Dodaj do ulubionych

czegos nie rozumiem

23.02.07, 13:33
Na tvp kultura pewien krytyk muzyczny wypowiedzial takie slowa " w czasach gdy komponowal Bach ludzie traktowali jego muzyke jak rozrywke , sluchali Bacha dla zabawy"
Mozna wysunąc nastepujace wnioski: ludzie wspolczesni dojrzeli i nie traktują juz Bacha jak rozrywki . Melomani zgromadzeni na koncercie przede wszystkim analizuja strukture jego dziel i zastanawiaja sie nad sensem bytu podczas gdy w tamtych latach dzicz tylko hulała .
Drugi wniosek: odbiorcy muzyki dziela sie na rozumiejących ja krytykow i znawcow oraz na melomanow ktorzy w tamtych czasach nie rozumieli Bacha wiec traktowali go tak jak dzis traktuje sie powiedzmy Rubika .
Dzis dzieki pracy sztabu krytykow meloman takze rozumie muzyke i nie moze przyznac sie do wstydliwego faktu ze sprawia mu to czysta radosc nawet gdy nie wie co to jest np polifonia.
Wydaje mi sie ze ten znawca krytyk jest reprezentatywny , bo w srodowisku artystycznym odnalazlem u wielu teoretykow taki typ podejscia , a konkretnie znieczulony
Ta znieczulica na sztuke byla widoczna w dalszej czesci dyskusji , ktorej nie bede przytaczal.
Zmierzam do tego ze jesli juz sztuke wykastrujemy z wstydliwych emocji to nalezaloby wykazac wiecej zrozumienia dla roli kastrata ktory moim skromnym zdaniem spiewal po to by jednoczesnie bawic i dawac do myslenia, nie tylko dzis ale i w "bezrozumnych" czasach przeszłych .
Jesli sie myle twierdząc ze wtedy przecietny sluchacz mial jakies zapotrzebowanie na element intelektualny w muzyce , a teraz ma zapotrzebowanie na pierwiastek rozrywkowy , to znaczy ze moj swiatopogląd bede musial porzadnie przebudowac.

Edytor zaawansowany
  • eeela 24.02.07, 14:00
    > Jesli sie myle twierdząc ze wtedy przecietny sluchacz mial jakies zapotrzebowan
    > ie na element intelektualny w muzyce , a teraz ma zapotrzebowanie na pierwiaste
    > k rozrywkowy , to znaczy ze moj swiatopogląd bede musial porzadnie przebudowac.

    Ja slucham Bacha dla zabawy. Przypadkowo wiem, co to polifonia, ale na tym moja
    wiedza sie konczy. Nie zajmuje sie analiza struktury ani sensem bytu, tylko
    slucham w celach czysto rozrywkowych.

    To zle?
    ;-)

    --
    Jezeli ludzie uwierzyli slowom Pisma Swietego, nie widze, czemu by nie mieli wierzyc moim.
  • crannmer 24.02.07, 22:13
    Wlasnie wrocilem z koncertu, na ktorym wysluchalem dla i z czystej przyjemnosci,
    a za zupelnym pominieciem aspektow teoretyczno-muzycznych cale BWV 1080 (pol na
    pol kwartet saksofonowy i organy. Saksofonisci byli zdecydowanie lepsi).

    I powiem tylko tyle: proba doszukania sie glebszego sensu w takich wypowiedziach
    krytykow to strzepienie klawiatury po proznicy.

    Ot krytyk tez czlowiek i chcial sie dowartosciowac. Na zdrowie.

    MfG

    C. (sluchajacy Bacha dla rozrywki i przyjemnosci)

    Dewulotopodobne, w_r_e_d_n_e i inne trole sa w smietniku
  • apfelbaum 25.02.07, 08:28
    Od czasu do czasu mam styczność z krytykami albo (o zgrozo) sam się nim staję,
    z tego doświadczenia wypływają dla mnie istotne wnioski:
    1. Krytyka to osobna gałąź, a raczej narośl, jemioła na drzewie sztuki. Karmi
    się nią, nie może bez niej istnieć, ale w istotny sposób potrafi wpłynąć na jej
    kształt.
    2. Krytycy też ludzie i mówią/piszą różne rzeczy:
    - bo są np. przekonani o swojej wyższości albo czują imperatyw
    opiniotwórczy i chcą pokazać co należy myśleć
    - bo mają intencję kreowania rzeczywistości i na dobrą sprawę uprawiają
    artystyczną politykę
    - bo pragną się dowartościować
    - wcale nie są krytykami, tylko tak im się wydaje,
    - w ostateczności mają coś do powiedzenia

    Zatem chyba nie warto zawsze się przejmować krytyką, jeżeli jest to wypowiedź
    mądra, otwierająca, to trzeba skorzystać, jeżeli zaś opinia rzucona lekko lub
    prowokacyjnie, to trzeba się zastanowić kto i po co to mówi
    :-)
    apf
  • apfelbaum 25.02.07, 08:33
    Aha - ja osobiście słucham sobie dla zabawy i doskonale się czuję, otwierając
    na przestrzenie wspaniałej muzyki, odkrywając jej wewnętrzne tajniki - czyli
    jak została zrobiona. To mi nie tylko nie przeszkadza, ale i czyni ową rozrywkę
    jeszcze bardziej zajmującą - odbiór wielopoziomowy.
    Ale wcale się nad tym nie zastanawiam, jeno chłonę, choć nieraz słyszałem
    zarzuty ze strony muzyków-praktyków, że słucham teoretycznie i to wyklucza
    czystą przyjemność.
    Nie wyklucza, można bez problemu odczuwać przyjemność estetyczną oraz
    intelektualną.
    Tak sobie właśnie snuję, ponieważ z wielkim smakiem posłuchałem sobie wczoraj
    Kurtaga Steli.
    apf
  • colonella 06.03.07, 20:25
    zawsze wysnuwasz takie wnioski? bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź. Jest trafna i pełna inteligencji. pozdrawiam
  • forresty 07.03.07, 16:19
    czy słuchali dla zabawy? nie zgodze się do końca. jak ktoś przeanalizuje
    stosunek protestantów do obrazów i utworów muzycznych o charakterze biblijnym to
    nijak nie może potem stwierdzić że tego mozna słuchac dla zabawy czy tylko
    przyjemności. Sztuka religijna w kraju protestanckim miała charakter utylitarny
    - dydaktyczny i moralistyczny i innego w zasadzie nie powinna mieć.
    Utworom świeckim bacha daleko do frywolnosci innych kompozytorów tego czasu . że
    Włochach nie wspomnę. Zresztą Bach nie bardzo sie podobał w tym repertuarze o
    czym może swiadczyć historia koncertów brandenburskich.
    Zresztą to jak bawili sie ówcześni i kontekst wyrażenia "dla zabawy" to zupełnie
    odrębna sprawa i obawiam sie ze krytyk niekoniecznie musiał mieć na myśłi to co
    dzis dzieje sie z Rubikami czy innymi wiśniewskimi.
    myslę ze lepiej byłoby powiedziec ze Bacha słuchano dla przyjemności.
  • dwakretki 09.03.07, 01:15
    jeden dla zabawy rozwiązuje łamigłówki – inny tłucze szyby.
    Dla jednych zabawa to prosta przyjemność, dla innych to wyzwanie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka