Dodaj do ulubionych

Nauczyciele

IP: *.chello.pl 03.06.03, 19:20
W szkole mojego syna w ostatnim tygodniu przed radą dzieci mają6 ( sześć)
klasówek. Jest to nie tylko niezgodne z kodeksem ucznia, ale i jakimkolwiek
zdrowym rozsądkiem. Dodam, że nie chodzi tu o poprawianie ocen. Dzieci są
skrajnie zmęczone. Do tego dochodzą "prace dodatkowe dla chętnych" - czytaj
jak ktoś ich nie zrobi ocena idzie w dół. Do czego to ma doprowadzić? Chyba
do tego, żeby znienawidzić szkołę i pół wakacji spędzić na odchorowaniu.
CHORA SZKOŁA!
Obserwuj wątek
    • Gość: Majka łatwo powiedzieć IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 03.06.03, 22:46
      Ostatnie dwa tygodnie przed końcem roku to czas nieustannych sporów, co robić.
      I rodzice, i uczniowie stawiają skrajne zarzuty: że nic się nie robi i znowu
      marnujemy czas ( a godziny lecą...), albo że pracujemy w normalnym rytmie, a
      przecież dzieciaczki zmęczone i ciepło na dworze...
      Sprawdzamy obecność-źle.
      Nie sprawdzamy-źle.
      Uczymy normalnie-źle.
      Robimy "luźne" zajęcia-jeszcze gorzej.
      Pytamy-źle.
      Nie pytamy- jeszcze gorzej.
      Co będzie , gdy wejdzie zarządzenie o przedłużeniu roku szkolnego o tydzień?

      Sześć klasówek to spora przesada, ale czy to rzeczywiście klasówki? Może część
      z tego to kartkówki z ostatniej lekcji, robione zamiast odpytywania? Może to
      próba zmobilizowania do pracy uczniów, którym pod koniec roku często nie chce
      się już nawet zeszytów nosić(nie mówiąc o książkach) ?
      Mam zwyczaj uczyć solidnie do końca, szkoda mi każdej godziny (nie ma ich zbyt
      wiele). Często jednak spotykam się z uczniowskim "maniana..." , gdy pachnie
      świadectwami. A we wrześniu horror: zdążymy z materiałem?
      • Gość: Kaja Re: łatwo powiedzieć IP: *.chello.pl 04.06.03, 09:39
        Majko, tylko jedna(!) z sześciu klasówek zwierała materiał z ostatniego
        tygodnia, pozostałe to podsumowanie albo : przyroda ( semestru), matematyka (
        całego roku z sięgnięciem do treści z lat ubiegłych), historia ( pewna partia
        materiału - jedna z pięciu w roku), polski ( podsumowanie całej wiedzy o
        języku) oraz angielski ( nie wiadomo z czego się przygotować). Materiał
        rozpłanowany jest nierównomiernie- albo tygodniami nie robi się niczego ( np.
        długie choroby i przypadłości losowe nauczycieli), albo zadaje tyle, że dzieci
        padają ze zmęczenia na pysk. W domu są dwa scenariusze: albo dziecko nie
        przygotowuje się do klasówek bo nie ma już siły, dostaje złe stopnie, które
        potem wyciąga się na siłę- próśbą, groźbą, prezentami dla nauczycieli ( tak w
        naszej szkole to częste praktyki), albo dzieci dostaja gorączki , bólów brzucha
        bo siedzą po nocach jak studenci w sesji. Nauczyciele raczą nie przyjmować do
        wiadomości, że organizm w wieku nastu lat ma swoje prawa ( także w ilości
        godzin snu).Zamiast przepychanek można robić powtórzenia w postaci quizów,
        referatów ( dla chętnych), konkursów, lekcji prowadzonych przez uczniów, zajęć
        z terenie. Ale to wymaga większej inwencji niż podyktowanie zadań na klasówce i
        ewentualne jej sprawdzenie ( o ile nie zginie co też się zdarzało).
        • Gość: Majka Re: łatwo powiedzieć IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 04.06.03, 22:58
          Zgoda- za dużo tych klasówek.
          Nie umiem się jednak ani z tobą zgodzić, ani polemizować. Uczę w liceum. Nie
          byłam ani dnia na zwolnieniu. Dzisiaj pożegnałam maturzystów, których byłam
          wychowawczynią. Maj - to NORMALNE LEKCJE z młodszymi klasami, a po południu
          sprawdzanie matur pisemnych,przez tydzień do 19.00 odpytywanie na ustnych (po
          lekcjach), 64 świadectwa (każde 4 strony) pisane nocami, 32 protokoły maturalne
          (4 strony)itd. Teraz skończę sprawdzać zadania domowe 2 klas trzecich (po kilka
          stron A-4). Też już nie mogę...
          Ale do ostatniego dnia nauki będę prowadzić normalne lekcje, choćby uczniowie
          ławki gryźli;-)I zrobię kartkówkę, jeśli nie przyniosą zeszytów. Dlaczego? Bo
          za rok będą mieli pretensje o każdą niedokończoną lekcję, o gry, zabawy,
          konkursy, wycieczki do parku i referaty, których słucha tylko nauczyciel i
          uczeń wygłaszający- nikt więcej. Bo matura to WSPÓLNA sprawa nauczyciela i
          uczniów. Oni są zmęczeni i chcą już wszystko odsunąć na "jutro", ale to dorośli
          wiedzą, ile taka postawa potem kosztuje. I to dorośli muszą się uprzeć.
            • Gość: Kaja Re: łatwo powiedzieć IP: *.chello.pl 05.06.03, 09:15
              Dyplom mam i to od dawna. Szkoła nie jest moim miejscem, ale niestety, muszę
              uczyć za leniwych i niedouczonych nauczycieli. Właśnie dowiedziałam się jak
              wyglądały przez cały rok (!) lekcje z przyrody w klasie mojego dziecka.
              Oto schemat:
              Spóźnienie od 5 do 10 minut ( pani na lekcję wchodzi z kawą), sprawdzenie listy
              obecności z komentarzem typu "co znowu nie ma Kowalskiej" - kolejne 5-10
              minut.Narzekanie ( do 12-13 latków) jaki ciężki los mają nauczyciele - kolejne
              5 minut. Podyktowanie do zeszytu tematu nowej lekcji ( ew. zapisanie go na
              tablicy) - 3-5 minut. Polecenie typu -otwórzcie zeszyty ćwiczeń na stronie 15 i
              zróbcie ćwiczenia do dzisiejszego tematu w ramach pracy własnej.
              Pani wyciąga Gazetę Wyborczą i zaczyna lekturę. Jedne dzieci pracują inne
              gadają, jeszcze inne jedzą. Pani zresztą równiez wyciąga kanapkę. Atmosfera
              pikniku. 2-3 dzieci ma wątpliwości co do ćwiczeń, nieśmiało przerywa jedzenie i
              lekture nauczycielce. Pani odgania sie jak od natrętnych much ( w końcu to
              przyroda) i radzi poszukać odpowiedzi w książce ( niech się nauczą samodzielnie
              pracować). Uff upragniony dzwonek. W pośpiechu pani zapomina zadać pracy
              domowej.
              Czasem zamiast pracy samodzielnej pani robi klasówki, kartkówki lub sprawdziany
              albo inne formy pisemnej wypowiedzi.
              Oto obraz polskiej szkoły.
              P.S.W miejsce przyrody mozna wpisać historię- pani zachowuje sie podobnie, lub
              język polski ( częsta nieobecność - wszak pani oczekuje potomstwa). Interwencje
              u dyrektora kończyły sie stawianiem gorszych ocen i "podpadnięcem" dziecka. A
              tego nikt nie chce.
                  • Gość: Majka komfort uogólnień :-(( IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 05.06.03, 19:13
                    Kaju, opisujesz jakiś szkolny horror - nie za bardzo przekonujący (pani od
                    przyrody musiałaby wypijać 6 kaw dziennie i być rozmiarów niezwykłych, skoro
                    cały dzień je). Piszesz: oto polska szkoła.
                    Ja też jestem "polska szkoła" i nie identyfikuję się z ani jednym fragmentem
                    twojej opowieści. Mogłabym teraz przedstawić ci swoją szkołę: w której Rada
                    Rodziców zgłasza dyrektorowi wszystkie wątpliwości, a ten prowadzi długie
                    rozmowy z nauczycielami. Opinie rodziców, nawet formułowane telefonicznie, są
                    starannie badane. Młodzież jest nieustannie ankietowana (anonimowo) przez
                    pedagoga i psychologa szkolnego - między innymi ocenia solidność pracy
                    nauczycieli. Kiedy zdarza się odrabianie zajęć w sobotę, jest to 7 solidnych
                    lekcji (nigdy namiastka w postaci kina). I tak dalej, i tak dalej...
                    I to też jest polska, publiczna szkoła.
                    A co do pełnej wiarygodności uczniów: zdarza się w pierwszym roku nauki, że
                    rodzice, oglądając na wywiadówce prace klasowe swoich dzieci, milczą chwilę, a
                    potem słyszę: inaczej mi to powiedział.... W starszych klasach już uczniowie
                    tego nie robią:-))
              • Gość: Grabarz Prawda leży pośrodku IP: 213.17.150.* 05.06.03, 19:38
                SAm jestem nauczycielem i, gdybym był władny, a przedstawione schematy lekcji
                potwierdziły się, to WYLAŁBYM TAKIE PANIE NAUCZYCIELKI NA ZBITY PYSK. mnie
                szkoda każdej minutki,... Ale Kaja ma rację. Moje dziecko przez dwa miesiące
                maglowało na matmie nudne równania i nierówności. Potem dla odmiany Pani
                skompromitowała się wartością bezwzględną ... - cóż, to trudny temat
                (matematykiem nie jestem, ale tyle pamiętam). A i nagle ... KLASÓWKA, a na
                niej: a)równania i nierówności (OK), b) równania z wartościa bezwzględną (1
                lekcja) c) nierówności z wartością bezwzględną (ZERO przykładów), d) zadania z
                treścią (ZERO przykładów). I o tym planie klasówki dzieci dowiedziały się dzień
                przed klasówką. To już nie jest LENIWY NAUCZYCIEL, to BEZCZELNY NAUCZYCIEL. A
                tak dla wiadomości - jest to oczywiście nauczyciel dyplomowany, który promuje
                swoją szkołe w akcji szkoła z klasą. Jeśli autorów akcji to interesuje, to
                podam imię, nazwisko, szkołę i funkcję tej Pani. TAKĄ OŚWIATE NALEŻY ZAKOPAĆ w
                tempie ekspresowym. Prawda oczywiście leży pośrodku. Są też dobrzy
                nauczyciele ...
                • Gość: DdDd Re: Prawda leży pośrodku IP: *.chello.pl 05.06.03, 20:13
                  To prawda, że prawda leży pośrodku- chociaż obawiam, się, że ten środek
                  przesuwa się w kierunku nauczycieli złych.
                  Sprawdziłem przeprowadziłem ankietę wśród znajomych i prawie nikt nie był
                  zadowolony ze szkoły. Bez różnicy czy dziecko chodziło do szkoły publicznej czy
                  nie. Nie radzę Ci Grabarzu, podawać nazwisk, gdyż źli nauczyciele mają dużo
                  inwencji nie do uczenia a prowadzenia śledztwa kto ich skrytykował. Dzieje sie
                  tak także, że krytyczne uwagi zawierające konkrety i nazwiska są usuwane ze
                  względu na złamanie obowiązujących reguł.
                  Po co zresztą szkodzić córce - zły nauczyciel i tak nie wyciągnie wniosków z
                  krytyki.
                  • Gość: Majka o "pośrodek" chodzi :-)) IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 05.06.03, 20:19
                    A nie uważasz, że wyniki twojej ankiety mogą w dużej mierze zależeć od POLSKIEJ
                    KONWENCJI KONWERSACJI - narzeka się milej, wręcz uroczo, łatwo podtrzymać
                    rozmowę ... :-))
                    Jeśli ktos powie: ja tam jestem zdrowy, to KAŻDY z towarzystwa opowie o swoim
                    ostatnim niedomaganiu ;-)
                    Tak samo jest z opowieściami o nauczycielach, szefach z pracy itd. Chwalenie
                    jest nuuuuudne :-))
                • Gość: Jacek Do niektórych naucz. dyplomowanych IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 05.06.03, 22:48
                  A kiedy nauczycielka ma zjeść kanapkę, jak w czasie przerwy dyskutuje o "szkole
                  z klasą", musi się domalować jeszcze. Nie po to wprowadzono awans na
                  nauczyciela dyplomowanego aby jeszcze jakiegoś smarkacza uczyć. Za kilka lat
                  dostanie i profesora oswiaty i co jej zrobią, zapłacą więcej i już. Co do gazet
                  w czasie lekcji trzeba być przeczytać co sie dzieje w świecie. A najlepiej
                  jakby w czasie reformy nie było wcale dzieci, byłby czas uczcić zdrowie
                  dyrektora, organizatora akcji "szkoły z klasą" oraz wspaniałej minister za
                  wprowadzenie reformy oświaty. Na koniec roku prezenty za ofiarną naukę kasa na
                  wakacje i zasłużony urlop. Pozdrawiam trzymajcie się.
          • caerme Re: łatwo powiedzieć 05.06.03, 20:58
            witam,
            ja mam juz swoje lata ale pamietam, a obecnie widze owa sytuacje od drugiej
            strony kija [bliskie kontakty z nauczycielami]
            podam liceum: polonistka i lacinniczka - dwie cudowne osoby. obie wiedzialy
            ktore osoby beda mialy p[olski jako glowny a ktore stanowia powiedzmy dla
            jezyka dopust bozy i tyle. inne byly normy dla jednych inne dla drugich,
            zadnych zlosci mimo tego co mysmy tam wyczyniali.
            matematyczka: przekroj od osoby ktorej wydaje sie ze swiat zatrzymal sie w l.
            50 tych czy 60 - tych prosto w lawce patrzenie w oczy i takie tam, a uczen to
            przedmiot po osobe ktora naprawde nie wiedziala co to jest ta wartosc
            bezwzgledna bo pani byla w zasadzie kims tam z przelomu biologii czy czegos
            takiego co zrobila cos tam
            historyczka / ryk: osoby podobne - mialy pecha - jestem zawolanym historykiem i
            staraly mi sie bezskutecznie udowodnic ze jestem noga. nie udalo sie
            itd itp
            po anglstke zw. koniowata ktora robila jedno potrafila zrobic spradzan duzy a
            po pol roku stwierdzic ze ona uwaza ze ktos zrzynal albo w miesiac po
            sprawdzianie sprawdzic czy jakas tam bardzo szczegolowa forma jest zapamietana
            ze wszelkimi regulami sztuki bo nie moze tak byc by uczen trohjkowy nagle sie
            obudzial [na korkach i to nie u niej] i mial piec...
            a dyrekcja dopoki kryla d..e dopoty ktos nie znalazl sie silniejszy, o kuciu
            nazw in glupot mi zbednych przekazanych w niezrozumialy sposob nie bede
            wspominal.
            a teraz? dzieciaka nie da sie uciszyc bo rodzic albo zacznie pyszczyc ze to
            przemoc [dowolna, wychowanie bezstresowe?!] albo wrecz mowi: lej go pani po
            d..e az spuchnie!, paly nie da sie wystawic pozniej niz i trzeba zawiadomic a
            dyrekcja boi sie wlasnego cienia, pomijajac mozliwosc udupienia uczacych...
            i takie to jest zycie:
            przecietny nauczyciel ktoremu dokopuje dsc zastraszona dyrekcja i rodzic gotow
            wyskoczyc z pyskiem ze zle, a prgramy doszly do poziomu niemal magisterek.
            widzialem tzw program minismum z poslkiego...
            pozdr
          • n-l Re: łatwo powiedzieć 06.06.03, 22:33
            Gość portalu: Majka napisał(a):

            > Ale do ostatniego dnia nauki będę prowadzić normalne lekcje, choćby uczniowie
            > ławki gryźli;-)I zrobię kartkówkę, jeśli nie przyniosą zeszytów. Dlaczego?
            Bo
            > za rok będą mieli pretensje o każdą niedokończoną lekcję, o gry, zabawy,
            > konkursy, wycieczki do parku i referaty, których słucha tylko nauczyciel i
            > uczeń wygłaszający- nikt więcej. Bo matura to WSPÓLNA sprawa nauczyciela i
            > uczniów. Oni są zmęczeni i chcą już wszystko odsunąć na "jutro", ale to
            dorośli wiedzą, ile taka postawa potem kosztuje. I to dorośli muszą się uprzeć.

            Majko, od dawna już Twoje posty są balsamem na mą duszę :-))
            Potrafisz tak pięknie dotknąć sedna sprawy...
    • Gość: Krzysztof Homan Ludzie IP: *.net.pl / 192.168.1.* 05.06.03, 22:01
      Gość portalu: Kaja napisał(a):

      > W szkole mojego syna w ostatnim tygodniu przed radą dzieci mają6 ( sześć)
      > klasówek. Jest to nie tylko niezgodne z kodeksem ucznia, ale i jakimkolwiek
      > zdrowym rozsądkiem. Dodam, że nie chodzi tu o poprawianie ocen. Dzieci są
      > skrajnie zmęczone. Do tego dochodzą "prace dodatkowe dla chętnych" - czytaj
      > jak ktoś ich nie zrobi ocena idzie w dół. Do czego to ma doprowadzić? Chyba
      > do tego, żeby znienawidzić szkołę i pół wakacji spędzić na odchorowaniu.
      > CHORA SZKOŁA!

      Skonsultuj swoje nieszczęścia z Agatą. Zdaje się, że to ta sama szkoła.
      Od pół roku czytam te same zdania.

      Stan polskiej oświaty jest marny. Znajdziesz tu marnych nauczycieli, marne
      programy nauczania. To polskie społeczeństwo poprzez swoich przedstawicieli
      tworzy ramy organizacyjne oświaty.
      Opisywane przez Ciebie problemy przede wszystkim wynikają z tego, że wybrałaś
      dziecku najgorszą szkołę w okolicy.
      Zachodzę w głowę, jak taka szkoła może teraz w Polsce istnieć.

      Pozdrawiam
      Krzysztof Homan, nauczyciel
      khoman@poczta.onet.pl
    • mamosz Re: Nauczyciele 05.06.03, 22:55

      Ja to myślę że najlepiej byloby tych sadystycznych niedouków wygonic ze szkół -
      niech wiecej nie przeszkadzają w swobodnym rozwoju genialnych latorosli a
      nauczanie nalezy powiezyc ekspertom czyli rodzicom.Bo po pierwsze mają głęboką
      wiedzęę i doświadczenie w swoich dziedzinach i mogą dziatwę DOSŁOWNIE
      wszystkiego nauczyć,po drugie sa to eksperci od wychowania dzieci własnych i
      cudzych,po trzecie ludzie o niezwykłej pracowitości i obowiązkowości.Pani
      Kaju,Agato i inni psioczący na szkołę -do kaganków oświaty!!!!! (a my sobie
      popiszemy na forum)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka