Jestem matką właściciela motocykla Yamaha TDM. 21 lipca, we wtorek, ok. godz.
14.40 na skrzyżowanie drogi z pierwszeństwem przejazdu Suwałki - Augustów z dogi
podporządkowanej ze znakiem stop wypadł nagle radiowóz Policji wprost przed
motocykl mojego syna, który wracał z kolegą z pobytu na Litwie. Syn jechał
prawidłowo. Jednak, gdy nastąpiło tak nagłe wtargnięcie radiowozu na jezdnię -
nie zdążył wyhamować. Jest w stanie bardzo ciężkim. Ma złamane kości miednicy,
złamaną kość udową w 3 miejscach i złamaną rękę. Jest po zestawieniu ręki i
operacji uda. Na operację miednicy musi być przewieziony do innego szpitala.
Kolega mojego syna ma złamaną miednicę i przebite płuco. Policjantom praktycznie
nic się nie stało. Nie udzielili żadnej pomocy ofiarom wypadku. Nawet nie
wezwali pogotowia. Mam wrażenie, że Policja stara się winą obciążyć mojego syna
i utrudnia nam dotarcie do notatki z miejsca wypadku. Przesłuchuje chłopców w
pierwszej dobie po wypadku, bez zgody jakiegokolwiek lekarza ze szpitala.
Wygląda to bardzo dziwnie. Bardzo proszę, jeżeli ktokolwiek z Was był świadkiem
tego wypadku, albo słyszał o świadkach tego wypadku - odezwijcie się do mnie
(tel. 792 218 379. Szczególnie mi zależy na opisie wypadku przez dwie lekarki,
które jechały w samochodzie (kolor srebrny - marki nie znam) i udzieliły mojemu
synowi pierwszej pomocy oraz kierowcy TIRa, który jechał za nimi i
prawdopodobnie wezwał pogotowie. Serdecznie tą drogą dziękuję na uratowanie
życia chłopcom, bo jak widać w takich sprawach na Policję liczyć nie można!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.