Dodaj do ulubionych

Wielka smuta

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 16:52
Zapierdolili mi motor. Było tak - rano pojechałem do pracy w szkole. Zwykła
podstawówka w Nowej Hucie, osiedle Wysokie (pewnie dlatego, że mają tam
wysoką przestęczość). Dzieci ze szkoły były zachwycone, kiedy parkowałem
przed wejściem. Ja mniej, bo a nuż mi lakier porysują albo coś. Potem było
normalnie - zajęcia, kawka, zajęcia, baton i tak do szóstej wieczorem. Pokój
nauczycielski nieduży, ale zawsze się znajdzie zapomniana filiżanka ze
szczurkiem od herbaty. Okna wychodzą na wejście, pod wejściem stoi moja
cebeerka 600, 98 rocznik, stan bdb. Więc w przerwach wyglądam przez okno.
Stoi? Stoi. OK. Na ostatniech zajęciach słyszę, żę przejedża motocykl ulicą,
ale już dawno zwalczyłem w sobie nawyk gapienia się przez okno za każdym
razem, jak słyszę coś takiego. W pracy nie uchodzi. O osiemnastej spokojnie
schodzę z kaskiem pod pachą i tak zaczyna się ta historia.
Edytor zaawansowany
  • Gość: vrod2003 IP: *.centertel.pl 27.09.04, 17:09
    O stary, bardzo ci współczuję. Widać jakiś buc co jeździ na motorze ci zajebał
    motor, no i gdzie jest solidarność motocyklistów? Dno!
    Mam nadzieję, że go ubezpieczyłeś.
    Pozdro!
  • hayabusa68 27.09.04, 19:31
    Miałeś disc look, alarm lub inne patenty jak tak to ciekawe jak je zmylili.
    pzdr
  • Gość: ViRaGo_250 IP: 212.244.176.* 27.09.04, 20:00
    Miałeś pecha, tafiło na ciebie:((( Miejmy nadzieję ze go jeszcze odzyskasz a
    jak nie to moze koles się gdzieś wypierd..... ostro sie połamie i bedzie do
    konca zycia przez słomke jadł( tylko ze moto też ucierpi:((( )
    3maj się pozdro
  • speedy1000 27.09.04, 20:37
    To moje kondolencje stary, ja tez mialem CBR 600 taz z 98' i wiem ze rewelka
    ten motocyli, wiec jeszcze raz moje kondolencje, trzymaj sie jakos.
    POZDR
  • prc1 27.09.04, 20:53
    Stary moje współczucie. Takiemu to tylko łapy połamać i nogi z d..y powyrywać.
    Daj gdzieś ogłoszenie o kradzierzy ze zdjęciem może pomoże. 3mam kciuka za
    odzyskanie maszyny przez Ciebie.
  • Gość: Piotrmoto IP: 193.29.207.* 27.09.04, 20:56
    I to się nazywa wielki, wielki niefart z polskim społeczeństwie. Jak nie popieprzony gliniarz, to coś takiego, o wiele poważniejszego. Ale z drugiej strony czy miałeś jakieś zabezpieczenia? znaczy się na motocykl. Według mnie powinni za każdą kradzież upieprzać ręce, za motocykl tym bardziej, przecież to nie jest zabawka, tylko kupa kasy.Jak w którymś numerze ŚM-to jest inwestycja. NAprawdę, przykro mi i wstyd, bo zapewne ta łachudra co podpieprzyła, była Polakiem, podobnie jak ja.
    PZDR i 3maj się- odnajdziesz motocykl i złodzieja (nie namyślaj się-zabij !)
    Piotrek
    -- -- --
    Przepraszam za brak autocenzury ;(:(
  • Gość: virago535 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 23:14
    Yo! stary wiem żeś inteligent itd, inni forumowicze również i powstrzymujecie
    się od jędrnych słów lecz zaiste niech Stwócze Siły będą mnie wspierać w tych
    żądaniach, odnóża powinno się upierdalać u samego mocowania kutasom
    wyciągającym je po cudzą własność! Pochylam czoło w solidarności w Twoim
    smutku, nie zmienia to jednak faktu, że BYŁ TO JEDEN Z NAS!!! Dlaczego?
    Pozostaje nadzieja, że mu pięknym za nadobne.... Tfu! na pohybel kutasom!
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 23:50
    Dziękuję za wszystkie wyrazy współczucia i kontynuuję.

    Podobno - dzieci widziały - przyszło pięciu (pozdro ziomy z Nowej Huty).
    Jeden odjechał, czterech się rozeszło. Proste. Zabezpieczenie było jakie było -
    stara kłódka na tarczy i blokada stacyjki. Jak widać, za mało. Ale za to
    motocykl był ubezpieczony. I to dzień wcześniej. Prawdę mówić w momencie
    kradzieży ubezpieczenie obejmowało mnie od 17 godzin.
    Zatem w piękny marcowy wieczór stoję przed szkołą i oglądam gwiazdy,
    drzewa budzące się do życia, koty na płocie (jak to w marcu), tylko mojej
    cebeerki nie oglądam.
    Potem było nawet zabawnie. Komisariat na osiedlu Kolorowym (pewnie od
    kolorowych grafitti CHWDP). Protokolantce poprawiałem błędy ortograficzne -
    taki nawyk zawodowy. Policjantów bardziej interesowało ile miał koni i jak
    najszybciej dało się jechać. Ale nie powiem - inne szczegóły też spisali. W tak
    zwanym międzyczasie żona dzwoniła do wszystkich sieci taksówkowych, czy nie
    widzieli i że naroda i te pe. Za chwilę była informacja, że taki motocykl
    widziano na Opolskiej. Kasia zadzwoniła do mnie, ja powiedziałem policjantowi,
    policjant skończył stukać linijkę na maszynie, zgasił papieroska, zapalił
    papieroska, zawołał innego policjanta, tamten poszedł powiadomić patrole, a
    kolo a moim motorze pewnie już w Katowicach.
    Krótkie wyliczenie. Motocykl był wart 20.000 zł Ubezpieczony na 15.400 zł.
    Ubezpieczenie total 1200zł. Już o 18.15 wiedziałem, że jestem w plecy na 5.800
    i pięć dych na taksówkę do domu.
    Następnego dnia zacząłem rozglądać się za nowym motocyklem. Żeby nie było
    wątpliwości - tylko idiota kupuje motocykl na wiosnę.
  • kollector 28.09.04, 02:38
    ja również sładam wyrazy solidarnosci
    Marcin... życze powodzenia w odzyskaniu maszyny a przy tym satysfakcji gdy sie
    dowiesz, ze złodziejowi ręce w łokciach urypało
    (wiem, wie,.... nie tak latwo, ale może...)
    --
    ****S Y G N T U R K A****
  • hun660 28.09.04, 08:18
    Tylko współczuć, i mieć nadzieję że tych sk_nów cos trafi.
  • iza_belka 28.09.04, 09:25
    Ech.. Miejmy tylko (płonną??!!??) nadzieję, że jednak moto się odnajdzie,
    złodziej zostanie ukarany w należny sposób.. Ale wiadomo, nadzieja matką
    głupich...
    Pozdrawiam :)
    --
    To jest właśnie sygnaturka najbardziej szczęśliwej kobiety na świecie.
  • Gość: cień1100 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 14:25
    jeżeli odnajdzie się motorek(a mam nadzieję że tak się stanie)to uściskaj go od
    nas,a kiedy odnajdą się złodzieje TO NIE MA LITOŚCI DLA SK*******ÓW
  • ethua 28.09.04, 19:24
    O cho... bardzo mi przykro :( nie wiem co bym zrobila, gdyby skradziono mi moje
    dlugo oczekiwne kolka :(
    Mam nadzieje, ze sie odnajdzie. Poki co daj moze maly opis (moze namiary jakies
    takze, kogo w razie czego informowac)? jak cbr 600 wyglada to wiemy, ale cos
    wiecej? Duzo po slasku podrozuje i za kazdym noto sie ogladam, wiec kto wie..
    moze i Twoje wypatrze :D

    Pozdrawiam i mam nadzieje ze wszystko sie jakos dobrze skonczy..
    --
    nie mam wyboru... musze sie doczekac :D
  • wojteq_st 28.09.04, 20:17
    no stary wieeeeeelkie wyrazu współczucia. Zgadzam sie że jeśli znajdziesz tego
    skur...syna to bierz kumpli i jakieś konkretne klucze albo łyżki do opon i
    napier... mu tak żeby chu.. na widok motocykla dostawał przynajmniej sraczki...
    A z tym opisem to też racja, ponad kolor i może jakieś szczegóły, też jestem ze
    śląska i jeśli koleś bedzie szalał po tychach to gnoja wypatrze

    sorry za wyrazenia ale....
  • Gość: rysiek24 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 20:40
    wspulczucia stary mi rowniez zajebali moto ale to byla pocziwa ETZ 251 warta 1.500 a nie 20.000 ja twoja cebra wiem jakie to uczucie stracic moto ja na swoje ciezko pracowalem tak jak inni mam nadzieje ze frajer co ci podpierdoli sprzeta rozjebie sie nim na 1 zakreciei trafi do kona zycia bedzie tylko oczami mrugal bo smierc to za lekko dla takiego ale wiadomo i tak ze moto poszlo na czesci :(nie ludz sie ze go odzyskasz ciesz sie ze byles ubezpieczony jak by to bylo dobe wczesniej to byl bys w plecy ponad 20.000 a tak tylko 5

    pozdro trzym sie
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 21:43
    Byłem przygnębiony. Jakiś fąfel tnie teraz mój motocykl na częśći, które
    pewnie już sprzedaje za zaliczeniem pocztowym. I gówno go obchodzi, że ma w
    łapach najlepiej utrzymaną cebeerkę w mieście. Policjanci pytali mnie o znaki
    szczególne - jakie znaki szczególne? To był motocykl w stanie fabrycznym.
    Oczywiście potem sobie przypomniałem - tabliczka znamionowa na ramie wymieniona
    na zastępczą, wykręcone "szpilki bohaterów", obrysowany na winklach prawy
    podnóżek i wydech. Kolor biało-czerwono-fioletowy, gdyby ktoś spotkał. No
    dobrze, nie ma się co roztkliwiać. Nie schodziłem nocą do garażu, żeby
    pocałować motor na dobranoc, nie nadawałem mu imion kobiecych. Ale to było
    drogie, wysokospecjalistyczne narzędzie do robienia sobie przyjemności. I
    jeszcze te koszty - katalog agenta ubezpieczeniowego podaje wartości średnie. A
    średnio to się w Polsce motocykle naprawia u kowala, opony wybiera ze
    śmietnika, a zawory reguluje co trzeci raz. I stąd różnica w wartości. Jak ktoś
    miał najlepszego mechanika w Krakowie, najlepsze opony z katalogu i nie
    oszczędzał na wymianie oleju to wyszedł właśnie na idiotę.
    W następnym tygodniu wydałem 150 zł na taksówki i doszedłem do wniosku, że
    zanim kupię nowy motocykl to zbankrutuję. Wybrałem, co było na koncie i kupiłem
    najtańszy skuter w mieście - 10-letnią hondę Dio 50. Pojazd był niewiarygodnie
    mały. Kierownica przy skręcie obijała o kolana , koła wielkości postawek pod
    doniczki, bagażnik wielkości dłoni. Wersja japońska - ktoś o wzroście 140 cm
    mógłby uznać wszystkie wymiary za właściwe. Okazało się natomiast, że to szybka
    rzecz. Biorąc pod uwagę pojemność 12 razy mniejszą i moc 30 razy mniejszą od
    mojego poprzedniego pojazdu był tylko 3,3 raza wolniejszy. Czyli popylał 70
    km/h i dopiero przy zmianie pasa na lewy zaczynały się uwidaczniać różnice. O
    potrzebie zmiany nawyków przekonałem się w połowie manewru wyprzedzania
    autobusu i poloneza jednocześnie, kiedy skończył się zakres obrotu manetki
    gazu, a ja o mało nie skończyłem życia. Cóż należało przekonać się do prawego
    pasa. Były też inne nawyki, które należało zmienić. Na ulicy okazało się,
    że "pizza boys" to teraz moi kumple, a "R1 boys" udają, że mnie nie znają.
    Od tej pory przez 3 miesiące skuter stał się moją codzienną radością i
    codziennym małym upokorzeniem.

    cdn
  • Gość: Marcin Osikoiwicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 23:40
    Zacząłem przeglądać ogłoszenia. Pozwólcie, że zacytuję. "Kawasaki zxr750,
    1989, Motocykl został sprowadzony ze szwajcarii 2003. Stan zxr jest perfekcyjny
    w szwajcari maiał robiony serwis, jest igła. Kolor jest zielony bez zadnej
    ryski. UWAGA MOTOCYKL JEST BEZWYPADKOWAY. ma nowy napęd, wszystko szwajcarja"
    (pisownia oryginalna). Kilka motocykli już w życiu kupowałem, zasady znam.
    Ponieważ poznanie kosztowało mnie parę stów i parę dni życia, wyrobiłem w sobie
    mocne postanowienie: nigdy nie jadę poza Kraków oglądać motocykl. W związu z
    tym namówiłem autora ogłoszenia, żeby przyjechał tym cudeńkiem do
    autoryzowanego salonu kawasaki w Krakowie. Uprzedziłem, że jestem wybredny, że
    interesuje mnie tylko motocykl w idealnym stanie, że zbada go mój wyjątkowo
    upierdliwy mechanik. Zgodził się przyjechać za 50 zł z jakiejś podkieleckiej
    wiochy. No i zjawiło się dwóch braci Kiemliczów z ojcem i motocyklem na pace
    Żuka. Mnie przy tym nie było - z niebieskim banknotem pojawił się mój druch
    serdeczny Aro. Mechanik wskoczył na pakę, po trzech sekundach zeskoczył,
    powiedział "nie bierzemy" i zniknął za drzwiami serwisu. No i się zdenerwowali.
    Ojciec, kowl chyba, łapy jak koła od zxr'a, zaczął z braku lepszego celu
    okładać swoich synali, że tacy durni, bo przyjechali 150 km w jedną stronę za
    50 złotych. I w ogóle, gdzie jest ten chuj z Krakowa, który ich oszukał (czyli
    ja). Aro, korzystając z chwili ich bezruchu, wetknął któremuś banknot i zniknął
    nie czekając, aż wyciągną wnioski z tej sytuacji. A motocykl był bity z każdej
    strony, w lakierze zatopione muchy, (jeszcze żywe) a wydech chyba z rynny.
    Po namyśle sądzę, że ci faceci naprawdę wierzyli w idealny stan tego
    pojazdu. Jest to przejawem ogólniejszego zjawiska, które się nazywa poziom
    cywilizacyjny. Z tych samych powodów murarze polscy krzywo murują, a elektrycy
    krzywo mocują kontakty - oni po prostu tego nie widzą. Ci co płacą, na ogół też
    nie widzą.

    cdn
  • speedone 29.09.04, 23:56
    The best
  • kawasaki500 30.09.04, 02:30
    hehe, ale fajna ta opowieść :)
    Droga redakcjo,
    Proszę niezwłocznie zapytać autora czy nie zechciałby u Was publikować swych
    textów!
  • uncledonken 30.09.04, 03:55
    Szkoda, co tu dużo pisać.

    Uśmiałem się do łez z tekstu:

    "Mechanik wskoczył na pakę, po trzech sekundach zeskoczył,
    powiedział "nie bierzemy" i zniknął za drzwiami serwisu"
  • Gość: cień1100 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 18:16
    Miałem podobną sytuację w kwietniu,kiedy to ja przejechłem z kolęgą ponad 200km
    w jedną stronę żeby zobaczyć najbardziej zaniedbaną shadow1100 w życiu.To też
    był stan idealny w rozumieniu właściciela.Wjeżdżając w bramę jego posesji
    powiedziałem do kumpla-wracamy.Porysowany zbiornik i błotnik ,elementy
    aluminiowe(wszystkie)zaśniedziałe tak że już kolorków dostawały,a kultura pracy
    silnika...!!!Chamstwo nie kultura.Acha,to był 1995rok motocykla.Nie będę
    cytował jakich słów używaliśmy w czasie całej drogi powrotnej.
    pzdr

  • sly69 30.09.04, 08:00
    Nie no brawo Marcin!!! Za talent. Takiego długiego postu już dawno nie
    doczytałem do końca...
    Ale sytuacja niezabawna :((((
    --
    ... powiedz, co czujesz na zakręcie...
  • skalpel84 30.09.04, 10:20
    Ostatnio uslyszalem na przystanku, ze zyjemy w kraju tzreciego swiata. I to
    neistety prawda, bo takiego zacofania jak u nas prozno szukac w Europie. I nie
    mowie tylko tu o sprawach motcoyklowych... wsytarczy spojrzec na naszych
    politykow...

    PS: Kradziezy motocykla szczerze wspolczuje i podpisuje sie pod stwierdzeniami
    kolegow, ze delikwenta powinno sie "wsadzic na wozek".
    --
    Drogi ? One nie prowadza Cie do domu, one sa Twoim domem.
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 12:22
    Jak dobrze mieć czytelników. Dziękuję za poparcie i nawijam dalej.

    W międzyczasie PZU stopniowo, niespiesznie doprowadzało mnie do obłędu. Ich
    telefony działają według klucza losowego. Odbiera przypadkowa osoba lub nikt.
    Jeśli odbierze (co też jest statystycznie możliwe) właściwy i kompetentny w
    sprawie pracownik, prosi o telefon w następnym tygodniu. Moją sprawą zajmowały
    się kolejno cztery panie, które kolejno zachodziły w ciążę i szły na
    zwolnienie. Przez dwa miesiące żadna nie puściła pary zgęby, że PZU zamierza
    zamiast 15 tysięcy zapłacić 10. Może nie chciały mnie martwić. Ile dostanę
    pieniędzy, dowiedziałem się przy kasie, która na taką okoliczność jest
    umiejscowiona w zupełnie innej części miasta i zabezpieczona pancerną szybą.
    Uzasadnienie do tego było owszem: rok wcześniej ukradli mojej żonie
    samochód - żółtego jak słońce w zenicie golfa. Odnalazł się nie wiedzieć czemu
    po dwóch tygodniach. Prawdopodobnie paser jak zobaczył taki kolor, kazał
    złodziejowi wypieprzać z podwórka. Auto było (cud, prawdziwy cud)
    nieuszkodzone, ale w ramach ubezpieczenia wymieniliśmy zamki za 1200 zł. Czyli
    wystąpiła w ostatnim roku szkoda z tytułu AC. A ja (oszust jeden)zataiem to
    zdarzenie agentowi, kiedy ubezpieczał cebeerkę. To nic, że agent ubezpieczał
    wcześniej golfa i wiedział o kradzieży, to nic że obie szkody miały miejsce w
    Krakowie. Zataiłem. Zatem nagle się okazało, że za motocykl wart 20.000,
    ubezpieczony na 15.400 dostaję 10.600 i mogę się walić na ryj. Trochę się
    zirytowałem.

    cdn
  • pirus55 01.10.04, 16:24
    Noooo, nasze PZU to zajebista instutucja, nie ma co :-)))
    Ja dla przykładu wrzucam swoją krótką opowieść. Nie jest ona w żaden sposób
    związana z motocykelami, ale z wydębieniem odszkodowania jak najbardziej.
    Kilka lat temu miałem włamanie do mieszkania. Bandyci weszli wyłamujać 3 z
    czterech zamków, ten czwarty niestety dał się otworzyć na tkz pasówkę (było to
    nawet w ekspertyzie policyjnej), co w wyniku kosztowało mnie -12,5% sumy
    ubezpieczenia. Dodam, że wszystkie zamki były klasy C, czyli te honorowane
    przez PZU.
    Więc pytam dlaczego? jakim prawem, co ja winien, że bandyci otworzyli mi zamek
    na pasówkę. Ale na nikim to nie robiło wrażenia. -12,5% kwoty ubezpieczenia i
    koniec.
    Aż wreszcie jedna życzliwa Pani z PZU powiedziała mi, że powienienem ten zamek
    samemu zniszczyć zanim przyjechała policja na oględziny.
    Jeśli zamek byłby zniszony to dostałbym całą kasę :-))
    I gdzie tu rozsądek? Gdzie tu uczciwość. Gdzie tu sens?
    Tak więc jeśli komuś się włamią do chaty, czego oczywiście nikomu nie życzę, to
    należy rozje...bać wszystkie zamki w proch. Broń Boże żaden nie może być
    sprawny po włamaniu, bo za każdy sprawny odliczą 12,5%.

    Pozdrawiam,
    MariuszW
    er5 3miasto
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.ae.krakow.pl 02.10.04, 12:13

    Poszukiwania nowego motocykla trwały. Znali mnie już wszyscy handlarze
    starzyzną w Polsce południowej, właściciele komisów widzieli mnie częściej niż
    niektórych pracowników. I wciąż jeździłem skuterem.
    A skuter miał zaletę. Mój 2,5-letni synek Aleksander (alias Prosiak Roku,
    alias Ekstremalne Niemowle) zakładał czarną skórę, bandanę na głowę, stawał na
    pawęży przed kierownicą i był gotowy do podróży. Najpierw jeżdziliśmy dookoła
    domu, podem dookoła osiedla, potem do parku, a w końcu hohoho... Był tylko
    problem z podziałem kompetencji. Najpierw wymógł na mnie, że będzie obsługiwał
    migacze, potem rozszerzył terytorium na klakson, długie, starter, a w końcu
    zaczął wyrywać mi kierownicę. Bywało, że on miał w ręce lewą manetkę, a ja
    prawą. Z prawej wolałem nie rezygnować. Miał tylko jeden bezwzględny zakaz -
    nie wrzucić (jedynych) kluczyków do schowka pod siodłem. Zatem błyskając,
    migając, trąbiąc, zataczając się i wydając okrzyki radości lub wściekłości
    rządziliśmy na osiedlu.

    cdn
  • Gość: rebel_wawa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.10.04, 13:13
    Swietne i lekkie "pióro".Dowcip na 5+.Gorąco pozdrawiam i namawiam do
    kontynuacji opowieści.
  • pauleta24 02.10.04, 22:09
    Wyrazy współczcia z powodu motocykla. Jako kobieta nie mam pojęcia co znaczy
    stracić taki "skarb" ale dzięki wspaniałemu postowi .... co tu dużo pisać -
    Gratuluję. Czekam na dlaszą części historii. Pozdrawiam
    Ps. Pracuję i mieszkam w Noweh Hucie od kilkunastu lat - tutaj trzeba uważać na
    siebie.
    Paulina
  • Gość: pauleta24 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 10:20
    Tak a propos .... Twój syn musi być fajnym dzieciakiem.
    Czekam na dalszą część motocyklowej historii, która wciąga niesamowicie - nawet
    kobiety.

    Pozdrawaim gorąco
    Paulina
  • Gość: rephlex IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 01:08
  • Gość: rephlex IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 01:15
    Moje wyrazy wspolczucia. Jednak nie trac nadziei i pamietaj slowa pewnego
    erudyty z Polsatu - "Kazda zbrodnia powinna byc wykryta, a jej sprawca
    ukarany". Ja jak na razie dopiero nosze sie z zamiarem kupna pierwszego
    motocykla i myslalem juz o AC. Jednak twoja smutna historia i doswiadczenia
    moich bliskich skutecznie odstraszaja mnie od podpisywania cyrografu z pzu
    (szkoda wielkich liter na te organizacje przestepcza). Moze ktos z forumowiczow
    ubezpieczyl moto w jakims alternatywnym towarzystwie? Chetnie poznam wasze
    opinie.
  • prc1 03.10.04, 20:24
    Marcinie jeszcze raz współczuje z powodu motorka. Ale pisania ciekawych tekstów
    to należy pogratulować, wciągają. Takie ciekawe teksty przydały by się w ŚM. A
    może pomyślałbyś nad założeniem jakiegoś blogu? Szkoda tylko że okoliczności
    takie nieciekawe.
    PZDR
  • ethua 03.10.04, 23:46
    Takze uwazam, ze powinienes zaczac pisac do ŚM aczkolwiek dobrze, ze akurat
    czesci tej opowiesciu okazuja sie w krotszym odstepie czasowym niz jeden miesiac :)
    Ja, moze zludnie, ale od chwili drugiego 'cdn' licze na happy end :D

    Pozdrawiam
    --
    nie mam wyboru... musze sie doczekac :D
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 17:33
    Drodzy czytelnicy
    Komplementy łykam gładziej niż indyk kluski przy sobocie. Za wszystkie
    dziękuję. Jeśli pozwolicie, szczegółowo odniosę się do komentarzy po ukończeniu
    tej historii.

    Zadzwoniłem do firmy z Warszawy specjalizującej się w przejmowaniu roszczeń
    od klientów towarzystw ubezpieczeniowych. Wyłuszczyłem problem elokwentnemu
    panu, a elokwentny powiedział: Nie ma sprawy. Bierzemy sprawę za 25% od tego,
    co ugramy. Za szybko się zgodził i to nasunęło mi przypuszczenie, że sprawa
    jest łatwa. Uznałem, że za 5.000 x 25% czyli 1.000 zł, to ja sam przeczytam te
    przepisy i napiszę odwołanie. W końcu do tego mnie szkolono przez 5 lat. Tak
    się też stało.
    Postępowanie w sporze z PZU jest dwustopniowe. Najpierw można złożyć
    reklamację, to nic nie kosztuje. Jeżeli nie zostanie uwzględniona, trzeba
    walczyć w sądzie cywilnym. Proces to hobby oczywiście kosztowne, bo sąd jest
    instytucją komercyjną i pobiera stosowny procent. Wpłaca, kto pozywa - płacze,
    kto przegrywa. Założyłem, że jeśli w reklamacji uda się wytargać chociaż
    połowę z pieniędzy, to odpuszczę dalszy spór przed sądem.
    Pismo wysłałem - było długie, szczegółowe i bardziej nasączone jadem niż
    Czarna Mamba. Wszystko to jednak zaprzątało tylko część mojej uwagi, ponieważ
    właśnie kupiłem motocykl.

    cdn
  • prc1 04.10.04, 18:33
    No nietrzymaj nas już w niepewności; jaki motorek kupiłeś? Czy to jest jak
    opowiadanie w seriach??
  • wojteq_st 04.10.04, 19:59
    No stary!!!!!!!!!!!!! powiedz co kupiłeś!!!!!!!

    P.S.
    do maja... ETZ 251
  • pauleta24 05.10.04, 10:32
    Brawo, brawo .... widzę, że historia zmierza do końca, szczęśliwego końca.
    Komplementy - jak najbardziej zasłużone. Gratuluję lekkiej ręki i doboru słów.
  • iza_belka 05.10.04, 13:54
    Muszę przyznać, że czyta się całą historię zajebi***e!!! (No to wykazałam się
    niesamowitą znajomością języka ojczystego...)Przyłączam się do wyrazów uznania.
    Też chętnie poczytałabym teksty tak pisane na łamach ŚM...
    Pozdrawiam :) No i oczywiście czekam na relację z kupna nowego motocykla!
    --
    To jest właśnie sygnaturka najbardziej szczęśliwej kobiety na świecie.
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 00:01

    Był to ostatni moment, ponieważ mój stan przedmotocyklowy stał się
    uciążliwy dla otoczenia. Nie znoszę kupowania motocykli. To wertowanie
    ogłoszeń, rozmowy telefonicznie w sprawie, analizowanie potrzeb - doprowadzało
    mnie do rozedrgania oraz stanów euforycznych, to znów depresyjno-lękowych. Moja
    rodzina znosiła to równie źle. Małżeństwo przeżywało kryzys, zwierzęta domowe
    kuliły się po kątach. Nie, zagalopowałem się – nie mam zwierząt domowych.
    Najbardziej frustrujące jest przesuwanie w górę kwoty granicznej. Pierwotne
    założenie było klarowne. Nie wydać więcej niż się ma. Następnego dnia po
    kradzieży zacząłem szukać fire blade’ów za 15.000. Szybko się okazało, że blady
    niezależnie od rocznika kosztuje 20.000 zł. Jeśli taniej, to serwis szybko
    wyrówna różnicę. Kiedy okazało się, że mam w kieszeni 10.600 liczba ogłoszeń do
    sprawdzenia gwałtownie się zredukowała.
    Zadzwonił Bill (człowiek majętny, inna klasa społeczna, z jakichś
    powodów kolega)
    - I’ll make you a deal on my Ducati.
    Ta niewinna propozycja drążyła mój umysł. Może los chce, żebym został
    ducatistą? To tylko 36.000 zł. Zaledwie 350% normy? Ale z drugiej strony, taki
    motocykl miałbym do końca życia, bo ani go sprzedać, ani rozbić. Ale z drugiej
    strony, jak ja pojadę na Ducati 996 do Nowej Huty na zajęcia? Chyba nie będę
    mógł z niego zsiąść. Ale z drugiej strony 5000 km przebiegu, wydechy
    rozwalające kask, i amortyzator Ohlins. Ale z drugiej strony mój mechanik, Adam
    Dukała zapowiedział wyraźnie, że Ducati to nie jego broszka. Ale z drugiej
    strony – pamiętacie Thevie Mleczarza ze „Skrzypka na dachu”?
    Dear Bill. Can I cut your bike an buy a half?
    Pojawia się nowa opcja – motocykl Pawła Gąsiorka. (miły starszy pan,
    który strasznie szybko zapierdala). Motocykl po kilku glebach, ale wciąż
    idealny dla mnie – przygotowany pod jazdę torową, plus cała masa gadżetów, plus
    nie tknięte oryginalne owiewki włożone zawczasu do pudełka. 30.000 zł i będzie
    mój po ostatniej edycji Polonii. Czyli we wrześniu. Ale jest - kurcze – maj, a
    ja popylam na taborecie z silnikiem od kosiarki. A może kupić teraz jakiegoś
    shit-bike’a na trzy miesiące, żeby przeczekać – nie, to chyba już choroba
    umysłowa.
    I wtedy właśnie u Darka Sudera pojawiła się Yamaha FZR 1000.
    Wyprodukowana w czasie, kiedy Madonna lansowała dziurawe pończochy i żuła gumę,
    a Ronald Reagan był rześkim 70 latkiem i finansował prawicowe partyzantki w
    Ameryce Południowej. Był rok 1987.

    cdn
  • Gość: dragbar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 00:46
    A ja nie chciałbym żeby twoja opowieść była w ś.m. Chcę , żebyś pisał tutaj.
    Czekam cierpliwie na c.d. Pozdrawiam.
  • speedone 06.10.04, 00:46
    Ja bym wziol Ducati 996 (moje marzenie 916)
  • Gość: fazer73 IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.04, 10:44
    Stary, jestem pod wrazeniem Twojej opowiesci, przezyc i oczywiscie
    determinacji - tak trzymaj! Pozdrawiam i czekam na wiecej.
  • sly69 06.10.04, 08:05
    Szanowna redakcjo SM! (Świat Młodych? - hehe ktoś to pamięta?)
    Jak nie dociągniecie poziomem do Marcina Osikiewicza to oddajcie jemu
    redagowanie czasopisma a przynajmniej stałą rubrykę - jakieś 5 stron.
    :))))))

    --
    Trzymajcie się ciepło!!!
  • mmarcinn 06.10.04, 11:05
    Fajnie sie czyta:) Lecz codziennie pozostaje niedosyt... że taki krótki wpis:)
    (choć chyba na strone A4) Ale przyjemności trzeba dawkować.
  • Gość: Adam IP: *.iFiber.telenet-ops.be 06.10.04, 12:02
    od niechcenia, cos mi tu nie gra. Szczegolnie ten ostatni.
  • iza_belka 06.10.04, 12:56
    Gość portalu: Adam napisał(a):

    > od niechcenia, cos mi tu nie gra. Szczegolnie ten ostatni.

    Eeee tam... Nawet jak nie są pisane od niechcenia, to co za różnica? Grunt, że
    opowiadanie jest świetne.
    Chyba sobie wydrukuję, he he..
    --
    To jest właśnie sygnaturka najbardziej szczęśliwej kobiety na świecie.
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 23:14
    Motocykl był w stanie „pszczółka”. Czyli rodzynek. Czyli Szwajcaria. W
    Szwajcarii nikogo nie dziwi, że koszty eksploatacji nowego motocykla są takie
    same jak używanego. W Polsce jak gość kupi motocykl za 50.000 zł, to rozumie,
    że może go to kosztować jeszcze 5.000 rocznie. Ale jak kupi za 5.000 zł, to nie
    rozumie, że to wciąż będzie 5.000 rocznie. A nie 500. Dlatego ze Szwajcarii
    przyjeżdżają 15 letnie motocykle w stanie technicznym WŁAŚCIWYM. I dlatego po
    dwóch latach w Polsce są już tylko w stanie „IGŁA”, czyli 100 kilometrów od
    złomowiska. Szwajcaria to raj, do którego dobre motocykle trafiają po śmierci.
    Złe trafiają do Polski.
    Przed kupnem „pszczółka” trafiła na przegląd do Adasia. Adaś osłuchał,
    opukał, pomierzył, w główkę się podrapał, skasował 200 zł i przedstawił
    warianty. Wariant maksimum zakładał, że jeśli kupię motocykl za 8.000 zł,
    zarejestruję za 700 zł, to całość może dojść do 13.000 zł. I będę musiał na nim
    długo jeździć, bo choćbym go pozłocił, to przy sprzedaży nie wyciągnę więcej
    niż 10.000 zł. Z drugiej strony, za 3 lata niezależnie od stanu technicznego i
    przebiegu sprzedam go od ręki za 8.000 zł, bo zawsze znajdzie się pazzo, który
    podjara się na „tysiąca” z „280” na liczniku. Ale z drugiej strony cholerny pan
    Miller miał krótkie nóżki i jeszcze krótsze rączki, wobec czego kierownica i
    siodło pasują do wszystkiego, tylko nie do sportowego superbike’a.
    Kupiłem, oczywiście.
    Rejestracja pojazdu sprowadzonego z zagranicy jest sama w sobie
    tematem. Do Urzędu Miasta zabierałem Ola, który w naturalny sposób nakłaniał
    kolejkę do przyznania, że najlepiej dla wszystkich będzie puścić nas przodem.
    Motocykl w tym czasie stał w serwisie Kawasaki i czekał.
    Minął miesiąc.
    Czekanie można podzielić na kilka etapów. Pierwszy – oczekiwanie na
    wolny termin Adasia. W połowie maja wynosił on około 3 tygodni i wydłużał się
    jak w piosence Wałów Jagiellońskich o pociągu zaginionym. W tym czasie Adaś i
    jego pomocnicy widywali mnie częściej niżby chcieli.
    - A co tam słychać?
    - A dziękuję.
    - A nie zwolnił ci się jakiś termin?
    - Ano niestety, niestety.
    Po pewnym czasie nawet nie wymienialiśmy tych zwyczajowych uwag, tylko
    głębokie, do bólu głębokie spojrzenia. Drugi etap nastąpił po tym, jak Adaś
    rozebrał motocykl i sporządził listę zakupów. Wtedy czekałem na części. Tym
    razem zaczęli zbyt często widywać mnie chłopcy z PS Bikes.
    - No co tam nowego?
    - Nic, specjalnie.
    - Moich części nie ma jeszcze?
    - Jeszcze nie. Zaraz… poczekaj… nie, jednak nie ma.
    Aż w końcu, pewnego dnia, a czerwiec był piękny tego roku, nieoczekiwanie, ku
    wielkiemu zaskoczeniu, wtem, znienacka, ni z gruchy ni z pietruchy, nie
    wiedzieć kiedy zakończyła się Wielka Smuta.

    Epilog

    Rachunek w serwisie był wyższy o 1.000 zł, niż wariant maksimum.
    PZU oddało kasę i przeprosiło. Z jakichś powodów nie chce ubezpieczyć Yamachy.
    Paweł Gąsiorek sprzedał Bladego o miesiąc wcześniej, o 5.000 taniej.
    Olo ułożył swoją pierwszą piosenkę, Pt „Tędy jedzie pociąg”. Idzie tak:
    „Tędy jedzie pociąg!
    Tędy jedzie pociąg!
    Tędy jedzie pociąg!
    Tędy jedzie pociąg!
    Tędy jedzie pociąg!
    Blisko!”
  • grissley 06.10.04, 23:51
    No, dobra, ale po epilogu bedzie jeszcze jakis ciag dalszy? :(
  • Gość: Marcin Osikowicz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 23:48
    Podziękowania dla wszystkich, którzy cierpliwie dotrwali do końca tej
    opowieści, zwłaszcza dla tych, którzy wspierali mnie w trakcie jej pisania.
    Kilkakrotnie pojawiał się wątek Świata Motocykli. Moja przyjaźń z redakcją tego
    szacownego periodyku przeżywała rozkwit kilka lat temu, a ostatnio opiera się
    na trwałym fundamencie obustronnej irytacji. Jakoś nie mogę dogadać się z red.
    J.Redą, który upiera się głupio przy przejmowaniu praw autorskich po
    publikacji. Ja też się głupio uparłem i w efekcie przestałem pisać. Straciłem
    gazetę i straciłem motywację. Pisanie „live” było eksperymentem, który się udał
    przynajmniej w tym sensie, że powstał felieton. Przy okazji wysublimowaną
    zemstą na ŚM. Tak wysublimowaną, że zdaje się - nieistotną.

    Jakby komu było mało, to na mojej stronie www.osikowicz.w.pl znajdzie (w
    części „Felietony”) jeszcze kilka historyjek.

    A teraz odjadę w stronę zachodzącego słońca.
  • pauleta24 07.10.04, 09:09
    A jednak happy end. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mam nadziję,
    że będą z tego jeszcze inne korzyści, że oprócz sporej poczytalności
    internautów redaktor ŚM obudzi się z letniego snu i zaproponuje Ci współpracę.
    Felieton znakomity - teraz pora zaglądnąć na Twoją stronę. Jeszcze raz
    gratuluję i ściskam dłoń.
    Pozdrawiam
    Paulina
    Szerokiej drogi
    pauleta24@gazeta.pl
  • grissley 07.10.04, 09:27
    Przebrnalem przez felietony. Zaczalem o polnocy, wiec nawet w obecnosci szefa
    ledwo udaje mi sie powstrzymac przed ziewaniem. Tymaczasem zabieram sie za
    opowiadania. Jest cool :)
  • iffa 07.10.04, 11:16
    Przeczytałam opowiadania i felietony. Wzruszające, śmieszne, smutne,
    poruszające... Wszystkie ciekawe i fajnie się czyta. Gratuluję.
    Może napisałbyś książkę? (grubą)
  • Gość: kondzik86 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.04, 08:47
    Czytalem z wielkim zaciekawieniem...tez bym napisał pare ciekawych historyjek
    ale nie lubie siedzieć przed monitorem...A motocykl teraz w końcówce sezonu jak
    sie spisuje??(może wyniknie z tego jakaś historia) :D pzdr

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka