Dodaj do ulubionych

nowy, europejski porzadek

20.08.08, 17:47
odwiedzmy mikolajki. to takie male miasteczko miedzy orzyszem, a mragowem.
turystyczne. juz od wielu dekad turystyczne. to miejsce co roku magicznie nas
przyciaga, gdyz wiazemy z nim mnostwo milych wspomnien z dziecinstwa,
mlodosci... a pamietamy przeciez goethego werthera, ktory juz w XVIII wieku
stwierdzil, ze powrotu do emocji nie zalatwimy powrotem do miejsca, w ktorym
zamieszkaly one w naszych sercach.
a jednak za kazdym razem jestesmy rozczarowani:
juz na drodze z elku lub pisza nie stoja autostopowicze, w ukcie nie trzeba
uwazac na tradycyjnie spitych w trzy dupy mieszkancow. kiedy zatrzymujemy sie
na siusiu, mozemy promien moczu oddac w wypielegnowany plot, ogradzajacy
piekna posesje jakiegos warszawskiego biznesmena. o drzewko juz trudniej, niz
kiedys.
po dotarciu do mikolajek mozemy sobie wybrac, w ktorym z pieknych i
wypielegnowanych lokali chcemy wypic piwko. w amfiteatrze juz nie wypada.
tylko nie za duzo! juz policjant nie zareaguje na wymowki typu "panie, na
wczasach jestem... no i sie wypilo jedno wiecej".
wyciagamy wedki, idziemy do punktu pzw po pozwolenie. tak, pozwolenie! juz nie
ma, ze sobie przyjechal i lowi!
ze swiezo zakupionym pozwoleniem na wedkowanie (w niektorych jeziorach, bo
wiekszosc to juz lowiska specjalne, chronione itp) idziemy w miejsce, w ktorym
kiedys miedzy piwkami spozywanymi w amfiteatrze ciagalismy wegorze i leszcze.
no wiecie, to miejsce... obok mostu dla pieszych, po drugiej stronie, gdzie
sprzedaja gofry... a tu plot! juz nie ma starego, rozpadajacego sie pomostu,
na ktorym spedzilismy tyle popoludni naszych mlodosci, ba! nawet na dzialke
nie da sie wejsc.
pozniej zajmiemy sie wedkowaniem... na razie mikolajki, skoro juz jetesmy!
restauracja robert's port, restauracja hotelu "na skarpie", a nawet filia
krakowskiej "prohibicji"... coz za piekny wybor! siadamy w jednym z ogrodkow.
nastawiamy uszy, bo zawsze fajnie bylo posluchac historie zeglarzy: "no to my
k... na pagajach popi... do brzego, a tam chlop juz czeka, zeby nam zaj...". a
tu nic. zadnego slowka na k., tylko "holding", "consulting", "partnerzy od
bizu". kurcze, nawet w "financial times" te slowa sie tak czesto nie powtarzaja.
nie dosc, ze nie ma czego posluchac, to jeszcze zaczynam sie czuc jak
flejtuch: jakies krotkie gacie, podkoszulka, slomiany kapelusz. a wokol "D&G",
"Armani", wszystko bielutkie i wyprasowane... co kilka sekund z wielkim hukiem
przejezdza blyszczace bmw m5 lub mercedes amg na warszawskich tablicach. na
niektorych napisane jest "gruby" lub "king1". a nasz samochod nawet nie
umyty... juz przychodzi kelnerka z rachunkiem i robi dziwna mine, kiedy w
portfelu widzi 10- i 20-zlotowki.
ochota wyciagnac z bagaznika gitare, usiasc na chodniku nad jeziorem z
kolegami, grac, pic wino. kiedys wszyscy sie cieszyli, jak gralem. jednak nie
ma dzis nastroju jakos...
dosc tego, jedziemy na wlasna dzialeczke, kupiona kilkanascie lat temu kolo
skorupek! tam bedzie spokoj i mozna byc soba. mijamy wiec wies talty i
jedziemy w strone kanalu. a tu raptem na drodze stoi mercedes. s-klasa!
warszawa... przez tylne drzwi wysiada mezczyzna, ubrany w skorzana kamizelke i
cowboyski kapelusz. "co pan robisz na mojej ziemi?" odpowiedz brzmi: "to jest
droga publiczna, sasiedzie. nie wypada jej blokowac." cowboy na to, ze chce
cos pokazac. otwiera bagaznik i wyciaga plany "widzisz pan, co ja tu buduje?
tu beda apartamenty, tu kompleks hotelowy, a tu wykopuje zatoke na brzegu
taltowiska, na port zeglugi srodladowej!" kurcze, naszej dzialce nie ustalono
warunkow zabudowy, bo nie ma "linii zabudowy", czyli domkow, do ktorych
nalezaloby sie dostosowac architektonicznie. port zeglugi srodladowej...
zatoka... jak u mnie traktorem wyrwie sie troche czciny, to trzeba zaplacic
kare... no nic, trzeba sasiadowi pogratulowac przedsiewziecia i jechac dalej.
nie jest zbyt sympatyczny. "mirek wierzbowski sie nazywam!" raptem mowi cowboy
z mercedesa. "masz tu karton viagary, to taka wodka z guarana, podobno od niej
lepiej staje, rozumiesz! wygralem rozlewnie w karty i nie mam co z tym gownem
robic heheh." za viagare dziekuje, jade dalej. przez kanal i prosto. juz
niedaleko do wlasnego kawalka ziemi. zadnych holdingow, zadnych cowboyow,
sportowych wydechow i ciagary. spokoj. do czasu, az pan mirek postawi kompleks
hotelowy z portem zeglugi srodladowej.
na dzis koniec ucieczki z niegdys cudownych mikolajek...
Edytor zaawansowany
  • zewsi 20.08.08, 20:20
    Uciekaj stamtąd macrow.
    Sprzedaj to panu Mirkowi w kapeluszu, albo Stefanowi w kurtce skórzanej i uciekaj.
    Najlepiej gdzieś pod wschodnią granicę. Tam jeszcze nie dotarła cywilizacja.
    Tam jeszcze można odpocząć.
    --
    Potrafi balansem ciała zwieść niemal dwóch rywali na raz - Tomasz Włodarczyk, Polsat
  • macrow 21.08.08, 16:03
    masz racje... nad supraslanka za wasilkowem tez jest spokojnie - do czasu.
    a potem trzeba jechac dalej na wschod. i tak w dalej, az sie wyladuje w ameryce
    i zacznie sie ucieczka z powrotem :)
  • zewsi 21.08.08, 17:53
    Tak jak w skeczu Tyma. :-) Pamiętasz ten skecz?
    A ja uciekam na odludzie pod białoruską granicę. Tam wciąż można odpocząć.
    --
    Potrafi balansem ciała zwieść niemal dwóch rywali na raz - Tomasz Włodarczyk, Polsat
  • macrow 21.08.08, 18:49
    hmm nie pamietam... masz jakis filmek?
  • zewsi 22.08.08, 14:54
    Oto filmik:
    www.youtube.com/watch?v=XzJ9Phlnx-g
    --
    Potrafi balansem ciała zwieść niemal dwóch rywali na raz - Tomasz
    Włodarczyk, Polsat
  • macrow 22.08.08, 15:54
    pieknie :D
    a my w naszych roz-his-tery-zo-wa-nych umyslach uznajemy, ze "oni" nas gonia! :)
  • ultramontanist1 22.08.08, 19:48
    Na pierwszy, interesujacy, opis zmian w Mikolajkach i na Mazurach
    moglbym jedynie odpowiedziec, ze byl pisany z duza doza nostalgii za
    czasem minionym.
    Poniewaz ow "nowy, europejski porzadek" idzie do nas z Zachodu to
    pewnie nic w tym nie powinno byc dziwnego, ze i jego wydzwiek jest
    niemiecki. Co mam na mysli? Ano, taki wydzwiek jak w starej XIX-sto
    wiecznej piosence niemieckiej: "Ach meine liebe Augustine...".
    Piosenka ta stala sie popularna tez i w Polsce wlasnie jako hymn
    nostalgii przetlumaczona kiedys na: "O moj mily Augustynie, wszystko
    minie, wszystko minie...".
  • macrow 22.08.08, 20:57
    wszystko minie... prawda. jednak kazdy zna to uczucie pt. "piekne mazury, tu
    czas stoi w miejscu".
    wszystko minie... nawet biznes turystyczny w obecnej formie. ordnung jak w
    niemczech - dlaczego nie pojechac do niemiec... za granice? ceny tez takie same.
    mnostwo ludzi, jak we wloszech - dlaczego nie wlochy? ceny takie same.
    i tak dalej...

    mam na mysli, ze klientela lubiaca sie pochwalic zlotymi branzoletkami,
    samochodami i takimi tam rzeczami wczesniej czy pozniej opusci mikolajki. co
    zostanie? rowniez klientela lubiaca sie chwalic... dresem, nieco starszym
    samochodem i japonskim zegarkiem. tyle, ze dlugoterminowe inwestycje wymagaja
    stalych lub rosnacych dochodow. a przywidywana przeze mnie nowa fala "turystow"
    nie bedzie w stanie ich zapewnic.
    zreszta, sam burmistrz mikolajek, pan Jakubowski stwierdza juz brak splat ze
    strony glownego inwestora.
    ci ludzie sami psuja sobie przyszlosc, moim zdaniem. prosta zachlannosc,
    wszystko na sile i bez szacunku. weszli na mazury, zrobili las vegas i sie
    zdziwia, jak ludzie przestana przyjezdzac na mazury, bo na mazurach mazur nie ma.

    tez poza tym ekonomicznym punktem widzenia musze przyznac Ci racje: mija. ludzie
    sa inni - nie zeby starzy sie zmienili. przyjechali inni. szanuja prawo,
    stawiaja ploty w odleglosci 6m od brzegu jeziora, by kazdy mial dostep do wody.
    co z tego, jak na brzegu czeka szesc wscieklych amstaffow? albo pijany 35letni
    warszawiak bez szyi?

    pozegnalem sie przynajmniej na jakis dluzszy czas z mikolajkami. poszukam sobie
    innego miejsca do wypoczynku.
    ale tesknota zostaje...
  • radek234-1 09.10.08, 17:34
    Tak, znam ten ból.
    Nie mam wrażenia, że jest to tekst przesiąknięty tęsknotą za minionym czasem. Ja
    czuje tęsknotę za ludźmi, wspólną zabawą, otwartością i prawdziwą wolnością.
    Czy nie jest to możliwe w dzisiejszych czasach? Tylko dlatego, że mamy XXI wiek?
    Bo nie ma komunizmu? Bo istnieje więcej uregulowań prawnych? Myślę, że nie.
    Myślę, że zmiany ustrojowe i czasowe zostały po prostu przyjęte w błędny sposób.
    W przybyszach zza zachodniej granicy Układu Warszawskiego widzieliśmy jedynie
    BMW, dolary, marki... chcieliśmy być tacy, jak oni. Myśleliśmy, że "tam" są
    tylko mercedesy, motorówki i "wolność". Wolność? -No, wolność... ten twór, który
    umożliwi nam zakładanie firm w celu zarobienia fortuny, za którą kupimy ten
    luksusowy samochód. Często zasłanialiśmy się tylko tą upragnioną "wolnością
    całkowitą". Czy może ktoś za komuny miał coś przeciwko życiu w ustroju
    socjalistycznym, w którym każdy miał Mercedesa, motorówkę, pracę, paszport i
    miejsce w przedszkolu dla swej Pociechy?
    Kiedy dokonano zmian, przypomnieliśmy sobie o bogatych Niemcach i skorzystaliśmy
    z możliwości "bycia jak oni". O wolności już zapomniano, bo kiedyś była tylko
    zasłonką przed tęsknotą za Mercedesami, ciuchami i motorówkami. Może teraz, gdy
    czujemy się ograniczani, nadeszła pora, by zatęsknić za prawdziwą wolnościa? Czy
    Mercedesy już zaspokoiły nasz głód?
  • ultramontanist1 09.10.08, 17:41

    A co to jest owa "prawdziwa" wolnosc?
  • radek234-1 09.10.08, 17:47
    To, że nie odczuwamy zbędnych ograniczeń. W sensie socjologicznym, politycznym,
    indywidualnym.

    Kiedyś brakowało możliwości posiadania Mercedesa i odwiedzenia Fuerteventury.
    Teraz są inne braki.
  • ultramontanist1 09.10.08, 20:00
    Czyli "prawdziwa wolnosc" to brak odczuwania zbednych ograniczen?
    Ja tam uwazam, iz to jest raczej wolnosc wyboru dyktowana moja wolna
    wola.
    Nie da sie tez ukryc, ze tak wlasnie formulujac teze o wolnosci od
    razu wpadamy w kociol goracej klotni, ciagnacej sie wieki cale,
    pomiedzy zwolennikami nieokielznanej wolnej woli a tymi, ktorzy
    uwazaja, iz wolna wola nieodlacznie jest zwiazana z moralna
    odpowiedzialnoscia. Ten ostatni poglad przypisywany jeszcze
    Arystotelesowi zostal sformulowany zwiezle przez Sw. Tomasza z
    Akwinu ten pierwszy, wspomniany pewnie zostal najpelniej okreslony
    przez filozofa Davida Hume'a.
    Ta cala zabawa intelektualna w rozsuplywanie zaleznosci pomiedzy
    wolnoscia, moja wolna wola a moralna odpowiedzialnoscia jest dosc
    skomplikowana. Jak bardzo? Ot, sprobuje swoim przykladem zilustrowac
    teze Sw. Tomasza z Akwinu, iz pojecie wolnej woli w dzialaniu jest
    nieodlacznie zwiazane z wrodzona umiejetnoscia wyluskania tego co
    jest, generalnie, dobrocia w stosunku do innych.
    Taka wolnosc jest odczuwana przez zdecydowana wiekszosc za "mila
    duszy i cialu".
    To ja wlasnie, niegdys walczacy o wolnosc wyboru w komunistycznej
    Polsce (wiem, wiem, walczacy za pomoca ruszania palcem w bucie),
    dzisiaj plawie sie w takiej "Wolnosci Niekwalifikowanej", a la Hume.
    Ta moja wolnosc absolutna przeklada sie na wizerunek menadzerow
    bankowych, pracujacych pare przecznic dalej, zarabiajacych 500 razy
    wiecej od przecietnej pensji mojej, moich kumpli, przyjaciol,
    znajomych.
    Wolnoc Tomku w swoim domku!
    Ci menadzerowie juz we srode, najpozniej czwartek, wyplywaja na
    swoje pola golfowe na wyspach Bahama, swoimi super lsniacymi super
    yachtami z pobliskiej "mariny". "Zmeczeni" niemozebnie dluga praca
    przez dwa dni w tygodniu zasluzenie sa witani koktajlami juz wejscia
    przez tabuny kucharzy. A te mlodziutkie, dlugonogie, hostessy po
    najlepszych szkolach zawodowego masazu stojace szeregiem zaraz za
    kucharzami... Ehhh.
    Gdy zas ja, kiedykolwiek, probuje sie zblizyc do tych super
    nowoczesnych osiagniec technicznych z przytroczonymi helikopterami a
    do tego plywajacych, by zrobic zdjecie, to jestem natychmiast
    odganiany przez przerosnietych goryli na swoje miejsce... Zebym sie
    nie zapominal. Glupi!
    Za plot, wsrod motlochu!
    Wolnoc Tomku w swoim domku!
    A gdyby ktos mnie teraz zapytal, czy ja dzisiaj odczuwam pelnie
    ekstazy ocierajac sie na codzien o "absolutna wolnosc", to bym mu
    powiedzial, ze "ciut srednio".
    Otoz goryle pilnujacy absolutnej wolnosci grupy "ktorym sie
    powiodlo", swoimi ciezkimi buciorami chodza mi po mojej, prywatnej,
    niestety malenkiej, wolnosci...
    I tez powtarzam dla siebie, choc niezbyt glosno by goryle
    tych "duzych" nie slyszeli: wolnoc Tomku w swoim domku...
    Tym razem bez wykrzyknika.
  • radek234-1 09.10.08, 21:04
    Najpierw marzyliśmy o zniesieniu wszelkich ograniczeń pochodzących od
    komunistycznego ustroju. Naszą świeżutką "wolność" od razu wykorzystaliśmy, by
    tego dokonać. Od razu wprowadzono nowe ograniczenia róźżniące się od tamtych
    tym, że dalej wkraczają na nasze podwórka, są drobniejsze.
    Niewiele później przypomnieliśmy sobie, o co właściwie walczyliśmy. Skoro
    walczyliśmy o wolność posiadania nieograniczonej ilości dolarów, to i z tego
    prawa zaczęliśmy korzystać. Jednym się bardziej udawało, drugim mniej...
    A teraz ktoś zakłada wątek, w którym ubolewa nad tym, że źle się czuje w
    towarzystwie prymitywnych nowobogaczy. A przecież to są ci wolni, szczęśliwi.
    Przecież wszyscy mieliśmy tacy być.
    Autorowi boli również to, że przepędza się go z sąsiedniej działki na mazurskiej
    wsi. Przecież walczyliśmy o prawdziwie prywatne posesje!
    Ludzie, gdzie my wpadliśmy? Z gówna prosto w maść? ... a może nie wszystko, co
    śmierdzi, jest gównem? Czy może nie każdy tłuszcz jest maścią? Każdy sam
    decyduje. Ja się czuję jak w gó...anej maści. Macrow pewnie też, o ile dobrze
    zrozumiałem jego wypowiedź.
  • pan_gerwazy 09.10.08, 22:43
    Macrow - muszę przyznać, że ładny wątek założyłeś. Twoje Mikołajki to tak jak mój Augustów. Ja jednak już za komuny odkryłem, że okolice są piękne a miasto to czerezownia i komercja lekko okrutna. Lubię Augustów, bo trzymam się z daleka od tego miasta - tubylców miejscowych, stonki sezonowej i tylko na jagodzianki czasami wpadnę.

    Czego i tobie oraz Mikołajkom życzę.

    uzytkownik.wrzuta.pl/audio/c9LeCk9hrn/augustowskie_noce_-_maria_koterbska

    --
    Jak chińczyki napiją się polskiej wódki i zagryzą polskim ogórkiem, to jeszcze na Moskwę pójdą.
  • macrow 10.10.08, 10:52
    Podejrzewam, ze nie tylko nas, molosnikow niegdys sympatycznych mazurskich
    miasteczek, dreczy wszechobecnosc tych ludzi, tego nastroju.
    Co zostaje? siedziec we wlasnym ogrodzie, zamknac oczy i wyobrazac sobie minione
    przyjemnosci, ignorujac halas nadchodzacy z drogi polozonej kilkaset metrow
    dalej? moze wyjazd za wschodnia granice, w poszukiwaniu tego, co bylo? -jedno i
    drugie mnie nie przekonuje jakos.
    Moze kiedys jeszcze kiedys wybiore sie do tych mikolajek... upije sie, wezme
    gitare i usiade przy fontanience... "chociaz puste mam kieszenie, no i wóóóóódy
    czasem braaaak..." kto wie, moze w duszach tych bydlakow tez tkwi jakas tesknota
    i sie przysiada? ...marzenie... az mi sie usmiech na ustach pojawil.
  • pan_gerwazy 11.10.08, 01:45
    Co pozostaje? Chyba wrzesień. Wtedy już hałaśliwe szpanerskie stada wyjeżdżają,
    tłum rzednie, hałas znika. Wprawdzie noce już chłodem częstują, ale ludzi
    normalnych spotykasz. Pewnych rzeczy jednak już nie przeskoczymy, czasu nie
    cofniemy. Odwiedziłem w tym roku pod koniec sierpnia dwa pola namiotowe z
    dawnych lat spory kawałek drogi od Augustowa. Wiele się zmieniło, ale
    wspomnienia odżyły.

    Twarz ładnej szesnasto-siedemnastoletniej dziewczyny - jakby znajoma.
    Wpatrywałem się w nią a ona we mnie. Nagle ona krzyknęła - ja pana znam! Pan
    jest na kilku starych zdjęciach z moją mamą. Ona często pana wspomina.
    Przyjedzie w piątek wieczorem. Bardzo się ucieszy, gdy pana zobaczy a i tata
    chciałby wreszcie pana poznać.

    Nie zjawiłem się. Po co niszczyć piękne wspomnienia? Każde miejsce, zatoczka,
    leśna ścieżka, pomost czy kładka przywołuje inne wspomnienia, inne twarze, inną
    muzykę a ja staram się poruszać tam bezszelestnie, niewidocznie, by nie spłoszyć
    wspomnień i dobrych duchów przeszłości.

    pl.youtube.com/watch?v=GuoOI1IQxqE
    --
    Jak chińczyki napiją się polskiej wódki i zagryzą polskim ogórkiem, to jeszcze
    na Moskwę pójdą.
  • macrow 26.10.08, 23:41
    hihi przypomnialem sobie, jak dawno temu bylem w osrodku "lesnik III" w
    przewiezi. wzialem wtedy z dziewczyna kurniczek z dykty.
    a chodzilem po osrodku dumny jak kogucik: nie dosc, ze mialem najpiekniejsza
    dziewczyne, jaka pozostali urlopowicze w swoim zyciu widzieli. kochala mnie tak
    glosno, ze w calym osrodku bylo slychac! nigdy nie zapomne, jakie to bylo
    uczucie, kiedy po arii jej przepieknego wrzasku i slicznego wycia wychodzilem na
    zewnatrz, wszyscy sie na mnie gapili, czekali na pojawienie sie jej w drzwiach :D

    bylo czym sie chwalic, a nie BMW jakies, czy motorowka!
  • macrow 26.10.08, 23:43

    "Nie zjawiłem się. Po co niszczyć piękne wspomnienia? Każde miejsce, zatoczka,
    leśna ścieżka, pomost czy kładka przywołuje inne wspomnienia, inne twarze, inną
    muzykę a ja staram się poruszać tam bezszelestnie, niewidocznie, by nie spłoszyć
    wspomnień i dobrych duchów przeszłości."

    polecam intensywna lekture cierpien mlodego werthera (j.w.goethe). duzo sie
    dowiesz o ploszeniu dobrych duchow przeszlosci. rowniez o tym, jak psychika
    reaguje na sploszone duchy. trzeba tylko b. uwaznie czytac
  • ultramontanist1 27.10.08, 17:15
    Niezla mi chwalba...
    A tak naprawde owo zestawienie "...bezszelestnie uchodzacych
    wspomnien i innych dobrych duchow przeszlosci..." z bijacym po
    oczach "...przepieknym wrzaskiem" czy innym "...slicznym wyciem",
    daje jazgot kociokwiku literackiego.
    Ani w zab nie pojmuje jak pijackie wrzaski i nocne wycia mozna
    porownac do czegos tak wysublimowanego jak opis nieszczesliwej
    milosci Goethego do jego Charlotte...
  • izolda1973 27.10.08, 21:34
    Jaki nadęty typek!
    Mi się podobają opisy Macrowa. A odniesienie do Werthera jest jak najbardziej na
    miejscu, biorąc pod uwagę treść całego wątku.
    Nie zaśmiecaj sympatycznego wątku swoimi "mądrościami".
    Zamiast się tu nadmuchiwać jak balon, zastanów się nad tym, czy między Tobą, a
    Rzymem znajdują się jakieś góry.
  • ultramontanist1 27.10.08, 23:33

    Och Izoldo!
    Podoba ci sie pisanie "macrowa", ktory epatuje nieszczesnikow ktorzy
    sie natkna na jego epistolografie wlasnie ta, z
    opisami "przepieknych wrzaskow", czy innych przykladow "slicznego
    wycia"?
    A Bogac tam! Ciesz sie tym do woli...
    A biednego Werthera z jego westchnieniami do pieknej Lotty, opisanej
    reka samego Goethego, to bym jednak zostawil w spokoju bo jak sama
    slusznie, o Izoldo, zauwazylas takie zestawienie to jakby
    rodzaj "bezszelestnego pytania" - gdzie Rzym a gdzie Krym?
  • macrow 28.10.08, 12:40
    ten zwolennik ultramontanizmu juz od jakiegos czasu pojmuje sie jako moj
    osobisty forumowy przydupas. do wszystkiego chce dodac cos od siebie, popisac
    sie. wszystko dlatego, ze ugodzilem w jego honor. otoz stwierdzilem, ze nie
    potrafi mowic po niemiecku. a to bardzo boli kogos, kto bardzo by chcial potrafic.
  • ultramontanist1 28.10.08, 20:59
    Nie wiem co to znaczy zwrot "pojmuje sie jako" ale to pewnie kolejna odslona w w zwierzeniach "marcowa" podobnych w autentyzmie do slynnego pieprzenia Piekarskiego na mekach.
    Biedak tak sie zagonil w swojej Niemczyznie, ze porownal swoje zbozne (bo przecie nie pobozne) marzenia do goetheowych "Cierpien mlodego Werthera". A poniewaz w oryginale owe "Cierpienia" nazywaja sie: Die Leiden des jungen Werthers, co mozna rownie dobrze przetlumaczyc na Polski jako: "Meki mlodego W.", to mu proponuje by dalej kontynuowal zmyslanie, tym razem swojej sagi.
    Ba, skoro taki dobry, to moglby ja wydac takze po niemiecku. Tym razem jako: Die Leiden des nicht mehr ganz so jungen Macrows"...
    Tam dopiero (szczesni?) czytelnicy mogliby sie plawic w roznych takich "przepieknych wrzaskach" czy innych "slicznych wyciach".
  • macrow 29.10.08, 11:07
    Juz ktos opowiedzial historie Edgara Wibeau - a trzeci raz nie nalezy odgrzewac obiadu.

    PS: die Qual≠das Leid. :)
  • izolda1973 01.11.08, 18:08
    Oczywiście jedyny sympatyczny wątek na całym forum musiał się popsuć przez
    jakiegoś zawistnego i zarozumiałego "ultramontanistę". Gratuluję!
    Następnym razem się zastanów, czy masz coś mądrego do powiedzenia. Na razie
    tylko bredzisz, żeby innym zrobić przykrość. Co za zakompleksiony glebus!
  • bogo2 28.10.08, 13:57
    stary folwark,gawrychruda,tobolowo,bryzgiel..takie wioski, jeszcze
    nie bardzo odkryte...! nawet w sezonie....:)!

    pan_gerwazy napisał:

    > Co pozostaje? Chyba wrzesień. (...)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka