a co ma wspólnego egalitaryzm (tu : twierdzenie że dowolna kobieta jest warta tyle, co dowolny mężczyzna) ze sprawiedliwością? I czemu parytet a nie klucz 51,3% (czy ile tam dokładnie jest pań w populacji). Czyżby obawiano się, że taki "kluczyk" każe wprowadzić do władz także proporcjonalną reprezentację analfabetów, przestępców i idiotów?
Jaki sens ma parytet przy obecnej ordynacji i głosowaniu na listę - czyli pierwszego kandydata na liście?
Chcę szefa / posła / przedstawiciela kompetentnego i z zasadami, płeć jest sprawa wtórną. Nie bawi mnie dobór "z klucza" dowolnej pańci (bo jakaś musi być, a najłatwiej o czyjąś ulubienicę).
Przypominam przy okazji, że ocenie merytorycznej kandydatów sprzyjają jednomandatowe okręgi wyborcze. To przy takich zasadach o wyborze konkretnej osoby w większym stopniu mogą decydować wyborcy, a nie ustalenia przy wódeczce kolegów z partii. Tyle, że parytet pozwoliłby feministkom trafić do żlóbu pod skrzydłami lewicy, a przy JOW nie miałyby istotnych szans.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.