• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

dziecko wyszło z domu

  • 08.10.09, 16:42
    dziecko wyszło z domu .mąż mnie pyta -czujesz się samotna? nie ,
    odpowiadam, mam internet.
    życie zaczyna się wtedy gdy dzieci wychodzą z domu , a pies zdycha
    pozdrawiam
    Edytor zaawansowany
    • 08.10.09, 19:24
      Dzieci wyszły z domu - jest pusto. Nie mogę się przyzwyczaić do gotowania i
      kupowania mniejszej ilości jedzenia. Łapię się często na tym, że spieszę się do
      domu, a przecież "dzieci mi nie płaczą".
      Wiem, że to normalna kolej rzeczy, a jednak chciałabym zatrzymać czas - gdzieś
      na latach szkolnych.
      A pies? Mój kochany Pies odszedł po 17 latach z nami. Przepłakałam wiele dni.
      Brakuje mi go teraz. Napewno wezmę psa ze schroniska, jak będę na emeryturze.
      Wszystkie najważniejsze rzeczy już poza mną - tak myślę.
      • 08.10.09, 21:26
        szarotka! tego nigdy nie wiadomo. Przed Tobą wiele pięknych chwil, bo już nic
        nie musisz, a wreszcie możesz
        --
        Zapomnieć o wyrządzonej krzywdzie jest najlepszą zemstą / Eklezjasta/
        • 08.10.09, 23:59
          "Wszystkie najważniejsze rzeczy już poza mną - tak myślę. "
          szarotko,
          bez przesady! Cale zycie, i to dosc dlugie, masz jeszcze przed soba.
          Kto tobie wmowil, ze na emeryturze zycie sie konczy? Ono dopiero sie
          zaczyna. Podczas mych podrozy spotkalam wielu emerytow, ktorzy
          wyzwoleni od jarzma codziennosci zwiedzali swiat. I to nie byli
          milionerzy. Zwykli ludzie, ale im sie chcialo.
          Nie daj sie uwiesc toksycznemu sposobowi myslenia, ktory nie wiem
          dlaczego pokutuje w Polsce, ze emerytura = starosc i niesprawnosc.
          Zyjemy w XXI wieku.
          No i dzieci, jak to dzieci, rozmnazaja sie smile Bedziesz miala o wiele
          mniej czasu niz przypuszczasz.

          --
          www.etvoici.bloog.pl/
          photomar.over-blog.com/
          www.tierralatina.pl/
          Ludzka glupota jest jedyna rzecza oddajaca idee nieskonczonosci.
          [Ernest Renan]
          • 13.10.09, 16:04
            Moje dziecko "wyszło" praktycznie ponad trzy lata temu.Nie brakuje
            mi jej,nie jest pusto ani w domu,ani w zyciu.Cieszy mnie jej dorosłe
            życie,że tak świetnie daje sobie radę.A ja mam nadzieję,że jeszcze
            długo nie powiem,że życie i wszystkie jego przyjemności za mną.
            --
            http://tiny.pl/vnbm
      • 08.01.10, 21:18
        Moja córka-jedynaczka_"opusciła dom" okolo 1/2 roku temu,bardzo mi jej
        brakuje,tęsknie,ale wiem,że tak toczy sie życie,jestem szcześliwa,bo mniemam,że
        razem ze swoim wybrankiem,tworzą szczęśliwą Rodzinke,najważniejsze ze juz
        biologicznie jestem babcia,a faktycznie dopiero w czerwcu,ale już niedługo!(17
        tydz.-oby było wszystko ok!)Mamy kontakt poprzez internet codziennie,widzimy sie
        1,2 w tygodniu,to nie to samo,ale jestem dumna z niej,radzi sobie (w domu nic
        nie robiła-ja też byłam rozpieszczana przez Tatę -sniadanka,obiadki,pranka-ale
        po zostaniu żona a potem matką,jakoś się nauczyłam).Trudne sa rozstania
        ,szczególnie ,gdy mamy jedno dziecko,ale taka jest kolej życia,obserwujmy,zawsze
        wspierajmy.Cieszmy sie nawet drobnymi sukcesami naszychjuż dorosłych pociech.
        • 22.01.10, 13:07
          Odejście dzieci na swoje na pewno zmienia nasze życie ale nie w sposób
          przykry,są tego plusy...Nic się już nie musi a chce.Nie ma takiego pośpiechu gdy
          wszystko musiało być na czas.Młodych trzeba wspierać i pozwolić żyć im własnym
          życie,dzieci wychowuje się dla świata(ktoś tak powiedział)a nie dla siebie...Ja
          osobiście nie chciałabym aby wróciły szkolne lat(jak któraś z moich
          poprzedniczek).A jak się zostanie babcią to dopiero jest szczęście,to zupełnie
          inna miłość.
    • 10.02.10, 11:19
      Moja córka wyjechała na studia 10 lat temu i już nie wróciła do
      rodzinnego domu. Dobrze jej sie układa, wrosła w wielkie miasto, ma
      swoje życie. Mamy stały kontakt (internet, telefon), widujemy sie
      raz w miesiącu. Syn opuścił dom rok temu, ożenił się i zamieszkał u
      żony. Zostalismy z mężem sami w naszym domu. Ja już na emeryturze,
      mąż dużo pracuje. Nie czuję się nieszczęśliwa, raczej mam poczucie
      dobrze spełnionego obowiązku. Dobrze przygotowałam dzieci do życia.
      A ja mam teraz czas na swoje przyjemności i pasje, które dawniej
      odkładałam, bo brak było na nie czasu. Wreszcie czytam te stosy
      książek od lat odkładanych na później. Mam duży ogród i ogrodniczą
      pasję, której teraz mogę się poświęcić. W domu jest cicho i
      spokojnie, ale ja zawsze ceniłam sobie ciszę. Przejście na emeryturę
      jest dla mnie radością, koniec z wczesnym wstawaniem, , szykowaniem
      ciuchów do pracy, gotowaniem obiadów z zegarkiem w ręku, z całą tą
      logistyką, żeby zdążyć zanim dzieci wrócą ze szkoły. Koniec z górą
      prania i prasowania, z cięzkimi zakupami, od których trzeszczy
      kręgosłup. Teraz wszystko dzieje się wolniej, spokojniej. Wizyty
      dzieci to święto i wielka przyjemność, ale nie chciałabym już wracać
      do tego szalonego tempa życia, które było moim udziałem. Nie mam
      poczucia, że moje życie się skończyło, wręcz przeciwnie, mam
      wrażenie, że znowu do mnie wróciło, że znowu mój czas należy do
      mnie.
    • 17.06.10, 12:38
      Dziewczyny (o ile moge tak do Was mówić, bo jestem w wieku waszych
      dzieci może nawet młodsza) na pewno odejście dziecka z domu jest
      trudne. Dziecko też to odczuwa.
      Ale wiecie co jest najwazniejsze, że zarówno dla Was jak i dla
      dzieci jest to nowe życie. Życie w którym dopiero będziecie sie
      spełniać. macie już inne cele bo lepiej podróżowac, spełnić
      marzenia, na które nie było Was stać, nacieszyć sie sobą a mężem a
      jak i jego nie ma to poszukac oosby do wspólnego spędzania czasu.
      jak dla mnie wy stoicie dopiero na początku Waszej drugie młodości,
      tej pięknej młodości... bo macie już wszystko. Dom, dzieci a może
      nawet wnuki.
      Ja nie mogę zrozumieć tych mam, teściów, rodziców którzy po slubie
      swojego dziecka nie pozwolą mu sie cieszyć swoim szczęściem tylko
      wtedy znajdują pretekst aby pokazac dziecku, ze rodzice są
      najważniejsi.
      Jesteście i będziecie!!! Tego nic nie zmieni. I za to każde dziecko
      Was kocha!!!!!
      Ale też wy musicie dać dziecku odczuć, że jesteście dumni iż sobie
      dobrze radzi w dorosłym życiu.
      Ja z moimi teściami nie miałam takiej możliwości, bo starali sie
      pokazac, że to przez nas teść choruje, to przez nas ich rodzina sie
      rozpada. Ciągle nam powtarzali, że my sie rozejdziemy. A czy tak
      powinni cieszyc sie rodzice?
      Mi sie zdaje, że nie. Rodzice powinni pomagać dziecku (jak chcą!!) i
      starac sie aby zarówno syn synowa, córka ziec dobrze sie u nich
      czuli bo to są Wasze dzieci.
      Nie można buntować dzieci przeciwko sobie, nie można mówić, żle o
      partnerze dziecka. Bo zastanówcie sie, czy wy będą młode też nie
      popełnialiście błędów w życiu, nie uważaliście, ze chcecie iść
      własnym życiem? Każdy chce być samodzielny i nikomu kłody pod nogami
      nie można kłaśc zwlaszcza dzieciom, które wkraczaja w nowy i trudny
      okres ich życia.

      Pozdraiwma Was wszystkie
      • 23.06.10, 20:50
        Bo zastanówcie sie, czy wy będą młode też nie
        popełnialiście błędów w życiu, nie uważaliście, ze chcecie iść
        własnym życiem? Każdy chce być samodzielny i nikomu kłody pod nogami
        nie można kłaśc zwlaszcza dzieciom, które wkraczaja w nowy i trudny
        okres ich życia.

        Oczywiście, że robiłam błędy!
        Ale miałam to szczęście - a raczej mieliśmy z mężem, że mieszkaliśmy osobno
        30-60 km od Rodziców.
        Mam 4 dorosłych już dzieci i pewnie też chciałabym je zagłaskać na śmierć, na
        szczęście dwoje mieszka osobno i nie mam tej możliwości. Cały czas dzieciom
        powtarzam, że rodzina powinna mieszkać OSOBNO!!!!
        Wtedy wszyscy są zadowoleni. Przed ślubem syna miałam z nim rozmowę,
        powiedziałam mu o rzeczach, które mnie w zachowaniu synowej niepokoiły. Po
        slubie przyjęłam z otwartymi rękami i nie wracam do tego, co było.

        --
        Jestem kowalem swego losu ?!!!
        • 23.06.10, 20:51
          oregano, wnusię się urodziło????
          --
          Jestem kowalem swego losu ?!!!
    • 06.10.10, 13:59
      koka33 napisała:

      > życie zaczyna się wtedy gdy dzieci wychodzą z domu , a pies zdycha

      Koka, bardzo mi sie podoba to zdanie!! Dziekujesmile
      Wobec powyzszego moje zycie wlasnie sie zaczelo na dobre, i strasznie mnie boli glowa od czerpania z niego pelna garsciabig_grin

      --
      Sprzedaje moje spokojne, miłe biuro
      • 27.04.11, 17:26
        W zeszłym roku na studia poszło trzecie moje dziecko. Ja wzięłam roczny urlop (do emerytury mam jeszcze troche) i bardzo odpowiadało mi spokojne życie z dziećmi przyjeżdżającymi na weekendy. W marcu najstarsza córka urodziła bliźniaczki. Przez ponad miesiąc byłam z nią w Krakowie (jej mąż pracuje pod Tarnowem i przyjeżdża tylko na weekendy). Gdy wnuczki miały miesiąc wróciłam do swojego domu. Okazało się, że córka z zięciem zakładali, że - skoro mam urlop - będę z córą i wnuczkami do wakacji. Teraz córka od tygodnia przedświątecznego jest u nas, chce zostać "jak najdłużej". I tu mam dylemat; wiem, że córki nie wyproszę, widzę, że faktycznie niesłychanie trudno byłoby jej samej z dwójką małych dzieci. Ale równocześnie czuję się w jakiś sposób wykorzystana. W domu chaos, bałagan. Właściwie nikt mnie o zdanie nie pytał. Dziś zasugerowałam córce, by dołożyła się do utrzymania - czułam się z tym niezręcznie, ona stwierdziła, że jeśli tak uważam, to oczywiście, choć nie słyszała, by ktokolwiek płacił rodzicom, gdy do nich przyjeżdża (oczywiście NIGDY nie prosiliśmy o dołożenie się do np. Świąt - teraz chodzi o dłuższy pobyt; dodam, że zięć zarabia o niebo lepiej ode mnie). Czy jestem wyrodną matką? Dodam, że - dopóki pomagałam, bo sama tak chciałam- nie pojawiła się nawet taka myśl, że jestem wykorzystywana, że coś jest nie tak. No i jeszcze dodam, że rodzice zięcia nie kiwnęli palcem, by pomóc. Chyba największa złość narasta we mnie wobec zięcia - uznał za oczywistość, że to ja przejmę jego obowiązki. A ja troje swoich dzieci odchowałam i nie wiem czy chcę chować - cudowne skądinąd - wnuczki.
        • 09.05.11, 18:49
          nie jesteś wyrodną matką . I masz jak najbardziej prawo głośno i wyrażnie odmówić pomocy . Moja mama od razu powiedziała ,na ile jest w stanie pomóc przy dziecku . Resztę brat musiał sam kombinować . Córka jest dorosła,ma rodzinę,męża . Nie masz już obowiązku jej utrzymywać. Rodzina powinna być razem,ona ma swój dom .Wybrali taki system,trudno - to ich życie . Jeśli od razu nie ustalisz swoich warunków,to zostanie już tak na zawsze i do tego będą uważli,że to normalne i się należy . Czego może jeszcze się obawiasz ? Że się obrażą i odetną od wnuków ? Też raz taką opcję próbowano przepchnąć .Zdecydowana postawa - to trudno ,szkoda dzieci,ja sobie radę dam,zakończyła sprawę .

          --
          http://tiny.pl/hx4sx
    • 23.09.16, 10:59
      teraz to ty będziesz życia używać.... wolna dużo czasu dla siebie dla swoich hobby

      --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

      100club.pl/artykuly/Jak-zyc-zdrowo-w-pracy,4099.html

  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.