Komentarze do artykułu

Matura i co dalej? Połowa uczniów nie wie co studiować

Dziś początek egzaminu dojrzałości. Jeszcze niedługo przed nim spora część warszawskich maturzystów nie wiedziała, gdzie studiować. Ilu z nich decyduje się na wybór uczelni w ostatniej chwili?

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Matura i co dalej? Połowa uczniów nie wie co st... Dodaj do ulubionych

  • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.12, 08:35
    Oto pokolenie przyszłych bezrobotnych. Tylko jeszcze o tym nie wie.
    Zapewne większoć z nich zostanie psychologami, socjologami, filologami czy innymi "-ogami" których uczelnie wyższe naprodukowały w ubiegłych latach tyle, że nie wiadomo co z nimi robić.

    Nie chcą myśleć perspektywicznie, nie zadają sobie pytania na jakie zwody będzie zapotrzebowanie po zakończeniu ich studiów i wybierają kierunku humanistyczne a nie specjalistyczne/techniczne, takie które gwarantują PRACĘ (!!!) w przyszłości. Bo ważny jest papierek o wykształceniu wyższym. Jakimkolwiek.

    Za kilka lat będzie to całkiem konkretna armia ludzi, taka z którą można by raczej na wojnę ruszać a nie do pracy.
    A imię ich legion.

    Zaawansowany formularz
    • Gość: Wolakzwoli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.05.12, 08:53
      Jak to co?

      Zarządzanie i marketing

      Socjologię


      • 04.05.12, 12:42
        Brakuje raczej spawaczy i handlowców, niż politologów.

        Kiedy chwytamy za miecze, nazywają nas Awarami. Gdy lepimy zbyt wprawnie garnki, przezywają nas Wandalami. Jeśli tylko dosiadamy w bitwie koni, stajemy się dla nich Scytami... Jesteśmy Słowianie!
    • Gość: jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.12, 10:46
      Nie wiedzą co studiować, bo niczym się nie interesują.
      Wakacje spędzają w centrach handlowych gdzie... siedzą, no chyba, że starzy coś sypną.
      Banda dzieciaków bez ambicji i chęci do pracy.
      • 06.05.12, 00:34
        masz 100% rację. młodzież nie interesuje się niczym. posiadanie hobby jest passe
        choć szczerze mówiąc ja mimo posiadania hobby i wybrania kierunku studiów w temacie byłam bardzo zawiedziona. poziom programowy (renomowana uczelnia państwowa, studia dzienne) na poziomie książek z serii "... w weekend". swojego zawodu (tożsamego z kierunkiem studiów) nauczyłam się wyłącznie w praktyce. bo chciałam to robić i chciałam się nauczyć
    • Gość: Agata IP: *.warszawa.vectranet.pl 04.05.12, 10:50
      Wklejam tekst z bloga doradcy kariery na ten temat
      Bardzo niewiele osób w wieku 15-20 lat wie, co chce robić w życiu, jaki zawód wykonywać. A przecież na te właśnie pytania muszą sobie odpowiedzieć wybierając następny po gimnazjum i liceum/technikum etap edukacji.

      I ja się wcale nie dziwię, że nie wiedzą – bo i skąd mają wiedzieć? Sama tak miałam. Nawet jeszcze po liceum nie wiedziałam, co chcę w życiu robić.

      Podobno byli doradcy zawodowi, którzy mogli mi pomóc, ja jednak nikogo takiego nie spotkałam i nie miałam pojęcia o ich istnieniu.

      Musisz podjąć decyzję o wyborze szkoły, bo ten wybór MOŻE zaważyć na twojej przyszłości zawodowej. Wybierasz (często trochę na ślepo, często przez przypadek) kierunek przyszłej kariery – możesz go potem oczywiście zmienić, ale po co brnąć w kierunku, który nie do końca jest dla Ciebie odpowiedni? Może lepiej od razu wybrać spójny z Twoimi zainteresowaniami i predyspozycjami?

      Zwykle przy wyborze szkoły czy studiów lub zawodu
      kierujemy się:

      modą
      decyzją koleżanek i kolegów
      zawodami, jakie wykonuje najbliższa rodzina
      chwilowym zauroczeniem zawodami lub ludźmi
      rodzajami pracy, jaką możesz wykonywać w najbliższej okolicy
      wysokością przyszłych zarobków.

      Czy to dobry sposób, który pomoże wybrać odpowiednia szkołę po gimnazjum (i dalszego kierunku kształcenia)?

      Wszystkie powyższe sposoby są do rozważenia, ale ich wadą jest zmienność w czasie. Raz mówią, że warto się uczyć konkretnego zawodu, bo rzemieślnicy dobrze zarabiają, innym razem, że w niedalekiej przyszłości będzie praca dla biochemików… A rzeczywistość te przekonania weryfikuje po swojemu.

      Jedyne, co jest niezmienne i na czym warto budować swoją przyszłość to Twoje predyspozycje i umiejętności. Oczywiście weź wszystkie rady pod uwagę, także rady rodziców, którzy chcą jak najlepiej dla Ciebie – ale decyzje zostaw swojej intuicji, wspartej profesjonalnymi testami.

      Mogę Ci zaręczyć, że nie warto inwestować swojej energii i uczyć się czegoś, w czym będziesz TYLKO DOBRY/A – a inni lepsi. To prosta droga do frustracji i znudzenia pracą, która jest nie dla Ciebie.

      Jeśli pójdziesz drogą związaną z wykorzystaniem Twoim naturalnych predyspozycji i zainteresowań, BĘDZIESZ ŚWIETNA/Y, będziesz zarabiać duże pieniądze i cieszyć się tym, co robisz.
      i dalej jeszcze: pracaikariera.wordpress.com/2012/04/01/jak-odkryc-swoja-pasje/#more-2632
    • Gość: sj IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.05.12, 11:23
      Jak nie wiedzą co studiować, to nie powinni.
      • 04.05.12, 11:47
        Spróbuj to wytłumaczyć ludziom, którym się wydaje, że każdy musi mieć wyższe wykształcenie. I, co gorsza, że skończenie socjologii czy nauk o rodzinie gwarantuje im pracę za gigantyczne pieniądze...
        • 04.05.12, 12:44
          Ktoś im jednak podpowiada, że "muszą" mieć wyższe wykształcenie.

          Kiedy chwytamy za miecze, nazywają nas Awarami. Gdy lepimy zbyt wprawnie garnki, przezywają nas Wandalami. Jeśli tylko dosiadamy w bitwie koni, stajemy się dla nich Scytami... Jesteśmy Słowianie!
        • Gość: Fenix IP: *.home.aster.pl 06.05.12, 23:15
          Odwalcie się od socjologii. Jak się uczysz na studiach to z pracą nie ma problemu, ale jak się na studia idzie tylko imprezować to nie ma co płakać, że roboty po studiach niet.
    • Gość: nauczyciel IP: *.telpol.net.pl 04.05.12, 11:48
      jak nie wiedzą jeszcze co studiować
    • Gość: didi IP: *.dynamic.chello.pl 04.05.12, 11:49
      Za robotę się wziąć, a nie kolejne 5 lat edukacji (na utrzymaniu rodziców oczywiście). "Bo ja chcę się ŁUCZYĆ!" To się łucz dziecko, ale sam się utrzymuj... Nieroby...
    • 04.05.12, 12:02
      Jak powszechnie wiadomo, na Zielonej Wyspie grupą, wśród której panuje największe bezrobocie (rzędu 40 procent) są młodzi zdolni wykształceni z wielkich miast, głównie absolwenci studiów w wieku ok. 25 lat.

      Drodzy Młodzi Przyjaciele. Czuję się w obowiązku zwierzyć się Wam z bardzo przykrej tajemnicy. Nie jesteście - większość z Was - dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje. Zostaliście oszukani najpierw przez nauczycieli, a potem przez wykładowców - wyznał na łamach Gazety Toaletowej Jan Stanek, profesor fizyki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Brawa dla pana profesora za szczerość, lepiej reagować późno niż wcale.

      O tyle to ciekawe, że akurat Toaletowa ma największe "zasługi" na polu tzw. zwiększania wskaźnika skolaryzacji, ale przede wszystkim na polu sterowania młodymi (nie tylko zdolnymi i nie tylko z wielkich miast), co warto studiować, czym warto się zajmować, po czym będzie "kasa, fura, skóra, komóra, służbowy laptop, mieszkanie, oraz bon na usługi w LuxMedzie".

      Początek lat 90-tych to wszechobecna propaganda pędu do wiedzy, oraz studiowania modnych wówczas ekonomii, ekonometrii, handlu zagranicznego, stosunków międzynarodowych etc. Były to czasy, kiedy absolwent szkoły średniej (z maturą) znający jako tako angielski, i umiejący obsługiwać faks, i inne urządzenia biurowe, a jeszcze do tego "peceta" miał sporą wartość na rynku pracy, gdyż powstawały jak "grzyby po deszczu" dziesiątki firm, często z przyrostkiem -ex na końcu, co by nowocześnie brzmiało.

      W gruncie rzeczy panowała jednak jakaś tam równowaga. Dzięki "odsiewowi" na maturze, a potem na egzaminach wstępnych na studia, dostawali się tam najlepsi, i tzw. tłuk pancerny, choćby nie wiadomo "czyim" synem był, nie miał szans się "uchować". Dziś jest troszeczkę inaczej, wystarczy nazywać się np. Sawicki, i nie ma znaczenia, że kolokwium, zaliczenie i egzamin napisało się na 2 "na szynach".

      wyborcza.pl/1,75478,11039909,Jak_syn_ministra_Sawickiego_weterynarzem_zostal.html
      W gruncie rzeczy cała perfidia "propagandy" masowego pędu na studia z dziedziny ekonomii polegała na tym, że większość stanowisk zajęła już w latach 1988-89 "nomenklatura", często niewykształcona. W 1988 r. nie miała znaczenia przy obsadzaniu stołków przyszłych "spółeczek nomenklaturowych" żadna wiedza, tylko legitymacja partyjna. Ale już kilka-kilkanaście lat później, po zmianie kierunku wiatru, okazało się, że "trzeba mieć wykształcenie, doświadczenie", oraz kilka innych cech łącznie. Spełniali te wymagania już tylko synowie i córki towarzyszy z lat 80-tych. System edukacji został tak sprytnie stworzono, aby dać młodym iluzję wykształcenia, i kariery, oraz "kasy", bo "ucz się ucz, nauka to potęgi klucz". Tak młodym zresztą radzili rodzice, którzy tej szansy nie mieli.

      Jednocześnie trwała propaganda obrzydzania matematyki, fizyki, chemii ... Udział studentów kierunków technicznych w ogólnej liczbie zmniejszył się drastycznie, z 30-40 do niecałych 10 procent. Był to element dewastacji w szerszym znaczeniu, praktycznie Blitzkriegu dokonanego na gospodarce Polski. Tak jak zaorano przemysł, ośrodki badawczo-rozwojowe, tak jak zaczęto likwidować technika i szkoły zawodowe, tak zanikła cała "kultura techniczna". Zniknęły z ramówki TVP Sonda, Kwant, czy nawet Pomysłowy Dobromir, a w zamian pojawiły się Dynastie, i inne seriale i bajki importowane z USA i Zachodu. Szybko zakończyły swój żywot pożyteczne sklepy Centralnej Składnicy Harcerskiej, w której można było zakupić tzw. zabawki politechniczne (obawiam się że wyrażenie dla obecnych 10-18-latków kompletnie nieznane).

      Potem dewastacja szła już w postępie geometrycznym. Pod nóż szły biblioteki wiejskie, szkolne w małych miejscowościach, dalej Młodzieżowe Domy Kultury, modelarnie, kółka krótkofalarskie, kółka komputerowe. Wszędzie słychać było "nie ma kasy", "nie stać nas na utrzymanie", "nie ma sponsorów".

      Mijały lata, i Toaletowa stworzyła nową propagandę. Studiuj łatwo miękko i przyjemnie np. politologię, psychologię, socjologię, pedagogikę, filologię, no a po 2003-04 koniecznie administrację Jewropejską (kiedy już wszystkie miejsca i stanowiska zostały zajęte i zarezerwowane dla "kolesi"). A że lewica internacjonalistyczna (UW i później SLD) zaczęła realizować kolejny etap dewastacji kraju, czego efektem musiała być ruina, i olbrzymie bezrobocie (co groziło poważnymi buntami młodzieży) to gremia "wyższe" "poradziły" ekipie zarządzającej masą upadłościową o nazwie Polska, jak ustrzec się wybuchu niezadowolenia społecznego. Ucieczką przed "masą krytyczną" okazało się wejście do UE i propaganda wyjazdów za pracą, czyli "spuszczenie powietrza z balona", oraz radykalne zmniejszenie wymagań przy przyjęciach na studia. Od tej pory na uczelnię mogli się już dostać ci, którzy parę lat wcześniej mieliby problem z ukończeniem zawodówki. I o to chodziło. Wysłać kilkaset tys. potencjalnych bezrobotnych na studia, dać nielicznym "ochłap" w postaci stypendium 300-400 zł, o ile oczywiście nie przekroczyli dochodu na osobę w rodzinie. Lepsze to niż zapewnić pracę, rozwijając przemysł, albo mieć spalony jak w 1976 r. Komitet Wojewódzki.

      Minęły kolejne lata, w zamian za pożyczkę, dotację od "płatników" ze "starej" UE, lokalni "gaulajterzy" odwdzięczyli się dalszą likwidacją przemysłu i wojska. I jaka kolejna propaganda powstała ? Ano kusi się teraz "studiujcie na polibudach", w TV i internecie pełno wyrazistych reklam typu Dziewczyny na Traktory ups. Polibudy.

      Przy obecnym zdewastowanym programie nauczania tzw. tłuk pancerny nie potrafiący obliczyć nie tylko najprostszej całki (ale i "zwykłego" zadania dotyczącego funkcji, czy stereometrii) po zdaniu matury z matematyki na 40 procent "punktów" może bez problemu dostać się na "kierunek zamawiany" oraz dostawać "z programu finansowanego przez Unię" 1000 zł plus (istne curiosum) darmowe "zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki". Nieprawdopodobne ośmieszenie kształcenia politechnicznego. Finansuje to UE, czyli Niemcy, nie ma się co dziwić, że uczelnie techniczne POkończy za kilka lat rzesza pseudoinżynierów znających co najwyżej angielski, i będzie rozsławiać po zmywakach tzw. Polnische Wirtschaft.

      Ci najzdolniejsi którzy ukończą uczelnie ze świetnymi wynikami, też pracy nie znajdą, bo przemysłu nie ma, a OBR-y to już zjawisko wręcz marginalne, i wszystkie "stołki" zajęte, głównie przez fachowców z zagranicy, na zasadzie, jaki właściciel firmy, taka kadra zarządzająca oraz dział R&D.

      Tak więc pozostaje znów dla "złapanych na propagandę" wyjazd, podjęcie pracy wyrobnika lub innego "komputerowca" (znam mgr inż. pracujących w urzędach pracy czy skarbówkach), ale z marzeń o projektowaniu, tworzeniu, kreatywnej pracy, nici. I kolejne pokolenie "zrobione na szaro".

      Stalin mówił: kto walczy z ZSRR temu strzał w potylicę. Bierut mówił: kto walczy z władzą ludową temu należy się więzienie. Gomułka mówił: komu się władza ludowa nie podoba temu odrąbiemy rękę. Urban mówił : komu się władza ludowa nie podoba ten może wyjechać. Jak więc widać, od 1981 do 2012 roku mimo tzw. POstępu nie ma żadnych zmian.
    • Gość: bo_gna IP: *.icpnet.pl 05.05.12, 14:40
      Życie wszystko weryfikuje i gdy studia okażą się mało perspektywiczne to albo trzeba zmienić albo coś innego dobrać. Nagonka typu humaniści pracy nie będą mieli, praca tylko dla umysłów ścisłych, jest głupotą. Niech każdy wybiera to w czym dobrze się czuje. Mam znajomych inżynierów, którzy jakoś przez studia przebrnęli, a potem długo się bujali bez pracy, a teraz są handlowcami. Po co kończyć studia z których nic się nie wyniesie. Właśnie to jest najważniejsze, ukierunkować się w czasie studiów i stać się specjalistą w swojej dziedzinie. Olej to co niepotrzebne i skup się na tym co w przyszłości sprawi że będziesz jednym z niewielu w swoim rodzaju, o sprecyzowanej specjalizacji. A więc rada dla przyszłych studentów: musisz sprecyzować w czasie studiów, w czym chcesz się rozwijać i co pozwoli Ci zdobyć pracę. Może to być nawet jeden przedmiot z wszystkich które studiowałeś. Wiedza o wszystkim to wiedza o niczym, trzeba uważać by po studiach nie być tak jak po ogólniaku, trzeba w czymś się specjalizować, inaczej może być kiepsko.
    • Gość: filut z Pragi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.12, 17:26
      przez zime nederlandzkich emerytow srajacych pod siebie bo do eutanazji dluga kolejka w tym najbardziej postepowym kolchozie i na przyszly rok beda miec jak znalazl

      a co ladniejsze dupcie moga sie zahaczyc na panienki i odlozyc niezly kapitalik - w koncu zielona wyspa nieograniczonych pcerspektyw dla mlodych i wyksztalconych byle tylko dalej popierali Tuska
      • Gość: a ch... z filutem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.12, 18:15
        idź pozbieraj puszki ze smietników. Potem je sprzedaj degeneracie i kup sobie jakiś denaturat, bo chyba masz znowu delirę i pier*d*olisz głupoty.
    • 05.05.12, 18:55
      Większość matołów pójdzie na uczelnie prywatne nabijać kabzę ich właścicielom i nie pochlonąć ani odrobiny wiedzy. Jedyną w miarę dobrą uczelnią prywatną w Polsce (choć i tak przerost formy nad treścią) jest Koźmiński. Pozostałe najlepsze prywatne są gorsze od najgorszych państwowych.
      • 06.05.12, 00:31
        hmm niestety uczelnie państwowe też niewiele odstają. poziom jest żenujący. a i studenci zainteresowani tylko i wyłącznie zdobyciem papierka.
        a czemu dzieciaki nie wiedzą, jakie w ogóle studia wybrać? bo nie mają żadnych zainteresowań, żadnych pasji
    • Gość: Iza IP: *.warszawa.vectranet.pl 06.05.12, 00:29
      fiksumdyrdum
    • Gość: Sonienko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.12, 01:01
      Standardy ograniczają ludzi ograniczonych.
      Osobiście do pracy wole przyjąć rozgarniętego chłopaka po zawodówce, niż "wykształconego" po kierunku humanistycznym.

      szkoły niepubliczne, prywatne uczelnie - w ogóle odpadają... - słuchacze tychże nie różnią się w moim mniemaniu niczym od pozłacanych worków na śmieci.
    • Gość: ewa IP: *.dynamic.chello.pl 27.05.12, 00:55
      do angli na zmywak bo w tuskolandzie to garba się można tylko dorobić
    • Gość: nic dziwnego IP: *.devs.futuro.pl 01.06.12, 11:30
      a jeśli ktoś podchodzi do stoiska fabryki dyplomów, to nie bardzo jest się czemu dziwić, że nie wie czego chce. Chce papier, byle skąd.
    • 06.04.15, 23:35
      Niech się zastanowią wszyscy maturzyście, którzy nie wiedzą co dalej ze sobą robić. ja mam już określony plan. Będę studiować w Społecznej Akademii Nauk w Warszawie na kierunku Architektura i Urbanistyka. Znajomi polecili mi tą uczlenie. Program bardzo mi pasuje i do tego położenie uczelni. Jestem z Warszawy i nie mam zamiaru się gdzieś przeprowadzać.
      • Gość: Anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.15, 19:56
        Ja polecam rozwiązanie bardziej praktyczne, studiuję ale w międzyczasie byłam na kursie w Studio Forma w Warszawie. Sami architekci. Nauczyłam się praktycznego podejścia do projektowania. Tak, że studia niestety ale nie są wystarczające i nie będą. Wykładowcy niestety ale są jedynie teoretykamii na uczelni. Znam osoby, które od razu wybierają Studio Forma nie tracąc czasu na studiowanie kilku lat.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.