To kuriozalne, że w Białymstoku w którym zachowało się niedużo przedwojennych
kamienic jedyną szansą na ich ratunek (a raczej jedynie elewacji frontowej)
jest dolepienie do nich jakiejś przytłaczającej inwestycji. W innych miastach
polskich potrafią remontować po kilkanaście/kilkadziesiąt
czterokondygnacyjnych kamienic rocznie, a u nas... żal, żal. Przecież to jest
(a raczej był)zabytek więc nie potrafię zrozumieć jak to możliwe, że
konserwator się na takie coś zgodził. Ten człowiek ma obowiązek chronić
zabytki a nie iść na rękę jakimś nowobogackim "defeloperom" którzy chcą zrobić
z zabytku wydmuszkę - bo tak wychodzi im taniej. Przecież zabytkiem jest cała
kamienica więc i klatka schodowa, balustrady, płytki posadzkowe, a nie tylko
frontowa i jedna z bocznych ścian. Rozumiem, gdyby inwestor chciał zabudować
do kamienicy plombę aż do Technikum Odzieżowego ( wtedy tworzy się cała
pierzeja)ale pozwolenie na wybebeszenie zabytku do jakiś skandal! Przecież
takie coś powinno być ścigane z urzędu a powiadamiającym odpowiednie służby
powinien być właśnie... konserwator. Kiedy skończy się ten cyrk? Czy tego
nieodpowiedzialnego człowieka w końcu ktoś strąci z ciepłej posadki zanim
wszystkie białostockie zabytki się rozsypią albo "przez przypadek" spalą?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.