Dodaj do ulubionych

Rugi warszawskie na Sadybie

11.01.06, 18:14
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3107423.html
Praktyczna realizacja dekretu Bieruta. Moim zdaniem wstyd i hańba dla urzędasów.

Ratusz ruguje warszawiaków i dawnych właścicieli


Zobacz powiększenie
Krzysztof Kuropaska został pozwany do sądu przez ratusz
Fot. Bruno Fidrych / AG

Bogdan Wróblewski, Małgorzata Zubik 10-01-2006 , ostatnia aktualizacja
11-01-2006 10:51

Ratusz wcale nie wycofał się z tzw. rugów warszawskich. Od jesieni sądy wydały
już prawie 20 wyroków, które każą warszawiakom oddać zajmowane przez nich
nieruchomości miastu. Wczoraj ratusz liczył na kolejny przychylny dla siebie wyrok

Sprawa rugów warszawskich wybuchła wiosną zeszłego roku. Uderza w
warszawiaków, którzy formalnie stracili swoje domy tuż po wojnie za sprawą
tzw. dekretu Bieruta. Wielu z nich ciągle w nich mieszka, choć bez aktu
własności. Mogliby go dostać, gdyby nieruchomości zasiedzieli. Ratusz tej
możliwości się przestraszył i postanowił ją w bezwzględny sposób zablokować.
Urzędnicy, by nie dopuścić do zasiedzeń, zaczęli namawiać mieszkańców
przedwojennych domów do podpisywania umów dzierżawy z miastem. Opornych
pozwali do sądu.

Chcą zabrać dom

Kolejna taka sprawa odbyła się wczoraj. Miasto pozwało Krzysztofa Kuropaskę.
Ratusz chce go pozbawić rodzinnej siedziby przy ul. Okrężnej.

- Takich spraw są tysiące, ale ta jest szczególna poprzez historię domu i
okolicy - mówi Ryszard Bill, który broni interesów właścicieli. - Wszędzie to
powtarzam: miasto nadal ruguje warszawiaków.

Dziadek pana Krzysztofa Julian Jaroszyński był jednym z pierwszych mieszkańców
Sadyby. - W 1933 r. kupił tu działkę. Nie był zamożnym człowiekiem, wybudował
więc niewielką czynszówkę na mieszkanie dla rodziny i żeby z wynajmu spłacać
kredyt - opowiada pan Krzysztof. Dom stanął w 1934 r. Po wojnie objął go
nacjonalizacyjny dekret Bieruta. Dom zasiedlili lokatorzy z kwaterunku. - Na
270 m kw. mieszkało do 40 osób - wspomina pan Krzysztof. Do dziś nie udało się
wykwaterować wszystkich lokatorów.

W latach 60. o jego dom otarła się wielka historia. Na sąsiedniej działce
odkryto groby datowane na półtora tysiąca lat przed Chrystusem. Jedno z
najstarszych siedzib ludzkich na terenie Warszawy.

W pamiętnym roku 1981 pan Krzysztof obronił dyplom na wydziale architektury,
tytuł pracy: "Dom wielopokoleniowy". Temat - własny dom. - Sadyba to miejsce
magiczne, miasto ogród - mówi. Jego matka hodowała w ogrodzie piękne róże.
Jego córka studiuje teraz ogrodnictwo.

Sprawami majątkowymi przez lata zajmowali się najpierw dziadkowie, potem
rodzice pana Krzysztofa. Wszyscy już nie żyją. Ojciec zmarł w ostatnią
Wigilię. Pan Krzysztof został w ręku z wezwaniem do sądu na rozprawę o wydanie
nieruchomości. Nikt z rodziny nie odpowiedział bowiem na wcześniejsze wezwanie
miasta do zawarcia umowy dzierżawy. Konsekwencją jest pozew.

Aby go zablokować w ubiegłym tygodniu, pan Krzysztof złożył w sądzie wniosek o
zasiedzenie. Ma szansę, bo w taki sposób prawo do nieruchomości od września
udało się wywalczyć pięciu osobom.

My nie rugujemy

Ratusz wymyślił rugi warszawskie ze strachu przed utratą ponad 4 tys.
miejskich nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym. Przed sądami toczy
się ostra walka - warszawiacy składają wnioski o zasiedzenie, a ratusz zabiega
o wyroki sądowe, które nakazują oddanie nieruchomości. Ratusz złożył już ok.
2,3 tys. pozwów.

Pełnomocnik prezydenta Warszawy do spraw zasiedzeń Zbysław Suchożebrski
szacuje, że ok. 800 tego typu spraw dotyczy dawnych właścicieli. Wielu z nich
nigdy nie wyprowadziło się z domów wybudowanych przez dziadków czy rodziców
tak jak Krzysztof Kuropaski.

W ratuszu wciąż zapewniają, że dopóki sprawa zwrotu nieruchomości odebranej
dekretem Bieruta nie jest rozstrzygnięta, urzędnicy zawieszają postępowanie
sądowe. A wyroki, które już zapadły, tłumaczą tak: - Na pewno nie dotyczą one
byłych właścicieli ani ich spadkobierców, tylko osób trzecich, które użytkują
nieruchomość - utrzymuje Zbysław Suchożebrski. - Mogą się zdarzać również w
takich sytuacjach, gdy odmówiono zwrotu nieruchomości. Dzięki takim wyrokom
miasto utrzymuje swoją własność.

- Skradzione należy zwrócić - twardo mówi jednak Ryszard Bill.

Co zrobią urzędnicy, mając wyrok w ręku? Będą chcieli odebrać nieruchomość.
Naliczą też kary za korzystanie z niej bez umowy.
Edytor zaawansowany
  • zwierz.alpuhary 11.01.06, 18:18
  • create 11.01.06, 21:14
    W praktyce jest za własnością państwową i respektowaniem a co wiecej wcielaniem
    w zycie dekretów Bieruta

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka