Dodaj do ulubionych

Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę

05.03.09, 10:10
takie miejsca należy bojkotować, niech się kiszą we własnym sosie:(((
Obserwuj wątek
    • Gość: marymoncki dzon Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: 212.160.130.* 05.03.09, 10:18
      buahahhaha, i dobrze wam tak, jak ktos jest debilem i za takie
      stawki wynajmuje lokal uzytkowy na zamknietym osiedlu gdzie jest
      ograniczona liczba klientów i kążde zawirowanie widac 100 x bardziej
      niz na całym rynku ( mała społęcznośc i wszyscy dosć podobnie
      uwarunkowani finansowo - kredyty, praca w korporacjach, prywatnych
      firmach itp). A poza tym chcieliscie miec getto? pluliscie na innych
      co mieszkali w starych blokach? sraliscie wyzej niż dupe
      mieliscie....TO TERAZ MACIE!! Przespaliscie sój czas, to samo co wy
      oferujecie jest w całej wawie, pizzerie, spożywczaki, solaria ,
      kawiarnie itp. A do getta nie pójde!!!! I co to jest za nazwa
      czekpoint czarliii????? Buahahahhahaha, w morde jak tajna baza NATO
      buahhahahah, co za zjeby.
    • bemowiak2008 MArina, Wilanow - blokowiska XXI wieku w Warszawie 05.03.09, 10:20
      Ci co wcisneli kit o eksluzywnym osiedlu powinni dostac nobla z PR
      jak noworyszom wcisnac kit.

      Zbudowali osiedle, postawili plot, bajorko, nazwali marina,
      wypromowali w prasie, kase zgarneli

      Ciekawe co bedzie sie dzialo z Wialnowem... Marina przynajmniej jest
      blisko centrum wiec brak sklepow i wysokie ceny mozna odbic sobie
      idac do starych blokow, do plebejuszy na zakupy do biedronki:) a na
      wilanowie...najblizej to pole kartofli i zwierzeta (jezeli jeszce
      jakies sa) w lesie...
        • Gość: ja Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: 88.211.52.* 05.03.09, 16:23
          nie- nie moje pracownice.
          poza tym artykuł jest nieprofesjonalny. jakiś koleś o psich gównach
          pisze na pierwszej stronie gazety- kiepsko. nawet sie nie podpisał.
          jak wieśniak to nie sprząta. wydaje mi się że wyborcza powinna mieć
          lepsze kwestie żeby sobie głowę zawracać. proponuję przejść się Jana
          Pawła - tez sporo gówien leży. żeby je sprzątac to muszą być na to
          specjalne pojemniki gdyż Sanepid zabrania wrzucania psich odchodów
          do ogólnych smietników.
          poza tym nic z tego artykułu nie wynika. co innego kwestia
          mieszkania tam a co innego sklepów. ponadto informacje podane są
          niesprawdzone i jednostronne.
          a tak w ogóle to kto nie chciałby mieszkac na zamknietym osiedlu-
          domków czy bloczków? chyba każdy
    • Gość: marina(rzyk) O Polaczki w dobrej formie od rana hehehe. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.09, 11:03
      Co tatuś z SB nie kupił wam po willi w Konstancinie ? Musicie
      siedzieć w tych klatkach z płyty i wąchać smrody ? Jak wam
      przeszkadz coś za co nie zapłaciliście to jedźcie na Białoruś ,Chin
      czy na Kube !! KTO WAM BRONI ? Jak lubicie sr... na Polaków to won z
      Polski i z forów polskich - zdrajcy !! Ci ludzie odgradzają się od
      dresiarzy ,chuliganów ,zboczeńców i innej hołoty ,a NIE od
      normalnych i porządnych ludzi !! Nie chcę mieć na drugi dzień
      porysowanego samochodu ,wybitej szyby ,skradzionych kół itd.
      Idźcie pod prywatne domy ,przecież każdy prywatny dom jest
      odgrodzony siatką lub murem !! ODGRADZAJĄ SIĘ WSZYSCY POLACY oprócz
      hołoty z bloków z PRLu ,która zjechała się z okolicznych wsi i
      tęskni za poprzednim systemem !! IDŹCIE POD OGRODZONĄ WILLĘ MICHNIKA
      I KRZYCZCIE ,ŻEBY ZLIKWIDOWAŁ OGRODZENIE DURNE PAŁY !!
        • Gość: mariner Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.09, 11:30
          Myślę, że ludzi tam mieszkających stać na zakupy i na Marinie. Tylko po co
          kupować coś co jest droższe (a często i popsute-żywność), skoro można kupić to
          po drodze z pracy, gdzieś na zewnątrz, gdzie jest większy wybór. Istnieje błędne
          przekonanie, że jak ktos ma dużo kasy to będzie nią szastał na prawo i lewo. Z
          takim podejściem się nie dorobisz.
          Po drugie, ze względu na monopol, niektóre sklepy nie dbają o klienta. Nie dbają
          w sensie takim, że często można tu kupić zepsutą żywność. A z tego monopolu też
          wynikają odpowiednie ceny.
          • dorsai68 Myślę, że zbyt mocno gloryfikujesz osiedle 05.03.09, 12:19
            O ile mnie pamięć nie myli, Marina nie miała być zamkniętym osiedlem, to właśnie Wy żądaliście wygrodzenia swojej własności, jeśli więc utyskujesz dziś na wysokie ceny w osiedlowych sklepach, to powinieneś te pretensje kierować do siebie i swoich sąsiadów.

            Ekskluzywność Mariny miała polegać na ograniczonym do niej dostępie. Nie wzięliście jednak pod uwagę faktu, że oznacza to również ekskluzywne ceny w osiedlowych sklepach, płacących ekskluzywny czynsz.
            Ponoć potraficie liczyć (vide: jak ktos ma dużo kasy to będzie nią szastał na prawo i lewo. Z takim podejściem się nie dorobisz), nie potrafiliście jednak zanalizwać tak prostej zależności:
            wysoki czynsz + ograniczona liczba klientów = wysoka (ekskluzywna) cena za towar.

            W końcu zdecydowaliście się na otwarcie osiedla dla klientów z zewnątrz, to był ruch w dobrą stronę.
            Zapomnieliście jednak o tym, że mało ludzi zdecyduje się odwiedzić sklep, kawiarnię czy restaurację na Waszym osiedlu, jeśli przed wejściem na jego teren będzie musiała się "wyspowiadać" cieciowi na bramce. Większość uzna to za swoistą szykanę i zrezygnuje z odwiedzin.

            Tylko od Was zależy, czy w lokalach użytkowych Mariny pozostaną jakieś usługi i handel, czy też podzielicie los Miasteczka Wilanów. Te lokale użytkowe finansują pośrednio Wasze osiedle. Zmniejszająca się liczba ich najemców to niższe wpływy do kasy wydzierżawiającego, a więc i osiedla, a więc mniejsze pieniądze na utrzymanie i konserwację, ochronę, sprzątanie itp. itd.

            Może się więc okazać, że administracja osiedla, by zachować jego ekskluzywny charakter wystąpi z wnioskiem o drastyczne podniesienia opłat za utrzymanie części wspólnej. > po drodze z pracy, gdzieś na zewnątrz, gdzie jest większy wybór. "Istnieje błędne przekonanie, że jak ktos ma dużo kasy to będzie nią szastał na prawo i lewo." Pytanie, czy ta opinia dotyczy mieszkańców Mariny? Po przeczytaniu Twoich opinii odnoszę wrażenie, że nie. Z uporem godnym lepszej sprawy bronisz status quo. Cóż, to Twoje pieniądze - możesz je trwonić tak jak lubisz.
            • Gość: Andrzej Re: Myślę, że zbyt mocno gloryfikujesz osiedle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.09, 12:31
              Dorsai,
              "O ile mnie pamięć nie myli, Marina nie miała być zamkniętym
              osiedlem, to właśnie Wy żądaliście wygrodzenia swojej własności, "
              Pamiec Cie myli - Dom Dewelopment sprzeedawal zamkniete osiedle i na
              takim wiekszosc mieszkancow kupowala mieszkania i domy.

              Poza tym mylisz mieszkancow i sklepy. Mieszkancow jest okolo tysiaca
              a sklepow 31 i maja sprzeczny interes jesli chodzi o kwestie
              zamknniete-otwarte osiedle. Z tego co wiem, mieszkancy nie popadna w
              zalobe jesli sklepy padna, no moze z wyjatkiem kilku naprawde
              fajnych.

              Jak dla mnie osiedle moze byc bez sklepow, chociaz pizzeria pod
              domem, kiesk z prasa i swieze dobre warzywa sa wygodne, ale...

              Prase coraz czesciej czytam w internecie a zpizzerii korzystam raz
              na pare miesiecy.
              • dorsai68 A teraz się nie mylę 05.03.09, 13:33
                MIESZNAŃ jest 1027, apartamentów 420, 54 bliźniaki (czyli 108 "mieszkań") i 10 rezydencji. Chyba pomyliłeś liczbę mieszkań i mieszkańców.

                Nie popadniecie w żałobę? Cóż... każda pliszka swój ogonek chwali. Ja tam nie lubię jeżdzenia po hipermarketach co sobotę. Znam ciekawsze sposoby marnowania czasu.
              • Gość: Ryszard_z_Warownej Re: Mieszkańców sklepy nie obchodzą i odwrotnie IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.03.09, 18:05
                > Co wspólnego z najemcami mają mieszkańcy? NIC
                > Czy ich kłopoty mają jakikolwiek wpływ na mieszkańców. NIE
                > Czy mieszkańcy chcą otwartego osiedla. NIE
                > Czy mieszkańców obchodzi los sklepów. NIE

                > Sprawa w artykuliku jest tak przedstawiona jakby od istnienia sklepów na osiedlu
                > cokolwiek zależało, a nie zależy NIC.

                Trafiasz Sąsiedzie w sedno !!!
                Im szybciej sklepy padną tym lepiej dla mieszkańców.
                Mnie najbardziej ucieszył upadek AnyTime. Szkoda mięsnego ale nie poprzedni nie
                był najwyższych lotów.
                Ciekawe kiedy właściciel lokali i pójdzie po rozum do głowy i obniży stawki najmu.
                Bo kolejnych naiwnych szybko nie znajdzie - świadczą o tym lokale od dłuższego
                czasu świecące pustkami.
                Ale może na przepranie kasy wystarczy mu to co jest teraz. Pralnia w końcu
                trzyma się dobrze mimo że nigdy nie widziałem klienta w środku.
          • Gość: Andrzej Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.09, 12:25
            Jest dokladnie tak jak pisze Mariner, plus istnieje cos takiego jak
            dostawy do domu (Piotr i Pawel, Bomi, Alma) zamawiam przez internet i
            przynosza paczki do domu. A na miejscu dokupuje tylko drobiazgi czyli
            prase, i warzywa, owoce, pieczywo. Wina i sushi tez jakoos radza
            sobie. A Top Market sam sobie winny bo nawala im jakosc i swiezosc
            (zwykle jest to "druga swiezosc" jak u Bułhakowa :-)
      • nessuno Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 11:35
        Gość portalu: mariner napisał(a):

        > Od wiekszości tu się wypowiadających aż kipi, skąd to się bierze? Nie
        > mieszkacie tam więc po co się denerwujecie, tym bardziej że tam jest tak
        > strasznie. Z mojej strony mogę powiedzieć, że mieszka się bardzo fajnie, a
        > opisane problemy dotyczą sklepów - nie mieszkańców:)

        Fajnie???No tak,wśród buraków i kmiotów,czyli swojaków,to pewnie fajnie. Ja z
        racji wykonywanej pracy często jeździłem do getta marina.Takich zadufanych
        kmiotów,takich burasów ze słomą w butach to chyba nigdzie(?) Przyszedł moment,że
        powiedziałem sobie,dość wożenia buraków i chamów.Ludzie,to się w pale nie
        mieści,jaki tam element mieszka.
        A już najbardziej rozbawił mnie kiedyś podchlany ćwok,który wsiada i woła "Na
        marinę",przyczym było to w charakterystyczny sposób podkreślone i
        wyartykułowane,jak gdybym miał co najmniej na Manhattan jechać.ŻENUA totalna
        buhahahahaha :-)
        --
        jaka wizyta,taki zamach.....
        • Gość: mieszkanka mariny Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.03.09, 22:37
          Szanowny Panie TAKSÓWKARZU, bo chyba taki jest pana rodzaj pracy,
          mieszkam na Marinie, jeżdżę czasami taksówką, jestem kobietą i
          zastanawiam się, czy nazywając mieszkańców chamami, ćwokami i
          burakami, nie myśli pan także o mnie...?
          " Ludzie,to się w pale nie mieści,jaki tam element mieszka"
          Rozumiem, że skoro nie podoba się panu wożenie mieszkańców
          Mariny,chętnie poda pan swój numer, lub swoją korporację, ja wtedy
          równie chętnie zaprzestanę korzystania z pańskich łaskawych usług. A
          tak nawiasem mówiąć,dotąd zasłużoną opinię chamów i ćwoków mieli
          właśnie taksówkarze, a wilelu z was nie grzeszy również czystością,
          śmierdzicie potem, fajkami i skarpetami tak, że słoma w butach przy
          was to mały pikuś
      • Gość: t Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.09, 11:44
        Pewnie dlatego, że po raz pierwszy w naszym mieście doszło do zaboru (inaczej tego określić nie potrafię) olbrzymiego fragmentu tkanki miejskiej w bezpośrednim sąsiedztwie centrum.

        Powstała czarna dziura chroniona przed ogółem mieszkańców armią ochroniarzy. Coś na kształt podmoskiewskich osiedli dla nowobogackich. Tyle, że tam dzieje się to poza miastem, gdzie mało komu zawadza, a u nas w samym jego centrum.

        Wprowadzanie azjatycko-południowo amerykańskich standardów urbanistycznych w stolicy sporego europejskiego kraju budzi zrozumiały odruch sprzeciwu, stąd mieszkańcy Mariny na sympatię ogółu warszawiaków liczyć nie mogą.
        • l0de Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 12:57
          Nie popadajmy w skrajności. Żadnego zaboru tkanki miejskiej nie
          było, bo na miejscu dzisiejszej mariny było pole, po którym hulał
          wiatr. To, że pole to zostało w jakiś sposób zagospodarowane, za to
          chwała deweloperowi. Natomiast wygrodzenie całego tego terenu to
          już inna sprawa, całkowity idiotyzm zarówno po stronie dewelopera,
          jak i mieszkańców gotowych płacić premię za wątpliwe wyróżnienie
          polegające na mieszkaniu za płotem i szlabanem "Checkpoint Charlie".
          A rezultat jest właśnie taki, jak opisuje artykuł w Gazecie.

          Nawiasem mówiąc, w promieniu kilometra czy dwóch jest wiele osiedli,
          nie grodzonych, gdzie jest fest bezpiecznie, nie ma żadnych meneli
          rysujących samochody, żadnych rozbojów, żadnego strachu, ludzie
          sobie normalnie żyją, jak w mieście, wychodzą z podwórka na ulicę,
          bez kompleksów i zadęcia, i są szczęśliwi na tyle, na ile w
          dzisiejszej sytuacji można być.

          Dla urbanistów, deweloperów i przyszłych klientów cała ta heca to
          dobra nauczka na przyszłość.
    • annathemma za psucie przestrzeni miejskiej 05.03.09, 11:28
      za psucie przestrzeni miejskiej to im się należy

      dzięki takim badziewnym osiedlom Warszawa bardziej przypomina
      Kapsztad czy Rio de Janeiro niż Londyn, czy Berlin

      ale cóż, jak ktoś wskoczył w za wysokie dla siebie progi (głównie
      majątkowe) to kupi każdy badziew wciśnięty przez sprawnego PRowca

      • Gość: karol Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 11:41
        Tobie tez sie nalezy pstryczek za pisanie glupot. Nie wiesz jacy ludzie
        mieszkaja w Kapsztadzie, choc bardziej powinnas napisac Johannesburgu, bo to
        jest idealny przyklad zniszczonej przestrzeni miejskiej. Z tym, ze zniszczonej
        NIE przez tych co sie grodzili, a wandali, ktorzy grozili porzadnym
        mieszkancom. Wiele czasu spedzilem w Pretorii i Jo-burgu i wiem co mowie,
        gdybys tam sie nie ogrodzila to pewnej nocy moglabys dostac kulke od tamtejszego
        fana ubiorow sportowych, ktory by cie okradal w trakcie snu (znajomego to
        spotkalo, ale on tez mial pistolet i sie obronil).

        W Polsce tak zle nie ma, ale rozowo tez nie, w kazdym razie daleko nam do
        cywilizowanych miejsc. Kto mieszkal w bogatszych rejonach np. USA wie, ze tam
        malo kto ma ploty, malo kto zamyka samochody na klucz itd. ale tam nie ma takich
        ilosci dresiarzy, zlodzieji itd. bo tam szemrany element zyje w swoich
        'slumsach', gdzies na Bronksie, w Filadelfii itd. a u nas jest na odwrot, to my
        sie musimy grodzic.

        • dorsai68 Re: za psucie przestrzeni miejskiej 05.03.09, 12:24
          Gość portalu: karol napisał(a):

          > gdybys tam sie nie ogrodzila to pewnej nocy moglabys dostac kulke od tamtejszego
          > fana ubiorow sportowych, ktory by cie okradal w trakcie snu (znajomego to
          > spotkalo, ale on tez mial pistolet i sie obronil).

          To obronił się, czy dostał kulkę? Bo nie wiem, czy zmówić zdrowaśkę, czy bohaterowi pomnik wystawić.
        • annathemma Re: za psucie przestrzeni miejskiej 05.03.09, 12:37
          sorry, ale jak porównamy Warszawę z Londynem czy Paryżem to widać,
          że u nas jest zdecydowanie lepiej - przez kilka miesięcy mieszkania
          w całkiem niezłej dzielnicy miałam porysowany samochów, włamanie do
          samochodu i kradzież koła - w Warszawie stawiałam na ulicy w
          blokowisku (już tam nie mieszkam) i przez kilka lat miałam jeden
          przypadek - ktoś mi podporowadził kilka litrów benzyny

          tak samo z rozbojami - dla odmiany w takim Londynie nie ma dnia bez
          strzelaniny a u nas jak ktoś kogoś postrzeli to wielka afera w
          mediach - tam co najwyżej iszą o tym w lokalnej prasie którejś z
          dzielnic (takim odpowiedniku Nowej Gazety praskiej, czy Echa
          Białołęki)

          jest mniejsze poczucie bezpieczeństwa niż za komuny ale zdecydowanie
          mniej przestępstw niż w porównywalnych zachodnich miastach, któe się
          nie grodzą

          więc te 'bezpieczne' osiedla to chwyt prowy i nic więcej


          Gość portalu: karol napisał(a):

          > Tobie tez sie nalezy pstryczek za pisanie glupot. Nie wiesz jacy
          ludzie
          > mieszkaja w Kapsztadzie, choc bardziej powinnas napisac
          Johannesburgu, bo to
          • Gość: karol Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 12:57
            ale ja nie napisalem, ze w berlinie, londynie czy paryzu jest ogolnie lepiej.
            roznica jest taka, ze w tych miastach, ktore sa bardziej rozwiniete od kazdego
            miasta w polsce jest cos jak dobra dzielnica i zla dzielnica. u nas jest
            wszystko wymieszane, bo nie mialo czasu sie jeszcze odpowiednio posortowac. i to
            glownie stad w polsce powstal pomysl ogrodzonych osiedli, jak sie nie da znalezc
            dobrej dzielnicy to trzeba ja sztucznie wybudowac. skutki sa rozne, bo to nie
            jest jedyny skladnik w recepcie na dobre osiedle.to widac pozniej jak mieszkancy
            takich osiedli wyprowadzja psy zeby sraly pod oknami sasiadow za murami (ci zza
            muru tez by wyprowadzali ale nie moga bo mur i checkpoint charlie).

            pozatym polska kultura zawisci, buractwa jest jak najbardziej powszechna,
            wystarczy poczytac posty wyzej i nizej zeby zobaczyc, ze tego jest sporo, dopoki
            to nie zginie to nie bedzie lepiej.

        • l0de Re: za psucie przestrzeni miejskiej 05.03.09, 13:03
          Gdzie Rzym, a gdzie Krym? W jakiej Warszawie Ty żyjesz że się czujesz
          zagrożony tak jak w Jo-burgu? Gdzie te dresy i złodzieje, bezustannie
          dybiące na Twoje życie i mienie? Bez jaj, please... Są oczywiście
          takie miejsca, gdzie można w dziób dostać od lokalesów, ale
          przepraszam uprzejmie, takie rewiry to są w każdym dużym mieście na
          świecie, więc naprawdę nie ma co popadać w kompleks niższości.
          • Gość: karol Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 13:28
            Tak jak napisalem, zle nie jest, w ciagu ostatnich 4 lat tylko 2 razy ktos mi
            grozil nozem, ze mnie zapi*erdoli jak nie oddam portfela i komorki (zawsze na
            pradze, ostatnio w okolicach Grochowskiej i Ronda Wiatraczna). Zawsze mi sie
            udawalo zbiec, wiec faktycznie mogloby byc gorzej :)
            W Jo-burgu ochroniarz z giwera nas prowadzil z parkingu do biura i z powrotem,
            bo czeste byly napady na expatow noszacych jak wiadomo lepszy sprzet niz
            lokalni. Wiec porownania nie ma, to zupelnie inne swiaty, i ja nigdy nie
            porownywalem tych dwoch miejsc.

            Nie tak dawno prasa sie rozpisywala jak na Saskiej Kepie wandale zniszczyli
            kilkanascie (o ile dobrze pamietam) samochodow. Jasne, to sie moze zdazyc
            wszedzie, ale jesli ogrodzone osiedle podniesie bezpieczenstwo chociaz troche,
            lub przynajmniej da psychiczny spokoj to ja sie nie dziwie, ze ludzie to kupia.
            Bo kazdy jest chojrakiem dopoki mu sie cos takiego nie zdazy, i wtedy sobie
            mysli, ze 'ach moglem byc zapobiegawczy'.
            W wielu miejscach mieszkalem i gdybym mial do wyboru w Warszawie blok ogrodzony
            i nieogrodzony to bym wybral ogrodzony. Tak samo nie usune swojego ogrodzenia
            wokol domu, bo po prostu Warszawa nie ejst jeszcze na tyle bezpiecznym miejscem
            zeby na to zasluzyla. I wszystko wskazuje, ze jeszcze dlugo tak bedzie. U nas
            cos co nie jest ogrodzone to znaczy, ze jest dla wszystkich, i ze jest niczyje,
            zatem mozna to zepsuc, zniszczyc i zasrac.

            • Gość: ciekawy_świata Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: 213.61.29.* 05.03.09, 14:27
              straszny leszcz z ciebie... a słyszałes może o czyms takim jak
              wiktymologia?

              mieszkam w tym miescie od urodzenia i rzeczywiscie kilka razy mnie
              skroili, ale to jeszcze nie powod do jakiejs paniki w stylu giwera i
              grodzone osiedle! w zęby tez zarobilem... na wyciecze klasowej do
              Krakowa. I co mam błonie albo Wawel płotem odgrodzić? A może
              korytarz od dworca do sukienic postawic? pojedz na wysypy to
              zobaczysz jak osiedlowa bandyterka moze wygladac.

              zniszczony samochod? gwarantuje ci ze w 90% takich przypadkow
              to "uprzejmy" sasiad, któremu nie podobała sie; impreza,szczekajacy
              piesek, glosno grajaca muzyka, zastawione miejsce parkingowe
              itp.itd... od złosliwosci plot cie nie uchroni... i jeszcze jedno
              pytanko a do pracy albo teatru to czym jedzisz z tej mariny? w
              centrum bowiem najwiecej klubow i weekendowo najebanej hołoty, ktora
              gotowa BEZINTERESOWNIE lusterko urwac.

              Czytaj dalej w tej swojej marinie Fakciora, ogladaj Uwage i
              podniecaj sie tania sensacja, to w ogole jedynie na forach cie
              uswiadczymy. Na narty nie wyjezdzaj (górale lud bitny), na spacery
              nie chodz (w parku pijane malolaty), a zakupy tylko w mallu (bo a
              nuz pod osiedlowym sklepem menelik o piataka do bronksa zagada).

              btw. marina to pseudodorobkiewicze i pseudowarszawiacy, dlatego tak
              bardzo wysmiewani sa w tym miescie - jak ktos naprawde ma kase to
              sie pod wawe wyprowadza. mloda warszawa szuka zas mieszkan na
              powislu, starym centrum, saskiej, od niedawna na pradze - z imprez
              bliziutko i bez snobistycznego zadecia. swojego miasta sie nie
              wstydza i nie boja.
              • Gość: karol Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 14:58
                :) uwielbiam to w internecie, ze "mondrale" sie mondrzom, ale nie zadadza sobie
                odrobiny trudu zeby zrozumiec co inny czlowiek napisal.

                ps. dlaczego uwazasz, ze ja mieszkam w marinie? juz w latach 60 i 70 ubieglego
                wieku ludzie zrozumieli, ze ustawianie mieszkan jedno nad drugim w duzych
                ilosciach to recepta na problemy (np. poczytaj sobie wywiady z mieszkancami
                nieistniejacego od lat osiedla Pruitt-Igoe w Saint Luis). U nas to widac na
                codzien, obszczane klatki schodowe, grafitti, zasrane chodniki i trawniki. W
                koncu to wspolne, wiec niczyje.
                Nie wiem tylko dlaczego w 21 wieku w Polsce dalej sie glownie buduje same bloki,
                a nie idzie w kierunku tworzenia osiedli domkow jednorodzinnych. Przez jakis
                czas mieszkalem w bloku dopoki sie nie dorobilem domu i nigdy tego okresu bym
                nie chcial przezyc ponownie (glownie przez cienkie sciany, ktore niezaizolowane
                akustycznie przenosily wszystkie halasy, wlacznie z bakami puszczanymi w wannie
                przez sasiada pietro wyzej).

                Ale widac mamy inna granice czulosci na takie sprawy, ja moze w przeciwienstwie
                do ciebie nie tylko bylem ciekawy swiata ale go troche poznalem i wiem, ze mozna
                inaczej i lepiej.
                • Gość: ciekawy_świata Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: 213.61.29.* 05.03.09, 16:37
                  > Nie wiem tylko dlaczego w 21 wieku w Polsce dalej sie glownie
                  buduje same bloki a nie idzie w kierunku tworzenia osiedli domkow
                  jednorodzinnych.<

                  kasa misiu, kasa... mnie bardziej zastanawia dlaczego nie mozna
                  stawiac wzorem UK szeregowcow. to akurat tania technologia.

                  >Przez jakis czas mieszkalem w bloku dopoki sie nie dorobilem domu i
                  nigdy tego okresu bym nie chcial przezyc ponownie (glownie przez
                  cienkie sciany, ktore niezaizolowane)<

                  ale jak to sie ma do grodzenia osiedli, poprawy bezpieczenstwa!? czy
                  uwazasz ze w marinie, jwc, domX i innych pogrodzonych gettach jest
                  lepsza akustyka? mieszkania tak samo nackane. w moim plytowcu
                  przynajmniej nie czytam gazety sasiada, kiedy rano kawe sobie robie.

                  >w przeciwienstwie do ciebie nie tylko bylem ciekawy swiata ale go
                  troche poznalem i wiem, ze mozna inaczej i lepiej.

                  wychowalem sie w domu, mieszkam w bloku i wcale nie jestem
                  zachwycony tymi wlasnie "urokami".

                  o ile grodzenie domu wydaje mi sie sensowne o tyle zagradzanie
                  hektarow w miescie jest czystym debilizmem. zaszczane klatki,
                  zasrane trwaniki, grafitti... u mnie tego wlasciwie nie ma. tak jak
                  ci juz pisalem - w 90% za takie rzeczy odpowiadaja sami lokatorzy, a
                  nie jacys urojeni "obcy".

                  az nie moge sie doczekac tych wszystkich "apaosiedli" za 15 lat.
                  podrosnie wtedy dziatwa obecnych dorobkiewiczow i dopiero bedzie
                  hardcore. zacznie sie regularna blokerka, obszczane windy i
                  osiedlowe melanze... i w zęby bedzie mozna zarobic. ehehehe wielkie
                  o sobie mniemanie, rodzice caly dzien w robocie (no trzeba za cos
                  splacic to mieszkanko), buraczany sznyt wyniesiony z domu... oj
                  bedzie sie dzialo... dobrze ze za płotem :)
                  • Gość: karol Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 18:08
                    > kasa misiu, kasa... mnie bardziej zastanawia dlaczego nie mozna
                    > stawiac wzorem UK szeregowcow. to akurat tania technologia.

                    W porownaniu do mieszkan w blokach tania faktycznie nie jest,ale moim zdaniem to troche wynika z faktu, ze na rynku w sumie brak ciekawych ofert szeregowcow, jest ich niewiele i drogo. Po czesci to tez wina braku infrastruktury (np. takiWawer jest w wiekszosci pozbawiony kanalizacji i wodociagow, a dojazd z okolic Piaseczna to horror, wiec co sie dziwic,ze ludzie mimo wszystko wola mieszac w blokach ale blizej centrum, nawet ci ktorych stac bez problemu na szeregowca czy normalny dom).

                    > ale jak to sie ma do grodzenia osiedli, poprawy bezpieczenstwa!? czy
                    > uwazasz ze w marinie, jwc, domX i innych pogrodzonych gettach jest
                    > lepsza akustyka? mieszkania tak samo nackane. w moim plytowcu
                    > przynajmniej nie czytam gazety sasiada, kiedy rano kawe sobie robie.

                    Nie wiem czy jest lepsza. Nigdy tam nie bylem i nie mieszkalem, mam tylko nadzieje, ze sie technologia budowania takich klockow poprawila od czasow Alternatywy 4, bo ja akurat w takim bloku mialem nie-przyjemnosc mieszkac.

                    A jak sie to ma do poziomu zycia i grodzenia osiedli? Ano tak, ze przynajmniej w teorii (choc bardzo czesto popartej przykladami z zycia)jesli dany obszar jest ogrodzony i dostepny tylko dla ograniczonej liczby osob tym bardziej takie osoby czuja sie za niego odpowiedzialne.To proste, o swoj ogrodek przed domem dbasz, bo jesli tam sa smieci, to znaczy,ze to Twoje smieci. Natomiast o trawnik pod blokiem juz mniej lub wcale, bo kreci sie tam mnostwo ludzi i zapanowanie nad tym jest trudniejsze. Dlatego trzeba wynajmowac firmy, ktore o to beda dbaly (ew. ciec to bedzie robil, ale jemu tez placa).

                    Przenoszac ta analogie na grodzone osiedla mozna zobaczyc dlaczego ludzie sie grodza: nie majac wlasnego domu z ogrodkiem chca podniesc jakosc zycia (jakosc zycia mozna rozumiec roznie: albo przez brak "intruzow", przez brak grafitti, pomazanych wind etc.) ograniczajc liczbe ludzi, ktorzy beda miec do osiedla dostep. Tym samym zwiekszaja swoj zwiazek z tym terenem, zyskuja poczucie wiekszej wlasnosci tego co ich otacza i wplywu na otoczenie. Sek w tym,ze moim zdaniem ma to sens w przypadku malych spolecznosci. A marina to kolos, ktory jest wiekszy niz niejedno miasteczko na polskiej prowincji. Watpie zeby tam ludzie czuli wiekszy zwiazek z tym co ich otacza, skoro wsrod tych tysiecy mieszkancow moze byc taki sam element jak za murem. I to nawet nie chodzi o sredni dochod mieszkancow, bo np. biedni dbaja o swoje ogrodki tak samo jak bogaci, pod warunkem, ze sa ich wlasne.

                    Jak ktos jest zainteresowany to polecam darmowa ksiazke na ten temat: www.defensiblespace.com/book.htm

                    > zaszczane klatki,
                    > zasrane trwaniki, grafitti... u mnie tego wlasciwie nie ma. tak jak
                    > ci juz pisalem - w 90% za takie rzeczy odpowiadaja sami lokatorzy, a
                    > nie jacys urojeni "obcy".

                    Podam przyklad ze swojego zycia, mieszkalem blisko szkoly na sporym osiedlu, w przerwach, przed szkola i po szkole na osiedlu tym krecilo sie pelno uczniow (to bylo liceum) i co chwila albo szyby byly pomazane jakas farba, przed drzwiami wejsciowymi na klatke schodowa walalo sie pelno papierosow, smieci, okolica byla spluta jakby ci uczniowie chorowali na dziwne choroby powodujace nadmiar sliny, co gorsza non stop bylo glosno bo wejscia do klatek byly ich miejscami do dyskusji. Mieszkancy walczyli z tym do czasu, ale potem sie poddali bo nie bylo sposobu na przepedzenie tych uczniakow (nie wiem jak sie to ostatecznie skonczylo bo sie wyprowadzilem). Czy w takiej sytuacji ogrodzenie by pomoglo?

                    > az nie moge sie doczekac tych wszystkich "apaosiedli" za 15 lat.
                    > podrosnie wtedy dziatwa obecnych dorobkiewiczow i dopiero bedzie
                    > hardcore. zacznie sie regularna blokerka, obszczane windy i
                    > osiedlowe melanze... i w zęby bedzie mozna zarobic. ehehehe wielkie
                    > o sobie mniemanie, rodzice caly dzien w robocie (no trzeba za cos
                    > splacic to mieszkanko), buraczany sznyt wyniesiony z domu... oj
                    > bedzie sie dzialo... dobrze ze za płotem :)

                    Oby tak nie bylo, ale moim zdaniem nie bedzie tak. Dlatego, ze nawet te duze osiedla sa mniejsze niz wiekszosc spoldzielni mieszkaniowych, tym samym ich bezwladnosc jest mniejsza. Pozatym, mieszkancy tych osiedli wydali kupe kasy na mieszkania, sa z nimi zwiazani inaczej niz ci co dostali mieszkania za Gierka z przydzialu. Sa zwiazani tak, ze jak bedzie tam syf to ich wartosc spadnie jeszcze bardziej,dlatego bedzie cisnienie zeby zachowac to w miare duzym porzadku. A ze moga sie trafic blokersi, osiedlowe melanze itd. to normalne, w koncu to Polska :) Dlatego warto spieprzac z takich osiedli do wlasnych domow.

            • qba Re: za psucie przestrzeni miejskiej 05.03.09, 15:03
              Nie wiem skąd ludziom się biorą te wizje, że zostaną okradnięci, pobici i
              zmolestowani jak sobie nie postawią płotu przed blokiem.

              Ja mieszkam od 4 lat parę przecznic od mariny, w starej mokotowskiej kamienicy.
              Nikt mnie w tym czasie nie pobił ani nie okradł. Samochody - nienajgorsze -
              parkowałem zawsze przed domem i też im się nic nie stało (chociaż akurat za
              garażem podziemnym to zimą tęsknię). W piwnicy trzymam rowery i narty, odpukac
              bez przykrych konsekwencji. Czasami pan Henio z parteru poprosi o piątaka na
              piwo, ale nachalny nie jest więc jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza. Za to
              mam blisko do tramwaju, metra i park przed oknem.

              Na marinie byłem kilka razy i przypomina mi to amerykańskie osiedle w Arabii
              Saudyjskiej z filmu Kingdom.
        • Gość: Pix Re: za psucie przestrzeni miejskiej IP: *.jmdi.pl 07.03.09, 08:38
          No nie wiem czy nie ma. Mieszkałem kiedyś w napradwę dobrej dzielnicy pod San
          Francisco (okolice Berkeley), w ciągu niedługiego okresu czasu kilka strzelanin,
          4 zabitych, napad na stację benzynowa - kolejnych 2 zabitych, znajomy
          uprawiający jogging okradziony i wrzucony do rowu (zlodzieje podjechali do niego
          samochodem). Takie przypadki mozna by jeszcze mnozyc. Polsce do przestepczosci w
          USA jest bardzo bardzo daleko (sprawdz statystyki).
    • Gość: misza Melina Mokotów. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 11:47
      Melina Mokotów. Teraz nastąpi powolny upadek tego miejsca. Ci
      których stać wyprowadzą się. Reszta zostanie. Powoli zaczną znikać
      ochroniarze coraz więcej tzw. obcych będzie przenikało na teren
      osiedla. Ktoś komuś da w mordę, sfrustrowany były manager zacznie
      żonę okładać. Córka jakiegoś byłego redaktorzyny zajdzie w ciąże z
      30 lat starszym sąsiadem. Wieczorami pod blokiem na ławeczce
      zasiadać będą przy tanim winku były dyrektor, były redaktor,
      artystyczny były dyrektor i wspominać będą cudowne lata.
      • Gość: kreaf Re: Melina Mokotów. IP: *.warszawa.dialog.net.pl 06.03.09, 22:46
        Proponuje wszystkim których polska zazdrosc odbiera rozum powrocic raz jeszcze
        do artykulu i przeczytac.. mieszkancy mariny maja to w d czy te lokale nedal
        beda tam dzialac czy nie, one sa prywatna wlasnoscia i nawt gdyby sie wszystkie
        zamknely to osiedle bedzie nadal swietnie funkcjonowac bo to nie ma zwiazku..
        ile podac osiedli w warszawie ktore sie ogradzily w zeszlym roku, 100 ? 200?
        grodza sie nawet wielkie plyty a w nich te pinczery ktore tak tu szczekaja bo im
        sie zaciskaja piesci z zawisci i zazdrosci.... dla wszystkich korzy tu żółc
        wylewaja proponuje przypomniec sobie koncowa piosenke w dniu swira..oto Wy,
        Polacy zazdrosni, zawistni, zlosliwi, falszywi.. i powtorze slowa Pani Olewnik,
        nie wierze w Polske! jestesmy paskudnym narodem z paskudnym spoleczenstwem...
        wstydze sie za was czytajac to wszystko, paredziesiat lat temu stracilismy
        inteigencje i o to tego skutki, zostalo samo pomiotlo ktore z pokolenia na
        pokolenie przekazuje samo zlo.. i daje sobie reke obciac za w niedziele 80% z
        was polezie do kosciola i nie spowiadajac sie z tego przystapi do komuni! oby
        Was pokarało gnojki!
    • Gość: Karol Z drugiej strony płotu IP: *.bmwgroup.com 05.03.09, 11:47
      Ja mieszkam z drugiej strony płotu mariny (na Wyględowie) i za żadne skarby nie
      będę korzystał z sklepów/ usług /restauracji w Marinie. Mieszkam w bloku z
      wielkiej płyty, robię zakupy w warzywniaku od domem i jestem nieskrępowany bramą
      wjazdowo-wyjazdową i mogę jeździć i chodzić gdzie chce :)
    • Gość: synswojegoojca Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: 78.33.56.* 05.03.09, 11:55
      bojkot i opluwanie mariny to niegdys moja specjalnosc, ale musze
      przyznac ze wyczerpuja sie racjonalne pobudki... otwarte osiedle obok
      jest zalane niekonczonca sie rzeka samochodow a wszystko co
      spodzielnia probuja odnowic w przeciagu tygodnia jest deswastowane. i
      to tylko poczatek moich narzekan jak patrze lad i porzadek przez ten
      pieprzony plot. przykre to, ale moze ogrodzenie i ochrona to zlo
      konieczne. jeziorko juz mniej...
      • przypadek Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 17:36
        >otwarte osiedle obok
        > jest zalane niekonczonca sie rzeka samochodow

        M. in. dlatego, że mieszkańcy Mariny muszą naokoło do pracy dojechać. Można się
        zastanawiać, czy Etiudy Rewolucyjnej powinna być ulicą przelotową dla tych,
        którym nie chce się czekać na skręt w lewo z Wołoskiej - pewnie nie. Ale to
        akurat z faktem zamknięte/otwarte osiedle nie ma wiele wspólnego, tylko z
        ogólnie słabo rozwiniętym systemem komunikacyjnym Warszawy
    • Gość: antekk22 Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.09, 14:24
      KOBAS LAKSA I NICOLAS GROSPIERRE NA BIENNALE ARCHITEKTURY W WENECJI
      W UBIEGŁYM ROKU ZDOBYLI ZŁOTEGO LWA ZA "Hotel Polonia. The Afterlife
      of Buildings / Hotel Polonia. Budynków życie po życiu." JEDNA Z PRAC
      TO MARINA JAKO WYSYPISKO ŚMIECI/SKŁADOWISKO ODPADÓW. CZASAMI WARTO
      PRZEJŚĆ SIĘ NA WYSTAWĘ DO ZACHĘTY ZAMIAST TYLKO PLUĆ NA FORUM.
      www.culture.pl/pl/culture/artykuly/wy_in_wy_biennale_architektury_wenecja_2008
    • gastonlemiel Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 14:44
      nie wiem jak mozna w ogole chciec mieszkac w takim getcie. Nie wiem,
      jak ktos pozowlil na wydzielenie miasta w miescie i zrobil to getto.
      NIe wiem, dlaczego mialbym do tego getta chciec teraz jezdzic. NIech
      sie kisza we wlasnym sosie - sluzna uwaga. Sami tego chcieli.
      --
      Nawet na pólnocy Grenlandii slońce kiedys wschodzi
    • Gość: marti Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.09, 15:28
      Trzeba być niezłym wariatem, aby na własne życzenie dać się zamknąć w tym
      więzieniu. Pamiętam jakie potworne wrażenie zrobiło to na mnie: jeden szlaban,
      a potem na terenie milion pogrodzonych osobno budynków. Straszne,
      przytłaczające miejsce. A teraz w kryzysie ta sztuczna "oaza szczęśliwości"
      pokazuje jak kończy się taka idiotyczna utopia. Zburzcie te mury do cholery.
    • 902a Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 15:34
      Jakiś czas temu mieszkałam na tzw. zwykłym bloku. Obok powstało nowe,
      ekskluzywne, zamknięte osiedle. Jego mieszkańcy przechodzili do swoich
      apartamentów i wjeżdżali samochodami przez nasze podwórko, wyrzucali też
      odpady do "naszego" śmietnika (tak "na trasie") a zaraz potem szczelnie
      zamykali bramę, by jak najszybciej się od nas odgrodzić. To było przykre.
      • super_benek Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 16:17
        Mieszkam obok i osiedle nigdy nie było aż tak niedostępne. Jakieś
        rok temu trzeba było powiedzieć gdzie się idzie - rzucić
        hasło "pizzeria" czy po prostu "sklep" i się wchodziło. Od dłuższego
        czasu już nawet tego nie trzeba robić. Jest tam czysto i ładnie i
        nie wierzę, że nie chcielibyście mieszkać w podobnym miejscu,
        gdybyście mieli wystarczającą ilość pieniędzy.
        Oczywiście, fajnie byłoby za tę kwotę mieć dom w lesie pod
        Warszawą, ale nie każdy ma ochotę na 1,5 godzinne dojeżdżanie do
        centrum.
        • przypadek Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę 05.03.09, 17:05
          Ja też mieszkam przy Etiudy i wątpię żebym kiedykolwiek się do Mariny wybrał ze
          względu na prosty fakt, że bez samochodu ta wycieczka to już pół godziny w jedną
          stronę (chociaż w lini prostej te sklepy są oddalone ode mnie może o 300
          metrów). Samochodem to ja mam do wyboru Redutę, Blue City i Galerię Mokotów.

          Różne są też granice wolności, a dla mnie upokarzające jest, że mam się
          tłumaczyć ochroniarzowi gdzie i po co idę, jak w jakimś zamkniętym zakładzie.

          Nie wiem czy jest tam czysto i ładnie, nigdy nie byłem. Podobnie jak nie chodzę
          do klubów z "Selekcją".

          Ogólnie jeszcze nieśmiało się zapytam: czy nie wystarczyłaby dyskretna (lecz
          skuteczna) ochrona i monitoring, a nie grodzenie i nagabywanie?
    • kmieciuz Co się tak ludzie podniecacie? 05.03.09, 16:20
      0,05 zł ode mnie.

      Faktycznie sklepów ubyło - tylko co z tego?

      Czy tak trudno było przewidzieć, że nawet tak duże osiedle nie dostarczy
      odpowiedniej ilości klienteli dla sklepów i usług?

      Poza tym:
      Mięsny - był - marny wybór, leniwe sprzedawczynie.
      Avokado - fantastyczna obsługa i zaopatrzenie. Drogo - jednak takich owoców i
      warzyw nie kupi się w markecie. Coś za coś.
      Wedel - Szkoda miejsca. Wydaje mi się, że po prostu przejadł się mieszkańcom.
      Market - paskudnie drogo. Właściwie market służy robieniu zakupów "ostatniej
      szansy", gdy zabraknie piwa, fajek lub masła.
      Zbankrutowała restauracja "Any Time" - tego mi najbardziej brakuje.
      Pizza "Lady" Gaga się trzyma - i życzę im jak najlepiej.
      Świat Win - Denis dzielnie się trzyma - cóż, akurat alkohol zawsze dobrze się
      sprzedaje. Nie od dzisiaj wiadomo, iż Marinę zamieszkują same snoby, które w
      wyniku ogólnego ostracyzmu ze strony całej warszawki wpadli w alkoholizm i
      narkomanię.

      Drugi powód - usługi na Marinie nie są konkurencyjne dla tych samych usług
      świadczonych "na mieście" a w szczególności w centrach handlowych.

      PS: To już kolejny art. dotyczący Mariny. Charakterystyczna polska zawiść. Do
      Waszej informacji - moi sąsiedzi to zwykle rodziny na dorobku. Prawie wszyscy
      na kredytach.
      • Gość: koniak Re: Kryzys w Marinie Mokotów: szlabany w górę IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.03.09, 18:04
        > Sami się o to prosili... Marina to antyprzykład projektowania
        > urbanistycznego, zaprzeczenie zdrowemu rozsądkowi. Odwrócili sie
        > plecami do miasta. Miasto odwóciło sie plecami do nich.

        Kto się prosił, bo nie bardzo rozumiem tę logikę?
        Mieszkańcy (o niczym tam de facto nie decydują)?
        Najemcy lokali?
        Projektanci osiedla?
        Deweloper?

        A tak w ogóle to idiotyczny jest tytuł tego kolejnego sensacyjnego artykuliku o tym osiedlu. (ale rozumiem: trochę to nudne odgrzewać 10x ten sam kotlet). Kryzys tych sklepikarzy to trwa nieprzerwanie od 3,5 roku, w zakresie dostępności osiedla dla osób z zewnątrz też nic się w tym czasie nie zmieniło.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka