Dodaj do ulubionych

Podlaskie decyduje o sejmiku i Rospudzie

  • www.zieloni-bialystok.w.pl 20.05.07, 21:15
    Jakie referendum warto zrobić
    www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=7406
    Dodano: piątek, 16 marca 2007 - 18:58

    W 1994 r. Szwajcarzy w powszechnym głosowaniu zdecydowali o zmianie polityki
    transportowej swojego kraju.

    Szwajcaria to, podobnie jak Polska, kraj tranzytowy, przez który prowadzą
    bardzo liczne szlaki komunikacyjne o znaczeniu międzynarodowym. Był czas, gdy
    Helweci, podobnie jak Polacy dzisiaj, uważali, że aby podołać wyzwaniom, które
    stwarza ta sytuacja, trzeba budować autostrady. W efekcie ich gęstość jest
    jedna z najwyższych w Europie, ale również – choć jakość i stosowane
    zabezpieczenia są daleko wyższej próby niż można się spodziewać po koncernach
    pana Kulczyka czy Stalexporcie – Szwajcaria jest krajem, gdzie np. z powodu
    ruchu samochodowego aż ponad 30% ludności żyje w ponadnormatywnym hałasie, co
    znacznie przekracza średnią europejską.

    Rozwiązaniu tego problemu służyło referendum, które odbyło się w roku 1994. Nie
    zastanawiano się jednak, czy budować obwodnicę przez jeden z rezerwatów
    przyrody. Ludzie aż tak bardzo się od siebie nie różnią, więc prawdopodobnie,
    tak jak w przypadku Rospudy i Augustowa, jego wynik byłby przesądzony w
    zależności od tego, w jakiej skali przeprowadzono by głosowanie. Szwajcarzy
    widząc, że budowa autostrad – oprócz wygody dla cudzoziemców i różnych
    uciążliwości dla nich samych – żadnych problemów na dłuższą metę nie
    rozwiązała, a nowe drogi generują coraz większy, narastający z roku na rok ruch
    samochodowy, postanowili sprawę rozwiązać raz, ale skutecznie. W referendum, o
    którym mowa zdecydowali się na zmianę całej dotychczasowej polityki
    transportowej, czyli na to, co od roku 1996 określamy w Polsce hasłem „Tiry na
    tory”. Zwolennicy tej opcji odnieśli zwycięstwo i choć lobby autostradowe kilka
    lat potem – także przez referendum – próbowało obalić wyniki głosowania z roku
    1994, to jednak obywatele ponownie wybrali kolej.
    W wyniku głosowania sprzed 13 lat Szwajcarzy zapisali nie gdzie indziej tylko w
    Konstytucji takie stwierdzenia:

    Artykuł 84
    (1) Konfederacja chroni regiony alpejskie przed negatywnymi skutkami transportu
    tranzytowego. Konfederacja ogranicza uciążliwości spowodowane przez ruch
    tranzytowy, tak aby nie przynosiły one uszczerbku ludziom, zwierzętom,
    roślinom, a także ich środowisku życia.
    (2) Transport towarowy przez Alpy szwajcarskie będzie odbywać się koleją. Rząd
    Federalny podejmie w tym celu konieczne kroki. Wyjątki od tej zasady możliwe są
    tylko wtedy, gdy jest to nieuniknione. Muszą one być określone w ustawie.
    (3) Przepustowość dróg tranzytowych w regionach alpejskich nie może być
    zwiększona, za wyjątkiem obwodnic, które mają zmniejszyć uciążliwość ruchu
    tranzytowego w miastach i wioskach.
    Artykuł 85
    (1) Federacja ma prawo nałożyć na ruch ciężkich pojazdów towarowych opłatę
    proporcjonalną do powodowanych kosztów, o ile koszty, jakie ponosi na skutek
    tego ruchu społeczeństwo, nie są pokryte przez inne świadczenia.
    (2) Wpływy z tych opłat będą przeznaczone na pokrycie strat powstałych w wyniku
    ruchu drogowego.
    (3) Kantony otrzymują część wpływów z tych opłat. Ich wielkość zależy od
    wpływu, jaki mają one na sytuację w regionach górskich i trudno dostępnych.

    Często w dyskusjach z przedstawicielami drogowców można usłyszeć, że przecież
    Szwajcarzy najpierw wybudowali autostrady, więc my też powinniśmy je zbudować,
    a potem może próbować unowocześniać kolej. To trochę tak jakbyśmy mieli
    koniecznie fundować sobie wszystkie plagi i problemy, które nas kiedyś ominęły,
    a dopiero później wykorzystywać dawno znane i o wiele tańsze recepty na ich
    usunięcie. Takie podejście nie tylko zahacza o śmieszność, ale skazuje Polskę
    niemal automatycznie na wieczną drugorzędność i cywilizacyjne zacofanie. Bo
    system transportu to jeden z najważniejszych wyznaczników rozwoju kraju.
    Autostrady zbudowano nawet na afrykańskich pustyniach, natomiast sprawny
    transport publiczny i kolejowy jest udziałem tylko najbardziej cywilizowanych
    krajów.

    Inny częsty argument to stwierdzenie, że Szwajcarzy mogą sobie pozwolić na
    takie fanaberie jak inwestycje kolejowe, ponieważ są bogaci. Tymczasem na
    przykładzie polityki transportowej widać, że jest dokładnie odwrotnie.
    Szwajcarzy są bogaci właśnie dlatego, że trzeźwo myślą, a niemal cały
    program „Tiry na tory” jest tam finansowany przez opłaty pobierane od kierowców
    ciężarówek, w tym w dużej mierze (około 20%) od kierowców zagranicznych, którzy
    w efekcie oprócz spalin zostawiają w tym kraju pieniądze. Te pieniądze z kolei
    pozwalają na zbudowanie infrastruktury kolejowej, odciążającej drogi i
    poprawiającej stan środowiska, w którym żyją gospodarze. W ten sposób stworzono
    samonapędzający się mechanizm stymulujący zmiany w dobrym kierunku – opłaty za
    ciężarówki są coraz większe, więc coraz więcej środków idzie na inwestycje
    kolejowe i coraz bardziej wzrasta ilość towarów przewożonych po torach, w
    konsekwencji koleje są coraz bardziej rentowne. W Polsce działa mechanizm
    przeciwny, wzorowany na USA. Podatki w cenie benzyny poprzez fundusz drogowy
    napędzają budowę autostrad, te z kolei wywołują coś, co w języku specjalistów
    określa się jako ruch wzbudzony i tak dalej, aż do totalnej betonizacji i
    zakorkowania kraju. Nie na darmo narodem, który spędza najwięcej czasu w
    samochodzie są Amerykanie. Niektóre wyliczenia pokazują, że czas stracony w ten
    sposób w USA pokrywa się z brakującymi Amerykanom kilkoma tygodniami urlopu
    rocznie w porównaniu do cywilizowanych krajów europejskich.

    Szwajcarzy zadbali o to, by zarówno cele jak i działanie całego mechanizmu
    zostały jasno określone w ustawach. Dlatego w części tymczasowej konstytucji, w
    artykule 196 zapisano, że „Dla sfinansowania najważniejszych programów
    kolejowych, Rząd federalny ma prawo:
    A. Użyć całych wpływów z opłat za pojazdy ciężarowe aż do momentu, kiedy
    wprowadzone zostaną opłaty uzależnione od mocy silnika i zużycia paliwa według
    artykułu 85 i może w tym celu je zwiększyć o 100% lub więcej
    B. Użyć nie więcej niż dwie trzecie podatku, o którym mowa w artykule 85
    C. Użyć podatków na paliwa określonych w artykule 86 na pokrycie 25% kosztów
    nowych połączeń transalpejskich”.
    Jeszcze bardziej jednoznacznie działanie całego mechanizmu określa ustawa
    federalna z 19 grudnia 1997:
    „Pobieranie opłat od przewozu samochodami ciężarowymi ma na celu pokrycie
    długofalowych kosztów infrastruktury i kosztów ponoszonych przez społeczności
    lokalne w wyniku ruchu pojazdów w takim zakresie, w jakim takie koszty nie są
    wyrównywane przez inne świadczenia i opłaty. Wprowadzenie tej opłaty ma również
    na celu pomoc w poprawie ramowych warunków dla kolei na rynku transportowym
    oraz skierowanie większej ilości towarów na kolej”.

    Opłaty, o których mowa, wprowadzono od 1 stycznia 2001 r. dla wszystkich
    ciężarówek o wadze powyżej 3,5 tony. Początkowo wynosiły one ok. 36 euro za 100
    kilometrów. Od 1 stycznia 2005 r. opłaty te wzrosły o 50%, a planuje się, że w
    2008 roku 40-tonowy tir za przejechanie 300 km będzie płacić 225 euro.
    Pieniądze z tego tytułu przeznaczone są w 2/3 na modernizację infrastruktury
    kolejowej (800 milionów franków rocznie) oraz na rozwój transportu
    kombinowanego (ok. 200 milionów franków rocznie), natomiast 1/3 zostaje użyta
    na poprawę stanu dróg lokalnych. Dla porównania, w Polsce na program „Tiry na
    tory” w 2007 roku planuje się przeznaczyć 50 milionów złotych, tj. około 20
    milionów franków szwajcarskich.

    W Szwajcarii od momentu wprowadzenia opłat ilość ciężarówek przejeżdżających
    przez Alpy zmniejszyła się o 10%, choć przedtem rosła z roku na rok. Wyraźnie
    wzrósł także udział transportu kombinowanego w c
  • www.zieloni-bialystok.w.pl 20.05.07, 21:18

    W Szwajcarii od momentu wprowadzenia opłat ilość ciężarówek przejeżdżających
    przez Alpy zmniejszyła się o 10%, choć przedtem rosła z roku na rok. Wyraźnie
    wzrósł także udział transportu kombinowanego w całości przewozów oraz w
    liczbach bezwzględnych.
    Unia Europejska, która w poprzednich latach wywierała naciski na złagodzenie
    szwajcarskich przepisów, sama w końcu uznała słuszność tego kierunku działań,
    co znalazło wyraz w przyjętej w ubiegłym roku dyrektywie o eurowinietach.
    Zezwala ona poszczególnym krajom na wprowadzenie dla tirów opłat pokrywających
    w całości koszty zewnętrzne transportu drogowego. W Polsce, według oficjalnych
    dokumentów ministerstwa transportu, koszty te stanowią około 10% PKB, inne
    badania mówią o 14%. W styczniu 2007 r. brytyjski minister odpowiedzialny za
    transport przyjechał do Szwajcarii, by – jak powiedział – uczyć się na dobrych
    doświadczeniach konfederacji. A może by tak pojechali tam minister Polaczek i
    premier Kaczyński?

    Ten ostatni niestety często utożsamia rozwój cywilizacyjny z budową autostrad.
    Takie stwierdzenia znalazły się nawet w jego exposé. Jednak o prawdziwym
    dystansie cywilizacyjnym i kulturowym, który dzieli Polskę od Szwajcarii,
    świadczy sposób, w jaki Moritz Leuenberger, były szef szwajcarskiego
    departamentu ds. środowiska, transportu, energii i komunikacji, a potem
    prezydent tego kraju, wypowiada się o stowarzyszeniu obywatelskim Alpen-
    Initiative, które od lat walczy o bardziej proekologiczna politykę transportową:

    „Stowarzyszenie Alpen-Initiative przysparza ciągłych zmartwień kreatorom
    szwajcarskiej polityki transportowej. Wytrwale popędza nas do pracy, aby nikt
    nie zapominał o nakazie przenoszenia tranzytu na szyny oraz aby przełom
    zapoczątkowany w 1994 roku przez stowarzyszenie nie stracił na aktualności.
    Cierń wbity prosto w politykę transportową tkwi i bezustannie daje o sobie
    znać. Czasem pojawia się »zakażenie«, gdy Alpen-Initiative nie chce
    zaakceptować pierwszych owoców naszej polityki i rzuca je lekceważąco na
    pożarcie przeciwnikom reformy transportu. Zwiększenie udziału transportu
    kolejowego w przewozie towarów pokazuje, że promowane przez stowarzyszenie idee
    zyskują na znaczeniu. Stowarzyszenie nie przestaje przypominać nam o swoim
    cierniu, byśmy w odpowiednim czasie mogli zbierać plony swoich decyzji. Bez
    tego ciągłego nacisku z ich strony pewnie nigdy nie przekonalibyśmy się o
    zaletach transportu kombinowanego”.

    Jakże różnią się te eleganckie, pełne skromności i kurtuazji słowa najwyższego
    krajowego urzędnika od uprawianego przez Jarosława Kaczyńskiego i jego
    ministrów sugerowania obrońcom przyrody niskich pobudek, opowieści
    o „skansenie”, na jaki rzekomo skazuje nasz kraj program Natura 2000, wiary w
    rozwój przez asfaltowanie, w spisek Unii Europejskiej, demagogicznych oskarżeń
    o ochronę przyrody kosztem ludzi, nie mówiąc o nakazie policyjnej inwigilacji
    obywatelskich stowarzyszeń chroniących przyrodę. Uprawiane przez polskie władze
    i urzędników Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad szczucie lokalnej
    społeczności na obrońców przyrody też mogłoby w Szwajcarii wywołać nie tylko
    niesmak, ale i oburzenie. Tiry nie biorą się przecież w Augustowie z nieba, ale
    z konkretnej polityki transportowej.

    Warto jednak pamiętać, że w Szwajcarii dobrze widziane jest, gdy prezydent
    dojeżdża do pracy transportem zbiorowym i płaci za to z prywatnej kieszeni.
    Gdyby powstał cień podejrzenia, że tamtejszy minister środowiska ustalał trasę
    autostrady w zależności od położenia własnej posiadłości, to prawdopodobnie
    otrzymałby on dożywotni zakaz zbliżania się do urzędów publicznych. Choć gwoli
    historycznej ścisłości trzeba w tym miejscu dodać, iż w początku lat 80-tych
    miał miejsce w Szwajcarii szeroko komentowany przypadek, gdy budowę trasy
    komunikacyjnej przesunięto na życzenie prywatnego właściciela. Zrobiono to
    jednak za jego prywatne pieniądze i nie kosztem sąsiadów czy środowiska.
    Chodziło o szwajcarską posiadłość zairskiego dyktatora Mobutu Sese Seko...

    Nie wiem, czy w Polsce dojdzie do takiego referendum jak w Szwajcarii. Z uwagi
    na inną tradycję polityczną bardziej uzasadnione byłoby chyba oczekiwanie
    takich działań od polskich władz. Z moich, także krakowskich, obserwacji wynika
    jednak, że jak dotąd, gdy chodzi o ochronę przyrody, to najbardziej skutecznym
    w polskich realiach środkiem jest budowanie na granicy obszarów chronionych
    willi znanych polityków i biznesmenów. Jednak tylko takich, których już nikt
    nie przeskoczy i to na kilka pokoleń naprzód. Bo chociaż rozwój to fajna rzecz,
    ale najlepiej u innych, podczas gdy samemu najmilej żyje się w – jak to
    pogardliwie mówią polscy światowcy-rozwojowcy – „skansenie”. Może dzięki temu
    nie zabuduje się w Krakowie Lasku Wolskiego czy nie zbuduje willi na samym
    szczycie Kopca Kościuszki. Jednak takich problemów jak ten w Augustowie to nie
    rozwiąże. Bo skansen skansenowi nierówny, a różnica między Polską a Szwajcarią
    polega na tym, że tam trzeźwe, pozbawione kompleksów i megalomanii myślenie ma
    miejsce w skali kraju, podczas gdy w Polsce horyzont intelektualno-emocjonalny
    obecnych elit, ale i kształtowanej przez kiepskie media opinii publicznej,
    wyznacza płot własnego ogrodu, posada szwagra i parę gazetowych mądrości w
    głowie, w rodzaju tej, że „autostrady muszą być”, jak uzasadniała kiedyś swój
    kuriozalny wyrok pani sędzia z NSA. I tylko pech sprawił, że nad Rospudą, jak
    to na bagnach bywa, jest dużo komarów, więc prominenci rezydencje mają gdzie
    indziej. Olaf Swolkień

    --
    www.zieloni.w.pl www.zieloni-bialystok.w.pl www.abc-ekologii.w.pl www.slawni-wegetarianie.w.pl www.wojna-o-rope.w.pl
    www.bialostocki-deptak.w.pl www.zasciankowosc.w.pl www.hipermarkety.w.pl
  • www.zieloni-bialystok.w.pl 20.05.07, 21:20
    Rail Baltica lepsza od obwodnicy
    www.obywatel.org.pl/index.php?name=News&file=article&sid=7254
    Dodano: niedziela, 25 lutego 2007 - 16:03
    Nad doliną Rospudy walka w obronie polskiej przyrody przed polskim
    barbarzyństwem i bezmyślnością nabiera rumieńców. (...) Parę dni temu oglądałem
    reportaż w telewizji Trwam pod dumnym tytułem: „Po stronie prawdy”. Dochodzenie
    do prawdy według tej ponoć jedynej polskiej i katolickiej stacji wyglądało
    mniej więcej tak. Najpierw dano 5 minut na wypowiedzenie swoich racji na filmie
    obrońcom przyrody, potem przez 55 minut trwał zmasowany atak przedstawicieli
    lokalnej administracji i lokalnej społeczności. Znany mi skądinąd Wojciech
    Baturo głosił nawet, że te zdjęcia co to je pokazują w „Gazecie Wyborczej” to
    wielka lipa, bo są robione z lotu ptaka i żeby je zrobić trzeba latać
    helikopterem, a jak się lata to dopiero się szkodzi przyrodzie, a tak naprawdę
    to takich widoków tam nie ma.

    W czasie trwania reportażu prowadzący ojciec Piotr co chwila mówił, że jak my
    tu teraz rozmawiamy, to za naszymi plecami trwa intensywny ruch tirów i ludzie
    cały czas cierpią. I rzeczywiście, co pewien czas kamera pokazywała, jak
    przechodnie polskim zwyczajem podbiegają na przejściu przy sławnym rondzie i
    slalomem wymijają ciężarówki, które nawet nie raczą się zatrzymać. Co ciekawe,
    nie wywołało to wśród prowadzących ten program nasuwającego się od razu
    pytania, dlaczego na tym przejściu nie ma świateł czy choćby policji. Nikt z
    poszukiwaczy prawdy spod znaku telewizji Trwam nie wpadł też na pomysł, żeby
    zastanowić się, dlaczego wśród polskich ofiar wypadków drogowych piesi i
    rowerzyści stanowią 43%, a w całej Unii Europejskiej średnia wynosi 23%.
    Dlaczego te same ciężarówki notorycznie i bezkarnie łamią wszelkie przepisy w
    Polsce, a gdy tylko przekroczą granicę litewską, to jadą zgodnie z przepisami i
    o 30 kilometrów na godzinę wolniej. Dlaczego w niezależnych badaniach jesteśmy
    wymieniani jako kraj, gdzie skuteczność działania policji drogowej jest
    najniższa na kontynencie. Natomiast mówił o tym przekonująco jeden z
    uczestników krakowskiej manifestacji, częsty bywalec tamtych rejonów. Otóż po
    polskiej stronie granicy policji niemal nie uświadczysz, a jak już jest, to
    zamiast mandatu wystarczy dać około 100 złotych łapówki. Natomiast gdy minął
    granicę litewską i jadąc pustą szosą w nocy, wśród lasów przekroczył szybkość o
    10 kilometrów, to jak spod ziemi wyłonili się policjanci litewscy. Pytani, po
    co stoją przy takim małym ruchu, w nocy i na pustej szosie, odpowiedzieli, że
    po to, aby łapać i karać mandatami takich jak on.

    Na internetowej stronie „Tiry na tory” jej autorzy skrupulatnie zbierają opisy
    wypadków powodowanych przez tiry i protestów mieszkańców przeciw... No właśnie,
    niemal połowa z nich jest przeciw budowie obwodnic, które z reguły oznaczają to
    samo, co w Krakowie – po krótkim okresie ulgi ruch jest na starej drodze taki,
    jaki był, a oprócz tego kolejne osiedla pokryte są betonem, hałasem, spalinami.
    I to właśnie mieszkańcy tych dzielnic czy małych miejscowości, gdzie dotychczas
    było cicho, protestują przeciwko wyrzucaniu śmieci, czyli efektów złej polityki
    transportowej, za kolejny podmiejski płot.

    Charakterystyczny jest tu przykład moich rodzinnych Gliwic, gdzie problemy
    podobne do tych z jakimi boryka się Augustów miała rozwiązać autostrada A4.
    Oczywiście nie rozwiązała, tiry jak jeździły przez centrum miasta, tak jeżdżą,
    mieszkańcy nadal protestują, i jak to zwykle w Polsce wszyscy są bezradni.
    Natomiast władze miasta chcą przeciąć centrum kolejną drogą szybkiego ruchu, bo
    Unia daje na to pieniądze. To, że obok płynie przypominająca bardziej ściek niż
    rzekę Kłodnica, na której oczyszczenie Unia też dałaby pieniądze, nikogo nie
    interesuje. Nie twierdzę, że nigdzie nie trzeba budować obwodnic, czasem,
    zwłaszcza w małych miejscowościach, są one konieczne, ale wcale nie zawsze
    budowa obwodnicy oznacza jakąś radykalną poprawę sytuacji na dawnej trasie.

    Na budowę obwodnicy Augustowa zaplanowano jak dotąd pół miliarda złotych, choć
    inne oferty były o kilkaset milionów droższe, ale przecież nikt nie ma
    wątpliwości, że jeżeli potentat, który wygrał przetarg będzie w czasie budowy
    mieć kłopoty, to państwo, czyli podatnicy dołożą. Na pierwszy w Polsce
    program „Tiry na tory” w skali całego kraju przeznaczono w tym roku 50 milionów
    złotych, czyli 1/10 tego, co na obwodnicę jednego miasteczka. W najnowszym
    tygodniku „Przegląd” można tymczasem przeczytać, że budowa trasy kolejowej Rail
    Baltica od Białegostoku do Kowna kosztowałaby około 2,2 miliardów złotych, ale
    Unia mogłaby sfinansować do 85% całości, bo od lat to właśnie Rail Baltica jest
    zapisana jako jeden z unijnych priorytetów. A zatem na polskiego i litewskiego
    podatnika łącznie przypadłoby z tej sumy 15%, a więc zaledwie 330 milionów.
    Krótko mówiąc, to, co rozwiązałoby problem nie dwóch miast, ale całej trasy i
    nie zniszczyłoby przyrody, jest tańsze niż budowa jednej obwodnicy przez
    najcenniejsze przyrodniczo miejsca, nie mówiąc o karach, jakie raczej na pewno
    nałoży na polskich podatników Unia. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że Rail
    Baltica mogłaby zostać zbudowana szybciej, nie mówiąc o innych korzyściach, jak
    choćby ta, że z Warszawy do Wilna jeździlibyśmy w 3 godziny.

    Oczywiście powie ktoś, że nie można zagwarantować, iż kierowcy tirów zechcą
    wozić ładunki platformami kolejowymi. Otóż można. Uchwalona w 2006 r. dyrektywa
    Unii Europejskiej upoważnia już dzisiaj do nakładania na towarowy transport
    drogowy takich opłat, które pokrywają 100% kosztów zewnętrznych. Tymczasem
    według raportu Unii Europejskiej TERM 2005 (EEA Report No 3/2006 European
    Environment Agency, str. 31 i 52) Polska jest pod względem włączania kosztów
    zewnętrznych do opłat za benzynę i korzystanie z dróg przez tiry ostatnia w
    Europie (mogłyby one wzrosnąć o około 300%). Jest natomiast na drugim miejscu
    jeśli chodzi o wysokość stawek ze transport kolejowy. I tylko ktoś, kto wierzy,
    w teorię małego Jasia, że na tym świecie wszystko dzieje się przez przypadek,
    może twierdzić, że wpływy lobby autostradowego to spiskowa teoria dziejów. Poza
    tym jest jeszcze prawo i środki administracyjne, jest – a może raczej kiedyś
    będzie – polska policja z prawdziwego zdarzenia, nie biorąca łapówek, ale
    dająca mandaty. (...)

    Protestujących wspierają potężne media, jest za nimi Komisja Europejska i spora
    część krajowej opinii publicznej, zmiany klimatyczne zaczynają być widoczne
    nawet dla tych, którzy nie wychodzą z klimatyzowanych wnętrz, dlatego szkoda by
    było, gdyby cała ta spora mobilizacja i poświęcenie nie zostały zmienione w
    jakiś sukces bardziej długofalowy.
    Paradoksalnie, jestem przekonany, że gdyby rozwiązywanie problemu zacząć od
    Rail Baltica i zmiany stawek dla różnych rodzajów transportu w całej Polsce
    oraz programu doraźnych działań, takich jak choćby światła i kładki dla
    pieszych czy paru uczciwych policjantów w newralgicznych punktach miasta, to
    mieszkańcy Augustowa odczuliby ulgę szybciej niż w przypadku obwodnicy. W
    dodatku mieliby nadal w okolicy coś pięknego, czego nie ma już nigdzie indziej
    i czego wartość będzie rosła, a przede wszystkim zasłynęliby w Polsce jako ci,
    którzy pierwsi odważyli się być rozumni. A jeżeli Jarosław Kaczyński szczerze
    uważa, że lokalna społeczność ma prawo decydować w sprawach dotyczących
    finansów całej Polski, to można by zaproponować lokalne referendum nad zakazem
    tranzytu ciężarówek przez to miasto i przymus ładowania ich na platformy
    kolejowe. Albo na temat zamknięcia dla tirów przejścia w Budzisku. I niech to
    będzie referendum tylko na Podlasiu albo nawet w samym Augustowie. Jestem za.

    Wi
  • www.zieloni-bialystok.w.pl 20.05.07, 21:21

    Wiem, że to rozwiązanie trudniejsze do przeprowadzenia – trudniejsze, bo lobby
    autostradowe naprawdę istnieje, a na budowę autostrad wydaje się w Polsce co
    roku około 10 miliardów złotych, a jeśli się wydaje, to ktoś ten podarunek z
    budżetu dostaje i z niego nieźle żyje. Ale by nawiązać do klasyka – nie można
    zmienić warunków i politycznych realiów bez konsekwentnego demaskowania iluzji,
    które je chronią. Tiry i polityka transportowa nie są jakimś prawem natury,
    niczym przypływ morza czy pory roku. Są tą częścią rzeczywistości, która zależy
    od ludzi. Paradoksalnie, także dlatego trudno jest ją zmienić, bo ludzie mają
    interesy. (...)

    --
    www.zieloni.w.pl www.zieloni-bialystok.w.pl www.abc-ekologii.w.pl www.slawni-wegetarianie.w.pl www.wojna-o-rope.w.pl
    www.bialostocki-deptak.w.pl www.zasciankowosc.w.pl www.hipermarkety.w.pl
  • Gość: bromden IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.07, 21:21
    o psiakrew cisza wyborcza skończyła się zielona breja rozlewa się znów.na tory.
    na tory!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka