Dodaj do ulubionych

Nie radzimy sobie...

10.05.08, 01:17
generalnie ze wszystkim, z remontem, z dziecmi, sami ze soba...
mieszkamy daleko od domu, znajomych i przyjaciol. Na wsi gdzie
srednia wieku to 60 kilka lat...
Zyjemy z jednej pensji wiec oszczedzamy na czym sie da. I dalej
jest ciezko.
Dwoje dzieci ma potrzeby, ktorych my nie jestesmy w stanie spelnic.
Internet mamy gratis i to jedyny moj kontakt ze swiatem.
Maz ma porzadne wyksztalcenie ale zarobki jak porownywal sa takie
same badz nawet mniejsze - wiec przeniesc sie nie ma sensu.
Ja do pracy najwczesniej za 3-4 lata...
zasilkow zadnych nie mamy bo maz zarabia za duzo w przeliczeniu na
jedna osobe... ale mamy kredyty (na dom, auto, konsumpcyjne),
dojazdy do pracy meza, prad i opal na zime - o nasze wydatki - nie
liczac zywnosci, ubran itp.
Widze, ze jest zle jesli chodzi o kondycje psychiczna meza a i ja
czesto rycze w poduszke, jestem bezradnaito jest najgorsze....
coz robic?


--
Obserwuj wątek
    • loki6 Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 08:21
      W życiu małżeństwa na dorobku są różne momenty. Ja też kiedyś prawie
      nie miałam co jesć ale przeczekałam okres i teraz jest lepiej. nie
      załamuj się. popatrz na swoje dzieci, jakie sa beztroskie i
      szczęśliwe i dziel to szczęście z nimi. Pomyśl nad jakąś formą
      dorobienia do pensji. Co potrafisz robić. W mieście ludzie sprzedają
      ręcznie robione czapeczki, na wsi może weź pożyczkę z PUP i otwórz
      budkę z piwem. Nie musisz non stop pracować, zatrudnisz stażystkę.
      Może załóż chodowlę truskawek albo porzeczek albo lawendy. spokojnie
      przekalkuluj sobie swoje umiejętności. Ja też mam dziecko i muszę je
      wysłać teraz gdzieś (może brat jak się zgodzi, jak nie to opiekuka)
      gdzyż zaczynam kurs prawka. No i co zrobić. pozdrawiam
    • zdzisiowa Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 13:19
      To jest sytuacja sprzed kilkunastu lat u mnie.Nie pracowalam,bo dzieci male byly
      i nikogo z rodziny do pomocy.Opiekunka to jest wyjscie dla małzonkow dobrze
      zarabiajacych.Mnie na taka nie bylo stac.Teraz po kilku latach,kiedy mogę
      spokojnie isc do pracy,to tej pracy nie ma dla kobiet w pewnym wieku.Jedyny
      zywiciel jak pił tak pije,potrzeby dzieci są duze,rachunki coraz
      wyzsze.Szydelkuje,ale wcale nie jest tak łatwo cos sprzedac-chyba,ze po cenie
      nici.Choc mieszkam w srednim miescie i wsród ludzi,to ani z praca nie jest
      dobrze,ani ze zbytem wyrobow szydelkowych.
      iloneczka-pomysl jak najszybciej o pracy,jak tylko odchowasz dzieci,bo potem
      jest trudniej z pracą.Trudno cos doradzic,bo zeby rozkręcic interes ,trzeba kasy
      i trzeba wiedziec,czy sie opłaci inwestowac.Wies kojarzy mi sie z hodowlą
      zwierząt czy uprawą warzyw,ale cokolwiek sie chce zrobic,brak kasy stoi na
      przeszkodzie.Moze masz jakies zdolnosci manualne,artystyczne-zaczac od malych
      rzeczy,jakies hafty,wyroby z modeliny,bizuteria z koralikow,tego typu małe
      wyroby.Tak jak teraz masz,to na dluzej nie da rady tego wytrzymac.
      --
      Ludzie są smutni,bo nie mają czym pomerdac-FAFIK
      • irenka75 Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 15:23
        Zdzisiowa a próbowałaś skontaktować się z jakimiś koszmarnie drogimi
        salonami ślubnymi?? Niedawno oglądałam program, babka robiła koronki
        i sprzedawała za niezłą kasę. Może warto namierzyć, wysłać probkę
        itd. a może zrezygnować z serwetek i robić stringi jak panie z
        koniakowa?? Też robiłam trochę serwetek ale większość kupujących
        chciałaby za darmo. A zresztą są te plastikowe takie ładne...i jakie
        łatwe w użyciu, nie trzeba prasować. Teraz nie mam niestety czasu,
        do siebie rzadko coś robie.
    • irenka75 Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 13:23
      Znam to od podszewki.Nasza sytuacja jest bardzo podobna jesli nie
      taka sama. Jak co miesiac wyciągam plik rat do zapłacenia to mi się
      płakać chce. Mam maly patent na to, rozpisałam sobie cały rok
      miesiąc po miesiącu co jest do zapłacenia. Po oplatach od razu
      odkreślam a po zakończeniu miesiaca odliczam zaplaconą część od
      całości długu. może to głupie ale mnie pomaga gdy widzę że dług się
      zmniejsza.
      Mam 3 dzieci, też nie jest tak jakbym chciała, klasa mojego syna
      jedzie na zieloną szkołę. Mój nie jedzie bo mnie nie stać żeby
      zapłacić 4 stówy na 5 dni. Malutki i córka też nie ma wszystkiego co
      chciałabym mu dać. Ale mają to czego nie można kupić, zabawy,
      rozmowy i przytulanie do mamy kiedy tylko zapragną.
      Z drugiej strony samotność. Średnia wieku niższa ale za to sami
      wielcy obszarnicy, nikt nie ma czasu na pogadankę. No i mam kilometr
      do sąsiada. Mam czasami doła i poduszka jest w uzyciu.
      Najważniejsze to cieszyć się tym co sie ma. W sumie iloneczka masz
      bardzo dużo, masz dom, samochód, wspaniałe dzieciaki, fajnego męża,
      czas żeby wychować dzieci na wspaniałych ludzi. wiesz ile osób nie
      stać na taki luksus??? Najważniejsze żebyś nie dała odczuć mężowi że
      cię ta sytuacja męczy. Mów mu że jesteś szczęsliwa. Dziś, jutro jest
      piękna pogoda można wynieść krzesła, wypić kawkę na powietrzu albo
      zjeść obiadek... zabija to rutynę, nic nie kosztuje i cieszy. Nie
      poddawaj się...doły czasami przychodzą a potem odchodzą. Skup się na
      mężu, faceci choć starają sie być twardzi to są słabsi od nas i
      gorzej sobie z tym radzą (wynik moich doświadczeń)
    • iloneczka27 Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 13:41
      dziekuje za odpowiedzi, dzis jestem sama, maz w pracy i wyje caly
      czas... ciastko pieke dla dzieciakow - bylam dzis w miescie na
      zakupach - ale jakby na zlosc, karte do bankomatu zablokowali a w
      portfelu 20 zł... kupilam co na juz niezbedne i wrocilam - z mezem
      nie odzywamy sie, nie wiem coraz gorzej z nami jest. On martwi sie
      tym, ze nie mamy pieniedzy choc zarabia, ja martwie sie tym, ze nie
      mam pracy czuje sie zbedna, dzieciaki tez jak to mowia tesciowie
      nie wychowani dobrze...coraz czesciej mam nerwy
      --
      Moje forum Kura domowa:)
      • irenka75 Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 15:05
        litości iloneczka, ty naprawde masz doła że przejmujesz się
        teściami.Teraz anegdota- Moi mieszkają prawie 600km ode mnie. w
        zeszłym roku chcieli żeby przywieść dzieciaki na wakacje.
        powiedzieliśmy że nie mamy pieniędzy żeby je odwieść i przywieść.
        Moja teściówka powiedziała że są bardzo tanie bilety wakacyjne (pare
        setek na tą odległość) ;) a ja wtedy w portfelu miałam 3zł. Cudowni
        są i wyrozumiali a jak pomagają!
        Pogadaj z mężem, musicie być razem bo osobno tego nie przetrzymacie.
        • iloneczka27 Re: Nie radzimy sobie... 10.05.08, 21:53
          matko kochana mam podobnie jak nie tak samo... tesciowie 460 km,
          tesc wpada w ferie i czasem na wakacje, tesciowa byla przez lat
          osiem DWA razy. Zreszta pozostala czesc rodziny rowniez (a tacy
          zżyci podobn ehhhh)
          Jedziemy do nich w czwartek - sprawy urzedowe - dzieciaki beda
          mialy radosc.
          maz mi sie wykancza nerwowo (w pracy maja ich za nic pomimo tego,
          ze caly ich dzial to swietni fachowcy), chcialby zyc jak facet 35
          letni, zobaczyc cos i dac dzieciakom szczescie a jest inaczej, bo
          jest nerwowy (ja tez coraz bardziej) czuje, ze stoimy w miejscu a
          nawet cofamy sie, nic nie idzie do przodu a i z nami jest coraz
          gorzej, brakuje mi czulosci i luzu - bo ja w przeciwienstwie do
          meza jestem bardzo pogodna...a przynajmniej bylam
          --
          Moje forum Kura domowa:)
          • camilcia Re: Nie radzimy sobie... 11.05.08, 10:18
            kochana, u nas też nie jest kolorowo, no różnie, kredyt mamy, jakoś
            tam ja dorobię, M pracę ukochaną ale marnie płatną .... sama ciągle
            i wszystko na mojej głowie, oczywiście mam chwile załamania, kiedy
            dzieci chore, kasy mało itp
            ale
            kiedyś przeczytałam, że człowiek ma tyle szczęścia na ile sobie sam
            pozwoli ;)
            ja nie potrzebuję dużo, mnie cieszy ceramiczna solniczka za 1,50zl
            albo kwitnąca piwonia przed oknem, nie zależy mi na luksusach, ważne
            dla mnie to być razem, mieliśmy w związku kryzysy, najważniejsze to
            rozmawiać i być razem w tym, trzymać wspólny front, mieć świadomość,
            że najważniejsze, żeby Wam było dobrze
            a gadaniem innych się nie przejmuj
            --
            Kamila
            Moje Skarby
          • aga-kosa Re: Nie radzimy sobie... 12.05.08, 13:20
            prawdopodobnie mieszkasz na wsi , jeśli tak to podrzucam Ci pomysł ; Pani w
            sąsiedniej wsi juz od końca maja zbiera różnego rodzaju zboża .
            W okolicznych kościołach na DOŻYNKI kapłani mówią ,że poszczególne wsie mają
            przynieść wieńce do święcenia .Teraz naprawdę niewiele osób potrafi to zrobić .
            Znajoma pani ma już ponad 70 lat .Bieże za jeden wieniec 100 zł. Sama z
            sąsiadkami robiłam ściepę po 25 zł i miałyśmy śliczny wieniec .
            Piszesz,że obok sa wiekowi ludzie - wykorzystaj ich wiedzę .
            Teraz należy zbierać i suszyć kwiaty do palm Przecież takie robione
            indywidualnie pod dyktando wiekowej kobiety to będzie cudeńko .
            Jeszcze jedna korzyść poznasz ludzi , docenią ,że chcesz się nauczyć , pokażą za
            darmo , będziesz miała kogos do porady ,pomocy , instrukcji
            Sprawdź cy nie ma gdzieś skupu ziół ...Hodowlą na wsi teraz trudno zarobić jakiś
            grosz , bo poza podatkami nic na wsi się nie opłaca
        • zdzisiowa irenka75 12.05.08, 11:48
          Mam w salonie slubnym kilkanascie pięknych podwiązek-biale,czerwone,czarne-na
          rozne okazje..Od stycznia nie zeszla ani jedna-są wystawione za 18 zl i nic!Mam
          dostac wiadomosc od wlascicielki jak bedzie zapotrzebowanie na zrobienie koronki
          do sukienki,to zalezy od klientki.Te biedne podwiązki prosza sie juz od
          wrzesnia ubieglego roku,kiedy to lezaly w trzech innych sklepach-są piękne i
          kazdy wpadal w zachwyt,ale kupowane sa jakies badziewne syntetyczne za 6,8 zl
          sztuka.Ludzie nie doceniaja oryginalnych rzeczy..
          Tez jestem coraz częsciej w dołku-brak kasy moze skutecznie zabic radosc z
          innych rzeczy,z tego,ze jestesmy zdrowi,mamy dach nad głowa i głodu nie
          cierpimy.Musimy się wielu rzeczy wyrzekac patrząc jednoczesnie na innych,którym
          rosnie kasa chyba na polu.
          --
          Ludzie są smutni,bo nie mają czym pomerdac-FAFIK
    • tresa5 Re: Nie radzimy sobie... 12.05.08, 15:54
      Ja wychodze z zalozenia:
      jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.

      Masz szczesliwa (przypuszczam) rodzine
      a ze akurat teraz nie jest tak jakbys chciala i nie masz specjalnie na to
      wplywu,musisz sie z tym na jakis czas pogodzic.
      Ciesz sie z tego co masz.I nie placz w poduche, bo to tylko pogarsza sytuacje.
      • iloneczka27 Re: Nie radzimy sobie... 12.05.08, 18:01
        hmm z ta szczesliwoscia to jest roznie, czasami lepiej ale
        przewaznie gorzej, dzis np, poklocilismy sie (znowu o pieniadze) i
        tak jest zazwyczaj. Nie mozemy sobie z tym wszystkim poradzic, nie
        mamy wsparcia zadnego... dzis maz mi powiedzial, ze nie chce mu sie
        ze mna rozmawiac...czyli jest kiepsko
        --
        • czarnamama Re: Nie radzimy sobie... 13.05.08, 08:33
          iloneczka27 w tych trudnych chwilach musicie trzymać się razem, a Ty Kobitko musisz dać odczuć mężowi, że pomimo kłopotów świetnie sobie radzi,że jesteś z Niego dumna. W życiu bywają różne chwile ale to my kobietki musimy zawsze pokazywać naszym mężczyznom, że będzie dobrze, że damy radę. To zawsze wzmacnia(na mojego tak działa), dodaje siły i poczucia, że nie jest się tylko żywicielem ale jest się przede wszystkim mężczyzną,który jest kochany i ojcem wspaniałych dzieciaczków :) Mężczyźni chętnie słuchają takich wyznań i to dodaje im siły ;)

          --
          "...z wiekiem zaczęła czerpać z życia tyle ile można, a przy tym nie oczekiwała zbyt wiele."
    • mmena Re: Nie radzimy sobie... 14.05.08, 14:49
      Przestan ryczec i wez sie do roboty. Nie do siegania po zasilek, tylko do
      roboty. Jestes mloda i zdrowa, mieszkasz niedaleko od miasta - znajdz prace.
      Dzieci oddaj do zlobka, przedszkola albo znajdz dla nich opiekunke. Babcie 60
      letnie, ktore cie otaczaja to swietny material na nianie. Moze ktoras z nich
      zgodzi sie zajac dziecmi w zamian za pomoc typu zrobienie zakupow, umycie okna itp.
      A kredyty? Po co je bralas skoro ledwo wystarcza ci na splacenie?
      Jestes dorosla wiec zacznij sie tak zachowywac. Trzeba brac odpowiedzialnosc za
      swoje czyny, a nie uzalac sie, ze zasilku nie chca dac.
      Zasilek to cos co jest ci wyplacane z mojej kieszeni. Czemu mialabym finansowac
      twoj samochod? Czy ty zaplacilas za moj?
      Tez mam 2 dzieci, tez mieszkam na wsi gdzie srednia wieku to 60 lat i w okolicy
      zadnych znajomych czy rodziny, tez mam kredyty. Nie siedze i nie wyciagam reki
      po zasilek.
      • iloneczka27 Re: Nie radzimy sobie... 14.05.08, 15:22
        Przestan ryczec i wez sie do roboty. Nie do siegania po zasilek,
        tylko do
        > roboty.

        Jestes mloda i zdrowa, mieszkasz niedaleko od miasta -.

        ------- młoda hmmm ale skad wiesz, ze zdrowa?

        znajdz prace
        ------ to czynie wlasnie

        Dzieci oddaj do zlobka, przedszkola albo znajdz dla nich opiekunke.
        Babcie 60
        > letnie, ktore cie otaczaja to swietny material na nianie.

        ---- złobka nie ma nawet w miescie, a nie zostawie 2 letniego
        dziecka obcej kobiecie ze wsi do tego 60 letniej!!!

        A kredyty? Po co je bralas skoro ledwo wystarcza ci na splacenie?

        -------- kredty byly niezbedne m.in, na zakup domu, i jego remont
        a ze nie wystarcza no coz, zdarzenia losowe tak zwane nie mowia ci
        niczego?

        Trzeba brac odpowiedzialnosc za
        > swoje czyny, a nie uzalac sie, ze zasilku nie chca dac.
        ------- hmmm a czy nie jestem odpowiedzialna?

        Zasilek to cos co jest ci wyplacane z mojej kieszeni. Czemu
        mialabym finansowac
        > twoj samochod? Czy ty zaplacilas za moj?
        ----- nie nie zaplace za twoj bo niby dlaczego? jestem pracujaca
        osoba (na wychowawczym) a nie pijakiem, nierobem czy bezdomnym za
        ktirych MY WSZYSCY a jak nie my to nasze dzieci kiedys ZAPŁACIMY

        Tez mam 2 dzieci, tez mieszkam na wsi gdzie srednia wieku to 60 lat
        i w okolicy
        > zadnych znajomych czy rodziny, tez mam kredyty. Nie siedze i nie
        wyciagam reki
        > po zasilek.

        --------- ja tez reki nie wyciagam, baaa nawet sie o to nie
        staralam ale przeliczajac kwote minimalna czyli cos tam okolo 500
        zł wiem, ze mamy wiecej - na osobe i nawet nie mysle isc prosic o
        pieniadze.
        a czym sie zajmujesz skoro nie wyciagasz rąk?




        ----- a gdzie napisalam, ze chce zasilkow? zapomóg?


        --
        Moje forum Kura domowa:)
        • maj18-98 Re: Nie radzimy sobie... 14.05.08, 20:31
          Iloneczka, czytuję sobie forum i myśle co tam u ciebie? Coś wyszło z
          pracą? Wiesz co, nie poddawaj się, to pewnie nastrój chwili, czy
          umiesz gotować? Piec? Moja znajoma dorabia tak,że piecze na
          zamówienie, nie ma z tego szalonej kasy ale jako dodatek -starczy.
          Kiedy moje dziecko było małe dorabiałam sobie udziałem w różnych
          konkursach. Teraz przestałam ale jeśli chcesz możemy wspólnie zacząć
          hazard. Mam trochę doświadczenia w tej sprawie. A może twoje
          wykształcenie, znajomość języków pozwala ci na udzielanie
          korepetycji? Czasem ludzie potrzebują sensownej i cierpliwej osoby
          do pomocy dziecku w lekcjach,mieszkasz na wsi może znalazłby się
          zbyt na jajka ? U mnie w pracy prawie wszystkie kupujemy od pani,
          która w ten sposób dorabia.A co na to twój mąż? Może on ma jakiś
          pomysł?Jeśli masz małe dzieci i trudno ci się ruszyć to może
          podejmij się opieki nad czyimś dzieckiem u siebie w domu. Czasem
          rodzice z różnych względów nie chcą oddać dziecka do przedszkola a
          wolą pod opiekę mamy z dziećmi, popytaj znajomych, coś znajdziesz na
          pewno! Coś dla ciebie . Powodzenia!
      • camilcia Re: Nie radzimy sobie... 15.05.08, 20:01
        czasem trzeba się i poużalać, człowiek nie może cały czas udawać że
        ma skórę nosorożca ;)

        60letnie babcie to wg mnie raczej materiał na kiepskie nianie na
        cały etat, przecież do pracy w domu i dzieci trzeba miec dużo siły i
        cierpliwości, no i też sobie liczą

        nasz kredyt np zdrożał przez rok o prawie 200zl rata miesieczna, to
        dużo, nie przewidzisz kiedy noga Ci się podwinie, a bez kredytu
        teraz raczej trudno cokolwiek kupić, bo np samochód to przecież na
        siebie zarabia (bo jak inaczej do pracy?), nie mówiąc o inwestycjach
        w nieruchomości, ktore zyskały na cenie parokrotnie itd, więc
        niezawsze kredyt jest oznaką głupoty lub nieodpowiedzialności :)

        kasa to nie wszystko, nie można przeliczać życia na złotówki, a na
        pewno nie można na nie zamienić dzieciństwa dzieci czy czasu z
        rodziną

        co innego, że każdy wg siebie żyje, w zależności od potrzeb i
        wartości, ale nic nikomu do tego

        po co wyładowywać na kimś swoje frustracje?
        --
        Kamila
        Moje Skarby
        • aankaa Re: Nie radzimy sobie... 15.05.08, 22:39
          60letnie babcie to wg mnie raczej materiał na kiepskie nianie na
          cały etat, przecież do pracy w domu i dzieci trzeba miec dużo siły i
          cierpliwości, no i też sobie liczą

          ===

          dobry wieczór :) z pierwszym postem

          _obecne_ 60-letnie "babcie" to nie starowinki ledwo trzymające się na nogach.
          No, chyba że tylko takie wokół siebie widzicie
          cierpliwości mają więcej niż młode matki
          "do dzieci" nie trzeba mieć dużo siły ... chyba, że szukasz niani, która (przy
          okazji) wysprząta dom, ugotuje, uprasuje i ... psa wykąpie :)
          --
          aankaamałpagazetakropkapeel
          jak zamieniłeś siekierkę na kijek mów, że to czarodziejska różdżka
          • zdzisiowa Re: Nie radzimy sobie... 16.05.08, 16:42
            Moze te 60letnie kobiety maja jeszcze duzo sily,ale jak ich o cos poprosic,to
            tylko jęczą.W moim bloku pelno takich,wdowy,nudza sie,narzekaja na brak zdrowia
            i do opieki nad dziecmi to one "nerwow nie mają".Nie jest latwo taka starsza
            osobe zachecic do zarobienia paru groszy-powie zaraz,ze ona sie dosc w zyciu
            napracowala..i slusznie.Jesli trafi sie ruchliwa i zywotna 60-ka,to nie ma znowu
            czasu,bo ma inne rzeczy do zrobienia.

            mmena-nieladnie ,ze tak ostro pojechalas po iloneczce-zreszta w podobnej
            sytuacji jest tu więcej dziewczyn.Ciesz sie ze masz prace i co tam jeszcze i
            wszystko wydaje ci sie takie proste.Ludzie mają nie brac kredytow,tylko sie
            dorabiac,bo w Polsce to jest przeciez prosta sprawa.A moze maja sie wogóle nie
            zenic,bo jak ich nie stac na dom i zycie we dwoje..itd.Mam podobnie myslacą
            pseudo-przyjaciółę,która ma Pracę i nawet majac małe dzieci
            pracowała-bohaterka-bo jej matka albo przyjaciel pilnowali tych dzieci.I teraz
            sie chęłpi i wymądrza,ze sobie radzi.Ja nie mialam nikogo do pomocy(rodzice i
            tescie nie zyja od dawna),sasiadki-a skąd-że by im sie chcialo,albo ile by
            chcialy zarobic..Więc takie bohaterki,to tylko w dupę kopnąc-wspomagają sie
            innymi,a cały sukces przypisują sobie!

            --
            Ludzie są smutni,bo nie mają czym pomerdac-FAFIK
            • irenka75 Re: Nie radzimy sobie... 16.05.08, 18:42
              masz zupełna rację zdzisiowa. To nie fer skrytykować czlowieka nie
              znając go i na dodatek będącego w dołku. Nie kazdy jest super
              bohaterem a raczej bezdusznym kamieniem ktorego nic nie rusza. Ja
              też jak iloneczka mam od groma kredytow, czasami mam kiepskie dni i
              lubię się pouzalac nad sobą. Nawet wtedy nie mam ochoty żeby ktoś
              splacał mój kredyt. Iloneczka nawet o czymś takim nie wspomniała.
              Cięzko jest dziewczynie.Niestety przyszły głupie czasy i nie kazdy
              może po ślubie kupić sobie mieszkanie, samochód iść do kosmetyczki i
              miec wszystko w opalonej wysmarowanej za kosmetykami za 100 dupie...
              Co ma robić ta reszta???
              1. Zbierać pieniądze do szejśdziesiątki na mieszkanie i żenić się
              na emeryturze. Można mieć pecha bo przyjdzie inflacja i starczy nam
              może na byle jaki nagrobek.
              2 brać kredyty zaciskać pasa i dorabiać się. Tak robi wiekszość z
              nas.Dzieki temu powoli powstają nasze domy.
              memena jeśli masz takie poglądy to módl się żeby kiedyś nie prysnął
              twój różowy świat. Prawdziwe życie może ci się nie spodobać.
          • camilcia Re: Nie radzimy sobie... 16.05.08, 18:13
            moja akurat ma 55 (mama, nie babcia ;)) siły ma dużo ale
            cierpliwości do dzieci nie
            pracuje, ma jogę, przyjaciółki, wyjścia, wyjazdy, kino, nawet jak
            jest w domu to odpoczywa, nie zajmuje się wnukami, nie mam
            absolutnie postawy że powinna, ale czasem przykro mi że wogóle
            ja nie piszę, że starowinki, ale może nie mają ochoty, to jednak
            ciężko
            teraz nie ma babć jak kiedyś, teraz są nowoczesne babcie, mają swoje
            życie i święte prawo do tego :)
            --
            Kamila
            Moje Skarby
            • moleslaw Re: Nie radzimy sobie... 19.05.08, 08:06
              Iloneczka każdy ma kiedyś doła ale będzie lepiej,sama mam kredyty i ciągły
              brak pieniędzy mnie dobija.Trudno w dzisiejszych czasach dorobić się czegoś bez
              kredytu.Z kolei biorąc kredyt nie wiesz jaką będziesz mieć sytuację za kilka
              miesięcy.
              Z kolei gdybym słuchał rad głupio mądrych o czekaniu na lepsza sytuację
              finansową to do dziś nie miałabym dziecka.Mam wspaniałego 7 letniego syna.
              Co do męża to bądż mu nie tylko żoną ale i przyjaciółką,staraj sie go
              zrozumieć.może otuchy doda ci to co jakiś czas temu powiedział mój mąż.Bardzo
              się pokłóciliśmy,padło wiele raniących słów.Wyszedł z pokoju i myśląc że nie
              słyszę mówi:"Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham",myślę że o tym właśnie
              powinniśmy pamiętać,że niezależnie od kłótni nadal bardzo się kochamy,nawet
              wtedy kiedy jedynym wyjściem wydaję się rozwód.
          • iloneczka27 Re: Nie radzimy sobie... 22.05.08, 12:12
            moze i tak ale taka kobieta na wsi to musi i kurom dac, i swiniom,
            krowe wydoic, i inne takie przy zwierzetach...
            musi obiad, musi w pole isc - bo z czego niby ma zyc?

            a poza tym tu na wsi gdzie mieszkam zacofanie... łazienek nie maja,
            higieny nie nauczeni, nie mam nikogo zaufanego - wkolo same
            plociuchy....
            --
    • zzzytkaaa Re: Nie radzimy sobie... 23.05.08, 13:35
      Ciezkie jest zycie, te ceny, nieprzewidziane wydatki itp....eh
      szkoda gadac
      u nas ostatnio tez kiepsko, oszczedzamy na wakacje, wiec musielismy
      zacisnac pasa, a do tego ostatnio zjadł nas dentysta i ortodonta..
      od jakiegos czasu sprzedaje nawet ubranka na allegro po mojej corce,
      zeby chociaz bylo na jakies drobne wydatki, ale roznie z tym bywa.
      oszczedzam na czym sie da,ale czasami pojawiaja sie jakies
      niespodziewane wydatki i tak np w poprzednim miesiacu moja pensja
      zanim wplynela, to juz zostala wydana...
      a teraz jeszcze dzien matki i dzien dziekawiem,:)wiem, ze moje zale,
      Ci nie pomoga, ale wiedz, ze nie jestes jedna z takimi problemami:(


      --
      Zosia 15.09.2006
      • camilcia Re: Nie radzimy sobie... 23.05.08, 13:44
        u nas pechowo jak nie wiem
        mandat (ja, pierwszy na 15 lat jeżdzenia), uszczelka pod głowicą
        (M), popsuł mi się pierścionek zaręczynowy, ułamała się łapka i
        zgubiłam brylancik :( buuuuuuu
        najbardziej szkoda pierścionka, nigdy go nie zdejmowałam, najdrożej
        wyjdzie naprawa głowicy :/
        na dzień dziecka kupiłam mozaiki :) oboje uwielbiają, Majci
        literkową, Szymciowi kuleczkową :)
        --
        Kamila
        Moje Skarby
        • kavvvka Re: Nie radzimy sobie... 23.05.08, 15:18
          może coś pomogę w sprawie pierścionka, miałam podobną sytuację, ale mój
          brylancik tylko się obluzował, co sama zauważyłam i groziło wypadnięciem.
          Zaniosłam do jubilera i bez żadnych problemów, poprawiono uchwyt. Powiedziano
          mi, że nawet gdyby wypadł i zgubił się wstawiono by mi nowy, ponieważ brylanty
          mają dożywotnią gwarancję. Nie wiem, może to tylko była autoreklama, w końcu nic
          takiego się nie stało ale może warto spróbować, szkoda pamiątki:)))
          --
          pajacyk.pl/

          www.habitat.pl/domek.aspx?noban=1
          • camilcia Re: Nie radzimy sobie... 25.05.08, 10:28
            dzięki za chęci, niestety ...
            pierścionek robił znajomy jubiler (kiedyś sąsiad), brylant duży
            dosyć, kupowany wtedy w hurcie przez niego, nie mam papierów
            żadnych, facet już nie ma zakładu, hoduje konie na wsi :) nie pomoże

            to nauczka chyba trochę, że jednak nie ne wszystkim należy
            oszczędzać ;)

            trudno się mówi
            --
            Kamila
            Moje Skarby

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka