Dodaj do ulubionych

Dlaczego Ja przekraczam dopuszczalną prędkość?

19.11.03, 21:27
Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto stwierdziłby z przekonaniem, że ZAWSZE
jeździ przepisowo i NIGDY nie przekracza dopuszczalnej prędkości.

Nikogo!

Przerażające, czy śmieszne?

Na zarzut, że można zabić kogoś tylko dlatego, że jedzie się tylko niewiele
szybciej, niż pozwalają ograniczenia, padają argumenty, że jest mnóstwo
bezsensownych ograniczeń prędkości i usprawiedliwiony jest ten, kto na nie
zobojętnieje.
I że nikt nie przestrzega obecnych ograniczeń do 60/h, to nie ma sensu
zmieniać ograniczeń do 50/h, jak w Europie Zachodniej.

No to pięknie, kurde, pięknie!

W takim razie może skroję sąsiadowi radio z samochodu albo telewizor z
działki, bo mnóstwo jest kradzieży wokół i już na to zobojętniałem?
A ponieważ tyle jest zabójstw a nikogo prawie za to nie łapią, to może dźgnę
nożem emeryta, który wyprowadza psa na trawnik pod moje okno?
Jeden trup mniej, jeden więcej nikogo przecież nie ruszy?

Ale niech ktoś mi się włamie do samochodu albo skrzyczy mojego dzieciaka, to
zap...dolę drania!

Prawo Kalego, nie ma co.

O normach moralnych zapomnijmy, niech decydują rankingi, ankiety i statystyka.
Przepis nieprzestrzegany trzeba wykreślić.

Moralizuję, wyszydzam, ale sam nie jestem bez winy.

Bo ja też nie mogę o sobie powiedzieć, że zawsze jeżdżę przepisowo i nigdy
nie łamię ograniczeń prędkości.

Czy dlatego, że nikt tego nie robi?

Nie, bo jestem głupi!

Poddaję sie presji samochodów nacierających na mnie, gdy zwalniam w stronę
przepisowej prędkości.
Bo na Trasie Toruńskiej TIR wjeżdża mi na tylną szybę, ponieważ drogowcy
zamiast zamknąć rozsypujący się wiadukt w okolicach FSO, wprowadzili tam
ograniczenie do 40/h.
Bo boję się zatrzymać przed przejściem dla pieszych, gdy widzę, że nikt na
sąsiednich pasach nie zatrzyma się, gdy ja wpuszczę pieszego przed samochód -
po prostu go wystawię jak zwierzynę.
Bo nie zjadę na pobocze przed zakrętem, czy wzniesieniem, by przepuścić
nacierających z tyłu na trzeciego - wolę przyspieszyć, by mnie wyprzedzili
później - na widocznym odcinku.
Bo muszę przyspieszyć na skrzyżowaniu, gdy zapala się żółte, zamiast się
zatrzymać, ale nie mam jak zdjąć z pleców vana, który nie ma gdzie odbić i
jedzie tak blisko, że nie wyhamuje za mną.

A poza tym dlatego, że wydaje mi się, że jeżdżąc tyle lat w intensywnym ruchu
drogowym, nabyłem takiego doświadczenia, że mogę sam decydować, która
prędkość jest dla mnie bezpieczna i do dopuszczalnej predkości mam prawo
dodać jakiś współczynnik geniusza drogowego 20-30 km/h a może i więcej.
Jadąc nowoczesnym samochodem nie czuję prędkości i wydaje mi się, że wcale
tak szybko nie jadę.

WYDAJE MI SIĘ!

Niestety, to życie zweryfikuje, czy dobrze mi się wydawało.

Ale pocieszam się, że im dłużej jeżdżę i im lepszymi samochodami tym wolniej
to robię.
Widziałem już wiele niebezpiecznych sytuacji, sam się nieraz tylko cudem
wybroniłem z niebezpieczeństwa, w które wpędziła mnie własna niefrasobliwość.
Ale, kurde, staram się!

Wyrzuciłem antyradar wiele lat temu. Od czterech lat nie zostałem zatrzymany
za przekroczenie prędkości, zero punktów karnych.

Ale zapominam się i czasami siłą zmuszam się do zwolnienia.

Gdybym nie był jednym z niewielu jeżdżących przepisowo, a członkiem
społeczności rozsądnych kierowców, jak w Skandynawii, to bez wysiłku
trzymałbym się przepisów, jak wszyscy inni.
Trudno zachować dopuszczalną prędkość jadąc w tłumie, gdzie większość tą
prędkość znacznie przekracza.

Ale próbować trzeba.
Może za rok, dwa, jeżdżących tak, jak ja będzie już z 10 % kierowców?
A może z piętnaście?

Może...

A ktoś z Was to się w ogóle stara?
Eeee, chyba nie, bo przecież nie warto.

No a dlaczego Ty przekraczasz dozwoloną prędkość?
Edytor zaawansowany
  • Gość: Robert IP: 212.76.52.* 20.11.03, 07:48
    Mylisz sie. Ja stosuje sie do ograniczen predkosci a takze do pozostalych
    przepisow kodeksu drogowego. Przestrzegajac sumiennie KD wyrazam w pewnym
    sensie protest przeciwko chamstwu jakie sie szezy na drodze. Jest to cos w
    rodzaju "wloskiego strajku".
  • kelo 20.11.03, 08:14
    Może i ja spróbuję. To jeszcze nie deklaracja, ale poinformuję o postępach.
    Może faktycznie warto zwolnić, przecież życie i tak biegnie swoim tempem.
  • h.i.p 20.11.03, 08:50
    Są tacy ludzie, którzy się starają. I są tacy, którzy naprawdę przestrzegają,
    chyba, że przez incydentalne zagapienie albo błąd zdarzy im się być w kolizji z
    przepisami.
    Ja się staram i mam podobne obserwacje do Twoich: czasem trudno jechać z
    dozwoloną prędkością bo presja tych pędzących jest ogromna.
    Zaraz po otrzymaniu prawa jazdy jeździłem wolno i bardzo ostrożnie. Potem coraz
    szybciej. Po osiągnięciu pewnej granicy (całkiem rozsądnej jak na naszą
    rzeczywistość) zacząłem jeździć nieco wolniej i znów ostrożniej. Przy czym
    przez te 8 lat bycia kierowcą nie miałem ani jednej kolizji, nie złapałem
    żadnego punktu i tylko raz kontrolowała mnie policja (rutynowa kontrola).
    pozdr
  • Gość: Staruch IP: *.fys.sdu.dk 20.11.03, 09:16
    nie przeczytalem calego listu inicjujacego watek, lecz fragmenty.
    Uwaga, nie myl prawa boskiego z ludzkim. nawet w KK nie ma takiej samej kary za
    przekroczenie predkosci i gwalt, zabojstwo czy kradziez. proponowana predkosc
    jest sprawa umowna. Dobrze wiadomo, ze sytuacje na tej samej drodze bywaja
    kompletnie rozne, zaleznie od pory dnia, roku i innych czynnikow (a
    przewidziana dopuszczalna predkosc jest jedna).
    Mysle, ze sporo z przekraczajacych predkosc, niekoniecznie wyprzedza tez na
    przejsciu dla pieszych, przekracza ciagle linie, pedzi na ob.zabudowanym kolo
    szkoly, itp.
    To wszystko sie bierze z nieuporzadkowania ruchu u nas. W cywilizowanych
    krajach ruch dalekobiezny jest scisle odseparowany od ruchu lokalnego. jak jade
    do tesciowej na obiad do sasiedniej wsi lokalna droga, to przestrzegajac
    predkosc bede tam 5 minut pozniej, niz szalejac. jadac zas ta sama droga w
    trasie 500km roznica bedzie juz 1 godzina. Stad tez spora agresja jadacego
    daleko wobec "burakow" i "kapelusznikow" jezdzacych lokalnie (choc nie tylko).
    tak wiec chyba upraszczasz sprawe autorze watku!
  • mejson.e5 20.11.03, 10:16
    Gość portalu: Staruch napisał(a):

    "Mysle, ze sporo z przekraczajacych predkosc, niekoniecznie wyprzedza tez na
    przejsciu dla pieszych, przekracza ciagle linie, pedzi na ob.zabudowanym kolo
    szkoly, itp."

    Święta racja, brawura nie zawsze łączy się z idiotyzmem.
    Nikt nie powoduje wszystkich zagrożeń, tylko niektóre.

    "To wszystko sie bierze z nieuporzadkowania ruchu u nas. W cywilizowanych
    krajach ruch dalekobiezny jest scisle odseparowany od ruchu lokalnego."

    Znowu racja - w Norwegii traktory spotykałem tylko na lokalnej drodze,
    biegnącej obok przelotowej. Raj!
    Ale na niezabudowanym WSZYSCY jechali 80/h. Nikt wolniej ani szybciej. Płynnie
    i sprawnie.
    Jaka wyszła średnia prędkość? Pewnie, że ok. 80/h!

    "jak jade do tesciowej na obiad do sasiedniej wsi lokalna droga, to
    przestrzegajac predkosc bede tam 5 minut pozniej, niz szalejac."

    Twoja teściowa mieszka ponad 30 km a nie w sąsiedniej wsi, chyba, że to
    pustkowie, jak w Australii albo polna droga, a Ty masz terenówkę?

    "jadac zas ta sama droga w trasie 500km roznica bedzie juz 1 godzina."

    Jeśli w normalnym ruchu drogowym, nie w nocy i nie na autostradzie, lub non-
    stop dwupasmówce, to NIGDY nie zyskasz 1 godziny na 500 km!
    Przeprowadzony test przez kierowców rajdowych w Polsce dał 40 minut różnicy na
    1000 km i 100% większe zużycie paliwa. Dwa Peugeoty 405 1.6 - jeden nie
    przekraczał setki, drugi prawie non-stop miał na zegarze 170/h.
    Średnia pedkość na CAŁEJ trasie, nie na odcinkach? 70 i 74/h, uwierzysz?
    Ale oni mieli licencje i doświadczenie rajdowe.
    Ty też masz?

    "tak wiec chyba upraszczasz sprawe autorze watku!"

    I kto tu upraszcza?

    Pozdrawiam i zapraszam do przeczytania całego tekstu.

    Ale czekam też na inne uwagi od Ciebie, te nie były wcale głupie.

    Mejson
  • pozew 20.11.03, 14:03
    mejson.e5 napisał:

    > Jeśli w normalnym ruchu drogowym, nie w nocy i nie na autostradzie, lub non-
    > stop dwupasmówce, to NIGDY nie zyskasz 1 godziny na 500 km!
    > Przeprowadzony test przez kierowców rajdowych w Polsce dał 40 minut różnicy
    na
    > 1000 km i 100% większe zużycie paliwa. Dwa Peugeoty 405 1.6 - jeden nie
    > przekraczał setki, drugi prawie non-stop miał na zegarze 170/h.
    > Średnia pedkość na CAŁEJ trasie, nie na odcinkach? 70 i 74/h, uwierzysz?
    > Ale oni mieli licencje i doświadczenie rajdowe.
    > Ty też masz?
    >
    > > Ale czekam też na inne uwagi od Ciebie, te nie były wcale głupie.
    >
    > Mejson

    to bardzo kiepscy rajdowcy
    na odcinku 500 km z warszawy do granicy jechalem juz tylko 4 godziny
    najczesciej jade jednak 7 - 9 godzin i to nie dlatego, ze chce przestrzegac
    przepisy ale musze ze wzgledu na ruch
    na odcinku 300 km na autobanie w zaleznosci od trafiku mozna zaliczyc 2 - 3 a
    czasami 4 godziny
    cos tu z tymi twoimi rajdowcami nie jest o´key a moze jechali na skuterach
    peugeot
    nie namawiam do przekraczania przepisow, bron mnie panie boze, podkeralm tylko
    fakt jak szybko mozna jezdzic, jesli sie chce, warunki na to pozwalaja i ma
    sie gruby portfel na mandaty
  • Gość: smok IP: *.bydgoszcz.mtl.pl 27.12.03, 16:03
    mało jeździsz... ja mam prawo jadzy od 8 lat i pół miliona km w kieszeni (nie
    liczę ile razy byłem kontrolowany)
  • mejson.e5 28.12.03, 17:13
    Twoja uwaga nic nie wniosła do dyskusji na temat przekraczania prędkości, a
    chętnie poznałbym zdanie kogoś, kto tak dużo jeździ.

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • Gość: krzyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 19:36
    eeeeeee to ty jesteś fachura 8 lat mieć prawo jazdy fiu fiu jestem pełen
    podziwu
  • klemens1 20.11.03, 15:43
    > Na zarzut, że można zabić kogoś tylko dlatego, że jedzie się tylko niewiele
    > szybciej, niż pozwalają ograniczenia, padają argumenty, że jest mnóstwo
    > bezsensownych ograniczeń prędkości i usprawiedliwiony jest ten, kto na nie
    > zobojętnieje.

    Male wyjasnienie zobojetnienia:

    www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=510&w=9149959&a=9205564

    > W takim razie może skroję sąsiadowi radio z samochodu albo telewizor z
    > działki, bo mnóstwo jest kradzieży wokół i już na to zobojętniałem?

    Sama zbyt wysoka predkosc nie jest zla - zle sa potencjalne konsekwencje tej
    predkosci, to co moze ona spowodowac. Kradziez jest zlem dokonanym. Poczuj
    roznice.

    > Poddaję sie presji samochodów nacierających na mnie, gdy zwalniam w stronę
    > przepisowej prędkości.
    > Bo na Trasie Toruńskiej TIR wjeżdża mi na tylną szybę, ponieważ drogowcy
    > zamiast zamknąć rozsypujący się wiadukt w okolicach FSO, wprowadzili tam
    > ograniczenie do 40/h.
    > Bo boję się zatrzymać przed przejściem dla pieszych, gdy widzę, że nikt na
    > sąsiednich pasach nie zatrzyma się, gdy ja wpuszczę pieszego przed samochód -
    > po prostu go wystawię jak zwierzynę.
    > Bo nie zjadę na pobocze przed zakrętem, czy wzniesieniem, by przepuścić
    > nacierających z tyłu na trzeciego - wolę przyspieszyć, by mnie wyprzedzili
    > później - na widocznym odcinku.
    > Bo muszę przyspieszyć na skrzyżowaniu, gdy zapala się żółte, zamiast się
    > zatrzymać, ale nie mam jak zdjąć z pleców vana, który nie ma gdzie odbić i
    > jedzie tak blisko, że nie wyhamuje za mną.

    Racja. Co moze sie wydawac dziwne, jadac tak jak pozostali stwarzasz mniejsze
    zagrozenie. Co nie oznacza ze to oni pierwsi nie zaczeli, ale jednak.
    Uzasadnienie podales powyzej.

    > Gdybym nie był jednym z niewielu jeżdżących przepisowo, a członkiem
    > społeczności rozsądnych kierowców, jak w Skandynawii, to bez wysiłku
    > trzymałbym się przepisów, jak wszyscy inni.
    > Trudno zachować dopuszczalną prędkość jadąc w tłumie, gdzie większość tą
    > prędkość znacznie przekracza.

    Podobnie jak trudno ja przekroczyc, gdy wiekszosc przestrzega.

    >
    > Ale próbować trzeba.
    > Może za rok, dwa, jeżdżących tak, jak ja będzie już z 10 % kierowców?
    > A może z piętnaście?
    >
    > Może...
    >
    > A ktoś z Was to się w ogóle stara?
    > Eeee, chyba nie, bo przecież nie warto.

    Staram sie, szczegolnie wtedy gdy jest maly ruch. Gdy jest wiekszy,
    przystosowuje sie do wiekszosci.

    > No a dlaczego Ty przekraczasz dozwoloną prędkość?

    Bo wydaje mi sie ze sam wiem lepiej jaka jest bezpieczna. Nic na to nie
    poradze, po kilku latach jazdy po polskich drogach nie zwracam uwagi na
    ograniczenia (co nie oznacza ze wszystkie przekraczam).
  • mejson.e5 20.11.03, 16:05
    klemens1 napisał:

    "Sama zbyt wysoka predkosc nie jest zla - zle sa potencjalne konsekwencje tej
    predkosci, to co moze ona spowodowac. Kradziez jest zlem dokonanym. Poczuj
    roznice."

    "Różnica jest ogromna. Świadomie tak przerysowałem przewinienia, by uzmysłowić
    fakt, że zobojętnieniem nie można łumaczyć łamania prawa. Oczywiście
    przekroczenie prędkości nie jest przestępstwem, tylko wykroczeniem.
    Przestępstwem będzie wtedy, gdy dojdzie do wypadku, nie do kolizji.
    "Staram sie, szczegolnie wtedy gdy jest maly ruch. Gdy jest wiekszy,
    przystosowuje sie do wiekszosci."

    Prawo tłumu?
    Nie obraź się klemens, ale w naśladowaniu większości też trzeba zachować umiar.
    Może się poza tym okazać, że nie chodzi wcale o większość, bo Ci, których
    widzisz, którzy Ciebie wyprzedzają, stanowia mniejszość.
    Większość może grzecznie jechać za Twoimi plecami, daleko, albo być właśnie
    przez Ciebie wyprzedzana.
    Możliwe?

    > > No a dlaczego Ty przekraczasz dozwoloną prędkość?

    "Bo wydaje mi sie ze sam wiem lepiej jaka jest bezpieczna. Nic na to nie
    poradze, po kilku latach jazdy po polskich drogach nie zwracam uwagi na
    ograniczenia (co nie oznacza ze wszystkie przekraczam)."

    Nie bez powodu poprzednio wyróżniłem słowo
  • mejson.e5 20.11.03, 16:05
    klemens1 napisał:

    "Sama zbyt wysoka predkosc nie jest zla - zle sa potencjalne konsekwencje tej
    predkosci, to co moze ona spowodowac. Kradziez jest zlem dokonanym. Poczuj
    roznice."

    "Różnica jest ogromna. Świadomie tak przerysowałem przewinienia, by uzmysłowić
    fakt, że zobojętnieniem nie można łumaczyć łamania prawa. Oczywiście
    przekroczenie prędkości nie jest przestępstwem, tylko wykroczeniem.
    Przestępstwem będzie wtedy, gdy dojdzie do wypadku, nie do kolizji.
    "Staram sie, szczegolnie wtedy gdy jest maly ruch. Gdy jest wiekszy,
    przystosowuje sie do wiekszosci."

    Prawo tłumu?
    Nie obraź się klemens, ale w naśladowaniu większości też trzeba zachować umiar.
    Może się poza tym okazać, że nie chodzi wcale o większość, bo Ci, których
    widzisz, którzy Ciebie wyprzedzają, stanowia mniejszość.
    Większość może grzecznie jechać za Twoimi plecami, daleko, albo być właśnie
    przez Ciebie wyprzedzana.
    Możliwe?

    > > No a dlaczego Ty przekraczasz dozwoloną prędkość?

    "Bo wydaje mi sie ze sam wiem lepiej jaka jest bezpieczna. Nic na to nie
    poradze, po kilku latach jazdy po polskich drogach nie zwracam uwagi na
    ograniczenia (co nie oznacza ze wszystkie przekraczam)."

    Nie bez powodu poprzednio wyróżniłem słowo
  • mejson.e5 20.11.03, 16:17
    klemens1 napisał:

    "Sama zbyt wysoka predkosc nie jest zla - zle sa potencjalne konsekwencje tej
    predkosci, to co moze ona spowodowac. Kradziez jest zlem dokonanym. Poczuj
    roznice."

    "Różnica jest ogromna. Świadomie tak przerysowałem przewinienia, by uzmysłowić
    fakt, że zobojętnieniem nie można łumaczyć łamania prawa. Oczywiście
    przekroczenie prędkości nie jest przestępstwem, tylko wykroczeniem.
    Przestępstwem będzie wtedy, gdy dojdzie do wypadku, nie do kolizji.
    "Staram sie, szczegolnie wtedy gdy jest maly ruch. Gdy jest wiekszy,
    przystosowuje sie do wiekszosci."

    Prawo tłumu?
    Nie obraź się klemens, ale w naśladowaniu większości też trzeba zachować umiar.
    Może się poza tym okazać, że nie chodzi wcale o większość, bo Ci, których
    widzisz, którzy Ciebie wyprzedzają, stanowia mniejszość.
    Większość może grzecznie jechać za Twoimi plecami, daleko, albo być właśnie
    przez Ciebie wyprzedzana.
    Możliwe?

    > > No a dlaczego Ty przekraczasz dozwoloną prędkość?

    "Bo wydaje mi sie ze sam wiem lepiej jaka jest bezpieczna. Nic na to nie
    poradze, po kilku latach jazdy po polskich drogach nie zwracam uwagi na
    ograniczenia (co nie oznacza ze wszystkie przekraczam)."

    Nie bez powodu poprzednio wyróżniłem wyrażenie "WYDAJE MI SIĘ".
    Niebezpieczne wyrażenie.

    Dzięki za rozsądne uwagi.

    Pozdrawiam
    Mejson
  • klemens1 21.11.03, 11:32

    > fakt, że zobojętnieniem nie można łumaczyć łamania prawa.

    To nie jest tlumaczenie, tylko wyjasnienie zjawiska, jedna z przyczyn.

    > "Staram sie, szczegolnie wtedy gdy jest maly ruch. Gdy jest wiekszy,
    > przystosowuje sie do wiekszosci."
    >
    > Prawo tłumu?
    > Nie obraź się klemens, ale w naśladowaniu większości też trzeba zachować
    umiar.
    > Może się poza tym okazać, że nie chodzi wcale o większość, bo Ci, których
    > widzisz, którzy Ciebie wyprzedzają, stanowia mniejszość.
    > Większość może grzecznie jechać za Twoimi plecami, daleko, albo być właśnie
    > przez Ciebie wyprzedzana.
    > Możliwe?

    Mozliwe, ale niekonieczne. Ostatnio na trasie Lublin - W-wa wyprzedzilem ze 2
    pojazdy, reszta wyprzedzala mnie.
    Co do prawa tlumu - sam sobie odpowiedziales wczesniej - "Bo (...) Bo (...)"

    > Nie bez powodu poprzednio wyróżniłem wyrażenie "WYDAJE MI SIĘ".
    > Niebezpieczne wyrażenie.

    Zgadzam sie. Jaka jest wiec przyczyna polegania kierowcow na wlasnych
    wyobrazeniach zamiast na opinii specjalistow?
  • patyczako 20.11.03, 17:57
    No cóż ja zazwyczaj przekraczam prędkośc tylko dlatego, że inni jadą szybciej.
    Ale w mieście jest to zazwyczaj przekroczenie o 10km/h.
    Wystarczyło, ze byłam przez tydzień w Danii gdzi4e wszyscy jeździli przepisowo
    i po przyjeździe do kraju zaczełam odstawać tzn. wszyscy pędzili a ja w tyle.
    Czułam sie jak na kursie prawa jazdy. No i powróciłam do starych nawyków. Ale
    jest to jedyny przepis, który łamię świadomie. Innych staram się przestrzegać.
  • mejson.e5 20.11.03, 20:17
    To wcale nie wszyscy tak pędzili, tylko ci, którzy Ciebie wyprzedzali.
    Też czasami miałem takie uczucie, ale gdy spojrzałem we wsteczne lusterko, to
    tam, z tyłu zostawało jeszcze całkiem sporo samochodów, które wcale nie rwały
    się do wyprzedzania.

    Swoją drogą, w Danii musiało być fajnie...

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • h.i.p 21.11.03, 09:11
    mejson.e5 napisał:

    > Swoją drogą, w Danii musiało być fajnie...
    >

    hip: Ale Dania to diametralnie inny kraj od Polski. Chociażby: najmniejsza na
    świecie korupcja, czystość, bogate społeczeństwo, niska przestępczość. Wiele
    można by mówić...
    pozdr
  • mejson.e5 21.11.03, 09:32
    Byłem w Danii motocyklem wiele lat temu i to super kraj. Podobnie zresztą, jak
    cała Skandynawia.
    Ale czy wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma?
    Nieraz mozna było zaobserwować za granicą przepisowo i grzecznie jadącego
    Polaka, który po wjechaniu do Polski zamieniał się we wściekłe zwierzę.
    Ten sam facet Tam potrafił jeździć a Tutaj już nie.

    Może spróbujmy jeździć Tutaj, tak jak Tam?
    Zrobimy sobie Danię na drogach?
    Wałęsie nie wyszła Japonia, to może nam się uda?
    Choć przez chwilę?

    Mejson Marzyciel
  • h.i.p 21.11.03, 11:06
    mejson.e5 napisał:

    > Zrobimy sobie Danię na drogach?
    > Wałęsie nie wyszła Japonia, to może nam się uda?
    > Choć przez chwilę?
    >
    > Mejson Marzyciel

    hip: Pomarzyć zawsze można. To relaksuje. Dobre szczególnie przed dłużdzą
    podróża np z Warszawy do Poznania. Tu na trasie niestety mało Duńczyków.
    Zamiast tego nasi rodacy i...o zgrozo Białorusini i Rosjanie...
    pozdr
  • patyczako 21.11.03, 16:22
    No cóż żeby zrobić Danię na naszych drogach trzeba by wielu naszych kierowców
    wystrzelić bezpowrotnie w kosmos, bo są niereformowalni. Oni myślą, że przez to
    są lepsi, mają oprocz auta czym szpanować itd itp.
  • Gość: Ejdo IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 15:02
    Z wieloma uwagami i przemyśleniami zgadzam się - jest wiele sytuacji kiedy
    niestety przekraczamy szybkość, bywa że tylko 5, czy 10 km/h. Jednak kiedy o
    tym myślę staje mi przed oczyma mój bliski kolega, który jeździł od 5 lat -
    zawsze dość szybko, za szybko. Mówiło mu to wiele osób, niektórzy nawet
    przestali wsiadać do jego samochodu, jego dziewczyna też. I właśnie to był
    dzień kiedy każde z nich pojechało swoim samochodem, trasa ok. 20 km poza
    miasto - ona spokojnie dojechała na miejsce, wybrała trasę trochę dalsza, ale
    luźniejszą, on niestety nie dojechał. Dzis jest inwalidą i do końca życia
    będzie jeździł na wózku. Policja stwierdziła, że jechał ok. 100/h tam gdzie
    należało jechać 60. Jedyne szczęście w nieszczęściu że nikogo nie zabił.
    Tak więc wnioski nasuwają się same... przepisy są po, aby je przestrzegać.
    Zacznijmy wszyscy szanować przepisy drogowe, bo to nieprawda, że są źle
    poustawiane ograniczenia prędkości - zawsze jest jakiś powazny ku temu powód.
    Nie kwestionujmy ciągle wiedzy innych ludzi, którzy uczą się inżynierii ruchu,
    korzystają z badań prowadzonych w terenie, komputerowych symulacji, doświadczeń
    itp. Korzystajmy z tej wiedzy dla swojego i innych dobra. Warto.
    Pozdrawiam
  • mejson.e5 21.11.03, 23:04
    Rozpoczynałem ten wątek pełen obaw, że odpowiedzi będą albo wzgardliwe,
    ponieważ z przekraczania prędkości nikt nie będzie chciał się tłumaczyć, albo
    pełne potępienia, że śmiem się przyznawać do łamania ograniczeń.

    Okazało sie, że na forum jest sporo ludzi myślących, z wyobraźnią, nie bojących
    wyrazić własnej opinii, choćby bardzo odbiegała od ogólnie panujących przekonań.
    Sporo się dowiedziałem nowego i mam nadzieję, że wielu z Was też czegos się
    nauczyło. (Człowiek się uczy całe życie).
    W rezultacie od paru dni udało mi się nie przekroczyć ANI RAZU dopuszczalnej
    prędkości, pomijam fakty jej przekroczenia podczas manewru wyprzedzania, ale
    zaraz po powrocie na prawy pas, zwalniałem do przepisowej.

    Oby i Wam się udało i by stało się to zupełnie naturalne, a nie osiągnięte
    wielkim wysiłkiem woli, jak alkoholicy, którzy liczą dni bez alkoholu.

    "To ja, Mejson, już od tygodnia nie przekroczyłem dopuszczalnej prędkości"

    Chciałbym tylko takich kierowców z wyobraźnią, jak Wy, spotykać na drogach.

    No cóż, może nasz przykład będzie zaraźliwy?

    Oby!

    Szerokiej drogi i do spotkania na forum, albo na drodze,

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • Gość: ciemny IP: *.chello.pl 22.11.03, 13:26
    Odnosnie tytylu,sluchaj stary moze ty sie spytaj jasnowidza?
  • Gość: Staruch IP: *.fys.sdu.dk 22.11.03, 14:03
    dobrze, odpowiem na zadane pytanie.
    JA czesto przekraczam dopuszczalna predkosc w Pl, bo WYDAJE mi sie, ze nie jade
    niebezpiecznie. Trzeba dodac, ze glownie jezdze w nocy i ze glownie dotyczy to
    obszarow pozamiejskich (co nie znaczy, ze nie przekraczam na zabudowanym).
    Ponadto: b.czesto jezdze z zona i 2 dzieci.
    I jeszcze: jezdze juz 26 lat i od 23 lat nie mialem zadnej kolizji.
    Przejechalem juz prawie 40Mm. Nie mam zadnych punktow karnych. Dostalem jakies
    4 mandaty w czasie tych ostatnich 23 lat. Ja sie nie chwale, lecz uzasadniam.
    Wiem, ze Cie podnieci slowo WYDAJE mi sie - wiec dodam, ze WIEM, ze gdybym nie
    przekraczal predkosci, to tez nie bylbym wolny od ryzyka wypadku. I to wszystko.

    I na inny temat. Tak sie sklada, ze tez jezdze po roznych krajach Europy.
    Czesto tez w Danii, ktora tu ktos przywolal. Jak sie zapomne i pojade "po
    polsku" w miescie, to zaraz za mna trabia i sa przerazeni. Wtedy zaczynam
    jezdzic, tak jak oni - bo tak jest najbezpieczniej! Zdarza mi sie to rzadko i
    nie chodzi tu o predkosc, ale o lewo- i prawo-skrety na skrzyzowaniach.
    Dunczycy jezdza strasznie slamazarnie. Mnie o wiele bardziej odpowiada styl
    wlosko-francuski w miescie i tam sie czuje swietnie. Dunczycy w swoim
    dziadostwie sa straszni. ale taka tu kultura jazdy.
    Generalnie - nalezy jezdzic tak, jak wiekszosc i tak jest najbezpieczniej.
    Wyobraz sobieNiemca-Dunczyka (takiego przepisowego do bolu) w Rzymie, Paryzu
    pod Lukiem Triumfalnym etc.- zagrozenie totalne!
    Popelniasz spory blad, zwalajac wszystko na predkosc. Kraje poludniowej Europy:
    tam kierowcy to nieskandynawowie i jezdza ostro, a czytalem, ze wypadkow wcale
    nie jest tam wiecej. Oni sa po prostu lepszymi kierowcami. Moze maja to w
    genach, ale tez od dziecka jezdza w trudnych warunkach i swietnie sie ucza.
    Skandynawowie i Niemcy rzadko tam sie wybieraja samochodem, bo sie boja. Dla
    nich ruch miejski np. we Wloszech to KOSZMAR!

    Reasumujac: napisalem, czemu przekraczam predkosc w Pl (nie wspominam o
    b.zachowawczych ograniczeniach, bo inni juz o tym pisali) i dodalem, ze aby nie
    stwarzac zagrozenia nalezy sie dostosowac do stylu jazdy tubylcow. pozdrawiam
  • mejson.e5 24.11.03, 11:41
    Generalnie popieram.
    Zgadzam się, że jazda z przepisową prędkością nie gwarantuje bezpieczństwa.
    Co więcej - czasami to niebezpieczeństwo zwiększa - mała prędkość "usypia
    czujność" i grozi prowokującą ślamazarnością.
    Zgadzam się, że jazda w warunkach małego natężenia ruchu - w nocy, poza
    miastem, z prędkością odrobinę większą niż dopuszczalna, może nie stworzyć
    zagrożenia. Tu bardzo dużo zależy od doświadczenia kierowcy. Dobrze mieć nawyk
    przestrzegania prędkości ale nie zawsze jest to dogmat.
    Bezpieczeństwo przede wszystkim.
    Zgadzam się też jeśli chodzi o style jazdy południowców i Vikingów. Jak byłem
    we Włoszech, to większość stłuczek była spowodowana najechaniem na tył auta
    zbyt wolno ruszającego, lub zmieniającego pas - średni czas tego manewru na
    południu jest sporo krótszy niż w Skandynawii. Polacy też często obrywali po
    kufrze, bo się gubili i byli ślamazarni. Zresztą - to samo można zaobserwować w
    Polsce - Szybkość ruszana ze świateł i związana z tym przepustowość cyklu
    zmiany śwaiateł czasami jest żenująco niska.
    Jest takie mądre przysłowie: "Jeśli wszedłeś między wrony...".
    Bardzo się to sprawdza w ruchu drogowym. Trzeba jeżdzić podbnie do innych i
    przewidywalnie. Jeśli chce się jechać z przepisową prędkością, to nie róbmy
    tego na lewym pasie - od pouczania jest policja.
    Tak więc, Staruch, popieram Twój styl jazdy pod jednym warunkiem.
    Że naprawdę WIESZ, jakie są zagrożenia i konsekwencje wynikające z wszystkich
    Twoich decyzji na drodze. Że tak jest, raczej nie wątpię, sądząc z przebiegu
    Twoich 40 Mm.
    Problem jest z tymi, którzy nie WIEDZĄ, tylko WYDAJE im się, że WIEDZĄ.

    Pozdrawiam i do spotkania na drodze,
    Mejson
  • h.i.p 24.11.03, 12:04
    Dozwolone prędkości to nie tylko kwestia bezpieczeństwa. To także sprawa
    płynności ruchu, jego usystematyzowania i uspokojenia. Najpłynniej się jedzie
    gdy wszyscy poruszają się z tą samą i przewidywalną prędkością. Stąd jeśli
    wiem, że jest ograniczenie 100 to zakładam, że większość jedzie 100 i mogę
    skupić się na obserwowaniu drogi a nie wypatrywaniu piratów drogowych. Tu też
    należy zwrócić uwagę na włączanie się do ruchu z dróg podporządkowanych albo na
    zmianę pasa ruchu. Takie manewry są utrudnione gdy inni użytkownicy zamiast
    tych 100 jadą np. 150. I jest to po prostu przejaw egoizmu i chamstwa, nie
    mówiąc już o zwiększaniu zagrożenia. Bowiem jadący przepisowo i pragnący
    zmienić pas ruchu lub włączyć się z podporządkowanej mają znacznie utrudnione
    zadanie właśnie za sprawą nierespektujących ograniczeń prędkości, a więc
    pokonujących dystans w krótszym czasie. Wielokrotnie zdarzało się, że
    rezygnowałem z włączenia się do ruchu bo widziałem pędzącego wariata. Gdyby
    jechał zgodnie z przepisami, wtedy ja miałbym wystarczająco dużo czasu i
    miejsca aby wyjechać na drogę główną i nie utrudniając jazdy innym uzyskać
    prędkość przelotową a więc max. dozwoloną.
    pozdr
  • klemens1 29.12.03, 12:44
    Popieram !!! Najlepiej jechać z prędkością jadących dookoła. Gdy np. na trasie
    z poszerzanym poboczem dojeżdżam do sznura samochodów które jadą 10 km/h
    wolniej ode mnie to nie wyprzedzam ich, tylko jadę za nimi.
    Podobnie czynię na Trasie Siekierkowskiej - jadę 100 - jest to prędkość
    mniejsza od prędkości tłumu, ale dzięki 3 pasom nie pogarszam za bardzo
    płynności ruchu.
  • mejson.e5 30.12.03, 11:37
    klemens1 napisał:

    "(...) na Trasie Siekierkowskiej - jadę 100 - jest to prędkość
    > mniejsza od prędkości tłumu, ale dzięki 3 pasom nie pogarszam za bardzo
    > płynności ruchu."

    Straszne, że przy ograniczeniu do 70 km/h prędkość tłumu przekracza 100 km/h,
    no nie?
    Słuzby drogowe powinny trochę przemyśleć wprowadzone tam ograniczenia i
    przynajmniej na prostych, bezproblemowych odcinkach podnieść je do conajmniej
    80 km/h, jak na Toruńskiej.
    Próba jazdy przepisową siedemdziesiątką wymaga ode mnie dużo samodyscypliny i
    ciągłej kombinacji, by nie rozwścieczyć jadących inaczej...

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • klemens1 30.12.03, 13:35
    > Straszne, że przy ograniczeniu do 70 km/h prędkość tłumu przekracza 100 km/h,
    > no nie?

    W tym przypadku raczej smieszne, bo na tej trasie strachu przy 100 nie ma
    zadnego (chyba ze stoi policja).

    > Słuzby drogowe powinny trochę przemyśleć wprowadzone tam ograniczenia i
    > przynajmniej na prostych, bezproblemowych odcinkach podnieść je do conajmniej
    > 80 km/h, jak na Toruńskiej.

    Albo 100 w Lomiankach, gdzie droga jest duzo gorsza, sa swiatla i przejscia dla
    pieszych - i tam niewielu przekracza dozwolone 100 (wielu jedzie nawet duzo
    wolniej), co swiadczy o tym ze kierowcy jednak mysla. Pozniej taki kierowca
    wjezdza na Siekierkowska i widzi 70 - jedynym logicznym uzasadnieniem takiego
    ograniczenia jest durny zart urzedasow.
  • Gość: Staruch IP: *.fys.sdu.dk 24.11.03, 13:06
    cos mi sie potegowalo. Przejechalem 400Mm a nie 40Mm.Pzdr.
  • kelo 24.11.03, 13:29
    Ponieważ, treść mojego postu o drodze do Olkusza również w moim synu wzbudziła
    pewne wątpliwości jadąc tą trasą postanowiłem przestrzegać wszelkich
    ograniczeń prędkości. Już na pierwszym odcinku, o którym pisałem, rodzina
    stwierdziła, że coś tu nie tak. Ograniczenie i owszem ale nie do 50km/h. Może
    na ośnieżonej drodze ta prędkość byłaby niebezpieczna, ale nie na czystej i
    suchej. Zdzierżyli jakoś te 600 m ale ponadośmiokilometrowego odcinka na
    wysokości Bolesławia już nie. Stwierdzili, że tylko idiota mógł tu tak bardzo
    ograniczyć prędkość. A dlaczego? bo asfalt na skutek szkód górniczych, tak
    myslę, oraz złej konstrukcji podkładu jest "wygibany". Po pierwszym kilometrze
    pojechaliśmy bezpiecznie 80-90 km/h. To tylko jeden przykład nadgorliwości, o
    której się tu pisze - również. A ile ich w całym kraju?
  • przemo_c 24.11.03, 14:49
    Lubię... Lubię... Lubię...

    Ale tak na poważnie bardzo, to w małych miejscowościach zwalniam, nie chcę
    pozbawić kogoś zycia, zwłaszcza:
    a. rowerzystów
    b. małych dzieci
    c. całej reszty :D

    W dużych miastach, gdzie wiem, że prawdopodobieństwo tego, że mi ktoś przed
    maskę wyskoczy jest mniejsze, pozwalam sobie na większe odstępstwa od norm, a
    poza miastem, na trasie szybkiego ruchu lub autostradzie... Hmmm... No to grzeję
    już szybciej, nie tyle co fabryka dała (250 w Polsce się raczej nie da) ale
    szybciej...

    A najgorsze jest to, że nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia i nie czuję się
    gorzej... Na jadących powoli nie krzyczę i nie trąbię, ale wyprzedzam...

    Pozdro...
    --
    A sru, właściwie po co mi normalność?? :D
  • mejson.e5 24.11.03, 15:38
    Na autostradzie czy drodze ekspresowej z reguły jest bezpieczniej.
    Ale, jak każda reguła i ta ma wyjątki.
    Trudno mi spokojnie jechać powyżej 130/h gdy:
    -są koleiny i przejeżdżanie przez nie rozhuśtuje samochód (super wrażenie z
    rowerami na dachu!).
    -wyprzedzam ciężarówkę - grata i nie wiem, czy nie odpadnie mu właśnie teraz
    koło,
    -wyprzedzajac w biegu nie mam pewności, czy kołyszący się maluszek na prawym
    pasie nie rozpocznie manewru wyprzedzania węglarki zmuszając mnie do hamowania -
    facet myśli, że jadę 130 więc zdąży. A jak tu jechać 180?
    Nie w tym kraju, z tymi kierowcami, na akich drogach.
    W Niemczech - dlaczego nie?
    Dla spokoju jadę 130.

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • przemo_c 24.11.03, 16:08
    A ja jak jadę sam, pozwalam sobie na szaleństwo... A te niebezpieczeństwa, o
    których pisałeś... No cóż... Stanowią, niestety, normalność na naszych drogach i
    wpisane sa niejako w ryzyko prowadzenia samochodu...

    Pozdrawiam mocno...
    --
    A sru, właściwie po co mi normalność?? :D
  • mejson.e5 24.11.03, 18:38
    Dorzucę Ci Przemo_C, do koszyczka jeszcze jeden element mojej paranoi.
    Czy wiesz, co można spotkac na polskich drogach oprócz uczestników ruchu?
    Kawałki opon z wielkich cięzarówek, chlapacze z wystajacymi śrubami, kawałki
    zderzaków, rury wydechowe...
    Kolega naciął się w nocy na zgubione koło zapasowe od ciężarówki - on i jeszcze
    dwóch facetów stracili wtedy podwozia.
    Rekordem był kawałek resoru piórowego, który po najechaniu przednim kołem
    przeciął próg, sprawiając, że CAŁE nadwozie nowej Corsy było do wymiany.

    No to leć, Przemo_C, leć te swoje sto osiemdziesiąt albo więcej.
    Przecież takie drogi w Polsce to normalność...

    (Tak w ogóle, to życzę Ci, by te wszystkie drobiazgi pozostały tylko moją
    paranoją...)

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • przemo_c 24.11.03, 19:28
    To ja do paranoi dorzucę jeszcze bronę, na którą prawie nadziała się moja
    dziewczyna... :D

    Wiesz, mam to wliczone w ryzyko takiego prowadzenia samochodu... Jednak jeżdżę
    tak tylko, gdy jadę samochodem sam i nie ma pasażerów... :D
    --
    A sru, właściwie po co mi normalność?? :D
  • mejson.e5 25.11.03, 00:06
    przemo_c napisał:

    > To ja do paranoi dorzucę jeszcze bronę, na którą prawie nadziała się moja
    > dziewczyna... :D
    >
    > Wiesz, mam to wliczone w ryzyko takiego prowadzenia samochodu... Jednak jeżdżę
    > tak tylko, gdy jadę samochodem sam i nie ma pasażerów... :D

    Życzę Ci,Przemo_C, byś się wyszalał bezpiecznie.

    Ale pamiętaj, że mimo, że jedziesz bez pasażerów, to na drodze nigdy nie jesteś
    sam.
    A inni kierowcy nie mają interesu wkalkulowywać Twoje ryzyko w swój rozkład
    jazdy...

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • przemo_c 25.11.03, 10:20
    Wiem... I dlatego unikam raczej szaleństw na drogach wąskich i z dużym
    natężeniem ruchu... Jak na razie udało mi się skasować 3 samochody i wszystkie
    to były drzewa, rowy i takie tam różne... Nigdy nie miałem stłuczki... Czy
    kolizji drogowej, w której uczestniczyłby inny użytkownik drogi...
    --
    A sru, właściwie po co mi normalność?? :D
  • Gość: wamal IP: *.proxyplus.cz / 213.17.208.* 29.12.03, 15:58
    Sam osobiście uczestniczyłem w kilku zdarzeniach drogowych. Jedno z pierwszych
    to przypadek udowodnienia mi, że hamulce we własnym kaszlaku są zupełnie innej
    klasy niż w poprzedzającym mnie młodszym egzemplarzu wyrobu tej samej wytwórni.
    Później "trzeźwy inaczej" (jedno piwo- pomiar wykazał 1.6 promila) wjechał w
    tył mojego drugiego kaszlaka. W lewe koło tylne służbowego pickupa wjechał mi
    student Szkoły Bankowej (nie zauważył trójkąta podporządkowania). Stałem do
    skrętu w lewo (na wciśniętych "stopach" i włączonym migaczu),gdy w tylne prawe
    światło mojego poldolota wjechał mi dostawczy Merc i wypchnął mnie na czołówkę
    z PF126p (ten przelot myśli w głowie- siedzenie się złożyło, leżę i zastanawiam
    się, co jechało z przeciwka... i czy zobaczę jeszcze dzieciaki). Ostatni
    przypadek (mam nadzieję) w lewe tylne drzwi mojego LaniSE wjechał mi kombiak VW
    (nie zauważył, że wjeżdża na drogę z pierwszeństwem). Nie jestem święty, na
    drodze do Olsztyna jechałem za wolno Matizem (około 30 km/h)- tył zaczął mi
    uciekać podczas podjazdu w zakręt w lewo i gdybym dodał gazu pewnie przedni
    napęd "wyciągnąłby" mnie z opresji. Niestety nacisnąłem hamulec i ...wjechałem
    do niegłębokiego rowu. Co prawda wysiadać musiałem przez drzwi pasażera (i
    zajęło mi trochę czasu uspokojenie się i uwierzenie, że jeszcze nie teraz...).

    Wszystkie te zdarzenia trafiły się w ciągu sześciu lat- prędkości 30-50 km/h na
    terenie zabudowanym. Gdybym trafił na choć jednego takiego jeżdżącego
    "bezpieczne 75-80" na sześćdziesiątce, to pewnie nie czytalibyście tego postu.
    pzdr
  • mejson.e5 30.12.03, 12:03
    Gość portalu: wamal napisał(a):

    "Sam osobiście uczestniczyłem w kilku zdarzeniach drogowych.(...)
    Wszystkie te zdarzenia trafiły się w ciągu sześciu lat- prędkości 30-50 km/h na
    terenie zabudowanym. Gdybym trafił na choć jednego takiego jeżdżącego
    "bezpieczne 75-80" na sześćdziesiątce, to pewnie nie czytalibyście tego postu."

    I tu tkwi sedno problemu przestrzegania ograniczeń prędkości. Kierowcy dodając
    do prędkości dopuszczalnej swój "współczynnik geniusza" - jakieś 10-30 km/h,
    prawdopodobnie nigdy nie przeżyli grozy poważnego wypadku drogowego. Sama
    płynna jazda, zmiana biegów, manewry sprawne wykonywane, mogą utwierdzić w
    przekonaniu o własnej doskonałości. Niektórzy przejeżdżą tak całe życie (czego
    wszystkim życzę!) i nic im się nie stanie, a niektórym nie uda się tylko raz.
    I może być to ten jeden raz za dużo...
    Samochody mamy coraz nowocześniejsze, ze wspomaganiem kierownicy, jeździ się
    komfortowo przy dużo większych niż poprzednio prędkościach. Magiczne Airbagi,
    SBS, ABS, EBS, ITP. dają nam większe poczucie bezpieczeństwa.
    A jednocześnie drogi mamy coraz gorsze, ruch coraz większy, a jeździmy coraz
    szybciej.
    Fizyki nie da sie oszukać, a po drogach nie jeżdżą sami mistrzowie albo inni
    święci...

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • klemens1 30.12.03, 13:27
    Wszystko co napisales to racja, ale ograniczanie predkosci na bezkolizyjnej 3-
    pasmowce do 70 nie spowoduje poprawy bezpieczenstwa, tylko powiekszy i tak juz
    duza ignorancje kierowcow w stosunku do przepisow i ograniczen predkosci.
    Bo jezeli ograniczenia tak poprawiaja bezpieczenstwo to dajmy wszedzie 40 i
    dopiero bedzie bezpiecznie!!! Umiar nalezy zachowac w obu kierunkach.
  • mejson.e5 30.12.03, 14:28
    klemens1 napisał:

    "ograniczanie predkosci na bezkolizyjnej 3-pasmowce do 70 nie spowoduje poprawy
    bezpieczenstwa, tylko powiekszy i tak juz duza ignorancje kierowcow w stosunku
    do przepisow i ograniczen predkosci."

    Masz stuprocentową rację - niepotrzebne ograniczenie irytuje i prowokuje do
    jego złamania nawet tych, którzy z reguły takich ograniczeń przestrzegają.
    Wspomniałem w jakimś wątku o podejrzanie niskiej prędkości dopuszczalnej na
    Trasie Siekierkowskiej - tam 70-ka przez większy odcinek trasy jest przesadnie
    niska.
    Z drugiej strony - jest to miasto i zalegalizowanie tam 130 km/h byłoby pewną
    przesadą. Kiedyś irytowała mnie 80-ka na Trasie Toruńskiej, teraz uważam ja za
    całkiem-całkiem, to najwyższa prędkość w Warszawie, ale szkoda, że rozpadajacy
    się wiadukt zmusił do obniżenia jej na pewnym odcinku do nierealnej 40-ki.

    Co do innych 70-tek na trzypasmówkach, to wszystkie, jakie spotykałem miały
    jakieś uzasadnienie - przejście dla pieszych, skrzyżowanie albo kiepski profil,
    który nieprzygotowanych wyrzucał z pasa (Zakopianka, Katowicka, Trasa Toruńska).
    Sprowadzanie roli wszystkich ograniczeń do pomocnika w napychaniu kieszeni
    radarowcom to zbyt duże uproszczenie (nie Twoje, klemens).
    Zanim jakieś ograniczenie skrytykuję, staram się poznać wszystkie okoliczności
    jego powstania.

    I dopiero wtedy potrafię się wkur...ić...

    Pozdrawiam,
    Mejson

  • Gość: Oktob IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 12:18
    Nic dodać nic ująć. Za wiele bzdurnych, wydumanych ograniczeń i później ludzie
    po prostu obojętnieją na znaki ograniczające dozwoloną prędkość.
    W Warszawie swego czasu odtrąbiono sukces ograniczenia do 50 km/h. Ale
    (prawie) nikt tak (wolno) nie jeździ. A niekiedy szkoda, bo na ulicach, gdzie
    działa jakimś cudem tzw. zielona fala (Puławska, Al.Niepodległości) "ścigacze"
    tylko hamują ruch, bo zamiast płynnie i bez zatrzymywania jechać 50 km/h, to
    do najbliższych świateł pomykają 80 km/h, hamują i ... powoli ruszają
    rozpędzając się i znów hamują i blokują itd.
  • Gość: krzyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 19:44
    dlaczego ja przekraczam prędkość?
    bo mi sie spieszy i muszę jeździć niestety po takich drogach jakie są, a
    porównywanie szybkiej jazdy do zabójstwa czy kradzieży jest chyba tylko próbą
    z twojej strony jakiejś chorej prowokacji bo chyba sam nie wierzysz w to co
    piszesz
  • mejson.e5 10.01.04, 08:41
    Gość portalu: krzyś napisał(a):

    "> dlaczego ja przekraczam prędkość?
    > bo mi sie spieszy i muszę jeździć niestety po takich drogach jakie są"

    A policzyłeś, ile czasu zarabiasz jeżdżąc szybko "po takich drogach, jakie są"?

    Możemy o tym podyskutować, bo ja jestem zdania, że zarabiasz albo i nie kilka
    minut a powodujesz ogromne zagrożenie dla swojego i cudzego zdrowia i życia a
    także dla swojego portfela.

    Nic nie jest takie proste, jak się na początku wydaje.

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • Gość: krzyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.04, 13:27
    tak naprawdę jak się spieszę to nie myślę o tym ile mogę zyskać, po prostu
    spieszę sie i wiem że muszę dojechać na określoną godzinę i nie ważne czy jest
    to 10 km czy 500. Dopiero jak jadę tą samą drogą nie spiesząc się to widać
    różnicę, wiadomo że na 10 km nic nie zyskam ale 400 km godzinę szybciej bez
    problemu można przejechać (wiem z autopsji). I niestety drogi sa jakie są i
    oczywiście wolałbym jechać 140 autostradą niż np drogą nr10 W-wa - Szczecin
    pozdrawiam
  • Gość: Robert IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 18:36
    Pod Twoim postem moge smialo sie podpisac gdyz mam takie same poglady co Ty z
    ta jednak roznica, ze mnie juz od dawna przestalo obchodzic co sie dzieje za
    mna i obok mnie. Oczywiscie nie jezdze na slebo i doskonale widze wszystko co
    sie dzieje na drodze lecz od dawna nie poddaje sie presji TIRa naciskajacego z
    tylu. Jak jest przejscie dla pieszych to sie zatrzymuje i przepuszczam
    pieszego, jak jest warukowy skret w prawo to takze sie zatrzymuje chociaz
    doskonale widze, ze moge skrecac. Ale coz, taki jest przepis i nalezy go
    przestrzegac.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka