Dodaj do ulubionych

Granica opłacalności

22.08.06, 22:41
Wiem, że sprawę tego testu poruszałem już wcześniej, ale przypomnę w innym
kontekście.
Ponad dziesięć lat temu dziennikarze motoryzacyjni przeprowadzili porównanie
czasów przejazdów przez Polskę systemem grzecznym i szalonym. Za kierownicami
dwóch identycznych Peugeotów 405 1.6 (Made in Lublin) siedli dwaj dziennikarze
z doświadczeniem rajdowym.
Przejechali 1000 km w normalnym ruchu.
Jeden jechał przepisowo, drugi czesto sięgał poza 170/h.
Różnica wyniosła 40 minut i dwukrotną ilość paliwa.

Należy pamiętać, że byli to rajdowcy, którzy potrafili jeździc szybko, ale nie
samobójcy i mimo grzania z wielką prędkością, nie było wyprzedzania w
niebezpiecznych miejscach.
Samochody takie sobie, drogi także.

Ale różnica 40 minut na trasie o długości rzadko pokonywanej w polskich
warunkach (chyba jak z Przemyśla do Szczecina?) to strasznie mało.
To cztery minuty na 100 km!
Zakładając nawet dwukrotność tego, może należałoby rozważyć sensowność
wariackiej jazdy na odcinku kilkuset km?

Bo czasu nadrabiamy nie tak dużo, zaspokajamy w zasadzie tylko potrzeby
dyktowane przez temperament.
A co w zamian?

Większe zużycie paliwa. Większe zmęczenie. Większe zużycie klocków, ogumienia,
sprzęgła itp. Kilkaset zł na mandaty. Utrata zniżki. Tysiące zł na mandaty.
Punkty karne. Przerwa w podróży. Uszkodzenie samochodu. Leczenie w szpitalu.
Rejestr skazanych - utrata pracy, szans na wizę USA. Odsiadka. Inwalidztwo.
Śmierć.

To tylko niektóre ewentualne koszty gonitwy.

W każdym przedsięwzięciu jest próg opłacalności - miejsce, gdzie przychody
zaczynają przewyższać koszty - pojawia się zysk.

Może wybierzecie własną granicę opłacalności - co bylibyście w stanie
zaakceptować dla uzyskania korzyści z ryzykanckiej jazdy?
Paliwo, zmęczenie, mandaty?

Gdybane koszty umieściłem w kolejności raczej malejącego prawdopodobieństwa.
Ale z prawdopodobieństwem jest pewien problem - można nie wyrzucić reszki ale
trafić w Lotto.
Zgarnąć Główną Wygraną...

Jaki będzie wtedy "zysk"?

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Edytor zaawansowany
  • jane14 22.08.06, 23:25
    Oczywiscie jest tak jak w tym teście a dziś zapewne jeszcze gorzej bo ruch jest
    geściejszy wiec wysiłek wariata przynosi mniejsze zyski.
    W przypadku jeśli ma się oczywiście mozliwość, o wiele lepsze wyniki mozna
    uzyskać planując podróż tak by "najgorsze" miejsca pokonywać poza godzinami
    szczytu.
    Natomiast co do zasadniczego pytania...
    Oczywiście nikt normalny i ja też nie zakceptuje ryzyka dla kilku minut.
    Problem w tym ze nie wszyscy maja świadomość tego ryzyka.
    Ci co ryzykują nazywaja to sprytem, wyjatkowym talentem do prowadzenia,
    poruszaniem się z rozsadna predkością itd. Nic ich pewnie nie przekona a w
    każdym razie nie predko i nie wszystkich. Zapewne wielu nie doczeka szansy by
    zrozumieć...
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.06, 09:26

    chyba tak, bo ja tez zdobilem taki test na trasie warszawa - suwalki (jakies 300 km). roznica czasow byla rowna ok jednej godziny. przy jezdzie szybkiej jechalem nieco ponad 3 godz., przy jezdzie emeryckiej - ponad 4.
  • mejson.e 23.08.06, 09:47
    Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

    "zdobilem taki test na trasie warszawa - suwalki (jakies 300 km). roznica czasow
    byla rowna ok jednej godziny. przy jezdzie szybkiej jechalem nieco ponad 3
    godz., przy jezdzie emeryckiej - ponad 4."

    Na pewno jechałeś w identycznych warunkach drogowych?
    O tych samych godzinach, w tym samym natężeniu ruchu?
    I nie był to środek nocy czy niedzielny poranek, tylko normalny dzień pracy?

    A w ogóle Ty potrafisz jeździć po emerycku?

    Pozdrawiam,
    Mejson
    --
    Automobil
    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.06, 13:24

    > Na pewno jechałeś w identycznych warunkach drogowych?
    > O tych samych godzinach, w tym samym natężeniu ruchu?
    > I nie był to środek nocy czy niedzielny poranek, tylko normalny dzień pracy?

    mniej wiecej podobnych, normalny dzien, wakacje.

    > A w ogóle Ty potrafisz jeździć po emerycku?

    umiem w sytuacji awaryjnej (ograniczone fundusze i koncowcka paliwa; gdyby nie to, to pewnie nigdy bym tego testu nie robil).
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 23.08.06, 09:53
    Zycze Ci duzo szczescia za kierownica.
    Uwazaj na wariatow drogowych, nie wszyscy jezdza tak "dobrze" jak Ty.
    Oni robia duzo bledow.

    Placisz skladki na emerytue? Moze nie warto...
  • toka95 23.08.06, 09:56
    Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

    >
    > chyba tak, bo ja tez zdobilem taki test na trasie warszawa - suwalki (jakies 30
    > 0 km). roznica czasow byla rowna ok jednej godziny. przy jezdzie szybkiej jecha
    > lem nieco ponad 3 godz., przy jezdzie emeryckiej - ponad 4.

    Prędkość średnia 75km/h = jazda emerycka (??????)
    Prędkość średnia 100km/h = jazda szybka (moim zdaniem na trasie gdzie nie ma
    autostrady taka średnia to już nawet nie na granicy, ale znacznie poza granicą
    próby samobójczej).
  • emes-nju 23.08.06, 11:10
    toka95 napisał:

    > Prędkość średnia 75km/h = jazda emerycka (??????)


    W polskich warunkach taka srednia oznacza ocieranie sie o jazde niebezpieczna - w czasie nocnej jazdy droga nie naznaczona "znakologia stosowana" uzyskalem srednia na poziomie ok. 60 km/h, a nie wszedzie bylem swiety. Na trasie do 100 km/h, a w miejscowosciach od 50 km/h (czyli mniej niz nakazywal KD) do 70 km/h w miejscach, w ktorych przy najszczerszych chceciach nie bardzo moglem dostrzec slady ludzkiej bytnosci. Odcinek ok. 150 km jechalem ok. 2,5 godz...

    > Prędkość średnia 100km/h = jazda szybka


    To realna srednia AUTOSTRADOWA! W warunkach polskich drog jest KOMPLETNYM SZALENSTWEM!

    Fajnie, ze sie zgadzamy :-) Dobrze, ze sa ludzie, ktorzy potrafia realnie patrzec na ruch drogowy.

    pzdr

    --
    Mowil przeszlo godzine, nie zdradziwszy ani razu, o czym mowi.
  • klemens1 24.08.06, 21:51
    > > Prędkość średnia 75km/h = jazda emerycka (??????)
    > W polskich warunkach taka srednia oznacza ocieranie sie o jazde niebezpieczna

    Przesadzasz. Wyjazd o 4 rano - tylko drogi gminne/powiatowe, średnia 83 km/h i żadnych stresujących momentów. Przy spokojnej jeździe (w dzień, wszyscy mnie wyprzedzają) - 68 km/h.
  • toka95 24.08.06, 22:01
    A testament już spisany?
  • klemens1 25.08.06, 08:50
    > A testament już spisany?

    Napisałem wyraźnie, że średnia to 83 km/h a nie 120.
  • misiu-1 25.08.06, 08:59
    Może jemu nie chodzi o prędkość, tylko o udział w spadku?

    --
    "Czy uśpiliśmy jakieś zwierzęta, które mogły być adoptowane? Być może"
    (Daphna Nachminovitch - PETA)
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 23.08.06, 11:35
    gdy sie jezdzi z takimi przecietnymi. No i nie bedzie sie musialo w przyszlosci
    jezdzic "po emerycku".

    Podwojny zysk.
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.06, 13:22

    bolszewicy nie daja mi wyboru i sciagaja ze mnie haracze :(((...

    p*eprzeni zlodzieje...
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.06, 13:27

    do radzymina jest droga ekspresowa, a za lomza nowiutka droga o bardzo malym natezeniu ruchu, wiec troszke przyhamujcie z ta piana o szalenstwach i samobojczych probach.
  • toka95 23.08.06, 16:28
    Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

    >
    > do radzymina jest droga ekspresowa,

    No tak, do Radzymina jest ekspresowa droga to można wyrobić średnią prędkość -
    to jakieś 8% trasy, da się dużo nadrobić.

    Można zaokrąglić do 10% i przeprowadzić prosty test z matematyki.
    90% trasy przejeżdżamy z prędkością 90km/h. Z jaką prędkością powinniśmy
    przejechać pozostałe 10% aby uzyskać średnią na całej trasie 100km/h?

    To jest zadanie dla tych, którym się wydaje, że jadąc szybko przez teren
    zabudowany uzyskają dużą prękość przeciętną.
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.06, 08:33

    to typowe dla bolszewickich wiezniow politpoprawnosci: skomentowac pol odpowiedzi i bluzgac dalej...
  • toka95 24.08.06, 10:10
    Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

    > to typowe dla bolszewickich wiezniow politpoprawnosci: skomentowac pol odpowied
    > zi i bluzgac dalej...

    Drogi prawdziwy tebe weź słownik i sprawdź co znaczy bluzgać - odrobina wiedzy
    nie zaszkodzi.
    A jeżeli rozwiążesz zadanie, które przedstawiłem wyżej, to dowiesz się co Ci
    daje łamanie przepisów ruchu drogowego na odcinku do Radzymina.
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 08:01

    to po co niszczysz klawiature?

    > Drogi prawdziwy tebe weź słownik i sprawdź co znaczy bluzgać - odrobina wiedzy
    > nie zaszkodzi.

    no to dlaczego sie przed nia tak bronisz? ach rozumiem - masz niskie iq, wiec
    twoja lepetyna moze nie wytrzymac naprezen...

    > A jeżeli rozwiążesz zadanie, które przedstawiłem wyżej, to dowiesz się co Ci
    > daje łamanie przepisów ruchu drogowego na odcinku do Radzymina.

    powtarzam drugi raz: odnies sie kukielko do calej argumentacji, a nie do jej
    polowy.
  • toka95 29.08.06, 20:06
    Panie Boże daj siłę, abym zachował kulturę w dyskusji.

    > jak nie masz argumentow, to po co niszczysz klawiature?

    Ot to, to!!!

    Drogi prawdziwy tebe weź słownik i sprawdź co znaczy bluzgać - odrobina wiedzy
    nie zaszkodzi.

    Powtarzam, bo za pierwszym razem nie dotarło.

    > ach rozumiem - masz niskie iq, wiec
    > twoja lepetyna moze nie wytrzymac naprezen...

    Jako członek mensy pozwolę sobie nie odnosić się do powyższej uwagi.

    > powtarzam drugi raz: odnies sie kukielko do calej argumentacji, a nie do jej
    > polowy.

    Pozwoliłem sobie rzeczywiście pominąć w twojej argumentacji:
    - Trojany
    - Wyszków
    - Trzciankę
    - Dybki
    - Ostrów Maz.
    - Str. Lubiejewo
    - Gniazdowo
    - Śniadowo
    - Konarzyce
    - Łomżę
    - Piątnicę
    - Stawiski
    - Obrytki
    - Szczuczyn
    - Grajewo
    - Miecze
    - Rajgród
    - Barszcze
    - Augustów
    - Nowinkę

    i nie pytałem się, z jaką prędkością przemieszczałeś się na wymienionych wyżej
    odcinkach twojej trasy.

    Abyś natomiast zrozumiał co to jest prędkość średnia polecam ci rozwiązanie
    podanego przeze mnie we wcześniejszym wpisie zadanka. Czekam na rozwiązanie (jak
    będziesz miał problemy to poproś starszą siostrę, tę która chodzi już do gimnazjum).

  • tbernard 05.09.06, 15:53
    Aby to rozwiązać, to trzeba odrobinę ułamków ze szkoły sobie przypomnieć,
    ale jest tam pewien podstęp. Zawsze byłem z matmy dobry ale ten podstęp
    lekko mnie zbił z tropu. Rozwiązania oczywiście nie zdradzę.
  • toka95 05.09.06, 16:01
    tbernard napisał:

    > Aby to rozwiązać, to trzeba odrobinę ułamków ze szkoły sobie przypomnieć,
    > ale jest tam pewien podstęp. Zawsze byłem z matmy dobry ale ten podstęp
    > lekko mnie zbił z tropu. Rozwiązania oczywiście nie zdradzę.

    No, jest pierwsza osoba, która zatrzymała sie chwilę przy zadanku.

    W obliczeniach nie ma żadnego podstępu, a wynik, no cóż, kto się doliczy, ten
    się dowie.

    A kto się doliczy, to może trochę rozsądniej podejdzie do żyłowania prędkości
    średniej podczas podróży (chociaż sądzę, że dla większości kierowców wynik jest
    tak szokujący, że aż nieosiągalny rachunkowo).
  • mejson.e 05.09.06, 23:35
    toka95 napisał:

    "A kto się doliczy, to może trochę rozsądniej podejdzie do żyłowania prędkości
    średniej podczas podróży (chociaż sądzę, że dla większości kierowców wynik jest
    tak szokujący, że aż nieosiągalny rachunkowo)."

    Jeśli nie chcesz już zaokrąglać, to i 1000 km/h będzie za mało, by na drugim
    odcinku podbić średnią do 100 km/h.
    Wystarczyłaby jedynie nieskończoność...

    Ale to nie są argumenty dla tych, którzy kombinują jedynie, jak wyprzedzić
    poprzednika, nie zastanawiając się, czy w ogóle warto.

    Pozdrawiam,
    Mejson
    --
    Automobil
    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
  • mckern 06.09.06, 09:14
    > No, jest pierwsza osoba, która zatrzymała sie chwilę przy zadanku.

    Nie pierwsza :-) Ale fakt, że się nikt nie odezwał.
    A ogólna prawidłowość jest taka, że prędkość średnia liczona z dwóch wartości
    dąży asymptotycznie do iloczynu prędkości, którą mamy (w zadaniu 90 km/h) i
    części drogi, którą z tą prędkością jedziemy (tu 0.9). Tu 90/0,9 = 100 km/h i
    tej wartości nie osiągnie się niezależnie od tempa przejazdu przez pozostałe 10
    % trasy.

    --
    McKern
  • misiu-1 24.08.06, 09:56
    Też uważam, że to wierutne, propagandowe łgarstwo. Na odcinku 1kkm uwierzę w
    różnicę 1,5-2 godzin. 15 minut różnicy można zrobić na odcinku 150km. Wiem, co
    piszę.
  • klemens1 23.08.06, 10:12
    Pomiary:

    Łomianki - Płońsk:
    spokojnie (110) : 30 minut
    szybko (160-180) : 22 minuty

    Płońsk-Gdańsk (duży ruch):
    spokojnie: 3,5 h
    szybko: 3 h

    Odcinek 21 km po mieście (niewielki ruch):
    spokojnie: 30 minut
    szybko: 26 minut


  • emes-nju 23.08.06, 11:40
    Wielokrotnie dochodzilem do podobnych wnioskow. Przy jezdzie miejskiej i pozamiejskiej. A jednak co jakis czas (na szczescie wyjatkowo nieczesto!) lapie sie na hm... nieco nieopowiedzialnej jezdzie... W pewnym momencie zaczalem sie zastanawiac dlaczego. I skutki tego zastanowienia czytacie w moich postach, w ktorych walcze ze "znakologia stosowana". Im wiecej ograniczen, im wiecej jazdy z "czkawka", i wiecej, co tu ukrywac, oznakowania majacego cechy szykan, tym wieksza mam sklonnosc do... nie wiem... nadganiania. Nie wiem, bo zwykle mi sie nie spieszy az tak, zeby szalec! A jednak... Sadze, ze to efekt ogolnej nerwowosci wywolywanej przez nadmiar regulacji na drodze. Odnosze wrazenie, ze znakujacy w ogole nie zastanawiaja sie nad tym, ze znaki powinny tworzyc logiczny i akceptowalny ciag na odcinku dluzszym niz obowiazywanie tego znaku. Odnosze tez wrazenie, ze wsrod znakujacych nie ma ani jednego czlowieka, ktory cokolwiek wie o psychologii, czy fizjologii widzenia i dostrzegania. Odnosze wrazenie, ze znakujacy to technokraci umiejacy tworzyc sliczne i spektakularne symulacje komputerowe potencjalnych zdarzen w danym miejscu i zupelnie nie zadajacy sobie trudu jaki skutek wywola ustawione, po slicznej symulacji, ograniczenia na dluzszym dystansie.

    pzdr

    --
    Mowil przeszlo godzine, nie zdradziwszy ani razu, o czym mowi.
  • mejson.e 23.08.06, 12:19
    emes-nju napisał:

    "A jednak co jakis czas (na szczescie wyjatkowo nieczesto!) lapie sie na hm...
    nieco nieopowiedzialnej jezdzie... W pewnym momencie zaczalem sie zastanawiac
    dlaczego."

    Nie martw się - przejdzie ;-)

    Też zdarzało mi się jeździć szybciej niż musiałem - ot. taki auto-skok-w-bok -
    bardziej dla dobrego samopoczucia niż z pośpiechu. Lubię np. kręte drogi i jeśli
    dobrze znam odcinek, zdarzało mi się tam "polecieć".
    Z czasem jednak coraz więcej wątpliwości stawiało "opłacalność" takich porywów
    pod znakiem zapytania.
    Bo co z tego, że z łatwością zmieszczę się w łuku, pięknie wyskoczę z zakrętu,
    skoro za nim mogę spotkać Przeznaczenie - stojący samochód, kombajn, grzybiarzy?
    Albo spotkać coś-czego-nie-powinno-tam-być?

    Jeśli sie spieszę to kombinuję strategicznie, nie operacyjnie - wybiorę
    najlepszą trasę albo... przesunę termin spotkania.
    Operacyjnie na trasie mógłbym zarobić niewiele albo nic - poza wyborem prędkości
    ekonomicznej i dopuszczalnej na autostradzie nie ma za dużo pola do manewru.
    Mogłoby się zdarzyć, że minuty zyskane na szybszej jeździe na zwykłej drodze
    straciłbym na konieczności wcześniejszego tankowania.

    "I skutki tego zastanowienia czytacie w moich postach, w ktorych walcze ze
    "znakologia stosowana"."

    Oj czytamy, czytamy ;-)

    "Im wiecej ograniczen, im wiecej jazdy z "czkawka", i wiecej, co tu ukrywac,
    oznakowania majacego cechy szykan, tym wieksza mam sklonnosc do... nie wiem...
    nadganiania. Nie wiem, bo zwykle mi sie nie spieszy az tak, zeby szalec! A
    jednak... Sadze, ze to efekt ogolnej nerwowosci wywolywanej przez nadmiar
    regulacji na drodze."

    Sam zdajesz sobie sprawę, że zachowujesz się irracjonalnie. ;-)
    Nic nie pomoże nadganianie "z zemsty" na znakologach.

    Trzeba jeździć po swojemu a ze znakologami walczyć administracyjnie.

    "Odnosze wrazenie, ze znakujacy w ogole nie zastanawiaja sie nad tym, ze znaki
    powinny tworzyc logiczny i akceptowalny ciag na odcinku dluzszym niz
    obowiazywanie tego znaku. Odnosze tez wrazenie, ze wsrod znakujacych nie ma ani
    jednego czlowieka, ktory cokolwiek wie o psychologii, czy fizjologii widzenia i
    dostrzegania. Odnosze wrazenie, ze znakujacy to technokraci umiejacy tworzyc
    sliczne i spektakularne symulacje komputerowe potencjalnych zdarzen w danym
    miejscu i zupelnie nie zadajacy sobie trudu jaki skutek wywola ustawione, po
    slicznej symulacji, ograniczenia na dluzszym dystansie."

    Zgadzam się, ale po usunięciu z Twojej wypowiedzi sformułowań "w ogóle", "ani
    jednego", "cokolwiek" i "zupełnie"... ;-)

    Pozdrawiam,
    Mejson
    --
    Automobil
    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
  • emes-nju 23.08.06, 12:47
    Caly problem z moimi "szalenstwami" polga na tym, ze sie na tym LAPIE. To znaczy poczatek superjazdy jest troche pozazmyslowy - dopiero swiadome spojrzenie uzmyslawia mi co robie. Jak juz pisalem zdarza mi sie to wyjatkowo zadko, a jezeli sie zdarzy, to na krotko. Ale niektorzy nie nie maja takiej samoregulacji... I nie zdaja sobie sprawy z irracjonalnosci swoich zachowan :-(

    Przy czym to, co opisalem powyzej nigdy nie nosi znamion "zemsty na znakologach". Zapewne dlatego, ze nosiloby wtedy tez znamiona szczeniackiego odmraznia sobie uszu na zlosc mamie :-) Ot, nerwowosc oznakowania wzbudza nerwowa jazde - zastanow sie czy ten mechanizm nie jest mozliwy.


    > Zgadzam się, ale po usunięciu z Twojej wypowiedzi sformułowań "w ogóle", "ani
    > jednego", "cokolwiek" i "zupełnie"... ;-)


    Te sformulowania poprzedzone sa "odnosze wrazenie". Nie trzeba ich zatem usuwac :-)

    pzdr

    --
    Mowil przeszlo godzine, nie zdradziwszy ani razu, o czym mowi.
  • simr1979 23.08.06, 12:19
    W czasach kiedy był robiony przytoczony na wstępie test "motoru" , warunki na
    naszych drogach różniły się diametralnie (na korzyść - dużo mniejszy ruch)) od
    dzisiejszych. Identycznym jak teście peżotem uzyskiwałem wówczas - w zależności
    od stylu jazdy - prędkości średnie między 75 a 90 km/godz (na trasach rzędu 500
    km, zawsze w czasie łikendu).
    Dzisiaj na podobnej trasie osiągnięcie 75 km/godz to dobry wynik, a
    przekroczenie 80 km/godz graniczy z niemożliwością NIEZALEŻNIE OD ZASTOSOWANEGO
    DO JAZDY AUTA ;)
    Jeśli chodzi o autostrady, to przeciętna średnia w Niemczech/Francji wynosi
    110-120 km/godz przy prędkości podróżnej 140-150 km/godz (tam gdzie sie da,
    zwykle się nie da). Raz jeden w życiu jechałem szybciej (180 i więcej) - zysk na
    średniej był minimalny, poniżej 5 km/godz....
  • Gość: gadzina IP: 82.160.255.* 23.08.06, 13:26
    Jechałem w sierpniu na wczasy z rodzinką,tempo spacerowe chyba tylko ze dwa razy przekroczyłem 120km/h,nawet nie patrzyłem jaką średnią prędkość pokazał komputer ale spalanie przy silniku 1.6 miałem równo 6l/100km ( z chwilami włączaną klimą) ,starałem się utrzymywać stałą prędkość 90km/h,dowiozłem rodzinkę całą bez zbędnych stresów i z marginesem bezpieczeństwa na reakcję w przypakdu spotkania debila drogowego a tych niestety nie brakowało...
  • agaga2 23.08.06, 16:26
    ok. 200 km , na całej trasie przy każdym rozjeździe jest ograniczenie do 70
    km/h, jadąc z tą prędkością do celu dojedziemy w 3 godziny , natomiast jadąc
    100-110 km/h i stosując się do w/w ograniczeń i świateł zyskujemy ok.15
    minut ,przy czym zużywamy o 50 % więcej paliwa. Ja zrobiłam tylko jedną próbę i
    stwierdziłam ,że nie warto... i nie rozumiem idiotów którzy tą trasą jadą 150
    nie zwracając uwagi nawet na czerwone światła . Brak wyobraźni i są skutki - w
    czasie jednego z moich przejazdów tą trasą (deszczowa pogoda, ślisko) widziałam
    skutki 4 dość poważnych wypadków.
    I gdzie się tak śpieszą...

  • rapid130 25.08.06, 13:42
    Pragmatyczna taktyka jazdy :))
    Znam, stosuję.

    Trzeba jednak używać szarych komórek, żeby dostrzec bezsens nerwowego ciskania
    się gaz-hamulec-gaz-hamulec na zatłoczonej trasie. Niestety, moce
    przeliczeniowe wielu mózgów są na to niewystarczające ;)

    - "Naciskać na gaz każdy głupi potrafi" - mawiał mój instruktor na kursie prawa
    jazdy.

    Realna "normalnodzienna" prędkość średnia na jednojezdniowych drogach krajowych
    wynosi 60-70 km/h, zakładając że nie czyni się rzeczy niegodnych (ignorowanie
    obszarów zabudowanych, wyprzedzanie w miejscach niedozwolonych, rozpychanie się
    w kolumnie podczas wyprzedzania).

    Przy dużym ruchu realnie nie ma różnicy, czy jedzie się w porywach 90, czy 130
    km/h. Bo polska przyroda drogowa zrównuje prędkość średnią w dół za pomocą
    tabunów spowalniaczy.

    Tu traktorek, tam trzy tiry jadące bez odstępów, tu rowerek a za nim tir jadący
    grzecznie 15 km/h, to znów ruch wahadłowy, albo jedyne światła w centrum
    miasteczka powodujące korki na wjazdach (kazus Krośniewic lub Oleśnicy), itp.

    Do tego dochodzi prawo Murphyego, utrudniające wyprzedzanie spowalniaczy - na
    prostej mamy nieskończoną kawalkadę z naprzeciwka, a w miejscu gdzie
    wyprzedzanie jest zbyt ryzykowne przeciwny pas bywa złośliwie pusty ;))))))))

    Wiele razy zdarzyło mi się być wyprzedzonym na trasie przez ściganta lecącego
    na złamanie karku, widzieć go na horyzoncie z krótkimi przerwami* przez
    następne 150 km, a w końcu zatrzymać się za nim (!) przed zamkniętym przejazdem
    kolejowym.
    _________________
    * zbyt krótkimi, żeby w międzyczasie mógł zjechać na stację benzynową lub
    zatrzymać się na siku. ;)



    Chociaż na pustawych, idealnych jakościowo krajówkach (zdarzają się takie w tym
    kraju!) zwyczajowo latam 120 km/h.
    Bo niestety łapię się na tym, że kodeksowa jazda w bardzo sprzyjających
    warunkach powoduje u mnie niekorzystne, zdradzieckie rozluźnienie.
    Robię się mniej czujny, zaczynam jarzyć z opóźnieniem.
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.08.06, 14:15
    jest zjawiskiem podobnym nieco do ruchow Browna czasteczek gazu np w zamknietej
    rurze.

    Nawet najszybsza czasteczka gazu MUSI sie zderzyc z duzo wolniejsza
    i w ten sposob wytraca swoja energie.

    Korzystaja na tym czasteczki poruszajace sie ze statystyczna srednia predkoscia.
    One maja najwieksze szanse dotrzec do celu (jesli takowy dla nich istnieje np.
    drugi koniec rury).

    Fizyki nie da sie oszukac.
    Statystyki tez.
  • mejson.e 25.08.06, 14:43
    rapid130 napisał:

    "Wiele razy zdarzyło mi się być wyprzedzonym na trasie przez ściganta lecącego
    na złamanie karku, widzieć go na horyzoncie z krótkimi przerwami* przez
    następne 150 km, a w końcu zatrzymać się za nim (!) przed zamkniętym przejazdem
    kolejowym."

    Problem w tym, że takiego ryzykanta jest łatwo zapamiętać i rozpoznawać go w
    czasie jazdy, wiadomo więc od razu, że ryzykancką jazdą niewiele zyskał poza
    wzrostem adrenaliny (niektórzy to lubią), natomiast ów ryzykant wszystkich
    wyprzedznych po drodze traktuje jako tło i nie rozpoznaje, że w lusterku widzi
    jeszcze długo poporzednio wyprzedzonych. Gdyby to był różowy kabriolet Barbie,
    to może rzuciłby mu się w oczy i później, ale standardowe wozy są nie do
    zapamiętania.

    Zjawisko jak z wykorzystaniem weneckiego lustra - my widzimy ryzykanta jeszcze
    długo, a on nas tylko przed wyprzedzeniem.
    I jak taki gość ma dojść do wniosku, że wygłupia się na darmo? ;-)

    "Chociaż na pustawych, idealnych jakościowo krajówkach (zdarzają się takie w tym
    kraju!) zwyczajowo latam 120 km/h.
    Bo niestety łapię się na tym, że kodeksowa jazda w bardzo sprzyjających
    warunkach powoduje u mnie niekorzystne, zdradzieckie rozluźnienie.
    Robię się mniej czujny, zaczynam jarzyć z opóźnieniem."

    Też przechodziłem ten etap ;-)
    Jeździć wolniej to znaczy umieć wyrobić sobie umiejętność koncentracji i zmuszać
    się choćby do trzymania oburącz kierownicy a nie dwoma palcami opartej na
    podłokietniku ręki. O wiele prościej jest trocę przyspieszyć i zawęzić sobie
    obszar widzenia, wtedy czujność rośnie podświadomie.

    Problem tylko, że przy szybszej jeździe komplikuje się sytuacja na drodze i nici
    z relaksu...

    Pozdrawiam,
    Mejson
    --
    Automobil
    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
  • simr1979 29.08.06, 10:13
    mejson.e napisał:

    (...)
    > Problem tylko, że przy szybszej jeździe komplikuje się sytuacja na drodze
    > i nici z relaksu...
    >
    > Pozdrawiam,
    > Mejson

    I tu jest podstawowy błąd w rozumowaniu, a nawet ogólniej - w podejściu do
    samochodu i jeżdżenia.
    Otóż jazda autem nie jest, nie może i nie powinna być RELAKSEM.
    Jazda samochodem może być i - dla pewnie (statystycznie) połowy kierowców - jest
    PRZYJEMNOŚCIĄ.
    A to nie to samo - dobra randka to wielka przyjemność, ale trudno nazwać to r e
    l a k s em ;)
    pzdr :)
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.08.06, 11:10
    zmierzajaca do przemieszczenia sie z punktu A do punktu B w taki sposob,
    aby w punkcie B znalezc sie i zywym i calym i zdrowym, tam cos zalatwic
    i wrocic do punktu A.

    Jezeli cale stado dzikich osobnikow po drodze sprawia, ze proces
    przemieszczania sie jest zwiazany z wielokrotnym przezywaniem HORRORU
    to nic dziwnego, ze(cytat):
    >>>>>>
    > Otóż jazda autem nie jest, nie może i nie powinna być RELAKSEM.
    >>>>>>

    Zawdzieczamy to wspomnianym dzikusom.
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.aster.pl 29.08.06, 15:36

    ...szybkosci. bo gdyby nie potrzeba szybkosci przemieszczania sie, to by nie bylo jazdy, tylko marsz.

    to jest wlasnie wybiorcze postrzeganie rzeczywistosci. i jej naginanie do wlasnego widzimisie.
  • Gość: na zmno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.08.06, 16:24
    O niczym nie zapomnialem Szanowny Kolego Tebe.

    Piszac o przemieszczaniu sie samochodem po drogach nie musialem w ogole
    wspominac o predkosci,poniewaz dla przecietnie inteligentnego czytelnika
    jest to tak oczywiste jak istnienie powietrza.

    Jak rowniez to, ze na drogach obowiazuja ogolnie znane ograniczenia, ktorych
    nieprzestrzeganie grozi wypadkiem lub konwersacja z policja, a w szczegolnym
    przypadku i jednym i drugim.

    Odnosze natomiast wrazenie, ze tematem, na ktory Szanowny Kolega jest w stanie
    w ogole sie wypowiedziec jest kazdy temat, ktory zawiera
    w tresci slowo: "predkosc" w kontekscie zbyt niskiej predkosci.

    Stad to wlasnie Szanowny Kolega, kierowany swa
    nigdy nie zaspokojona checia poruszania tego wlasnie
    tematu, szuka kazdej najmniejszej okazji, aby takiego
    wlasnie tematu dotknac. Trzeba do tego wlasnie
    czegos takiego jak(cytat):

    "to jest wlasnie wybiorcze postrzeganie rzeczywistosci
    i jej naginanie do wlasnego widzimisie"

    Co do "wybiorczego postrzegania", to dodalbym,
    ze mozna ten termin w Pana wypadku zastapic
    terminem "ograniczonego rozumienia czegokolwiek".
  • Gość: prawdziwy tebe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 07:57

    > Wiele razy zdarzyło mi się być wyprzedzonym na trasie przez ściganta lecącego
    > na złamanie karku, widzieć go na horyzoncie z krótkimi przerwami* przez
    > następne 150 km, a w końcu zatrzymać się za nim (!) przed zamkniętym
    > przejazdem kolejowym.

    statystyka uczy, ze podobna ilosc razy razy (podobna, bo zalezna od wielu czynnikow), szlaban zobaczyles ty, a on nie. no ale ja rozumiem, ze bolszewickie marionetki nie wierza w nauke, tylko w zaklecia wielkiego brata...
  • Gość: Słaby kierowca IP: 83.238.100.* 29.08.06, 15:50
    "Gaz do dechy" przy obecnym natężeniu ruchu oraz ciągłym terenom zabudowanym i
    licznym powolnym "przeszkadzajkom" takim jak ciągnik, rower (zwłaszcza latem)
    nie da zbyt wiele. Być może da się tak więcej zarobić np. na gierkówce w nocy
    ale nie na zwykłych drogach (dziury czy koleiny potrafią zniechęcić nawet do
    dozwolonej prędkości) w zwykły dzień.
  • rapid130 29.08.06, 16:41
    Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

    > statystyka uczy, ze podobna ilosc razy razy (podobna, bo zalezna od wielu
    > czynnikow), szlaban zobaczyles ty, a on nie.

    Nie próbuję udowodnić, że jazda wolniejsza zajmuje tyle samo czasu, co szybsza.
    Bo tak nie jest.

    Po prostu według mnie - z ekonomicznego i beerdowskiego punktu widzenia - jazda
    z prędkością przelotową przekraczającą 100-110 km/h na polskich krajówkach przy
    średnim-dużym ruchu jest pozbawiona sensu. Bo przynosi minimalne zyski czasowe
    przy kosztach rosnących w tempie geometrycznym. Dodatkowo superszybka,
    szarpana, nerwowa jazda generuje złą atmosferę na drodze. Tłoczące się i ostro
    tasujące samochody, to nie jest bezpieczne towarzystwo.

    Tak samo pozbawione sensu jest szarpanie się z wyprzedzaniem kolumny tirów przy
    intensywnym ruchu, tylko po to, aby za parę kilometrów skręcić przed nimi w
    boczną drogę, zyskując kilkanaście-kilkadziesiąt sekund. Szkoda samochodu,
    moich i cudzych nerwów.

    Przy małym ruchu szybsza jazda zaczyna przynosić odczuwalne zyski czasowe.

    Ale zaczynają się wtedy wspomniane przez mejsona inne problemy - im szybsza
    jazda, tym mniej czasu na obronę w razie nagłej zmiany sytuacji. A nagłe zmiany
    sytuacji, to jest złośliwa specjalność naszych paskudnych dróżek.

    > no ale ja rozumiem, ze bolszewickie marionetki nie wierza w nauke, tylko w
    > zaklecia wielkiego brata...

    hihihihihi
    Eeeeee, no po co robić z igły widły?

    Niektórym trudno przyjąć do wiadomości, że dynamiczni kierowcy, powożący w
    ślepym stylu gaz-hamulec-gaz-hamulec, nie u wszystkich pasażerów budzą uznanie.

    Że idealnie płynna jazda, przebiegająca jakby obok szalejącego wokół ruchu, też
    może sprawiać przyjemność i jest tak naprawdę najwyższym stopniem
    wtajemniczenia kierowcy, jak pisał sam Król (Sobiesław I Zasada).

    Każdy samochód woli właściciela otaczającego go miłością pragmatyczną, kwitnącą
    pod hasłem "Primum non nocere".

    ;))))

    Bo samochodowi nie da się wmówić - jak biednej zatraszonej kobiecie - że
    katowanie go/jej jest objawem wybitnie gorącego uczucia.

    ;))))

    Samochód da z siebie wszystko, ale w rewanżu wcześniej się zmęczy i zużyje.
  • mejson.e 29.08.06, 22:55
    ... nie ma Cię jeszcze w dyplomacji, rapid?

    Chylę czoła;-)

    Pozdrawiam,
    Mejson
    --
    Automobil
    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
  • pizza987 29.08.06, 23:25
    Zrobiłem kilka lat temu pewien pokaz mojemu teściowi jego nowym autem. Jechaliśmy z Jastrzębiej Góry do Warszawy, on prowadził do Mławy, ja od Mławy do stolicy. Samochód ma komputer z obliczaniem średniej prędkości. Teść jeździ szybko i agresywnie, ja staram się jeździć spokojnie. Po tym jak ja wsiadłem za kólko prędkość średnia wzrosła o 1-2 km/h, ale nie jechałem szybciej niż licznikowe 120 (przy wyprzedzaniu) i nie wyprzedzałem za wszelką cenę. Średnie spalanie jakoś też dosyć szybko się obniżyło. Twierdzę więc ze da się jechać płynnie i niekoniecznie szybko, a raczej się na tym zyskuje. A drogi w tym kraju jakie są to wiemy...
    --
    Ręce opadają do kostek jak mawia Szymuś Prostaczek....
  • Gość: kolowr IP: *.os1.kn.pl 30.08.06, 22:43
    na trasie warszawa - wrocław jeżdzę często. Miłem okazję jeździć o różnych
    porach roku, dnia, szczyty, korki, roboty drogowe, wakacje itp.

    nie mam w zwyczaju robić przerw w jeździe (czasem jedno tankowanie), a komputer
    mierzy tylko kiedy silnik pracuje.

    wartości jakie uzyskiwałem to od sredniej 73 kmh do 116 kmh - łatwo obliczyć
    czas jazdy na trasie ok 350 km.
    zuzycie paliwa - od 7,6 do 11,5 /100 km

    prędkości maxymalne to ok 170-180 kmh (piotrków-wawa, bełhatów-wieluń) -wiele
    jest dłuuugich, łagodnych i szerokich odcinków z dobrą nawierzchnia. oczywiście
    są to prędkosci chwilowe, myślę, że nie dłużej niż do 30 sek jazdy, potem
    predkość spada do 140-150 kmh.

    miałem okazję jechać także w zbliżonych warunkach różnymi stylami i powiem, że
    sporo zależy od przyśpieszenia i elastycznosci auta.
    np. jak jechałem vectrą 1.8 to dłużej wychodziło, bo się powoli zbierała. megane
    1.6 jest lekkie i zrywne, wychodzi szybciej, mimo, ze raczej często wolniej
    jechałem. to wszystko przez ilosci świateł, zwężeń, korków i sytuacji drogowych,
    któe możńa zastać.

    w każdym razie przy zbliżonych warunkach, a różnych stylach uzsykiwałem różnicę
    ok 45 minut na tej trasie.

    dziś padał deszcz prawie cały czas, zajeło mi to 4h10, dla prównania w piątki,
    gdy ruch jest znacznie większy (i korek wyjazdowy okęcie-janki), ale pogoda
    dobra wychodzi przecietnie 3h40.
  • mejson.e 30.08.06, 23:58
    Gość portalu: kolowr napisał(a):

    "przy zbliżonych warunkach, a różnych stylach uzsykiwałem różnicę ok 45 minut na
    tej trasie."

    Więc dla tych 45 minut warto było jechać 140-150 a chwilami 180?

    Drogo cenisz swój czas, ile zarabiasz na godzinę?

    Twoje testy co prawda obalają wyniki uzyskane przez dziennikarzy, ale czy to
    dużo zmienia?
    Trasę znasz doskonale, samochody też pewnie lepsze, ale czy to oznacza, że
    jedziesz bezpiecznie?
    Po drodze nieodseparowanej od pieszych, rowerzystów, zwierząt itd?

    Umiesz kalkulować, to skalkuluj...

    Pozdrawiam,
    Mejson
    --
    Automobil
    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
  • tiges_wiz 31.08.06, 08:48
    ja tez tak czasem jezdze, bo pracuje we Wroclawiu, ale dyrekcja jest w Warszawie
    i spokojnie robie 6.3/100 silnikiem 2.0 EFI (Pb 95).

    Jade kolo 4 godzin (5 jak sobie robie przerwe na jedzonko i siusiu). Moze to i
    duzo, ale za to na kazde 100 km 20 zl (5l) zostaje w kieszeni. Nie musze sie
    spieszyc, niczym nie handluje.

    Czasem jak mi sie nie chce jechac przez Belchatow i Wielun, aby nie jechac w
    sznurku ciezarowek, to jade przez Czestochowe, Opole. Dalej, ale prawie caly
    czas (110-130, gierkowka, A4)

    --
    171Nm@2500, 90kW@5500, rear wheel drive
    "Mamy spadącą ludność" - L.K.
  • simr1979 31.08.06, 13:10
    Cienki coś ten tester - podane informacje wykazują podstawowe błędy
    arytmetyczne...;)
  • foreks 05.09.06, 10:55
    jechalem niedawno z warszawy sluzbowa corolla 1.6 do gliwic. gdy moglem tylko,
    jakies 130-140km/h staralismy sie jechac /przy 120 silnik corolli ryczy jak
    szlifierka, wiec musisz tuz ponizej, lub ciut powyzej jechac, nie potrafie
    odpowiedziec dlaczego taka maja/
    50km za stolica wyprzedzilem citroena ds (!!!) za zabytkowych blaszkach. za 2h
    zatankowalem, wzialem kawe i odszedlem na bok zapalic. wsiadam do bryki, a ds
    wlasnie obok BP przejezdza. no uswiadomilo mi po jaka to cholere tak pruje.
  • simr1979 05.09.06, 11:40
    foreks napisał:

    > jechalem niedawno z warszawy sluzbowa corolla 1.6 do gliwic. gdy moglem tylko,
    > jakies 130-140km/h staralismy sie jechac /przy 120 silnik corolli ryczy jak
    > szlifierka, wiec musisz tuz ponizej, lub ciut powyzej jechac, nie potrafie
    > odpowiedziec dlaczego taka maja/
    > 50km za stolica wyprzedzilem citroena ds (!!!) za zabytkowych blaszkach. za 2h
    > zatankowalem, wzialem kawe i odszedlem na bok zapalic. wsiadam do bryki, a ds
    > wlasnie obok BP przejezdza. no uswiadomilo mi po jaka to cholere tak pruje.

    Biorąc powyższe dane do prostego obliczenia czasu przejazdu na trasie długości
    np. Warszawa - Szczecin otrzymuje się 1 (jedną ) godzinę różnicy.
    Sporo! :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka