Dodaj do ulubionych

Iwanow w Tbilisi - felieton rosyjskiego publicy...

IP: 199.243.74.* 26.11.03, 19:19
Czyz i nowy prezydent Gruzji bedzie lizal dupe amerykanskiemu
scierwu! Kiedy sie to plaszczenie przed bydlem skonczy!
Edytor zaawansowany
  • rico 27.11.03, 10:14
    Może i mają mniejszy, zardzewialy arsenał broni jądrowej, ale to
    dziki kraj.
  • Gość: jarek IP: *.fastres.net 27.11.03, 11:31
    tak jak nasi islamscy-kommunistyczni znajomi, przeleciales po
    naglowkach...przeczytaj to jeszcze raz....

    Moskwa przyjęła analogię z Jugosławią jak zwykle po swojemu. Nasi
    dyplomaci pamiętają oskarżenia, że gdy upadał Miloszević, twardo
    stali po jego stronie, nie bacząc na rozwój wypadków. Jeszcze
    tydzień przed odejściem Szewardnadzego było tak samo, Moskwa
    występowała w obronie prezydenta Gruzji. Zmiana polityki
    nastąpiła dosłownie w ostatniej chwili. Iwanow uznał nową władzę,
    ale niewiele z tego dla Rosji wyniknie. Przywódcy opozycji
    uśmiechali się do niego życzliwie, ale nie wpłynie to na zmianę
    ich polityki na bardziej prorosyjską. Czasy, gdy świat dzielił
    się na tych, którzy są z Moskwą lub przeciw niej, dawno minęły,
    czego w Rosji nie zauważono do dziś. Dziś prowadzi się bardziej
    skomplikowaną grę.

    Iwanow odniósł spektakularny sukces medialny, który zaćmił tylko
    jeden błąd, że wprost z Tbilisi poleciał do Adżarii, która od lat
    próbuje się uniezależnić od Gruzji. To znak, że Moskwa nadal chce
    wpływać na wydarzenia, uczestnicząc w wewnątrzgruzińskich
    intrygach. Mimo zmiany opakowania Moskwa zachowuje się więc
    zgodnie z tradycją.

    Zmieniło się tylko jedno - z fotela prezydenta Gruzji odszedł
    człowiek, który był w stanie rozmawiać z Rosją w zrozumiałym dla
    niej języku Wspólnoty Niepodległych Państw, która coraz bardziej
    przekształca się w klub prezydentów przyspawanych do władzy.

    Wejście do tego towarzystwa Saakaszwilego - jeśli wygra wybory -
    będzie oznaczało w nim całkowity wyłom, zmianę pokoleń i języka.
    Prezydenci byłych republik ZSRR mogą się kłócić o gaz, Krym,
    Czeczenię, ale jeśli chodzi o oddanie władzy, są solidarni.
    Jedynym zrozumiałym pojęciem jest dla nich demokracja sterowana,
    w której pełnią funkcję sternika. W tym towarzystwie Saakaszwili
    będzie zupełnie obcy i ma szansę narzucić inne reguły gry. Tym
    bardziej jeśli za rok dołączy do niego młody prezydent z Ukrainy,
    również wybrany przez opozycję. Potem może przyjść kolej na
    Kazachstan, a potem - kto wie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka