IP: *.bydg.pdi.net 26.11.02, 19:57
Czy nie najwyższy czas by wprwadzić zamiast nieczytelnego
systemu ocniania coś co "prosty nauczyciel" w podstawówce
bez wyższego wykształcenia stosuje w tej "niewykształconej"
Ameryce .

Wprowadza się tam np. system punktowy . Każdy uczeń wie na początku
roku kiedy będzie test , czy klasówka . Za każdy może uzyskać
określoną na początku ilość punktów . W sumie ,w całym semestrze ,może zdobyć
np. 100 punktów . Ustala się ocenę końcową na pdstw. ilości zdobytych
pktów . I tak np 91-100 to może być A itd .

System jest prosty i sprawiedliwy . Dla zwiększenia jego skuteczności
w nauczaniu i obiektywności ( przecież nie można wymagać od ucznia
żeby musiał wiedzieć to co reszta uczniów z klasy nie wie ) wprowadza
się w poszczególnych testach punktowanie relatywne .

Tzn. Ktoś musi dostać tę maksymalną ilość punktów . Nawet jeżeli
nie odpowiedział na wszystkie pytania , wystarczy , że napisał najlepiej .
Tak więc mozna określić , że 5 najlepszych prac ocania się na maks
10 pnktów nst. 5 za 9 itd . Jakie są walory tego relatywnego oceniania .
Ano można zostawić uczniów bez żadnego nadzoru przy sprawdzanie ,
i jest 100% gwarancja , żenie będą ściągać . Dający ściągać , wie
że ściągający podwyższa popprzeczkę i sam przez to może osiągnąć
niższą ocenę .

Inną możliwością jest średnia ważona . Szybsza od punktowej lecz
może być nieczytelna dla mołdych uczniów .
Edytor zaawansowany
  • Gość: unsatisfied IP: *.bydg.pdi.net 26.11.02, 20:04
    Dlaczego ta relatywna ocena jest "sprawiedliwa" . Otóż bierze
    pod uwagę jakość nauczania nauczyciela . Nauczyciel nie
    może postawić wszystkim jedynki , bo system mu na to nie pozwoli ,
    a takie ocenienie klasy to świadczyć raczej powinno o nauczycielu .

    Zapowiedziane na początku roku sprawdziany i klasówki wykluczają
    możliwość robienia niezapowiedzianych sprawdzianów "dla uciszenia
    znudzonej młodzieży" . Ocena przedmiotowa uwalnia się tym
    samym od czynnika jego zachowania . Do oceny z zachowania
    służy ocena z zachowania .
  • caerme 26.11.02, 21:02
    mnie sie podoba ten typ z tym ze znajac nasz porabany kraik i jego chore
    systemy no cuz... widzialem takze takie cos:
    system punktowy przy czym za 100 punktow bylo 5, lecz jesli uczen [tu: student]
    by napisal wszystko na bdb, mial odrobione zadania i cos tam jeszcze to w
    najlepszym razie mogl dostac 4 - 4+ gdyż nauczyciel mial do dyspozycji okolo 20
    punktow [ze 100!!!] ktopre mogl rozdawac wedlug swego widzimisie... boje sie
    troche o to ze komus tak nagle cos odbije i diabli wiedza co z tego wyjdzie..
    wersja dwa tego systemu byla stosowana jako rozkald normalny: zal: najwiecej
    jest osob majacych ocene w granicach 3,5 reszta normalno czyli tyle samo 3 co 4
    i piatek co pal [system 2-5] wiec sprowadzalo sie to do wynurzenia powiedzmy
    wrecz tragicznego - nauczyciel znow nie byl oceniany gdyz osoby ktore mialy
    prace napisane na bardzo podobnym poziomie a mialy pewnego pecha dostawaly
    pale. wiem ze ow pan stosowal bardzo bardzo lietralnie ten system i bardzo
    bardzo dokladnie dcyfry mu sie zgadzaly dokladnie...
    ja sie boje wynaturzen ktore u nas sa norma.. ale pomysl twoj popieram
  • Gość: unsatisfied IP: *.bydg.pdi.net 27.11.02, 08:13
    Bardzo ważnym jest również to , że w żadnej szkole i w żadnej
    klasie szkoły zagranicznej nie istnieje przymus stosowania
    jednego lub innego z wielu systmów .
  • caerme 27.11.02, 20:29
    tez dobre z tym ze jak znam nasz ukochany kraik kazdy system nawet ten niezly
    mozna doprowadzic ad absurdum, za jasnym systemem punktowym z nieprzeladowanym
    programem jestem
  • Gość: unsatisfied IP: *.bydg.pdi.net 28.11.02, 19:22
    Absurd jest nieunikniony , jeżeli troszczący się rodzic będzie
    traktowany przez szkołę jak intruz . Szkoła powinna być
    budowana oddolnie ze strony rodziców we współpracy z nauczycielami
    (lub jak kto woli nauczycieli z rodzicami ) .

