W ostatnich kilku latach, najpierw młodych, teraz prawie
wszystkich, opanował nałóg permanentnego słuchactwa. Od jakiegoś
czasu jedynie zdemenciali bądź kompletnie zniedołężnieli
staruszkowie wydają się być wolni od słchuchaweczkozy.
Dojeżdżając kolejką do pracy dochodzi się niejako naturalnie do
takich przemyśleń i związanych z nimi epokowych konkluzji.
No bo jak nie słuchactwo to czytactwo.
Wielu zatraciło zdolność zdrowego, bezczynnego siedzenia, błądzenia
bezmyślnym wzrokiem po otoczeniu.
Przecież bezmyślność chroni mózg przed przegrzaniem synaps a
godzina przynajmniej dziennie braku umysłowej aktywności oczyszcza
skołatany aparat jak dieta zapracowany kałdun.
--
Pustelnia