Dodaj do ulubionych

Panowie, doradźcie!

26.02.08, 14:28
Były mąż miga się od kontaktów z córką. Dziecko tęskni. Żadne rozmowy nie działają.
Co mam zrobić? Zaangażować jego mamę? Nie dawać mu spokoju i wymuszać spotkania? Pozbawić praw rodzicielskich ze względu na uporczywe zaniedbywanie? Wytłumaczyć małej, żeby nie wydzwaniała do niego, bo do kochania nie zmusimy?
Pieniądze daje, ale pieniądze mogą być skądkolwiek, już bym się nawet obeszła.
Wy tęsknicie, walczycie o spotkania, a ten...
Czytać tego forum nie mogę, wyć mi się chce.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Panowie, doradźcie! 26.02.08, 15:53
      Jeśli będzie chciał unikać spotkań z dzieckiem to nie wyegzekwujesz
      ich na siłę. Przykro mi. Był moment kiedy mój jeszcze mąż próbował
      dowolnie ustalać sobie przyjazdy do dziecka omijając weekendy i np.
      nie informując mnie wcześniej albo odwoływał z idiotycznych powodów.
      Porozmawiałam sobie z teściową a ona parę razy konkretnie się po
      synu przejechała, rozmawiałam z eksem, pisałam spokojne w tonie i
      konkretne maile z tłumaczeniem jak ważna jest relacja ojciec -
      dziecko, ograniczeniem praw też postrzaszyłam. Bardzo szybko
      ustaliliśmy zadowalający stan rzeczy.
      Nie tłumacz faceta przed dzieckiem. Dziecka szkoda ale szybko
      zrozumie absurd wymówek, braku czasu etc. i nie będzie specjalnie na
      tatusia liczyć.
      • neskafka Re: Panowie, doradźcie! 26.02.08, 21:41
        Jaki jest zadowalający stan rzeczy?
        Jak łaskawie będzie miał ochotę? Raz na pól roku? Albo i to nie?
        Mam uczyć córkę, że facet jest od fochów, a ona od cierpliwego czekania na okruszek zainteresowania?
        Wiem, że nie zmuszę do miłości, ale nawet do wypełniania obowiązków?
        Nie wiem, czy powinnam zrobić wszystko w granicach rozsądku, czy dać sobie spokój.
        Z jednej strony - dziecko już dużo rozumie; ile można nie mieć czasu. Z drugiej strony, jak mam powiedzieć, że tatuś nie chce jej widzieć?
        Na razie mówię coś w stylu: oj tam, nieważne, choć pójdziemy sobie ... (i tu wstaw dokąd pójdziemy, żeby nie myśleć i nie tęsknić)
        Póki dzień i atrakcje jakoś leci, ale wieczorem...
        Machnęłabym ręką na tego faceta, małżeństwo itd, ale jak mam żyć z myślą, że ktoś krzywdzi moje dziecko a ja nic nie mogę zrobić!
    • jazdenek Re: Panowie, doradźcie! 27.02.08, 01:31
      neskafka napisała:

      > Czytać tego forum nie mogę, wyć mi się chce.

      Napisz wiecej o twoim problemie. Moze rozmowa faceta z twoim ex
      wplynelaby na jego postepowanie. Z pewnoscia "udowodnieniem" przed
      calym swiatem jaki z niego "gnojek" niczego nie osiagniesz jedynie
      sprawa sie pogorszy.
      • neskafka Re: Panowie, doradźcie! 29.02.08, 01:09
        Nie chcę udowadniać, że jest gnojkiem. Nie uważam tak. Piszę przecież, że płaci
        na córkę, czyli przynajmniej ten raz w miesiącu o niej pomyśli. Chcę tylko, żeby
        dziecko nie tęskniło. Rozmawiałam z jego kumplem, prosiłam o pomoc. Wiesz, co
        się okazało? Że to moja wina, bo ja mu utrudniam kontakty! Nawet w rozmowie z
        przyjacielem nie był skłonny obiektywizmu, że już nie wspomnę o rewizji swojego
        zachowania. Może jak zrozumiem, co nim kieruje, to będę mogła do niego dotrzeć.
        • jazdenek Re: Panowie, doradźcie! 29.02.08, 04:09
          neskafka napisała:

          > Może jak zrozumiem, co nim kieruje, to będę mogła do niego
          dotrzeć.

          Uwazam, ze jestes na wlasciwej drodze. Jak wiele bym dal aby moja ex
          miala takie podejscie do sprawy.
        • m.johnny.bravo Re: Panowie, doradźcie! 07.03.08, 10:32
          neskafka napisała:

          > Wiesz, co się okazało? Że to moja wina, bo ja mu utrudniam
          > kontakty!

          Jeżeli nie jest to pusta wymówka to być może twój ex czuje się
          zraniony. Może zapytaj go jak on by chciał kontaktować się z
          dzieckiem. Może na początku pozwól mu ustalić formę kontaktów.
          Przerzuć na niego odpowiedzialność za kontakt, nie w dniach
          wyznaczonych przez sąd ( może on uważa, że został przez sąd
          skrzywdzony, wyznaczeniem zbyt małej liczby kontaktów). Spróbuj z
          nim konsultować sprawy dot. dziecka np. dziecko potrzebuje butów
          niech tata pójdzie i te buty kupi z dzieckiem a Ty oddasz pieniądze.
          Ja bym napisał mu sms, że może przyjechać od dziecka, kiedy chce,
          tylko żeby dał wcześniej znać. Musisz go angażować w sprawy dziecka
          inaczej oddali się od niego emocjonalnie i nie będzie się
          interesował.
        • tojatojatoja Re: Panowie, doradźcie! 13.08.08, 15:52
          neskafka napisała:

          > Chcę tylko, żeby
          > dziecko nie tęskniło.

          Myślę, że nie masz na to wpływu. Dziecko swoje czuje i widzi, że ojciec nie jest zainteresowany kontaktem z nią. Nie możesz też zmusić jej ojca, by się z nią widywał. Poza tym myślę, że świadomość córki, że te kontakty są wymuszone tylko pogorszy jej samopoczucie i samoocenę.

          To, co możesz, to ciekawie spędzać z nią czas i spróbować włączyć w ten czas także inne osoby, które Twoją córeczkę kochają (dziadków, ciocie, wujków, przyjaciół), którzy spędzają z nią czas z przyjemnością.

