Dodaj do ulubionych

15.09. - 2.10.1944: front sowiecki a Powstanie.

IP: *.acn.pl 13.08.04, 10:05
Sytuacja militarna na froncie warszawskim w ostatnim okresie Powstania
Warszawskiego jest dość szeroko znana, a oczywisty wniosek z niej płynący
(wskazujący na świadomą decyzję Stalina zrezygnowania z ratowania Warszawy)
nie jest kontrowersyjny, jeśli chodzi o postawę strony sowieckiej.

Przypomnę więc bardzo skrótowo sytuację operacyjną na froncie warszawskim w
tym okresie.

14 września 1944 roku sowiecka 47-a Armia (oraz 1 Dywizja LWP) zajęły Pragę -
prawobrzeżną dzielnicę Warszawy. Wojska sowiecko-polskie stanęły na
warszawskim brzegu Wisły, a oczom żołnierzy i obserwatorów ukazała się
płonąca po drugiej stronie rzeki – powstańcza Warszawa. Następnego dnia cały
odcinek warszawski przejęła 1-a Armia LWP, tzw. berlingowcy.

Wydawało się, że powstały wreszcie korzystne warunki do szturmu na centrum
miasta poprzez rzekę, połączenie działań sowiecko-polskich z AK, i uratowanie
Warszawy. A jednak – sytuacja nie była taka prosta.

Wynikało to stąd, że Niemcy kontrolowali już wtedy niemal cały odcinek
wybrzeża warszawskiego, co czyniło forsowanie rzeki zadaniem trudnym i
ryzykownym. Jedynie na Czerniakowie powstańcy utrzymywali fragment nabrzeża.

Tam też od 16 września przeprawiali się żołnierze 3-ej dywizji piechoty 1-ej
Armii LWP. Jednak po kilku dniach zaciętych walk, 23 września przyczółek
czerniakowski upadł.

Było jasne, że zadanie uratowania powstańczej Warszawy przekraczało
możliwości jednej armii. Konieczna była operacja oskrzydlająca stolicę z
dwóch stron, od północy i od południa, co było wykonalne jedynie siłami
przynajmniej trzech armii ogólnowojskowych 1-ego Frontu Białoruskiego.
Decyzja o takiej operacji przekraczała kompetencje marszałka Rokossowskiego,
już nie mówiąc o generale Berlingu. Zdecydować o niej mógł tylko - Stalin.

Czy po 14 września 1944 roku taka operacja była WYKONALNA w sensie
operacyjnym? Owszem. Linia frontu sowieckiego przebiegała wzdłuż Wisły, przez
Warszawę dalej na północ do linii Narwi. Podjęcie manewru oskrzydlającego
Warszawę było możliwe. Jak jednak wiadomo, do końca Powstania on nie nastąpił.

A czy była ona KONIECZNA dla Sowietów w sensie operacyjnym? Niestety,
odpowiedź brzmi: nie. Rosjanie posiadali już trzy silne przyczółki na linii
Wisły oraz dwa na Narwi, na północ od Warszawy. Podejmowanie lokalnej
operacji po to, aby stworzyć dodatkowy przyczółek na Wiśle, i to w dodatku o
charakterze wybitnie czołowym w stosunku do głównego celu przyszłej
radzieckiej ofensywy, czyli - Berlina, w kategoriach militarnych było -
zbędne.

Innymi słowy: we wrześniu 1944 roku nie istniały żadne powody natury
operacyjnej, aby Sowieci podejmowali dodatkowe natarcie w rejonie Warszawy.
Natarcie takie mogłoby nastąpić wyłącznie z powodów POLITYCZNYCH.

Do tej pory nie ujawniono żadnego dokumentu o decyzji Stalina odnośnie
Warszawy. Jednak analiza sytuacji wskazuje jednoznacznie, że postanowił on
zrezygnować z uratowania miasta. Od 15 września 1944 roku wojska sowieckie na
odcinku warszawskim stanęły w miejscu, walki stopniowo wygasły, i taka
sytuacja pozostała już bez większych zmian, aż do stycznia 1945.

Pozostaje pytanie: kogo należy obarczać moralną odpowiedzialnością za
bezczynność strony sowieckiej w ostanim okresie Powstania, gdy istniały już
operacyjne możliwości podjęcia przez Rosjan (przy rozsądnym stopniu ryzyka)
operacji wojskowej, mającej na celu wyparcie Niemców z Warszawy, i zajęcie
powstańczego miasta?

Pierwsza odpowiedź na to pytanie narzuca się sama: Stalina, oczywiście. I to
jest prawda, Stalin faktycznie pozostawił powstańczą Warszawę swojemu losowi,
gdy już miał realne możliwości, aby uratować miasto. Jego motywacja była
oczywista już w 1944 roku - nie chciał odrodzenia Polski niepodległej, dążył
za to (i to bardzo konsekwentnie) do zainstalowania w Polsce władzy
komunistycznej, władzy - satelickiej, wasalnej. Nie był więc zainteresowany
ratowaniem miasta zajętego przez siły, podporządkowane polskiemu rządowi
londyńskiemu.

A więc, biorąc powyższe pod uwagę, czy można Komendę Główną AK - a w
szczególności jej szefa, gen. Bora-Komorowskiego - uwolnić od
współodpowiedzialności za to, że Warszawa musiała skapitulować przed
Niemcami, jej ludność pójść na poniewierkę, a samo miasto - ulec totalnemu
zniszczeniu?

Otóż - moim zdaniem - nie można.

Mając za sobą wieloletnie lektury o Powstaniu, uważam, że dowódca AK, gen.
Bór-Komorowski, ponosi historyczną współodpowiedzialność także za to, że
Sowieci pozostali bierni w końcówce Powstania. Prawdopodobnie nawet jeszcze w
końcowym okresie Powstania istniała, może minimalna, ale jednak istniała
szansa na odwrócenie biegu wydarzeń w Warszawie, czyli na spowodowanie
wkroczenia Sowietów i uratowanie przed deportacją pozostających jeszcze w
mieście 500 tysięcy mieszkańców, a miasta - przed całkowitą zagładą.

Ale Bór nie chciał podjąć próby skorzystania z tej szansy.

Przedstawienie faktów i opartego na nich procesu wnioskowania który
doprowadza do takiej konkluzji, wykracza jednak poza ramy niniejszego
komentarza, który stanowi zakończenie militarnej analizy działań frontu
sowieckiego podczas Powstania. A to dlatego, że wymaga ono podjęcia kwestii
ściśle politycznych.

Wiem, że powyższe stwierdzenie o współodpowiedzialności Bora za sowiecką
bierność w ostatnim okresie Powstania jest kontrowersyjne i obrazoburcze,
stąd wymaga mocnego uzasadnienia, które spróbuję przedstawić w kolejnej, tym
razem - politycznej analizie stosunku Sowietów do Powstania.
Edytor zaawansowany
  • bartllomiej 13.08.04, 10:14
    Jakis ty madry.
    --
    POZDRAWIAM!!!
    Czasami to aż szkoda słów ale są wyjątki...
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21005
  • Gość: jacek IP: *.u.mcnet.pl 13.08.04, 10:25
    niedlugo wyczerpia sie twoje zapasy domowe

    1. z jakich to powodow stalin nie wyrazil zgode na ladowanie uszkodzonych
    samolotow alianckich - nie majacych przecez szans na powrot do Brindisi

    2. nikt nie przeszkadzal Niemcow w wykorzystywaniu ciezkich dzial
    ostrzeliwujacyhc Warszawe - zniszczenie ich lub conajmniej zmuszanie do zmiany
    pozycji nie stanowilo dla lotnictwa sowieckiego zadnego problemu

    zaprzaniec moskwicznyj
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 10:48
    Apeluję o traktowanie całego cyklu moich komentarzy o Powstaniu, jako pewnej
    integralnej całości.

    Kwestie szczegółowe które tutaj przywołałeś, są zdeterminowane politycznym
    stosunkiem Stalina do Powstania Warszawskiego, a nie działaniami militarnymi na
    froncie, które omówiłem w trzech odcinkach (1-5 sierpnia, 6-sierpnia-14
    września, i na koniec 15 września-2 października 1944).

    Polityczny stosunek Stalina do Powstania omówię w nastepnej zapowiedzianej
    przeze mnie analizie, wtedy będzie podstawa do dyskusji o tym.

    Teraz więc tylko odpowiem krótko.

    Ad. 1) Stalin nie zgadzał się na lądowanie samolotów z oczywistego powodu:
    ponieważ przyjął wobec Powstania wrogą postawę polityczną.
    Interesująca jest kwestia, dlaczego taką postawę przyjął, i czy były szanse
    wpłynąć na niego, aby swoje stanowisko zmodyfikował. Moim zdaniem były takie
    szanse, i postaram się to uzasadnić w zapowiedzianym komentarzu politycznym.

    Ad. 2) Powód - jak wyżej.


    Nawiasem mówiąc - ewentualna zgoda Stalina na loty wahadłowe, a nawet sowieckie
    ataki lotnicze na Niemców w Warszawie i zrzuty lotnicze, to były czynniki,
    które wszystkie razem i tak nie uratowałyby Powstania, mogły jedynie przedłużyć
    opór AK.

    Uratować Warszawę mogło TYLKO JEDNO - sowieckie natarcie na stolicę.

    Trzeba o tym pamiętać, jeśli dyskusja ma dotyczyć historycznych realiów, a nie -
    fantazji.
  • Gość: jacek IP: *.u.mcnet.pl 13.08.04, 10:59
    > Apeluję o traktowanie całego cyklu moich komentarzy o Powstaniu, jako pewnej
    > integralnej całości.

    a ja mam wrazenie - ze mamy tu raczej do czynienia z daleko posunieta
    manipulacja - a nie integralna caloscia

    podobnie nie zauwazasz ulotek nawolujacych do powstania - odezw PKWN i
    wezwaniach radiowych (mimo zakazu istnialo sporo odbiornikow w Warszawie) do
    powstania

    nie ma tez mowy o powodach dla ktorych inicjatywa na linii Wisly oslabla -
    czyli o wyslaniu znacznych sil na poludnie, - gdzie sowieci utkneli w gorach -
    zamiasta kontynuowac ofensywe na zachod

    dopiero te elementy moga przyblizyc nas do integralnej calosci - calosci nigdy
    nie poznamy
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 11:15
    Powtarzam: jeszcze nie powiedziałem wszystkiego, co chciałem powiedzieć o
    Powstaniu powiedzieć, brakuje analizy politycznej, którą wkrótce opublikuję na
    tym forum. W tym sensie obraz który dotąd przedstawiłem nie jest jeszcze
    kompletny, bo nie może być. Cierpliwości.


    > podobnie nie zauwazasz ulotek nawolujacych do powstania - odezw PKWN i
    > wezwaniach radiowych (mimo zakazu istnialo sporo odbiornikow w Warszawie) do
    > powstania


    Owszem, zauważam. O tej sprawie też się wypowiem w komentarzu politycznym
    dotyczącym Powstania.



    > a ja mam wrazenie - ze mamy tu raczej do czynienia z daleko posunieta
    > manipulacja - a nie integralna caloscia


    Nie mam zamiaru niczym manipulować, opieram się na FAKTACH. Których notabene,
    nikt do tej pory nie zanegował...


    > nie ma tez mowy o powodach dla ktorych inicjatywa na linii Wisly oslabla -
    > czyli o wyslaniu znacznych sil na poludnie, - gdzie sowieci utkneli w gorach
    > -
    > zamiasta kontynuowac ofensywe na zachod



    Szkoda, że nie czytasz moich komentarzy uważniej.

    W poprzednim odcinku pisałem o głównej przyczynie osłabienia sowieckiego frontu
    w Polsce, a było nim przerzucenie sił na kierunek bałkański (ofensywa na
    odcinku rumuńskim zaczęła się 20 sierpnia 1944).

    Była to decyzja strategiczna, nie mająca nic wspólnego z Powstaniem w Warszawie.



    > calosci nigdy
    > nie poznamy


    Nie podzielam twojego pesymizmu.

    A nawet jeśli bym go podzielał, to jaki z tego wniosek?
    Że dyskutowanie o historii i jej badanie nie mają żadnego sensu?
  • Gość: jacek IP: *.u.mcnet.pl 13.08.04, 11:20
    > calosci nigdy
    > nie poznamy


    Nie podzielam twojego pesymizmu.

    A nawet jeśli bym go podzielał, to jaki z tego wniosek?
    Że dyskutowanie o historii i jej badanie nie mają żadnego sensu?


    ty juz teraz mowisz o integralnej calosci - z okreslonym przeslaniem
    nie dopuszczasz do dyskusji - manipulujesz i przekrecasz slowa i tezy

    tworzysz plaska, uproszczona wizje - zapominajac o kontekscie
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 11:29

    > nie dopuszczasz do dyskusji - manipulujesz i przekrecasz slowa i tezy


    Przecież odpowiedziałem na dwie konkretne kwestie, które podniosłeś.

    W których miejscach manipuluję słowami i tezami i je przekręcam?

    Proszę konkretnie powiedzieć mi którymi, wtedy będę mógł się ustosunkować do
    takich zarzutów.
  • Gość: jacek IP: *.u.mcnet.pl 13.08.04, 11:34
    > Przecież odpowiedziałem na dwie konkretne kwestie, które podniosłeś.
    >
    > W których miejscach manipuluję słowami i tezami i je przekręcam?
    >
    > Proszę konkretnie powiedzieć mi którymi, wtedy będę mógł się ustosunkować do
    > takich zarzutów.

    dawalem ci juz takie przyklady - nie tylko ja

    wiekszosc przestala czytac twoje posty i odpowiadac - twoje przeslanie i
    zachowanie zostalo uznane jako malo tworcze i olane
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 12:11
    > dawalem ci juz takie przyklady - nie tylko ja
    >

    No tak. Tyle tylko, że jak łatwo sprawdzić, moje merytoryczne zanegowanie
    takich przykładów pozostawało na ogół bez odpowiedzi (albo odpowiedzią były
    inwektywy personalne), tak było choćby w przypadku twojej historycznie
    fałszywej tezy, jakoby jednostki kolaboranckie w chwili wybuchu Powstania "były
    pod ręką" i "od razu" zaczęły mordować cywilów. To tylko przykład.



    > wiekszosc przestala czytac twoje posty i odpowiadac - twoje przeslanie i
    > zachowanie zostalo uznane jako malo tworcze i olane


    Niewykluczone, że masz rację.

    Jeśli tak jest, to przyjmuję to z pokorą. Ale nie miałem specjalnych złudzeń że
    tak nie będzie, gdy zacząłem przedstawiać analizy dokładniejsze, dłuższe i
    trudniejsze w lekturze. Tak to już u nas jest, że wielu rodaków zadowala się
    obiegowymi hasłami i powierzchownymi osądami, a faktograficzna argumentacja
    nudzi ich. Cóż, trzeba pisać w nadziei, że nie wszyscy tak reagują.

    Na pewno nie mogę jednak powiedzieć aby to świadczyło o tym, że moje tezy o
    kontekście Powstania są nietrafne, ponieważ ogromna większość faktów i wniosków
    które przedstawiałem, nie zostały zakwestionowane przez nikogo, nawet przez
    najbardziej zaciekłych apologetów KG AK i rządu londyńskiego.

    Nie tracę jednak nadziei, że ktoś przeczyta wszystko to co piszę, i w
    rezultacie taki Czytelnik sam będzie próbował dojść samodzielnie do jakichś
    własnych prawd o Powstaniu, jednak wychodząc poza powierzchowne, niepełne i
    często zakłamane tezy i hasła, które są nam ustawicznie serwowane przez
    polonocentryczno-nacjonalistycznych (a często po prostu - niedouczonych)
    dziennikarzy i polityków.

    A poza tym, mogę cię pocieszyć:

    Została mi jeszcze do przekazania analiza politycznego stanmowiska Sowietów
    wobec Powstania, oraz jeden komentarz zawierający mój pogląd na temat
    postępowania generała Bora-Komorowskiego. Nie ukrywam, że jego postać nie jest
    bliska mojemu sercu, postaram się jednak faktograficznie uzasadnić, dlaczego.

    A więc, w zasadzie jeszcze tylko dwie moje analizy o Powstaniu, i tyle.

    Gdy je opublikuję, niniejsze forum będzie mogło już "bez przeszkód" powrócić do
    hurrapatriotyczno-polonocentryczno-martyrologiczno-poetyckiej normy piosania o
    Powstaniu, która ma tę zaletę, że jest tak miła naszej polskiej duszy, no i nie
    skłania specjalnie do myślenia.

    To nie znaczy, że neguję tę normę. Poezja i patriotyczna symbolika też są
    potrzebne. Uważam tylko, że należy je uzupełniać możliwie pozbawioną emocji,
    analizą historyczną.

    Aha, zapomniałem dodać, że powyższa norma może jeszcze będzie 'uzupełniana'
    przez tak bardzo "twórcze" analizy Powstania, jak ta, która rozstrząsa "palącą"
    kwestię udziału homoseksualistów w Powstaniu.
    A potem może jeszcze pojawią się następne "dysertacje" tego typu, np. ile było
    wśród powstańców warszawskich wyznawców sexu analnego a ilu - oralnego, ilu
    fetyszystów a ilu - transwestytów, i kolejni autorzy takich wątków będą
    solennie rozważać kwestię "wyróżniania" poległych akowców według takich
    kategorii.

    To będzie dopiero "twórcze", prawda?

    A propos - miło mi, że przynajmniej TY ciągle czytasz moje komentarze o
    Powstaniu. Choćby dla ciebie warto było je opublikować.
    Mówię to bez ironii.
  • Gość: jacek IP: *.u.mcnet.pl 13.08.04, 12:15
    wycinanie tekstow i przekrecanie tez - nie wymaga merytorycznej odpowiedzi -
    wystarczy napietnowanie
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 13:48
    > wystarczy napietnowanie


    Mimo wszystko namawiam cię, bo widzę że Powstanie to także dla ciebie ważny
    temat, abyś sobie gdzieś skopiował moje "powstańcze" komentarze (plus te dwa co
    jeszcze opublikuję), i po jakimś czasie, spokojnie i bez emocji je przemyślał,
    oczywiście z połączeniu z tematycznymi lekturami.

    Kiedyś ja rozumowałem tak samo, jak dziś rozumuje większość naszych Rodaków,
    którzy przedkładają patriotyczne emocje nad chłodną analizę faktograficzną. Też
    podsumowywałem historię Powstania mniej więcej następująco: - paskudni Ruscy
    plus polscy zdrajcy z Lublina, - zdradliwy Zachód, - Niemcy: wiadomo, - rząd
    RP/ KG AK - bez skazy i zmazy.

    Ale z czasem przestało mi to wystarczać, bo zacząłem się zastanawiać, czy my
    sami choć trochę się nie przyczyniliśmy do tego, że nas tak potraktowano, a
    konkretniej - nasi przywódcy i dowódcy, bo przecież nie powstańcy na
    barykadach. I im więcej czytam i poznaję, tym bardziej mi wychodzi, że także po
    tej stronie leży współodpowiedzialność za tragedię Warszawy. Oczywiście to jest
    pytanie o to, czy dobre intencje zwalniają z odpowiedzilności za skutki
    podjętych decyzji. Ja uważam, że w przypadku polityków/dowódców, tak być nie
    może.
  • Gość: jacek IP: *.u.mcnet.pl 13.08.04, 14:01
    z tym, ze nie bierzesz pod uwage wielu faktow - inne mylnie interpretujesz

    totalna krytyka jaka uprawiasz budzi bardzo zle skojarzenia

    w dodatku - metoda dyskusji polegjaca na przygwazdzaniu oponentow i
    przekrecaniu jego tez - ukazuje twoja zla wole

    nie sadze, zebys przyczynil sie do lepszego poznania - tym bardziej, ze laczylo
    sie to z krytyka kaczora - to obniza wiarygodnosc





  • alex.4 13.08.04, 14:14
    1 Polacy nie mogli wywołując powstanie przewidzieć, że Stalin zatrzyma
    ofensywę, czy nie pozwoli lądować amerykańskim i brytyjskim samolotom. Co
    więcej dowódcy powstania zdawali sobie sprawę, że powodzenie jego zależy od
    wkroczenia sowietów. Sowieci skrzętnie wykorzystywali wszelkie polskie akcje
    militarne realizowane w ramach planu burza. Nic nie wskazywało, aby tym razem
    stało się inaczej. Stalin gdyby chciał to mógł sie zachować inaczej. ODowódcy
    powstania nie doświadczeni akcją burza mofli przyjąć za pewnik, że Stalin nie
    zatrzyma ofensywy
    pozdr
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 14:30
    > 1 Polacy nie mogli wywołując powstanie przewidzieć, że Stalin zatrzyma
    > ofensywę,


    Co masz na myśli mówiąc "Stalin zatrzyma ofensywę"? Którą ofensywę? Na jakim
    kierunku?


    > Stalin gdyby chciał to mógł sie zachować inaczej.

    Tzn. konkretnie jak "inaczej" mógł się zachować? I kiedy konkretnie mogła taka
    zmiana nastąpić, "gdyby Stalin chciał"?



    > Dowódcy
    > powstania nie doświadczeni akcją burza mofli przyjąć za pewnik, że Stalin nie
    > zatrzyma ofensywy


    To jak wytłumaczysz fakt, że doświadczeni oficerowie sztabowi Bora i Montera
    (np. płk, Bokszczanin, płk Weber i inni) 31 lipca 1944 roku byli absolutnie
    pewni, że Sowieci w najbliższym czasie NIE nadejdą, i próbowali to powiedzieć
    Borowi?
    (Który niestety, uległ emocjonalnym wezwaniom Montera i Okulickiego i podjął
    decyzję pod nieobecność oficerów operacyjnych).
  • alex.4 13.08.04, 14:48
    Gdyby Armia Czerwona dostała taki rozkaz dotarła by do warszawy. To dosyć
    banalny wniosek. Stalin wolał impet armii czerwonej skierować na Bałkany. W
    innym wypadku wojna zakończyłaby się conajmniej pół roku wcześniej. Zresztą
    Stalinowi nic nie przeszkodziło interweniować w Słowacji... Bronienie Stalina
    jest absurdalne i głupie
    Bokszczanim był powstaniu przeciwny. Ale zwróciłbym uwagę na jeden fakt.
    Wszelkie relacje o poczynaniach dowódców powstania zostały spisane po WOJNIE.
    Sądzę że to miało wpływm na wiele rzeczy które panowie sobie przypominali....
    co jest dosyć oczywiste. Dotyczy to sytuacji gdy relacje się nie zgadzają. W
    1944 nie było ani jednego symptomu który pozwalał się domyslać, że Sowieci
    wstrzymali ofensywę.
    pozdr
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 15:06
    > Gdyby Armia Czerwona dostała taki rozkaz dotarła by do warszawy. To dosyć
    > banalny wniosek.


    Zgadza się: ten wniosek jest banalny, popularny, wręcz obiegowy. Ale to jeszcze
    nie znaczy, że trafny i sensowny.

    Bo gdy się nad nim dobrze zastanowić, to nie bardzo wiadomo, co on właściwie
    znaczy? Co to znaczy "Armia Czerwona dotarłaby do Warszawy"?
    Przecież 31 lipca 1944 roku sowieckie czołówki dotarły na odległość 20 km od
    centrum miasta?



    > Stalin wolał impet armii czerwonej skierować na Bałkany.


    Sugerujesz, że zrobił to z powodu Powstania Warszawskiego?



    > Zresztą Stalinowi nic nie przeszkodziło interweniować w Słowacji...


    Owszem, przeszkodziło. A mianowicie, niemiecki opór.
    Zapomniałeś dodać, że Sowietom nie udało się pomóc powstaniu słowackiemu.


    > Bronienie Stalina
    > jest absurdalne i głupie


    Czy mógłbyś na podstawie moich tekstów uzasadnić swoje twierdzenie, że ja
    jakoby "bronię Stalina"?



    > Wszelkie relacje o poczynaniach dowódców powstania zostały spisane po WOJNIE.
    > Sądzę że to miało wpływm na wiele rzeczy które panowie sobie przypominali....
    > co jest dosyć oczywiste. Dotyczy to sytuacji gdy relacje się nie zgadzają.


    Mógłbyś - konkretniej?



    > W 1944 nie było ani jednego symptomu który pozwalał się domyslać, że Sowieci
    > wstrzymali ofensywę.


    Nie rozumiem tego twojego twierdzenia. Mógłbyś je wyjaśnić?
  • Gość: stolicznyj IP: *.acn.pl 13.08.04, 15:37
    > Bokszczanim był powstaniu przeciwny.


    To stwierdzenie jest nadużyciem.
    Świadomie lub nieświadomie sugerujesz, że płk Bokszczanin był W OGÓLE przeciwny
    Powstaniu.

    A to nieprawda.
    Bokszczanin konsekwentnie utrzymywał, że warunkiem wydania decyzji do
    rozpoczęcia walki jest PEWNE wkroczenie Rosjan na Pragę, i obłożenie przez nich
    ogniem artyleryjskim lewego brzegu Wisły.

    Warunek ten NIE był spełniony w dniu 31 lipca 1944.

    Dlatego Bokszczanin był przeciwny PODJĘCIU W TAMTYM DNIU decyzji o rozpoczęciu
    walki w stolicy.

    Rozwój wypadków natychmiast potwierdził, że miał rację.

    Dosłownie W PÓŁ GODZINY po wydaniu rozkazu, Bora powiadomiono że Niemcy
    rozpoczęli przeciwnatarcie na przedpolach Pragi.
  • Gość: >all IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.04, 11:16

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka