Dodaj do ulubionych

Polecam rozmowe z W.Cimoszewiczem w GW

27.02.06, 10:16
ciekawa i pozyteczna; rzeczywiscie wybitny polityk... w odroznieniu od tej
masy rzadowej
Edytor zaawansowany
  • grat.nowy 27.02.06, 10:28
    a pod jakim względem?
    --
    g-rat
  • Gość: T-800 IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 27.02.06, 11:54
    Wybitny kłamca i oszust, protegowany Prezia.
  • Gość: T-800 IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 27.02.06, 11:59
    Miał akcje Orlenu, ale ich nie miał, bo należały do córki. Miał na to pieniądze,
    ale ponieważ ich nie miał, to wziął kredyt. Sprzedał je w styczniu 2002 r., ale
    ponieważ chciał w grudniu 2001 r., to tak naprawdę sprzedał je w grudniu. W
    deklaracjach ich nie wpisał, bo wypełniał je według stanu na kwiecień, a jak
    wiemy, sprzedał je w styczniu, czyli w grudniu. Zrobił korektę swojej
    deklaracji, z tym że niczego nie poprawiał, bo pytania były niestosowne.
    Zatrudnił wariatkę jako asystentkę i dał jej do wypełnienia swoje deklaracje,
    ale nie dał ich, bo to wariatka. Pozostawiał wzory swych podpisów w jakichś
    komitetach - jakby ktoś chciał mieć upoważnienie ministra spraw zagranicznych.
    Podpisy są jego, ale on ich nie składał - składała je pieczątka z komitetu. A
    pełnomocnictwa okazały się oryginalnie sfałszowanymi kopiami.
  • fiat_lux 27.02.06, 15:50
    piecyk bez przesady. a asystentka bedzie siedziec nawet za kaczyniaka, wiec te
    kilka punktow masz nie trafione. jak by nie bylo i tak cimoszewicz jest 100 razy
    lepszy od kaczyniaka. przynajmniej jak pojedzie do francji to dziennikarze beda
    wiedziec ze rozmawiaja z glowa panstwa a nie z ochydnym lokajem o popsutych
    zebach
    --
    Jak poeci mają się rzucać na bagnety, to proszę bardzo, ale żeby na co dzień być
    w miarę uczciwym człowiekiem i nie robić niczego specjalnie wzniosłego, to już
    jest kłopot.
  • Gość: kotwicz IP: *.teradyne.com 27.02.06, 16:08
    moze zanim plesc trzy po trzy o fizjonomii, przejdziesz do sedna i
    wyszczegolnisz, w czym to Cimoszewicz jest 100 razy lepszy od Kaczynskiego.....?
  • Gość: kotwicz IP: *.teradyne.com 27.02.06, 16:17
    i tak po Gomulce, Szechterze i Kiszczaku przyszedl czas na Cimoszewicza......
    bernardzie, gratuluje wyboru, przeciez to
    smietanka "polityczno", "prokuratorsko", "SBecka"........
  • bernard46 28.02.06, 08:32
    Twoj czas i tak....nie nadejdzie
  • Gość: kotwicz IP: *.teradyne.com 28.02.06, 13:06
    nie boj zaby, twoj natomiast juz przeminal z wiatrem ;))))!
  • fiat_lux 27.02.06, 16:35
    Gość portalu: kotwicz napisał(a):

    > moze zanim plesc trzy po trzy o fizjonomii, przejdziesz do sedna i

    obrzydliwy i chamski karzelek - to kazdy widzi


    --
    Jak poeci mają się rzucać na bagnety, to proszę bardzo, ale żeby na co dzień być
    w miarę uczciwym człowiekiem i nie robić niczego specjalnie wzniosłego, to już
    jest kłopot.
  • nekroskop88 27.02.06, 16:37
    > obrzydliwy i chamski karzelek - to kazdy widzi

    taki gnom? ;-)


    --
    Białostockie restauracje
    Forum kulturalne
  • fiat_lux 27.02.06, 16:47
    nekroskop88 napisał:

    > > obrzydliwy i chamski karzelek - to kazdy widzi
    >
    > taki gnom? ;-)

    no wiesz - jest roznica miedzy opinia a obraza glowy panstwa, dlatego nie
    chcialem do nikogo/niczego porownywac

    --
    Jak poeci mają się rzucać na bagnety, to proszę bardzo, ale żeby na co dzień być
    w miarę uczciwym człowiekiem i nie robić niczego specjalnie wzniosłego, to już
    jest kłopot.
  • Gość: kotwicz IP: *.teradyne.com 27.02.06, 16:54
    dziekuje fiacie za odpowiedz........
    odpowiedz, ktora wyjasnia wszystko......;)
  • fiat_lux 27.02.06, 19:11
    niezla czapa

    www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=153
    Będą sobie podrzynać gardła
    Włodzimierz Cimoszewicz - Dlaczego odszedł z polityki? Co ma do powiedzenia
    swoim wyborcom? Co myśli o Polsce Kaczyńskiego? Czy wierzy w lewicę? Czy wróci?
    – po 100 dniach milczenia Włodzimierz Cimoszewicz odkrywa twarz.
    Rozmawia Robert Walenciak

    Naprawdę spodziewał się pan eleganckiej kampanii wyborczej? Polityka jest brutalna.
    – Ależ z tym bym sobie poradził! Tyle że brutalność przekroczyła wszelkie
    granice w momencie, kiedy zaatakowano moją rodzinę, zaatakowano moją córkę. Gdy
    mogłem w niektórych tygodnikach przeczytać o perspektywie więzienia dla rodziny
    Cimoszewicza, rodziny przestępczej, mafijnej, piorącej brudne pieniądze. Czym
    sobie zasłużyli córka i mój zięć, żeby ich bezkarnie i kłamliwie określać jako
    przestępców? Te artykuły to był zwykły bandytyzm! I przeciwko temu bandytyzmowi,
    poza głosami pojedynczych osób, kilku moich przyjaciół z Białegostoku, Jolanty
    Kwaśniewskiej, nikt nie protestował! Media, świat polityki, duża część
    społeczeństwa zachowywali się jak gapie. Przyglądający się wypadkowi, kraksie na
    drodze.

    Pana kraksie...
    – Nie chodziło o mnie. Chodziło o to, że w polskim życiu publicznym przekroczono
    kolejną granicę deprawacji obyczaju politycznego. Co mogłem zrobić, żeby
    powstrzymać ataki? Żeby ochronić swoją rodzinę? Która zapłaciła w ciągu 16 lat
    najwyższą cenę tego, że zajmowałem się działalnością publiczną, bo ja dla tej
    rodziny, dla żony, dla dzieci, nie miałem czasu. Gdybym nie zaprotestował,
    oznaczałoby to, że kładę uszy po sobie.

    Nie chodziło o protest, tylko o cierpliwe wyjaśnianie.
    – Wszystkie wyjaśnienia, jakich udzielałem, tak naprawdę nikogo nie
    interesowały! Zarzuty zostały sformułowane – karygodne, nieprawdziwe – i
    wirowały w powietrzu.

    Nie chciał pan być szeryfem i strzelać do nich?
    – W moim rewolwerze nie było kul. Te kule, w takim przypadku, to zachowanie
    społeczeństwa, mediów. Nie może być tak, jak w westernie „W samo południe” –
    całe miasteczko przygląda się, czy samotny szeryf da sobie radę. Moja rezygnacja
    była krzykiem protestu! Nawiasem mówiąc, nie można zapominać, że ten atak był
    skuteczny. W lipcu miałem 40% poparcia. A we wrześniu już tylko 15-17%.

    A gdyby pan zacisnął zęby i nie rezygnował, trwał do końca?
    – No i?

    Dostałby pan w pierwszej turze 15-17%.
    – I na czym polegałaby wyższość tego scenariusza?

    Że te 15-17% ludzi miałoby swego generała do końca.
    – Miałem świadomość, że moja decyzja będzie dotkliwa, rozczarowująca dla wielu
    osób. Tylko proszę porównać pewne wartości – w tym przypadku chodziło o komfort
    psychiczny grupy rodaków. Że będą mieli na kogo głosować. A na drugiej szali
    leżały wartości zarówno w wymiarze publicznym, jak i osobistym, rodzinnym,
    nieomal najwyższe.
    DLACZEGO LUDZIE TAK ŁATWO UWIERZYLI?

    To nie była sprawa komfortu psychicznego wyborców. Na pana ludzie chcieli
    głosować, bo reprezentował pan pewien system wartości, pewną wizję Polski.
    – Załóżmy, że do pierwszej tury bym nie rezygnował, więc te 15-17% ludzi w dniu
    głosowania miałoby komfort psychiczny, że byłoby na kogo oddać głos. 10 godzin
    później wszyscy byśmy wiedzieli, że te głosy i tak niczego nie dały. W tamtym
    momencie żadne wydarzenie pokazujące, że to ja mówiłem prawdę, nie miało siły
    zmiany nastawienia opinii publicznej. Przecież pojawiła się informacja, że
    prokuratura będzie stawiała zarzuty głównemu świadkowi oskarżenia wobec mnie...

    ...czyli pani Jaruckiej...
    – ...o posługiwanie się fałszywym dokumentem i składanie fałszywych zeznań. Ale
    to na nikim nie zrobiło wrażenia! Powiem otwarcie: gdyby duża część mediów
    zachowała się rzetelnie, na takiej zasadzie – proszę bardzo, ekspertyzy
    prokuratorskie stwierdziły, że główny świadek oskarżenia składa fałszywe
    zeznania, posługuje się fałszywymi dokumentami, więc od tej pory domagamy się
    pilnego wyjaśnienia, kto za tym stoi, kto ponosi za to odpowiedzialność
    polityczną. Gdyby w ten sposób postawiono sprawę, to owszem, byłaby szansa walki
    o poparcie społeczne. Ale tego nie było! Byłem na konferencjach prasowych,
    widziałem zachowania dziennikarzy. Ich nie interesowały informacje korzystne dla
    mnie. Nie chcę do tych spraw wracać, natomiast myślę, że cały czas pozostają
    aktualne pytania – zarówno do pana Tuska, jak i panów Kaczyńskich – o ich
    współodpowiedzialność za to wszystko, co się wydarzyło.

    Oni umywają ręce.
    – Oni umywają ręce konsekwentnie. Ci ludzie odgrywają dziś pierwszoplanowe role
    w państwie, a mają ciężki grzech na sumieniu – wobec państwa, wobec reguł życia
    publicznego. Osiągnęli to, co osiągnęli, w sposób ewidentnie nieuczciwy.

    Więc co pan tym 15% powie? Odszedłem i...?
    – Chciałbym wierzyć, że moi sympatycy składają się z ludzi rozumnie
    podchodzących do problemów państwa, polityki. I nie mylą przyczyn ze skutkami.
    Niech więc zastanowią się, w stosunku do kogo powinni kierować swoje
    rozczarowanie, krytykę, niech nie mylą sprawcy i ofiary. Niech sobie przypomną,
    na podstawie czego formułowano oskarżenia. Jak stworzono atmosferę dwuznaczności
    wokół mojej osoby. Co z tego pozostało? Co?

    Nic, ale nie o to przecież chodzi. Wtedy chodziło o to, żeby utrącić pana jako
    kandydata...
    – Niech więc teraz każdy w swoim sumieniu sobie odpowie: ulegał temu nastrojowi
    czy nie ulegał? W lipcu 40% było gotowe na mnie głosować. W ciągu paru miesięcy
    ponad połowa ubyła, bo uwierzyli całkowicie kłamliwym zarzutom. Niech się
    zastanowią, dlaczego tak się stało, dlaczego tak łatwo potrafili przyjąć
    kłamliwe zarzuty w stosunku do kogoś, kto przez 16 lat w tysiącu różnych
    sytuacji dowodził, że jest człowiekiem uczciwym? Dlaczego tak łatwo to poszło?

    Dlaczego?
    – To jest też obiektywny problem naszego życia publicznego. Nie liczy się
    życiorys, nie liczą się fakty, liczy się kłamliwy atak! Jesteśmy często oburzeni
    na to, kto w Polsce zajmuje się polityką, jacy to są ludzie, jak nisko upadły
    standardy moralne. Tymczasem sami nie potrafimy odróżniać ziarna od plew. A
    skoro nie potrafimy, będziemy za to płacili cenę. Masz, obywatelu, prawo
    wybrania – to wybrałeś.
    NARÓD SAM NAKŁADA SOBIE KAGANIEC

    Czyli wygrała Polska Kaczyńskich, a Polska Cimoszewicza, wartości, które pan
    reprezentował, odchodzi do głębokiej defensywy...
    – Dzisiaj tak rzeczywiście jest. Różnica między moją Polską a ich dotyczy
    zarówno spojrzenia na własny kraj, jak i na jego otoczenie. Ja nie uważam
    ostatnich 16 lat za czas klęski, tylko za czas sukcesu. Nie uważam, że
    przestępczość jest w tej chwili w Polsce wyjątkowym zagrożeniem, ośmielam się
    twierdzić, że jest mniej więcej na takim samym poziomie jak w wielu innych,
    całkiem normalnych krajach. I że problem przestępczości jest instrumentalnie
    wykorzystywany do straszenia obywateli, żeby ci obywatele dali sobie nałożyć
    kaganiec. Jestem tym politykiem, który po raz pierwszy podniósł w Polsce problem
    korupcji życia publicznego. Pozwalam sobie to przypomnieć po to, żeby mniej
    dwuznacznie wyglądało moje stwierdzenie, że problem korupcji jest wyolbrzymiany.
    To, co się w tej chwili w Polsce wyprawia, to jest tumanienie ludzi. Pod hasłem
    działań antykorupcyjnych w sposób oczywisty zamierza się podejmować działania,
    które w przypadku nadużycia tworzonych w tej chwili instrumentów zagrożą
    demokratycznym swobodom.

    Czyli Centralnego Biura Antykorupcyjnego...
    – Historia polityczna składa się z setek przykładów nadużycia tego typu
    instrumentów. Praworządność polega na tym, że wprowadza się całą masę
    zabezpieczeń gwarantujących, że nadużycia są niemożliwe.

    Naród nie boi się tego.
    – Bo skutecznie otumaniono ludzi, postraszono. Dla Polski absolutnym priorytetem
    jest w tej chwili szybki bieg
  • bernard46 28.02.06, 08:35
    sapienti sat!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka