Pierwszenstwo pieszego na pasach - kiedy w koncu b Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Pierwszenstwo pieszego na pasach - kiedy w koncu beda jednoznaczne
    przepisy? Chocby po to, aby uniknac tak gorszacych sytuacji jak
    niedawno, kiedy radiowoz policyjny wjezdza w pieszego na pasach i
    jeszcze karany jest pieszy - ze co, ze nie zamienil sie w powietrze?
    Dla mnie przepisy juz w tej chwili sa jednoznaczne i wynika z nich,
    ze:
    1. absolutne pierwszenstwo na przejsciu dla pieszych ma pieszy
    2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
    i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc

    Przepisy nakazuja ustapic pierwszenstwa pieszemu na przejsciu, a
    pierwszenstwa mozna ustapic tylko wtedy, kiedy pieszy jeszcze nie
    znajduje sie na jezdni. Kiedy pieszy juz jest na przejsciu na
    jezdni, to wtedy juz nie mozna ustapic mu pierwszenstwa, wtedy to
    mozna juz tylko w niego nie wjechac!
    Mozna tez dyskutowac co to jest przejscie, czy ono jest tylko na
    jezdni czy na calej drodze (a wiec tez na poboczu czy chodniku
    przylegajacym bezposrednio do jezdni z wymalowanymi pasami.

    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35768,8151311,Policjant_potracil_na_pasach__ale_winny_jest_pieszy.html

    'Zgodnie z zasadami ruchu na drogach publicznych kierujący pojazdem,
    zbliżając się do skrzyżowania i do przejścia dla pieszych, jest
    obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa
    pieszemu znajdującemu się na przejściu (art. 26 Prawa o Ruchu
    Drogowym). Szczególna ostrożność to zgodnie z art. 2 p. 22 PRD
    ostrożność polegająca na zwiększeniu uwagi i dostosowaniu zachowania
    uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze
    w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie.

    ...Jeżeli natomiast kierujący pojazdem skręca w drogę poprzeczną,
    jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pieszemu przechodzącemu na
    skrzyżowaniu przez jezdnię drogi, na którą wjeżdża. Pierwszeństwa
    musi ustąpić nawet wtedy, gdy nie ma tam przejścia dla pieszych
    (art. 26.2 PRD).

    Ponadto jeżeli przed przejściem dla pieszych jest znak
    pionowy "przejście dla pieszych" (D -6), to kierujący, oprócz
    zachowania szczególnej ostrożności, jest obowiązany zmniejszyć
    prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych
    znajdujących się w tym miejscu lub na nie wchodzących
    (Rozporządzenie ministra infrastruktury w sprawie znaków i sygnałów
    drogowych § 47 ust. 1 i 4).'
    • forum.gazeta.pl/forum/w,510,114331455,114331455,pieszy_na_pasach.html
      zwroc uwage na fakt, ze jak jest wysepka, to juz sa dwa przejscia a nie jedno

      --
      Sygnaturka wykonała niedozwoloną operację! Zresetuj komputer i skontaktuj się z
      administratorem.
    • Mam już dosyć kretyńskich nagonek... Znów oszołomy i pismaki się
      mobilizują i spamują po całym necie? Przepisy w tej sprawie są
      bardzo jednoznaczne już od dawna (przynajmniej od czasu, kiedy to
      przestano dzielić przejścia na "zwykłe" i "uprzywilejowane", a
      pierwszeństwo na "zwykłe" i "bezwzględne") i bardzo zbliżone do
      podobnych przepisów w większości państw. To co jest, jest w
      zupełności wystarczające, a reszta jest kwestią okoliczności,
      organizacji ruchu, wyobraźni i kultury wszystkich zainteresowanych.
      Bez odbioru
      --
      "W Polsce najkrótsza droga ze wsi do wsi biegnie w lini prostej a w
      Szwajcarii wokół wzniesienia ."
      (habudzik/Poll, 01.10.09, 10:37)
      • Widzisz Kozaku, takie czasy nastały, że wolno wyrażać swoje poglądy, nawet
        jeżeli te poglądy się Tobie nie podobają. Jeżeli masz dość czytania na ten
        temat, to po prostu nie czytaj, ale zakazać wyrażania swoich poglądów nie
        możesz. Spodziewam się, że będziesz miał takich tekstów coraz więcej, to już nie
        komuna, gdy o paszport trzeba się było prosić i ludzie nie mogli porównać tego
        co u nas z tym, jak traktowani są piesi gdzie indziej. Ludzie to widzą i piszą,
        a Tobie co najwyżej zgrzytanie zębami pozostanie, bo zabronić pisania nie możesz.
        Jura
        • Zgadza się: wyraziłem mój pogląd. Nie możewszmi tego zabronić i nie
          musisz tego czytać. Ta sprawa powraca jak bumerang, od dawna i
          zawsze tak samo. Bez umieszczenia jej w szerszym kontekście i
          sprawiedliwego podejścia, nie podoba mi się to. Zgodnie z
          przepisami, przejście dla pieszych nie jest skrzyżowaniem, tylko
          powierzchnią jezdni, drogi dla rowerów lub torowiska przeznaczoną do
          przechodzenia przez pieszych, oznaczoną odpowiednimi znakami
          drogowymi
          . O żadnym więc "udzieleniu pierwszeństwa" pieszemu,
          który na tym przejściu (czyli na jezdni) się nie znajduje nie może
          być mowy i jak nie masz argumentów, to nie wyjeżdżaj mi tu z komuną,
          bo "u Was biją Murzynów".:PPP
          --
          "transport z Bretanii do Tuluzy odbywa sie droga morsko-kanałową
          właśnie z braku możliwości połączenia drogowego."
          (habudzik/Poll, 19.02.08, 10:05)
          • kozak-na-koniu napisał:

            > Zgadza się: wyraziłem mój pogląd. Nie możewszmi tego zabronić i nie
            > musisz tego czytać.

            Więc Ci nie zabraniam i nie piszę, że jesteś oszołomem albo pismakiem, albo że
            robisz kretyńską nagonkę. Masz taki pogląd i masz prawo go mieć. A ja mam inny
            pogląd i też mam do niego prawo.
            Przyjemnej niedzieli bez nerw życzę.
            Jura
            • dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to skrajna
              glupota i nieodpowiedzialnosc.

              bez wzgledu na okolicznosci i pierwszenstwo.
              --
              <a rel="nofollow"
              href="http://picasaweb.google.pl/tiges.wiz/SzrotyZZachodu?feat=directlink">Stop_wypierdzianym_szrotom_z_zachodu!</a>
              podpis 1
              • > dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to skrajna
                > glupota i nieodpowiedzialnosc.
                >
                > bez wzgledu na okolicznosci i pierwszenstwo.

                A moze po prostu, zupelnie jak w wypadku prowadzenia samochodu, wystarczy
                powolutku? Jezeli bowiem powolutku to skutki sa mniejsze i to jest sluszne.
                Unikanie wypadkow nie jest trendy, chocby dlatego, ze wymaga tak myslenia, jak i
                nakladow finansowych. Minimalizacja skutkow to jest wlasnie to, co jest
                najlepsze. Czyli piesi rowniez powolutku...
                --
                Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
                I niech tak juz zostanie.
              • tiges_wiz napisał:

                > dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to skrajna
                > glupota i nieodpowiedzialnosc.

                Gdy zwalniam, żeby przepuścić pieszych, wolałbym, żeby od razu przechodzili i
                nie czekali, aż zatrzymam się całkiem. Tak to działa tu, gdzie mieszkam. Pieszy
                dochodzi do przejścia, samochód dojeżdża, samochód zwalnia, pieszy sprawnie
                przechodzi, samochód przyspiesza i jedzie dalej. Głupotą i nieodpowiedzialnością
                jest oczywiście wchodzenie bezpośrednio przed jadący samochód w takiej
                odległości, że nie ma on szansy się zatrzymać.
                Jura

                • > Gdy zwalniam, żeby przepuścić pieszych, wolałbym, żeby od razu przechodzili i
                  > nie czekali, aż zatrzymam się całkiem.

                  I ja sobie tego zycze. Zdecydowanie zbyt czesto odgrywal pantomimy z pieszymi,
                  ktorzy, choc juz stoje, za nic nie chca wejsc na przejscie. To sie nazywa
                  sterroryzowany pieszy. Fakt, z reguly sa to ludzi pamietajacy czasy, gdy pieszy
                  mial obowiazek czmychac z jezdni, a samochody ruszaly jak tylko zapalilo im sie
                  zielone, trabiac na maruderow. Z mlodszymi problem sprowadza sie do tego, ze
                  przeceniaja mozliwosci samochodu. Na szczescie wzglednie rzadko.
                  --
                  Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
                  I niech tak juz zostanie.
                • Mój sposób to zwolnienie do ok. 5 km/h już kilkanaście m przed
                  przejściem, wtedy piesi widzą że ich puszczam i śmiało wchodzą na
                  pasy.
                  • > Mój sposób to zwolnienie do ok. 5 km/h już kilkanaście m przed
                    > przejściem, wtedy piesi widzą że ich puszczam i śmiało wchodzą na
                    > pasy.

                    Po pierwsze bardzo czesto nie wchodza. Czasem dlatego, ze boja sie auta w ogole,
                    czasem dlatego, ze akurat przy przejsciu fajnie sie plotkuje.

                    Po drugie... No wlasnie. Mozesz sobie zwalniac, jesli widzisz pieszych. A jesli
                    zaslania ich znak, poprawiajacych ich bezpieczenstwo? Zatrzymujesz sie, bo
                    widocznosc nie wystarczajaca?
                    --
                    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
                    I niech tak juz zostanie.
              • tiges_wiz napisał:

                > dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to
                skrajna
                > glupota i nieodpowiedzialnosc.
                >
                > bez wzgledu na okolicznosci i pierwszenstwo.

                Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
                przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po pasach,
                zeby uderzyc w pieszego?
                • > Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
                  > przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po pasach,
                  > zeby uderzyc w pieszego?

                  Wystarczy go w ogole nie widziec. Zapewniaja to bezpieczne wysepki, oznakowane
                  jako inne niebezpiecznestwo...
                  --
                  Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
                  I niech tak juz zostanie.
                  • edek40 napisał:

                    > > Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
                    > > przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po pasach,
                    > > zeby uderzyc w pieszego?
                    >
                    > Wystarczy go w ogole nie widziec. Zapewniaja to bezpieczne wysepki, oznakowane
                    > jako inne niebezpiecznestwo...

                    Bardziej niż wysepki pieszych przy skręcie w lewo zasłaniają ... bezpieczne (grube) lewe przednie słupki w samochodach.

                    Też raz prawie potrąciłem pieszego i od tej pory zawsze o tym pamiętam (staram się)...
                    --
                    Pozdrawiam,
                    Mejson
                    Rok (Nie)Bezpiecznego Życia
                    • > Bardziej niż wysepki pieszych przy skręcie w lewo zasłaniają ... bezpieczne (gr
                      > ube) lewe przednie słupki w samochodach.

                      O tym wiem i pamietam. Ale zza znaku poprawiajacego bezpieczenstwo pieszych
                      pieszych nie bardzo widac...
                      --
                      Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
                      I niech tak juz zostanie.
                  • edek40 napisał:

                    > > Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
                    > > przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po
                    pasach,
                    > > zeby uderzyc w pieszego?
                    >
                    > Wystarczy go w ogole nie widziec. Zapewniaja to bezpieczne
                    wysepki, oznakowane
                    > jako inne niebezpiecznestwo...

                    Raczej 'wystarczy nie patrzec'.
                • bylo ciemno a pieszego skutecznie zaslonil dodatkowo oczojebny "bezpieczny"
                  wielki znak.
                  --
                  1... 2... 3... próba sygnaturki
      • kozak-na-koniu napisał:

        > Mam już dosyć kretyńskich nagonek... Znów oszołomy i pismaki się
        > mobilizują i spamują po całym necie? Przepisy w tej sprawie są
        > bardzo jednoznaczne już od dawna (przynajmniej od czasu, kiedy to
        > przestano dzielić przejścia na "zwykłe" i "uprzywilejowane", a
        > pierwszeństwo na "zwykłe" i "bezwzględne") i bardzo zbliżone do
        > podobnych przepisów w większości państw. To co jest, jest w
        > zupełności wystarczające, a reszta jest kwestią okoliczności,
        > organizacji ruchu, wyobraźni i kultury wszystkich
        zainteresowanych.
        > Bez odbioru

        To jakim cudem skazuje sie pieszego, w ktorego wjezdza policyjny
        radiowoz na pasach? Czy ten radiowoz mial tam prawo w ogole jechac z
        taka predkoscia?
        • > To jakim cudem skazuje sie pieszego, w ktorego wjezdza policyjny
          > radiowoz na pasach? Czy ten radiowoz mial tam prawo w ogole jechac z
          > taka predkoscia?

          Z jaka predkoscia wolno przejezdzac przez przejscie. O ile mnie pamiec nie myli
          tu bylo to okolo 30 km/h. Jaka jest predkosc bezpieczna, przy zalozeniu, ze
          piesi laza jak chca, a oznakowanie na wysepce calkowicie zaslania pieszego?
          --
          Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
          I niech tak juz zostanie.
          • I znowu, trudno odnieść się do wypadku, o którym wie się tylko z notatki prasowej.
            Trudno również rozważać takie pojęcie jak "bezwzględne pierwszeństwo".
            No bo albo ma pierwszeństwo, albo go nie ma. W obu przypadkach jest to TYLKO informacja. Rzeczywistość zależy od zachowania uczestników ruchu.
            Wychodzi na to, że przepisy są jednak niepotrzebnie skomplikowane. No bo PoRD określa, że pierwszeństwo ma pieszy ZNAJDUJĄCY się na oznakowanym przejściu i że pieszemu NIE WOLNO wchodzić bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych.
            A Rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów.. dokłada, że kierujący zbliżając się do oznaczonego przejścia OBOWIĄZANY jest ograniczyć prędkość do takiej, która nie stanowi zagrożenia również dla pieszych WKRACZAJĄCYCH na to przejście. Rozumiem intencję, miało być lepiej, a w praktyce ? Pieszy widząc pojazd zwalniający przed przejściem uzna zazwyczaj, że kierowca go widzi i chce mu ułatwić przejście. A takiej intencji kierowca może nie mieć. Warto się nad tym zastanowić !!!
            Moim zdaniem należałoby wdrożyć do praktyki zwyczaje np. niemieckie: widzę pieszego DOCHODZĄCEGO do przejścia to ułatwiam mu przejście przez jezdnię. Tylko tyle i aż tyle.
            PS:
            Niestety są jeszcze i inne rozwiązania, które pozornie mają na celu poprawę bezpieczeństwa, a często wychodzi odwrotnie. Poprzednicy pisali o tym, jedynie poskładam trochę dodam:
            1.Budowa samochodu: bardzo grube słupki A, bardzo duże lusterka. Skutecznie ograniczają widoczność !
            Do tego niektórzy dodatkowo ograniczają sobie widoczność: maskotki, ostatnio modne GPS-y itp.
            2.Budowa i oznaczenie przejść:
            - "pasy" bardzo często niewidoczne,
            - duże znaki umieszczone na takiej wysokości i w takim miejscu, że kierowca ma zasłonięty widok przejścia,
            - odblaskowe i świecące znaki. Pozornie poprawiają bezpieczeństwo (łatwiej zauważyć znak), ale kontrast utrudnia zauważenie pieszego.
            - fatalne ustawienie czasów zaświecania się sygnalizacji świetnej:
            a.kierowca dostaje zielone, pieszy na drodze poprzecznej ma czerwone. W chwili skręcania pieszy niespodziewanie dostaje zielone,
            b.nagłe zmiany sygnału dla pieszych po naciśnięciu przycisku,
            c.sygnały dla pieszych są niewidoczne dla kierowcy, a na różnych skrzyżowaniach zależności czasowe są różnie ustawione.
            - zamieszanie przy sygnalizatorze S-2 czyli "zielonej strzałce" zezwalającej na skręt warunkowy.
            Kierowcy generalnie ignorują obowiązek zatrzymania się przed sygnalizatorem z sygnałem czerwonym. Natomiast organizatorzy ruchu stosują często sygnał S-2 przy przejeździe bezkolizyjnym, gdzie zatrzymywanie się jest absurdalne. Co kierowców utwierdza w tym, że generalnie "po co się zatrzymywać " ?
            3.Instruowanie pieszych o rzekomym "bezwzględnym pierwszeństwie" przy przechodzeniu na przejściu dla pieszych. A gdzie rozsądek ?
            4.Zachowanie się rowerzystów na przejściach (rowerzysta powinien przez przejście przechodzić, nigdy przejeżdżać).
            5.Mętne, niejasne oznaczenie na położonych blisko siebie przejściach i przejazdach dla rowerzystów.

            Ponieważ zaklinanie rzeczywistości nic nie da, warto te problemy wziąć pod uwagę. Dla własnego ( i nie tylko) dobra.
            • Muszę stwierdzić, że dziwią mnie nieco narzekania na duże lusterka. Fakt, jestem człowiekiem dość wysokim (ale nie jakoś ekstremalnie - 185 cm) i w każdym znanym mi samochodzie osobowym, nawet takim z naprawdę dużymi lusterkami (Chery M11) patrzę w bok ponad lusterkami. Może problem leży w czymś innym? Od czasów Fiata Cinquecento i zmodernizowanego Poloneza z połowy lat '90 ustawiam oparcie fotela znacznie bliżej pionu niż we wcześniejszych pojazdach. Po prostu te nowoczesne fotele są znacznie twardsze, ale też na ogół dobrze wyprofilowane. Natomiast zauważyłem, że wielu znanych mi kierowców jakby nie zauważyło tej zmiany i nadal ustawiają oparcie w pozycji niemal półleżącej, jak w starych Polonezach, FSO 1500 czy Ładach. Bo w tamtych zabytkach inaczej się nie dało, jako że fotele praktycznie nie miały wyprofilowania, za to były miękkie. Przypominały nieco fotele domowe. Tacy kierowcy mają głowy niżej i rzeczywiście duże lusterka mogą im widok zasłaniać.

              Podobnie jakoś nie zauważyłem, żeby grube słupki (które ostatnio mieszczą też w sobie poduszki i muszą być grubsze) mi jakoś zasłaniały. Ale tu może działać ten sam mechanizm - dzięki bardziej zbliżonemu do pionu ustawienia oparcia fotela mam głowę nie tylko wyżej, ale też bardziej z przodu i więcej widzę przez przednią szybę.

              A co do przepisów dotyczących pierwszeństwa na przejściu - uważam, że obecne polskie przepisy są odpowiednie. I piszę to z perspektywy nie tylko kierowcy - w mieście bardzo często bywam pieszym.

              Pozdrawiam
              --
              Jorn van der Ar
              ---------------------------
              Tylko Falubaz!
            • > 4.Zachowanie się rowerzystów na przejściach (rowerzysta powinien przez przejści
              > e przechodzić, nigdy przejeżdżać).

              CO TO MA DO RZECZY...
    • Przecież radiowóz skręcał w drogę poprzeczną, a wtedy zgodnie nawet
      z polskim KD miał bezwzględnie udzielić pierwszeństwa pieszemu,
      nawet gdyby ten wchodził bezpośrednio przed niego. W takiej sytuacji
      wina kierowcy jest ewidentna, nawet gdyby tam nie było pasów. Jako
      okoliczność łagodzącą można zaliczyć zasłonienie pieszego przez znak
      na wysepce.
      Pzdr.
    • Na filozofowanie sie zebralo...

      > 2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
      > i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc

      A skad ma wiedziec, ze chce przejsc... ?

      Przepuszcza sie zbilzajacych do przejscia...

      Tam przejscie bylo kilkadziesiat metrow od skrzyzowania...
      • bimota napisał:

        > Na filozofowanie sie zebralo...
        >
        > > 2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
        > > i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc
        >
        > A skad ma wiedziec, ze chce przejsc... ?

        Bo na wysepkę na środku drogi wchodzi się, żeby tam sobie postać i popatrzyć,
        jak auta jadą. No sorry, ale przynajmniej w takim przypadku nie powinno być
        żadnych wątpliwości, że pieszy stojący na wysepce chce przejść.
        Jura
        • A ja pisalem o wysepce ??
          • bimota napisał:

            > A ja pisalem o wysepce ??

            Nie, Ty nie pisałeś, ale wypadek, do którego ten wątek nawiązuje, wydarzył się w
            ten sposób, że pieszy wszedł z wysepki na jezdnię. Zresztą jako pieszy nie raz
            stałem na środku na wysepce, a samochody jechały, jechały i jechały. Pewnie
            każdy z kierowców myślał, że stoję tam, bo lubię sobie postać na wysepkach ;)
            Z rozpoznawaniem pieszych stojących na chodniku przed przejściem i szykujących
            się do przejścia też nie mam żadnych kłopotów. Przeważnie stoi taki odwrócony w
            stronę jezdni i patrzy błagalnie w stronę, skąd nadjeżdżam.
            Jura
    • imponeross napisał:
      > Dla mnie przepisy juz w tej chwili sa jednoznaczne i wynika z nich,
      > ze:
      > 1. absolutne pierwszenstwo na przejsciu dla pieszych ma pieszy
      > 2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
      > i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc
      >

      Jeśli jutro "Jasiu" posłucha Twojej rady a nie doczyta,
      że to tylko Twoje zdanie - będziesz odpowiedzialny za jego śmierć na przejściu.

      Czytaj przepisy i NIE ZABIJAJ !!
      --
      • kos52 napisał:


        > Jeśli jutro "Jasiu" posłucha Twojej rady a nie doczyta,
        > że to tylko Twoje zdanie - będziesz odpowiedzialny za jego śmierć na przejściu.
        >
        > Czytaj przepisy i NIE ZABIJAJ !!

        Ja trochę ponad tydzień temu miałem ciekawą sytuację u siebie w Tubtinie...
        przejście dla pieszych, bez sygnalizacji, po lewej ode mnie pas do jazdy na
        wprost i pas do skrętu w lewo... tyle zdołałem przejść, z pasa do jazdy w
        przeciwną stronę (ostatniego w kolejce do przejścia) musiałem uciec wstecz, bo o
        mało mnie nie rozjechał kierowca MPK. Walnąłem burakowi dłonią "z placka" w
        boczną szybę, po czym przeszedłem przez przejście, wyciągnąłem telefon i
        zadzwoniłem na policję i do nadzoru ruchu MPK... myślę, że miał chłopak ciepło
        po tym. W razie czego w sądzie się pojawię. Sam jestem też kierowcą, ale nie
        burakiem za kółkiem.
        --
        Forum użytkowników aut marki BMW
    • Niedawno jade sobie rowerem... skrecam w prawo, na poprzecznej stoi koles na
      swiatlach no to jade dalej, ja przed pasami, koles metr przede mna rusza sobie
      prosto mi pod kola bo akurat dostal zielone... Nie musze chyba dodawac, ze kazdy
      inny na moim miejscu by w niego przypieprzyl... :P Zielone to chyba "nakaz
      chodu", wtedy sie nie boja bliskiego spotkania, zielone daje niesmiertelnosc. ;)
      • bimota napisał:

        > Niedawno jade sobie rowerem... skrecam w prawo, na poprzecznej stoi koles na
        > swiatlach no to jade dalej, ja przed pasami, koles metr przede mna rusza sobie
        > prosto mi pod kola bo akurat dostal zielone... Nie musze chyba dodawac, ze kazd
        > y
        > inny na moim miejscu by w niego przypieprzyl... :P Zielone to chyba "nakaz
        > chodu", wtedy sie nie boja bliskiego spotkania, zielone daje niesmiertelnosc. ;
        > )

        Takie sytuacje nie raz mi się przytrafiały, więc po skręcie uważam szczególnie.
        Ci piesi ruszający równo z zielonym to przeważnie kierowcy, którym ten nawyk
        pozostał z ruszania samochodem równo ze światłami, żeby nie blokować. Nie wiesz
        jak to działa? Wpatruje się taki tylko w sygnalizator i nic innego nie widzi.
        Jura
        • jureek napisał:

          > Takie sytuacje nie raz mi się przytrafiały, więc po skręcie uważam
          szczególnie.

          Napewno skręcasz bardzo powoli - z prędkością najwyżej 0,003km/godz.
          Szczególnie rowerem. Tak się robi we wszystkich innych krajach,
          tylko nie w Polsce.:D

          > Ci piesi ruszający równo z zielonym to przeważnie kierowcy, którym
          ten nawyk
          > pozostał z ruszania samochodem równo ze światłami, żeby nie
          blokować.

          Kłamiesz. Żaden ze znanych mi kierowców ze mną włącznie tak się nie
          zachowuje - wręcz przeciwnie. To musiał być pieszy nieposiadający
          prawa jazdy, za to często oglądający "Uwaga pirat!":P

          Nie wiesz
          > jak to działa? Wpatruje się taki tylko w sygnalizator i nic innego
          nie widzi.

          A co i po co ma widzieć? Przecież w telewizorni powiedzieli wyraźnie
          i w gazetce też napisali: jest "niechroniony", więc wszystko mu się
          należy, nic go nie obchodzi, bo kierowca (rowera też) ma mu ustąpić
          i go przepuścić i nic mu nie grozi, a nawet jakby co, to i tak nie
          będzie jego wina, bo "miasta są dla ludzi, a nie dla samochodów."
          Rowerów też.:PPP
          --
          "W Polsce najkrótsza droga ze wsi do wsi biegnie w lini prostej a w
          Szwajcarii wokół wzniesienia ."
          (habudzik/Poll, 01.10.09, 10:37)
          • kozak-na-koniu napisał:

            > Napewno skręcasz bardzo powoli - z prędkością najwyżej 0,003km/godz.
            > Szczególnie rowerem. Tak się robi we wszystkich innych krajach,
            > tylko nie w Polsce.:D

            A Ty jak? Skręt i rura? I g... Cię obchodzi, że na przejściu też mogą mieć zielone?
            Skręcać można normalnie, nieszczególnie powoli, ale należy liczyć się z tym, że
            za chwilę przetniesz pasy, na których piesi mogą mieć zielone, więc z
            rozpędzaniem się lepiej poczekać, aż minie się pasy.
            Jura
            • jureek napisał:

              > A Ty jak? Skręt i rura? I g... Cię obchodzi, że na przejściu też
              mogą mieć ziel
              > one?

              Ależ skąd, ja to robię jeszcze wolniej - najwyżej 0,001km/godz..
              Szczególnie rowerem, bo jeszcze bardziej wiem, że na przejściu też
              mogą mieć zielone.

              > Skręcać można normalnie, nieszczególnie powoli, ale należy liczyć
              się z tym, że
              > za chwilę przetniesz pasy, na których piesi mogą mieć zielone,
              więc z
              > rozpędzaniem się lepiej poczekać, aż minie się pasy.

              Co Ty powiesz, naprawdę??? No, nie spodziewałem się tego po Tobie...
              A co to znaczy "normalnie, nieszczególnie powoli" - znaczy, z jaką
              prędkością?:DDD
              --
              "W Finlandii przez las jest ograniczenie 50km/h i wszyscy się tego
              trzymają choć do zabudowań najbliższych jest 100km ."
              (habudzik/Poll, 23.06.09, 08:41)
              • Chocby i Wszyscy Swieci ustanowili przepisy o ruchu drogowym, to w naszym kraju
                rodacy-polacy i tak beda jezdzic po swojemu na zasadzie, "to niewazne czyje co
                je, wazne to je co je moje" lubo tez "chlop zywemu nie przepusci". I to jest TO.
                "Psy szczekaja, a karawana idzie dalej".
                • > Chocby i Wszyscy Swieci ustanowili przepisy o ruchu drogowym, to w naszym kraju
                  > rodacy-polacy i tak beda jezdzic po swojemu na zasadzie, "to niewazne czyje co
                  > je, wazne to je co je moje" lubo tez "chlop zywemu nie przepusci". I to jest TO.
                  > "Psy szczekaja, a karawana idzie dalej".

                  Rozpiera mnie duma. Z tego powodu, ze moge smialo zaliczyc sie do nacji chamow,
                  prostakow, zlodziei i kretaczy. Tak, to jest zdecydowanie powod do dumy i
                  pisania tego na wszelkich forach.
                  --
                  Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
                  I niech tak juz zostanie.
    • Przepisy nie budza moich watpliwosci. Sa, jakie sa i juz.

      Moje powazne watpliwosci budzi za to praktyka ich "przestrzegania".

      Dwa przyklady:

      1. Kilkupasmowa droga. Prawym pasem jedzie cos duzego i powolnego (np. autobus). Pieszy wchodzi na jezdnie przed autobusem nie zmuszajac go do hamowania i pewien swojego pierwszenstwa (bo jest juz na pasach) wchodzi prosto przed jadacy srodkowym pasem samochod tak, ze jego kierowca nie ma szans na reakcje nawet jak "dostosuje" (w skrajnym przypadku do kolizji moze dojsc nawet jak kierowca jadacego srodkiem auta bedzie jechal wolniej niz zaslaniajacy mu widocznosc autobus!). Winien bedzie oczywiscie kierowca! Ale pieszy, ktory nie wykazal sie minimum wyobrazni, martwy albo "tylko" poraniony...

      2. Zwykle jednojezdniowka. Pieszy wchodzi na przejscie natychmiast po przejechaniu czegos duzego i pewny swojego pierwszenstwa, bezposrednio zza naroznika pojazdu ograniczajacego widocznosc, wchodzi pod jadacy w przeciwnym kierunku pojazd. I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?

      Poziom znajomosci ZASAD (nawet nie przepisow!) bezpiecznego poruszania po drogach jest zaden i to stwarza wieksze zagrozenie niz takie, a nie inne przepisy.

      --
      Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.
      • emes-nju napisał:

        > Poziom znajomosci ZASAD (nawet nie przepisow!) bezpiecznego poruszania po droga
        > ch jest zaden i to stwarza wieksze zagrozenie niz takie, a nie inne przepisy.

        Zgoda, nieznajomość zasad jest poważnym zagrożeniem. Potrafiłbyś zasady, które w
        tym zakresie nieznane są kierowcom?
        Jura
        • jureek napisał:

          > Zgoda, nieznajomość zasad jest poważnym zagrożeniem. Potrafiłbyś wymienić
          zasady, które
          > w
          > tym zakresie nieznane są kierowcom?

        • jureek napisał:

          > Potrafiłbyś zasady, które w tym zakresie nieznane są kierowcom?

          Potrafilbym ;-)

          Ale potem przypomnialem sobie watek o Twoje corce i Twoje zarzuty, ze odbijamy
          pileczke piszac, ze inni itd. Nie odbijam wiec i w watku o pieszych pisze o nich
          i ich grzeszkach, a nie o kierowcach :-)

          --
          Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
          ten otwor.
          • No dobra, w takim razie jakie zasady są Ci nieznane jako pieszemu?
            Jura
            • jureek napisał:

              > No dobra, w takim razie jakie zasady są Ci nieznane jako pieszemu?

              Mi te zasady sa znane, bo lamiac moje niezbywalne prawo do bezstresowego
              wychowania, wpojono mi je bardzo skutecznie. Robil to nawet rezimowy pan
              milicjant, co oczywiscie odcisnelo niezatarte petno na mojej psychice :-P

              Natomiast czytajac statystyki mozna sie dowiedziec, ze prawie 800 osob tylko w
              2009 roku zginelo, bo nie znalo tych zasad...

              Ja widze w tym problem, bo mysle, ze na kazdego zabitego przypada co najmniej 10
              razy tyle tych, ktorzy unikneli smierci bo mimo zachowan graniczacych z
              szalenstwem* nie nadszedl jeszcze ich czas...

              --
              * Np. w niedziele w nocy znowu (takich wypadkow w mojej karierze kierowcy pare
              juz zaliczylem) mialem przed maska kilkuosobowa grupke idaca sobie radosnie po
              DK poza terenem zabudowanym (w zabudowanym tez nie jest to chyba zachowanie
              bezpieczne) cala szerokoscia pasa, za to tylem do jadacych pojazdow - gdyby cos
              jechalo z przeciwka, to bylby wypadek zakwalifikowany do magicznej kategorii "z
              niewyjsnionych przyczyn prowadzacy pojazd marki Alfa Romeo zjechal na przeciwny
              pas ruchu i zderzyl sie z ...

              --
              Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
              ten otwor.
              • Eeee, rozczarowanie, a już miałem nadzieję, że dowiem się czegoś bez pokazywania
                palcem na innych.
                Ja sam na przykład jako pieszy popełniam ten błąd, że na przejściach ze
                światłami gapię się w sygnalizator i wchodzę równo z zielonym na przejście,
                jakbym startował do wyścigu na 100 metrów.
                Poza tym nie czekam, aż samochód mnie przepuszczający zatrzyma się do zera tylko
                wchodzę już wtedy, gdy zwalnia, a to może być zdradliwe.
                Jura
        • > Zgoda, nieznajomość zasad jest poważnym zagrożeniem. Potrafiłbyś zasady, które
          > w tym zakresie nieznane są kierowcom?

          Dzis sytuacja zmienila sie o tyle, ze wreszcie wybudowano wysepke i sygnalizacje. A mam na mysli szalenie zatloczona warszawska arterie 3+3 bez pasa zieleni. Tu wlasnie nasi kierowcy zachowuja sie nagannie. Wez taki opis emesa, czyli powoli jadacy autobus i wchodzacego pod niego pieszego. Nie musze nadmieniac, ze pieszy jest zasloniety przez autobus. Mozna wiec sobie wyobrazic, ze kierowca nie zauwazy tego pieszego. Mam nadzieje, ze do tego miejsca wszystko jest jasne? Jasne, to ruszamy dalej. Mamy oczywscie wymalowane pasy i oznakowanie. Czyli ten, ktory nie zauwazy pieszego to wlasnie jest ten, o ktorego pytasz. Nie zna/nie stosuje sie do przepisu mowiacego o koniecnzosci zatrzymanie itd. Hm.... Czy aby na pewno? Autobus sunie powoli i nie zatrzymuje sie, nie dajac tym samym zadnego "sygnalu" kierowcy po jego lewej. Pozostaje jeszcze znak. Hm.... Autobus go zaslania, bo naturalnie znak stoi wylacznie po prawej! No to moze choc pasy? Niestety nie. Sa w znacznym stopniu zatarte, a do tego zasloniete nieomal bezustannie przez inne auta.

          Podkreslam, od jakichs trzech tygodni jest tu wysepka ze swiatlami, wiec nie ma zadnych tlumaczen. Znaki widac z obu stron, pasy odmalowano, swiatla steruja ruchem. Opisywana sytuacja trwala jednak od wielu lat. Znam to miejsce, bo bardzo czesto z niego korzystam. Wytezalem uwage i mimo to zdarzalo mi sie nerwowo naciskac na hamulec. Ja spodziewalem sie pieszego. A co z mniej uwaznymi czy po prostu takimi, ktorzy miejsca nie znaja? Moga byc najswietsi ze swietych, a i tak stuknac pieszego.
          --
          Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
          I niech tak juz zostanie.
          • Napisałeś o źle oznakowanym przejściu, a ja pytałem o nieznane lub ignorowane
            zasady. To co napisałeś, jest przykładem ignorancji organizatora ruchu, a nie
            kierowcy.
            Jura
            • > Napisałeś o źle oznakowanym przejściu, a ja pytałem o nieznane lub ignorowane
              > zasady. To co napisałeś, jest przykładem ignorancji organizatora ruchu, a nie
              > kierowcy.

              Po pierwsze takie oznakowanie nie jest niczym szczegolnym w Polsce. Po drugie,
              tak z reka na sercu, jesli dojdzie do potracenia to co napisze policja? Znaczy
              sie, co zaistnieje w statystykach?
              --
              Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
              I niech tak juz zostanie.
      • Wymyslasz...

        Ale zalozmy przez chwile, ze moze tak byc... Czy pieszy wwylaniajacy sie zza
        autobusu nie dokonuje "wtargniecia" tylko dlatego, ze juz byl na pasach ? Jak
        dla mnie dokonuje..., a interpretacja tego na zasadzie czy byl na pasach czy
        jeszcze nie to wasz wymysl... albo nasz.
        • bimota napisał:

          > Wymyslasz...

          Nic nie wymyslam. Na wlasne oczy cos taiego wiecej niz raz w Warszawie widzialem.

          A poza tym nie ma zadnego znaczenia jak co sie zinterpretuje - znaczenie ma czy
          beda ofiary czy nie.

          --
          Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
          ten otwor.
      • emes-nju napisał:

        > Przepisy nie budza moich watpliwosci. Sa, jakie sa i juz.
        >
        > Moje powazne watpliwosci budzi za to praktyka ich "przestrzegania".
        >
        > Dwa przyklady:
        >
        > 1. Kilkupasmowa droga. Prawym pasem jedzie cos duzego i powolnego
        (np. autobus)
        > . Pieszy wchodzi na jezdnie przed autobusem nie zmuszajac go do
        hamowania i pew
        > ien swojego pierwszenstwa (bo jest juz na pasach) wchodzi prosto
        przed jadacy s
        > rodkowym pasem samochod tak, ze jego kierowca nie ma szans na
        reakcje nawet jak
        > "dostosuje" (w skrajnym przypadku do kolizji moze dojsc nawet jak
        kierowca jad
        > acego srodkiem auta bedzie jechal wolniej niz zaslaniajacy mu
        widocznosc autobu
        > s!). Winien bedzie oczywiscie kierowca! Ale pieszy, ktory nie
        wykazal sie minim
        > um wyobrazni, martwy albo "tylko" poraniony...
        >
        > 2. Zwykle jednojezdniowka. Pieszy wchodzi na przejscie natychmiast
        po przejecha
        > niu czegos duzego i pewny swojego pierwszenstwa, bezposrednio zza
        naroznika poj
        > azdu ograniczajacego widocznosc, wchodzi pod jadacy w przeciwnym
        kierunku pojaz
        > d. I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?
        >
        > Poziom znajomosci ZASAD (nawet nie przepisow!) bezpiecznego
        poruszania po droga
        > ch jest zaden i to stwarza wieksze zagrozenie niz takie, a nie
        inne przepisy.

        W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
        kierowcy.
        • > W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
          > kierowcy.

          Co niewatpliwie osladza nieco rodzinie swiadomosc, ze zginal jeden z ich
          krewnych. Bo choc glupi jak but, to jednak krewny...
          --
          Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
          I niech tak juz zostanie.
          • edek40 napisał:

            > > W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
            > > kierowcy.
            >
            > Co niewatpliwie osladza nieco rodzinie swiadomosc, ze zginal jeden
            z ich
            > krewnych. Bo choc glupi jak but, to jednak krewny...

            Glupi, ze winni sa kierowcy? A moze by tak zaczac w koncu wymagac w
            Polsce przestrzegania przepisow przez kierowcow na przejsciach?
        • imponeross napisał:

          > W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
          > kierowcy.

          A czy ja napialem cos innego?

          Ale tak naprawde, to winni sa DEZorganizatorzy ruchu, ktorzy po postawieniu ZNAKU (pojecie magiczne) radosnie maluja na miejskiej tranzytowce niesterowane przejscie przez 6 pasow. Bo REALNE, wyrazane statystykami bezpieczenstwo nie jest wazne - wazne, ze zawsze latwo bedzie okreslic kto jest winien kolejnej smierci i nie jest nim KRETYN i ZABOJCA, ktory robi takie przejscia :-/

          Wskaz mi, skoro chcesz takich europejskich uregulowan, jakis inny europejski kraj, w ktorym standardem sa niesterowane przejscia przez wielopasmowe miejskie tranzytowki. Ja sie nie spotkalem czyms takim - chyba tylko w Polsce do zapewnienia 100% bezpieczenstwa wystarczy ZNAK (pojecie magiczne) i ZAKLECIA o "dostosowaniu" itd.

          --
          Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.
      • emes-nju napisał:

        > 2. Zwykle jednojezdniowka. Pieszy wchodzi na przejscie natychmiast po przejecha
        > niu czegos duzego i pewny swojego pierwszenstwa, bezposrednio zza naroznika poj
        > azdu ograniczajacego widocznosc, wchodzi pod jadacy w przeciwnym kierunku pojaz
        > d. I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?

        Niekoniecznie obciążą kierowcę.

        Art. 14
        Zabrania się:
        1. wchodzenia na jezdnię:
        1. bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
        2. spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;"


        --
        "Jeśli dziś milion ludzi ruszy na Brukselę, ci panowie uciekną zaraz na Wyspy Bahama. [...] Dziś jeszcze można to zrobić."
        (W.Bukowski)
        • misiu-1 napisał:

          > > I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?
          >
          > Niekoniecznie obciążą kierowcę.

          Jezeli obok kierowcy bedzie pasazer, to kierowca ma szanse na wybronienie sie.
          Jezeli nie, to jezeli kierowca "zaslony" sie nie zatrzyma, szans na obrone nie
          ma. Bedzie kolejne potracenie pieszego na pasach, bo kierowca "nie dostosowal" :-/

          Czasem zastanawiam sie nad kupnem kamery i rejestrowaniu jazdy tak, jak Mejson ;-)

          --
          Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
          ten otwor.
    • >Pierwszenstwo pieszego na pasach - kiedy w koncu beda jednoznaczne
      przepisy?

      Przepisy, kodeksy, instrukcje itp mamy a jednak wypadki się zdarzają
      wszędzie- na drodze, w powietrzu, na wodzie.
      Przepisy owszem są potrzebne, obowiązek obowiązkiem ale zawsze
      przydaje się zdrowy rozsądek. Co z tego że masz pierwszeństwo na
      pasach jak widoczność z fotela kierowcy może być słaba. Znak może
      być przysłonięty drzewem które jeszcze rok temu było małe, może stać
      na poboczu ciężarówka zasłaniajaca znak czy przejście, może kierowca
      ma dziś dołek i słabo reaguje albo go szef opierdzielił. A może
      wszystko w porządku tylko samochód ma łyse opony i akurat padał
      deszcz. Za nim wykorzystasz swoje prawo lepiej pomyśl o drugiej
      stronie, może mimo że wydaje się że kierowca cię widzi może lepiej
      chwilę jeszcze poczekać i przejść gdy napewno będzie to bezpieczne.
      Nie odnosi się to tylko do pieszych ale do wszystkich uczestników
      ruchu. Jedziesz, widzisz pieszego też się zastanów czy on cię widzi,
      zerknij jak reaguje czy ma zamiar wkroczyć na pasy, czy może czyta
      gazetę albo słuch muzyki i jest rozkojarzony.
      • A ja raz zostałem potrącony dlatego, że kierowca się zatrzymał tak, jak nakazują przepisy. Było to tu. Chciałem pojechać tramwajem na północ Aleją Jana Pawła II i w tym celu musiałem przejść po pasach przez wschodnią jezdnię tej ulicy. Samochód jechał ze wschodu ul. Świętokrzyską i skręcał na północ w Jana Pawła II. Ja miałem czerwone światło, więc stałem i czekałem. On miał czerwone, ale z zieloną strzałką (wtedy w Warszawie strzałki były jeszcze wymalowane na tabliczkach pod sygnalizatorami). Przepuścił pieszych przechodzących Świętokrzyską, przepuścił samochody jadące Jana Pawła II i zatrzymał się przed "moim" przejściem na kilka sekund przed zapaleniem się zielonego światła dla pieszych. Przez te dwie - trzy sekundy obaj staliśmy, w międzyczasie dla mnie zapaliło się zielone i jako, że samochód stał - ruszyłem; pech chciał, że on - widząc, że piesi stoją, ruszył w tym samym momencie. Na szczęście nic się nie stało, tylko usiadłem mu na masce. Gdyby był takim chamem, jakimi niektórzy widzą wszystkich kierowców, po prostu by przejechał zanim ja bym wszedł na miejsce.

        Pozdrawiam
        --
        Jorn van der Ar
        ---------------------------
        Tylko Falubaz!
        • 03.08.10, 19:11
          zanim ja bym wszedł na miejsce.

          "na przejście"
          miało być.
          --
          Jorn van der Ar
          ---------------------------
          Tylko Falubaz!
        • Nie ma przepisu nakazujacego zatrzymanie sie przed przejsciem, a wtedy pewnie
          jeszcze nie bylo nakazujacego przed strzalka. Jak bys robil tak jak gadal chyba
          tiges, czyli stal metr od jezdni, to by zauwazyl, ze ruszasz...
          • to emes, w kazdym razie kamuflowanie sie w nocy za oczojebnym duzym znakiem, to
            nie jest dobry pomysl (nie mowiac juz o wlazeniu pod samochod, bo wydaje mi sie
            ze sie zatrzymuje, nawet jak powoli jedzie).
            --
            Sygnaturka wykonała niedozwoloną operację! Zresetuj komputer i skontaktuj się z
            administratorem.
            • Faktem jest, że mogłem się tam zachować lepiej, dostałem typowego dla wielu pieszych zaćmienia na widok tramwaju:)

              Ale odkładając żarty na bok:
              1. Tu sytuacja była pechowa, po prostu najpierw się obaj zatrzymaliśmy, a następnie obaj równocześnie podjęliśmy decyzję o wystartowaniu. Trudno mówić o czyjejkolwiek winie.
              2. Prawdopodobieństwo takiego nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostało ograniczone w momencie zastąpienia blaszanych strzałek świetlnymi, które gasną w momencie zapalenia się światła żółtego. Teraz kierowcy nie są wpuszczani na skrzyżowanie na granicy faz świateł.
              3. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja była dość nietypowa, coś w gatunku opowieści o tym, jak komuś uratowało życie niezapięcie pasów, bo sobie spokojnie z samochodu wypadł na miękką trawkę, podczas gdy ten, który pasy miał zapięte odniósł obrażenia. Po prostu uniwersalne zabezpieczenia w pewnych bardzo mało prawdopodobnych, ale jednak mozliwych przypadkach działają na niekorzyść chronionego.

              Pozdrawiam
              --
              Jorn van der Ar
              ---------------------------
              Tylko Falubaz!
    • To znów ten porąbany, maniakalny troll, are103, ze swoimi obsesjami. Szuka żeru
      i znajduje.


      --
      "Jeśli dziś milion ludzi ruszy na Brukselę, ci panowie uciekną zaraz na Wyspy
      Bahama. [...] Dziś jeszcze można to zrobić."
      (W.Bukowski)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.