Dodaj do ulubionych

Pierwszenstwo pieszego na pasach - kiedy w koncu b

01.08.10, 00:36
Pierwszenstwo pieszego na pasach - kiedy w koncu beda jednoznaczne
przepisy? Chocby po to, aby uniknac tak gorszacych sytuacji jak
niedawno, kiedy radiowoz policyjny wjezdza w pieszego na pasach i
jeszcze karany jest pieszy - ze co, ze nie zamienil sie w powietrze?
Dla mnie przepisy juz w tej chwili sa jednoznaczne i wynika z nich,
ze:
1. absolutne pierwszenstwo na przejsciu dla pieszych ma pieszy
2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc

Przepisy nakazuja ustapic pierwszenstwa pieszemu na przejsciu, a
pierwszenstwa mozna ustapic tylko wtedy, kiedy pieszy jeszcze nie
znajduje sie na jezdni. Kiedy pieszy juz jest na przejsciu na
jezdni, to wtedy juz nie mozna ustapic mu pierwszenstwa, wtedy to
mozna juz tylko w niego nie wjechac!
Mozna tez dyskutowac co to jest przejscie, czy ono jest tylko na
jezdni czy na calej drodze (a wiec tez na poboczu czy chodniku
przylegajacym bezposrednio do jezdni z wymalowanymi pasami.

wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35768,8151311,Policjant_potracil_na_pasach__ale_winny_jest_pieszy.html

'Zgodnie z zasadami ruchu na drogach publicznych kierujący pojazdem,
zbliżając się do skrzyżowania i do przejścia dla pieszych, jest
obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa
pieszemu znajdującemu się na przejściu (art. 26 Prawa o Ruchu
Drogowym). Szczególna ostrożność to zgodnie z art. 2 p. 22 PRD
ostrożność polegająca na zwiększeniu uwagi i dostosowaniu zachowania
uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze
w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie.

...Jeżeli natomiast kierujący pojazdem skręca w drogę poprzeczną,
jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pieszemu przechodzącemu na
skrzyżowaniu przez jezdnię drogi, na którą wjeżdża. Pierwszeństwa
musi ustąpić nawet wtedy, gdy nie ma tam przejścia dla pieszych
(art. 26.2 PRD).

Ponadto jeżeli przed przejściem dla pieszych jest znak
pionowy "przejście dla pieszych" (D -6), to kierujący, oprócz
zachowania szczególnej ostrożności, jest obowiązany zmniejszyć
prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych
znajdujących się w tym miejscu lub na nie wchodzących
(Rozporządzenie ministra infrastruktury w sprawie znaków i sygnałów
drogowych § 47 ust. 1 i 4).'
Edytor zaawansowany
  • 01.08.10, 01:16
    forum.gazeta.pl/forum/w,510,114331455,114331455,pieszy_na_pasach.html
    zwroc uwage na fakt, ze jak jest wysepka, to juz sa dwa przejscia a nie jedno

    --
    Sygnaturka wykonała niedozwoloną operację! Zresetuj komputer i skontaktuj się z
    administratorem.
  • 01.08.10, 13:42
    tiges_wiz napisał:

    > forum.gazeta.pl/forum/w,510,114331455,114331455,pieszy_na_pasach.html
    > zwroc uwage na fakt, ze jak jest wysepka, to juz sa dwa przejscia
    a nie jedno
    >

    To znaczy, ze wtedy juz wolno wjechac w pieszego?
  • 01.08.10, 14:34
    to znaczy ze zabrania sie wchodzic pieszemy przed pojazd nawet na przejsciu dla
    pieszych, a pan bedac na srodku nie byl na tym przejsciu.

    auto jadace nawet 30 km/h nie zatrzyma sie w miejscu
    --
    Chodzenie po bagnach wciąga!
  • 02.08.10, 22:04
    tiges_wiz napisał:

    > to znaczy ze zabrania sie wchodzic pieszemy przed pojazd nawet na
    przejsciu dla
    > pieszych, a pan bedac na srodku nie byl na tym przejsciu.
    >
    > auto jadace nawet 30 km/h nie zatrzyma sie w miejscu

    Ile metrow przed pojazdem nie wolno wejsc i jak pieszy ma to
    zmierzyc? Na czym polega pierwszentswo pieszego? Kazde uderzenie w
    pieszego mozna podciagnac pod wtargniecie. A tymczasem na pasy moze
    wtargnac tylko samochod, nigdy pieszy.
  • 03.08.10, 12:44
    mozesz potrenowac.
    dla 50 km/h bezpieczna odległość to około 30m
    wejscie ponizej moze skonczyc sie potraceniem


    --
    Chodzenie po bagnach wciąga!
  • 01.08.10, 08:47
    Mam już dosyć kretyńskich nagonek... Znów oszołomy i pismaki się
    mobilizują i spamują po całym necie? Przepisy w tej sprawie są
    bardzo jednoznaczne już od dawna (przynajmniej od czasu, kiedy to
    przestano dzielić przejścia na "zwykłe" i "uprzywilejowane", a
    pierwszeństwo na "zwykłe" i "bezwzględne") i bardzo zbliżone do
    podobnych przepisów w większości państw. To co jest, jest w
    zupełności wystarczające, a reszta jest kwestią okoliczności,
    organizacji ruchu, wyobraźni i kultury wszystkich zainteresowanych.
    Bez odbioru
    --
    "W Polsce najkrótsza droga ze wsi do wsi biegnie w lini prostej a w
    Szwajcarii wokół wzniesienia ."
    (habudzik/Poll, 01.10.09, 10:37)
  • 01.08.10, 09:28
    Widzisz Kozaku, takie czasy nastały, że wolno wyrażać swoje poglądy, nawet
    jeżeli te poglądy się Tobie nie podobają. Jeżeli masz dość czytania na ten
    temat, to po prostu nie czytaj, ale zakazać wyrażania swoich poglądów nie
    możesz. Spodziewam się, że będziesz miał takich tekstów coraz więcej, to już nie
    komuna, gdy o paszport trzeba się było prosić i ludzie nie mogli porównać tego
    co u nas z tym, jak traktowani są piesi gdzie indziej. Ludzie to widzą i piszą,
    a Tobie co najwyżej zgrzytanie zębami pozostanie, bo zabronić pisania nie możesz.
    Jura
  • 01.08.10, 10:40
    Zgadza się: wyraziłem mój pogląd. Nie możewszmi tego zabronić i nie
    musisz tego czytać. Ta sprawa powraca jak bumerang, od dawna i
    zawsze tak samo. Bez umieszczenia jej w szerszym kontekście i
    sprawiedliwego podejścia, nie podoba mi się to. Zgodnie z
    przepisami, przejście dla pieszych nie jest skrzyżowaniem, tylko
    powierzchnią jezdni, drogi dla rowerów lub torowiska przeznaczoną do
    przechodzenia przez pieszych, oznaczoną odpowiednimi znakami
    drogowymi
    . O żadnym więc "udzieleniu pierwszeństwa" pieszemu,
    który na tym przejściu (czyli na jezdni) się nie znajduje nie może
    być mowy i jak nie masz argumentów, to nie wyjeżdżaj mi tu z komuną,
    bo "u Was biją Murzynów".:PPP
    --
    "transport z Bretanii do Tuluzy odbywa sie droga morsko-kanałową
    właśnie z braku możliwości połączenia drogowego."
    (habudzik/Poll, 19.02.08, 10:05)
  • 01.08.10, 10:48
    kozak-na-koniu napisał:

    > Zgadza się: wyraziłem mój pogląd. Nie możewszmi tego zabronić i nie
    > musisz tego czytać.

    Więc Ci nie zabraniam i nie piszę, że jesteś oszołomem albo pismakiem, albo że
    robisz kretyńską nagonkę. Masz taki pogląd i masz prawo go mieć. A ja mam inny
    pogląd i też mam do niego prawo.
    Przyjemnej niedzieli bez nerw życzę.
    Jura
  • 01.08.10, 11:23
    dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to skrajna
    glupota i nieodpowiedzialnosc.

    bez wzgledu na okolicznosci i pierwszenstwo.
    --
    <a rel="nofollow"
    href="http://picasaweb.google.pl/tiges.wiz/SzrotyZZachodu?feat=directlink">Stop_wypierdzianym_szrotom_z_zachodu!</a>
    podpis 1
  • 01.08.10, 11:40
    > dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to skrajna
    > glupota i nieodpowiedzialnosc.
    >
    > bez wzgledu na okolicznosci i pierwszenstwo.

    A moze po prostu, zupelnie jak w wypadku prowadzenia samochodu, wystarczy
    powolutku? Jezeli bowiem powolutku to skutki sa mniejsze i to jest sluszne.
    Unikanie wypadkow nie jest trendy, chocby dlatego, ze wymaga tak myslenia, jak i
    nakladow finansowych. Minimalizacja skutkow to jest wlasnie to, co jest
    najlepsze. Czyli piesi rowniez powolutku...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 01.08.10, 12:27
    tiges_wiz napisał:

    > dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to skrajna
    > glupota i nieodpowiedzialnosc.

    Gdy zwalniam, żeby przepuścić pieszych, wolałbym, żeby od razu przechodzili i
    nie czekali, aż zatrzymam się całkiem. Tak to działa tu, gdzie mieszkam. Pieszy
    dochodzi do przejścia, samochód dojeżdża, samochód zwalnia, pieszy sprawnie
    przechodzi, samochód przyspiesza i jedzie dalej. Głupotą i nieodpowiedzialnością
    jest oczywiście wchodzenie bezpośrednio przed jadący samochód w takiej
    odległości, że nie ma on szansy się zatrzymać.
    Jura

  • 01.08.10, 12:46
    > Gdy zwalniam, żeby przepuścić pieszych, wolałbym, żeby od razu przechodzili i
    > nie czekali, aż zatrzymam się całkiem.

    I ja sobie tego zycze. Zdecydowanie zbyt czesto odgrywal pantomimy z pieszymi,
    ktorzy, choc juz stoje, za nic nie chca wejsc na przejscie. To sie nazywa
    sterroryzowany pieszy. Fakt, z reguly sa to ludzi pamietajacy czasy, gdy pieszy
    mial obowiazek czmychac z jezdni, a samochody ruszaly jak tylko zapalilo im sie
    zielone, trabiac na maruderow. Z mlodszymi problem sprowadza sie do tego, ze
    przeceniaja mozliwosci samochodu. Na szczescie wzglednie rzadko.
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 01.08.10, 22:10
    Mój sposób to zwolnienie do ok. 5 km/h już kilkanaście m przed
    przejściem, wtedy piesi widzą że ich puszczam i śmiało wchodzą na
    pasy.
  • 02.08.10, 10:58
    > Mój sposób to zwolnienie do ok. 5 km/h już kilkanaście m przed
    > przejściem, wtedy piesi widzą że ich puszczam i śmiało wchodzą na
    > pasy.

    Po pierwsze bardzo czesto nie wchodza. Czasem dlatego, ze boja sie auta w ogole,
    czasem dlatego, ze akurat przy przejsciu fajnie sie plotkuje.

    Po drugie... No wlasnie. Mozesz sobie zwalniac, jesli widzisz pieszych. A jesli
    zaslania ich znak, poprawiajacych ich bezpieczenstwo? Zatrzymujesz sie, bo
    widocznosc nie wystarczajaca?
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 01.08.10, 13:59
    tiges_wiz napisał:

    > dla mnie pchanie sie pod samochod (bo myslalem, ze mnie widzi), to
    skrajna
    > glupota i nieodpowiedzialnosc.
    >
    > bez wzgledu na okolicznosci i pierwszenstwo.

    Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
    przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po pasach,
    zeby uderzyc w pieszego?
  • 01.08.10, 14:26
    > Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
    > przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po pasach,
    > zeby uderzyc w pieszego?

    Wystarczy go w ogole nie widziec. Zapewniaja to bezpieczne wysepki, oznakowane
    jako inne niebezpiecznestwo...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 01.08.10, 14:34
    edek40 napisał:

    > > Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
    > > przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po pasach,
    > > zeby uderzyc w pieszego?
    >
    > Wystarczy go w ogole nie widziec. Zapewniaja to bezpieczne wysepki, oznakowane
    > jako inne niebezpiecznestwo...

    Bardziej niż wysepki pieszych przy skręcie w lewo zasłaniają ... bezpieczne (grube) lewe przednie słupki w samochodach.

    Też raz prawie potrąciłem pieszego i od tej pory zawsze o tym pamiętam (staram się)...
    --
    Pozdrawiam,
    Mejson
    Rok (Nie)Bezpiecznego Życia
  • 01.08.10, 14:42
    > Bardziej niż wysepki pieszych przy skręcie w lewo zasłaniają ... bezpieczne (gr
    > ube) lewe przednie słupki w samochodach.

    O tym wiem i pamietam. Ale zza znaku poprawiajacego bezpieczenstwo pieszych
    pieszych nie bardzo widac...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 03.08.10, 21:52
    edek40 napisał:

    > > Przeciez samochod skrecal w lewo i zwolnil! On myslal, ze go
    > > przepuszcza! Jakim cudem mozna jechac z taka predkoscia po
    pasach,
    > > zeby uderzyc w pieszego?
    >
    > Wystarczy go w ogole nie widziec. Zapewniaja to bezpieczne
    wysepki, oznakowane
    > jako inne niebezpiecznestwo...

    Raczej 'wystarczy nie patrzec'.
  • 01.08.10, 14:33
    bylo ciemno a pieszego skutecznie zaslonil dodatkowo oczojebny "bezpieczny"
    wielki znak.
    --
    1... 2... 3... próba sygnaturki
  • 01.08.10, 13:33
    kozak-na-koniu napisał:

    > Mam już dosyć kretyńskich nagonek... Znów oszołomy i pismaki się
    > mobilizują i spamują po całym necie? Przepisy w tej sprawie są
    > bardzo jednoznaczne już od dawna (przynajmniej od czasu, kiedy to
    > przestano dzielić przejścia na "zwykłe" i "uprzywilejowane", a
    > pierwszeństwo na "zwykłe" i "bezwzględne") i bardzo zbliżone do
    > podobnych przepisów w większości państw. To co jest, jest w
    > zupełności wystarczające, a reszta jest kwestią okoliczności,
    > organizacji ruchu, wyobraźni i kultury wszystkich
    zainteresowanych.
    > Bez odbioru

    To jakim cudem skazuje sie pieszego, w ktorego wjezdza policyjny
    radiowoz na pasach? Czy ten radiowoz mial tam prawo w ogole jechac z
    taka predkoscia?
  • 01.08.10, 14:28
    > To jakim cudem skazuje sie pieszego, w ktorego wjezdza policyjny
    > radiowoz na pasach? Czy ten radiowoz mial tam prawo w ogole jechac z
    > taka predkoscia?

    Z jaka predkoscia wolno przejezdzac przez przejscie. O ile mnie pamiec nie myli
    tu bylo to okolo 30 km/h. Jaka jest predkosc bezpieczna, przy zalozeniu, ze
    piesi laza jak chca, a oznakowanie na wysepce calkowicie zaslania pieszego?
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 01.08.10, 19:17
    I znowu, trudno odnieść się do wypadku, o którym wie się tylko z notatki prasowej.
    Trudno również rozważać takie pojęcie jak "bezwzględne pierwszeństwo".
    No bo albo ma pierwszeństwo, albo go nie ma. W obu przypadkach jest to TYLKO informacja. Rzeczywistość zależy od zachowania uczestników ruchu.
    Wychodzi na to, że przepisy są jednak niepotrzebnie skomplikowane. No bo PoRD określa, że pierwszeństwo ma pieszy ZNAJDUJĄCY się na oznakowanym przejściu i że pieszemu NIE WOLNO wchodzić bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych.
    A Rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów.. dokłada, że kierujący zbliżając się do oznaczonego przejścia OBOWIĄZANY jest ograniczyć prędkość do takiej, która nie stanowi zagrożenia również dla pieszych WKRACZAJĄCYCH na to przejście. Rozumiem intencję, miało być lepiej, a w praktyce ? Pieszy widząc pojazd zwalniający przed przejściem uzna zazwyczaj, że kierowca go widzi i chce mu ułatwić przejście. A takiej intencji kierowca może nie mieć. Warto się nad tym zastanowić !!!
    Moim zdaniem należałoby wdrożyć do praktyki zwyczaje np. niemieckie: widzę pieszego DOCHODZĄCEGO do przejścia to ułatwiam mu przejście przez jezdnię. Tylko tyle i aż tyle.
    PS:
    Niestety są jeszcze i inne rozwiązania, które pozornie mają na celu poprawę bezpieczeństwa, a często wychodzi odwrotnie. Poprzednicy pisali o tym, jedynie poskładam trochę dodam:
    1.Budowa samochodu: bardzo grube słupki A, bardzo duże lusterka. Skutecznie ograniczają widoczność !
    Do tego niektórzy dodatkowo ograniczają sobie widoczność: maskotki, ostatnio modne GPS-y itp.
    2.Budowa i oznaczenie przejść:
    - "pasy" bardzo często niewidoczne,
    - duże znaki umieszczone na takiej wysokości i w takim miejscu, że kierowca ma zasłonięty widok przejścia,
    - odblaskowe i świecące znaki. Pozornie poprawiają bezpieczeństwo (łatwiej zauważyć znak), ale kontrast utrudnia zauważenie pieszego.
    - fatalne ustawienie czasów zaświecania się sygnalizacji świetnej:
    a.kierowca dostaje zielone, pieszy na drodze poprzecznej ma czerwone. W chwili skręcania pieszy niespodziewanie dostaje zielone,
    b.nagłe zmiany sygnału dla pieszych po naciśnięciu przycisku,
    c.sygnały dla pieszych są niewidoczne dla kierowcy, a na różnych skrzyżowaniach zależności czasowe są różnie ustawione.
    - zamieszanie przy sygnalizatorze S-2 czyli "zielonej strzałce" zezwalającej na skręt warunkowy.
    Kierowcy generalnie ignorują obowiązek zatrzymania się przed sygnalizatorem z sygnałem czerwonym. Natomiast organizatorzy ruchu stosują często sygnał S-2 przy przejeździe bezkolizyjnym, gdzie zatrzymywanie się jest absurdalne. Co kierowców utwierdza w tym, że generalnie "po co się zatrzymywać " ?
    3.Instruowanie pieszych o rzekomym "bezwzględnym pierwszeństwie" przy przechodzeniu na przejściu dla pieszych. A gdzie rozsądek ?
    4.Zachowanie się rowerzystów na przejściach (rowerzysta powinien przez przejście przechodzić, nigdy przejeżdżać).
    5.Mętne, niejasne oznaczenie na położonych blisko siebie przejściach i przejazdach dla rowerzystów.

    Ponieważ zaklinanie rzeczywistości nic nie da, warto te problemy wziąć pod uwagę. Dla własnego ( i nie tylko) dobra.
  • 01.08.10, 22:33
    Muszę stwierdzić, że dziwią mnie nieco narzekania na duże lusterka. Fakt, jestem człowiekiem dość wysokim (ale nie jakoś ekstremalnie - 185 cm) i w każdym znanym mi samochodzie osobowym, nawet takim z naprawdę dużymi lusterkami (Chery M11) patrzę w bok ponad lusterkami. Może problem leży w czymś innym? Od czasów Fiata Cinquecento i zmodernizowanego Poloneza z połowy lat '90 ustawiam oparcie fotela znacznie bliżej pionu niż we wcześniejszych pojazdach. Po prostu te nowoczesne fotele są znacznie twardsze, ale też na ogół dobrze wyprofilowane. Natomiast zauważyłem, że wielu znanych mi kierowców jakby nie zauważyło tej zmiany i nadal ustawiają oparcie w pozycji niemal półleżącej, jak w starych Polonezach, FSO 1500 czy Ładach. Bo w tamtych zabytkach inaczej się nie dało, jako że fotele praktycznie nie miały wyprofilowania, za to były miękkie. Przypominały nieco fotele domowe. Tacy kierowcy mają głowy niżej i rzeczywiście duże lusterka mogą im widok zasłaniać.

    Podobnie jakoś nie zauważyłem, żeby grube słupki (które ostatnio mieszczą też w sobie poduszki i muszą być grubsze) mi jakoś zasłaniały. Ale tu może działać ten sam mechanizm - dzięki bardziej zbliżonemu do pionu ustawienia oparcia fotela mam głowę nie tylko wyżej, ale też bardziej z przodu i więcej widzę przez przednią szybę.

    A co do przepisów dotyczących pierwszeństwa na przejściu - uważam, że obecne polskie przepisy są odpowiednie. I piszę to z perspektywy nie tylko kierowcy - w mieście bardzo często bywam pieszym.

    Pozdrawiam
    --
    Jorn van der Ar
    ---------------------------
    Tylko Falubaz!
  • 01.08.10, 22:44
    > 4.Zachowanie się rowerzystów na przejściach (rowerzysta powinien przez przejści
    > e przechodzić, nigdy przejeżdżać).

    CO TO MA DO RZECZY...
  • 01.08.10, 22:19
    Przecież radiowóz skręcał w drogę poprzeczną, a wtedy zgodnie nawet
    z polskim KD miał bezwzględnie udzielić pierwszeństwa pieszemu,
    nawet gdyby ten wchodził bezpośrednio przed niego. W takiej sytuacji
    wina kierowcy jest ewidentna, nawet gdyby tam nie było pasów. Jako
    okoliczność łagodzącą można zaliczyć zasłonienie pieszego przez znak
    na wysepce.
    Pzdr.
  • 01.08.10, 22:47
    Na filozofowanie sie zebralo...

    > 2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
    > i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc

    A skad ma wiedziec, ze chce przejsc... ?

    Przepuszcza sie zbilzajacych do przejscia...

    Tam przejscie bylo kilkadziesiat metrow od skrzyzowania...
  • 01.08.10, 23:02
    bimota napisał:

    > Na filozofowanie sie zebralo...
    >
    > > 2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
    > > i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc
    >
    > A skad ma wiedziec, ze chce przejsc... ?

    Bo na wysepkę na środku drogi wchodzi się, żeby tam sobie postać i popatrzyć,
    jak auta jadą. No sorry, ale przynajmniej w takim przypadku nie powinno być
    żadnych wątpliwości, że pieszy stojący na wysepce chce przejść.
    Jura
  • 02.08.10, 22:19
    A ja pisalem o wysepce ??
  • 02.08.10, 22:29
    bimota napisał:

    > A ja pisalem o wysepce ??

    Nie, Ty nie pisałeś, ale wypadek, do którego ten wątek nawiązuje, wydarzył się w
    ten sposób, że pieszy wszedł z wysepki na jezdnię. Zresztą jako pieszy nie raz
    stałem na środku na wysepce, a samochody jechały, jechały i jechały. Pewnie
    każdy z kierowców myślał, że stoję tam, bo lubię sobie postać na wysepkach ;)
    Z rozpoznawaniem pieszych stojących na chodniku przed przejściem i szykujących
    się do przejścia też nie mam żadnych kłopotów. Przeważnie stoi taki odwrócony w
    stronę jezdni i patrzy błagalnie w stronę, skąd nadjeżdżam.
    Jura
  • 03.08.10, 16:32
    To byl tylko przyklad. Ja sie odnosilem do wypowiedzi, gdzie o wysepce nie bylo
    slowa...
  • 03.08.10, 21:56
    bimota napisał:

    > To byl tylko przyklad. Ja sie odnosilem do wypowiedzi, gdzie o
    wysepce nie bylo
    > slowa...

    Obojetne czy wysepka czy chodnik. Nalezy zalozyc, ze jesli jakis
    czlowiek stoi (czy na wysepce czy na chodniku) przy przejsciu dla
    pieszych zwrocony twarza w strone przejscia i patrzacy na jadace
    samochody to znaczy ZE CHCE PRZEJSC, a nie sobie tam postac. Nalezy
    sie wtedy zatrzymac i go przepuscic.
  • 01.08.10, 23:09
    imponeross napisał:
    > Dla mnie przepisy juz w tej chwili sa jednoznaczne i wynika z nich,
    > ze:
    > 1. absolutne pierwszenstwo na przejsciu dla pieszych ma pieszy
    > 2. prowadzacy samochod ma OBOWIAZEK zatrzymania sie przed przejsciem
    > i przepuszczenia pieszego stojacego przy przejsciu, by przejsc
    >

    Jeśli jutro "Jasiu" posłucha Twojej rady a nie doczyta,
    że to tylko Twoje zdanie - będziesz odpowiedzialny za jego śmierć na przejściu.

    Czytaj przepisy i NIE ZABIJAJ !!
    --
  • 02.08.10, 22:33
    kos52 napisał:


    > Jeśli jutro "Jasiu" posłucha Twojej rady a nie doczyta,
    > że to tylko Twoje zdanie - będziesz odpowiedzialny za jego śmierć na przejściu.
    >
    > Czytaj przepisy i NIE ZABIJAJ !!

    Ja trochę ponad tydzień temu miałem ciekawą sytuację u siebie w Tubtinie...
    przejście dla pieszych, bez sygnalizacji, po lewej ode mnie pas do jazdy na
    wprost i pas do skrętu w lewo... tyle zdołałem przejść, z pasa do jazdy w
    przeciwną stronę (ostatniego w kolejce do przejścia) musiałem uciec wstecz, bo o
    mało mnie nie rozjechał kierowca MPK. Walnąłem burakowi dłonią "z placka" w
    boczną szybę, po czym przeszedłem przez przejście, wyciągnąłem telefon i
    zadzwoniłem na policję i do nadzoru ruchu MPK... myślę, że miał chłopak ciepło
    po tym. W razie czego w sądzie się pojawię. Sam jestem też kierowcą, ale nie
    burakiem za kółkiem.
    --
    Forum użytkowników aut marki BMW
  • 02.08.10, 22:26
    Niedawno jade sobie rowerem... skrecam w prawo, na poprzecznej stoi koles na
    swiatlach no to jade dalej, ja przed pasami, koles metr przede mna rusza sobie
    prosto mi pod kola bo akurat dostal zielone... Nie musze chyba dodawac, ze kazdy
    inny na moim miejscu by w niego przypieprzyl... :P Zielone to chyba "nakaz
    chodu", wtedy sie nie boja bliskiego spotkania, zielone daje niesmiertelnosc. ;)
  • 02.08.10, 22:33
    bimota napisał:

    > Niedawno jade sobie rowerem... skrecam w prawo, na poprzecznej stoi koles na
    > swiatlach no to jade dalej, ja przed pasami, koles metr przede mna rusza sobie
    > prosto mi pod kola bo akurat dostal zielone... Nie musze chyba dodawac, ze kazd
    > y
    > inny na moim miejscu by w niego przypieprzyl... :P Zielone to chyba "nakaz
    > chodu", wtedy sie nie boja bliskiego spotkania, zielone daje niesmiertelnosc. ;
    > )

    Takie sytuacje nie raz mi się przytrafiały, więc po skręcie uważam szczególnie.
    Ci piesi ruszający równo z zielonym to przeważnie kierowcy, którym ten nawyk
    pozostał z ruszania samochodem równo ze światłami, żeby nie blokować. Nie wiesz
    jak to działa? Wpatruje się taki tylko w sygnalizator i nic innego nie widzi.
    Jura
  • 02.08.10, 22:47
    jureek napisał:

    > Takie sytuacje nie raz mi się przytrafiały, więc po skręcie uważam
    szczególnie.

    Napewno skręcasz bardzo powoli - z prędkością najwyżej 0,003km/godz.
    Szczególnie rowerem. Tak się robi we wszystkich innych krajach,
    tylko nie w Polsce.:D

    > Ci piesi ruszający równo z zielonym to przeważnie kierowcy, którym
    ten nawyk
    > pozostał z ruszania samochodem równo ze światłami, żeby nie
    blokować.

    Kłamiesz. Żaden ze znanych mi kierowców ze mną włącznie tak się nie
    zachowuje - wręcz przeciwnie. To musiał być pieszy nieposiadający
    prawa jazdy, za to często oglądający "Uwaga pirat!":P

    Nie wiesz
    > jak to działa? Wpatruje się taki tylko w sygnalizator i nic innego
    nie widzi.

    A co i po co ma widzieć? Przecież w telewizorni powiedzieli wyraźnie
    i w gazetce też napisali: jest "niechroniony", więc wszystko mu się
    należy, nic go nie obchodzi, bo kierowca (rowera też) ma mu ustąpić
    i go przepuścić i nic mu nie grozi, a nawet jakby co, to i tak nie
    będzie jego wina, bo "miasta są dla ludzi, a nie dla samochodów."
    Rowerów też.:PPP
    --
    "W Polsce najkrótsza droga ze wsi do wsi biegnie w lini prostej a w
    Szwajcarii wokół wzniesienia ."
    (habudzik/Poll, 01.10.09, 10:37)
  • 02.08.10, 23:00
    kozak-na-koniu napisał:

    > Napewno skręcasz bardzo powoli - z prędkością najwyżej 0,003km/godz.
    > Szczególnie rowerem. Tak się robi we wszystkich innych krajach,
    > tylko nie w Polsce.:D

    A Ty jak? Skręt i rura? I g... Cię obchodzi, że na przejściu też mogą mieć zielone?
    Skręcać można normalnie, nieszczególnie powoli, ale należy liczyć się z tym, że
    za chwilę przetniesz pasy, na których piesi mogą mieć zielone, więc z
    rozpędzaniem się lepiej poczekać, aż minie się pasy.
    Jura
  • 02.08.10, 23:06
    jureek napisał:

    > A Ty jak? Skręt i rura? I g... Cię obchodzi, że na przejściu też
    mogą mieć ziel
    > one?

    Ależ skąd, ja to robię jeszcze wolniej - najwyżej 0,001km/godz..
    Szczególnie rowerem, bo jeszcze bardziej wiem, że na przejściu też
    mogą mieć zielone.

    > Skręcać można normalnie, nieszczególnie powoli, ale należy liczyć
    się z tym, że
    > za chwilę przetniesz pasy, na których piesi mogą mieć zielone,
    więc z
    > rozpędzaniem się lepiej poczekać, aż minie się pasy.

    Co Ty powiesz, naprawdę??? No, nie spodziewałem się tego po Tobie...
    A co to znaczy "normalnie, nieszczególnie powoli" - znaczy, z jaką
    prędkością?:DDD
    --
    "W Finlandii przez las jest ograniczenie 50km/h i wszyscy się tego
    trzymają choć do zabudowań najbliższych jest 100km ."
    (habudzik/Poll, 23.06.09, 08:41)
  • 03.08.10, 12:37
    Chocby i Wszyscy Swieci ustanowili przepisy o ruchu drogowym, to w naszym kraju
    rodacy-polacy i tak beda jezdzic po swojemu na zasadzie, "to niewazne czyje co
    je, wazne to je co je moje" lubo tez "chlop zywemu nie przepusci". I to jest TO.
    "Psy szczekaja, a karawana idzie dalej".
  • 03.08.10, 12:54
    > Chocby i Wszyscy Swieci ustanowili przepisy o ruchu drogowym, to w naszym kraju
    > rodacy-polacy i tak beda jezdzic po swojemu na zasadzie, "to niewazne czyje co
    > je, wazne to je co je moje" lubo tez "chlop zywemu nie przepusci". I to jest TO.
    > "Psy szczekaja, a karawana idzie dalej".

    Rozpiera mnie duma. Z tego powodu, ze moge smialo zaliczyc sie do nacji chamow,
    prostakow, zlodziei i kretaczy. Tak, to jest zdecydowanie powod do dumy i
    pisania tego na wszelkich forach.
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 03.08.10, 13:35
    Przepisy nie budza moich watpliwosci. Sa, jakie sa i juz.

    Moje powazne watpliwosci budzi za to praktyka ich "przestrzegania".

    Dwa przyklady:

    1. Kilkupasmowa droga. Prawym pasem jedzie cos duzego i powolnego (np. autobus). Pieszy wchodzi na jezdnie przed autobusem nie zmuszajac go do hamowania i pewien swojego pierwszenstwa (bo jest juz na pasach) wchodzi prosto przed jadacy srodkowym pasem samochod tak, ze jego kierowca nie ma szans na reakcje nawet jak "dostosuje" (w skrajnym przypadku do kolizji moze dojsc nawet jak kierowca jadacego srodkiem auta bedzie jechal wolniej niz zaslaniajacy mu widocznosc autobus!). Winien bedzie oczywiscie kierowca! Ale pieszy, ktory nie wykazal sie minimum wyobrazni, martwy albo "tylko" poraniony...

    2. Zwykle jednojezdniowka. Pieszy wchodzi na przejscie natychmiast po przejechaniu czegos duzego i pewny swojego pierwszenstwa, bezposrednio zza naroznika pojazdu ograniczajacego widocznosc, wchodzi pod jadacy w przeciwnym kierunku pojazd. I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?

    Poziom znajomosci ZASAD (nawet nie przepisow!) bezpiecznego poruszania po drogach jest zaden i to stwarza wieksze zagrozenie niz takie, a nie inne przepisy.

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.
  • 03.08.10, 14:42
    emes-nju napisał:

    > Poziom znajomosci ZASAD (nawet nie przepisow!) bezpiecznego poruszania po droga
    > ch jest zaden i to stwarza wieksze zagrozenie niz takie, a nie inne przepisy.

    Zgoda, nieznajomość zasad jest poważnym zagrożeniem. Potrafiłbyś zasady, które w
    tym zakresie nieznane są kierowcom?
    Jura
  • 03.08.10, 14:47
    jureek napisał:

    > Zgoda, nieznajomość zasad jest poważnym zagrożeniem. Potrafiłbyś wymienić
    zasady, które
    > w
    > tym zakresie nieznane są kierowcom?

  • 03.08.10, 15:00
    jureek napisał:

    > Potrafiłbyś zasady, które w tym zakresie nieznane są kierowcom?

    Potrafilbym ;-)

    Ale potem przypomnialem sobie watek o Twoje corce i Twoje zarzuty, ze odbijamy
    pileczke piszac, ze inni itd. Nie odbijam wiec i w watku o pieszych pisze o nich
    i ich grzeszkach, a nie o kierowcach :-)

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
    ten otwor.
  • 03.08.10, 15:06
    No dobra, w takim razie jakie zasady są Ci nieznane jako pieszemu?
    Jura
  • 03.08.10, 15:22
    jureek napisał:

    > No dobra, w takim razie jakie zasady są Ci nieznane jako pieszemu?

    Mi te zasady sa znane, bo lamiac moje niezbywalne prawo do bezstresowego
    wychowania, wpojono mi je bardzo skutecznie. Robil to nawet rezimowy pan
    milicjant, co oczywiscie odcisnelo niezatarte petno na mojej psychice :-P

    Natomiast czytajac statystyki mozna sie dowiedziec, ze prawie 800 osob tylko w
    2009 roku zginelo, bo nie znalo tych zasad...

    Ja widze w tym problem, bo mysle, ze na kazdego zabitego przypada co najmniej 10
    razy tyle tych, ktorzy unikneli smierci bo mimo zachowan graniczacych z
    szalenstwem* nie nadszedl jeszcze ich czas...

    --
    * Np. w niedziele w nocy znowu (takich wypadkow w mojej karierze kierowcy pare
    juz zaliczylem) mialem przed maska kilkuosobowa grupke idaca sobie radosnie po
    DK poza terenem zabudowanym (w zabudowanym tez nie jest to chyba zachowanie
    bezpieczne) cala szerokoscia pasa, za to tylem do jadacych pojazdow - gdyby cos
    jechalo z przeciwka, to bylby wypadek zakwalifikowany do magicznej kategorii "z
    niewyjsnionych przyczyn prowadzacy pojazd marki Alfa Romeo zjechal na przeciwny
    pas ruchu i zderzyl sie z ...

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
    ten otwor.
  • 03.08.10, 15:26
    Eeee, rozczarowanie, a już miałem nadzieję, że dowiem się czegoś bez pokazywania
    palcem na innych.
    Ja sam na przykład jako pieszy popełniam ten błąd, że na przejściach ze
    światłami gapię się w sygnalizator i wchodzę równo z zielonym na przejście,
    jakbym startował do wyścigu na 100 metrów.
    Poza tym nie czekam, aż samochód mnie przepuszczający zatrzyma się do zera tylko
    wchodzę już wtedy, gdy zwalnia, a to może być zdradliwe.
    Jura
  • 03.08.10, 15:31
    A ja, wychowany "stresowo", nie dosc, ze przed wejsciem na zielonym rozgladam sie na boki, to jeszcze ZAWSZE stoje w odleglosci ponad metr od krawedzi jezdni. Nawet jak nie pada ;-)

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.
  • 03.08.10, 15:15
    > Zgoda, nieznajomość zasad jest poważnym zagrożeniem. Potrafiłbyś zasady, które
    > w tym zakresie nieznane są kierowcom?

    Dzis sytuacja zmienila sie o tyle, ze wreszcie wybudowano wysepke i sygnalizacje. A mam na mysli szalenie zatloczona warszawska arterie 3+3 bez pasa zieleni. Tu wlasnie nasi kierowcy zachowuja sie nagannie. Wez taki opis emesa, czyli powoli jadacy autobus i wchodzacego pod niego pieszego. Nie musze nadmieniac, ze pieszy jest zasloniety przez autobus. Mozna wiec sobie wyobrazic, ze kierowca nie zauwazy tego pieszego. Mam nadzieje, ze do tego miejsca wszystko jest jasne? Jasne, to ruszamy dalej. Mamy oczywscie wymalowane pasy i oznakowanie. Czyli ten, ktory nie zauwazy pieszego to wlasnie jest ten, o ktorego pytasz. Nie zna/nie stosuje sie do przepisu mowiacego o koniecnzosci zatrzymanie itd. Hm.... Czy aby na pewno? Autobus sunie powoli i nie zatrzymuje sie, nie dajac tym samym zadnego "sygnalu" kierowcy po jego lewej. Pozostaje jeszcze znak. Hm.... Autobus go zaslania, bo naturalnie znak stoi wylacznie po prawej! No to moze choc pasy? Niestety nie. Sa w znacznym stopniu zatarte, a do tego zasloniete nieomal bezustannie przez inne auta.

    Podkreslam, od jakichs trzech tygodni jest tu wysepka ze swiatlami, wiec nie ma zadnych tlumaczen. Znaki widac z obu stron, pasy odmalowano, swiatla steruja ruchem. Opisywana sytuacja trwala jednak od wielu lat. Znam to miejsce, bo bardzo czesto z niego korzystam. Wytezalem uwage i mimo to zdarzalo mi sie nerwowo naciskac na hamulec. Ja spodziewalem sie pieszego. A co z mniej uwaznymi czy po prostu takimi, ktorzy miejsca nie znaja? Moga byc najswietsi ze swietych, a i tak stuknac pieszego.
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 03.08.10, 15:22
    Napisałeś o źle oznakowanym przejściu, a ja pytałem o nieznane lub ignorowane
    zasady. To co napisałeś, jest przykładem ignorancji organizatora ruchu, a nie
    kierowcy.
    Jura
  • 03.08.10, 15:54
    > Napisałeś o źle oznakowanym przejściu, a ja pytałem o nieznane lub ignorowane
    > zasady. To co napisałeś, jest przykładem ignorancji organizatora ruchu, a nie
    > kierowcy.

    Po pierwsze takie oznakowanie nie jest niczym szczegolnym w Polsce. Po drugie,
    tak z reka na sercu, jesli dojdzie do potracenia to co napisze policja? Znaczy
    sie, co zaistnieje w statystykach?
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 03.08.10, 16:50
    Wymyslasz...

    Ale zalozmy przez chwile, ze moze tak byc... Czy pieszy wwylaniajacy sie zza
    autobusu nie dokonuje "wtargniecia" tylko dlatego, ze juz byl na pasach ? Jak
    dla mnie dokonuje..., a interpretacja tego na zasadzie czy byl na pasach czy
    jeszcze nie to wasz wymysl... albo nasz.
  • 03.08.10, 16:55
    bimota napisał:

    > Wymyslasz...

    Nic nie wymyslam. Na wlasne oczy cos taiego wiecej niz raz w Warszawie widzialem.

    A poza tym nie ma zadnego znaczenia jak co sie zinterpretuje - znaczenie ma czy
    beda ofiary czy nie.

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
    ten otwor.
  • 07.08.10, 14:32
    emes-nju napisał:

    > Przepisy nie budza moich watpliwosci. Sa, jakie sa i juz.
    >
    > Moje powazne watpliwosci budzi za to praktyka ich "przestrzegania".
    >
    > Dwa przyklady:
    >
    > 1. Kilkupasmowa droga. Prawym pasem jedzie cos duzego i powolnego
    (np. autobus)
    > . Pieszy wchodzi na jezdnie przed autobusem nie zmuszajac go do
    hamowania i pew
    > ien swojego pierwszenstwa (bo jest juz na pasach) wchodzi prosto
    przed jadacy s
    > rodkowym pasem samochod tak, ze jego kierowca nie ma szans na
    reakcje nawet jak
    > "dostosuje" (w skrajnym przypadku do kolizji moze dojsc nawet jak
    kierowca jad
    > acego srodkiem auta bedzie jechal wolniej niz zaslaniajacy mu
    widocznosc autobu
    > s!). Winien bedzie oczywiscie kierowca! Ale pieszy, ktory nie
    wykazal sie minim
    > um wyobrazni, martwy albo "tylko" poraniony...
    >
    > 2. Zwykle jednojezdniowka. Pieszy wchodzi na przejscie natychmiast
    po przejecha
    > niu czegos duzego i pewny swojego pierwszenstwa, bezposrednio zza
    naroznika poj
    > azdu ograniczajacego widocznosc, wchodzi pod jadacy w przeciwnym
    kierunku pojaz
    > d. I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?
    >
    > Poziom znajomosci ZASAD (nawet nie przepisow!) bezpiecznego
    poruszania po droga
    > ch jest zaden i to stwarza wieksze zagrozenie niz takie, a nie
    inne przepisy.

    W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
    kierowcy.
  • 07.08.10, 15:00
    > W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
    > kierowcy.

    Co niewatpliwie osladza nieco rodzinie swiadomosc, ze zginal jeden z ich
    krewnych. Bo choc glupi jak but, to jednak krewny...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 09.08.10, 00:12
    edek40 napisał:

    > > W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
    > > kierowcy.
    >
    > Co niewatpliwie osladza nieco rodzinie swiadomosc, ze zginal jeden
    z ich
    > krewnych. Bo choc glupi jak but, to jednak krewny...

    Glupi, ze winni sa kierowcy? A moze by tak zaczac w koncu wymagac w
    Polsce przestrzegania przepisow przez kierowcow na przejsciach?
  • 09.08.10, 06:30

    --
    "Jeśli dziś milion ludzi ruszy na Brukselę, ci panowie uciekną zaraz na Wyspy
    Bahama. [...] Dziś jeszcze można to zrobić."
    (W.Bukowski)
  • 09.08.10, 08:54
    > Glupi, ze winni sa kierowcy?

    Nie, glupi bo dali sie zabic.

    > A moze by tak zaczac w koncu wymagac w
    > Polsce przestrzegania przepisow przez kierowcow na przejsciach?

    Fotoradarem czy suszarka z krzakow?
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal... ZNOWU :))))
    I niech tak juz zostanie.
  • 09.08.10, 08:51
    imponeross napisał:

    > W obu wymienionych przez ciebie przypadkach winni sa wylacznie
    > kierowcy.

    A czy ja napialem cos innego?

    Ale tak naprawde, to winni sa DEZorganizatorzy ruchu, ktorzy po postawieniu ZNAKU (pojecie magiczne) radosnie maluja na miejskiej tranzytowce niesterowane przejscie przez 6 pasow. Bo REALNE, wyrazane statystykami bezpieczenstwo nie jest wazne - wazne, ze zawsze latwo bedzie okreslic kto jest winien kolejnej smierci i nie jest nim KRETYN i ZABOJCA, ktory robi takie przejscia :-/

    Wskaz mi, skoro chcesz takich europejskich uregulowan, jakis inny europejski kraj, w ktorym standardem sa niesterowane przejscia przez wielopasmowe miejskie tranzytowki. Ja sie nie spotkalem czyms takim - chyba tylko w Polsce do zapewnienia 100% bezpieczenstwa wystarczy ZNAK (pojecie magiczne) i ZAKLECIA o "dostosowaniu" itd.

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.
  • 07.08.10, 16:35
    emes-nju napisał:

    > 2. Zwykle jednojezdniowka. Pieszy wchodzi na przejscie natychmiast po przejecha
    > niu czegos duzego i pewny swojego pierwszenstwa, bezposrednio zza naroznika poj
    > azdu ograniczajacego widocznosc, wchodzi pod jadacy w przeciwnym kierunku pojaz
    > d. I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?

    Niekoniecznie obciążą kierowcę.

    Art. 14
    Zabrania się:
    1. wchodzenia na jezdnię:
    1. bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
    2. spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;"


    --
    "Jeśli dziś milion ludzi ruszy na Brukselę, ci panowie uciekną zaraz na Wyspy Bahama. [...] Dziś jeszcze można to zrobić."
    (W.Bukowski)
  • 09.08.10, 08:56
    misiu-1 napisał:

    > > I coz pieszemu z tego, ze wina zapewne obciaza kierowce...?
    >
    > Niekoniecznie obciążą kierowcę.

    Jezeli obok kierowcy bedzie pasazer, to kierowca ma szanse na wybronienie sie.
    Jezeli nie, to jezeli kierowca "zaslony" sie nie zatrzyma, szans na obrone nie
    ma. Bedzie kolejne potracenie pieszego na pasach, bo kierowca "nie dostosowal" :-/

    Czasem zastanawiam sie nad kupnem kamery i rejestrowaniu jazdy tak, jak Mejson ;-)

    --
    Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma
    ten otwor.
  • 03.08.10, 16:12
    >Pierwszenstwo pieszego na pasach - kiedy w koncu beda jednoznaczne
    przepisy?

    Przepisy, kodeksy, instrukcje itp mamy a jednak wypadki się zdarzają
    wszędzie- na drodze, w powietrzu, na wodzie.
    Przepisy owszem są potrzebne, obowiązek obowiązkiem ale zawsze
    przydaje się zdrowy rozsądek. Co z tego że masz pierwszeństwo na
    pasach jak widoczność z fotela kierowcy może być słaba. Znak może
    być przysłonięty drzewem które jeszcze rok temu było małe, może stać
    na poboczu ciężarówka zasłaniajaca znak czy przejście, może kierowca
    ma dziś dołek i słabo reaguje albo go szef opierdzielił. A może
    wszystko w porządku tylko samochód ma łyse opony i akurat padał
    deszcz. Za nim wykorzystasz swoje prawo lepiej pomyśl o drugiej
    stronie, może mimo że wydaje się że kierowca cię widzi może lepiej
    chwilę jeszcze poczekać i przejść gdy napewno będzie to bezpieczne.
    Nie odnosi się to tylko do pieszych ale do wszystkich uczestników
    ruchu. Jedziesz, widzisz pieszego też się zastanów czy on cię widzi,
    zerknij jak reaguje czy ma zamiar wkroczyć na pasy, czy może czyta
    gazetę albo słuch muzyki i jest rozkojarzony.
  • 03.08.10, 19:10
    A ja raz zostałem potrącony dlatego, że kierowca się zatrzymał tak, jak nakazują przepisy. Było to tu. Chciałem pojechać tramwajem na północ Aleją Jana Pawła II i w tym celu musiałem przejść po pasach przez wschodnią jezdnię tej ulicy. Samochód jechał ze wschodu ul. Świętokrzyską i skręcał na północ w Jana Pawła II. Ja miałem czerwone światło, więc stałem i czekałem. On miał czerwone, ale z zieloną strzałką (wtedy w Warszawie strzałki były jeszcze wymalowane na tabliczkach pod sygnalizatorami). Przepuścił pieszych przechodzących Świętokrzyską, przepuścił samochody jadące Jana Pawła II i zatrzymał się przed "moim" przejściem na kilka sekund przed zapaleniem się zielonego światła dla pieszych. Przez te dwie - trzy sekundy obaj staliśmy, w międzyczasie dla mnie zapaliło się zielone i jako, że samochód stał - ruszyłem; pech chciał, że on - widząc, że piesi stoją, ruszył w tym samym momencie. Na szczęście nic się nie stało, tylko usiadłem mu na masce. Gdyby był takim chamem, jakimi niektórzy widzą wszystkich kierowców, po prostu by przejechał zanim ja bym wszedł na miejsce.

    Pozdrawiam
    --
    Jorn van der Ar
    ---------------------------
    Tylko Falubaz!
  • 03.08.10, 19:11
    zanim ja bym wszedł na miejsce.

    "na przejście"
    miało być.
    --
    Jorn van der Ar
    ---------------------------
    Tylko Falubaz!
  • 03.08.10, 22:33
    Nie ma przepisu nakazujacego zatrzymanie sie przed przejsciem, a wtedy pewnie
    jeszcze nie bylo nakazujacego przed strzalka. Jak bys robil tak jak gadal chyba
    tiges, czyli stal metr od jezdni, to by zauwazyl, ze ruszasz...
  • 03.08.10, 22:56
    to emes, w kazdym razie kamuflowanie sie w nocy za oczojebnym duzym znakiem, to
    nie jest dobry pomysl (nie mowiac juz o wlazeniu pod samochod, bo wydaje mi sie
    ze sie zatrzymuje, nawet jak powoli jedzie).
    --
    Sygnaturka wykonała niedozwoloną operację! Zresetuj komputer i skontaktuj się z
    administratorem.
  • 04.08.10, 17:06
    Faktem jest, że mogłem się tam zachować lepiej, dostałem typowego dla wielu pieszych zaćmienia na widok tramwaju:)

    Ale odkładając żarty na bok:
    1. Tu sytuacja była pechowa, po prostu najpierw się obaj zatrzymaliśmy, a następnie obaj równocześnie podjęliśmy decyzję o wystartowaniu. Trudno mówić o czyjejkolwiek winie.
    2. Prawdopodobieństwo takiego nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostało ograniczone w momencie zastąpienia blaszanych strzałek świetlnymi, które gasną w momencie zapalenia się światła żółtego. Teraz kierowcy nie są wpuszczani na skrzyżowanie na granicy faz świateł.
    3. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja była dość nietypowa, coś w gatunku opowieści o tym, jak komuś uratowało życie niezapięcie pasów, bo sobie spokojnie z samochodu wypadł na miękką trawkę, podczas gdy ten, który pasy miał zapięte odniósł obrażenia. Po prostu uniwersalne zabezpieczenia w pewnych bardzo mało prawdopodobnych, ale jednak mozliwych przypadkach działają na niekorzyść chronionego.

    Pozdrawiam
    --
    Jorn van der Ar
    ---------------------------
    Tylko Falubaz!
  • 04.08.10, 23:22
    > 2. Prawdopodobieństwo takiego nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostało ogran
    > iczone w momencie zastąpienia blaszanych strzałek świetlnymi

    BZDURA
  • 05.08.10, 17:41
    To znów ten porąbany, maniakalny troll, are103, ze swoimi obsesjami. Szuka żeru
    i znajduje.


    --
    "Jeśli dziś milion ludzi ruszy na Brukselę, ci panowie uciekną zaraz na Wyspy
    Bahama. [...] Dziś jeszcze można to zrobić."
    (W.Bukowski)
  • 05.08.10, 19:46
    misiu-1 napisał:

    > To znów ten porąbany, maniakalny troll, are103, ze swoimi
    obsesjami. Szuka żeru
    > i znajduje.

    Niby misiu, a taki durak...
  • 26.11.14, 02:41
    Jeszcze kilkanaście lat temu widok rozjechanych psów i kotów na drogach był dość powszechny. Obecnie widuję psy i koty, które raczej trzymają się poboczy dróg - często widuję nawet takie sytuacje jak pieski przechodzące po 'zebrach' wraz z pieszymi na zielonym świetle. Czy to efekt selekcji naturalnej może?
    --
    Nie znoszę partactwa, draństwa, matactwa i cwaniactwa. Jak powiedział pewien mądry człowiek ok. 70 lat temu: Dla triumfu zła wystarczy by zwykły, stojący po stronie dobra człowiek pozostał bezczynny.
    Oryginał: "The only thing necessary for the triumph of evil is for good men to do nothing." Edmund Burke (1729-97)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.