Jedynym argumentem przemawiającym za łaciną jest mniejsza szansa na świadome lub
nieświadome błędy bądź świadome zafałszowania w tłumaczeniach na języki
narodowe. I to by było na tyle albo aż na tyle.
Ponieważ jednak problem tkwi nie w żadnych językach liturgicznych a błędach i
wypaczeniach, sprawia to nieodparte wrażenie raczej ucieczki w kierunku czarnej
magii niż poważnego podejścia do tej materii. Zwróć np. uwagę na to, że nawet
Biblia 1000lecia nie była wcale tłumaczona z Wulgaty.
Prawdziwa reforma Kościoła to nie żadna zmiana języka ceremonii liturgicznych a
odwrócenie się od błędnych dróg, których katastrofalne skutki są już wręcz
oczywiste. To, że wielu tzw. tradycjonalistów kościelnych wini za to
bezpośrednio Sobór pisząc o kryzysie w Kościele, jaki rzekomo spowodował nie ma
tutaj żadnego znaczenia. Przyczyna leży w moim przekonaniu przede wszystkim w
ogólnym klimacie intelektualnym, który do takich zjawisk doprowadził. Nie bardzo
mogę uwierzyć w to, że wprowadzenie łaciny pozwoli odróżnić nauki płynące z II
Soboru Watykańskiego od ich błędnej interpretacji w praktyce. Jaką bowiem rolę
może spełnić wprowadzenie łaciny do liturgii w krajach Indonezji, Afryki czy
Ameryki, skoro ma ona znaczenie i to głównie kultowe tylko w niektórych kręgach
europejskich?
Nie Sobór, lecz sami ludzie spaczyli sens reform soborowych przekuwając je na
technomsze czy jakieś inne wynalazki w miejsce niezbędnych treści płynących z
tego soboru.
--
Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
(Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.