Ostatnio jakoś tak (wiosna?) w zmasowany sposób jestem świadkiem zachowania
kierowców na przesciach dla pieszych po skręcie w prawo (lub czasem z rzadka
w lewo). Sama byłam na wycieczce rowerowej z moją córką i w pewnym momencie
próbowałyśmy przejść na ZIELONYM świetle przez przejscie dla pieszych,
prowadząc rowery no i nie dało się! Chyba musiałybyśmy wleźć pod koła
pędzących samochodów, a i tak zostałyśmy obtrąbione! Dziś rano znowu
obserwowałam (już jako postronny kierowca) akcję gdy człowiek na zielonym
świetle próbował przejść przez ulicę, został prawie że staranowany przez
samochód skręcający tym razem w lewo, oczywiście obtrąbiony, itd.
Coś tu jest generalnie nie tak.
Sama kiedyś omal że przejechałam pieszego na pasach skręcając na zielonej
strzałce w prawo, nie z głupoty, a dlatego że było ciemno, padał deszcz i
facet wylazł nie wiedzieć skąd. Więc uważam jak diabli.
Swoją drogą piesi też nie są bez winy, bo wyłażą na czerwonym świetle i mają
wszystko gdzieś, ale co z tego. Rozpędzony samochód ma definitywną przewagę w
starciu z człowiekiem.
Czy światła są debilnie ustawione? Wkurza mnie, że nigdy nie wiem czy kiedy
wjeżdżam na pasy piesi nie mają czasem zielonego światła. To zwłaszcza zdarza
się przy zjeździe z rond. No, próbowałam jakoś ustalić zasadę, ale słowo daję
nie wiem.
A tu dochodzą jeszcze rowerzyści... Nie byłoby fajnie potrącić na przejściu
dla pieszych rowerzystę, co z tego że nie mial prawa jechać, jak jechał i
miał zielone...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.