Dodaj do ulubionych

Szkoła zabiera dzieci z klas 1-3 na Pottera II !

IP: *.chello.pl 09.01.03, 09:19
Mam problem. Szkoła zabiera dzieci z klas 1-3 na HP II do kina. Wychowawca
(który filmu nie widział!) twierdzi, że wszystko będzie ok, bo "wytłumaczy
dzieciom, że to wszystko jest na niby". Żadne argumenty nie trafiają; pójście
do kina tłumaczone jest jakimiś bliżej nieokreślonymi "naciskami". Dzieci
nielicznej niestety grupki rodziców, którzy nie chcą poddawać się presji i
nie zgadzają się na pójście do kina na ten akurat film, są wyśmiewane, że są
dzidziusiami itd itp. I ta szkoła też chce być szkołą "z klasą". To jest
jakaś paranoja i równanie w dół. Dodam, że chodzi o niewielką szkołę
społeczną, z dobrymi wynikami w nauce. Jednak od początku widać, że z
emocjami dzieci nauczyciele sobie tam praktycznie nie radzą. Może by tak
zrobić akcję uświadamiającą nauczycielom, że nie wolno poddawać dzieci takiej
niepotrzebnej presji i urawniłowce?
Edytor zaawansowany
  • Gość: sialka IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 09:43
    Zgadzam się z tobą całkowicie, to nie jest film dla dzieci. Jeżeli któryś
    rodzic chce to niech idzie na film indywidualnie ze swoim dzieckiem. Byłam
    niedawno na tym filmie ze swoim 9-letnim dzieckiem i mam bardzo mieszane
    odczucia, mimo że mój syn przecytał wszystkie cztery części HP.
  • Gość: Krzysztof Homan IP: *.gda-wrz.leased.ids.pl 09.01.03, 09:56
    Gość portalu: mama napisał(a):

    > Mam problem. Szkoła zabiera dzieci z klas 1-3 na HP II do kina.
    Jednak od początku widać, że z
    > emocjami dzieci nauczyciele sobie tam praktycznie nie radzą. Może by tak
    > zrobić akcję uświadamiającą nauczycielom, że nie wolno poddawać dzieci takiej
    > niepotrzebnej presji i urawniłowce?

    Nie ucz ojca dzieci robić ;-)
    Prawie zupełnie nie wiem, o co chodzi w tych Potterach. Mam przeczucie, że to
    jakieś "wariactwo", moda. Tak jak np. wszechobecne SMS, czat i guma do żucia.
    Każda szkoła ma swój program dydaktyczno-wychowawczy. Widocznie w Twojej szkole
    ten film mieści się w jego ramach. Jeśli uważasz inaczej, to albo doprowadź do
    zmiany tego programu, albo zabierz swoje dziecko z tej szkoły.
    Nie rozumiem Twojego stwierdzenia o nie radzeniu sobie nauczycieli z emocjami
    dzieci.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl
  • Gość: n-l IP: *.opole.dialup.inetia.pl 09.01.03, 16:04
    Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

    > Nie ucz ojca dzieci robić ;-)
    > Widocznie w Twojej szkole
    > ten film mieści się w jego ramach. Jeśli uważasz inaczej, to albo doprowadź
    > do zmiany tego programu, albo zabierz swoje dziecko z tej szkoły.


    Tym razem się z Tobą, Krzysztofie, nie zgodzę.

    Art. 48. ust. 1. Konstytucji RP mówi:
    "Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
    Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność
    jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania."

    Moim zdaniem nauczyciel może zignorować zdanie rodziców tylko w wypadkach,
    kiedy ci okazują się nieodpowiedzialni lub nieudolni, kiedy ma to solidne
    uzasadnienie w teorii wychowania lub dydaktyce powołując się na "wspomaganie
    przez szkołę wychowawczej roli rodziny" (art. 1. ust. 2. u.s.o.).

    Tutaj rodzic ma pełne prawo mieć wątpliwości co do właściwego doboru treści
    wychowawczych, których oddziaływaniu szkoła chce poddać jego dziecko.

    Radziłbym wystąpić pisemnie do dyrektora szkoły lub Rady Ped. o (również
    pisemne) zajęcie stanowiska w sprawie, uzasadnienie wyboru repertuaru,
    dowiedzenie, że wybór ten wynika z programu nauczania bądź też programu
    wychowawczego szkoły (ale konkrety - które wartości i które treści nauczyciele
    uznali za ważne i dlaczego).

    Obawiam się, że kluczem do zrozumienia sprawy są wspomniane tu "naciski"
    Może szkoła ma z tego jakąś prowizję?

    Czytając Twoje różne posty, Krzysztofie, zastanawia mnie Twoja silna wiara w
    zbawienną moc uregulowań rynkowych w dziedzinie oświaty. Nie podzielam tego
    optymizmu.
    Oświata - to nie tylko "usługa edukacyjna" i prawidłowa jest sytuacja, kiedy
    przepisy jej dotyczące bronią pewnych minimalnych zasad, aby rodzice nie byli
    narażeni metodę prób i błędów. Tutaj każdy błąd w wyborze "usługodawcy"
    skutkuje zmianami w psychice dziecka.

    No i poza tym, czym się tu przejomować, mamo? Nie posyłasz swojego dziecka na
    ten film i wszystko. Miej siłę psychiczną, aby powody swemu dziecku
    wytłumaczyć. Nie Twoje tłumaczenie będzie bodźcem silniejszym niż opinia
    kolegów. Nie będzie dumne, że na przykad "w waszej rodzinie chodzi się nie na
    wszystkie filmy".
  • Gość: Krzysztof Homan IP: 62.233.233.* 09.01.03, 19:10
    Gość portalu: n-l napisał(a):

    > Tym razem się z Tobą, Krzysztofie, nie zgodzę.

    Wynika z tego, że kiedyś się zgodziłeś. Super :-)

    > Art. 48. ust. 1. Konstytucji RP mówi:
    > "Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
    > Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także
    wolność
    > jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania."

    No to nasza konstytucja jest do..., czegoś tam. Powinno w niej stać - prawo i
    obowiązek.

    > Moim zdaniem nauczyciel może zignorować zdanie rodziców tylko w wypadkach,
    > kiedy ci okazują się nieodpowiedzialni lub nieudolni, kiedy ma to solidne
    > uzasadnienie w teorii wychowania lub dydaktyce powołując się na "wspomaganie
    > przez szkołę wychowawczej roli rodziny" (art. 1. ust. 2. u.s.o.).

    Posyłając dziecko do tej czy innej szkoły rodzic korzysta z zaproponowanej
    oferty dydaktycznej, trochę też wychowawczej. Dziecko ma obowiązek wypełniać
    nakładane przez szkołę zadania. Rodzic i dziecko mają prawo zgłaszać
    zastrzeżenia, prosić o wyjaśnienia. Ale nie mogą kierować działalnością szkoły.
    Jeśli ich oczekiwnia rozmijają się z misją szkoły, to albo zmienia się tę
    misję, albo szkołę.

    > Tutaj rodzic ma pełne prawo mieć wątpliwości co do właściwego doboru treści
    > wychowawczych, których oddziaływaniu szkoła chce poddać jego dziecko.
    >
    > Radziłbym wystąpić pisemnie do dyrektora szkoły lub Rady Ped. o (również
    > pisemne) zajęcie stanowiska w sprawie, uzasadnienie wyboru repertuaru,
    > dowiedzenie, że wybór ten wynika z programu nauczania bądź też programu
    > wychowawczego szkoły (ale konkrety - które wartości i które treści
    nauczyciele
    > uznali za ważne i dlaczego).

    To popieram.

    > Obawiam się, że kluczem do zrozumienia sprawy są wspomniane tu "naciski"
    > Może szkoła ma z tego jakąś prowizję?

    Tego nie wiemy, niestety. Może.

    > Czytając Twoje różne posty, Krzysztofie, zastanawia mnie Twoja silna wiara w
    > zbawienną moc uregulowań rynkowych w dziedzinie oświaty. Nie podzielam tego
    > optymizmu.
    > Oświata - to nie tylko "usługa edukacyjna" i prawidłowa jest sytuacja, kiedy
    > przepisy jej dotyczące bronią pewnych minimalnych zasad, aby rodzice nie byli
    > narażeni metodę prób i błędów. Tutaj każdy błąd w wyborze "usługodawcy"
    > skutkuje zmianami w psychice dziecka.

    Dziękuję za zapoznanie się z moimi myślami.
    Każda usługa ma przypisane, sobie właściwe, zasady minimalne.
    Rodzice mają kilka(naście) lat na to, by zapoznać się z miejscem, do którego
    chcą posłać swoje dziecko.

    > No i poza tym, czym się tu przejomować, mamo? Nie posyłasz swojego dziecka na
    > ten film i wszystko. Miej siłę psychiczną, aby powody swemu dziecku
    > wytłumaczyć. Nie Twoje tłumaczenie będzie bodźcem silniejszym niż opinia
    > kolegów. Nie będzie dumne, że na przykad "w waszej rodzinie chodzi się nie na
    > wszystkie filmy".

    Niech tak się stanie.
    Ale jest czym się przejmować.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl

  • roman.gawron 27.08.03, 15:02
    Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

    > Gość portalu: n-l napisał(a):
    >
    > > Tym razem się z Tobą, Krzysztofie, nie zgodzę.
    >
    > Wynika z tego, że kiedyś się zgodziłeś. Super :-)

    Zgadzałem się z wieloma Twoimi postami i poglądami.

    > No to nasza konstytucja jest do..., czegoś tam. Powinno w niej stać - prawo i
    > obowiązek.

    Obowiązki są precyzowane w ustawach, zgodnie z art. 31.3 Konstytucji. W Ustawie
    o systemie oświaty jest obowiązek szkolny i delegacje dla nauczyciela do
    nauczania, wychowania i sprawowania opieki.

    > > Moim zdaniem nauczyciel może zignorować zdanie rodziców tylko w wypadkach,
    > > kiedy ci okazują się nieodpowiedzialni lub nieudolni, kiedy ma to solidne
    > > uzasadnienie w teorii wychowania lub dydaktyce powołując się na "wspomagan
    > ie przez szkołę wychowawczej roli rodziny" (art. 1. ust. 2. u.s.o.).
    > Posyłając dziecko do tej czy innej szkoły rodzic korzysta z zaproponowanej
    > oferty dydaktycznej, trochę też wychowawczej.

    Dlaczego tylko "trochę"? Ustawa stawia na równi te pojęcia.

    > Dziecko ma obowiązek wypełniać
    > nakładane przez szkołę zadania. Rodzic i dziecko mają prawo zgłaszać
    > zastrzeżenia, prosić o wyjaśnienia. Ale nie mogą kierować działalnością
    szkoły.
    > Jeśli ich oczekiwnia rozmijają się z misją szkoły, to albo zmienia się tę
    > misję, albo szkołę.

    Tu się zgadzam z każdym słowem. Niczego innego nie sugerowałem w poprzednich
    postach.

    Pozdrawiam, mając nadzieję, że jeszcze tu zaglądasz.

    --
    Prawa ucznia - tak, ale obowiązki przede wszystkim.
    Odwiedź moje forum:
    Prawa i obowiązki ucznia
  • caerme 09.01.03, 22:21
    witajcie,
    do mamy: jesli tobie sie ten film nie podoba [z roznych wzgledow - twoje
    prawo] to przeciez mozesz nie puscic dzieciaka do szkoly [tu: do kina], jesli
    masz watpliwosci to zglos je komus odpowiedzialnemi [np dyrektorowi radzie
    osobie zajmujacej sie programem czy atrakcjami].
    a co filmu samego : zareczam ci ze twoje dzieciatko widzialo o wiele wiecej i
    wiele ostrzejszych rzeczy niz h.p. to raz, dwa - jesli wie ze moze zglosic sie
    do ciebie z kazda prosba i kazdym pytaniem i nie zostanie zbyte - to pewnie sie
    zglosi, a twoja rola jest mu to madrze i dorosle wytlumaczyc. dzieci mase
    rzeczy rozumieja.
    o mnie: 3 albo 4 ta klasa podstawowki: za soba mialem juz klocka: historie
    drugiej wojny swiatowej [zdjecia opisy itd ok 1000 stron] a pani od polskiego
    jako ksiazke przczytana pokazalem ss - czarna gwardia hitlera - kolejne 700
    stron... i jestem normalnym chlopakiem i fukcjonuje w naszej rzeczywistosci nie
    mam ciagot i morderca tez ze mnie nie jest. a poza tym - jesli twoje dzieciatko
    ma wyobraznie - a ma, ktora pracuje - na pewno, to sam sobie podbne historie
    przeczytal. a co do s-f: nie dla maluchow na pewno jest sapkowski, a nie h-p.
    do n-l.
    > Art. 48. ust. 1. Konstytucji RP mówi:
    > "Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi
    przekonaniami.itd.itp"

    kazda, konstytucja - pomijajac chyba amerykanska jest jak guma z majtek: to
    zwykle zbior pobozmych zyczen: my w imie... chcemy by bylo lepiej. krzysiek
    slusznie zauwazyl ze to powinny byc zapisane prawa i obowiazki: 1. obywateli 2.
    panstwa i tyle! szczegolowe rozporzadzenia co do kodeksu rodzinnego - nie ta
    ustawa. a co oznasza zwrot maja prawo : moga ale nie musza, a potem: moga lecz
    nie musza uwzgledniac dobro dziecka. to nic nie mowi. to zbior ogolnikow pod
    ktorym sie kazdy! podpisze.

    > Moim zdaniem nauczyciel może zignorować zdanie rodziców tylko w wypadkach,
    > kiedy ci okazują się nieodpowiedzialni lub nieudolni, kiedy ma to solidne
    > uzasadnienie w teorii wychowania lub dydaktyce powołując się na "wspomaganie
    > przez szkołę wychowawczej roli rodziny" (art. 1. ust. 2. u.s.o.).

    zgadza sie, tylko by tak bylo sam musi byc znac owaz dydaktyke i sie do niej
    stosowac

    > Tutaj rodzic ma pełne prawo mieć wątpliwości co do właściwego doboru treści
    > wychowawczych, których oddziaływaniu szkoła chce poddać jego dziecko.

    zgadza sie, tylko tez musi umiec wytlumaczyc dziecku dlaczego, bo to istota
    ciekawa, a 90% pytan zaczyna sie od dlaczego, reszta od "czemu. nie moze
    stwarzac wrazenia ze to jest zakazany owoc. bo pierwsze co dzieciak zrobi to
    sie urwie na film...

    > Radziłbym wystąpić pisemnie do dyrektora szkoły lub Rady Ped. o (również
    > pisemne) zajęcie stanowiska w sprawie, uzasadnienie wyboru repertuaru,
    > dowiedzenie, że wybór ten wynika z programu nauczania bądź też programu
    > wychowawczego szkoły (ale konkrety - które wartości i które treścinauczyciele
    > uznali za ważne i dlaczego).

    pisanie na berdyczow, bo to nie szkola wspolpracuje z toba jako rodzicem lecz
    ty czasem jestes dopuszczany do wspolpracy jako rodzic, jesli dyrektor ma takie
    widzimisie...

    > Czytając Twoje różne posty, Krzysztofie, zastanawia mnie Twoja silna wiara w
    > zbawienną moc uregulowań rynkowych w dziedzinie oświaty. Nie podzielam tego
    > optymizmu.
    > Oświata - to nie tylko "usługa edukacyjna" i prawidłowa jest sytuacja, kiedy
    > przepisy jej dotyczące bronią pewnych minimalnych zasad, aby rodzice nie byli
    > narażeni metodę prób i błędów. Tutaj każdy błąd w wyborze "usługodawcy"
    > skutkuje zmianami w psychice dziecka.

    mam male pytanie: a kto wybiera: ty? czy twoje 6 12 czy 15 letnie dziecko? ty!
    i albo ty bedziesz musial umiec powiedziec dlaczego wybrales za niego tak a nie
    inaczej albo dac dzieciakowi szanse wyboru - co jest iluzja. a jest to wazne -
    bo nie daj bog - sie mu nie powiedzie winnym bedziesz ty. teraz nie masz
    wyboru : masa podstawowek a wszedzie w zasadzie to samo. wszedzie placisz i
    nawet dyrektor nie powie czemu tak zrobi a nie inaczej. jesli ty bykl legalnie
    placicl to bylo nieco inaczej. uczenie to taka sama usluga jak naprawa aut.
    jesli daje auto do naprawy zadam by bylo zrobione : porzadnie dokladnie i na
    czas. od szkoly zadam: rzetelnego wyksztalcenie, wspopracy ze mna a nie
    decydowania co dla mnie/dziecka lepsze bez wytlumaczenia itd..

    pozdr piotrek

  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 10.01.03, 04:34
    Moj syn dostal kasete w szkole z okazji komunii.
    Tu szkola zaczynana jest wczesniej czyli syn mial lat 7 a corka 5.
    Oboje ogladali ten film i im sie bardzo podobal.
    Odnosze jednak wrazenie ,ze tu w Stanach sa inni ludzie i inne dzieci.
  • Gość: kustosz.m IP: *.stacje.agora.pl 10.01.03, 12:26
    sprawa jest prosta.
    1 cz. byla dla dzieci 8-10 letnich
    2 cz. jest dla tych samych dzieci, ale bohater jest starszy i one tez.
    Film jest dla 11-13 latkow i wszyscy, ktorzy go juz widzieli mowia, ze to juz
    horror.
    Zabieranie klas 1-3 na 1 cz. jest OK
    natomiast wikszosc dzieci z 1-3 jest za mala na 2 cz. Pottera
    Jest to blad Nauczycielki moze isc na inne filmy!! przedstawienia

    pozdrawiam
  • Gość: Agata IP: *.chello.pl 10.01.03, 16:15
    Nie jestem fanką Pottera, nie rozumiem o co w nim chodzi, ale nie
    demonizowałabym sprawy pójścia do kina ( zdarzają sie w szkołach rzeczy dużo
    głupsze i bardziej szkodliwe). Kilka dni temu wybraliśmy się cała rodzina na
    Harry Pottera ( zaznaczyliśmy , że jeżeli już syn ma oglądać te "czary" to
    niech to robi w wersji oryginalnej). Mąż sie wynudził, ja zdrzemnęłam , syn
    szalał z radości.
    Mąrde i kształcące to nie było, ale nic poza tym. Czy nie równie ogłupiające są
    np kreskówki, przygody Spidermana czy Pokemony?
  • Gość: mycha IP: *.acn.waw.pl 10.01.03, 18:12
    Z moimi maluchami ide do filharmonii -wyjscie dobrowolne i w niedziele.Na
    pytania czesci rodzicow :po co, dlaczego, to nie ma sensu odpowiedzialam
    krotko: wyjscie dorbowolne, dla chetnych.
    Cena biletu 10zl od osoby, koncert przeznaczony dla dzieci.
    Efekt- bede mile spedzac czas z polowa klasy i ich rodzicami.
    Pozdrawiam

    Jesli ktos nie ma ochoty wysylac dziecko na Harrego to moze wybierze inna
    forme, ktora go zadowoli zamiast znowu zalic sie na szkoly i nauczycieli.
    Czy rozmawialiscie Panstwo z wychowawca na ten temat ? Moze warto zaproponowac
    inna forme spedzania czasu ?
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 12.01.03, 00:15
    Gość portalu: Agata napisał(a):

    > Nie jestem fanką Pottera, nie rozumiem o co w nim chodzi,

    Nie to ,zebym ci chcial w jakikolwiek sposob dokuczyc,ale zeby cos polubic
    trzeba to najpierw zrozumiec.
    Kulminacyjnym punktem filmu byla gra z lataniem na miotlach.
    Wiadomo ze gra ta jest od poczatku do konca wymyslona i nie ma nic wspolnego z
    jazda figurowa na lodzie czy puszczaniem latawcow.
    Dla zrozumienia filmu nie wystarczy tylko b.dobra znajomosc angielskiego(mimo
    ze jest tam wiele nowo wymyslonych wyrazow) ,potrzeba rowniez sporo wyobrazni.
    Dzieci nie maja zahamowan i ich to bawi.
    Producenci takich filmow wiedza ,ze dzieci same nie chodza do kina i film jest
    tak zrobiony by rodzice mogli sie na nim rowniez dobrze bawic.
    Jest to typowy film kinowy z popularnoscia niemal taka jak "Shrek".
    "Shrek" zdobywca Oscara,to typowe love story dla dzieci.
    Ogladalem i ani chwili sie nie nudzilem.

    > ale nie
    > demonizowałabym sprawy pójścia do kina ( zdarzają sie w szkołach rzeczy dużo
    > głupsze i bardziej szkodliwe). Kilka dni temu wybraliśmy się cała rodzina na
    > Harry Pottera ( zaznaczyliśmy , że jeżeli już syn ma oglądać te "czary" to
    > niech to robi w wersji oryginalnej). Mąż sie wynudził, ja zdrzemnęłam , syn
    > szalał z radości.

    Rozumiem,ze bylo to cos w rodzaju reverse psychology.
    Trzeba okazac troche ziewania i zniechecenia,zeby wzmoc zainteresowanie u
    latorosli.
    A znam takich,co przy dobrze udawanym ziewaniu zasypiaja.

    > Mąrde i kształcące to nie było,

    Swiatowa opinia publiczna jest calkiem innego zdania,co nie zmienia faktu,ze
    zawsze jest miejsce na odstepstwo od reguly.


    > ale nic poza tym. Czy nie równie ogłupiające są
    > np kreskówki, przygody Spidermana czy Pokemony?

    Obejrzyj najpierw "Shrek" i nie przejmujac sie Oscarem dla tego filmu,wyraz
    obiektywne zdanie.
  • caerme 12.01.03, 17:42
    witaj,
    widzialem shreka na plytce - wersja angielska, choc nie jestem swietny w tym
    jezyku - film byl swietny:)
    btw mam 26 lat:)
    pozdr
  • caerme 12.01.03, 17:43
    witaj,
    widzialem shreka na plytce - wersja angielska, choc nie jestem swietny w tym
    jezyku - film byl swietny:)
    wedlug mnie ten film powinni ogladnac w duzej czesci dorosli, moze byc w sobie
    cos pozmieniali, bo czasem mi przypominaja tego wielkiego lorda co to krolem
    chcial zostac...
    btw mam 26 lat:)
    pozdr
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 12.01.03, 20:42
    caerme napisał:

    > witaj,
    > widzialem shreka na plytce - wersja angielska, choc nie jestem swietny w tym
    > jezyku - film byl swietny:)
    > wedlug mnie ten film powinni ogladnac w duzej czesci dorosli, moze byc w
    sobie
    > cos pozmieniali, bo czasem mi przypominaja tego wielkiego lorda co to krolem
    > chcial zostac...
    > btw mam 26 lat:)

    Wszyscy producenci filmow dla dzieci wiedza,ze dzieci chodza do kina z rodzicami
    i filmy sa tak zrobione,ze zainteresowac moga kazdego.
    Wystarczy troche checi.
    "Shrek" jest zrobiony dla nawet mniejszych dzieci niz "Harry Potter" i oba
    filmy sa doskonale tak dla dzieci jak i doroslych.
    Nie mozna miec zahamowan jak sie idzie do kina,a moze i calego zycia to dotyczy.

    > pozdr
  • caerme 15.01.03, 21:17
    witaj,
    tylko czasem mnie sie wydaje ze rodzice nie chca zobaczyc tego co trzeba, bo o
    ile dla dziecka jest to swietny film animowany i kpina z pewnego typu swiata
    wykreowanego przez wilkich tego swiata zawsze ubranego w schematy: rycerz :
    piekny wielki itd... o tyle rodzice, lub ludzie dorosli powinni zobaczyc
    ptrzeciez samych siebie, jak sie wyonosza unosza oceniaja po pozorach i
    pokazuja owez pozory, a wg mnie shreka powinni ogladac masowo! ludzie dorosli a
    potem nieco nad soba pomyslec.
    jak pisalem nie znam super angielskiego wiec czesci zartow moglem
    nie "zrozumiec perfekcyjnie" ale calosc bez pudla.
    pozdr
    piotrek
  • Gość: n-l z Legnicy IP: *.lubin.dialog.net.pl 10.01.03, 21:17
    No i co? Harry Potter wywołuje tyle emocji, że sam się chyba na niego wybiorę,
    Okazja blisko, bo moje gimnazjum idzie pędem na film już niedługo. Co do
    mamy... Gadała, gadała, a i tak dziecko na film dziecko puści. Zastanowić się
    też trzeba: czy to mama ma do filmu uprzedzenia, czy dziecko? A może jest
    katechetką???? Domniemuję, bo pani od religii, ucząca moją córkę odprawiała nad
    dziećmi egzorcyzmy i mówiła, że film jest dziełem szatana. Ja zaś polecam do
    obejrzenia "Akademię Pana Kleksa". Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał
    podobnych skojarzeń, jakie ja miałem. Pozdr
  • caerme 10.01.03, 23:58
    witaj,
    a pewnie ze jest problem tylko malo kto go widzi, a pewnie i kilka
    1. w polszcze dzieci maja nakazy i zakazy, zwykle malo racjonalnie uzasadnione,
    jesli w ogole. z jednej strony ludzie obawiaja sie h.p [kolejne wersje] bo tam
    jest MAGIA I EGZORCYZMY z drugiej sami dorosli traktuja ja jak normalna rzecz
    ile razy ktos mowil "wstales lewa noga z lozka" "odpukaj w niemalowane" itd. to
    jest mniej wiecej to samo. ta sama baza.
    2. dziecko jest traktowane na zasadzie "sluchaj bo ja ci kaze" a odpowiedzi na
    pytania o ktorych wspominalem jesli sa to powiedzmy nie naleza one do
    inteligentnych w duzej swej wiekszosci.
    3. jako narod i jako ludzi mamy tendencje do szukania wszedzie i zawsze
    podtekstow - czesto seksualnych, czesciej magicznych zawsze: politycznych. nie
    mozemy uwierzyc ze cos jest nie tak. dzieciom tez to wpajamy, inaczej: chcemy
    wpoic co daje czasem komiczne efekty. z drugiej jesli ktos w nas cos wpoi i
    powie ze to jest cacy to sami nie zauwazymy nic zdroznego nawet jesli cos jest
    zdrozne [vide biblia - dokladniej: stary testament] krew leje sie strumieniami
    wrogowie padaja jak muchy, kaplani wszelkiej masci odprawiaja egzorcyzmy [z tym
    ze nasze sa gora], a bog zawsze trzyma ze zwyciezcami, potem czytamy nowy
    testament gdzie jezus lamie na naszych oczach owczesne zasady izraela i wlasnie
    to co bylo opisane w starym testamencie a my jednako wierzymy w oba. albo rybki
    albo akwarium.
    4 ta dyskusja pokazaly wg mnie jedna rzecz podstawowa: oceniamy i wystawiamy
    laurki nie znajac ludzi filmow sytuacji. czy mamo widzialas film? czy ktos ci
    powiedzial? a moze taka plotka poszla? nie lepiej najpierw samemu zobaczyc czy
    tam jest cos wiecej niz przygody malego czarodzieja ujete jako walka dobra ze
    zlem , jako pewne przeznaczenie i przy okazji glupota ludzi nie potrafiaych
    zrozumiec odmiennosci? i starannie usilujemy to wpoic w nasze wlasne pociechy
    pod dowolnym plaszczykiem [jest be; jest sprzeczne z wartosciami [oznacza to
    zwykle podteksty seksualne - coz w normalnej fizycznej milosci zlego?] i bog
    wie czym jeszcze...
    5. a do tego wszystkiego nalezy dodac to ze jako ludzie nie myslimy za grosz i
    przyjmujemy opinie tak jak ja wklepuje ten tekst do kompuetera: czyli cos jakby
    wlacz program opinia v.1.3b katalog 2, opinia nr 34 i nacisnij "enter".
    pozdr
    piotrek
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 11.01.03, 01:03
    Zapomnialem dodac jak ogladali.
    No wiec bylo to niemal jak swieto.
    Wlaczyli kasete i byli zachwyceni.
    Ja rzucilem od czasu do czasu okiem a jak czegos nie wiedzialem ,to pytalem
    syna.
    Doszedlem do wniosku ,ze to bardzo ciekawy film i nastepnym razem ogladalem juz
    caly z dzieciakami.
    Jest to najpopularniejszy kiedykolwiek film dla dzieci i zrobiony jest
    wysmienicie.
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 11.01.03, 05:50
    Czas najwyzszy opisac jak szkola wyglada.
    W samym centrum szkoly jest audytorium,to jest cos takiego jak teatr z
    nachylona widownia na okolo 400 miejsc.
    Scena jest na parterze a ostatnie rzedy na pierwszym pietrze.
    Odbywaja sie tam rozne przedstawienia szkolne,gdzie dzieciaki wystepuja na
    scenie a rodzice filmuja wszystko z widowni.
    Ostatnim razem wystawiali musical"New York,New York" i syn spisal sie swietnie
    i jest na tasmie.
    No wiec w tym audytorium wyswietlane sa rowniez filmy dla dzieci,te co leca w
    kinach.
    Idzie rodzic z dwojgiem dzieci do szkoly wieczorem na film i bawia sie swietnie
    za cale 3 dolary,bo bilety sa po 1 dolarze od sztuki.
    W polowie filmu jest przerwa na jakas przegryzke i to jest najwieksza frajda,bo
    dzieciaki lataja po calej sali spotykajac kumpli.

    Wiem,ze w Polsce "wprowadzono" amerykanski system nauczania,wiec to co pisze
    nie jest dla was zadna nowoscia.
  • Gość: Krzysztof Homan IP: 62.233.233.* 11.01.03, 12:30
    Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

    > Wiem,ze w Polsce "wprowadzono" amerykanski system nauczania,wiec to co pisze
    > nie jest dla was zadna nowoscia.

    Precz z amerykańskim systemem!
    Idziemy własną ścieżką. W niektórych szkołach są już telewizory kolorowe. Brak
    jeszcze anten. Ale jak któryś z nauczycieli przyniesie własne wideo, to mamy
    lekcje multimedialne ;-)

    Pozdrawiam
    Krzysztof Homan, nauczyciel
    khoman@poczta.onet.pl
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 15.01.03, 07:41
    Gość portalu: Krzysztof Homan napisał(a):

    > Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
    >
    > > Wiem,ze w Polsce "wprowadzono" amerykanski system nauczania,wiec to co pis
    > ze
    > > nie jest dla was zadna nowoscia.
    >
    > Precz z amerykańskim systemem!
    > Idziemy własną ścieżką. W niektórych szkołach są już telewizory kolorowe.
    Brak
    > jeszcze anten. Ale jak któryś z nauczycieli przyniesie własne wideo, to mamy
    > lekcje multimedialne ;-)

    Dzieciaki przylecialy z kolejna koperta na kino w szkole i trzeba bedzie wybulic
    cale 3 dolary na kino dla trzech osob.
    Jedyny problem jest z tym,ze jest duzo chetnych a miejsca nie sa numerowane.
    Trzeba wiec przyjsc 20 minut wczesniej by zajac dobre miejsce.
    W kartce informacyjnej jest rowniez napisane,ze pieniadze z dochodow z tego
    filmu beda przeznaczone na wycieczke ,ktora odbedzie sie w lecie.
    Wnioskuje z tego,ze szkola ten film ma wypozyczony za darmo.
    Moze dystrykt placi cos za wypozyczenie a nastepnie ten film wedruje miedzy
    szkolami w dystrykcie?

    PS Mam wyrzuty sumienia,ze dzieciaki w Stanach placa mniej za kino niz w Polsce.
  • Gość: ola IP: 158.75.3.* 15.01.03, 16:18
    Nie widzę problemu - dziecko może przecież nie pójść do szkoły w tym dniu. Po
    co wysyłać dziecko do jakiejś "społecznej" szkoły, jeśli nie ma się kontaktu z
    nauczycielami, a dziecko nie może być nieobecne na niechcianej wycieczce?
    Zresztą Harry Potter nie jest taki zły, jak go niektórzy widzą, a najgłośniej
    krzyczą ci, którzy ani nie przeczytali książki, ani nie zobaczyli filmu. Dzieci
    są dużo mądrzejsze niż większość rodziców i doskonale rozumieją, co to jest
    fantazja, a co rzeczywistość. Rozmawiałam z moim 8-letnim synem na temat
    książki i filmów (był na obu częściach) i zrozumiał z niego to, co powinien, a
    przede wszystkim DOBRZE SIĘ BAWIŁ, o którym to aspekcie niewielu dorosłych
    myśli, uznając, że wszystko, z czym dziecko się styka, musi nieść jakieś
    filozoficzne przesłanie. Tak jakby oni nie oglądali idiotycznych filmów w
    telewizji dla rozrywki. Na pewno ten film więcej niesie treści niż oglądane
    przez niektóre mamusie seriale telewizyjne. Mój syn wcale nie jest jakimś fanem
    Pottera, nie zbiera żadnych gadżetów, nie czaruje w domu, nie przebiera się za
    czarodzieja, po prostu podobał mu się film i koniec. Po co robić jakieś dziwne
    zamieszanie wokół tego filmu? Głupie uwagi dorosłych czynią z Harry'ego jakiś
    zakazany owoc, zamiast być po prostu jeszcze jedną przygodową książką w domowej
    biblioteczce dziecka. A pamiętacie Anielkę? Ten horror o wkładaniu żywego
    dziecka do pieca to dopiero coś, przy czym cały Potter jest bajką dla
    grzecznych dzieci. Śniło mi się to przez dobrych parę tygodni. Zastanówmy się
    trochę i BEZ PRZESADY.
  • Gość: aniko IP: 62.29.248.* 25.08.03, 16:22
    Do pieca w Anielce??? Chyba w Antku!!!
    Z resztą postu sie zgadzem. Strasznie złości mnie w rodzicach dodawanie
    moralizatorskiej otoczki do wszystkiego. To samo z jedzeniem! Rodzice chcą jeść
    i jedzą to co im smakuje a dziecku wpychają to co ich zdaniem
    jest "wartościowe" a potem dziwią się, że nie ma apetytu!
  • ulcia6 27.08.03, 22:51
    Gość portalu: aniko napisał(a):

    > Do pieca w Anielce??? Chyba w Antku!!!
    > Z resztą postu sie zgadzem. Strasznie złości mnie w rodzicach dodawanie
    > moralizatorskiej otoczki do wszystkiego. To samo z jedzeniem! Rodzice chcą
    jeść
    >
    > i jedzą to co im smakuje a dziecku wpychają to co ich zdaniem
    > jest "wartościowe" a potem dziwią się, że nie ma apetytu!
    Brawo Aniko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Doskonałe porównanie.
    sama oglądałam film i często słucham, gdy moja 9-letnia córka czyta na głos
    fragmenty 4 części.
    Nie zauważyłam nic złego, a wręcz przeciwnie.
    Nie wypaczyło to także psychiki i nie wywołało negatywnych uczuć, a jeśli
    nawet tak stałoby się, to uczucia dano nam po to , aby je przeżywać i aby
    łatwiej nam się żyło.
    Odezwij się "mamo", bo jestem ciekawa jak skończyła się Twoja historia.
  • unsatisfied6 25.08.03, 19:50
    Gość portalu: mama napisał(a):

    > Mam problem. Szkoła zabiera dzieci z klas 1-3 na HP II do kina. Wychowawca
    > (który filmu nie widział!) twierdzi, że wszystko będzie ok, bo "wytłumaczy
    > dzieciom, że to wszystko jest na niby". Żadne argumenty nie trafiają; pójście
    > do kina tłumaczone jest jakimiś bliżej nieokreślonymi "naciskami". Dzieci
    > nielicznej niestety grupki rodziców, którzy nie chcą poddawać się presji i
    > nie zgadzają się na pójście do kina na ten akurat film, są wyśmiewane, że są
    > dzidziusiami itd itp. I ta szkoła też chce być szkołą "z klasą". To jest
    > jakaś paranoja i równanie w dół. Dodam, że chodzi o niewielką szkołę
    > społeczną, z dobrymi wynikami w nauce. Jednak od początku widać, że z
    > emocjami dzieci nauczyciele sobie tam praktycznie nie radzą. Może by tak
    > zrobić akcję uświadamiającą nauczycielom, że nie wolno poddawać dzieci takiej
    > niepotrzebnej presji i urawniłowce?


    "Równaniem w dół" jest centralnie sterowana szkoła z narzuconymi lekturami
    ( włącznie z Harry Poterem ) i obładowanym programem pozostawiającym wąski
    margines na zainteresowania własne ( brak przedmiotów do wyboru i klas dla
    wybranych uczniów , którzy chcą zrobić coś ponad program i przyspieszyć
    zrobienie programu z jakiegoś przedmiotu ) .

    tradycyjne w XXI siłą rzeczy musi znaczyć wsteczne .
    --
    Nie olewaj żaby
  • Gość: wodzu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.08.03, 00:38
    Naciski odgórne na pójście klasy do kina czy teatru polegają na tym , że ktoś z
    nauczycieli lub dyrektor ( czasem uczniowie) rzuci hasło : szkoła idzie do kina
    lub teatru. I fajnie jest. Ale jeśli któryś z nauczycieli z jakich względów nie
    chce lub nie może pójść, to mówi się, że to niemożliwe, bo nie będzie w szkole
    nauczycieli i co wtedy będzie klasa z tym nauczycielem robiła przez 6 godzin w
    szkole.
    Jak sobie przypomnę , jak ja i uczniowie nudziliśmy się na Zemście , to mnie
    coś trafia. Bo najgorzej to jest z filmowymi ekranizacjami lektur. Nikt nie ma
    na to ochoty iść, a wszyscy idą. Dzieci w kinie szaleją, obsługa kina denerwuje
    się, nauczyciele usiłują uspokoić rozrabiającą młodzież. I wychodzi potem
    superoglądalność "Ogniem i mieczem": ponad 4 miliony Polaków oglądnęło film!.
    O, właśnie przypomniałam sobie, jak byłam z dziećmi z szóstych klas na "Panu
    Tadeuszu". Na pytanie o wrażenia po filmie, jeden z uczniów odparł: przez 15
    minut oglądałem, ale i tak nic nie rozumiałem, więc potem jedliśmy z kolegami
    chipsy.

    Harego czytałam, żeby dowiedzieć się o czym rozmawiają uczniowie oraz
    przypomnieć sobie czasy, gdy byłam molem książkowym . Kolejne części zawierają
    coraz więcej dłużyzn, długo trzeba czekać, żeby coś zaczęło się dziać. W
    czwartej części końcówka, czyli 1/3 książki rozgrywa się na cmentarzu i kończy
    się niesympatycznie, ponuro. Mam nadzieję, że film będzie inny. W ogóle , to
    filmy bardziej mi się podobały niż książki, które są nafaszerowane nudnymi
    opisami.

    I jeszcze jedno. Denerwuje mnie psychoza nawiedzonych pedagogów, psychologów i
    rodziców na punkcie szkodliwości kolejnych modnych bajek czy filmów (spiderman,
    pokemony, Harry Poter). Moje dziecko szalało z pokemonami (filmy, karty,
    koszulki, rysunki, kapsle), ale jak do tej pory nie zauważyłam, by kogoś
    zamordował. W bajkach tych była walka dobra ze złem. Trochę kosztowna dla
    rodziców, ale rodzic nie musi zawsze ulegać dziecku.
  • Gość: jo IP: *.nwrk.east.verizon.net 30.08.03, 23:12
    > Jak sobie przypomnę , jak ja i uczniowie nudziliśmy się na Zemście , to mnie
    > coś trafia. Bo najgorzej to jest z filmowymi ekranizacjami lektur.
    I wychodzi potem
    > superoglądalność "Ogniem i mieczem": ponad 4 miliony Polaków oglądnęło film!.
    > O, właśnie przypomniałam sobie, jak byłam z dziećmi z szóstych klas na "Panu
    > Tadeuszu". Na pytanie o wrażenia po filmie, jeden z uczniów odparł: przez 15
    > minut oglądałem, ale i tak nic nie rozumiałem, więc potem jedliśmy z kolegami
    > chipsy.
    >
    > Harego czytałam, żeby dowiedzieć się o czym rozmawiają uczniowie oraz
    > przypomnieć sobie czasy, gdy byłam molem książkowym .


    Czy dobrze rozumiem, ze pisze te slowa nauczyciel? Jesli tak to jestem
    przerazona!
    Film nalezy dobrac do wieku uczniow, a nastepnie dzieciaki trzeba na odbior
    tego filmu przygotowac! Wtedy nie beda sie nudzily, jady chipsow...
    Wydaje sie to tak oczywiste, ze az wstyd byloby dowodzic. No ale jesli jakis
    nauczyciel nie jest juz molem ksiazkowym, nie czyta, a zapomnial czego go na
    studiach uczyli, to...rece opadaja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka