Dodaj do ulubionych

Przygody Sindabada Żeglarza - NT Słupsk

01.06.07, 23:11
Niestety słabiutki spektakl. Bez polotu. Dłużyzny tekstowe, zwłaszcza w
pierwszym akcie. Reżyser też poszedł na łatwiznę i zamiast pogonić scenografa
do roboty, wybrał oklepaną wersję telebimu. Dzieci nie da się jednak oszukać
i jak zobaczyły ten telebimowy plan od razu zawołały: O! Film!
Zastanawia też po co teatrowi taka duża dotacja, skoro tło spektaklu stanowią
komputerowe tricki na dużym ekranie. Panie reżyserze, „ale to już było”,
vide: Balladyna.

Aktorsko niestety też położone. Broni się jedynie Albert Osik, którego rolę
Sindbada kupuję bez targowania się (mimo arabskiej scenerii). Oglądając
zastanawiałam się, właściwie dla kogo jest ten spektakl? Na pewno nie dla
dzieci przedszkolnych, bowiem nie wytrzymają takiej dłużyzny, poza tym kilka
scen budzi grozę. Mimo, iż dzieci lubią się bać, sceny z ptakiem są straszne.
Widziałam kilka osób pospiesznie opuszczających teatr z dziećmi. Kilka osób
dotrwało jakoś do przerwy, nie wracając na salę na drugi akt. Zupełnym
nieporozumieniem jest zabieranie na takie spektakle niemowląt (a były i
takie), ale to już raczej skrzywienie ich rodziców („Moje dziecko jest
geniuszem”).
Słabiutko pani grająca tancerkę, (nawet nie wiem kto to, bo NT nie zdradza
imienia tej aktorki). Widać, było, że taniec brzucha zaczęła ćwiczyć dopiero
od kilku tygodni. (Za mało prób).
W przerwie spektaklu dwie aktorki popisywały się na foyer umiejętnościami
animacyjnymi marionetek. Niestety, na pierwszy rzut oka brak warsztatu. Mogły
sobie darować.

Spektakle tego typu teatromani określają słowem: twarde krzesło. Zdecydowanie
było to bardzo twarde krzesło
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka