Nierozwiązane problemy ludzkości często mnie po nocach nawiedzają i nie pozwalają spać.
W takich nocach przypomina mnie się moja szczęśliwa młodość.
PeGeRowcy w okolicy nie byli w stanie własnymi siłami uporać się z klęską urodzaju ziemniaków.
Musieliśmy my, aktyw ZMSu zakasać rękawy i wyruszyć z solidarną pomocą na wieś:
Fajnie było...
Późnym wieczorem, po skończonej misji ziemniaczanej siedzieliśmy wszyscy razem w wiejskiej świetlicy, kulturalnym ośrodkiem nowej socjalistycznej wsi polskiej i wspominaliśmy wzorowe wykonanie planu.
Prawdziwym kulturalnym wydarzeniem było odwiedzanie świetlicowego wychodka daleko na podwórzu.
Tak się w nim zahartowałem, że obecnie żadna grypa, ani świńska, ani ptasia mnie się nie czepiają.
Z litością spoglądam na dzisiejsze nieszczęśliwe pokolenie, zmuszone odwiedzać wychodki ze stali nierdzewnej, całkowicie wyjałowione i sterylne.
Co z nich wyrośnie?
Same mięczaki, które przy pierwszym powiewie grypy z azjatyckich stepów trupem padną...
Ja, u siebie w domu pielęgnuję stare, dobre nawyki nabyte na misjach PeGeRowskich....
Żaden DOMESTOS w moim mieszkaniu!
W moim wychodku mam taki biotop dla bezlitośnie tępionych kreatur Bożych.
Pan Bóg na pewno sobie coś pomyślał, gdy je stwarzał...
Ein Herz für Kakalaken!
--
You are welcome here