Głęboko utajone Basowiszcza. Koło ratunkowe dla...
Jak czytam te wszystkie rozpaczliwe teksty o szarpaniu się stowarzyszeń to mi ręce opadają... Z jednej strony wszyscy oczekują że imprezy będą przygotowane profesjonalnie, a potem profesjonalnie rozliczone. Ale pieniądze na to idą są takie jak na amatorskie imprezy, potem to się odbija czkawką. Okazuje się że organizator skate-parku jest niewypłacalny, Basy źle rozliczone, itp, itd. A jak ma być, skoro to robią wolontariusze bez doświadczenia? Jaka zawodowa księgowa będzie za darmo rozliczać skomplikowane projekty przy pełnej księgowości bo taką prowadzą stowarzyszenia? Kto w chwilach wolnych po pracy albo w przerwach między wykładami jest w stanie skoordynować złożony projekt korzystający z wielu źródeł finansowania i angażujący setki ludzi? Pamiętajmy że zarządy stowarzyszeń odpowiadają za działania swojej organizacji własnym majątkiem. To jest poważna i odpowiedzialna praca, a fundatorzy traktują to jak zabawę. Chcą zjeść obiad i go mieć. Chcą mieć tanie imprezy, a przy okazji na wysokim poziomie, bezpieczne, i dobrze rozliczone. W obecnym gąszczu przepisów i procedur to nie lada sztuka, i jak się za to biorą wolontariusze bez doświadczenia to musi się skończyć awanturą i rozczarowaniem. Oczywiście, stowarzyszenia w dużej mierze bazują na bezpłatnej pracy swoich członków i wolontariuszy, ale kluczowe stanowiska takie jak koordynator projektu czy księgowość oraz kluczowe elementy wydarzenia jak przy festiwalu ochrona, zabezpieczenie sanitarne i p-poż, nagłośnienie, nie mówiąc już o honorariach artystów, powinny być płatne na uczciwych warunkach a nie po głodowych stawkach za które nie zatrudni się odpowiedniej kadry. Prace porządkowe, rozlepianie plakatów, promocję, i wiele innych pracochłonnych prac nie wymagających wielkich kwalifikacji mogą spokojnie zrobić wolontariusze, i tak cała impreza wyjdzie dużo taniej niż zlecona prywatnej firmie. Ale oszczędności też mają swój limit po przekroczeniu którego zaczynamy działać niezgodnie ze sztuką i prawem na zasadzie "może się uda" i najczęściej się udaje, ale gdy za którymś razem w końcu się nie uda to potem jest wielka chryja w sponsorów i w mediach. Że stowarzyszenia złe, że kombinują, że nie rozliczają jak trzeba, itd. Ale jeśli za biletowany 2 dniowy festiwal Pozytywne Wibracje miasto dokłada 2 mln zł dla prywatnej firmy, a dla stowarzyszenia oferuje się 20 razy mniej oczekując bezpłatnej imprezy która ma spełnić wszystkie standardy i trzymać wysoki poziom to chyba coś tu jest nie tak. Wydział Kultury właśnie ogłosił konkurs na cały rok z budżetem 800 tys na wszystkie wydarzenia kulturalne organizowane przez organizacje pozarządowe. Przecież to jest niepoważne... Może czas w końcu rozpocząć poważną dyskusję nad tym problemem, bo na razie wszyscy chowają głowy w piasek, a regularnie co jakiś czas prasa donosi o kolejnych problemach jakiegoś stowarzyszenia które zrobiło jakiś pożyteczny społecznie projekt i ma z tego powodu wielkie problemy. Bo niestety tak to jest, że jak miasto zleca prywatnej firmie typu organizator Pozytywnych Wibracji organizacje imprezy, to dostaje 1 fakturę na 2 mln zl (albo kilka cząstkowych) i temat jest zamknięty. Nikt nie pyta ile firma na tym zarobiła, ile zarobił prezes i jaki samochód sobie za to kupił (a przy takim budżecie 2 dniowej imprezy zostanie na naprawdę dooobry wózek). Natomiast jak się da kilkadziesiąt razy mniejszą dotaję dla stowarzyszenia, to każdy wydatek trzeba dokładnie wytłumaczyć, np. dlaczego się kupiło papier xero w tym a nie innym sklepie, a takich wydatków są przy organizacji festiwalu tysiące. To wszystko trzeba dokładnie opisać i wytłumaczyć, bo jak będą jakieś braki to "źle rozliczoną" kasę trzeba zwracać, a za rok można nie dostać dotacji gdyż poprzednia została "źle rozliczona" - takie zarzuty mają teraz Basowiszcza. Dochodzą do tego różne kontrole, bo dotacje są kontrolowane przez różne urzędy, m.in. Urząd Skarbowy czy UKS i ZUS. I teraz wracamy do początku, kto ma pilnować tych wszystkich procedur, skoro dotacja nie wystarcza na wynajęcie porządnej firmy ochroniarskiej, która weźmie tyle samo od organizatora Basowiszcz i Pozytywnych Wibracji (a może od Basowiszcz więcej, bo teren trudniejszy do zabezpieczenia). Tak samo inne firmy od których trzeba wynająć toi-toje, wydrukować plakaty, itp, itd. tego nie zrobią wolontariusze, jak by się nie starali. A jeszcze trzeba ten cały cyrk ogarnąć, rozliczyć i zraportować. Najlepiej niech to zrobią studenci w przerwie między wykładem a kolokwium, na pewno będzie pełna profeska. I będzie taniej. Tak żeby było z czego zapłacić dla prywatnej firmy 2 mln za organizację PW i dwa razy tyle dla Jagielloni za znaczek na koszulkach (bo przecież kibice nie wiedzą skąd pochodzi Jaga).