13.05.07, 13:50
W niedzielę nie powinno się pracować. A jeśli już trzeba, to nie wolno się do
pracy przykładać. Ale jeżeli trzeba pracować się przykładać, to przynajmniej
przerwę należy sobie zrobić. W przerwie dobrze jest pojeździć motocyklem,
jeszcze lepiej nowym motocyklem, a najlepiej cudzym nowym motocyklem. Lub
trzema nowymi cudzymi motocyklami po kolei. W tym celu trzeba pojechać do
Zaklik koło Mydlnik, w których to Zaklikach nie ma nic ciekawego oprócz
niestrzeżonego przejazdu przez tory i salonu KTM-a zaraz obok. W salonie
zostawia się niedbały podpis na jakimś papierze, pobiera motocykl KTM Super
Duke 990 i udaje w nieznanym kierunku. Pół godziny wystarcza, żeby pomachać
opóźnionym samolotom czarterowym odlatującym z Balic na Teneryfę, powlec się
w koleinie po jedynym czynnym pasie obwodnicy, zeskoczyć nad Wisłę w
okolicach Tyńca i nawinąć rozkoszne trzy zakręty, którymi ulica Księcia
Józefa wspina się od wodociągów miejskich do klasztoru Kamedułów, wyboistą
ścieżką przelecieć przez Bielany do ulicy Królowej Jadwigi, gdzie za murami z
wapienia menadżerowie spółek notowanych przycinają trawniki.
Motocykl ma wysoko umieszczoną szeroką kierownicę i siedzi się na nim w
pozycji wyprostowanej. Głowa dokładnie nad stopami, dłonie na wysokości
mostka. Trzeba polubić ten styl i pogodzić się ze słabszym wyczuciem
przedniego koła. Oprócz tej niedogodności Super Duke jest wyścigową kanapą.
Zapomnij o dziurach, koleinach i studzienkach. Zaproś kumpli z klubu
miłośników r-szóstek na wycieczkę po polskich drogach, przesuń się do przodu
na wąskiej kanapie i wyciągaj nogę do przodu przed każdym zakrętem. Szturchaj
ich tą nogą po zadkach, jeśli będą marudzić, a wieczorem cierpliwie
wysłuchaj opowieści o zbolałych nadgarstkach i przykurczach mięśni nóg.
Po powrocie do Zaklik uczynny sprzedawca wręcza już kluczyki do drugiego
motocykla – wysokiego jak koń KTM-a 990 Adventure.

Edytor zaawansowany
  • klontwa 13.05.07, 18:36
    jeżeli owa przerwa była dzisiaj to mam nadzieje że we wtorek przyjedziesz
    odstresowany bo nasza grupa jest mocno załamana po ostatnim zastępstwie a tak
    pozaty nie chce się nażucać ale jeżeli będziesz miał jeszcze takie pomysły i
    możliwości a niemiał nikogo na plecaczek to ja bardzo chętnie bo dawno nie
    jeździłam ale to tylko taka cicha propozycja miłej przerwy :)
  • marcin_osikowicz 13.05.07, 21:28
    Oczywiście.
  • Gość: MO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.07, 18:41
    (Właśnie zauważyłem, że piszę o Super Duke a myślę o 990 Super Moto)
  • marcin_osikowicz 13.05.07, 21:20
    Adventure S. Do tego motocykla powinna być dołączana drabina albo talon na
    operację wydłużania kończyn. Ale kiedy już zacznie jechać, wszystkie problemy
    znikają. Pomarańczowo-niebieski Adventure płynie po marnych drogach jakby
    zdjęty odrazą w ogóle ich nie dotykał. A kierowca ogląda świat z wysokości
    pozwalającej dostrzec krzywiznę ziemi i najdalsze rosyjskie gubernie. Jakby już
    był tam, gdzie chce dojechać. Wysoka owiewka odsuwa napór powietrza ze
    stanowczością ochroniarza odsuwającego natrętnych wielbicieli od majestatu
    premiera. Adventure pokonuje zakręty dostojnie i tylko przedni hamulec jest
    jakby słabszy niż w Super Moto. A może nie słabszy tylko ten sam, co przy 21-
    calowym kole daje mniejszy efekt. Trzy hopki na ulicy Orlej, które o mało nie
    zrzuciły mnie z siodła Super Moto, na Adventurerze powodują tylko dystyngowany
    wyskok. Przy zapinaniu trzeciego biegu motocykl zdaje się mówić „Hej ciulu
    miastowy, kiedy wreszcie pojedziemy do Afryki?” I tylko stawać się nie chce.
    Zresztą po co stawać, skoro na krótkim pierwszym biegu można dojeżdżać do
    skrzyżowania z prędkością żuka toczącego kulkę gnoju.
    Powrót do bazy - 990 Super Duke już czeka. Nareszcie coś o znajomej geometrii.
    Próba ruszenia i silnik gaśnie. Potem znowu.
    - Startuj z wyższych obrotów – po parkingu niesie się głos sprzedawcy. Dobra
    rada. Pierwszy bieg jest długi.
    No to trzeci raz ta sama trasa. Super Duke może i jest motocyklem drogowym, ale
    genów enduro nie da się ukryć. Ma szeroką kierownicę, wąski silnik i siodło.
    Zawieszenia pracują tak, jakby pochodziły z Supermoto i tylko skrócono skoki.
    Efekt jest rewelacyjny – motocykl jest krótki, poręczny i wydaje się, że może
    wszystko. I zapie..ć po dziurach i ścigać się po torze i przeprowadzać
    staruszki przez jezdnię. Do 130 kilometrów na godzinę przyjemność jest
    niezmącona. Powyżej tej wartości po prostu urywa łeb i zabawa się kończy.
    Oczywiście nierówności są odczuwalne bardziej niż w Super Moto i znacznie
    bardziej niż w Adventurerze ale i tak jest ekstra w porównaniu z moją r6.
    Wyraźnie inżynierowie KTM-a mają inny pogląd na to, jak powinny działać
    zawieszenia.
    Trzy motocykle, trzy koncepcje podwozia, jeden silnik. Jeśli kiedyś dorosnę i
    przestanę się spieszyć, za pieniądze z emerytury sprawię sobie Adventurera.
    Jeśli po kolejnym sezonie na r6 zmięknie mi dupa, przesiądę się na Super Moto.
    Ale jeśli wcześniej Unia Europejska fundnie nam te obiecane drogi, mój Super
    Duke przejedzie po nich pierwszy i zatrąbi, żeby reszta się pospieszyła.
  • Gość: siekiera77 IP: *.aster.pl 13.05.07, 21:59
    dobrze napisane :-)
    pozdr
  • Gość: tatajacek IP: 62.87.102.* 13.05.07, 22:35
    faaaajnie piszesz.
    mam tylko prosbe. zrob sobie, w bliskiej przyszlosci, przerwe na 690
    supermoto. :)
  • Gość: wojtexc IP: *.globalconnect.pl 10.08.07, 20:32
    Gość portalu: MO napisał(a):

    > (Właśnie zauważyłem, że piszę o Super Duke a myślę o 990 Super Moto)

    supermoto ma gaznikowy silnik o poj 950, rozwiert na 990 i wtrysk zarezerwowany
    jest dla super duke i adventure..
  • Gość: okular IP: *.adsl.inetia.pl 14.05.07, 00:13
    Dziś Marcinie poniuchałem VTR 1000 – czyli spróbowałem sił w drugą stronę.. Z
    pozycji godnej i statecznej skuliłem się w kucki i przejechałem się niedaleko…
    Pierwsze wrażenie – bardzo mały moto wymuszający podobną pozycję do tej z np.
    gixxera. Jest tak mały, że głowa znajduje się nad owiewką i trzeba naprawdę się
    zgarbić, aby trochę schować kask za jej szybą. Pierwsza przygazówa odpowiada
    głębokim i niepowtarzalnym bulgotem V2 90 stopni. Jedynka i jazda…
    Trochę to chodzi, ale bez fajerwerków. Przyspieszenie owszem znakomite, zakres
    użytecznych do dźgania obrotów baaardzo szeroki, a liniowość oddawania mocy
    kreśli łagodny charakter litrowego bandyty. Ponieważ moc oddaje bez narowistych
    uniesień i gwałtownych katapult łatwo jest przegapić tzw. „wysokie C”, które w
    rzędowych silniorach jest dla mnie bardziej wyczuwalne… Lepiej by mi było
    porównać sprzęt z innym równolegle jadącym motocyklem, ale praca silnika
    sprawia wrażenie zupełnie nie wysilonej.
    Prowadzenie
    Ponarzekam. W innych sportach nawet ta charakterystyczna pozycja za kiero jest
    mniej wymuszona. Tutaj ktoś, kto komponował odległości siedzenie – manety –
    podnóżki wymyślił bardzo radykalne ustawienie nie pozostawiające zbyt wiele
    miejsca na fantazję. Środek ciężkości dupska przesunięto maksymalnie wysoko i
    do przodu, w celu zapewnienia lepszego wyczucia trakcji przedniego koła. I nic
    dziwnego bo sprzęt trzeba było siłowo zmuszać do większego pochylenia, w
    związku z czym nie było mowy o intuicyjnym krojeniu łuków. Być może winę za to
    ponosił tylny lać, który - jak się później przyjrzałem, zgolony został na
    kwadratowo jak przystało na „mistrza prostej" i może gumowania. Do tego źle
    wyśrubowana siła odbicia amorków zakłócała mi plan lotu w nierównych zakrętach –
    ale to kwestia regulacji. Wibra przenoszona na kiero i ustawienie rękojeści
    wkrótce owocuje bólem nadgarstków. Tak wiem, że tak ma być i trzeba się
    przyzwyczaić, ale myślę że przez to wspomniane wyżej wyglądanie nad szybą,
    zniknął efekt poduchy powietrznej na klatce piersiowej wywołany w innych
    ścigach oporem wiatru. Dziwnie brzmi, ale coś w tym stylu…
    No i te hample – beznadziejne. Nie ma mowy o ich dozowalności jednym paluszkiem
    podczas ruchu drogowego, nie mówiąc o torowym napieprzaniu… Tylny po prostu nie
    działa nawet jeśli trzeba się nim tylko asekurować podczas małej prędkości przy
    manewrach na piaseczku… klocki dobre, zapieków brak – jak stwierdził właściciel…
    Dobra dziś jestem malkontentem więc to tyle…
    A napisz mi, czy jazda motem z ulicy Św. Jacka (takie nowe osiedle) do
    wspomnianego przez Ciebie salonu KTM/Aprilia na Zakliki z Mydlnik przy
    parametrach – piątek, wczesne popołudnie, korki i zupełny brak znajomości drogi
    (dwa pitstopy z powodu pytania o drogę) od godz. 14.25 do 14.55 to dobry czy
    zły rundezeit????


  • Gość: MO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 12:44
    Siekiera i Tatajacek: Dziękuję. Chciałem sprawdzić, czy umiem napisać coś, co
    przypominałoby test motocykli. Małe supermoto też tam stało ale już nie miałem
    czasu. Z tego co mówili chłopcy z KTM-a, te sprzęty bedą wędrować od dilera do
    dilera po całej Polsce, więc - Tatojacku - możesz sam zrobić sobie przerwę i
    podzielić się wrażeniami.

    Okular: Na VTR-rze nie jeździłem ale te uwagi o owiewce przypominają mi R6. Też
    nie można się schować za szybą. Na kanwie Twojego sympatycznego tekstu nachodzi
    mnie ogólna refleksja o trudnościach w ocenie testowanych motocykli. Jak dobrym
    jeźdźcem trzeba być żeby odróżniać, które cechy motocykla wynikają z
    konstrukcji, a które ze zużycia lub błędów w regulacji? Jeżdżenie po Krakowie
    zaczyna być w ogóle nieprzyjemne. Ostatnio z co raz większą przyjemnością
    wybieram rower.

    Pozdrawiam
  • Gość: nyorker IP: 70.19.14.* 14.05.07, 18:08
    "Chciałem sprawdzić, czy umiem napisać coś, co przypominałoby test motocykli."

    no i jak, sprawdziles?

    paradoksalnie, w wiekszosci poruszanych przez ciebie kwestii, mam zdanie
    odmienne. z 990 jeszcze nie mialem doczynienia, ale gabarytowo nie roznia sie
    od ostatnich 950, stad zaluje, ze niepotrzebna drabina (s rokuje nadzieje),
    owiewka to koszmar (wszystkie owiewki to koszmar - moze z wyjatkiem tej w 1200
    gsa, ale nie probowalem - ale ta w ktm to noc zywych trupow), a zawieszenie po
    ostatniej probie pozostawilo troche do zyczenia (wciaz jednak to najlepsze
    fabrycznie instalowane zawieszenie w klasie). nieco ostatnio zaczalem czytac o
    pomaranczach i zdziwilem sie, jak wielu uzytkownikow grzebie w zawieszeniu. to
    wszystko bez znaczenia jednak. mamy 2007 czyli rok panski zmiany sprzetu i nic
    mnie juz nie powstrzyma przed nabyciem. poza tym, dla mnie istotna kwestia:
    charakterologicznie ktm ma sie tak do wlochow, jak wlochy do japonii. amen.
  • Gość: MO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 22:34
    Sprawdziłem - nie umiem. Żeby testować motocykle, trzeba mieć plan i go
    realizować. I doświadczenie trzeba mieć - nie 15 motocykli, tylko raczej 150.

    To, że masz zdanie odrębne nie jest paradoksem tylko doświadczeniem. Kiedy po
    trzech KTM-ach wsiadłem z powrotem na r6 wydała mi się niska i nieporęczna. To
    uczucie utrzymywało się w mojej drodze powrotnej. Potem zająłem się pracą,
    ponownie wsiadłem na motocykl dopiero wieczorem. I już nie było tego wrażenia
    inności. Ręce, nogi, głowa, że o dupie nie wspomnę - całe ciało przyzwyczaja
    się do pewnej pozycji i odczuwalna jest zmiana. Zatem prosty test motocykla
    jest porównaniem nowego, z tym co było ostatnim doświadczeniem. Ja porównuję z
    r6, Ty porównujesz z CapoNord. Chyba że trafi się tester idealny, który jest w
    stanie odsunąć się od własnego doświadczenia i oglądać rzeczy takimi, jaki są -
    nie poprzez pryzmat zmiany. Może tester idealny nie powinien jeździć motocyklem
    na co dzień?

    Jeśli chodzi o zawieszenie Adventurera, to zacytuję gościa, który przyjechał na
    fjr1300 ale jeszcze pamiętał jak mu się jeździło na VStromie: "Adventure
    zmienił mój pogląd na temat podróżnych enduro. W VStromie nie było wyczucia
    przodu i myślałem, że tak musi być." Może Ci się przyda do czegoś ta opinia.
  • Gość: nyorker IP: 70.19.14.* 14.05.07, 22:51
    "Sprawdziłem - nie umiem."

    osik, to twoj stary numer. prowokujesz zapewnienia, ze - i owszem - potrafisz,
    ze jestes piekny i mlody.
    no i potrafisz (na pewno poczyniles wlasciwy krok w rozwoju). ciesze sie, ze
    drabina cie nie przerazila i ze nie unikasz innych kategorii. gotow jestem
    zaryzykowac twierdzenie, ze juz tylko kwestia czasu jest twoje dotarcie do
    jadra i przyznanie, ze dualsporty to esencja dwoch kol i jedyne prawdziwie
    uzyteczne motocykle w realnym swiecie.

    jezdzilem stromem, ale nie jestem tego pewien.
  • Gość: okular IP: *.adsl.inetia.pl 14.05.07, 20:28
    aha no i powinienem był dopisać, że poczyniłeś fajny tekst znowu przecierający
    nowe szlaki ujmowania tematu...
    podobało mi się.
    Ale brak większych wzmianek na temat r6 nasuwa mi wniosek, że dawne marzenia
    były dobrymi marzeniami, lecz kiedy uda się je zrealizować lub przeanalizować -
    po prostu znikną...
    czyżby zatem w powstałej w hi tech maszynie jest niewiele sutry
    naciskającej "na ośrodek nostalgii"?? Marcin?
  • Gość: MO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 22:45
    Niezwykle uprzejmy jesteś, dziękuję.

    Mam dużo czasu, jeszcze zdążę napisać o r6. Ale prawdą jest, że marzenia
    znikają po zrealizowaniu. Ciśnienie opadło. Po iluś latach i kilkunastu
    lepszych i gorszych motocyklach doszarpałem się fabrycznie nowego. To jest
    zmiana. Ciśnienie opadło, nie wertuję ogłoszeń, prawie przestałem czytać
    gazetki. Mam czego chciałem, nie? Nostalgia tutaj się nie kończy, ona się
    zaczyna.
  • Gość: Wildman IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 10.08.07, 08:56
    Kilka dni temu napisalem do MO na prywatny mail, wspominajac moje doswiadczenia
    z jazdy KTMem 950. Tekst zamieszczam ponizej (tylko moje wypowiedzi). MO
    wspomnial o istnieniu tego watku. Pomyslalem, ze warto wrzucic pare zdan. Mam
    nadzieje M, ze jest dla Ciebie OK, ze upublicznie fragmenty naszej
    korespondencji. Po prostu mysle, ze warto sie tym podzielic. Nawet jesli to
    subiektywne wrazenia.

    "Jakis czas temu wybralem sie w trase KTMem Advenczerem 2005. Duzy, ciezki, w
    kolorze maszyn z kolka rolniczego. Zeby wrzucic bieg trzeba zaangazowac cala
    noge z trzema stawami wlacznie i do tego oderwac stope od podnozka. Prawa kostka
    konkretnie nagrzewa sie od rury. Tak, ze co jakis czas musialem ja wietrzyc. No
    ale fakt, ze dzialalem w klimacie polpustynnym i w temperaturach okolo 35
    stopni. Poza tym dobrze wyczuwalne wibracje. Niby sugestywna owiewka, ale wiatr
    daje w twarz nie mniej niz na Suzie. Mpg okolo 40, czyli o 10 gorszy od mojej
    Suzy (w porywach 51). No i rdza bardzo lubi to moto: szprychy, kierownica, sruby
    tu i tam. Za to siedzi sie wygodnie i zawieszenie ma wyjatkowo dobry dialog z
    zakretami. I to mnie zdziwilo najbardziej."

    W odpowiedzi MO wyrazil zdziwienie wspomniana kwestia pracy skrzyni, a wlasciwie
    dzwigni. Oto moja odpowiedz:

    "Biegi zle sie nie przelaczaja. Skrzynia pracuje prezyzyjnie, choc troche
    maslowato, jakby przekladnie byly z nieutwardzonej stali. No i czy w gore, czy w
    dol, wszedzie jest troche luzno. Ujme to tak. Na mojej Suzie jest kaaboom, cyk,
    cyk, cyk, bez odrywania srodstopia od podnozka. Na KTMie jest kaaboom,
    whoop-thong, whoop-thong, whoop-thong i konieczne jest wysokie uniesienie calej
    stopy. Nie mysle, ze KTM zrobil to przypadkowo. Prawdopodobnie jest tak
    najwygodniej dla kogos, kto ma wysokie i sztywne buty do offroadu, a przy tym
    uwalane blotem. Ja mialem Dainese do jazdy streetowej, za kostke, na cienkiej
    podeszwie."
  • Gość: wojtexc IP: *.globalconnect.pl 10.08.07, 20:39
    Gość portalu: Wildman napisał(a):

    "Na KTMie jest kaaboom,
    whoop-thong, whoop-thong, whoop-thong i konieczne jest wysokie uniesienie calej
    stopy."

    a to ciekawe, ujezdzam co prawda 950 supermoto ale to ten sam silnik i skrzynia
    i jakos nie musze unosic stopy, w ogole nie musze jej odrywac i to jezdzac w
    obuwiu onroad o cienkiej podeszwie jak i offroad. dodam jeszcze ze jak
    testowalem 990 adventure chlopaka mojej siostry to tez nie zauwazylem abym
    musial unosic stope...
  • ireo 10.08.07, 23:25

    "...miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan
    rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz..."

    - tak mi się przypomniało :-)
  • Gość: siekiera77 IP: *.aster.pl 10.08.07, 23:42
    irka,
    nie zrzynaj od starszych
    kolegów bo pójdziesz
    do piekła!!!
  • Gość: Wildman IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 15.08.07, 01:54
    News. 950ka zesrala sie kumplowi po delikatnym dzwonie na plazy. Wlasciwie
    upuszczeniu motocykla w piasek. Motorcycle made for going around the world? Moto
    nie chcialo odpalac przez dwa kolejne dni. Za kazdym razem trzeba bylo krecic
    pol minuty w pograzeniu w modlach o kazde kolejne bekniecie silnika.
    Zagladalismy tu i tam, filtry, gazniki, swiece, wydechy, rurki, kabelki.
    Przeplukiwanie, przedmuchiwanie, smarowanie kremikiem i pudrowanie. Przy okazji
    przestudiowalem austriacka mysl techniczna. Co kawalek to inny rozmiar srubki,
    gdzie sie da tani plastik. Zeby dostac sie do filtra powietrza, trzeba rozkrecic
    spory kawalek mota. Oczywiscie wykrecajac sto srubek. Dojscie do swiec wymaga
    jeszcze wiekszej roboty. Mechanik w serwisie KTMa nie mial lepszych pomyslow od
    nas. Przy okazji wyszlo na jaw, ze silnik puszcza olej gdzies na uszczelkach pod
    akumulatorem. Tak sam z siebie. No i rozpadl sie zamek orginalnego kufra KTM. Po
    upuszczeniu w piasek. Lepiej nie myslec co sie dzieje z takim kuferkiem po
    pieprznieciu na kamieniach. A jak sie zdarzy, to co. Nadziac na galaz i trzymac
    na ramieniu?
    Moto niemrawo, ale samo sie naprawilo po dwoch dniach. Buddy wciaz kocha KTMa,
    choc juz nie bez zastrzezen. Ja wielbie japonska mysl techniczna i wszyscy sa
    zadowoleni. Na dokladke: Kto rozsadny uwierzy w wytrzymalosc plastikowego
    zbiornika na paliwo, z takim wdziekiem wylozonego na boki? Nawet jesli zalozy
    sie rury. Niby zawsze mozna ciagnac paliwo ze zbiornika z drugiej strony (dwa
    oddzielne). Ale jak nie spojrzec to tylko polowa zasiegu.
    Za to okazalo sie, ze 950 jest bezkonkurencyjna na zawinietych wokol drzew i
    kamieni winklach w gorach i generalnie na winklach o slabej jakosci nawierzchni.
    Na ten temat same plusy. Japa opada z gluchym tapnieciem.
  • Gość: okular IP: *.adsl.inetia.pl 15.08.07, 10:23
    no tak. pewne walory uzytkowe wychodza na jaw dopiero przy innych
    parametrach użytkowania. Mialem okazje do jazd probnych kiedyś nową
    maszyną do długich tras z górnej półki o znanej i powtarzanej jak
    mantra nazwie. Po dłuuugiej trasie zapalił się check engine, a
    wtrysk paliwa zgubił całkowicie wolne obroty, co utrudnialo
    uruchamianie silnika. No i ta rdza na elementach maszyny, i ten
    wszechobecny plastic fantastic imitujący stalowe dodatki... Trudno
    bylo opisac to moto obiektywnie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.