Dodaj do ulubionych

Skini niezadowoleni z wyroków więzienia. Apelac...

19.10.12, 14:10
Nie będę próbował spekulować, jaki wyrok w sprawie „IV Edycji” wyda Sąd Apelacyjny. Nie będę się wypowiadał, jaki wyrok powinien zapaść. Nie będę tu dywagował nad tym, czy białostoccy skini propagowali faszyzm, nawoływali do nienawiści przeciwko Żydom i czy znieważali Żydów jako grupę narodowościową i religijną. Dla dobra argumentacji przyjmuję, że tak. Uważam natomiast za błąd samo istnienie w kodeksie karnym tych przepisów, na podstawie których zostali oni skazani. I w ogóle przepisów przewidujących kary za wyrażanie pewnych poglądów. Jakichkolwiek – nawet rasistowskich czy neonazistowskich.

Byłoby jeszcze pół biedy, gdyby istnienie w prawie karnym i egzekwowanie zakazów „publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość” (art. 256 par. 1 k.k.) czy „publicznego znieważania grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowościowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości” (art. 257 k.k.) pozwalało już w zarodku zapobiegać naprawdę groźnym – znacznie groźniejszym, niż same słowa, napisy czy rysunki – przejawom rasizmu, antysemityzmu, ksenofobii czy nienawiści na tle religijnym. Ale wszystko wskazuje na to, że tego rodzaju zakazy zjawiskom takim nie zapobiegają – gorzej, mogą się wręcz do takich zjawisk w pewnym stopniu przyczyniać. Spójrzmy się na to tak: w Stanach Zjednoczonych zakazy tego rodzaju, co te zawarte we wspomnianych artykułach 256 i 257 kodeksu karnego nie obowiązują – uważa się, że istnienie takich zakazów byłoby niedopuszczalnym ograniczeniem wolności słowa, gwarantowanej przez Pierwszą Poprawkę do Konstytucji. W USA wolno więc bez narażania się na sankcje prawne propagować faszyzm, lżyć Żydów (i jakąkolwiek inną grupę) i nawoływać do powtórki z Holocaustu (karalne może być dopiero takie nawoływanie do przemocy, które miałoby być zrealizowane praktycznie natychmiast i w konkretnej sytuacji bezpośrednio groziłoby wznieceniem przemocy). W państwach europejskich w nienawistne i obraźliwe wypowiedzi na temat grup narodowościowych, etnicznych, rasowych, religijnych (a niekiedy też innych – np. grup wyróżniających się orientacją seksualną) są czymś powszechnym. Niektóre państwa idą (w tym Polska) idą jeszcze dalej i zakazują nie tylko „mowy nienawiści” skierowanej przeciwko pewnym typom grup społecznych, ale także propagowania faszyzmu (czy w ogóle totalitaryzmu, jak ma to miejsce w Polsce), eksponowania symboli faszystowskich czy negowania bądź nawet tylko „umniejszania” czy „bagatelizowania” Holocaustu. Czy jednak dzięki tym zakazom mniej jest w Europie przemocy i dyskryminacji przeciwko członkom mniejszości narodowościowych, etnicznych, rasowych czy religijnych – i w ogóle przedstawicielom grup chronionych przed „hate speech” – niż w tolerancyjnej wobec „mowy nienawiści” Ameryce? Niestety, wszystko wskazuje na to, że nie. Dla przykładu – o ile w roku 2007 liczba zarejestrowanych „przestępstw z nienawiści” (tzn. aktów przemocy czy wandalizmu motywowanych nienawiścią narodowościową, rasową, religijną itp.) w USA wyniosła 2, 53 na 100 000 mieszkańców, to w szczególnie surowo karzących za „mowę nienawiści” i „propagowanie faszyzmu” oraz negowanie Holocaustu Niemczech na 100 000 mieszkańców przypadało 24,84 tego rodzaju czynów karalnych. Ładna różnica, co? I o ile w USA liczba „hate crimes” generalnie rzecz biorąc stopniowo się zmniejsza – według statystyk FBI w latach 1996 – 2009 spadła ona (mierząc per capita) o 33,84 % - to w krajach europejskich rośnie: w latach 2000 – 2008 generalny wzrost liczby „hate crimes” odnotowano w 11 z 12 krajów Unii Europejskiej, które gromadzą wystarczające dane do wyciągnięcie wniosków na ten temat. Np. w Niemczech w samych tylko latach 2000 – 2007 liczba „przestępstw z nienawiści” wzrosła o 39 % - porównajmy do z blisko 34 procentowym spadkiem liczby „hate crimes” w nieco dłuższym okresie czasu w USA. Pisałem o tym – powołując się oczywiście na stosowane źródła – w swym niedawnym artykule – zob. kozlowski.salon24.pl/ . Ale nieskuteczność zakazów „mowy nienawiści” (czy negowania Holocaustu i „propagowania faszyzmu”) jako narzędzi walki z motywowaną rasistowsko czy ksenofobicznie przemocą i dyskryminacją to nie jedyne – choć z drugiej strony oczywiście bardzo ważne, o ile nie najważniejsze – obiekcje wobec takich zakazów. Są też inne: zwróćmy uwagę, że art. 256 i 257 k.k. zabraniają nawoływania do nienawiści przeciwko pewnym typom grup i znieważania pewnych typów grup, ale nie innych. Nie wolno – bez narażania się w skrajnych przypadkach nawet na odsiadkę – nawoływać do nienawiści przeciwko np. Żydom, Ukraińcom, muzułmanom, Romom, Świadkom Jehowy – ani znieważać takich grup. Można to natomiast robić bezkarnie przeciwko – dajmy na to – bezdomnym, bezrobotnym, mieszkańcom wsi (czy pochodzącym ze wsi), byłym pracownikom PGR-ów, rolnikom, robotnikom, górnikom, nauczycielom, lekarzom, pielęgniarką – a z drugiej strony – np. przedsiębiorcom, ludziom bogatym – przykłady można by mnożyć. Czy mowa nienawiści o podłożu nacjonalistycznym, rasistowskim i religijnym jest koniecznie czymś gorszym – bardziej krzywdzącym i bardziej niebezpiecznym – od innego typu mowy nienawiści? Czy zakaz mowy nienawiści odnoszącej się do narodowości, przynależności etnicznej, rasowej, wyznaniowej i bezwyznaniowości pewnych grup – przy tolerowaniu innych typów mowy nienawiści – ot, choćby „mowy nienawiści” z powodu czyichś przekonań – nie jest przypadkiem zakazaną przez Konstytucję dyskryminacją? Czy nie grożą one stworzeniem swego rodzaju mechanizmu „równi pochyłej” prędzej czy później prowadzącego do wprowadzania kolejnych ograniczeń wolności słowa? Zauważmy, że już teraz proponuje się rozszerzenie zakresu przepisów dotyczących „hate speech”. SLD i Ruch Palikota chciałyby zakazu „mowy nienawiści” ze względu na płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność i orientację seksualną. Platforma Obywatelska zaproponowała zakaz nawoływania do nienawiści oraz znieważania z powodu „naturalnych cech osobistych” oraz przekonań. A przecież to tylko niektóre cechy, z powodu których można „nawoływać do nienawiści” i znieważać pewne grupy ludzi. Prawda jest taka, że logika leżąca u podstaw zakazów „hate speech” jest logiką potencjalnie prowadzącą do totalitaryzmu i tyranii – zwracałem na to uwagę w innym swoim tekście – zob. bartlomiejkozlowski.eu.interii.pl/hatelogic.htm. Zastopować tą logikę i zapobiec jej potencjalnie możliwym skutkom można tylko w jeden sposób: znosząc wspomniane tu przepisy kodeksu karnego. Wraz oczywiście z innymi ograniczeniami wolności słowa – takimi np. jak przepisy zabraniające znieważania Narodu, Państwa czy organów władzy – w tym Prezydenta, obrażania uczuć religijnych – by wymienić tylko niektóre. Bo jasne jest dla mnie, że wolność słowa dla neonazistów, antysemitów czy rasistów może być tylko częścią wolności słowa przysługującej wszystkim. I musi być częścią owej wolności, jeśli pojęcie „wolność” ma w tym względzie naprawdę coś znaczyć.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.