          Tylko tyle i aż tyle...
      • neskafka Re: Panowie, doradźcie! 07.03.08, 15:32

        Proszę bardzo, piszę więcej:
        Trochę ode mnie młodszy, mieszkaliśmy ze sobą przez rok. Zaraz po
        ślubie zaczęły się rozmowy, żeby mieć dziecko. Tylko, że nie taka
        była umowa przed ślubem. Wiele lat wcześniej chorowałam, przeszłam
        kilka operacji. Ciąża oznaczała ryzyko życia, bałam się. Chciałam
        mieć dziecko, ale bardziej chciałam żyć. Dodawał mi otuchy, dzisiaj
        myślę, że lekceważył moje obawy. Jeśli mężczyzna stworzy kobiecie
        odpowiednie warunki, to będzie chciała mieć z nim dziecko! To musze
        jasno powiedzieć, bo najtrudniejsza do zrozumienia jest ta jego
        przemiana. Dziecko było z jego inicjatywy, on zaprosił je na świat.
        Osiem z dziewięciu miesięcy spędziłam w szpitalu nie wstając nawet
        do toalety. No i się zaczęło. Przychodził rzadko, i zaraz musiał
        lecieć. Nie przynosił tego, o co prosiłam, zapominał po wiele razy,
        śmiał się, że brzydko wyglądam, że nie da mi czekoladek, które
        przyniósł, bo i tak jestem gruba. I tak dalej. Myślałam, że skutkiem
        tego leżenia, leków jakie brałam i generalnie całej tej sytuacji
        jestem przewrażliwiona i doszukuję się złych intencji, a on
        przemęczony itd. Później się dowiedziałam, że w tym czasie
        przyprowadzał do domu dziewczyny i kochał się z nimi w naszym łóżku.
        Kiedy wróciłam z córką do domu to generalnie była sielanka.
        Wspominam te lata bardzo szczęśliwie. Nie wiem kiedy zaczęło się
        zsuwać. Jak córka zachorowała na zespół nerczycowy? Czy po prostu
        wtedy, kiedy poznał tę dziewczynę…
        Zakochał się i wyprowadził jak córka miała 2,5 roku. Byłam na
        wychowawczym, znalazłam się bez środków do życia. Jakoś tam sie
        pozbierałam, ale parę miesięcy jechałam na pożyczkach. Ponieważ
        uchodziliśmy za dobre małżeństwo, rodzina i znajomi zaczęli wywierać
        na niego naciski, żeby sie opamiętał i wracał do domu. To zniknął.
        Zerwał kontakty ze wszystkimi, łącznie ze swoją matką. Ale to
        zniknięcie oznaczało, że nie mogłam się z nim kontaktować – czyli
        np. rozwieść, albo zażądać alimentów. Dodam, że przez cały czas
        miałam ten sam adres i numer telefonu.
        Mogłam go szukać, teoretycznie mogłam się domyślać, kto go
        zatrudnił, albo dotrzeć do tej Loli, ale trochę się uniosłam
        honorem, trochę nie miałam głowy. Po dwóch latach milczenia dostałam
        pozew o rozwód. Nie podał swojego adresu, tylko namiary na
        kancelarię adwokacką. Napisał że to małżeństwo było od początku
        nieudane. Ani słowa, że kochanka, że porzucenie rodziny bez środków
        do życia itp. Zobaczyłam go na sprawie, nawet na mnie nie patrzył.
        Nie zainteresował się , co z małą, albo jak sobie radzę. Zapytałam,
        czy nie powinien aby ze mną o czymś porozmawiać. Nie chciał.
        Wściekłam się i zażądałam orzeczenia o jego winie.
        Na tzw. pojednawczej sędzia zapytała o kontakty z dzieckiem, to
        powiedział, że nie może, bo ja uniemożliwiam. Powiedziałam jak jest
        i sędzia zapytała czy ja znam jego adres i telefon. I że jak nie
        znam, to ma podać do protokołu. Odmówił, bo nie chciał, żeby się
        wydało z kim mieszka (orzeczenie o winie!) i sędzia powiedział, żeby
        się nie wygłupiał i nie robił z siebie idioty a ze mnie jędzy.
        Dosłownie tak powiedziała. W czasie procesu zaczął się spotykać z
        córką, pewnie chciał dobrze wypaść. Jak na sprawę z orzeczeniem o
        winie było całkiem nieźle, jak zobaczył listę świadków i dokumentów
        to sam się przyznał i nie trzeba było tego cyrku. Sąd przyznał mu
        prawo współdecydowania o ważnych sprawach życiowych i spotkania w
        co drugi weekend, miesiąc wakacji i tydzień ferii. Takie weekendy
        odbyły się trzy. Potem zaczęło mu coś wypadać. Włącznie z tym, że
        mieli spędzić razem czas od piątku godz. 18 do niedzieli godz. 16 a
        on zadzwonił o 18.30 mówiąc, że nie może.
        Mała bardzo to wszystko przeżywała. W urodziny nie chciała wyjść z
        domu, bo tatuś zadzwoni. Ale nie zadzwonił, a w telewizji puszczali
        reklamę, jak tatuś bawi się z córeczką. Mała dostała ataku furii.
        Podobnie było w dzień dziecka, zniszczyła wszystko, co dostała ode
        mnie. Widziałam jej cierpienie, chciałam z nim porozmawiać. Nie miał
        czasu. Wtedy próbowałam tych opisanych sposobów, typu koledzy, matka
        itp. Pisałam maile, najpierw uprzejme, potem, kiedy nie odpisywał (a
        ustawiłam raport potwierdzenia, czytał!) co raz mniej uprzejme.

        Pewnego dnia zawiadomiłam, że mała jest ciężko chora i leży w
        szpitalu. Prze trzy tygodnie nie odwiedził, nie zadzwonił nawet. Po
        ośmiu miesiącach braku czasu dla dziecka (w tym wakacje) i
        niemożności spotkania ze mną zadzwonił dzień przed wigilią i
        zaprosił małą na całe święta ze swoją nową rodziną. Odmówiłam.
        Powiedziałam, że zupełnie nie liczy się z uczuciami dziecka, że tego
        nie wolno tak załatwiać. Że trzeba było się wcześniej spotkać,
        oswoić sytuację, a nie fundować jej taki stres. I że nie zostanę
        sama przy choince, którą właśnie z córka ubieramy. I że na
        towarzystwo dziecka przy świątecznym stole to trzeba sobie zasłużyć.
        Zaproponowałam drugi dzień świąt i w kameralnym gronie. Tzn on i
        jego nowa narzeczona. Obraził się, że nie będę mu organizować
        świąt. Rzuciliśmy słuchawki oboje. Przestałam się narzucać z tymi
        mailami itp, on też. Następne pół roku bez spotkań. Tym razem
        urodziny nie zostały przepłakane przy telefonie, już nie czekała.
        Przed wakacjami napisał uprzejmego maila z propozycją spotkania i
        omówienia planów wakacyjnych. Ponieważ nie chciałam, żeby po takim
        długim niewidzeniu spędzali od razu dwa tygodnie razem, ustaliliśmy
        jakieś weekendy itp. Dotrzymywał układu, wakacje były udane, zasługę
        w znacznym stopniu przypisuję nowej narzeczonej. Zaczęły się dobre
        czasy. Bywało, że odwoływał spotkania, ale z rozsądnym
        wyprzedzeniem, Sygnałem alarmowy powinno być dla mnie to, że kiedy
        musiał odwołać wspólny weekend, to spotkanie się nie przesuwało,
        tylko „wypadało”. Jeśli w terminie następnego mała była np. chora,
        to robiła się dwumiesięczna przerwa, która doskwierała córce, ale
        nie była dostrzegana przez tatusia. Mimo generalnej poprawy
        stosunków, stanowczo spędzał z nią mniej niż połowę czasu
        wyznaczonego przez sąd. Stale coś mu wypadało. Acha, i nie zaprosił
        córki na swój ślub. Bardzo to przeżyła, powiedziała, że jego na swój
        też nie zaprosi.
        Pogorszenie dosyć jednoznacznie nastąpiło, od kiedy ma nowe dziecko.
        Córka jest zachwycona siostrzyczką, odkłada dla niej swoje ulubione
        zabawki, ubranka, jej zdjęcie powiesiła sobie nad łóżkiem… A tatuś
        nie ma czasu.
        Ostatni kontakt mieli, kiedy przed świętami Bożego Narodzenia mała
        błagała, żeby móc go odwiedzić. Mówiła „tatusiu, proszę cię, będę,
        grzeczna”. Ale jakoś się nie dogadali…
        Od tej pory zero kontaktu. Córka ma swoją komórkę, jeśli zadzwoni to
        przecież wiadomo. Nie musi się kontaktować ze mną, jak nie chce.
        Mam do niego żal i boję się, że zacznie to być widać.
        Przy tym – jak wspomniałam płaci alimenty. Czasem dorzuca cos
        ekstra, typu na początek roku szkolnego. To nie jest stałe zlecenie,
        przychodzi w różnych dniach. Czyli pamięta o dziecku przynajmniej
        raz w miesiącu.

        To tyle historii. Starałam się obiektywnie i wyczerpująco. Pomijałam
        sprawy czysto emocjonalne. Nie jestem pewna, czy ten opis wystarczy.
        Czy teraz ktoś mi pomoże zrozumieć co się dzieje?

        Dziwnie się czuję napisawszy to wszystko. Jak bym stanęła w
        ruchliwym punkcie miasta i wykrzyczała całą swoją niełatwą historię.
        Jak bym trzymała swoją naga fotografię. Nie wiem, kto mnie ocenia.
        Pewnie wielu życzliwych, ale pewnie też tacy, co patrząc na mnie
        zobaczą swoje problemy. Na szczęścia anonimowo, naga fotografia, ale
        bez twarzy…



        • m.johnny.bravo Re: Panowie, doradźcie! 07.03.08, 17:30
          To smutna historia ale nie mi Was oceniać. Napewno nie zmusisz
          nikogo do miłości. Nie ma chyba też co oszukiwać dziecka i robić mu
          fałszywą nadzieję, że "tatuś kocha". Poszukaj pomocy u
          psychoterapeuty, myślę że obie jej potrzebujecie.
          • hosta.sina Re: Panowie, doradźcie! 07.03.08, 19:25
            Ale jakby się łaskawie pojawił, to nie mów "ale niespodzianka" i nie
            zamykaj drzwi, bo będzie miał dowód dla siebie i świata, że jest
            męczennikiem.
            To, co opisałaś świadczy o jego niedojrzałości i
            nieodpowiedzialności.
            Zaś ty uciekasz od rozmowy z córką, a możesz jej pomóc.Prawda zaboli
            raz , ale oczyści atmosferę i pozwoli żyć.
            Możesz jej powiedzieć,że tata nie jest jeszcze w pełni dorosłym
            człowiekiem, ale wciąż dorasta i może kiedyś będzie o nią dbał, a na
            razie zadbacie o siebie nawzajem - ty, ona, i wymienić możesz osoby
            z rodziny o których wiesz,że kochają twoje dziecko.
            Co do "panów" to nie sądzę,żeby ci cokolwiek doradzili.
        • szum_wiatru Re: Panowie, doradźcie! - neskafka 07.03.08, 21:12
          neskafka napisała:

          > Czy teraz ktoś mi pomoże zrozumieć co się dzieje?

          Sama napisalas, ze nie jestes tak do konca pewna czy ci sie udalo
          napisac obiektywnie. Jednak to co napisalas jest twoje i z twojego
          punktu widzenia. Na tej i tylko tej podstawie wyciagam wniosek, ze
          facet jest idiota i tyle. Kupa szamba. Niemniej jednak to jest
          ojciec twojej corki i ona zawsze bedzie o tym wiedziala.

          Tak jak napisalem. Co sie dzieje? Jest totalne szambo i smierdzi na
          odleglosc. Facet jest niedojzaly i brakuje mu najbardziej
          elementarnych cech normalnego czlowieka.

          Co mozna radzic?

          Zycie nie konczy sie na dniu dzisiejszym. Za rok czy dziesiec lat
          bedzie sie toczyc swoim torem, a wnim ty i twoja corka oraz on - jej
          ojciec. Tak jak ktos pisal - nie zmusisz go do zachowania takiego
          aby corka czula ze ma ojca. I w tym jest problem.

          Wydaje mi sie, ze wlasnie brak mechanizmow motywujacych nas rodzicow
          i wspolpartnerow do "normalnego zycia" tworzy takie szamba.

          Mam wiele sympatii dla ciebie (efekt twego tekstu) i wspolczucia.
          Wiele bym dal aby moja ex miala choc podobne podejscie do sprawy jak
          ty masz. Pozdrawiam.
    • neskafka Re: Panowie, doradźcie! 11.03.08, 10:50
      No cóż, doszłam do ściany.
      Spróbowałam już wszystkiego, żeby dziecko miało ojca. Nawet takiego.
      Nie jestem odpowiedzialna za zachowanie faceta, który dość dawno
      przekroczył trzydziestkę.
      Porozmawiałam z córką. Zanim wygłosiłam swoje opinie, zapytałam ją o
      zdanie. Okazało się, że wszystko rozumie. Powiedziała: "jak się
      kogos kocha, to się o niego dba". I jeszcze, że jak będzie dorosła,
      to ja będę mogła być z niej dumna, a on nie.
      Głupi gówniarz, olał takiego człowieka...
      Dziękuję Wam wszystkim.

    • tatula06 Re: Panowie, doradźcie! 06.04.08, 00:41
      niczym go nie zmusisz niestety.

      z tego co wiem to byla sprawa taka w niemczech. sad konstytucyjny wycofal
      wczesniejsze wyroki ze nie mozna zmusic ojca do kontaktow, bo wtedy nie sluza
      dobru dziecka.

      niestety.
      choc mi sie wydaje ze powinno tak byc ze obojga rodzice musieli by byc zmuszeni
      aktywnie wspierac kontakty z dzieckiem. i to tez ze matka aktywnie wspiera,
      pomaga i szuka rozwiazanie. (tak ogolnie. ze juz tak robisz to superswietnie)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka