Dodaj do ulubionych

Murzyn zrobił swoje - murzyn musi(?) odejść!

17.03.10, 20:20
Jestem mężatką od 18 lat.Przez pierwsze 4 lata pracowałam, wychowywałam pierwszego syna w zasadzie sama bo mąż najpierw był w wojsku a potem pracował poza domem więc widywaliśmy się tylko w weekendy.W końcu się postawiłam i zaczęliśmy mieszkać razem co niestety wiązało się z przeprowadzką a więc musiałam zrezygnować z pracy.Przez następne lata dorabialiśmy się. Kupiliśmy mieszkanie (na raty za kredyt), urodził się nasz drugi syn (z dużymi problemami zdrowotnymi), MĄŻ kilkakrotnie zmieniał samochody(bo musi dojeżdżać do pracy), ogólnie około 10 lat było ciężko finansowo.Mniej więcej 5 lat temu wyszliśmy na prostą i wtedy coraz częściej zaczęłam słyszeć, że jestem darmozjadem. Młodszy syn był jeszcze na tyle mały, że był jedynym usprawiedliwieniem dla mojego "lenistwa"( mąż wymagał pełnej obsługi na najwyższym poziomie dla siebie i dzieci - zero samodzielności -bo starej się nie chce d..y ruszyć).
Kilka miesięcy temu rozgoryczona postanowiłam dać mu nauczkę i udowodnić, że ja też potrafię. Znalazłam pracę w sklepie spożywczy. Kto pracował na wsi u prywaciarza ten wie, że to obóz pracy.Sezon wakacyjny, miejscowość w pobliżu dużych jezior, praca 7 dni w tygodniu na zmiany.O pieniądzach nie wspomnę bo mi wstyd. Przez pierwszy miesiąc mąż był tak zadowolony, że nawet odpuścił w kwestii swoich wymagań, a potem wszystko wróciło do normy.Przed pracą - jak miałam 2 zmianę musiałam posprzątać, ugotować i zająć się działką (około 3 km od domu - ogród, kwiatki itd.)Po 1 zmianie też nie było czasu na lenistwo. Wytrzymałam 5 miesięcy, po scysji w pracy podziękowałam.
Tu po tym przydługim wstępie przechodzę do sedna problemu, od dnia w którym oświadczyłam w domu, że dłużej nie dam rady i więcej do pracy nie idę mąż zaczął ostentacyjnie dawać mi do zrozumienia, że nie akceptuje tej sytuacji.Jego komentarze i wymowne podkreślanie, że on nie ma wyjścia i musi iść do pracy bardzo mnie stresują.Boję się w ciągu dnia usiąść przed telewizorem, wyjść do koleżanki ( bo robić jej się nie chce itd). Dziś wrócił z zakupów z miną zwycięscy i oznajmił, że w innym sklepie potrzebują sprzedawcy i czy zamierzam złożyć podanie? Czuję się zmuszana a nie wiem czy dam radę.
A tak swoją drogą jak dzieci były małe, w domu bieda to służąca była dobra.Teraz już nie jestem potrzebna no to won do pracy a nie jak garb mężowi na plecach siedzieć,
Mam ochotę się zbuntować a jednocześnie boję się piekła w domu a wiem co mówię.
Edytor zaawansowany
  • ginalina 18.03.10, 10:45
    Widzę, ze nie lubisz pracować, wolisz siedzieć w domu. A skąd będziesz mieć
    emeryturę?

    Idź do pracy. Przynajmniej będziesz miała pretekst, żeby podzielić obowiązki w
    rodzinie. Wiem, że to będzie cholernie trudne, ale metodą małych kroczków. Np.
    najpierw zdejmuj pranie, niech mąż chowa, potem będzie zdejmował pranie.
    Wstawiaj pranie, niech on wywiesza. Pisz mu listę zakupów, niech je robi. Nie
    będziesz mieć czasu na działkę, to niech sam zasuwa. Starsze dziecko może odkurzać.
    Oczywiście możesz spróbować rozmowy, ale jeśli nie poskutkuje, to bądź
    konsekwentna i nie daj się wciągnąć do cna w kierat domowy. Twoim uzasadnieniem
    będzie po prostu brak czasu na pewne czynności, a gdyby coś mu przeszkadzało, to
    przecież rączki ma. Poza tym Ty też będziesz potrzebować czasu na odpoczynek,
    więc nie może być tak, ze Ty wszystko zrobisz, a on na kanapie. Jak mój tak
    wymagał, to po prostu przez długi czas nie było seksu :-), bo po całym dniu
    byłam tak zmęczona, że musiałam odespać ;-). Poskutkowało.
    Powodzenia.
  • 0wiolcia0 18.03.10, 12:47
    Witam!

    Nie daj się, faceci jak mają dobrze to nigdy nie doceniają kobiety, myślą że wszystko robi się samo :/

    Pewnie, że jak masz okazję to idź do pracy, całkiem inaczej się człowiek czuje jak bywa między ludźmi, do tego większa pewność siebie.
    Oczywiście, że nie będzie to proste, żeby teraz po tylu latach jego wygód i posiadania służącej nauczyć go żeby pomagał, ale musisz konsekwentnie dążyć do tego i od razu po pójściu do pracy na głęboką wodę królewicza wrzucić, coby nie myślał, że wszystko będzie jak dawniej ;) (bo z tego co piszesz to za pierwszym razem jak podjęłaś pracę to chyba tak było, że wszystkim zajmowałaś się sama)
    Przecież będziesz pracować tak samo jak on to niby czemu masz dalej sama wszystkim się zajmować? Nie przejmuj się awanturami, na początku na pewno będą, ale zaciśnij zęby i nie daj się, po prostu pokaż mu, ile wkładałaś czasu i wysiłku we wszystkie czynności domowe, działke itp., przekona się o tym tylko na własnej skórze jak będzie musiał obowiązki dzielić z Tobą.

    Porozmawiaj z nim na początku i powiedz delikatnie, że jeśli tym razem pójdziesz do pracy to nie będziesz wszystkiego robić sama jak było to wcześniej tylko, że będzie musiał dzielić WSZYSTKIE obowiązki z Tobą, jeśli się zgodzi to nie masz się czym przejmować i spokojnie możesz pracować, zawsze dzień wcześniej ustalać co trzeba zrobić, co robisz ty co on itp.

    Moja kuzynka przerabiała to samo i udało się, ale nie dawała mężowi żadnej taryfy ulgowej, jak czegoś nie zrobił to go normalnie opieprzała tak jak on ją wcześniej. Kuzynka przepracowała 6 miesięcy, w między czasie mąż zakupił zmywarkę :D po tych 6 miesiącach stwierdził, że w zasadzie zarabia marne grosze i jednak lepiej będzie jak zostanie w domu, że wszystko się kupy nie trzyma, że dzieci matki nie mają bo, a to w pracy, a to domem się zajmuje i dopilnuje dzieci bo opuściły się w szkole :D (cwaniak)

    Czasem trzeba być trochę EGOISTĄ i myśleć tylko o sobie!

    Ps. co do braku sexu "za karę", to zależy chyba od danej osoby, ten sposób nie działa ani na mnie, ani na mojego męża. Uważam, że ma dłuższą metę może się źle skończyć.


    --
    Kliknij nie ubędzie Cię, a zawsze to jeden grosz więcej polskieserce.pl/
  • zuzanna.7 18.03.10, 13:16

    Podpisuję się pod tym co napisała OwiolciaO.
    Łatwo nie będzie po tylu latach nic nierobienia przez męża, ale kwestia
    czasu.......
    Życzę powodzenia, a tak w ogóle to naprawdę lepiej chodzić do pracy niż
    " siedzieć " całymi dniami w domu, ja mało nie przepłaciłam depresją
    właśnie takie "siedzenie w domu".
  • nowy_nik 18.03.10, 18:25
    Idź do pracy.


    > Przez pierwszy miesiąc mąż był tak zadowolony, że nawet odpuścił w kwestii swo
    > ich wymagań, a potem wszystko wróciło do normy.Przed pracą - jak miałam 2 zmian
    > ę musiałam posprzątać, ugotować i zająć się działką (około 3 km od domu - ogród
    > , kwiatki itd.)Po 1 zmianie też nie było czasu na lenistwo.


    tu zrobiłaś błąd. Przestań ulegać wymogom męża i rodziny co do obsługiwania ich
    w domu. SAMO do starej normy nie wróciło, wróciło bo zakasałaś rękawy i zaczęłaś
    murzynią pracę wykonywać jak wcześniej.
    Ty też masz prawo wymagać. A nie tylko słuchać poleceń męża, czy potrafisz?
    Ogród niech zarośnie chwastami jednego roku, dzieci niech chodzą w nieupranych
    rzeczach, mężowi zero obsługi, niech dom pobędzie brudny, zacznie mu
    przeszkadzać syf to może się zreflektuje i doceni, że obsługa domu "sama" się
    nie zrobiła.
    Po pracy przychodzisz , walisz się na kanapę, robisz pokaz zmęczenia, dzieci
    czegoś chcą to mówisz "idżcie do tatusia niech wam pomoże", mąz czegoś chce to
    mówisz "miałam cięzki dzień w pracy muszę odpocząć, czy możesz zrobić mi i podać
    herbatę? a zrobiłeś obiad bo głodna jestem?" i sugerujesz mu że powinien zadbać
    o ogród bo teraz ty już nie masz na to czasu.
    itd itd itd
    Kobieto - szanuj się. Bo jak na razie to sama się umaiłaś w "służącego murzyna"
    i nie potrafisz wyjść sama z tego schematu zachowań. Musisz dać sobie na
    wstrzymanie i nie wyrywać się sama do dawnych obowiązków. Musisz zmienić
    myślenie o tym co jest Twoim obowiązkiem, bo na razie masz zakodowane, że masz
    tylko obowiązki a żadnych praw. Ciągle mówisz "mąż wymagał"... a Ty ? Czy Ty
    wymagałaś od męża? Bo jeśli nie wymagałaś to ukręciłaś sama na siebie bata... i
    teraz musisz sama go odkręcić.
  • annie_laurie_starr 22.03.10, 17:10
    Zgadzam sie z tym co napsala nowy-nik.

    Masz jeszcze inne opcje:

    Mozesz rozwiesc sie, isc do pracy i nie skakac kolo tego buraka. A jak nie
    chcesz drastycznych rozwiazan to wyprowadz sie do kogos z rodziny czy przyjaciol
    na jakis czas. Niech zobaczy jak wyglada zycie bez Ciebie.
  • czarny.kaja23 24.03.10, 19:51
    Dzięki za zainteresowanie moim wątkiem i wszystkie rady i opinie.
    Zdziwiłam się tylko tym, że wszystkie Kury Domowe z Wyboru radzą mi iść do
    pracy? Czy to znaczy, że nawet Wy uważacie, iż prowadzenie domu nie jest pracą?
    A co do emerytury - do wieku emerytalnego brakuje mi jakieś 25 lat, jeśli dożyję
    to wcale nie ma pewności czy ZUS też. Już teraz wypłacają świadczenia tylko
    dzięki wielo milionowym pożyczkom. Moja mama przepracowała 43 lata i dziś ma 600
    złotych z groszami emerytury.Jak za to przeżyć? Ja pracując przez 25 lat za 900
    złotych (tyle zarabiałam za pracę 7 dni w tygodniu na zmiany)mam szansę na takie
    same kokosy.
  • 0wiolcia0 25.03.10, 08:23
    to nie tak, oczywiście że prowadzenie domu i wychowywanie dzieci to praca nawet
    więcej niż pełnoetatowa i nie zrozumie tego nikt tylko druga kura ;)
    ja dlatego pisałam, żebyś poszła do pracy, bo jesteś w domu traktowana przez
    męża jak służba, z tego co piszesz sądzę że to już taki typek co nie odpuści i
    będzie Cię gnębił, a tym samym jeszcze bardziej obniżał Twoje poczucie wartości
    co nie prowadzi do niczego dobrego. Poza tym życie jest tylko jedno i trzeba
    robić wszystko żeby przeżyć je szczęśliwie i z uśmiechem na twarzy ;)

    Sama sobie odpowiedz na pytanie Kiedy będziesz szczęśliwa??
    Siedząc w domu i będąc nadal niedocenianą i gnębioną przez buraka?
    Czy idąc do pracy, dzieląc obowiązki po równo, i żyć na zasadach partnerskich, a
    nie innych.

    --
    Kliknij nie ubędzie Cię, a zawsze to jeden grosz więcej polskieserce.pl/
  • aga-kosa 25.03.10, 18:30
    w filmie "Sami swoi" była kwestia :"a jak sobie łamistrajka znajdzie"
    Trzeba usiąść do stołu i powiedzieć co boli. Chłopy nie mają w
    swoich mózgach rentgena żeby wiedzieli co my mamy na myśli .Moje
    szczęście przez 20 lat było przekonane ,że ja kocham roboty domowe i
    dlatego mi nie przeszkadzał
  • annie_laurie_starr 25.03.10, 22:53
    Nie chodzi o to, ze powinnas isc do pracy, tylko o to, ze domu jestes
    niedoceniania. Idea jest taka, ze jesli wrocisz do pracy to odpuszczasz domowe
    obowiazki, olewasz cieplym moczem i jestes zmeczona. Ale niestety Ty juz
    nauczylas rodzine, ze pracujesz na 10 etatow i pomocy nie oczekujesz, wiec jej
    nie daja. Moze jakis podziel obowiazkow.

    I wreszczie najwazniejsze pytanie: czy jestes szczesliwa w malzenstwie?
  • moniko2 28.03.10, 10:08
    Murzyn też człowiek, a facet to inny gatunek człowieka. Taką mam teorię. A co do
    braku doceniania Twojej pracy to dziewczyny mają rację w zupełności. Nikt Cię
    nie docenia. Jeśli Ty sama nie będziesz siebie doceniać, nikt tego nie zauważy,
    mało tego nikt nie pomyśli aby zauważyć. Praca zawodowa i praca w domu (kura
    domowa) to jednakowy etat. Jeśli wracasz z pracy, jesteś zmęczona, to leżysz, bo
    ma prawo:
    - boleć Cię kręgosłup,
    - boleć Cię głowa,
    - BYĆ zmęczona fizycznie,
    A to, że nie jest posprzątane, ugotowane, uprasowane albo uprane cóż, takie życie.
    Podam Ci przykład (też jestem obecnie kurą domową z braku pracy) i mój osobisty
    TŻ nie wynosił bielizny do prania. Rozbierał się w pokoju i szedł do łazienki
    się umyć. No jak mnie to wkurzało to nie pytaj...
    Dwa razy zamiast śniadania do pracy dostał zawinięte w folię jego brudne
    skarpety i się skończyło... Powiedziałam wyraźnie, że owszem jestem w domu,
    gotuję, sprzątam, bo nie mam pracy, ale nie jestem służącą i nigdy nie będę.
    Jak pracowałam to ustawiałam pranie tak, że kończyło się wirowanie jak TŻ wracał
    do domu z pracy. Jak nie powiesił, to pytałam się dlaczego?? Jak mówił, że nie
    wiedział, to prosiłam (bez pretensji) aby powiesił, i tak małymi krokami
    nauczyłam, że prowadzenie domu wymaga nie lada wysiłku i cierpliwości w
    wykonywaniu tych samych czynności.
    Zawsze jak mam I dzień niedyspozycji leżę plackiem, nawet kosztem domu, odleżyn
    i bolących boków. Leżę nieraz kilka dni i po prostu się regeneruję. W nosie mam
    dom, sprzątanie, zakupy i wiele innych, bo JA się źle czuję i co myśli i mówi
    mnie to "wali". Jak nie ma obiadu, to albo on gotuje, albo zamawiamy pizzę.
    Przede wszystkim szanuję swój czas, swoje siły i swój organizm.
    Od czasu jak mamy auto nie jeżdżę na zakupy sama (tragarzem nie jestem) a po
    drugie nigdy nie usłyszę, że znowu coś kupiłam ponad miarę. Jest lista co
    brakuje i mało tego ja za to nie płacę tylko on, aby wiedział, że zakupy
    spożywcze to nie jest tania sprawa...

    Z drugiej strony chwalę każdą czynność przez niego wykonaną, np. co niedzielę o
    16.oo pijemy wspólnie kawę, którą on parzy, za każdym razem twierdzę z
    przekonaniem w głosie i oczach, że to najlepsza kawa, że świetnie zaparzona,
    idealna w smaku i takie tam... (mimo, że nieziemska lura) ale facet jest prosty
    jak budowa cepa, i trzeba pewne rzeczy łopatologicznie ale z klasą...

    Masz dzieci Ty a on?? Też ma, może się nimi zająć, może Ci pomóc.
    A co do pracy zawodowej wróć do ludzi i nie przejmuj się, że jest bałagan, Ty go
    nie zrobiłaś i Ty go nie będziesz sprzątać.
    Jeśli Twój kolega małżonek kładzie się po obiedzie z gazetą Ty rób to samo. A
    nie prosto do zmywania. On jest zmęczony a Ty co?? Szczęśliwa i radosna? Też
    wstałaś rano, też byłaś w pracy i jakby nie patrzeć nie leżałaś tam i nie
    pachniałaś tylko zasuwałaś jak mały samochodzik... Nie kłóć się z nim, bo to nie
    ma sensu. Prawda jest taka, że to Ty jesteś Panią Domu i Ty decydujesz kto i co
    powinien robić, a nie za kogo masz jeszcze pomyśleć...
    Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie.
    Monika

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka