Dodaj do ulubionych

jak zachowywać sie w teatrze

25.02.07, 20:43
Witam wszystkich.Chcialam po krótce opowiedzieć o skandalicznym zachowaniu
niektórych dzieci i ich rodziców w czasie przedstawienia.Jestem aktorką w
jednym z warszawskich teatrów dla dzieci i powiem szczerze,że ze sceny dużo
można zobaczyć. Jednak to co sie działo na jednym z ostatnich przedstawień
było żenujące.Szeleszczenie papierków, bieganie po widowni, opieranie sie o
scenę, głośne rozmowy dzieci ,płacz, rodzice bawiacy sie komórkami.Dziś na
przykład jedno dziecko bawilo sie małym konikiem na krawedzi sceny i
urządzało sobie gonitwe z druga koleżanka. Drodzy rodzice, takie zachowanie
jest niedopuszczalne. Po pierwsze kompletnie nie pozwala sie skupić aktorom,
po drugie przeszkadza to innym.Po spektaklu zawsze sie zastanawiamy jak to
możliwe ,ze rodzice pozwalaja na robienie takich rzeczy w teatrze i to w
czasie przedstawienia. Niektórzy- mam wrazenie- wyjście do teatru traktuja
jak wyjście do centrum handlowego.Nie wspomne już o robieniu zdjęc czy
odbieraniu tel. komórkowych. Mam nadzieje,że uczestnicy tego forum sa
wysublimowanymi widzami i nie popełniają takich rzeczy,ale proszę w imieniu
braci aktorskiej o poruszanie sprawy wśród znajomych wybierajacych sie do
teatru dla dzieci
Edytor zaawansowany
  • annafox 25.02.07, 23:40
    Jest mi przykro sie zgodzic. Jestem mama i mozna powiedziec ze czesto bywam w
    teatrach dla dzieci. Widze bardzo rózne zachowania. Ostatnio Pani z wnóczką
    (4lata) opowiadala jej na glos akcje spektaklu. Co wlasnie aktorzy mówią i
    robią. Siedziłąysmy obok i ja nie słyszałam wlasnych mysli a co dopiero moj 3
    latek. Poprosiłam Panią żeby była ciszej ale to jej pomogło na chwile.
    Dodam że to był spektakl dal 3 latków w teatrze BAJ Warszawa -" Miś Tymoteusz i
    Psiuńcio". Kto był ten wie - jest bardzo prosty i czytelny. Wychodzi mis wiec
    Pani komentuje "ooooo widzisz Miś idzie". Byłam mozna powiedziec bardzo zła.
    Wyjście do teatru wcale nie jest tanie a my często przemierzamy pare dobrych
    kilometrów żeby sztuke zobaczyć a tu ktoś jakiś ktoś sobie cyrk robi z teatru.
    Aktorom przeszkadzają komórki i inne sprzety bo widzom też
    przeszkadzają.Ściągają wzrok i dekoncentrują.
    Dziś byłyśmy na przedstawieniu "Królewna Śnieżka" w Lubelskiej Filharmonii i
    tam co chwile błyskały flesze. Nie moge tego pojąć. Zawsze zastanawiam się czy
    jeśli ci, którzy przychodzą nie umieją się zachować to jak zachowaliby się ci,
    którzy dotąd nie przestąpili progu teatru dla dzieci?
  • annafox 25.02.07, 23:48
    sie mi przypomniało...
    Teatr dla dzieci to tetr dla dzieci!

    Proszę, jeśli warunki w teatrze pozwalaja to nie siadajmy, my wielcy, przed
    dziećmi które dopiero po zjedzeniu paru tysiecy magicznych cisteczek i paru
    dobrych latach urosną takie jak my.
  • natalajj 26.02.07, 11:13
    Zgadzam sie z poprzednimi postami. Też niestety ze zgrozą obserwuje takie
    zachowania w teatrze. Myśle, że ludzie czesto przenoszą zachowanie z kina do
    teatru, zwłaszcza to jedzenie w czasie spektaklu.
    Moi synowie zawsze sie martwią, że przed nimi usiądzie ktoś wielki, moge
    powiedzieć, że mają już niemal fobie. Ja sama staram sie kulić na siedzeniu,
    żeby jak najmniej zasłaniać, ale zdarzają si czesto panie w natapirowanych
    kokach (sic!), które siedzą wyprostowane w drugim rzedzie.
    Rodzice powinni też pamietać o tym, żeby jednak dopasowywać spektakl do wieku
    dziecka, bo mogą go zrazić na zawsze do teatru, a innym przeszkadzać w odbiorze
    przedstawienia. Zdarza sie, że małe dziecko sie boi, płacze, a rodzic nie chce
    wyjść tylko przez całe przedstawienie je pociesza i uspokaja, a czasem to
    niewiele pomaga.
  • agnieszka_azj 26.02.07, 13:07
    natalajj napisała:
    Rodzice powinni też pamietać o tym, żeby jednak dopasowywać spektakl do wieku
    > dziecka, bo mogą go zrazić na zawsze do teatru, a innym przeszkadzać w
    odbiorze
    >
    > przedstawienia. Zdarza sie, że małe dziecko sie boi, płacze, a rodzic nie
    chce
    > wyjść tylko przez całe przedstawienie je pociesza i uspokaja, a czasem to
    > niewiele pomaga.

    No właśnie - na wszystko przychodzi czas i nie ma sensu się spieszyć.
    Ciągnięcie dwulatka do teatru może stworzyć wrażenie, że rodzice bardzo dbają o
    jego wychowanie, ale niestety najczęściej kończy się tak, ze trzeba z teatru
    wyjść i dziecko na długo ma dosyć.
    Znakomitym żródłem wiedzy na temat "dla jakiego wieku" sa panie w kasach teatru.

    Oczywiście spektakl dla dzieci trochę różni się od spektaklu dla dorosłych.
    Czasem lepiej jest, żeby dziecko wstało z fotela i podeszło do sceny - zamiast
    walczyć z nim o spokojne siedzenie. Ale nie można pozwalać na zbyt wiele -
    kiedy dziecko usiłuje wejść na scene, albo biega po widowni i nie tylko nie
    ogląda, ale przeszkadza innym, nalezy po prostu wyjść.

    Dla moich córek wyjście do teatru to było zawsze święto - co miało odbicie
    także w stroju. Kiedy Ania pierwszy raz pojechała do teatru z klasą, bardzo
    zdegustowało ja to, że niektóre dzieci były ubrane byle jak - w dresy.

    Jedzenie owszem - ale podczas przerwy ! Przecież jeden akt trwa ok. pół
    godziny. Nikt przez ten czas nie umrze z głodu.

    Autorka wątku zaskoczyła mnie tylko jednym - dotychczas takie zachowania
    obserwowałam na spektaklach w dni powszednie, kiedy dzieci przychodzą ze szkołą
    czy przedszkolem. Na spektaklach weekendowych było spokojniej. Czyżby to się
    zmieniało ? Szkoda :-(((
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki

    Mały pokój z książkami czyli o dobrych książkach dla dzieci i młodzieży
  • aeiou2 26.02.07, 20:58
    Zaskoczę Panią, ale w weekendy widownia zachowuje sie dużo gorzej niż w dni
    powszednie. Mało tego,niektórzy rodzice zachowują sie często gorzej niż
    dzieci.Nauczycielki jeszcze jako tako panuja nad dziećmi a rodzice pozwalają na
    wszystko. Pisałam o tym powyżej. Żaluje tylko ,że na tym forum nie znajde tych,
    którym dadzą do myślenia moje wypowiedzi, bo z tego co zauważyłam mam tu
    inteligentną widownie, która dobrze wie jak sie zachowywać w teatrze.pozdrawiam
    więc wszystkich wielbicieli teatru lalkowego, najpiękniejszego z teatrów na
    świecie:)
  • justi54 20.03.07, 09:08
    Z paniami w kasie to jest różnie. One często mają za zadanie sprzedać jak
    największą ilość biletów nie raz bowiem słyszałam, że jak się nie będzie
    podobało to Pani wyjdzie. No i byłam na takim spektaklu, który się nie podobał,
    a dziecko się bardzo bało pomimo odpowiedniegio wieku. A było to w Będzinie w
    Teatrze Dzieci Zagłębia na "Momo czyli złodzieje czasu". Spektakl nie tylko
    nudny ale nawet dla mnie wielbicielki Witkacego w Zakopanym zupełnie nie
    zrozumiały.
  • justi54 20.03.07, 08:58
    W moim ukochanym Rabciu w Rabce jest taki zwyczaj że rodzice siadają na ławkach
    z boku widowni po jednej i po drugiej stronie. Nie wszyscy się do tego jednak
    stosują. Byłam kiedys świadkiem pyskówki pomiędfzy dwoma mamami, jedna poprosła
    matke siedzącą na samym środku w pierwzszym rzędzie o przesiadkę a ta odpaliła
    z grubej rury że "też zapłaciła za bilet więc ma prawo tu siedzieć".
  • agach77 04.03.07, 09:09
    Dokładnie tak jest, zauważyłam, że rodzice wraz z dziećmi przenoszą pewne
    zachowanie z kina!! o zgrozo!! Przyznam się, że moje dziecko też kiedyś chciało
    do teatru wzięć picie lub coś jeszcze. Rozmowa pomogła. Teatr to nie kino każdy
    musi sobie to uświadomić. Ale chyba nie tylko dziecko powinno sobie to
    uświadomić - starszym również ( a może przede wszystkim).

    --
    Kamilek
  • zona_mi 08.03.07, 12:07
    Do ogólnego, słusznego, marudzenia, dodam swoje.
    We wrocławskim Teatrze Lalek w czasie przerwy i przed spektaklem sprzedawane są
    słodycze, wafelki, napoje. W czasie przedstawienia dzieci jedzą, śmiecą
    hałasują papierkami, trzeszczą wafelkami, wylewają na podłogę i fotele soczki,
    co panie w szatni po wszystkim komentują - byłam świadkiem.
    Ciekawa jestem, dlaczego w takim razie same to robią?
    Nigdy nie zabieram do teatru, kina itp. nic do jedzenia i dostaję dreszczy
    widząc, jak prawcownicy teatru s.a.m.i zachęcają dzieci do jedzenia w trakcie :(

    --
    - Świetny team!
    - Co to jest team?
    - No coś ty, mamo, nie znasz angielskiego... czy jakiegoś tam?
  • annafox 08.03.07, 21:35
    A ja muszę trochę obronić jedzenie w teatrze dla maluchów. Tzn - nie w sali,
    nie podczas spektaklu ale w fouer podczas przerwy ... rzecz gustu i apetytu
    malucha.
    Osobiście gdybym tylko mogła zabronić Ali tego niecnego procederu to już bym to
    zrobila - tyle że dziecko moje widząc jedzących rówieśników jest lekko
    niesubordynowane. Więc nosze batona mini i soczek bo ceny w teatrowym barku
    wołają o pomstę do nieba.
    Smakołyków w teatrze nie widziałam w Rabce, w lubelskim Andersenie i w
    Olsztynie. Całej Polski nie zwiedziłam. Ale w Toruniu jest kawiarenka, w
    Krakowie, w warszawskich teatrach lalkowych w każdym.
    Dla teatru to dodatkowy dochód - wiec trudno się dziwić. Czasem widzę zakazy
    wnoszenia napojów czy jedzenia na sale ale to rzadkość. Myślę że mimo wiary w
    kulturę widzów trzeba to zaznaczać. Może podczas nagrania odtwarzanego przed
    spektaklem: " Witamy Państwa w progach teatru, prosimy o wyłaczenie itd...).
  • anisr 08.03.07, 21:40
    Ja w takim razie żali juz nie dodaję-bo zgadzam się z wczesniejszymi- za to
    opowiem co słyszałam ostatnio na przedstawieniu:)
    Zaczyna się spektakl, przed nami babcia z wnuczkiem około 5-6 lat.Cos tam,
    szepczą, spektakl sie rozkręca, w pauzie donosny, pełen pretensji głos wnuczka
    na cała widowni-No i co?Kiedy wniosą ten telewizor, obiecywałas że będzie bajka!!!!
    Myslałam,że padnę...:DDD
    --
    Atu nasze słonka i Kropka;)))
    Dzieciaki ze szkółmuzycznych:)
  • annafox 08.03.07, 21:53
    no ja tez jak to przeczytałam. Ale rozpoznawanie aktorów i łaczenie ich osób z
    granymi serialowymi to stadard nie tylko u wnóczków ale i babć.
    ---- Zobacz Krzysiu ten Pan gra w Plebanii księdza.
    ---- O to Pan z Na Wspólnej.
    BOMBA
  • steffa 08.03.07, 22:03
    To ja się wyłamię, choć szanuję i teatr i aktorów.
    Bo w tych narzekaniach zmieszano dzieci, dorosłych, komórki i donośne komentarze
    dzieci, chamskie zachowanie, przypadki losowe itd itp. Także jestem oburzona
    chamskim zachowaniem dorosłych w teatrze, tak jak w każdym miejscu publicznym.
    Co jak co, ale dorosły miał już czas, żeby 'dowiedzieć się', jak zachować się
    adekwatnie do miejsca. Ale dzieci? Jeśli pod koniec spektaklu 3 latek opuści
    swój rząd i zacznie chodzić obok, czy od razu trzeba go 'wypraszać' lub
    przykuwać do fotela? Może zatem trzeba dostosować długość spektaklu do widza?
    Jeśli dziecko podekscytowane powie coś na głos, czy powinniśmy wszyscy kierować
    swój oburzony wzrok w stosowną stronę? Odróżniajmy proszę chamstwo, od procesu,
    który nazwałabym wdrażaniem. Małe dziecko MA PRAWO na pewne zachowania.
    Gorzej, jeśli robi to 10-latek.
    Co do siadania przed dziećmi - też w sumie kwestia nierozwiązywalna. Też staram
    się 'zjeżdżać' w fotelu, ale nie mogę tak wytrwać bez ruchu pół godziny lub
    więcej. A z drugiej strony, co mam robić? Siadać z maluchem w ostatnim rzędzie?
    Zadam jeszcze jedno pytanie, choć pewnie gromy posypią się na moją głowę:
    dlaczego ludzie nie burzą się, gdy dzieci szarżują przez nawę w czasie mszy, a w
    teatrze te same dzieci nawet zapłakać nie mogą? Czy teatr jest największą
    świętością?
    Dodam jeszcze, że moje dziecko nie chodzi, nie płacze, czasem głośno skomentuje,
    i nie je w czasie przedstawienia ani w przerwie - wytrzymuje bez jedzenia kilka
    godzin. A ja rozmowy przez komórkę zostawiam sobie na inne okazje (albo bez
    okazji), a tapir - no cóż - wielce niepraktyczny w moim przypadku ;)
  • annafox 08.03.07, 22:43
    Gwarancja - nie posypią się gromy. Jeno może polemika.

    Msza dla dzieci, teatr dla dzieci, kawiarnie i wszystko z miejscem dla dzieci.
    Taki jest mój postulat.
    Na mszach dla dużych moja Ala albo wzbudza ogromne zainteresowanie albo
    oburzenie - więc nie chodzimy w porach dorosłych. Wybieramy Dominikanów 10:30
    albo jakieś dzieckowe msze. Panie starsze tak uciszają w kościele maluchy, że
    można się nieźle napocić a nie pomodlić.
    Komentarzom nieustanym NIE ale interakcja z pytającym o coś aktorem tak,
    okrzyki zachwytu - TAK. W takich sytuacjach cieszę się, że mój maluch coś łapie
    i ma odwagę.
    I fakt dzieci uczą się i tu się zgadzam trzeba im dać taką możliwość. Ale
    można - pogadankę wysmarować przed wyjściem a w sytuacjach kryzysowych po
    prostu wyjść.
    Kok był u przedszkolanki, zasłaniała 4 rzędom dzieci za nią - także i mnie.
    Byłam wtedy w Krakowie z Alą. Trafiło mnie bo wydałyśmy kupę kasy żeby to
    zobaczyć. A tu KOK. Kapitalnie Owinięty Kucyk dało sie zlikwidować przy
    odrobinie uprzejmości i wyobraźni. Rozumiem weekendowe spektakle - rodzice +
    dzieci przemieszani, sala z widownią bez spadku - (w większości teatrów)
    czysty horror. Nic nie widać, nie słychać. Tu nie mam żalu do rodziców. Tylko
    organizatorów.
  • kocinos 09.03.07, 13:50
    "Zmieszano" pewnie dla uproszczenia.
    Parę spostrzeżeń:
    1 - Nie sądzę, by aktorom przeszkadzały reakcje dzieci na to, co się dzieje na
    scenie - reakcje związane z akcją. Problemem są reakcje NIE ZWIĄZANE z tąż
    akcją. To może wkurzyć, jak np. w momencie spotkania Wilka z Czerwonym
    Kapturkiem z sali słychać "A ja mam żelaznego wilka...", albo dzieciak wchodzi
    na scenę (czasem się zdarza w małych salach zwłaszcza) i próbuje zajrzeć pod
    kostium (sam widziałem), a opiekun nie reaguje.
    Szczytem jest sytuacja (autentyczna), gdy organizatorzy umieścili "scenę"
    (piszę w "", bo chodziło tu o przestrzeń dla wykonawców raczej) w taki sposób,
    że dzieci mogły wejść na "scenę" z boku. Dzieciak wlazł i zaczął się kręcić ZA
    PLECAMI wykonawców. Na (dyskretnie) zwróconą matce uwagę ta zareagowała z
    oburzeniem - cytuję "A cóż pani dziecko przeszkadza!". Przecież ta torba nie
    pomyślała nawet, że może to być NIEBEZPIECZNE dla dzieciaka, bo aktor może
    wykonać jakiś gwałtowny ruch do tyłu, a na plecach oczu nie ma i ma prawo być
    pewnym, że nikogo tam w danej chwili nie ma...

    2 - Długość spektaklu jest dostosowywana do ŚREDNIEJ "wytrzymałości"
    (możliwości skupienia uwagi) dziecka, ale organizatorzy chcą z reguły dłuższy
    czas. Nie wiem, czy Pani wie, ale taki "okres" to dla 3-5 letniego dziecka to
    ok 20 min. Nikt nie zgodzi się na spektakl trwający 20 min., ani na "cięcie" co
    20 min. Dlatego jednak takie spontaniczne "chodzenie" po sali trzeba jakoś
    neutralizować, bo rozprasza widzów i powoduje efekt "reakcji łańcuchowej".
    Trudno.

    3 - Siadanie razem z dziećmi nie przeszkadzało by widzom, gdyby sale były z
    odpowiednim "skosem" rzędów. W większości przypadków jest to jednak problem, bo
    skosu nie ma.

    4 - Jedzenie na sali to przejaw braku kultury osobistej i w kinie i (zwłaszcza)
    w teatrze. Niestety, coraz częściej stosunek ludzi do dzieł (celowo piszę przez
    małe "d") jest taki, jak stosunek do papieru toaletowego. Ma być łatwe w
    użyciu, długie i do d...
    vide - wzorce niektórych popularnych programów w tv...
  • steffa 10.03.07, 00:10
    Powtórzę - dzieci się uczą.
    Czasem komentuja 'nie na temat', bo właśnie im coś przyszło do głowy. A maluchy
    co pomyślą, to zaraz mówią - stąd zresztą niekończące się faux pas w wykonaniu
    małych dzieci. Poza tym maluchy są w dużej mierze nieobliczalne. Czasem
    chcielibyśmy, żeby tak zareagowały, jak to sobie wymyśliliśmy, a tu nic z tego.
    Przed spektaklem w Guliwerze wyszła Pani i tłumaczyła dzieciom, co to jest teatr
    i jak trzeba się zachować, zadawała maluchom kłopotliwe pytania i dziwiła się,
    że nie wiedzą kto jest kto, wyrażała swoją dezaprobatę. Kazała im na zawołanie
    klaskać, żeby nauczyły się klaskać (w odpowiednich momentach). Mój 3-latek
    wtedy nie chciał klaskać. Na zakończenie tym bardziej, bo przedstawienie mu się
    nie podobało.
    Jeśli dzieci wchodzą na scenę, to trzeba ją tak organizować, żeby miały jak
    najmniej możliwości wtargnięcia na nią.

    Sztuka dla dzieci, a nie dzieci dla sztuki.


    Nie rozumiem, gdzie te panie z latarkami? W czasie spektaklu sprzedają lizaki?!?
  • kocinos 10.03.07, 00:43
    Masz rację, ale częściowo.
    Dzieci się uczą, ale pozwalanie im na całkowitą swobodę w każdym miejscu i o
    każdej porze, to patologia. Tak samo, jak przeciwieństwo tej swobody w Twoim
    przykładzie (pani "ustawiająca" w taki sposób dzieciaki przed spektaklem).
    Spontaniczne reakcje - tak. Nawet te "niekończące się faux pas w wykonaniu
    małych dzieci".
    Uwierz mi, że takie rzeczy nie wkurzają normalnych wykonawców.
    Wkurza PERMANENTNE i GŁOŚNE gadanie "o siedmiu zbójach", a to działa
    rozpraszająco na resztę widzów i daje (jeśli nie ma reakcji opiekunów) przykład
    przyzwolenia na brak kultury - "dzieci się uczą".
    Sama piszesz - "Sztuka dla dzieci". Na 100 dzieciaków 90 słucha, a 10 opowiada
    o wesołym miasteczku - to kto ma zrezygnować??

    Fakt, że organizatorzy takich imprez często nie mają wyobraźni, ale nie można
    też oddzielać aktorów od widzów barierami jak w "Blues Brothers".

    Teatr powinien m.in. uczyć młodego widza kultury osobistej, bo tej NAGMINNIE
    brakuje... A tego nie da się nauczyć bez czynnego udziału rodziców/opiekunów.
    Pozdro...
  • zona_mi 23.03.07, 12:14
    annafox napisała:

    > A ja muszę trochę obronić jedzenie w teatrze dla maluchów. Tzn - nie w sali,
    > nie podczas spektaklu ale w fouer podczas przerwy ...

    Niestety, panie przechadzały się po widowni i sprzedawały siedzącym tam
    dzieciom.
    Z jednej strony rozumiem podreperowanie budżetu, z drugiej - jestem zła w
    takich wypadkach i nie podoba mi się to wcale.
    Bufet - ostatecznie, lub po prostu - dobrze. Ale tak...

    --
    - Świetny team!
    - Co to jest team?
    - No coś ty, mamo, nie znasz angielskiego... czy jakiegoś tam?
  • karioko 08.03.07, 23:14
    Jako wychowawca przeżyłam chwile grozy i słusznego, ale całkowicie
    bezskutecznego oburzenia, kiedy na przedstawieniu wykupionym przez naszą szkołę,
    w antrakcie kilkaset dzieci rzuciło się do barku, przepychając i prawie tratując
    się napierając na stoisko. Chcąc opanować miotajacy się tłum, kategorycznie
    zażądałam, żeby pan przerwał sprzedawanie, ale niestety pan jedynie cynicznie
    zapytał: A co, odda mi pani może te pieniądze, które mógłbym w tym czasie
    zarobić? I dalej rzucał dzieciom batony, czipsy i innne cudowności, zgarniając
    kupę kasy. Do dziś kipię bezsilnym oburzeniem.
  • kocinos 09.03.07, 13:53
    Masz 100% racji, ale co z tego? Organizatorzy nie są naciskani "w odpowiednią
    stronę", a wręcz przeciwnie. W końcu ktoś wymyślił, że takie przedsięwzięcia
    mają przynosić dochód...
  • aeiou2 09.03.07, 14:26
    Witam ponownie wszystkich Państwa. ciesze sie,że moj wątek wywołał taka
    polemike. I słusznie.:) Chciałam dodać pare słów w odpowiedzi na powyzsze
    wypowiedzi.
    Aktor nie ma za złe dziecku ,ze reaguje glośno na akcje spektaklu, o to chodzi
    żeby takowe reakcje wywołać. Najgorsze sa komentarze nie związane ze sztuką. I
    to nie o to chodzi,zeby dzieci siedzialy jak mysz pod miotła tylko żeby rodzic
    uspokoił pocieche i zachęcił do ogladania , a nie wdawał sie z dzieckiem w
    rozmowę nie na temat. Ja rozumiem ,że przedstawienia są nudne i ciekawe, ale
    jak komus sie nudzi to niech wyjdzie a nie trzyma na sile dziecko do końca
    bajki. I czesto zdarza sie tak ,ze w kluczowych momentach akcji kiedy wlaśnie
    maja paśc kluczowe slowa slychać na sali: mamo a jak wrócimy do domu to
    pobawimy sie konikiem pony. Jesli chodzi o sprzedawanie slodyczy w przerwach, i
    jedzenie w przerwach to nie jest problem, gorzej jak panie sprzedaja lizaki z
    latarkami. Wtedy w czasie drugiego aktu cala widownia płonie światelkami.
    Przeciez rodzic moze zabrac latareczke i przechowac do końca przedstawienia. W
    moim teatrze sprzedaje sie takie latarki, panie sklepikarki nie reaguja na
    nasze prośby o niesprzedawanie, mysle, ze maja malo artystyczne podejście do
    swojej pracy i dla nich teatr to zaklad a dla nas-aktorów miejsce
    niejako :"święte".
    No i jeszcze sprawa wieku dzieci przychodzacych do teatru. 3 lata to absolutne
    minimum i to nie na wszystkie bajki. Czasem rodzice przynoszą dzieci w
    pampersach do teatru i prawie,że trzymaja malucha przy piersi . To chyba lekka
    przesada.Dla maluchow jest specjalny repertuar gdzie akt trwa wlasnie 20-25
    min,tyle ile srednia percepcja takiego 3 latka. Wiec przedstawienie trwające
    1,5 h, to nie jest najlepszy pomysl dla maluszka.....ale rodzic
    swoje....dziecko jest inteligentne i bystre i napewno wytrzyma. Nie ujmujac
    inteligencji dzieciaczkow.....napewno nie wytrzyma.
    No i tak na koniec powiem, ze oczywiscie jest mnostwo wspanialych widzow a my
    rozmawiamy o jakims procencie niewychowanych teatralnie.Pozdrawiam.
  • anisr 10.03.07, 21:16
    aeiou2 napisała:


    > No i jeszcze sprawa wieku dzieci przychodzacych do teatru. 3 lata to absolutne
    > minimum i to nie na wszystkie bajki. Czasem rodzice przynoszą dzieci w
    > pampersach do teatru i prawie,że trzymaja malucha przy piersi . To chyba lekka
    > przesada.Dla maluchow jest specjalny repertuar gdzie akt trwa wlasnie 20-25
    > min,tyle ile srednia percepcja takiego 3 latka. Wiec przedstawienie trwające
    > 1,5 h, to nie jest najlepszy pomysl dla maluszka.....ale rodzic
    > swoje....dziecko jest inteligentne i bystre i napewno wytrzyma. Nie ujmujac
    > inteligencji dzieciaczkow.....napewno nie wytrzyma.
    > No i tak na koniec powiem, ze oczywiscie jest mnostwo wspanialych widzow a my
    > rozmawiamy o jakims procencie niewychowanych teatralnie.Pozdrawiam.

    Hmmm...ja mam inne troszke zdanie.Moja młodsza , jak juz gdzieś pisałam była na
    pierwszym przedstawieniu"Siała baba mak" gdy miąła 14 miesięcy.Po prostu
    jechalismy ze starsza(5 lat).Był to festiwal na wolnym powietrzu, tak,że
    mielismy świadomosc,że w razie czego mozna sie usunąc nikomu nie
    przeszkadzjąc:)Polecam-gdyby nie to, na pewno bym sie nie zdecydowała, a tak
    młoda rok później brała juz udział w spektaklu ponad godzinnym w sali
    teatralnej-bez problemu.Nie wiek jest jedynie problemem ale przygotowanie do
    udziału .Dziecko które jest przyzwyczajone do przedstawień,lubi to i rozumie
    zasady nie będzie przeszkadzać-nawet jesli nie ma 3 lat:)
    Więcej problemów sprawiały dzieci starsze-5/6 letnie dla których była to
    pierwsza wizyta, nie były zainteresowane i przygotowane (vide historyjka o
    telewizorze;))
    Wniosek-dzieci sa rózne, rodzice równiez:)))I niekoniecnzie metryka decyduje o
    ich mozliwosci odbioru Sztuki:)Z mojej Dagi jest juz wytrawna teatromanka;)))),
    w sygnaturce nawet zdjęcia wrzuciłam z jej pierwszego spektaklu.
    --
    Atu nasze słonka i Kropka;)))
    Dzieciaki ze szkółmuzycznych:)
  • bogusia1231 16.03.07, 21:10
    Kilka przemyśleń:
    Oczywiście dzieci są różne , ale niestety o wiele częśćiej zdarza sie, że
    rodzice, dziadkowie twierdzą że ich dziecko jest wyjątkowe - w praktyce okazuje
    się inaczej:(
    Dla mnie Pani dając krótki wykład przed spektaklem jest jak najbardziej ok
    (pasowałoby żeby miała odpowiednie podejście do dzieci).
    Tak jak ktoś powiedział, że najlepszym źródłem informacji o wieku dzieci dla
    których przeznaczona jest sztuka sa Panie w kasie- niestety rzeczywiście tak
    jest - a tak informacja powinna być opisie (u nas - szczecińska Pleciuga często
    brakuje lub jest zawyżone - w efekcie wygląda na to że nie ma nic dla
    trzylatka, a jednak coś można znaleźć...)
    --
    Bartek ma
    Jaś ma
  • natalajj 19.03.07, 20:58
    Na niedzielnym przedstawieniu w teatrze Polonia widownia zachowywała sie
    skandalicznie. Zrozumiałam o czym pisała aeiou2 (i przyznam, że wspominałam ten
    wątek). Przez cały spektakl panował hałas (taki stały szmer), czwórka dzieci
    leżała (!!) na brzegu sceny, cały czas miałam wrażenie, że aktorzy je wkońcu
    rozdepczą ("podziwiam" zimną krew rodziców), a połowie pierwszego aktu zaczeły
    sie wedrówki do łazienki, dosłownie wycieczki po dwoje, troje, czworo dzieci, a
    wszystkie przechodziły przed sceną. Horror! Czegoś takiego nigdy wcześniej nie
    widziałam.
  • annafox 19.03.07, 21:15
    U mnie włącza się gen pedagoga - i reaguje. Zastanawiam się kiedy Ala
    dostrzeże, że jaj mama to "pieniaczka". Dochodzi do tego jeszcze problem
    finansowy. Dla mnie takie wychodzenie do teatru to nie jest tania impreza...
    Czasem trudno liczyć na wyobraźnie innych nawet tych którzy pragną pobudzać
    wyobraźnię u swoich pociech...
  • beataj02 20.03.07, 13:38
    A może dobrym sposobem z zapoznawaniem dziecka z teatrem jest korzystanie z
    przedstawień we wszelkich klubach i bibliotekach ?

    My właśnie od takich zaczęliśmy przyzwyczajanie naszego dziś 3-leniego Szymka.
    Pierwszy raz był na Królewnie Śnieżce i zachwyt był średni - miał wtedy 2,5
    roku. 3 miesiące później zaliczył kilka różnych wyjść "szopkowo-świątecznych" i
    zaczęło mu się podobać. A w sobotę obejrzeliśmy Pinokia i każdy kolejny dzień
    zaczyna się od pytania "kiedy będzie teatrzyk ?" :))))
    Z imprezy na imprezę Młody zachowuje się coraz lepiej; wie, że nie należy jeść,
    pić, gadać, a jednocześnie reaguje na sztukę i odpowiada na ewentualne pytania.
    Siedzi samodzielnie z przodu i wystarcza mu zerknięcie od czasu do czasu na
    mnie gdzieś tam na bok - z racji zwykłego pomieszczenia nie siadam między
    dziećmi, zeby nie zasłaniać.

    Wiem, że takie wyjścia do klubu to nie to samo, co PRAWDZIWY teatr, ale na
    początek się sprawdza :))

    PS. Inna sprawa, to "płciowość" bajek - Młody rozdziela je na "dziewczyńskie i
    chłopackie"; te drugie są zdecydowanie milej widziane ;-))
    --
    odkrywca nowych dróg !
    żeglarzu hej...
    www.abix.info.pl
  • karioko 24.06.07, 22:44
    My z 2- letnia córeczka zaczynałyśmy od przedstawień plenerowych, które niebawem
    zaczną się w ogródku Jordanowskim na ul. Odyńca w Warszawie.Przedstawienia są na
    naprawdę dobrym poziomie, więc i rodzicowi przyjemnie popatrzeć, a w sytuacji
    awaryjnej łatwo jest odejść nie przeszkadzając innym. Jedynym minusem są tłumy
    dzieci, szczególnie z grup lata w mieście.
  • natalajj 20.03.07, 14:34
    No właśnie dokładnie tak. To zdjecie z leżącymi dziećmi to chyba z naszego
    przedstawienia. Pani Janda siedziała na widowni z córką i wnuczką, bardzo
    dobrze sie bawily, wnuczka bardzo grzeczna chociaż malutka. W pewnym momencie
    nawet myślałam, że p. Janda wstanie i coś powie w czasie przerwy. Chyba nie
    miałabym jej tego za złe...
  • abepe 21.03.07, 23:21
    Mój syn nadal odmawia pójścia do teatru (tak samo jak do kościoła, na koncert),
    boi się, że będzie głośno. Próbowałam namówić go na "Czarnoksiężnika Oza", bo
    lubi tę historię. Jeszcze się nie zdecydowaliśmy. Trochę się obawiam, ze będzie
    trzeba uciekać w popłochu. Rozmawiałam ze znajomymi - byli niedawno w teatrze ze
    swoim synkiem. Przekonywali mnie - "zobaczysz, będzie dobrze jak Grześ zobaczy,
    że jest tyle dzieci, naprawdę jest fajnie, wszystkie dzieci jedza i piją to
    samo, wyciągają w tym samym momencie soczki i batoniki". Zmroziło mnie. Nie
    pozwolę dziecku jeść w trakcie przedstawiania. Ale co będzie jeśli moje dziecko
    będzie jedynym, które nie ma batonika? Jak mam mu wytłumaczyć, że nie
    można???????????
    --
    Aneta, mama Grzesia (7.09.03) i...(kwiecień 007:)
  • natalajj 22.03.07, 08:51
    Wiesz, może dla was na początek najlepsze bedą przedstawienia na świeżym
    powietrzu, tam głos sie rozprasza troche.
  • abepe 22.03.07, 18:05
    natalajj napisała:

    > Wiesz, może dla was na początek najlepsze bedą przedstawienia na świeżym
    > powietrzu, tam głos sie rozprasza troche.

    Marzy mi się, żeby na letniej scenie Teatru Miejskiego w Gdyni wystawiono coś
    dla dzieci. To pięknie wygląda jak aktorzy grają na tle zatoki. Tam by na pewno
    nie było za głośno.

    W zeszłym roku postanowiliśmy zabrać Grzesia na plenerowy koncert symfoniczny.
    Na Skwerze Kościuszki grała Orkiestra Polskiego Radia pod batutą Jerzego
    Maksymiuka. No i było za głośno:((
    --
    Aneta, mama Grzesia (7.09.03) i...(kwiecień 007:)
  • justi54 22.03.07, 08:56
    Jesteśmy częstymi gośćmi w teatrach. Chodzimy gdzie się do i na co się da.
    Nigdy nie wyrabiałam w małym nawyku spożywania posiłków w teatrze (a nawet w
    kinie)na poranne przedstawienie chodzimy zawsze po śniadaniu a na popołudniowe
    po obiedzie. Wiem że mały jest syty i dokarmianie jest zbędne. Jeśli jest to
    przedstawienie z przerwą to mały dostaje jedynie soczek a ja piję kawę w
    teatralnym bufeciku. Jak przerwy nie ma to nie pijemy. Po spektaklu idziemy
    często na lody i wtedy jest czas na ucztę. Nie chcę wyrabiać w nim nawyku
    jedzenia przecież wyjście do teatru to święto. Nawet jak jadą do teatru z całem
    przedszkolem to po śniadaniu a soczki dostają po wejściu do autobusu w drodze
    powrotnej.
  • abepe 22.03.07, 18:01
    justi54 napisała:

    na poranne przedstawienie chodzimy zawsze po śniadaniu a na popołudniowe
    > po obiedzie. Wiem że mały jest syty i dokarmianie jest zbędne.

    Wydaje mi się,że te dzieci podjadające podczas spektaklu też nie są głodne:)) To
    po prostu taki nawyk - jak siedzą przed telewizorem to też pewnie coś pogryzają.
    My mamy zupełnie inne zwyczaje żywieniowe ale podejrzewam, że jak by dziecko
    zobaczyło, że całe towarzystwo coś wcina to mogłoby sięzdenerwować , ze ono nie.
    Dużo mu można wytłumaczyć ale w końcu ma tylko 3,5 roku:(
    Będziemy musieli spróbować, tak czy owak.
    Na razie byliśmy na jednym przedstawieniu - w miejskim centrum kultury. Nie ma
    tam bufetu a widownię zapełniały dzieci przyprowadzone z przedszkola i ze sobą
    prowiantu nie miały.

    --
    Aneta, mama Grzesia (7.09.03) i...(kwiecień 007:)
  • kinga832 28.03.14, 13:59
    To prawda, czasami nie tylko dzieci zachowują się skandalicznie, lecz również rodzice. Ja czasami wychodzę do Teatru Małego Widza, ale na szczęście moje dzieciaki są bardzo zajęte udziałem w przedstawieniu i odzywają się tylko wtedy, gdy aktorzy je do tego zachęcają. Po prostu przedstawienia są dla nich bardzo ciekawe, dla mnie zresztą też.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka