscu o dwa
    miejsca za Chinami.

    Wielka Brytania i Niemcy spadły o 2 miejsca odpowiednio na 13. i 15. pozycję.
    Francja jest o 3 miejsca niżej niż poprzednio, zaś Hiszpania i Belgia - o sześć
    miejsc (zajmują odpowiednio 29. i 31.).
  • 04.10.05, 21:16
    I tu was mam :) Nie pytałem o wzrost gospodarczy , konkurencyjność ,
    atrakcyjność inwestycyjna i tym podobne ekonomiczne bzdety (np moze z tym
    ostatnim troche przesadziłem).Pytam o JAKOŚĆ ŻYCIA szarego obywatela.Na tym
    polu , moim zdaniem , zdecydowanie wygrywa Europa.

    Jankesi chwala się , ze maja 5% bezrobocia .W Unii ten wskaźnik wskazuje ponad
    8%.Przyjrzyjmy się jednak temu blizej.W Europie jakość miejsc pracy jest
    przewaznie zdecydowanie wyższa , niz w USA.Wyniszczajacy dla ciała i (przede
    wszystkim) ducha wyścig szczuów został ograniczony.W Europie pracowników
    motywuje się w sposób pozytywny :długie urlopy , solidne pensje etc.W wyniku
    tego europejczycy pracuja wydajniej i dokładniej niz amerykanie , choć Jankesi
    nadrabiają wieksza iloscia godzin roboczych.Europejczycy bedacy na bezrobociu
    otrzymuja zasiłki umozliwajace im godne , aczkolwiek skrmne zycie.Ten element
    ustroju społecznego poprawia takze kondycje psychiczna pracujacych.Wiedza , ze
    nawet , kiedy zostana zwolnieni , nie będa musieli przeprowadzac sie z rodzina
    pod most.Dla Jankesów nie jest to takie oczywiste.Nawet jeśli zwolniony z pracy
    inzynier , informatyk , czy nauczyciel znajdzie dość łatwo robote w charakterze
    taksówkarza lub "białego murzyna" (tak , to trafne okreslenie) w McDonaldzie
    lub Wal-Marcie , to będzie miał problem ze spłaceniem kredytów , w których
    tonie całe amerykańskie społeczenstwo (pokłosie kultury meganadkonsumpcji).Co
    prawda wynikajaca z brutalnosci systemu przestepczośc została w dużej mierze
    zredukoana przez ostre prawo i rozbudowane więźiennictwo (W Stanach jest
    najwyższy odsetek więźniów na świecie) , ale nadal 15% obywateli zyje ponizej
    sfery ubóstwa (W UE 5%).Co czwarte amerykanskie dziecko zyje w biedzie ,
    którego symbolem nieco niesłusznie stały się murzynskie getta.3/4 ubogich to
    bowiem biali.Do tego dochodzi bardziej liberalne prawo ekologiczne i uzyskujemy
    pełen obraz.Stany faktycznie sa krajem pręxnym gospodarczo , ale czy naprawdę
    zycie w nim jest takim rajem , jak sugeruja polskie neoliberalne media
    typu "Wprost" ?



    pzdr
  • 04.10.05, 21:47
    Trochę to uprościłeś. W USA dużo wiecej zależy od człowieka. Wynika to z
    tego, że państwo rzeczywiście daje dużo mniejsze świadczenia co z kolei
    powoduje, że ludzie są (chyba) bardziej przedsiębiorczy i mobilni. Jeśli
    informatyk stracił pracę to rzadko jedynym rozwiązaniem jest Wal-Mart. Na ogół
    szuka wtedy pracy w innych stronach albo próbuje się wtedy trochę
    przekwalifikować. Skutek jest taki, że rzadko widuje się bezrobotnych
    Polaków. Oh nie, nie wszyscy Polacy pracują w azbestach, to jest kolejny mit.

    Nie bedę kwestionował Twojej tezy, że co czwarte dziecko amerykańskie żyje w
    ubóstwie. Trzeba tylko zdefiniować ubóstwo. Ciekawostką jest fakt, że 30%
    tych dzieci cierpi na nadwagę! A czegos takiego na ogół nie utożsamia się z
    biedą.
  • 04.10.05, 22:13
    Trochę to uprościłeś. W USA dużo wiecej zależy od człowieka. Wynika to z
    > tego, że państwo rzeczywiście daje dużo mniejsze świadczenia co z kolei
    > powoduje, że ludzie są (chyba) bardziej przedsiębiorczy i mobilni. Jeśli
    > informatyk stracił pracę to rzadko jedynym rozwiązaniem jest Wal-Mart. Na ogół
    >
    > szuka wtedy pracy w innych stronach albo próbuje się wtedy trochę
    > przekwalifikować. Skutek jest taki, że rzadko widuje się bezrobotnych
    > Polaków. Oh nie, nie wszyscy Polacy pracują w azbestach, to jest kolejny mit.
    >


    Ok ale przyznasz chyba , że wiekszość miejsc pracy gwarantuje niższestadnardy ,
    niz w najbogatszych panstwach UE


    > Nie bedę kwestionował Twojej tezy, że co czwarte dziecko amerykańskie żyje w
    > ubóstwie. Trzeba tylko zdefiniować ubóstwo. Ciekawostką jest fakt, że 30%
    > tych dzieci cierpi na nadwagę! A czegos takiego na ogół nie utożsamia się z
    > biedą.

    Niekoniecznie.W USA najtańszym sposobem na skonsumowanie posiłku jest wizyta w
    McDonaldzie (o kalorycznosci i wartości odżywczej tamtejszych specjałów nie
    muszę chyba pisać).Tak też robia miliony biednych amerykanów.Kupuja wyłacznie w
    Wal-Marcie i jedza w Mcdonaldzie.Słyszałem (nie wiem , czy to prawda) że w USA
    butelka coli jest tańsza , niz butelka wody mineralnej .Poza tym greuby , nie
    znaczy bogaty.Mieszkam w dość osobliwym miejscu - w krakowskiej Nowej
    Hucie.Klatkę dalej mieszka kilka cyganskich rodzin.Mimo , ze nie wygladaja na
    krezusów , wszyscy sa okragli , jak piłki.Nadmierne jedzenie jest bowiem
    reakcją na frustrcję wynikłą z zajmowania pozycji w dołach hierarchii
    społecznej.Ludzie ubodzy często za jedyna rozrywkę mają oglądanie sportu , badź
    obżeranie się .Tak jest na całym niemal swiecie...
    ]
    pzdr
  • 04.10.05, 22:18
    > Nadmierne jedzenie jest bowiem
    > reakcją na frustrcję wynikłą z zajmowania pozycji w dołach hierarchii
    > społecznej.Ludzie ubodzy często za jedyna rozrywkę mają oglądanie sportu , badź
    >
    > obżeranie się .Tak jest na całym niemal swiecie...

    Gdyby na "niemal całym świecie" (włączając niemal całą Afrykę) ludzie biedni
    mogli z frustracji się obżerać i oglądać sport w telewizji, to by się uważali za
    bogaczy. :)
    O to właśnie chodzi - o definicję biedy. Takiej prawdziwej, że nie ma co jeść
    ani gdzie mieszkać, nie ma ani w UE, ani w USA. A podnosząc nieco standardy,
    zaczyna się liczyć dom z ogródkiem, samochód (albo dwa), trochę użytkowej
    elektroniki. To jest łatwiej dostępne w USA, niż w UE.
  • 04.10.05, 23:21
    > Gdyby na "niemal całym świecie" (włączając niemal całą Afrykę) ludzie biedni
    > mogli z frustracji się obżerać i oglądać sport w telewizji, to by się uważali
    z
    > a
    > bogaczy. :)

    Ok.Piszac o biedzie miałem na myśli swiat zachodu.Afrykanska nedzą to
    oczywiscie zupełnie inna sprawa.


    > O to właśnie chodzi - o definicję biedy. Takiej prawdziwej, że nie ma co jeść
    > ani gdzie mieszkać, nie ma ani w UE, ani w USA. A podnosząc nieco standardy,
    > zaczyna się liczyć dom z ogródkiem, samochód (albo dwa), trochę użytkowej
    > elektroniki. To jest łatwiej dostępne w USA, niż w UE.


    Ok.Ale według Twojej definicji biedy nie ma takze w Polsce.Wszak grubi cyganie
    z mojego sasiedztwa maja co jeść i gdzie mieszkac.


    pzdr

  • 04.10.05, 23:34
    Kwestia definicji biedy. Jeśli definiowana w kategoriach obiektywnych (że nie ma
    co jeść ani gdzie mieszkać, ani gdzie dzieciaka posłać, żeby się czytać
    nauczył), to oczywiście, grubi Cyganie z Twojego przykładu biedni nie są.

    Ale zdaje mi się, że chciałbyś nierówność podciągnąć pod pojęcie biedy.
  • 04.10.05, 22:29
    szatek100 napisał:

    > Ok ale przyznasz chyba , że wiekszość miejsc pracy gwarantuje
    niższestadnardy ,
    >
    > niz w najbogatszych panstwach UE

    Trudno mi porównywać. Wiem na pewno, że mnie jako imigrantowi z Polski łatwiej
    jest się "przepchać" w USA niż w UE. Mieszkałem prawie 2 lata w RFN i tam
    niestety zawsze byłem Auslander. W Stanach świadczenia socjalne zależą od
    firmy a nie od kodeksu pracy. Ja nie narzekam, żona też nie.

    >
    >
    > W USA najtańszym sposobem na skonsumowanie posiłku jest wizyta w
    > McDonaldzie (o kalorycznosci i wartości odżywczej tamtejszych specjałów nie
    > muszę chyba pisać).Tak też robia miliony biednych amerykanów.

    Częściowo się zgadzam ale nie szukałbym źródeł tego we frustracjach ale w
    bezmyślności i lenistwie. Posiłek przygotowany w domu zawsze będzie zdrowszy
    od McCośtam. Prawdą jest, że istnieje korelacja między otyłością a
    wykształceniem. Ludzie mało inteligentni żrą byle co i są grubi i byc może
    dlatego są biedni (wiem, że to uproszczenie).

    Podsumowanie: amerykański biedak tak na prawdę nie jest biedny.
  • 05.10.05, 00:08
    > jak sie 'dobrze' zyje w Stanach, mozna z latwoscia wywnioskowac z ostatnich
    huraganow, ktore przeszly przez Louisiane, a szczegolnie przez N.Orleans, gdzie
    sie to biedote ( tych, dziwnie bez samochodow!) nieomal wytopilo, a teraz sie
    planuje te biedne, zalane dzielnice wyburzyc i w ten sposob pozbyc sie biedoty,
    ktora porozwozono po calych Stanach.

    > Aby ocenic zycie biednego czlowieka w Stanach, nalezy to zrobic wizytujac
    dzielnice murzynskie szczegolnie w mniejszych miastach. Poza tym jest sporo
    bialych, ktorzy nie radza sobie lepiej anizeli Murzyni, i to nie tylko z powodu
    lenistwa.

    > Zyje w tym kraju wiele lat i zatrudnialem wielu ludzi, wiec wiem jak zyja i
    dlaczego. Jezeli teraz sredni dom kosztuje ponad $ 200 tysiecy, to coraz wiecej
    ludzi bedzie sie gniezdzic w takich warunkach, w jakich zwyklo sie trzymac
    trzode...
  • 05.10.05, 00:58
    No właśnie, część tych Murzynów wywieziono to stanu Utah, otrzymali pracę,
    dzieci poszły do szkoły ale oni i tak narzekają, że czuja się nieswojo wśród
    tak dużej ilości białych. Zwłaszcza Mormonów, którzy mają obyczaje obce
    przybyszom z Luizjany. Bo Mormoni nie piją alkoholu ani napojów z kofeiną, nie
    palą, mają obowiązek dbać o wychowanie i wykształcenie dzieci i w ogóle
    prowadzić się przyzwoicie. Przestępczość mają chyba najniższą w całym kraju
    więc ma wątpliwości czy biedota z Nowego Orleanu się tam zaaklimatyzuje.

    Nie wystarczy odwiedzić czarne dzielnice w amerykańskich miastach. Żeby coś
    zrozumieć Trzeba z trochę porozmawiać z ich mieszkańcami. Jeśli masz na to
    odwagę pojedź tam wieczorem.

    Ceny domów w mojej okolicy przekraczają już $400K a sprzedają się jak ciepłe
    bułki więc chyba nie jest tak źle.
  • 05.10.05, 22:41
    > Częściowo się zgadzam ale nie szukałbym źródeł tego we frustracjach ale w
    > bezmyślności i lenistwie. Posiłek przygotowany w domu zawsze będzie zdrowszy
    > od McCośtam. Prawdą jest, że istnieje korelacja między otyłością a
    > wykształceniem. Ludzie mało inteligentni żrą byle co i są grubi i byc może
    > dlatego są biedni (wiem, że to uproszczenie).
    >
    > Podsumowanie: amerykański biedak tak na prawdę nie jest biedny.


    No cóż.Sa ogólnie przyjęte ramy ubóstwa i faktem jest , że 12 % Amerykanow pod
    nie podpada.Ale tez faktem jest , ze w Europie (nawet najbogatszej) ten
    wskaźnik jest porównywalny a nawet wyższy (oswiecił mnie którys z moich
    rozmówców odsyłajac do eurostatu).Tezę o tyciu jako reakcji na frustracje i
    pochodną beznadziejnej bierności wyniosłem z ksiażki Edwarda
    Luttwaka "Turbokapitalizm" (to chyba jakis były doradca Clintona albo coś w tym
    stylu :P).Podobnie rzecz się ma np. z nadmiernym rozmnazaniem sie


    pzdr
  • 06.10.05, 05:18
    szatek100 napisał:
    > No cóż.Sa ogólnie przyjęte ramy ubóstwa i faktem jest , że 12 % Amerykanow pod
    > nie podpada.Ale tez faktem jest , ze w Europie (nawet najbogatszej) ten
    > wskaźnik jest porównywalny a nawet wyższy

    Porownywalny to on nie jest, gdyz biorac statystycznie w EU-15 jest o 20% wiecej
    zyjacych w ubostwie jak w USA (statystycznie USA vs EU-15; 12% do 15%. Jezeli
    posluzymy sie liczbami to w USA jest ok 34mln. zyjacych ponizej progu ubostwa a
    w strefie euro ponad 55mln. Odnosnie Europy sa to dane za 2003 a w terazniejszym
    czasie sytuacja ta jest jeszcze gorsza.
  • 04.10.05, 20:44
    dla normalnych zwykłych ludzi w UE.
  • 04.10.05, 21:06
    Pelna zgoda.

    PF
  • 06.10.05, 06:43
    To w Polsce (tyz UE, cala geba, hehe) zyje sie wedlug Tomsona, lepiej niz w
    USA. Tomsonik, to ja twoich polaczkow zatrudniam do uslug, a nie ty
    Amerykanow. I chyba tak pozostanie. Niemcy tez na to licza, jak Francuzi i
    Brytyjczycy. palancie, nic dziwnego ze studia oblales, tepaku.
  • 04.10.05, 21:35
    Inaczej żyje się w Colorado, inaczej w Nowym Jorku. Inaczej w Grecji, inaczej w
    Niemczech. No, ale generalnie, na podstawie absolutnie nie reprezentatywnej
    próbki moich osobistych doświadczeń: nie mam wątpliwości, że lepiej się żyje w USA.
    Kolegom od legend o "biedzie" powiem tylko, że przeciętna amerykańska bieda
    jeździ po zasiłek samochodem. A robotnicza przeciętność to własny dom z dwoma
    samochodami w garażu. Oczywiście, pocieszajcie się na zdrowie wyszukanymi
    przykładami ekstremalnej, wyjątkowej biedy.
  • 04.10.05, 21:42
    > Kolegom od legend o "biedzie" powiem tylko, że przeciętna amerykańska bieda
    > jeździ po zasiłek samochodem

    Ta z Harlemu i Bronxu też ?


    pzdr
  • 04.10.05, 21:44
    Też.
  • 04.10.05, 21:47
    to dlaczego połowa populacji w z tych dzielnic obrabia sklepy badź handluje
    narkotykami ?


    pzdr
  • 04.10.05, 21:49
    Może ma skłonności kryminogenne?
  • 04.10.05, 21:56
    eee...w Europie zyje przeciez ten sam gatunek : Homo sapiens sapiens.Wszyscy
    ludzie maja raczej zblizone skłonnosci


    pzdr
  • 04.10.05, 21:58
    A jakie jest Twoje zdanie?
  • 04.10.05, 21:59
    Pomijasz czynniki kulturowe. W kulturze czarnych takie rzeczy, jak czytanie
    książek czy chodzenie do szkoły są "whitey" i godne najwyższej pogardy. Wtedy
    zostają inne zajęcia (choć, oczywiście, nie wyłącznie kryminalne).
  • 04.10.05, 21:53
    Nic mi nie wiadomo o tym, żeby połowa populacji z tych dzielnic obrabiała sklepy
    bądź handlowała narkotykami. Wydaje mi się to natomiast mocno nieprawdopodobne,
    z tego prostego powodu, że nikt normalny by nie otworzył sklepu w dzielnicy z
    50% populacją złodziei. Podobnie, gdyby taka była skala handlu narkotykami, to
    przecież zabrakłoby im klientów. :)
  • 04.10.05, 21:57
    Z tego co wiem , spora część (głównie męskiej) populacji tamtych dzielnic
    siedzi bądź pracuje na to , by siedzieć


    pzdr
  • 04.10.05, 21:49
    Oczywiście, możesz znaleźć, powtarzam, przykłady ekstremalne. Ja przedstawiłem
    własną, opartą na obserwacjach, opinię o przeciętności. Bez ambicji szukania
    statystycznej prawdy, ot, takie tam wrażenia. Wrażenia własne (pomieszkałem i
    popracowałem nieco i w jednym z państw UE, i w dwóch stanach USA) i opinie
    znajomych ("nigdzie nie widziałem takiego złomu na ulicach, jak we Francji,
    generalnie bida tam").
  • 04.10.05, 21:58
    A gdzie mieszkałes w Europie i gdzie w USA ? :)


    pzdr
  • 04.10.05, 22:01
    Dania, Nebraska, Utah (plus okazjonalne wizyty w Colorado, Massachusetts i
    Kalifornii).
  • 04.10.05, 22:47
    ok przyjałem


    PS:A co z tymi Mormonami ? :)


    pzdr
  • 04.10.05, 23:12
    > PS:A co z tymi Mormonami ? :)

    A co ma być? :)
  • 05.10.05, 11:51
    polski_hydraulik napisał:

    > Też.


    To dlaczgo przed huraganem uciekali na piechotę?
  • 04.10.05, 21:54
    akurat ta z Harlemu i Bronxu jeździ po zasiłek Escalade;-)
  • 04.10.05, 21:48
    polski_hydraulik napisał:

    A robotnicza przeciętność to własny dom z dwoma
    > samochodami w garażu.

    Nie, w garazu sie trzyma junk, a nie samochody. Samochody w drivewayu.
  • 04.10.05, 21:50
    Czy my się znamy?
  • 05.10.05, 01:35
    Swiat jest przeciez maly.

    Co prawda, jedyny Polak Jurek, ktorego znam w mojej okolicy, to doktor inzynier
    specjalista od wysokich napiec. Ale zyje na "polskim pustkowiu". W niedziele do
    naszego miasteczka przyjechal zespol polskiej choreografki, Agnieszki Laskiej,
    z wystepem. Cala prawie miejscowa Polonia sie stawila i co? Nawet jednego rzedu
    na sali teatralnej nie zapelnilismy! A teatr niewielki...

    Agnieszka Laska, nawiasem mowiac, robi swietna robote. Ja jakos za baletem nie
    przepadam - natomiast jej program mi sie ogromnie podobal.
  • 04.10.05, 21:41
  • 04.10.05, 21:44
    Zawsze jak jade do UE, to jest fajnie. Nie musze pracowac, na przyklad!

    Na innych pastwiskach zawsze trawa wydaje sie zielensza, niz na naszym...
  • 04.10.05, 23:08
    ...najwazniejsze jest, ze w USA zyje sie bezpieczniej, jest o wiele mniejsza
    przestepczosc niz w EU,

    wszystkie statystyki (i obserwacje ludzi przyjezdnych) pokazuja nizsza
    przestepczosc poczawszy od zwyklych bojek, kradziezy, rozbojow, wlaman az po
    morderstwa,

    tak, tak,...morderstwa...nie przejezyczylem sie,

    wszyscy sie zgodza, ze zabitym mozna bc tylko raz w zyciu, prawda?

    ludzkie zycie srednio trwa 75-80 lat, porownujac caly kontynent Europy z
    Ameryka, statystyczny mieszkaniec USA ma 12-krotnie wieksza szanse nie bycia
    zabitym i osiagnac wiek 80 lat, niz statystyczny europejczyk,

    statystycznie od poczatkow powstania USA nie bylo ani jednego okresu 75 lat aby
    zycie tutejszego mieszkanca bylo bardziej zagrozone niz w Europie,

    zawsze te relacje byly od 8 - 15 razy lepsze niz w Europie,

    dodam, ze dla umierajacego nie ma znaczenia czy zostaje zabity jako 5-ciolatek
    w komorze gazowej, rozstrzelany po Lwowem, czy w Srebnicy, czy jako 48-letni
    mezczyzna zastrzelony na stacji benzynowej w Chicago,

    o zwylym codziennym poczuciu bezpieczenstwa juz nie mowie - jest ono wiele
    wieksze tu niz w Europie....oczywiscie biorac pod uwage cale kontynenty i cala
    populacje.
  • 05.10.05, 09:49
    bardzo ciekawe wyliczenia sprowadzajace sie do okresow wojny.
    Czyzby w tych Stanach bylo az tak zle?
    --
    -------------------------------------------------

    Przyszla pora
    Na Kaczora
  • 05.10.05, 16:52
    bardzo ciekawe wyliczenia sprowadzajace sie do okresow wojny.
    Czyzby w tych Stanach bylo az tak zle?

    ...czemu zle?

    przeciez pisalem, ze te wszystkie wojny i konflikty to w Europie, a nie w USA,

    czytaj uwaznie..... i mysl.
  • 05.10.05, 13:20
    Nie porownojmy caly kontynent tylko Europe zachodnia - tam statystyki
    przestepczosci sa o wiele nizsze niz w USA, np. morderstwa 40 okolo 4 krotnie
    mniej na milion mieszkanow, tak samo napady. A Europa Wschodnia czy Rosja to
    zupelnie co innego...tak jakby wziac w amerykanskiej statsystyce pod uwage
    Meksyk.
  • 05.10.05, 16:57
    mario71 napisał:

    > Nie porownojmy caly kontynent tylko Europe zachodnia - tam statystyki
    > przestepczosci sa o wiele nizsze niz w USA, np. morderstwa 40 okolo 4 krotnie
    > mniej na milion mieszkanow, tak samo napady. A Europa Wschodnia czy Rosja to
    > zupelnie co innego...tak jakby wziac w amerykanskiej statsystyce pod uwage
    > Meksyk.

    ...w Europie zach w ostatnich 75 latach zostalo zabitych prawie 30 mln ludzi -
    w stanach zachodnich 1,5 mln...a w calych USA - niecale 5 mln

    rachunek raczej prosty, no nie?
  • 05.10.05, 20:32
    Na zachodzie Europy jest mniejsza przestepczośc niz w całej EU - podobnie ma się
    sprawa w USA. Ja mieszkam na Zachodzie USA w miasteczku, ktorego ludnośc jest
    efektywnie ok. 70 000 (54 000 stałych, plus 20 000 studentów przez 3/4 roku) i
    przez ostatnich 10 lat wydarzyły sie u nas 4 zabójstwa. Gdyby tak samo było w
    całym kraju, to rocznie w USA zdarzało by sie ok. 1500 zabójstw. A zdarza sie
    chyba ok. 20 razy tyle.

    Zanim przyjechałem tutaj przed 10 laty, mieszkałem 12 lat w Marylandzie, na
    obszarze "greater Washington D.C.". W Washington D.C. jednego roku wydarzyło sie
    cos ponad 700 zabójstw, na ok. milion ludnosci. Zatem tempo zabojstw było tam
    ok. STUKROTNIE wyższe, niz w miasteczku, gdzie teraz mieszkam.

    Kiedy się mówi o USA, to trzeba pamiętać, że pod wieloma względami to nie jest
    bardzo jednorodny kraj i zdarzają sie duże róznice w tym i tamtym w różnych
    stanach i rejonach geograficznych. Pieniądze, McDonaldsy, sklepy 7/11, K-Mart,
    czy Wall-Mart sa identyczne "coast to coast", ale jeśli chodzi o inne aspekty
    życia, to potrafią one byc bardzo róznie w róznych miejscach.

    Zachód USA jest dużo spokojniejszy od wschodu i południa, na przykład. Natomiast
    Oregon, niestety, bije rekordy jako PRODUCENT metamphetaminy. Poniewaz jest tu
    mnóstwo odosobnionych miejsc po lasach i górach, gdzie policja nigdy nie
    zaglada. Wymarzone warunki.
  • 05.10.05, 23:22
    A teraz przyznaj się gdzie i kiedy mieszkaleś w Marylandzie. Ja od lat
    mieszkam w Silver Spring.

    Zgadzam się z Tobą w sprawach przestępczości. Dodam tylko cos politycznie
    niepoprawnego na temat morderstw - mianowicie wśród czarnych jest ich
    statystycznie 7 razy więcej (ilość mordestw w stosunku do liczby
    przedstawicieli danej grupy etnicznej).
  • 06.10.05, 04:16
    Mieszkalem tam od 1 lutego 1986 roku do 11 maja 1995 roku.
    Piec minut piechota od glownej bramy Wheaton Regional Park. Okolo mili na wschod
    od ostatniej stacji metra na czerwonej linii. Jak ona sie zwie? Glenmont chyba.
    Cholercia, jak sie nazywa ta duza ulica, co sie krzyzuje z Georgia Avenue, obok
    ktorej jest stacja? Trzeba bylo ok. mili jechac na wschod ta ulica od
    skrzyzowania z Georgia, po czym skrecic w prawo w nasze osiedle.

    Przedtem mieszkalem pol roku w Kensington, a jeszcze przedtem dwa lata w
    Gaithersburgu. Do Gaithersburga zreszta przyjezdzam czesto, na poczatku
    listopada znow bede. Zanim wyjechalem, pracowalem w NIST, no i nadal tam czesto
    przyjezdzam robic jakies pomiary.

    Niewykluczone, ze mamy wspolnych znajomych.

    Serdeczne pozdrowienia dla sasiada, t0g
  • 06.10.05, 14:11
    Witam Sąsiedzie,
    Ta ulica, ktora przecina Georgia Ave to Randolph Rd ale stacja metra wlaściwie
    znajduje się przy Layhill Rd. Ja od marca 1995 mieszkam 3 mile na pólnoc od
    Glenmont. Zakupy robię w Giancie w Leisure World i prawie w każdy weekend
    chodzimy z żoną na spacer do tego Ogrodu Botanicznego obok którego Ty
    mieszkaleś. Maly ten świat. Wspólnych znajomych na pewno mamy, ja mieszkam w
    tych stronach od grudnia 1985.
  • 06.10.05, 18:23
    Cos jeszcze Ci napisałem wczoraj w osobnym wątku:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=30021338
    I jeszcze coś posłałem na adres wujekjurek@gazeta.pl


    wujekjurek napisał:

    > Witam Sąsiedzie,
    > Ta ulica, ktora przecina Georgia Ave to Randolph Rd ale stacja metra wlaściwie
    > znajduje się przy Layhill Rd. Ja od marca 1995 mieszkam 3 mile na pólnoc od
    > Glenmont. Zakupy robię w Giancie w Leisure World i prawie w każdy weekend
    > chodzimy z żoną na spacer do tego Ogrodu Botanicznego obok którego Ty
    > mieszkaleś. Maly ten świat. Wspólnych znajomych na pewno mamy, ja mieszkam w
    > tych stronach od grudnia 1985.


    Na pólnoc od Glenmont... Tam jest obszar zwany Aspen Hill, ale to chyba mniej,
    niż trzy mile? Dalej Georgia Av. się łączy z z Conecticut Av., to gdzies w
    tamtym rejonie?

    Niedaleko stamtąd mieszkał Jacek Kalabiński, Witek Sułkowski (patrz, patrz...
    sami niezyjący), polska dentystka Nelly D., Andrzej i Ania Ł. Ale oni wszyscy
    już chyba podpadali pod obszar Rockville.

    Czyli bliskimi sąsiadami byliśmy zaledwie ok. 2 miesięcy, my wtedy już się
    zaciekle pakowaliśmy przed przeprowadzką do Oregonu. No ale w okolicy
    mieszklaliśmy niewiele dłużej od Ciebie, więc pewno tych wspólnych znajomych
    rzeczywiście mamy.

    Serdecznie pozdrawiam, t0g
  • 06.10.05, 20:22
    Jeśli chodzi o Przemka K. to go znam (i jego żonę Beatę).

    Nasz oficjalny adres to Silver Spring ale tak na prawdę to bardziej Aspen
    Hill. Silver Spring kojarzy się ludziom z okolicą "inside the Beltway".

    Chyba masz rację Nelly i Andrzej D. to chyba juz Rockville.
  • 06.10.05, 21:11
    Przemcio to moj byly student.Znam go jeszcze z warszawy, od kiedy mail lat chyba
    15. Robil doktorat w NIST poniekad pod moim swiatlym kierownictwem i mamy
    pewnie ze 20 wspolnych publikacji z tamtego okresu. A w ogole to sie serdecznie
    przyjaznimy.

    Pisze "poniekad" bo oficjalnym promotorem musial byc kto inny.

    No to faktycznie mamy wspolnych znajomych, i na Przemku i Przemkowej na pewno
    lista sie nie konczy!

    Serdecznosci, t0g
  • 06.10.05, 21:19
    Przemcio byl szefem DONOSOW na obszar Waszyngtonu, ja z nim blisko wspolpracowalem.

    Zaraz tutaj powiedza: no tak, potwierdza sie, ze t0g donosi...

    DONOSY zalozyla grupa bylych studentow z Wydzialu Fizyki UW, ja ich swietnie
    znalem, bo ich we wczesniejszych latach uczylem. DONOSY do dzis zreszta
    istnieja, ja czasem czytam poprzez Web.
  • 06.10.05, 21:47
    Eee, nie wpadaj w kompleksy humanisto, bo ja nie jestem fizykiem ani humanista
    tylko "nie wiadomo co". W Bibliotece Polskiej jestem w każdy wtorek, w
    kościele w każdy, hmm, raz na jakiś czas (ale wiem, że Przemek bywa
    regularnie), dzieci nie mam więc ze szkołą nie mam dużo wspólnego ale znam
    sporo ludzi, którzy tam posyłają swoje maleństwa.
  • 06.10.05, 22:10
    Jeśli macie córeczkę w wieku lat 6(?) to się znamy.
  • 06.10.05, 23:14
    Biblioteke zakladal, o ile pamietam, sp. Tadzio Walendowski.
    Anie Erdman, jego zone, bardzo wielu Polakow znalo, bo byla lekarzem-pediatra i
    leczyla ich dzieci.
    Oboje zmarli w odstepie dwoch tygodni, niecale dwa lata temu...

    Wiekszosc fizykow ma silne humanistyczne inklinacje, wiec z humanistami swietnie
    sie dogaduja.

    W Polskim Kosciele mysmy, tego,... bywali... Za naszych czasow proboszczunio nie
    mial zbyt charyzmatycznej osobowosci...Powiedzialbym, ze wrecz przeciwnie. Ale
    obie nasze corki tam byly ochrzszczone ("ochrzszczony", czy nie jest to polskie
    slowo z najdluzsza sekwencja spolglosek w postaci pisanej?). Z ciekawych
    polskich ksiezy w tamtej okolicy to byl Ojciec Tadeusz Mich, o ktorym raczej niz
    "Ojciec" nalezaloby mowic "Brat" lub nawet "Brat-lata" (l przekreslone). Mich
    dawal slub Przemkowi i Beacie, potem dawal chrzest Zosi. Ale w Polskim Kosciele
    udzielal sie sporadycznie, czasami zastepowal ksiedza w czasie urlopu. Za
    ksiedza nikt go nie bral, raczej za czlonka zespolu rockowego. Podobno opuscil
    stan kaplanski.

  • 06.10.05, 23:33
    Księdza Micha nie pamiętam ale ówczesnego proboszcza Zygmunta O. wszyscy tu
    pamiętają. Zwłaszcza jego kazania. To właśnie wtedy nawet religijni ludzie
    przestali chodzić do kościoła ze wzgędu na dzieci, bo jak się maleństwo raz
    zniechęci to już jest stracone.
  • 06.10.05, 23:28
    Tak, tak znamy się. Ja jestem ten łysy w okularach, który nigdy nic nie może
    znaleźć. O kole brydżowym słyszałem ale szczegółów nie znam, ostatnio grałem w
    brydża ponad 20 lat temu ale niektórzy do tej pory pamiętają moje
    dość "oryginalne" zagrywki.
  • 06.10.05, 21:43
    Tak, tak pamiętam Donosy. Na tamte czasy to była rewelacja. Świetnie
    redagowane, krótko, rzeczowo.
  • 08.10.05, 07:39
    > DONOSY zalozyla grupa bylych studentow z Wydzialu Fizyki UW, ja ich swietnie
    > znalem, bo ich we wczesniejszych latach uczylem.

    No i bardzo dobrze zreszta uczyles!
    Jak nazywaly sie te zajecia na Banacha, w Pracowni Fiz.,
    gdzie byles jak sadze woluntariuszem i ciemnymi wieczorami opiekowales
    sie kolkiem zapalonych uczniow szkol srednich dopuszczonych do zabaw na UW?
    Jeden z nich napisal u Ciebie i Minora prace maturalna wyznaczajac
    stala struktury krysztalu MgO... cholera, zebym ja jaszcze mogl gdzies znalezc.
    W tamtych czasach tuz przed stanem wojennym bylo kilka takich wspanialych
    inicjatyw, np. od kogos z tego kolka dowiedzialem sie ze prof. Smak z CAMKu
    prowadzi podobne zajecia z uczniami warszawskich szkol na nowym wtedy i
    bardzo szybkim komputerze PDP11 podarowanym przez Amerykanow.

    Oregon, mowisz? No to ladnie. Jezdzilem tam modlic sie do Sw. Heleny zeby nie
    wybuchla, pare lat temu, i po drodze po raz pierwszy i ostatni w zyciu
    uciekalem (czy raczej ukrywalem sie) samochodem przed wasza
    policja ktora chciala mi wlepic mandat za speeding. (udalo mie sie zwiac, ale
    analiza post factum zyskow i mozliwych strat wykazala ze zadzieranie z policja
    nie nalezy do reakcji racjonalnych.)

    Ja wyladowalem w tym roku w Toronto, nie przez
    milosc do architektury tego miasta, ale tenure to tenure :-)

    pozdrowienia
    you-know-who (!)
  • 08.10.05, 08:15
    A to ci dopiero niespodzianka!...

    Oczywiscie, Ciebie i cała sprawę z MgO pamiętam nader dobrze - i czy to
    przypadkiem nie byl tlenek cynku, ZnO? Dowcip polega na tym, że MgO ma strukturę
    soli kuchennej i wystarczy wyznaczyć jedną stałą sieci do opisania całej
    struktury. A ZnO ma strukturę wurcytu, bardziej skomplikowaną, i trzeba
    wyznaczyć az dwie stałe sieci. No i jak ja pamiętam, to Ty mnie zadziwiłes
    własnie tym, że OBIE te stałe wyznaczyłeś z dokładnościa taka, że ja aż z
    krzesła spadłem!!! Bez pomocy żadnych książek!

    No chyba, że mi sie cuś plącze?...

    Tym nie mniej, jeśli nawet szczegóły mi się trochę myla, to inne rzeczy
    doskonale pamiętam. Całe to Kółko Fizyczne.

    Ojej, córa wróciła właśnie, więc za chwilę mnie wykopie z kompa... Musze na dziś
    kończyć... Ale na szczęscie będziemy mieli jeszcze wiele czasu do pogadania...

    Serdeczności, t0g
  • 08.10.05, 08:17
    Nic nie żartuję! Chłopak probił naprawdę fantastyczne rzeczy! Napisze Ci.
  • 08.10.05, 23:40
    Gwiazda? To bardzo ciekawe - da sie to opisac w 2 zdaniach?

    ZnO, heksagonalny, stale a i c, oczywiscie!!! No tak, czas robi swoje...
    wyznaczylem dokladnie dzieki temu PDP11, o ktorym wspominalem.
    Potem tak sie rozpanoszylem w Camku, ze potrafilem przyjsc nie w czasie
    kolka komputerowego i programowac gre Life Conwaya. Taki program wtedy zajmowal
    duza czesc pamieci (128kB nie na scalakach tylko drucikach z nanizanymi
    magnesikami, core memory) i mocy obliczeniowej mainframe'u
    (moze z 0.00001 GFLOPa) i ktos z pracownikow w koncu
    stanal mi za plecami i spytal czy moglbym sie przyjsc bawic kiedy indziej, bo im
    programy nie chodza.
    A propos, byl to moj pierwszy w zyciu kontakt z danymi, a danymi o ciele stalym
    niestety chyba i ostatni, no i to co Tobie sie wydawalo swietna dokladnoscia
    ja uwazalem za taka sobie - bo moj program potrafil znalezc duzo wiecej cyferek
    w wyniku, a ja nie mialem pojecia jak dojsc do tego ile z nich jest znaczacych.
    Chyba sie do tego nie przyznalem i mature zaliczylem.



  • 06.10.05, 21:01
    "Ja mieszkam troche bardziej na poludnie w DC juz,"

    No to masz fajnego burmistrza i sprawna administracje municypalna!

    Prawie jak w NO :-)))
  • 06.10.05, 05:24
    Pociesz sie, ze w USA masz mniejsze prawdopodobienstwo zostania zabitym jak w
    Polsce.
    Wspolczynnik morderstw na 1000 mieszkancow jest odpowiednio: 0,04 dla USA i 0,05
    dla Polski. Dla Rosji wynosi on juz 0,20.
  • 04.10.05, 23:08
  • 04.10.05, 23:29
    > bo chyba nie do Kraju!

    > A chcialbym bardzo wyniesc sie stad, choc coprawda jeszcze nie wyja tu na
    ulicach...'Horst Wessel-lied'( czy jak sie to pisze....)
  • 05.10.05, 00:46
    szatek100 napisał:
    >ale nadal 15% obywateli zyje ponizej
    >sfery ubóstwa (W UE 5%).

    Haha, cos sie tobie pokicialo. W USA obecnie 12,3% zyje ponizej progu ubostwa a
    w EU 15,3% poczytaj statystyki Eurostat. W samej W.Brytani jest ponad 17%
    zyjacych w ubostwie. Wydajnosc pracy tez leci na leb w Europie i zostaja juz
    daleko z tylu za Amerykanami. Z tymi dziecmi w USA to chyba dane z "Prawdy" za
    czasow Chruszczowa, chociaz on mial wiecej umiaru od ciebie. Chyba nigdy nie
    mieszkales w Europie Zach.i nie miales kontaktu z ludzmi tam zyjacymi, tym
    bardziej z bezrobotnymi skoro wypisujesz dyrdymaly o zasilkach, niczego o tym
    systemie nie wiedzac. Poczytaj ilu Europejczykow ucieka do USA, mysli o tym
    ponad 13% absolwentow szkol wyzszych we Francji, Niemczech i W.Brytani. Tylko w
    roku 2004 1,1 miliona Niemcow ucieklo ze swojego kraju. Holendrzy rowniez
    emigruja z uwagi na coraz gorsze warunki zycia w ich kraju, etc,etc.
  • 05.10.05, 00:59
    W Gazecie byl kiedys taki artykol:

    :: Socjalna Europa na beczce prochu

    Klęska unijnej konstytucji w niedawnych referendach w Holandii i we Francji
    ośmieliła europejskich przeciwników liberalnej gospodarki, wszelkiej maści
    zwolenników "państwa opiekuńczego". Syte bogactwem i złudnym poczuciem
    bezpieczeństwa społeczeństwa Francji, Niemiec i kilku innych zachodnich krajów z
    wolna zatracają chęć do jakiegokolwiek wysiłku gospodarczego.

    Tydzień temu - w niedzielę wieczorem - na ulicach Paryża świętowali głównie ci,
    którzy wierzą, że Unia Europejska może jakimś cudem lepiej żyć, mniej pracując.
    Obrońcy Europy socjalnej nie chcą zauważyć, że ekonomiczna podstawa wygodnego
    życia Europejczyków zaczyna się sypać. Od kilku lat Stary Kontynent nie potrafi
    sobie poradzić z narastającym kryzysem gospodarczym. I w odruchu rozpaczy zamyka
    się sam w sobie, udając, że galopujące zmiany akurat go nie dotyczą.

    Dlaczego Europa nie chce stawić czoła coraz silniejszej konkurencji? Stary
    Kontynent po prostu się boi.

    Co rośnie, co spada

    Niech nikogo nie zwiodą liczby. Owszem, gospodarka Starego Kontynentu pozostaje
    drugą, obok USA, siłą ekonomiczną świata. Widać to po produkcie krajowym brutto.
    Ten wskaźnik pozostaje jednym z najbardziej uniwersalnych mierników bogactwa
    państw, nikt lepszego nie wymyślił. A europejski PKB jest porównywalny tylko z
    amerykańskim.

    Tyle tylko, że gospodarka USA nie stoi w miejscu, a europejska - tak, i to już
    prawie od dekady. Europa powoli, ale nieubłaganie traci zdolność do
    gospodarczego konkurowania. By to zobaczyć, najlepiej porównać, z jaką
    szybkością rośnie wydajność pracy. Europejczycy nie tylko pracują najkrócej, ale
    - o zgrozo - zaczynają pracować gorzej! Bank Światowy odnotował, że w latach
    1995-2000 we Francji wydajność pracy wzrosła o 3 proc., w Niemczech - o 3 proc.,
    zaś w Austrii, Włoszech i w Hiszpanii nie zmieniła się praktycznie wcale. W tym
    samym czasie Amerykanie zwiększyli wydajność aż o 13 proc.!

    Jedyne, co w Europie rosło, to płace. Za relatywnie mniej pracy Europejczycy
    dostają coraz więcej pieniędzy. Badania za ostatni okres (2000-04 r.) są jeszcze
    w przygotowaniu, ale nikt nie spodziewa się istotnej zmiany. Jeśli już - to na
    gorsze.

    Daniel Gros z brukselskiego ośrodka analitycznego CEPS prognozuje, że w 2010 r.
    przeciętny Europejczyk będzie wytwarzał przez godzinę niespełna 80 proc.
    "wartości dodanej", jaką w tym samym czasie będzie wytwarzał Amerykanin.
    Europejczykom nie przeszkadza to jednak domagać się coraz większych zarobków i
    ochrony socjalnej.

    Zaraza protekcjonizmu

    Rządy europejskie nie pozostają głuche na te społeczne oczekiwania, ale zmiany
    wprowadzane są kosztem dalszego męczenia gospodarki. Przoduje w tym rząd
    niemiecki, od lat niepotrafiący wydobyć największej unijnej gospodarki narodowej
    ze stagnacji. Niemieckie statystyki biją na alarm: • bezrobocie jest największe
    od zakończenia II wojny światowej; • w 2005 r. wzrost gospodarczy może zatrzymać
    się na poziomie 0,7 proc., rosnąć będzie tylko deficyt budżetowy; • znany
    instytut ekonomiczny Ifo ostrzega, że inwestycje w przemyśle w 2004 r. wzrosły
    jedynie o 1 proc. w porównaniu z 2003 r. W tym samym czasie inwestycje
    przemysłowe w USA podskoczyły o 10 proc.

    A co robi rząd w Berlinie? Z jednej strony, owszem, obniża podatki dla firm, ale
    z drugiej - forsuje przepisy o płacy minimalnej, co podroży koszty pracy. Nowe
    prawo zabroni niemieckim firmom chcącym ciąć koszty i zwiększać konkurencyjność
    zatrudniać tańszych pracowników nienależących do związków. Albo Polaków, Czechów
    itp.

    Protekcjonizm szerzy się jak zaraza i dotarł już do unijnych instytucji.
    Przykład? Parlament Europejski tak przerobił niedawno dyrektywę o czasie pracy,
    że pracownik nie będzie mógł pracować dłużej niż 48 godz. tygodniowo, nawet
    jeśli sam by tego chciał.

    Takie działania to jednak zaklinanie rzeczywistości. Jeśli inwestor nie znajdzie
    w Europie osób mogących pracować 50 godz. tygodniowo, to znajdzie je np. w Azji.
    Europejczyk na pewno się nie przepracuje, bo nie będzie miał gdzie.

    Jakoś(ć) nie widać wunderwaffe

    Niemal każdy dzień przynosi europejskiej gospodarce złe wiadomości. 4 maja
    amerykański koncern IBM zapowiedział, że zwolni 13 tys. pracowników, z czego
    większość w Europie. IBM chce "się skoncentrować na tych rynkach, które dają
    największy wzrost" - to cytat z komunikatu. Najwyraźniej Europa przestała być
    takim rynkiem. IBM nie jest ani pierwszym, ani ostatnim koncernem, który ogłosił
    częściową wyprowadzkę z Europy Zachodniej. To samo ogłosiły niedawno np. koncern
    elektroniczny Siemens i producent opon Continental.

    Wielu Europejczyków zaraz pospieszy z odpowiedzią: - Owszem, ale naszą siłą jest
    jakość produktów, nasze kwalifikacje i wiedza.

    Czy aby na pewno? Najwyraźniej to już tylko pobożne życzenia. Amerykański
    koncern komputerowy Dell uruchomił niedawno w niemieckim Halle fabryczkę
    zatrudniającą 300 pracowników. I niemal tego samego dnia ogłosił, że tylko w
    bieżącym roku zatrudni w Indiach dodatkowo 2 tys. osób. W ślady Della idzie SAP,
    niemiecki producent oprogramowania. Spółka zapowiedziała, że swoje nowe centrum
    informatyczne uruchomi też w Indiach, w technologicznym zagłębiu pod Bangalore.
    I to by było na tyle, jeśli chodzi o unikalność wiedzy Europejczyków.

    A co z jakością, jaką rzekomo gwarantują? Pod koniec marca br. niemiecki
    producent ekskluzywnej odzieży Hugo Boss zapowiedział, że chce przenieść
    produkcję męskich garniturów z włoskich manufaktur do chińskich fabryczek. - W
    ciągu trzech do pięciu lat Chińczycy będą produkować ubrania o porównywalnej
    jakości. Upadek przemysłu tekstylnego we Włoszech będzie postępował -
    zapowiedział w wywiadzie dla dziennika "Handelsblatt" szef Bossa Bruno Sälzer.
    Bo Chińczycy uszyją równie dobre garnitury Bossa za ułamek ceny, jakiej żądają
    za swą pracę Włosi.

    Starość nie radość

    To wcale nie koniec złych wiadomości. Ekonomiści są coraz bardziej zaniepokojeni
    innym nadciągającym zagrożeniem - starzeniem się europejskich społeczeństw.
    Demografowie alarmują, że w 2025 r. stosunek liczby osób w wieku produkcyjnym
    (ale niekoniecznie pracujących!) do liczby emerytów osiągnie w kilku krajach
    Unii alarmujące wartości.

    We Francji proporcje wyniosą 43 do 36 proc., w Niemczech - 48 do 39 proc., a we
    Włoszech - 51 do 41 proc. To nie pomyłka. Za 20 lat Włochy będą krajem bez
    dzieci - niespełna 8 proc. populacji będzie miało poniżej 16. roku życia. A to w
    dłuższej perspektywie oznacza jedno - potworne wydatki emerytalne, na które nie
    będzie komu pracować.

    Zachodnioeuropejscy emeryci oczekują komfortu po zakończeniu aktywności
    zawodowej. Problem w tym, że nie poczynili oszczędności, które miałyby im tę
    emeryturę zapewnić. Będą więc wyciągać rękę do publicznych systemów
    emerytalnych, które pozostają głównym źródłem świadczeń w Europie Zachodniej.
    Sęk w tym, że "przejadają" one składki na bieżąco. Efekt będzie taki, że znaczną
    część kosztów luksusowych emerytur dla coraz większej liczby seniorów poniosą
    osoby pracujące. Jak bardzo musiałaby wzrosnąć produktywność np. Włochów, by
    mogli oni utrzymać nie tylko siebie, swoją rodzinę, ale jeszcze 0,9 emeryta, bo
    tyle na nich przypada?

    Ekonomiści są przerażeni. - Nie jesteśmy w stanie odwrócić demograficznych
    trendów. Już teraz demografia wpływa nie tylko na finanse publiczne, ale na
    perspektywę wzrostu gospodarczego - przestrzega Daniel Gros z brukselskiego CEPS.

    Jak sobie pościelisz...

    Koszt utrzymania "europejskiego modelu życia", który w teorii ekonomii nazywany
    bywa często "państwem opiekuńczym", rośnie drastycznie i - co gorsza -
    nieprzerwanie od ponad stu lat. Mało kto pamięta, że na początku XX w. znany
    wówczas francuski ekonomista Paul Leroy-Beaulieu pisał, że "podatki większe niż
    12 proc. dochodu narodowego byłyby zbyt wysokie i szkodliwe dla wzrostu
    gospodarczego". Leroy-Beaulieu zmarł w 1916 r. i nie dożył naszych c
  • 05.10.05, 01:05
    cd:
    Europejczycy nie powinni ulegać złudzeniom - świat nie będzie kopiował naszego
    modelu, bo jest on zbyt kosztowny. Jeśli już, to będzie wybierał z niego tylko
    poszczególne elementy. Tak jak z modelu amerykańskiego. Miast roić o wyższości,
    Europejczycy powinni raczej zastanowić się, co zrobić, żeby obronić już
    osiągnięty poziom życia. Jeżeli tendencje dotyczące wydajności pracy i płac
    utrzymają się, producenci zaczną opuszczać Stary Kontynent jeszcze szybciej niż
    dotychczas. Europejczycy nie mogą się łudzić, że zatrzymają sektor produkcyjny
    li tylko dzięki lepszej edukacji. Podobnie jak nie powinni się łudzić, że całą
    gospodarkę da się utrzymać z usług.

    Czy Europejczycy są gotowi porzucić leniwy tryb życia? Czy gotowi są pracować
    ciężej i wydajniej za nieco mniej pieniędzy? Ile chcą inwestować, ile przejadać?
    To pytania nie tylko o przyszłość każdego z nas, to także pytania o przyszłość
    unijnej gospodarki.

    Liberalne przebudzenie?

    Prócz tej gospodarczo zramolałej Europy, która świętowała przed tygodniem w
    Paryżu, jest jeszcze inna Europa. Taka, która wie, że bez większego wysiłku
    gospodarczego, dalszych reform i liberalizacji rynku czeka nas wszystkich
    bolesny kryzys ekonomiczny.

    Liderem tej innej Europy jest Wielka Brytania. W zeszłym tygodniu w czwartek
    sprzeciwiła się ona, by częścią unijnego prawa stała się nowa dyrektywa o czasie
    pracy, ta, która miała odebrać Brytyjczykom prawo do pracy dłuższej niż 48 godz.
    tygodniowo. Polska przyłączyła się do protestu Brytyjczyków, podobnie jak kilku
    innych nowych członków Unii. I ten front zdołał zablokować tę socjalną dyrektywę.

    Dobrze by było, gdyby ten sojusz liberalnych państw zaczął działać także w
    innych dziedzinach. Gospodarka brytyjska okazuje się najbardziej dynamiczną w
    Europie. Wielka Brytania dawno temu zreformowała swój system emerytalny i już
    nie boi się bomby demograficznej. Z powodzeniem likwiduje też bezrobocie, ba,
    tworzy miejsca pracy nawet dla Polaków.

    Może więc to jej model ekonomiczny byłby dla Unii lepszy? Polacy razem z
    Brytyjczykami powinni bronić liberalnego spojrzenia. Unia jak nigdy dotąd
    potrzebuje takiej przeciwwagi i szczypty ekonomicznego zdrowego rozsądku.

    Konrad Niklewicz

  • 05.10.05, 12:14
    bo na forum pod tytulem:Niemcy uciekaja ze swojego kraju - jakis forumowicz podaje powolujac sie na Deutsche Welle ,liczby Niemcow emigrujacych do innach krajow.Do USA wyjechalo 15 000..Prawdopodobnie bogaci emeryci,aktorzy,biznesmeni.W Niemczech zyje ponad 100 000 Amerykanow na stale zameldowanych.
  • 05.10.05, 00:49
    Nawet ja nie wiem jaka bedzie odpowiedz. Dowiem sie dopiero 7 dnia
    poprzedzajacego koniec Wielkiego Planu.
  • 05.10.05, 02:46
    Wszystkim innym ktorzy chca cos w zyciu osiagnac a nie byc tylko "szarym
    obywatelem" (tlumaczenie na nasze: "a fucking LOSER") - oczywiscie w USA :))))


    --
    GOD BLESS AMERICA!
  • 05.10.05, 12:22
    Jak tobie w USA caly czas wmawiaja,jak nie masz 3 aut,chalupy i grubego konta tos jest nic.!!Niemcy zyjacy w USA,ci bogaci,mowia tak:W Niemczech nie wypada sie afiszowac bogactwem,powinno sie byc skromnym,a tu w USA nareszcze mozna pokazac,co sie ma.Pokazuja wszyscy,co maja i sa z tego dumni,ze maja wiecej niz inni.To samo co w Polsce a calkiem inaczej niz w Szwecji,Holandi,Dani,Niemczech..
    Oczywiscie i panstwo amerykanskie jest takie jak jego obywatele,tak sie naciaga statystyki,ze sie jest najlepszym...
  • 05.10.05, 13:37
    Jesli sie chec zyc na zasilku, lubi sie miec wszystko podane jak na talerzu,
    chce sie, zeby inni ("madrzejsi") decydowali za mnie. Wtedy niezle mieszkanie,
    codziennie "na rauszu" (piwo), po co mi samochod i prawo jazdy, wszedzie mozna
    dojsc pieszo (blisko), albo dojechac tramwajem. Mila wegetacja do konca zycia.
    Ale jesli ktos chce naprawde wziac swoj los we wlasne rece, dojsc w do czegos
    wiekszego i nie brzydzi sie zadnej pracy, byc moze poczatkowo nawet
    nieatrakcyjnej, to tylko Ameryka. No i ci ludzie po tamtej stronie wielkiej wody
    - dla nich nie jest wazne skad jestes, tylko kim jestes. A czy nie tak powinno byc?
  • 05.10.05, 14:40
    Niemcy eksportuja swoje produkty na caly swiat.900 bilionow $ (na polskie znacza 900 mld $)Z tago 450 mld$ po za Unie.Czyli 450 $ do Unii czyli Holandi,GB,FR,SK itd.Klientela bardzo wymagajaca.USA - eksport tez ok 900 mld $...polowa z tego do Meksyku,Brazylii,Argentyny,Kanady,Bahamas,Jamajka,dupajka....Wstyd....Produktow z USA nikt nie chce,nawet Amerykanie.Ford - sprzedaz -15%,GM - minus 20%....Niemiecki Transrapid,niech zyje.USA chce kupic,juz bada odcinki do tego odpowiednie.A szukaja woda na Marsie..za 20 mld $rocznie.Maja dosc wody w Los Engels..
  • 05.10.05, 14:47
    Czytasz za dużo propagandy. W Stanach jeśli rodziny mają po 3 samochody to
    dlatego, że są im potrzebne i nikt tego nie traktuje jako próba zaimponowania.
    Jest to kraj bardzo rozlegly i posiadanie samochodu jest koniecznością.
    Niemniej jednak znam osobiście Amerykanów i Polaków, którzy samochodów nie mają
    i nikt ich nie traktuje z wyższością. Samochód nie jest tutaj symbolem
    statusu. Mój sąsiad ma Mercedesa, bo od dziecka chcial mieć (mężczyźni
    rozumieją o co chodzi), w moim garażu stoją 2 Hondy ale ani ja się nie czuję od
    niego gorszy ani on lepszy ode mnie. Sąsiad doskonale się orientuje, że nas
    prawdopodobnie też stać na prestiżowe samochody ale kupujemy takie na jakie
    mamy ochotę.

    Aaaa, jeszcze jedno, powinienieś wiedzieć, zawartością konta bankowego
    Amerykaninowi też nie zaimponujesz, bo oni o tym nie rozmawiają. To są sprawy
    osobiste i ten temat może byc poruszany jedynie w gronie bardzo bliskich
    przyjaciól. Ale oni i tak orientuja się ile jesteś wart.

    Życie w Stanach jest inne niż Ci się wydaje. Mieszkam tu juz 20 lat i chyba
    trochę się orientuję.
  • 05.10.05, 15:02
    To co napisalem o pokazywaniu to nie wymyslilem.W USA nie mieszkalem,wiec musze wierzyc innym zrodlom.A to co mowia niemieccy milionerzy mieszkajacy w USA (typu Becker,Gottschalk czy Steffi Graf wydaje mi sie bardzo prawdopodobne.)
    USA to spoleczenstwo sukcesu... Tak sie to nazywa,nie?


    wujekjurek napisał:

    > Czytasz za dużo propagandy. W Stanach jeśli rodziny mają po 3 samochody to
    > dlatego, że są im potrzebne i nikt tego nie traktuje jako próba zaimponowania.
    > Jest to kraj bardzo rozlegly i posiadanie samochodu jest koniecznością.
    > Niemniej jednak znam osobiście Amerykanów i Polaków, którzy samochodów nie mają
  • 05.10.05, 15:38
    A teraz to już się skompromitowałeś. Cytujesz wypowiedzi Steffi Graff na temat
    życia w USA czy gdziekolwiek i traktujesz je poważnie? Dodaj to tego Claudię
    Shiffer i Arnolda Schwartzenegera. Chcesz mi powiedzieć, że Steffi Graff
    mieszkałaby w Niemczech w skromnym mieszkaniu na 3 piętrze i jeździłaby jakimś
    małym Oplem? I zakupy pewnie by robiła w Aldim? Boris Becker musiał ukrywać
    swoje dochody? Może chodziło o podatki?

    Je piszę o życiu przeciętnego Amerykanina, takiego który codziennie wstaje rano
    i idzie do pracy. Zupełnie nie interesuje mnie ten maleńki odsetek bogatych
    snobów.
  • 05.10.05, 17:27
    Stefi widzi przeciez dokladnie,na czym polega zycie w USA i Niemczech.Jak by ona w Niemczech zyla to malo interesujace.Chodzi o roznice miedzy dwoma systemami:jeden preferuje dobro jednostki a drugi dobro ogolu.Dlatego mamy taka rozpietosc w poziomie zycia w USA.
  • 05.10.05, 17:35
    Nadal Cię nie rozumiem. Steffi nie żyje normalnym amerykańskich życiem tak jak
    nie prowadziła normalnego niemieckiego trybu życia. Zejdź na ziemię.
    Obojętnie gdzie ona zamieszka zawsze będzie niesamowicie bogata byłą
    tenisistką. Tacy ludzie mają wszędzie inny status.
  • 05.10.05, 22:58
    > i nikt ich nie traktuje z wyższością. Samochód nie jest tutaj symbolem
    > statusu. Mój sąsiad ma Mercedesa, bo od dziecka chcial mieć (mężczyźni
    > rozumieją o co chodzi)

    A po co niby kupuje się Merca jesli nie do szpanowania :) ?

    Samochody w USA sa tańsze niż w Europie i chyba nie powiesz nam , że Amerykanie
    nie lubia ich kupować ?



    pzdr
  • 05.10.05, 23:39
    To co napisałem to była odpowiedź na stwierdzenie cezaera(?), że w USA jeśli
    nie masz czegoś tam to jesteś zerem. Ja twierdzę, że to nieprawda i jeśli
    ludzie kupują drogie samochody to dlatego, że lubią a nie dlatego, że jest taka
    presja. Oczywiście, że niektórzy szpanują. Nie tylko w USA.
  • 05.10.05, 22:53
    Jeżeli statystyczny , przecietny obywatel jest w USA "fuckin' loser" to chyba
    nie najlepiej świadczy o tym kraju :)Czy szary Amerykanin ma kaca z tego
    powodu , ze jest "pieprzonym łamagą"?

    O różnicach leżących u podstaw katolickiej kultury europejskiej i kalwinskiej
    kultury amerykanskiej też mozna wiele powiedziec.

    PS: A ty co osiągnełas , jeżeli tak wyrazasz się o innych ?


    pzdr
  • 05.10.05, 14:34
    szatek100 napisał:

    > Jak myślicie ?
    >
    >
    Przeczytalem co tu zostalo napisane i zdziwila mnie jedna prawidlowosc
    wystepujaca we wszystkich postach.
    Stawia sie znak rownosci miedzy "Lepiej zyc" i wiecej miec.
    Czy nikt nie uwaza, ze lepiej zyc to "wiecej byc" niz "wiecej miec" ?
    O to ,dla zdecydowanej wiekszosci imigrantow, latwiej jest w Europie.





    --
    Turcja prosi USA o pomoc w negocjacjach z UE
    Autor: zigzaur
    Coś mi się zdaje, że amerykańscy mediatorzy będą coraz częściej zapraszani do
    prostowania spraw wewnątrzunijnych.
  • 05.10.05, 14:56
    Mądra uwaga ale niestety jak glosi Pismo Święte "Byt określa świadomość".
    Zanim zaczniemy wybierać styl życia musimy mieć szanse wyboru.

    Przewaga USA nad Europą jest chyba taka, że imigrantowy latwiej jest się tutaj
    wtopić w spoleczeństwo. Kraje europejskie są nadal bardzo jednolite etnicznie
    i każdy, kto mówi lub wygląda trochę inaczej jest obcy. Odczule to mieszkając
    2 lata w RFN.
  • 05.10.05, 17:44

    schlagbaum napisał:



    Stawia sie znak rownosci miedzy "Lepiej zyc" i wiecej miec.
    Czy nikt nie uwaza, ze lepiej zyc to "wiecej byc" niz "wiecej miec" ?
    O to ,dla zdecydowanej wiekszosci imigrantow, latwiej jest w Europie

    ...latwiej jest byc czym?

    chyba bezrobotnym albo leniem, albo oszustem i pijakiem,

    tez mi perspektywa.
  • 05.10.05, 18:31
    kapitalizm napisał:


    >
    > ...latwiej jest byc czym?

    Nie wydaje mi sie, ze w kregu twoich znajomych jest jakis lekarz.
    Gdyby byl to moglbys sie go zapytac.

    >
    > chyba bezrobotnym albo leniem, albo oszustem i pijakiem,
    > tez mi perspektywa.

    Czytajac "genialne" wypowidzi ludzi twojego pokroju nie dziwie sie, ze wlasnie
    w usa powstaja tak przez wszystkich lubiane i chetnie sluchane polish jokes.

    Koniec


    --
    Turcja prosi USA o pomoc w negocjacjach z UE
    Autor: zigzaur
    Coś mi się zdaje, że amerykańscy mediatorzy będą coraz częściej zapraszani do
    prostowania spraw wewnątrzunijnych.
  • 05.10.05, 18:51
    schlagbaum napisał:

    > kapitalizm napisał:
    >
    >
    > >
    > > ...latwiej jest byc czym?
    >
    > Nie wydaje mi sie, ze w kregu twoich znajomych jest jakis lekarz.
    > Gdyby byl to moglbys sie go zapytac.
    >
    > >
    > > chyba bezrobotnym albo leniem, albo oszustem i pijakiem,
    > > tez mi perspektywa.
    >
    > Czytajac "genialne" wypowidzi ludzi twojego pokroju nie dziwie sie, ze
    wlasnie
    > w usa powstaja tak przez wszystkich lubiane i chetnie sluchane polish jokes.
    >
    > Koniec

    ...jak pracujesz, nie pijesz, nie oszukujesz i nie mowisz po polsku, to "polish
    jokes" ciebie nie dotycza,

    MYSL
  • 05.10.05, 18:50
    Wiesz, "mieć" daje Ci szansę, żeby "być". Postaw nowobogackich, którzy mają dla
    samego mienia, w Ameryce zanadto nie zauważam.
  • 05.10.05, 22:25
    No tak.Starałem sie tez i to przekazać w mojej wypowiedzi ale najwyraźniej nie
    zrobiłem tego dość dobitnie.Mozna oba modele - europejski i amerykański
    przyłozyć do Frommowskiego szablonu "miec czy być".Można zbadac kondycje
    psychiczna i poziom szcześliwosci (nie pytajcie mnie , jak to sie robi) obu
    społeczeństw.Wyniki moga byc ciekawe.Dotarłem kiedys do rankingu , wedle
    którego najszcześliwsi na swiecie sa Nigeryjczycy (krwawa junta wojskowa) i
    Brazylijczycy (najgorsza redystrybucja dochodu narodowego na świecie).Rzekomo
    szczęśliwi Jankesi daleko z tyłu.


    pzdr
  • 06.10.05, 06:15
    schlagbaum napisał:
    > Stawia sie znak rownosci miedzy "Lepiej zyc" i wiecej miec.
    > Czy nikt nie uwaza, ze lepiej zyc to "wiecej byc" niz "wiecej miec" ?
    > O to ,dla zdecydowanej wiekszosci imigrantow, latwiej jest w Europie

    Totalna bzdura. W Europie z uwagi na silna ksenofobie i nacjonalizm, Twoje
    dzieci tam urodzone beda jeszcze odczuwaly, ze sa obywatelami drugiej kategorii.
    Kim sa imigranci w EU niech poswiadczy przyklad muzulmanskiej spolecznosci,
    ktora wogole nie jest z asymilowana. Podkreslal to rowniez ostatnio Tony Blair,
    ktory na przykladzie USA chce zapoczatkowac procesy dazace do asymilacji
    spolecznej imigrantow nie tylko w W.Brytani ale i calej Unii. W EU jest
    prowadzona dyskryminacja wiekowa przy zatrudnianiu, w USA jest to nie do
    pomyslenia. Jaka wyzszosc prezentuje w EU czlowiek po 40-ce, ktory zwolniony z
    pracy wie, ze jego szanse na ponowne zatrudnienie sa prawie rowne zeru. W
    ostatnich latach w EU podwoila sie liczba samobojstw, na pierwszym miejscu w
    swiecie sa Finlandczycy. W Szwecji podwila sie liczba alkoholikow a sa to
    przeciez kraje stawiane za wzor socjalnych swiadczen. Przestepczosc wzrasta
    gwaltownie we wszystkich krajach Unii, w samej tylko Francji 15% z kazdym
    rokiem, a w miastach na poludniu tego kraju wprowadza sie godziny policyjne. W
    Niemczech ilosc kryminalnych przestepstw w odniesieniu do cudzoziemcow jest
    najwyzsza od lat 30-tych zeszlego stulecia. Mozna tez przypomniec
    antyimigracyjna ustawe w Austrii w 2000r, ktora wywolala obuzenie na calym
    swiecie. Bedac wtedy w Wiedniu widzialem napisy przed sklepami typu:"Francuzow
    nie obslugujemy",etc,etc. Politycy w Europie na rasistowskich haslach zdobywaja
    kilkudziesiecio procentowe poparcia, dla przykladu Le Pen. We Francji setki
    muzulmanskich uczennic rezygnuje ze szkoly z uwagi na antydemokratyczne ustawy
    Chiraka. Ten sam hipokryta wysyla komandosow dla stlumienia strajku a
    organizatorom groza 20-to letnie wyroki, takich wyrokow nie dostawali
    organizatorzy strajkow w Polsce pod totalitarnym systemem w okresie stanu
    wojennego!
  • 07.10.05, 12:53
    porque napisała:

    > Totalna bzdura. W Europie z uwagi na silna ksenofobie i nacjonalizm, Twoje
    > dzieci tam urodzone beda jeszcze odczuwaly, ze sa obywatelami drugiej
    kategorii

    To ty wrozka jestes czy jak ?


    > .
    > Kim sa imigranci w EU niech poswiadczy przyklad muzulmanskiej spolecznosci,
    > ktora wogole nie jest z asymilowana. Podkreslal to rowniez ostatnio Tony
    Blair,
    > ktory na przykladzie USA chce zapoczatkowac procesy dazace do asymilacji
    > spolecznej imigrantow nie tylko w W.Brytani ale i calej Unii.


    Zastanawiales sie juz dlaczego sie nie asymiluja ?


    W EU jest
    > prowadzona dyskryminacja wiekowa przy zatrudnianiu, w USA jest to nie do
    > pomyslenia. Jaka wyzszosc prezentuje w EU czlowiek po 40-ce, ktory zwolniony z
    > pracy wie, ze jego szanse na ponowne zatrudnienie sa prawie rowne zeru.

    Znasz jakies statystyki czy tak ci sie jakos wydaje ?


    W
    > ostatnich latach w EU podwoila sie liczba samobojstw, na pierwszym miejscu w
    > swiecie sa Finlandczycy.

    "Finladczycy" ???
    Co ty nie powiesz ?

    W Szwecji podwila sie liczba alkoholikow a sa to
    > przeciez kraje stawiane za wzor socjalnych swiadczen. Przestepczosc wzrasta
    > gwaltownie we wszystkich krajach Unii, w samej tylko Francji 15% z kazdym
    > rokiem, a w miastach na poludniu tego kraju wprowadza sie godziny policyjne. W
    > Niemczech ilosc kryminalnych przestepstw w odniesieniu do cudzoziemcow jest
    > najwyzsza od lat 30-tych zeszlego stulecia.

    Jak tak dalej pojdzie to za sto lat bedzie taka jak w Polsce a za dwiescie jak
    w usa.

    Mozna tez przypomniec
    > antyimigracyjna ustawe w Austrii w 2000r, ktora wywolala obuzenie na calym
    > swiecie. Bedac wtedy w Wiedniu widzialem napisy przed sklepami typu:"Francuzow
    > nie obslugujemy",etc,etc. Politycy w Europie na rasistowskich haslach
    zdobywaja
    > kilkudziesiecio procentowe poparcia, dla przykladu Le Pen.

    Znam lepsze przyklady


    We Francji setki
    > muzulmanskich uczennic rezygnuje ze szkoly z uwagi na antydemokratyczne ustawy
    > Chiraka. Ten sam hipokryta wysyla komandosow dla stlumienia strajku a
    > organizatorom groza 20-to letnie wyroki, takich wyrokow nie dostawali
    > organizatorzy strajkow w Polsce pod totalitarnym systemem w okresie stanu
    > wojennego!

    I tlumniie wyjezdzaja do Algerii gdzie demakracji nie depcze sie butam ?
    A moze do usa ?



    A teraz mi wyjasnij co to wszystko co napisales ma wspolnego z moja wypowiedzia


    --
    Turcja prosi USA o pomoc w negocjacjach z UE
    Autor: zigzaur
    Coś mi się zdaje, że amerykańscy mediatorzy będą coraz częściej zapraszani do
    prostowania spraw wewnątrzunijnych.
  • 07.10.05, 13:29
    Nic, bo gdyby bylo inaczej, to wiedzialby, ze najczesciej budowanymi w USA
    swiatyniami sa nie koscioly, zbory, cerkwie czy synagogi,, ale MECZETY!!!!

    Lepiej sprawdz, zanim sie znow skompromitujesz ignorancja!
    --------------------------------------------------------------------------------
    "KLAMCIE, KLAMCIE, A COS Z TEGO ZAWSZE W KONCU PRZYLGNIE!" (dr Joseph Goebbels)
  • 08.10.05, 07:18
    schlagbaum napisał:

    > porque napisała:
    >
    > > Totalna bzdura. W Europie z uwagi na silna ksenofobie i nacjonalizm, Twoj
    > e
    > > dzieci tam urodzone beda jeszcze odczuwaly, ze sa obywatelami drugiej
    > kategorii
    >
    > To ty wrozka jestes czy jak ?

    Nie wysilaj sie na dowcipy, gdyz ogolnie wiadomo jest, ze dzieci legalnych imigrantow urodzone w Niemczech maja duze klopoty z uzyskaniem obywatelstwa.

    > > Kim sa imigranci w EU niech poswiadczy przyklad muzulmanskiej spolecznosc
    > i,
    > > ktora wogole nie jest z asymilowana. Podkreslal to rowniez ostatnio Tony
    > Blair,
    > > ktory na przykladzie USA chce zapoczatkowac procesy dazace do asymilacji
    > > spolecznej imigrantow nie tylko w W.Brytani ale i calej Unii.

    > Zastanawiales sie juz dlaczego sie nie asymiluja ?

    Z takiego samego powodu jak Ty nie bedziesz akceptowany w Niemczech, w ktorych 40% Niemcow przeciwnych jest cudzoziemcom a odnosnie imigrantow zza wschodniej granicy 1/6 Niemcow uwaza, ze sa im niepotrzebni. Tak wiec dla ponad 83% Niemcow jestes tam niepozadanym intruzem. Dla porownania w USA i Kanadzie 98% ludnosci popiera zewnetrzna imigracje oraz jej integracje. Co wiecej; prawdopodobienstwo zwolnienia z pracy jest o 3,3 raza wieksze dla cudzoziemca w Niemczech,a np w Australii, USA czy Kanadzie jest ono takie same dla wszystkich. Dla imigrantow wewnetrznych a wiec Niemcow ze wschodnich landow place stanowia 75% wynagrodzenia jakie otrzymuje pracownik z landow zach. Imigranci zza wschodniej granicy otrzymuja juz srednio tylko 63% placy Niemca. Nie dosc, ze mniej placa to masz jeszcze ponad 3 razy wieksze prawdopodobienstwo wyrzucenia z pracy, jest to nic innego jak narodowosciowe czystki.
    >
    > W EU jest
    > > prowadzona dyskryminacja wiekowa przy zatrudnianiu, w USA jest to nie do
    > > pomyslenia. Jaka wyzszosc prezentuje w EU czlowiek po 40-ce, ktory zwolni
    > ony z
    > > pracy wie, ze jego szanse na ponowne zatrudnienie sa prawie rowne zeru.

    > Znasz jakies statystyki czy tak ci sie jakos wydaje ?

    Niemcy nie prowadza dokladnych statystyk wiekowych,ich dane zamykaja sie w grupie wiekowej 25-54 lat, powyzej lub ponizej tej grupy. Wystarczy jednak poczytac niemiecka prase, zeby przekonac sie o wiekowej dyskryminacji, chociazby jak w ponizszym linku

    www.dw-world.de/dw/article/0,1564,1512474,00.html
    Podam tez przyklad z prasy, w ktorym opisany jest przypadek 43 letniego czlowieka, ktory po dwoch latach szukania pracy musial wg nowego prawa pracowniczego przyjac posade w urzedzie za €1,5/h.

    > W
    > > ostatnich latach w EU podwoila sie liczba samobojstw, na pierwszym miejsc
    > u w
    > > swiecie sa Finlandczycy.
    >
    > "Finladczycy" ???
    > Co ty nie powiesz ?

    Widac, ze nie tylko malo wiesz o spoleczenstwie Europy Zach.,typowy objaw wyizolowania ale i do szkoly bylo pod gorke. Finladczyk to obywatel Finlandii.
    Fin, to mezczyzna narodowosci finskiej.

    > W Szwecji podwila sie liczba alkoholikow a sa to
    > > przeciez kraje stawiane za wzor socjalnych swiadczen. Przestepczosc wzras
    > ta
    > > gwaltownie we wszystkich krajach Unii, w samej tylko Francji 15% z kazdym
    > > rokiem, a w miastach na poludniu tego kraju wprowadza sie godziny policyj
    > ne. W
    > > Niemczech ilosc kryminalnych przestepstw w odniesieniu do cudzoziemcow je
    > st
    > > najwyzsza od lat 30-tych zeszlego stulecia.

    > Jak tak dalej pojdzie to za sto lat bedzie taka jak w Polsce a za dwiescie jak
    > w usa.

    Nie osmieszaj sie, gdyz twoje dywagacje sa juz zalosne. W Szwecji procent alkoholikow jest juz taki sam jak w Polsce. W 2004 roku bylo w Szwecji 498,877 alkoholikow a w Polsce 2,144,380. Proporcje wyciagnij sam jak potrafisz.
    > Mozna tez przypomniec
    > > antyimigracyjna ustawe w Austrii w 2000r, ktora wywolala obuzenie na caly
    > m
    > > swiecie. Bedac wtedy w Wiedniu widzialem napisy przed sklepami typu:"Fran
    > cuzow
    > > nie obslugujemy",etc,etc. Politycy w Europie na rasistowskich haslach
    > zdobywaja
    > > kilkudziesiecio procentowe poparcia, dla przykladu Le Pen.
    >
    > Znam lepsze przyklady
    >
    >
    > We Francji setki
    > > muzulmanskich uczennic rezygnuje ze szkoly z uwagi na antydemokratyczne u
    > stawy
    > > Chiraka. Ten sam hipokryta wysyla komandosow dla stlumienia strajku a
    > > organizatorom groza 20-to letnie wyroki, takich wyrokow nie dostawali
    > > organizatorzy strajkow w Polsce pod totalitarnym systemem w okresie stanu
    > > wojennego!
    >
    > I tlumniie wyjezdzaja do Algerii gdzie demakracji nie depcze sie butam ?
    > A moze do usa ?
    >
    >
    >
    > A teraz mi wyjasnij co to wszystko co napisales ma wspolnego z moja wypowiedzia

    To teraz masz wiecej przykladow na twoje absurdalne dywagacje.
  • 08.10.05, 17:06
    porque napisała:
    >odnosnie imigrantow zza wschodniej granicy 1/6 Niemcow uwaza, ze sa im
    >niepotrzebni.

    Bije sie w piers za przejezyczenie, powinno byc, ze tylko 1/6 Niemcow uwaza
    imigrantow zza wschodniej granicy jako przydatnych dla niemieckiej gospodarki.
  • 05.10.05, 16:22
    pod tym co napisal Old European. W Europie jest strasznie niebezpiecznie, wiec
    lepiej, zeby Amerykanie tu nie przyjezdzali.
  • 05.10.05, 17:09
    ...tak, prawie kazdy kto wybral sie na wycieczke do Europy to albo byl
    okradziony albo naciagniety ....albo pobity,

    o jakosci serwisow nie mowiac.
  • 05.10.05, 17:34
    Gdybys byl ciut madrzejszy moglbys zostac honorowym baranem.
    Ale co tam, pisz co chcesz, bylebys nie przyjezdzal do Europy.

    kapitalizm napisał:

    > ...tak, prawie kazdy kto wybral sie na wycieczke do Europy to albo byl
    > okradziony albo naciagniety ....albo pobity,
    >
    > o jakosci serwisow nie mowiac.
  • 05.10.05, 17:10
    nasuwa sie w zwiazku z tym male pytanko.Jak w USA jest tak dobrze to dlaczego
    ludzie majacy pare groszy(czytaj milionow $$$) decyduja sie na opuszczenie USA
    i zamieszkanie w np. Wlk.Brytanii czy coraz czesciej Szwajcarii,aa?A wiec powod
    jest prosty pzyjaciele,Szwajcaria to jest normalnosc,cywilizacja i ludzkie
    zachowanie,a USA przy niej to dzicz(patrz wydarzenia w Nowym Orleanie).
  • 05.10.05, 17:31
    A czy mogłbyś podać jakieś liczby na poparcie swojej tezy? Na pewno są ludzie,
    którzy decydują się na przeniesienie się do Europy ale ruch w drugą stronę też
    jest niemały. Ja jakos nie widzę wśród Amerykanów pędu do wyjazdu na stałe na
    Stary Kontynent.

    Jeśli chodzi o milionerów przenoszących się do Szwajcarii to chodzi tu chyba o
    coś innego. Niejaki Marc Rich tam zamieszkał ale on opuścił Stany, bo chciał
    uniknąć sprawy śadowej o oszustwa podatkowe. Przez wiele lat nie mógł z tego
    powodu przyjechać do USA, dopiero Bill Clinton go ułaskawił (na kilka godzin(!)
    przed końcem kadencji prezydenckiej).
  • 05.10.05, 17:41
    Zalezy od twojego systemu wartosci.
    Jezeli nawet pytanie zredukujemy do kwestii materialnych, to i tak wole miec cos
    z podatkow na ktore place w Europie (lecznictwo, transport publiczny, kulture etc)
    niz nic tak jak Amerykanie. O nie, zapomnialem, oni utrzymuja Haliburton swoimi
    podatkami.
  • 05.10.05, 17:57
    a reszte wydaja na zadymy w postaci np.wojny irackiej,debile.
  • 05.10.05, 18:00
    ...Zalezy od twojego systemu wartosci.
    Jezeli nawet pytanie zredukujemy do kwestii materialnych, to i tak wole miec cos
    z podatkow na ktore place w Europie (lecznictwo, transport publiczny, kulture
    etc)
    niz nic tak jak Amerykanie. O nie, zapomnialem, oni utrzymuja Haliburton swoimi
    podatkami.


    - ales teraz palnal,

    lecznictwo - jest nieporownywalnie na lepszym poziomie i ubezpieczenia znacznie
    tansze niz w Europie,

    transpost - amerykanie jezdza wiekszymi i wygodniejszymi autami niz w Europie,

    kultura - teatry (marzenie kazdego teatru na swiecie to zaistniec na
    Broadway'u),
    film (marzenie kazdego aktora, rezysera to zaistniec w Hollywood),
    show's (marzenie kazdego wykonawcy to zaistniec w Las Vegas),
    muzyka (marzenie kazdego nagrac cos w USA),
    literatura (marzenie kazdego pisarza to byc zauwazonym przez amerykanskiego
    czytelnika i znalezs sie na liscie bestselerrow w N.Y.)....czy mam dalej
    wymieniac?
  • 05.10.05, 18:11
    zes niczego nie ponial? Z jednej strony to zabawne czytac wypowiedzi kogos kto
    uwaza, ze kultura to Hollywood, Las Vegas i lista bestsellerow NYT, ale z
    drugiej strony szkoda czasu, wiec juz nie bede z toba dyskutowal. Pasujesz do
    ameryki idealnie, pewnie jestes tam nawet uwazany za inteligentnego.

    Jak zwykle

    bokapitalizm napisał:

    > ...Zalezy od twojego systemu wartosci.
    > Jezeli nawet pytanie zredukujemy do kwestii materialnych, to i tak wole miec co
    > s
    > z podatkow na ktore place w Europie (lecznictwo, transport publiczny, kulture
    > etc)
    > niz nic tak jak Amerykanie. O nie, zapomnialem, oni utrzymuja Haliburton swoimi
    > podatkami.
    >
    >
    > - ales teraz palnal,
    >
    > lecznictwo - jest nieporownywalnie na lepszym poziomie i ubezpieczenia znacznie
    >
    > tansze niz w Europie,
    >
    > transpost - amerykanie jezdza wiekszymi i wygodniejszymi autami niz w Europie,
    >
    > kultura - teatry (marzenie kazdego teatru na swiecie to zaistniec na
    > Broadway'u),
    > film (marzenie kazdego aktora, rezysera to zaistniec w Hollywood),
    > show's (marzenie kazdego wykonawcy to zaistniec w Las Vegas),
    > muzyka (marzenie kazdego nagrac cos w USA),
    > literatura (marzenie kazdego pisarza to byc zauwazonym przez amerykanskiego
    > czytelnika i znalezs sie na liscie bestselerrow w N.Y.)....czy mam dalej
    > wymieniac?
  • 05.10.05, 18:19
    st.piran napisał:

    > zes niczego nie ponial? Z jednej strony to zabawne czytac wypowiedzi kogos kto
    > uwaza, ze kultura to Hollywood, Las Vegas i lista bestsellerow NYT, ale z
    > drugiej strony szkoda czasu, wiec juz nie bede z toba dyskutowal. Pasujesz do
    > ameryki idealnie, pewnie jestes tam nawet uwazany za inteligentnego.
    >


    ...musze cie zmartwic ale literatura, kino jak i muzyka to dzialy
    kultury...poczytaj jakis slownik wyrazow obcych jesli tego nie wiesz jako polak,

    rozumie, ze choc przyznales mi racje w dziedzinie lecznictwa i
    transportu...dobre i to,

    a teraz postudiuj co to jest kultura.
  • 05.10.05, 18:35
    st.piran napisał:

    Pasujesz do
    > ameryki idealnie, pewnie jestes tam nawet uwazany za inteligentnego.
    >

    Tak zle to chyba nie jest nawet w usa.

    >--
    Turcja prosi USA o pomoc w negocjacjach z UE
    Autor: zigzaur
    Coś mi się zdaje, że amerykańscy mediatorzy będą coraz częściej zapraszani do
    prostowania spraw wewnątrzunijnych.
  • 05.10.05, 18:38
    schlagbaum napisał:

    > st.piran napisał:
    >
    > Pasujesz do
    > > ameryki idealnie, pewnie jestes tam nawet uwazany za inteligentnego.
    > >
    >
    > Tak zle to chyba nie jest nawet w usa.



    ...a kto powiedzial, ze jest zle w USA?

    jest b. dobrze.......tylko nie dla wszystkich (na szczescie)

  • 05.10.05, 19:03
    Niesamowite. On jest chyba jeszcze glupszy od draggera.
  • 05.10.05, 19:14
    ....kto to jest dragger?
  • 05.10.05, 19:56
    st.piran napisał:

    > Niesamowite. On jest chyba jeszcze glupszy od draggera.


    Nie przecze nie tylko przez grzecznosc.


    --
    Turcja prosi USA o pomoc w negocjacjach z UE
    Autor: zigzaur
    Coś mi się zdaje, że amerykańscy mediatorzy będą coraz częściej zapraszani do
    prostowania spraw wewnątrzunijnych.
  • 05.10.05, 20:06
    Czy chcesz powiedzieć, że książki z listy bestsellerów NYT to nic innego jak
    grafomania? Z jakiegoś powodu w kręgach intelektualnych Europy do dobrego tonu
    należy dyskredytowanie Hollywood. Czy ktos mógłby mi to wytłumaczyć?
  • 05.10.05, 22:23
    ...Czy chcesz powiedzieć, że książki z listy bestsellerów NYT to nic innego jak
    grafomania? Z jakiegoś powodu w kręgach intelektualnych Europy do dobrego tonu
    należy dyskredytowanie Hollywood. Czy ktos mógłby mi to wytłumaczyć?

    - tak samo do dobrego tonu nalezalo zachwycac sie Marksem, Fidelem, Mao, itp. -
    to ma naukowa nazwe "useful idiots", i zawsze dotyczy zachodnich
    intelektualistow,

    co nie przeszkadza im uznawac nagrode Oskara, przydzielana w Hollywood, za
    najwyzsze osiagniecie w kinematografii (wazny dzial kultury), tak jak i N.Y. za
    swiatowe centrum calej kultury zachodniej cywilizacji,

    ot i co.
  • 05.10.05, 23:29
    Nigdy nie moglem zrozumieć lewicy. Mao zamordowal chyba 30 milionów ludzi ale
    nadal ma wielbicieli wśród lewicującej mlodzieży zachodniej. Tak jak Fidel,
    który nie pozwala Kubańczykom na najmniejsze przejawy krytyki swojej polityki,
    jest dla nich wzorem do naśladowania. Taki Oliver Stone przyznal, że byl
    zafascynowany Fidelem.
  • 06.10.05, 12:44
    Nigdy nie moglem zrozumieć lewicy. Mao zamordowal chyba 30 milionów ludzi ale
    > nadal ma wielbicieli wśród lewicującej mlodzieży zachodniej.

    30?Sam "wielki skok" pochłonął 25 mln , a ostrozne szacunki mówia , ze Mao
    wykonczył ok 50 mln ludzi.

    Co do uwielbiania go na lewicy.W latach 60tych powstałe wówczas ruchy "hippies"
    marzyły o nowym , lepszym śiweice pozbawiowionym wyzysku (np. prześladowania
    czarnych) i wojen (lata 60te to lata Wietnamu!).Baze dla nich stanowiły dzieła
    lewicowych intelektualistów typu Herbert Marcuse.W tym czasie nad Chinami
    unosiła sie medialna żelazna kurtyna i podobnie , jak z Rosji Stalina na zachód
    docierały jedynie strzepy informacji.Kiedy Mao rozpoczynał krwawa kampanie
    powrotu do władzy , którą nazwał "rewolucja kulturalna" ,nieszczęśni zachodni
    studenci myśleli , ze "przewodniczący" buduje raj na ziemi.NIe było powodu , by
    wierzyć zakłamanym , prowadzacym imperialne wojennki (Francja) rządom
    zachodu.Później przyszedł kac.

    Co do Fidela...Niestety prawda jest , ze wśród (nielicznych) skrajnie
    lewicowych intelektualistów nadal jest on popierany.Mam jednak takze wiele
    zarzutów do USA...
    Do 1959 roku zdominowana przez amerykański kapitał Kuba była rzadzona przez
    prawicowego dyktatora - Fulgencio Batistę.Hawana była wówczas pełna kasyn ,
    turystów , a rdzenna ludność tyrała w nieludzkich warunkach na plantacjach
    trzciny cukrowej.W koncu jednak prowadzący partyzancka wojne dysydenci pod
    przewodnictwem Fidela Castro zdołali pokonac rządowe wojska i zdobyli
    władzę.Sam Fidel nie był proradzieckim komunistą - raczej socjalnym
    rewolucjonista.Stuprocentowo czerwony byl za to jego słynny kompan -
    argentynski lekarz Ernesto "Che" Guevara .Widzac co sie dzieje , Jankesi
    postanowili sprokurować kontrrewolucję - najpierw w 1960 nałozyli na Kubę
    embargo gospodarcze (poważny cios dla eksportu - zwłaszcza trzciny) a w 1961
    przysłali łodziami grupe 1400 przeciwników Castro , by obalili nowego
    dyktatora.Nie musze mówic , ze administracja Kennedyego nie działała z pobudek
    humanitarnych , lecz materialnych (strcone wpływy , kasyna , plantacje
    etc.).Wyprawa , która przeszła do historii jako "inwazja w zatoce świń" nie
    powiodła się.Widzacy determinacje supermocarstwa Fidel dał się przekonać
    Guevarze do nawiązania współpracy z Moskwą.Jej efektem było później
    rozmieszczenie w 1963r. pocisków jadrowych na terenie Kuby , które o mały włos
    nie skończyło się III Wojna Światową (słynne negocjacje Kennedy-Chruszczow).Od
    tej pory Fidel jest naczelnym wrogiem Ameryki.Mieszkancy USA wypominaja mu
    łamanie praw człowieka i sprawowanie rzadów dyktatorskich.I oczywiście mają
    racje .Niemniej jednak w czasach zimnej wojny Jankesi przyjaźnili się z
    kazdym , kto nie trzymał z ZSRR.W tym gronie było takze wielu krawawych
    dyktatorów na czele z Pol Potem - przywódca czerwonych khmerów w Kambodży ,
    który w ciagu kilku lat wymordował 1/3 swojego narodu (lepsza sednia niz Stalin
    i Mao).Tak więc pomstowanie na Fidela w Białym Domu ma w sobie spora dawkę
    hiporyzji...


    pzdr
  • 06.10.05, 14:46
    No to jednak są sprawy, w których się zgadzamy. Co do intencji polityków
    amerykańskich (i niemieckich, i francuskich, i bułgarskich, i polskich...) nie
    mam najmniejszych złudzeń. Wszystkim chodzi o własne interesy. Mimo to myślę,
    że Kennedy miał trochę więcej zdrowego rozsądku niż Chruszczow. Czytałem kilka
    książek na jego temat i myślę, że pomijając sprawę różnicy poziomu
    intelektualnego między nim a Kennedym, Nikita miał wolną rękę w tym
    konflikcie. Chodzi mi o to, że w przeciwieństwie do Kennedy'ego nie musiał się
    tłumaczyć przed społeczeństwem i parlamentem z tego co zrobił ani pytać o
    zgodę, negocjować budżet wojska itp. Dlatego systemy totalitarne (despotyczne)
    takie jak komunizm są w pewnym sensie bardziej "efektywne".

    Wydaje mi się, że fascynacja postaciami takimi jak Mao, czy Fidel wynika
    częściowo z tego co różni ich od Hitlera, mianowicie zachodnia lewica ich tak
    na prawdę niewiele o nich wie i nigdy nie była nimi bezpośrednio zagrożona.
    Dlatego do dzisiaj widuję czasami na amerykańskich ulicach młodych ludzi
    demonstrującyh przeciwko czemuś w koszulkach z sierpem i młotem albo z
    podobizną Mao lub "Che".
  • 06.10.05, 01:05
    > ...Zalezy od twojego systemu wartosci.
    > Jezeli nawet pytanie zredukujemy do kwestii materialnych, to i tak wole miec
    co
    > s
    > z podatkow na ktore place w Europie (lecznictwo, transport publiczny, kulture
    > etc)
    > niz nic tak jak Amerykanie. O nie, zapomnialem, oni utrzymuja Haliburton
    swoimi
    > podatkami.
    >
    >
    > - ales teraz palnal,
    >

    A niby czemu.Haliburton wiele zawdziecza zamówieniom publicznym.Cała wojenka w
    Iraku tez jest dla niego wielce opłacalna.O takich firmach , jak Boeing (roczne
    zamówienia rzadowe bądź eksport przy wsparciu rzadu -15 mld $) , Lockheed
    Martin (podobnie) nie będę nawet wspominał...


    > lecznictwo - jest nieporownywalnie na lepszym poziomie i ubezpieczenia
    znacznie
    >
    > tansze niz w Europie

    Słyszałem , ze akurat pod wzgledem słuzby zdrowia w USA nie maja się czym
    chwalic na tle innych państw zachodu.To jeden z mankamentów , jakie wymieniaja
    nawet amerykańscy komentatorzy.

    > transpost - amerykanie jezdza wiekszymi i wygodniejszymi autami niz w Europie,

    No cóż , zapewniam Cię , ze np. Niemcy nie jezdża Pandami i Cinquecento jak
    Polacy :)

    Wozy produkcji amerykańskiej sa na ogół dość tanie a przy tym duze i mocne.Cos
    takiego mozna kupic za równowartość Golfa...


    www.dodge.com/ram_1500/index.html

    ale z drugiej strony są zwykle gorzej dopracowane i mniej przyjazne dla
    srodowiska.Podejrzewam , że to głównie odradzajaca się za oceanem miłość do V8
    jest odpowiedzialna za to , ze USA emituja połowe światowych zanieczyszczeń
    powietrza.Co z tego wynika wiemy - np. pustynnienie gleb w Afryce owocujace
    kleskami głodu czy podnoszenie się poziomu wód i temperatury w oceanach -
    huragany (Katrina).Prezydent Bush nie chce wprowadzić protokołu z Kioto
    tłumacząc się obrona miejsc pracy(!).Zaskakujace w kraju , który szczyci się
    tak niskim , niemal symbolicznym , bezrobociem.Amerykańskie koncerny
    motoryzacyjne juz dawno przegrały bój o rynek samochodów średniolitrazowych z
    producentami z Europy i (zwłaszcza) Azji.Nadrabiac to moga jedynie sprzedaza
    czteronapedowych monstrów.Gdyby władze USA nałozyły stosowne podatki
    ekologiczne na konsumentów tego typu dwusladów , wielka trójca z Detroit
    mogłaby wpaść w kłopoty...



    > kultura - teatry (marzenie kazdego teatru na swiecie to zaistniec na
    > Broadway'u),
    > film (marzenie kazdego aktora, rezysera to zaistniec w Hollywood),
    > show's (marzenie kazdego wykonawcy to zaistniec w Las Vegas),
    > muzyka (marzenie kazdego nagrac cos w USA),
    > literatura (marzenie kazdego pisarza to byc zauwazonym przez amerykanskiego
    > czytelnika i znalezs sie na liscie bestselerrow w N.Y.)....czy mam dalej
    > wymieniac?


    Można złosliwie dodać : marzenie kazdego dziennikarza - pisac dla "Super
    Exspresu" .
    Mówiąc powaznie nie zgadzam się z Toba.Zwłaszcza , jesli chodzi o
    Hollywood.Nie , żebym nie widział w zyciu ambitnych filmów made in USA , ale
    sztandarowe wytwory "fabryki snów" to kicz i chała w najczystszej postaci -
    taki kinematograficzny McDonald.NIe podoba mi się pomysł , by wartośc
    artystyczna dziela liczyc w milionach $ wydanych na efekty specjalne.Dośc
    powiedzieć , ze patrzac na historię gal oscarowych mozna odnieść wrażenie , że
    najwybitniejszym filemem w historii jest "Titanic" Camerona - romantyczne
    popłuczyny za 200 mln $.Hollywoodem nie rzadza artysci , tylko biznesmeni -
    ludzie którzy dążą jedynie do natychmiastowego , zmaksymalizowanego
    zysku.Sprzedaja wiec ludziom ogłupiajacą , aczkolwiek lekkostrawna papke ,
    która nie ma zadnej wartości artystycznej.Ostatnio w Kalifornijskich
    wytwórniach panuje moda na wszelkiej masci sequele , prequele , epilogi etc.
    znanych juz "dzieł".często prezentuja one żenujacy poziom (nawet na tle
    pierwowzoru) i ich jedynym celem jest naciagniecie widza na wydanie pieniedzy
    na bilet.Proponuje , bys czasem obejrzał np. "kocham kino" we wtorek na
    dwójce.Zobaczysz troche inne filmy (takze amerykańskie)


    pzdr

  • 06.10.05, 02:18
    ....Słyszałem , ze akurat pod wzgledem słuzby zdrowia w USA nie maja się czym
    chwalic na tle innych państw zachodu.To jeden z mankamentów , jakie wymieniaja
    nawet amerykańscy komentatorzy.

    - dobrze, ze powiedziales "slyszalem"...pewnie od sasiadki,

    nie ma lepszej sluzby zdrowia niz amerykanska, niektorzy tylko narzekaja, ze
    trzeba placic - ale to juz chyba tylko socjalisci,

    .... No cóż , zapewniam Cię , ze np. Niemcy nie jezdża Pandami i Cinquecento
    jak
    Polacy :)

    - jak bylem dwa lata temu w Europie to sam widzialem mase malutkich samochodow
    w Niemczech,

    ....Wozy produkcji amerykańskiej sa na ogół dość tanie a przy tym duze i
    mocne.Cos
    takiego mozna kupic za równowartość Golfa...

    - ale trzeba jeszcze miec pieniadze na paliwo, a amerykanow stac na nie,

    o komforcie i bezpieczenstwie nie mowiac,

    poczytaj na temat nonsensu Global Warming i kto na tej panice robi szmal:

    www.predictweather.com/global_warming/index.asp
    www.predictweather.com/articles.asp?ID=36
    czy nazwa Enron cos ci mowi?

    ...Można złosliwie dodać : marzenie kazdego dziennikarza - pisac dla "Super
    Exspresu" .


    - moze dla dziennikarza i to slabego, ale ja pisalem o literaturze, w tym
    pieknej - w tym stolica jest N.Y.

    wiekszosc produkcji Hollywoodu to kultura masowa, ambitnych filmow tez powstaje
    w USA duzo - nie zapominaj, ze kultura masowa to tez KULTURA,

    a Titanic cieszyl sie wiekszym powodzeniem w Europie niz w USA - europejczycy
    tez zasluguja na kulture masowa (popularna)...nie trzeba sie wstydzic, no nie?

    mieszkam w Kaliforni i nie mam dostepu do polskiej "kultury"........na
    szczescie.



  • 06.10.05, 14:10
    > - dobrze, ze powiedziales "slyszalem"...pewnie od sasiadki,
    >
    > nie ma lepszej sluzby zdrowia niz amerykanska, niektorzy tylko narzekaja, ze
    > trzeba placic - ale to juz chyba tylko socjalisci,

    A w czym ta "najlepszość" sie wyraża ?

    > - jak bylem dwa lata temu w Europie to sam widzialem mase malutkich
    samochodow
    > w Niemczech

    Oczywiście.Do jazdy po miescie nie potrzeba samochodu , który ma 5m długoscii
    pali w korkach 30L. na 100km.Kiedy ruszaja w dłuzsza trase , biora wiekszy
    model/Tak jest przynajmniej w bogatszych krajach UE.



    > - ale trzeba jeszcze miec pieniadze na paliwo, a amerykanow stac na nie,
    >
    > o komforcie i bezpieczenstwie nie mowiac

    Och , to dobrze , ze stac Was na paliwo , ale dlaczego lasy deszczowe musza za
    to płacic ?


    poczytaj na temat nonsensu Global Warming i kto na tej panice robi szmal:
    >
    > www.predictweather.com/global_warming/index.asp
    > www.predictweather.com/articles.asp?ID=36
    > czy nazwa Enron cos ci mowi?


    Przyznam , ze jestem raczej przeciętny z angielskiego i te teksty sa dla mnie
    zdecydowanie za trudne , bym mógł je czytac bez bólu głowy :(
    Jesli chcesz dalej o tym dyskutowac , musisz dokonac chocby skrótowej
    translacji zawartych tam faktów :)
    Z tego co zrozumiałem jest w nich zawarty iscie kopernikanski przewrót na temat
    tego , co cały świat mysli o ekologii.

    > ...Można złosliwie dodać : marzenie kazdego dziennikarza - pisac dla "Super
    > Exspresu" .
    >
    >
    > - moze dla dziennikarza i to slabego, ale ja pisalem o literaturze, w tym
    > pieknej - w tym stolica jest N.Y

    Zgodze się , ze NY jest jedną z najbardziej dynamicznych światowych metropolii
    i ze dobra recenzja w N.Y. Timesie jest bardzo poządana dla literatów.
    Co do Las Vegas i (zwłaszcza) Hollywood twardo trzymam się swego.



    > wiekszosc produkcji Hollywoodu to kultura masowa, ambitnych filmow tez
    powstaje
    >
    > w USA duzo - nie zapominaj, ze kultura masowa to tez KULTURA,

    No cóż , według socjologicznej definicji kultura jest kazdy wytwór ludzki ,
    który potrafi sie zobiektywizować.Faszyzm , komunizm , apartheid - to tez było
    kulturą.Ale czy mamy to pochwalać ? Ja osobiscie mam wielka pretensje do
    Ameryki , ze tasmowo produkowana przez nia korporacyjna popkultura zalewa świat
    i odmóżdża jego mieszkańców.

    PS:Zaznaczyłem wczesniej , ze ambitne filmy USA tez wytwarza.Jednak w kazdym
    filmie wyprodukowanym w Hollywood mozna wyczuć , ze...jest z Hollywood.

    >
    > a Titanic cieszyl sie wiekszym powodzeniem w Europie niz w USA - europejczycy
    > tez zasluguja na kulture masowa (popularna)...nie trzeba sie wstydzic, no nie?


    > mieszkam w Kaliforni i nie mam dostepu do polskiej "kultury"........na
    > szczescie.
    >

    Nie przesadzaj.Nie dalej , jak 20lat temu polska kultura (zwłaszca kino) miała
    się bardzo dobrze.Później była zmiana systemu i zwiazana z nią zawierucha.Od
    tego czasu faktycznie jset gorzej.Nawet bardzo.Ale wydaje mi sie , ze to juz
    niedługo zacznie się zmieniać.


    PS:Napisz , od kiedy mieszkasz w Kalifornii i jak się tam znalazłes


    pzdr
  • 10.10.05, 06:32
    szatek100 napisał:

    > Oczywiście.Do jazdy po miescie nie potrzeba samochodu , który ma 5m długoscii
    > pali w korkach 30L. na 100km.Kiedy ruszaja w dłuzsza trase , biora wiekszy
    > model/Tak jest przynajmniej w bogatszych krajach UE.

    A ty naiwnie myslisz, ze w Europie jezdza malymi samochodami z uwagi na ochrone
    srodowiska? Zastosowanie malych samochodow w Europie wynika ze specyfiki ich
    miast oraz malej zamoznosci mieszkancow. Miasta w USA rozbudowywaly sie juz w
    erze motoryzacji, autostrada dojezdza sie do centrum kazdego wiekszego miasta,
    pomyslano o szerokich drogach, miejscach do parkowania, dlatego tez Amerykanie
    po miescie nie musza jezdzic z kolanami pod broda a po wyjsciu z samochodu
    rozprostowywac zdretwialych konczyn.

    >Podejrzewam , że to głównie odradzajaca się za oceanem miłość do V8
    >jest odpowiedzialna za to , ze USA emituja połowe światowych zanieczyszczeń
    >powietrza.Co z tego wynika wiemy - np. pustynnienie gleb w Afryce owocujace
    >kleskami głodu czy podnoszenie się poziomu wód i temperatury w oceanach -
    >huragany (Katrina).

    Od podejrzen do faktow jeszcze jest daleka droga. Zastanawia tylko; czy zamiarem
    twoim jest prowokowac, czy tez wierzysz w dyrdymaly i demagogie jaka wypisujesz.
    Samochodowe spaliny,przemysl motoryzacyjny oraz rafinerie ropy emituja w sumie
    na calym swiecie do atmosfery 14% zanieczyszczen . Jezeli USA byloby jedynym
    zmotoryzowanym krajem,mozna by winic je o te 14%. De facto, najbardziej
    zanieczyszczonym powietrzem oddychaja Europejczycy. To tam m.in. duzy odsetek
    stanowia samochody osobowe z silnikiem disela, ktorych w wielu Stanach prawo nie
    zezwala na rejestracje.W wielu krajach europejskich sprzedaje sie olowiowa
    benzyne, ktora od lat zabroniona jest w USA. W USA od zanieczyszczonego
    powietrza umiera rocznie 70 tys ludzi. W Europie taka sama liczba zgonow jest
    juz w czterech panstwach; Francji, Austrii, Szwajcarii i Polsce. Kazdego roku
    skutkiem absencji w pracy z uwagi na schorzenia wynikle ze zlego powietrza, EU
    ponosi straty €80mln.

    > Och , to dobrze , ze stac Was na paliwo , ale dlaczego lasy deszczowe musza za
    > to płacic ?

    Tos teraz przywalil:)))
    Najwiekszego spustoszenia tropikalnych lasow amazonii dokonuje gospodarka EU.
    To dla krajow EU oraz Chin wycina sie najwiecej lasow celem pozyskania kauczuku.
    To Europa 65% soji sprowadza z Brazylii, gdzie w celu zakladania nowych pol
    uprawnych wycina sie coraz wiecej lasow. Przez ostatnie 8 lat wycinka lasow
    amazonii utrzymywala sie na jednakowym poziomie. Po zwiekszeniu prze EU zamowien
    na kauczuk i soje likwidacja lasow tropikalnych zwieksza sie o 40% w roku. W
    ciagu ostatnich 10 lat na potrzeby EU pola z soja powiekszono w Brazylii o 77% a
    w okregu Mato Grosso ponad polowa lasow zostala wyciata pod zamowienia EU.

    Dodam jeszcze kilka slow odnosnie komfortu mieszkan w EU, ktore juz ze wzgledu
    na swoje rozmiary powinny raczej porownywalne byc z budownictwem w Chinach.
    Do tego dochodzi jeszcze brak w nich klimatyzcji, ktora standardem jest w
    Ameryce a w Europie na ten "luxus" pozwolic moga sobie tylko nieliczni. Kadego
    roku tylko w samych Atenach w skutek upalow umiera ponad 1500 osob. Nie tak
    dawno ponad 10 tys padlo we Francji, powod; ludzie nie mieli sie gdzie
    schlodzic. Znajomy Belg, ktory wracal po wygasnieciu kontraktu do Europy ze
    lzami w oczach uzalal sie, ze tak wygodnego domu jak w USA nigdy nie bedzie mial
    w Europie.
  • 10.10.05, 06:58
    porque napisała:

    >Kazdego roku skutkiem absencji w pracy z uwagi na schorzenia wynikle ze zlego
    >powietrza, EU ponosi straty €80mln.

    Maly blad w liczbach:) Straty wynosza 80 mld. (miliardow)
  • 06.10.05, 07:12
    szatek100 napisał:

    >jesli chodzi o Hollywood.Nie , żebym nie widział w zyciu ambitnych filmów made
    in >USA , ale sztandarowe wytwory "fabryki snów" to kicz i chała w najczystszej
    >postaci -taki kinematograficzny McDonald.
    >Hollywoodem nie rzadza artysci , tylko biznesmeni -
    >ludzie którzy dążą jedynie do natychmiastowego , zmaksymalizowanego
    >zysku.Sprzedaja wiec ludziom ogłupiajacą , aczkolwiek lekkostrawna papke ,
    >która nie ma zadnej wartości artystycznej

    Hollywood oglupia masy? A co do zaoferowania ma Europa, w ktorej od lat nie
    wyprodukowano porzadnego dramatu politycznego na goracy temat, za to coraz
    czesciej tworzy sie produkcje masowa na hollywoodzka modle a skutek jest taki,
    ze w obu kategoriach Amerykanie sa lepsi. Zaden inny kraj nie oddzialowuje tak
    silnie na reszte swiata jak USA. Zaden inny nie pokazuje tak czesto-sam zreszta
    potrafi najlepiej pokazac, za co nalezy go nienawidzic. Hollywood kazdego roku
    ochoczo inwestuje miliony dollarow w filmy, w ktorych nie oszczedza sie ani
    samego Hollywood, ani amerykanskiego spoleczenstwa. Jak dotad kazda wojna
    doczekala sie kasliwej satyry a niektore skandale dopiero dzieki Hollywood
    dotarly do szerokiej opinii publicznej; klamstwa wielkich koncernow tytonowych w
    "Informatorze" czy zanieczyszczenie srodowiska w "Erin Brockovich". Europejscy
    ekolodzy mogliby sobie demonstrowac przez dziesiatki lat, a nie poruszyliby tak
    swiadomosci ekologicznej ludzi jak ten jeden hollywoodzki film. Pozycja Ameryki
    jako supermocarstwa w sferze kultury wyraza sie w dwoistosci jej natury: za
    wiele mozna ja atakowac, ale i za wiele podziwiac. Kultura ta bardzo skutecznie
    wdziera sie wszedzie. Jednoczesnie sama siebie atakuje. Potezny nurt
    amerykanskiej kultury masowej wynosi ku gorze rowniez tych, ktorzy sie mu
    sprzeciwiaja. Tajemnica kulturowej supermocarstwowosci polega na zdolnosci do
    wzruszania bez ideologii. Od samych poczatkow przemysl rozrywkowy w USA musial
    kierowac swoje produkty do bardzo roznorodnej, wielokulturowj publicznosci, jaka
    bylo spoleczenstwo imigrantow. Bardzo tez szybko oczywista stala sie zasada, ze
    to co pokazuje Hollywood musi byc zrozumiale w jak najszerszych kregach w mysl
    anglosaskiego przekonania, ze podejscie krytyczne i konsumpcyjne, elitarnosc i
    rozrywka, intelektualizm i zywosc akcji wcale nie musza , a wrecz nie powinny
    sie wykluczac. Panujaca w amerykanskich fabrykach snow obsesja optymizmu
    prowokowala tez zawsze do tworzenia postaci tragicznych. Kto, dajmy na to, pisze
    dzis powiesci spoleczne, ktore probuja pokazac jak zyc? Autorzy z ojczyzny big
    maca: Philip Roth, Michael Chabon, Paul Auster, John Updike, Stephen L. Carter i
    wielu innych. Wszyscy oni w ostatnich czasach wydali powiesci, ktorym trudno
    zarzucic braki artystyczne, a przy tym sa to dobrze opowiedziane historie.
    Europa w sferze kulturalnej tkwi w glebokiej pustce i nie jest w stanie
    zaoferowac znaczacej kontrpropozycji. W przeciwienstwie tez do Europy, w USA
    moralnosc publiczna jest jeszcze ciagle ceniona wartoscia.
  • 10.10.05, 07:21
    szatek100 napisał:
    > Słyszałem , ze akurat pod wzgledem słuzby zdrowia w USA nie maja się czym
    > chwalic na tle innych państw zachodu.To jeden z mankamentów , jakie wymieniaja
    > nawet amerykańscy komentatorzy.

    Komentatorzy sa zeby prowadzic dysputy a w tym zagadnieniu toczy sie debata nad
    ubezpieczeniami spolecznymi, co do ktorych wszyscy sa jednomyslni, ze skutkiem
    upanstwowienia programu ubezpieczen zdrowotnych bedzie spadek jakosci uslug
    medycznych tak jak w Europie czy Kanadzie. W Kanadzie system ubezpieczen jest
    jak w Europie, gdzie chorzy czekaja miesiacami na badania specjalistyczne i
    latami na zabiegi. W miedzyczasie kolejka kurczy sie o polowe :( Kto ma
    pieniadze w Kanadzie, przyjezdza leczyc sie do USA.
  • 05.10.05, 19:59
    Szatku100 - sprecyzuj!
    Komu?
    --
    zostałem radnym
    Autor: oszolom.z.radia.maryja
    Data: 02.07.2005 22:55
    "gość po prostu wykitował a ja wszedłem na jego miejsce bo sposród przegranych
    miałem największe poparcie"
  • 05.10.05, 20:41
    Europa" : swiecka , materialistyczna , libertynska bardziej niz liberalna ,
    rozwiazla i zepsuta , tchorzliwa i samolubna , innymi slowy kontynent
    jalowych duchowo mezczyzn i kobiet.
    To takze kontynent slaby , bowiem odwrocil sie od Boga i przedlozyl pogon za
    przyjemnoscia oraz " bezpieczenstwem " nad ryzyko , przygode , romantyzm
    poezje i sluzbe nad wiare pielgrzyma , gwiazde , nadziei i serce bijace
    milosci blizniego .

    To Europa tasiemcowych kolejek po zasilek , pelna zgorzknialych i wyzutych z
    nadzieji zombi w srednim wieku , ktorzy wiedza dobrze , ze juz nigdy nie
    znajda pracy.
    To takze Europa pustych kolysek i kurczacych sie klas szkolnych . Zaczynamy
    juz odczuwac nadejscie najwiekszej katastrofy demograficznej w jej dziejach
    . Przyrost naturalny wszedzie spadl ponizej poziomu zastepowalnosci pokolen
    , a powstala luke zapelniaja imigranci muzulmanscy , ktorzy dzis tylko lypia
    zlym okiem , ale czekaja , az nadejdzie ich dzien . Do polowy stulecia
    ludnosc Niemiec spadnie o 20 % , Wlochow bedzie 10% mniej , a Polakow o 12%
    . Jedno pokolenie temu w Europie wciaz otwierano nowe uniwersytety . Wkrotce
    bedzie sie je zamykac !!!!!!

    Europa jest w tak oplakanym stanie , ze kiedy tylko mam sposobnosc rozmowy z
    mlodymi przed dwudziestka , namawiam ich aby inwestowali w swoja przyszlosc
    w AMERYCE - zwlaszcza jesli sa bystrzy i prezni, co jest nieodzowne dla
    tamtejszego pelnego wigoru trybu zycia .

    Ameryka ma wszystko , czego brakuje Europie . To najbardziej dynamiczna
    gospodarka swiata czyni zadziwijace postepy wydajnosci , a jednoczesnie
    tworzy cwierc miliona nowych miejsc pracy co miesiac . Przybywa jej
    mieszkancow - dzieki przyciaganiu najlepszej imigracji na swiecie , a takze
    dzieki wlasnej solidnej stopie przyrostu naturalnego ; w tej chwili ludnosc
    Ameryki liczy ponad 300 milionow , a w polowie stulecia bedzie jej 425
    milionow.

    Na wszystkich poziomach amerykanskiego spleczenstwa panuje demokratyczny
    duch, dzieki czemu ludzie naprawde maja poczucie uczestnictwa w rzadzeniu .
    W nauce i filozofii , malarstwie , rzezbie , muzyce i literaturze Europa
    wyglada przy niej prowincjonalnie .
    Jest tam prawie cztery tysiace uniwersytetow , a w tym cala swiatowa
    czolowka .
    Ale co najwazniejsze . Ameryka wierzy we wlasna przyszlosc , ufna, ze swiat
    moze byc lepszym miejscem pod wzgledem duchowym , nie tylko materialnym .
    Tam ludzkosc najbardziej zblizyla sie do idealu Dobrego Spoleczenstwa .

    Pozostaje mi tylko zalowac , ze nie przenioslem sie tam 30 - 40 lat temu,
    kiedy bylem jeszcze dosc mlody , aby poniesc trudy zwiazane ze zmiana . A
    tak musze wyciskac tyle dobrego ile sie da z resztek Europy , z tych
    ogryzkow kultury , godnosci i cywilizacji niepozartych jeszcze przez
    lewicowe gryzonie , przez cwaniakow i telewizyjne slawy , przez petakow od
    masowej rozrywki oraz przez zlodziejaszkow i oszustow , ktorzy zawladneli
    tym polaczeniem burdelu z kostnica jakim jest Parlament Europejski i jego
    nieslawna okolica . Ale nie wszystko jeszcze stracone , przynajmniej po tej
    stronie owego pozytecznego rowu , uswieconego przez Boga i historie , a
    znanego jako kanal La Manche .

    Paul Johnson
    Brytyjski historyk i publicysta . Autor wielu ksiazek ( W Polsce ukazaly sie
    m.in "Intelektualisci", " Historia Anglikow ", " Historia chrzescijanstwa )
  • 05.10.05, 20:44
    Spoleczenstwo bez dachu nad glowa
    L'Express
    Jest juz ich sto-dwiescie tysiecy .Wszedzie na ulicach francuskich miast
    mozna spotkac grupy bezdomnych mlodych ludzi w drelichowych spodniach i
    lachmanach.
    Na placu Piroli w historycznym centrum La Rachelle napiecie rosnie
    blyskawicznie . Za duzo piwa ,za duzo skretow i jeszcze pewnie pare pigul
    wzietych dla zabicia nudy.Zeby zagluszyc ten niepokoj ,ktory narasta ,kiedy
    zbliza sie noc.
    Jerome ,ktory ma na sobie wytarte spodnie i poszarpany podkoszulek , a na
    nogach rozsznurowane glany , nagle wraca do rzeczywistosci .
    Tania jadlodalnia ,zamykaja ja o 6 wieczorem - K...a 2,30 euro... co ja
    bede jadl ? .Z miejsca zaczepia jakas przechodzaca pare - moze poratujecie
    glodnego , bardzo prosze... Para przyspiesza kroku...- No dzieki , cholerni
    burzuje...
    Takie sceny staly sie czyms zupelnie normalnym we wszystkich francuskich
    miastach .Wszedzie na ulicach mozna spotkac grupy bezdomnych mlodych ludzi w
    jakichs lachmanach , wykolczykowamych, wytatuowanych , z psami .
    Zebrza na dworcach , przy kioskach ,kolo supermarketow . Wlocza sie w
    centrach miast , na deptakach i skwerach . Czesto sa napastliwi , zaczepiaja
    przechodniow , prosza o jedno euro ,papierosa ,kupon obiadowy .Spia gdzie
    sie da .Spedza pare nocy w schronisku , potem miesiac na squacie , a czesto
    po prostu na ulicy , pod wiata jakiegos sklepu albo bankomatu. Oczywiscie
    ci mlodzi wloczedzy i ich psy budza strach . Oni doskonale o tym wiedza i to
    wykorzystuja .
    Dekadencki postpunkrockowy wyglad , stan mocno wskazujacy , chuliganskie
    wybryki, kradzieze ,porachunki, i napady ,ci mlodzi ludzie szokuja .
    Mieszkancy pisza skargi
    i oczekuja pomocy od sluzb porzadkowych . Problem w tym ze te grupy sa coraz
    liczniejsze , a ich czlonkiowie corac mlodsi coraz wiecej jest wsrod nich
    dziewczat.
    Czesc socjologow i pracownikow socjalnych podaje liczby 100 tysiecy mlodych
    wloczegow .
    Jedno jest pewne : stanowia oni trwaly element francuskiego krajobrazu .
    Skad sie biora ? Kim sa ? Czy to sa dzieci kryzysu , masowego bezrobocia
    (ktore dotyka jedna czwarta osob w wieku ponizej 25 lat ) , drozyzna na
    rynku mieszkaniowym ( jedna trzecia bezdomnych mlodych ludzi ma prace ) albo
    atomizacja rodziny w czasach wielkiej niepewnosci zycia we Francji ?

    Pies - towarzysz niedoli

    Nekani przechodnie zaczynaja odczuwac znuzenie ta jaskrawa i halasliwa
    nedza. Sluzby socjalne sa przeciazone praca , a ich budzety topnieja .
    Panstwo i spoleczenstwo lokalne sa rozdarte miedzy obowiazkiem solidarnosci
    , wymogiem zapewnienia bezpieczenstwa , a sprzeciwem ze strony tych mlodych
    ludzi zdanych na laske losu.
    Na ulicy najlepszym przyjacielem mlodego czlowieka z marginesu jest pies .-
    W nocy ochronia przed innymi wloczegami i ogrzeja - tlumaczy 26-letni
    Philippe . Podobnie jak 24-letnia Severine , ma on za soba dlugie pasmo
    udreki z zycia na ulicy ; Zebraczy Tour de France .
    Para zamieszkala w starej zrujnowanej dzielnicy , skad w koncu musiala
    uciekac przed pogrozkami i przesladowaniami ze strony czlonkow lokalnej
    bandy zlodzieji .
    Ich dwoje dzieci trafilo do Tours . Przez ostatnie pol roku Philippe i
    Severine spali na ulicy w La Rochelle nieopodal wiez Saint-Nicolas i de la
    Chaine ktore sa chluba miasta --Wlasnie trafil sie kolega ktory wynajmuje
    nam namiot po drugiej stronie portu -mowi mlody meszczyzna.
    Wszystko ,co im pozostalo , upchneli w jednym plecaku . Ich dwa psy nie
    opuszczaja ich na krok . Pies jako towarzysz niedoli , istota
    odwzajemniajaca cieple uczucia i ostrzegajaca w razie niebezpieczenstw od
    licznych w tym kraju gangow zlodzieji. Czesto takie zwierze jest w lepszej
    formie niz jego pan . Pies ma tez ulatwiac kontakt z przechodniami , gdy
    trzeba zebrac . -Jak pies jest zabiedzony to ludzie nic nie dadza , bo mysla
    ze jestes smieciem - zauwaza 30-letni Antoine , ktory zyje na ulicy 12 lat.
    - Niektorych bardziej interesuja psy niz my sami.
    Weglug socjologa Jacques Guillou znaczna wiekszosc mlodych ,ktorych widzimy
    na ulicy , miala bardzo ciezkie przejscia ; rozpad rodziny, niepowodzenia w
    szkole , konflikty z prawem , brak rodzicow , brak pracy , zla opieka
    medyczna ... Nadal w wielu rodzinach dorastajacy mlody czlowiek musi odejsc
    z domu , aby ulzyc rodzicom , ktorzy sami nic nie maja.
    CDN
    Z sondazu przeprowadzonego w 2000 roku wynika , ze 52 proc. z nich
    nieukonczyla zadnej szkoly , 9 proc nawet nie wie, czy rodzice jeszcze zyja
    . Wsrod mlodziezy jest wielu uciekinierow ktorzy odrzucili autorytet rodziny
    i pewnego dnia postanowili nigdy wiecej nie wracac do domu.
    -Wloczegostwo zaczyna sie na lonie rodziny -mowi Robert Bianco-Levrin z
    organizacji Lekarze Swiata . 24-letni Eric nie mogl juz zniesc atmosfery
    panujacej w domu, wraz z innymi nieletnimi zaczal odwiedzac squaty w
    rodzinnym Bergerac . To wloczegostwo w sasiedztwie , przerywane trudnymi
    powrotami do domu stalo sie dla niego sposobem na zycie.
    Zjawisko nabralo wielkiego rozmachu na przestrzeni lat 90.
    CDN
    Banda jak rodzina
    Banda to jest taki klan, budzi w ludziach strach - przyznaje 24 -letnia
    Julie , ktora znalazla sie na ulicy w wieku 15 lat . - Ale to jedyne miejsce
    , gdzie nabieram otuchy i gdzie mam prawo zabrac glos . Nigdzie indziej nie
    zaznalam milosci, tylko tu . W tej grupie Julie poznala Vince'a -mlodszego
    brata z ulicy .W bandzie odtwarza sie rodzina , mikrospolecznosc rzadzaca
    sie wlasnymi prawami . Uprawia sie tu kult przodkow ; z kazdej nowo otwartej
    puszki piwa pierwsza krople zlewa sie na ziemie , by uczcic pamiec
    bezdomnych , ktorzy znalezli smierc na ulicy . Za to mlodzi wloczedzy nie
    cierpia starych kloszardow : to odpychajacy wizerunek straszliwej
    przyszlosci .
    CDN
    W 1998 roku srednia wieku odwiedzajacych jadlodalnie socjalne przy
    schronisku l'Escale wynisila 24 lata , a dzisiaj juz tylko 21 lat. - Wielu
    przychodz z pilna potrzeba : chca dostac kupon na posilek w jadlodalni
    socjalonej , skorzystac z pomocy pielagniarki albo weterynarza opowiada
    wychowawczyni France Medard .
    CDN
    No Future
    Grupy mlodych z marginesu wcale nie sa zbuntowane przeciw spoleczenstwu , a
    po prostu zyja obok niego . Aby zabic czas , zatrzec obraz rzeczywistosci i
    dodac sobie odwagi , przypalaja skreta za skretem . Pija wszystko co sie
    nawinie " Jeszcze jedno piwko zeby zapomniec gorycz zycia . Takie zycie jest
    bezlitosne dla ciala i ducha . Narkotyki powoduja przedwczesna utrate zebow
    . Brak higieny , opieki medycznej i ludzka mieszanina to czynniki
    sprzyjajace wystepowaniu schorzen dermatologicznych, oddechowych i szerzeniu
    chorob wenerycznych .
    Latem gdy przybywaja turysci bezdomnemu nakazuje sie urzedowo, aby sie
    wyniosl. Wprowadzono przepisy zabraniajace zebractwa . Na placu Pilori w La
    Rochelle , gdzie Jojo, Julie , Cedric oraz inni koczuja ze swoimi menelami
    oraz swora psow , zatrzymuja sie policjanci na rowerach , w lsniacych
    kaskach ; Koniec zgramadzen z wiecej niz dwoma psami . Bezdomni klna ,ale
    wypelniaja polecenie i ruszaja z miejsca . Jednak znow zbieraja sie 200
    metrow dalej , za kosciolem . Godzine pozniej pojawia sie juz szesciu
    policjantow : Nastepnym razem zabierzemy was razem z psami . Mlody wloczega
    nie wyobraza sobie ,ze moglby wyjechac bez swego psa .

    Ulica albo...
    Przecietnie po trzech latach takiego zycia porzucenie ulicy jest bardzo
    trudne. - Co ci proponuja , kiedy chcesz sie z tego wyrwac ? Jakas skromna
    robote za 400 euro miesiecznie i miesiace oczekiwania na wlasny kat- buntuje
    sie Russel. - Za taka stawke trzeba naprawde tego chciec .
    Rzadowy plan zaklada podjecie dzialan na rzecz mlodych bezdomnych . Ale
    dawny wloczega Luc , ktory znalazl zatrudnienie i mieszkanie pozostaje
    ostrozny :
    Przedtem bylem czlowiekiem z marginesu . Teraz jestem biedny .
    Na ulicach La Rochelle banda Jerome'a , Julie , Cedrica wlasnie wypatrzyla
    nowego przybysza . Ten mlody mezczyzna siedzi po turecku na betonowej bryle
    .
    Moze za jakies pol roku spotkamy go znow w
  • 05.10.05, 20:48
    Najszybciej bogaca sie Amerykanie
    Przybywa milionerów
    Az 8,3 miliona osób dysponowalo w 2004 roku aktywami, bez nieruchomosci,
    których wartosc przekraczala milion dolarów - wynika z raportu World Wealth
    Report, przygotowanego przez Merrill Lynch i Capgemini.


    W porównaniu z 2003 r. oznacza to wzrost liczby najbogatszych o ponad 7
    proc., czyli 600 tysiecy osób. Wartosc ich majatku zwiekszyla sie o 8,2
    proc., do 30,8 bln dolarów. - Sa dwie glówne tego przyczyny: wzrost
    gospodarczy na swiecie, najwiekszy od 20 lat, oraz hossa na rynkach
    kapitalowych - twierdzi James P. Gorman, wiceprezes Merrill Lynch.
    Najwiecej bogaczy przybylo w 2004 r. w Ameryce Pólnocnej. Wzrost wyniósl 10
    proc., do 2,7 mln osób, które posiadaly lacznie 9,3 bln dolarów. W Europie
    takich osób bylo 2,6 mln, a ich aktywa nie przekraczaly 9 bln dolarów. -
    Najszybciej krezusów przybywalo w Singapurze, Hongkongu, Australii i
    Indiach. Dzieki wzrostowi cen surowców i ropy zyskali mieszkancy Bliskiego
    Wschodu i Afryki Poludniowej - twierdzi James P. Gorman. Dodaje, ze w
    Europie tempo wzrostu bogacenia sie mieszkanców stanowilo zaledwie polowe
    sredniej swiatowej. - Sa jednak dwa wyjatki: Wielka Brytania i Hiszpania.
    Tylko w tych panstwach aktywa najbogatszych rosly tak, jak srednio na
    swiecie - stwierdzil przedstawiciel Merrill Lynch.
    W raporcie wyodrebniono trzy grupy najbogatszych. W pierwszej znalezli sie
    ci, których aktywa wynosza od 1 do 5 mln dolarów. Takich osób bylo w koncu
    2004 r. na swiecie 7 mln 446 tysiecy. Druga grupa to osoby z majatkiem od 5
    do 30 mln dolarów. Bylo ich 745 tysiecy. Trzecia to tzw. ultrabogacze,
    których majatki przekraczaly w koncu minionego roku 30 mln dolarów.Bylo ich
    77,5 tysiaca, 9 proc. wiecej niz rok wczesniej.
    Merrill Lynch przewiduje, ze w 2005 r. liczba najbogatszych bedzie rosla
    zdecydowanie wolniej. - Powodem jest spadek tempa wzrostu gospodarczego,
    rosnaca inflacja i stopy procentowe - wynika z raportu.
    W ciagu najblizszych kilku lat aktywa najbogatszych maja rosnac srednio po
    6,5 proc. rocznie, by w 2009 r. siegnac 42,2 bln USD. Najwyzsze aktywa, o
    wartosci 13,9 bln USD, beda nalezec do Amerykanów (wzrost o 8,4 proc.).
    Aktywa mieszkanców regionu Azji i Pacyfiku wzrosna o niemal 7 proc., do 10,1
    bln dolarów, a Europejczyków zaledwie o 3,8 proc., do 10,7 bln USD.


  • 09.10.05, 21:48
    Liczba bogaczy nie jest zadną obiektywną miara poziomu życia w danym kraju.

    W Brazylii najbiedniejsze 70(!)% społeczenstwa konsumuje 20% dochodu
    narodowego , natomiast najbogatsze 5% narodu - 40%


    pzdr
  • 06.10.05, 06:35
    wrocek2015 napisał:


    > Ameryka ma wszystko , czego brakuje Europie .

    Wlasnie wricilem do Kaliforni po 6 miesiacach pracy w Europie. Otoz
    w Europie zywnosci jest 2 do 5 razy tansza jak w USA. I to jest zywnosc a nie
    sztuszne swinstwa produkowane dla 300 kilogramowych obywateli.


    To najbardziej dynamiczna
    > gospodarka swiata czyni zadziwijace postepy wydajnosci ,

    Dynamiczna? haha zauwazylismy to jak Nowy Orelean "dynamicznie" sie ratowal.
    Gwaltami, grabiezami i atakami na policje i innych obywateli. 50% USA to juz nie
    sa biali ludzie. Wydajnosci nie ma zadnej bo ludzie z III-ciego swiata nie
    umieja pracowac wogole a jezeli to tylko symuluja.


    a jednoczesnie
    > tworzy cwierc miliona nowych miejsc pracy co miesiac .

    Tak, Tak ale tej pracy za 4.85$ na godzine za ktore ludzie przymieraja z glodu.
    Gdyby to samo uczyniono w Europie bezrobocie bylo by 0%.

    Przybywa jej
    > mieszkancow - dzieki przyciaganiu najlepszej imigracji na swiecie , a takze
    > dzieki wlasnej solidnej stopie przyrostu naturalnego ; w tej chwili ludnosc
    > Ameryki liczy ponad 300 milionow , a w polowie stulecia bedzie jej 425
    > milionow.


    Tak, Tak przybywa to sie zgadzam tylko i wylacznie dzieki otwartej granicy z
    Meksykiem. Czyli najazdowi ludzi i to biednych bez jezyka rozmnazajacych sie jak
    koty i tworzacych getta w USA.
    >
    > Na wszystkich poziomach amerykanskiego spleczenstwa panuje demokratyczny
    > duch, dzieki czemu ludzie naprawde maja poczucie uczestnictwa w rzadzeniu .

    Dwie partie i zadnego innego wyboru to jak wybor pomiedzy Cola i Pepsi.
    Skorumpowani polityca jak nigdzie na swiecie rzadza stadem 300 mln baranaow

    > W nauce i filozofii , malarstwie , rzezbie , muzyce i literaturze Europa
    > wyglada przy niej prowincjonalnie .

    Zalewajacy III-ci swiat juz nic nie stworzy w USA oprocz powszechnej degrengolady.

    > Jest tam prawie cztery tysiace uniwersytetow , a w tym cala swiatowa
    > czolowka .


    Na ktore nikogo nie stac. Jezeli bylo by odwrotnie to miliony Hindusow z
    kiepskich Indyjskich Universytetow nie przejeli by paleczki pierwszenstwa w
    zatrudnieniu.


    > Ale co najwazniejsze . Ameryka wierzy we wlasna przyszlosc , ufna, ze swiat
    > moze byc lepszym miejscem pod wzgledem duchowym , nie tylko materialnym .
    > Tam ludzkosc najbardziej zblizyla sie do idealu Dobrego Spoleczenstwa .

    USA TO JEST KRAJ KTORY SIE SYPIE I TO W B> SZYBKIM TEMPIE. TYLKO 3% LUDZI
    COKOLWIEK ODKLADA NA KONTO. W SKLEPACH WISZA SAME TOWARY MADE IN CHINA. A KARTY
    KREDYTOWE JUZ NIE SA NAWET SPLACANE.


    >
    > Pozostaje mi tylko zalowac , ze nie przenioslem sie tam 30 - 40 lat temu,
    > kiedy bylem jeszcze dosc mlody , aby poniesc trudy zwiazane ze zmiana . A
    > tak musze wyciskac tyle dobrego ile sie da z resztek Europy , z tych
    > ogryzkow kultury , godnosci i cywilizacji niepozartych jeszcze przez
    > lewicowe gryzonie , przez cwaniakow i telewizyjne slawy , przez petakow od
    > masowej rozrywki oraz przez zlodziejaszkow i oszustow , ktorzy zawladneli


    ZYALUJE ZE PRZYJECHALEM DO AMERYKI BO BYL TO CZAS STRACONY. EUROPA TO JEST
    NAJPIEKNIEJSZE MIEJSCE NA ZIEMI JESLI CHODZI O KULTURE, CYWILIZACJE I ROZWOJ
    EKONOMICZNY.

    USA TO JUZ III-CI SWIAT PAMIETAJCIE> WIEM CO MOWIE BO MIESZKAM TUTAJ 20 LAT I
    WYNOSZE SIE Z TEGO PASKUDNEGO MIEJSCA JUZ ZA 3 MIESIACE.


    PS. A piszaczych bzdory czy poprostu oszustow nie brakuje. Wierzcie mi USA to
    jest bagno totalne.
    Cencie Polske i Europe bo to jest warte naprawde.
  • 06.10.05, 18:21
    ...xenofob ma racje o tyle, ze jest tyle Ameryk ilu immigrantow, kazdy widzi ja
    z tego poziomu na jakim sie znajduje - nie tylko materialnie, ale i
    psychicznie,

    generalnie ludzi mozna podzielic na dwie kategorie: o mentalnosci
    kolektywistycznej i indywidualistycznej,

    nie musze chyba dodawac, ze kolektywisci zawsze beda narzekac na USA,

    ja tez mieszkam w Kaliforni i nie zamienilbym tego miejsca na zadne inne.

  • 06.10.05, 18:28
    kapitalizm napisał:


    > ja tez mieszkam w Kaliforni i nie zamienilbym tego miejsca na zadne inne.
    >


    I nie jesteś jedynym Polakiem, który tak mówi. Ja mam wielu znajomych w
    Kaliforni, którzy czują się tam tak jak ryba w wodzie i doskonale sobie radzą na
    dodatek.

    Powiadam, wszysto jest kwestią indywidualnych upodobań!
  • 06.10.05, 21:03
    Gdzie mieszkasz w Kalafiorni, kapitalizm?

    ja mieszkalem laaaaaaaata temu w rejonie S.F., a potem w Long Beach.....
  • 06.10.05, 23:43
    meerkat1 napisał:

    > Gdzie mieszkasz w Kalafiorni, kapitalizm?
    >
    > ja mieszkalem laaaaaaaata temu w rejonie S.F., a potem w Long Beach.....


    ...najpierw mieszkalem w Marina del Rey na swoim 32 stopowym Owens (4 lata),
    potem Venice, Santa Monica.....a teraz Irvine, Orange County - The Best.
  • 07.10.05, 03:35
    kapitalizm napisał:

    > meerkat1 napisał:
    >
    > > Gdzie mieszkasz w Kalafiorni, kapitalizm?
    > >
    > > ja mieszkalem laaaaaaaata temu w rejonie S.F., a potem w Long Beach.....
    >
    >
    > ...najpierw mieszkalem w Marina del Rey na swoim 32 stopowym Owens (4 lata),
    > potem Venice, Santa Monica.....a teraz Irvine, Orange County - The Best.


    Wszystko jest dla ciebie mlotku the best bo Europy nie widziales od poznego Gierka
  • 07.10.05, 05:05
    ...w UK i Francji mam rodzine, bylem 2 lata temu, w Niemczech i Wloszech
    mieszkaja bliscy znajomi - fakt w Polsce nie mam nikogo i ostatni raz bylem tam
    w '93 - ale z tego co mi mowia znajomi to jest jeszcze gorzej niz w Europie
    zach,

    przede wszystkim jak wy sie mozecie pomiescic w tych malenkich autkach i
    domkach?
  • 07.10.05, 05:48
    > przede wszystkim jak wy sie mozecie pomiescic w tych malenkich autkach i
    > domkach?

    Ano jakos mozemy bo nie wazymy 300 kg bo nie zazeramy sie Frankenstein Foods
  • 07.10.05, 07:05
    xxxenofob napisał:

    > > przede wszystkim jak wy sie mozecie pomiescic w tych malenkich autkach i
    > > domkach?
    >
    > Ano jakos mozemy bo nie wazymy 300 kg bo nie zazeramy sie Frankenstein Foods


    ...ja tez nie,

    ale ani niemcy, ani anglicy do malych nie naleza a jezdza tymi smiesznymi
    autkami,

    przeciez to ani nie jest komfortowe, ani bezpieczne,

    ja naprawde ciebie nie atakuje....kazdy wkoncu widzi USA z poziomu na jakim sie
    znjduje....ale w Europie jest straszna przestepczosc....i ta mentalnosc!!

    czy myslales o tym?

    o niskiej jakosci lecznictwa nie mowiac....nie obawiasz sie tego?....nawet jak
    jestes mlody.... to pomysl o starosci.
  • 07.10.05, 07:53
    Myśmy spędzili całą rodziną rok w Polsce od sierpnia 2001 do sierpnia 2002 i
    wcale nam źle nie było... No, z tym, że leciało nam 60% amerykańskiej pensji,
    muszę dodać dla wyjaśnienia.

    Ale opowiem o moim bracie ciotecznym, który się urodził i wychował w Stanach i
    nie ruszał sie z nich prawie do 35-go roku życia. Kiedy komuna padła w Polsce,
    to go zaprosiła jakaś instytucja jako eksperta na trzy miesiące. Jemu sie tak
    spodobało w Polsce, że z tych 3 miesięcy zrobiło się... 12 lat! Nic mnie zmyślam.
  • 07.10.05, 12:36
    w Polsce sie dobrze zyje,nawet bardzo dobrze,jak masz duuuzo forsy.Niemiec zarabiajacy kiepsko,1500 euro ma opieke lekarska jak Polak z dochodem 10 000 miesiecznie.Gdybym zarabial w Polsce 5000 netto,przeprowadzil bym sie.


    t0g napisał:

    > Myśmy spędzili całą rodziną rok w Polsce od sierpnia 2001 do sierpnia 2002 i
    > wcale nam źle nie było... No, z tym, że leciało nam 60% amerykańskiej pensji,
    > muszę dodać dla wyjaśnienia.
    >
    > Ale opowiem o moim bracie ciotecznym, który się urodził i wychował w Stanach i
    > nie ruszał sie z nich prawie do 35-go roku życia. Kiedy komuna padła w Polsce,
    > to go zaprosiła jakaś instytucja jako eksperta na trzy miesiące. Jemu sie tak
    > spodobało w Polsce, że z tych 3 miesięcy zrobiło się... 12 lat! Nic mnie zmyśl
    > am.
  • 07.10.05, 17:34
    ...ja ci wierze.
  • 07.10.05, 10:29
    Jako byly Kalifornijczyk zaswiadczam, za zarowno Santa Monica jak i Venice sa
    jednak nieco lepsze od Kolymy i Magadanu!

    Chociaz w tych 2 ostatnich Polacy tez wytrzymywali po 5 lat; czasem i 10! ;-((((
  • 07.10.05, 17:41
    ..meerkat1 gdzie teraz mieszkasz i dlaczego?
  • 06.10.05, 01:12
    Heh ogólnie :)

    PS:Oszołom został radnym w Poznaniu ?


    pzdr
  • 06.10.05, 02:28
  • 06.10.05, 03:43
    Z dwojga zlego wybralbym... Kanade.
  • 06.10.05, 06:50
    Jezeli rozstrzygac ta kwestie tylko wzgledem dochodu na glowe, to sprawa jest
    prosta, wystarczy otworzyc rocznik statystyczny. Jest jeszcze kwestia jakosci
    zycia, powietrze, woda, dostep do oswiaty i tu juz duzo ciezej dociec gdzie
    lepiej byloby mieszkac.
  • 06.10.05, 09:11
    A co do gustów - to jak już mówili Rzymianie: de gustibus non disputandum est!
    Gusty nie podlegają dyskusji, gusty sie po prostu MA!!! Amen.

    Zbalansowany ma rację co do jednego: woda, powietrze. Pod tym względem mój
    Oregon trudno przebić! Wiatr prawie zawsze wieje znad Pacyfiku. Czyli od
    najbliższego zródła przemysłowych zanieczyszczeń powietrza dzieli nas pół
    swiata... Woda tez niczego sobie.

    XXXenofoba doskonale rozumiem. Kilka razy byłem w LA i zawsze dręczyła mnie
    przemozna myśl: uciec stąd jak najprędzej! Podobnie reagowałem na Manhattan. Ja
    lubię spokojne życie na wsi...
  • 06.10.05, 09:24
    tylko pytam. Emerytura już w "widocznej perspektywie" - najwyżej 10 lat - trzeba
    zaczac sie powoli zastanawiać, gdzie człek wolałby te ostatnie lata spedzić...
    Wielu moich znajomych wybiera wariant "50% czasu w USA, 50% w Europie".
    Niektórzy wracaja jednak na stałe do Polski. Na razie nie znam nikogo, kto by
    zdecydował sie na kraj europejski, ale inny, niz Polska.
  • 07.10.05, 00:47
    xxxenofob napisal:

    >ZYALUJE ZE PRZYJECHALEM DO AMERYKI BO BYL TO CZAS STRACONY.
    >WIEM CO MOWIE BO MIESZKAM TUTAJ 20 LAT I
    >WYNOSZE SIE Z TEGO PASKUDNEGO MIEJSCA JUZ ZA 3 MIESIACE.

    No coz, dla niektorych, gdziekolwiek by nie byli, to czas jest stracony i ciagle
    przenosza sie z jednego paskudnego miejsca do drugiego. Miejsce, gdzie
    wytrzymaja 10 lat jest z pewnoscia mniej paskudne od miejsca, gdzie wytrzymaja
    tylko 5 lat. Ale jesli nikt czlowieka nie trzyma w celi i wytrzyma w jakims
    miejscu 20 lat, to musi to byc jednak najmniej paskudne miejsce na ziemi, czyli
    najmniej zle na tym "lez padole".

  • 07.10.05, 03:38
    obojetnie gdzie pojedziesz w Europie to bedzie ci lepiej.
    Nie sluchaj spiewaczy sukceu np z Kaliforni, tam jak zarabiasz 30$ na godzine to
    ledwo wystarczy ci na zycie.
  • 07.10.05, 10:47
    To ty po tyli czasu zarabiasz ledwo $30.00 za godz. ???????!!!!

    Nawet nie $40.00???!

    No to co ty robisz: roofujesz czy shinglujesz??!

    Bo dobry profesjonalista z kilkunastoletnim doswiadczeniem to juz $50.00/godz!
    [$104,000.00 rocznie]

    Inna sprawa, ze nie na dachu!:-)))
  • 07.10.05, 04:26
    > XXXenofoba doskonale rozumiem. Kilka razy byłem w LA i zawsze dręczyła mnie
    > przemozna myśl: uciec stąd jak najprędzej! Podobnie reagowałem na Manhattan. Ja
    > lubię spokojne życie na wsi...

    Nie absolutnie nie jest to wybor pomiedzy miastem i wsia. Manhattan to jest wiocha
    a przeciez w miescie.
    To jest wybor pomiedzy burdelem a normalnoscia. Czyli USA albo Europa.
  • 07.10.05, 04:32
    NYC... Swiatowa stolica sztuki... Paryz juz dawno zostal zdetronizowany...

    "Wszedzie na zewnatrz wariactwo, tylko u nas normalnie", jak to mowil pewien
    pacjent Tworek.
  • 07.10.05, 04:39
    ...wyrazajac sie z maksymalna pogarda o USA.

    Analogiczna metode autopsychoterapii, dowartosciowywania sie, uprawiaja typowo
    kloszardzi.

    A najsmieszniejsze jest to, ze celuja w tym ludzie z kraju, ktory jeszcze jedna
    noga tkwi gleboko w Azji...
  • 07.10.05, 10:49

    LIS NIE MOGAC DOSIEGNAC WINOGRON POCIESZAL SIE, ZE SA MALE I KWASNE (Lafontaine)
  • 07.10.05, 11:40
    Bruksela: strajk generalny związkowców paraliżuje miasto


    PAP 07-10-2005, ostatnia aktualizacja 07-10-2005 10:48

    Brak prasy w kioskach, poczty w skrzynkach, opóźnione i nieliczne autobusy i
    tramwaje, sparaliżowana kolej, nieczynne niektóre hipermarkety, szkoły oraz
    banki - tak wygląda "czarny piątek" w Brukseli. Powodem - jest strajk generalny
    ogłoszony przez jedną z central związkowych.

    Na ulicach miasta nie widać jednak zdenerwowania. "Zapowiadali ten strajk od
    dłuższego czasu. Jakoś trzeba to przetrwać" - powiedział PAP właściciel jednego
    ze sklepów czekając na dostawę towaru. "Czy przyjadą? Obiecali, że tak, być
    może się spóźnią" - dodał z uśmiechem.

    "Gazety? Nie ma gazet, może będą później" - mówi spokojnie kioskarz. "No cóż,
    każdemu wolno strajkować" - dodaje.

    Tylko nieliczni mieszkańcy miasta czekają na przystankach autobusowych,
    tramwajowych i w metrze. "Zapowiadali, że komunikacja miejska będzie jeździć,
    ale rzadziej. Jeden autobus na trzy, czy coś takiego, więc czekam, może
    przyjedzie" - powiedziała PAP studentka.

    Tymczasem od rana telewizje pokazują zapełnione zajezdnie autobusowe i
    wzmagający się ruch samochodowy na wąskich brukselskich ulicach. Podają, że
    jeździ co najwyżej 20 proc. komunikacji miejskiej.

    Przedsiębiorstwa komunikacyjne już od kilku dni radzą klientom, by dzwonili na
    specjalny numer i dowiadywali się, które linie metra, autobusów i tramwajów
    funkcjonują. Niektóre instytucje, przewidując duże korki, pozwoliły natomiast
    swoim pracownikom na pracę przed komputerem w domu.

    Nie jeździć mają też superszybkie pociągi Eurostar (do Londynu) i Thalys (do
    Paryża). "Moja córka miała dzisiaj jechać do Paryża, na wszelki wypadek
    przełożyła jednak wyjazd na jutro" - powiedziała PAP jedna z kobiet.

    Jak podają belgijskie radia całkowicie sparaliżowana jest też belgijska sieć
    kolejowa SNCB - a jej dyrekcja nie przewiduje

    żadnej poprawy.

    W strajku nie biorą udziału pracownicy linii lotniczych ani kontrolerzy lotów,
    ale władze lotnisk w Brukseli - Zaventem i Charleroi, na których lądują także
    samoloty z Polski, już w czwartek przewidywali poważne zakłócenia w obsłudze
    pasażerów. Protestują bowiem pracowników obsługi naziemnej, m.in. cateringu i
    transportu bagażu.

    Obecnie - jak podało publiczne radio Premiere - brukselskie lotnisko Zaventem
    działa normalnie, odwołane zostały jednak wszystkie loty z Charleroi (na tym
    lotnisku m.in. lądują tanie linie lotnicze z Polski).

    Na wszelki wypadek belgijskie linie lotnicze SN Brussels Airlines zaoferowały
    klientom możliwość darmowego przeniesienia rezerwacji na inny termin. Pasażerom
    innych przewoźników zaleca się zasięgnięcie informacji, czy ich lot nie został
    odwołany.

    Strajk zapowiedziały też niektóre media - m.in. belgijska agencja prasowa BELGA
    ma protestować przez jedną godzinę w piątkowe popołudnie. Niewykluczone też, że
    do strajku przyłączy się publiczne radio i telewizja. Jak zapowiadały już
    wcześniej w piątek, ograniczyły program i nadają głównie muzykę i wiadomości.

    24-godzinny strajk rozpoczął się w czwartek od godz. 22:00 i obejmuje zarówno
    sektor publiczny, jak i prywatny. Zorganizowała go bliska socjalistom centrala
    FGTB, która nie jest zadowolona z przebiegu rozmów z rządem na temat częściowej
    reformy emerytur, zasiłków i ubezpieczeń społecznych. Druga wielka centrala,
    chrześcijańska CSC, widzi pozytywne zmiany w stanowisku rządu i w ostatniej
    chwili wycofała się z protestu.

  • 07.10.05, 12:28
    Zarowno w Ameryce jak i w Europie zyje sie 100 razy lepiej niz w PRL-u.
    Bedac na zachodzie, w Niemczech, Polak spotykal sie z ogolna uprzejmoscia i
    kultura, i chociaz mniej wiecej raz na miesiac trafial na jakiegos "neo-nazi",
    ktory "sprowadzal go na ziemie" i przypominal, ze zycie moze byc nie tylko
    "uslane rozami", to jednak wszystko to to bylo "male piwo" w porownaniu z
    "pyskowkami" powszechnymi na kazdym kroku w PRL-u i "wolnoscia socjalistyczna"
    pod czujnym okiem wszechmogacego "Pana wladzy", ktory stal na kazdym niemal
    skrzyzowaniu i pilnowal aby "Polska rosla w sile, a ludziom zylo sie
    dostatniej". Obecne spojrzenie z perspektywy Polaka jest inne, poniewaz Polska
    stala sie krajem bogatych supermarketow nie rozniacych sie od takich samych
    obiektow "na zachodzie" oraz w innych czesciach swiata. Pomimo tego, ludzie w
    Polsce narzekaja, a poza Polska zastanawiaja sie czy lepiej w USA czy w EU? To
    dobrze, bo w czasach "komuny" zastanawiali sie, gdzie jest gorzej - w Polsce
    czy w Rumunii. Ci co nie lubia Ameryki niech dadza sobie spokoj z jej krytyka -
    nikt ich do Ameryki nie bedzie ciagnal na sile przy pomocy koni. A my zza
    wielkiej wody przestaniemy krytykowac Europe - ja lubie i Europe i Ameryke, ale
    nie mozna dwom panom sluzyc - trzeba byc lojalnym wobec tego kontynentu, gdzie
    sie mieszka. A Kanada znacznie blizej Ameryki zarowno geograficznie jak i
    kulturalnie. Mamy tu bardzo wysoka kulture i nikt nie "odbezpiecza rewolweru",
    kiedy slyszy to slowo, jak glosil w teorii i czynil w praktyce samonamaszczony
    i "genialny" Europejczyk Sepp Goebels, ktory jednak chyba zostawil nieco
    zakompleksialych nastepcow.
  • 07.10.05, 12:43
    Mamy tu bardzo wysoka kulture i nikt nie "odbezpiecza rewolweru",
    kiedy slyszy to slowo, jak glosil w teorii i czynil w praktyce samonamaszczony
    i "genialny" Europejczyk Sepp Goebels, ktory jednak chyba zostawil nieco
    zakompleksialych nastepcow.

    KOREKTA: "Kiedy slysze slowo <kultura> odbezpieczam rewolwer" powiedzial,
    a wlasciwie napisal, hitlerowski <dziennikarz> Max JOST!

    Nie, zebym sie nie zgadzal z tenorem twojego postu :-)
  • 07.10.05, 13:25
    www.chancenfueralle.de/Bilder/teaser/rechts/200x200_goering_eckard.jpg
    Przewodniczaca frakcji Zielonych do niedawna.Teraz jest Künast z jakims lujem.
    Myslisz ze jej nazwisko Göring jej przeszkadzalo?Moze Polakom przeszkadza.Dla Niemcow to jak dla Polakow nazwisko Drwal,Rybak,Placek,Kapusta (Kohl)...


    > Mamy tu bardzo wysoka kulture i nikt nie "odbezpiecza rewolweru",
    > kiedy slyszy to slowo, jak glosil w teorii i czynil w praktyce samonamaszczony
    > i "genialny" Europejczyk Sepp Goebels, ktory jednak chyba zostawil nieco
    > zakompleksialych nastepcow.
    >
    > KOREKTA: "Kiedy slysze slowo <kultura> odbezpieczam rewolwer" powiedzia
    > l,
    > a wlasciwie napisal, hitlerowski <dziennikarz> Max JOST!
    >
    > Nie, zebym sie nie zgadzal z tenorem twojego postu :-)
  • 07.10.05, 13:31
    Schickelgrubber? :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
  • 07.10.05, 18:44
    himax napisal:

    >Nie absolutnie nie jest to wybor pomiedzy miastem i wsia. Manhattan to jest
    >wiocha a przeciez w miescie.
    >To jest wybor pomiedzy burdelem a normalnoscia. Czyli USA albo Europa.

    Manhattan jest bardzo zroznicowany. Jesli wezmiesz 5-ta Aleje ("Fifth Avenue").
    Times Square, znaczna czesc Broadway'u, Madison Avenue, Lower Manhattan i wiele
    innych miejsc, to wszystko w Europie, jest w porownaniu z tym niska i mizerna
    "wiocha", nie czarujmy sie. Naturalnej dzungli nie mozna porownywac z Ogrodem
    Wersalskim - tam zyja moze troche dzikie, ale wolne zwierzeta. Nie tak uczesane
    jak domowe pudle i rownie niechetnie dajace zawiazac sobie kokardke na czubku glowy.
  • 07.10.05, 21:19
    malego miasta w Niemczech Zachodnich przewyzsza wartosc ogolna N.Y.
    mitglied.lycos.de/oktavian4268/Melsungen/
    To jest nie do wiary,ale te domy nie sa zburzone i na nowo wybudowane.To sa naprawde domy z tamtej epoki.500 lat 400 ,300 lat...
  • 07.10.05, 21:25
    I znowu musz sie z toba zgodzic. [to sie robi niebezpieczne!]

    Zwlaszcza te <pudelki> bo tyle tu musze sie naczytac o "pudlach Busha", itp.

    No, a teraz musze sie niestety zabrac do prawdziwej roboty.

    P.S. Przeczytaj sobie synopis tego przechwyconego listu Zawahiriego do
    Zarkawiego [6000 slow]. Baaardzo ciekawa i informatywna lektura :-)))
  • 07.10.05, 21:59
    W tym wątku szereg razy była mowa o stawkach godzinowych w USA. A ja sobie z
    przerażeniem uświadomiłem, że ŻADEN z czterech pracodawców, których do tej pory
    miałem w USA, nigdy mi słowkiem nie zdradził, ile mi płaci za godzinę!
    Podejrzewam, że od dwudziestu paru lat jestem naiwną ofiarą jakiegoś
    wyrafinowanego kapitalistycznego wyzysku...
  • 08.10.05, 00:29
    >malego miasta w Niemczech Zachodnich przewyzsza wartosc ogolna N.Y.
    >To jest nie do wiary,ale te domy nie sa zburzone i na nowo wybudowane.To sa
    >naprawde domy z tamtej epoki.500 lat 400 ,300 lat...

    Zachodnioniemieckie miasteczko to zupelnie inna "para kaloszy". Nie mozna go
    porownywac z Nowym Jorkiem, tak samo jak nie mozna prownywac deseru (lodow albo
    kawalka tortu) np. ze stekiem lub kotletem. Kiedy jestem w Nowym Jorku, nie
    mysle o zachodnioniemieckich miasteczkach, podobnie jak nie mysle o lodach,
    kiedy jem dobry stek. Poza tym Nowy Jork przewyzsza nawet najwieksze miasta
    niemieckie - jest znacznie wyzszy, rozleglejszy, ma wiecej ludnosci, posiada
    znacznie dluzsza siec metra i kolei miejskiej, jest bardziej "swiatowy" i
    lezy nad oceanem. Z pewnoscia wiekszy procent ludzi z malego
    zachodnioniemieckiego miasteczka chcialby zobaczyc Nowy Jork niz odwrotnie.
    Jakby nie bylo widok ze szczytu Empire State Building jest bardziej imponujacy
    niz z niezbyt wysokiej wiezy koscielnej, z ktorej widac tylko jednakowe czerwone
    dachy kryte dachowka. I widok Manhattanu np. z drugiego brzegu rzeki Hudson w
    stanie New Jersey jest niezapomniamy i nie dajacy sie porwnac z niczym innym.
    Panorama czerwonych dachow zachodnioniemieckiego miasteczka jest powielona w
    tysiacach w samych Niemczech, a jeszcze w Szwajcarii, Austrii itd. Mozna "enjoy"
    te miasteczka, ale nie mozna wymagac od New Yorku, zeby byl do nich podobny.
    Wtedy przestalby byc "soba". Niektorzy lubia tylko grac w to, w co wygrywaja i
    swoje dyscypliny sportu uwazaja za najwazniejsze. W gruncie rzeczy to, jak jakis
    kraj wyglada, jest sprawa swiadomego wyboru jego mieszkancow, a nie jakas
    wrodzona roznica genetyczna jak pomiedzy slimakiem i malza, ktora powoduje, ze
    buduja one muszle o roznych ksztaltach. Po prostu Niemcy cenia co innego, a
    Amerykanie (lub np. Anglicy), co innego. Przodkowie Anglikow przybyli
    na Wyspy Brytyjskie z Niemiec i gdyby mieli takie same priorytety jak ich
    wspolni przodkowie, oba kraje wygladalyby dzis identycznie. Jednak w historii
    dokonywali oni innych wyborow, czasem bardziej, czasem mniej udanych i to ich
    rozni. Niemieckie domy z "Fachwerkiem" sa piekne, ale one i np. Chrysler
    Building w New Yorku to nieporownywalne ze soba osiagniecia ludzkosci.
  • 08.10.05, 01:08
    Deser i danie miesne! Rzeczywiscie, nie ma sensu porownywac, co lepiej smakuje.
    Swietna analogia. Oczywiscie, jest calkiem normalne, ze jeden powie: "Mam apetyt
    na schaboszczaka", a drugi na to: "A ja wolalbym duze lody". Kazdy ma w tym
    momencie ochote na cos innego, ale nie beda sie przeciez spierac, co jest lepsze.
  • 08.10.05, 03:36
    Jest tez znacznie mniej apetyczna analogia:

    "Jeden lubi Mickiewicza [amerykanofile], a drugiemu sie nogi poca!"[amerykofoby]
  • 08.10.05, 03:32
    Nie denerwuj sie t0g.!
    To znaczy po prostu ze jests zdecydowanie w UPPER middle class. :-)

    Po prostu powyzej pewnego poziomu stawek godzinowych sie nie podaje, a jedynie
    pensje roczna. Np. tenurowanemu profesorowi.

    Albo,jak w rzadzie federalnym, grupe.

    Jak powiesz np., ze jestes SES-3, to kazdy bedzie wiedzial, ile dostajesz, bez
    wscibskich pytan typu "ile zarabiasz"!

    Gratuluje! :-)))
  • 08.10.05, 08:56
    (..poniewaz Cie chwale, nie przegap mojego wpisu w tym watku, tg0!)

    co do usa vs eu, to nie chce mi sie wdawac w dyskusje, mimo ze pewnie mialbym do
    tego jakies podstawy. da sie przezyc i tu i tu.
    mieszkalem 7 lat w usa, prawie 12 w szwecji, no i wiem jak wyglada zycie w wielu
    innych zakatkach swiata - to taka mila cecha uboczna mojego "zawodu" naukowca.
    mlodzi ludzie tego nie wiedza, wiec zdradzam tajemnice - ten zawod da ci wiecej
    szansy zobaczenia swiata niz zawod fotografa. poza tym, na ogol to praca
    lekka i niezbyt odpowiedzialna, a niezle platna, uwzgledniajac to.
    nawet zainteresowanym pieniedzmi tez nauka ma cos do zaoferowania - absolwencji
    kierunkow mat/fiz renomowanych uczelni swietnie zarabiaja (pracujac na wall
    street, ale to nerwowa i czasochlonna praca).

    a, wlasnie: bylem w zeszlym tygodniu w Rio, o rany! co za jedzenie!!!!
    I ten luz blues carioca (ludzi ur. w Rio). dlaczego
    nie dyskutujecie o brazylii?

    nie nie, to byla podpucha... nie zdecydowalbym sie
    chyba, nawet gdybym mial mieszkac na stoku gory i miec owoce guarana i malpki
    w ogrodzie. dlaczego? bo na drugim zboczu gory mialbym favelas.. wiecie co to
    jest? w oststnia niedziele mialem ochote wybrac sie kolejka linowa na gore pan
    de suca (ja tak mowie bo nie znam portugalskiego, pisze sie PÃO de AÇÚCAR).
    jak mi potem zwrocono uwage, w kolejce tej rozgrywala sie akcja jednego odcinka
    007 z tym milym zebaczem, tym ktory przegryzal line kolejki zebami.
    nie wjechalem, bo dalem sie namowic prywatnemu pseudo-taksowkarzowi mowiacemu
    troche po angielsku na wyprawe do chrystusa (jako pokuta dla niepraktykujacego)

    widok byl nieprawdopodobny (z 800-900 m),
    community.webshots.com/photo/74075949/74080020tseGRA
    (sugar loaf czyli pao de suca to najbardziej sterczaca skala na tym zdjeciu),
    lepszy nawet niz z lotni do ktorej przyczepiony jak worek lecialem tego dnia nad
    copacabana/ipanema.

    poniewaz caly tydzien az do soboty okreslany byl przez tubylcow jako potwornie
    zimny i ohydny (tzn., temperatura spadala noca ponizewj 20C!) i faktycznie
    padalo jak w 100 latach samotnosci, to bylem spragniony ruchu i postanowilem
    sprobowac przejsc sie na piechote w sloncu, w dol do miasta. spytalem mloda
    carioca pracujaca w kiosku o sciezki na dol. mowila troche po ang.

    powiedziala ze sa, ale po chwili dodala ze byloby to niebezpieczne: your face -
    powiedziala. CHolera, czyzby takie niebezpieczne UV lalo sie z nieba,
    pomyslalem, ze ona tak sie martwi o moja gebe? szybko wyjasnilo sie ze chodzilo
    o cos troche innego. your face and... (tu ciarioca zlozyla palce jak do strzalu
    z pistoletu). wystarczyly mi dwie sekundy - zrewidowalem swoje plany emerytalne.






  • 08.10.05, 11:55
    > I ten luz blues carioca (ludzi ur. w Rio). dlaczego
    > nie dyskutujecie o brazylii?

    O Brazylii? A dlaczego - przeciez to 3-ci swiat. Daleko jest "favelom" (tj.
    drewnianym slumsom) Rio do kazdego, nawet malego miasteczka w Niemczech. Mowia,
    ze Rio to najpiekniejsze miasto swiata, a na plazach w Copacabana i Ipanema (to
    rowniez nazwy dzielnic Rio) mozna ogladac najpiekniejsze dziewczyny na swiecie
    ("Garotas de Ipanema"). Porownajmy ich urode z pieknem fasad domow przy rynku w
    Kazimierzu Dolnym. Co ladniejsze? Oczywiscie nasza stara Europa!
    To byl tylko zart. Ciekawa rzecza jest to, ze z Kanady do Brazylii moznaby
    przejsc pieszo lub przejechac samochodem poniewaz obie Ameryki sa polaczone ze
    soba waskim pasmem ladu. Ale slyszalem, ze samochodem byloby trudno ze wzgledu
    na brak drog i dzungle w Gwatemali czy w jakims innym panstwie Ameryki Srodkowej
    (podobno w tej dzungli mozna tez znalezc "guza" od grasujacych tam "guerillas").
    W zwiazku z tym trzeba by bylo na krotkim odcinku zabrac sie z samochodem na
    prom. Tak mi to wszystko tlumaczyl pewien Panamczyk z 10 lat temu, byc moze
    teraz jest inaczej. Z Toronto do Brazylii (Sao Paulo) leci sie samolotem
    10 godzin ("z Ameryki do Ameryki") podczas gdy z Toronto do Europy, przez ocean,
    leci sie znacznie krocej. Rowniez odbylem raz w zyciu taka podroz (sluzbowo,
    gdyz mam rowniez podobna prace) i choc nie bylem w Rio (czego bardzo zaluje),
    Brazylia wycisnela na mnie niezatarte pietno. Przed wyjazdem tam uczylem sie
    troche portugalskiego, zeby sie dogadac (oni "krucho" z angielskim). Po powrocie
    zaczalem uczyc sie tego jezyka na powaznie. Nie wladam nim plynnie,
    gdyz po przerobieniu ksiazki nie mialem kontaktu z jezykiem na codzien. Ale
    trzymam zeszyt ze wszystkimi cwiczeniami i jestem w stanie duzo sobie
    przypomniec, jesli zajdzie taka potrzeba. W Toronto kontakt z portugalskim nie
    stanowilby problemu, gdyz jest to miasto majace najwiecej ludnosci pochodzenia
    portugalskiego w calej Ameryce Polnocnej. Istnieje cala dzielnica tzw. "Little
    Portugal" czy "Portugal Village" skupiajaca sie wzdluz Dundas Street za
    dzielnica chinska (patrzac od strony centurm miasta), a przed dzielnica polska.
    Mieszkancy tej dzielnicy przybyli do Kanady glownie z Wysp Azorskich, ale
    dolaczyli do nich rowniez stosunkowo nieliczni przybysze z Brazylii, Angoli,
    Mozambiku. Obok napisow w jezyku potugalskim (i oczywiscie w angielskim) widuje
    sie tam rowniez wszechobecne napisy wietnamskie, chinskie itd. Wygladem domow
    dzielnica ta nie przypomina jednak ani Brazylii ani Portugalii, raczej
    nowojorski Brooklyn w znacznie mniej zasmieconym wydaniu. Jak wiekszosc niskiego
    (poza centrum) Toronto.
  • 08.10.05, 21:50
    Język mi się bardzopodobał, ale tylko "na słuch"... Nauczyłem się wszystkiego
    jednego słowa, "obrigado", i wiem też, że panie mówią "obrigada".

    Ach, to żarcie w restauracjach w Copacabana! I ten tłum kelnerów, pewnie srednio
    ze trzech na jednego gościa w restauracji!

    Dla mnie nieocenioną pomocą był agent w biurze podróży, John. Renee, z którą
    zwykle załatwiałem bilety, akurat była na urlopie, więc własciciel malutkiej
    agencji, z której korzystałem, skierował mnie do Johna. Wyglądał jak były
    hippis, więc na początku nie miałem do niego zaufania. Ale kiedy mu
    wyłuszczyłem, o co chodzi - to sie natychmiast zmieniło. Miałem jechać do
    Brazylii na konferencję do Recife i chciałem jeszcze coś dodatkowo zobaczyć. No
    i okazało się, że John o Brazylii wie dosłownie wszystko i wymyślił mi taki plan
    podrózy, że wszystko na dodatek wypadło siesznie tanio. Varig, czyli
    brazylijskie linie lotnicze, ze $450 wtedy sprzedawały taki bilet, że mozna było
    na niego zrobić jedenaście przelotów po wewnętrznych trasach. Ja nie zdołałem
    nawet wszystkich 11-stu wykorzystać, do dziś żałuje. Do Manaus zdecydowałem się
    już nie lecieć, że niby sobie odłoże na następny raz - ale czy ten następny raz
    na pewno się zdarzy?

    W każdym razie, Brazylią byłem zachwycony. Argentyną też, zreszta - z tym, że to
    była jednodniowa wycieczka przy granicy. Podjechałem do granicy i z głupia frant
    spytałem, czy bez wizy mogę wjechać do Argentyny. Okazało się, że jednodniową
    wizę mogę kupić na granicy, więc skorzystałem sobie z tej możliwości. Choć
    wiele, oczywiście, zobaczyć nie zdołałem.

    W Brazylii zapłaciłem też mandat za "speeding". Przed policja nie uciekałem, tak
    jak Ty, "you-know-who", w Oregonie (czy w Stanie Washington może?), bo siła
    ognia brazylijskich policjantów jednak budzi respect - każdy nosił tam po kilka
    sztuk samopałów.
  • 09.10.05, 06:29
    Jako fenomen zbitka kulturowego, gdzie pakistanczycy mieszkaja grzecznie z
    hindusami, biali z brazowymi, polacy na klatce z rosjanami --
    toronto jest ciekawe.
    No tak, chinczycy... tylko z chinczykami ale bron boze z tym z hong kongu.
    No wszystko bez wiekszych bijatyk i zamachow (mimo ze czarni sie troche zaczeli
    ostatnio zabijac na tle drugs, przyklad z poludnia dziala.)

    czy widziales

    www.brocku.ca/maplibrary/Atlas2001/Toronto/Toronto.htm
    oraz
    www.toronto.ca/demographics/atlas/ethnicity_german.pdf
    www.toronto.ca/demographics/atlas/ethnicity_polish.pdf
    www.toronto.ca/demographics/atlas/ethnicity_italian.pdf
    www.toronto.ca/demographics/atlas/ethnicity_jewish.pdf
    itd (nie wiem gdzie jest listing, wstawialem na chybil-trafil koncowki i
    wiele sie dowiedzialem :-)
  • 09.10.05, 07:40
    Niestety, tylko trzy razy w życiu miałem okazję pobyć, za każdym razem zaledwie
    przez parę dni. Ale wspomnienia mam nader sympatyczne! Mieszka tam jeden mój
    przyjaciel, z którym serdeczne kontakty utrzymuję już od drugiej klasy! Iletyo
    już lat, nie powiem, bo nie chę, by ludzie wiedzieli, żem aż taki rupieć.

    Co bys na to powiedział, Drogi You-know-who, byśmy naszą rozmowę przenieśli na
    Forum Nauka? Ja tutaj zdążyłem sobie narobić wielu nieprzyjaciół, gdybym Ci
    zacząl zadawać całkiem zwyczajne pytania o to, co robisz, etc., to zaraz będzie,
    że "t0g szpieguje".

    Minor - pisałem o nim nie tak dawno właśnie na Forum Nauka. Wraz z innym
    człowiekiem z Hożej, Otwinowskim, on chyba pobije rekord cytowań pracy polskiego
    naukowca. Cytatów jest już ponad 10 000. Praca dotyczy wyznaczania struktury
    atomowej białek. Software stworzony jakiś czas temu przez spółke
    Otwinowski-Minor "zakasował" wszystkie inne programy używane do tego celu. Jak
    pamiętasz, przy wyznaczaniu struktury kryształów metoda dyfrakcji X-ów trzeba
    dokonac czegos, co sie nazywa "wywskaźnikowaniem refleksów braggowskich". Nawet
    w tak stosunkowo prostej substancji, jak ZnO, zawierającej zaledwie dwa atomy w
    cząsteczce, nie jest to łatwe zadanie - musisz to pamiętać! Tymczasem, przy
    badaniu białek trzeba zbadać niekiedy kilkadziesiąt tysięcy refleksów!
    Wskaźnikowanie ich to jest "nightmare", ale jeśli się tego nie zrobi, top nie ma
    pewności, czy struktura jest dobrze wyznaczona. Otóż NIKT na świecie nie zdołał
    zrobić programu, który by wskaźnikował refleksy automatycznie - w wyjątkiem
    własnie spółki Panów O&M.

    Ja o nich i o ich sukcesie pisałem na Forum Nauka - ale jakoś przeszło to tam
    zupełnie bez echa.

    Trochę lepiej było, jak w GW ukazał sie artkuł o nagrodzie, którą dostałood
    Europejskiego Towarzystwa Fizycznego trzech panów, w tej liczbie Polak, prof.
    Tomasz Dietl. Nagroda była za rozwijanie spintroniki. Ponieważ ja o spintronice
    coś niecoś wiem i równiez znam Dietla i oreintuję się, co on robi, to napisałem
    na FN dłuższy elaborat, ilustrowany nawet rysunkami i wzorami, w któym
    szczegółowo tłumaczyłem, za co Dietla spotkało wyróznienie. No, w tym wątku to
    było nawet coś z 50 wypowiedzi. Ale generalnie stwierdzam, że sukcesy naukowców
    z Polski, albo takich z polskim rodowodem, nie wywołuja jakiegoś kolosalnie
    dużego zainteresowania... Wątki typu "nauka a religia" cieszą sie znacznie
    większym wzięciem na FN...

    Tym nie mniej, na FN możemy sobie chyba porozmawiać nieco spokojniej, niz tutaj.
    Jesteś juz na FS od jakiegoś czasu, więc wiesz, co tu sie potrafi wyprawiać.

    No to na razie,

    Zajrzyj na FN za jakiś czas, prosze,

    Ja tam otworzę wątek dotyczący "Kółka Fizycznego". Moze jeszcze jakis
    ex-kółkowicz sie znajdzie?

    Serdeczności, t0g

  • 09.10.05, 16:36
    Amerykanska Tajemnica
    glob1 08.10.05, 05:58 + odpowiedz


    HAARP - AMERYKANSKA TAJEMNICA
    HAARP czyli - High-frequency Active Auroral Research Program. Po polsku -
    Aktywna aureola Wysokiej czestotliwosci fal - Program doswiadczalny - jest
    scisle tajna amerykanska bronia, ktorej istnienie datuje sie gdzies od 1900
    roku, co wiaze sie z wynalazkami Mikolaja Tesli, na ktorych bazie ta bron
    jest oparta, a polega na bezprzewodowym przesylaniu fal roznej czestotliwosci
    i pradu. HAARP, to nie tylko zestaw anten na Alasce. Jest to rowniez wiele
    laboratoriow i uniwersytetow rozmieszczonych na calym swiecie a pracujacych
    nad programami HAARP-a. Prosze rowniez zwrocic uwage na amerykanskie bazy
    wojskowe rozmieszczone na calym swiecie.
    W wielu publikacjach o tej broni mozna zapoznac sie z jej dzialaniem na
    pogode, na trzesienia ziemi i na ludzki mozg. Mniej znane jest jej dzialanie
    mogace powodowac rozne wybuchy oraz mozliwosc zdalnego sterowania samolotami
    czy samochodami. W ogole nic sie nie pisze o mozliwosci dotykania ta bronia
    calego ludzkiego czy zwierzecego ciala. Bron ta swoimi falami moze dotknac
    kazda istote zywa na Ziemi korzystajac z jej biopradow. Sterowanie ta bronia
    jest zdalne, wiec jest ona niewidoczna i bezszelestna. Ta bron widzi i slyszy
    wybranego czlowieka. Dzieki temu moze powodowac lub symulowac rozne choroby,
    a nawet smierc i rozne stany psychiczne. Wlasnie tym dzialem chce sie zajac w
    swojej publikacji rozszerzajac ja o rozne przezycia zwiazane z ta bronia na
    zasadzie ciekawostek, ktore moga spotkac kazdego.
    Intensywny wplyw tej broni poczulam na sobie w styczniu 1998 roku.
    Doswiadczalam bardzo roznego jej zastosowania. Operatorzy HAARP-a, ktorzy mna
    sie zajmuja nie przypuszczali, ze kiedys bede o tym pisac do ludzi. Takie sa
    moje obserwacje na temat jej dzialania :
    HAARP i MEDYCYNA
    Z uwagi na fakt, ze fale HAARP moga dotykac calego ciala, powoduja bole
    czesto silne i gwaltowne w roznych miejscach sugerujac chorobe, a takze rozne
    stany chorobowe, takie jak zatrucia, dusznosci, podnoszenie i obnizanie
    cisnienia krwi, przekrwienie organow z ustami wlacznie, rozne rytmy serca,
    zaparcia lub rozwolnienia, opuchlizny, zmiany w strukturze kosci - moga je
    powiekszac, zmniejszac i wykszywiac. Bole zdrowych zebow i ruszanie sie ich
    oraz wypadanie bez krwawiacych dziasel, dziury w zebach, dretwienie konczyn,
    przelatujace prady i skurcze, trzesienie glowa lub innymi czesciami ciala.
    Moga tez tymi promieniami robic wrzody i niegojace sie rany na roznych
    czesciach ciala. Moga rowniez powodowac hemorojdy i przykre swedzenie w
    roznych miejscach na ciele. Bron ta moze spowodowac zakrztuszenie i kaszel.
    HARRP moze zmieniac wage ciala. Moze powodowac ciagle laknienie lub jego
    zanik. Moze tez spowodowac zanik sygnalu potrzeby zalatwienia sie. Moze
    zmieniac wymowe i barwe glosu. Jestem pewna, ze moga powodowac jeszcze inne
    objawy chorobowe i choroby, ktore mnie akurat ominely. Mimo tak wielu
    dolegliwosci w roznych okresach czasowych i o roznym nasileniu, ja do lekarzy
    nie chodzilam i nie zazywalam zadnych lekow, bo zdawalam sobie sprawe, ze
    ktos penetruje moje cialo i ze ktos mi to robi. Moze wlasnie dzieki temu, ze
    bylam ostrozna w stosowaniu jakichkolwiek lekow, jestem do dzisiaj zdrowa.
    Zdaje sobie sprawe, ze HAARP moze na kogos dzialac nie ujawniajac sie. Moze
    sie to odbywac bezszelestnie i bezczuciowo. Ktos moze miec watpliwosci, czy
    dziala na niego HAARP, czy jest naprawde chory? Uwazam, ze najlepszym
    wykladnikiem ludzkiego stanu zdrowia jest temperatura jego ciala. Kazde
    najmniejsze niedomaganie powinno objawiac sie temperatura, nawet miesiaczka u
    kobiet sie nia objawia, ktora jest przeciez zaprogramowana w organizmie.
    W dzisiejszych czasach lekarze bardzo duzo chorob przypisuja wirusom. Wlasnie
    te choroby o dziwo, przebiegaja bez podwyzszonej temperatury ciala. Kiedy
    przypomne sobie medycyne z lat 50-tych, to wirusy byly zupelnie nieznane.
    Zawsze zastanawia mnie, skad sie wziela ta wielka liczba chorob wirusowych?
    Mysle, ze sa to wlasnie choroby powodowane przez bron HAARP, ktorej poczatki
    intensywnego dzialania na ludzi datuje sie na rok 1960. Od roku 1930 zaczeto
    robic pierwsze proby zdalnego dotykania ludzi promieniami i falami Tesli.
    Moje rady
    1. Przy wszelkich niedomaganiach, badac temperature ciala. Prawidlowa
    temperatura, to 36,6C.
    2. Nie brac zadnych lekow, ktore nie maja podanego dokladnego skladu i ulotki
    o przeciwwskazaniach.
    3. Pytac lekarzy, czy takie objawy chorobowe moga byc spowodowane przez bron
    HAARP.
    4. Starac sie zglebic swoja wiedze na temat chorob wirusowych i byc bardzo
    czujnym, kiedy lekarz taka chorobe orzeknie.
    5. Zwracac uwage na wszelkie bole, ktore moga okazac sie przemijajacymi w
    zaleznosci od pory dnia lub nocy. Prawdziwie chora czesc naszego ciala boli
    bez przerwy i powinna pojawic sie goraczka [normalna temperatura naszego
    ciala, to 36,6 C.]
    6. Obserwowac swoje cialo przez kilka dni - nawet do 7-miu.
    7. Zwracac uwage na to, czy nie slyszymy szumu w uszach lub w pomieszczeniu w
    ktorym sie znajdujemy. Takie tttsssyyy - ledwo slyszalne, jakby gdzies
    przeplywal prad. Tak wlasnie czesto slychac bron HAARP. Bez tego przydzwieku
    tez moze nas dotykac.
    LEKARZE
    Ilosc chorych ludzi na swiecie jest zatrwazajaca. Wszedzie brakuje lekarzy i
    personelu medycznego. Przy takiej ilosci chorych lekarze maja sie calkiem
    dobrze finansowo. Bogaca sie niesamowicie. Lekarze od dawna robia fortuny
    finansowe dzieki ilosci pacjentow. Smiem twierdzic, ze zarabiaja dzieki broni
    HAARP i wiekszosc z nich o tym wie i z HAARP-em wspolpracuje. Czesc lekarzy
    ma duze profity za przepisywanie lekow narzuconych przez koncerny
    farmaceutyczne, a czesc lekarzy zarabia na na symulowanych operacjach, ktore
    jak mniemam zaczynaja sie na przecieciu skory i koncza na jej zaszyciu, zeby
    byl slad dla pacjenta i platnika za operacje. HAARP przestaje ingerowac i
    wszystko wraca do normy, czlowiek mysli, ze operacja pomogla. To samo dotyczy
    wszelkich lekow, na ktore ludzie sa skazywani czesto do konca zycia, bo HAARP
    skrupulatnie sprawdza, czy leki sie wykupuje i zazywa. Co jakis czas sie
    slyszy, ze jakies leki powoduja duze zaburzenia w organizmie. Doprowadzaja do
    prawdziwych chorob, a nawet zgonow. Wszystko dotyczace zdrowia i broni HAARP
    jest objete wielka tajemnica. Milcza lekarze. Milcza rzady poszczegolnych
    panstw. Milcza media.
    HAARP i zmiany osobowosci
    HAARP od poczatku swojego istnienia interesowal sie ludzkim i zwierzecym
    mozgiem. Dzisiaj juz umie latwo zmieniac nastroje poszczegolnych ludzi, a
    nawet ich osobowosc. HAARP moze spowodowac placz bez powodu, smiech, apatie,
    nadwrazliwosc, agresywnosc, strach i operowac odpowiednio naszymi odczuciami,
    takimi jak laknienie, potrzeba pojscia do ubikacji czy naszych preferencji,
    nawet plciowych. Moze sztucznie powodowac podniete plciowa. Moze tez
    spowodowac kompletny zanik libido lub spowodowac, ze stosunki beda bardzo
    bolesne, co moze zniechecic ludzi do wspozycia lub niepotrzebne leczenie.
    Moze przesylac glosy do glowy i do uszu. Te glosy moga mlodych ludzi namawiac
    do mordowania, zlodziejstwa, napadow i innych niecnych rzeczy. Ludzie, ktorzy
    pisza do mnie w tej sprawie, mowia, ze czesto nagroda jest mozliwosc wachania
    narkotykow, lub spokoj od HAARP-a na jakis czas. Jezeli czlowiek nie zdaje
    sobie sprawy z tego, ze dziala na niego HAARP, to czesto zaczyna dzialac
    wbrew wlasnej woli. Poddaje sie sterowaniu przez bron HAARP. W ten sposob
    mozna tworzyc nawet mordercow, homoseksualistow, leni i narkomanow. HAARP
    moze tez tworzyc pracoholikow dzieki dodawaniu swojej energi. Dzieki tej
    energi ludzie moga nie spac tygodniami i byc zawsze na wysokich obrotach. Ja
    kiedys nie spalam 2 lata w ogole.


  • 09.10.05, 16:42
    Jak wiesz co to zdunienia, to przyjmij mnie do kolka bo ja sie troche znam na
    teorii drgajacej struny, a nawet, ciut ciut- HIPERSTRUN! :-)))))))))))))))))))))
  • 10.10.05, 08:34
    t0g napisał:

    > Niestety, tylko trzy razy w życiu miałem okazję pobyć, za każdym razem zaledwie
    > przez parę dni.

    No dobra, malo znam osob az tak entuzjastycznych co do T.O. ale moze mnie
    przekonasz :-) - jak bys mial czas to bedzie nam milo Cie goscic, szczegoly do
    ustalenia.

    Nie chcialbym byc zlosliwy na temat mojego nowego miasta, ktore w zasadzie
    lubie, ale z niejasnych powodow przypomina mi sie co Szwedzi ze Sztokholmu
    mowili mi zapytani o atrakcje nieopodal lezacego miasta Uppsala: maja tam bardzo
    fajny dworzec kolejowy z ktorego co godzina odchodza pociagi do Sztokholmu!! Tak
    samo, i to szczera prawda, z Toronto jest strasznie blisko wszedzie na wschodnie
    wybrzeze usa, godzinka samolotem, 8-10 samochodem do Silver Spring i D.C.
    stad nawet do Miami leci sie tylko 3 godziny!

    >
    > Co bys na to powiedział, Drogi You-know-who, byśmy naszą rozmowę przenieśli na
    > Forum Nauka? Ja tutaj zdążyłem sobie narobić wielu nieprzyjaciół,

    :-) nieprzyjaciół? alez po to sie przeciez jest na FS!

    ok co do propozycji zajrzenia na FN. To intrygujacy pomysl, FS troche
    mi sie przejadlo.
    Zajrzalem na FS po raz pierwszy w dniu 10-milionowego
    swiatowego protestu antybuszowskiego przed wojna w iraku w lutym 2003,
    o ile pamietam, i do FS przyciagnal mnie i zafascynowal fakt prowincjonalizmu
    umyslowego forumowiczow krajowych (w polsce nie bylo wowczas zadnych
    demonstracji, bo i przeciwko czemu - wszyscy ktorzy o zblizajacej sie wojnie w
    ogole wiedzieli, uwazali ja za dobry pomysl.) Z braku czasu z jednej strony, a z
    drugiej strony przy bardzo srednim tylko zainteresowaniu standardowymi
    bijatykami FSowymi na tle polsko-zydowskim, postanowilem ograniczyc sie do
    denerwowania FSowiczow postami antybuszowskimi i szerzej, antywojennymi.
    Moge pochwalic sie pewnymi sukcesami na tym polu,
    w pewnym momencie np. obroncy tzw. krassuli (ksywka crassusa do ktorej sie
    osobiscie przyczynilem!) odpowiedzieli na jakis moj post nawolujac do ataku,
    w ktorym chybili zreszta przesmiesznie (mowili ze beda dzwonic lub dzwonili z
    donosami do szefa instytucji w ktorej --jak sadzili-- pracuje w sztokholmie. he
    he...).

    tymczasem w miare uplywu dni i lat liczba entuzjastow wycieczki krajoznawczej
    czolgiem do iraku w RP spadala, a w zwiazku z tym moje zadanie sie
    samoograniczylo, i obecnie jest tak kompletnie redundant, jak samobojstwo w
    stanie kansas czy alabama. busz robi z siebie malpe lepiej niz najbardziej
    oddani jego satyrycy, a jak bog da to i pan ex-prez kwach zrobi z siebie
    zalosnego czerwonego prosiaka, ktorym zawsze byl, tym razem ubiegajac sie przy
    pomocy malpy o fotel Sekretarza Generalnego... ONZ!


    > Minor - pisałem o nim nie tak dawno właśnie na Forum Nauka. Wraz z innym
    > człowiekiem z Hożej, Otwinowskim, on chyba pobije rekord cytowań pracy polskieg
    > o
    > naukowca. Cytatów jest już ponad 10 000. Praca dotyczy wyznaczania struktury
    > atomowej białek. Software stworzony jakiś czas temu przez spółke
    > Otwinowski-Minor "zakasował" wszystkie inne programy używane do tego celu. Jak
    > pamiętasz, przy wyznaczaniu struktury kryształów metoda dyfrakcji X-ów trzeba
    > dokonac czegos, co sie nazywa "wywskaźnikowaniem refleksów braggowskich". Nawet
    > w tak stosunkowo prostej substancji, jak ZnO, zawierającej zaledwie dwa atomy
    > w
    > cząsteczce, nie jest to łatwe zadanie - musisz to pamiętać!

    No tak, niby wszystko proste, a tu liczysz form factor i wyskakuje zero -
    refleks znika przez jakas symetrie. swoja droga, tosmy sie dobrali wtedy w tym
    1980: Ty ze pozyczyles jakiemus ucznikowi do poczytania ksiazke po rosyjsku (bo
    takie byly dostepne i tanie) NAFASZEROWANA transformatami fourierowskimi i form
    factorami, a ja ze coskolwiek z tego zalapalem - niewiele, ale na tyle zeby te
    identyfikacje refleksow i minimalne zrozumienie ich natezenia zrobic.
    Do tej pory jestem pod wrazeniem, to byla fajna przygoda.

    Wracajac do tematu - jestem nieslychanie dumny ze choc na chwile i jedna noga
    bylem w temacie w ktorym pozniej O&M zrobili taka dobra robote! I mimo ze
    zrobili ja juz na pewno w koszulkach innych reprezentacji, to my wiemy, ze
    to ludzie z Hozej i ze z nawiazka splacili dlug wdziecznosci za calkiem niezla
    edukacje w polsce, na pewno troche lepsza niz standardowa w usa (co nie znaczy,
    ze za perspektywy PO tej edukacji!!!).

    > Ale generalnie stwierdzam, że sukcesy naukowców
    > z Polski, albo takich z polskim rodowodem, nie wywołuja jakiegoś kolosalnie
    > dużego zainteresowania... Wątki typu "nauka a religia" cieszą sie znacznie
    > większym wzięciem na FN...
    no tak, to zauwazylem i dlatego nie zostalem bywalcem FN, ani nie wrocilem do
    polski, gdzie znajomy, ktorego regularnie co roku odwiedzalem w jego instytucie
    PAN, namawial mnie na to wlasnie, tylko "za pare lat jak sie troche poprawi".
    (minelo tak 15 lat.)


    > Ja tam otworzę wątek dotyczący "Kółka Fizycznego". Moze jeszcze jakis
    > ex-kółkowicz sie znajdzie?

    swietny pomysl. do zobaczenia na FN, w miare wolnego czasu... kupilismy dzieciom
    szczeniaka, wiec to oczywiscie my mamy teraz pelne rece roboty (-;
  • 10.10.05, 19:55
    you-know-who napisał:


    > No dobra, malo znam osob az tak entuzjastycznych co do T.O. ale moze mnie
    > przekonasz :-) - jak bys mial czas to bedzie nam milo Cie goscic, szczegoly do
    > ustalenia.
    >
    Jeśli nie lubisz miasta, to przynajmniej okolice są bardzo łądne, nie?
    Za zaproszenie dziękuję, no i wzajemnie zapraszam do nas, dgyby Was przypadkiem
    zaniosło kiedyś w te okolice.

    > ...z Toronto jest strasznie blisko wszedzie na wschodnie
    > wybrzeze usa, godzinka samolotem, 8-10 samochodem do Silver Spring i D.C.
    > stad nawet do Miami leci sie tylko 3 godziny!
    >

    No własnie. Z podobnego powodu mnie oregoński prowincjonalizm też tak bardzo nie
    dokucza.



    > > Co bys na to powiedział, Drogi You-know-who, byśmy naszą rozmowę przenieś
    > li na
    > > Forum Nauka? Ja tutaj zdążyłem sobie narobić wielu nieprzyjaciół,
    >
    > :-) nieprzyjaciół? alez po to sie przeciez jest na FS!
    >
    > ok co do propozycji zajrzenia na FN. To intrygujacy pomysl, FS troche
    > mi sie przejadlo.
    > Zajrzalem na FS po raz pierwszy w dniu 10-milionowego
    > swiatowego protestu antybuszowskiego przed wojna w iraku w lutym 2003,
    > o ile pamietam, i do FS przyciagnal mnie i zafascynowal fakt prowincjonalizmu
    > umyslowego forumowiczow krajowych (w polsce nie bylo wowczas zadnych
    > demonstracji, bo i przeciwko czemu - wszyscy ktorzy o zblizajacej sie wojnie w
    > ogole wiedzieli, uwazali ja za dobry pomysl.) Z braku czasu z jednej strony, a
    > z
    > drugiej strony przy bardzo srednim tylko zainteresowaniu standardowymi
    > bijatykami FSowymi na tle polsko-zydowskim,

    Ja trzymam się od nich jak najdalej tylko mozna...

    postanowilem ograniczyc sie do
    > denerwowania FSowiczow postami antybuszowskimi i szerzej, antywojennymi.
    > Moge pochwalic sie pewnymi sukcesami na tym polu,
    > w pewnym momencie np. obroncy tzw. krassuli (ksywka crassusa do ktorej sie
    > osobiscie przyczynilem!) odpowiedzieli na jakis moj post nawolujac do ataku,
    > w ktorym chybili zreszta przesmiesznie (mowili ze beda dzwonic lub dzwonili z
    > donosami do szefa instytucji w ktorej --jak sadzili-- pracuje w sztokholmie. he
    > he...).
    >
    > tymczasem w miare uplywu dni i lat liczba entuzjastow wycieczki krajoznawczej
    > czolgiem do iraku w RP spadala, a w zwiazku z tym moje zadanie sie
    > samoograniczylo, i obecnie jest tak kompletnie redundant, jak samobojstwo w
    > stanie kansas czy alabama. busz robi z siebie malpe lepiej niz najbardziej
    > oddani jego satyrycy, a jak bog da to i pan ex-prez kwach zrobi z siebie
    > zalosnego czerwonego prosiaka, ktorym zawsze byl, tym razem ubiegajac sie przy
    > pomocy malpy o fotel Sekretarza Generalnego... ONZ!
    >
    Cóz mozna zrobić z Bushem? Przeczekać chyba tylko... A ta wojna, to jak bagno:
    wpaść bardzo łatwo, ale wyleźć nie sposób... Moja żona to posrednio przez niego
    omal w kliniczną depresje nie wpadła, bo ta wojna kosztuje, więc trzeba
    pieniądze skądeś brać. No i wiadomo, wydatki na nauke łatwo jest okroić. Nagle
    się zrobiło potwornie trudno dostac grant z NIH, ona musiała zwijać swój
    program, pozwalniać ludzi. W domu nastrój był jak w grobowcu. Na szczęście jej w
    końcu cos sie udało uszczknąć, ale inni nadal cierpią. W naszym miasteczku
    przedwyborami to każdy miał na trawniku plakat wyborczy, ja się śmiałem, że pod
    względem oplakatowania miasta to Kerry + Edwards zajmowali zdecydowanie pierwsze
    miejsce, drugie jakiś nieznana mi para kandydatów o nazwiskach FORSALE i
    BYOWNER, a Bush i Chenney dopiero dalekie trzecie miejsce. No ale to specyfika
    naszego miasta, wszyscy pracuja albo w uniwersytecie, albo w sektorze Hi-Tech.
    Byłem nawet zdziwiony, bo o nastrojach na uniwerku wiedziałem, ale hi-tech o
    taką silną polaryzację nie podejrzewałem.

    No, niestety, nasze miasteczko to nie cała Ameryka...

    > Wracajac do tematu - jestem nieslychanie dumny ze choc na chwile i jedna noga
    > bylem w temacie w ktorym pozniej O&M zrobili taka dobra robote!

    Kochany, w każdej innej dziedzinie odniósłbyś wtedy podobny sukces. Akurat
    przypadek zrządził, że Ci sie te X-y nawinęły. Ale zdolny człowiek wszędzie da
    sobie radę "with flying colours" (przez szacunek dla Ciebie, użyłem brytyjskiej
    pisowni, zauważ!).

    I mimo ze
    > zrobili ja juz na pewno w koszulkach innych reprezentacji, to my wiemy, ze
    > to ludzie z Hozej i ze z nawiazka splacili dlug wdziecznosci za calkiem niezla
    > edukacje w polsce, na pewno troche lepsza niz standardowa w usa (co nie znaczy,
    > ze za perspektywy PO tej edukacji!!!).

    Wiesz, ta edukacja była naprawdę dobra! Ja sie przewinąłem tutaj aż przez cztery
    wydziały fizyki, dwa pierwsze były naprawdę duże (Purdue i Notre Dame) i
    muszepowiedzieć, że na podstawie moich obserwacji oceniam jakość studiów na
    Wydziale Fizyki UW jako naprawdę bardzo dobrą. Było biednie, ale mimo to poziom
    był wysoki. Przypuszczam, że inne polskie uczelnie odtego nie odbiegały.


    >
    > > Ale generalnie stwierdzam, że sukcesy naukowców
    > > z Polski, albo takich z polskim rodowodem, nie wywołuja jakiegoś kolosaln
    > ie
    > > dużego zainteresowania... Wątki typu "nauka a religia" cieszą sie znaczni
    > e
    > > większym wzięciem na FN...
    > no tak, to zauwazylem i dlatego nie zostalem bywalcem FN, ani nie wrocilem do
    > polski, gdzie znajomy, ktorego regularnie co roku odwiedzalem w jego instytucie
    >
    > PAN, namawial mnie na to wlasnie, tylko "za pare lat jak sie troche poprawi".
    > (minelo tak 15 lat.)

    No, niestety, jest biednie... Bez nakładów sie w nauce dziś niewiele zrobi,
    takie jest życie... Pewne dziedziny mimo to postawiono całkiem wysoko. Ja, kilka
    lat przed wyjazdem do USA zaczałem sie bawić w tzw. "półprzewodniki
    półmagnetyczne". To było duże osianięcie warszawskich stałocielców w końcu lat
    70-tych, rozwinięcie tej tematyki - m. in. ludzi z IF PAN. Ja byłem
    neutronowiec, próbowałem cos "na doczepkę" zrobić tymi moimi neutronami. Wolno
    szło, bo trudności były kolosalne, pomiar w temperaturze ciekłego helu stawał
    sie nieprawdopodobnie dużym problemem. Ale coś wyszło i - wyobraź sobie - ja w
    USA nie musiałem zmieniać tematyki! Nadal współpracowałem z IF PAN, dostawałem
    od nich materiały. I aż do dziś dnia ciągnę zasadniczo tę samą tematyke, cały
    czas z nimi współpracując. Fart mieliśmy (i oni i ja) że akurat tematyka
    półprzowdików magnetycznych, po okresie obniżonego zainteresowania na przełomie
    lat 80-tych i 90-tych, nagle "wróciła w chwale na tapetę", bo sie pojawiło
    magiczne słowo "spintronika". Akurat w tej dziedzinie Polska, z niejakim Tomkiem
    Dietlem na czele, wyrosła niemal na "supermocarstwo".

    Oczywiscie, takich dziedzin powinien być cały wachlarz, a nie tylko kilka
    nielicznych.


    Ale ja mówie o przenoszeniu dyskusji na FN, a tutaj pisze jakieś elaboraty...
    więc chyba lepiej zakończe, i już następny napiszerzeczywiści na FN.


    Szczeniaka gratukuję. Będziesz chodził na spacery!

    Kiedy myśmy dostaliprzed 10 laty z okładem oferty z Oregonu, to nasze dwie córki
    bardzo nie chciały jechać. W Silver Spring miały szkołę, którą lubiły,
    przyjaciólki, no i sporo róznych atrakcji zaraz pod bokiem w Waszyngtonie. Więc
    użylismy argumentu, że w Oregonie dostaną psa. Po dwóch latach nam o tym
    przypomniały, ale my postawiliśmy dodatkowy argument, że one muszą sie
    zobowiązać zwierzaka karmić i codziennie wyprowadzać na przyzwoity spacer.
    Oczywiście, one solennie obiecały, że tak będzie. No i jak jest od 8-miu lat? Ja
    naszej Penulce daję codziennie obiad i wieczorem biore na porzadny 40-minutowy
    spacer. Jeśli z jakis powodów żeadne z nas nie może, to pannice po wielkiej
    awanturze łaskawie się godzą z nia wyjść na 5 minut... No, ale ja nie narzekam,
    bo ten codzienny spacer to jednak dla mnie na pewno jest duża korzyśc
  • 08.10.05, 09:29
    > lubię spokojne życie na wsi...

    oj tak t0g!
    polecam santa cruz, santa barbara (mniej pada niz w willamette valley)
    niedogodnoscia jest prowincjonalizm, ale cos za cos... mysle ze
    zycie w warszawie dalo nam dostatecznie duzo rozkoszy wielkomiejskosci? :-)

    za pieniadze mozna miec oaze *prawie* jak na wsi i w potwornie wielkim toronto.
    na moja uliczke sasiedzi przychodza grac we frisbee (na asfalcie, bo
    nic nie jezdzi) a w moim samochodzie wymyslonym z bawarii nawet godzina szczytu
    bardziej przypomina koncert w chlodnej filharmonii lub goracy wieczor na
    koncercie rocka. ale czasem mysle ze gdyby nie rodzina i tak dalej, to wzialbym
    te oferte z australii i siedzial teraz laptopem na plazy lepszej nawet niz
    copacabana.
  • 10.10.05, 08:39
    Pod względem wielu wskaźników ekonomicznych Europa stara się od dziesięcioleci
    dogonić i dorównać Stanom Zjednoczonym. Ta obsesja może zaślepiać
    Europejczyków, którzy nie zauważą Chin szybko nadchodzących z tyłu. Rosnąca
    potęga azjatycka prześcignie Unię. W raporcie z ostatniego tygodnia o wydatkach
    na prace badawczo-rozwojowe Komisja Europejska udzieliła ostrzeżenia. (...)
    Prace badawczo-rozwojowe są typowym objawem gospodarczej choroby Europy.
    Problemem nie są wydatki rządowe, bo tu Unia dotrzymuje kroku Japonii i Stanom.
    Problemem jest sektor prywatny, który według komisarza Janeza Potocnika jest
    skrępowany "sztywnymi przepisami, biurokracją i niechętnym podejściem do ryzyka
    i innowacji w ogóle". Dobrze powiedziane. Być może Słoweniec skłoni kolegów w
    Brukseli do przyznania, że te ułomności bardziej niż straszak niskich płac i
    złych warunków pracy w Chinach i innych dynamicznych krajach tłumaczą
    najlepiej, dlaczego Europa odstaje od reszty
  • 10.10.05, 08:59
    Najszybciej bogaca sie Amerykanie


    --------------------------------------------------------------------------------
    Najszybciej bogaca sie Amerykanie
    Przybywa milionerów
    Az 8,3 miliona osób dysponowalo w 2004 roku aktywami, bez nieruchomosci,
    których wartosc przekraczala milion dolarów - wynika z raportu World Wealth
    Report, przygotowanego przez Merrill Lynch i Capgemini.


    W porównaniu z 2003 r. oznacza to wzrost liczby najbogatszych o ponad 7
    proc., czyli 600 tysiecy osób. Wartosc ich majatku zwiekszyla sie o 8,2
    proc., do 30,8 bln dolarów. - Sa dwie glówne tego przyczyny: wzrost
    gospodarczy na swiecie, najwiekszy od 20 lat, oraz hossa na rynkach
    kapitalowych - twierdzi James P. Gorman, wiceprezes Merrill Lynch.
    Najwiecej bogaczy przybylo w 2004 r. w Ameryce Pólnocnej. Wzrost wyniósl 10
    proc., do 2,7 mln osób, które posiadaly lacznie 9,3 bln dolarów. W Europie
    takich osób bylo 2,6 mln, a ich aktywa nie przekraczaly 9 bln dolarów. -
    Najszybciej krezusów przybywalo w Singapurze, Hongkongu, Australii i
    Indiach. Dzieki wzrostowi cen surowców i ropy zyskali mieszkancy Bliskiego
    Wschodu i Afryki Poludniowej - twierdzi James P. Gorman. Dodaje, ze w
    Europie tempo wzrostu bogacenia sie mieszkanców stanowilo zaledwie polowe
    sredniej swiatowej. - Sa jednak dwa wyjatki: Wielka Brytania i Hiszpania.
    Tylko w tych panstwach aktywa najbogatszych rosly tak, jak srednio na
    swiecie - stwierdzil przedstawiciel Merrill Lynch.
    W raporcie wyodrebniono trzy grupy najbogatszych. W pierwszej znalezli sie
    ci, których aktywa wynosza od 1 do 5 mln dolarów. Takich osób bylo w koncu
    2004 r. na swiecie 7 mln 446 tysiecy. Druga grupa to osoby z majatkiem od 5
    do 30 mln dolarów. Bylo ich 745 tysiecy. Trzecia to tzw. ultrabogacze,
    których majatki przekraczaly w koncu minionego roku 30 mln dolarów.Bylo ich
    77,5 tysiaca, 9 proc. wiecej niz rok wczesniej.
    Merrill Lynch przewiduje, ze w 2005 r. liczba najbogatszych bedzie rosla
    zdecydowanie wolniej. - Powodem jest spadek tempa wzrostu gospodarczego,
    rosnaca inflacja i stopy procentowe - wynika z raportu.
    W ciagu najblizszych kilku lat aktywa najbogatszych maja rosnac srednio po
    6,5 proc. rocznie, by w 2009 r. siegnac 42,2 bln USD. Najwyzsze aktywa, o
    wartosci 13,9 bln USD, beda nalezec do Amerykanów (wzrost o 8,4 proc.).
    Aktywa mieszkanców regionu Azji i Pacyfiku wzrosna o niemal 7 proc., do 10,1
    bln dolarów, a Europejczyków zaledwie o 3,8 proc., do 10,7 bln USD.

  • 10.10.05, 09:12
    nie wspominajac o republice weimarskiej!
    bywalo, ze co roku liczba milionerow rosla dwukrotnie albo i dziesieciokrotnie.
    Czy ten pan z Merrill Lynch'a nie zapomnial o czyms?

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.