Dodaj do ulubionych

**Nie__jestem__palestynczykiem__******************

07.11.02, 14:04
Nie jestem Palestyńczykiem

LUDWIK STOMMA


11 września dokonano krwawego zamachu na Pentagon i centrum Nowego Jorku. W
odwecie Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę międzynarodowemu terroryzmowi
i zaatakowały domniemane miejsca przebywania winnych. W zmasowanych nalotach
na Afganistan – czego nie dało się nijak uniknąć, było więc z góry wliczone
w koszta – ginęli też, a może przede wszystkim, cywile nic bezpośrednio z
aktami terroryzmu nie mający wspólnego. Opinia publiczna w Polsce
zaakceptowała te amerykańskie działania, w telewizji zachwycał się nimi
Waldemar Milewicz, a władze nasze na czele z ministrem Siwcem gromko
pokrzykującym, że „Polska też jest w stanie wojny” (sic!), usiłowały nawet
wysłać w Hindukusz i Paropamis niezłomny Grom, co spełzło na niczym z
powodów technicznych oraz małego entuzjazmu Jankesów, a nie z braku chęci.

Od paru lat, z dramatycznym nasileniem w ostatnich miesiącach, dokonywane są
systematycznie krwawe zamachy na ludność Tel Awiwu, Jerozolimy, Hajfy... W
odwecie Izrael stara się punktowymi uderzeniami zbrojnymi sparaliżować
główne centra terroryzmu. W kontratakach tych, czego nie da się uniknąć,
ofiarami padają również (choć tutaj nie przede wszystkim) bezpośrednio nie
mający nic wspólnego z zamachami terrorystycznymi cywile. Tym razem zarówno
nasza opinia publiczna jak i władze zachowują bardzo daleko idącą
powściągliwość. Natomiast Waldemar Milewicz w telewizji równa
spokojnie „ofiary po obu stronach” (czy taka formuła przyszła mu choćby do
głowy w Afganistanie), pokazuje trupy palestyńskich milicjantów komentując,
że „Żydzi zabili ich z zimną krwią” i po chwili dopiero niechętnie dodając,
iż „taka jest przynajmniej jedna z wersji”, jednoznacznie zaś już potępia
fakt, że żołnierze izraelscy szukają terrorystów „nawet pośród rannych w
szpitalu”, co, kiedy kubek w kubek to samo robili Amerykanie w Kandaharze,
jakoś go zupełnie nie oburzało. Telewidz polski ma też możność obejrzenia
ślicznej buzi „męczenniczki”, która za chwilę zamorduje niewinnych ludzi w
restauracji hotelowej, wzruszyć się jej młodym wiekiem i zapoznać z grubsza
z namiętnym przesłaniem. Poprzedniego dnia współcierpi Milewicz z
palestyńskim staruszkiem, który nie może spotkać się z synem, albowiem źli
Żydzi nie przepuszczają go przez kordon. Szale wagi nie pozostają już nawet
w równowadze.

Nie chodzi tu o sentymenty, ale minimum konsekwencji, logiki i przykładania
jednej miary. Tym bardziej że Waldemar Milewicz podaje nam też receptury
polityczne. „Czy Żydzi mają propozycje pokojowego rozwiązania konfliktu?” –
zapytuje retorycznie i po chwili odpowiada sam sobie: „Mają ją Arabowie”.
Ową pokojową propozycją arabską jest według Milewicza saudyjski dyktat, żeby
Izrael powrócił do granic z 1967 r., w zamian za co kraje arabskie go
uznają. Tak się jednak dziwnie składa, że w 1967 r. Izrael był w granicach z
1967 r. Kraje arabskie nie tylko go wtedy nie uznały, ale rozpoczęły wojnę,
której celem było dokładnie to samo, co głoszą dzisiaj najzupełniej otwarcie
palestyńscy terroryści, czyli „zepchnięcie Żydów do morza”. W tym też czasie
wszystkie sporne dzisiaj terytoria znajdowały się w rękach arabskich, były
więc niby obiektywne szanse na utworzenie państwa palestyńskiego.









Obserwuj wątek
    • wojo!!!! Cd...**Nie__jestem__palestynczykiem__* 07.11.02, 14:05
      Nie jestem Palestyńczykiem

      ...ciąg dalszy

      LUDWIK STOMMA

      Na nic takiego nie mieli jednak przywódcy muzułmańscy najmniejszej ochoty.
      Wręcz przeciwnie, kiedy po wojnie zaczęli Palestyńczycy wysuwać nawet nie
      niepodległościowe, ale autonomiczne postulaty, liberalny skądinąd i otwarty
      król Jordanii odpowiedział w 1970 r. eksterminacyjnym pogromem ich obozów,
      który przeszedł do historii pod nazwą Czarnego Września, a spotkał się ze
      zrozumieniem opinii międzynarodowej. Wojna 1967 r. pomimo zwycięstwa Żydów
      wykazała też, że na dłuższą metę nie da się zapewnić strategicznego
      bezpieczeństwa państwa, w którym dystans od nieprzyjacielskich granic do morza
      wynosi w najwęższym miejscu 12 km, co czołgi pokonać mogą w kilkanaście minut
      rozcinając Izrael na pół; państwa, którego stolica jest podzielona tak, że
      najważniejsze urzędy, nie wspominając o dzielnicach mieszkaniowych, znaleźć
      się mogą w każdej chwili pod ogniem przeciwnika; państwa wreszcie, którego
      cały północny kraj czeka wręcz na atak dysponującego taktyczną i terenową
      przewagą wroga. Dlatego też, nie odwołując się nawet do racji historycznych
      czy religijnych, utrzymanie zdobytych w 1967 r. Wzgórz Golan i części
      przynajmniej regionu Napluzy oraz jedność Jerozolimy nie są dla Izraela
      imperialistycznym kaprysem, ale najprostszą kwestią życia i śmierci. Arabia
      Saudyjska wie o tym doskonale i dlatego wysuwa warunki z góry niemożliwe do
      spełnienia. Wszyscy to rozumieją z wyjątkiem, jak się okazuje, Waldemara
      Milewicza.

      Oczywiście niektóre państwa europejskie (ale już nie USA, za którymi minister
      Siwiec wszystko powtarza, czemu więc nie tym razem?) będą udawały, że biorą
      pomysły Rijadu na serio. Francja, Belgia, Hiszpania czy Niemcy mają jednak na
      tyle znaczny odsetek ludności muzułmańskiej na swoich terytoriach, iż –
      bliższa koszula ciału – w obawie przed fundamentalistami i konsekwencjami ich
      niezadowolenia oportunistycznie chować będą głowę w piasek lub wygłaszać
      podniosłe abstrakcje moralne, mające maskować kaca lub też wyższość siły
      interesów, bo przecież Izrael ropy nie ma, a i rynek zbytu z niego raczej
      maluśki.

      Rzeczpospolita nie znajduje się jednak w takiej sytuacji. Nie trzeba już może
      wspominać, że jest ziemią żydowskich prochów. Są jednak i zaszłości bliższe.
      Zwycięstwo Izraela w 1967, które skompromitowało w dużej mierze radzieckie
      uzbrojenie Arabów jak i moskiewskich doradców przy syryjskich i egipskich
      sztabach, wywołało wściekłość na Kremlu. W przypochlebczej i służalczej
      nadgorliwości komunistyczne władze PRL rozpętały więc antysemicką nagonkę.
      Szczycę się, że wyrzucony z liceum za „prosyjonizm” byłem poniekąd jej aryjską
      ofiarą. Zmuszono do emigracji i opluto tysiące polskich obywateli żydowskiego
      pochodzenia. Ponura ta heca zhańbiła imię Polski na długie lata, czego skutki
      odczuwamy do dzisiaj. Wreszcie czas w jakiejś mierze przyniósł zagojenie. Czy
      dzisiaj, kiedy Izrael znowu walczy o swój byt, mamy brać udział w spektaklu
      międzynarodowej cynicznej hipokryzji, w imię której nie wolno nazywać rzeczy
      po imieniu i powiedzieć to chociażby, że nie Palestyńczykom, ale Żydom zagraża
      samotność i zdrada? „Wszyscy jesteśmy Palestyńczykami” – drą się zgodnym
      chórem skrajni lewacy i tacyż prawicowcy na francuskich i niemieckich ulicach.
      Otóż ja nie, ja nie jestem Palestyńczykiem, gdyż nie szykuję się do mordowania
      Bogu ducha winnych ludzi robiących zakupy na Kirjat Yovel.

      A czy mam sposób na wyjście z sytuacji? – zapyta mnie Waldemar Milewicz. Nie,
      nie mam. Nie tak dawno pisałem też krytycznie o niektórych poczynaniach
      Izraela w stosunku do Palestyńczyków. Dzisiaj jednak pozostaje mi tylko
      powtórzyć za Amerykanami to, co mówili po 11 września. Czym się różni Al-Aksa
      od Al-Kaidy? Najpierw koniec z terroryzmem, a potem rozmowy i ustępstwa.



      Wyślij ten link znajomemu


    • viri-palestyna Re: **Nie__jestem__palestynczykiem__(c.d 3) 07.11.02, 23:10
      c.d L./STOMMA

      Rozczulamy się nad Palestyńczykami, żeby udowodnić sobie, jakie to dobre mamy
      serduszka, a przy okazji przypodobać się paru państwom arabskim. Jednocześnie
      jednak nie mamy Żydom nic do zaproponowania.

      I tylko nikt nie odważy się oznajmić po prostu, że najlepiej by było, gdyby
      Żydzi zgoła nie istnieli. Bo to by był brzydki wniosek, nieprzyjemne
      stwierdzenie nie licujące z naszą szlachetnością i europejskością.

      Żeby więc tego broń Boże nie dopowiedzieć, żeby zachować miedziane czoła i
      radosne samopoczucie, wymyśliliśmy wbrew wszelkim faktom kłamstwo o rzekomej
      dobrej woli Arafata, Saudyjczyków et consortes i o możliwości zawarcia z nimi
      jakiegokolwiek wiarygodnego kompromisu na dłuższą metę. Łgarstwo to
      podnieśliśmy z kolei do rangi niezbywalnej poprawności politycznej. Sieczka
      medialna dokonuje reszty.

      Trudno oprzeć się obrzydzeniu, kiedy rzą dy rozlicznych państw, w tym niestety
      i nasz, oferują swoje metropolie na miejsca dla wyimaginowanej konferencji
      pokojowej, o której doskonale wiedzą, że nic dać nie może. Byłyby to niewinne
      gesty i dobroduszne zabawy w pacyfistyczne prymusostwo, gdyby nie wspierały i
      nie utrwalały polityczno-moralnego oszustwa.

      Oszustwa, do którego my – Europejczycy mamy akurat najmniejsze prawo. Któż jak
      nie my ma bowiem lepiej rozumieć, że syjonizm nie jest wykwitem jakowejś
      żydowskiej myśli imperialistycznej, jak kazał go definiować towarzysz Stalin,
      ale naturalnym refleksem godności narodu przez wieki na naszym kontynencie
      gromionego, wypędzanego i poniżanego, czego upiorna zbrodnia Holocaustu była
      zwieńczeniem, ale nawet i ona bynajmniej nie zakończeniem. Nie zaakceptuję więc
      argumentów, a to kolejny wątek przewijający się w listach, że „odległe dzieje
      (w tym pogrom kielecki czy rok 1968) nie mogą wpływać na osąd bieżących
      wydarzeń”. Owszem, kto czysty jak łza albo bardzo młody, nie musi czuć się
      owych wydarzeń współwinny czy za nie współodpowiedzialny. Nie rozumiejąc ich i
      nie pamiętając o nich nie zrozumie natomiast wiele z tragedii odbywającej się
      na Bliskim Wschodzie, w której stawką nie jest takie czy inne spalone słońcem
      miasteczko, ale los ostateczny. Zresztą synagogi podpalane we Francji,
      szubienice z gwiazdą Dawida rysowane na polskich murach, pozbawieni pamięci i
      ogłupieni przez dyspozycyjne wobec „poprawności” media antyizraelscy
      manifestanci na ulicach to nie są „odległe dzieje”. To są dzieje dzisiaj i
      tutaj – w ojczystej Europie.

      A tam gdzieś nad biblijnym Jordanem, pod naciskiem tak zwanej opinii
      międzynarodowej, wojska izraelskie wycofają się wreszcie.

      I znowu palestyńskie bomby wybuchać będą w żydowskich sklepach, autobusach,
      restauracjach – tam, gdzie najgęściej od Bogu ducha winnych ludzi, bo im więcej
      trupów, tym większy triumf „uciśnionych”. I znowu politycy, a za nimi tak
      zazwyczaj dociekliwi dziennikarze nie zapytają, skąd terroryści mają środki
      wybuchowe i broń w dowolnej ilości, kto płaci rodzinom dwadzieścia pięć tysięcy
      dolarów od sztuki samobójcy, za czyje pieniądze utrzymują się palestyńskie
      agendy propagandowe rozrzucone po całym świecie.

      Dyplomaci ściskać będą rączki międzynarodowo uznanego Arafata absolutnie nie
      terrorysty i przyjmować z protokolarną powagą jego marionetki. Aż wreszcie
      gniew, rozpacz i międzynarodowo Żydom zakazany instynkt samozachowawczy znowu
      wezmą górę i znowu będzie można wylewać krokodyle łzy nad nieszczęściem
      chowających się w Bazylice Narodzenia.

      Kiedyś wprawdzie zbrojne wtargnięcie do świątyni nazywało się jej
      zbezczeszczeniem, ale czasy się zmieniły i świętokradcami są dzisiaj ci, którzy
      nie zgadzają się na wypuszczenie bez sądu okupantów kościoła. Takie sobie
      drobne przestawienie sensów? Cóż ma ono za znaczenie?

      Drobne kłamstewka są tylko logicznymi następstwami kłamstw większych, więc i
      wierzyć w nie możemy z czystym sumieniem. Jeśli zaś w końcu temat się skończy,
      bo tragedia dokona, nadal go sobie nie pobrudzimy. Toż byliśmy poprawni i tak
      pokazywano w tele.

      • puls Re: **Nie__jestem__palestynczykiem__(c.d 3) 17.11.02, 14:27
        viri-palestyna napisał:

        > c.d L./STOMMA
        >
        > Rozczulamy się nad Palestyńczykami, żeby udowodnić sobie, jakie to dobre
        mamy
        > serduszka, a przy okazji przypodobać się paru państwom arabskim.
        Jednocześnie
        > jednak nie mamy Żydom nic do zaproponowania.
        >
        > I tylko nikt nie odważy się oznajmić po prostu, że najlepiej by było, gdyby
        > Żydzi zgoła nie istnieli. Bo to by był brzydki wniosek, nieprzyjemne
        > stwierdzenie nie licujące z naszą szlachetnością i europejskością.
        >
        > Żeby więc tego broń Boże nie dopowiedzieć, żeby zachować miedziane czoła i
        > radosne samopoczucie, wymyśliliśmy wbrew wszelkim faktom kłamstwo o rzekomej
        > dobrej woli Arafata, Saudyjczyków et consortes i o możliwości zawarcia z
        nimi
        > jakiegokolwiek wiarygodnego kompromisu na dłuższą metę. Łgarstwo to
        > podnieśliśmy z kolei do rangi niezbywalnej poprawności politycznej. Sieczka
        > medialna dokonuje reszty.
        >
        > Trudno oprzeć się obrzydzeniu, kiedy rzą dy rozlicznych państw, w tym
        niestety
        > i nasz, oferują swoje metropolie na miejsca dla wyimaginowanej konferencji
        > pokojowej, o której doskonale wiedzą, że nic dać nie może. Byłyby to
        niewinne
        > gesty i dobroduszne zabawy w pacyfistyczne prymusostwo, gdyby nie wspierały
        i
        > nie utrwalały polityczno-moralnego oszustwa.
        >
        > Oszustwa, do którego my – Europejczycy mamy akurat najmniejsze prawo. Któ
        > ż jak
        > nie my ma bowiem lepiej rozumieć, że syjonizm nie jest wykwitem jakowejś
        > żydowskiej myśli imperialistycznej, jak kazał go definiować towarzysz
        Stalin,
        > ale naturalnym refleksem godności narodu przez wieki na naszym kontynencie
        > gromionego, wypędzanego i poniżanego, czego upiorna zbrodnia Holocaustu była
        > zwieńczeniem, ale nawet i ona bynajmniej nie zakończeniem. Nie zaakceptuję
        więc
        >
        > argumentów, a to kolejny wątek przewijający się w listach, że „odległe dz
        > ieje
        > (w tym pogrom kielecki czy rok 1968) nie mogą wpływać na osąd bieżących
        > wydarzeń”. Owszem, kto czysty jak łza albo bardzo młody, nie musi czuć si
        > ę
        > owych wydarzeń współwinny czy za nie współodpowiedzialny. Nie rozumiejąc ich
        i
        > nie pamiętając o nich nie zrozumie natomiast wiele z tragedii odbywającej
        się
        > na Bliskim Wschodzie, w której stawką nie jest takie czy inne spalone
        słońcem
        > miasteczko, ale los ostateczny. Zresztą synagogi podpalane we Francji,
        > szubienice z gwiazdą Dawida rysowane na polskich murach, pozbawieni pamięci
        i
        > ogłupieni przez dyspozycyjne wobec „poprawności” media antyizraelsc
        > y
        > manifestanci na ulicach to nie są „odległe dzieje”. To są dzieje dz
        > isiaj i
        > tutaj – w ojczystej Europie.
        >
        > A tam gdzieś nad biblijnym Jordanem, pod naciskiem tak zwanej opinii
        > międzynarodowej, wojska izraelskie wycofają się wreszcie.
        >
        > I znowu palestyńskie bomby wybuchać będą w żydowskich sklepach, autobusach,
        > restauracjach – tam, gdzie najgęściej od Bogu ducha winnych ludzi, bo im
        > więcej
        > trupów, tym większy triumf „uciśnionych”. I znowu politycy, a za ni
        > mi tak
        > zazwyczaj dociekliwi dziennikarze nie zapytają, skąd terroryści mają środki
        > wybuchowe i broń w dowolnej ilości, kto płaci rodzinom dwadzieścia pięć
        tysięcy
        >
        > dolarów od sztuki samobójcy, za czyje pieniądze utrzymują się palestyńskie
        > agendy propagandowe rozrzucone po całym świecie.
        >
        > Dyplomaci ściskać będą rączki międzynarodowo uznanego Arafata absolutnie nie
        > terrorysty i przyjmować z protokolarną powagą jego marionetki. Aż wreszcie
        > gniew, rozpacz i międzynarodowo Żydom zakazany instynkt samozachowawczy
        znowu
        > wezmą górę i znowu będzie można wylewać krokodyle łzy nad nieszczęściem
        > chowających się w Bazylice Narodzenia.
        >
        > Kiedyś wprawdzie zbrojne wtargnięcie do świątyni nazywało się jej
        > zbezczeszczeniem, ale czasy się zmieniły i świętokradcami są dzisiaj ci,
        którzy
        >
        > nie zgadzają się na wypuszczenie bez sądu okupantów kościoła. Takie sobie
        > drobne przestawienie sensów? Cóż ma ono za znaczenie?
        >
        > Drobne kłamstewka są tylko logicznymi następstwami kłamstw większych, więc i
        > wierzyć w nie możemy z czystym sumieniem. Jeśli zaś w końcu temat się
        skończy,
        > bo tragedia dokona, nadal go sobie nie pobrudzimy. Toż byliśmy poprawni i
        tak
        > pokazywano w tele.
        >
      • wojo!!!! Re: **Nie__jestem__palestynczykiem__(c.d 3) 16.05.03, 11:01
        viri-palestyna napisał:

        > c.d L./STOMMA
        >
        > Rozczulamy się nad Palestyńczykami, żeby udowodnić sobie, jakie to dobre
        mamy
        > serduszka, a przy okazji przypodobać się paru państwom arabskim.
        Jednocześnie
        > jednak nie mamy Żydom nic do zaproponowania.
        >
        > I tylko nikt nie odważy się oznajmić po prostu, że najlepiej by było, gdyby
        > Żydzi zgoła nie istnieli. Bo to by był brzydki wniosek, nieprzyjemne
        > stwierdzenie nie licujące z naszą szlachetnością i europejskością.
        >
        > Żeby więc tego broń Boże nie dopowiedzieć, żeby zachować miedziane czoła i
        > radosne samopoczucie, wymyśliliśmy wbrew wszelkim faktom kłamstwo o rzekomej
        > dobrej woli Arafata, Saudyjczyków et consortes i o możliwości zawarcia z
        nimi
        > jakiegokolwiek wiarygodnego kompromisu na dłuższą metę. Łgarstwo to
        > podnieśliśmy z kolei do rangi niezbywalnej poprawności politycznej. Sieczka
        > medialna dokonuje reszty.
        >
        > Trudno oprzeć się obrzydzeniu, kiedy rzą dy rozlicznych państw, w tym
        niestety
        > i nasz, oferują swoje metropolie na miejsca dla wyimaginowanej konferencji
        > pokojowej, o której doskonale wiedzą, że nic dać nie może. Byłyby to
        niewinne
        > gesty i dobroduszne zabawy w pacyfistyczne prymusostwo, gdyby nie wspierały
        i
        > nie utrwalały polityczno-moralnego oszustwa.
        >
        > Oszustwa, do którego my – Europejczycy mamy akurat najmniejsze prawo. Któ
        > ż jak
        > nie my ma bowiem lepiej rozumieć, że syjonizm nie jest wykwitem jakowejś
        > żydowskiej myśli imperialistycznej, jak kazał go definiować towarzysz
        Stalin,
        > ale naturalnym refleksem godności narodu przez wieki na naszym kontynencie
        > gromionego, wypędzanego i poniżanego, czego upiorna zbrodnia Holocaustu była
        > zwieńczeniem, ale nawet i ona bynajmniej nie zakończeniem. Nie zaakceptuję
        więc
        >
        > argumentów, a to kolejny wątek przewijający się w listach, że „odległe dz
        > ieje
        > (w tym pogrom kielecki czy rok 1968) nie mogą wpływać na osąd bieżących
        > wydarzeń”. Owszem, kto czysty jak łza albo bardzo młody, nie musi czuć si
        > ę
        > owych wydarzeń współwinny czy za nie współodpowiedzialny. Nie rozumiejąc ich
        i
        > nie pamiętając o nich nie zrozumie natomiast wiele z tragedii odbywającej
        się
        > na Bliskim Wschodzie, w której stawką nie jest takie czy inne spalone
        słońcem
        > miasteczko, ale los ostateczny. Zresztą synagogi podpalane we Francji,
        > szubienice z gwiazdą Dawida rysowane na polskich murach, pozbawieni pamięci
        i
        > ogłupieni przez dyspozycyjne wobec „poprawności” media antyizraelsc
        > y
        > manifestanci na ulicach to nie są „odległe dzieje”. To są dzieje dz
        > isiaj i
        > tutaj – w ojczystej Europie.
        >
        > A tam gdzieś nad biblijnym Jordanem, pod naciskiem tak zwanej opinii
        > międzynarodowej, wojska izraelskie wycofają się wreszcie.
        >
        > I znowu palestyńskie bomby wybuchać będą w żydowskich sklepach, autobusach,
        > restauracjach – tam, gdzie najgęściej od Bogu ducha winnych ludzi, bo im
        > więcej
        > trupów, tym większy triumf „uciśnionych”. I znowu politycy, a za ni
        > mi tak
        > zazwyczaj dociekliwi dziennikarze nie zapytają, skąd terroryści mają środki
        > wybuchowe i broń w dowolnej ilości, kto płaci rodzinom dwadzieścia pięć
        tysięcy
        >
        > dolarów od sztuki samobójcy, za czyje pieniądze utrzymują się palestyńskie
        > agendy propagandowe rozrzucone po całym świecie.
        >
        > Dyplomaci ściskać będą rączki międzynarodowo uznanego Arafata absolutnie nie
        > terrorysty i przyjmować z protokolarną powagą jego marionetki. Aż wreszcie
        > gniew, rozpacz i międzynarodowo Żydom zakazany instynkt samozachowawczy
        znowu
        > wezmą górę i znowu będzie można wylewać krokodyle łzy nad nieszczęściem
        > chowających się w Bazylice Narodzenia.
        >
        > Kiedyś wprawdzie zbrojne wtargnięcie do świątyni nazywało się jej
        > zbezczeszczeniem, ale czasy się zmieniły i świętokradcami są dzisiaj ci,
        którzy
        >
        > nie zgadzają się na wypuszczenie bez sądu okupantów kościoła. Takie sobie
        > drobne przestawienie sensów? Cóż ma ono za znaczenie?
        >
        > Drobne kłamstewka są tylko logicznymi następstwami kłamstw większych, więc i
        > wierzyć w nie możemy z czystym sumieniem. Jeśli zaś w końcu temat się
        skończy,
        > bo tragedia dokona, nadal go sobie nie pobrudzimy. Toż byliśmy poprawni i
        tak
        > pokazywano w tele.
        >
      • Gość: Jarek Prawo do zycia. IP: *.fastres.net 17.05.03, 10:04
        Wszystkie panstwa maja prawo do bezpiecznych granic , czyzby panstwo Isrealskie tego prawa nie mialo, dlatego jeszcze raz powtorze, czeba przez najblisze 50 lat rozdzielic Hebraiczykow od Musulmanow, tak jak to zrobiono w Turcji, choc Greci tam zyli od 2500 lat i nikt w ich obronie nie podniosl reki, niestety wszyscy Musulmanie bede musieli oposcic Israele tak samo jak Hebraiczycy Cisjordanie i Gaze, z placu minaretu sie zrobi drugi Watykan ( a jezeli Arabom to nie odpowiada to niech go sobie przeniosa do Hebronu), zaden korytarz miedzy Gaza a Cisjordania przez Israel, niech sobie jezdza przez Egipt i Jordanie....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka