Dodaj do ulubionych

zaproszenie do dyskusji

27.01.08, 05:27
Ojcostwo jest czymś znacznie więcej niż pozostawieniem po sobie
potomstwa. Prawdziwe ojcostwo przejawia się w działaniach, a nie w
intencjach. Ojcowie zasługują na cześć ze względu na swoje uczynki i
w ten sposób stają się godni czci. Nie jest to jakiś tytuł czy pusty
urząd, lecz opis pracy, którą mężczyzna wykonuje codziennie.
Rzeczywiste ojcostwo staje wobec strachu, nie zgadza się na ucieczkę
i walczy o to, co prawe. Ojcostwo uzdalnia do wykonania zadania.
(...)
To niedobrze, kiedy dziecko wychowuje się bez ojca, który powinien
być obecny w jego życiu. Dla prawidłowego rozwoju potrzebny jest
kontakt z obojgiem rodziców. Bardzo często zdarza się, że matki po
rozstaniu chcąc zrobić "na złość" swoim partnerom, uniemożliwiają im
kontakt z dziećmi, traktując to jako swoisty sposób odegrania się,
odreagowania. Ale niewiele z nich zdaje sobie sprawę z tego, że
sprawiają ból nie tylko swojemu byłemu partnerowi, że znacznie
bardziej cierpią dzieci pozbawione kontaktu z tatusiem. Taka
izolacja może w skrajnych przypadkach doprowadzić do problemów
osobowościowych, z których najbardziej widocznym jest nieumiejętność
stworzenia zdrowego związku w dorosłym życiu.
(...)
Zaproś mnie do dyskusji a ja zaprosze ciebie do działania.


--
zapraszam na forum Ojcowie walczą o dzieci
Edytor zaawansowany
  • 27.01.08, 11:35
    Dla mnie ta wypowiedż jest jak z ambony albo wiecu.Nie gniewaj
    się.Do szczęscia dziecka NIE TYLKO ojciec jest potrzebny oraz nie
    ojciec sam w sobie,jako instytucja.Wszędzie chodzi o jakośc,o to,co
    jakiś ojciec w swojej roli przekazuje.Tak więc,to,co czytam jest
    potrzebą bycia guru,mniej bycia opiekunem.
    Jest jeszcze wg.mnie problem przeoczenia kolejności
    zdarzeń,mianowicie,najpierw trzeba,żeby męzczyzna i kobieta sie
    kochali.Niech napisze ktoś,kto w sytuacji niezgody małzenskiej
    zadziałał tak:zostawił dziecko POZA niezgodą dopóki nie nastąpił ład.
    Jeżeli nie nastąpił,zwrócono sie do obiektywnych osób po radę,jak
    przetrwać do czasu,aż dziecko będzie gotowe do odpowiedzi "z kim
    chcę zostać,jak chcę być opiekowany,gdy rodzice chcą być osobno".
    Tak ja sama chciałabym być potraktowana będąc dzieckiem.Nie
    chciałabym być popychana do kochania kogokolwiek bardziej,mniej,do
    usprawiedliwiania jednego lub drugiego ani do wysłuchiwania skarg na
    siebie -skarg kierowanych do mnie,jako dziecka.
    To by było na tyle.Pozdrawiam.
  • 28.01.08, 04:32
    bszalacha napisała:

    > Dla mnie ta wypowiedż jest jak z ambony albo wiecu. Nie gniewaj
    > się.

    Nie gniewam się. Z ambony czy wiecu? Jakie to ma znaczenie?
    ------------------------
    www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=26
    Rodzina jest całością większą niż suma części, żywym organizmem,
    który posiada określone potrzeby, by trwać i rozwijać się. To, co
    istotne z perspektywy rodziny jako całości bywa sprzeczne z tym, co
    ważne, wygodne i przyjemne dla jej członków. Rodzina jest tworem
    długowiecznym, dwadzieścia lat z jej perspektywy jest chwilą, a
    życie jednej osoby, jej radości i rozpacze tylko drobnymi epizodami.
    Czas i przestrzeń są dla rodziny czymś innym niż dla osoby. Inny
    jest także świat w którym żyje, okoliczności , którym musi sprostać,
    jej problemy, relacje, cele można zrozumieć wyłącznie z jej
    perspektywy. Rodzina była już, kiedy pojawiliśmy się na świecie i
    prawdopodobnie pozostanie, kiedy nas nie będzie. Nie da się
    ostatecznie określić przestrzeni, jaką zajmuje. Jej członkowie są w
    nieustannym ruchu, żyją w różnych miejscach, jedni się pojawiają,
    inni odchodzą. Trudno do końca powiedzieć, kto właściwie należy do
    rodziny, a kto nie. To się intuicyjnie czuje. Talmud mówi "nie każdy
    bliski jest bliski, nie każdy daleki - daleki"; urzędy twierdzą, że
    szwagier to nie rodzina.
    ---------------------------------

    Psychoterapia napewno powinna byc wlaczona w tym przerazajacym
    procesie rozpadania sie malzenstwa zanim rozpadna sie wiezy
    rodzinne, zanim dojdzie do pierwszego etapu tragedii jaka jest
    separacja rodzicow. Masz racje. Najpierw powinien zapanowac spokoj
    na tej samej zasadzie jak powinien zapanowac pokoj na swiecie w
    makro skali. Troche to jednak odbiega od rzeczywistosci zycia
    ludzkiego gatunku. Jakos trudno nam ludziom zyc na codzien kierujac
    sie tylko teoriami. Masz racje. Teorie sa poczatkiem lub poczatkuja
    praktyke. Czesto bywa jednak tak, ze potrzeba praktykowania praktyki
    (lubie takie "masla maslane") istnieje TERAZ mimo, ze o teorii
    jeszcze nikomu nie snilo sie nawet w najpiekniejszych snach. I taka
    wlasnie potrzeba praktykowania praktyki istnieje teraz dla
    wszystkich tych, nie rodzacych sie w przyslowiowym czepku, dla
    ktorych nie dane bylo chocby "otrzec sie" o teorie, kiedy
    odbierane/niszczone/ignorowane/niedostrzegane/wysmiewane jest prawo
    natury - prawo do bycia ojcem.

    Pozdrawiam i zapraszam ponownie bynajmniej nie z ambony czy wiecu.

    --
    zapraszam na forum Ojcowie walczą o dzieci
  • 25.02.08, 23:05
    Postrzeganie świata zawsze zależy od punktu siedzenia. Dlaczego to
    rodzic, odpowiedzialny za losy swojego dziecka musi tłumaczyć się z
    tego, iż robi wszystko dla jego dobra? Dlaczego my jako prawadziwi
    ojcowie, mamy odczuwać dyskomfort tylko dlatego, że matka dziecka
    nie potrafi oddzielić rozwodu od bycia rodzicem? Dlaczego kłamstwo i
    pomówienie ma być przykładem dla naszych dzieci jak można łatwo
    oczernić choćby najlepszego ojca na świecie? Dlaczego? Bo nie
    urodziliśmy? Bo nie karmiliśmy piersią? Łatwiej jest burzyć... niż
    budować i to bardzo dobitnie pokazują statystyki. Jak będą
    zachowywały się nasze dzieci w przyszłości? Nie będą miały żadnych
    hamulców aby powielać zachowania rodziców. Tendencja, która będzie
    wzrastać w niedługim czasie zbierze i swoje żniwo wśród naszych
    dzieci... szkoda, że większość z rodziców nie zdaje sobie sprawę jak
    ważnym jest - jeżeli już dochodzi do rozstania - aby nie wciągać w
    to dziecko. Należy pamiętać, że przy rozwodzie nie ma wygranych, a
    chwilowa satysfakcja któregokolwiek z rodziców, który utrudnia
    kontakt dziecka z odseparowanym rodzicem - może w późniejszym czasie
    odbić swoje piętno na dziecku... szkoda, że tak mało osób korzysta z
    rozumu, kierując się jedynie złymi emocjami... a może to my
    jesteśmy... dziećmi? Pozdrawiam wszystkich wytrwałych ojców oraz
    wszystkie matki, które swoją wielkość okazują poprzez łagodzenie
    konfliktu a nie jego eskalację.
    P.S.
    Ja jako dziecko chciałbym mieć oboje rodziców, a przynajmniej nie
    chciałbym wybierać czy bać się wybrać z którym mógłbym być.
    Pamiętajcie, że to co czuje dziecko jest wielokrotnie silniejsze niż
    nasze odczuwanie... pomyślcie tylko, że to Wy już nigdy nie
    moglibyście bawić się w towarzystwie obojga rodziców, których
    bardzo kochacie... ale może takie odczuwanie jest zbyt trudne dla
    ludzi (wtedy dzieci), których rodzice nie rozwiedli się?
    --
    Dziękuję Ci Synu, że jesteś bo moja miłość do Ciebie daje mi siłę
    aby walczyć o naszą przyszłość! Nigdy Cię nie zawiodę!!! Twój tata...
  • 16.02.08, 19:21
    walczacyojciec napisał:

    > Zaproś mnie do dyskusji a ja zaprosze ciebie do działania.

    Trzymaj sie dzielnie ojciec. Jestem z toba. Zaproszenie podjalem i
    mysle, ze nie bedziesz samotny przynajmniej na tym forum.

    Jakie dzialanie masz na mysli?
  • 19.02.08, 02:49
    szum_wiatru napisał:

    > Jakie dzialanie masz na mysli?

    Dokladnie nie wiem. Wiele mysli chodzi mi po glowie. Napewno to
    forum. Moze udalo by sie zrobic podcast na ten temat. Do
    jakiegokolwiek dzialania potrzeba ludzi i to takich, ktorzy maja jak
    to sie mowi spokoj ducha. Desperaci, do ktorych my nalezymy czesto
    robia najbardziej podstawowe bledy. I w tym jest najwiekszy problem.

    --
    Gdzies tam ojcowie walczą o dzieci. "Oh, jaka
    niespodzianka" - mowisz i zamykasz (gwaltownie) mu (ojcu twego
    dziecka) drzwi (twego mieszkania) przed nosem.
  • 16.02.08, 19:25
    Jestem do dyspozycji.
  • 19.02.08, 02:50
    chybaniemozesz napisał:

    > Jestem do dyspozycji.

    Dzieki chybaniemozesz. Trzymaj sie dzielnie.

    --
    Gdzies tam ojcowie walczą o dzieci. "Oh, jaka
    niespodzianka" - mowisz i zamykasz (gwaltownie) mu (ojcu twego
    dziecka) drzwi (twego mieszkania) przed nosem.
  • 09.03.08, 16:19
    walczacyojciec napisał:

    > Trzymaj sie dzielnie.

    Staram sie jak moge. Czasem jednak nie moge.
  • 28.02.08, 14:48
    witam, mysle podobnie gdyz moja zona z która sie rozwodze wlasnie
    tak sie zachowuje i odgrywa sie dzieckiem za to ze nie jestem z
    nią.Chociaz mam ustalone widzenia sodowe tymczasowo to ona mi na
    kazdym kroku to utrudnia. Wymysla choroby dziecka i inne. Wiele razy
    prosilem ja o to by mi go dala na dluzej to zaslania sie prawem.
    Ponadto buntuje syna przeciwko mnie. Kupilem telefon synowi by znim
    rozmawiac a ona go wylacza i mowi ze sie zepsul. Czepia sie o 3
    minuty spoznienia i nie rozumie ze na drodze jest roznie. Najlepiej
    chciala by syn o mnie zapomnial. Jednak pieniadze chce i to nie
    male. Przydalo by sie by jej ktos wyylumaczyl ze dziecko ma dwoje
    rodzicow i ze ja tez chce uczestniczyc w jego zyciu i wychowaniu
    mimo rozwodu. Nawet nie moge mu pokazac swojej rodziny, byla zdolna
    nawet zadzwonic do mojej mamy i jej powiedziec ze nie zobaczy wnuka.
    Jej zachowanie jest nacechowane tylko zlosliwoscia . Co zrobic z
    taka kobieta?
  • 28.02.08, 22:12
    Witaj - najlepiej byłoby zabić taką szmatę, ale niestety idzie się za to do więzienia. Bądź chłopie twardy, walcz o syna - On Cie potrzebuje. Zawsze kieruj się jego dobrem, nigdy swoim! A babszyla olewaj, nawet jak Cie wku-wia, nigdy tego nie okazuj, rób swoje.
    Pozdrawiam!
    Doświadczony.
  • 29.02.08, 04:06
    czarny_krisek napisał:

    > witam, mysle podobnie gdyz moja zona z która sie rozwodze wlasnie
    > tak sie zachowuje i odgrywa sie dzieckiem za to ze nie jestem z

    Trzymaj sie dzielnie i nie daj sie sprowokowac. Napisz cos jeszcze
    od czasu do czasu. Jestem przekonany ze wielu ojcow tutaj zaglada.
    Przydaloby sie to forum rozpropagowac.
  • 12.10.08, 22:17
    jazdenek napisał:

    > Jestem przekonany ze wielu ojcow tutaj zaglada.
    > Przydaloby sie to forum rozpropagowac.

    Tak, ja też zajrzałem, poczytałem trochę i tu natrafiłem jw. dalej chyba nie
    będę czytał, to nie ma sensu, najwyraźniej jest wielka dyskryminacja płci,
    zastanawiam się czym to jest podyktowane? Choć nie obrażając ojców, większość ma
    gdzieś sam fakt że to ich dzieci, ale nie oto chodzi, tylko by o realnych
    sprawach, a nie marzeniach tu podyskutować
    --
    Moja siła w koncentracji mocy
  • 04.03.08, 05:08
    czarny_krisek napisał:

    > Jej zachowanie jest nacechowane tylko zlosliwoscia . Co zrobic z
    > taka kobieta?

    Twoja sprawa jak kazda jest indywidualna sprawa. Pewne jest jednao -
    nie jestes sam. Inna sprawa to tam gdzie zlosliwosc tam i nienawisc.
    Jesli odpowiesz tym samym, staniesz na z gory przegranej pozycji.
    Takie sa realia, a wiec spokoj i dobry przemyslany plan. To jedyny
    klucz do sukcesu.
  • 08.03.08, 04:12
    Jak walczyc aby nie niszczyc?

    W desperacji, jak ten tonacy brzytwy sie chwyta, mozna niezle sie
    pokaleczyc.

    Kazdy pomysl jest dobry - na zasadzie "burzy mozgow".

    --
    Gdzies tam ojcowie walczą o dzieci - o ich prawo do milosci
    obojga rodzicow. Przylaczysz sie?
  • 14.02.09, 01:46
    przeczytales?

    jestes zaproszony

    --
    Gdzies tam ojcowie walczą o dzieci - o prawo do milosci
    obojga rodzicow - Przylaczysz sie?
  • 15.02.09, 13:36
    walczacyojciec napisał:

    > przeczytales?
    >
    > jestes zaproszony
    >


    przeczytałem.

    czuję się i zaproszony i zaszczycony zaproszeniem.
    myślę że mój głos nie stanie się uciążliwym .
  • 16.02.09, 04:50
    nie-naiwniak napisał:

    > czuję się i zaproszony i zaszczycony zaproszeniem.
    > myślę że mój głos nie stanie się uciążliwym .

    jesli mozesz sciagnij tu jak najwiecej nam podobnych - ja mam
    mozliwosci zrobic (jesli sie dobrze sprawy potocza) mp3-ujki tylko
    potrzebne sa wiarygodne sprawy


    --
    Gdzies tam ojcowie walczą o dzieci - o prawo do milosci
    obojga rodzicow - Przylaczysz sie?
  • 14.05.09, 20:24

    --
    miałem sprawe w sadzie dla nieletnich i co walczyłem o to abym bez
    kontroli matki mógł widywać sie z synem.Chciałem widziec sie z nim w
    weekendy módz sie z nim bawic i przebywać tylko w dni wolne od
    pracy. Co ze mnie tam zrobili pijaka i przestempce drogowego!!
    Nagadała ze lubie jezdzic po pijanemu i ona ze sie obawia ,iż bede z
    nim jezdzic samochodem po pijanemu-- NIGDY NIE BYŁEM ZATRZYMANY
    PRZEZ POLICJE PO PIJANEMU , nie miałem wypadku drogowego, od roku
    nie posiadam pojazdu a sąd powołał biegłych aby to sprawdzali!!
    WYSOKI SĄDZIE CO MA TO DO ŻECZY czy ja chce brać trzy letnie dziecko
    do siebie po to aby z nim wypić???!!!!!! do takiego towarzystwa ja
    mam troszeczke starsze dzieci, a napewno niechce uczyć swoje dziecko
    od małego pić.Tym bardziej ze w rodzinie w której zostało moje
    dziecko przelewa sie dziennie kilkanascie litrów alkocholu CO ZA
    PRAWO-- Że meszczyzna to znaczy że pijak??!!polskie prawo jest do
    dupy często bywa ze facet w rodzinie bardziej potrafi wychować
    dziecko niż kobieta. pozdrawiam marek jak coś piszcie moje
    gg:9678076 hamstwo i nic wiecej a sąd sam pod sąd
  • 18.06.13, 16:55
    Zalogowałem się tutaj bo mam podobną sytuację i myślę że ktoś może mi pomóc.Natomiast zdażył mi się przykry wypadek,ja pracowałem w niemczech 2,5 roku po to żeby ani mojej żonie ani mojemu maluchowi(5lat)nie brakowało niczego.Jak przyjechałem tydzień temu z niemiec z niby kolegą to się wszystko zmieniło za 2 dni nie miałem już żony ani dziecka,podobno są w niemczech .Nie chodzi mi o żonę ale dziecko mnie kochało bardziej jak mamę ,a mi jego brakuje najbardziej na świecie.Niewiem co mam już zrobić nie dość że wszystko straciłem to jeszcze nie mam ich za co szukać bo po tylu latach zostałem bez żony,mojego kochaniutkiego synka i bez środków do życia.przepraszam ale nie mogę już więcej pisać bo strasznie chce mi się płakać.pozdrawiam-Piotr.P(moj email dla dobrych ludzi to rad.max@o2.pl)
  • 03.07.13, 16:38
    Drodzy ojcowie walczący o dzieci. Pozwolę sobie wrzucić kamyczek do waszego ogródka. Właśnie wróciłam z mediacji przedrozwodowej, gdzie miała być poruszana kwestia zbyt rzadkich, praktycznie żadnych kontaktów ojca z dziećmi. Prosiłam, o większe zaangażowanie ojca w kontakty z synami. I oto, mój jeszcze małżonek, OGRANICZYŁ SOBIE SAM PRAWA RODZICIELSKIE!!!!!! Łaskawie spotka się z synami w jeden weekend w miesiącu.
    Ojcowie, są wśród was tacy, co walczą o więcej i tacy co walczą o mniej! Pozdrawiam wszystkich walczących ojców. Żałuję, że moje dzieci nie spotkały na swojej drodze takiego ojca.
  • 03.04.14, 14:16
    ... trafiłam przez przypadek... ale skorzystam z okazji, tym bardziej że wątek coś podupadł :(
    Panowie, walczcie! - ale z głową! jeśli nie możecie sobie poradzić z byłymi partnerkami, żonami, matkami waszych pociech, skorzystajcie z pomocy psychologów, prawników czy innych organizacji pozarządowych wspierających ojców.
    Pamiętajcie jednak o tym że dziecko - to nie karta przetargowa! i o tym że nie "wystarczy mieć jąder żeby być ojcem - trzeba mieć jaja żeby być tatą" ! i bądźcie w stosunku do waszych "byłych kobiet" w miarę w porządku, a już na pewno bądźcie w prządku w stosunku do waszych dzieci. Jeśli ich matki buntują je przeciw wam - to pamiętajcie że dziecko jest świetnym obserwatorem i prędzej czy później samo zobaczy i uszanuje bardziej tego rodzica, który bardziej na to zasługuje.
    Ja jestem rozwiedzioną wdową, mój były mąż nie miał kontaktu z naszą córką przez ponad pięć lat, na początku dla tego, że był alkoholikiem i sama mu je ograniczyłam, bo nie umiał stanąć na wysokości zadania, potem sobie całkowicie odpuścił, nie zrobił absolutnie nic, nie było smsa, kartki na święta czy urodziny... nic nic nic... a w lutym tego roku nagle zmarł, odszedł bez pożegnania, bez słowa.... na zawsze.
    Dobrze że zadbałam o to, żeby nasza córka miała o nim już tylko dobre wspomnienia....
    Także panowie - do roboty - tylko spokojnie, bez złośliwości... pamiętajcie że siłą, chamstwem, złośliwością i wykrętami nic nie załatwicie z waszymi byłymi, a dzieciaki cierpią.
    Trzymam kciuki.
  • 12.04.14, 18:58
    przeczytałem wszystkie dotychczasowe wypowiedzi i chciałbym się też przyłączyć do dyskusji
    moja sytuacja wygląda następująco:

    Z matką mojego dziecka nie byliśmy małżeństwem, a więc sprawy rozwodowe nie wchodzą w grę, mieszkaliśmy razem przez blisko 2 lata, ale po narodzinach syna mieszkaliśmy wspólnie tylko 2 miesiące. Postanowiła wyprowadzić się do swoich rodziców, ot tak, bo jej po prostu ich brakowało. Byłem i dla niej i dla dziecka dobrym i ojcem i powiedzmy partnerem (w planie był ślub w tym roku). Starałem się jak mogłem aby czuli się kochani i mieli wszystko co potrzebne do życia. Każdą wolną chwilę i w ciągu dnia i w nocy poświęcałem dziecku, po pierwsze bo je bardzo kochałem, kocham i będę kochał, po drugie bo bardzo kochałem jego matkę i po trzecie wynikające z drugiego aby matka mogła spokojnie sobie odpocząć. Na tydzień przed wyprowadzką usłyszałem od matki, że nie jestem ojcem dziecka, uznałem, że w złości palnęła głupotę i wybaczyłem. Po tygodniu usłyszałem ponownie te same słowa skierowane nie tylko do mnie, ale dotyczyły one również moich rodziców, cytuję: "...Ty nie jesteś jego ojcem, a Wy nie jesteście jego dziadkami...". Po czym spakowała swoje oraz dziecka rzeczy, zadzwoniła po swoją mamusię i zostawiła mnie samego. Próbowałem rozmawiać z nią, spotykać się z synem, ale to wszystko psu na budę. Po miesiącu od wyprowadzki złożyłem wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów z dzieckiem. Sprawa "odbyła się" po 5 miesiącach bez obecności matki, ponieważ nie otrzymała wezwania, jest odroczona na kolejne 3 miesiące. W międzyczasie (tzn. po około miesiącu od momentu złożenia mojego wniosku o kontakty) matka złożyła wniosek o ustalenie miejsca pobytu dziecka wraz z zameldowaniem przy sobie, o dziwo ta sprawa odbyła się na kilka dni przed moją sprawą, nie chciałem się szarpać w tej sprawie bo uznałem, że nie ma o co i bez problemu wyraziłem zgodę, będąc pełni świadomy, że dziecko znajduje się w mieszkaniu, którego właścicielką nie jest matka lecz jego babka. Przez ponad pół roku widziałem syna 8 razy, zawsze na ulicy na spacerze, mimo mrozu i śniegu. Matka nie pozwalała mi się spotykać z nim w mieszkaniu, ponieważ, jak twierdziła, nie jet ono jej i o możliwość spotkania muszę pytać, a w zasadzie prosić właścicieli. Nie chcę mieć z tymi ludźmi nic wspólnego w związku z czym nie zamierzam pytać, a tym bardziej prosić o możliwość przekroczenia progu pałacu z wielkiej płyty o pow. 40m2. Gdy powiedziałem o tym mojej byłej, niestety skończyły się dla mnie również i spacery z dzieckiem (a tuż przed tym kupiłem dzieciakowi wózek spacerowy), ale też jakiekolwiek informacje na temat syna. Wszystko czego dowiaduję się od matki, to: "... wszystko dobrze ... zdrowy ... zjada ... papa".

    Przykro jest ojcu, który nie widział jak wychodzi dziecku pierwszy ząbek, jak sobie radził raczkując, jak stawiał pierwszy kroczek. Przykro gdy nie słyszało się pierwszego "... gugu ... gaga ... baba ...".

    Zawieszony jestem w tej chwili w próżni, zdany na decyzję sądu, instytucji, która niestety nie zbyt chętnie wspiera ojców w byciu rodzicem. Już po pierwszej niby sprawie o kontakty ręce mi opadły słysząc, że gdyby matka miała jakieś sprzeciwy co do mnie lub moich propozycji kontaktów, to najlepiej byłoby się spotykać w jakimś specjalnym ośrodku. Nie jestem żadną patologią!!! Jak ja mam budować jakieś relacje z synem czekając już tyle, a Bóg jeden wie ile jeszcze? Przecież za parę miesięcy nie usłyszę od dziecka "tata" tylko "pan".

    Pewnie ktoś zapyta czemu nie zrobiłem testów na ojcostwo? Nie zrobiłem, ponieważ chcę być tatą dla mojego dziecka, bez względu na jakiś kawałek papieru z wynikiem badania. Skoro matka mi tak powiedziała, to świadczy to tylko o niej i niech mi sama potwierdzi swoją niewierność. Syn jak dorośnie i będzie chciał znać prawdę, to sam zrobi badanie.

    Pozdrawiam wszystkich walczących o własne dzieci ojców.
  • 28.09.17, 22:17
    9 lat w/wpost oczym tu dyskutowac ?
  • 01.10.17, 17:50
    boczek1957 napisał(a):

    > 9 lat w/wpost oczym tu dyskutowac ?
    tu juz wszyscy rozwiazali swoje problemy kilka lat temu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.