    Rada rodziców jaką mamy w teraźniejszej formie , to jakieś
    nieporozumienie . W sprawach szkolnych , argument rady
    szkolnej jest taki sam jak przedstawicieli szkoły . Czasami
    ma się wrażenie , że czytają z tych samych gotowców .

    Zebrania rodziców są faktycznie przygotowane pod dyktando
    szkoły . Gdyby było inaczej , to szkoła nie wyglądałaby tak
    jak wygląda . Przeładowana programowo i nieczytelny system
    ocen .
  • Gość: Ja IP: *.acn.pl 28.11.02, 19:42
    Gość portalu: unsatisfied napisał(a):

    > Absurd jest nieunikniony , jeżeli troszczący się rodzic będzie
    > traktowany przez szkołę jak intruz . Szkoła powinna być
    > budowana oddolnie ze strony rodziców we współpracy z nauczycielami
    > (lub jak kto woli nauczycieli z rodzicami ) .
    >
    > Rada rodziców jaką mamy w teraźniejszej formie , to jakieś
    > nieporozumienie . W sprawach szkolnych , argument rady
    > szkolnej jest taki sam jak przedstawicieli szkoły . Czasami
    > ma się wrażenie , że czytają z tych samych gotowców .
    >
    > Zebrania rodziców są faktycznie przygotowane pod dyktando
    > szkoły . Gdyby było inaczej , to szkoła nie wyglądałaby tak
    > jak wygląda . Przeładowana programowo i nieczytelny system
    > ocen .


    Ucze w szkole podstawowej. Bardzo czesto nachodza mnie rodzice i ciagle czegos
    chca. A to za duzo wymagam, a to za malo wymagam, a to za niskie oceny, a to za
    wysokie, a to za niski poziom, a to za wysoki. Caly dowcip (nieszczescie)
    polega na tym, ze to wszystko slysze jednoczesnie. Tzn. generalnie pracuje
    zawsze tak samo, staram sie utrzymywac dosc wysoki poziom, ale tez stosuje
    indywidualizacje i nie przesadzam z wymaganiami wobec niektorych. Wiem na co
    stac moich uczniow i czego od nich oczekiwac niezaleznie od opinii ich
    rodzicow. Natomiast rodzice koniecznie chca dostosowac cala klase, program
    nauczania, metody wychowawcze, wybor podrecznika, formy pracy itp do swojego
    dziecka. I kazdy rodzic chce czegos innego. Kiedys zrobilam tak: kazalam
    rodzicom na zebraniu ustalic czy zycza sobie zmiany w nauczaniu i jesli tak to
    na co. Tzn. zeby "oddolnie" ustalili czy mam podwyzszyc czy obnizyc poziom tak,
    zeby bylo po ichniemu. Bardzo chcialam isc im na reke. I co ? Sami sie nie
    mogli dogadac. Zostalo po staremu. Dzieci sobie daja rade, a poziom jest dosc
    wysoki.
    Nie uwazam wiec, ze rodzice powinni do wszystkiego sie wtracac. W niektorych
    kwestiach tak, ale jesli chodzi o sprawy nauki to jednak nie.
  • Gość: Inna ja IP: *.chello.pl 29.11.02, 20:20
    Droga pani nauczycielko,
    Już samo określenie "nachodzą mnie rodzice" - dyskwalifikuje Pania jako
    pedagoga. Jest Pani w szkole równiez po to aby odpowiadać rodzicom na ich
    pytania i wątpliwości! Tak. A jeśli uważa Pani, ze jest inaczej proponuję
    zmienić zawód.
    Jestem lekarzem, często przychodzą do mnie rodziny pacjentów, pytają, domagają
    się, czasem stawiają ( dla mnie) absurdalne żądania ALE MNIE NIE NACHODZA.
  • Gość: Iwa IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 01.12.02, 23:34
    Droga pani doktor!
    Nie wszyscy nauczyciele są aniołami, ale i nie wszyscy lekarze nimi są.
    Może pani się do nich zalicza - czyli jest pani ewenementem.
    Pani koleżanka po fachu - na moją grzeczną prośbę o wypisanie orzeczenia do PZU
    (dziecko po wypadku) - odpowiedziała, że nikt jej za to nie płaci i nikt jej do
    tego nie zmusi.
    Owe orzeczenie dostałam od ordynatora, ale też nie za darmo. Musiałam mu
    zapłacić jak za wizytę prywatną (50 zł). Pan ordynator wypisał mi za to
    rachunek. Zrobił to w czasie godzin pracy i zajęło mu to 10 minut.
    Przykłady można mnożyć...
    Nie wszyscy nauczyciele są źli i nie wszyscy lekarze są ideałami...
    Pozdrawiam i życzę dobrego samopoczucia.
  • Gość: unsatisfied IP: *.bydg.pdi.net 04.12.02, 09:53
    To tylko jedna z opinii . A może Pani nie potrafi słuchać ?
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 09.12.02, 07:13
    Gość portalu: Ja napisał(a):

    > Gość portalu: unsatisfied napisał(a):
    >
    > > Absurd jest nieunikniony , jeżeli troszczący się rodzic będzie
    > > traktowany przez szkołę jak intruz . Szkoła powinna być
    > > budowana oddolnie ze strony rodziców we współpracy z nauczycielami
    > > (lub jak kto woli nauczycieli z rodzicami ) .
    > >
    > > Rada rodziców jaką mamy w teraźniejszej formie , to jakieś
    > > nieporozumienie . W sprawach szkolnych , argument rady
    > > szkolnej jest taki sam jak przedstawicieli szkoły . Czasami
    > > ma się wrażenie , że czytają z tych samych gotowców .
    > >
    > > Zebrania rodziców są faktycznie przygotowane pod dyktando
    > > szkoły . Gdyby było inaczej , to szkoła nie wyglądałaby tak
    > > jak wygląda . Przeładowana programowo i nieczytelny system
    > > ocen .
    >
    >
    > Ucze w szkole podstawowej. Bardzo czesto nachodza mnie rodzice i ciagle
    czegos
    > chca. A to za duzo wymagam, a to za malo wymagam, a to za niskie oceny, a to
    za
    >
    > wysokie, a to za niski poziom, a to za wysoki. Caly dowcip (nieszczescie)
    > polega na tym, ze to wszystko slysze jednoczesnie. Tzn. generalnie pracuje
    > zawsze tak samo, staram sie utrzymywac dosc wysoki poziom, ale tez stosuje
    > indywidualizacje i nie przesadzam z wymaganiami wobec niektorych. Wiem na co
    > stac moich uczniow i czego od nich oczekiwac niezaleznie od opinii ich
    > rodzicow. Natomiast rodzice koniecznie chca dostosowac cala klase, program
    > nauczania, metody wychowawcze, wybor podrecznika, formy pracy itp do swojego
    > dziecka. I kazdy rodzic chce czegos innego. Kiedys zrobilam tak: kazalam
    > rodzicom na zebraniu ustalic czy zycza sobie zmiany w nauczaniu i jesli tak
    to
    > na co. Tzn. zeby "oddolnie" ustalili czy mam podwyzszyc czy obnizyc poziom
    tak,
    >
    > zeby bylo po ichniemu. Bardzo chcialam isc im na reke. I co ? Sami sie nie
    > mogli dogadac. Zostalo po staremu. Dzieci sobie daja rade, a poziom jest dosc
    > wysoki.
    > Nie uwazam wiec, ze rodzice powinni do wszystkiego sie wtracac. W niektorych
    > kwestiach tak, ale jesli chodzi o sprawy nauki to jednak nie.

    System edukacyjny jest do niczego.
    Racje maja zarowno ci rodzice,ktorzy mowia ze jest za wysoki poziom jak i
    ci ,ktorzy twierdza ze jest za niski.
    Jesli sa 3 lub 4 rownolegle klasy,to uczniowie powinni byc rozdzielani wg
    zdolnosci,by od jednych mozna bylo wymagac wiecej niz od drugich.

  • Gość: Krzysztof Homan IP: 62.233.233.* 09.12.02, 12:58
    Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

    > System edukacyjny jest do niczego.
    > Racje maja zarowno ci rodzice,ktorzy mowia ze jest za wysoki poziom jak i
    > ci ,ktorzy twierdza ze jest za niski.
    > Jesli sa 3 lub 4 rownolegle klasy,to uczniowie powinni byc rozdzielani wg
    > zdolnosci,by od jednych mozna bylo wymagac wiecej niz od drugich.

    Tyle tylko, że Polska to kraj bardziej "cywilizowany" niż USA. Tutaj uczymy
    wszystkich wszystkiego. Dodatkowo wymaga się od nauczyciela pracy indywidualnej
    z uczniem zdolnym i z uczniem słabym. Oczywiście jest to martwy przepis, ale
    jak ładnie brzmi. A owoce naszego systemu widać, marne.

    Mam sporą ilość pytań o system oświaty w USA. Gdybyś zechciał spróbować na nie
    odpowiedzieć, proszę podeślij mi swój adres e-mail.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl
  • Gość: EDYTA IP: *.laziska-gorne.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 21:42
    BZDURA!!!
    Porównajcie, moi drodzy , wyniki "relatywnego" oceniania w klasie gdzie ludziom
    wystarczy ocena "państwowa" z sytuacją, gdy jednak nauczyciel stawia jasno
    określone wymagania. To nie tak, że w każdej klasie muszą być 5 i 2. Jak jest
    słaba klasa wszyscy mogą mieć 3, a np. 2 osoby 4 i jest OK.
  • caerme 27.11.02, 21:53
    ocena taka ze w klasie jest na 30 ludzi 25 pakl czy nawet 20 ze sprawdzianu
    mowi jedno ze nauczyciel nie umie uczyc...
  • Gość: unsatisfied IP: *.bydg.pdi.net 28.11.02, 19:45
    Gość portalu: EDYTA napisał(a):

    > BZDURA!!!
    > Porównajcie, moi drodzy , wyniki "relatywnego" oceniania w klasie gdzie
    ludziom
    >
    > wystarczy ocena "państwowa" z sytuacją, gdy jednak nauczyciel stawia jasno
    > określone wymagania. To nie tak, że w każdej klasie muszą być 5 i 2. Jak jest
    > słaba klasa wszyscy mogą mieć 3, a np. 2 osoby 4 i jest OK.

    Owszem w pewnej mierze i to gdy mamy do czynienia
    z róznymi środowiskami , może zajść to o czym Pani
    pisze .

    Już pisałem , gdy dano mi do nuaczania 4 klasy szkoły średniej .
    Na moje przywitanie "How are you today" - kompletna cisza .
    Przedstawiłem się i podchodziłem do każdego po kolei ucznia
    z pytaniem
    "What's your name?" Cisza .
    Otwieramy ksiązki ,przechodzę na polski . "Co wiecie
    o czasie teraźniejszym prostym ?" Cisza .
    Oni faktycznie nic nie umieli . 120 uczniów po wielu
    latach ( 3 w tej szkole - rozszerzony angielski ,
    nic nie umiało ) . 120 . Wie Pani jakie jest tego
    prawdopodobieństwo , że byli niewyuczalni z tego
    przedmiotu ? Zabrakło by zapewne miejsc na zera
    uwzględniając poniższy fakt .

    Z drugiej strony w zarzucono mi stawianie zbyt wysokich
    ocen w poprzednim roku . Też ok. 120 uczniów . Najniższą
    oceną było 3 , ale native speakers chcieli uczyć właśnie
    w tych klasach , bo mogli się z nimi porozumieć . Gdy
    zwróciłem na ten fakt dyrekcji , stwierdził , że trafiłem
    na inteligentną młodzież . 120 inteligentnych w drugiej
    klasie i 120 nieinteligentnych w czwartej!

    Ale wnioski , nie zostały przedstawione
    nauczycielom , lecz uczniom . Oni -czwartoklasiści- zostali
    zwołani do auli i im zakomunikowano , że są tacy i siacy .
    Nauczyciel tych klas był nagrodzony w poprzednim roku "za wyniki w
    nauczaniu ".



  • caerme 28.11.02, 22:50
    za mojej kadencji w liceum byl pewien gosc - japonczyk - uczyl angielskiego -
    rok niestety wywalili go, nie za to by byl jakis nie-tego, ale za to wlasnie
    byl tego:
    - ocen nie stawial - znaczy sie pal, po prostu uwazal ze jak ktos bedzie sie
    chcial nauczyc to sie nauczy, slabszych chwalil przy kazdej okazji, itd. nie
    slyszalem by ktos zwiewal z jego lekci narzekal na niego wszyscy go lubili, a
    na szkolach jezykowych - potrafiol nauczyc wiecej niz niejeden anglista. on
    mowil i my mowilismy i nie krytykowal nas w czambul. i fajnie bylo. niestety
    rok.
  • Gość: Ja IP: *.acn.pl 30.11.02, 20:48
    Gość portalu: unsatisfied napisał(a):

    > Już pisałem , gdy dano mi do nuaczania 4 klasy szkoły średniej .
    > Na moje przywitanie "How are you today" - kompletna cisza .
    > Przedstawiłem się i podchodziłem do każdego po kolei ucznia
    > z pytaniem
    > "What's your name?" Cisza .
    > Otwieramy ksiązki ,przechodzę na polski . "Co wiecie
    > o czasie teraźniejszym prostym ?" Cisza .
    > Oni faktycznie nic nie umieli . 120 uczniów po wielu
    > latach ( 3 w tej szkole - rozszerzony angielski ,
    > nic nie umiało ) . 120 . Wie Pani jakie jest tego
    > prawdopodobieństwo , że byli niewyuczalni z tego
    > przedmiotu ? Zabrakło by zapewne miejsc na zera
    > uwzględniając poniższy fakt .

    A nie zdarzalo sie to w innych klasach ? Mnie zdarza sie to dosc czesto, gdy
    biore po kims klasy. Uczniowie prawie zawsze usiluja sugerowac, ze poprzedni
    nauczyciel w zasadzie nic z nimi nie zrobil i niczego ich nie nauczyl. Z moich
    rozmow z innymi nauczycielami wynika, ze oni tez to maja. Wiadomo, ze uczen
    (przecietny, typowy) bedzie sie staral przebrnac przez nauke z jak najmniejszym
    wysilkiem. Ja wiem czego swoich ucze, wiem czego moge od nich wymagac i jak ich
    podejsc, zeby potrafili swoja wiedze wykorzystac. Ale ktos, kto bierze ich po
    mnie musi najpierw ich poznac, zorientowac sie co i jak i wypracowac wlasne
    sposoby wyciagniecia od nich tego, co potrafia. Na pewno nie stanie sie to na
    pierwszej lekcji z nowym nauczycielem. Dlatego ja nigdy nie oceniam innych
    nauczycieli tylko po tym, co potrafia ich uczniowie, zwlaszcza tuz
    po "przejeciu" klasy.
  • Gość: unsatisfied IP: *.bydg.pdi.net 04.12.02, 10:07
    Gość portalu: Ja napisał(a):

    > Gość portalu: unsatisfied napisał(a):
    >
    > > Już pisałem , gdy dano mi do nuaczania 4 klasy szkoły średniej .
    > > Na moje przywitanie "How are you today" - kompletna cisza .
    > > Przedstawiłem się i podchodziłem do każdego po kolei ucznia
    > > z pytaniem
    > > "What's your name?" Cisza .
    > > Otwieramy ksiązki ,przechodzę na polski . "Co wiecie
    > > o czasie teraźniejszym prostym ?" Cisza .
    > > Oni faktycznie nic nie umieli . 120 uczniów po wielu
    > > latach ( 3 w tej szkole - rozszerzony angielski ,
    > > nic nie umiało ) . 120 . Wie Pani jakie jest tego
    > > prawdopodobieństwo , że byli niewyuczalni z tego
    > > przedmiotu ? Zabrakło by zapewne miejsc na zera
    > > uwzględniając poniższy fakt .

    Stiwerdziłem , że z nimi nie zrobiono solidnych podstaw po kilku
    tygodniach pracy z uczniami . nie można mówić o przeciętnym czy
    nieprzeciętnym uczniu w tym przypadku , jako że opisuję grupę
    120 uczniów , których poziom był wręcz żaden .

    > A nie zdarzalo sie to w innych klasach ? Mnie zdarza sie to dosc czesto, gdy
    > biore po kims klasy. Uczniowie prawie zawsze usiluja sugerowac, ze poprzedni
    > nauczyciel w zasadzie nic z nimi nie zrobil i niczego ich nie nauczyl. Z
    moich
    > rozmow z innymi nauczycielami wynika, ze oni tez to maja. Wiadomo, ze uczen
    > (przecietny, typowy) bedzie sie staral przebrnac przez nauke z jak
    najmniejszym
    >
    > wysilkiem. Ja wiem czego swoich ucze, wiem czego moge od nich wymagac i jak
    ich
    Więc należy stworzyć taki system , który by na to nie zezwalał .
    A bsurdem jest to że uczeń zawansowany w angielskim stara się
    dostać do klasy dla początkujących , by sobie "ułatwić" .
    W USA uczeń będzie dążył do brania jak najbardziej zaawansowanych
    kursów , często przeskakując pośrednie , bo ma inne motywacje .
    > podejsc, zeby potrafili swoja wiedze wykorzystac. Ale ktos, kto bierze ich po
    > mnie musi najpierw ich poznac, zorientowac sie co i jak i wypracowac wlasne
    > sposoby wyciagniecia od nich tego, co potrafia. Na pewno nie stanie sie to na
    > pierwszej lekcji z nowym nauczycielem. Dlatego ja nigdy nie oceniam innych
    > nauczycieli tylko po tym, co potrafia ich uczniowie, zwlaszcza tuz
    > po "przejeciu" klasy.

    Z góry Pani zakłada , że to był mój błąd . Otóż sprawa została rozgłośniona
    i faktycznie okazało się , że uczniowie w istocie nie prezentowali poziomu
    nawet zbliżonego do tego jaki mieli uczniowie drugich klas .
    Winą za ten stan zostali obarczeni uczniowie .

  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 09.12.02, 07:26
    Gość portalu: unsatisfied napisał(a):

    > Gość portalu: Ja napisał(a):
    >
    > > Gość portalu: unsatisfied napisał(a):
    > >
    > > > Już pisałem , gdy dano mi do nuaczania 4 klasy szkoły średniej .
    > > > Na moje przywitanie "How are you today" - kompletna cisza .
    > > > Przedstawiłem się i podchodziłem do każdego po kolei ucznia
    > > > z pytaniem
    > > > "What's your name?" Cisza .
    > > > Otwieramy ksiązki ,przechodzę na polski . "Co wiecie
    > > > o czasie teraźniejszym prostym ?" Cisza .
    > > > Oni faktycznie nic nie umieli . 120 uczniów po wielu
    > > > latach ( 3 w tej szkole - rozszerzony angielski ,
    > > > nic nie umiało ) . 120 . Wie Pani jakie jest tego
    > > > prawdopodobieństwo , że byli niewyuczalni z tego
    > > > przedmiotu ? Zabrakło by zapewne miejsc na zera
    > > > uwzględniając poniższy fakt .
    >
    > Stiwerdziłem , że z nimi nie zrobiono solidnych podstaw po kilku
    > tygodniach pracy z uczniami . nie można mówić o przeciętnym czy
    > nieprzeciętnym uczniu w tym przypadku , jako że opisuję grupę
    > 120 uczniów , których poziom był wręcz żaden .
    >
    > > A nie zdarzalo sie to w innych klasach ? Mnie zdarza sie to dosc czesto, g
    > dy
    > > biore po kims klasy. Uczniowie prawie zawsze usiluja sugerowac, ze poprzed
    > ni
    > > nauczyciel w zasadzie nic z nimi nie zrobil i niczego ich nie nauczyl. Z
    > moich
    > > rozmow z innymi nauczycielami wynika, ze oni tez to maja. Wiadomo, ze ucze
    > n
    > > (przecietny, typowy) bedzie sie staral przebrnac przez nauke z jak
    > najmniejszym
    > >
    > > wysilkiem. Ja wiem czego swoich ucze, wiem czego moge od nich wymagac i ja
    > k
    > ich
    > Więc należy stworzyć taki system , który by na to nie zezwalał .
    > A bsurdem jest to że uczeń zawansowany w angielskim stara się
    > dostać do klasy dla początkujących , by sobie "ułatwić" .
    > W USA uczeń będzie dążył do brania jak najbardziej zaawansowanych
    > kursów , często przeskakując pośrednie , bo ma inne motywacje .
    > > podejsc, zeby potrafili swoja wiedze wykorzystac. Ale ktos, kto bierze ich
    > po
    > > mnie musi najpierw ich poznac, zorientowac sie co i jak i wypracowac wlasn
    > e
    > > sposoby wyciagniecia od nich tego, co potrafia. Na pewno nie stanie sie to
    > na
    > > pierwszej lekcji z nowym nauczycielem. Dlatego ja nigdy nie oceniam innych
    >
    > > nauczycieli tylko po tym, co potrafia ich uczniowie, zwlaszcza tuz
    > > po "przejeciu" klasy.
    >
    > Z góry Pani zakłada , że to był mój błąd . Otóż sprawa została rozgłośniona
    > i faktycznie okazało się , że uczniowie w istocie nie prezentowali poziomu
    > nawet zbliżonego do tego jaki mieli uczniowie drugich klas .
    > Winą za ten stan zostali obarczeni uczniowie .

    SYSTEM nauczania w Polsce jest beznadziejny,albo mozna by powiedziec,ze system
    nauczania w Polsce jest na b.podobnym poziomie jak system zarzadzania
    gospodarka polska.
    1% wzrostu gospodarczego przy 18% bezrobocia podczas gdy w Stanach 4% wzrostu
    przy 6% bezrobocia.
  • Gość: Krzysztof Homan IP: 62.233.233.* 09.12.02, 12:47
    Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

    > SYSTEM nauczania w Polsce jest beznadziejny,albo mozna by powiedziec,ze
    system
    > nauczania w Polsce jest na b.podobnym poziomie jak system zarzadzania
    > gospodarka polska.
    > 1% wzrostu gospodarczego przy 18% bezrobocia podczas gdy w Stanach 4% wzrostu
    > przy 6% bezrobocia.

    Też tak uważam, o obu systemach.
    Myślę jednak, że na wzroście gospodarczym i stopie bezrobocia w Polsce w dużym
    stopniu odciskają swoje piętno zaszłości.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 09.12.02, 18:45
    Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

    > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
    >
    > > SYSTEM nauczania w Polsce jest beznadziejny,albo mozna by powiedziec,ze
    > system
    > > nauczania w Polsce jest na b.podobnym poziomie jak system zarzadzania
    > > gospodarka polska.
    > > 1% wzrostu gospodarczego przy 18% bezrobocia podczas gdy w Stanach 4% wzro
    > stu
    > > przy 6% bezrobocia.
    >
    > Też tak uważam, o obu systemach.
    > Myślę jednak, że na wzroście gospodarczym i stopie bezrobocia w Polsce w
    dużym
    > stopniu odciskają swoje piętno zaszłości.
    >
    > Pozdrawiam
    > Krzysztof Homan, nauczyciel
    > khoman@poczta.onet.pl

    Historie tworzymy teraz MY.
    Jesli nam za daleko do Stanow,to moze na Czechow popatrzmy.
  • unsatisfied6 09.12.02, 18:56
    Podobnie uważam . Brak nam wyobraźni , by brać przyklad ze stanów ,
    ale Czechy nie tak daleko , a mogą być we wielu sprawach dla nas
    wzorem .
  • Gość: Krzysztof Homan IP: 62.233.233.* 09.12.02, 19:23
    unsatisfied6 napisał:

    > Podobnie uważam . Brak nam wyobraźni , by brać przyklad ze stanów ,
    > ale Czechy nie tak daleko , a mogą być we wielu sprawach dla nas
    > wzorem .

    Proszę mnie oświecić. Co lepszego robią w Czechach?
    Wolę zdrowy rozsądek za źródło działań. Ale można podpatrzyć jak to robią inni,
    i zastosować sprawdzone rozwiązania.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl
  • unsatisfied6 09.12.02, 20:36
    Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

    > unsatisfied6 napisał:
    >
    > > Podobnie uważam . Brak nam wyobraźni , by brać przyklad ze stanów ,
    > > ale Czechy nie tak daleko , a mogą być we wielu sprawach dla nas
    > > wzorem .
    >
    > Proszę mnie oświecić. Co lepszego robią w Czechach?
    > Wolę zdrowy rozsądek za źródło działań. Ale można podpatrzyć jak to robią
    inni,
    >
    > i zastosować sprawdzone rozwiązania.


    4% bezrobocie świadczy , że nie kształcą bezrobotnych .
    Dekomunizacja w pierwszych latach reformy nie pozwoliła ,
    by "zgniłe jabłko zepsuło cały koszyk" .

  • Gość: Krzysztof Homan IP: 62.233.233.* 09.12.02, 20:46
    unsatisfied6 napisał:

    > 4% bezrobocie świadczy , że nie kształcą bezrobotnych .
    > Dekomunizacja w pierwszych latach reformy nie pozwoliła ,
    > by "zgniłe jabłko zepsuło cały koszyk" .

    Napisz co teraz robią lepiej?
    O dekomunizacji mam podobne zdanie.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl
  • unsatisfied6 09.12.02, 21:17
    W Czechach byłem tylko dwa miesiące . Takżę moje doświadczenia
    są niewielkie . Piszę , że możemy się na nich wzoroawać , bo
    mamy bliżej do nich niż do Ameryki .

    Z drugiej strony nie taka Ameryka daleka , jak się nam
    wydaje . Przypuszczam , że więcej jest w Polsce ludzi
    którzy mogliby czerpać z doświadczeń amerykańskich , niż
    tych co mogą podzielić się doświadczenimi z Czech .
  • maksimum 12.12.02, 18:14
    Gość portalu: unsatisfied napisał(a):

    > Czy nie najwyższy czas by wprwadzić zamiast nieczytelnego
    > systemu ocniania coś co "prosty nauczyciel" w podstawówce
    > bez wyższego wykształcenia stosuje w tej "niewykształconej"
    > Ameryce .
    >
    > Wprowadza się tam np. system punktowy . Każdy uczeń wie na początku
    > roku kiedy będzie test , czy klasówka . Za każdy może uzyskać
    > określoną na początku ilość punktów . W sumie ,w całym semestrze ,może zdobyć
    > np. 100 punktów . Ustala się ocenę końcową na pdstw. ilości zdobytych
    > pktów . I tak np 91-100 to może być A itd .
    >
    > System jest prosty i sprawiedliwy . Dla zwiększenia jego skuteczności
    > w nauczaniu i obiektywności ( przecież nie można wymagać od ucznia
    > żeby musiał wiedzieć to co reszta uczniów z klasy nie wie ) wprowadza
    > się w poszczególnych testach punktowanie relatywne .
    >
    > Tzn. Ktoś musi dostać tę maksymalną ilość punktów . Nawet jeżeli
    > nie odpowiedział na wszystkie pytania , wystarczy , że napisał najlepiej .
    > Tak więc mozna określić , że 5 najlepszych prac ocania się na maks
    > 10 pnktów nst. 5 za 9 itd . Jakie są walory tego relatywnego oceniania .
    > Ano można zostawić uczniów bez żadnego nadzoru przy sprawdzanie ,
    > i jest 100% gwarancja , żenie będą ściągać . Dający ściągać , wie
    > że ściągający podwyższa popprzeczkę i sam przez to może osiągnąć
    > niższą ocenę .
    >
    > Inną możliwością jest średnia ważona . Szybsza od punktowej lecz
    > może być nieczytelna dla mołdych uczniów .

    CZYLI NA JAKIEJ ZASADZIE ODBYWAJA SIE PROMOCJE W POLSCE?
    Jak za starych lat wg widzimisie nauczyciela i uczen nie ma zadnej szansy na
    wykazanie swoich zdolnosci poprzez wyniki testow.

    Uuuuuuuuuu to pachnie polowa XX wieku.
  • maksimum 12.12.02, 18:15
    maksimum napisał:

    > Gość portalu: unsatisfied napisał(a):
    >
    > > Czy nie najwyższy czas by wprwadzić zamiast nieczytelnego
    > > systemu ocniania coś co "prosty nauczyciel" w podstawówce
    > > bez wyższego wykształcenia stosuje w tej "niewykształconej"
    > > Ameryce .
    > >
    > > Wprowadza się tam np. system punktowy . Każdy uczeń wie na początku
    > > roku kiedy będzie test , czy klasówka . Za każdy może uzyskać
    > > określoną na początku ilość punktów . W sumie ,w całym semestrze ,może zdo
    > być
    > > np. 100 punktów . Ustala się ocenę końcową na pdstw. ilości zdobytych
    > > pktów . I tak np 91-100 to może być A itd .
    > >
    > > System jest prosty i sprawiedliwy . Dla zwiększenia jego skuteczności
    > > w nauczaniu i obiektywności ( przecież nie można wymagać od ucznia
    > > żeby musiał wiedzieć to co reszta uczniów z klasy nie wie ) wprowadza
    > > się w poszczególnych testach punktowanie relatywne .
    > >
    > > Tzn. Ktoś musi dostać tę maksymalną ilość punktów . Nawet jeżeli
    > > nie odpowiedział na wszystkie pytania , wystarczy , że napisał najlepiej .
    > > Tak więc mozna określić , że 5 najlepszych prac ocania się na maks
    > > 10 pnktów nst. 5 za 9 itd . Jakie są walory tego relatywnego oceniania .
    > > Ano można zostawić uczniów bez żadnego nadzoru przy sprawdzanie ,
    > > i jest 100% gwarancja , żenie będą ściągać . Dający ściągać , wie
    > > że ściągający podwyższa popprzeczkę i sam przez to może osiągnąć
    > > niższą ocenę .
    > >
    > > Inną możliwością jest średnia ważona . Szybsza od punktowej lecz
    > > może być nieczytelna dla mołdych uczniów .
    >
    > CZYLI NA JAKIEJ ZASADZIE ODBYWAJA SIE PROMOCJE W POLSCE?
    > Jak za starych lat wg widzimisie nauczyciela i uczen nie ma zadnej szansy na
    > wykazanie swoich zdolnosci poprzez wyniki testow.
    >
    > Uuuuuuuuuu to pachnie polowa XX wieku.

    Zapomnialem sie podpisac.

    MACIEJ
  • rhemek 11.01.03, 11:18
    u nas to by sie nie sprawdzilo

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka