Praktycznie cały waszyngtoński establiszment uformował się w czasach zimnej
wojny. A były to czasy kiedy ludzi w Ameryce straszono że sowieci o niczym innym
nie marzą, jak o podboju Ameryki lub przynajmniej Europy. Było to oczywiste
kłamstwo, ale przez lata ludzie dawali się na nie nabierać. Amerykę zresztą było
stać na tę politykę, gdyż po wojnie 50% światowego GDP wytwarzano własnie w
Stanach.
Dzisiaj czasy są inne, gdyż nikt nie chce odgrywać roli wroga Zachodu, jaką
przez lata odgrywał ZSRR. Nie chcą tego ani Chiny, ani Rosja. Pozostają więc
takie kraje jak Iran, czy wcześniej Irak. Ale to nie to samo.
Koniec zimnej wojny powienien był oznaczać koniec wielu "pięknych" karier- tych
wszystkich analityków, szpiegów, agentów i całej masy innych "fachowców",
których Amerykanie tak chojnie przez lata utrzymywali nie pytając, czy aby tak
naprawdę są oni Ameryce potrzebni.
Propozycja budowy owej tarczy jest niczym innym jak przejawem owego "starego"
myślenia. Jaki jest sens militarny tego przedsięwzięcia tego tak naprawdę
niewiadomo. Pomysł jest kosztowny, a poza tym prawdopodobnie zawodny. Czy
Rosjanie dadzą się nabrać na nowe "gwiezdne wojny" jest raczej wątpliwe. Będą
raczej inwestowali środki w swoje rakiety, które będą trudniejsze do
przechwycenia, a będzie to ze sto razy tańsze od budowy podobnego systemu co
Amerykanie.
Nie jest też pewne, czy budowę owej tarczy poprą demokraci, a wiele na to
wskazuje że to oni będą rządzić Ameryką za trzy lata. Może się więc okazać, że
zostaniemy z ręką w nocniku, ale jest to chyba to co wszyscy najbardziej lubimy.