Re: jak przerobić wodę w mózgu na wino mszalne
Autor:
edico
17.07.07, 14:56
Tam, gdzie zaczyna się religijny fanatyzm, tam się kończy człowiek. Przypomina
mi to drabinę Dawida do nieba, którą z takim nawiedzeniem próbujesz wcielać w
życie przy pomocy wszczepionej po katolicku tradycyjnej cywilizacji religijnej.
Proponuję zwrócić uwagę na możliwość istnienia Boga technologicznego korzystając
z zastosowania nanorurek, jako super wytrzymałych elementów, z których można by
skonstruować linę, po której poruszałaby się winda do stacjonarnego obiektu
zawieszonego nad powierzchnią Ziemi.
Szansa na zrealizowanie nowej wizji budowy drogi do Boga jest praktycznie na
takim samym poziomie, jak niebywałe odkrycie naukowe Rutilio Benicasa.
W roku 1556 obliczył, że długość czyśćca wynosi 15750 mil, a szerokość 5011. Ta
katolicka pakamera nieba znajduje się w odległości 505 i pół mili od ziemi. Z
kolei benedyktyn, Alberano Desiderio, obliczył w roku 1705, że od stworzenia
świata, w niebie znalazło się 111.111.111.000 dusz ludzkich. Na skutek buntu
Lucyfera, ubyła trzecia część, czyli 37.037.037.000. Jego zdaniem, po rewolcie
pozostało w niebie 74.074.074.000. Nie biorę odpowiedzialności, czy te dane są
prawdziwe, bowiem obaj matematycy nie informują na jakiej podstawie dokonali
swoich wyliczeń, no, ale skoro tak podają - jak zawsze wiarygodne - źródła
kościelne... :o))
Podobną praktykę oddania religijnego wdrożył w życie w kościele Sant Eusebio
duchowny ojciec Franco, który osobiście błogosławił rzesze kotów i psów, ale
także żółwie, kanarki i złote rybki. Kurczaki, krowy i osły, których obecność
tak fascynowała niemieckiego filozofa Goethego (1749-1832) za jego czasów a
obecnie tak przecież rzadko pojawiających się na mszach.
Już nie pytam się, jak to się ma do legend spisywanych i interpretowanych na
różny sposób przez ewangelistów czy oświadczeń Watykanu o tym, że zwierzęta nie
posiadają duszy.
Proponuję najpierw zapoznać się z fanaberiami własnej religii, zanim zaczniesz
po katolicku uwłaczać komuś innemu w miejsce braku argumentów w dyskusji.
Kogo ośmieszyć czy obnażyć?
Co bym w tej kwestii nie powiedział słów papieża Leon X (1513-1521) nie przebiję:
- "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła".
Jakby w sukurs papieskim słowom przychodzi sam św. Hieronim twierdząc:
- "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo
przyniosło owoce."
Czy ktoś jest w stanie czegoś nauczyć się nie zwracając uwagi na słowa swoich
świętych?
Święty Kościoła, Jan Chryzostom (350-407) pisał: "Nie byłoby już pogan,
gdybyśmy okazali się prawdziwymi chrześcijanami". Uważa, że trudno jest
nawracać pogan, z uwagi na demoralizację w szeregach chrześcijan, pyta się: jak
to robić? - "Wskazywać na cuda? Te już się nie zdarzają. Dawać przykład własnym
życiem? Ależ ono jest całkiem nieobyczajne. Okazywać miłość? Nigdzie nie ma po
niej śladu".
(Homilia do pierwszego listu do Tymoteusza, 10, 3)
--
Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
(Montesquieu)