Dodaj do ulubionych

Chcą zlikwidować Warsztaty Terapii Zajęciowej

IP: *.koba.pl 19.06.07, 20:31
Dla 22 niepełnosprawnych osób to drugi dom, dla Starostwa Powiatowego w Białymstoku, najwyraźniej zbędny balast. Chodzi o warsztaty terapii zajęciowej w Ogrodniczkach. Od września przestaną istnieć - tak zdecydowało starostwo. Nie chce dać pieniędzy na działalność warsztatów, za to już dało wypowiedzenia pracownikom.

Czarek przyjeżdża na warsztaty od dwunastu lat. Nauczył się tu malować. Uwielbia to. Ania potrafi utkać prawdziwe cuda. Nauczyła ją tego jej terapeutka - tu na warsztatach. Krzysztof może tu ćwiczyć i dzięki temu może się poruszać - chociaż o kulach.

Jak powiedział Mirosław Rodzik, kierownik warsztatów terapii zajęciowej w Ogrodniczkach - Z dniem pierwszego września zakład zostanie zlikwidowany. Wszyscy pracownicy już dostali wypowiedzenia. Tak zdecydowało Starostwo Powiatowe w Białymstoku. Chodzi o pieniądze. 95 procent kosztów funkcjonowania warsztatów pokrywa Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Pięć procent - zgodnie z ustawą - samorząd. Ogrodniczki - to powiat białostocki. Tyle, że zarząd powiatu, choć w statucie ma obowiązek pomagać niepełnosprawnych, pieniędzy na warsztaty dać nie chce.

Jak mówi Elżbieta Turczewska ze Starostwa Powiatowego w Białymstoku - To dofinansowanie powinno być ze strony samorządu terytorialnego lub innych źródeł. Więc nie ma wskazania, że musi to być powiat.

Zarząd powiatu zasłania się niejasnością przepisów. Te same przepisy są jasne i nie budzą żadnych wątpliwości w Urzędzie Miejskim Białegostoku. Na warsztaty w Ogrodniczkach przyjeżdża czternaście osób z miasta i miasto chce dać pieniądze. Jak zapewnia Urszula Sienkiewicz, rzecznik prezydenta Białegostoku - Są zarezerwowane pieniądze ze strony miasta. My chcemy pokrywać koszty pobytu mieszkańców z terenu miasta. Jeśli warsztaty będą istniały, to miasto będzie je wspierać finansowo.

Starostwo musiałby zapłacić niecałe 6 tysięcy złotych rocznie. To w budżecie powiatu śmieszna kwota. A decyduje o losie dwudziestu dwóch niepełnosprawnych osób. Gdy warsztaty w Ogrodniczkach przestaną istnieć, dla podopiecznych nie będzie miejsca w innych placówkach. Wszystkie są przepełnione. Do wszystkich są długie kolejki.

Starostwo Powiatowe w Białymstoku zaoszczędzi kilka tysięcy złotych, a zniszczy życie 22 osób. Zniszczy, bo zamknie tych ludzi w czterech ścianach domu, odbierze im radość życia. To coś więcej niż tylko brak dobrej woli.

oto link z materiałem filmowym z Obiektywu [ ww6.tvp.pl/video/2007/06/19/126567/film.asf ]
Obserwuj wątek
    • Gość: messa Re: Chcą zlikwidować Warsztaty Terapii Zajęciowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.06.07, 10:02
      wina lezy po stronie powiatu. Pusz nad wszystkim nie panuje. Dobiera sobie
      młodych zastepców. Wpierw wicestarosta był D. Raczkowski - człowiek PO, który
      nie widział nic złego , żeby robić sobie kampanię wyborczą , wykorzystując
      pełniony urząd. Póxniej tłumaczyli go, że młody, że nie wiedział... Ale
      Raczkowski to jeszcze inteligent w porównaniu z aktualnym Wicestarostą- Adamem
      Kamińskim. Pamiętam jego zażartą debatę nad strategią rozwoju woj. o wypalił
      zarzut , że dokumument zawiera KILKA priorytetów. I jak to możeliwe, zapytywał,
      przecież priorytet może być tylko jednen. Wytłumaczył mu Ciszewski D. na czym te
      prioryrty polegają. W ten sposób konstruuje się WSZYSTKIE dok. UE dotyczące
      funduszy strukturalnych. Ale p. Kamiński o tym nie wie... choć zajmował sie tym
      w PARPIE. Zeby dodac samczku kiedyś mówiło się na mieście, ze jego zona była
      zmuszona zmianić mijsce pracy w Urzędzie
      Marszałkowkim (ALE NIE PRACE!!) po tym jak przyłapano ja na robieniu swojemu
      mężowi ulotek z wykorzystaniem ksera w kancelarii marszałka...
          • Gość: Adam Kamiński Re: Chcą zlikwidować Warsztaty Terapii Zajęciowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.07, 15:56
            To nie prawda. To uproszczenie.
            Nikt nie pisze ze Powiat znalazl pieniadze na warsztaty w Czarnej Białostockiej.
            finansuje mieszkancow powiatu w warsztatach w gminie Sokoły, miescie Białystok.
            I to o wiele wiecej bo ponad 30 000.
            W ogrodniczkach działa stowarzyszenie ktore jest zaresjestrowane jako
            przedsiebiorstwo nastawione na zysk.
            Dlatego nie moze byc finansowane.
            Media znacznie upraszczaja problem a swiat nie jest czarno-biały jak to pokazała
            TVB.
                    • Gość: Gupik Re: Chcą zlikwidować Warsztaty Terapii Zajęciowej IP: *.koba.pl 29.06.07, 16:17
                      a oto artykuł z dzisiejszczego Kuriera Porannego.

                      Starostwo zamyka życie
                      Tyle także rocznie starostwo musi wydać na warsztaty terapii zajęciowej w Ogrodniczkach, żeby mogły istnieć.


                      Podopieczni warsztatów nie mają wątpliwości, że brak pieniędzy na ich działalność to efekt złej woli. Wczoraj protestowali w starostwie (Fot. Wojciech Oksztol)

                      Ale nie chce, mimo tego, że to miejsce to drugi dom i szansa na normalne życie dla ponad dwudziestu chorych osób.

                      Wlesie w podbiałostockich Ogrodniczkach jest dom, jakich wiele, ale ten jest niezwykły.

                      W tym domu codziennie rano dwadzieścia dwie niepełnosprawne osoby uczą się, jak żyć, myśleć, gotować, sprzątać, czytać, pisać, mimo tego, że już dawno przekroczyły wiek szkolny. W tym domu mają szansę na rozmowę i bycie wśród podobnych im ludzi. Ale już niedługo, bo od 1 września warsztaty terapii zajęciowej mogą przestać istnieć. Los ich wychowanków i podopiecznych jest tym gorszy, że podobne ośrodki w naszym regionie nie mają żadnych miejsc.

                      Zostanie tylko wirtualny świat

                      - Jak zamkną warsztaty, to znów zostaną mi tylko cztery ściany - martwi się 27-letni Adam. - No i jeszcze komputer, ale co to za kontakt z drugim człowiekiem... Tylko wirtualny. To nie to samo, co w cztery oczy.

                      Adam w Ogrodniczkach jest od samego początku, czyli od dwunastu lat. Ma niedowład i rąk, i nóg. Porusza się na wózku, ale jest w stanie podnieść rękę do pulpitu biurka, gdzie jest myszka i klawiatura komputera. A na komputerach zna się jak mało kto. Projektuje nawet własne strony internetowe, robi zaproszenia, grafiki. Większości rzeczy, które teraz umie, nauczył się na warsztatach, później zainteresowania rozwijał jeszcze w domu. Teraz jest mistrzem. Wprawdzie komputer musi pomóc włączyć mu Marcin, ale i on na tym skorzystał.

                      - To też nasz wychowanek. Obaj razem pracują. Adam pomaga rozwijać się Marcinowi informatycznie, Marcin Adamowi społecznie - podkreśla Ewa Mierzejewska, terapeuta zajęciowy.

                      Zamknięciem warsztatów martwi się także Diana. Ma połowiczne porażenie ciała. Kiedy trafiła do Ogrodniczek kilka lat temu, była nieśmiała, nikomu nie ufała, z nikim nie chciała rozmawiać. Kiedy rodzice zostawiali ją po raz pierwszy, bardzo płakała. Teraz już się nie boi, bo dzięki terapii otworzyła się, zaczęła rozmawiać. Teraz radzi sobie świetnie, także w kontaktach z obcymi. Łatwiej nawiązuje rozmowę, wchodzi w relacje z innymi. Nawet nie wstydzi się już tańczyć z chłopcami z innych warsztatów, a tancerką jest świetną.

                      Diana także kocha wyjazdy i biwaki, które organizują razem z przyjaciółmi z warsztatów.

                      - Tęskniłabym za tym wszystkim. Smutno byłoby mi znów samej w domu zostać - trochę nieśmiało zwierza się Diana.

                      Artyzm chwili...

                      Trzydziestosiedmioletni Maciek mógłby być drwalem, bo i posturę ma jak przystało na prawdziwego drwala.

                      Niestety, ma niedowład kończyn i siekiery nie dałby rady utrzymać. Świetnie za to trzyma pędzel i nożyk, którym wycina misterne witraże.

                      - To nasz prawdziwy artysta. Naprawdę ma ogromną wyobraźnię i talent - podkreśla Ewa Mierzejewska, pokazując nam prace Maćka. Są imponujące. Witraże, abstrakcje, obrazy olejne na dużych płótnach. Jeśli jednak zamkną warsztaty, Maciek nie będzie miał gdzie malować, wystawiać swoich prac, wygrywać konkursów malarskich.

                      Swojego talentu nie rozwinie także Krzysiek. Skończył specjalną szkołę średnią i ma fach w ręku. Jest pracownikiem administracyjno-biurowym, ale pracy żadnej nie dostał. Chodzi o kulach, a jeszcze niedawno poruszał się wyłącznie na wózku. W Ogrodniczkach znów nauczył się cieszyć życiem i odbił się od dna samotności. Podoba mu się wszystko: przedstawienia, w których gra, malowanie, tkactwo. I co najdziwniejsze, we wszystkim jest bardzo dobry.

                      - Najfajniejsze jest jednak to, że mogę tu być ze wszystkimi, a nie sam w domu. Tutaj razem chodzimy na wycieczki, do teatru, na wystawy. To daje nam przyjemność - mówi Krzysiek.

                      ...i proza życia

                      Ale wiele osób nie przyjeżdża na warsztaty terapii zajęciowej dla przyjemności. Dla nich to konieczność. Tu uczą się codziennych czynności: jak zrobić zakupy, przygotować posiłek, utrzymać czystość. Tu także czytają i liczą, aby w ogóle nie zapomnieć, jak to się robi.

                      - To chyba najważniejsze, co możemy dla nich zrobić. Możemy próbować ich uspołeczniać, uczyć umiejętności bycia w środowisku ludzi zdrowych - wyjaśnia Ewa Mierzejewska. - Tu mogą się nauczyć także współdziałania.

                      Pracownia życia codziennego w Ogrodniczkach jest niewielka. Ale mieści się tu mały aneks kuchenny, można nakryć do stołu (najczęściej własnoręcznie przygotowanymi serwetami i obrusami), zaparzyć kawę. Potem trzeba posprzątać. A jeszcze później wyjść na zakupy czy do kawiarni, a nawet przejechać się autobusem.

                      - Te wszystkie czynności sprawiają naszym podopiecznym duży problem. Ale dzięki terapii wiedzą, jak zachować się w tych sytuacjach, jak się ubrać, jak rozmawiać - dodaje Ewa Mierzejewska. - W końcu będą mogli zrobić to samodzielnie, bez naszej pomocy.

                      reklama



                      Jeśli starosta białostocki nie przekaże pieniędzy warsztatom terapii zajęciowej w Ogrodniczkach, to Kurier Poranny zbierze je wśróddziennikarzy i Czytelników.

                      Liczy się kasa, nie ludzie

                      Ale już niedługo w Ogrodniczkach może nie być żadnej terapii i żadnych wyjść do kawiarni. Starostwo powiatowe zdecydowało, że w tym roku nie przekaże pieniędzy na utrzymanie ośrodka.

                      - To dla nas niepojęte. Dziewięćdziesiąt pięć procent naszego utrzymania pokrywa Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Samorząd musi jedynie dołożyć pięć procent - denerwuje się Mirosław Rodzik, kierownik warsztatów terapii zajęciowej w Ogrodniczkach.

                      Kwota, jaką musi dopłacić samorząd, to 15,5 tysiąca złotych. Ale większość musi zapłacić białostocki magistrat, bo z pomocy warsztatów korzysta aż czternaście osób z miasta. Pieniądze na ten cel są już zapisane w miejskim budżecie.

                      Pozostali podopieczni ośrodka mieszkają na terenie powiatu białostockiego i to on musi zapłacić za nich dokładnie 5,684 tysiąca złotych za cały rok. Ale nie chce, bo szuka oszczędności. Poza tym w starostwie mają wątpliwości, czy to jednostka właściwa, aby udzielać takiej pomocy.

                      - Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, poszukalibyśmy sponsora. Teraz naprędce jest to trudne - przyznaje Mirosław Rodzik. - Chociaż wierzę, że się uda.

                      Rodziny osób, które korzystają z pomocy warsztatów terapii zajęciowej, zebrały ponad tysiąc podpisów pod protestem do władz powiatu. Z ministerstwa pracy i polityki społecznej we wtorek przyszło pismo, że starostwo nie ma podstaw prawnych, aby dofinansowania nie udzielić. Ale ze starostwa nikt nie pofatygował się, aby zobaczyć, jak wygląda ośrodek. Był tylko jeden radny powiatu, pokiwał głową, powiedział, że ładnie tutaj. Ale co z tego, jak przyjechał już po decyzji, która odebrała możliwość funkcjonowania?

                      Starostwo: Mamy czas

                      W czwartek znów spotkały się władze powiatu. Tym razem starosta i radni razem, na sesji. Przekazano im podpisy i petycje w sprawie warsztatów.

                      - Ta sprawa, to nie jest problem podatku VAT, a sprawa osób niepełnosprawnych. Gdyby ktoś z członków zarządu miał niepełnosprawną osobę u siebie w rodzinie, inaczej by postępował - denerwowali się krewni podopiecznych warsztatów.

                      Starosta jednak był niewzruszony.

                      - Przyczyną zamieszania jest niespójność przepisów. Warsztaty są zarejestrowane jako podmiot prowadzący działalność gospodarczą.Jeśli się wyrejestrują, problem zniknie - mówi Wiesław Pusz, starosta białostocki.

                      Nie jest to proste, bo warsztaty musiałby zmienić statut. A to trochę potrwa. Dla starostwa opinia ministra pracy się nie liczy.

                      - Wysłaliśmy zapytanie do ministra finansów. Jeśli odpowie nam, że możemy przekazać pieniądze, to je przekażemy - dodaje Pusz. - Mamy jeszcze czas, aby rozwiązać ten problem.

                      Na tę odpowiedź z niepokojem czekają nie tylko podopieczni, czy ich rodziny. Czekają pracownicy, którzy już dostali wypowiedzenia. I wszyscy nie wiedzą, c
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka