Dodaj do ulubionych

Coooo...nie pracujesz?

05.03.08, 00:28
Jak reagujecie na pytanie w stylu:
- Nie pracujesz??? Siedzisz w domu???

Powiem szczerze, że bardzo mnie to wkurza i podnosi ciśnienie!
Dlatego, pomijam milczeniem takie pytania lub odpowiadam -TAK:)))

Niestety bardzo często znajomi i rodzina częstują mnie takimi
aluzjami i są zdziwieni co ja robie - a właściwie nie robie - w domu?


--
Filip i Bartek
Obserwuj wątek
    • czarnamama Re: Coooo...nie pracujesz? 05.03.08, 08:42
      Taaaaaaaak mnie też denerwuje takie gadanie!!!
      Ja jestem dzieckiem rodziców wiecznie pracujących, z kluczem na szyi biegałam całe dzieciństwo, ciasto w domu-hmmm nie pamiętam, już do zerówki jeździłam sama autobusem(pół miasta).No cóż takie były czasy.
      A moje dzieciaki i ciasta i ciasteczka i obiadek podany i ja jestem zawsze dla nich dostepna i odbieram ich po zajęciach. Nie wiem czy teraz to doceniają ale mam nadzieję, że dzieciństwo będą inaczej wspominały.

      --
      "...z wiekiem zaczęła czerpać z życia tyle ile można, a przy tym nie oczekiwała zbyt wiele."
      • han-a34 Re: Coooo...nie pracujesz? 10.03.08, 19:25
        Jestem szczęśliwa, że mogę być z dziećmi w domu - od 9 już lat. Być
        może za jakiś czas pójdę "do pracy" , ale raczej na pół etatu. Boję
        sie tego tempa, gonitwy, nerwów, nie wyobrażam sobie sytuacji w
        której nie mam czasu dla swojej trójki. (+ Mąż)... Tak, te relacje
        też są bardzo ważne. A pytannie: CO? nie pracujesz już przerobiłam.
        I jetsem starsza, tym mniej mnie to denerwuję. Zauważyłam zresztą,
        że najbardziej dziwią się osoby, które nie mają dzieci, mają jedno
        lub nie zależy im (dziwne ...) na dobrym kontakcie z dziećmi.
    • czechowiczanka Re: Coooo...nie pracujesz? 31.03.08, 12:05
      Często właśnie ludzie się dziwią,że jak nie pracuję,to znaczy,że sobie
      siedzę z dzieckiem w domu i oglądam TV,piję kawko.Fakt,czasem tak jest,
      ale to nie jest tak,że w domu przy dziecku nie ma co robić.czasem
      jest więcej pracy,niż podczas 8 godzinnego pobytu w pracy.Pozdrawiam
    • agata1979-fr Re: Coooo...nie pracujesz? 04.04.08, 09:42
      Witam ;-) Powiem szczerze ze ja nie spotkalam sie z niemiłymi stwierdzeniami na
      temat tego ze siedze w domu . Zawsze stwierdzam ze stac mnie na ten LUKSUS i
      dlatego nie musze chodzic do pracy !! Moje kolezanki zazdroszcza mi tego ze na
      wszystko mam czas , dzieci zadowolone , domek czyściutki , mama czas dla siebie
      ! Pomimo skonczonych studiów jestem bardzo zadowolona ze nie musze zyc w biegu i
      stresie ( pracowalam ponad rok i wiem ze widywanie dziecka 30 minut dziennie
      -praca zmianowa-nikomu nie wychodzila na dobre )! Życze wszystkim Paniom
      zadowolenia i słoneczka ;-) Aga
      • zdzisiowa Re: Coooo...nie pracujesz? 08.04.08, 10:27
        Mam taka glupia kolezanke,ktora twierdzi,ze praca rozwiaze wszystkie
        problemy.Kiedy zale sie na moj los-roznie to bywa-raz chodzi o chlopa,raz o brak
        pieniedzy,-to jedyne,co ona potrafi "doradzic",to zeby isc do pracy(wlasne
        pieniadze maja rozwiazac te rozne problemy).O naiwnosci-tylko pytam,dlaczego ona
        majac prace i kase tez narzeka?
        --
        Ludzie są smutni,bo nie mają czym pomerdac-FAFIK
    • pochmurna Re: Coooo...nie pracujesz? 08.04.08, 20:53
      ema.emiliana, odpowiadasz wtedy: "pracuję -- w domu!" albo "pracuję w wolnym zawodzie, mam nienormowany czas pracy" albo "jestem tłumaczką" i śmiejesz się do siebie pod nosem, że w końcu tłumaczysz rodzinie jak krowie na miedzy, żeby po sobie sprzątali ;-)

      --
      (...) as a woman, I have no country. As a woman I want no country.
      As a woman my country is the whole world. (Virginia Woolf)
    • milocin73 Re: Coooo...nie pracujesz? 10.04.08, 15:35
      Wychowywałam się w małej wsi. Było nas pięć koleżanek z jednego rocznikia -
      jednej klasy. Tak się składało, że jedna z nas miała oboje rodziców pracujących.
      U pozostałych mamy były w domu, nie pracowały zawodowo. Tak było. Pamiętam jak
      dziś jak ta koleżanka nam strasznie zazdrościła. Ona zawsze z kluczem na szyi. U
      nas zawsze w domu mama, zawsze gotowy obiad. Ona wracała do pustego domu, albo
      błąkała sie po babciach czy ciotkach. Nie pamiętam już czy zarzekała się, że
      jej dzieci tak nie będą miały jak ona i jej rodzeństwo. Fakt faktem, że powiela
      model własnej rodziny. Dzieci jeszcze mała i ciągły problem z opiekunkami,
      przedszkolami, chorobami itp. Nie wiem i nie wnikam czy naprawdę musi pracować.
      To osoba bardzo ambitna i chyba raczej chce. Dla niej siedzenie w domu wiąże się
      chyba z brakiem możliwości rozwoju. Chodzi mi o to jak to wszystko wygląda z
      punktu widzenia dziecka. Panuje chyba taki stereotyp, że jeśli kobieta nie
      pracuje to nie odniesie sukcesu. Wszędzie w telewizji, kolorowych gazetach pisze
      się o kobietach pracujących, kobietach sukcesu, jak to świetnie radzą sobie w
      pracy i w domu. Trudno mi się z tym do końca zgodzić. Nie wierzę, że choć jedno
      nie odbywa się kosztem drugiego. A poza tym co to znaczy kobieta sukcesu? Jeśli
      jestem zadowolona ze swojego życia, szczęśliwa - to jestem kobietą sukcesu. I
      nie ważne czy mam przed nazwiskiem mgr, czy jestem jakimś kierownikiem,
      ekspedientką czy po prostu prowadzę dom.
      Pozdrawiam
      • mama_mateusza_i_niny Re: Coooo...nie pracujesz? 19.04.08, 12:37
        Z tą kobietą sukcesu to masz 100%racji.Bo nie pieniądze tylko włśnie
        szczęście jest miarą sukcesu.
        Kiedy mój synuś miał 1,5roku zaczełam pracę,codziennie rano
        zawozilismy go do babci,i codziennie przez prawie rok chciało mi się
        wyć że znów go muszę zostawić.Na całe szczęście wtedy zaszłam w
        ciążę i mogłam z czystym sumieniem wrócić do roli "kury domowej".
        Swoją drogą to określenie nie każdemu(każdej;)) pasuje,może macie
        jakieś inne propozycje?
        np: mama domowa, albo jak to mówią w usa "house wife"-domowa żona
        • camilcia Re: Coooo...nie pracujesz? 27.04.08, 18:07
          ja od dawna mówię, że spełniam się jako 'manager rodziny' (menedżer
          czy jak to tam pisać)
          a pod tym określeniem tak naprawdę ukrywa się niejeden zawód, no bo
          i pedagog i gosposia i kierowca i zaopatrzeniowiec i
          księgowa ........ :)
          --
          Kamila
          Moje Skarby
    • e.milia Re: Coooo...nie pracujesz? 22.04.08, 09:28
      Ja wcale się nie dziwię, że wkurzają Was takie teksty. Sama się zastanawiałam
      nad tym, jak to jest, że "kura domowa" kojarzy się pejoratywnie. I dlaczego jest
      takie małe przyzwolenie w społeczeństwie na to, żeby kobieta nie pracowała
      zawodowo, tylko zajmowała się domem. Ja jestem w stanie zrozumieć, że właśnie to
      może dawać kobiecie szczęście i spełnienie. Obowiązki domowe, ugotowany obiad,
      sprzątanie, kwiatki na balkonie, i chyba najwazniejsze - zajmowanie się dziećmi.

      Rozumiem kobiety, które chcą być niezależne finansowo, rozwijać się w pracy itd
      itp. Ale rozumiem też, że nie każdej kobiecie zależy na osiąganiu tzw. kariery i
      zdobywaniu stanowisk, bo co innego jest dla niej ważne. Realizować siebie można
      również własnie będąc "kurą domową". Można też w domu rozwijać siebie i swoje
      zainteresowania, robić to, co się lubi. I zawsze mi szkoda, a nawet mnie wkurza
      to, że w pracy zawodowej mówi się o sukcesach, a zapomina się o tym, że przecież
      sukcesem może być również dobrze ugotowany obiad, czy utrzymanie domu w
      czystości. Nie mówiąc o wychowaniu dzieci.

      Podoba mi się to zdanie z wypowiedzi wyżej:
      Jeśli
      jestem zadowolona ze swojego życia, szczęśliwa - to jestem kobietą sukcesu. I
      nie ważne czy mam przed nazwiskiem mgr, czy jestem jakimś kierownikiem,
      ekspedientką czy po prostu prowadzę dom.

      Najwazniejsze, to żyć w zgodzie ze sobą.
      Pozdrawiam.
    • jarodzynka Re: Coooo...nie pracujesz? 23.04.08, 23:21
      Ja najczęściej spotykam się z pełnym pożałowania godnym kiwaniem
      głową. Cóż wychowuję dwójke dzieci. I wiecie co, te wszytskie baby
      lub sąsiadki ew. inne "życzliwe" tak naprawdę potrafią wyprowadzić z
      równowagi, ale zauważyłam , że po mnie to spływa......Szkoda życia
      na nerwy dziewczyny.....
      • novalijka1 Re: Coooo...nie pracujesz? 30.04.08, 22:28
        I po tym stwierdzniu,ze siedzenie w domu jest zle to jeszcze to a co
        zrobisz jak maz cie zostawi,ty zalezna jestes od meza,od jego
        pieniedzy?? Tak czeto mowia wiec co odpowiadac? Znaja minusy tej
        strony to zadaja takie pytania.
        Albo co mozna tyle czasu robic w domu siedzac,ze kobieta sie nie
        rozwija ,ze sie cofa i jest nudna.A co na to odpowiadac?
        • kiecha3 Re: Coooo...nie pracujesz? 01.05.08, 08:33
          a ja z innej beczki...
          ja pracuję, dzieci nie mam jeszcze i na razie nie planuję... ale mam ciekawy przykład.. mam koleżankę w moim wieku, która tuż przed maturą zaszła w ciążę (całkowicie świadomie).. zaraz był ślub, mieszkanie, i siedzenie w domu.. z początku mówiła, że jak odchowa synka wróci do szkoły (miała tylko maturę).. jej mąż tezo po średniej, ale chłopak zaradny i pracowity.. łapał co się dało by nie być ciężarem dla rodziców.. a właściwie by być mniejszym ciężarem bo żonka nie żałowała sobie na niczym (za rodzicowe pieniążki)... a potem.. zaszła w drugą ciążę - no bo przecież dziecko musi (powtarzam MUSI) mieć rodzeństwo.. i tak już mając 26 lat nie przepracowała za dużo..(kilka miesięcy, a może i tygodni w sklepie u rodziców)...
          I nie miałabym żadnego ale.. gdyby chociaż te dzieci były wychowane.. niestety.. są to kilkulatki które bluźnią jak szewc.. starszy potrafi do własnej matki "ty kur.wo" powiedzieć.. albo przy przejściu przez pasy "idziesz czy czekasz aż ci pasy namalują" .... i temu się poświęciła??? bzdura.. było jej wygodniej żyć za nieswoje pieniążki i bawić się w dom.. mieć najnowsze ciuchy, makijaż, fryzurę.. a przy okazji dzieciaka, może dwa..
          a ponieważ takich dziewczyn-kobiet jest sporo.. tak się właśnie ocenia kobiety które zostały w domu z dziećmi.. i błagam nie dziwcie się tym którzy widzą tylko powierzchowną stronę waszego życia..
          --
          .... wielokropek....
          abcslubu.pl/suwak/11_10_2007_11_2_1999_66.png
          tickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;54;122/st/20071224/e/sie+zareczylismy.../k/21db/event.png
          • han-a34 Re: Coooo...nie pracujesz? 01.05.08, 12:06
            Myślę że mówisz o jakiejś skrajnej sytuacji - pewnie takich kobiet,
            o których mówisz jest niemało. Podam przykład mojej kuzynki, która
            urodziła pierwsze dziecko mając ok. 20 lat, potem jeszcze 3 córki.
            Trzy z nich skończyły szkołę muzyczną (jedna aktualnie jest na 2
            stopniu - gimnazjalistka), starsze studiują. Dziewczyny były zawsze
            dopilnowane, układają sobie już życie samodzielnie. Jej matka ma
            ponad 70 lat i zajmuje się wnukiem innej siostry, bo tamta pracuje
            po 10 godzin dziennie - tamten wnuk ma 4 miesiące, jak miał 4
            tygodnie mama wróciła do pracy. Porównajmy te dwie kobiety.
            oczywiście w oczach "świata" ta pierwsza to zapyziała kura
            domowa.....? Kiedy spotykam nianie dzieci na placu zabaw, to słyszę
            często skargi na rodziców dzieci, którymi się opiekują i a po
            południu matki skarżą się na nianie? Ja sama moge mieć do siebie
            zastrzeżenia - staram się wychowywać mądrze moje dzieci. Mój Mąż
            zarabia wystarczająć, abyśmy mogli spokojnie żyć. Po co moim
            dzieciom następny nowy telewizor? lepsze auto? wieczorami jestem z
            nimi, rano mogę załatwić fryzjera, angielski lub zająć sie
            dzieckiem kiedy jest chore i nie może pójść do szkoły czy
            przedszkola. Mam czas na porządki, odbieram dzieci kiedy skończą
            lekcje, mam dla nich czas, niedługo pójdą swoją
            drogą...
            Znam takie panie, o których mówisz, kiecho, ale naprawdę nie
            warto się tym zajmować.
    • metamorphosis4 Re: Coooo...nie pracujesz? 03.05.08, 17:53
      Urodziłam syna bardzo młodo - miałam 19 lat. Nie zdążylam podjąć
      pracy, bo ledwo co zdałam maturę. W domu siedziałam 4 lata. W
      międzyczasie zaczęłam studia zaoczne. Było fajnie, maż zarabiał, a
      ja zajmowalam się domem, dzieckiem i nauką, ale mniej więcej w 3
      roku zaczęłam popadać w depresję. Czas płynął mi przez palce. Całe
      życie kręciło się wokół sprzątania, zakupów, dziecka i codziennego
      zastanawiania się "co zrobić na obiad". Rutyna mnie zabijała.
      Weekendowe studiowanie nieco ratowało sytuację, bo mogłam spotkać
      się z ludźmi spoza piaskownicy i trochę oderwać od domowego kieratu.
      Dusiłam się w domu, ale strasznie bałam sie jakichkolwiek zmian. Nie
      mogłam sobie wyobrazić co mogłabym robić w życiu. Jaką podjąć pracę,
      skoro nawet studia jeszcze nieskończone. Znajdowalam sobie tysiące
      wymówek, chociaż dziecko fantastycznie zaaklimatyzowało się w
      przedszkolu. Gdyby nie to, że z kasą było krucho i mąż usilnie mnie
      namawiał, to w życiu bym nic nie zmieniła, tylko pewnie urodziła
      kolejne dziecko jako rodzaj wymówki dla siedzenia w domu. Ze strachu
      przed podjęciem decyzji, przed porażką w złym_świecie_poza_domem...
      Tak się jednak nie stało. Poszlam do pracy, dziecko zaczęło szkołę i
      nie latało wbrew pozorom z kluczem na szyi. Wszystko dało się
      zorganizować. Mój syn jest lepiej dopilnowany niż w przeszłości ja i
      mój brat, a nasza mama nie pracowała. Ze swojego dzieciństwa
      pamiętam (tylko nie padnijcie ;), że zazdrościłam koleżankom,
      których mamy chodziły do pracy. One miały chociaż troche prywatności
      wczesnym popołudniem, gdy wracały ze szkoły. Moja mama bez przerwy
      mnie kontrolowała, koleżanki rzadko do mnie przychodziły, bo jakoś
      zawsze nie pora była i nie dało się swobodnie pogadać... Nie miałam
      zlego dzieciństwa, ale fakt, że moja mama nie pracowała wcale nie
      wpłynął na jego pozytywniejsza ocenę. Może ja jakimś wyjątkiem
      jestem.
      Do czego zmierzam. Nie chcę broń boże nikomu nic zarzucać, ale
      niestety bardzo często (w moim otoczeniu) spotykam młode kobiety,
      które siedzą w domu z kolejnymi dziećmi właściwie dlatego, że boją
      się podjąć ryzyko i pójść do pracy. To taki troszkę zespół wyuczonej
      bezradności. Jak u osób, które długo są bezrobotne.
      Na pewno nie dotyczy to wszystkich. Byc może nie dotyczy żadnej z
      babeczek obecnych na tym forum, ale jeśli któraś z Was zastanowi sie
      i dostrzeże opisany przeze mnie syndrom w sobie, to niech z nim
      zawalczy. Naprawdę warto dla zdrowia psychicznego zebrac się na
      odwage i zająć się czyms innym niż domem choć na kawałeczek etatu,
      bo warto mieć choć trochę niezależności :)

      Pewnie teraz żadna z Was o tym nie myśli, ale właśnie moja
      przyjaciółka zgotowała sobie tragiczny los. Na początku małżeństwa
      ustalili z mężem zasady funkcjonowania: on zarabiał na dom (bardzo
      wysoki standard), a ona miała się tym domem zająć i wychowac dzieci.
      Dziś ma troche ponad 40kę, nigdy nie pracowała, nie ma własnych
      pieniędzy, a mąż ma kochankę i plany na nowe życie. To jest dopiero
      kanał :(

      Sorry za ten nieco chaotyczny post, ale po przeczytaniu wątku jakoś
      tak dużo różnych refleksji cisnęło mi się do głowy.
      Pozdrawiam wszystkie Kurki, te z wyboru i te z przymusu :)
      --
      Niektórzy szczycą się tym, że mówią to, co myślą nie wiedząc o tym,
      że... nie myślą
      • iloneczka27 metamorphosis4 04.05.08, 00:03
        hmmm napewno jest duzo racji w tym co napisałas... jakos mi sie tak
        dziwnie na duszy zrobiło, moze dlatego, ze jestem juz dlugo w domu
        i czasami nachodza mnie takie mysli, ze ja tylko do garow i do
        pieluch sie nadaje, bo tak naprawde to nie potrafie zbyt wiele....
        --
    • iwoniaw :-)))))))) 03.05.08, 21:42
      Urodziłam dzieci na tyle późno, że zdążyłam się wystarczająco wyedukować i
      popracować zawodowo, a teraz mam silną potrzebę bycia z dziećmi, które zresztą
      na razie są malutkie, ale przecież wiecznie takie nie będą, więc korzystam póki
      mogę ;-) zanim pójdą w świat i na wychowywanie będzie za późno.
      Jednym słowem - mi to naprawdę lotto, co kto o tym sądzi, zwłaszcza że jeść mi
      nie daje ;-)

      > Niestety bardzo często znajomi i rodzina częstują mnie takimi
      > aluzjami i są zdziwieni co ja robie - a właściwie nie robie - w domu?

      No jak to co? Mam masę rozrywek i ciągle wynajduję sobie nowe, to chyba
      oczywiste? :-)


      --
      "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
      mniej awanturujący."
      • zachwycona-0 Re: :-)))))))) 05.05.08, 09:46
        Myślę,że w tym temacie chyba mogę coś powiedzieć, otóż córkę urodziłam w wieku
        20 lat pod koniec 1 roku studiów, urodziła się w czerwcu, w październiku
        wróciłam na zajęcia ( ale już system zaoczny), w listopadzie poszłam do pracy i
        tak to zostałam mamą 3 w 1 studia, kilkumiesięczne dziecko no i praca.Jako młoda
        osoba nie odczuwałam zmęczenia, wstawałam rano karmiłam dziecko, szłam do pracy
        na 8 godzin, a w wekendy szkoła i tak w kółko, oczywiście wszystko to przy
        pomocy męża, który zrezygnował z pracy i babci, która brała córke w wekendy.No i
        było super, musze przyznac,że chyba nikt nie miał tyle cierpliwości do dziecka
        co ja , to chyba efekt wyżutów sumienia, po pracy liczyła się tylko ona, spacery
        do wieczora, czytanie, tulenie -sielanka,
        Teraz mała ma 9 lat, ja 29 .Studia skończone, dziecko samodzielne, fajna praca.
        Jednak z perspektywy musże jedno stwierdzić. Matka nie powinna na samym początku
        dziecka zostawiać. Dzisiaj spędziłabym w domu cały rok i widziałabym te piersze
        kroki , pierwsze słowa i pierwszy ząbek, a tak? - to se nie wróci
        • dagusia333 Re: :-)))))))) 06.05.08, 11:10
          Dlaczego mieć wyrzuty z tego powodu, że się nie pracuje zawodowo tylko prowadzi
          dom wychowuje dzieci, szyje, zajmuje ogrodem, maluje ściany, robi wiele rzeczy
          samodzielnie i z pomocą męża itp.? W czym jesteśmy gorsze wtedy od takich
          kobiet, które co prawda pracują, ale nie założyły rodzin, albo tak się złożyło,
          że nie mają dzieci, małe nieraz mieszkanie można posprzątać po pracy, a do
          innych spraw zapraszany jest fachowiec, któremu się płaci. Czy one mają wyrzuty
          sumienia z tego powodu, że nie założyły rodziny, co prawda trzeba by ich spytać
          i czy inni też patrzą na nie pytająco - kiedy rodzina, tak jak na nas - kiedy do
          pracy? Czy praca to tylko PRACA ZAWODOWA? Pomijam tu kwestie finansowe, często
          nie da się żyć z jednej pensji i kobieta musi pracować, ale zastanawia mnie ten
          'kult pracy zawodowej' w ostatnich czasach, często lansowany w prasie
          kobiecej.Są kobiety, które mają hobby i nie pracując zawodowo nie myślą tylko'
          co na obiad' i całkiem dobrze czują się w roli pani domu, kiedy na wszystkie
          zajęcia domowe jest czas i uśmiech dla bliskich, a nie wieczne sfrustrowanie, bo
          nie nadążają ze wszystkim.Czas w domu to przecież nie tylko obowiązki, które
          trzeba wykonać, ale chciałoby się mieć go przecież, aby poprzyglądać się
          kwitnącym kwiatom w ogrodzie, porozmawiać z sąsiadem , czy z dziećmi i mężem nie
          tylko o tym co trzeba zrobić i załatwić.
          • elegia Re: :-)))))))) 06.05.08, 11:57
            ..urodzilam coreczke pozno, jestem z nia w domu juz od trzech lat. sytuacja z
            moim partnerem tak sie poukladala, ze praktycznie mieszkamy osobno, wiec to ja
            wychowuje dziecko (doslownie), on zarabia pieniadze.
            powiem wam, ze po trzech latach jestem zmeczona, szczesliwa bo coreczka ma super
            osobowosc, jest bardzo niezalezna i pewna siebie, ale ja juz nie wyrabiam. musze
            cos zmienic...i w tym problem, bo boje sie zmian. podziwiam kobiety, ktore sa
            "kurami domowymi" i dobrze sie z tym czuja, sa spelnione!
            zabawne jest to, ze ja bedac w domu , wychowuje swoja corke na kobiete
            niezalezna, ktora (cos mi sie wydaje) zupelnie inaczej pokieruje swoim zyciem
            niz ja!
            wiec pewnie mam kompleksy, ze nie rozwijam sie zawodowo, pytanie tylko, czy
            kompleksy sie rozplyna gdy bede pracowala???...zamierzam to sprawdzic:)
            pozdrowienia dla wszystkich mam:)
          • sarna73 dagusia 07.05.08, 08:21
            pieknie napisałas ...
            --
            Mikołaj 19/9/02; Aleksandra 17/7/06
            Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach, Gdzie Bog
            zapomniał o grudniu, I zawsze dźwięczy muzyka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka