Dodaj do ulubionych

Prywatna Szkoła Podstawowa nr 41 p. Jopka

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 12:14
Wczoraj pojawil sie watek Prywatnej Szkoly Podstawowej na ul. Swietojerskiej
24 w Wwie. Chcialam uzupelnic informacje, ktore tam przeczytalam (zastanawiam
sie, dlaczego ten watek zostal usuniety?). Planuje przeniesc moje dziecko do
innej szkoly w niedlugim czasie, a tutaj chcialabym ostrzec innych
potencjalnie zainteresowanych rodzicow przed sytuacjami, do ktorych w tej
szkole dochodzi. Po pierwsze tak jak wczoraj ktos napisal - prawda jest, ze w
szkole jest stosowana przemoc psychiczna. Moje dziecko chodzi do pierwszej
klasy i to, co moge powiedziec o systemie wychowawczym tam stosowanym, to ze
jest drakonski. Dzieci za rozmowy na lekcji stoja grupowo cala klasa (liczaca
20 osob) na bacznosc przez cala przerwe. Obserwuja sytuacje, gdy ich kolegom
pani kaze zaklejac buzie plastrem, albo wulgarnie sie odzywa (jedna z matek
zalila sie na zebraniu, ze jej dziecku pani powiedziala, ze zaproszeniem na
urodziny moze sobie pupe wytrzec). Obowiazujacy w szkole "system superow"
polegajacy na tym, ze dzieciom ciagle sa oddawane i zabierane tzw. supery, a
dzieci ktorych "saldo" schodzi ponizej 10 superow sa zagrozone wyrzuceniem
powoduje sytuacje paradoksalne, w ktorych dzieci wciaz kalkuluja, jak przezyc
i jak np. superami za nauke nadrobic odbieranie superow za zachowanie. Wiele
dzieci placze, gdy musi oddac supera za np. odwrocenie sie na lekcji. Rodzice
w tej szkole absolutnie nie sa traktowani partnersko. Dyrektor wychodzi z
pozycji sily i jedyna odpowiedz, jaka otrzymalismy od niego na ostatnim
zebraniu byla taka, ze jest to jego szkola, a nie szkola spoleczna, ze jesli
on mowi, ze jest dobrze to znaczy ze tak jest, a jesli komus sie nie podoba
to droga do innych szkol stoi otworem. Rodzicow, ktorzy odwaza sie wychylic
ze sladem krytyki dyrektor zaczyna traktowac jak wrogow, zmienia tez
odpowiednio stosunek do ich dzieci. Probuje stosowac prymitywne manipulacje
typu obgadywania takiego niepokornego rodzica do wszystkich innych, co
powoduje ze taka osoba zaczyna sie czuc jak czarna owca. Tak jak ta mama
wczoraj napisala - ja takze uwazam, ze dobre wyniki na testach
szostoklasistow dyrektor osiaga poprzez dokladna selekcje przyszlych uczniow,
tak aby byly to dzieci zdolne, a bezwzgledne usuwanie ze szkoly uczniow
sprawiajacych jakiekowiek trudnosci wychowawcze, czy majace trudnosci w
nauce. Jest to miejsce, ktore powinno byc sprawdzone przez kuratorium
oswiaty. Takie jest moje zdanie. Czy ktos jeszcze ma opinie na temat tej
szkoly? (bardzo prosze o nieusuwanie tego watku dla dobra dzieci uczacych sie
tam oraz tych, ktorych rodzice nad tym sie zastanawiaja).
Edytor zaawansowany
  • Gość: Nauczycielka IP: *.chello.pl 20.05.04, 12:44
    Brzmi to aż nieprawdopodobnie, ale internet ma to do siebie, że mogą
    wypowiedzieć się wszyscy zainteresowani,dlatego proponuje, aby do tych, bardzo
    przecież poważnych zarzutów, ustosunkował się sam zainteresowany.
    Czy rzeczywiście takie sytuacje miały miejsce?
    Co sądzi o tym szkolny psycholog?
    Co na to pedagog?
    Jakie jest stanowisko w tej sprawie Rady Rodziców?
    Pracuję od 9 lat w innej szkole prywatnej i nie wyobrażam sobie takich praktyk
    kogokolwiek. Przypominam, że szkoła prywatna, która posiada uprawnienia
    publicznej, tzn. taka, której świadectwa są wszędzie uznawane, oprócz praw ma
    także i obowiązki.
    Jak wygląda program wychowawczy w tej szkole ( wiedzą Państwo przecież o tym,
    jest to zawarte w każdej umowie oświatowej i każdym statucie szkoły, który
    musieliście Państwo podpisywać).
    Jak wygląda sprawa pomocy w nauce dzieciom z dysfunkcjami - musi coś się dziać -
    przecież sukcesy szkoły nie pojawiają sie same.
    Piszecie Państwo o traktowaniu dzieci nie po partnersku - w szkole, niestety,
    dziecko nie może być partnerem nauczyciela, ale musi być traktowane z
    szacunkiem. Czy tak jest?
    W końcu ostatnie pytanie - czy dzieci lubia lekcje prowadzone przez dyrektora?
    Czy nie uczy on przypadkiem tzw. trudnego przedmiotu np. matematyki? ( W
    szkole, w której przepracowałam wiele lat rodzice mieli olbrzymie pretensje do
    dyrektorki poniewaz uczyła ona właśnie matematyki, przedmiotu nielubianego
    przez niektórych uczniów).
    Mam nadzieje, że uda się wyjasnic wszelkie niejasności na forum internetowym.
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 15:14
    Bardzo dziekuje za Pani list. Mam swiadomosc, ze opisywane przeze mnie
    sytuacje sa tak straszne, ze az nieprawdopodobne, ale mam nadzieje, ze dolacza
    tu do mnie inni rodzice z tej szkoly i opisza, jak oni postrzegaja stan rzeczy.
    O prawdziwosci opisanych sytuacji jestem gotowa zaswiadczyc nawet przed sadem,
    w kuratorium, etc. Jesli chcialaby Pani porozmawiac ze mna bezposrednio,
    chetnie podam nr tel. O tej szkole duzo osob mowi straszne rzeczy po cichu,
    bojac sie, aby ich dzieci nie usunieto. Wiekszosc osob wozi tam swoje dzieci ze
    wzgledu na duza liczbe godz. angielskiego tygodniowo (8). W tej szkole w miare
    dobrze funkcjonuja dzieci bardzo spokojne i zdolne. Dzieci zbyt ruchliwe,
    aktywne, czy majace problemy z nauka sa zachecane do zmiany szkoly
    niewybrednymi slowami. W szkole tej nie ma zadnego psychologa. Na ostatnim
    spotkaniu rodzicow proponowalismy dyrektorowi (z powodu zastrzezen, co do
    niektorych zachowan wychowawczyni), ze zaplacimy za dodatkowego nauczyciela
    wspomagajacego, psychologa lub jakiegos mediatora. Odpowiedz byla ostra: "W tej
    szkole nie bedzie zadnych osob trzecich, jesli ja mowie ze jest dobrze, to
    znaczy, ze jest dobrze.". W szkole nie slyszalam tez oczywiscie o zadnym
    szkolnym pedagogu, slyszalam natomiast, ze kilku rodzicow bylo juz na
    konsultacjach u psychologa ze swoimi dziecmi, slyszalam tez, ze dzieci boli
    glowa lub brzuch, gdy maja isc do szkoly. O zadnej Radzie Rodzicow w tej szkole
    nie slyszalam. Jesli takowa jest to jest to cialo calkowicie pasywne. Jesli
    chodzi o inne Pani pytania, to nie podpisywalismy zadnego statutu szkoly. Przy
    przyjeciu dziecka podpisywany jest jedynie rodzaj formularza zgloszenia dziecka
    do tej szkoly i deklaracja, ile zobowiazujemy sie placic. Jesli chodzi o pomoc
    dzieciom z dysfunkcjami, to w kl. I jest jedno dziecko nadpobudliwe i nie
    otrzymuje ono zadnej pomocy od szkoly. Jest wciaz karane, sprowadzane do
    dyrektora na rozmowy i uspokajane i do tego sprowadza sie "pomoc". Ten chlopiec
    czesto placze, a inne dzieci na to patrza i ucza sie, ze taki jest wlasnie
    prawidlowy sposob zalatwiania spraw. W tej szkole obowiazuje "system superow",
    ktory polega na tym, ze kazde dziecko rozpoczyna kolejny miesiac z saldem 20
    (jesli sie nie myle co liczby "wyjsciowej") superow. Za kazda najdrobniejsza
    nieprawidlowosc zachowania jest zabierany super, a za kazda pozytywna rzecz -
    dawany. Jeden z chlopcow dowiedzial sie, ze jesli w kolejnym miesiacu jego
    saldo superow spadnie ponizej 10 - zostanie wyrzucony. Taki system powoduje
    paradoksalne sytuacje: dzieci zdolne zaczynaja kalkulowac, jak zglaszajac sie
    na lekcji, czy dobrze robiac cwiczenia moga kompensowac straty superow za
    zachowanie. Nie mysla przy tym oczywiscie o istocie problemu, za ktory super
    zostal odebrany, ale o "przezyciu", czyli zachowaniu wlasciwego salda. Supery
    sa zabierane za odwrocenie na lekcji, wyjecie maskotki na lekcji (zreszta pani
    od angielskiego niedawno stwierdzila, ze zabawki dzieci tak bardzo jej
    przeszkadzaja w lekcji, ze zapowiada, ze jesli ktores wyjmie na jej lekcji
    zabawke, chodzi tu szczegolnie o metalowe zabawki chlopcow, np. samochodziki,
    czy modne ostatnio zetony z chipsow, to ona zabierze takie zabawki do konca
    roku. Ta sama pani odbiera supery za niepotrzebne przyniesienie na lekcje
    dodatkowych ksiazek, o ktore nie prosila). Co do sukcesow szkoly, to jesli
    chodzi o poziom nauki, to wydaje mi ze istotnie jest wysoki i to powoduje, ze
    rodzice bardzo chca zeby ich dzieci wlasnie tam chodzily. Ale druga strona tego
    samego medalu jest taka, ze wysokie wyniki w testach szostoklasistow wynikaja z
    tego, ze w ogromnej wiekszosci sa to dzieci z rodzin inteligenckich, o ktorych
    rozwoj rodzice bardzo dbaja oraz z tego, ze dzieci z problemami w nauce lub
    zachowaniu sa eliminowane ze szkoly tak wczesnie jak sie da. W swoim liscie nie
    mialam na mysli traktowania dzieci po partnersku - chodzilo mi o traktowanie
    rodzicow jak partnerow, a tego w tej szkole na pewno nie ma. Pyta Pani, jakiego
    przedmiotu uczy dyrektor. Jest on bylym pastorem (chyba Zielonoswiatkowcow) i
    ma czasem jakies lekcje biblijne. Jest to w ogole paradoks, ze osoba gloszaca,
    ze szkola ma profil chrzescijanski, zachowuje sie nie tylko nieetycznie, ale
    wrecz niechrzescijansko w stosunku do dzieci i ich rodzicow.
  • Gość: Nauczycielka IP: *.chello.pl 20.05.04, 16:41
    To rzeczywiście brzmi nieprawdopodobnie- statut szkoły to podstawowy dokument,
    który dyrekcja szkoły MUSI przedstawić rodzicom! Jak to mozliwe, żeby nie
    podpisywali Państwo umowy o świadczenie usług oświatowych - przecież sa w niej
    zagwarantowane prawa i obowiązki obu stron?!?
    Przeczytałyśmy z 4 koleżankami-nauczycielkami owe posty i żadna z nas nie
    spotkała się z czymś podobnym, a pracowałyśmy w różnych szkołach. Może to
    jakieś nieporozumienie, może tylko Pani przez niedopatrzenie czegoś nie
    podpisała. Proszę sprawdzić w sekretariacie swoje dokumenty.
    Opisywane przez Panią sytuację intrygują mnie coraz bardziej. Bardzo chciałabym
    poznać opinię dyrektora szkoły i jestem ciekawa jak ustosunkuje się on do
    bardzo ważkich zarzutów. Bo jeśli są one przesadzone to ma on prawo do
    publicznej obrony, zaś jeśli pokrywają się z prawdą to strach pomyśleć.
    Dlaczego w szkole nie ma psychologa i pedagoga? Dlaczego Państwo to akceptują?
    Przecież sam fakt obecności w klasie dziecka nadpobudliwego już wymaga pomocy
    psychologiczno-pedagogicznej.
    W każdej, powtarzam każdej szkole jest jakaś Rada Rodziców( może inaczej się
    nazywać, ale jest). Macie Państwo swoich przedstawicieli więc, jeśli sa
    trudności z dogadaniem się z dyrektorem, spróbujcie za ich pośrednictwem.
    Jakiego przedmiotu uczy dyrektor, czy jako nauczyciel jest lubiany? Jakie jest
    jego podejście do uczniów na gruncie uczeń-nauczyciel ( nie dyrektor). To
    ważne. Jakie są oceny końcoworoczne z jego przedmiotu? Może tu tkwi problem.
    Jestem przeciwna roztrząsaniu spraw szkolnych na szerszym forum, ale skoro tak
    się stało dobrze by było, aby w sprawie wypowiedziało się więcej osób i to z
    obu stron.
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 20.05.04, 22:31
    Każdy ma swój punkt widzenia. Ja też mam dziecko w I klasie tej szkoły. Ja też
    jestem w centrum całego zamieszania. I co widzę? Widzę czepialskich rodziców,
    którym nic nie odpowiada. Pod koniec klasy "0" wymusili na dyrektorze zmianę
    nauczycielki. Pod koniec klasy I znowu czepiają się niewiadomo czego. I widzę
    dyrektora, który ma dość marudzących na każdym kroku rodziców. Widzi on młodą
    nauczycielkę, która bardzo się stara, która w swoją pracę wkłada wiele serca i
    zaangażowania, która w ciągu tego roku wiele się nauczyła, widzi on, że ta
    nauczycielka nie jest we wszystkim idealna, że musi jeszcze nad niektórymi
    rzeczami popracować, ale która, jak podpowiada mu jego doświadczenie, ma szansę
    stać się naprawdę dobrym nauczycielem. Dlatego stanowczo mówi, że on obserwuje
    tą nauczycielkę od początku roku, że on bywa w tej klasie codziennie od
    początku drugiego semestru (tj. od ferii, po których pojawiły się w klasie
    problemy z zachowaniem dzieci) i on ma na ten temat własne zdanie.
    Jeśli chodzi o wysyłanie dzieci na konsultacje do psychologów to słyszałam o
    dwóch przypadkach: 1.nadpobudliwy chłopiec, 2.dziecko jednej z bardziej
    czepialskich mam.
    Jeśli chodzi o przyjmowanie dziecka do szkoły to ja podpisywałam umowę i
    oglądałam statut szkoły.
    Ten nadpobudliwy chłopiec często płacze, ponieważ jest bardzo wrażliwy, a inne
    dzieci go zaczepiają i czasami dokuczają.
    Jeśli chodzi o supery, to ja nie słyszałam o zabieraniu superów za odwrócenie
    się na lekcji itp. Moje dziecko twierdzi, że może stracić supera za np.
    kilkakrotne niewłaściwe zachowanie się na zajęciach, czy trzykrotny brak pracy
    domowej.
    Pani od angielskiego poprosiła rodziców na zebraniu, aby nie pozwolili dzieciom
    przynosić do szkoły hałaśliwych zabawek, ponieważ bardzo przeszkadzają w
    zajęciach. Powiedziała, że jeśli jakieś dziecko zacznie bawić się na zajęciach
    taką zabawkę, to, jak ustalili z innymi nauczycielami, skonfiskuje ją do końca
    roku (tj. na półtora miesiąca). Do tej pory takie zabawki były konfiskowane do
    końca tygodnia, ale nie wywierało to na dzieciach żadnego wrażenia.
    Jeśli chodzi o dyrektora, to moje dziecko bardzo go lubi (częstuje dzieci
    cukierkami).
    Jeśli chodzi o panią wychowawczynię, to moje dziecko twierdzi, że lubią ją
    wszystkie dzieci z klasy, łącznie z tym nadpobudliwym chłopcem sprawiającym
    takie problemy.
    Aha, jeśli chodzi o nieszczęsny plaster na usta, to pani dała gadatliwemu
    dziecku plaster i powiedziała, że ma do wyboru albo plaster na buzi albo
    przestać gadać. I w którymś momencie delikwent doszedł do wniosku, że jednak
    gada i sobie ten plaster nakleił.

  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 07:34
    A jeśli chodzi o odbieranie dzieciom superów, to myślę, że łatwo to można
    sprawdzić na kartach dzieci. Moje dziecko ma liczne wpisy mówiące o stracie
    supera za pojedyncze zachowanie (raz miało też wpis za pojedyncze nieodrobienie
    pracy) - tak więc z tym wielokrotnym zachowaniem, po którym następuje kara, to
    nie do końca tak. Poza tym nie możesz zaprzeczyć Druga Mamo, że dziecko zdolne
    (a takich jest większość w tej klasie) szybko dochodzi do wniosku (moje już
    doszło), jak aktywnością na lekcji i innymi rzeczami związanymi z nauką (z
    którą nie ma problemów), za co są przyznawane supery, kompensować supery
    odbierane za zachowanie. Myślę, że więcej dzieci myśli w ten sposób -
    generalnie starają się przecież jakoś tam przeżyć.
  • kszczot 20.05.04, 12:52
    Hmmm. Chyba nie zgodzę się z Tobą.
    Mój syn w zeszłym roku skończył gimnazjum w tej szkole. Chodził do niej przez
    pięć lat.Moja córka chodzi już 6 rok - od zerówki.
    Mówiąc szczerze nie spotkałem się przez ten cały czas z takimi sytuacjami.Nie
    sądzę, że dyrektor przesadza z surowością w czasie i po lekcjach.Moim zdaniem
    to, że dzieciaki czuja respekt przed dyrekcja i nauczycielami ma znacznie
    wiecej zalet niż wad.Jeżeli chodzi o klasy początkowe, to oczywistym jest miom
    zdaniem to (przy braku ocen w klasach 1-3), że "supery" czy jak to się tam
    nazywa, sa dawane za dobre wyniki/zachowanie a odbierane za złe. Dzieci musza
    przyzwyczaić się do pewnych reguł w szkole. Samo chwalenie niczego dobrego
    jeszcze w dzieciach nie wykształciło.No, chyba że jesteś zwolenniczką
    bezstresowego wychowywania, ale wówczas lepiej zabrac dziecko ze szkoły wogóle
    i samemu je kształcić.
    Co do stresu w czasie lekcji i ostrego zachowania nauczycieli, to ja uważam
    wręcz przeciwnie - dyrektor moim zdaniem za wiele im pozwala, ja był bym
    znacznie surowszy.Kary psychiczne jak mówisz - owszem musza byc jakieś - co
    wolałabyś aby były fizyczne????
    Co do poziomu nauczania - tutaj sie z toba zgadzam jest bardzo wysoki - to
    najlepiej pokazuja testy po podstawówce jak i po gimnazjum. Sam wiem, bo mój
    syn wcale nie będąc orłem w tej szkole bez trudu zdał (miał odpowiednią ilość
    punktów z testu) do dobrego liceum a i radzi tam sobie bez problemów (chociaż
    miglancowi uczyc sie nie chce).
    Tak więc nie przesadzaj. Porozmawiaj z rodzicami dzieci o innych szkołach,
    porównaj warunki, ceny a przede wszystkim efekty. ja wiem jedno, córki z tej
    szkoły nie zabiorę.
    Jest to tekst NIE SPONSOROWANY.
    Pozdrawiam,
    Kszczot
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 15:26
    Odpowiedz do Kszczota: Szanowny Panie, zycze powodzenia, ale radze przyjrzec
    sie sytuacji nieco dokladniej. Byc moze nie wszystko Pan zauwaza. Ja tez wiem,
    ze cena za te szkole nie jest wysoka biorac pod uwage liczbe godzin
    angielskiego i poziom nauki. Jednak nadal jestem przekonana, ze sa dzieci w tej
    szkole, ktore sa krzywdzone psychicznie. Na pewno dzieci spokojne, nie
    sprawiajaca najmniejszych klopotow wychowawczych beda funkcjonowac lepiej, bo
    pasuja do "formy", w ktora dyrektor chce wpasowac takze wszystkie pozostale
    dzieci. I dzieci zbyt dynamiczne sa do niej brutalnie wpychane. Na pewno
    ogromne znaczenie ma tu takze wychowawca - pani w klasie pierwszej stosuje
    najwymyslniejsze sposoby poradzenia sobie z uczniami - od krzyku, poprzez
    stawianie na bacznosc przez cala przerwe, zaklejanie buzi plastrem, az po
    ublizanie. I takze te dzieci spokojne to wszystko obserwuja i mysla, ze to jest
    sposob, w jaki zalatwia sie problemy. Dzieci tak "prowadzone" beda doskonale w
    przyszlosci umialy panowac nad swoimi emocjami, a przypuszczam, ze nawet beda
    potrafily oddzielac emocje od rozumu i robic, rzeczy ktorych wiekszosc ludzi
    nie chce robic wlasnie ze wzgledu na swoje uczucia i emocje. Nie jestem
    zwolenniczka bezstresowego wychowywania dzieci,ale uwazam, ze jesli nie beda
    traktowane z szacunkiem i nie beda sie czuly bezpiecznie, to gdzies, kiedys to
    znajdzie ujscie - w jaki sposob, niech Pan sam sobie odpowie, bo mozliwosci
    jest tu kilka (problemy psychologiczne, krzywdzenie innych, etc.). Ciekawa
    jestem bardzo opinii innych rodzicow z tej szkoly.
  • kszczot 21.05.04, 08:49
    Szanowna Pani mamo dziecka z kl. 1: Jeżeli wierzy Pani w te bzdury o zaklejaniu
    dzieciom ust plastrem - to bardzo Pani współczuję. Jest Pani mamą dziecka z kl.
    1 czyli z bardzo małym doswiadczeniem w tej szkole - powtarzam takie rzeczy tam
    nie maja miejsca.Mówi Pani o problemach z nadpobudliwymi dziećmi: TO JEST
    PRYWATNA SZKOŁA Z BARDZO WYSOKIMI WYMAGANIAMI W STOSUNKU DO DZIECI ZAPEWNIAJACA
    WYSOKI POZIOM NAUCZANIA.NIE JEST TO PUBLICZNA REJONÓWKA, KTÓRA MUSI SIĘ
    ZAJMOWAĆ TAKIMI PRZYPADKAMI.JAKO PRYWATNA SZKOŁA JEST TO BIZNES, POTWARZAM
    BIZNES - MAJĄCY PRZYNIEŚĆ OKREŚLONE PROFITY JEGO WŁAŚCICIELOWI. To on określa
    zasady (w ramach obowiazujących przepisów w Polsce) działania tego biznesu i
    jeżeli komuś te zasady nie odpowiadaja - to do widzenia i po sprawie.Nie ma
    Pani przypisanej tej szkoły, może Pani ja w każdej chwili zmienić.
    Tyle mam do powiedzenia w tej sprawie. Powtarzam i radze dobrze - niech się
    Pani sama i jej dziecko w tej szkole nie męczą - idźcie tam gdzie wszystko jest
    pieknie, dzieci szczęśliwe, nauczyciele anielscy, dyrektor boski, poziom
    nauczania najwyższy, ceny najniższe, warunki najlepsze itd, itp.
    Pozdrawiam
    Kszczot
  • Gość: Nauczycielka IP: *.chello.pl 21.05.04, 09:45
    Z czystej zawodowej ciekawości zainteresowałam się ta szkołą. I słyszę, a także
    czytam, krańcowo skrajne opinie. Jaka ta szkoła jest naprawdę?
    Jest statut i umowa czy jej nie ma? ( Mamo 1 klasisty - idź do sekterariatu-
    może czekają tam na Ciebie przeoczone i niepodpisane dokumenty).
    Jest psycholog i pedagog czy ich nie ma? ( z jednej strony czytam, że nie ma, z
    drugiej, że ktoś konsultuje dzieci nadpobudliwe)
    Zakleja się buzie plastrem czy nie ?( mama1klasisty twierdzi, że tak,kszczot,
    że to bzdury). Jak jest naprawdę, bo z jednej strony nie wierzę, zeby
    nauczyciel mógł coś takiego zrobić, a z drugiej, aż strach pomysleć co to za
    nauczyciel jeśli jednak używa plastra na dzieci!
    Co to znaczy, że rodzice wymusili zmianę jakiegoś nauczyciela? Wymusić to może
    gangster okup za porwanego, odwołanie nauczyciela musi być uzasadnione
    merytorycznie. Czy było? Czy ktoś składał jakieś skargi? Czy są protokoły,
    pisma złożone na dziennik w sekretariacie?
    Jestem zdecydowanie przeciwna przynoszeniu do szkoły zabawek, ale i w tej
    kwestii ustalenia, szczególnie gdy dotyczą małych dzieci, powinny być jasne.
    Nigdy nie uczyłam w klasach 1-3, ale wiem, że skonfiskowanie ukochanego misia
    do końca roku może być dla dziecka dramatem. Czy jednak nie mozna tego
    rozwiązać polubownie?
    Zaintrygowały mnie "supery" - żadna z koleżanek ucząca w klasach 1-3 nie
    słyszała o takiej formie. Może więc znowu chodzi o jakieś nieporozumienie. Może
    dzieci przekazują coś niejednoznacznie? Co mówi o tym wychowawczyni na
    zebraniach? Porozmawiajcie w czsie dni otwartych z rodzicami starszych klas,
    może to rozjasni sytuację!
    Ktoś gdzieś napisał o zbyt dużej ruchliwości dzieci utrudniającej prowadzenie
    lekcji. Może zamiast atakować nauczycielkę wartoby ją poprosić, aby więcej
    czasu spędzała z dziećmi na sali gimnastycznej i , w ramach zajęć
    zintegrowanych , wprowadziła więcej ruchu! Mała rzecz, zmiana sali, a efekt
    gwarantowany.
    Kszczot napisał, że jak sie komuś nie podoba niech zmienia szkołę. Może to i
    słuszne, ale trzeba mieć świadomość, że szkół bez skazy nie ma, a zmiana
    środowiska nie jest rzeczą najbardziej pożądaną. Może wartoby jednak wyjaśniać.
    Bardzo dobrze, że jest to szkoła o barzo wysokim poziomie, ale ja jako
    nauczyciel zawsze zadaję sobie jedno pytanie- jakim kosztem i czy warto za
    wszelką cenę śrubować poziom?
    Bardzo jestem ciekawa wypowiedzi innych osób, a zwłaszcza atakowanego
    dyrektora, psychologa i pedagoga. Ciekawa jestem jakie będą wyniki sprawdzianu
    po VI klasie.
  • Gość: Mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 10:08
    Mnie przy zapisie dziecka do szkoły ani statutu, ani niczego innego oprócz
    opisanego przeze mnie wcześniej dokumentu nie pokazywano. Psychologa nie ma -
    rodzice wszystkich tych dzieci, które były u psychologa, zrobili to na własną
    rękę. Co do zaklejania, druga mama, która się odezwała na tym forum, też
    potwierdziła, że taki fakt miał miejsce. Kszczot nie ma dziecka w tej klasie, w
    związku z czym jego dziecko nie było świadkiem tej sytuacji. Co do zmiany
    nauczyciela z zerówki, dyrektor także przyznał, że zatrudnienie tamtej pani nie
    było fortunne. Była to starsza osoba, jak dyrektor potem powiedział "wypalona
    zawodowo", która jak sądzę nie miała może siły ani chęci, żeby np. wychodzić z
    zerówkowiczami poza mury szkoły (dzieci cały czas spędzały w klasie), ani dbać
    o atrakcyjność lekcji. Sądzę, że to że została przez dyrektora zwolniona (na
    pewno przyczyniły się do tego skargi rodziców wynikające z komentarzy dzieci,
    ale także wynikło to z analizy przeprowadzonej przez samego dyrektora).Zgadzam
    się z Panią, że konfiskata ulubionej zabawki jest dramatem dla
    pierwszoklasisty - mnie wydaje się to bardzo, bardzo surową karą. Do końca roku
    dla tak małego dziecka kojarzy się z "na zawsze". Co do superów, jest to
    ogólnie obowiązujący w młodszych klasach system. Każde dziecko ma na początku
    miesiąca określone saldo (któremu odpowiadają powycinane z książki
    kartonowe "monety" o nazwie "super"). Każde ma też przeznaczoną do tego celu
    tabelkę/formularz, w którą wpisywane jest każde zabranie i danie supera
    dziecku. Rodzic powinien podpisywać każdą taką "operację" w ostatniej kolumnie
    w polu odpowiadającym danemu zdarzeniu. Tak jak wcześniej pisałam, myślę, że
    nie jest to system zdrowy. W tej szkole nie ma żadnych otwartych dyskusji -
    jeśli taka pojawia się na zebraniu, to jest to określane przez dyrektora
    mianem "pyskówka" lub "rozróba" (to jego słowa). On sam, jeśli obecny, wszelkie
    dyskusje ucina ostro słowami, które opisałam wcześniej. Tam po prostu nie ma
    dyskusji, i może dlatego, kierowana bezradnością, zdecydowałam się odezwać
    tutaj. Co do wyników sprawdzianu po VI klasie, zapewne będą wysokie, ale (jak
    pisałam wcześniej) jest to efekt nie tylko poziomu nauczania (który jest wysoki
    i temu nie przeczę, ale twierdzę, że w tej klasie dzieci są zastraszane i
    często źle traktowane, tak samo nieodpowiednio traktowani są rodzice), ale
    także bezwzględnej selekcji. Co do zajęć ruchowych, to też to sugerowaliśmy.
    Dla mnie szokiem była wiadomość o postawieniu dzieci przez przerwę na baczność
    za karę za zachowanie (co jest dokładnym przeciwieństwem sugerowanego przez
    Panią umożliwienia dzieciom rozładowania energii poprzez ruch). Też mam
    nadzieję, że odezwie się tutaj więcej rodziców. Może to coś zmieni?
  • kszczot 21.05.04, 11:00
    Jak słowo, nie mam już do Pani nerwów. Pisze pani, że wysokie wyniki nie są
    tylko efektem wysokiego poziomu nauczania, ale również 'Bezwzględnej selekcji".
    A z czym sie Pani na co dzień w życiu spotyka? Czy do najlepszych liceów w tym
    kraju bez bardzo wysokiej liczby punktów można sie dostać? Czy na UJ lub SGH
    przyjmują wszystkich chętnych? Czy bez super wykształcenia (obowiązkowo języki
    obce) dostanie się pracę nie mając 'znajomości'?
    Bardzo proszę nie opowiadać o zastraszanych rodzicach i dzieciach. Tam tak na
    prawdę nie jest. Mówię raz jeszcze - dwoje moich dzieci chodziło do tej szkoły
    (jedno tam jest) - te opowiesci o znęcaniu sie nad dziećmi nie są prawdą. Np.
    dyrektor kupił specjalną miękką gumową piłkę, aby chłopcy z klasy mojej córki
    mogli grac na przerwie w "nogę". Czy zna Pani szkołę gdzie dyrektor gra
    dzieciom na gitarze i spiewa w czasie przerwy? Przepraszam, ale Pani
    konfabuluje na potęgę. Może Pani oczekiwania co do tej szkoły są za wysokie?
    Może zbyt duża ilość wolnego czasu (wiem, że ponad połowa mam dzieci z tej
    szkoły nie pracuje - BO NIE MUSI!!)
  • kszczot 21.05.04, 11:08
    Jak słowo, nie mam już do Pani nerwów. Pisze pani, że wysokie wyniki nie są
    tylko efektem wysokiego poziomu nauczania, ale również 'Bezwzględnej selekcji".
    A z czym sie Pani na co dzień w życiu spotyka? Czy do najlepszych liceów w tym
    kraju bez bardzo wysokiej liczby punktów można sie dostać? Czy na UJ lub SGH
    przyjmują wszystkich chętnych? Czy bez super wykształcenia (obowiązkowo języki
    obce) dostanie się pracę nie mając 'znajomości'?
    Bardzo proszę nie opowiadać o zastraszanych rodzicach i dzieciach. Tam tak na
    prawdę nie jest. Mówię raz jeszcze - dwoje moich dzieci chodziło do tej szkoły
    (jedno tam jest) - te opowiesci o znęcaniu sie nad dziećmi nie są prawdą. Np.
    dyrektor kupił specjalną miękką gumową piłkę, aby chłopcy z klasy mojej córki
    mogli grac na przerwie w "nogę". Czy zna Pani szkołę gdzie dyrektor gra
    dzieciom na gitarze i spiewa w czasie przerwy? Przepraszam, ale Pani
    konfabuluje na potęgę. Może Pani oczekiwania co do tej szkoły są za wysokie?
    Może zbyt duża ilość wolnego czasu (wiem, że ponad połowa mam dzieci z tej
    szkoły nie pracuje - BO NIE MUSI!!) powoduje schizofreniczne leki oblężonej
    twierdzy w postaci strachu o dziecko? Nie wiem. Ale moja rada raz jeszcze -
    niech Pani zabierze dziecko z tej szkoły - tam gdzie jest lepiej.
    A może to, że wie Pani doskonale o wysokim poziomie nauczania w tej szkole,
    powstrzymuje Panią od tego kroku? Jeżeli tak, to jak mówią: wiedziały gały co
    brały, a jak sie za późno zorientowały i nie zmieniają - to znaczy, że dalej
    kochają.
    Pozdrawiam
    Kszczot
  • Gość: Nauczycielka IP: *.chello.pl 21.05.04, 11:37
    Nie znam Pana, nie znam szkoły, nie znam dyrektora, nie znam mamy1klasisty, ale
    dyskusja coraz bardziej mnie interesuje i wciąga. Czy jednak nie przesadził Pan
    ze stwierdzeniem , że tylko osoby wygrywające wyścig szczurów osiągają sukces?
    Czy wie Pan, że owa "bezwzględna selekcja" często kończy się sięgnięciem po
    narkotyki albo alkohol? Czy jest Pan pewien, że tylko absolwenci SGH i UJ są
    ludxmi suksecu? Czy wie Pan ilu z tych biorących uciał w wyścigu podejmuje
    próby samobójcze?
    Nie wiem kim jest Pan z wykształcenia, ja ukończyłam chemię na UW , studia
    podyplomowe i dziesiątki kursów. Mam wieloletnia praktykę w szkole, śledzę losy
    absolwentów i z przerażeniem stwierdzam, że naprawdę szczęśliwi ludzie wcale
    nie byli najlepszymi uczniami i wcale nie ukończyli najbardziej prestiżowych
    uczelni.Jeden z moich, najlepiej rokujących uczniów,jest dziś zdegenerowanym
    alkoholikiem, inny całkiem przeciętny, mający trudności z moim przedmiotem
    odwrotnie, odnazł sie w życiu i jest znanym dziennikarzem.
    Powtarzam raz jeszcze - nie znam szkoły, ale jeśli rzeczywiście dochodzi w niej
    do "bezwzględnej selekcji" to ja bym ani w niej nie chciała uczyć, ani posylać
    córek.
  • kszczot 21.05.04, 13:12
    Z całym szacunkiem, ale odrobinę, Pani Nauczycielko, nadinterpretuje Pani moje
    słowa. Wcale nie twierdzę, że tylko kariera i kasa daje szczęście. Każdy ma
    swoje poczucie szczęścia, jak i cele oraz drogę do nich wiodącą.Nie twierdzę,
    że wyścig szczurów - to jest to, co tygrysy lubią najbardziej (tak na prawde
    one myslą o tym jak sie najeść i po tej ciężkiej czynności najlepiej wyspać:-))
    O dobrych szkołach wspomniałem przy okazji wątku o doborze uczniów. Chyba
    zgodzi się Pani ze mną, że taki dobór w Polsce istnieje w dobrych szkołach?
    Ale w filozoficzne rozważania na temat wyścigu szczurów wdawał sie nie bedę.
    Tym bardziej o indywidualnej wykładni szczęścia.
    Co do ukończonych moich szkół to SGH i London School of Economics chyba
    wystarczy?
    Mówiąc szczerze nie dlatego moje dzieci do tej szkoły chodzą. Na poczatku
    głównie chodziło mi o to, że szkoła jest kameralna pod względem ilości klas (po
    jednej w roczniku), małej ilości dzieci w klasach (16-20), duzej ilości
    angielskiego i niemieckiego + dobrzy nauczyciele. Wszyscy rodzice znaja się z
    widzenia, nie ma kłopotów z narkotykami i postronnymi.Jest po prostu
    bezpiecznie.To jest dla mnie najważniejsze. Poziom nauczania zawsze jest sprawą
    względną - ZAWSZE się znajda niezadowoleni. Nic na to nie poradzę. Co do
    drakońskich metod wychowania opisanych przez Mamę - NA PRAWDE NIE MA ICH.Czy
    ktokolwiek zdrowo myślący sądzi, że pozostali rodzice wiedząc o takich
    praktykach - pozwolili by na to? To jest czysty absurd. Sama Pani pisze, że
    wydaje sie to nieprawdopodobne.
    W ciagu roku szkolnego zawsze sa dzieci, które odchodzą ze szkoły i takie które
    do niej przychodzą.Tak było za nzszych czasów i tak będzie w przyszłości
    (uważam że znacznie intensywniej).
    Ale sie rozpisałem, czas kończyć.
    Pozdrawiam,
    Kszczot
  • Gość: Mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 13:05
    Panie Kszszot - ja nie widziałam w tej szkole ani razu dzieci grających na
    przerwie w piłkę. Raczej dzieci nauczone spokojnego "przechadzania się"
    i "dyskutowania" na przerwach ubrane w obowiązkowe biało-granatowe stroje z
    krawatami i koloratkami pod szyją u dziewczynek. Poza tym byłam też trochę
    zdziwiona widząc opis tej szkoły w zestawieniu szkół podstawowych, które
    ukazało się ok. 3 miesięcy temu w "Kujonie Polskim" w Gazecie. W informacji tam
    zamieszczonej było napisane, że w tej szkole jest sala gimnastyczna, podczas
    gdy nie ma żadnej. Dzieci ćwiczą na niedużym korytarzu lub w parku po drugiej
    stronie ulicy (przez ostatnie 2 miesiące roku szkoła nie zabiera już dzieci na
    salę gimnastyczną na Polonii, gdzie chodziły na WF poprzednio). Było tam też
    napisane, że szkoła ma "chrześcijański profil" lub jakieś podobne wyrażenie.
    Moja obecność na tym forum wynika z faktu ogromnego zaskoczenia, że szkoła nie
    tylko nie wykazuje "chrześcijańskiej" postawy, ale często wręcz nieetyczną i
    niepedagogiczną. Dzieci, które są wzywane do dyrektora są straszone szybkim
    wyrzuceniem, czyli nie omawia się z nimi problemu, jaki zaistniał, ale
    powoduje, aby czuły się zagrożone. Pan może sądzić o mnie rzeczy, jakie uzna
    Pan za stosowne. Ja nadal twierdzę, że sytuacje opisane przeze mnie są
    prawdziwe, sądzę też nadal, że takie postępowanie nie jest właściwe.
  • kszczot 21.05.04, 13:24
    Przepraszam bardzo za uwagę, ale Pani po prostu sie czepia.
    Nie rozumiem -podoba sie Pani obowiązkowy strój, czy nie? Ja ten pomysł
    popieram.Chrześcjański charakter szkoły - TO NIE KATOLICKI. Prosze o tym
    pamietać. Nie będę sie wywodził na temat różnic.
    Nie widziała Pani dzieci grajacych podczas przerwy - no cóż, jeżeli jest Pani
    aż taką empirystką to trudno, nie mam szans Pani przekonać.
    A tak na prawdę - to kompletnie nie rozumiem Pani postawy. Zostało tylko ok.20
    dni nauki do końca roku szkolnego. wszystkie szkoły działają. Może Pani do nich
    pójść i porównać, znaleść TĄ WŁAŚCIWĄ. Mówię to bez cienia złościwości. Po co
    się męczyć.
    Pozdawiam
    Kszczot
  • Gość: Mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 17:17
    Myślę nad zmianą tej szkoły bardzo intensywnie. Chciałabym tu jeszcze dodać
    kolejną rozbieżność z opisem szkoły w "Kujonie Polskim". Było tam napisane, że
    w szkole są zajęcia dodatkowe, a nie ma absolutnie żadnych, bo na drugą zmianę
    w tym samym budynku działa szkoła muzyczna, w związku z czym dzieci muszą
    zwolnić sale i być w pomieszczeniu świetlicy. Dodaję to tylko gwoli
    uzupełnienia całościowego obrazu szkoły pod kątem ewentualnych potencjalnie
    zainteresowanych rodziców, a nie dla Pana, bo Pan o tym świetnie wie.
  • Gość: Mam1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 10:22
    Jako przykład "skłonności dyrektora do dyskusji" chciałabym jeszcze dodać to,
    że w jednym z ostatnich lat na wskutek niemożności porozumienia się z
    rodzicami, rozwiązał całą klasę, w związku z czym nie miał kandydatów do
    pierwszej klasy relatywnie niedawno utworzonego gimnazjum. Niewiele z dzieci z
    tej podstawówki chce też kontynuować naukę w gimnazjum przy tej szkole. Myślę,
    że te dzieci są już wystarczająco duże, żeby samodzielnie zdecydować, że nie
    chcą tej atmosfery znosić dłużej.
  • Gość: Tzw. "rodzic" IP: *.crowley.pl 21.05.04, 10:13
    metody wychowawcze.
    Pierwsze szkoły prywatne były tworzone przez nauczycieli i rodziców, którzy nie
    mogli pogodzić się ze szkolnictwem PRLowskim: pijaństwem nauczycieli,
    wymuszaniem pieniędzy i prezentów, dręczeniem dzieci, których rodzice nie
    spodobali się gronu pedagogicznemu.
    Dla mnie i dwójki moich dzieci (dwie różne szkoły społeczne) przeniesienie do
    do tych nowych wtedy placówek było jedną z lepszych decyzji życiowych.
    Nauczyciele po prostu lubili dzieci, a jedna która przyszła dorobić sobie na
    pół etatu (po występie w starym stylu na pierwszej wywiadówce) szybko wróciła
    tam skąd przyszła.
    Jak widać, szkoły prywatne stały się teraz intratnym biznesem, do którego
    przenosi się wszelkie tałatajstwo nauczycielskie.
    Niestety, nic nie mogę Pani poradzić. Tak jest teraz "trendy".
  • Gość: Rodzice IP: 157.25.130.* 21.05.04, 12:03
    bardzo zadowoleni z nowej szkoły.
  • Gość: Mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 12:38
    Czy mogliby Państwo napisać, do której klasy chodziło Państwa dziecko i jakie
    były powody przeniesienia przez Państwa dziecka do innej szkoły?
  • Gość: Nauczycielka IP: *.chello.pl 21.05.04, 18:09
    Z wypowiedzi rysuje się bardzo dwuznaczny obraz szkoły - z jednej Kszczot
    chwali za wszystko, z drugiej mama1klasisty ostro krytykuje, a gdzieniegdzie
    pojawiają sie głosy popierające jedną lub drugą stronę. W porządku, nic nie
    jest ani czarne ani białe. Mnie jednak ciągle brakuje ustosunkowania się do
    krytyki osoby najbardziej zainteresowanej czyli pana dyrektora. Do wszystkich
    postawionych wyżej pytań dodaję kolejne - czy prawdziwe są zarzuty o
    robieżnościach pomiędzy informacjami z prasy a stanem faktycznym? Czy naprawdę
    nie ma zajęć dodatkowych - wysoki poziom nauczania i brak konsultacji z
    nauczycielami - coś mi się tu nie zgadza. Gdzie jest prawda?
  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 21:05
    Rzeczywiście nie ma żadnych zajęć dodatkowych. Jedynie dzieci przygotowujące
    się do jakichś konkursów czy olimpiad (w starszych klasach) mogą liczyć na
    indywidualne dodatkowe spotkania z nauczycielem (dyrektor nazywa to systemem,
    czy metodą uczeń-mistrz, czy jakoś podobnie). Pozostałe dzieci mają lekcje i
    absolutnie nic po lekcjach, bo tak jak napisałam wcześniej, do budynek
    przejmuje szkoła muzyczna. Informacje w Dodatku do Gazety Wyb. pt "Przewodnik
    po szkołach z klasą" (przepraszam za pomyłkę, wcześniej napisałam że zostało to
    zamieszczone w dodatku "Kujon Polski") z dnia 25 lutego , str. 10 są więc
    nieprawdziwe (tak w zakresie zajęć dodatkowych, bo nie ma żadnych z tych
    wymienionych w zestawieniu, jak i posiadania przez szkołę sali gimnastycznej -
    w tym dodatku do GW szkoła podała nawet, że ma 2 sale gimnastyczne i boisko, a
    nie ma żadnej; jako boisko dyrektor traktuje chyba trawnik parku po drugiej
    stronie ulicy). Prawdziwe są za to dane dotyczące wysokości czesnego.
  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 22:00
    W tej chwili sprawdziłam, że na forum Gazety rozmawiano o szkole p. Jopka także
    w poprzednich latach (teraz oczywiście bardzo żałuję, że nie sprawdziłam tego
    przed zapisaniem dziecka do tej szkoły). Jeśli jest Pani zainteresowana
    wcześniejszymi notkami, to zachęcam do wyszukania (ja znalazłam szukając po
    nazwisku: "Jopek", "Jopka").
  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 22:46
    Komentarzy na forum z poprzednich lat szukałam też wyszukiwarką
    szukając "Świętojerskiej".
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 21.05.04, 21:26
    W podpisywanej przeze mnie umowie przy przyjmowaniu mojego dziecka do szkoły
    jest napisane „Oświadczam, że znane mi są chrześcijańskie założenia szkoły oraz
    zasady jej funkcjonowania oparte na Statucie Szkoły”. Jeśli ktoś podpisał tą
    umowę i nic nie wie o istnieniu Statutu Szkoły to chyba nie świadczy to o nim
    najlepiej.
    Z tego co sobie przypominam, to w zerówce przyszła do klasy pani psycholog i
    każdy rodzic otrzymał pisemną informację o swoim dziecku.
    Nauczycielka z zerówki, może nie była idealna, ale główną przyczyną jej
    zwolnienia była grupka mam, które się dobrały i nachodziły dyrektora.
    Według mnie zabranie dziecku hałaśliwej zabawki na półtora miesiąca (jeśli
    wcześniejsze łagodniejsze konsekwencje nie skutkowały) nie jest aż tak wielkim
    dramatem, chyba że dziecko chowane jest „bezstresowo”.
    Ja nie uważam, aby supery były złe. Dopingują dzieci do większego starania i
    uczą konsekwencji swego zachowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy rodzice
    przekazują dziecku swoją negatywną opinię o tym systemie nagradzania i karania.
    Nie wiem czemu ja jakoś nie zauważyłam, aby dzieci były zastraszane, aby
    rodzice byli niewłaściwie traktowani, aby miała miejsce jakaś bezwzględna
    selekcja. Chyba że niewłaściwe traktowanie polegało na tym, że dyrektor nie
    przeraził się groźbą zabrania dziecka ze szkoły, tylko powiedział, żeby to
    zrobić i przekonać się jak jest w innych szkołach.
    Moje dziecko jest zadowolone ze szkoły i chętnie do niej chodzi. Prawie z
    płaczem mi mówi, że chyba ich pani odejdzie z tej szkoły, bo ma chrypkę.
    Dziecko rodziców niezadowolonych ze szkoły jak się dowiedziało, że rodzice chcą
    je przenieść do innej szkoły, strasznie zaprotestowało. Teraz już zostało
    przekabacone i mówi podobno, że w tej nowej szkole byłyby rybki i ptaszki.
    I, jak zaznacza sam dyrektor, w tej szkole nie ma wyścigu szczurów, a
    najważniejszy jest uśmiech naszych dzieci.
    Jeśli chodzi o gimnazjum, to rzeczywiście dzieci często idą do innego, niż
    prowadzone przez tą szkołę. Wynika to z faktu, że szkoła ta nie ma dobrego
    zaplecza dla gimnazjum, brakuje np. odpowiednich pracowni. Konsekwencją tego są
    gorsze wyniki otrzymywane w testach dla gimnazjalistów. Dlatego część rodziców
    decyduje się na inne gimnazja. Ale z tego, co słyszałam dyrektor ma zamiar
    popracować nad tym.
    Jeśli chodzi o salę gimnastyczną, to rzeczywiście ta szkoła nie dysponuje taką
    salą. Dlatego dzieci przez cały rok chodziły ćwiczyć na wynajmowaną salę. Teraz
    (maj i czerwiec), na prośbę nauczycielek, dyrektor zrezygnował z tej sali,
    ponieważ nauczyciele wolą wychodzić z dziećmi ćwiczyć w pobliskim parku.
    Wiadomo, że w każdej szkole znajdzie się coś, do czego można się przyczepić,
    wiadomo, że w każdej szkole znajdą się tacy, co będą niezadowoleni. Jest to
    normalne. Oni mogą zabrać dzieci i szukać szczęścia gdzieś indziej. Ale zawsze
    jest tak, że dla niektórych szklanka jest w połowie pełna, dla innych w połowie
    pusta.
  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 22:08
    Jeśli jest tak super, to skąd taka rotacja dzieci? Dlaczego wciąż jakieś
    odchodzi i na jego miejsce jest przyjmowane nowe? Dlaczego jedna z mam, która
    już zabrała dziecko powiedziała, że syn zaczął się jąkać bardziej niż
    poprzednio i obawia się, że jeśli tu zostanie to pojawią się znacznie gorsze
    problemy, a inne dziecko, które wcale się wcześniej nie jąkało, niedawno
    zaczęło? Sądzi Pani, że w bezpiecznym, dającym dzieciom oparcie psychiczne
    środowisku takie fakty miałyby miejsce?
  • Gość: xxx? IP: 80.72.34.* 21.05.04, 22:53
    Jak? no jak dzieci maja sięnie jąkać,
    jeśli pan J. ma powazne problemy z ....
    poprawnym wyartykuowaniem swej racji??
