Dodaj do ulubionych

Szósta dekada

11.09.09, 10:35
Całą historię muzyki pop/rock w tych latach w dużym skrócie widzę następująco:

I.
Lata 60- 63(pocz.) – króluje konfekcja, prościutkie melodyjki wykonywane
konwencjonalnie, wszystkie podobne do siebie; generalny zastój i regres po
pierwszym boomie rock’n’rolla po 55 (Bill Haley, Elvis Presley, Little
Richard, Brenda Lee, Paul Anka i In.)
II
63 (II poł.) – 65 – „brytyjska inwazja” z Beatles na czele – to (cyt.) ” jak
wybicie okna w długo nie wietrzonym pokoju”, wnosi nowe, oryginalne brzmienia
nowy – świezy i dynamiczny styl, skierowany wyraźnie do nowego pokolenia,
dojrzewającego w latach 60-tych bunt przeciw konwencjonalnym brzmieniom lat
ubiegłych, a jeszcze bardziej – apoteoza młodości, swobody, wyzwanie rzucone
pokoleniu rodziców, mieszczańskim ideałom;

III
66-69 – rozkwit „nowego popu” wnoszącego nowe brzmienia („psychodelic”wink tu
The Beatles ujawniają swój prawdziwy geniusz; nowe treści; rewolucja
mentalna i obyczajowa, z której narodził się ruch hipisowski, jako wyzwanie
dla systemu kapitalistycznego; łączenie gatunków rock-blues-country z
elementami muzyki klasycznej-symfonicznej; wreszcie związana z tymi zjawiskami
rewolucja technologiczna, inwazja elektroniki analogowej, otwierającej nowe
możliwości brzmieniowe – hard rock, progressive rock heavy metal.

REASUMUJĄC:
Wystarczy zestawić np. Eleanor Rigby czy jakikolwiek kawalek z REVOLVERA (rok
1966) z hitami z pocz. Lat 60-tych, czyli 4-6 lat wcześniej, by zobaczyć że te
utwory w sensie muzycznym i artystycznym dzielą lata świetlne!
To tak bardzo w skrócie o tym co się działo w czasie 60-tych.

Co do 70-tych – to już osobny rozdział. Ale: jeśli za symbol 60-tych uznać
BEATLES, to symbolem 70-tych będzie ABBA. I choć Abbę uważam za b. dobry,
profesjonalny produkt show businessu to jednak różnica jakościowa jest aż za
bardzo widoczna…

--
nonkonformiści
Edytor zaawansowany
  • zielony65 12.09.09, 08:08
    Małemu Jasiowi z dowcipu tez wszystko kojarzyło się z jednym.

    Czemu akurat ABBA, a nie na przykład Mahavishnu Orchestra czy ELP?
    Lata 70-te to odrzucenie cukierkowatości The Beatles i im podobnych
    i przejście do bezkompromisowego grania, głównie koncertowego.
    Muzycy mogli wreszcie pokazać, który z nich potrafi grać i
    improwizować, a który zna jedynie parę podstawowych chwytów
    gitarowych.
  • ilnyckyj 12.09.09, 15:03
    No cóż, Zielony, nie będę się rewanżował podobnymi złośliwościami, bo po
    pierwsze: nie jestem złośliwy, a po drugie: w dużej mierze się z tobą zgadzam.
    Tak, uwielbiam Mahavishnu Orchestra, Johna McLaughlina, także jego popisy z
    Shakti. Równocześnie wielkie rzeczy działy się na pograniczu jazzu i rocka
    (Miles Davis, Weather Report, Chick Correa, Herbie Hancock, Spyro Gyra, Quincy
    Jones…wink. Powstały fantastyczne kompozycje elektroniczne, głównie Niemców: Klausa
    Schulze, Tangerine Dream, Kraftwerk… Można jeszcze wymieniać wiele: rock
    progresywny, falę punk-rocka z Sex Pistols, Clash, Police, Boomtown Rats. Tak,
    że – działo, się oj działo, w tych latach 70-tych! ALE… JEDNAK DISCO nadawało
    ton! Nie tylko Abba, ale cały tłum błyszcząco-świecących chałturników z Boney M.
    Silver Convention, Baccara, Brotherhood of Man, Angela True Convention by nie
    wspomnieć o Bee Gees i Olivii, do tego GLAM z Bay City Rollers, czy Garym
    Glitterem itd. Itp.
    Rzeczywiście lata 70-te były b. różnorodne i niesłychanie bogate (niestety nie
    tylko w tym dobrym sensie) i każdy może znaleźć tam coś dla siebie, ale to
    bogactwo było możliwe dzięki temu, że po 65 r. paroma mocnymi kopami ktoś
    rozwalił drzwi tego do tej pory skonwencjonalizowanego i właśnie
    „cukierkowatego” entertainment-businessu…

    --
    nonkonformiści
  • zielony65 12.09.09, 18:16
    Gdzież tam ja i złośliwość! Daleko mi do tego. Chciałem jedynie
    ubarwić nieco moją wypowiedź i wątek. Jeśliś poczuł się urażony, to
    przepraszam.

    Moim skromnym zdaniem, przynajmniej w I połowie lat 70-tych, ton
    nadawało nie disco, ale wielotysięczne tłumy walące na koncerty Led
    Zeppelin, Mahavishnu Orchestra (wyprzedane na pniu koncerty w
    tokijskiej hali Budokan w roku 1973!) czy Ten Years After. Jeszcze w
    sierpniu roku 1979 na festiwalu w Knebworth zebrało się ponad 100
    tysięcy fanów, by powitać Panów Page`a, Jonesa, Planta i Bonhama na
    koncertach w swoim kraju. A patologie w rodzaju muzyki disco
    zdarzały się zawsze. Nawet w erze rocka psychodelicznego.
  • basilisque 13.09.09, 10:44
    ilnyckyj napisał:

    > Shakti. Równocześnie wielkie rzeczy działy się na pograniczu jazzu i rocka
    > (Miles Davis, Weather Report, Chick Correa, Herbie Hancock, Spyro Gyra, Quincy
    > Jones…wink.
    Mimo, że generalnie zgadzam się z Twoim postem, to protesuję przeciw wymienianiu
    jednym tchem Milesa czy Weather Report ze Spyro Gyra. To też jazz-fusion, ale
    nie ta klasa...
  • basilisque 13.09.09, 10:38
    zielony65 napisał:

    > Małemu Jasiowi z dowcipu tez wszystko kojarzyło się z jednym.
    >
    > Czemu akurat ABBA, a nie na przykład Mahavishnu Orchestra czy ELP?
    > Lata 70-te to odrzucenie cukierkowatości The Beatles i im podobnych
    Beatles "cukierkowate"? Czy Ci się coś nie pomyliło? Gdzie, w którym miejscu?

    Cheers. Baz
  • krol-czy-krolik 13.09.09, 16:55
    No dają czadu chłopaki.
    Ale, wyznaję ze wstydem, cukierki też lubię (jak dobre!)

    DB... etc. smile
  • pomer_anya 13.09.09, 19:20
    Zapomnieliście wszyscy, że lata 70-te to nie tylko rok i disco, ale przede
    wszystkim Bob Marley & the Whalers, czyli reggae! To wtedy było coś nowego smile
  • jo_ember 14.09.09, 10:59
    Przede wszystkim nie "The Whalers" ale The Wailers i ma rację Johnny, że
    to zaczęło sie znacznie wcześniej
  • danuta-2 12.09.09, 09:46
    Dla ścisłości - lata sześćdziesiąte to była dekada nr 7 smile
  • ilnyckyj 12.09.09, 15:08
    danuta-2 napisała:

    > Dla ścisłości - lata sześćdziesiąte to była dekada nr 7 smile

    Oczywiście - siódma dekada! Przyznaję bez bicia, mój głupi błąd.

    Pozdr. smile Nicki

    --
    nonkonformiści
  • basilisque 13.09.09, 10:48
    danuta-2 napisała:


    > Dla ścisłości - lata sześćdziesiąte to była dekada nr 7 smile
    Taa... dla jeszcze większej ścisłości: gdyby patrzeć dekadami, to:
    dekada 7: 1961-1970
    dekada 8: 1971-1980
    czyli nie od 1960!

    Cheers. Baz.
  • 00maciek00 13.09.09, 15:08
    tyś chyba na łeb upadł. abba to symbol lat 70 tych? moze w twojej
    wiosce rodzinnej tak uważali. sluchając abby w wiejskim domu kultury.
    to byla dekada led zeppelin i nikogo innego.
    aż do ostatniego ich koncertu w berlinie. 7 lipca 1980 roku.
  • krol-czy-krolik 13.09.09, 17:07
    A w mojej wsi Warszawa do dzis kapela w remizie rżnie: ŁOTER - LU!
  • 00maciek00 13.09.09, 18:51
    a w mojej wioseczce (autentycznie bom uciekł z miasta ładnych kilka
    lat temu) dzisiaj wieczorem poleci lz z st. louis, 16 lutego 1975.
    nagranie lepsze niż niejeden oficjalny album live. chcesz posłuchać?
    ja tam nikomu nie żałuję dobrej muzyki. pliki znajdziesz tutaj.
    polecam no quarter, dazed and confused i heartbreakera.

    www.megaupload.com/?d=DV0ZVCUY
    www.megaupload.com/?d=VN611PNY
    www.megaupload.com/?d=KK75U8QG
    www.megaupload.com/?d=137KUW88
    www.megaupload.com/?d=74JE4K1N
  • ilnyckyj 20.09.09, 11:49
    No cóż, nie miałem tego szczęścia, by zobaczyć "na żywo", ale pamiętam jak
    gdzieś w 79lub 80 (w każdym razie tuż przed "Solidarnością") wybrałem się
    autostopem do Budapesztu, by zobaczyć Led Zeppelin i oprócz tego The Band...
    Oczywiście w kinie, w dwóch filmach: "The song remains the same" i "The Last
    Waltz". To chyba było jedyne miejsce w Europie Wschodniej, gdzie można było
    legalnie te filmy obejrzeć. W tym czasie pół tego małego kina w
    Budapeszcie(gdzie to chyba leciało "na okrągło") zajmowali fani z ZSRR smile. To
    byli czasyhe, he
    --
    nonkonformiści
  • basilisque 19.09.10, 12:33
    Post tytułowy - dyskusyjny, ale interesujący. Dlatego postanowiłem przedłużyć życie tego wątku. Reakcje niektore - dość kuriozalne (ale z tym się należy liczyć w necie i tak to forum trzyma pewien poziom - ogólnej kultury). Część z dyskutantów (a może to jeden pod paroma nickami) ma jakiś kompleks wsi podkieleckiej, gdzie jakoby krolowała Abba.
    ABBĘ - w odróżnieniu od Ilnickiego - uważam za coś więcej niż tylko profesjonalny produkt showbiznesu. Może nie sięgali klasą do Beatles, ale mieli dobrą muzykę i teksty.

    Drugie jakieś nieporozumienie to określenie Beatles jako "cukierkowatych". To wyjątkowo złośliwe. Tu mogę odesłać do innych wątków o nich na tym forum, w tym Top 50 The Beatles.
    --
    Ha, ha - said the clown!
  • billy.the.kid 19.09.10, 20:16
    no,moze zabrakło w tych opisach mającej olbrzymi wpływ i na bitli,stonsów i innych muzyczki murzyńskiej.poczynając od geniusza raya, otis reddinga i całą plejadę zespołów i wokalistów z TAMLA MOTOWN.oni w znacznym stopniu kształtowali rynek amerykański i co za tym oidzie nasz takoż.
    --
    rzecz się dzieje w POLSCE- czyli NIGDZIE.
  • ilnyckyj 12.09.11, 20:53
    Bardzo trafnie ktoś zwrócił uwagę na rolę jazzu, który muzycznie wyprzedził, i też inspirował nowe trendy w rocku, r'n'b i soulu
    --
    nonkonformiści
  • ilnyckyj 07.09.12, 21:41
    Ja caly czas sie pod tym postem podpisuję. Cała dyskusja sprowadza się do pewnych złośliwości, ale nikt nie zakwestionował tez zasadniczych!
    --
    nonkonformiści

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka