Re: Na nudę w dalekiej trasie ... złośliwostki.
Nie, nie, nie. Nie dam sobie przykleić łatki pt. "męska
szowinistyczna świnia". :PPPPPP
Jestem cierpliwym i wyrozumiałym wyznawcą zasad:
- Nie rób innemu co tobie niemiłe. Żyj i pozwól żyć.
I praktykuję obie na co dzień.
Jeżeli coś mnie ciężko zniecierpliwi na drodze, to prędzej pogryzę
kierownicę, wypowiem się półgłosem kwiecistym, który tylko mój
pojazd usłyszy, niż ujawnię swoje złe uczucia otoczeniu.
Nawet jeżeli są w 110 % usprawiedliwione.
Poza tym jestem jakoś tak dziwnie zaprogramowany, że na drodze
dostrzegam samochody i inne pojazdy.
W ogóle nie patrzę, kto je prowadzi.
Nie czuję takiej potrzeby.
* * *
Przykład z Berlingiem był świeży, przedwczorajszy.
Najbardziej poraził mnie pozbawiony obiektywnej samooceny
samozachwyt kierowniczki nad swoimi umiejętnościami.
Gdyby prowadził facet, też bym się poskarżył.
Opisana kierowczyni Berlingo paradoksalnie jeździ raczej jak
niedobra menścizna. ;) Nierówno, często za ostro i sprytnie, w złym
tego słowa znaczeniu.
Wjeżdża na krzyżówki, chociaż nie może zjechać.
Wyzywa inne kierowczynie od głupich bab. (sic!)
Włącza kierunkowskaz, gdy skręca.
Nie umie trzymać rączek na kierownicy, np. zakręt w prawo pokonuje z
rączkami na godzinie pierwszej i drugiej (!).
Etc. etc.
Niestety, to podobne błędy są powszechne jak alergie w polskim
narodzie zmotoryzowanym. :/
Niestety, naród nie czuje potrzeby podwyższania swoich umiejętności,
albo chociaż poznawania i niwelowania błędów. Przy tym posiada
wrodzone skłonności do złośliwości.
I potem oglądamy takie filmy mejsońskie.
Problem w tym, iż rzeczona kierowniczka Berlingo, to belfer z
charakteru i zawodu. Nie da sobie wytłumaczyć po przyjacielsku, że
coś robi źle.
Kończy się to obrazą majestatu.
Jest też koszmarnym pasażerem, tak jak ja jestem pasażerem cichym,
jeżeli akurat nie pytanym.
Kiedyś darła mi się do ucha "Jedź! Jedź! No czego się
zatrzymujesz?", gdy zastopowałem na żółtym świetle przed
sygnalizatorem. Zatrzymałem tym chętniej, że środek krzyżówki, na
którą mieliśmy wjechać, był kompletnie zatkany "niezjechanymi"
autami. I jeszcze w to wszystko wciął się dzwoniący gniewnie
tramwaj.
Nie na darmo zaprzyjaźnieni instruktorzy ze szkoły doskonalenia
jazdy najbardziej narzekają na swoich uczniów - nauczycieli z
zawodu. Są nienaprawialni. ;)
* * *
Myślę, że bozia rozdzieliła głupotę pomiędzy baby i chłopów
sprawiedliwie. ;)))))
Było paru facetów, którzy wozili mnie w taki sposób, że prawie
narobiłem w zbroję ze strachu.
Z kolei moja ciotka, pani doktor z Katowic, jeździ bardzo elegancko.
Miękko, płynnie, spokojnie, ale sprawnie. Nieważne w co wsiądzie.
Czy w Daewoo Tico, czy w 140-konną Hondę. Ale to kierowczyni, z
ponad 30-letnim stażem.
> Musi pani tak jezdzic jakby reszta chciala pania zabic.
Ha, kultowy tekst z "Wielkiego Szu" i jest w nim wiele racji. :D
Hough.