  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 07:16
    Inna Mamo: myślę, że straszne jest to, że Ty akceptujesz takie metody
    wychowawcze, jak wrzask na dzieci, zaklejanie buzi taśmą, odbieranie do końca
    roku ukochanych zabawek, obrażanie i zastraszanie. To, że Twoje dziecko, jak
    piszesz, niemal z płaczem mówiło o możliwości odejścia Pani może też świadczyć
    o atmosferze zagrożenia na lekcji, w której dzieci zaczynają się czuć jak
    w "oblężonej twierdzy". Wszyscy wiemy, że wychowawczyni zdarzało się też płakać
    na lekcji przy dzieciach, co potem uzasadniała tym, że dzieci były takie
    niegrzeczne, a ona tak starannie przygotowywała się do lekcji, że poczuła się
    rozgoryczona, że nie może jej przeprowadzić tak, jakby chciała. Dzieci potem
    chóralnie przepraszały panią za to, jak bardzo są niegrzeczne. Pamiętajmy, że
    mówimy o pierwszakach!
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 22.05.04, 11:43
    Chłopiec sam sobie zakleił buzię.
    Dzieci wcale nie są obrażane ani zastraszane.
    Jeśli chodzi o zabieranie zabawek, to mój, jakby wiedział, że może stracić
    ulubioną zabawkę na półtora miesiąca, to by tej zabawki na zająciach nie
    wyciągał, a najprawdopodobniej wogóle by jej nie przyniósł do szkoły.
    I właśnie mówimy o pierwszakach, które już dużo rozumieją i od których należy
    już dużo wymagać, a nie o trzylatkach.
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 17:25
    To, że na polecenie nauczycielki chłopiec sam musiał sobie zakleić buzię jest
    chyba jeszcze gorsze niż gdyby to ona mu zrobiła. Wyobraź sobie siebie zmuszoną
    do własnoręcznego związania rąk, lub zaklejenia ust właśnie. Nie czułabyś się
    upokorzona? Poniżona może?
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 23.05.04, 12:54
    Z tego co wiem, to on nie zrobił tego na polecenie nauczycielki, sam się
    zorientował, że nadal gada, więc sobie zakleił buzię.
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.04, 17:11
    Nauczycielka dała mu plaster mówiąc, że jak chce jeszcze rozmawiać, to żeby
    zakleił sobie tym plastrem buzię.
  • Gość: Mama1klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 07:26
    Jeszcze jedna rzecz, Druga Mamo, fakt, że w zerówce raz gościnnie przyszła do
    klasy dzieci pani psycholog z zewnątrz nie świadczy o tym, że w szkole jest
    psycholog, albo pedagog. To tylko listek figowy mający zatuszować fakt, że w
    szkole nie ma żadnej pomocy psychologicznej. Kiedy pojawiają się jakieś
    problemy z dzieckiem, rodzice są stawiani pod ścianą na zasadzie "albo uspokoją
    dzieciaka, albo niech idą gdzie indziej", nie ma przy tym życzliwości, ani
    chęci udzielenia jakiejś pomocy, a tylko roszczeniowa postawa poparta
    argumentem, że na miejsce dziecka dyrektor ma kilku chętnych. Dobrze wiesz,
    Druga Mamo, że w szkoła przed przyjęciem dziecka do klasy wymaga, aby każde
    takie dziecko zaliczyło tzw. dzień próbny (polegający na całodziennym udziale w
    lekcjach obcej jeszcze klasy), w czasie którego szkoła ocenia, czy chce to
    dziecko mieć u siebie. Odbycie tego dnia próbnego jest obowiązkowe. Przez
    ostatnie miesiące, chociaż w klasie jest komplet dzieci, na dzień próbny w
    klasie naszych dzieci przychodziło kilkoro dzieci. Domyślam się, że skoro tylko
    część z nich weszła na miejsce dzieci, które ostatnio zostały zabrane ze
    szkoły, to reszta wciąż czeka na "liście oczekujących, a już zaakceptowanych
    przez szkołę dzieci".
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 22.05.04, 10:59
    Tylko nie wiem, czemu moje dziecko nie uczestniczyło w lekcjach próbnych.
    Jestem ciekawa ile dzieci z tej klasy uczestniczyło w takich lekcjach.
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 17:29
    Spytaj,inna Mamo, pozostałych rodziców. Może się dowiesz, które z dzieci były
    oceniane w czasie dnia próbnego przed przyjęciem do szkoły. Na pewno wszystkie,
    które dołączyły w czasie trwania roku szkolnego, a nie było ich mało.
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 23.05.04, 13:02
    Tak, te przyjęte w ciągu roku szkolnego (niemało, czyli jeden chłopiec w tym
    roku szkolnym) miały lekcje próbne. Ja też bym się starała, jako mama, żeby
    moje dziecko, przenosząc się w ciągu roku do innej szkoły, miało możliwość
    odbycia takich zajęć. Chciałabym, żeby dziecko miało możliwość obejrzenia
    szkoły, poznania nowej nauczycielki i dzieci, zanim zacznie się tam uczyć.
  • Gość: Magda IP: *.amwaw.edu.pl 22.05.04, 14:56
    Zupełnie przypadkowo szukając informacji na temat liceum dla mojej córki
    trafiłam na dyskusję o szkole P.S.P. 41 p. Jopka. Słyszałam o tej szkole wiele
    od mojego szwagra, którego córka uczęszcza do tej szkoły od "zerówki", a
    obecnie jest w klasie 6 i dalej naukę będzie kontynuowała w jednym z
    najbardziej obleganych gimnazjów stołecznych dokąd zdała. Świadczy to jednak
    dobrze o poziomie nauczania w tej szkole. Z drugiej zaś
    strony szwagier opowiada wiele o różnych dziwnych rzeczach, które mają miejsce
    w tej szkole. Jego dziecko zostało zapisane do p. Jopka w wyniku zasięgnięcia
    informacji przez matkę od kilku zanajomych, których dzieci do tej szkoły
    uczęszczały. Podkreślano wysoki poziom języka angielskiego dzięki współpracy z
    amerykańskim pastorem Kościoła Zielonoświątkowców w systemie "School of
    tomorrow". Po telefonie do Pana Dyrektora, szwagier został poinformowany, że
    miejsc w zerówce już nie ma, ale jego córka może zostać zapisana jako 10 na
    listę rezerwową.Rodzice co miesiąc muszą telefonicznie meldować się u dyrektora
    i podtrzymywać chęć posłania dziecka do tej szkoły. Rodzice ponad rok co
    miesiąc telefonowali do pana dyrektora. Im bliżej terminu zapisu tym informacje
    były bardziej optymistyczne. Córka przesunęła się na liście rezerwowej na 2
    miejsce. Ostatecznie dziecko przyjęto do P.S.P. 41. Na zebraniu wstępnym
    spotkali się z innymi "zerówkowiczami" ich rodzicami, dyrektorem i
    nauczycielami. Pan dyrektor wystąpił z biblią w roli pastora. Nauczyciele
    umundurowani w krawatach szkolnych tak jak to ma miejsce w amerykańskich
    szkołach. Z tyłu dwie skrzyżowane flagi białoczerwona i stars and stripes i
    wielki napis "School of tommorow". Rodzice zostali poinformowani, że szkoła nie
    ma charakteru religijnego, a współpraca z Kościołem amerykańskim służy jedynie
    nauce angielskiego. W szkole nauczają amerykańscy wolontariusze, którzy nie
    znają słowa po polsku. Dzieci muszą być ubrane w granatowe garnitury, czy
    kostiumy i nosić krawaty szkolne. A w ogóle w szkole jest dyscyplina pomimo, że
    jest bardzo przyjaźnie nastawiona do dzieci. Sam dyrektor ma trójkę synów,
    którzy uczęśzczają do jego szkoły. Nie dano do podpisania, żadnej umowy
    oświatowej, tak jak ma to miejsce w innych prywatnych i społecznych szkołach, a
    prawa i obowiązki ucznia oraz obowiązki szkoły zawarte są w statucie szkoły,
    który jest do wglądu. Po rozpoczęciu nauki ten sielankowy obraz uległ zmianie.
    Okazało się że rzeczywiście jest dużo nauki angielskiego, ale prowadzone
    zajęcia są na różnym poziomie. Bo do nauczania języka oprócz jego znajomości
    potrzebne jest przygotowanie pedagogiczne.Po dwóch latach kontakty z Ameryką
    urwały się nagle i zniknęła flaga amerykańska oraz wolontariusze. Natomiast
    większość zatrudnionych w szkole nauczycieli traktowała ją jako drugą pracę
    wyłącznie do zarobienia dodatkowych pieniędzy. Ciepłe posiłki, które miały być
    w ramach czesnego stały się herbatą i najtańszymi ciasteczkami. Szwagier pomimo
    wielu zastrzeżeń do szkoły nie chciał dziecku zmieniać miejsca nauczania ze
    względu na stressy z tym związane. Nawet w 4 klasie, kiedy to wiele dzieci
    odeszło, na ich miejsce pojawiły się inne, z trudnościami w nauce i z
    trudnościami wychowawczymi. Ponieważ jednak ich rodzice w większości byli
    bogaci to pałki stawiane do dziennika ołówkiem zamieniały się przed końcem
    semestru w piątki. Te dzieci swoim zachowaniem uniemożliwiały prowadzenie
    lekcji. Protesty innych rodziców i nauczycieli nic nie przynosiły, bo bogaci
    rodzice wspomagali szkołę. I w ten sposób poziom nauczania systematycznie
    obniżał się. Na większości lekcji nauczyciele robili klasówki i kartkówki
    zamiast nauczać. Nauczanie scedowano na dom. Żona szwagra zamieniła się w
    nauczycielkę i siedziała z dzieckiem do póżnej nocy przerabiając to co powinno
    być nauczone przez nauczyciela w szkole. W klasie córki szwagra w ostatnim roku
    było ponad 400 klasówek i kartkówek, ponad połowa lekcji nie odbyła się w
    związku z wyjściami do kina, teatru, czy do muzeum, które miały miejsce przed
    południem. Pozwoliło to dyrektorowi oszczędzić wiele pieniędezy, bo kontraktowi
    nauczyciele dostawali wynagrodzenie, za lekcje, które faktycznie odbyły się.
    Tymczasem czesne podnoszono z roku na rok. Wielu nauczycieli, jeżeli już nie
    organizowali sprawdzianu kazali po prostu czytać dzieciom po cichu temat z
    podręcznika a sami czytali gazety lub... grali na telefonie komórkowym. W
    szkole tej nie ma normalnych wywiadówek. Są dwa lub trzy zebrania rodziców w
    ciągu roku o godzinie 7.30 rano. Za udział nauczyciela w wywiadówce po południu
    dyrektor bowiem musiałby zapłacić mu pieniądze.Nie ma także dzienniczków
    ucznia. W zasadzie o postępach w nauce dzieci rodzice nie są na bieżąco
    informowani. W szkole nie ma ani jednego pedagoga, nie ma także psychologa.
    Zapytany przez jedną z matek o regulamin szkoły dyrektor powiedział, że
    regulamin ma , ale go nie pokaże bo jest on tak doskonały, że może ktoś go
    sobie wziąć za wzór, a on dużo się nad nim napracował. Nie ma także pracowni o
    których dyrektor informuje, że są na stronie internetowej, nie ma basenu, ani
    sali gimnastycznej. Zajęcia z wf odbywają się na miejskim basenie, w miejskiej
    sali gimnastycznej, lub najczęściej na skwerku na przeciwko szkoły. Po
    pierwszej klasie dyrektor zaczął mówić o chęci wybudowania własnego budynku
    szkolnego z pomocą finansową amerykańskiegoi pastora Moora. Rodzice zostali
    zaangażowani do poszukiwań odpowiedniego terenu. Jeden z ojców architekt
    wykonał projekt nowej szkoły, który oglądało wielu rodziców. Skończyło się na
    tym, że szkoły nie wybudowano. Kontakty z pastorem Moorem zostały zerwane.
    Powstał za to 11 pokojowy dom dyrektora w Józefowie. Nikt nie pilnuje dzieci
    czy nie wychodzą same ze szkoły na ruchliwą ulicę. Dziwne,że dotąd był tylko
    jeden wypadek koło szkoły z udziałem dziecka. Nie ma zajęć dodatkowych, a
    świetlica działa tylko do 17.00 po czym jeżeli zostanie w niej jakieś dziecko
    wystawia się je na korytarz szkoły muzycznej, która jest właścicielem tego
    budynku i w której zajęcia zaczynają się po południu. W szkole nie ma żadnej
    apteczki, ani osoby przygotowanej do udzielania pierwszej pomocy. W razie
    zachorowania dziecka dyrektor telefonuje do rodziców i żąda jego zabrania. W
    szóstej klasie od początku roku szkolnego była napięta atmosfera ponieważ nie
    udało się panu dyrektorowi stworzyć pierwszej gimnazjalnej z braku chętnych.
    Nakazano rodzicom zadeklarowanie się na piśmie, że dziecko będzie dalej
    uczęszczać do gimnazjum. Większość rodziców to zrobiła bojąc się sekowania
    swoich dzieci.Wielu jednak rodziców myślało o zmianie szkoły na inną mniej
    dziwną. W tajemnicy przed dyrektorem złożyli papiery do wielu gimnazjów.
    Podobnie uczynił mój szwagier. Jego córka jako jedyne dziecko ze szkoły pana
    Jopka zdała egzamin wstępny do gimnazjum i to dobrze. Reszta oblała egzaminy w
    kompromitującym stylu. Np. podobno jednej z dziewczynek pomyliła się flora z
    fauną. Nie wiem jakie będą dalsze losy tej szkoły. Mój szwagier liczy dni do
    końca roku i myślę, że jego córka w nowej szkole spotka się z większą dozą
    normalności. Co zrobią inni nie wiadomo. Na razie wszyscy mówią że szkoła pana
    Jopka jest najlepsza w Warszowaie o ile nie w całej Polsce. Dyrektor to
    potwierdza i dodaje, że do niego do gimazjum jest 19 chętnych na jedno
    miejsce.Poinformowany o tym, że córka szwagra odchodzi stwierdził, że to dobrze
    bo jest uczennicą trójkową, a to że ma w szkole dobre stopnie wynika z licznych
    korepetycji. W gimnazjum na pewno nie dała by rady. Słuchając tych relacji
    szwagra i szwagierki myślałam, że przesadzają mocno. Teraz jednak przeczytawszy
    przypadkowo w internecie wypowiedzi innych rodziców o szkole p. Jopka myślę, że
    Kuratorium powinno tam przeprowadzić kontrolę i zdecydować czy ta szkoła nadal
    ma mieć uprawnienia szkoły publicznej.
  • danka125 22.05.04, 16:10
    Nie polemizując z opinią o szkole (bo nic na jej temat nie wiem, chociaż z
    postów wyłania się obraz budzący grozę), pytam tylko, do jakich to gimnazjów
    wszyscy zdawali - większość zresztą bez powodzenia. O ile mi wiadomo, do
    państwowych gimnazjów egzaminów nie ma.
    pzdrw
    Dana
  • Gość: Magda IP: *.amwaw.edu.pl 22.05.04, 16:19
    Ztego co wiem chodzi o następujące gimnazja: gimnazja społeczne przy ul.
    Bednarskiej, Nowowiejskiej, Hawajskiej, Gimnazjum Społeczne Primus, klasy
    autorskie Gimnazjum Państwowego przy ul. Twardej. Masz rację do gimnazjów
    rejonowych każde dziecko musi być przyjęte, ale myślę, że rodzice uczniów z
    P.S.P. 41 szukają szkoły o dobrym poziomie, przy renomowanym liceum,
    bezpiecznej od dzieci z marginesu, wolnej od narkotyków i przemocy. W
    większości szkoły państwowe nie spełniają tych kryteriów.
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 23.05.04, 13:38
    W tym liście są pewne sprzecznosci. Z jednej strony "Świadczy to jednak
    dobrze o poziomie nauczania w tej szkole", z drugiej strony "Nauczanie
    scedowano na dom", a nauczyciele zamiast uczyć "czytali gazety lub... grali na
    telefonie komórkowym".
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.04, 17:23
    Ja tu mogę tylko dodać, że świetlica czynna jest nie do 17, ale do 16:30. Po
    wybiciu tej godziny dzieci rodziców, którzy nie zdążyli dojechać rzeczywiście
    są zostawiane na korytarzu.
  • Gość: Nauczycielka IP: *.chello.pl 22.05.04, 15:08
    Coraz bardziej mnie intryguje ta szkoła, a właściwie po czyjej stronie leży
    prawda. Z jednej strony nie wyobrażam sobie, żeby mogła istnieć szkoła bez
    pedagoga, psychologa ( choćby raz w tygodniu), zajęć dodatkowych, pracowni
    przedmiotowych, oparta na braku poszanowania godności (bo inaczej nie potrafię
    nazwać zaklejania dzicecku ust lub wymagania chóralnego przepraszania
    nauczyciela), zatrudniająca osoby rozhisteryzowane ( w ciągu 22 lat pracy w
    szkole podstawowej i liceum ogólnokształcącym - państwowe i prywatnym gimnazjum
    spotkałam tylko raz płaczącą nauczycielkę- była w ciąży a klasa zachowała się
    po chamsku). Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby dyrektor nie zareagował
    na pomówienia lub oczywistą nieprawdę. DLACZEGO NIE ZABIERA ON W TEJ SPRAWIE
    GŁOSU?
    Statut szkoły napewno znajduje się u pani sekretarki, może dobrze by było ją
    poprosić o skserowanie ( statut "mojej" szkoły to raptem 8 stron), napewno jest
    również wyłożony do wglądu w szkolnej bioblitece - poproście panią
    bibliotekarkę, aby pozwoliła Wam przejrzeć go. Uważam, że wszystko można
    załatwić przez rzeczową rozmowę, ale do tego potrzebna jest wnikliwa lektura i
    znajomość statutu, aby znać prawa i obowiązki obu stron.
    Namówcie też pana dyrektora do zabrania głosu w tej dyskusji. Poproście o
    wyrażenie swojej opinii przedstawicieli Rady Rodziców ( nie wierzę, żeby choć
    jeden rodzic z każdej klasy nie uczestniczył w takim "ciele" - u nas jest to
    kilkanaście niepracujących mam - pomocnych przy mediacjach, wycieczkach i
    nietypowych sytuacjach!).
  • Gość: Jerzy IP: *.amwaw.edu.pl 22.05.04, 16:57
    Moja miła Pani Nauczycielko. Jaki ma Pani cel rozdmuchując dyskusję o P.S.P. 41
    i podsuwając rozhisteryzowanym matkom fachowe porady odnośnie sprawdzenia
    szkoły i jej dyrektora. T o bardzo mądry i wartościowy człowiek.
    Powiedeziałbym, że nietuzinkowy. Mieszkiam w Otwocku. Moi rodzice doskonale
    znają rodzinę pana Jopka. Jego ojciec był nauczycielem w szkole w Otwocku. Syn
    pomimo, że pochodzi z rodziny nauczycielskiej miał trudności z nauką i nie
    dostał się na studia. Chyba w ramach zastępczej służby wojskowej pracował jako
    strażnik w domu poprawczym. W tym czasie ożenił się z młodą absolwentką
    zasadniczej szkoły kolejowej w Otwocku. Po zakończeniu służby wojskowej
    obydwoje wyjechali do brata żony w USA, chyba do stanu N.J. gdzie p. Jopek
    poznał wsólnotę Kościoła Zielonoświątkowego. Ponieważ pochodził z rodziny
    nauczycielskiej i sam niejako był też nauczycielem trudnej młodzieży w domu
    poprawczym zainteresował on pastora Moora, który w ramach misji kościoła
    tworzył na całym świecie sieć szkół pod patronatem Zielonoświątkowców, gdzie
    nauczano języka angielskiego i propagowano Biblię w ramach specjalnych zajęć
    ACE, które prowadzili wolontariusze wspólnoty. Na tę działalność
    Zielonoświątkowcy przeznaczają duże fundusze ponieważ ich Kościół, który
    przywędrował do USA z Anglii obecnie przeżywa kryzys i szuka nowych terytoriów
    tak jak zresztą większość kościołów protestanckich w Ameryce. Pastor Moor
    namówił p. Jopka do założenia w Polsce prywatnej szkoły sponsorowanej przez
    kościół w ramach tzw. School of tomorrow. Wtedy w Polsce nie było jeszcze wiele
    szkół prywatnych, czy społecznych, a było na nie zapotrzebowanie, ponieważ
    wielu ludzi którzy w tym okresie wzbogacili się często na ciemnych interesach z
    różnych przyczyn chciało posłać swoje dzieci do szkoły prywatnej, bezpiecznej
    oraz prowadzonej przez człowieka, który za odpowiednie wynagrodzenie nie da
    dziecku zrobić krzywdy pomimo iż ono nie zawsze chce się uczyć i nie zawsze
    jest grzeczne. Zresztą nie musi bo wielu tych ludzi uważa, że ich dzieci znajdą
    zatrudnienie w ich rodzinnych firmach a wykształcenie musi mieć staranne
    przynajmniej na papierzo. Mniejsza o to co w głowie. Po powrocie do Polski
    państwo Jopkowie założyli P.S.P. 41, która najpierw była mała i wynajmowała
    lokal w centrum od Metodystów ( co załatwił pastor amerykański), następnie zaś
    przeniosła się na ul Świętojerską gdzie wynajmuje lokal od Szkoły
    Muzycznej.Państwo Jopkowie pomimo braku formalnego wykształcenia pedagogicznego
    uczynili wiele dobrego. Mury ich szkoły opuściło wielu uczniów ze świetną
    znajomością angielskiego. Część rodziców i nauczycieli przystąpiła do Kościoła
    Zielonoświątkowego. Pan dyrektor z gitarą w ręku zmniejszał dystans pomiędzy
    dziećmi a pedagogami z jednej strony zaś z drugiej z biblią w ręku uczył prawdy
    o Bogu. Myślę pani nauczycielko, że pani wychowana w szkole komunistycznej
    nigdy tego nie zrozumie i dlatego chce pani ośmieszyć Pana Jopka na forum
    internetowym, a jedenocześnie podjudza pani rozhisteryzowane matki. Jeżeli nie
    podoba się wam Pan dyrektor Jopek i jego szkoła to nie musicie doniej posyłać
    dzieci. A to, że paqństwo
  • Gość: Jerzy IP: *.amwaw.edu.pl 22.05.04, 17:11
    Przepraszam za niedokończony list. Koniec brzmi tak: A to, że państwo Jopkowie
    przy okazji zarabiają pieniądze nie jest niczym złym przynajmniej w
    protestanckiej Ameryce. W Polsce trudno zrozumieć, że właścicielem szkoły nie
    jest nauczyciel. Szczególnie nie mogą tego zrozumieć nauczyciele, którzy
    uważają, że mają monopol na ciągnięcie zysków z nauczania i zazdroszczą
    małżeństwu Jopków.
  • danka125 22.05.04, 17:25
    A pan Jerzy to, z przeproszeniem, naucza na AM czy może głosi tam Słowo Boże?
    No i nie załapałam, czy to pisze na jaja, bo czasem tak dowcip jarzy, że hej.
    Zwłaszcza o tym niedouctwie pp. Jopków i ich klientów z pieniędzmi pochodzącymi
    z ciemnych interesów.
    Coraz śmieszniej robi się w tym wątku a podejrzewam, że admin pojawi się
    dopiero w poniedziałek i wyrzuci na "szkołę i studia". Może jeszcze trochę....
    Dana
  • Gość: Jerzy IP: *.amwaw.edu.pl 22.05.04, 20:49
    Niestety jestem człowiekiem prostym i nie pracuję na AM tylko na UW. Pilnuję
    zwierząt laboratoryjnych, aby naukowcy mogli je później zabijać w swoich
    doświadczeniach. Bardzo chciałbym móc głosić Słowo Boże bo Biblia nie jest mi
    obca. Niestety to mi w życiu nie wyszło. Ale szanuję wszystkich ludzi żyjących
    w myśl zasad Biblii takich jak Pan Jopek i jego rodzina.
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.04, 17:27
    Nie wiem, czy trafnie zgaduję, ale styl wypowiedzi (opieram się tu na moich
    wspomnieniach rozmów z p. Jopkiem) brzmi tak, jakby pod imieniem Jerzy krył się
    dyrektor himself.
  • Gość: Mama1klasy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.05.04, 10:00
    Czyli okazuje się (sądzę, że podobnie jak ja, większość rodziców nie ma o tym
    pojęcia), że nauką i wychowywaniem naszych dzieci w tej szkole zajmuje się
    osoba ze średnim wykształceniem, której głównym doświadczeniem zawodowym przed
    założeniem tej szkoły była praca jako strażnik w domu poprawczym! Czy ktoś może
    orientuje się, jakie formalne wymogi powinien spełniać dyrektor szkoły
    podstawowej?
  • Gość: mama1klasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 17:38
    A największy paradoks związany z tą szkołą według mnie jest taki, że chociaż
    dzieją się tam opisane tu rzeczy (z którymi ja się zetknęłam) i na pewno wiele
    innych, o których inni rodzice jeszcze napiszą, szkoła ta ma wciąż więcej
    kandydatów niż wolnych miejsc. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że dyrektor
    uprawia znakomity PR, pojawia się wszędzie, gdzie się pojawić może, a ludzie po
    prostu nie wiedzą, co się tam naprawdę dzieje i przez kogo ich dzieci będą tam
    wychowywane.
  • Gość: inna mama z klasy1 IP: *.visp.energis.pl 23.05.04, 13:41
    Jeszcze większym paradoksem jest fakt, że szkoła się nie raklamuje, tylko
    rodzice dzieci chodzących do tej szkoły, polecają ją swoim znajomym i dlatego
    jest tak dużo chętnych.
    Tak samo dziwną sytuacją jest to, że jedni piszą o bardzo niskim poziomie
    nauczania, inni o bardzo wysokim. Może ci co pisali o niskim poziomie niech
    sobie obejrzą wyniki testów szóstoklasistów.
  • Gość: Studenciak IP: *.mail.waw.pl / *.crowley.pl 23.05.04, 14:17
    > DLACZEGO NIE ZABIERA ON W TEJ SPRAWIE GŁOSU?

    Bo ma to w du* i wcale mu sie nie dziwie. W internecie mozna wypisywac
    wszystko, bo sie nie podaje nazwisk (sa inne sposoby na ustalenie piszacej
    osoby). Proponuje mamusi dziecka napisac oficjalna skarge do kuratorium, zebrac
    innych rodzicow zle traktowanych dzieci.
  • Gość: doświadczona IP: *.acn.waw.pl 27.05.04, 16:03
    Ludzie, gdzie wy żyjecie? na księżycu? nie pozwalajcie sobie na takie
    traktowanie przez pseudonauczycieli - szkoda waszych dzieci - czy w Kuratorium
    o tym wiedzą? - poproście o kontrolę w tej "szkole" !!!!
  • Gość: dobrodziej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.15, 21:38
    NIEPRAWDA
    prawda jest taka, że pan Jopek to wspaniały człowiek. W naszej rodzinie jest jak jezus. Takiego dobrego człowieka nie spotkaliśmy jeszcze nigdy
  • Gość: OBURZONY IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.15, 21:50
    no i ja się pytam człowieku dumny ty jesteś z siebie zdajesz sobie sprawę z tego co robisz?masz ty wogóle rozum i godnośc człowieka?ja nie wiem ale żałosny typek z ciebie ,chyba nie pomyślałes nawet co robisz i kogo obrażasz ,możesz sobie obrażac tych co na to zasłużyli sobie ale nie naszego Jana Marka Jopka, naszego rodaka wielką osobę ,i tak wyjątkowa i ważną bo to nie jest ktoś tam taki sobie że możesz go sobie wyśmiać bo tak ci się podoba nie wiem w jakiej ty się wychowałes rodzinie ale chyba ty nie wiem nie rozumiesz co to jest wiara .jeśli myslisz że jestes wspaniały to jestes zwykłym czubkiem którego ktoś nie odizolował jeszcze od społeczeństwa ,nie wiem co w tym jest takie śmieszne ale czepcie się stalina albo hitlera albo innych zwyrodnialców a nie czepiacie się takiej świętej osoby jak Jopek.jak można wogóle publicznie zamieszczac takie wpisy na forach internetowych?ja się pytam kto powinien za to odpowiedziec bo chyba widac że do koscioła nie chodzi jak jestes nie wiem ateistą albo wierzysz w jakies sekty czy wogóle jestes może ty sługą szatana a nie będziesz z jana robił takiego ,to ty chyba jestes jakis nie wiem co sie jarasz pomiotami szatana .wez pomyśl sobie ile Jopek zrobił ,on był kimś a ty kim jestes żeby z niego sobie robić kpiny co? kto dał ci prawo obrażac wogóle dyrektora naszego ?pomyślałes wogóle nad tym że to nie jest osoba taka sobie że ją wyśmieje i mnie będa wszyscy chwalic? wez dziecko naprawdę jestes jakis psycholek bo w przeciwieństwie do ciebie to Jopek jest autorytetem dla mnie a ty to nie wiem czyim możesz być autorytetem chyba takich samych jakiś głupków jak ty którzy nie wiedza co to rodzina i biblia ,widac że się nie uczysz i nie chodzisz na do szkoły ,widac nie szanujesz ludzi to nie wiem jak chcesz to sobie wez swoje zdięcie wstaw ciekawe czy byś sie odważył .naprawdę wezta się dzieci zastanówcie co wy roicie bo nie macie widac pojęcia o tym kim był Jopek jak nie jestescie w pełni rozwinięte umysłowo to się nie zabierajcie za taką osobę jak on bo to świadczy o tym że nie macie chyba w domu szacunku do ludzi i kultury nie chodzi tutaj o mnie ale wogóle ogólnie o zasady wiary żeby mieć jakąs godnosc bo Jopek nikogo nie obrażał a ty za co go obrażasz co? no powiedz za co obrażasz taką osobę jak on ?brak mnie słów ale jakbyś miał pojęcie chociaz i sięgnął po poradnik do Mandbuka i poczytał sobie to może byś się odmienił .nie wiem idz do skzoły bo widac już dawno szatan jest w tobie człowieku ,nie lubisz pana Dyrektora to chociaż siedz cicho i nie obrażaj innych ludzi .
  • Gość: niepolecam IP: *.play-internet.pl 08.02.18, 09:59
    Chodziłem do podstawówki i gimnazjum, bo tak mnie wysłali rodzice. Teraz jestem na studiach. Szczerze nie polecam, będę miał uraz psychiczny do końca życia z tego patologicznego środowiska nauczycieli i uczniów, z tej całej bufonady gdzie dzieci się traktuje różnie ze względu na status majątkowy i pozwala na przemoc psychiczną, w tym ośmieszanie na forum klasy, niegrzeczne teksty i przyzwolenie na to. Dziecko samo sobie nie poradzi z czymś takim bez wsparcia rodziców.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.