Dodaj do ulubionych

stare panny po 30 roku życia

15.12.07, 15:06
przechlapały swój czas
a teraz napastują meżczyzn aby pospiesznie wydać sie za mąż
Obserwuj wątek
    • bardu Re: stare panny po 30 roku życia 16.12.07, 17:51
      prymaas napisał:
      > przechlapały swój czas
      > a teraz napastują meżczyzn aby pospiesznie wydać sie za mąż
      Spóźniłeś się z tym postem o jakieś 50 lat. Teraz kobiety są lepiej
      wykształcone, bardzo często więcej zarabiają od partnerów, są zdrowsze,
      silniejsze i fizycznie i psychicznie. Próbujesz poprawić sobie samopoczucie, ale
      prawdą jest, że to mężczyźnie trudniej żyć bez kobiety - kobieta daje sobie
      świetnie radę, nawet jeśli chce założyć rodzinę - niekoniecznie z mężem.
      • Gość: corgan Re: stare panny po 30 roku życia IP: *.chello.pl 17.12.07, 22:27
        > Teraz kobiety są lepiej wykształcone,

        Tyle że ilośc nie przechodzi w jakość. Nadmiar absolwentek
        zarządzania i marketingu, przedsiębiorczości, pedagogiki i
        psychologii powoduje że te "lepiej wykształcone" lądują tam gdzie
        pokolenie wcześniej lądowało po skończeniu zwykłego liceum. Może
        gdyby te "przebojowe i wykształcone" kończyły studia techniczne albo
        inzynierskie...

        Tak na marginesie - ile % kobiet a ile % mężczyzn ląduje na
        bezrobociu (w kraju w którym jest dużo pracy) choć mają
        wykształcenie wyższe albo ogólnokształcące?

        odp: 2/3 kobiet i 1/3 facetów. Tak jest - wśród bezrobotnych z
        wykształceniem wyższym i ogólnokształcącym 2/3 to kobiety. Te
        proporcje czyli 1 do 1 wyrównują się dopiero wśród ludzi po 50tce i
        głownie z wykształceniem zawodowym i podstawowym.

        Sugeruję zajrzeć na strony GUSu i zobaczyć cokwartalne raporty
        BAEL. :)

        btw - wiem co pomyślisz, ale... kobiety wychowujące dzieci albo
        opiekujące się stale rodziną nie są kwalifikowane do osób aktywnych
        zawodowo a tym samych bezrobotnych.

        > bardzo często więcej zarabiają od partnerów

        Jak bardzo często? To babki poluja na nadzianych facetów czy tez
        może odwrotnie?

        > są zdrowsze,

        W takim razie rozumiem czemu od ponad 10 lat obserwuje w swoim
        otoczeniu że kobiety częściej palą niż faceci, a w piciu, stresie
        prowadzeniu niezdrowego trybu życia doganiają i przeganiają facetów.
        Skoro sa zdrowsze to chyba mogą sie truć bo nic im nie grozi? Nie to
        co słabi faceci którzy muszą na siebie uważać :))

        > silniejsze i fizycznie i psychicznie

        W sumie są silne, no chyba że mają regularne napady histerii
        nie są tak silne psychiczne jak oczekuje od niech tego otoczenie,
        rzucają we współpracowników segregatorami albo kubkami albo biorą
        prochy tak żeby nikt nie widział. Poza tym - faktycznie - kobiety są
        silne. Niektóre, ale zawsze.

        > Próbujesz poprawić sobie samopoczucie.

        Kobiety robią to codzienie. Choćby nakłaniane w reklamie do zeżarcia
        kolejnego batonika albo kupna kolejnego bezuzytecznego kremu na wory
        pod oczami. :))

        > prawdą jest, że to mężczyźnie trudniej żyć bez kobiety

        To mit, który tylko poprawia wasze samopoczucie :))) Myślisz że tak
        trudno włączyć pralkę i zrobić pranie albo pozmywac i potrzebna jest
        do tego kobieta z jej 2godzinnym gadaniem o niczym? :))) Nawet
        sensownie gotować już przestałyście i teraz faceci się coraz
        częściej i chętniej biorą za gotowanie że o wychowaniu dzieci nie
        wspomnę :)

        > - kobieta daje sobie świetnie radę, nawet jeśli chce założyć
        > rodzinę - niekoniecznie z mężem.

        No chyba że sobie nie daje rady, a znam takich sporo.
        • Gość: Mąż za corganem:) Re: stare panny po 30 roku życia IP: *.ierigz.waw.pl 10.01.08, 12:00
          Świetny, kąśliwy i na poziomie tekst. Lubię ten typ ironii.
          Zgadzam się z Tobą, corgan. Mówię to jako (niestety) mąż kobiety głoszącej na prawo i lewo, jak świetnie sobie sama radzi ze wszystkim - pod warunkiem że to ja płacę wszelkie rachunki, kredyty, funduję wakacje, a także (z reguły) zajmuję się dziećmi, płacąc za ich prywatne przedszkole, szkołę, wożąc je tam i przywożąc, spędzając z nimi większość czasu popołudniami (żona ma po pracy zwykle chęć na zakupy i spotkania z koleżankami lub kolegami - ja nie wnikam). O przewadze intelektualnej i osobowościowej szkoda gadać. Ale cóż, dzieci... Pozdrawiam
      • Gość: robson.wawa Re: stare panny po 30 roku życia IP: *.chello.pl 17.12.07, 14:15
        Panowie nie pajacuja to nie panowie maluja sie fiokuja robia ze soba
        cuda wianki, a prawda jest taka przyjqchalo dyzu dziewczynek z
        prowincji co to mysla ze zaraz warszawiaka zlapia za reke i do
        oltarza za ciagna, ale warszawa to moze duza wuiocha ale lepsza duza
        niz mala zachukana i zachukani ludzi myslacy na za naszych babc
    • Gość: mrowka Re: stare panny po 30 roku życia IP: *.gprs.plus.pl 24.12.07, 14:15
      jakie "STARE"??? po 30 życie się zaczyna! młode duchem, mlode
      cialem, niezalezne w glowie cos juz poukladane. Nikogo nie napastuja
      (marzenie scietych glow, ktore siedza w swoich pieleszach i
      zazdroszcza wolnosci innym)- bawia sie zyciem! wreszcie!! ten piekny
      czas w zyciu!! bawcie! sie wszystkie trzedzietki obu plci!
          • Gość: stara panna Jestem duchem młoda - to moja uroda! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.07, 12:26
            Jestem młoda duchem, nie przeżywam "małżeńskich" stresów, zdrowo się
            odżywiam, dużo spaceruję, cieszę się każdą chwilą życia i wszystkim,
            co mnie otacza, nie kłócę się z nikim, wysypiam się, relaksuję, ucie-
            kam od "złych" ludzi, ale ... zastanawiam się, czy jest gdzieś na
            świecie "niemęczący" kawaler, który dałby się zaprosić na spacer
            i wytłumaczył, że staropanieństwo to nie grzech.
            • Gość: PS Re: Jestem młoda - to moja uroda! IP: *.skynet.net.pl 25.12.07, 13:22
              Gość portalu: stara panna napisał(a):

              > Jestem młoda duchem i ciałem, nie przeżywam "małżeńskich" stresów,
              > zdrowo się
              > odżywiam, dużo spaceruję, cieszę się każdą chwilą życia i wszystkim,
              > co mnie otacza, nie kłócę się z nikim, wysypiam się, relaksuję się z
              > moim partnerem ponad dziesięć lat młodszym ode mnie :)
              • Gość: marcu Stara, długa, ale świetna opowieść. Polecam!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.08, 11:50
                Powiedzmy, że facetowi imieniem Roger podoba się kobieta... Nazwijmy ją Elaine.
                Zaprasza ją do kina. Ona się zgadza, spędzają razem miły wieczór.

                Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów oboje są zadowoleni.
                Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich nie widuje się z nikim innym.

                Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Elaine zauważa: „A wiesz, że dziś mija
                dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy?”

                W samochodzie zapada cisza. Dla Elaine wydaje się ona strasznie głośna.
                Dziewczyna myśli: „Kurczę, może nie powinnam była tego mówić. Może on nie czuje
                się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim wymusić jakieś
                zobowiązania, których on nie chce albo na które nie jest jeszcze gotowy”.

                A Roger myśli: „O rany. Sześć miesięcy”.

                Elaine myśli: „A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy chcę takiego
                związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej czasu, żebym mogła
                przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem. Czy ja naprawdę chcę, żebyśmy
                posuwali się dalej...? W zasadzie... do czego my dążymy? Czy tylko będziemy się
                nadal spotykać na tym poziomie intymności? Czy może zmierzamy ku małżeństwu? Ku
                dzieciom? Ku spędzeniu ze sobą całego życia? Czy ja jestem już na to gotowa? Czy
                ja go właściwie w ogóle znam?”

                A Roger myśli: „...czyli... to był... zobaczmy... czerwiec, kiedy zaczęliśmy się
                umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten samochód, a to znaczy... spójrzmy na
                licznik... Cholera, już dawno powinienem zmienić olej!”

                A Elaine myśli: „Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest zupełnie
                inaczej? Może on oczekuje czegoś więcej — większej intymności, większego
                zaangażowania... Może on wyczuł — jeszcze zanim sama to sobie uświadomiłam —
                moją rezerwę. Tak, to musi być to. To dlatego on tak niechętnie mówi o swoich
                uczuciach. Boi się odrzucenia”.

                A Roger myśli: „I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te barany
                z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. Zwalają winę na mrozy. Jakie
                mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik pracuje jak stara śmieciara! A ja głupi
                jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym złodziejom sześć stówek”.

                A Elaine myśli: „Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu zła. No —
                to moja wina, kazać mu przez to przechodzić, ale nic nie poradzę na to, co
                czuję. Po prostu nie jestem pewna..”.

                A Roger myśli: „Pewnie powiedzą, że gwarancja tego nie obejmuje. To właśnie
                powiedzą, chamy”.

                A Elaine myśli: „Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na
                białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, z którym lubię być, na
                którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na mnie. Mężczyzny, który
                cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej, romantycznej fantazji”.

                A Roger myśli: „Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie wsadzili w
                dupę. Ja chcę mieć sprawny wóz”

                – Roger — odzywa się Elaine.

                – Co? — pyta Roger, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.

                – Nie dręcz się już tak — kontynuuje Elaine, a jej oczy zaczynają napełniać się
                łzami. — Może nigdy nie powinnam... Czuję się tak... (załamuje się i zaczyna
                szlochać)

                – Co? — dopytuje się Roger.

                – Jestem taka głupia... Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To głupie. Nie
                ma rycerza i nie ma konia.

                – Nie ma konia?

                – Myślisz, ze jestem głupia, prawda? — pyta Elaine.

                – Nie! — odpowiada Roger, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową (chyba) odpowiedź.

                – Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuję trochę czasu...

                (Następuje 15–sekundowa cisza, podczas której Roger, myśląc najszybciej, jak
                potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu trafia na jedną, która
                wydaje mu się niezła).

                – Tak — mówi.

                Elaine, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.

                – Och, Roger, naprawdę tak czujesz? — pyta.

                – Jak? — odpowiada pytaniem Roger.

                – No, o tym czasie... — wyjaśnia Elaine.

                – Nnnoo... Tak.

                (Elaine odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając, że Roger
                zaczyna się czuć bardzo nieswojo i obawiać, co też ona może teraz powiedzieć,
                zwłaszcza, jeśli to dotyczy konia. W końcu Elaine przemawia).

                – Dziękuję ci, Roger.

                – To ja dziękuję — odpowiada mężczyzna.

                Potem odwozi ją do domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza chlipie w poduszkę aż do
                świtu, podczas gdy Roger wraca do siebie, otwiera paczkę chipsów, włącza
                telewizor i natychmiast pochłania go powtórka meczu tenisowego między dwoma
                Czechami, o których nigdy wcześniej nie słyszał.

                Cichy głosik w jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie wydarzyło się dziś
                coś ważnego, ale Roger jest pewny, że nigdy nie zrozumie co, więc stwierdza, że
                lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą taktykę stosuje w stosunku do głodu na
                świecie).

                Następnego dnia Elaine zadzwoni do swej najbliższej przyjaciółki, może do dwóch
                i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację. Drobiazgowo zanalizują wszystko,
                co ona powiedziała i wszystko, co on powiedział, po raz pierwszy, drugi i n–ty,
                interpretując każde słowo, każdą minę i każdy gest, szukając niuansów znaczeń,
                rozważając każdą możliwość.

                Będą o tym dyskutować przez tygodnie, może przez miesiące, nie osiągając żadnej
                konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc.

                W tym samym czasie Roger, pijąc piwo ze wspólnym przyjacielem jego i Elaine,
                zastanowi się i zapyta: – Norman, nie wiesz, czy Elaine miała kiedyś konia?
    • izastn Re: stare panny po 30 roku życia 25.12.07, 16:34
      nie mam jeszce 30 - tki, o zamążpójściu nie myślę, na razie, bo żeby
      zdecydować się na ten krok to trzeba spotkać prawdziwego,
      porządnego, mądrego i na prawdę szanującego cię faceta, z którym
      miałoby się ochotę spędzić reztę życia, a nie wymoczka, udającego
      nie wiadomo kogo, pajacującego, myślącego nie powiem czym zamiast
      mózgiem. niestety, prawdziwych facetów teraz jak na lekarstwo, a ci
      drudzy piszą właśnie takie posty i zakładadją takie atki. pozdrawiam
      wszystkich świetnych porządnych facetów i przyznaję, że zadroszczę
      waszym żonom i dziewczynom:)
    • Gość: emma chlopcze drogi IP: 217.153.207.* 27.12.07, 10:19
      przypominam ci tylko, ze ty tez bedziesz po 30, po 40, po 50, po
      60...jak bog da oczywiscie...
      na wszystko jest czas w zyciu.
      ja w tym roku skonczylam 36 lat. zarabiam 2 x wiecej niz moj maz (ok
      16 tys), nigdy nie czulam sie i nie wygladalam lepiej. i nigdy nie
      chcialabym byc juz nastolatka, czy nawet dziewczyna po 20-ce.
      wszystko przed toba! powodzenia :-)
    • Gość: Mars Jakie stare?, jakie panny? IP: 217.17.41.* 28.12.07, 13:40
      Jeszcze 200 lat temu stary to było ok. 40 lat, 100 lat temu -> 50
      lat, 50 lat temu -> 60 lat, a obecnie -> 70 lat (Taka jest definicja
      zgodnie z ZUS).
      Panna 100 lat temu -> do ślubu (tu było pojęcie "stara panna", chyba
      około 20 lat), 50 lat -> nieruszana przed ślubem (jakieś 40%), 20
      lat temu -> 20%, dziś 25% pod warunkiem, że jeszcze w szkole (i to
      podstawowej, a nie gimnazjum).
      Dlatego należało by raczej mówić nie "stara panna/kawaler", a
      raczej "długo samotni", "osamotnieni", czy "stary singel", choć i te
      pojęcia są problematyczne:)
    • gaska.balbinka.78 Re: stare panny po 30 roku życia 28.12.07, 18:50
      Kurde, ja nikogo nie napastuję. Czy to oznacza, że nie jestem starą
      panną?

      A poza tym prymaas przyznaj się, Tobie też się marzy taka wielka,
      jedyna i prawdziwa miłość do tej szczególnej kobiety (no, może
      faceta, nie wiem, jak tam u Ciebie z orientacją). Tylko przykrywasz
      zażenowanie wyśmiewając się...
    • Gość: szczurzyca Re: stare panny po 30 roku życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.07, 12:30
      to ja stara panna. mam 34 lata. Nigdy nie byłam prymuską, nigdy nie studiowałam.
      Mam średnie wykształcenie. pracuję w sklepie całodobowym. Jeśli chodzi o wygląd
      mam wiele mu do zarzucenia, ale nic z tym nie robię. Mieszkam sobie z rodzicami,
      oddaję im pół marnej pensji, spędzam samotne sylwestry, wakacje u rodziny.
      Uwierzcie próbowałam, ale może jestem za brzydka? Za mało zadbana? Naiwna?
      Pewnie panną zostanę do końca swoich dni. Jedno jest w tym dobre nigdy nie będę
      rozwódką ni wdową.
      • prymaas Re: stare panny po 30 roku życia 11.01.08, 08:47
        Problem polega na czym innym - czego nie raczono zauwazyć.
        W stolicy jest wiecej kobiet niż męzczyzn.
        Z tego powodu nasiliła sie rywalizacja miedzy kobietami o dobre geny.
        Te , ktore poswieciły wiecej czasu na ksztalcenie,czesto bardziej atrakcyjne
        fizycznie, wypadly z rynku pokonane przez sprytniejsze
        koleżanki.
        Mezczyźni natomiast nie sasklonni do nieskonczonego zabiegania o primadonny.
    • ortopedawawa Kochani - moje doswiadczenie życiowe 08.01.08, 11:56
      Tak czytam sobie te Wasze rozważania - niektóre całkiem dojrzałe -
      niektóre mniej jak to na necie ha ha. Cóż moge powiedzieć - czasy
      się zmieniły - kobiety po 30 dopiero zaczynaja Swoje prawdziwe,
      całkowicie świadome i niezalezne życie. Sam mam drugą żone, młodszą
      o 14 lat, poznalismy sie jak miała 17. Teraz z perspektywy patrząc -
      ten pierwszy okres - jasteśmy juz 9 lat razem, nie był zbyt łatwy.
      Każdemu wydaje się, że super mić bardzo młoda kobietę, ale nie jest
      to takie proste z wielu względów. Dlatego tak sobie teraz myślę, że
      jednak kobiety dojrzalsze są z punktu obiektywnego zdecydowanie
      lepszymi partnerkami życiowymi. Dopiero teraz Moja Żona zaczyna
      doceniać takie rzeczy jak np. dom - do tej pory to wszystko było
      dość lajtową przygodą. Dlatego bardzo prosze nie mieć depresji z
      powodu tego, że ma sie 30 lat i brak męża - proponuję przeczytać
      ciekawy artykuł - 40 powodów dla których nie warto mieć dzieci -
      całkiem ciekawy, walczący ze stereotypami. Z drugiej strony czas dla
      kobiet i mężczyzn biegnie inaczej - to niestety prawda. Juz moja
      sekretarka lat 20 powiedziała - że za zadbanym 50 latkiem to ona sie
      obejrzy - a pan za 50 letnia kobietą??? - przez grzecznośc nie
      odpowiedziałem.
      Serdeecznie pozdrawiam
      • allija Re: Kochani - moje doswiadczenie życiowe 11.01.08, 17:21
        Osobiście nie zgodze sie z toba, za kobietą 50letnia także sie
        ogladaja. Moze nie 20latkowie ale tez atrakcyjni dojrzali meżczyźni.
        Jestem w tym wieku i sama dopiero co musiałam stopować zbyt
        natarczywe zaloty kolegi. Całkiem do rzeczy kolegi i gdybym nie była
        mężatką to kto wie... W dodatku nigdy nie mówie ile mam lat bo po
        ostatnim doswiadczeniu kiedy to w rozmowie powiedziałam, ile lat
        pracuję zapadła taka cisza, koleżeństwo nie mogło wyjść z osłupienia
        tak, że sama poczułam sie dziwnie. Tak wiec mozna wygladać
        atrakcyjnie, podkreślam, mozna. Wiekszość kobiet z reguły odpuszcza
        pochłonieta domowymi obowiazkami, gdyby panowie zamiast na siłowni
        poćwiczyli w kuchni na pewno ich połowice wygladałyby lepiej.
        I dodam jeszcze, że wyszłam za mąż po 30ce, jednak to nie znaczy, że
        byłam samotna. Na szczęście po 30ce zresztą bo przynajmniej przez
        czas panieński gdzies pojeździłam, cos zobaczyłam, cos przeżyłam. Od
        dnia ślubu mam tylko domowy kierat i byłam kilka razy nad morzem.
        Dziewczyny, korzystajcie z wolnosci zamiast przeżywać rozterki, to
        jest wasz najlepszy czas. Wyjdźcie z domu, nie zapominajcie o
        znajomych, koleżankach, kolegach. Nie ma się do czego spieszyć /w
        sensie małżeństwo/.
        Też pozdrawiam serdecznie.
          • Gość: ewa Re: Kochani - moje doswiadczenie życiowe IP: *.rajskanet.pl 13.01.08, 20:49
            Mam 28 lat. Wszyscy wokół trują, że już dawno powinnam mieć męża i dziecko, ja
            im na to, że o niczym nie marzę bardziej tylko nie mam z kim. Oni odpowiadają:
            -A, trzeba było isę starać wczesniej....
            A wiecie co? Ja już w podstawówce chciałam meić chłopaka jak koleżanki. W wieku
            16 lat toś na mnie zwrócił uwagę, ale mu przeszło, potem taka historia
            powtórzyła się parę razy.
            Chciałam znaleźć chłopaka, chętnie umawiałam się na randkę jeśli wydawał mi się
            fajny. Więc proszę mi nie mówić, że mam niebotyczne wymagania itp. Paru facetów
            uwagę na mnie zwróciło, koledzy mówili komplementy, więć chyba nie jestem
            tragicznie nieatrakcyjna. Jednak faceci nie chcieli ze mną chodzić albo
            rezygnowali już po poważnych deklaracjach. Nie jestem ani zarozumiała ani
            histeryczka itp. Mam wiele koleżanek i kolegów. Jedna chłopaka nie umiem znaleść.
            Proszę mnie za to nie kamionować ani nie wytykać palcami. Jest mi prawie codzień
            od kilkuanstu lat z tego powodu przykro keidy ktoś mi wypomina itp, więc nie
            musiscie dodatkowo mnie pognębiać.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka