Dodaj do ulubionych

"90/h strasznie męczy. To takie niedorobione 120"

03.08.09, 11:12
W miejscu, w ktorym samochod jadacy 90 km/h juz by sie zatrzymal podczas
hamowania autor tej wypowiedzi poruszalby sie jeszcze z predkoscia okolo 90 km/h.

Ale nie zapominajmy, ze polscy kierowcy sa najlepsi w Europie (jesli nie na
swiecie) a winne sa drogi.
Edytor zaawansowany
  • edek40 03.08.09, 12:18
    Nie neguje wyliczen.

    Dlaczego jednak ma sie gwaltownie zatrzymywac na drodze tranzytowej o wielkim znaczeniu komunikacyjnym? Bo przyjmujac takie gwaltowne hamowanie jako pewnik, nawet 30 km/h jest szalenie niebezpieczne. O ile bowiem pamietam zadna predkosc nie jest bezpieczna i samochody powinny stac.

    Jak zawsze nie rozumiem dlaczego, jako Polak musze liczyc sie z przepedzaniem bydla przez taka np. bezpieczna osemke albo za pewnik przyjmowac obecnosc pijanych osobnikow w okolicach krawedzi drogi (czasem na srodku). Czy dlatego jestem piratem drogowym, bo uwazam, ze takie zjawiska nie powinny miec miejsca? Pisze o tym nie w polemice z tymi 120 km/h, poniewaz to na naszych kretych i dziurawych drogach jest niebezpieczne rowniez dla samochodu. Pisze o tym dlatego, ze systematycznie zmniejsza sie ilosc drgo, gdzie mozna pedzic choc te 90 km/h. Bo gdy jedzie sie 70 km/h zatrzymuje sie w miejscu, w ktorym ten od 90 km/h jeszcze jedzie 70 km/h, a gdy jedzie sie 30 km/h do zatrzymuje sie w miejscu, w ktorym jadacy 50 km/h jedzie jeszcze 30 k/h....
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 13:49
    edek40 napisał:

    > Dlaczego jednak ma sie gwaltownie zatrzymywac na drodze
    > tranzytowej o wielkim z naczeniu komunikacyjnym?

    Np. z powodu samochodu, ktory wlacza sie do ruchu?

    > Bo przyjmujac takie gwaltowne hamowanie jako pewnik, nawet 30 km/h
    > jest szalenie niebezpieczne.

    Blad. Ktos hamujacy ze 120 km/h jest po 95 metrach hamowania ciagle jeszcze bez
    porownania niebezpieczniejszy od tego, kto jadac 30 km/h nawet nie hamuje.

  • edek40 03.08.09, 14:09
    > Np. z powodu samochodu, ktory wlacza sie do ruchu?

    Ale patrzec ma tylko ten co jedzie po glownej? Nie bardzo rozumiem. 30 km/h roznicy nie jest, przynajmniej dla mnie, powodem do wtargniecia pod jadace auto w wyniku pomylki w ocenie. Moze ja jezdze jak pirat, ale nie wlaczam sie do ruchu na szosie z kilkumetrowym zapasem. Boje sie, ze moje zmysly obarczone sa zbyt wielkim bledem pomiaru i te 30 km/h miesci sie w zakresie marginesu bledu.

    > Blad. Ktos hamujacy ze 120 km/h jest po 95 metrach hamowania ciagle jeszcze bez
    > porownania niebezpieczniejszy od tego, kto jadac 30 km/h nawet nie hamuje.

    Bledem jest zakladanie, ze roznica o 30 km/h spowoduje blad w ocenie wlaczajacego sie do ruchu, a co za tym idzie, ze dojdzie w ogole do awaryjnego hamowania. Bledne z zalozenia jest bowiem zakladanie, ze jadacy 90 lub 120 km/h ma uwazac na stojacego na podporzadkowanej, poniewaz ten moze wlaczyc sie do ruchu kiedy bedzie chcial. Na to sa odpowiednie paragrafy. Co o nieustapieniu itp. A drugorzedna sprawa jest to, czy jadacy glowna lamal ograniczenia czy nie. Gdybajac dalej mozna dojsc do wniosku, ze jadacy w takim miejscu 70 km/h jest niebezpieczniejszy od takiego, ktory jedzie Twoje 120 km/h. Wystarczy bowiem, ze zupelnie przypadkowo (czyli tak, jak zakladasz wlaczaja sie kierowcy z podporzadkowanej) wlaczajacy sie wjedzie 2 metry przed jadacym 70 km albo 100 m przed jadacym 120 km/h. To jadacy 70 km/h bedzie morderca...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 16:07
    edek40 napisał:

    > 30 km/h roznicy nie jest, przynajmniej dla mnie, powodem do
    > wtargniecia pod jadace auto w wyniku pomylki w ocenie.

    Ale takie pomylki zdarzaja sie i zawsze beda sie zdarzac. Problem w tym, ze ta
    pozornie mala roznica stwarza zupelnie doametralnie inne warunki na drogach z
    bez porownania wyzszym prawdopodbienstwem tragicznego wypadku.

    I jesli prawdopodobienstwo gwaltownie rosnie to rosnie tez liczba ofiar -
    logiczne. Ilosc zabitych na polskich drogach, gdzie limity predkosci sa
    notorycznie lamane tylko ta prosta prawde potwierdza.

    > Bledem jest zakladanie, ze roznica o 30 km/h spowoduje blad w
    > ocenie wlaczajace go sie do ruchu,

    Tego tez nikt nie zaklada. Pewne natomiast jest to, ze owe 30 km/h roznicy
    bardzo powaznie zmniejsza szanse wlasciwej oceny zarowna z pozycji jadacego jaki
    wlaczajacego sie.


  • edek40 03.08.09, 16:17
    hanni napisał:

    > Ale takie pomylki zdarzaja sie i zawsze beda sie zdarzac. Problem w tym, ze ta
    > pozornie mala roznica stwarza zupelnie doametralnie inne warunki na drogach z
    > bez porownania wyzszym prawdopodbienstwem tragicznego wypadku.

    Oczywiscie. Prawdopodobienstwo poniesienia smierci przez wlaczajacego sie do ruchu jest wprost proporcjonalne do bledu popelnionego w ocenie. Stad moja teza, ze gosc jadacy 70 km/h prawie na pewno zabije goscia, ktory zgubil oczy i wjechal wprost pod samochod, a jadacy 120 km/h spokojnie zahamuje, gdy wlaczajacy sie jest tylko cynicznym chamem.

    > I jesli prawdopodobienstwo gwaltownie rosnie to rosnie tez liczba ofiar -
    > logiczne. Ilosc zabitych na polskich drogach, gdzie limity predkosci sa
    > notorycznie lamane tylko ta prosta prawde potwierdza.

    Z tym prawdopodobienstwem to masz 100% racji. A odpowiada za to glownie struktura drogowa, gdzie ruch lokalny miesza sie z tranzytowym nie z wyboru tylko z braku alternatywy. Co wiecej prawdopodobienstwo poniesienia smierci w wypadku rosnie lawinowo wraz z rocznikiem auta oraz brakiem wystrzelonego juz wyposazenia i iloscia czesci bazowych uzytych do budowy pojedynczego bolida. O niezapinaniu pasow calkiem nie wspomne, bo przeciez to predkosc zabija.

    > Tego tez nikt nie zaklada. Pewne natomiast jest to, ze owe 30 km/h roznicy
    > bardzo powaznie zmniejsza szanse wlasciwej oceny zarowna z pozycji jadacego jak
    > i wlaczajacego sie.

    W Szwajcarii jest ogolnie przyjete wjezdzanie z polnej drogi na zwykla szose z zachowaniem powiedzmy 10 metrowego zapasu odstepu?
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 16:35
    edek40 napisał:

    > Oczywiscie. Prawdopodobienstwo poniesienia smierci przez
    > wlaczajacego sie do ru chu jest wprost proporcjonalne do bledu
    > popelnionego w ocenie.

    A prawdopodobienstwo popelnienia tego bledu wzrasta wraz z predkoscia jadacego
    glowna droga, do tego wzrasta gwaltownie, gdy jadacy droga glowna porusza sie z
    predkoscia powyzej dozwolonej.

    > Z tym prawdopodobienstwem to masz 100% racji.

    Dziekuje. Systemy o charakterze masowym maja to do siebie, ze prawdopodobienstwo
    wynikajace z danych tego systemu potwierdzaja sie w praktyce prawie 1:1.
    Dlatego tam, gdzie olewane sa przepisy ginie i bedzie ginac bez porownanaia
    wiecej ludzi niz tam, gdzie przepisy sa przez wiekszosc respektowane.

    > A odpowiada za to glownie struktura drogowa, gdzie ruch lokalny
    > miesza sie z tranzytowym nie z wyboru tylko z braku alternatywy.

    Nie. Odpowiadaja za to glownie kierowcy nie potrafiacy stosowac sie do prostych
    i przejrzystych zasad. To nie struktura drogowa, ruch loklany i tranzytowy
    zabijaja tylko kierowcy za glupi na to, zeby potrafic zatrzymac samochod przed
    przeszkoda na drodze.
  • edek40 03.08.09, 16:41
    hanni napisał:

    > A prawdopodobienstwo popelnienia tego bledu wzrasta wraz z predkoscia jadacego
    > glowna droga, do tego wzrasta gwaltownie, gdy jadacy droga glowna porusza sie z
    > predkoscia powyzej dozwolonej.

    Ale nie przy zaledwie 30 km/h. Zapewne bardzo wielu ludzi nawet nie odrozni tej
    predkosci w pojedynczych probach. Szczegolnie z perspektywy ogladania przodu
    tego auta.

    > Nie. Odpowiadaja za to glownie kierowcy nie potrafiacy stosowac sie do prostych
    > i przejrzystych zasad. To nie struktura drogowa, ruch loklany i tranzytowy
    > zabijaja tylko kierowcy za glupi na to, zeby potrafic zatrzymac samochod przed
    > przeszkoda na drodze.

    Niewatpliwie nie sa duzo glupsi od innych kierowcow. A moze w mniemaniu naszych
    wladz nawet madrzejsi. Inne bowiem kraje tak pobudowaly drogi z zalozenia
    tranzytowe, ze prawdopodobienstwo awaryjnego hamowania przed niespodziewana
    przeszkoda spadlo o rzedy wielkosci. A my nadal naszymi carskimi traktami...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 16:57
    edek40 napisał:

    > Ale nie przy zaledwie 30 km/h.

    Owszem, szczegolnie wtedy, gdy jest to w granicach 90-120 km/h, co tez staralem
    sie wyjasnic (jak widac bezskutecznie) dosyc prostym przykladem.


    > Zapewne bardzo wielu ludzi nawet nie odrozni tej predkosci w
    > pojedynczych probach. Szczegolnie z perspektywy ogladania przodu
    > tego auta.

    Otoz to! Predkosci nie odrozniaja tymczasem skutki tej pomylki sa tragiczne,
    czego niezbicie dowodzi bilans smiertelnosci na polskich drogach.

    > Niewatpliwie nie sa duzo glupsi od innych kierowcow.

    Sa. Jesli zabijaja sie w tak olbrzymich ilosciach to sa glupsi od tych, ktorzy
    potrafia zatrzymac swoj samochod przed przeszkoda lub potrafia dobrac taka
    predkosc, ze nawet jesli popelnia blad (oni lub ktos inny), to skutki crashu sa
    lagodniejsze.

    > Inne bowiem kraje tak pobudowaly drogi z zalozenia
    > tranzytowe, ze prawdopodobienstwo awaryjnego hamowania przed
    > niespodziewana przeszkoda spadlo o rzedy wielkosci.

    Byloby pieknie gdyby bylo prawda ale niestety nie jest. W takich Niemczech
    drogami krajowymi i po miejscowosciach jezdzi zwyklymi drogami (!) kilka razy
    wiecej samochodow (do tego dochodza jeszcze autostrady) i mimo to ginie tam na
    drogach statystycznie kilka ryzy(!) mniej ludzi niz w Polsce.

    > A my nadal naszymi carskimi traktami...

    "Trakt carski" rozni sie od przecietnej drogi w Niemczech tylko tym, ze, ze na
    tym pierwszym panuje bezholowie a na drugim ludzie jada.
  • edek40 03.08.09, 17:06
    hanni napisał:

    > Otoz to! Predkosci nie odrozniaja tymczasem skutki tej pomylki sa tragiczne,
    > czego niezbicie dowodzi bilans smiertelnosci na polskich drogach.

    Nie, misiaczku. Skoro przyznajesz, ze niuansem w ocenie jest roznica 30 km/h
    przy ocenie wjazdu z podporzadkowanej, to nie win jadacego 120 km/h, ze trafil
    na debila, ktory wjezdza a nie patrzy. Ja to widze zupelnie inaczej. To
    wjezdzajacy pod samochod jadacy 90 lub 120 lub 70 km/h jest potencjalnym
    zabojca-samobojca. On bowiem moze zabic goscia majacego pierwszenstwo. Pisze o
    tym, poniewac poruszales kwestie oceny bezpiecznego wjazdu. Ciesze sie, ze
    przyznales, ze z punktu widzenia wlaczajacego sie ta niewielka roznica predkosci
    nie moze decydowac o podjeciu manewru lub nie.

    A ze skutkami samobojczego wjazdu zaleznymi od predkosci jadacego glownanie
    dyskutuje w ogole. Mi niepodoba sie przyjmowanie, ze ktos moze sobie wjechac pod
    jadacego 90 km/h, bo zdarzy on zahamowac. A jesli dlubie w nosie, obrabia
    urobek, a jedzie tylko 70 km/h? Nie zauwazy i nawet nie zacznie hamowac.

    Hanni, po prostu nie mozna wyjezdzac na glowna droge, szczegolnie z dozwolona
    dziewiecdziesiatka bez patrzenia. Ja z reszta wiele razy postulowalem ustawianie
    progow zwalniajacych przed takimi wjazdami. Mamy takie drogi jakie mamy.
    Predkosc mozna obnizac, a i tak smierc bedzie zbierala swoje zniwo. A gdyby tak
    utrudnic prostymi metodami popelnianie glupich dycyzji? Wtedy przekroczenie
    predkosci o 30 km/h bedzie wylacznie powodem do wlepienia mandatu.
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 17:20
    edek40 napisał:

    > Nie, misiaczku.

    Zaczynsz znow byc osobisty? No coz, ty sam stwierdziles, ze wlaczajacy sie do
    ruchu moze miec problemy w odroznieniu samochodu jadacego 90 od jadacego 120 km/h.

    A roznica w skutkach tak blednej oceny moze byc (i bywa) katastrofalna.

    > Skoro przyznajesz, ze niuansem w ocenie jest roznica 30 km/h
    > przy ocenie wjazdu z podporzadkowanej,

    Nie, nie "misuaczku". To ty przyznales, ze wielu ludzi "nawet nie odroznia tej
    predkosci". Jak pisze o tym, ze roznice w skutkach tych predkosci sa kolosalne.

    > to nie win jadacego 120 km/h, ze trafil na debila, ktory wjezdza a nie patrzy.

    Owszem bede winil bo to on jest debilem w karygodny sposob lamaicym normy
    sluzace bezpieczenstwu innych.
    A "debilem" ktory wyjezdza i nie patrzy mozesz kiedys zostac i ty, zwazywszy, ze
    "Zapewne bardzo wielu ludzi nawet nie odrozni tej predkosci Szczegolnie z
    perspektywy ogladania przodu tego auta"

    No chyba, ze uwazasz sie za jakiegos supermana, jak wielu "najlepszych kierowcow
    Europy" - tez tych s.p.




  • klemens1 03.08.09, 20:20
    > Owszem bede winil bo to on jest debilem w karygodny sposob
    > lamaicym normy sluzace bezpieczenstwu innych.

    Byłoby tak gdyby ta prędkość utrudniła ocenę czy można bezpiecznie wyjechać z
    podporządkowanej. To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    Mylą ci się priorytety.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 03.08.09, 20:35
    klemens1 napisał:

    > Byłoby tak gdyby ta prędkość utrudniła ocenę czy można bezpiecznie
    > wyjechać z podporządkowanej.

    Tak wlasnie jest, co przyznal nawet edek. Do tego dochodzi tez to, ze wlaczajacy
    sie do ruchu ma znacznie mniej czasu na bezpieczne wykonaie manewru, poniewaz
    jakis "debil" jest za tepy na to, zeby odroznic 90 od 120.

    > To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    > manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.

    A jadacy droga z pierwszenstwem przejazdu ma tak dostosowac predkosc, zeby innym
    umozliwic bezpieczne wlaczenie sie do ruchu. Absilutnym minimum jest zachowanie
    dozwolonej predkosci.

  • klemens1 03.08.09, 21:51
    > Do tego dochodzi tez to, ze wlaczajacy
    > sie do ruchu ma znacznie mniej czasu na bezpieczne wykonaie
    > manewru, poniewaz jakis "debil" jest za tepy na to, zeby odroznic
    > 90 od 120.

    Nie chodzi o to czy ma znacznie mniej czasu czy nie, tylko o to czy ma go nadal
    wystarczająco dużo.

    > A jadacy droga z pierwszenstwem przejazdu ma tak dostosowac
    > predkosc, zeby innym umozliwic bezpieczne wlaczenie sie do ruchu.
    > Absilutnym minimum jest zachowanie dozwolonej predkosci.

    Z pierwszym zdaniem się zgadzam, drugie jest w oczywisty sposób błędne. W
    większości przypadków nie ma problemu z wyjazdem z podporządkowanej gdy jadący
    drogą z pierwszeństwem przekracza dozwoloną prędkość.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.08.09, 22:07
    klemens1 napisał:
    W
    > większości przypadków nie ma problemu z wyjazdem z podporządkowanej gdy jadący
    > drogą z pierwszeństwem przekracza dozwoloną prędkość.

    No i to jest przykład że nie znasz przepisu o którym niżej rozmawiamy . Zwykle
    wyjeżdżający z podporządkowanej liczy na to że ten drugi jedzie prawidłowo bo ma
    taki obowiazek .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 06.08.09, 22:00
    > No i to jest przykład że nie znasz przepisu o którym niżej
    > rozmawiamy . Zwykle wyjeżdżający z podporządkowanej liczy na to że
    > ten drugi jedzie prawidłowo bo ma taki obowiazek .

    A co ma wspólnego stwierdzenie że "w większości przypadków nie ma problemu z
    wyjazdem z podporządkowanej gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    dozwoloną prędkość" ze znajomością przepisów?
    Zacytowane zdanie w ogóle nie odnosi się do przepisów.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.08.09, 22:14
    klemens1 napisał:

    > > No i to jest przykład że nie znasz przepisu o którym niżej
    > > rozmawiamy . Zwykle wyjeżdżający z podporządkowanej liczy na to że
    > > ten drugi jedzie prawidłowo bo ma taki obowiazek .
    >
    > A co ma wspólnego stwierdzenie że "w większości przypadków nie ma problemu z
    > wyjazdem z podporządkowanej gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    > dozwoloną prędkość" ze znajomością przepisów?
    > Zacytowane zdanie w ogóle nie odnosi się do przepisów.

    Ma to że gdybyś je znał wiedziałbyś że wiekszość ma jednak problem z wyjazdem bo
    wiekszość nie przestrzega więc i większość ma problem z wyjazdem .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 23.08.09, 21:18
    > Ma to że gdybyś je znał wiedziałbyś że wiekszość ma jednak problem
    > z wyjazdem

    Przepisy nie określają jakie kto ma z czym problemy.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 25.08.09, 21:17
    klemens1 napisał:

    > > Ma to że gdybyś je znał wiedziałbyś że wiekszość ma jednak problem
    > > z wyjazdem
    >
    > Przepisy nie określają jakie kto ma z czym problemy.

    Ależ właśnie określają że podporządkowany ma prawo spodziewać się ale skoro
    większość nie przestrzega to to prawo zostaje mu odebrane .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 26.08.09, 20:42
    Napisałeś że znajomość przepisów określa znajomość faktu, że "wiekszość ma
    jednak problem z wyjazdem". Ja napisałem że przepisy nie określają kto ma jakie
    problemy. Nie dałeś rady na to odpowiedzieć. I jakoś długo się zastanawiałeś nad
    odpowiedzią - szukałeś w sieci?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 26.08.09, 20:56
    Nie , ja nie napisałem tego . Ja napisałem że podporządkowany ma pewne prawo ale
    to prawo jest mu odbierane . Nieznajomość tego prawa owocuje tym że nieznający
    go nie może wiedzieć czy dany problem istnieje czy nie .
    Jeśli nie wiesz co to miesiąc to co możesz wiedzieć o fazach księżyca i ile to
    trwa ? Czy to że nie wiesz co to miesiąc powoduje że wszelkie prawidła dotyczące
    księżyca nie istnieją lub tego faktu nie opisują ? Oczywiście że nie .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 31.08.09, 21:23
    > Nie , ja nie napisałem tego .

    Napisałeś to, oto dowód:
    K:
    A co ma wspólnego stwierdzenie że "w większości przypadków nie ma problemu z
    wyjazdem z podporządkowanej gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    dozwoloną prędkość" ze znajomością przepisów? Zacytowane zdanie w ogóle nie
    odnosi się do przepisów.
    H:
    Ma to że gdybyś je znał wiedziałbyś że wiekszość ma jednak problem z wyjazdem bo
    wiekszość nie przestrzega więc i większość ma problem z wyjazdem .

    A więc uzależniłeś znajomość przepisów od znajomości faktu że że "wiekszość ma
    jednak problem z wyjazdem", a teraz się tego wypierasz.

    > Nieznajomość tego prawa owocuje tym że nieznający
    > go nie może wiedzieć czy dany problem istnieje czy nie .

    Wystarczy wiedzieć 2 rzeczy:
    1. Czy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza prędkość.
    2. Czy stwarza to problem wjeżdżającemu na tę drogę.
    Jeżeli odpowiedź na pytanie 1 jest twierdząca a na pytanie 2 jest przecząca, to
    jest to wystarczający dowód żeby uznać że przekraczanie prędkości przez jadącego
    drogą główną nie oznacza automatycznie że wyjeżdżający z podporządkowanej ma
    problem.

    Znajomość przepisów nie ma tu nic do rzeczy, bo niezależnie od stopnia tej
    znajomości wystarczą tylko odpowiedzi na powyższe 2 pytania.

    I tak nic nie zrozumiałeś. Piszesz coś nie na temat o księżycu bo nie masz
    pojęcia co odpisać.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 31.08.09, 22:00
    klemens1 napisał:

    > > Nie , ja nie napisałem tego .
    >
    > Napisałeś to, oto dowód:
    > K:
    > A co ma wspólnego stwierdzenie że "w większości przypadków nie ma problemu z
    > wyjazdem z podporządkowanej gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    > dozwoloną prędkość" ze znajomością przepisów? Zacytowane zdanie w ogóle nie
    > odnosi się do przepisów.
    > H:
    > Ma to że gdybyś je znał wiedziałbyś że wiekszość ma jednak problem z wyjazdem b
    > o
    > wiekszość nie przestrzega więc i większość ma problem z wyjazdem .
    >
    > A więc uzależniłeś znajomość przepisów od znajomości faktu że że "wiekszość ma
    > jednak problem z wyjazdem", a teraz się tego wypierasz.


    Niczego się nie wypieram . Znajomość przepisów jest powiązana z tym że ktoś może
    mieć problem z wyjazdem . Jesli nie rozumiesz albo nie znasz przepisów a w
    szczególności parytetu to będziesz myślał że nie możesz wyjechać , jeśli
    znasz to będziesz wiedział że masz także pełne prawo ited.



    > > Nieznajomość tego prawa owocuje tym że nieznający
    > > go nie może wiedzieć czy dany problem istnieje czy nie .
    >
    > Wystarczy wiedzieć 2 rzeczy:
    > 1. Czy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza prędkość.
    > 2. Czy stwarza to problem wjeżdżającemu na tę drogę.
    > Jeżeli odpowiedź na pytanie 1 jest twierdząca a na pytanie 2 jest przecząca, to
    > jest to wystarczający dowód żeby uznać że przekraczanie prędkości przez jadąceg
    > o
    > drogą główną nie oznacza automatycznie

    Może gdyby tak było to by tak było ale niestety nie jest .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 02.09.09, 20:46
    > Niczego się nie wypieram .

    Wypierasz się bo napisałeś że tego nie napisałeś. A ja udowodniłem że to napisałeś.

    > Może gdyby tak było to by tak było ale niestety nie jest .

    Czyli wg ciebie gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza dozwoloną prędkość
    i w związku z tym wyjeżdżający z podporządkowanej nie ma problemu z wyjazdem na
    drogę z pierwszeństwem nie oznacza że gdy jadący drogą z pierwszeństwem
    przekracza dozwoloną prędkość to wyjeżdżający z podporządkowanej nie ma
    problemu z wyjazdem na drogę z pierwszeństwem ?


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 02.09.09, 21:43
    klemens1 napisał:

    > > Niczego się nie wypieram .
    >
    > Wypierasz się bo napisałeś że tego nie napisałeś. A ja udowodniłem że to napisa
    > łeś.

    Niczego się nie wypieram i uzależniam wiedzę o tym że mają problem z wyjazdem od
    znajomości przepisów bo znajomość przepisów jest powiązana z tym że ktoś może
    mieć problem z wyjazdem . Jeśli nie rozumiesz albo nie znasz przepisów a w
    szczególności parytetu to będziesz myślał że nie możesz wyjechać , jeśli znasz
    to będziesz wiedział że masz także pełne prawo .



    > > Może gdyby tak było to by tak było ale niestety nie jest .
    >
    > Czyli wg ciebie gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza dozwoloną prędkość
    > i w związku z tym wyjeżdżający z podporządkowanej nie ma problemu z wyjazdem ...

    wtedy wyjeżdżający ma problem z wyjazdem w różnym stopniu gdyż wówczas ma pełne
    prawo podejrzewać iż prędkość nie jest przekraczana mimo iz ona właśnie została
    przekroczona . Wyjeżdża zatem w błogim przekonaniu że nic mu nie powinno grozić
    a grozi . Czy będzie wypadek w takiej sytuacji czy nie zależy od .... sytuacji
    ale jedno co wiemy to to , że wyjeżdżający jedzie na "ślepo"



    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 06.09.09, 21:58
    > > Wypierasz się bo napisałeś że tego nie napisałeś. A ja
    > > udowodniłem że to napisałeś.
    >
    > Niczego się nie wypieram

    Udowodniłem że się wypierasz. Nie potrafisz tego dowodu obalić, więc się wypierasz.

    > > Czyli wg ciebie gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    > > dozwoloną prędkość i w związku z tym wyjeżdżający z
    > > podporządkowanej nie ma problemu z wyjazdem ...
    >
    > wtedy wyjeżdżający ma problem z wyjazdem w różnym stopniu

    Nie o to pytałem. Stwierdziłeś że mój dowód nie jest prawdziwy, więc zadałem ci
    pytanie które pozwoli ci swoje twierdzenie poprzeć. Nie odpowiedziałeś na to
    pytanie, co oznacza że się poddałeś.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.09.09, 22:07
    klemens1 napisał:

    > > > Wypierasz się bo napisałeś że tego nie napisałeś. A ja
    > > > udowodniłem że to napisałeś.
    > >
    > > Niczego się nie wypieram
    >
    > Udowodniłem że się wypierasz. Nie potrafisz tego dowodu obalić, więc się wypier
    > asz.

    Niczego się nie wypieram i uzależniam wiedzę o tym że mają problem z wyjazdem od
    znajomości przepisów bo znajomość przepisów jest powiązana z tym że ktoś może
    mieć problem z wyjazdem . Jeśli nie rozumiesz albo nie znasz przepisów a w
    szczególności parytetu to będziesz myślał że nie możesz wyjechać , jeśli znasz
    to będziesz wiedział że masz także pełne prawo



    > > > Czyli wg ciebie gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    > > > dozwoloną prędkość i w związku z tym wyjeżdżający z
    > > > podporządkowanej nie ma problemu z wyjazdem ...
    > >
    > > wtedy wyjeżdżający ma problem z wyjazdem w różnym stopniu
    >
    > Nie o to pytałem.

    Wim o co pytałes ale zrobiłeś złe założenie że jeśli jadący z pierwszeństwem
    przekracza prędkość a ten z podporządkowanej nie ma problemu z wyjazdem to ...
    Otóż jeśli zachodzi taka sytauacja że ten z pierwszeństwem przekracza to ten z
    podporządkowanej ma problem z wyjazdem gdysz swą decyzję podejmuje w oparciu o
    fłaszywe założenie iż tamten przestrzega przepisy
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 11.09.09, 22:07
    > > Udowodniłem że się wypierasz. Nie potrafisz tego dowodu obalić,
    > > więc się wypierasz.
    > Niczego się nie wypieram

    Nie pytam czy się wypierasz, tylko oczekuję twoich kontrargumentów. Ponieważ nie
    jesteś w stanie ich podać, oznacza to że się wypierasz.
    Widzisz debilku jak jedynie powtarzać potrafisz?

    > Wim o co pytałes ale zrobiłeś złe założenie że jeśli jadący z
    > pierwszeństwem przekracza prędkość a ten z podporządkowanej nie ma
    > problemu z wyjazdem to

    Czyli wg ciebie nie może istnieć sytuacja gdy jadący drogą z pierwszeństwem
    przekracza prędkość i jednocześnie wyjeżdżający z podporządkowanej ma problem z
    wyjazdem?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 11.09.09, 22:16
    klemens1 napisał:

    > > > Udowodniłem że się wypierasz. Nie potrafisz tego dowodu obalić,
    > > > więc się wypierasz.
    > > Niczego się nie wypieram
    >
    > Nie pytam czy się wypierasz, tylko oczekuję twoich kontrargumentów.

    I dawno temu je dostałes . Kontrargumentem jest PARYTET



    > > Wim o co pytałes ale zrobiłeś złe założenie że jeśli jadący z
    > > pierwszeństwem przekracza prędkość a ten z podporządkowanej nie ma
    > > problemu z wyjazdem to
    >
    > Czyli wg ciebie nie może istnieć sytuacja gdy jadący drogą z pierwszeństwem
    > przekracza prędkość i jednocześnie wyjeżdżający z podporządkowanej ma problem z
    > wyjazdem?

    Ależ właśnie tak jest zawsze . Zawsze wyjeżdżający będzie miał z tym problem .
    Chyba że się przejęzyczyłeś ?


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 22.09.09, 21:29
    > > Nie pytam czy się wypierasz, tylko oczekuję twoich
    > > kontrargumentów.
    > I dawno temu je dostałes . Kontrargumentem jest PARYTET

    Znowu ci się we łbie pierniczy - oczekuję kontrargumentów na dowód który
    przedstawiłem. Dowód ten nie dotyczy parytetu.

    > > Czyli wg ciebie nie może istnieć sytuacja gdy jadący drogą z
    > > pierwszeństwem przekracza prędkość i jednocześnie wyjeżdżający z
    > > podporządkowanej ma problem z
    > > wyjazdem?
    >
    > Ależ właśnie tak jest zawsze . Zawsze wyjeżdżający będzie miał z
    > tym problem .

    Z tego co napisałeś wynika że jeżeli jadący drogą z pierwszeństwem jest w
    odległości 300m od wyjeżdżającego z podporządkowanej i jedzie 60 km/h zamiast
    dozwolonych 50, to wyjeżdżający będzie miał problem. Potwierdzasz czy zaczynasz
    się motać już teraz?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 22.09.09, 22:31
    klemens1 napisał:

    > > > Nie pytam czy się wypierasz, tylko oczekuję twoich
    > > > kontrargumentów.
    > > I dawno temu je dostałes . Kontrargumentem jest PARYTET
    >
    > Znowu ci się we łbie pierniczy - oczekuję kontrargumentów na dowód który
    > przedstawiłem. Dowód ten nie dotyczy parytetu.

    Jaknajbardziej dotyczy parytetu . Tam jest parytet a nie priorytet




    > > > Czyli wg ciebie nie może istnieć sytuacja gdy jadący drogą z
    > > > pierwszeństwem przekracza prędkość i jednocześnie wyjeżdżający z
    > > > podporządkowanej ma problem z
    > > > wyjazdem?
    > >
    > > Ależ właśnie tak jest zawsze . Zawsze wyjeżdżający będzie miał z
    > > tym problem .
    >
    > Z tego co napisałeś wynika że jeżeli jadący drogą z pierwszeństwem jest w
    > odległości 300m od wyjeżdżającego z podporządkowanej i jedzie 60 km/h zamiast
    > dozwolonych 50, to wyjeżdżający będzie miał problem. Potwierdzasz czy zaczynasz
    > się motać już teraz?
    >

    Tak będzie miał problem choc znikomy bo ma prawo przypuszczać że jadąc walcem
    drogowym zdąży ale kto wie czy zdąży .

    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 02.10.09, 22:01
    > > Dowód ten nie dotyczy parytetu.
    > Jaknajbardziej dotyczy parytetu .

    Nie dotyczy. Wymiękłeś nie odpowiadając na dowód.

    > > Z tego co napisałeś wynika że jeżeli jadący drogą z
    > > pierwszeństwem jest w
    > > odległości 300m od wyjeżdżającego z podporządkowanej i jedzie 60
    > > km/h zamiast dozwolonych 50, to wyjeżdżający będzie miał
    > > problem. Potwierdzasz czy zaczynasz
    > > się motać już teraz?
    > >
    >
    > Tak będzie miał problem choc znikomy bo ma prawo przypuszczać że
    > jadąc walcem
    > drogowym zdąży ale kto wie czy zdąży .

    Pytam o kierowcę jadącego samochodem osobowym. Będzie miał w opisanej wyżej
    sytuacji problem czy nie?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.10.09, 00:38
    klemens1 napisał:

    > > > Dowód ten nie dotyczy parytetu.
    > > Jaknajbardziej dotyczy parytetu .
    >
    > Nie dotyczy. Wymiękłeś nie odpowiadając na dowód.

    Dotyczy . Obaj kierowcy maja taki sam parytet a ty napisałeś że niby to jeden z
    nich ma jakieś priorytrty . To nie jest prawdą .



    > > > Z tego co napisałeś wynika że jeżeli jadący drogą z
    > > > pierwszeństwem jest w
    > > > odległości 300m od wyjeżdżającego z podporządkowanej i jedzie 60
    > > > km/h zamiast dozwolonych 50, to wyjeżdżający będzie miał
    > > > problem. Potwierdzasz czy zaczynasz
    > > > się motać już teraz?
    > > >
    > >
    > > Tak będzie miał problem choc znikomy bo ma prawo przypuszczać że
    > > jadąc walcem
    > > drogowym zdąży ale kto wie czy zdąży .
    >
    > Pytam o kierowcę jadącego samochodem osobowym.

    Nie było mowy jaki to jest kierowca .


    Będzie miał w opisanej wyżej
    > sytuacji problem czy nie?

    Tak.


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 09.10.09, 21:21
    > > Nie dotyczy. Wymiękłeś nie odpowiadając na dowód.
    >
    > Dotyczy . Obaj kierowcy maja taki sam parytet a ty napisałeś że
    > niby to jeden z
    > nich ma jakieś priorytrty . To nie jest prawdą .

    Dowód o którym mowa nie dotyczy w ogóle żadnych kierowców, ich priorytetów ani
    parytetów. Znowu ci się w tym głupim łbie popierniczyło.

    > > Będzie miał w opisanej wyżej
    > > sytuacji problem czy nie?
    >
    > Tak.

    A jeżeli jadący drogą z pierwszeństwm w odległości 300 m od skrzyżowania będzie
    jechał przepisowe 70 km/h to wyjeżdżający z podporządkowanej będzie miał problem
    z wyjazdem czy nie?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 07.11.09, 08:43
    klemens1 napisał:

    > > > Nie dotyczy. Wymiękłeś nie odpowiadając na dowód.
    > >
    > > Dotyczy . Obaj kierowcy maja taki sam parytet a ty napisałeś że
    > > niby to jeden z
    > > nich ma jakieś priorytrty . To nie jest prawdą .
    >
    > Dowód o którym mowa nie dotyczy w ogóle żadnych kierowców, ich priorytetów ani
    > parytetów. Znowu ci się w tym głupim łbie popierniczyło.

    Dotyczy . Sam napisałeś że jeden z kierowców ma priorytet . To jest nieprawda .
    Obaj maja parytet . Czesto właśnie policja wlepia dwa mandaty mimo iż tylko
    jeden z kierowców miał pierwszeństwo co uznałeś za priorytet .




    > > > Będzie miał w opisanej wyżej
    > > > sytuacji problem czy nie?
    > >
    > > Tak.
    >
    > A jeżeli jadący drogą z pierwszeństwm w odległości 300 m od skrzyżowania będzie
    > jechał przepisowe 70 km/h to wyjeżdżający z podporządkowanej będzie miał proble
    > m
    > z wyjazdem czy nie?
    >

    Jesli będzie jechał przepisowo to nie . Pamietaj na początku mowa była że
    wyjeżżający z podporządkowanej ma prawo spodziewać się że ten jadący z
    pierwszeństwem stosuje się do przepisów , zwłaszcza przepisów dotyczących
    prędkości .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 08.11.09, 22:08
    > > Dowód o którym mowa nie dotyczy w ogóle żadnych kierowców, ich
    > > priorytetó w ani parytetów. Znowu ci się w tym głupim łbie
    > > popierniczyło.
    >
    > Dotyczy .

    To zacytuj ten dowód, debilu, i zobaczymy czy dotyczy.

    > > A jeżeli jadący drogą z pierwszeństwm w odległości 300 m od
    > > skrzyżowania będzie jechał przepisowe 70 km/h to wyjeżdżający z
    > > podporządkowanej będzie miał problem z wyjazdem czy nie?
    >
    > Jesli będzie jechał przepisowo to nie .

    A skąd wyjeżdżający z podporządkowanej ma mieć pewność czy jadący drogą z
    pierwszeństwem jedzie zgodnie z przepisami?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 27.11.09, 23:29
    klemens1 napisał:

    > A skąd wyjeżdżający z podporządkowanej ma mieć pewność czy jadący drogą z
    > pierwszeństwem jedzie zgodnie z przepisami?

    Ano z przepisu którego nie znasz . Ten przepis to przepis mówiący że masz prawo
    oczekiwać iż każdy jedzie zgodnie z przepisami . To właśnie jest PARYTET.
    Kierowca autobusu , mimo iż ma niby pierwszeństwo , nie może wyjechać z zatoki
    jeśli nie ma 100% pewności że pierwszeństwo zostało mu udzielone .


    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 28.11.09, 14:52
    > > A skąd wyjeżdżający z podporządkowanej ma mieć pewność czy
    > > jadący drogą z
    > > pierwszeństwem jedzie zgodnie z przepisami?
    >
    > Ano z przepisu którego nie znasz . Ten przepis to przepis mówiący
    > że masz prawo
    > oczekiwać iż każdy jedzie zgodnie z przepisami .

    I ten przepis powoduje że wyjeżdżający z podporządkowanej wie jakie ograniczenie
    prędkości obowiązuje na drodze z pierszeństwem?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 28.11.09, 15:37
    klemens1 napisał:

    > > > A skąd wyjeżdżający z podporządkowanej ma mieć pewność czy
    > > > jadący drogą z
    > > > pierwszeństwem jedzie zgodnie z przepisami?
    > >
    > > Ano z przepisu którego nie znasz . Ten przepis to przepis mówiący
    > > że masz prawo
    > > oczekiwać iż każdy jedzie zgodnie z przepisami .
    >
    > I ten przepis powoduje że wyjeżdżający z podporządkowanej wie jakie ograniczeni
    > e
    > prędkości obowiązuje na drodze z pierszeństwem?
    >

    Powinien bo wie gdzie jest i jak sie tam znalazł ale nie musi bo to nie on ma o
    nim wiedzieć tylko ten który ma obowiązek się doń zastosować .
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 28.11.09, 18:34
    > > I ten przepis powoduje że wyjeżdżający z podporządkowanej wie
    > > jakie ograniczenie
    > > prędkości obowiązuje na drodze z pierszeństwem?
    > >
    >
    > Powinien bo wie gdzie jest i jak sie tam znalazł ale nie musi bo
    > to nie on ma o nim wiedzieć tylko ten który ma obowiązek się doń
    > zastosować .

    Ano właśnie - nie musi. W takim razie skąd ma wiedzieć jakiej prędkośći zgodnej
    z przepisami ma się spodziewać po jadącym drogą z pierwszeństwem?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 28.11.09, 19:03
    klemens1 napisał:

    > > > I ten przepis powoduje że wyjeżdżający z podporządkowanej wie
    > > > jakie ograniczenie
    > > > prędkości obowiązuje na drodze z pierszeństwem?
    > > >
    > >
    > > Powinien bo wie gdzie jest i jak sie tam znalazł ale nie musi bo
    > > to nie on ma o nim wiedzieć tylko ten który ma obowiązek się doń
    > > zastosować .
    >
    > Ano właśnie - nie musi. W takim razie skąd ma wiedzieć jakiej prędkośći zgodnej
    > z przepisami ma się spodziewać po jadącym drogą z pierwszeństwem?
    >

    On nie ma się spodziewac prędkości tylko jazdy zgodnej z przepisami a te musi znać.
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 03.12.09, 19:59
    > > Ano właśnie - nie musi. W takim razie skąd ma wiedzieć jakiej
    > > prędkośći zgodnej z przepisami ma się spodziewać po jadącym
    > > drogą z pierwszeństwem?
    >
    > On nie ma się spodziewac prędkości tylko jazdy zgodnej z
    > przepisami a te musi znać.

    Jazda zgodna z przepisami to m.in. nieprzekraczanie dozwolonej prędkości. To
    oznacza że wyjeżdżający z podporządkowanej powinien się spodziewać że jadący
    drogą główną będzie jechał z prędkością nieprzekraczającą dozwolonej. Czyli
    jakiej prędkości ma się spodziewać jeżeli nie wie jakie ograniczenie na danym
    odcinku obowiązuje?

    To jest właśnie ten moment gdzie nie dasz rady odpowiedzieć tylko będziesz
    powtarzał w kółko to samo. Bo jesteś debilem i zaraz to udowodnisz po raz
    kolejny. Nie masz innego wyjścia.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.12.09, 23:47
    klemens1 napisał:

    > > > Ano właśnie - nie musi. W takim razie skąd ma wiedzieć jakiej
    > > > prędkośći zgodnej z przepisami ma się spodziewać po jadącym
    > > > drogą z pierwszeństwem?
    > >
    > > On nie ma się spodziewac prędkości tylko jazdy zgodnej z
    > > przepisami a te musi znać.
    >
    > Jazda zgodna z przepisami to m.in. nieprzekraczanie dozwolonej prędkości.

    Nie tylko . Takiej odpowiedzi oczekiwałeś ?
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 06.12.09, 19:58
    > > Jazda zgodna z przepisami to m.in. nieprzekraczanie dozwolonej
    > > prędkości.
    >
    > Nie tylko . Takiej odpowiedzi oczekiwałeś ?

    Wiem że nie tylko, na co wskazywało użycie przeze mnie zwrotu "m.in.". Pytanie
    było zadane w części której nie zacytowałeś.

    To ten etap - już przestałeś odpowiadać na pytania.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.12.09, 20:57
    Rozumiem , chodzi o pytanie to : "Czyli jakiej prędkości ma się spodziewać
    jeżeli nie wie jakie ograniczenie na danym odcinku obowiązuje?"

    Odpowiedź moja brzmi - właściwej .
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 10.12.09, 19:28
    > Rozumiem , chodzi o pytanie to : "Czyli jakiej prędkości ma się
    > spodziewać jeżeli nie wie jakie ograniczenie na danym odcinku
    > obowiązuje?"

    > Odpowiedź moja brzmi - właściwej .

    Skąd wyjeżdżający z podporządkowanej ma wiedzieć czy jadący drogą główną jedzie
    z właściwą prędkością?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 03.08.09, 23:19
    klemens1 napisał:

    > Z pierwszym zdaniem się zgadzam, drugie jest w oczywisty sposób
    > błędne. W większości przypadków nie ma problemu z wyjazdem z
    > podporządkowanej gdy jadący drogą z pierwszeństwem przekracza
    > dozwoloną prędkość.

    ....co potwierdza ilosc ofiar na polskich drogach. "Nie ma problemu".
  • klemens1 06.08.09, 21:57
    > ....co potwierdza ilosc ofiar na polskich drogach.

    Gdyby problem był zawsze gdy prędkość jest przekraczana, to liczba ofiar byłaby
    dużo większa.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 12.08.09, 23:06
    klemens1 napisał:

    > Gdyby problem był zawsze gdy prędkość jest przekraczana, to liczba ofiar byłaby
    > dużo większa.

    To kilka razy wiecej niz u sasiadow zza miedzy to ci jeszcze za malo?
  • klemens1 23.08.09, 21:20
    > > Gdyby problem był zawsze gdy prędkość jest przekraczana, to
    > > liczba ofiar byłaby dużo większa.
    >
    > To kilka razy wiecej niz u sasiadow zza miedzy to ci jeszcze za
    > malo?

    To mniej niż gdyby problem był zawsze gdy prędkość jest przekraczana. Pisz na temat.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.08.09, 20:53
    klemens1 napisał:

    > > Owszem bede winil bo to on jest debilem w karygodny sposob
    > > lamaicym normy sluzace bezpieczenstwu innych.
    >
    > Byłoby tak gdyby ta prędkość utrudniła ocenę czy można bezpiecznie wyjechać z
    > podporządkowanej. To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    > manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    > Mylą ci się priorytety.

    No niezupełnie . Widzisz kocie , PoRD jest tak skonstruowane by można było
    dopierd...c każdemu . Ten wyjeżdżający ma prawo oczekiwać że ten mający
    pierwszeństwo jedzie zgodnie z przepisami . Tak stanowi podstawowy przepis któy
    jest jednak Tobie i innym debilom obcy , zupełnie obcy .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 03.08.09, 21:55
    > Ten wyjeżdżający ma prawo oczekiwać że ten mający
    > pierwszeństwo jedzie zgodnie z przepisami . Tak stanowi podstawowy
    > przepis któy
    > jest jednak Tobie i innym debilom obcy , zupełnie obcy .

    Mnie ten przepis nie jest obcy, ale innym, a zwłaszcza debilom (np. tobie) jest,
    co właśnie udowodniłeś - jak zawsze gdy się odezwiesz. Doczytaj ten punkt do
    końca i zrozum go jako całość. Jest to zdanie złożone więc będziesz miał spore
    problemy. W końcu jesteś debilem, który tylko udaje ze coś rozumie.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.08.09, 22:04
    klemens1 napisał:

    > > Ten wyjeżdżający ma prawo oczekiwać że ten mający
    > > pierwszeństwo jedzie zgodnie z przepisami . Tak stanowi podstawowy
    > > przepis któy
    > > jest jednak Tobie i innym debilom obcy , zupełnie obcy .
    >
    > Mnie ten przepis nie jest obcy,

    No właśnie o to chodzi że jest on Ci obcy skoro twierdzisz że "To wyjeżdżający z
    podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu. "

    Ten podany przeze mnie przepis nakłada na kazdego z nich taki sam obowiązek
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 06.08.09, 22:02
    > Ten podany przeze mnie przepis nakłada na kazdego z nich taki sam
    > obowiązek

    Przeczytaj ten przepis w całości - tak jak przewidywałem, nie rozumiesz zdań
    złożonych, dajesz radę przekompilować tylko pierwszą część zdania.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.08.09, 22:16
    klemens1 napisał:

    > > Ten podany przeze mnie przepis nakłada na kazdego z nich taki sam
    > > obowiązek
    >
    > Przeczytaj ten przepis w całości - tak jak przewidywałem, nie rozumiesz zdań
    > złożonych, dajesz radę przekompilować tylko pierwszą część zdania.
    >

    Przepis o którym mowa a którego treść jest Ci nieznana lub zapomniana nakłada na
    obydwu kierowców takie same obowiązki . Daltego jest to tak ważna broń w walce z
    kretynami . Zgodze się że to przepis wytrych .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 06.08.09, 22:53
    Już przestań przynajmniej raz w roku pie...ć w kółko to samo i przeczytaj cały
    przepis. Kluczowa jest ostatnia część tego przepisu, której już nie jesteś w
    stanie zrozumieć.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.08.09, 23:03
    klemens1 napisał:

    > Już przestań przynajmniej raz w roku pie...ć w kółko to samo i przeczytaj cały
    > przepis. Kluczowa jest ostatnia część tego przepisu, której już nie jesteś w
    > stanie zrozumieć.

    Nic innego nie ma znaczenia poza tym że pomyliłeś priorytet z parytetem bo nie
    znasz znaczenia słów w języku polskim . Wszystkie paragrafy PoRD nie stoja w
    sprzeczności z PARYTETEM


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 06.08.09, 23:13
    > Nic innego nie ma znaczenia poza tym że pomyliłeś priorytet z
    > parytetem

    Teraz odpowiedziałem szybciej niż zwykle i już się przegrzałeś. Nic nie pisałem
    o żadnych priorytetach ani parytetach, tylko o tym że nie doczytałeś zdania do
    końca i dlatego nie wiesz o co chodzi. I dzięki temu jednemu zdaniu w przepisach
    które cię przerasta mogę się z ciebie wyśmiewać przez następnych kilka miesięcy.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.08.09, 23:15
    klemens1 napisał:

    > Teraz odpowiedziałem szybciej niż zwykle i już się przegrzałeś. Nic nie pisałem
    > o żadnych priorytetach ani parytetach,

    Ależ pisałeś tu:
    forum.gazeta.pl/forum/w,510,98572702,98593466,Re_90_h_strasznie_meczy_To_takie_niedorobione.html
    Napisałeś że wyjeżdżający ma obowiązek i że istnieje jakiś priorytet . To nie
    jest prawda bo w polskich PoRD obowiazuje PARYTET


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 12.08.09, 22:11
    Doczytaj ten przepis na który się powołujesz. Postaraj się przeczytać jedno
    zdanie do końca.
    Wiem że to ci się nigdy nie uda, i dlatego mam pełne prawo nazywania cię
    debilem. Debilem, który potrafi jedynie pisać w kółko to samo.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 12.08.09, 22:18
    klemens1 napisał:

    > Doczytaj ten przepis na który się powołujesz. Postaraj się przeczytać jedno
    > zdanie do końca.
    Nic nie będę czytał . Chyba że to co napisałeś :To wyjeżdżający z
    podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    Mylą ci się priorytety.


    Mylisz się bracie i to sporo bo w polskich przepisach nie ma priorytetu tylko
    parytet

    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 23.08.09, 21:23
    > Nic nie będę czytał .

    Nawet gdybyś przeczytał, to byś nie zrozumiał, bo jest to zdanie złożone.
    Wymiękłeś po raz kolejny.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 23.08.09, 21:30
    zrozumiałem że Ty nic nie rozumiesz bo wyjeżdżajacy z podporządkowanej ma taki
    sam parytet jak ten co jedzie drogą z pierwszeńtwem
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 25.08.09, 19:11
    > zrozumiałem że Ty nic nie rozumiesz bo wyjeżdżajacy z
    > podporządkowanej ma taki
    > sam parytet jak ten co jedzie drogą z pierwszeńtwem

    Przepis na który się powołujesz jest zdaniem złożonym i dlatego nigdy go nie
    zrozumiesz, co będziesz udowadniał co końca swych żałosnych dni.
    Mogę coś takiego napisać wprost i wiem że tak będzie, bo taki idiota jak ty jest
    w 100% przewidywalny.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 25.08.09, 21:20
    klemens1 napisał:

    > > zrozumiałem że Ty nic nie rozumiesz bo wyjeżdżajacy z
    > > podporządkowanej ma taki
    > > sam parytet jak ten co jedzie drogą z pierwszeńtwem
    >
    > Przepis na który się powołujesz jest zdaniem złożonym i

    i wyraźnie mówi o tym że to co napisałęś cytata:"To wyjeżdżający z
    podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    Mylą ci się priorytety." jest z nim niezgodne . Założenie w przepisie jest takie
    że obaj mają PARYTET , nie priorytet .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 26.08.09, 20:44
    Spróbuj przeczytać ten przepis jako dwa osobne zdania. Zanim zapomnisz pierwsze,
    przeczytaj drugie i tak kilka razy. Jak nadal nie będziesz rozumiał, powtórz
    ćwiczenie do skutku. Czyli do twojej usranej śmierci.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 26.08.09, 20:59
    klemens1 napisał:

    > Spróbuj przeczytać ten przepis jako dwa osobne zdania.

    Nie ma potrzeby czegoś rozkładać . Przepis wyraźnie mówi że sytuacja normalna to
    PARYTET a żeby go zakłócić musi wystąpić coś czego nie opisałeś ( więc
    nie istnieje ) pisząc iż podporządkowany MUSI ustąpić i że nie ma
    priorytetu . To nie jest prawdą .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 31.08.09, 21:25
    > > Spróbuj przeczytać ten przepis jako dwa osobne zdania.
    >
    > Nie ma potrzeby czegoś rozkładać .

    Jak nie potrafisz to trudno. Twój debilizm - twój problem.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 01.09.09, 00:24
    klemens1 napisał:

    > > > Spróbuj przeczytać ten przepis jako dwa osobne zdania.
    > >
    > > Nie ma potrzeby czegoś rozkładać .
    >
    > Jak nie potrafisz to trudno. Twój debilizm - twój problem.
    >

    Nie pisałem że nie potrafię tylko że nie ma czego rozkładać . Twoje stwierdzenie
    było kategoryczne "To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    Mylą ci się priorytety. "

    i nie ma tam mowy o żadnych warukach . Nie znasz bowiem przepisów i twierdzisz
    nadal że ktoś tu ma priorytet . Otóż nie ma priorytetów a jedynie PARYTET
    a ostatni człon przepisu równiez zapewnia PARYTET bo w takim samym
    stopniu dotyczy i jednego i drugiego kierowcy więc nie może być mowy o
    jakimkolwiek priorytecie kogokolwiek w stosunku do kogokolwiek . Już samo użycie
    przez Ciebie zwrotu PRIORYTET dyskwalifikuje Ciebie i oznacza że nie
    znasz przepisów ruchu drogowego bądź je znasz ale nie rozumiesz . Nie wiem co
    gorsze .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 02.09.09, 20:50
    > Nie pisałem że nie potrafię tylko że nie ma czego rozkładać .

    Można rozłożyć zdanie złożone na zdania proste. Dzięki temu może zrozumiesz
    przepis o którym mowa i przestaniesz pisać głupoty że przepis ten nakłada na
    obydwu kierowców takie same obowiązki .

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 02.09.09, 21:51
    klemens1 napisał:

    > > Nie pisałem że nie potrafię tylko że nie ma czego rozkładać .
    >
    > Można rozłożyć zdanie złożone na zdania proste. Dzięki temu może zrozumiesz
    > przepis o którym mowa i przestaniesz pisać głupoty że przepis ten nakłada na
    > obydwu kierowców takie same obowiązki .

    To Ty nie rozumiesz . Ten przepis jest jednym z najlepszych przykładów
    PARYTETU tak samo jak takim doskonałym przykładem jest przepis nakazujący
    umożliwienie kierowcy autobusu wyjazd z przystanku ( to nie cytat tylko luźna
    forma przypomnienia tego przepisu ) . Tam też jest super parytet i żaden
    kierowca nie ma priorytetu . Tak właśnie zbudowany jest kodeks drogowy i nie
    tylko on zresztą on . Po co ? Po to by było bezpiecznie i nie było bezwzględności .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • habudzik 02.09.09, 21:52
    miało być prawa bezwzględności .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 06.09.09, 22:00
    > > Dzięki temu może zrozumiesz przepis o którym mowa i przestaniesz
    > > pisać głupoty że przepis ten nakłada na
    > > obydwu kierowców takie same obowiązki .
    >
    > To Ty nie rozumiesz . Ten przepis jest jednym z najlepszych
    > przykładów PARYTETU

    Ja nie piszę o parytecie, tylko o twoim twierdzeniu że obaj kierowcy w omawianej
    sytuacji mają równe obowiązki.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.09.09, 22:08
    klemens1 napisał:

    > > > Dzięki temu może zrozumiesz przepis o którym mowa i przestaniesz
    > > > pisać głupoty że przepis ten nakłada na
    > > > obydwu kierowców takie same obowiązki .
    > >
    > > To Ty nie rozumiesz . Ten przepis jest jednym z najlepszych
    > > przykładów PARYTETU
    >
    > Ja nie piszę o parytecie, tylko o twoim twierdzeniu że obaj kierowcy w omawiane
    > j
    > sytuacji mają równe obowiązki.

    Nie . Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny priorytet . To nie jest prawdą .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 11.09.09, 22:09
    > > Ja nie piszę o parytecie, tylko o twoim twierdzeniu że obaj
    > > kierowcy w omawianej sytuacji mają równe obowiązki.
    > Nie .
    Tak - o tym właśnie pis

    > Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny priorytet . To nie
    > jest prawdą

    Nie jest prawdą że to pisałem.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 11.09.09, 22:18
    klemens1 napisał:

    > > > Ja nie piszę o parytecie, tylko o twoim twierdzeniu że obaj
    > > > kierowcy w omawianej sytuacji mają równe obowiązki.
    > > Nie .
    > Tak - o tym właśnie pis
    >
    > > Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny priorytet . To nie
    > > jest prawdą
    >
    > Nie jest prawdą że to pisałem.
    >

    Jest prawda że tak pisałeś . Pisałeś że "pomyliły ci się priorytety" czyli
    zakładasz że ktoś ma tu priorytet . Otóż nie każdy z nich ma PARYTET

    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 22.09.09, 21:30
    > > > Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny priorytet . To nie
    > > > jest prawdą
    > >
    > > Nie jest prawdą że to pisałem.
    > >
    >
    > Jest prawda że tak pisałeś . Pisałeś że "pomyliły ci się
    > priorytety"

    Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".
    Skłamałeś i nawet nie musiałem tego udowadniać bo sam to zrobiłeś.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 07.11.09, 08:48
    klemens1 napisał:

    > > > > Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny priorytet . To nie
    > > > > jest prawdą
    > > >
    > > > Nie jest prawdą że to pisałem.
    > > >
    > >
    > > Jest prawda że tak pisałeś . Pisałeś że "pomyliły ci się
    > > priorytety"
    >
    > Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".

    Napisałeś tak :
    To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    Mylą ci się priorytety.

    Uznałeś że wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiazek wobec jadacego z
    pierwszeństwem zadbac o bezpieczeństwo . To stwierdzenie daje priorytet kierowcy
    na drodze z pierwszeństwem .


    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • klemens1 08.11.09, 22:08
    > > > > > Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny priorytet .
    > > Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".
    >
    > Napisałeś tak :
    > To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    > manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    > Mylą ci się priorytety.


    Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 27.11.09, 23:26
    klemens1 napisał:

    > > > > > > Ty pisałeś że jeden z nich ma bezwzględny prioryt
    > et .
    > > > Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".
    > >
    > > Napisałeś tak :
    > > To wyjeżdżający z podporządkowanej ma obowiązek wykonać swój
    > > manewr w sposób niezagrażający bezpieczeństwu.
    > > Mylą ci się priorytety.

    >
    > Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".

    Napisałeś że pomyliły się priorytety a to oznacza że priorytety sa . Niestety
    nie ma ich jest za to parytet doskonale widoczny gdy wziąć pod uwagę
    przepis mówiący o tym jak to należy ustąpić pierwszeństwo kierowcy MZK który
    autobusem wyjechać chce z zatoki .


    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 28.11.09, 14:53
    > > Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".
    >
    > Napisałeś że pomyliły się priorytety a to oznacza że priorytety sa

    Gdzie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet"?


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 28.11.09, 15:41
    klemens1 napisał:

    > > > Czyli nie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet".
    > >
    > > Napisałeś że pomyliły się priorytety a to oznacza że priorytety sa
    >
    > Gdzie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet"?
    >
    >

    Tam gdzie dałeś odpowiedź iż priorytet ma nie ten o którym pisze współpiszący .
    Jeśli współpiszący napisał że priorytet ma wg niego A a Ty dałeś
    odpowiedź że pomyliło mu się to oznacza że stoisz na stanowisku iż priorytet ma
    B . jak się nie odwrócisz to doopa z tyłu . Tam bowiem nie ma priorytetu
    w ogóle a Ty pisałeś że są tylko pomylone .
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 28.11.09, 18:35
    > > Gdzie napisałem że "jeden z nich ma bezwzględny priorytet"?
    > Tam gdzie dałeś odpowiedź iż priorytet ma nie ten

    Podaj link, ew. zacytuj, żeby nie było podejrzenia że - jak zwykle - kłamiesz.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 28.11.09, 19:06
    Oto cytat: " Mylą ci się priorytety" . To oznacza że uważasz że są jakieś
    priorytety .
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 03.12.09, 20:01
    habudzik napisał:

    > Oto cytat: " Mylą ci się priorytety" . To oznacza że uważasz że są
    > jakieś priorytety .

    Miałeś podać link lub zacytować fragment gdzie piszę że "jeden z nich ma
    bezwzględny priorytet". Jako debil nie pojąłeś tego, co mnie nie zaskakuje i
    pozwala z czystym sumieniem owym debilem cię nazywać.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.12.09, 23:50
    klemens1 napisał:

    > habudzik napisał:
    >
    > > Oto cytat: " Mylą ci się priorytety" . To oznacza że uważasz że są
    > > jakieś priorytety .
    >
    > Miałeś podać link lub zacytować fragment gdzie piszę że "jeden z nich ma
    > bezwzględny priorytet". Jako debil nie pojąłeś tego, co mnie nie zaskakuje i
    > pozwala z czystym sumieniem owym debilem cię nazywać.
    >

    Jeśli adwersarz napisał że A ma pierwszeństwo to stwierdził że ma on bezwzględny
    priorytet . Ty zas pisząc o pomyłce w sprawie priorytetu zmieniłeś biegun z A na
    B . Tam w ogóle nie ma priorytetu . To jest sedno sprawy a nie to który ma
    priorytet a który go nie ma . TAM NIE ISTNIEJE PRIORYTET A JEDYNIE PARYTET
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 06.12.09, 19:59
    > > Miałeś podać link lub zacytować fragment gdzie piszę że "jeden z
    > > nich ma bezwzględny priorytet".

    > Jeśli adwersarz napisał że A ma pierwszeństwo to stwierdził że ma
    > on bezwzględny priorytet .

    To samo piszą w PoRD. Czyli stwierdzają to samo.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 06.12.09, 21:02
    klemens1 napisał:

    > > > Miałeś podać link lub zacytować fragment gdzie piszę że "jeden z
    > > > nich ma bezwzględny priorytet".
    >
    > > Jeśli adwersarz napisał że A ma pierwszeństwo to stwierdził że ma
    > > on bezwzględny priorytet .
    >
    > To samo piszą w PoRD. Czyli stwierdzają to samo.

    Tak ale dodaja coś co stanowi PARYTET a o czym już pisałem . Tak juz
    śmiesznie bywa że ktos kto tworzy przepisy robi to tak by nie było punktu
    zaczepienia vide problem z ustąpieniem pierwszeństwa kierowcy autobusu
    ruszajacego z zatoki . Zawsze "twórcy" zostawiaja sobie jakieś "pod warunkiem" .
    To "pod warunkiem" załatwia sprawę parytetu prawa.

    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • klemens1 10.12.09, 19:33
    > > To samo piszą w PoRD. Czyli stwierdzają to samo.
    >
    > Tak ale dodaja coś co stanowi PARYTET

    Są te priorytety czy nie?

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • habudzik 03.12.09, 23:54
    Wkrótce znikam na jakiś czas ale gdybym jakimś cudem mógł coś w miedzyczasie
    napisac na forum to nie dziw się głupcze że to będzie wpis z godziną 3-4 rano .
    Piszę by uprzedzić Twoje posty w stylu : "muszę być zdesperowany skoro w nocy
    piszę" . Poprzednio długo musiałem Ci kretynie wyjaśnieć dlaczego moje niektóre
    wpisy sa o 3 rano . Zrozumiał kretynek ???????
    --
    "Wszystko co kocham" 2009 . Polecam.
  • tbernard 04.08.09, 09:41
    > Ale nie przy zaledwie 30 km/h. Zapewne bardzo wielu ludzi nawet nie odrozni tej
    > predkosci w pojedynczych probach. Szczegolnie z perspektywy ogladania przodu
    > tego auta.

    Jak auto jest odpowiednio daleko, to nawet jak jedzie 180 to nie będziesz w
    stanie ocenić, że tak szybko się zbliża. Szybkość zmian wielkości
    geometrycznych związanych ze zbliżającym się obiektem jest bardzo mała. Dlatego
    świadomość, że obiekt zbliża się bardzo szybko pojawia się zbyt późno i stąd na
    przykład karambole na autostradach. Dla odmiany, gdy ktoś wyjeżdżający przyjmie
    strategię bardzo ostrożną, to będzie wiecznie stał aż go ci z tyłu klaksonami
    wypchają. Po prostu będzie zakładał (bo nigdy nie jest w stanie z obserwacji
    dokładnie ocenić), że auto jadące główną bardzo pędzi więc będzie ciągle
    przepuszczał mimo dużych odstępów. W końcu ci z tyłu klaksonami dodadzą mu
    animuszu plus obserwacja, że jednak można było śmiało wcześniej wjechać sprawią,
    że tym razem wyjedzie pod prawdziwego pędziwiatra.
    Dlatego uważam, że przy WSZYSTKICH skrzyżowaniach na drogach głównych powinny
    działać fotoradary. Problem ze złą oceną 120|90 zostałby mocno zredukowany. Nie
    zaszkodziły by jeszcze w wielu miejscach kamery aby wyławiać tych
    wyprzedzających tuż przed i na skrzyżowaniu (mam na myśli głównie skrzyżowania z
    drogą podporządkowaną na trasie), bo jest takich miszczów bardzo wielu.
    Oczywiście kamery dodatkowo mogły by wyławiać tych, co faktycznie sami z siebie
    mają skłonność (czyli nie sprowokowaną przez
    szybkich_i_bezpiecznych_i_wspaniałych_w_swoim_mniemaniu), do złej oceny i
    wymuszają przy wyjeździe.
  • hanni 04.08.09, 15:50
    tbernard napisał:

    > Jak auto jest odpowiednio daleko, to nawet jak jedzie 180 to nie będziesz w
    > stanie ocenić, że tak szybko się zbliża. Szybkość zmian wielkości
    > geometrycznych związanych ze zbliżającym się obiektem jest bardzo mała.

    Stad wlasnie najtragicznjesze wypadki. Ludzie potrafia w miare dobrze ocenic
    odleglosc od samochodu ale znacznie gorzej jego predkosc zwlaszcza wtedy, gdy -
    jak piszesz - odleglosc jest wielka.

    > Dlatego uważam, że przy WSZYSTKICH skrzyżowaniach na drogach
    > głównych powinny działać fotoradary. Problem ze złą oceną 120|90
    > zostałby mocno zredukowany.

    Ano zostalby, zwlaszcza tam, gdzie ludzie nie sa w stanie pojac tej prostej
    zaleznosci.
  • emes-nju 03.08.09, 12:20
    hanni napisał:

    > W miejscu, w ktorym samochod jadacy 90 km/h juz by sie zatrzymal
    > podczas hamowania autor tej wypowiedzi poruszalby sie jeszcze z
    > predkoscia okolo 90 km/h.

    Bardzo niewykluczone, ze masz racje - nie chce mi sie liczyc; lepszy
    w tym jest Tiges.

    A teraz dla piewcy jazdy zgodnej z przepisami.

    W miejscu, w ktorym jadacy 70 km/h samochod by sie zatrzymal,
    przepisowo jadacy i hamujacy z 90 km/h jechalby pewnie jeszcze 50-70
    km/h.

    I co? Do czego to prowadzi?

    Nie wolno tez 90 km/h jezdzic?




    A co zrobic w przypadku porownania jadacych 50 i 70 km/h? To 70 km/h
    tez jest za szybko?

    A 30 i 40 km/h? :-P

    --
    Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
    mozesz smialo zapomniec
  • staszek585 03.08.09, 12:37
    Coś mi sie wydaje, że pojęcia się poplątały.
    Albo stały się dla niektórych niezrozumiałe.
    Fetyszem stała sie prędkość dopuszczalna. Tak, jakby nie przekraczanie dopuszcalnej GWARANTOWAŁO bezpieczeństwo.
    Przecież prędkość dopuszczalna to tylko narzucone ograniczenie. Narzucone bądź decyzją Sejmu, bądź decyzją urzędnika o ustawieniu znaku. Prawdopodobnie nikt z tych osób nie widział nawet drogi na której to ograniczenie obowiązuje. I z oczywistych przyczyn nie ma pojęcia o aktualnej sytuacji na tejże drodze.
    Proponuję zostawić ograniczenia: one są, obowiązują i powinny być przestrzegane. Natomiast nie gwarantują bezpiecznej jazdy.
    Natomiast ważna jest rzeczywista prędkość. Czyli ta z jaką w danym momencie porusza się pojazd.
    I wtedy racja: pojazd jadący, wydawało by się, jedfynie trochę wolniej potrafi się zatrzymać. A jadący tylko 20 km/h szybciej wjedzie w przeszodę i to ze znaczną prędkością.
    Oczywiste, że są to rozważania teoretyczne. No bo jakie mają być?
    Ustawimy dwóch przechodniów i będziemy w nich celować z różnymi prędkościami? I w dodatku próby powtórzymy po kilkaset razy, aby wyciągnąć wnioski statystyczne?
    Oczywiście, że nie.
    Ale kierowanie pojazdem wymaga przewidywania co będzie. I po to są konieczne wyliczenia, przykłady. Po wypadku można napisać: "A nie mówiłem". Albo wyliczać, że droga wyprofilowana pod innym kątem dałaby szansę.
    Może tak, może nie.
    Rozumowanie niektórych kierowców jest wręcz dziecinne: jastem świetnym kierowcą, mam wspaniałe umiejętności. Tylko drogi są nieodpowiednie. Tylko niepotrzebnie korzystają z nich inni. Niepotrzebnie skręcają. Itd.
    A serio: masz konkretną drogę, masz konkretny pojazd i oczywiście siebie. I z tego możesz korzystać. Jak nie dajesz rady to zastanów się co zmienić. Narzekanie? to nie jest rozwiązanie.
  • emes-nju 03.08.09, 12:41
    staszek585 napisał:

    > Tak, jakby nie przekraczanie dopuszcalnej GWARANTOWAŁO
    > bezpieczeństwo.

    Z wypowiedzi Hanniego, wedlug mnie, takie pojmowanie sprawy az bije.

    Nie przypominam sobie dyskusji, w ktorej predkosc bezpieczna nie
    zostala by przez niego sprowadzona do przestrzegania przepisow, ze
    szczegolnym uwzglednieniem ograniczen predkosci.

    --
    Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
    mozesz smialo zapomniec
  • jureek 03.08.09, 12:45
    Oczywiście, że prędkość dopuszczalna to nie to samo co prędkość bezpieczna.
    Prędkość bezpieczna może być niższa od dopuszczalnej, ale tylko w bardzo
    wyjątkowych sytuacjach może być wyższa. Wynika to z tego, że inni mają prawo
    oczekiwać, że nie przekraczasz prędkości dopuszczalnej. Dlatego prędkość wyższa
    od dopuszczalnej z definicji nie jest prędkością bezpieczną.
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • edek40 03.08.09, 12:52
    > Oczywiście, że prędkość dopuszczalna to nie to samo co prędkość bezpieczna.
    > Prędkość bezpieczna może być niższa od dopuszczalnej, ale tylko w bardzo
    > wyjątkowych sytuacjach może być wyższa. Wynika to z tego, że inni mają prawo
    > oczekiwać, że nie przekraczasz prędkości dopuszczalnej. Dlatego prędkość wyższa
    > od dopuszczalnej z definicji nie jest prędkością bezpieczną.

    I tu tkwi sedno problemu. Kilka razy pytalem i nie doczekalem sie odpowiedzi - dlaczego na niemieckiej autostradzie, w miejscu naprawy jednej jezdni na tej, na ktora wcisnieto ruch dwukierunkowy w przewazajacej ilosci wypadkow mozna bylo jechac 80 km/h, a na dokladnie takich samych remontach na naszych autostradach predkosc ta wynosi z reguly 60 km/h? Chodzi o klimat? Moze o wystepowanie rzadkich gatunkow zwierzat? A moze o takim szykanowaniu ruchu, ze z bardzo wielu uczciwych obywateli robi to piratow drogowych. Odcinam sie energicznie od ludzi jezdzacych 120 km/h w terenie (nie)zabudowanym. Pisze tu o takich ktorzy w drodze z niemieckiej prowincji, przez teren (nie)zabudowany jada 70 km/h, jak to robili na licznych odcinkach luzniejszej zabudowy w Niemczech.
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • jureek 03.08.09, 12:57
    Na A4 po niemieckiej stronie w miejscach robót drogowych sześdziesiątek też masz
    sporo. Zależy to od szerokości pasów ruchu i od tego, czy są wyjazdy dla
    pojazdów budowlanych. Natomiast po polskiej stronie A4, gdy remontowano odcinek
    Wrocław - Legnica na przewazającej długości obowiązywała osiemdziesiątka (i tak
    nagminnie przekraczana). Nie jest więc regułą to, co piszesz.
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • staszek585 03.08.09, 13:02
    To są różne sprawy - ograniczenia i bezpieczna prędkość.
    Przy ograniczeniach, moim zdaniem, u nas najczęściej stosowane są dwie zasady:
    1.Postawimy znak i już ok.
    2.Postawimy 50 to może zwolnią do jakichś 70 -ciu?
    I takie udawanie trwa.
  • edek40 03.08.09, 13:19
    Nie jest więc regułą to, co piszesz.

    Nie upieram sie. Najswiezsze obserwacje mam z licznych remontow naszej A2,
    wybudowanej kilka lat temu i szlaku w kierunku Bremy. Tu zasada opisana przeze
    mnie miala tylko jeden wylom - przed Berlinem, gdzie Niemcy przeoczyli wejscie
    Polski do UE i nie upgradeowali autostrady laczacej Berlin z Polska. Tu takie
    ograniczenie ma jednak sens - nie ma bowiem nawet pasow awaryjnych i jest
    strasznie wasko. Gdzie tej wyboistej posthonekerowskiej autostradzie do wygodnej
    i rownej Kulczykowki? Skad wiec takie podejscie do ograniczen?

    Mi nasuwa sie jedna odpowiedz: ustwa/rozporzadzenie/bezmyslnosc. Dlaczego tak mi
    sie wydaje? Ano dlatego, ze kilka razy widzialem ograniczenie w rejonie robot do
    40 km/h, choc na danym odcinku obowiazywalo 30 km/h. Jednak panowie mieli ze
    soba tylko "ustawowe" oznakowanie, sprawdzajace sie na 99,9% polskich drog...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • emes-nju 03.08.09, 12:59
    jureek napisał:

    > (...) inni mają prawo oczekiwać, że nie przekraczasz prędkości
    > dopuszczalnej. Dlatego prędkość wyższa od dopuszczalnej z
    > definicji nie jest prędkością bezpieczną.

    I tak i nie.

    Jezeli drogi sa oznakowane prawidlowo, celowo, niechaotycznie i tak
    samo w calym kraju, to pelna zgoda. Z lekkim odchyleniem na
    niedoskonalosc elementu ludzkiego, a w zasadzie na jego zdolnosc do
    oceniania predkosci poruszajacych sie obiektow. ---> Jadacy np. 110
    km/h i 90 km/h niewiele roznia sie w odbiorze, a wiec nikt normalny
    nie podejmie np. decyzji o wyprzedzaniu na styk, bo przed jadacym 90
    km/h zdarzy, a przed jadacym 110 km/h juz nie.

    Jezeli natomiast drogi sa oznakowane tak, jak sa w Polsce oznakowane
    (np. tigesowa "droga magiczna" - jedno ograniczenie w jedna strone,
    a inne w druga; to naprawde dosc czeste zjawisko), to mysle, ze nie
    ma wiekszego znaczenia z jaka predkoscia poruszaja sie auta, pod
    warunkiem, ze nie przekraczaja znacznie ograniczen "kodeksowych". W
    koncu nikt nie wie jakie ograniczenie na jakim odciunku i w jakim
    kierunku obowiazuje. Mysle, ze urzednicy odpowiedzialni za znaki tez
    nie zawsze...

    --
    Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
    mozesz smialo zapomniec
  • tbernard 04.08.09, 10:13
    emes-nju napisał:

    > jureek napisał:
    >
    > > (...) inni mają prawo oczekiwać, że nie przekraczasz prędkości
    > > dopuszczalnej. Dlatego prędkość wyższa od dopuszczalnej z
    > > definicji nie jest prędkością bezpieczną.

    Dokładnie mam takie samo zdanie.

    > I tak i nie.
    >
    > Jezeli drogi sa oznakowane prawidlowo, celowo, niechaotycznie i tak
    > samo w calym kraju, to pelna zgoda. Z lekkim odchyleniem na
    > niedoskonalosc elementu ludzkiego, a w zasadzie na jego zdolnosc do
    > oceniania predkosci poruszajacych sie obiektow. ---> Jadacy np. 110
    > km/h i 90 km/h niewiele roznia sie w odbiorze, a wiec nikt normalny
    > nie podejmie np. decyzji o wyprzedzaniu na styk, bo przed jadacym 90
    > km/h zdarzy, a przed jadacym 110 km/h juz nie.

    A dlaczego przez gardło/palce nie przejdzie Ci nieco inne sformułowanie: ---> Jadacy np. 110 km/h i 90 km/h niewiele roznia sie w odbiorze, a wiec nikt normalny nie podejmie np. decyzji o tym aby jechać 110 tam gdzie obowiązuje 90, bo ktoś może podjąć decyzję o manewrze, która to decyzja jest prawidłowa przy 90 a nieprawidłowa przy 110?

    > Jezeli natomiast drogi sa oznakowane tak, jak sa w Polsce oznakowane
    > (np. tigesowa "droga magiczna" - jedno ograniczenie w jedna strone,
    > a inne w druga; to naprawde dosc czeste zjawisko), to mysle, ze nie
    > ma wiekszego znaczenia z jaka predkoscia poruszaja sie auta, pod
    > warunkiem, ze nie przekraczaja znacznie ograniczen "kodeksowych". W
    > koncu nikt nie wie jakie ograniczenie na jakim odciunku i w jakim
    > kierunku obowiazuje. Mysle, ze urzednicy odpowiedzialni za znaki tez
    > nie zawsze...

    A tutaj to się całkowicie z Tobą zgadzam. Ostatnio miałem okazję jechać tu i tam i włos się na głowie jeży w wielu miejscach z powodu oznakowania. Najbardziej dobijają mnie odcinki 30 z dopiskiem "Nawierzchnia uszkodzona". A ten dopisek to zwykłe kłamstwo, bo nawierzchnia uszkodzona to by była gdyby stado wrogich czołgów przejechało lub inne zdarzenie nieprzewidywalne do tego doprowadziło. Tymczasem jest to nawierzchnia najzwyczajniej w świecie SKANDALICZNIE ZANIEDBANA i gołym okiem widać, że ta 30-stka to tylko dupochron skoro wisi ona przez wiele miesięcy.
  • emes-nju 04.08.09, 10:56
    tbernard napisał:

    > A dlaczego przez gardło/palce nie przejdzie Ci nieco inne
    > sformułowanie: --- 2; Jadacy np. 110 km/h i 90 km/h niewiele
    > roznia sie w odbiorze, a wiec nikt normalny nie podejmie np.
    > decyzji o tym aby jechać 110 tam gdzie obowiązuje 90, bo ktoś może
    > podjąć decyzję o manewrze, która to decyzja jest prawidłowa przy 90
    > a nieprawidłowa przy 110?

    Jezeli ktos, przewidujac przestrzeganie przepisow przez innych,
    podejmuje decyzje o wyprzedzaniu sluszna dla 90 km/h w wykonaniu
    jadacego z przeciwka, a zabojcza przy 110 km/h, to jest albo slepy
    albo tak bezgranicznie glupi, ze moze lepiej by bylo, zeby sie
    szybko zabil (najlepiej bez towarzystwa). Taka roznica, to TYLKO 5
    m/s!

    Podjalbys decyzje z marginesem bezpieczenstwa na poziomie kilku
    kilkunastu metrow?

    Ja nie. I dlatego absolutnie "nie zgrzewaja" mnie jadacy z przeciwka
    za szybko. (Oczywiscie nie pisze o idiotach grzejacych 200 km/h, a o
    niechlubnej "sredniej polskiej").

    Wez tez pod uwage jeden, umykajacy uczestnikom tej dyskusji
    szczegol. Otoz ktos, kto w Polsce wierzy w to, ze inni przestrzegaja
    przepisow, najprawdopodobniej nie ma jeszcze PJ. Wiary tej oducza
    pierwszy tydzien za kolkiem... Niestety - ale to fakt.

    --
    Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
    mozesz smialo zapomniec
  • tbernard 04.08.09, 14:30
    > Jezeli ktos, przewidujac przestrzeganie przepisow przez innych,
    > podejmuje decyzje o wyprzedzaniu sluszna dla 90 km/h w wykonaniu
    > jadacego z przeciwka, a zabojcza przy 110 km/h, to jest albo slepy
    > albo tak bezgranicznie glupi, ze moze lepiej by bylo, zeby sie
    > szybko zabil (najlepiej bez towarzystwa). Taka roznica, to TYLKO 5
    > m/s!

    No więc może i popełnił błąd przy ocenie. Skończy się na strachu i lepszym
    szacowaniu na przyszłość jeśli będzie po "mojemu". Po "Twojemu" błąd byłby
    niewybaczalny. Jeśli nawet jakimś cudem do nieszczęścia nie dojdzie, to i tak
    żadnej nauki nie ma, bo następny niewinnie tylko 120 poleci inny 130 ... 180
    itd. Nie ma stałego punktu odniesienia, więc zawsze będzie to "na pałę" choćbyś
    nie wiem jak się zaklinał, że robisz to tylko gdy masz absolutną pewność.
  • emes-nju 04.08.09, 15:00
    tbernard napisał:

    > No więc może i popełnił błąd przy ocenie. Skończy się na strachu i
    > lepszym szacowaniu na przyszłość jeśli będzie po "mojemu".

    Taki sam blad mozna popelnic w stosunku do jadacego wolniej niz
    limit!

    I dopoki predkosci ruchu nie spadna do, powiedzmy, 30-40 km/h takie
    bledy beda potencjalnie zabojcze. Dywagowanie wiec o tym, ze 90 jest
    lepsze od 110 km/h troche mija sie z celem. Bo w podanym przez
    Ciebie przykladzie jest to raczej gadanie o tym czy ktos mial
    szczescie czy nie, a nie czy uratowalo go czyjes przestrzeganie
    przepisow czy nie.

    --
    Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
    mozesz smialo zapomniec
  • hanni 04.08.09, 16:23
    emes-nju napisał:

    > Taki sam blad mozna popelnic w stosunku do jadacego wolniej niz
    > limit!

    To jiuz bez porownania mniej prawdopodbne. Przy mniejszych odleglosciach
    znacznie lepiej ocenic i odleglosc i predkosc nadjezdzajacego samochodu.


    > I dopoki predkosci ruchu nie spadna do, powiedzmy, 30-40 km/h takie bledy beda
    potencjalnie zabojcze.

    Mylisz sie bo ciagle i ciagle nie rozumiesz dwoch prostych kwestii, ktore
    rozumie nawet wiele dzieci:

    1. Pewne zjawiska, jak np. ocena predkosci zblizajacego sie samochodu, jego
    droga hamowania, energia kinetyczna itd. nie sa funkcjami linearnymi tylko
    ekspotencjalnymi. To znaczy, mimo to, ze zmiany sa plynne roznice pomiedzy
    poszczegolnymi, nastepujacymi po sobie stopniami moga byc gigantyczne.

    2. Problemem nie sa wypadki same w sobie, ktore zdarzac beda sie zawsze.
    Zasadniczym problemem, wynikajacym min. z punktu 1. sa roznice w
    prawdopodbienstwie zaistnienia tragicznych wypadkow.


    Ty ciagle rozumujesz jak ktos, komu dano szanse grania kostka o milion i komu
    zaproponowano opcje: wygrana po wyrzuceniu szostki albo wygrana po wyrzuceniu
    dowolnej liczby miedzy jedynka i piatka.
    Wiekszosc myslacych ludzi wybralaby opcje jedynka do piatki.
    Ty wybralbys szostke i gdybys przegral, to winilbys za to kostke.
  • tymon99 23.09.09, 10:54
    hanni napisał:

    > rozumie nawet wiele dzieci:
    >
    > 1. Pewne zjawiska, jak np. droga hamowania, energia kinetyczna itd.
    > nie sa funkcjami linearnymi tylko ekspotencjalnymi

    jakimi??
    chciałeś użyć trudnego słowa, ale to słowo brzmi 'eksponencjalny'. ładniej po
    polsku byłoby 'wykładniczy', ale to nie ma znaczenia - te funkcje i tak są
    kwadratowe! wiele dzieci rozumie, ale ty nie bardzo..

    --
    she never stumbles,
    she's got no place to fall.
    na sam dół
  • hanni 03.08.09, 14:03
    emes-nju napisał:

    > W miejscu, w ktorym jadacy 70 km/h samochod by sie zatrzymal,
    > przepisowo jadacy i hamujacy z 90 km/h jechalby pewnie jeszcze
    > 50-70 km/h.

    Jakies 65 km/h (uwzgledniajac przecietne warunki).

    > I co? Do czego to prowadzi?

    Ano do tego, ze w praktyce mialby bez porownania wieksze szanse unikniecia
    tragicznego wypadku niz jadacy 120 i wyzsze od tego jadacego 90 km/h.

    Dlatego w krajach, gdzie wiekszosc kierowcow jest na tyle inteligentna, zeby
    wlasciwie ocenic te relacje ginie bez porownania mniej ludzi niz w tych krajach,
    gdzie tych relacji sie nie rozumie i wszystko zwala na drogi.


  • emes-nju 03.08.09, 14:14
    hanni napisał:

    > emes-nju napisał:
    >
    > > I co? Do czego to prowadzi?
    >
    > Ano do tego, ze w praktyce mialby bez porownania wieksze szanse
    > unikniecia tragicznego wypadku niz jadacy 120 i wyzsze od tego
    > jadacego 90 km/h.

    Jak rowniez jadacy 70 km/h ma wieksze szanse niz jadacy 90 km/h.
    Pasuje to tez do "parek" 50 i 70 km/h. Co gorsza rowniez do parek 30
    i 50.

    A najgorsze jest to, ze podana przez Ciebie prawda staje sie
    uniwersalna i ma praktyczne zastosowanie przy predkosci ZEROWEJ.
    Przy kazdej innej parce wchodzi sie w dywagacje z gatunku co by
    bylo, gdyby.

    Bo ja na wizje awaryjnych hamowan (np. przed NIEPRAWIDLOWO
    wlaczajacym sie do ruchu) skutecznych dzieki temu, ze ktos jechal
    wolniej, mam swoja wizje. Skoro juz nie raz uznalismy, ze zachowanie
    jadacego glowna droga nie ma wplywu na zachowanie jadacego
    podporzadkowana, to po uderzeniu 70-tka w wyjezdzajacego z
    podporzadkowanej mozna zadac sobie pytanie: "Dlaczego nie jechalem
    140 km/h?! W momencie wyjazdu pana z podporzadkowanej bylbym kilka
    km za feralnym skrzyzowaniem" :-P

    --
    Jezeli spotkales kobiete swoich marzen, to o pozostalych marzeniach
    mozesz smialo zapomniec
  • habudzik 03.08.09, 15:33
    emes-nju napisał:

    > hanni napisał:
    >
    > > emes-nju napisał:
    > >
    > > > I co? Do czego to prowadzi?
    > >
    > > Ano do tego, ze w praktyce mialby bez porownania wieksze szanse
    > > unikniecia tragicznego wypadku niz jadacy 120 i wyzsze od tego
    > > jadacego 90 km/h.
    >
    > Jak rowniez jadacy 70 km/h ma wieksze szanse niz jadacy 90 km/h.
    > Pasuje to tez do "parek" 50 i 70 km/h. Co gorsza rowniez do parek 30
    > i 50.

    Niestety nie pasuje to do opinii jaka wyraziłes swego czasu żeby nie popadać ze
    skrajności w skrajność . Tu właśnie to zrobiłeś .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • hanni 03.08.09, 16:26
    emes-nju napisał:

    > Jak rowniez jadacy 70 km/h ma wieksze szanse niz jadacy 90 km/h.
    > Pasuje to tez do "parek" 50 i 70 km/h. Co gorsza rowniez do parek 30
    > i 50.
    > A najgorsze jest to, ze podana przez Ciebie prawda staje sie
    > uniwersalna i ma praktyczne zastosowanie przy predkosci ZEROWEJ.
    > Przy kazdej innej parce wchodzi sie w dywagacje z gatunku co by
    > bylo, gdyby.

    Ciagle nie. Problem w tym, ze roznica miedzy 120 i 90 jest gigantyczna (w
    skutkach) w porownaniu z roznica miedzy 90 i 70.
    Bo ryzyko tragicznego wypadku (na przecietnej DK) w odnisieniu do predkosci nie
    jest funkcja liniowa tylko ekspotencjalna.

    Zeby ci ulatwic zrozumienie tego faktu posluze sie przykladem:
    Roznica halasu w decybelach miedzy czytelnia biblioteki a odkurzaczem z
    odleglosci jednego metra jest taka sama jak miedzy tym odkurzaczem a glosnikiem
    w dyskotece wlaczonym na full z odleglosci jednego metra.


  • edek40 03.08.09, 16:36
    hanni napisał:

    > Zeby ci ulatwic zrozumienie tego faktu posluze sie przykladem:
    > Roznica halasu w decybelach miedzy czytelnia biblioteki a odkurzaczem z
    > odleglosci jednego metra jest taka sama jak miedzy tym odkurzaczem a glosnikiem
    > w dyskotece wlaczonym na full z odleglosci jednego metra.

    Sam nie wiesz kiedy, ale masz racje. Z ta dyskoteka to rzeczywiscie znakomity przyklad. Hm, ale po mojej stronie boiska :) Otoz z uwagi na dojmujacy i grazacy powaznymi konsekwencjami zdrowotnymi, a dokladnie sluchowymi i nerwowymi, nie wchodze w ogole do takich miejsc. Nie opowiadam sie jednak za ustawowym zmniejszeniem ilosci decybeli w takich przybytkach. Zawsze bowiem znajda sie ludzie na tyle... nieswiadomi, ze beda sie tu bawili.

    Tak samo jest na drodze. Wjedzanie pod jadacy z dowolna predkoscia samochod jest zawsze szalenie niebezpieczne, wiec unikam takich rzeczy. Kto robi takie rzeczy, robi je na wlasne ryzyko. Zupelnie jak ci, ktorzy rujnuja sobie sluch w dyskotekach.
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 16:47
    I znow nie potrafisz z kategorii myslenia twojego podworka (boiska) przejsc do
    myslenia bardziej... globalnego.

    A tutaj mamy dwie kategorie skupisk ludzkich - w jednym doskonale rozumiejacych
    dlugofalowe skutki trzymania ucha przy glosniku w dyskotece i przekraczania
    limitu predkosci o 30 km/h i druga, ktora tego za ch.... nie moze zrozumiec i
    masakruje sie rok w rok narzekajac jeszcze - (a jakze!) na drogi, ruch lokalny i
    dyskoteki.
  • edek40 03.08.09, 16:58
    hanni napisał:

    > I znow nie potrafisz z kategorii myslenia twojego podworka (boiska) przejsc do
    > myslenia bardziej... globalnego.
    >
    > A tutaj mamy dwie kategorie skupisk ludzkich - w jednym doskonale rozumiejacych
    > dlugofalowe skutki trzymania ucha przy glosniku w dyskotece i przekraczania
    > limitu predkosci o 30 km/h i druga, ktora tego za ch.... nie moze zrozumiec i
    > masakruje sie rok w rok narzekajac jeszcze - (a jakze!) na drogi, ruch lokalny i
    > dyskoteki.

    Problem polega na tym, ze pisze z kraju, w ktorym "dyskoteka" na drogach jest
    obowiazkowa. Jest to miejsce konstrukcyjnie stworzone tak, ze nawet gdy zalozysz
    zatyczki do uszu, to i tak mozesz oberwac w ryj od pijanego i ubawionego. Drog,
    na ktorych "dyskoteka" nie obowiazuje i ktore umozliwiaja ominiecie rejonow
    niebezpiecznych praktycznie nie ma. Mamy wiec edka, ktory wprawdzie bardzo dba o
    sluch, ale w ryj i tak moze dostac...
    --
    Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
  • hanni 03.08.09, 17:01
    edek40 napisał:

    > Mamy wiec edka, ktory wprawdzie bardzo dba
    > o sluch, ale w ryj i tak moze dostac...

    Chyba ci sie tylko wydaje. Ktos, kto nie czuje roznicy miedzy 90 a 120 nie moze
    czuc roznicy miedzy odkurzaczem i glosnikem dyskoteki z odleglosci metra.
  • habudzik 03.08.09, 15:35
    iberia.pl napisała:

    > dwupasmowej.

    To zależy kogo . W Norwgii kierowca jadacy 70km/h jest bardzo skupiony bo wie że
    jest tylko kiepskim kierowcą a w Polsce 70km/h nudzi bo Polak to mistrz .
    --
    "Zgodnie z prawem Lewisa-Mogridge'a ruch powiększa się tak, aby maksymalnie
    wypełnić nową zwiększoną przepustowość. W związku z tym poprawa trwa najdłużej
    kilka miesięcy, a czasami nawet tylko kilka tygodni. Potem korki powracają,
    kierowcy stoją jednakże na większej niż wcześniej liczbie pasów [M. Mogridge
    (1990)]"
  • no_no_tak_tak 28.11.09, 15:35
    wiadomo, w Skandynawii nie mają takich auto szkół jak u nas :D
    --
    Chcesz robić prawko najlepsza nauka jazdy warszawa - odwiedź w sieci.
  • naprawdetrzezwy 03.08.09, 20:08
    W miejscu, w ktorym samochod jadacy (np.) 60 km/h juz by sie
    zatrzymal podczas hamowania autor tej wypowiedzi poruszalby sie
    jeszcze z predkoscia okolo (penis_wie_ile_ale_nadal_by_jechał.


    Ta sama zasada obowiązuje dla prędkości 50, 40, 30, 20, 10 i chyba 5
    km/h.


    --
    Trzeźwy
    Naprawdę trzeźwy...
  • klemens1 03.08.09, 20:14
    > W miejscu, w którym samochód jadący 60 km/h już by się zatrzymał
    > podczas hamowania autor powyższej wypowiedzi poruszałby się
    > jeszcze z prędkością ok. 60 km/h.

    I tak do zera można kontynuować.
    Intencje masz pewnie nawet dobre, ale mało rozumiesz o co chodzi.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 03.08.09, 20:36
    klemens1 napisał:

    > I tak do zera można kontynuować.

    Wlasnie nie. Gdybys rozumial to, co czytasz, to nawet wiedzialbys dlaczego.

    > Intencje masz pewnie nawet dobre, ale mało rozumiesz o co chodzi.

    Lepiej "malo" niz wcale - jak w twoim przypadku.

  • klemens1 03.08.09, 21:59
    > > I tak do zera można kontynuować.
    >
    > Wlasnie nie. Gdybys rozumial to, co czytasz, to nawet wiedzialbys
    > dlaczego.

    Trochę postaraj się jednak uzasadniać to co piszesz, odszczekiwać to każdy debil
    potrafi, nawet Habudzik.

    > > Intencje masz pewnie nawet dobre, ale mało rozumiesz o co
    > > chodzi.
    >
    > Lepiej "malo" niz wcale - jak w twoim przypadku.

    Merytorycznie nic nie odpowiedziałeś, za to zaprezentowałeś podręcznikowy
    przykład wiejskiej elokwencji urażonego bachora.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • klemens1 06.08.09, 22:06
    > Uzasadniam ale co z tego, skoro albo tego nie czytasz albo nie
    > rozumiesz

    Właśnie nie rozumiem dlaczego przyczepiłeś się do różnicy 90 - 120, a nie
    jakiejś innej. Wyższy mandat dostaniesz za 80/50 niż za 120/90. A to świadczy o
    tym że jednak można demonizować każdą prędkość. Może zauważysz kiedyś że nie
    sama prędkość jest istotna, ale warunki w jakiej się ją osiąga.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 07.08.09, 09:59
    klemens1 napisał:

    > Właśnie nie rozumiem dlaczego przyczepiłeś się do różnicy 90 - 120, a nie
    jakiejś innej.

    Moze dlatego, ze wypowiedz, ktora akurat zacytowalem (a ktora nie jest moja) tak
    wlasnie brzmi? Nie pomyslales o takiej mozliwosci?

    > Wyższy mandat dostaniesz za 80/50 niż za 120/90. A to świadczy o
    > tym że jednak można demonizować każdą prędkość.

    Tylko ze tu wcale nie chodzi o predkosc ani o mandaty a o roznice predkosci -
    miedzy dozwolona a nader czesto praktykowana - w kraju, o jednej z najwyzszych
    smiertelnosci na drogach w Europie i w ktorym ci kierowcy zwalaja wine za taki
    stan rzeczy na drogi.


  • klemens1 12.08.09, 22:16
    > Moze dlatego, ze wypowiedz, ktora akurat zacytowalem (a ktora nie
    > jest moja) tak
    > wlasnie brzmi? Nie pomyslales o takiej mozliwosci?

    Nie - wg mnie to nie jest wystarczający powód żeby się tego konkretnego
    przypadku czepić.

    > Tylko ze tu wcale nie chodzi o predkosc ani o mandaty a o roznice
    > predkosci

    No to się czep 160/100.

    > w kraju, o jednej z najwyzszych
    > smiertelnosci na drogach w Europie i w ktorym ci kierowcy zwalaja
    > wine za taki stan rzeczy na drogi.

    Nie zwalają, to jest wina dróg. Żeby się rozwijać, często trzeba się szybko
    przemieszczać, a jak są gorsze drogi, to podejmuje się ryzyko. Nie jest ono
    wielkie, ale w skali kraju powoduje że jest tyle właśnie śmiertelnych ofiar w
    przeliczeniu na liczbę samochodów/mieszkańców.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 12.08.09, 23:21
    klemens1 napisał:

    > Nie - wg mnie to nie jest wystarczający powód żeby się tego konkretnego
    > przypadku czepić.

    Nastepnym razem gdy zainspiruje mnie podobna wypowiedz to dopisze dlugi elaborat
    z wszystkimi mozliwosciami i wariantami, zeby zadowolic takiego czytelnika jak
    ty. Albo lepiej nie.

    > Nie zwalają, to jest wina dróg.

    Ach, bo "miszcz" majac a) kierownice, b) pedal hamulca c) oczy d) mozg (chyba)
    wjezdza na drzewo obok drogi zamiast jechac droga tak, jak gdzie indziej
    potrafia ta babcie i gospodynie domowe.
    Temu winne sa drogi?

    > Żeby się rozwijać, często trzeba się szybko
    > przemieszczać, a jak są gorsze drogi, to podejmuje się ryzyko.

    No tak, na sporych polaciach na poludniu Europy i w rejonie Alp drogi nawet w
    przyblizeniu nie pozwalaja poruszac sie tak predko jak w plaskiej i rozleglej
    Polsce.
    I pewnie dlatego te rejony w Szwajcarii, Francji Austrii, Wloszech naleza do
    najbardziej zacofanych na swiecie.


    > Nie jest ono wielkie, ale w skali kraju powoduje że jest tyle właśnie
    śmiertelnych ofiar w przeliczeniu na liczbę samochodów/mieszkańców.

    Ach ryzyko nie jest wielkie ale smiertelnosc (i zwiazane z tym koszty spoleczne)
    sa kilkakrotnie wyzsze niz gdzie indziej.
    No ale jak kogos stac... Na wschodzie Europy zycie ludzkie juz zawsze bylo
    tanie. Baby urodza...

  • klemens1 23.08.09, 21:36
    > Nastepnym razem (...) Albo lepiej nie.

    Postaraj się najpierw coś przemyśleć i później wypisuj wnioski. Twój algorytm
    rozumowania nie jest ani ciekawy, ani istotny.

    > Temu winne sa drogi?

    Dalej miałeś napisaną odpowiedź na to pytanie. Doczytaj zanim coś odpiszesz.


    > No tak, na sporych polaciach na poludniu Europy i w rejonie Alp
    > drogi nawet w przyblizeniu nie pozwalaja poruszac sie tak predko
    > jak w plaskiej i rozleglej Polsce.

    Weź pod uwagę ogólny stan dróg, a nie kilka wybranych. Na pewno w Niemczech
    znajdzie się wiele dróg gorszych jakościowo od autostrady A4, co nie zmienia
    faktu że w bardziej rozwiniętych krajach kilkaset kilometrów przebywa się
    szybciej niż w Polsce.

    > Ach ryzyko nie jest wielkie ale smiertelnosc (i zwiazane z tym
    > koszty spoleczne) sa kilkakrotnie wyzsze niz gdzie indziej.

    Dokładnie to samo napisałem wcześniej. Ktoś kto ma do wyboru jazdę zgodną z
    przepisami lub niezgodną, w Polsce zazwyczaj podejmie tę drugą decyzję,
    zwiększając prawdopodobieństwo wypadku do ok. 12 ofiar na 1 mld przejechanych
    kilometrów. Zakładając że jedzie 200 km, prawdopodobieństwo że w wyniku jego
    jazdy ktoś zginie wynosi ok. 0,00024 %

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 25.08.09, 20:17
    klemens1 napisał:

    > Postaraj się najpierw coś przemyśleć i później wypisuj wnioski.
    > Twój algorytm rozumowania nie jest ani ciekawy, ani istotny.

    I przemyslalem i napisalem. To, ze tego nie zrozumiales to juz twoj problem.


    > Dalej miałeś napisaną odpowiedź na to pytanie. Doczytaj zanim coś odpiszesz.

    Ze "miszcz" majac a) kierownice, b) pedal hamulca c) oczy d) mozg (chyba)
    wjezdza na drzewo to "wina drogi"?

    > Weź pod uwagę ogólny stan dróg, a nie kilka wybranych.

    To nie "kilka wybranych drog" tylko wlasnie - jak napisalem - duze polacie tych
    krajow. I tam, mimo bez porownania trudniejszych warunkow jest mniej ofiar na
    drogach niz nizinej w Polsce.

    Na pewno w Niemczech
    > znajdzie się wiele dróg gorszych jakościowo od autostrady A4, co nie zmienia
    > faktu że w bardziej rozwiniętych krajach kilkaset kilometrów przebywa się
    > szybciej niż w Polsce.

    Nie. Nie zmnienia to faktu, ze te drogi sa tak samo obciazone jak w Polsce i do
    tego dochodza jeszcze te lepsze drogi a mimo to jest kilka razy mniej zabitych.
    Bo potrafia uzywac samochodu z glowa.

  • klemens1 26.08.09, 20:56
    > I przemyslalem i napisalem. To, ze tego nie zrozumiales to juz
    > twoj problem.

    Wypisałeś 2 sprzeczne ze sobą wnioski. To że się plączesz jest nie tyle
    niezrozumiałe, co mało ciekawe i nieistotne, o czym napisałem wcześniej.

    > > Dalej miałeś napisaną odpowiedź na to pytanie. Doczytaj zanim
    > > coś odpiszesz.
    >
    > Ze "miszcz" majac a) kierownice, b) pedal hamulca c) oczy d) mozg
    > (chyba) wjezdza na drzewo to "wina drogi"?

    Odpowiedź była inna. Znowu nie doczytałeś. Nie zgaduj, prościej jest przeczytać.

    > To nie "kilka wybranych drog" tylko wlasnie - jak napisalem - duze
    > polacie tych krajow. I tam, mimo bez porownania trudniejszych
    > warunkow jest mniej ofiar na drogach niz nizinej w Polsce.

    Tam też pijani śpią na jezdni, są kilkucentymetrowe wyrwy i ciężarówki tworzące
    zasłonę dymną i jadące 60 km/h, a za nimi kilkusetmetrowe sznury pojazdów? Bo
    takie są obrazki z polskich dróg krajowych, a nie kilku górskich serpentynek.

    > > w bardziej rozwiniętych krajach kilkaset kilometrów przebywa się
    > > szybciej niż w Polsce.
    >
    > Nie. Nie zmnienia to faktu, ze te drogi sa tak samo obciazone jak
    > w Polsce

    Ale mają duże większą przepustowość. W Niemczech dystans 300 km pokonuje się
    dużo szybciej niż w Polsce. I tam nie ma potrzeby ryzykowania bo wiadomo że i
    tak szybko się dojedzie. A ile ryzykuje polski kierowca i dlaczego - już ci
    napisałem. To były konkretne liczby i z nimi dyskusji nie podjąłeś.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 12.09.09, 14:27
    klemens1 napisał:

    > Odpowiedź była inna. Znowu nie doczytałeś.

    No wlasnie, odpowiedz byla pozbawiona sensu i ja ja doczytalem.
    Temu, ze "miszcz" majacy kierownice, i pedal hamulca a wiec jako jedyny
    mozliwosc kierowania i zatrzymania samochodu uderza w drzewo winna jest wedlug
    ciebie droga.
    Bo droga kieruje samochodem?

    > Tam też pijani śpią na jezdni, są kilkucentymetrowe wyrwy i
    > ciężarówki tworzące zasłonę dymną i jadące 60 km/h, a za nimi
    > kilkusetmetrowe sznury pojazdów?

    Nawet gdyby te barwne opowiesci z 1001 jednej nocy byly norma w Polsce, nie
    wiesz do czego sluzy kierownica i trzy pedaly pod nia? Jesli nie wiesz to ci
    powiem: wszystko to sluzy do tego samego, co gdzie indziej na swiecie - do
    takiego kierowania samochodem, zeby zawsze moc ominac wzglednie sie
    zatrzymac przed tymi przeszkodami.


    > > Nie. Nie zmnienia to faktu, ze te drogi sa tak samo obciazone jak w Polsce
    >
    > Ale mają duże większą przepustowość.

    I o czym ma to swiadczyc? Drogi w kraju A i kraju B sa tak samo obciazone (ergo
    na kazdy pas/dobe przypada tyle samo samochodow). W kraju B drogi maja wieksza
    przepustowosc (ergo wieksza iloscia pasow przejezdza wiecej samochodow niz w
    kraju A) mimo to, to wiecej ludzi ginie w kraju A (gdzie jest mniej samochodow w
    ruchu) niz w kraju B, gdzie samochodow porusza sie wiecej.


    > W Niemczech dystans 300 km pokonuje się dużo szybciej niż w Polsce.

    I co z tego? A w wielu rejonach Wloch, Szwajcarii, Francji duzo wolniej. Mimo
    to, ginie tam znacznie mniej ludzi na drogach niz w Polsce.

    > I tam nie ma potrzeby ryzykowania bo wiadomo że i tak szybko się dojedzie.

    Bo wypadki w Polsce powoduja tylko ci, ktorzy jezdza 300 km (i wiecej dziennie)?
    Myslisz, ze naprawde ktos ci kupi ten kit?

    > A ile ryzykuje polski kierowca i dlaczego - już ci
    > napisałem. To były konkretne liczby i z nimi dyskusji nie podjąłeś.

    Gdzie?! Czy ty myslisz czlowieku, ze ja nie mam jnic inego do roboty jak
    szukanie twoich postow? Z reszta te twoje "dowody" i "konkrety" to do tej pory i
    tak smiechu warte wyczyny bo na koniec okazuje sie, ze "nie masz pojecia" - tak
    jak w dyskusji o predkosciomierzach.

  • klemens1 22.09.09, 21:49
    > > Odpowiedź była inna. Znowu nie doczytałeś.
    >
    > No wlasnie, odpowiedz byla pozbawiona sensu i ja ja doczytalem.

    Udowodnij że jest bez sensu - napisać że coś jest bez sensu byle idiota potrafi.

    > > Tam też pijani śpią na jezdni, są kilkucentymetrowe wyrwy i
    > > ciężarówki tworzące zasłonę dymną i jadące 60 km/h, a za nimi
    > > kilkusetmetrowe sznury pojazdów?
    >
    > Nawet gdyby te barwne opowiesci z 1001 jednej nocy byly norma w
    > Polsce

    Skoncentruj się na pytaniu. Nie pytam co byłoby gdyby tylko czy tam jest tak jak
    tu, w Polsce.

    > wiecej ludzi ginie w kraju A (gdzie jest mniej samochodow w
    > ruchu) niz w kraju B, gdzie samochodow porusza sie wiecej.

    To wina dróg - kierowca w kraju A chce pokonać ten sam dystans co kierowca w B w
    tym samym czasie.

    > A w wielu rejonach Wloch, Szwajcarii, Francji duzo wolniej.

    W rejonach na pewno, ale cały kraj da się bezstresowo i szybko przejechać. U nas
    lepiej jest przekraczać przepisy niż jechać 3 godziny dłużej i przez to bardziej
    ryzykować.

    > Bo wypadki w Polsce powoduja tylko ci, ktorzy jezdza 300 km (i
    > wiecej dziennie)?
    > Myslisz, ze naprawde ktos ci kupi ten kit?

    Wypadki powodują też ci którzy w normalnym kraju przejechaliby dany dystans w
    1.5h a nie w 2.5

    > > A ile ryzykuje polski kierowca i dlaczego - już ci
    > > napisałem. To były konkretne liczby i z nimi dyskusji nie
    > > podjąłeś.
    >
    > Gdzie?! Czy ty myslisz czlowieku, ze ja nie mam jnic inego do
    > roboty jak szukanie twoich postow?

    Tępoto, w poście poprzedzającym to co napisałem wyżej. Jak masz takie trudności
    z utrzymaniem kontekstu, to przynajmniej odpowiadaj na bieżąco i nie będziesz
    się motał szukając zaginionych, tajemniczych postów z tajemniczymi liczbami.
    Nie odpowiedziałeś na coś i od razu zwróciłem ci na to uwagę, a ty płaczesz że
    postu nie możesz znaleźć. Naprawdę jesteś jakiś upośledzony.

    > Z reszta te twoje "dowody" i "konkrety" to do tej pory i
    > tak smiechu warte wyczyny

    Póki co dużo o tym piszesz, ale jeszcze ani razu tego nie udowodniłeś - czyli
    zachowujesz się jak typowy pajac który sam siebie podbudowuje.

    Odpowiedz na konkretne pytania, bo na razie tylko się rozwodzisz nad tym jakie
    to niby moje odpowiedzi są bez sensu - nic więcej na razie nie pokazałeś.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 23.09.09, 10:25
    klemens1 napisał:

    > Udowodnij że jest bez sensu - napisać że coś jest bez sensu byle idiota potrafi.

    Udowodnilem ponizej, tylko - jak zwykle nie zrozumiales. Jeszcze raz w skrocie:
    To nie droga kieruje samochodem, tylko kierowca. To nie droga podejmuje dycyzje
    tylko kierowca. To nie droga ma oczy i rozum tylko kierowca. Dlatego tylko debil
    moze sformulowac cos tak idiotycznego, ze to droga jest "winna" gdy kierowca (a
    wiec ten kierujacy samochodem!) wyleci z tej samej drogi z ktorej nie wylatuja
    miliony innych kierowcow.


    > Skoncentruj się na pytaniu. Nie pytam co byłoby gdyby tylko czy
    > tam jest tak jak tu, w Polsce.

    Skoncentruj sie i sprobuj zrozumiec elementarnie proste zdania: To, co tak
    barwnie opisales, wcale nie jest powszechna norma w Polsce.
    Moge komentowac fakty ale nie mam zamiaru traktowac wykwitow twojego
    uposledzonego umyslu jako prawdy objawionej.

    > To wina dróg -

    Oczywiscie, oczywiscie.... Co najmniej 90% kierowcow (w tym gospodynie domowe i
    rencisci) pewnie i bez problemow porusza sie tymi drogami ale okreslona czesc
    kierowcow niestety nie potrafi sie na nich utrzymac i wylatuje z nich z hukiem
    rozbijajac sie na drzewach albo o innych.
    I to nie oni popelnili blad nie potrafiac poslugiwac sie kilkoma prostymi
    narzedziami. To wina drog, ktore najwidoczniej nagle i niespodziewanie wierzgaja
    i wyrzucaja niczego nie spodzieajacach sie kierowcow...

    > kierowca w kraju A chce pokonać ten sam dystans co kierowca w B w
    > tym samym czasie.

    Wooow! I dlatego to "wina drog".
    Teraz to juz wszystko jasne. Mieszkaniec domu A dysponujac sadzawka tez chce
    skakac z 5 metrow do wody jak mieszkaniec domu B dysponujacy basenem
    olimpijskim. Dlatego jesli mieszkaniec domu A skoczy na glowke na beton to winna
    jest... sadzawka.

    Obledna logika.

  • klemens1 02.10.09, 22:25
    > Udowodnilem ponizej, tylko - jak zwykle nie zrozumiales. Jeszcze
    > raz w skrocie: To nie droga kieruje samochodem, tylko kierowca. To
    > nie droga podejmuje dycyzje tylko kierowca.

    Przecież ci na to odpowiedziałem, funkcjonalny analfabeto. Odpowiedź była
    zarówno dalej jak i wcześniej, ale pewnie nie zauważyłeś że dotyczy to tego o
    czym piszesz.

    > Skoncentruj sie i sprobuj zrozumiec elementarnie proste zdania:
    > To, co tak barwnie opisales, wcale nie jest powszechna norma w
    > Polsce.

    To co niezbyt barwnie opisałem jest powszechną normą w Polsce. Skąd ty w ogóle
    jesteś pajacu jeżeli nawet nie znasz tutejszych realiów?

    > > To wina dróg -
    >
    > Oczywiscie, oczywiscie....

    Już ci pisałem żebyś nie zachowywał się jak ciota nie cytując całych zdań.

    > Wooow! I dlatego to "wina drog".
    > Teraz to juz wszystko jasne. Mieszkaniec domu A dysponujac
    > sadzawka tez chce skakac z 5 metrow do wody jak mieszkaniec domu B
    > dysponujacy basenem olimpijskim. Dlatego jesli mieszkaniec domu A
    > skoczy na glowke na beton to winna jest... sadzawka.

    Jakościowo analogia dobra, ale ilościowo wszystko ci się popierdzieliło. Na
    końcu podałem liczby - porównaj je do swojej głupawej sadzawki i skakania do niej.

    > > W rejonach na pewno, ale cały kraj da się bezstresowo i szybko
    > > przejechać.
    >
    > Problem w tym, ze:
    > 1. te rejony sa olbrzymie i miliony ludzi calymi miesiacymi
    > poruszaja sie
    > wylacznie po nich. Mimo to jest tam znacznie mniej ofiar niz w
    > Polsce.

    Też jest tam tylu nieoświetlonych rowerzystów i pijaków śpiących
    na jezdni co u nas?

    > > U nas lepiej jest przekraczać przepisy niż jechać 3 godziny
    > > dłużej i przez to bardziej ryzykować.
    >
    > Co "ryzykowac"? Jazde z przepisowa predkoscia? :-)

    Ryzykować jazdę 9 godzin zamiast 6. Napisałem to na tyle wyraźnie że nie trzeba
    być specjalnie inteligentnym żeby się domyśleć.

    > > Wypadki powodują też ci którzy w normalnym kraju przejechaliby
    > > dany dystans w 1.5h a nie w 2.5
    >
    > I co to ma byc za wypowiedz? Co ma z niej wynikac?

    Jesteś na tyle głupi że nie rozumiesz? Ludzie mają do załatwienia ważne sprawy i
    spieszy im się - wolą zwiększyć ryzyko o ułamki procenta ale zdążyć - dalej
    zresztą o tym pisałem ale ty całości nie ogarniasz.

    > Zakładając że jedzie 200 km, prawdopodobieństwo że w wyniku jego
    > jazdy ktoś zginie wynosi ok. 0,00024 %"
    >
    > I jakaz to "dyskusje" mam z tym "podjac"?

    Mało mnie obchodzi jaką dyskusję masz z tym podjąć - i tak dobrze że w końcu po
    wielu dniach cokolwiek odpowiedziałeś. Wyjaśniłem ci dlaczego kierowcy ryzykują
    (świadomie) i dlaczego wg nich to zachowanie jest racjonalne.

    > To przeciez tylko inna forma
    > wyliczanki opisujaca chlew panujacy na polskich drogach,

    Dokładnie - gdyby nie chlew, mało kto by ryzykował.

    > Z tego, co piszesz wynika ponadto, ze:
    > 1. to swiadoma decyzja kierowcow.
    > 2. podyktowana min. czyms tak idiotycznym jak porownywanie sie do
    > krajow z lepsza infarstruktura.

    Z tego co piszę nie wynika p.2. Z tego co piszę wynika że na etapie rozwoju
    kraju w którym znajduje się Polska albo będą lepsze drogi, albo będzie większe
    ryzyko. Inaczej się nie da.

    Ponieważ bardzo podniecasz się swoim przykładem z sadzawką, odrób zadanie domowe
    - oblicz prawdopodobieństwo wypadku przy skoku na główkę do płytkiej sadzawki i
    do basenu olimpijskiego a później porównaj te liczby do tych które ja podałem.
    Nie widzę potrzeby udowadniania ci jak jesteś głupi - po prostu zrób to sam.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 07.10.09, 14:40
    klemens1 napisał:

    > Przecież ci na to odpowiedziałem, funkcjonalny analfabeto. Odpowiedź
    > była zarówno dalej jak i wcześniej, ale pewnie nie zauważyłeś że
    > dotyczy to tego o czym piszesz.

    Owszem "funkcjonalny analfabeto" "odpowiedziales", ze "droga" zabija kierowce,
    ktory jest za tepy, zeby poradzis sobie z droga, ktora go zabija".

    > To co niezbyt barwnie opisałem jest powszechną normą w Polsce.
    > Skąd ty w ogóle jesteś pajacu jeżeli nawet nie znasz tutejszych
    > realiów?

    Nie "pajacu". Wlokace sie ciezarowki i nieoswietleni rowerzysci owszem sie
    zdarazaja sie ale nie sa tym, co mozna okreslic jako "norma" a wiec cos
    wystepujacego wszedzie i nagminnie.

    > Jakościowo analogia dobra,

    Dobrze ilustruje twoj debilny sposob rozumowania.

    > ale ilościowo wszystko ci się popierdzieliło.

    Bo sadzawka troche glebsza? Co to zmienia w debilizmie takiego sposobu rozumowania?

    > Też jest tam tylu nieoświetlonych rowerzystów i pijaków śpiących
    > na jezdni co u nas?

    Tez sie zdarzaja ale nie sa tak nagminnie rozjezdzani jak w Polsce.

    > Ryzykować jazdę 9 godzin zamiast 6.

    Ach czyli "ryzykiem" jest dluzszy czas jazdy? (Tej idiotycznej roznicy 9 i 6
    godzin nie chce mi sie nawet komentowac).
    A nie tysiace zabitych i kalek produkowanych co roku....

    Takie typy jak ty to wlasnie material z ktorych robi sie "polish jokes".

    > Ludzie mają do załatwienia ważne sprawy i spieszy im się - wolą zwiększyć
    ryzyko o ułamki procenta ale zdążyć

    To samo mozna powiedziec o kazdym innym. Roznica polega jednak na tym, ze gdzie
    indziej ludzie sa na tyle inteligentni, ze potrafia wlasciwie wywazyc to
    "ryzyko" a nie masakrowac sie z powodu "ulamkow sekund" bo nie potrafia
    wlasciwie zorganizowac i planowac swego czasu.

    > Mało mnie obchodzi jaką dyskusję masz z tym podjąć - i tak dobrze że w końcu po
    > wielu dniach cokolwiek odpowiedziałeś. Wyjaśniłem ci dlaczego kierowcy ryzykują
    > (świadomie) i dlaczego wg nich to zachowanie jest racjonalne.

    "Racjonalne"? Jakies 4000 zabitych rocznie, kilka razy wiecej kalek i totalny
    chlew na drogach jest "racjonalny"?
    To "racjoalnosc" adekwatna do "polish jokes".

    > Dokładnie - gdyby nie chlew, mało kto by ryzykował.

    Mylisz przyczyny ze skutkami. Chlew jest wlasnie dlatego bo spora czesc
    kierowcow zachowuje sie tak, jak gdzie indziej zachowuja sie tylko gowniarze i
    prole.

    > że na etapie rozwoju kraju w którym znajduje się Polska albo będą
    > lepsze drogi, albo będzie większe ryzyko. Inaczej się nie da.

    Owszem da sie ale do tego potrzeba inteligencji i kultury. Polka niestety nie
    slynie ani z jednego ani drugiego a to, co sie dzieje na drogach tylko to
    bolesnie potwierdza - skoki na glowke do betonowej sadzawki.

    > Ponieważ bardzo podniecasz się swoim przykładem z sadzawką, odrób
    > zadanie domowe- oblicz prawdopodobieństwo wypadku przy skoku na
    > główkę do płytkiej sadzawki i
    > do basenu olimpijskiego a później porównaj te liczby do tych które ja podałem.

    Przeciez napisalem ci juz, ze te twoje wyliczanki to tylko inne przedstawienie
    tego, ze co roku zupelnie niepotrzebnie ginie w Polsce jakies 4 tysiace ludzi a
    kilkadziat tysiecy innych zostaje kalekami.

    Skakanie na glowke do sadzawki pozostanie debilizmem nawet jesli wyliczy sie
    uwzgledniajac inne faktory (np. przy ilosc domostw z bassenami i czas trwania
    skoku), ze ryzyko wynosi ponizej 1%.

    Debil przeciez zawsze bedzie tlumaczyl "że na etapie rozwoju
    kraju w którym znajduje się Polska albo będą lepsze baseny, albo będzie większe
    ryzyko. Inaczej się nie da"


  • klemens1 09.10.09, 21:53
    > > Przecież ci na to odpowiedziałem, funkcjonalny analfabeto.
    > > Odpowiedź
    > > była zarówno dalej jak i wcześniej, ale pewnie nie zauważyłeś że
    > > dotyczy to tego o czym piszesz.
    >
    > Owszem "funkcjonalny analfabeto" "odpowiedziales", ze "droga"
    > zabija kierowce,
    > ktory jest za tepy, zeby poradzis sobie z droga, ktora go zabija".

    Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. Jesteś już tak sfrustrowany że próbujesz
    wciskać mi jakieś swoje chore urojenia.

    > > To co niezbyt barwnie opisałem jest powszechną normą w Polsce.
    > > Skąd ty w ogóle jesteś pajacu jeżeli nawet nie znasz tutejszych
    > > realiów?
    >
    > Nie "pajacu".

    Odpowiedz na pytanie, pajacu.

    > > Jakościowo analogia dobra,
    >
    > Dobrze ilustruje twoj debilny sposob rozumowania.

    Kiedy się wreszcie nauczysz, pajacu, że tego typu zarzuty jest w dobrym tonie
    udowadniać? Kiedyś ci napisałem że powinieneś wrócić do podstawówki i od razu
    udowodniłem dlaczego tak twierdziłem. Pamiętasz? Poza tym nadal zachowujesz się
    jak ciota nie cytując całych zdań.

    > > ale ilościowo wszystko ci się popierdzieliło.
    >
    > Bo sadzawka troche glebsza?

    Tak.

    > Co to zmienia w debilizmie takiego sposobu rozumowania?

    Żebym odpowiedział na to pytanie, musiałbyś być na tyle rozgarnięty żeby
    najpierw udowodnić że w tym sposobie rozumowania jest debilizm. Wątpię czy
    kiedykolwiek do tego dorośniesz.

    > > Też jest tam tylu nieoświetlonych rowerzystów i pijaków śpiących
    > > na jezdni co u nas?
    >
    > Tez sie zdarzaja ale nie sa tak nagminnie rozjezdzani jak w Polsce.

    Pytałem czy jest ich tylu co u nas.

    > > Ryzykować jazdę 9 godzin zamiast 6.
    >
    > Ach czyli "ryzykiem" jest dluzszy czas jazdy?

    Ależ skąd - każdy wie że im dłużej się jedzie tym kierowca jest bardziej
    wypoczęty i mniej popełnia błędów.

    > gdzie indziej ludzie sa na tyle inteligentni, ze potrafia
    > wlasciwie wywazyc to "ryzyko"

    Gdzie indziej nie mają takich dylematów bo wiedzą ze i tak zdążą.

    > bo nie potrafia wlasciwie zorganizowac i planowac swego czasu.

    Nie zawsze da się właściwie zorganizować i zaplanować czas jeżeli trzeba jeździć
    po kraju z takimi drogami jak tu a doba ma tylko 24h. Można oczywiście robić to
    kosztem snu, jeżeli uważasz to za odpowiednie planowanie czasu.

    > "Racjonalne"? Jakies 4000 zabitych rocznie, kilka razy wiecej
    > kalek i totalny chlew na drogach jest "racjonalny"?

    Nie zadawaj pytań na które ci odpowiedziałem, tylko postaraj się znaleźć jakieś
    argumenty.

    > > Dokładnie - gdyby nie chlew, mało kto by ryzykował.
    >
    > Mylisz przyczyny ze skutkami. Chlew jest wlasnie dlatego bo spora
    > czesc kierowcow zachowuje sie tak, jak gdzie indziej zachowuja sie
    > tylko gowniarze i prole.

    Mylisz przyczyny ze skutkami. Spora część kierowców zachowuje się tak, jak gdzie
    indziej gó...arze i prole (nie znam słowa), właśnie dlatego że jest chlew.

    > > że na etapie rozwoju kraju w którym znajduje się Polska albo będą
    > > lepsze drogi, albo będzie większe ryzyko. Inaczej się nie da.
    >
    > Owszem da sie ale do tego potrzeba inteligencji i kultury.

    Do tego potrzeba dobrych dróg, żeby dało się jechać z w miarę wysoką średnią
    prędkością bez potrzeby kolizyjnego wyprzedzania i przejeżdżania przez obszary
    zabudowane. Inteligencja i kultura są trudne do wyegzekwowania, a przy dobrych
    drogach nie będą już tak wymagane żeby większość zdążyła na czas i jednocześnie
    liczba ofiar znacząco spadła.

    > Przeciez napisalem ci juz, ze te twoje wyliczanki to tylko inne
    > przedstawienie
    > tego, ze co roku zupelnie niepotrzebnie ginie w Polsce jakies 4
    > tysiace ludzi a
    > kilkadziat tysiecy innych zostaje kalekami.

    Nie o to pytałem.

    > Skakanie na glowke do sadzawki pozostanie debilizmem nawet jesli
    > wyliczy sie uwzgledniajac inne faktory (np. przy ilosc domostw z
    > bassenami i czas trwania
    > skoku), ze ryzyko wynosi ponizej 1%.

    Np. 0.0000000000001% ?

    > Debil przeciez zawsze bedzie tlumaczyl "że na etapie rozwoju
    > kraju w którym znajduje się Polska albo będą lepsze baseny, albo
    > będzie większe ryzyko. Inaczej się nie da"

    Debil (sfrustrowany) to ktoś kto zarzuca debilizm komuś innemu nie udowadniając
    tego debilizmu.

    Nadal nie podałeś liczb dotyczących ryzyka skoku do sadzawki i do basenu. Po tym
    również poznaje się debila - że nie potrafi dyskutować z argumentami jeżeli
    pojawią się liczby.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 10.10.09, 20:59
    klemens1 napisał:

    > Nigdzie czegoś takiego nie napisałem.

    Nie napisales tego, ze "droga jest winna" gdy jakis palant majacy opanowac tylko
    trzy albo dwa pedaly i kolko jadacy ta droga katapultuje swoj samochod
    poza droge i rozbija sie w drobny mak?

    Osobiscie nie widzialem jeszcze wierzgajacych drog, dlatego pozwolilem sobie to
    odpowiednio skomentowac.

    Ty zapewne gdy walisz glowa w sciane tez za ten stan rzeczy i obrazenia
    obwiniasz sciane?

    > Kiedy się wreszcie nauczysz, pajacu, że tego typu zarzuty jest w
    > dobrym tonie udowadniać?

    "Udowadniac"? Ze skakanie do betonowej sadzawki na glowke tylko dlatego bo
    sasiad ma basen jest debilizmem? Przeciez sam nawet przyznales, ze twoj sposob
    rozumowania to "jakosciowa dobra analogia" do skakania na glowke do betonowej
    sadzawki.

    Co jeszcze mam ci udowodnic? Ze walenie glowa w sciane albo przypalanie sie
    zapalniczka tez jest debilizmem?

    > > Bo sadzawka troche glebsza?
    >
    > Tak.

    No comment. Z kim ja sie tu zadaje?

    > Żebym odpowiedział na to pytanie, musiałbyś być na tyle rozgarnięty żeby
    > najpierw udowodnić że w tym sposobie rozumowania jest debilizm.

    Wlasciwie masz racje. Problem w tym, ze naprawde nie wiem, jak debilowi
    skaczacemu na glowke do sadzawki, walcemu glowa w sciane albo podpalajacemu sie
    zapalniczka wytlumaczyc, ze jest debilem a to co robi jest debilizmem.
    Gdybym wiedzial, jak to wytlumaczyc debilowi to pewnie dostalbym Nobla.

    > Ależ skąd - każdy wie że im dłużej się jedzie tym kierowca jest bardziej
    > wypoczęty i mniej popełnia błędów.

    Wooow!! No to jest jeszcze lepiej - grzac ile fabryka dala nie zwazajac na
    jakies tam znaki bo jak sie szybciej przejedzie to... popelnia sie mniej bledow.
    :))))

    Widac, jaki Niemcy to jednak durny narod. Na odcinkach autostrad bez ograniczen
    jada srednio w granicach 130 a powyzej 150 to juz prawie nikt nie jezdzi! Gdyby
    tylko wiedzieli, ze jadac 250 nie tylko przyjechailiby prawie dwa razy szybciej
    ale jeszcze bardziej wypoczeci! :)))


    > Gdzie indziej nie mają takich dylematów bo wiedzą ze i tak zdążą.

    Ach Niemcy wybieraja sie w droge wiedza, ze "zdaza"? Ciekawe.... Przeciez
    wystarczyloby miec nawet telewizor, zeby wiedziec, jaki to bullschit.

    > Nie zawsze da się właściwie zorganizować i zaplanować czas jeżeli
    > trzeba jeździć po kraju z takimi drogami jak tu a doba ma tylko 24h.

    Jesli jest sie takim tepakiem, ze sie tego nie potrafi powino sie zostac raczej
    strozem nocnym. W wielu rejonach Europy drogi pozwalaja na jeszcze mniej i mimo
    to ludzie osiagaja tam znacznie wiecej, zabijajac sie przy tym kilka razy rzadziej.

    > Mylisz przyczyny ze skutkami. Spora część kierowców zachowuje się
    > tak, jak gdzie indziej gó...arze i prole (nie znam słowa), właśnie
    > dlatego że jest chlew.

    To jest rzeczywiscie dobre. Chlew nie jest dlatego bo ludzie zachowuja sie jak
    chamy i prostaki tylko sa chamami i prostakami bo uwazaja, ze sa w chlewie?

    Ciekawe o tyle, ze wiekszosc drog krajowych parametrami (szerokosc, oznakowanie)
    prawie nie rozni sie od drog krajowych w Niemczech albo Austrii (szerokosc,
    oznakowanie) gdzie chlewu nie ma bo kierowcy zachowuja sie zupelnie inaczej.

    > Do tego potrzeba dobrych dróg, żeby dało się jechać z w miarę
    > wysoką średnią prędkością bez potrzeby kolizyjnego wyprzedzania i
    > przejeżdżania przez obszary zabudowane.

    Bezbledna argumentacja: "przestane byc chamem jak mi kupicie wille."
    Gdyby kiedykolwiek dane bylo ci spotkac czlowieka kulturalnego (tak rzeczywiscie
    kulturalnego) to wiedzialbys, ze kultura nie jest wypadkowa czynikow
    zewnetrznych a tym bardziej statusu materialnego.

    Ale skad taki ktos jak ty moze to wiedziec?

    > Inteligencja i kultura są trudne do wyegzekwowania,

    Kulture i inteligencje albo sie ma albo sie nie ma. "Wyegzekwowac" ani jednego
    ani drugiego nie sposob. Ktos, kto tak uwaza demonstruje tylko, ze nie wie co
    jedno i drugie wlasciwie znaczy.



  • klemens1 24.10.09, 21:53
    > > Nigdzie czegoś takiego nie napisałem.
    > Nie napisales tego, ze "droga jest winna" gdy jakis palant

    Dokładnie tak - nie napisałem tego że "droga jest winna" gdy jakiś palant.
    Próbujesz mi wciskać swoje chore urojenia. Oczywiście możesz udowodnić poprzez
    podanie linku do mojej wypowiedzi że to ty masz rację, ale pewnie wybierzesz
    pierdzielenie w kółko tego samego.

    > > Kiedy się wreszcie nauczysz, pajacu, że tego typu zarzuty jest w
    > > dobrym tonie udowadniać?
    >
    > "Udowadniac"? Ze skakanie do betonowej sadzawki na glowke tylko
    > dlatego bo sasiad ma basen jest debilizmem?

    Nie - że mój sposób rozumowania jest debilny; podpowiem że twoja analogia z
    sadzawką tego nie udowadnia, ponieważ ilościowo nie zachowałeś proporcji w obu
    przykładach.

    > > > Bo sadzawka troche glebsza?
    > > Tak.
    > No comment. Z kim ja sie tu zadaje?

    Z kimś którego wypowiedzi nie rozumiesz. A może nawet rozumiesz i w panice
    próbujesz się po cichu wycofać pisząc głupawe "no comment".

    > Wlasciwie masz racje. Problem w tym, ze naprawde nie wiem, jak
    > debilowi skaczacemu na glowke do sadzawki, walcemu glowa w sciane
    > albo podpalajacemu sie zapalniczka wytlumaczyc, ze jest debilem a
    > to co robi jest debilizmem.

    Ilościowo są to nieadekwatne przykłady, o czym ci już wcześniej kilkakrotnie
    pisałem. Dopóki tego nie pojmiesz, będziesz histeryzował o podpalaniu się. A
    raczej nie pojmiesz bo widać że jesteś głupi.

    > > Ależ skąd - każdy wie że im dłużej się jedzie tym kierowca jest
    > > bardziej wypoczęty i mniej popełnia błędów.
    >
    > Wooow!! No to jest jeszcze lepiej - grzac ile fabryka dala nie
    > zwazajac na
    > jakies tam znaki bo jak sie szybciej przejedzie to... popelnia sie
    > mniej bledow .
    > :))))

    Poczytaj sobie kiedyś, sfrustrowany dzieciaku, o optymalizacji
    wielokryterialnej. Ciesz się, że jesteś na tyle głupi że nie zdajesz sobie
    sprawy jak się ośmieszasz swoimi żenującymi złośliwościami.

    > Widac, jaki Niemcy to jednak durny narod. Na odcinkach autostrad
    > bez ograniczen jada srednio w granicach 130 a powyzej 150 to juz
    > prawie nikt nie jezdzi!

    Gdybyś napisał że jeżdżą średnio w granicach 70 a powyżej 90 nikt prawie nie
    jeździ, to jeszcze miałoby to jakiś sens.


    > > Gdzie indziej nie mają takich dylematów bo wiedzą ze i tak
    > > zdążą.
    >
    > Ach Niemcy wybieraja sie w droge wiedza, ze "zdaza"? Ciekawe....

    O tak, bardzo ciekawe.

    > > Nie zawsze da się właściwie zorganizować i zaplanować czas jeżeli
    > > trzeba jeździć po kraju z takimi drogami jak tu a doba ma tylko
    > > 24h.
    >
    > Jesli jest sie takim tepakiem, ze sie tego nie potrafi powino sie
    > zostac raczej strozem nocnym.

    Czyi wszyscy oprócz jasnowidzów to wg ciebie tępaki.

    > W wielu rejonach Europy drogi pozwalaja na jeszcze mniej i mimo
    > to ludzie osiagaja tam znacznie wiecej, zabijajac sie przy tym
    > kilka razy rzadziej.

    I pełnią rolę dróg krajowych?

    > > Mylisz przyczyny ze skutkami. Spora część kierowców zachowuje się
    > > tak, jak gdzie indziej gó...arze i prole (nie znam słowa),
    > > właśnie dlatego że jest chlew.
    >
    > To jest rzeczywiscie dobre. Chlew nie jest dlatego bo ludzie
    > zachowuja sie jak chamy i prostaki tylko sa chamami i prostakami
    > bo uwazaja, ze sa w chlewie?

    Nie pojąłeś n-ty raz. Chlew oznacza infrastrukturę - chcąc osiągnąć średnią
    zbliżoną w 70% do średniej niemieckiej muszą ryzykować dużo więcej.

    > Ciekawe o tyle, ze wiekszosc drog krajowych parametrami
    > (szerokosc, oznakowanie)
    > prawie nie rozni sie od drog krajowych w Niemczech albo Austrii

    Różni się oznakowaniem. Chodzi o znak oznaczający początek autostrady lub drogi
    ekspresowej.

    > > Do tego potrzeba dobrych dróg, żeby dało się jechać z w miarę
    > > wysoką średnią prędkością bez potrzeby kolizyjnego wyprzedzania i
    > > przejeżdżania przez obszary zabudowane.
    >
    > Bezbledna argumentacja: "przestane byc chamem jak mi kupicie
    > wille."

    A co ma wspólnego willa ze stopniem chamstwa?
    Potrafisz odpowiedzieć na mój argument (ten z poprzedniego postu, podpowiadam)?
    Nie próbuj analogi, bo zazwyczaj ci się nie udają.

    > > Inteligencja i kultura są trudne do wyegzekwowania,
    >
    > Kulture i inteligencje albo sie ma albo sie nie ma.

    Ty jej nie masz - chodzi mi (co jest oczywiste) o zachowanie na drodze.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 25.10.09, 11:30
    klemens1 napisał:

    > Dokładnie tak - nie napisałem tego że "droga jest winna"

    No wlasnie. Ty napisales: "to jest wina dróg" a to oczywiscie cos zupelnie inego
    niz "droga jest winna". Twoje wykrety po raz kolejny osiagnely poziom dziecka
    szczegolnej opieki.

    forum.gazeta.pl/forum/w,510,98572702,98939954,Re_60_h_strasznie_meczy_To_takie_niedorobione_8.html
    > Nie - że mój sposób rozumowania jest debilny; podpowiem że twoja
    > analogia z sadzawką tego nie udowadnia,

    Przeciez sam przyznales ze "jakosciowo" (i to przede wszystkim chodzi) "analogia
    jest dobra". Ty juz czlowieku nawet nie wiesz sam, co piszesz.


    forum.gazeta.pl/forum/w,510,98572702,101061022,Re_60_h_strasznie_meczy_To_takie_niedorobione_8.html
    > Ilościowo są to nieadekwatne przykłady,

    "Ilosciowo" debilowate zachowania pozostaja debilowatymi zachowaniami, nawet
    jesli sadzawka jest troche glebsza albo walenie w glowa w sciane nie powoduje
    zgonu tylko lekki wstrzas mozgu.
    Ale tak sie wlasnie zastanawiam, skad mozesz o tym wiedziec?

    > Poczytaj sobie kiedyś, sfrustrowany dzieciaku, o optymalizacji
    > wielokryterialnej.

    Nie bede ci radzil, zebys to czytal bo - jak widac - i tak nie bylbys w stanie
    zrozumiec skoro wyciagasz z tego wnioski, jakie wyciagnac moze tylko debil - im
    szybsza jazda tym bezpieczniejsza - bo krotsza :-)

    > O tak, bardzo ciekawe.

    No tak, bardzo ciekawe. Mozesz wytlumaczyc, skad Niemiec chcacy przejechac z
    miejscowosci A do miejscowosci B wie, ze "zdazy" a Polak jakdacy z C do D tego
    nie wie?

    > Czyi wszyscy oprócz jasnowidzów to wg ciebie tępaki.

    Czyli tacy Niemcy to jak sie okazuje narod "jasnowidzow"?

    > I pełnią rolę dróg krajowych?

    Coz ma do rzeczy okreslenie drogi? W szeregu rejonow Europy przejechanie z A do
    B zabiera wiecej czasu i wymaga wiecej od kierowcy niz przejechanie podobnej
    odleglosci z C do D w Polsce.

    Mimo to ludzie nie zabijaja sie tam na drogach jak lemingi bo nie sa na tyle
    ograniczeni umyslowo, zeby zapieprzac jak z pecherzem w celu skrocenia czasu
    jazdy i.... redukcji ryzyka :-)

    > Chlew oznacza infrastrukturę - chcąc osiągnąć średnią

    Cos tak idiotycznego nawet mnie juz nie dziwi.
    "Czlowiek nie jest efektem okolicznosci, to okolicznosci sa dzielem czlowieka".
    Inaczej - czlowiek kulturalny nawet w chlewie potrafi zachowac sie kulturalnie -
    cham nawet z palacu zrobi chlew.

    Drogi sa jakie sa ale w wiekszosci maja przyzwoita nawierzchnie i oznakowanie
    nie odbiegajace specjalnie od oznakowania w innych krajach europejskich. Chlew
    przejawiajacy sie chaosem, chamstwem i tysiacami ofiar to wylacznie zsaluga tych
    "kierowcow".

    > chcąc osiągnąć średnią zbliżoną w 70% do średniej niemieckiej
    > muszą ryzykować dużo więcej.

    I ten sposob rozumowania to wlasnie kwintesencja chlewu.
    Co ma do tego wszystkiego "srednia niemiecka"? Gdyby Szwajcarzy jezdzacy
    pokreconymi gorskimi drogami albo Norwegowie majacy tylko 193 km autostrad i
    drakonskie ograniczenia chcieli osiagnac 50% "sredniej niemieckiej" to mieliby u
    siebie duzo wiekszy chlew niz ten w Polsce.

    Ale po co mieliby to robic? Bo to inteligentne narody, gdzie zycie ludzkie i
    jego jakosc ma najwyzszy priorytet. O sile ich gospodarki i standardzie zycia
    deycduje inteligencja i innowacyjnosc a nie prymitywne wyczyny na drogach
    rujnujaca kraj i zycie ludzkie, do ktorych wystarczaja umiejetnosci na progu
    analfabetyzmu funkcjonalnego (kierowanie samochodu).

    > Różni się oznakowaniem. Chodzi o znak oznaczający początek
    > autostrady lub drogi ekspresowej.

    Wooow!!! I to zatem jest powodem tych kretynskich wyczynow, tego "chlewu"?
    Czytasz czasami sam siebie?


    > A co ma wspólnego willa ze stopniem chamstwa?

    Znow sie pogubiles?
    A to, ze nie kto inny jak ty twierdzisz, ze chlew na polskich drogach jest
    wynikiem "warunkow". Sugerujesz tym samym, ze gdyby warunki byly inne to
    chamskie zachowania (chlew) nie mialyby miejsca.

    > > Kulture i inteligencje albo sie ma albo sie nie ma.
    >
    > Ty jej nie masz - chodzi mi (co jest oczywiste) o zachowanie na drodze.

    Wiem, ze nie jest ci latwo ale sprobuj skoncentrowac sie na temacie.

    Norwegowie maja tylko 193 km autostrad na ktorych wolno im jezdzic z predkoscia
    90 km/h(!). Na drogach krajowych wolno maksymalnie jezdzic 80 km/h (!)
    Ograniczenia te sa w wysokim stopniu przestrzegane. Przekroczenia, jesli w ogole
    maja miejsca sa niewiele wyzsze niz ograniczenia.
    Po drogach jezdzi sie wolno i ostroznie. Ilosc ofiar jest znikoma w porownaniu z
    krajami europy wschodniej.

    To wlasnie dlatego, nikt przy zdrowych zmyslach nie kojarzylby Norwegii z
    "chlewm", z jakim kojarzone sa kraje europy wschodniej o zupelnie innach normach
    zachowania na drogach (i gdzie indziej).

  • klemens1 03.11.09, 16:42
    > > Dokładnie tak - nie napisałem tego że "droga jest winna"
    >
    > No wlasnie. Ty napisales: "to jest wina dróg" a to oczywiscie cos
    > zupelnie ineg o niz "droga jest winna".

    Po raz kolejny nie cytujesz całego mojego zdania, tchórzliwa cioto. Stwierdziłem
    że nie napisałem tego że "droga jest winna" gdy jakiś palant.

    > > Nie - że mój sposób rozumowania jest debilny; podpowiem że twoja
    > > analogia z sadzawką tego nie udowadnia,
    >
    > Przeciez sam przyznales ze "jakosciowo" (i to przede wszystkim
    > chodzi) "analogiajest dobra".

    Po raz kolejny nie zacytowałeś całego mojego zdania, tchórzliwa cioto. Nie masz
    pojęcia co odpowiedzieć, więc cytujesz jedynie fragmenty moich zdań które mają
    inne znaczenie niż całość.

    > > Ilościowo są to nieadekwatne przykłady,
    >
    > "Ilosciowo" debilowate zachowania pozostaja debilowatymi
    > zachowaniami

    Co nie zmienia faktu że ilościowo twoja analogia nadaje się o kant dupy potłuc.

    > > Poczytaj sobie kiedyś, sfrustrowany dzieciaku, o optymalizacji
    > > wielokryterialnej.
    >
    > Nie bede ci radzil, zebys to czytal bo - jak widac - i tak nie
    > bylbys w stanie zrozumiec skoro wyciagasz z tego wnioski, jakie
    > wyciagnac moze tylko debil - im szybsza jazda tym bezpieczniejsza
    > - bo krotsza :-)

    Nigdzie tego nie napisałem, to ty tak to zrozumiałeś bo jesteś głupi, co zresztą
    przewidziałem wcześniej. Zrozumiałeś coś z mojej podpowiedzi o optymalizacji
    wielokryterialnej? Czy w panice znowu będziesz rzucał "debilami" bo czegoś nie
    pojąłeś?



    > > O tak, bardzo ciekawe.
    >
    > No tak, bardzo ciekawe. Mozesz wytlumaczyc, skad Niemiec chcacy
    > przejechac z miejscowosci A do miejscowosci B wie, ze "zdazy" a
    > Polak jakdacy z C do D tego nie wie?

    Bo Niemiec z A do B przejedzie w dużo krótszym czasie niż Polak z C do D -
    statystycznie.

    > > Czyi wszyscy oprócz jasnowidzów to wg ciebie tępaki.
    >
    > Czyli tacy Niemcy to jak sie okazuje narod "jasnowidzow"?

    Doczytaj, sklerotyku, o czym pisałem wcześniej. Ponieważ pewnie nie podołałbyś,
    więc powtórzę:
    Nie zawsze da się właściwie zorganizować i zaplanować czas jeżeli
    trzeba jeździć po kraju z takimi drogami jak tu.

    Mając na uwadze kontekst o którym zapomniałeś, twoje pytanie nie ma sensu.




    > > I pełnią rolę dróg krajowych?
    >
    > Coz ma do rzeczy okreslenie drogi?

    To czy jest wybór gdy ma się zamiar jechać nieco dalej. Czyli czy po drodze
    będzie potrzebny nocleg żeby jechać zgodnie z przepisami.

    > > Chlew oznacza infrastrukturę - chcąc osiągnąć średnią
    >
    > Cos tak idiotycznego nawet mnie juz nie dziwi.
    > "Czlowiek nie jest efektem okolicznosci, to okolicznosci sa
    > dzielem czlowieka".
    > Inaczej - czlowiek kulturalny nawet w chlewie potrafi zachowac sie
    > kulturalnie - cham nawet z palacu zrobi chlew.

    Droga to nie salon, tylko coś co powinno ułatwiać przemieszczenie się na
    określoną odległość w rozsądnym czasie.

    > > chcąc osiągnąć średnią zbliżoną w 70% do średniej niemieckiej
    > > muszą ryzykować dużo więcej.
    >
    > I ten sposob rozumowania to wlasnie kwintesencja chlewu.

    To nie jest sposób rozumowania, tylko rzeczywistość.

    > Co ma do tego wszystkiego "srednia niemiecka"?

    To że potrzeby przemieszczania się i cenność czasu są zbliżone do tych które
    odczuwają Niemcy. Nie chodzi tu nawet o wygodę kierowcy, ale o zwykłe
    prowadzenie interesów.

    > Gdyby Szwajcarzy jezdzacy pokreconymi gorskimi drogami

    Innych w kraju nie mają?

    > albo Norwegowie majacy tylko 193 km autostrad i
    > drakonskie ograniczenia

    Co z tego że są ograniczenia jeżeli cały system drogowy pozwala na większą
    średnią prędkość przy jeździe drogami krajowymi?

    > > Różni się oznakowaniem. Chodzi o znak oznaczający początek
    > > autostrady lub drogi ekspresowej.
    >
    > Wooow!!! I to zatem jest powodem tych kretynskich wyczynow, tego
    > "chlewu"? Czytasz czasami sam siebie?

    Tak, to jest główny powód tego chlewu. O czym pisałem już wiele tygodni temu.

    > > A co ma wspólnego willa ze stopniem chamstwa?
    >
    > Znow sie pogubiles?
    > A to, ze nie kto inny jak ty twierdzisz, ze chlew na polskich
    > drogach jest wynikiem "warunkow". Sugerujesz tym samym, ze gdyby
    > warunki byly inne to chamskie zachowania (chlew) nie mialyby
    > miejsca.

    Naucz się odróżniać warunki drogowe od mieszkaniowych. Posiadanie lub nie willi
    (w tym również darowanej) nie wpływa na stopień chamstwa. Infrastruktura drogowa
    wpływa.
    Dlatego twoje tłumaczenie opierające się na "lepszych warunkach" nie ma sensu -
    nadal czekam na wyjaśnienie co ma wspólnego willa z chamstwem.

    > Norwegowie maja tylko 193 km autostrad na ktorych wolno im jezdzic
    > z predkoscia 90 km/h(!).

    Już na to odpowiadałem. Nie prędkość maksymalna jest istotna.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 03.11.09, 17:46
    klemens1 napisał:


    > Po raz kolejny nie cytujesz całego mojego zdania,

    Nawet gdybym tchórzliwa cioto zacytowal caly post nie zmieni to niczego w tym,
    ze sens stwierdzenia "to jest wina dróg" jest taki sam jak "droga jest winna".

    > Po raz kolejny nie zacytowałeś całego mojego zdania,

    Nawet gdybym tchórzliwa cioto zacytowal caly post nie zmieni to niczego w tym,
    ze walenie glowa w sciane jest debilizmem niezaleznie od tego, czy czy wali sie
    lekko czy az do nieprzytomnosci. Ale skad ktos taki jak ty moze to wiedziec?

    > Bo Niemiec z A do B przejedzie w dużo krótszym czasie niż Polak z
    > C do D - statystycznie.

    Po pierwsze g... prawda. Po drugie nawet gdyby tak bylo, jaki ma to miec wplyw
    na pewnosc Niemca, ze "zdazy"?

    > Droga to nie salon, tylko coś co powinno ułatwiać przemieszczenie
    > się na określoną odległość w rozsądnym czasie.

    Jesli kultura to dla ciebie cos mozliwego tylko "na salonach" to widac, ze nawet
    nie rozumiesz tego pojecia.


    > To nie jest sposób rozumowania, tylko rzeczywistość.

    Rzeczywiscie. Ta "rzeczywistosc" jest tak debilowata, ze trudno nawet okreslic
    to jako "sposob rozumowania". Wyznaczanie czasu wlasnego przejazdu poprzez
    jakies wimaginowane czasy przejazdu.... Niemcow. To byloby za glupie nawet na
    jakies ludy afrykanskie.

    > To że potrzeby przemieszczania się i cenność czasu są zbliżone do
    > tych które odczuwają Niemcy.

    Niemcy "odczuwaja" swoje potrzeby adekwatnie do mozliwosci. Tylko skonczony
    debil "odczuwa" swoje potrzeby potrzebami inych.

    Gdy bylo mniej autostrad po prostu mniej podrozowali. To, ze sa debile, ktorzy
    chca podrozowac tak jak Niemcy, tylko dlatego, ze Niemcy istnieja... pewnie
    nawet nie miesci sie im w glowach.

    Bylby swietny kolejny "polish joke" - pasujacy do tej calej litanii podobnych
    idiotyzmow dziwnym zbiegiem okolicznosci utozsamianych z Polakami.

    > Nie chodzi tu nawet o wygodę kierowcy, ale o zwykłe
    > prowadzenie interesów.

    Wooow! W normalnych krajach o sile gospodarki decyuje inteligencja i
    innowacyjnosc. W Polsce - jak widac - decyduja przymioty, do ktorych potrzebne
    sa umiejetnosci na pulapie analfabetyzmu funkcjonalnego - prowadzenie samochodu.

    > Innych w kraju nie mają?

    Jedni maja, inni nie i dlatego w przewazajacej wiekszosci musza takimi drogami
    jezdzic. Wedlug twojej "logiki" musieliby juz lezec ekonomicznie. Tymczasem maja
    sie tak dobrze, jak ty nigdy zyc nie bedziesz. Bo w przeciwienstwie do ciebie
    ich byt nie jest uzalezniony od kwalifikacji na poziomie analfabetyzmu
    funkcjonalnego.

    > Co z tego że są ograniczenia jeżeli cały system drogowy pozwala na większą
    > średnią prędkość przy jeździe drogami krajowymi?

    Mozna wiedziec, skad wytrzasnales znow ta madrosc?

    > Naucz się odróżniać warunki drogowe od mieszkaniowych.

    A ty naucz sie ze kulture sie ma albo nie ma, niezaleznie od "warunkow". Ktos,
    kto poziom swojej kultury uzaleznia od warunkow dowodzi jedynie, ze tego pojecia
    nawet nie rozumie.

    > nadal czekam na wyjaśnienie co ma wspólnego willa z chamstwem.

    Napisalbym "patrz wyzej" gdyby istniala jakakolwiek szansa na to, ze cokolwiek
    zrozumiesz. Ale jak moze zrozumiec to ktos nie rozumiejacy nawet znaczenia
    pojecia "kultura"?

    > Posiadanie lub nie willi (w tym również darowanej) nie wpływa na
    > stopień chamstwa.

    Bo "stopnia chamstwa" nie determinuje zaden czynik zewnetrzny a jedynie dana
    osoba, ktora albo jest kulturalna albo jest chamem w kazdych "warunkach".

    Tylko kompletny cham i glupek wychodzi z zalozenia, ze czynniki zewnetrzne
    (drogi, infrastruktura, oznakowania, dom) maja wplyw na "stopien chamstwa" (co
    za okreslenie).

    > Już na to odpowiadałem. Nie prędkość maksymalna jest istotna.

    Przeciez gdyby taki Norweg autostrada zamiast 90-tki jechal 130-tka to przeciez
    moglby "prowadzic" wiecej "interesow".

    --
    "Było by" pisze się osobno.

    (kozak-na-koniu)
  • klemens1 06.11.09, 22:12
    > > Po raz kolejny nie cytujesz całego mojego zdania,
    >
    > Nawet gdybym tchórzliwa cioto

    Nie dość że jesteś tchórzliwą ciotą, co udowodniłem (ty się takimi drobiazgami nie przejmujesz), to jeszcze
    zachowujesz się jak sfrustrowany gó...arz, który używa nieuzasadnionych inwektyw.

    > zacytowal caly post nie zmieni to niczego w tym,
    > ze sens stwierdzenia "to jest wina dróg" jest taki sam jak "droga
    > jest winna".

    Jednak sens stwierdzenia że "droga jest winna" jest inny niż "droga jest winna
    gdy jakiś palanat", a to drugie zdanie próbowałeś wciskać jako mojego autorstwa.
    O tym pisałem przez dłuższy czas a ty oczywiście nic nie pojąłeś.

    > > Po raz kolejny nie zacytowałeś całego mojego zdania,
    >
    > Nawet gdybym tchórzliwa cioto zacytowal caly post nie zmieni to
    > niczego w tym, ze walenie glowa w sciane jest debilizmem

    Tu pisaliśmy o sadzawce a ty nie zacytowałeś całego mojego zdania, co zmieniło
    jego sens. Wynika to m.in. z faktu że jesteś tchórzliwą ciotą oraz z tego że nie
    masz pojęcia co odpowiedzieć. U idiotów takich jak ty i Habudzik stadium
    przekręcania czyichś wypowiedzi następuje dosyć szybko i jest nieuniknione.
    Masz zamiar bronić swojej żałosnej analogii z sadzawką, która ilościowo nijak
    nie przystaje do rzeczywistych warunków? Czy może przekręcanie nie swoich
    wypowiedzi jest dla ciebie łatwiejsze?

    Doczytałeś już cokolwiek o optymalizacji wielokryterialnej czy też może widzisz
    dwa rozwiązania problemu czasu podróży po polskich bezdrożach: jazda z noclegiem
    lub samobójcza?

    > > Bo Niemiec z A do B przejedzie w dużo krótszym czasie niż Polak z
    > > C do D - statystycznie.
    >
    > Po pierwsze g... prawda.

    Nie upadlaj się - każdy wie że to prawda, nawet taki idiota jak ty. Nie mogę w
    tej chwili znaleźć linka, ale czytałem test jakiegoś mercedesa gdzie częściowo
    redaktorzy jeździli po Polsce a częściowo w Niemczech. Średnia w Niemczech była
    dużo wyższa.

    > Po drugie nawet gdyby tak bylo, jaki ma to miec wplyw
    > na pewnosc Niemca, ze "zdazy"?

    Taki że ma większy zapas czasu. Po co pytasz o oczywiste rzeczy?

    Zrozumiałeś że sytuacja na polskich drogach jest mało przewidywalna w związku z
    czym nie da się z odpowiednią pewnością zaplanować podróży?

    Zrozumiałeś że wybór pomiędzy autostradą a drogą jednojezdniową ma wpływ na
    komfort jazdy i bezpieczeństwo?

    > > Droga to nie salon, tylko coś co powinno ułatwiać przemieszczenie
    > > się na określoną odległość w rozsądnym czasie.
    >
    > Jesli kultura to dla ciebie cos mozliwego tylko "na salonach" to
    > widac, ze nawet nie rozumiesz tego pojecia.

    Jeśli. Tymczasem odpowiedz na to co napisałem.

    > > To nie jest sposób rozumowania, tylko rzeczywistość.
    >
    > Rzeczywiscie. Ta "rzeczywistosc" jest tak debilowata, ze trudno
    > nawet okreslic to jako "sposob rozumowania". Wyznaczanie czasu
    > wlasnego przejazdu poprzez jakies wimaginowane czasy przejazdu....
    > Niemcow. To byloby za glupie nawet na jakies ludy afrykanskie.

    Nie ma w tym nic głupiego - w biznesie zawsze planuje się czas przejazdu. Nie
    rozumiesz tego i w swojej frustracji przyrównujesz normalne zachowanie (ciekawe
    czy pamiętasz o jakim mowa?) do rozumowania ludów afrykańskich. Czyli kolejny
    raz zero argumentów, za to pod dostatkiem "debilizmów/kretynizmów".
    Jakiś czas temu czytałem że firma transportowa wprowadziła niemieckie normy
    czasów przejazdu. Wydłużyli czasy bardzo szybko gdy okazało się że niemieckie
    czasy są w sferze marzeń.
    I co odpowiesz? Coś z "debilizmem" tradycyjnie?

    > Niemcy "odczuwaja" swoje potrzeby adekwatnie do mozliwosci. Tylko
    > skonczony debil "odczuwa" swoje potrzeby potrzebami inych.

    Realizują swoje potrzeby adekwatnie do mozliwości, jeżeli już o tym mowa. Polacy
    te możliwości naginają, a dlaczego tak się dzieje, wyjaśniłem na liczbach.
    Oczywiście nie odpowiedziałeś na to.

    > Gdy bylo mniej autostrad po prostu mniej podrozowali.

    I mieliby PKB na mieszkańca na poziomie Mołdawii.

    > > Nie chodzi tu nawet o wygodę kierowcy, ale o zwykłe
    > > prowadzenie interesów.
    >
    > Wooow! W normalnych krajach o sile gospodarki decyuje inteligencja
    > i innowacyjnosc.

    Twoja głupota staje się przysłowiowa, wg ciebie stan infrastruktury drogowej nie
    ma wpływu na gospodarkę?

    > > Innych w kraju nie mają?
    >
    > Jedni maja, inni nie i dlatego w przewazajacej wiekszosci musza
    > takimi drogami jezdzic.

    W swojej frustracji zwyczajnie kłamiesz. Szwajcaria ma dobrze rozbudowaną sieć
    dróg i autostrad - jakby tego było mało, ich sieć kolejowa również jest nieźle
    rozbudowana.

    Cytat:
    "Szwajcaria: autostrady – 19 807 km
    (1 673 km autostrad federalnych i 18 134 km kantonalnych)
    roczna opłata – 59 euro
    opłata w wysokości 1 euro upoważnia do jeżdżenia po 340 km"

    http://www.tygodnik.com.pl/numer/277537/zielinski.html

    Pow. Polski: 312,7 tys. km2, autostrady: niecałe 900 km.
    Pow. Szwajcarii: 41 290 tys. km2, autostrady: niecałe 20 000 km.

    Podałem liczby, kłamco, więc albo nie odpowiesz, albo stwierdzisz że są debilne,
    bo tyle tylko potrafisz.

    > > Co z tego że są ograniczenia jeżeli cały system drogowy pozwala
    > > na większą średnią prędkość przy jeździe drogami krajowymi?
    >
    > Mozna wiedziec, skad wytrzasnales znow ta madrosc?

    Najpierw odpowiedz zamiast się głupio wymigiwać.

    > > Naucz się odróżniać warunki drogowe od mieszkaniowych.
    >
    > A ty naucz sie ze kulture sie ma albo nie ma

    W dalszej części ci wyjaśniłem dlaczego twoje tłumaczenie jest błędne. Dasz radę
    odpowiedzieć na temat, czy znowu "debilizmy" pójdą w ruch, bo nic innego nie
    wymyślisz?

    > > nadal czekam na wyjaśnienie co ma wspólnego willa z chamstwem.
    > Napisalbym "patrz wyzej" gdyby istniala jakakolwiek szansa na to,
    > ze cokolwiek zrozumiesz.

    Jak już pisałem, uzasadniłem że twoje tłumaczenie jest błędne. Dlatego
    powinieneś je obronić uwzględniając moje argumenty (których przezornie nie
    zacytowałeś). Ale ponieważ nie masz pojęcia co odpowiedzieć, więc pozostaje ci
    ew. "patrz wyżej".

    > > Posiadanie lub nie willi (w tym również darowanej) nie wpływa na
    > > stopień chamstwa.
    >
    > Bo "stopnia chamstwa" nie determinuje zaden czynik zewnetrzny a
    > jedynie dana osoba, ktora albo jest kulturalna albo jest chamem w
    > kazdych "warunkach".

    Otóż nie w każdych, a mianowicie w takich gdy nie ma innego wyjścia lub swoim
    chamstwem powoduje statystycznie niewiele większe zagrożenie niż bez owego
    chamstwa. Odnosi się to do polskich dróg. Do willi się to nie odnosi - dlatego
    twoja analogia z willą dzieli los tej z sadzawką.

    > Tylko kompletny cham i glupek wychodzi z zalozenia, ze czynniki
    > zewnetrzne (drogi, infrastruktura, oznakowania, dom) maja wplyw na
    > "stopien chamstwa" (co za okreslenie).

    Tylko tchórzliwa ciota twierdzi coś o głupkach nie uzasadniając swojego twierdzenia.

    > > Już na to odpowiadałem. Nie prędkość maksymalna jest istotna.
    >
    > Przeciez gdyby taki Norweg autostrada zamiast 90-tki jechal
    > 130-tka to przeciez moglby "prowadzic" wiecej "interesow".

    Niewiele więcej. Ale przynajmniej średnią będzie miał w okolicach 70-80 zamiast
    polskich 40-50.


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 09.11.09, 11:18
    klemens1 napisał:

    > Nie dość że jesteś tchórzliwą ciotą, co udowodniłem

    Poki co udowodiles tylko wielokrotnie, ze jestes ponad wszelka watpliwosc
    debilem, propagujac chocby (ponoc) zasadnicza roznice miedzy slabym i mocnym
    waleniem glowa w sciane.

    > zachowujesz się jak sfrustrowany gó...arz, który używa
    > nieuzasadnionych inwektyw.

    "Nieuzasadnionych inwektyw"? :-) To ci sie znow udalo.
    W swiecie meneli istnieja jak widac "nieuzasadnione" i uzsadnione inwektywy.
    Ja ich nie "uzywam". Jedynie cytuje twoj menelski jezyk.

    > Jednak sens stwierdzenia że "droga jest winna" jest inny niż
    > "droga jest winna gdy jakiś palanat",

    Jednak sens stwierdzenia "to jest wina dróg" jest taki sam jak stwierdzenia
    "droga jest winna", nawet wtedy, jesli ktos w pocieszny sposob doczepi do
    drugiej wypowiedzi poczatek uzasadnienia pomijajac zupelnie(!) to uzasadnienie w
    pierwszym stwierdzeniu.

    > Tu pisaliśmy o sadzawce a ty nie zacytowałeś całego mojego zdania,
    > co zmieniło jego sens.

    Mylisz sie. Nie zmienilo jego sensu poniewaz skakanie do betonowej sadzawki na
    glowke tylko dlatego bo sasiad ma basen jest i pozostanie dowodem debilizmu -
    niezaleznie od glebokosci i koloru sadzawki.

    > Masz zamiar bronić swojej żałosnej analogii z sadzawką, która
    > ilościowo nijak nie przystaje do rzeczywistych warunków?

    Ja wcale nie musze jej bronic bo jakosciowo jest jak najbardziej
    odpowiednia, co sam nawet (w dziwnym przeblysku swiadomosci) przyznales.
    Ilosciowe detale sa tak samo drugorzedne jak to czy debil walacy glowa w sciane
    nabije sobie guza czy dostanie wstrzasu mozgu.

    > Taki że ma większy zapas czasu. Po co pytasz o oczywiste rzeczy?

    Acha... Niemiec "zdazy" bo ma "wiekszy zapas czasu"?
    To juz jest logika nie do pobicia.... A kto - jesli mozna spytac wyznacza ten
    czas, jaki ma do dyspozycji Niemiec i Polak?

    Gdybym cie nie znal to spytalbym czy wiesz, ze rozumujesz jak 5-latek.

    > Zrozumiałeś że sytuacja na polskich drogach jest mało przewidywalna w związku z
    > czym nie da się z odpowiednią pewnością zaplanować podróży?

    A sytuacja na niemieckich drogach jest "przewidywalna"? Mozna wiedziec skad
    wytrzasnales tego newsa?

    > Jeśli. Tymczasem odpowiedz na to co napisałem.

    Odpowiedzialem. Uzalezniajac "kulture" od miejsca, gdzie sie znajdujesz
    dowiodles tylko, ze nie rozumiesz nawet tego pojecia.

    > Nie ma w tym nic głupiego

    Z twojego punktu widzenia nie ma tez "niczego glupiego" w skakaniu na glowke do
    betonowej sadzawki tylko dlatego bo sasiad ma basen.

    > w biznesie zawsze planuje się czas przejazdu.

    Owszem... tyle, ze w odniesieniu do realnych warunkow a nie domniemanych
    czasow przejazdow w zupelnie innych krajach :-))

    Moze Norwegowie przy swoich drakonskich ograniczeniach (90 km/h na autostradzie)
    tez powinni zaczac orientowac sie wedlug autostrad niemieckich? Nie uwazasz?

    > Nie rozumiesz tego

    Owszem, skakania na glowke do betonowej sadzawki tylko dlatego bo sasiad ma
    basen nigdy nie zrozumie. To po prostu zbyt glupie.

    > i w swojej frustracji przyrównujesz normalne zachowanie do
    > rozumowania ludów afrykańskich.

    Ach... "normalne zachowanie" :-)
    Chyba rzeczywiscie obrazilem ludy afrykanskie. na cos tak glupiego nie wpadliby
    ludzie nawet tam.

    > Realizują swoje potrzeby adekwatnie do mozliwości, jeżeli już o tym mowa.

    Otoz to! Poniewaz mysla a nie maja kielbie we lbie.

    > Polacy te możliwości naginają,

    ...trudno w to uwierzyc ze...z powodu Niemcow!
    Norwegowie albo Szwajcarzy tez by mogli... "naginac".

    > a dlaczego tak się dzieje, wyjaśniłem na liczbach.

    W jakich znow "liczbach"? W tym komicznym wyliczeniu przedstawiajacym inaczej
    kilkakrotnie wyzsza smiertelnosc na drogach wschodniej Europy z Polska na jednym
    z ostatnich miejsc?

    > Twoja głupota staje się przysłowiowa, wg ciebie stan
    > infrastruktury drogowej nie ma wpływu na gospodarkę?

    Twoja agresywnosc nie zmieni niczego w tym, ze o sile gospodarki decyduje
    przede wszystkim inteligencja i innowacyjnosc a nie "infrastruktura
    drogowa" i sciganie sie na drogach jak banda gowniarzy.

    > W swojej frustracji zwyczajnie kłamiesz. Szwajcaria ma dobrze
    > rozbudowaną sieć dróg i autostrad - jakby tego było mało, ich sieć
    > kolejowa również jest nieźle rozbudowana.

    W swojej frustracji i niewiedzy znow tylko sie miotasz. Dobrze rozbudowana siec
    autostrad (w przerazliwie trudnym terenie!) niczego nie zmienia w tym, ze
    wiekszosc ruchu dzien w dzien odbywa sie poza autostradami, czestio w duzo
    trudniejszych warunkach niz w Polsce. Mimo to o dziwo gospodarka funkcjonuje o
    wiele lepiej niz w Polsce a na drogach nie ma ani syfu ani masakry jak na
    wschodzie Europy.

    > Podałem liczby, kłamco, więc albo nie odpowiesz, albo stwierdzisz
    > że są debilne, bo tyle tylko potrafisz.

    "Klamca" bylbym, gdybym te liczby kwestionwal. Kwestionowalem je gdzies? Gdzie?
    Podales liczby, ktorych nie rozumiesz bo ciagle nie wiesz, ze zdecydowana
    wiekszosc ruchu odbywa sie poza autostradami. I spora czesc tych drog jest duzo
    trudniejsza (wolniejsza) niz drogi w Polsce.

    > Najpierw odpowiedz zamiast się głupio wymigiwać.

    "Odpowiedziec"? Na idiotyzm, ktory sobie wymysliles? Jakoby w Norwegii "cały
    system drogowy pozwalal na większą średnią prędkość przy jeździe drogami krajowymi"?
    Przeciez to absurd nie poparty zadnymi faktami. Draknoskie ograniczenia, ktore
    sa tam przestrzeganei o wiele trudniejsze warunki atmosfeyczne wskazuja
    przeciez na cos zupelnie innego.

    > W dalszej części ci wyjaśniłem dlaczego twoje tłumaczenie jest błędne.

    Tylko ci sie tak wydaje. Nie dosc, ze niczego nie wyjasniles to jeszcze
    udowodniles, ze nie rozumiesz tak elementarnych pojec jak "kultura".

    > Otóż nie w każdych, a mianowicie w takich gdy nie ma innego wyjścia

    Ciekawe.... Mozna wiedziec dlaczego ktos grzejacy dzien w dzien 90 w terenie
    zabudowanym "nie ma innego wyjscia"? Co takiego staloby sie, gdyby jechal tam
    50? Czy polskie samochody sa tak skonstruowane, ze przy tej predkosci wylatuja w
    powietrze?


    > lub swoim chamstwem powoduje statystycznie niewiele większe
    > zagrożenie niż bez owego chamstwa.

    Wooow!To ci sie naprawde udalo!
    Czyli ktos, kto zachowuje sie ewidentnie po chamsku.... nie jest jest chamem a
    jest nawet osoba "kulturalna"(!), jesli "swoim chamstwem powoduje statystycznie
    niewiele większe zagrożenie niż bez owego chamstwa". :-)))))

    Na ten patent "made in poland" czekal caly swiat.
    Jak byc osoba kulturalna zachowujac sie rownoczesnie jak ostatni cham? To
    proste: wystarczy "swoim chamstwem" "powodowac" "statystycznie niewiele większe
    zagrożenie niż bez owego chamstwa".

    :-))))))))))))))))

    > Niewiele więcej.

    Mozna wiedziec dlaczego? Przeciez 130 zamiast 90 daloby spory zysk na czasie?


  • klemens1 10.11.09, 22:39
    > "Nieuzasadnionych inwektyw"? :-) To ci sie znow udalo.
    > W swiecie meneli istnieja jak widac "nieuzasadnione" i uzsadnione
    > inwektywy.
    > Ja ich nie "uzywam". Jedynie cytuje twoj menelski jezyk.

    Trzeba było od razu zaznaczyć że piszesz o sobie. A tchórzliwą ciotą jesteś, co udowodniłem.

    Doczytałeś już cokolwiek o optymalizacji wielokryterialnej czy też może widzisz dwa rozwiązania problemu czasu podróży po polskich bezdrożach: jazda z noclegiem lub samobójcza?

    > > Jednak sens stwierdzenia że "droga jest winna" jest inny niż
    > > "droga jest winna gdy jakiś palanat",
    >
    > Jednak sens stwierdzenia "to jest wina dróg" jest taki sam jak
    > stwierdzenia "droga jest winna", nawet wtedy, jesli ktos w
    > pocieszny sposob doczepi do drugiej wypowiedzi poczatek
    > uzasadnienia pomijajac zupelnie(!) to uzasadnienie
    > w pierwszym stwierdzeniu.

    Co nie zmienia faktu że stwierdzenia że "droga jest winna" jest inne niż "droga jest winna gdy jakiś palanat", które to twierdzenie usiłujesz mi wciskać. Te stwierdzenia mają różne znaczenia, rozumiesz to, tchórzliwa cioto?

    > Mylisz sie. Nie zmienilo jego sensu poniewaz skakanie do betonowej
    > sadzawki na glowke (...) niezaleznie od glebokosci i koloru
    > sadzawki.

    Zmieniło jego sens ponieważ wg kryterium ilościowego sadzawka ani nie musiała być betonowa, ani płytka. Istnieje pewna różnica w skakaniu do sadzawki o głębokości 2m albo 20 cm. Ty tej różnicy nie widzisz, co świadczy tylko o tym że jestem debilem.

    > Ilosciowe detale sa tak samo drugorzedne jak to czy debil walacy
    > glowa w sciane nabije sobie guza czy dostanie wstrzasu mozgu.

    To aż wzruszające jak sam się podkładasz udowadniając swój idiotyzm. Aż zapytam ponownie - wg ciebie nie ma różnicy pomiędzy nabiciem sobie guza a wstrząsem mózgu? A pomiędzy nabiciem guza i pęknięciem czaszki dostrzegasz jakieś niuanse czy nadal nic?

    > > Taki że ma większy zapas czasu. Po co pytasz o oczywiste rzeczy?
    >
    > Acha... Niemiec "zdazy" bo ma "wiekszy zapas czasu"?

    Nie musisz powtarzać tego co napisałem pisemnie, jak ciężko ci się myśli to powtórz sobie kilka razy w myślach.

    > To juz jest logika nie do pobicia.... A kto - jesli mozna spytac
    > wyznacza ten czas, jaki ma do dyspozycji Niemiec i Polak?

    Nie kto, tylko co. Potrzeba przemieszczania się i infrastruktura drogowa.

    > A sytuacja na niemieckich drogach jest "przewidywalna"?

    Bardziej niż na polskich.

    Zrozumiałeś że wybór pomiędzy autostradą a drogą jednojezdniową ma wpływ na komfort jazdy i bezpieczeństwo?

    > Odpowiedzialem. Uzalezniajac "kulture" od miejsca, gdzie sie
    > znajdujesz dowiodles tylko, ze nie rozumiesz nawet tego pojecia.

    Znowu wypisałeś pustą deklarację idioty. Nie masz pojęcia co odpisać.

    > > w biznesie zawsze planuje się czas przejazdu.
    >
    > Owszem... tyle, ze w odniesieniu do realnych warunkow a nie
    > domniemanych czasow przejazdow w zupelnie innych krajach :-))

    Przede wszystkim adekwatnie do potrzeb. Jeżeli infrastruktura drogowa powoduje że przemieszczanie się jest ślamazarne, wtedy ryzykuje się więcej. A dlaczego się ryzykuje pomimo ofiar na drogach - przedstawiłem liczbowo jako prawdopodobieństwo wypadku.

    > Moze Norwegowie przy swoich drakonskich ograniczeniach (90 km/h na
    > autostradzie) tez powinni zaczac orientowac sie wedlug autostrad
    > niemieckich? Nie uwazasz?

    Już ci odpowiadałem, sklerotyku, że nie o maksymalną prędkość chodzi, tylko o średnią.

    > > Nie rozumiesz tego
    >
    > Owszem, skakania na glowke do betonowej sadzawki

    Weź coś na sklerozę - powtarzasz to już któryś raz, mimo że kontekst jest inny. To kolejny dowód twojego debilizmu.

    > Chyba rzeczywiscie obrazilem ludy afrykanskie. na cos tak glupiego
    > nie wpadliby ludzie nawet tam.

    Czyli miałem rację pisząc że nie odpowiesz merytorycznie, tylko będziesz pierdzielił o "głupotach" / "debilizmach".

    > > Polacy te możliwości naginają,
    >
    > ...trudno w to uwierzyc ze...z powodu Niemcow!
    > Norwegowie albo Szwajcarzy tez by mogli... "naginac".

    Już ci pisałem, sklerotyku, że nie z tego powodu. Ty nic nie rozumiesz co się do ciebie pisze i jeszcze się obrażasz że cię nazywam debilem.

    > > a dlaczego tak się dzieje, wyjaśniłem na liczbach.
    >
    > W jakich znow "liczbach"?

    Nie w "liczbach" lecz na liczbach. Normalnych, system dziesiętny. Znowu skleroza zaatakowała? Oczywiście na argument liczbowy nie odpowiedziałeś, bo już twój móżdżek danych nie zdołał przetworzyć.

    > > Twoja głupota staje się przysłowiowa, wg ciebie stan
    > > infrastruktury drogowej nie ma wpływu na gospodarkę?
    >
    > o sile gospodarki decyduje przede wszystkim inteligencja i
    > innowacyjnosc a nie "infrastruktura drogowa" i sciganie sie na
    > drogach jak banda gowniarzy.

    Odpowiedz na moje pytanie. Jest na tyle proste że nawet ty powinieneś je zrozumieć.

    > W swojej frustracji i niewiedzy znow tylko sie miotasz. Dobrze
    > rozbudowana siec autostrad (w przerazliwie trudnym terenie!)
    > niczego nie zmienia w tym, ze
    > wiekszosc ruchu dzien w dzien odbywa sie poza autostradami,

    Ale nie wyjazdy kilakusetkilometrowe? Bo przy takich ważna jest średnia prędkość. Da się w Szwajcarii przejechać bezpiecznie z wyższą średnią prędkością niż w Polsce 200 km?

    > > Najpierw odpowiedz zamiast się głupio wymigiwać.
    >
    > "Odpowiedziec"? Na idiotyzm, ktory sobie wymysliles? Jakoby w
    > Norwegii "cały system drogowy pozwalal na większą średnią prędkość
    > przy jeździe drogami krajowymi"?
    > Przeciez to absurd nie poparty zadnymi faktami.

    Aleś ty tępy - jazda autostradą z ograniczeniem do 130 albo 90 średniej prędkości znacząco nie zmieni, ale za to jazda przez permanentny teren zabudowany drogą jednojezdniową w stosunku do autostrady już tak.

    > > W dalszej części ci wyjaśniłem dlaczego twoje tłumaczenie jest
    > > błędne.
    >
    > Tylko ci sie tak wydaje. Nie dosc, ze niczego nie wyjasniles to
    > jeszcze udowodniles, ze nie rozumiesz tak elementarnych pojec jak
    > "kultura".

    To właśnie ty w kółko pierdzielisz jak powyżej i nic nie udowadniasz ani nie uzasadniasz. Po prostu sobie stwierdziłeś że "nie wyjaśniłem" i "nie rozumiem".

    > > Otóż nie w każdych, a mianowicie w takich gdy nie ma innego
    > > wyjścia
    >
    > Ciekawe.... Mozna wiedziec dlaczego ktos grzejacy dzien w dzien 90
    > w terenie zabudowanym "nie ma innego wyjscia"? Co takiego staloby
    > sie, gdyby jechal tam 50?

    Np. straciłby pracę.

    > > lub swoim chamstwem powoduje statystycznie niewiele większe
    > > zagrożenie niż bez owego chamstwa.
    >
    > Wooow!To ci sie naprawde udalo!
    > Czyli ktos, kto zachowuje sie ewidentnie po chamsku.... nie jest
    > jest chamem a jest nawet osoba "kulturalna"(!)

    Z czego wnioskujesz że jest osobą "kulturalną"?

    > > , jesli "swoim chamstwem powoduje statystycznie
    > > niewiele większe zagrożenie niż bez owego chamstwa". :-)))))
    >
    > Na ten patent "made in poland" czekal caly swiat.
    > Jak byc osoba kulturalna zachowujac sie rownoczesnie jak ostatni
    > cham?

    Skąd ten wniosek że właśnie o tym napisałem? Tylko funkcjonalny analfabeta mógł pomyśleć tak jak ty.

    > > Niewiele więcej.
    >
    > Mozna wiedziec dlaczego? Przeciez 130 zamiast 90 daloby spory zysk
    > na czasie?

    Można wiedzieć, tylko trzeba doczytywać to co piszą inni. Jak urywasz cytat gdzie jest odpowiedź na twoje pytanie a później zadajesz to pytanie to znaczy że jesteś debilem. To było tylko uzasadnienie - coś czego nigdy się nie nauczysz.

    Nadal czekam na wyjaśnienie co ma wspólnego willa z chamstwem. Ciekawe czy wznies
  • hanni 11.11.09, 11:13
    klemens1 napisał:

    > Co nie zmienia faktu że stwierdzenia że "droga jest winna" jest inne
    > niż "droga jest winna gdy jakiś palanat",

    Co nie zmienia faktu, ze po raz kolejny probujesz wciskac ciemnote dla ubogich
    porownujac ze soba te same wypowiedzi tyle, ze raz bez rozwiniecia a drugi raz z
    rozwinieciem.

    > Te stwierdzenia mają różne znaczenia,

    No przeciez pisze, ze raz obciales rowiniecie a raz cytujesz to samo dodajac
    rozwiniecie liczac, ze ktos (bardo) naiwny da sie na to nabrac.

    > Zmieniło jego sens ponieważ wg kryterium ilościowego...

    Wg "kryterium ilosciowego" tylko dla debila inny "sens" ma walenie glowa w
    sciane w celu nabicia guza albo w celu uzyskania wstrzasu mozgu.
    Czlowiek zdrowy psychicznie posluguje sie kryterium jakosciowym i dlatego
    rozumie, ze jedno i drugie niezaleznie od "kryterium ilosciowego" jest dowodem
    debilzmu.

    > Aż zapytam ponownie - wg ciebie nie ma różnicy pomiędzy nabiciem
    > sobie guza a wstrząsem mózgu?

    No widzisz, jak sie fajnie podkladasz? To wlasnie to kryterium "ilosciowe"
    charakterystyczne dla debila.
    Czlowiek zdrowy psychicznie nie pyta o roznice miedzy nabiciem sobie guza a
    wstrzasem mozgu tylko o to, dlaczego mialby walic glowa w sciane, jesli nie jest
    debilem?

    > Nie kto, tylko co. Potrzeba przemieszczania się i infrastruktura
    > drogowa.

    Ach to "wyznacza zatem czas, jaki ma do dyspozycji Niemiec i Polak".
    Mozna wiedziec w jakis sposob wlasciwie jedno i drugie "wyznacza" ten "czas"?
    Przede wszystkim inetresowaloby mnie dlaczego Niemiec, Szwajcar, Norweg
    dostosowuje swoje cele do mozliwosci infrastruktury a (niektory) Polak do
    (wyimaginowanych) mozliwosci.... Niemca a nie infrastruktury zabijajac sie potem
    jak leming?

    > > A sytuacja na niemieckich drogach jest "przewidywalna"?

    > Bardziej niż na polskich.

    I pewnie jestes w stanie to czyms poprzec? Czy moze tylko znow tylko twoimi
    wyobrazeniami?

    > Znowu wypisałeś pustą deklarację idioty. Nie masz pojęcia co
    > odpisać.

    Nie tylko wiem ale nawet odpisalem. To, ze tego nie rozumie ktos, kto uwaza
    kulture osobista za cos, co sie ma albo nie, zaleznie od "sytuacji" nawet mnie
    nie dziwi.

    > Przede wszystkim adekwatnie do potrzeb.

    Czyzby przecietny Niemiec mial skromniejsze "potrzeby" od przecietnego Polaka?
    Przeciez jeden planuje tak, zeby przejechac w miare spokojnie i bezpiecznie,
    drugi jedzie na limicie, masakrujac sie na drogach.

    > Jeżeli infrastruktura drogowa powoduje że przemieszczanie się jest
    > ślamazarne, wtedy ryzykuje się więcej.

    Czyli "ryzykuje" sie tylko dlatego bo komus "przemieszczanie" wydaje sie
    "slamazarne"? A jazda samochodem mogacym jechac 250 autostrada z predkoscia 100
    km/h nie moze wydawac sie "slamazarna"?

    > Już ci odpowiadałem, sklerotyku, że nie o maksymalną prędkość
    > chodzi, tylko o średnią.

    I co? Czyzby "srednia" w Norwegii albo Szwajcarii byla wyzsza od sredniej w
    Polsce? I co w ogole "chodzi" z ta "predkoscia" (srednia czy maksymalna)?
    Im predzej zapiepieprzasz tym lepiej czy jak? Zacznij moze jezdzic gdzies w
    kolko na zamknietym torze to bedziesz mial wysoka srednia i maksymalna.

    > > ...trudno w to uwierzyc ze...z powodu Niemcow!
    > > Norwegowie albo Szwajcarzy tez by mogli... "naginac".
    >
    > Już ci pisałem, sklerotyku, że nie z tego powodu.

    Ach! I ty piszesz jeszcze "sklerotyku"?
    Pozwol, ze przypomne twoje wlasne slowa: "kierowca w kraju A chce pokonać ten
    sam dystans co kierowca w B w tym samym czasie".

    > Odpowiedz na moje pytanie. Jest na tyle proste że nawet ty
    > powinieneś je zrozumieć.

    Odpowiedzialem, a ze nie potrafisz zrozumiec, to juz twoj problem. Oto moja
    odpowiedz jeszcze raz:




    > kierowca w kraju A chce pokonać ten sam dystans co kierowca w B w
    > tym samym czasie.

    "o sile gospodarki decyduje przede wszystkim inteligencja i
    innowacyjnosc a nie "infrastruktura drogowa" i sciganie sie na
    drogach jak banda gowniarzy"

    > Ale nie wyjazdy kilakusetkilometrowe?

    Kilkusetkilometrowe wyjazdy to znikomy odsetek lacznych przebiegow podczas gdy
    na polskich drogach chlew panuje doslownie wszedzie.

    > Bo przy takich ważna jest średnia prędkość.

    Czyzby dla Niemca jadacego autostrada przy ograniczeniu do 100 km/h srednia nie
    byla tez wazna? Przeciez jadac 150 moglby o wiele podnisc swoja "srednia"?
    Dlaczego robi to tam tak maly odsetek kierowcow nawet w opzymalnych warunkach?

    > Da się w Szwajcarii przejechać bezpiecznie z
    > wyższą średnią prędkością niż w
    > Polsce 200 km?

    To zalezy. Moze byc krocej a moze tez byc dluzej, jesli np. punt wyjazdu albo
    punkt docelowy leza w gorskiej czesci kraju.
    I przede wszystkim, co w ogole ma do tego ta magiczna "odleglosc" 200 km? Kto
    powiedzial, ze odleglosc to jakiekolwiek kryterium czegokolwiek?
    W gorzystej czesci Europy dwie miejscowosci moga byc od siebie odlegle o 40 km a
    na dotarcie z jednej do drugiej mozesz potrzebowac pol dnia. I co? Czy
    przecietny Szwajcar albo Austriak zabija sie z tego powodu grzejac setka po
    serpentynach?

    > Aleś ty tępy - jazda autostradą z ograniczeniem do 130 albo 90
    > średniej prędkości znacząco nie zmieni,

    Ales ty tepy. Norwegia ma raptem kilkadziesiat kilometrow autostrad na ktorych
    obowiazuje ograniczenie do 90 km/h a nie 130(!). Reszta drog nie rozni sie
    specjalnie od drog w Polsce poza bardziej krytycznymi warunkami atmosferycznymi.
    Ciekawe skad ta madrosc, ze "cały system drogowy pozwalal na większą średnią
    prędkość przy jeździe drogami krajowymi"?


    > Np. straciłby pracę.

    Dlaczego Niemiec, jadacy 50 w terenie zabudowanym zamiast 90 albo na
    autostradzie 80 zamiast 160 nie musi sie bac, ze straci prace?

    I naprawde powaznie chcesz wmowic, ze wszyscy zapindalajacy w Polsce 80-90 w
    terenie zabudowanym robia to dlatego, zeby nie stracic pracy?

    > Z czego wnioskujesz że jest osobą "kulturalną"?

    Przeciez zaprzeczyles ta "teza" mojej tezie, ze czlowiek kulturalny potrafi
    zachowywac sie kulturalnie w kazdych warunkach, w jakich sie znajdzie
    rozpoczynajac nawet swoje zdanie od "Otoz nie w kazdych (warunkach) a mianowicie
    w takich gdy nie ma innego wyjścia"

    > Skąd ten wniosek że właśnie o tym napisałem?

    Znow stad, ze ta swoja teza zaprzeczyles mojej tezie o zachowaniach czlowieka
    kulturalnego.

    > Nadal czekam na wyjaśnienie co ma wspólnego willa z chamstwem.

    Tlumaczylem juz raz ale wytlumacze chetnie raz jeszcze. Argumentujesz, ze ludzie
    zachowuja sie po chamsku na drogach w Polsce bo te drogi nie oferuja
    wystarczajacego komfortu podrozowania.
    Mozna z tego wywnioskowac, ze w innych krajach ludzie zachowuja sie na drogach
    kulturalnie bo moga bardziej komfortowo podrozowac.

    Tak wiec chamstwio wzglednie kultura to - jak mozna sie domyslec - wedlug ciebie
    wypadkowa jakosci warunkow zewnetrznych. Jesli o chamstwie wzglednie kulturze
    osobistej ma - wedlug ciebie - decydowac jakosc infrastruktury drogowej to chyba
    logiczne, ze to samo mozna przeniesc na komfort mieszkania? Jesli nie, to
    chetnie dowiedzialbym sie dlaczego.
  • klemens1 27.11.09, 21:59
    Doczytałeś cokolwiek o optymalizacji wielokryterialnej?

    Zrozumiałeś że wybór pomiędzy autostradą a drogą jednojezdniową ma wpływ na komfort jazdy i bezpieczeństwo?

    > > Co nie zmienia faktu że stwierdzenia że "droga jest winna" jest inne
    > > niż "droga jest winna gdy jakiś palanat",
    >
    > Co nie zmienia faktu, ze po raz kolejny probujesz wciskac ciemnote dla ubogich
    > porownujac ze soba te same wypowiedzi

    To nie są te same wypowiedzi. Do jednej z nich się przyznaję, druga oznacza co innego i nigdy nie była mojego autorstwa.

    > Wg "kryterium ilosciowego" tylko dla debila inny "sens" ma walenie glowa

    Na to odpowiedziałem gdzie indziej.

    > > Nie kto, tylko co. Potrzeba przemieszczania się i infrastruktura
    > > drogowa.
    >
    > Mozna wiedziec w jakis sposob wlasciwie jedno i drugie "wyznacza" ten "czas"?
    > Przede wszystkim inetresowaloby mnie dlaczego Niemiec, Szwajcar, Norweg
    > dostosowuje swoje cele do mozliwosci infrastruktury a (niektory) Polak do
    > (wyimaginowanych) mozliwosci....

    Czas do droga/prędkość. Jeżeli średnia prędkość jest większa, to przy podobnej drodze zaoszczędza się czas. To było tłumaczenie dla debila, może dasz radę pojąć.
    Dostosowanie: jeżeli infrastruktura pozwala na przejechanie danego odcinka w zadowalającym czasie zgodnie z przepisami, to nie ma powodu że nie jeździć zgodnie z tymi przepisami.

    > > > A sytuacja na niemieckich drogach jest "przewidywalna"?
    > > Bardziej niż na polskich.
    > I pewnie jestes w stanie to czyms poprzec? Czy moze tylko znow tylko twoimi
    > wyobrazeniami?

    Jeżeli chodzi o linka, to musiałbym poszukać. Bez linka - chociażby test mercedesa (jakiś diesel) gdzie testowano go na drogach polskich i niemieckich, podając przy okazji średnie prędkości.

    > Nie tylko wiem ale nawet odpisalem. To, ze tego nie rozumie ktos, kto uwaza
    > kulture osobista za cos, co sie ma albo nie, zaleznie od "sytuacji" nawet mnie
    > nie dziwi.

    To nie jest żaden dowód popierający twoje zdanie, tylko pusta deklaracja idioty.

    > > Przede wszystkim adekwatnie do potrzeb.
    > Czyzby przecietny Niemiec mial skromniejsze "potrzeby" od przecietnego Polaka?

    Ma lepsze i bezpieczniejsze możliwości ich realizacji. O czym wielokrotnie pisałem a ty nadal nie pojmujesz.

    > Czyli "ryzykuje" sie tylko dlatego bo komus "przemieszczanie" wydaje sie
    > "slamazarne"?

    Tak, o czym pisałem już wielokrotnie podając uzasadnienia oceny ryzyka. Na które nie odpowiedziałeś, bo za dużo konkretów jak na ciebie.

    > A jazda samochodem mogacym jechac 250 autostrada z predkoscia 100
    > km/h nie moze wydawac sie "slamazarna"?

    Wydawać się może, ale nie jest, bo średnia prędkość jest wystarczająco wysoka.

    > > Już ci odpowiadałem, sklerotyku, że nie o maksymalną prędkość
    > > chodzi, tylko o średnią.
    >
    > I co? Czyzby "srednia" w Norwegii albo Szwajcarii byla wyzsza od sredniej w
    > Polsce? I co w ogole "chodzi" z ta "predkoscia" (srednia czy maksymalna)?

    Ostatnie pytanie świadczy o tym że rzeczywiście jesteś głupi - idealnie się podłożyłeś.
    A średnia w Norwegii czy Szwajcarii jest wyższa niż w Polsce - spróbuj w Polsce osiągnąć średnią 80 km/h. Mi się to udało na odcinku ponad 500 km gdzie ok. 200 to nie były drogi dwujezdniowe. Oczywiście prędkość przekraczałem.

    > Im predzej zapiepieprzasz tym lepiej czy jak? Zacznij moze jezdzic gdzies w
    > kolko na zamknietym torze to bedziesz mial wysoka srednia i maksymalna.

    Przecież pisałem że zależy mi tylko na prędkośći średniej, funkcjonalny analfabeto.

    > Ach! I ty piszesz jeszcze "sklerotyku"?
    > Pozwol, ze przypomne twoje wlasne slowa: "kierowca w kraju A chce pokonać ten
    > sam dystans co kierowca w B w tym samym czasie".

    Co nie znaczy że dlatego chce ten dystans w tym czasie pokonać bo inni tak robią, tylko dlatego że też ma takie potrzeby. Pisałem o tym, sklerotyku, a ty nadal nic nie pojmujesz.

    > "o sile gospodarki decyduje przede wszystkim inteligencja i
    > innowacyjnosc a nie "infrastruktura drogowa" i sciganie sie na
    > drogach jak banda gowniarzy"

    To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pytanie zadałem w taki sposób, że wystarczy odpowiedź "tak" lub "nie", a ty mimo to nie dałeś rady odpowiedzieć.

    > > Ale nie wyjazdy kilakusetkilometrowe?
    >
    > Kilkusetkilometrowe wyjazdy to znikomy odsetek lacznych przebiegow podczas gdy
    > na polskich drogach chlew panuje doslownie wszedzie.

    Wcale nie znikomy - i to właśnie podczas dłuższych wyjazdów wzrasta ryzyko wypadku, nie tylko ze względu na kilometry, ale właśnie na charakter dróg. Zapytaj dowolnego początkującego kierowcy czy boi się jechać polską drogą powiatową czy krajową.

    > > Bo przy takich ważna jest średnia prędkość.
    >
    > Czyzby dla Niemca jadacego autostrada przy ograniczeniu do 100 km/h srednia nie
    > byla tez wazna? Przeciez jadac 150 moglby o wiele podnisc swoja "srednia"?

    Nie za wiele mógłby podnieść, przy 100 miałby średnią ok. 90, przy 150 ok. 120-130, czyli na 300 km oszczędziłby tylko ok. 45 minut. Dla porównania - w Polsce przy średniej 60 traci się w stosunku do Niemca
    prawie 2 godziny (porównuję do tej autostrady z ograniczeniem do 100) jadąc po męczącej drodze z terenami zabudowanymi, wyprzedzaniem kolizyjnym i skrzyżowaniami co chwila.

    > > Da się w Szwajcarii przejechać bezpiecznie z
    > > wyższą średnią prędkością niż w
    > > Polsce 200 km?
    >
    > To zalezy. Moze byc krocej a moze tez byc dluzej, jesli np. punt wyjazdu albo
    > punkt docelowy leza w gorskiej czesci kraju.

    Pytam o typowe drogi służące do przemieszczania się z jednego krańca kraju na drugi.
    Pomimo znacznie większej liczby kilometrów autostrad w stosunku do powierzchni wszyscy Szwajcarzy będą jeździć wyłącznie górskimi serpentynami?

    > > Aleś ty tępy - jazda autostradą z ograniczeniem do 130 albo 90
    > > średniej prędkości znacząco nie zmieni,
    >
    > Ales ty tepy. Norwegia ma raptem kilkadziesiat kilometrow autostrad na ktorych
    > obowiazuje ograniczenie do 90 km/h a nie 130(!).

    Toteż nigdzie nie twierdziłem, tępolu, że jest tam 130.

    > > Np. straciłby pracę.
    >
    > Dlaczego Niemiec, jadacy 50 w terenie zabudowanym zamiast 90 albo na
    > autostradzie 80 zamiast 160 nie musi sie bac, ze straci prace?

    Bo dojedzie do celu szybciej niż Polak, przejeżdżając np. przez 2 tereny zabudowane a nie przez 20.

    > I naprawde powaznie chcesz wmowic, ze wszyscy zapindalajacy w Polsce 80-90 w
    > terenie zabudowanym robia to dlatego, zeby nie stracic pracy?

    Przecież napisałem "np." - ale dla takiego tępola jak ty jest to "wmawianie że każdy".

    > > Z czego wnioskujesz że jest osobą "kulturalną"?
    >
    > Przeciez zaprzeczyles ta "teza" mojej tezie, ze czlowiek kulturalny potrafi
    > zachowywac sie kulturalnie w kazdych warunkach, w jakich sie znajdzie

    I z tego zaprzeczenia nie wynika że każdy zachowujący się po chamsku w niektórych przypadkach jest jednak osobą kulturalną.

    > > Skąd ten wniosek że właśnie o tym napisałem?
    >
    > Znow stad, ze ta swoja teza zaprzeczyles mojej tezie o zachowaniach czlowieka
    > kulturalnego.

    J.w. - z tego zaprzeczenia twój wniosek nie wynika.


    > > Nadal czekam na wyjaśnienie co ma wspólnego willa z chamstwem.
    > Jesli o chamstwie wzglednie kulturze
    > osobistej ma - wedlug ciebie - decydowac jakosc infrastruktury drogowej to chyb
    > a
    > logiczne, ze to samo mozna przeniesc na komfort mieszkania?

    Nie. Dlatego że nie każda wypadkowa czynników zewnętrznych wpływających na komfort życia wpływa na kulturę zachowania. To ty powinieneś udowodnić że "to samo można przenieść na komfort mieszkania" - to twoja teza.
    Twoja analogia jest m
  • hanni 28.11.09, 18:26
    klemens1 napisał:

    > To nie są te same wypowiedzi.

    Jaaasne! "to jest wina dróg" i "droga jest winna" to zupelnie rozne wypowiedzi,
    szczegolnie jesli chodzi o sens :-)

    > Na to odpowiedziałem gdzie indziej.

    Co niczego nie zmienia w fakcie, ze wg "kryterium ilosciowego" tylko dla debila
    inny "sens" ma walenie glowa w sciane w celu nabicia guza albo w celu uzyskania
    wstrzasu mozgu. Pogratulowac jeszcze raz.

    > Dostosowanie: jeżeli infrastruktura pozwala na przejechanie danego
    > odcinka w zadowalającym czasie zgodnie z przepisami, to nie ma
    > powodu że nie jeździć zgodnie z tymi przepisami.

    Kto definiuje ten "zadowalajacy czas"? Czyzby Niemiec, Szwajcar albo Norweg
    olewajac przepisy nie osiagal bardziej "zadowalajacego czasu"?

    > Jeżeli chodzi o linka, to musiałbym poszukać. Bez linka -
    > chociażby test mercedesa (jakiś diesel) gdzie testowano go na
    > drogach polskich i niemieckich, podając przy okazji średnie
    > prędkości.

    No to rzeczywiscie "dowod"... I odkad to takie kryterium jak "sredni czas" jest
    rownoznaczny z "przewidywalnoscia"? Dlugoi trzeba walic glowa w sciane, zeby
    wpasc na cos takiego?

    > Ma lepsze i bezpieczniejsze możliwości ich realizacji.

    Pytanie "tchorzliwa cioto" nie bylo o "mozliwosci realizacji" tylko o to, czy
    "potrzeby" przecietnego Niemca sa skromniejsze od przecietnego Polaka, skoro
    szybsza jazda pozwalalaby mu na wiecej?

    > Wydawać się może, ale nie jest, bo średnia prędkość jest
    > wystarczająco wysoka.

    Bo co? Ktoz ustala, ze dana predkosc jest "wystarczajaco wysoka"? Klemens
    specjalnej opieki tak stwierdzil i to ma byc norma dla calego swiata? Dla
    Afganczyka albo Bulgara twoja przepisowa srednia tez bylaby "wystarczajaco
    wysoka". Dlaczego mimo to cala masa przyglupow w Polsce robi syf na drogach
    skoro Afganczyk albo Bulgar uwazalby polska srednia przepiswoa za "wystarczajaco
    wysoka"?



    > Pozwol, ze przypomne twoje wlasne slowa: "kierowca w kraju A chce
    > pokonać ten sam dystans co kierowca w B w tym samym czasie".

    Co nie znaczy że dlatego chce ten dystans w tym czasie pokonać bo inni tak
    robią, tylko dlatego że też ma takie potrzeby.


    Czyz to nie jest pyszne? Trudno o bardziej debilowate tlumaczenie sie :-)))

    I przede wszystkim dlaczego kierowca w kraju B nie mialby chciec pokonac tego
    samego dystansu znacznie szybciej, skoro moze i ma "takie potrzeby"?
    Bo dlaczego przecietny Niemiec nie mialby wlasciwie "chciec" jechac tylko 3
    godziny zamiast 4? (Skoro juz nie robi tego bo ktos tam inny moze jeszcze szybciej)?

    > To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

    Jakie znow "pytanie"? Moj komentarz nie odnosil sie zadnego twojego pytania, moj
    komentarz odnosil sie do debilizmow, ktore tu ustawicznie produkujesz o
    "koniecznosci" robienia chlewu na drogach, tak szybka jazda jak w Niemczech,
    zeby rozwijala sie gospodarka.

    Dlatego jeszcze raz sie powtorze:
    "o sile gospodarki decyduje przede wszystkim inteligencja i
    innowacyjnosc
    a nie "infrastruktura drogowa" i sciganie sie na
    drogach jak banda gowniarzy"

    > Wcale nie znikomy

    No to moze okresl, jaki odsetek samochodow dzien w dzien pokonuje
    kilusetkilometrowe odcinki w Polsce? Bedzie znow sie z czego posmiac.

    > i to właśnie podczas dłuższych wyjazdów wzrasta ryzyko wypadku,

    Acha.. Czyli na drogach polskich zapieprzaja jedynie ci jadacy dzien w dzien po
    kilkaset kilometrow? Czym ty sie jeszcze osmieszysz czlowieku?

    > nie tylko ze względu na kilometry, ale właśnie na charakter dróg.

    Nie ze wzgledu na zaden "charakter drog" bo to nie oblodzone trasy gorskie z
    piatym stopniem zagrozenia lawinowego tylko zwykle, szerokie drogi, ktorymi bez
    problemow potrafia sie przemieszczac emeryci i gospodyni drogowe!
    Jesli jeden debil z drugim wylatuje z drogi to nie przez droge tylko przez swoj
    debilizm.

    > Zapytaj dowolnego początkującego kierowcy czy boi się jechać
    > polską drogą powiatową czy krajową.

    O ja cie... Ale ty sie nie boisz? Czy moze jednak...? Ale tylko troszke? Jak sie
    to czyta to naprade nie wiadomo, jak to mozliwe, ze jestes na wolnosci.
    Zapytaj tysiecy emerytow i gospodyn domowych, ktore jezdza tymi drogami dzien w
    dzien sluchajac radia, na luzie i BEZWYPADKOWO.
    Jedyne niebezpieczenstwo jakie im grozi to debile przekane, ze musza
    zapierniczac tak szybko jak gdzies tam.

    > Nie za wiele mógłby podnieść, przy 100 miałby średnią ok. 90, przy
    > 150 ok. 120-130, czyli na 300 km oszczędziłby tylko ok. 45 minut.
    > Dla porównania - w Polsce przy średniej 60 traci się w stosunku do
    > Niemca prawie 2 godziny.

    A coz to jest te 300 km? Jakis kanon? Kto go ustalil i na jakiej podstawie? I
    dlaczego mialby byc tak samo obowiazujacy w Polsce jak i w Niemczech?

    > Pytam o typowe drogi służące do przemieszczania się z jednego
    > krańca kraju na drugi.

    A coz miliony przecietnych ludzi zyjacych w takich rejonach obchodzi to o co
    pyta jakis wschodnioeuropekski klemens i "z jednego kranca kraju na drugi"?
    Ci ludzie dojezdzaja dzien w dzien do pracy ze srednia czesto grubo ponizej 40
    km/h! I co? Nie mieliby "potrzeby" podniesc tej "slamazarnej" sredniej chocby do
    50-tki? Dlaczego potrafia mimo to jezdzic przepisowo i zdyscyplinowanie, choc
    tyle by zyskali gdyby "docisneli"? Bo co? Myslisz, ze nie potrafia, "boja" sie?

    > Bo dojedzie do celu szybciej niż Polak, przejeżdżając np. przez 2
    > tereny zabudowane a nie przez 20.

    Co? Czy ty kiedykolwiek byles na zachodzie? Ty naprawde myslisz, ze tam kazdy ma
    autostrade (do tego pusta) od drzei do drzwi, czy jak?
    W Niemczech auostrady stanowia tylko 4,5 % drog a uwzgledniajac nawet drogi
    gminne wychodzi mniej niz 2%.

    Dlaczego przecietny Niemiec majacy do przjechania 20-40 km do pracy (poza
    autostrada!) mialby zrobic to predzej od przecietnego Polaka? Bo wsi jest mniej,
    czy jak?

    > Przecież napisałem "np." - ale dla takiego tępola jak ty jest to "wmawianie że
    każdy".

    Przed chwila tlumaczyles przeciez, ze z powodu obawy o utrate pracy. Moglbys
    zatem "tepolu" wyjasnic, jakie to jeszcze inne wazne powody kryja sie za tym
    nagminnym zapindalaniem jak z pecherzem?

    > Nie. Dlatego że nie każda wypadkowa czynników zewnętrznych
    > wpływających na komfort życia wpływa na kulturę zachowania.

    Przeciez wlasnie caly czas to tlumacze - cham i prostak uzaleznia kulture
    zachowania (lub jej brak) od czynnikow zewnetrznych, czlowiek kulturalny
    zachowuje sie kulturalnie niezaleznie od czynikow zewnetrznych.

    > To ty powinieneś udowodnić że "to samo można przenieść na komfort
    > mieszkania" - to twoja teza.

    Boze, jakis ty tepy:
    Przeciez sam juz to wyzej potwierdziles wskazujac rzekoma zaleznosc miedzy
    "czynnikami wpływającymi na komfort życia" i "kultura zachowania". I to jest
    decydujace a nie to, ze probujesz to jakos (znow ilosciowo!) zawezic.

    Zaprezentowales znow ten twoj typowy dylemat debila nie rozumiejacego, ze
    walenie glowa w sciane tak samo jak uzaleznianie kultury zachowania od "komfortu
    zycia" samo w sobie demaskuje myslenie debila i prostaka.
    Jakiekolwiek zastrzezenia ilosciowe (walenie w sciane ale nie do wstrzasu mozgu!
    i chamskie zachowania ale tylko na drodze a nie z powodu braku willi!) tylko
    jeszcze ta przykra diagnoze poglebiaja.

  • klemens1 03.12.09, 20:05
    Doczytałeś cokolwiek o optymalizacji wielokryterialnej?

    Zrozumiałeś że wybór pomiędzy autostradą a drogą jednojezdniową ma wpływ na
    komfort jazdy i bezpieczeństwo?

    Zrozumiałeś, tępolu, że nie pisałem nigdzie że w Norwegii obowiązuje
    ograniczenie do 130 km/h na autostradzie?

    Zrozumiałeś że napisałem że zależy mi na prędkośći średniej, w związku z czym
    twoje założenie że zależy mi na prędkości maksymalnej świadczy o twoim
    funkcjonalnym analfabetyzmie?

    > > To nie są te same wypowiedzi.
    >
    > Jaaasne! "to jest wina dróg" i "droga jest winna" to zupelnie rozne wypowiedzi,
    > szczegolnie jesli chodzi o sens :-)

    Kolejny dowód twojego debilizmu: cały czas jest mowa o "droga jest winna" oraz
    "droga jest winna gdy jakiś palanat", ale ty albo masz sklerozę albo jesteś
    tchórzliwą ciotą która przekręca zdania, albo jedno i drugie.

    > Kto definiuje ten "zadowalajacy czas"? Czyzby Niemiec, Szwajcar albo Norweg
    > olewajac przepisy nie osiagal bardziej "zadowalajacego czasu"?

    Zadowalający czas to taki którego niewielkie skrócenie spowodowałoby znaczny
    wzrost ryzyka wypadku. Można z tego wnioskować jaka jest odpowiedź na twoje
    drugie pytanie.

    > No to rzeczywiscie "dowod"...

    Nigdzie nie twierdziłem że to dowód.

    > I odkad to takie kryterium jak "sredni czas" jest
    > rownoznaczny z "przewidywalnoscia"?

    Nie jest równoznaczny, ale ma wpływ. Nietrudno się domyśleć czym to jest
    spowodowane.

    > > Ma lepsze i bezpieczniejsze możliwości ich realizacji.
    >
    > Pytanie "tchorzliwa cioto" nie bylo o "mozliwosci realizacji" tylko o to, czy
    > "potrzeby" przecietnego Niemca sa skromniejsze od przecietnego Polaka, skoro
    > szybsza jazda pozwalalaby mu na wiecej?

    To oczywiste że jeżeli nie napisałem że są skromniejsze (a to wg ciebie jest
    warunkiem koniecznym do nieprzekraczania prędkości), to znaczy że skromniejsze
    nie są. Podałem powód dla którego Niemiec jednak prędkości nie przekracza (i na
    to powinieneś teraz odpowiedzieć). To było nieco bardziej skomplikowane,
    dlatego nie uznam to za dowód twojego debilizmu - nie ma potrzeby szukania tych
    dowodów na siłę.

    > > Wydawać się może, ale nie jest, bo średnia prędkość jest
    > > wystarczająco wysoka.
    >
    > Bo co?

    Odpowiedź jest wyżej.

    > > Pozwol, ze przypomne twoje wlasne slowa: "kierowca w kraju A chce
    > > pokonać ten sam dystans co kierowca w B w tym samym czasie".
    >
    > Co nie znaczy że dlatego chce ten dystans w tym czasie pokonać bo inni tak
    > robią, tylko dlatego że też ma takie potrzeby.

    >
    > Czyz to nie jest pyszne? Trudno o bardziej debilowate tlumaczenie sie :-)))

    Trudno o większego debila który nie rozumie odpowiedzi i w panice pisze że ta
    odpowiedź jest debilowatym tłumaczeniem się. Tymi "debilowatymi tłumaczeniami
    się" szastasz już na oślep, jak typowy debil właśnie.

    > I przede wszystkim dlaczego kierowca w kraju B nie mialby chciec pokonac tego
    > samego dystansu znacznie szybciej, skoro moze i ma "takie potrzeby"?

    Znowu się powtarzasz - odpowiedź już była.

    > > To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
    >
    > Jakie znow "pytanie"?

    To które ci wcześniej zadałem. Znowu nie odpowiadasz na bieżąco i się motasz.

    > > Wcale nie znikomy
    >
    > No to moze okresl, jaki odsetek samochodow dzien w dzien pokonuje
    > kilusetkilometrowe odcinki w Polsce?

    Nie jest to znikomy odsetek. Ty stwierdziłeś że znikomy ale jakoś nie poczułeś
    się do obowiązku określenia liczbowo jaki to jest odsetek.

    > Bedzie znow sie z czego posmiac.

    Gdy przedstawiam ci argument liczbowy, nie odpowiadasz na niego. Więc raczej byś
    się nie pośmiał.

    > > i to właśnie podczas dłuższych wyjazdów wzrasta ryzyko wypadku,
    >
    > Acha.. Czyli na drogach polskich zapieprzaja jedynie ci jadacy dzien w dzien po
    > kilkaset kilometrow? Czym ty sie jeszcze osmieszysz czlowieku?

    To twój debilny wniosek i twoje ośmieszanie się.
    Najwięcej wypadków jest w czasie weekendowych wyjazdów i powrotów, podczas
    dojazdów do pracy jest ich jakoś mniej.

    > > nie tylko ze względu na kilometry, ale właśnie na charakter dróg.
    >
    > Nie ze wzgledu na zaden "charakter drog" bo to nie oblodzone trasy gorskie z
    > piatym stopniem zagrozenia lawinowego tylko zwykle, szerokie drogi

    To są drogi które ze względu na swoją infrastrukturę są określane w Europie jako
    "niebezpieczne" lub "bardzo niebezpieczne".


    > > Zapytaj dowolnego początkującego kierowcy czy boi się jechać
    > > polską drogą powiatową czy krajową.
    >
    > O ja cie...

    "O ja cie" nie jest odpowiedzią. Postaraj się powstrzymywać uzewnętrznianie
    swoich prymitywnych emocji.

    > > Nie za wiele mógłby podnieść, przy 100 miałby średnią ok. 90, przy
    > > 150 ok. 120-130, czyli na 300 km oszczędziłby tylko ok. 45 minut.
    > > Dla porównania - w Polsce przy średniej 60 traci się w stosunku do
    > > Niemca prawie 2 godziny.
    >
    > A coz to jest te 300 km? Jakis kanon? Kto go ustalil i na jakiej podstawie? I
    > dlaczego mialby byc tak samo obowiazujacy w Polsce jak i w Niemczech?

    To jest przykład tego jak mało się oszczędza jadąc autostradą przy ograniczeniu
    do 100 i do 150. Dystans jest na tyle duży że mało kto codziennie taki pokonuje
    (chyba że kierowcy zawodowi), a jednocześnie widać jak mało zyskuje się na
    autostradzie 100/150 przy tak dużym dystansie. Tego nie miałeś prawa się domyśleć.
  • hanni 07.12.09, 16:43
    klemens1 napisal:

    > Zrozumiales, tepolu, ze nie pisalem nigdzie ze w Norwegii obowiazuje
    > ograniczenie do 130 km/h na autostradzie?

    Zrozumiales tepolu, ze w Norwegii prawie nie ma autostrad i choc ograniczenia sa
    o wiele bardziej drakonskie niz w Polsce nie ma klemensow specjalnej opieki
    zapieprzajacych jak z pecherzem i masakrujacych sie na drogach?

    > Kolejny dowód twojego debilizmu: caly czas jest mowa o "droga jest
    > winna" oraz "droga jest winna gdy jakis palanat"

    Jakim trzeba byc debilem, zeby mimo wielokrotnego tlumaczenia nie zalapac, ze
    "to wina drog" to to samo co "droga jest winna" nawet wtedy, jesli do drugiej
    wypowiedzi dolaczy sie czesc ciagu dalszego a do pierwszej nie.

    Naprawde myslisz biedaku, ze uda ci sie z tym przejsc?

    > Zadowalajacy czas to taki którego niewielkie skrócenie
    > spowodowaloby znaczny wzrost ryzyka wypadku.

    Czyli jak nalezalo sie spodziewac po debilu - klemensy specjalnej opieki
    zapieprzaja jak z pecherzem masakrujac sie na drogach jak lemingi po to, zeby
    osiagnac czas przejazdu.... "którego niewielkie skrócenie spowodowaloby znaczny
    wzrost ryzyka wypadku".

    I to byla odpowiedz na pytanie: "Czyzby Niemiec, Szwajcar albo Norweg
    olewajac przepisy nie osiagal bardziej "zadowalajacego czasu"? Nalezy nadmienic,
    ze ryzyko wypadku smiertelnego w tych ktrajach jest kilkukrotnie nizsze niz w
    Polsce.

    > Podalem powód dla którego Niemiec jednak predkosci nie przekracza
    > (i nato powinienes teraz odpowiedziec).

    No to jeszcze raz, powoli, specjalnie dla debila:
    Pytanie: Czyzby przecietny Niemiec mial skromniejsze "potrzeby" od
    przecietnego Polaka?
    Czego dotyczy pytanie? Pytanie dotyczy tego, tego, jakie sa potrzeby Niemca.
    Co odpowiada na to debil? "Ma lepsze i bezpieczniejsze mozliwosci ich
    realizacji". Czego z tej odpowiedzi dowiadujemy sie na temat pytania a wiec
    tego, jakie potrzeby ma Niemiec? Nic, bo odpowiada na nie debil, ktory nie
    odroznia pytania o potrzeby od pytania o mozliwosci ich realizacji.

    > To bylo nieco bardziej skomplikowane,

    Wlasnie, jak widac za skomlipkwane dla klemensa specjalnej opieki.

    > Odpowiedz jest wyzej.

    Czyli znow za "skomplikowane", co?

    > Trudno o wiekszego debila który nie rozumie odpowiedzi i w panice
    > pisze ze ta odpowiedz jest debilowatym tlumaczeniem sie.

    Jasne, klemes specjalnej opieki zobaczyl odjazdowe adidasy u jasia i od razu
    mowi, ze chcialby miec takie same adidasy jak jasiu! Po wysmianiu go przez
    innych zastrzega sie, "co nie znaczy ze dlatego chce miec te adidasy bo zobaczyl
    je u jasia tylko dlatego
    bo tez ma takie "potrzeby".
    Po czym, zeby bylo jeszcze smieszniej maluje trzy paski na swoich zdyzelowanych
    trampkach.

    Zaloze sie, ze ciagle nie wiesz o co chodzi, co?


    > > I przede wszystkim dlaczego kierowca w kraju B nie mialby chciec
    > > pokonac tego samego dystansu znacznie szybciej, skoro moze i ma
    > > "takie potrzeby"?

    > Znowu sie powtarzasz - odpowiedz juz byla.

    Wiem, tam gdzie bylo tak "skomplikowane", ze sie zupelnie pogubiles w pytaniu o
    potrzeby Niemca.

    > To twój debilny wniosek i twoje osmieszanie sie.

    jakiz inny wniosek mozna wyciagnac z tlumaczenia debila, ktory w dyskusji o
    przyczynach wypadkow wszystko uzasadnia kierowcami pokonujacymi kilkaset
    kilometrow dziennie?

    > Najwiecej wypadków jest w czasie weekendowych wyjazdów i powrotów,
    > podczas dojazdów do pracy jest ich jakos mniej.

    Znow urojenia kretyna. Tak jakby w kazdy weekend wiekszosc kierowcow w Polsce
    robila tydzien w tydzien po kilkaset kilometrow. W poniedzialki jest wiecej
    wypadkow niz w piatki a generalnie roznice w ilosci wypadkow w zaleznosci od
    dnia tygodnia wahaja sie w granicach 2-3%!

    > To sa drogi które ze wzgledu na swoja infrastrukture sa okreslane
    > w Europie jako "niebezpieczne" lub "bardzo niebezpieczne".

    nie ze wzgledu na infrastrukture glabie tylko ze wzugledu na liczbe wypadkow
    smiertelnych spowodowanych przez klemensow specjalnej opieki muszacych
    zapieprzac jak po autostradach niemieckich, nie dlatego, ze Niemcy tak szybko
    jezdza tylko dlatego bo maja takie "potrzeby" aby osiagnac "zadowalajacy czas"
    tzn. "taki którego niewielkie skrócenie spowodowaloby znaczny wzrost ryzyka
    wypadku" :)

    > "O ja cie" nie jest odpowiedzia.

    "O ja cie" oddaje tylko moj bezgraniczny podziw dla klemesa specjalnej opieki,
    ktory nie boi sie jezdzic drogami, ktorymi boja jezdzic sie "poczatkujacy
    kierowcy". Ty sie nie boiszu, prawda? I jak przypuszczam nigdy sie nie bales, co?

    > Dystans jest na tyle duzy ze malo kto codziennie taki pokonuje

    I dlatego wybrales go jako reprezentatywny przyklad w dyskusji o przyczynach
    nagminnego lamania przepisow w Polsce i rzekomych zyskow na czasie przejazdu?
    Jakos pasuje to jak ulal do calej reszty twojej buriackiej logiki.
  • klemens1 05.01.10, 19:27
    > > Zrozumiales, tepolu, ze nie pisalem nigdzie ze w Norwegii obowiazuje
    > > ograniczenie do 130 km/h na autostradzie?
    >
    > Zrozumiales tepolu, ze w Norwegii prawie nie ma autostrad

    Nigdzie nie pisałem, tępolu, że w Norwegii jest dużo autostrad. Zadałem ci
    pytanie więc postaraj się na nie odpowiedzieć. Na pozostałe pytanie zapewne nie
    dasz rady odpowiedzieć, bo są za skomplikowane dla ciebie.

    > Jakim trzeba byc debilem, zeby mimo wielokrotnego tlumaczenia nie zalapac, ze
    > "to wina drog" to to samo co "droga jest winna" nawet wtedy, jesli do drugiej
    > wypowiedzi dolaczy sie czesc ciagu dalszego a do pierwszej nie.

    Trzeba być debilem żeby nie załapać że owa "część ciągu dalszego" zmienia
    znaczenie wypowiedzi.

    > > Zadowalajacy czas to taki którego niewielkie skrócenie
    > > spowodowaloby znaczny wzrost ryzyka wypadku.
    >
    > Czyli jak nalezalo sie spodziewac po debilu - klemensy specjalnej opieki
    > zapieprzaja jak z pecherzem masakrujac sie na drogach jak lemingi po to, zeby
    > osiagnac czas przejazdu.... "którego niewielkie skrócenie spowodowaloby znaczny
    > wzrost ryzyka wypadku".

    Tego nie napisałem. Odpowiedziałem na pytanie co to jest zadowalający czas
    przejazdu. Ty wymyśliłeś dlaczego ludzie niby się masakrują i rzeczywiście
    wymysł ten jest godny debila.

    > I to byla odpowiedz na pytanie: "Czyzby Niemiec, Szwajcar albo Norweg
    > olewajac przepisy nie osiagal bardziej "zadowalajacego czasu"?

    Tak, jest to na tyle oczywiste że trzeba być debilem żeby tego nie rozumieć.

    > > Podalem powód dla którego Niemiec jednak predkosci nie przekracza
    > > (i nato powinienes teraz odpowiedziec).
    >
    > No to jeszcze raz, powoli, specjalnie dla debila:
    > Pytanie: Czyzby przecietny Niemiec mial skromniejsze "potrzeby" od
    > przecietnego Polaka?
    > Czego dotyczy pytanie? Pytanie dotyczy tego, tego, [b]jakie sa potrzeby Niemca[
    > /b].
    > Co odpowiada na to debil? "Ma lepsze i bezpieczniejsze mozliwosci ich
    > realizacji". Czego z tej odpowiedzi dowiadujemy sie na temat pytania a wiec
    > tego, jakie potrzeby ma Niemiec? Nic, bo odpowiada na nie debil, ktory nie
    > odroznia pytania o potrzeby od pytania o mozliwosci ich realizacji.

    Przecież napisałem:
    "To oczywiste że jeżeli nie napisałem że są skromniejsze (a to wg ciebie jest
    warunkiem koniecznym do nieprzekraczania prędkości), to znaczy że skromniejsze
    nie są."
    To że tej odpowiedzi nie zauważyłeś i się cieszysz że niby nie odpowiedziałem
    jest kolejnym dowodem twojego debilizmu.

    > > Odpowiedz jest wyzej.
    >
    > Czyli znow za "skomplikowane", co?

    To że odpowiedź jest wyżej nie oznacza że za "skomplikowane".

    > Jasne, klemes specjalnej opieki zobaczyl odjazdowe adidasy u jasia i od razu
    > mowi, ze chcialby miec takie same adidasy jak jasiu! Po wysmianiu go przez
    > innych zastrzega sie, "co nie znaczy ze dlatego chce miec te adidasy bo zobaczy
    > l
    > je u jasia tylko dlatego
    > bo tez ma takie "potrzeby".
    > Po czym, zeby bylo jeszcze smieszniej maluje trzy paski na swoich zdyzelowanych
    > trampkach.
    >
    > Zaloze sie, ze ciagle nie wiesz o co chodzi, co?

    Podałeś analogię do stanu dróg, która nijak się ma do stanu rzeczywistego.
    Lepiej by było gdybyś porównał bieganie w adidasach do biegania w sandałkach,
    ale na to jesteś za głupi.

    > jakiz inny wniosek mozna wyciagnac z tlumaczenia debila, ktory w dyskusji o
    > przyczynach wypadkow wszystko uzasadnia kierowcami pokonujacymi kilkaset
    > kilometrow dziennie?

    Nie twierdzę że ci kierowcy pokonują kilkaset kilometrów dziennie, tylko że
    takie wyjazdy są najniebezpieczniejsze. Praktycznie każdy w polski kierowca to
    potwierdzi. Z tego wniosek że twój wniosek jest wnioskiem debila który nie umie
    czytać.

    > > Najwiecej wypadków jest w czasie weekendowych wyjazdów i powrotów,
    > > podczas dojazdów do pracy jest ich jakos mniej.
    >
    > Znow urojenia kretyna.

    Nie, to nie są twoje urojenia, tylko zwyczajna prawda. Zobacz sobie statystyki,
    na dole jest uwzględniony czerwiec i wrzesień. Dlaczego zabitych w czerwcu jest
    137, wrześniu 23, a w lipcu 433 i sierpniu 390? Ludzie bardziej się spieszą do
    pracy?

    dlakierowcow.policja.pl/portal/dk/807/47581/Wypadki_w_okresie_wakacyjnym.html
    Podaj swoje dane, zobaczymy kto tu jest kretynem.

    > > To sa drogi które ze wzgledu na swoja infrastrukture sa okreslane
    > > w Europie jako "niebezpieczne" lub "bardzo niebezpieczne".
    >
    > nie ze wzgledu na infrastrukture glabie tylko ze wzugledu na liczbe wypadkow
    > smiertelnych

    Czyli ze względu na infrastrukturę. Dziwnym trafem tam gdzie są autostrady już
    tak niebezpiecznie nie jest.

    > spowodowanych przez klemensow specjalnej opieki muszacych
    > zapieprzac jak po autostradach niemieckich

    Dlaczego napisałeś że te wypadki powodują "klemensy specjalnej opieki" ?

    > > "O ja cie" nie jest odpowiedzia.
    >
    > "O ja cie" oddaje tylko moj bezgraniczny podziw

    Napisałem już że twoje prymitywne reakcje mnie nie interesują. A ty nadal nie
    odpowiedziałeś, co jest typowe dla debili.

    > Ty sie nie boiszu, prawda? I jak przypuszczam nigdy sie nie bales, co?

    Jeżeli dasz radę uzasadnić że ma to jakikolwiek wpływ na twoje tezy i dotyczy
    omawianego tematu, to odpowiem. Ale na to jesteś za głupi.

    > > Dystans jest na tyle duzy ze malo kto codziennie taki pokonuje
    >
    > I dlatego wybrales go jako reprezentatywny przyklad w dyskusji o przyczynach
    > nagminnego lamania przepisow w Polsce

    Dystans jest celowo zawyżony żeby było widać jak mało się zyskuje. Przy
    mniejszych dystansach zyskuje się jeszcze mniej. Zresztą pisałem o tym wyraźnie,
    a ty tego i tak nie pojąłeś.


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 14.01.10, 10:56
    klemens1 napisał:

    > Tego nie napisałem.

    Ach nie? To kto napisal ze "zadowalajacy czas przejazdu" to czas "którego
    niewielkie skrócenie spowodowaloby znaczny wzrost ryzyka wypadku".

    > Odpowiedziałem na pytanie co to jest zadowalający czas przejazdu.

    No wlasnie - w kotekscie (rozumiesz to slowo?) - przyczyn nagminnego
    lamania przepisow w Polsce, co w efekcie prowadzi do katastrofalnioe wysokiej
    liczby zabitych w porownaniu z krajami, gdzie lamanie ograniczen nie jest tak
    nagminne.

    > Ty wymyśliłeś dlaczego ludzie niby się masakrują

    Bo to wlasnie jest kontekst calej dyskusji. Ludzie w Polsce nie masakruja
    sie na "niby" tylko rzeczywiscie na olbrzymia skale. Na drogach zabija sie
    kilkaset procent wiecej ludzi niz w krajach, gdzie wschodnioeuropejskie
    klemesny i ich teorie budza smiech politowania nawet wsrod najprostszych ludzi.

    > Tak, jest to na tyle oczywiste że trzeba być debilem żeby tego nie rozumieć.

    No to juz postep. Dlaczego w takim razie przecietny Niemiec, Szwajcar albo
    Norweg nie olewa nagminnie ograniczen, choc "trzeba byc debilem, zeby nie
    zrozumiec", ze olewajac ograniczenia osiagnalby "bardziej zadowalajacy czas
    przejazdu"?

    Pomoge ci, w Niemcy, Szwajcarzy i Norwegowie sa w tej szczesliwej sytuacji, ze
    wschodnioeuropejskie prymitywy zwane klemensami to tam znikoma mniejszosc.

    > Przecież napisałem:
    > "To oczywiste że jeżeli nie napisałem że są skromniejsze (...),
    > to znaczy że skromniejsze nie są."

    No to jeszcze raz.... specjalnie dla ciebie: skoro potrzeby przecietnego Niemca
    i Polaka sa zblizone, dlaczego jeden w imie tych potrzeb musi(?) lamac przepisy
    a inny tego nie robi?

    > Podałeś analogię do stanu dróg, która nijak się ma do stanu rzeczywistego.

    Oczywiscie nie zrozumiales. Podalem analogie do prymitywa, ktory nie mogac
    pozwolic sobie na to, co ma ktos inny postepuje tak, jakby to cos mial - tylko
    dlatego bo ktos inny to posiada.

    Nie probuj zrozumiec bo - jak wiemy z doswiadczenia - i tak sie pogubisz.

    > Nie twierdzę że ci kierowcy pokonują kilkaset kilometrów dziennie,
    > tylko że takie wyjazdy są najniebezpieczniejsze.

    Bylyby takie, gdyby ci kierowcy powodowali wiekszosc wypadkow. Potrafisz to
    udowodnic?

    > Podaj swoje dane, zobaczymy kto tu jest kretynem.

    To, ze jestes nim ty widac nawet bez podawania zadnych danych. To przeciez ty w
    kontekscie (uwazaj na to slowo) zaleznosci miedzy dlugoscia srednich
    wyjazdow a iloscia zabitych piszesz o weekendach, po to, zeby potem jeszcze
    probowac "uzasadnic" to danymi za okres wakacyjny...
    Tylko skonczony kretyn moze pomieszac (nie odrozniajac jednego od drugiego)
    dlugosci przejazdow, weekendy i wakacje.

    > Zobacz sobie statystyki,

    Nie wystarczy zobaczyc, trzeba jeszcze zrozumiec.

    > na dole jest uwzględniony czerwiec i wrzesień. Dlaczego zabitych w
    > czerwcu jest 137, wrześniu 23, a w lipcu 433 i sierpniu 390?
    > Ludzie bardziej się spieszą do pracy?

    Nie, wschodnioeuropejskie klemensy wciskaja glebiej pedal gazu:
    "Podobnie jak w roku 2006 najwięcej, bo 30 441 , tj. 61,4% wypadków, wydarzyło
    się przy dobrych warunkach atmosferycznych. Tłumaczyć można to tym, że dobre
    warunki atmosferyczne przyczyniają się do obniżenia uwagi uczestników ruchu,
    skłaniają do rozwijania większej prędkości przez kierujących pojazdami, a tym
    samym generują tragiczniejsze skutki."


    Zabici w 2007:
    Dobre warunki atmosferyczne: 3332 (60% ogolu)
    Pochmurno: 1 378 (25% ogolu)
    Opady (deszcz snieg): 920 (16% ogolu)

    > > nie ze wzgledu na infrastrukture glabie tylko ze wzugledu na liczbe wypadkow
    smiertelnych
    >
    > Czyli ze względu na infrastrukturę.

    Logika kretyna. Pisze, ze wzgledu na liczbe wypadkow a nie infrastrukture a ten
    "czyli ze wzgledu na infrastrukture".

    Jak dwom debilom uda sie zabic jakims cudem w gumowej celi to winna bedzie...
    gumowa cela.

    > Dlaczego napisałeś że te wypadki powodują "klemensy specjalnej opieki"

    Bo tak jest. Glowna przyczyna wypadkow jest "niedostosowanie predkosci do
    warunkow ruchu" - przez wschodnioeuropejskich klemesow przekonanych, ze
    koniecznie tak musza bo "maja potrzeby" itd.

    > Napisałem już że twoje prymitywne reakcje mnie nie interesują. A
    > ty nadal nie odpowiedziałeś, co jest typowe dla debili.

    "Typowe dla debili" jest to, ze nie widza odpowiedzi tam, gdzie ona jest.
    Przeciez wyraznie napisalem, jak bardzo cie podziwiam, ze "nie boisz sie"
    jezdzic samochodem(!) drogami, ktorymi "boja sie" jezdzic poczatkujacy. :)





  • klemens1 28.01.10, 19:35
    Zrozumiales, tepolu, ze nie pisalem nigdzie ze w Norwegii obowiazuje
    ograniczenie do 130 km/h na autostradzie?
    Zrozumiałeś, tępolu, że nigdzie nie napisałem że w Norwegii jest dużo
    autostrad?
    Zrozumiałeś że "droga jest winna" ma inne znaczenie niż "droga jest
    winna gdy jakiś debil"?

    Jako tchórzliwa ciota zapewne nie odpowiesz na te pytania bo znowu
    wyszedłeś na idiotę i nie masz na tyle zwykłej odwagi żeby się
    przyznać.

    > > Tego nie napisałem.
    >
    > Ach nie? To kto napisal ze "zadowalajacy czas przejazdu" to czas
    "którego
    > niewielkie skrócenie spowodowaloby znaczny wzrost ryzyka wypadku".

    To napisałem - nie napisałem czego innego.

    > > Odpowiedziałem na pytanie co to jest zadowalający czas przejazdu.
    >
    > No wlasnie - w kotekscie (rozumiesz to slowo?) - przyczyn
    nagminnego
    > lamania przepisow w Polsce, co w efekcie prowadzi do
    katastrofalnioe wysokiej
    > liczby zabitych w porownaniu z krajami, gdzie lamanie ograniczen
    nie jest tak
    > nagminne.

    Użyłeś słowa "kontekst" i myślisz że jesteś tak genialny że tylko ty
    je rozumiesz. Wyłazi z ciebie wieśniactwo na każdym kroku.
    Odpowiedziałem ci czym jest wg mnie zadowalający czas przejazdu.
    Wykorzystaj teraz tę odpowiedź do swojej argumentacji zamiast miotać
    się na ślepo jak idiota.

    > > Ty wymyśliłeś dlaczego ludzie niby się masakrują
    >
    > Bo to wlasnie jest kontekst calej dyskusji. Ludzie w Polsce
    nie masakruj
    > a
    > sie na "niby" tylko rzeczywiscie na olbrzymia skale. Na drogach
    zabija sie
    > kilkaset procent wiecej ludzi niz w krajach, gdzie
    wschodnioeuropejskie
    > klemesny i ich teorie budza smiech politowania nawet wsrod
    najprostszych ludzi.

    A któreż to teorie (zacytuj) budzą ów śmiech politowania?
    To ty wymyśliłeś dlaczego ludzie się masakrują i - jak już pisałem -
    jest to wymysł godny debila.


    > > Tak, jest to na tyle oczywiste że trzeba być debilem żeby tego
    nie rozumi
    > eć.
    >
    > No to juz postep. Dlaczego w takim razie przecietny Niemiec,
    Szwajcar albo
    > Norweg nie olewa nagminnie ograniczen

    Przecież sam napisałeś:
    "Czyzby Niemiec, Szwajcar albo Norweg
    olewajac przepisy nie osiagal bardziej "zadowalajacego czasu"? "

    Odpowiedziałem na to a teraz po raz kolejny mnie o to pytasz. To
    kolejny dowód twojego debilizmu. Ile jeszcze razy, palancie, będziesz
    pytał o coś na co odpowiedź dopiero co otrzymałeś?

    > > Przecież napisałem:
    > > "To oczywiste że jeżeli nie napisałem że są skromniejsze (...),
    > > to znaczy że skromniejsze nie są."
    >
    > No to jeszcze raz.... specjalnie dla ciebie: skoro potrzeby
    przecietnego Niemca
    > i Polaka sa zblizone, dlaczego jeden w imie tych potrzeb musi(?)
    lamac przepisy
    > a inny tego nie robi?

    Przecież już ci na to, debilu, odpowiadałem. Te same potrzeby Niemiec
    może realizować nie łamiąc przepisów, a Polak nie łamiąc przepisów
    ich nie zrealizuje. Tych samych potrzeb, powtarzam, bo znowu nie
    załapiesz. Właściwie powinno być "w Niemczech da się zrealizować" i
    "w Polsce się nie da".

    > > Podałeś analogię do stanu dróg, która nijak się ma do stanu
    rzeczywistego
    > .
    >
    > Oczywiscie nie zrozumiales. Podalem analogie do prymitywa, ktory
    nie mogac
    > pozwolic sobie na to, co ma ktos inny postepuje tak, jakby to cos
    mial - tylko
    > dlatego bo ktos inny to posiada.

    Tak, taką analogię podałeś i - jak już napisałem - nie ma się ona
    nijak do stanu rzeczywistego, o czym napisałem a czego oczywiście nie
    zrozumiałeś myśląc że podałeś bardzo skomplikowaną analogię.
    Nie potrafisz w swoim durnym łbie tak poprowadzić sygnału pomiędzy
    przerzedzonymi neuronami żeby zrozumieć że stan dróg poza Polską nie
    ma wpływu na to jak jeździ się w Polsce.

    > > Nie twierdzę że ci kierowcy pokonują kilkaset kilometrów
    dziennie,
    > > tylko że takie wyjazdy są najniebezpieczniejsze.
    >
    > Bylyby takie, gdyby ci kierowcy powodowali wiekszosc wypadkow.
    Potrafisz to
    > udowodnic?

    Aleś ty głupi. O tym czy coś jest niebezpieczne nie świadczy to ile
    ludzi przy tym ginie, tylko jakie jest prawdopodobieństwo wypadku.

    > > Podaj swoje dane, zobaczymy kto tu jest kretynem.
    >
    > Tylko skonczony kretyn moze pomieszac (nie odrozniajac jednego od
    drugiego)
    > dlugosci przejazdow, weekendy i wakacje.

    Nie piszę o weekendach tylko o tym że dłuższe trasy są
    najniebezpieczniejsze (w Polsce). Udowodniłem to przytaczając
    statystyki wypadków w danych miesiącach gdzie widać że w wakacje
    wypadków jest najwięcej. Zapewne dlatego że wtedy ludzie dalej
    wyjeżdżają niż do pracy oddalonej o 10 km.
    To miałem zamiar udowodnić i zrobiłem to. Teraz albo się przyznaj,
    tchórzliwa cioto, że nie miałeś racji, albo podaj jakiś argument
    zamiast się miotać jak debil przyparty do muru.

    > > na dole jest uwzględniony czerwiec i wrzesień. Dlaczego zabitych
    w
    > > czerwcu jest 137, wrześniu 23, a w lipcu 433 i sierpniu 390?
    > > Ludzie bardziej się spieszą do pracy?
    >
    > Nie, wschodnioeuropejskie klemensy wciskaja glebiej pedal gazu:

    Akurat w lipcu i sierpniu? A we wrześniu już nie? Wyjaśnij to zamiast
    jak idiota próbując zmieniać temat.

    > > Czyli ze względu na infrastrukturę.
    >
    > Logika kretyna. Pisze, ze wzgledu na liczbe wypadkow a nie
    infrastrukture a ten
    > "czyli ze wzgledu na infrastrukture".

    Logika kretyna. Piszę że tam gdzie są autostrady już tak
    niebezpiecznie nie jest (co - jako tchórzliwa ciota - pominąłeś) a ty
    nadal nie pojmujesz.

    > > Dlaczego napisałeś że te wypadki powodują "klemensy specjalnej
    opieki"
    >
    > Bo tak jest. Glowna przyczyna wypadkow jest "niedostosowanie
    predkosci do
    > warunkow ruchu" - przez wschodnioeuropejskich klemesow
    przekonanych, ze
    > koniecznie tak musza bo "maja potrzeby" itd.

    Wschodnioeuropejskie klemensy to to samo co klemensy specjalnej
    opieki?


    > > Napisałem już że twoje prymitywne reakcje mnie nie interesują. A
    > > ty nadal nie odpowiedziałeś, co jest typowe dla debili.
    >
    > "Typowe dla debili" jest to, ze nie widza odpowiedzi tam, gdzie ona
    jest.
    > Przeciez wyraznie napisalem, jak bardzo cie podziwiam, ze "nie
    boisz sie"
    > jezdzic samochodem(!) drogami, ktorymi "boja sie" jezdzic
    poczatkujacy. :)

    Typowe dla debili jest to, że nie odpowiadają na temat a myślą że
    odpowiedzieli.
    Nie pytałem o to czym mnie podziwiasz - piszę to na wypadek gdybyś
    znowu nie załapał o co chodzi.

    > > Dystans jest na tyle duzy ze malo kto codziennie taki pokonuje
    >
    > I dlatego wybrales go jako reprezentatywny przyklad w dyskusji o
    przyczynach
    > nagminnego lamania przepisow w Polsce

    Dystans jest celowo zawyżony żeby było widać jak mało się zyskuje.
    Przy mniejszych dystansach zyskuje się jeszcze mniej. Zresztą pisałem
    o tym wyraźnie, a ty tego i tak nie pojąłeś.

    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem
    jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie
    kwiecień maj czy październik"
  • klemens1 03.12.09, 20:07
    > Ci ludzie dojezdzaja dzien w dzien do pracy ze srednia czesto grubo ponizej 40
    > km/h! I co? Nie mieliby "potrzeby" podniesc tej "slamazarnej" sredniej chocby
    > do 50-tki?

    Nie, bo to nie zmniejszy istotnie czasu przejazdu.

    > Ty naprawde myslisz, ze tam kazdy ma
    > autostrade (do tego pusta) od drzei do drzwi, czy jak?

    Na dystansie gdzie Polak przejeżdża przez 20 terenów zabudowanych - o ile nie są
    to autostrady, to są obwodnice.

    > W Niemczech auostrady stanowia tylko 4,5 % drog a uwzgledniajac nawet drogi
    > gminne wychodzi mniej niz 2%.

    Dodaj do tego natężenie ruchu na tych autostradach. Oraz fakt, ile godzin jazdy
    przy wyjeździe kilkusetkilometrowym Niemiec jedzie po autostradach a ile przez
    tereny zabudowane.

    > Dlaczego przecietny Niemiec majacy do przjechania 20-40 km do pracy (poza
    > autostrada!) mialby zrobic to predzej od przecietnego Polaka? Bo wsi jest mniej
    > ,
    > czy jak?

    Podejrzewam że mniej.

    > > Przecież napisałem "np." - ale dla takiego tępola jak ty jest to
    > > "wmawianie że każdy".
    >
    > Przed chwila tlumaczyles przeciez, ze z powodu obawy o utrate pracy.

    I pisałem że to przykład, a ty, funkcjonalny analfabeto, odczytałeś to jako
    "wmawianie że każdy".

    > Moglbys zatem "tepolu" wyjasnic, jakie to jeszcze inne wazne powody kryja sie za
    > tym nagminnym zapindalaniem jak z pecherzem?

    Już ci na to odpowiadałem, sklerotyku. Przedstawiłem obliczenia na które nie
    odpowiedziałeś.

    > > Nie. Dlatego że nie każda wypadkowa czynników zewnętrznych
    > > wpływających na komfort życia wpływa na kulturę zachowania.
    >
    > Przeciez wlasnie caly czas to tlumacze - cham i prostak uzaleznia kulture
    > zachowania (lub jej brak) od czynnikow zewnetrznych, czlowiek kulturalny
    > zachowuje sie kulturalnie niezaleznie od czynikow zewnetrznych.

    Napisałeś coś zupełnie innego, czego nawet nie zauważyłeś bo jesteś głupi. Poza
    tym zwyczajnie nie masz racji - psychologowie już dawno udowodnili że człowiek
    kulturalny może zachowywać się po chamsku w niektórych sytuacjach gdzie jest w
    dużym stopniu anonimowy.

    > > To ty powinieneś udowodnić że "to samo można przenieść na komfort
    > > mieszkania" - to twoja teza.
    >
    > Boze, jakis ty tepy:
    > Przeciez sam juz to wyzej potwierdziles wskazujac rzekoma zaleznosc miedzy
    > "czynnikami wpływającymi na komfort życia" i "kultura zachowania". I to jest
    > decydujace a nie to, ze probujesz to jakos (znow ilosciowo!) zawezic.

    Nie potwierdziłem tego wyżej, funkcjonalny analfabeto. Wyżej napisałem właśnie
    że "nie każda wypadkowa czynników zewnętrznych wpływających na komfort
    życia wpływa na kulturę zachowania". Ty z jednej sytuacji wywnioskowałeś że
    napisałem że każda. To kolejny dowód twojego debilizmu, jakbyś nie zauważył.

    > Zaprezentowales znow ten twoj typowy dylemat debila nie rozumiejacego, ze
    > walenie glowa w sciane

    Oto kolejny dowód twojego debilizmu - już pisałem że walenie głową w scianę lub
    skok do sadzawki to skutek uboczny. I tam odpowiadaj na ten temat, zamiast jak
    idiota wciskać to wszędzie gdzie się da.



  • hanni 07.12.09, 17:04
    klemens1 napisal:

    > Nie, bo to nie zmniejszy istotnie czasu przejazdu.

    Ach. Szybsza jazdy tylko w Polsce moze "istotnie" podniesc "czasu przejazdu".
    Dlatego klemensy specjalnej opieki zapieprzaja jak z pecherzem.

    > Na dystansie gdzie Polak przejezdza przez 20 terenów zabudowanych
    > - o ile nie sa to autostrady, to sa obwodnice.

    Spoty reklamowe to nie rzeczywistosc. Nijt ci tego jeszcze nie powiedzial?

    > Dodaj do tego natezenie ruchu na tych autostradach.

    Na drogach poza autostradami w Niemczech odbywa sie zdecydowana wiekszosc ruchu,
    co samo w sobie stanowi 3 razy wiecej(!) lacznego ruchu w Polsce. Mimo to na
    drogach Niemiec ginie mniej ludzi niz w Polsce.

    > Oraz fakt, ile godzin jazdy przy wyjezdzie kilkusetkilometrowym

    I to sam przed chwila (nie wiedzac co odpowiedziec w innym watku) napisal
    "Dystans jest na tyle duzy ze malo kto codziennie taki pokonuje" :)

    > Podejrzewam ze mniej.

    Ach "podejrzewasz" ze w Niemczech jest "mniej wsi". Ciekawe jak to robia przy
    znacznie wiekszym zageszczeniu ludnosci niz w Polsce?
    Ale niech tam, w Niemczech jest "mniej wsi".
    Dlatego przecietny Niemiec jedzie te 20-40 km przepisowo a przecietny klemens
    zapieprza jak z pecherzem robiac masakre na drogach, zeby "nie stracic pracy" i
    osiagnac "zadowalajacy czas" czyli "taki którego niewielkie skrócenie
    spowodowaloby znaczny wzrost ryzyka wypadku".


    > I pisalem ze to przyklad, a ty, funkcjonalny analfabeto,
    > odczytales to jako "wmawianie ze kazdy".

    Moze zatem poza obawa przed utrata pracy (Niemcy jak widac tego bac sie nie
    musza) jeszcze decyduje o tym , ze tylu klemensow zapieprza jak z pecherzem
    robiac chlewa na drogach? Smialo.

    > Poza tym zwyczajnie nie masz racji - psychologowie juz dawno
    > udowodnili ze czlowiek kulturalny moze zachowywac sie po chamsku w
    > niektórych sytuacjach gdzie jest w duzym stopniu anonimowy.

    "Moze" jesli jest tylko oportunista a nie czlowiekiem kulturalnym. Bywaja
    "kulturalni" szczajacy anonimowo pod sciane. Bywaja jednak tez tacy, ktorzy
    nigdy by tego nie zrobili. Ale tacy ludzie sa dla ciebie czyms zupelnie
    niewyobrazalnym. To widadc od razu.

    > Nie potwierdzilem tego wyzej, funkcjonalny analfabeto.

    Oczywiscie, ze potwierdziles ale jestes za tepy, zeby to zrozumiec.
    W okreslonych warunkach (droga) czlowiek uwazajacy sie za kulturalnego zachowuje
    sie jak cham albo jak czlowiek kulturalny w zaleznosci od drogi (czyli warunkow).
    przeciez nawet kilkuletnie dziecko zrozumie, ze w twoim toku rozumowania kultura
    jednostki nie jest wypadkowa zasad, ktore przestrzega niezeleznie od warunkow
    tylko jest wypadkowa tych warunkow.

    Czy warunki okresli sie jako droga, mieszkanie, ubranie towarzystow nie gra juz
    wiekszej roli. To juz tylko roznica ilosciowa, ktora tylko dla debili odgrywa
    wieksza lub co najmniej taka sama role jak roznica jakosciowa. ;)

    > Wyzej napisalem wlasnie ze "nie kazda wypadkowa czynników
    > zewnetrznych wplywajacych na komfort zycia wplywa na kulture zachowania".

    Wyzej napisalem, ze tylko debil uznajac wpierw zaleznosc zachowania od warunkow
    ( w jednej sytuacji) moze potem prowadzic jalowe i niekonczace sie spory
    dotyczace tego, jakie warunki powoduja bardziej a jakie nie ewidentnie chamskie
    zachowania, tak jakby cokolwiek zmienialo to w opisanej zasadzie.
  • klemens1 05.01.10, 19:28
    hanni napisał:

    > klemens1 napisal:
    >
    > > Nie, bo to nie zmniejszy istotnie czasu przejazdu.
    >
    > Ach. Szybsza jazdy tylko w Polsce moze "istotnie" podniesc "czasu przejazdu".

    Zależy o ile szybsza i w porównaniu do jakiej prędkości. I nigdzie nie pisałem
    że tylko w Polsce.

    > > Na dystansie gdzie Polak przejezdza przez 20 terenów zabudowanych
    > > - o ile nie sa to autostrady, to sa obwodnice.
    >
    > Spoty reklamowe to nie rzeczywistosc. Nijt ci tego jeszcze nie powiedzial?

    Odpowiedz na temat, tchórzliwa cioto.

    > > Dodaj do tego natezenie ruchu na tych autostradach.
    >
    > Na drogach poza autostradami w Niemczech odbywa sie zdecydowana wiekszosc ruchu
    > ,
    > co samo w sobie stanowi 3 razy wiecej(!) lacznego ruchu w Polsce. Mimo to na
    > drogach Niemiec ginie mniej ludzi niz w Polsce.

    Bo na tych krótkich odcinkach nie ma sensu jechać zbyt szybko. Na dłuższą trasę
    zawsze jedzie się autostradą.

    > > Oraz fakt, ile godzin jazdy przy wyjezdzie kilkusetkilometrowym
    >
    > I to sam przed chwila (nie wiedzac co odpowiedziec w innym watku) napisal
    > "Dystans jest na tyle duzy ze malo kto codziennie taki pokonuje" :)

    Nie musi być 300 km, wystarczy 100. Takie dystanse pokonuje dziennie wielu ludzi.

    > > Podejrzewam ze mniej.
    >
    > Ach "podejrzewasz" ze w Niemczech jest "mniej wsi". Ciekawe jak to robia przy
    > znacznie wiekszym zageszczeniu ludnosci niz w Polsce?

    Może mają więcej miast?

    > Dlatego przecietny Niemiec jedzie te 20-40 km przepisowo a przecietny klemens
    > zapieprza jak z pecherzem robiac masakre na drogach

    Kto to jest "przeciętny klemens"?

    > > I pisalem ze to przyklad, a ty, funkcjonalny analfabeto,
    > > odczytales to jako "wmawianie ze kazdy".
    >
    > Moze zatem poza obawa przed utrata pracy (Niemcy jak widac tego bac sie nie
    > musza) jeszcze decyduje o tym , ze tylu klemensow zapieprza jak z pecherzem
    > robiac chlewa na drogach? Smialo.

    Może zatem odpowiedz dlaczego jesteś funkcjonalnym analfabetą i odczytałeś
    "wmawianie ze kazdy"
    oraz
    sformułuj swoje pytanie tak żeby było w miarę gramatycznie poprawne.

    > > Poza tym zwyczajnie nie masz racji - psychologowie juz dawno
    > > udowodnili ze czlowiek kulturalny moze zachowywac sie po chamsku w
    > > niektórych sytuacjach gdzie jest w duzym stopniu anonimowy.
    >
    > "Moze" jesli jest tylko oportunista a nie czlowiekiem kulturalnym.

    Może jeżeli jest człowiekiem kulturalnym - tak twierdzą psychologowie, więc
    przestań pierdzielić i snuć swoje urojenia kretyna.

    > > Nie potwierdzilem tego wyzej, funkcjonalny analfabeto.
    >
    > Oczywiscie, ze potwierdziles ale jestes za tepy, zeby to zrozumiec.
    > W okreslonych warunkach (droga) czlowiek uwazajacy sie za kulturalnego zachowuj
    > e
    > sie jak cham albo jak czlowiek kulturalny w zaleznosci od drogi (czyli warunkow
    > ).

    Przecież już ci na to odpowiedziałem, idioto. Po co się powtarzasz zamiast
    odpowiadać na argumenty?

    > > Wyzej napisalem wlasnie ze "nie kazda wypadkowa czynników
    > > zewnetrznych wplywajacych na komfort zycia wplywa na kulture zachowania".
    >
    > Wyzej napisalem, ze tylko debil uznajac wpierw zaleznosc zachowania od warunkow
    > ( w jednej sytuacji) moze potem prowadzic jalowe i niekonczace sie spory
    > dotyczace tego, jakie warunki powoduja bardziej a jakie nie ewidentnie chamskie
    > zachowania, tak jakby cokolwiek zmienialo to w opisanej zasadzie.

    Bo jedne powodują bardziej a inne mniej - każdy to wie i jest to udowodnione
    naukowo. Tylko debil jak ty może dyskutować bez sensu ze sprawami oczywistymi.


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie kwiecień maj
    czy październik"
  • hanni 14.01.10, 10:07
    klemens1 napisał:

    > Zależy o ile szybsza i w porównaniu do jakiej prędkości.

    Acha, czyli w Polsce jazda szybciej powyzej dozwolonej jest "potrzeba" ale w
    Szwajcarii "Zależy o ile szybsza i w porównaniu do jakiej prędkości.". W
    Szwajcarii obowiazuja pewnie inne zasady fizyki, czy jak?

    > Odpowiedz na temat, tchórzliwa cioto.

    Odpowiedzialem tepa cioto, tylko ty jestes za tepy, zeby zrozumiec. Wiekszosc
    przebiegow w Szwajcarii albo Norwegii odbywa sie poza autostradami. Masa ludzi
    jezdzacych tam przejezdzaja tak samo przez tereny zabudowane jak w Polsce. Ktos,
    kto mysli, ze ludzie poruszaja sie am tylko lub glownie autostradami dowodzi, ze
    jest krancowym tepakiem.

    > Bo na tych krótkich odcinkach nie ma sensu jechać zbyt szybko.

    Zdecydowana wiekszosc przebiegow nie przekracza 50 km i to wlasnie ci ludzie
    powodujea gro wypadkow a nie znikoma mniejszosc jezdzaca dziennie po kilkaset
    kilometrow.

    > Na dłuższą trasę zawsze jedzie się autostradą.

    Dluzsze trasy to zdecydoweana mniejszosc i wcale nie odpowiedzialna za wiekszosc
    wypadkow.

    > Nie musi być 300 km, wystarczy 100. Takie dystanse pokonuje
    > dziennie wielu ludzi.

    Ale po pierwsze bez porownania mniej niz dystanse do 50 km i po drugie takie
    dystanse pokonywane sa na zachodzie tez masowo zwyklymi drogami.
    Mimo to zabija sie tam na drogach kilka razy mniej ludzi przede wszastkim
    dlatego bo takie prymitywy jak ty budza tam tylko smiech politowania.

    > Może mają więcej miast?

    Owszem maja i to od wiekow. Co stalo sie ze wsiami? Zlikwidowali?

    > Kto to jest "przeciętny klemens"?

    "Przecietny klemens" to wschodnioeuropejski prymityw, ktory dokladnie tak jak ty
    uwaza olewanie przepisow i zycia ludzkiego za naczelny priorytet. To wlasnie
    takie indywidua sa powodem tego, ze wschodnia Europa odbierana jest na Zachodzie
    tak, jak jest odbierana - region nieciekawy, brudny region swiata zamieszkaly
    przez ograniczonych i prymitywnych ludzi.

    > Może jeżeli jest człowiekiem kulturalnym - tak twierdzą psychologowie,

    Niczego takiego nie twierdza. To tylko ty z oczywistych powodow nie zrozumiales.

    > Bo jedne powodują bardziej a inne mniej

    Czlowiekiem kulturalnym albo sie jest albo sie nie jest a nie raz bardziej a raz
    mniej, zaleznie od sytuacji. Ale skad wschodnioeuropejski klemens moze to
    wiedziec? Gdyby to wiedzial to nie bylby wschodnioeuropejskim klemensem.




  • klemens1 28.01.10, 19:36
    > > Zależy o ile szybsza i w porównaniu do jakiej prędkości. I
    nigdzie nie pisałem że tylko w Polsce.
    >
    > Acha, czyli w Polsce jazda szybciej powyzej dozwolonej jest
    "potrzeba".

    Przecież napisałem że nie tylko w Polsce, ślepy jesteś czy głupi?

    > > Odpowiedz na temat, tchórzliwa cioto.
    >
    > Wiekszosc przebiegow w Szwajcarii albo Norwegii odbywa sie poza
    autostradami.

    A u nas wypadki są zwłaszcza na drogach które powinny być
    autostradami.

    > > Bo na tych krótkich odcinkach nie ma sensu jechać zbyt szybko.
    >
    > Zdecydowana wiekszosc przebiegow nie przekracza 50 km i to wlasnie
    ci ludzie
    > powodujea gro wypadkow a nie znikoma mniejszosc jezdzaca dziennie
    po kilkaset
    > kilometrow.

    Statystyki wypadków w miesiącach wakacyjnych w porównaniu do innych
    miesięcy wskazują co innego.

    > Mimo to zabija sie tam na drogach kilka razy mniej ludzi przede
    wszastkim
    > dlatego bo takie prymitywy jak ty budza tam tylko smiech
    politowania.

    Takie jak ja, czyli jakie?

    > > Może mają więcej miast?
    >
    > Owszem maja i to od wiekow. Co stalo sie ze wsiami? Zlikwidowali?

    Nie wiem - może nie było ich na tyle żeby co chwila przez nie
    przejeżdzać.

    > > Kto to jest "przeciętny klemens"?
    >
    > "Przecietny klemens" to wschodnioeuropejski prymityw, ktory
    dokladnie tak jak t
    > y
    > uwaza olewanie przepisow i zycia ludzkiego za naczelny priorytet.

    Nie uważam olewania przepisów i życia ludzkiego za naczelny
    priorytet, więc twoje zdanie jest sprzeczne logicznie.

    > > Może jeżeli jest człowiekiem kulturalnym - tak twierdzą
    psychologowie,
    >
    > Niczego takiego nie twierdza.

    Łżesz.

    forum.zm.org.pl/viewtopic.php?f=2&t=1114

    > Czlowiekiem kulturalnym albo sie jest albo sie nie jest a nie raz
    bardziej a ra
    > z
    > mniej, zaleznie od sytuacji. Ale skad wschodnioeuropejski klemens
    moze to
    > wiedziec? Gdyby to wiedzial to nie bylby wschodnioeuropejskim
    klemensem.

    Psychologowie twierdzą co innego - poszukaj sobie w googlarce. Jeden
    link ci podałem. Gdybyś to wiedział to nie byłbyś tchórzliwą, tępą
    ciotą. Bez wieśniackich podtekstów regionalnych, zauważ.


    --
    Habudzik napisał:
    27.07.2007r. - "Jestem zasranym głupkiem i co z tego ???"
    13.06.2008r. - "Tak jestem zdrowo jebnięty (...) z takim przygłupem
    jak ja ".
    24.06.2009r. - "Miesiąc to 28/29/30/31 dni ( w zalezności ) a nie
    kwiecień maj czy październik"
  • hanni 07.10.09, 18:07
    klemens1 napisał:

    > Ryzykować jazdę 9 godzin zamiast 6. Napisałem to na tyle wyraźnie
    > że nie trzeba być specjalnie inteligentnym żeby się domyśleć.

    Zdajesz sobie w gole sprawe z tego, jakie znow wypisujesz debilizmy?
    Czy tylko nie potrafisz liczyc na poziomie 4 klasy podstawowki?

    Przeciez 2/3 czasu (6 godzin zamiast 9) na tym samym odcinku w stosunku do
    predkosci przepisowej (bo do tego sie odnosze) oznacza srednia predkosc
    wynoszaca 150% predkosci przepisowej.

    Predkosc ta nie ma jednak nic wspolnego z realna predkoscia podrozna, konieczna
    do osiagniecia takiej sredniej. Realna predkosc musialaby wynosic prawie 200%
    predkosci dozwolonej, jesli np. na 30% twojej drogi musialbys jechac w okolicach
    predkosci dozwolonej np. nie mogac wyprzedzic samochodu jadacego przepisowo.

    Oznacza to, ze na pozostalych 70%(!) twojej drogi musialbys jechac NON STOP(!)
    co najmniej 180 km/h poza terenem zabudowanym i 100 km/h w terenie zabudowanym.

    Kolejny "polish joke".
  • hanni 23.09.09, 10:43
    klemens1 napisał:


    > > A w wielu rejonach Wloch, Szwajcarii, Francji duzo wolniej.
    >
    > W rejonach na pewno, ale cały kraj da się bezstresowo i szybko przejechać.

    Problem w tym, ze:
    1. te rejony sa olbrzymie i miliony ludzi calymi miesiacymi poruszaja sie
    wylacznie po nich. Mimo to jest tam znacznie mniej ofiar niz w Polsce.
    2. Ludzie, ktorzy ciagle jezdza przez "caly kraj" to tam tak samo, jak i w
    Polsce znikomy odsetek nie majacy wiekszego wplywu na stytystyki.

    > U nas lepiej jest przekraczać przepisy niż jechać 3 godziny dłużej
    > i przez to bardziej ryzykować.

    Co "ryzykowac"? Jazde z przepisowa predkoscia? :-)




    > > Bo wypadki w Polsce powoduja tylko ci, ktorzy jezdza 300 km (i
    > > wiecej dziennie)?
    > > Myslisz, ze naprawde ktos ci kupi ten kit?
    >
    > Wypadki powodują też ci którzy w normalnym kraju przejechaliby
    > dany dystans w 1.5h a nie w 2.5

    I co to ma byc za wypowiedz? Co ma z niej wynikac?

    > > > A ile ryzykuje polski kierowca i dlaczego - już ci
    > > > napisałem. To były konkretne liczby i z nimi dyskusji nie
    > > > podjąłeś.
    > >
    > > Gdzie?! Czy ty myslisz czlowieku, ze ja nie mam jnic inego do
    > > roboty jak szukanie twoich postow?
    >
    > Tępoto, w poście poprzedzającym to co napisałem wyżej.

    Spokojnie, spokojnie... Opanuj emocje.
    To zatem maja byc te "konkretne liczby"?
    " zwiększając prawdopodobieństwo wypadku do ok. 12 ofiar na 1 mld przejechanych
    kilometrów. Zakładając że jedzie 200 km, prawdopodobieństwo że w wyniku jego
    jazdy ktoś zginie wynosi ok. 0,00024 %"

    I jakaz to "dyskusje" mam z tym "podjac"? To przeciez tylko inna forma
    wyliczanki opisujaca chlew panujacy na polskich drogach, ktorego
    kulminacja jest jedna z ajwyzszych ilosci ofiar na drogach w Europie.
    Z tego, co piszesz wynika ponadto, ze:
    1. to swiadoma decyzja kierowcow.
    2. podyktowana min. czyms tak idiotycznym jak porownywanie sie do krajow z
    lepsza infarstruktura.

    Co tu mozna jeszcze napisac? Ze to glupota w czystym wydaniu?
    Co mozna powiedziec o czlowieku "zwiekszajacym ryzyko wypadku" i skaczacym na
    glowke do betonowej sadzawki bo sasiad ma basen olimpijski, do ktorego tez sobie
    skacze na glowke?


  • hanni 12.09.09, 14:38
    klemens1 napisał:

    > W Niemczech dystans 300 km pokonuje się dużo szybciej niż w Polsce.
    > I tam nie ma potrzeby ryzykowania

    Czyli jeden kiep z drugim grzeje 160 zwykla droga... bo "w Niemczech dystans 300
    km pokonuje się dużo szybciej"....

    I jeszcze sie dziwic, ze o tym ludku krazy tyle dwocipow na calym swiecie.

    Pewnie tez skaczesz na glowke do sadzawki... Bo sasiad ma basen olimpijski?
  • tymon99 23.09.09, 10:59
    klemens1 napisał:

    > Żeby się rozwijać, często trzeba się szybko przemieszczać

    wg tej teorii, immanuel kant musiałby być niedorozwinięty w stopniu znacznym..

    --
    she wears an egyptian ring
    that sparkles before she speaks
    na sam dół
  • hanni 23.09.09, 11:04
    tymon99 napisał:

    > klemens1 napisał:
    >
    > > Żeby się rozwijać, często trzeba się szybko przemieszczać
    >
    > wg tej teorii, immanuel kant musiałby być niedorozwinięty w stopniu znacznym..

    Tak wlasnie rozumuja ludzie, dla ktorych licza sie tylko pozory - zgodnie z
    mottem: zapieprzam jak z pecherzem tzn. ciezko pracuje.
  • tymon99 23.09.09, 11:30
    zapie...taki, że nie ma kiedy taczek załadować?

    --
    you will start out standing
    proud to steal her anything she sees
    na sam dół
  • kozak-na-koniu 03.08.09, 21:02
    hanni napisał:

    > W miejscu, w ktorym samochod jadacy 90 km/h juz by sie zatrzymal
    podczas
    > hamowania autor tej wypowiedzi poruszalby sie jeszcze z predkoscia
    okolo 90 km/
    > h.
    >
    > Ale nie zapominajmy, ze polscy kierowcy sa najlepsi w Europie
    (jesli nie na
    > swiecie) a winne sa drogi.

    Nie zapominajmy, że szwedzcy i szwajcarscy kierowcy takich
    zawrotnych prędkości nigdy nie osiągają. Oni są kulturalni i wiedzą,
    że przy prędkości 50km/godz. pieszy ma 90% szans na przeżycie, więc
    jeżdżą najwyżej 33km/godz., bo w Grazu są strefy. Dlatego tam piesi
    mają 110% szans na przeżycie.
    --
    "To dlaczego ( może nie w Szkocji ) ukrywa sie radary za granicą???"
    (habudzik/Poll, 05.03.09, 22:27)
  • mejson.e 04.08.09, 11:35
    hanni napisał:

    > W miejscu, w ktorym samochod jadacy 90 km/h juz by sie zatrzymal podczas
    > hamowania autor tej wypowiedzi poruszalby sie jeszcze z predkoscia okolo 90 km/
    > h.
    >
    > Ale nie zapominajmy, ze polscy kierowcy sa najlepsi w Europie (jesli nie na
    > swiecie) a winne sa drogi.

    Do czerpania przyjemności z jazdy 90 trzeba mieć opanowaną "sztukę umiaru".
    Nie mówiąc o tym, że i do 120 i 90 potrzebne są gładkie drogi.

    Inaczej to jazda na oklep...

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • hanni 04.08.09, 15:52
    mejson.e napisał:

    > Do czerpania przyjemności z jazdy 90 trzeba mieć opanowaną "sztukę umiaru".

    Otoz to! Tym wlasnie ludzie z klasa roznia sie od zagonionych na smierc i
    wiecznie zestresowanych gowniarzy.
  • trypel 04.08.09, 16:07
    czyli gość który w weekend jedzie na tor i przez 2 dni jezdzi z prędkosciami
    niekodeksowymi z automatu nie jest człowiekiem z klasą tylko jest zagonionym na
    smierć i wiecznie zestresowanym gó...arzem choćby miał 60 lat i był na
    dobrowolnej emeryturze?

    aha i wychodząc naprzeciw praktykom unijnym to nie wydaje ci sie że zagonieni na
    śmierć i wiecznie zestresowani powinni liczyć raczej na opiekę medyczną i pomoc
    państwa niż na karanie? bo jak to jest - z twojego postu wynika że państwo karze
    chorych za to że są chorymi. To przecież nieludzkie i niehumanitarne.
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 16:13
    trypel napisał:

    > czyli gość który w weekend jedzie na tor i przez 2 dni jezdzi z
    > prędkosciami niekodeksowymi z automatu nie jest człowiekiem z
    > klasą tylko jest zagonionym na smierć i wiecznie zestresowanym
    > gó...arzem

    Pomyliles watki. Tutaj jest mowa o poruszaniu sie drogami publicznymi a
    nie na torach wyscigowych.


    > aha i wychodząc naprzeciw praktykom unijnym to nie wydaje ci sie
    > że zagonieni na śmierć i wiecznie zestresowani powinni liczyć
    > raczej na opiekę medyczną i pomoc państwa niż na karanie?

    Pewien guru managerow (ktorego nazwiska nie pamietam) powiedzial kiedys, ze
    ludzi, ktorzy sa w ustawicznym pospiechu powino wywalic sie na zbity pysk bo do
    niczego sie nie nadaja a na pozycje managera szczegolnie.
  • trypel 04.08.09, 16:19
    nie odpowiedziałeś na pytanie
    czy nie uważasz że tych biednych chorych ludzi powinno sie objąc programem do
    walki z zagonieniem i stresem a nie przysparzać im dodatkowego stresa w postaci
    karania?

    nie pomyliłem wątków
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 16:27
    trypel napisał:

    > nie pomyliłem wątków

    Oczywiscie, ze pomyliles. Tutaj jest mowa o ruchu po drogach publicznych. Jazda
    dla przyjemnosci po torze wyscigowym to zupelnie inny temat.

    Czy moze uwazasz, ze ktos uprawiajacy karate i wspinaczke moze powinien moc w
    drodze do pracy masakrowac rencistow i dzieci a do wlasnego biura wchodzic po
    fasadzie budynku?
  • trypel 04.08.09, 16:30
    to jak ? odpowiesz na pytanie czy nie umiesz?


    dodam że nie kazdy musi czerpać przyjemnosc z jazdy 90/godz a mimo to nie bedzie
    gó...arzem - ten gość jezdzi bo musi, dla przyjemnosci jezdzi po torze.
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 16:32
    trypel napisał:

    > dodam że nie kazdy musi czerpać przyjemnosc z jazdy 90/godz a mimo
    > to nie bedzie gó...arzem.

    Jesli jezdzi znacznie powyzej limitu to bedzie.
  • trypel 04.08.09, 16:39
    a gdzie to było napisane? dlaczego od razu sugerujesz ze jesli ktos nie lubi
    jezdzic 90 to MUSI przekraczać.


    i jak tam? odpowiesz na pytanie czy poddajesz sie? :D
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 16:46
    trypel napisał:

    > a gdzie to było napisane? dlaczego od razu sugerujesz ze jesli ktos
    > nie lubi jezdzic 90 to MUSI przekraczać.

    Czemu myslisz, ze cos "sugeruje"? Po prostu stwierdzam fakt.

    > i jak tam? odpowiesz na pytanie czy poddajesz sie?

    Nie mam w zwyczaju odpowiadac na pytania pozbawione sensu, majace sie nijak do
    tematu a nadomiar zlego poza zakresem moich zainteresowan i kompetencji.


  • jureek 04.08.09, 16:51
    hanni napisał:

    > trypel napisał:
    >
    > > a gdzie to było napisane? dlaczego od razu sugerujesz ze jesli ktos
    > > nie lubi jezdzic 90 to MUSI przekraczać.
    >
    > Czemu myslisz, ze cos "sugeruje"? Po prostu stwierdzam fakt.

    To jest fakt? Chyba się zagalopowałeś? Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Ja na
    przykład też nie lubię jeździć 90, wolałbym jechać szybciej (poza tym
    przyzwyczaiłem się do obowiązującej w Niemczech setki) ale na ogół nie
    przekraczam, bo potrafię się powstrzymać od zaspokajania każdej zachcianki.
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • hanni 04.08.09, 16:54
    jureek napisał:

    > To jest fakt? Chyba się zagalopowałeś?

    Nie. Ktos jezdzacy grubo powyzej limitu jest gowniarzem. To jest wlasnie ow
    "fakt", ktory mialem na mysli i do ktorego sie odnioslem.

  • jureek 04.08.09, 17:00
    hanni napisał:

    > Nie. Ktos jezdzacy grubo powyzej limitu jest gowniarzem. To jest wlasnie ow
    > "fakt", ktory mialem na mysli i do ktorego sie odnioslem.

    No to się nieprecyzyjnie wyraziłeś, bo zarówno ja, jak i Trypel odnieslismy
    wrażenie, że za gó...arza uważasz kogoś, kto nie lubi jeździć
    dziewięćdziesiątką, więc dlatego Trypel zwrócił Ci uwagę, że to nie to samo.
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • hanni 04.08.09, 17:08
    jureek napisał:

    > No to się nieprecyzyjnie wyraziłeś, bo zarówno ja, jak i Trypel
    > odnieslismy wrażenie, że za gó...arza uważasz kogoś, kto nie lubi
    > jeździć dziewięćdziesiątką,

    Czytajcie uwazniej, to nie bedziecie musieli polegac na waszych zawodnych
    "wrazeniach".

    Juz w pierszym poscie, do ktorego sie odnioslem mejson napisal o "sztuce
    umiaru", ktora nalezy miec "opanowana", zeby ja stosowac. Juz to wyklucza
    "lubienie" lub "nie lubienie".
  • trypel 04.08.09, 17:10
    niesamowita pewnosc siebie - jakbym napisał tekst którego nie zrozumiałyby 2
    osoby to zastanowiłbym sie co zle napisałem a nie co inni zle przeczytali.
    Ale przyznanie sie do błędu wymaga posiadania przynajmniej odrobiny poczucia
    przyzwoitosci wiec chyba musimy o tym zapomniec.
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 17:14
    trypel napisał:

    > niesamowita pewnosc siebie - jakbym napisał tekst którego nie zrozumiałyby 2
    > osoby to zastanowiłbym sie co zle napisałem a nie co inni zle przeczytali.

    Znow blad. Ja zrozumialem o co chodzilo mejsonowi. Wy dwaj nie. I to raczej wasz
    problem a nie moj.

  • jureek 04.08.09, 17:23
    hanni napisał:

    > Znow blad. Ja zrozumialem o co chodzilo mejsonowi. Wy dwaj nie. I to raczej was
    > z
    > problem a nie moj.

    I znowu ta pewność siebie. Konsultowałeś tę wypowiedź z Mesjonem, że taki pewny
    jesteś, że własnie Ty dobrze go zrozumiałeś? Ja zrozumiałem Mesjona tak, że do
    "czerpania przyjemności" z jazdy 90 trzeba "sztuki umiaru". Mesjon niczego o
    gó...arzach nie pisał. To Ty odwróciłeś jego rozumowanie i wyskoczyłeś z tezą,
    że ci drudzy (czytaj - ci, którzy "przyjemnosci nie czerpią") to gó...arze. To
    było wystarczająco jednoznacznie napisane.
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • hanni 04.08.09, 17:31
    jureek napisał:

    > Ja zrozumiałem Mesjona tak, że do "czerpania przyjemności" z jazdy
    > 90 trzeba "sztuki umiaru".

    I znow swiadomie lub nieswiadomie opusciles decydujaca czesc wypowiedzi mejsona,
    ze "trzeba mieć opanowaną" "sztuke umiaru".

    To znaczy, ze "sztuka" ta jest nie tyle kwestia chcenia co wlasnie potrafienia.

    > Mesjon niczego o gó...arzach nie pisał.

    O gowniarzach napisalem ja bo ludzie nie potrafiacy przestrzegac 90-tki, tam,
    gdzie jest wymagana sa i pozostana dla mnie gowniarzami.



  • jureek 04.08.09, 20:02
    hanni napisał:

    > I znow swiadomie lub nieswiadomie opusciles decydujaca czesc wypowiedzi mejsona
    > ,
    > ze "trzeba mieć opanowaną" "sztuke umiaru".
    >
    > To znaczy, ze "sztuka" ta jest nie tyle kwestia chcenia co wlasnie potrafienia.

    A czy do jazdy 90 bez czerpania przyjemności z takiej jazdy też trzeba mieć
    opanowaną sztukę umiaru? Czy wystarczy po prostu nienaciskanie zbytnio na pedał
    gazu?

    > > Mesjon niczego o gó...arzach nie pisał.
    >
    > O gowniarzach napisalem ja bo ludzie nie potrafiacy przestrzegac 90-tki, tam,
    > gdzie jest wymagana sa i pozostana dla mnie gowniarzami.

    Mesjon nie pisał o ludziach nie potrafiących przestrzegać 90-tki, on pisał o
    ludziach, którzy nie opanowali "sztuki umiaru" pozwalającej czerpać przyjemność
    z takiej jazdy.
    Z tego co napisał Mesjon wynika tylko tyle, że ludzie którzy nie opanowali
    "sztuki umiaru", nie będą czerpać przyjemności z jazdy z taką prędkością. Nie
    wynika natomiast wcale, że nie będą w ogóle potrafili przestrzegać 90-tki tam,
    gdzie jest ona wymagana. Ciągle nie chcesz zauważyć tego elementu czerpania
    przyjemności, a to było w wypowiedzi Mesjona połączone.

    A teraz poproszę o jasną odpowiedź, bez jakiś wykrętów jak zwykle. Czy ktoś, kto
    potrafi przestrzegać 90-tki i tej 90-tki przestrzega, ale nie lubi takiej jazdy
    jest dla Ciebie gó...arzem, czy nie?
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • hanni 04.08.09, 21:52
    jureek napisał:

    > A teraz poproszę o jasną odpowiedź, bez jakiś wykrętów jak zwykle.

    Jesli chcesz otrzymac odpowiedz, to zadaj pytanie jak dorosly normalny czlowiek
    a nie jak znerwicowana praczka.
  • jureek 05.08.09, 09:48
    ... ale nie szkodzi. Mam cierpliwość, więc powtórzę pytanie:
    "Czy ktoś, kto potrafi przestrzegać 90-tki i tej 90-tki przestrzega, ale nie
    czerpie przyjemności z takiej jazdy, bo nie opanował "sztuki umiaru", jest dla
    Ciebie gó...arzem, czy nie?"
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • hanni 05.08.09, 10:11
    Nie kieruje inwektw pod twoim adresem tylko zwracam ci uwage na styl twojego
    pytania i zawarta w nim insynuacje.

    jureek napisał:


    > "Czy ktoś, kto potrafi przestrzegać 90-tki i tej 90-tki
    > przestrzega, ale nie czerpie przyjemności z takiej jazdy, bo nie
    > opanował "sztuki umiaru", jest dla Ciebie gó...arzem, czy nie?"


    Nie jest.
  • trypel 04.08.09, 16:58
    przykro mi Jureek ale skoro nie lubisz jezdzic 90 to jestes gó...arzem i to
    dodatkowo zagonionym na smierc i wiecznie zestresowanym. Chyba wyraźnie zostało
    to napisane:
    forum.gazeta.pl/forum/w,510,98572702,98625730,Otoz_to_.html?wv.x=2
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • jureek 04.08.09, 17:03
    trypel napisał:

    > przykro mi Jureek ale skoro nie lubisz jezdzic 90 to jestes gó...arzem i to
    > dodatkowo zagonionym na smierc i wiecznie zestresowanym. Chyba wyraźnie zostało
    > to napisane:
    > forum.gazeta.pl/forum/w,510,98572702,98625730,Otoz_to_.html?wv.x=2

    Przeżyję to jakoś :)
    Rzeczywiście na ogół nie czerpię przyjemności z jazdy dziewięćdziesiątką
    (traktuję taką jazdę czysto użytkowo - ani przyjemność, ani katorga), ale bywają
    i wyjątki, gdy np. droga jest wyjatkowo piękna, wtedy i jazda 90 to sama
    przyjemność.
    Jura

    --
    dogmat o nieomylności administracji: "sam fakt
    skasowania wątku wskazuje, że łamał on (lub posty w nim zawarte)
    regulamin bądź natykietę" (z odpowiedzi administracji na pytanie forumowicza,
    dlaczego skasowano wątek)
  • trypel 04.08.09, 16:53
    hanni napisał:


    > Nie mam w zwyczaju odpowiadac na pytania pozbawione sensu, majace sie nijak do
    > tematu a nadomiar zlego poza zakresem moich zainteresowan i kompetencji.
    >

    To po co sie na ten temat wypowiadasz? Skoro stwierdzasz jako znawca kim są ci
    "źli" to w takim razie nie uciekaj od odpowiedzialnosci i rozwiń czy należy w
    takim razie karać chorych.
    >


    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 17:03
    trypel napisał:

    > To po co sie na ten temat wypowiadasz?

    Wcale na "ten" temat sie nie wypowiadam. wypowiadam sie tylko, ze wiecznie
    zagonieni ludzie, nie znajacy "sztuki umiaru" i nie potrafiacy jechac 90 tam,
    gdzie (w domysle) jest to wymagane sa gowniarzami. Kropka.

    To co z tymi ludzmi robic i jak ich leczyc to juz twoj temat, na ktory nie mam
    zamiaru odpowiadac nawet z tego powodu, ze po prostu nie wiem - jak im pomoc.
    Nie mja dzialka.


    > Skoro stwierdzasz jako znawca kim są ci "źli" to w takim razie nie
    > uciekaj od odpowiedzialnosci i rozwiń czy należy w takim razie
    > karać chorych.

    Jaki znow "znawca"? Czy wariata albo kobiete ciezarna moze rozpoznac wylacznie
    psychiatra wzglednie ginekolog? I czy ten ktos musi miec w dodatku odpowiedz na
    wszystkie ich problemy?

    Nie uwazasz, ze przesadzasz?



  • trypel 04.08.09, 17:06
    nie było ani słowa o potrafieniu tylko o czerpaniu radości.
    Wyobraź sobie (jesli mozesz) że nie znoszę jezdzić koleją ale potrafię sie na to
    zdecydować jak muszę. Jakis inny przykład?

    Nota bene ja akurat wrangiem lubie jezdzic 80/godz i czerpie z tego przyjemnosc.
    Czyli jestem gó...arzem itd... ale z twoich ust to komplement.
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 17:12
    trypel napisał:

    > nie było ani słowa o potrafieniu tylko o czerpaniu radości.

    No to przeczytaj jeszcze raz i sprobuj zrozumiec: Mejson pisze o "sztuce", ktora
    "trzeba miec opanowana" (czyli potrafic) - zeby dopiero wtedy moc "czerpac z
    niej radosc".
  • trypel 04.08.09, 17:23
    Do czerpania przyjemności z jazdy 90 trzeba mieć opanowaną "sztukę umiaru".
    Napisał Mejson - świete słowa.

    hanni odpowiedział:
    Otoz to! Tym wlasnie ludzie z klasa roznia sie od zagonionych na smierc i
    wiecznie zestresowanych gowniarzy.


    Jak widzę nie ma tu NIC o umiejetnosci jezdzenia 90/godz. Jest o sztuce umiaru
    która np pozwala nie wypijac duszkiem całej butelki wina i cieszyc sie jazdą
    90/godz. Niektórzy sztuki umiaru są pozbawieni i np nie umieją odłożyć widelca
    przed zżarciem całej zawartosci talerza albo nie umieja powstrzymac sie przed
    przyspieszaniem jak tylko mogą. Ale sztuka ta nie ma nic wspólnego z
    umiejętnosciami osobnika.
    Ale ty i tak zaraz powiesz że Mejson cos innego napisał :D

    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • trypel 04.08.09, 17:24
    przy okazji - lubisz dobre wino?
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 17:34
    trypel napisał:

    > > Do czerpania przyjemności z jazdy 90 trzeba mieć opanowaną "sztukę umiaru".

    > Jak widzę nie ma tu NIC o umiejetnosci jezdzenia 90/godz.

    I co ja mam z tym poczac, ze ty "nie widzisz"?

    Jesli ktos stwierdzi, ze do czerpania przyjemnosci ze sztuki karate trzeba miec
    opanowana ta sztuke to tez nie widzisz, ze ta wypowiedz implikuje umjejetnosc
    tej sztuki.

    Ale to juz twoj problem.
  • trypel 04.08.09, 17:39
    bardzo zły przykład.
    Dam lepszy - można znac karate ale nie lubić rozwalania deseczek.

    zresztą bez sensu. Nikt jeszcze nie wygrał z koniem w konkursie kopania :)
    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • hanni 04.08.09, 18:18
    trypel napisał:

    > bardzo zły przykład.

    Dlaczego? Karate, to sztuka, z ktorej mozna czerpac bardzo duzo przyjemnosci,
    pod warunkiem, ze sie ja opanuje. Tak jest z kazda sztuka, rowniez ze "sztuka
    umiaru".

    Co ci tutaj nie pasuje?
  • mejson.e 04.08.09, 18:53
    trypel napisał:

    > Do czerpania przyjemności z jazdy 90 trzeba mieć opanowaną "sztukę umiaru".
    > Napisał Mejson - świete słowa.
    >
    > hanni odpowiedział:
    > Otoz to! Tym wlasnie ludzie z klasa roznia sie od zagonionych na smierc i
    > wiecznie zestresowanych gowniarzy.
    >
    >
    > Jak widzę nie ma tu NIC o umiejetnosci jezdzenia 90/godz. Jest o sztuce umiaru
    > która np pozwala nie wypijac duszkiem całej butelki wina i cieszyc sie jazdą
    > 90/godz. Niektórzy sztuki umiaru są pozbawieni i np nie umieją odłożyć widelca
    > przed zżarciem całej zawartosci talerza albo nie umieja powstrzymac sie przed
    > przyspieszaniem jak tylko mogą. Ale sztuka ta nie ma nic wspólnego z
    > umiejętnosciami osobnika.

    I hanni dobrze zrozumiał i trypel, a wyszła zajadła pyskówka.
    Koniec świata...

    Niepotrzebnie napadacie jeden na drugiego, bo chodzi w gruncie rzeczy o to samo - o nie wykorzystywanie możliwości (silnika/talerza/butelki/gościnności) do końca, tylko umiejętne "przyhamowanie" w odpowiednim czasie.

    A że ktoś lubi szybką jazdę, to nie znaczy automatycznie, że jest nierozsądny, bo można i z dużą prędkością rozsądnie jeździć.

    Samochody są coraz nowocześniejsze i nie czuje się dużej prędkości jak onegdaj - wibrującą kierownicą, galopującym nadwoziem i wypadaniem plomb z zębów.
    Teraz można płynąć gładko i z trzycyfrową prędkością, ale nie oznacza to jednocześnie, że jest bezpieczniej niż w galopującym maluchu.

    Kiedyś prędkość ograniczały możliwości samochodu, teraz często jedynie dobra wola kierujacego.

    BTW - umiar w pyskówkach też jest sztuką... ;-)

    Pozdrawiam,
    Mejson
  • hanni 04.08.09, 21:56
    mejson.e napisał:

    > A że ktoś lubi szybką jazdę, to nie znaczy automatycznie, że jest
    > nierozsądny, bo można i z dużą prędkością rozsądnie jeździć.

    Tam gdzie to wolno owszem ale tam, gdzie jest to zabronione przestaje byc umiarem.

    > Samochody są coraz nowocześniejsze i nie czuje się dużej prędkości jak onegdaj
    > - wibrującą kierownicą, galopującym nadwoziem i wypadaniem plomb z zębów.

    Problem w tym, ze kwestia predkosci nie ogranicza sie tylko do odczuc w
    samochodzie podczas jazdy a siega znacznie dalej w otoczenie i bezpieczenstwo i
    samopoczucie innych.
  • trypel 05.08.09, 08:28
    dzięki za wyjaśnienie co autor miał na myśli :)
    pozdrawiam

    --
    Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu...
  • babaqba 03.09.09, 01:34
    mejson.e napisał: > Kiedyś prędkość ograniczały możliwości
    samochodu, teraz często jedynie dobra wola kierujacego.

    Pomijając fakt, że powyższe nie jest prawdą w najmniejszym stopniu
    (choć dobrze brzmi), to zauważyć należy, że polskim problemem jest
    osiągnięcie sześćdziesiątki w trasie, nie zaś przekraczanie
    administracyjnych ograniczeń. Po wielu godzinach nużącej jazdy w
    kolumnie rakotwórczych diesli, nawet Budda by przycisnął, widząc
    kawałek drogi.

    Reasumując: pyskówka o niczym. Do śmiesznej wyliczanki, w której to
    "polski epos narodowy zaczyna się słowami 'Litwo, ojczyzno moja'",
    można dodać następną: Polska to kraj, gdzie wszyscy pędzą na
    złamanie karku ale jednocześnie pokonanie trasy zabiera więcej czasu
    niż gdzie indziej. :)))
  • inguszetia_2006 04.08.09, 21:14
    Witam,
    Ha! Cytują mnie.
    Czas pobierać tantiemy;-P
    No...jak tak w środku cytacik, to rozumiem,że bezpłatnie, ale tak w
    nagłówku to domagam się jakiegoś zadośćuczynienia;-D
    Bajdełejem, czy wy wiecie, że ten okres urlopowy to mnie wykończy?
    Pracuję za trzy osoby, zawalili mnie papierami, latam po urzędach
    cały dzień i nawet na forum wejść nie mogę,a jak mogę to zaraz ktoś
    czegoś ode mnie chce. Wołam więc o ratunek z przepaści
    biurokratycznych wniosków o płatność i tłumaczeń i szkoleń i
    zabójczych unijnych dyrektyw;-D Help! Nawet jazda samochodem nie
    sprawia mi przyjemności, bo zasypiam za kierownicą, oczy szczypią od
    komputera i w ogóle "w diabły z tymi urlopami"! Chcę spać, chcę mieć
    wolny czas i chcę, by już wszystko było po dawnemu;-D
    I niech wreszcie zmienią tę pięćdziesiątkę na Puławskiej, bo słowo
    daję, należy mi się jakaś rekompensata za taki zapie...prz, jaki
    teraz mam. A oni z laserem się czają. Widziałam. I łapią kobiety.
    Znaczy się "parytet" na fali;-D
    Pzdr.
    Inguszetia
  • marek.dumle 23.08.09, 22:04
    To fakt

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.