Dodaj do ulubionych

niezdecydowani meżczyźni

16.02.05, 23:41
mam do czynienia właśnie z takim...
dlaczego meżczyźni dają kobietom złudne nadzieje, ze między nimi może być coś
wiecej...??
zaczęło mi zależeć na NIM, ale ON wysyła sprzeczne informacje: trzyma za
łapki, całuje w łapki, przytula, a potem jak ni z tego ni z owego mówi, że
moge być tylko koleżanką, nikim więcej, a potem dla odmiany znowu mówi, że
może by chciał coś wiecej i że własnie tego szukał, a potem, że się tylko
droczy...
ja nie chcę deklaracji, ale chcę w końcu się dowiedzieć jak to między nami
jest, i nawet jak ON sam nie wie, jak jest, to żeby mi to powiedział...
czyżbym chciała za dużo????
Obserwuj wątek
    • Gość: apple Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.uni.lodz.pl 17.02.05, 19:37
      niestety ja tez na takiego trafilam... jednego dnia potrafi zachowywac sie
      jakby swiata poza mna nie widzial, jest po prostu kochany, wysyla caly czas
      smsy itp a np w walentynki nie dal znaku zycia... nie jestesmy razem, ale
      zalezy mi na nim baaardzo. czasami, gdy sie nie odzywa jest mi bardzo zle i
      przykro. rozmawialam z nim o tym, powiedzial, ze po prostu nie wie czego chce,
      ze mu zalezy ale boi sie, ze mnie straci, ze nie pozwoli mi odejsc... i tak
      caly czas.. i wez tu cos zrozum...:(
      • halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni 18.02.05, 00:49
        widzę, że mamy wiele wspólnego... baaaardzo wiele... i weź tu takiego faceta
        zrozum... ryczę nad klawiaturą, kidy się tak ze mną droczy... ale jush
        postanowiłam... ma jeszcze trochę czasu... jak go nie wykorzysta... odchodzę,
        chociaż nie mam nawet od kogo odchodzić, bo my tesh nie jesteśmy razem... duszę
        sie przez to jego droczenie się... bez niego jestem niczym i usycham,
        gorzknieję... ale skoro ni epotrafi docenić tego, że jestem... ja jush nie mam
        sił...
        pozdrawiam
        • Gość: apple Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.uni.lodz.pl 18.02.05, 03:08
          naprawde to koszmar trafic na kogos takiego... bo trudno zapomniec o kims,
          jesli sie nie sprobowalo byc razem... o ile przeciez latwiej jest sie pogodzic
          z tym, ze nie wypalilo, anizeli, ze mogloby byc super.. ile razy juz probowalam
          zapomniec i nic. prosilam go zeby mnie od siebie uwolnil, kasowalam numery, ale
          on nigdy mi nie mogl sie z tym pogodzic i znow wszystko zaczynalo sie od
          poczatku... mam juz tego dosyc. bo cierpie, zarowno gdy jest obok i wiem, ze
          nie jest tak, jak powinno byc, a bez niego cierie jeszcze bardziej.. moze czas
          jakos wyleczy nas z tego uczucia... trzymaj sie!
        • Gość: K Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.zgierz.sdi.tpnet.pl 08.03.05, 13:50
          nie pisz ze jestes niczym to nie prawda!!!! tez tak kiedys myslalam i tez
          mialam doczynienia z takim facetem... tzn w sumioe caly czas mam... ten typ
          facetow poprostu sie boji ze Cie straci cos fajnego... czyli Ciebie... ale mimo
          to nadal mysli ze moze spotkac lepsza od Ciebie... i stad te slowa ze "nie wiem
          czego chce"... On poprostu trzyma sobie Ciebie w razie jak by mu sie z inna nie
          udalo... przykre ale prawdziwe... dam Ci rade... postaw sie pokaz mu stanowczo
          ze moze Cie stracic juz na zawsze... jezeli mu zalezy to cos z tym zrobi...
          zacznie walczyc... a jak nie bedzie zadnych rezultatow pozytywnych to znaczy ze
          nie masz o co walczyc... to trudne ale wierz mi jezeli mu zalezy to zacznie sie
          starac... ja tak wlasnie zrobilam... odnioslam niewielki sukces... ale to
          jeszcze nie to... jescze duzo pracy mnie czeka... powodzenia pozdrawiam:)
    • Gość: migota Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 00:21
      O rany dziewczyny jak ja to dobrze znam... :// Też to już przerabiałam i
      chciałbym i boje się. Raz jest kochany, uroczy, czarujący, a póxniej nie odzywa
      sie miesiąc, albo nie ma go jak najbardziej go potrzebujesz. Ale ja w końcu
      dowiedziałam się o co mu chodziło. HA!! On się bał. Najnormalniej na swiecie. Na
      szczęście udało mi sie jakoś poukładać realcje z nim, ale niestety nie
      przestałam myślec co by było gdyby... Jesteśmy tylko znajomymi i to mi
      wystarcza, a on niech dalej sie boi.
    • sosena Re: niezdecydowani meżczyźni 19.02.05, 20:11
      Też kiedyś chciałam być z kimś bardzo niezdecydownaym, ale teraz wiem, że nic
      na siłę! Jak ja chciałam, to on nie chciał. Jak on chciał, to ja nie chciałam.
      I tak to trwało ponad dwa lata. Teraz jestem szczęsliwie zakochana w cudownym
      mężczyżnie, a tamten ktoś żyje sobie swoim życiem. Nie widujemy sie prawie wcale
      (czasami przypadkiem na ulicy). Moim zdaniem nie ma sensu związek, w którym nie
      jesteście pewnie czego chcecie.
    • Gość: evita Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.02.05, 19:36
      Za każdym razem na takiego trafiam. Najpierw ostry podryw, a potem sinuoida,
      czyli syndrom Wielkiego Houdiniego - pojawia się i znika. Jak już myślę, że mam
      spokój i że mi przeszło, to hop - i wyskakuje jak królik z cylindra. I cały
      czas udają, że przecież to normalne (syndrom Great Pretender). I żebym ja
      chociaż ich zaczepiała! Jak znikają, to daję sobie spokój, w końcu zdarza się,
      że ludzie tracą zainteresowanie, w końcu tylko krowa nie zmienia poglądów. Ale
      te powroty i znikania wykańczają mnie psychicznie, aż tak odporna nie jestem,
      zwłascza gdy na facecie mi zależało. I nie wie, czy oni to tak specjalnie, czy
      im niechcący wychodzi? Poprąbane to wszystko, naprawdę :(
      • Gość: marion Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 20.04.05, 15:46
        Tkwiłam w takim związku rok, caly czas mając nadzieję, ze w końcu On się otworzy
        i powie wóz albo przewóz: koacham Cię/ nie kocham Cię. A on cały czas mawiał:
        "nie wiem, czy to miłość, ale to chyba maksimum uczucia, na jakie mnie stac w
        ogóle". Na początku się łudziłam. potem zaczęło mnie to niszczyć, nic mnie już
        nie cieszyło. W końcu napisałam do niego list, by więcej się ze mną nie
        kontaktował, ze to koniec. Wybrałam list, bo wiedziałam, ze gdy znów go zobaczę,
        to nie dam rady skończyć tej znajomości. Przestałam odbierać telefony. Zaczął
        przyjeżdżać, wystawac pod drzwiami, ale nie zmieniłam tej decyzji. cierpiałam
        ciężko jeszcze miesiąc, potem wyjechałam samotnie na wakacje za granicę. Tam
        poznałam mojego obecnego męża. NIE MA TEGO ZŁEGO, CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO. :-)
        To się naprawdę sprawdza. pozdrawiam i życzę konsekwencji i powodzenia.
    • halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni 26.02.05, 10:06
      hm... ale ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że kazdy ma prawo do obaw, do
      lęku... był wcześniej z kimś i tamto go wykończyło... zawalił nawet studia, aby
      nie widywać jej codziennie, kiedy odeszła z kolegą... ja też byłam z kimś i tez
      nie zakończyło się to dobrze, nauczyłam sie jednak grać mojemu ex na nosie tym,
      że wszystko jest i było w porzadku i nic a nic nie bolało... choć bolało
      cholernie... postanowiłam wtedy: nigdy więcej... ale jednak potrzebuję poczucia
      bezpieczeństwa... a bezpiecznie się czuję tylko w Jego ramionach... potrzebuję
      oparcia... a znajduję je w każdym Jego słowie... potrzebuję Go... próbowałam
      odejść... traktować Go chłodno, zupełnie, jakby mi na Nim nie zależało... ale
      nie potrafię... kiedy próbowałam byc tylko koleżanką, wtedy zauważył jak jest,
      kiedy mnie nie ma... kiedy nie rozmawiamy... kiedy nie daję znaku życia... a
      rozmawiać z Nim po prostu uwielbiam...
      zdobyłam się na szczerą rozmowę... dowiedziałam sie, że to nie jest tak, że On
      by nie chciał, by coś z tego wyszło... chce być pewien, że to jest to... bo
      wszystkie Jego dotychczasowe decyzje nie były przemyslane... nie chce ranić i
      być ranionym... ja też tego nie chce...
      i ja też się boję... bo wszystko precej czy później wydaje mi się, że
      rozwalę... ktoś kiedys strasznie skrzywdził... strach powraca w snach,
      koszmarach... może lepiej by było zamurować serce...? no ale w takim razie do
      końca życia będe sie zastanawiać co by było gdyby...
    • m.waligora Re: niezdecydowani meżczyźni 28.02.05, 20:08
      ja tez mam z takim do czynienia,nie wiem z czego to wynika,moze z tego,ze pare
      miesiecy temu rozstal sie z panna,moze sie boi,nie wiem..spotykamy sie od
      miesiaca,dwa razy w tygodniu oprocz tego,ze widzimy sie codzien w pracy.moze to
      jest tez moja wina,bo ja mu powiedzialam,ze trzeba poczekac na sex,on inicjuje
      spotkania,bo ja nie chce wyjsc na napalona,calujemy sie,rozmawiamy,jest ok,ale
      ja che wiecej i nie wiem jak mu to powiedziec?
      • halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni 28.02.05, 20:36
        nio u mnie jest na odwrót...
        bo to ja nie chce... moze to wydac się śmieszne, ale w wieku 22 niemal lat nie
        kochałam się jeszcze z żadnym mezczyzną... i póki co nie chcę tego zmieniać...
        szczególnie z kimś, kto nie jest zdecydowany na to, by ze mną tworzyc coś, co
        miałoby miano związku...
        a tego włąsnie potrzebuję... stabilizacji... bezpieczeństwa...
        nie twierdzę, ze bede czekać do ślubu, ale... nie zrobię tego teraz... nie
        czuję się gotowa... a nie oddam sie nikomu tylko dlatego, ze ten ktoś tego
        chce... uwielbiam byc blisko niego... czuć jego zapach na swojej skórze... ale
        nie stać mnie na kolejny krok... buuuuu
          • Gość: bridget Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.visp.energis.pl 01.03.05, 19:23
            ja wydrukowalam te strone i kiedy czytalam halt mich to niemal lzy mi
            lecialy-przeciez to o mnie,czuje dokladnie tak samo,ktos mnie oszukal,skrzywdzil
            i odszedl,bolalo mnie to i boje sie zaangazowac,boje sie pokochac,bo nie wiem co
            on czuje,a on nie wie co ja czuje,boimy sie oboje,on tez ma za soba nieudany
            zwiazek.ciagle mi mowi,ze mamy czas,ze zdazymy zrobic wszystko razem,moze ma
            racje,spotykamy sie dopiero miesiac,ale ja tak potrzebuje milosci...moze on chce
            byc pewny moich uczuc,tak jak ja chce byc pewna jego...posz,ale ile to moze trwac?
            • Gość: bridget Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.visp.energis.pl 03.03.05, 19:21
              moj niezdecydowany powiedzial mi dzis prawde-nic do ciebie nie czuje,nie zalezy
              mi na tobie,nie kocham cie,jestem niedobry,chodzilo mi tylko o sex,poniewaz ty
              masz wieksze potrzeby a ja ci tego nie moge dac,poniewaz sie sparzylem i nie
              chce zwiazkow na razie-mozemy sie spotykac bez zobowiazan.i
              fruuuuu-odlecial,lepiej teraz niz potem,jeszcze byl szlachetny bo byl
              szczery-coz za wspanialomyslnosc-nie chce mnie ranic.bravo.wiedz,ze dla mnie nie
              znaczyles,tyle ile ci sie zdawalo.spotykalismy sie miesiac i chyba o miesiac za
              duzoo,choc fajnie sie z toba bawilam.i tylko tyle,nic wiecej,fajnie sie bawilam.
              • halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni 07.03.05, 18:51
                eh... a mój niezdecydowany wyjeżdża... do Anglii...
                tydzień temu było pięknie, mylalam, ze wszystko powolutku zaczyna sie
                układać... powiedzial nawet psu :-) że ma sie zaczac do mnie przyzwyczajać...
                potem złaoał jakiegoś doła i nie chciał nawet ze mną rozmawiać... a teraz ja
                sie dołuję i rycze nad klawiaturą.. bo... bo ja się najwyraźniej zakochałam, a
                On najwyraźniej nie... dlatego postanowiłam że cokolwiek pomiedzy nami bylo...
                umrze smiercia naturalną... nie bede Mu przeszkadzać... włazić w Jego życie...
                pisze te słowa i rycze.. bo wcale tego nie chce... brakuje mi Go... Jemu mnie
                najwyraźniej nie... ;-(
                bridget... przytulam, co prawda wirtualnie, ale... :-(
                • Gość: dżaga Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 22:35
                  najwyraźniej w Anglii jest jakieś skupisko niezdecydowanych ;-D hehe... kiedy
                  ja postanowiłam skończyć z takim jednym niezdecydowanym i nawet mi to
                  wychodziło, to oczywiście on pojawił się, żeby zburzyć moją zatwardziałość :-/
                  litości, jak długo można tak żyć? dla mnie to jest takie proste: tak=tak,
                  nie=nie i nie rozumiem, jak ktoś może tego nie rozumieć? ostatnio wyszedł mi
                  taki bajer, że jak zadzwonił, siedziałam sobie akurat ze znajomym, a ten
                  patafian zrobił mi awanturę, że nie jestem szczera wobec niego i jakim prawem w
                  ogóle spotykam się z kimś innym!!! żałość panuje... :-/
                  nie, kochanie, tak dla twojej świadomośći, nie mam zamiaru żyć w ascezie tylko
                  dlatego, że tobie byłoby tak najwygodniej...
                  tak=tak, nie=nie... zrozum to wreszcie i się określ...
                  a jak nie... no cóż, twoja strata...
                  pzdr
          • halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni 07.03.05, 18:44
            ale ja wcale z tego powodu Arturze nie rozpaczam, ze tego nie robiłam...
            tylko... jak na zwiazek to nie jest zdecydowany... ale jakbym chciała z Nim do
            łóżka to jest chetny i wystarczy tylko powiedzieć... po prostu śmieszne
    • baby1girl Re: niezdecydowani meżczyźni 07.03.05, 21:37
      niestety oni tacy sa... uczuciowi popaprancy(mowie tu o takich przypadkach jaki
      opisujesz, bo nie wszyscy sa tacy).Ja mam identyczna sytuacje... mozesz to
      odmienic, zacznij sie ty nim bawic w taki sposob jak on bawi sie Toba... to
      jest najlepsze wyjscie, w koncu on zacznie biegac za Toba z "wywieszonym
      jezykiem"
        • baby1girl Re: niezdecydowani meżczyźni 08.03.05, 12:26
          wiesz, co nawet nie chodzi tu o bawienie sie ludzkimi uczuciami. Po prostu
          zasada "jak wejdziesz miedzy wrony kracz tak jak one". Po prostu zaurocz go
          soba do totalneg szalenstwa, a potem powiedz mu, ze chcesz go za przyjaciela,
          a zobaczysz jak zacznie sie ogladac za Toba... ja tak zrobilam:)
          • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 08.03.05, 15:05
            eh...
            mam jush dosć tego ciagłego dołowania sie...
            to starsznie męczace...
            wczoraj zapusciłam sobie nie dołujaca muze, ale taka skoczną... jak nigdy w
            życiu zachciało mi się tańczyć (a nie tańcze bo nie potrafię:-) ale byłam sama
            hihi wiec czemu by nie) nie moze być przecież tak, KTOŚ wysysa z człowieka
            ostatnie checi i mysli...
            wszyscy mi mówią "odpusć sobie"... nie potrafię... ale przestanę być na kazde
            zawołanie... i tak jak radzicie... troche Go "oleje"... niech zobaczy jak to
            jest... moze zrozumie... a jak nie... JEGO STRATA!!!!!!!!!!!
            POZDRAWIAM
                  • Gość: bridget Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.visp.energis.pl 09.03.05, 21:52
                    to niesamowite,ale olewanie dziala,albo to symptom popaprania.kiedy mi
                    powiedzial,ze nie to ja pomyslalam,ok,nie to nie.i sobie zaszalalam z kims
                    innym.wczoraj pojawil sie moj pan i wladca,ktory jeszcze 3 dni temu nie chcial
                    miec ze mna nic wspolnego i oznajmil,ze nie mozna mnie zostawic nawet na 3
                    dni,potem kupil mi kwiatka co sie jeszcze nie zdazylo,wreczajac mi go
                    oswiadczyl,iz nie jest taki do konca zly,a jakby tego bylo malo to wyslal
                    przecudnie popapranego smsa na dobranoc,zyczac mi snow o wzajemnej
                    milosci-gdybym nie miala w uszach slow-nic do ciebie nie czuje,nie zalezy mi na
                    tobie ani troche,pomyslalbym-cool.a tak mysle,co za tupet i popapranie.tak,tez
                    wszyscy mi mowia-olej go.taki ktos nie jest ciebie godzien.ale kiedy ja tez
                    zaczynam tak myslec i zapominam o nim,to on wyskakuje jak krolik z cylindra.ja
                    mysle,ze to sa sorry-ale gnoje i tyle.bo na pewno nie faceci.
                    • Gość: halt mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 10.03.05, 07:49
                      eh...
                      poszłam za radą...
                      prawie sie nie odzywam... ale On tesh nie...
                      przysłał wierszyk na gg na dzień kobiet... i obrazek bukietu kwiatów... i
                      poleciał zaraz do pracy... ja wiem, że jest zapracowany... On mysli, ze mam
                      wiecej czasu... boli... bokiedy widze, ze jest na gg to myszka sama sie
                      dopomina żeby otworzyć Jego okienko... ale nie... pilnuję sie... nawet syg nie
                      puszczam, skoro On nigdy nie odpuszcza... kiedyś dzwonił z pracy... teraz
                      nic... to chyba umiera śmiercią naturalną... za to ja zrozumiałam, że się
                      zakochałam w tym "gnoju"... no ale nic... zobaczymy co będzie dalej...
                      bridget thx
                      • Gość: bridget Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.visp.energis.pl 10.03.05, 21:46
                        dzis powiedzialam mu co o nim mysle,uzywajac slow obrazliwych,i on
                        oswiadczyl-uwaga-ze myslal,ze ja jestem ta jedyna!!!!ale teraz za pozno.i wylal
                        swoje zale,o spotkania z kim innym-tylko znajomi,o czas poswiecany komus
                        innemu-skoro on nie chcial,probowalam to wyjasnic,ze to przeciez on nie
                        chcial,to obrocil kota do gory ogonem i powiedzial,ze on zawsze mowil tak/tak
                        nie/nie i to ja obracam kota do gory ogonem,bo przeciez chicalam byc tylko
                        kolezanka-a co mialm mowic jak mnie postawil przed faktem dokonanym-nie chce sie
                        z toba spotykac..ze juz mi nie uwierzy,ze ja mam wielu adoratorow,z ktorymi on
                        nawet nie smie sie mierzyc i takie tam bzdety,jak by mu zalezalo to by znalazl
                        odwage.rozmawialismy tak 2 godziny-glownie ja go przepraszalam,potem wyslalam mu
                        smsa,ze chcialabym,zeby kiedys o tej obrazie zapomnial i bylo jak kiedys,wiec mi
                        odpisal,ze nie ma co sie martwic,ze przyszlosc bedzie ok,tylko trzeba
                        poczekac,nic na sile.czyli wrocilismy do punktu wyjscia,tyle ze ja sie odkrylam
                        i on chyba tez troche.fakt faktem dalej nic nie rozumiem,i znow robie sobie
                        nadzieje,i znow bede o nim myslec...od tego chyba nie ma ucieczki.mamy poprostu
                        pecha,ze trafiamy na takcih gosci,albo tez czasem sobie to tak tlomacze-to cos
                        wielkiego,bo tylko wielkie rzeczy musza byc trudne.ale to chyba raczej naciagane
                        pocieszenie...
                        • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 10.03.05, 21:52
                          niekoniecznie...
                          a ja sie dziś odezwałam na gg...i gadał ze mną niczym z... sekteraką jakąś...
                          wyhezdża jush 22 marca... i nie chce tesknić... i nie chce, by tos tesknił...
                          tak mówił... jakby nie wiedział, ze i tak bede...
                          moim planem jest postawic sprawe na ostrzu noża w sobote... zeby się określił
                          co i jak... i co on o tym w ogóle sądzi... a jak nie... to nie... będzie
                          bolalo... bede tesknić... ale to on nie wie, co traci!!!!!!!! (tak teshsobie
                          tłumaczę)
                          • Gość: dżaga Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.05, 22:55
                            ech koffana, znam to... :-( niestety nie zdołam Cię pocieszyć, ponieważ ja
                            próbowałam postawić sprawę na ostrzu noża tysiąc pięćset sto dziewięćset
                            razy... skutek? trwam w tym toksycznym omamieniu już ponad 2 lata i nie wydaje
                            mi się, żeby jego następny przyjazd do Polski coś zmienił... tęsknię nadal i
                            będę tęsknić, mimo że on nie zasługuje nawet na to, żeby o nim myśleć... :-(
                            3majcie się ciepło
                            łączę się z wami w bólu, choć wiem, że nie warto ;-P hehe
                            pzdr
                      • aska.m4 Re: niezdecydowani meżczyźni 13.03.05, 20:53
                        Hej.... tez tak mialam.... bardzo kochalam..... ale zostalam oszukana. on niby
                        twiedzil ze kocha ale nie kochal!!!!! Meczylam sie jak cholera!!!! ale to bylo
                        3 lata temu... juz zapomnialam... ale cos w sercu zostalo. Bylam z kims potem 2
                        lata ale go nie kochalam. to tez juz skonczone. i znowu kogos poznalam no i on
                        sie zachowuje tak jak ten pierwszy!!!!! niedawno go poznalam ale juz wiem ze
                        nie warto... lecz moje serduszko zaczyna bic szybciej na sama mysl o nim. o
                        wlasnie pojawil sie na gg ale jak zobaczyl ze ja jestem to sie szybko zmyl....
                        szkoda gadac!!! gdyby chociaz napisal ze juz nie chce mnie znac...... ale ja
                        musz zyc w tej niepewnosci. pozdrawiam
    • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 13.03.05, 10:38
      napisał, ze nie chce się ode mnie oddalić...
      ale...
      jak dobrze Mu pójdzie, to będzie chciał zostać w Anglii dłuzej niż 6 miesięcy,
      a moze nawet na zawsze, bo trzeba mysleć przyszłosciowo...
      dlatego, mimo że wie ze będe za Nim tęsknić, nie chce, bym tęskniła bardziej...
      nie chce, bym o Nim rozmyslała przez te 6 miesięcy... nie chce mi zabierać
      takiego okresu życia...
      KIEDY JA CHCE MU ODDAĆ CAŁE...
      eh...
            • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 13.03.05, 23:00
              nie, nie jak nie ten to inny...
              własnie ten...

              olał mnie wczoraj, wolał grać w bilarda... ja sie rozryczałam i ex, ktory sie
              zainteresował ze coś jest nie tak odstawił mnie do domu...
              a wiecei co napisał? ze bał sie podejsć, bo mógłby zrobic cos złego zrobić, bo
              mógłby chcieć wiecej niż moge Mu dać...
              co prawda napisał później, kiedy ja zrozpaczona napisałam ze to nie ma sensu i
              ze szczerze życze szczescia itp, że bardzo mnie lubi, nawet bardzo, ale nie
              chce bym marnowala pół roku na rozmyslanie nad nim... potem dodal, ze nie wie
              jak to napisać, ale nie chce, byśmy sie oddalili od siebie... a przez ostatni
              tydzień to On sie nie odzywał... i jeszcze to wczoraj... patrzyłam na Niego
              jakby był najwiekszym skarbem na swiecie...
              moze zateskni... moze coś zrozumie jak wyjedzie... a moze nie...
              eh...
              ;-(
    • Gość: tak samo postępuje Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.05, 09:32
      a czy wy inaczej postępujecie? moja partnerka droczy sie zemną od kilku tygodni
      znamy się 6 lat dała sygnał ze chce ja go odwzajemniłem wysyła sms takie że
      pracować nie moge znacie to uczucie jak sie stoi przy oknie paczy niewiadomo na
      co i ściska sie komure odpisze czy nie odpisze wysyłam jej kwiaty wiresze chce
      jechć po nią do pracy a ona co? cieszy sie nie że mnie zobaczy tylko że będzie
      wcześniej w domu. JESTEŚCIE OKRUTNE.potrafi rozpalić ciało i umysł do białości
      a potem robi krok w tył a na drugi dzień tak traktuje jak kumpla i to wcale
      niekoniecznie najleprzego? pytam DLACZEGO!!!!!!!! nie znacie litości wystarczył
      by choć cień zainteresowania. a to nie ja prosiłem sie o względy zostałem
      złapany jak zając w sidła i wisze uszami w dół miotając sie i coraz bardziej
      zaciskając więzy. nie wiem czy trafie na tą strone kiedyś jeśli chcecie to
      piszcie lablador@poczta.onet.pl dobrze wam tak też tak potrafić bym chciał.
      POZDRAWIAM
      • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 14.03.05, 10:22
        ale tu nie ma co generalizować...
        mężczyźni to, kobiety tamto...
        ja opisuję mój konkretny przypadek... ja nie pisze, że wszyscy faceci sa
        tacy... w tym momencie jest to kawałek mojego życia - strasznie dla mnie ważny,
        a nie wiem co robić, a że ludzie - choć każdy sie różni - mają podobne
        doswiadczenia, to moze ktoś coś pomoze... nawet jeżeli wskarze inną
        perspektywę, coś, czego ja nie widze... bo razem zawsze łatwiej...
        i nie ma co zaraz wszystkich kobiet nazywać okrutnymi... bo nikt nie nazywa Was
        tutaj okrutnymi...
        życie doświadcza i kobiety i mezczyzn... każdy cierpi, nosi blizny w sercu...
        tylko nie wszyscy się do tego otwarcie przyznają... ja sama bym jush chyba
        zwariowała... dlatego jest ten wątek...
        pozdrawiam serdecznie i wszystkim życzę (sobie również:-P), żeby sie w końcu
        wszystko ułożyło...
        zobaczycie... bedziemy jeszcze szczęśliwi...
        inaczej nic nie miałoby sensu...
        prawda???
    • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 14.03.05, 10:45
      wiecie co...
      doszłam do wniosku...
      w tej dokładnie chwili...
      moze nie do końca tego bym tylko chciała...
      ale człowiek nie dostrzega tylu rzeczy...
      czytałam archiwum na gg...
      i jej... uderzyło mnie... a czytałam to wiele razy ostatnio...
      nie chce sie ode mnie oddalać... tak napisał...
      i to jest chyba najważniejsze...
      to daje mi nadzieje...
      co o tym myślicie??
      • Gość: pszczółka Maja Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 14:16
        hej...nadzieję,zawsze warto mieć :)...ale wiem z autopsji,że czasami takie
        nadzieje są płonne,...czytałam wszystkie listy,które są tutaj,i to zupełnie tak
        jakbym czytała o sobie i panu niezdecydowanym :(, piszesz,że czytałaś archiwum
        gg ,wiesz ile razy ja czytałam rozmowy,które z nim prowadziłam,niektóre to znam
        prawie na pamięć ... kiedy raptem przestał się odzywać, usiłowałam znaleźć
        przyczynę, tym bardziej,że zapewniał mnie,że nie chce zrywać naszej znajomości
        i jeżeli coś będzie nie tak, to mi o tym powie,albo napisze ... i chyba coś się
        stało,bo właściwie od 3 miesięcy cisza jak makiem zasiał, a ja nie wiem co jest
        grane i czuję sie jakbym pukała do zamkniętej twierdzy,do której nie można
        wejść,bo zapomniano o drzwiach ... ale ciągle mam nadzieje,że może jeszcze nie
        wszystko stracone...aczkolwiek pojawiają się też takie myśli,czy jest sens,czy
        warto walczyć ?? ... hmmm ale jakby nie było to jakiś tam kawałek mojego
        życiorysu,parę miesięcy,których nie mogę od tak po prostu przekreslić
        trzymaj się ,pozdrawiam , na pewno się wszystko ułoży :)
    • Gość: karolina Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.aster.pl 14.03.05, 18:52
      o rany,jak ja to dobrze rozumiem!jestem od niedawna na studiach,poznalam fajnego
      faceta, to on sie mna zainteresowala,i jak sie raz do niego poszlam na impreze
      to juz tak przychodzilam w zasadzie co tydzien,na impreze badz nie.bardzo dobrze
      sie rozumiemy,wiadomo ze w naszych rozmowach pojawial sie flirt i iskrzenie,i po
      jakims miesiacu takiego spotykania sie i widywania na codzien na uczelni,po
      jednym calowaniu sie na imprezie,o czym ustalilismy nie pamietac,on mi mowi ze
      "jest z anka" jego kolezanka z LO,po czym po 2 tyg juz z nia nie jest i znowu
      uderza do mnie-i wiecie co jest oczywiscie najgorsze - ze ja jak ta kretynka mu
      na to pozwalam!bo swiadomie lub nie,cos do niego poczulam,po czym za jakis czas
      zaprosil mnie na kawe do siebie i mowi ze po tym "zwiazku" z anka nie chcialby
      ryzykowac ze ze mna mu nie wyjdzie i na razie zostanmy przyjaciolmi!a po tej
      rozmowie i tak jest jak bylo,tzn cos miedzy nami jest,ale nie jest,z jednej
      strony mi to pasuje,a z drugiej szlag mnie trafia i nie mam jak z tego
      wybrnac,bo ja tez nie chcialabym stracic tego co teraz jest miedzy nami,chocby
      nie wiem jak popaprane to jest.BU
      • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 14.03.05, 20:09
        wiem...
        i wiecie co...
        jush mi ta nadzieja przeszła...
        tzn...
        MAM DOŚĆ...
        mam dość ryczenia, mam dość myslenia, mam dość zastanawiania się...
        dlaczego mam się tak męczyć? łzy wylewać...
        ale... boję się odrzucić to, co czuję...
        a może to fikcja?
        do tanga trzeba dwojga... sama nic nie zrobię...
        nie mam sił walczyć...
        jush nie wiem co robić...
        iskierka nadziei się tli, ale... dusi sie pod kloszem Jego nic-nie-robienia...
        biegam jak piesek... pokaże mi kosć to ja jush zmieniam plany... kieyd tylko
        się wypalam i postanawiam zakończyć tę farsę, On daje mi nadzieję... kolejne
        złudne słowa...
        potrzebuję odrobiny ciepła...
        czy to tak wiele...??
        chciałabym sie w końcu dowiedzieć jak to jest... ale każda moja próbę zbywa
        słowami "oj nie marudź"...
        HELP :-(
        • Gość: pszczółka Maja Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 21:19
          Wiecie co ja tez tak myślałam,że ze mną musi byc coś nie tak,i że gdzie ja do
          niego...ale hmm były wyraźne sygnały z jego strony , ehhh ...a teraz jest
          nadzieja,że może...,jednak przestanie byc taki niezdecydowany,ale ile można
          czekać...,chociaż nie powiem,ale to nauczyło mnie cierpliwości,o jaką się w
          życiu nie podejrzewałam i powiem ci coś halt-mich zasługujesz,na pewno
          zasługujesz na to,żeby ktoś cię kochał i był zdecydowany co do swoich uczuć,
          wszystkie na to zasługujemy !!! pozdrawiam
          • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 14.03.05, 21:29
            eh...
            masz racje...
            ja chyba sobie po prostu pobędę...
            przecież... jakby nic nie chciał, jakby Mu nie zależało w ogóle, to by
            powiedział, ze mam sie odczepić albo na oczy sie mi nie pokazywał...
            w końcu... pracuje... wyjeżdza... papierkowa robota...
            może końcu doceni... bo jestem jedna jedyna... są lepsze, ładniejsze,
            madrzejsze, ale ja... ja jestem jedna jedyna :-P
            hihi
                  • Gość: Dorota Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 18:08
                    ... jakbym czytała swoja historię, trwa to już 1,5 roku. Nie wiem jak się
                    zakończy ale kocham go. Pomimo 40 lat nie umiem sama znaleźc odpowiedzi.
                    Ciągła "szarpanina" z facetem, który ma 43 lata. Ale najfajniesze jego reakcje
                    są gdy się " oddalam", wtedy zaczyna się meski "taniec godowy", to on zabiega o
                    mnie, potem sytuacja się odwraca i tak wkółko. Rada tacy faceci nie lubią być
                    stawiani pod ścianą, trzeba się delikatnie od nich oddalać,tak by mieli
                    wrażenie, że ktoś może was im porwać.
                        • Gość: Lady =====>JEST NA TO RADA<===== IP: *.gorzow.mm.pl 15.03.05, 19:38
                          A JA WIEM JAKI JEST SPOSOB NA TO CALE ZLO I CIERPIENIE.moja historia jest
                          taka.poznalam chlopaka jaki czas temu, chyba dokladnie rok temu i dwa
                          miesiace.zaczelo sie niewinnie od sms, potem w listopadzie tamtego roku
                          zaczelismy chodzic ze soba juz tak na powaznie.pod koniec grudnia, na swieta
                          zprosil mnie do siebie i poznalam jego rodzinke, mili ludzie tak a propo.potem
                          na sylwka moja rodzina pojechala do jego rodziny, bylo wtedy bardzo milo,dodam
                          ze nie mieszkamy w tym samym miescie-widzimiy sie raz na tydzien.w miedzyczasie
                          dowiedzialam sie ze on nie byl ze mna do konca szczery poniewaz kiedy zaczal ze
                          mna chodzic(w listopadzie)to nie do konca wyjasnil swojej bylej ze ma
                          mnie.wyjasnil jej, wybaczylam mu i bylo okey przez miesiac i dwa tygodnie.potem
                          znowu uswiadomilam sobie ze on sie wogole nie liczy z moimi uczuciami,smieje
                          sie z moich problemow, mowi ze przesadzam,oczywiscie caluski i przytulanko
                          bardzo chetnie.zawsze nazywa mnie pieknie"slicznotko,moja pani"chodzi ze mna
                          pod reke ,obejmuje mnie,szczegolnie w miejscach publicznych...jest chorobliwie
                          zazdrosny,najchetniej zamknalby mnie w klatce-bo'kocha na mnie patrzec'.wiele
                          razy plakalam przez niego bo ma pretensje o takie drobnostki...mam juz dosc,
                          czemu musze sie komus ciagle tlumaczyc?ZRYWAM Z NIM!!I INNYM KTORE PLACZA PRZEZ
                          FACETA TEZ TO RADZE!!ZYCIE JEST PO TO ZEBY SIE CIESZYC, MILOSC PO TO ZEBYSMY
                          SIE RADOWALI!!NIE MARNUJMY SOBIE ZYCIA !!PRECZ Z NIEZDECYDOWANYMI FACETAMI!!
                    • Gość: pszczółka Maja Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 19:14
                      Ja próbowałam się od niego oddalić,próbowałam nie zaczynać z nim rozmów,ale to
                      było silniejsze ode mnie , czasami bardzo dużo wysiłku kosztowało mnie nie
                      odzywanie się do niego ,ale w efekcie to on przestał się do mnie odzywać i tak
                      uparcie milczy już 3 miesiąc,a ja no cóż cierpliwie czekam i czasami "pukam" do
                      tej twierdzy bez drzwi i coraz częściej łapię się na tym,czy to w ogóle ma
                      jakikolwiek sens ??? ale zależy mi na nim i to chyba coraz bardziej ,pomimo tej
                      ciszy,która czasami jest nie do wytrzymania :(
                        • Gość: Lady I WIECIE CO?? IP: *.gorzow.mm.pl 15.03.05, 19:47
                          I WIECIE CO?? nie ludzcie sie ze on sie zmieni, moze i sie zmieni ale wy w tym
                          czasie mozecie poznac tego jedynego ktory bedzie potrafil was docenic,bedzie
                          was traktowal tak jak na to zaslugujecie, wyslucha was,zrozumie, bedzie
                          podpora, przytuli, ucaluje slodko...na takiego kogos warto poczekac;)mi nie
                          bylo latwo, przez mojego bylego mam klopoty z sercem i wogole ze zdrowiem..ale
                          bez niego jest o niebo lepiej!sprobujcie, zaloze sie ze nie pozalujecie!
                          pozdrawiam
                          • Gość: halt-mich Re: I WIECIE CO?? IP: *.martel.pl 15.03.05, 19:57
                            eh...
                            może masz rację Lady...
                            ale póki co nie wyobrazam sobie, by mój niedoszły i niezdecydowany mógł
                            przestać dla mnie istnieć tak, jak istnieje do tej pory...
                            oczywiscie wszystko może się zdarzyć...
                            ale póki co... może to jest bez sensu, ale nie mogę inaczej... chwytam sie
                            najmniejszej nadziei, że jednak niezdecytowany się zdecyduje... wyjedzie - może
                            cos zrozumie, może doceni, może... tylko co jak nie...??
                            buuuu
                            niepewnosć jest okropna...
                            • ladysprawiedliwa Re: I WIECIE CO?? 15.03.05, 20:00
                              ja wiem..naprawde ze to trudne..dla mnie tez bardzo bylo..tak w zasadzie to
                              jeszcze sie to troche za mna ciagnie...staram sie..tez sobie mysle:on nie jest
                              taki zly,usprawiedliwiam go ale wiem ze na dluzsza mete to to mnie wykonczy...
                              • ladysprawiedliwa Re: I WIECIE CO?? 15.03.05, 20:03
                                a najgorsze jest to ze widze ze moja rodzina tez sie tym przejmuje i tez
                                cierpi..cala sytuacja mnie przerasta...a on..nie wiem..pisze ze mnie kocha,chce
                                spedzic ze mna reszte zycia..w wakacje mialam miec zareczyny a po roku jakim
                                slub...i co?? chyba nic z tego nie wyjdzie bo ja sie boje ze ja tego nie
                                wytrzymam, psychicznie jestem wykonczona..a te jego watpliwosci..czy przetrwamy
                                moje studia..czy bede z nim chciala jeszcze byc...
    • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 15.03.05, 20:02
      ja tu tak narzekam sobie, ale cały czas pamietam, że (nie)mój niezdecydowany
      dostał jush niezłego kopniaka... ex go zostawiła dla kolegi, a On chciał sobie
      z nia życie ułożyć... do tej pory nosi obrączkę na palcu... bo chciał się z nią
      ożenić...
      poza tym łatwiej jest wyjechać, kiedy zostawia sie po sobie "czyste konto"...
      Anglia sie zbliza wielkimi krokami...
      a On dalej milczy...
      a ja na huśtawce emocjonalnej...
      buuuu :-(
        • Gość: lou_krecja Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 23:03
          jakbym czytala o sobie! chyba sporo tych niezdecydowanych. ja wlasnie "bujam
          sie" z drugim. ten pierwszy rozpłynął się, kiedy ograniczylam kontakty w trosce
          o swoja kondycje psychiczna, karuzela mi nie słuzy:)ale czulam ze tak bedzie,
          wliczylam to w koszta. obiecalam sobie, ze nigdy wiecej, ale znowu wpadlam w
          pulapke. i to jak glupio!- spotykalismy sie z poczatku, zeby sie pocieszac. on
          niedlugo wczesniej zerwal z dziewczyna, ktora regularnie przyprawiala mu rogi.
          duzo rozmawialismy. to z jego strony zaczelo sie cos wiecej... przez kilka
          miesiecy bylo cudownie. a teraz chyba mnie unika od kilku dni. juz tak bywalo,
          fundowal mi hustawke, ale teraz mam wrazenie, ze to juz na dobre. zdaje mi sie,
          ze wrocil do swojej bylej. moze to i dobrze, bo ja nie mialam sily, zeby to
          przerwac, za kazdym razem, gdy przychodzil po dniach milczenia, cieszylanm sie
          jak dziecko, chociaz wczesniej obiecywalam sobie, ze trzasnę mu drzwiami przed
          nosem. mam nadzieje, ze tym razem starczy mi sily. nie chcialabym po raz
          kolejny nabrac sie na to jego "kotku, tak tęskniłem"
          • Gość: bridget Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.visp.energis.pl 17.03.05, 19:47
            sluchajcie,szczegolnie halt mich,nie mow mu za nic co do niego czujesz,to
            wzbudzi tylko jego litosc.a nie uczucie.ja mojego pana olalam,skutek taki,ze
            zaproponowal nowy poczatek,bez ogldania sie za siebie,jest super,nie mozemy sie
            doczekac spotkan,wysylamy sobie slodkie smsy,on jest zazdrosny o kolegow z
            pracy,a ja jestem szczesliwa.gdy przypominam sobie ile razy sama pisalam ze do
            tanga trzeba dwojga,a on powiedzial mi w oczy,ze nie chce ze mna byc bo nic do
            mnie nie czuje to dzisiaj sie usmiecham,ale wtedy budzilam sie w srodku nocy i
            plakalam.i ciesze sie,ze nie powiedzialam mu,ze go kocham.bo to bardziej
            skomplikowane.kocham go i chce z nim byc,ale po co on ma o tym wiedziec,niech
            zyje w niepewnosci.to przynosi lepszy skutek.trzeba zagrac va bank-olac,jesli
            nie przyniesie efektu to znaczy,ze facet odetchnal wlasnie z ulga ze ma cie
            zglowy-a to znaczy,ze nic na sile.on nie chce i trzeba sie z tym pogodzic.ja tak
            mialam w wakacje az mi powiedzial wprost-nie dzwon wiecej!zqabolalo jak
            cholera,ale potem poznalam mojego pana i teraz jestem szczesliwa.ale zawsze
            trzeba sposobu.trzymam kciuki halt mich.
      • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 18.03.05, 15:49
        hm...
        znowu to samo...
        umówiłam sie z psiapsiółą na piffo z okazji dnia św. Patryka...
        zadzwonił i wiedziałam, że tesh przyjdzie z kolegą...
        potem zniecierpliwiony naszym spóźnieniem zadzwonił gdzie jesteśmy..
        przyszliśmy i... nic
        bezpośrednio do mnie rzekł AŻ(!) 3 zdania: "Pożycz 40 groszy bo brakuje nam na
        bilarda", "Oj marudzisz" i jeszcze jakieś coś...
        potem sobie po prostu po kilkudziesięciu minutach poszedł...
        ja do domu i znowu w ryk, ale...
        postanowienie nie noworoczne (moze go dotrzymam):
        aborcja...
        muszę zmienić to chore "coś"... usunać...
        jeszcze trochę i się wykończę i juz nie mogę...
        nadzieja zapewne tak szybko nie umrze...
        łatwo powiedzieć trudniej zrobić...
        ale porządne postanowienie to pierwszy krok...
        boję się jednego... że znowu wystarczy jakieś słowo, gest, a nadzieja na "coś
        wiecej i poważniej" powstanie z martwych...
        buuuu
        ;-(
        • Gość: kala Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.05, 17:50
          jak czytam co piszesz, to jakbym czytała o sobie samej; bardziej mnie to
          śmieszy niż smuci, bo przeciez nie siądę w kącie i nie będe płakać;
          zbierałam się 2 miesiące, żeby zrobic ten radykalny krok, ale w końcu do mnie
          dotarło, że nigdy nie będe szczęsliwa, jesli będe uwiązana do jakiegos faceta i
          od niego uzalezniona;
          ostatnie pół roku straciłam na jakiegos durnego egoistycznego typa, a mogłam
          komuś innemu poświęcić swoją uwagę;
          powinnaś się w końcu obudzić i przestać snić; bo nic z tego nie będzie; nie
          pomoga tutaj żadna pocieszenia kolezanek czy kogokolwiek; nie pomoże wygadanie
          się; musisz sama to zrozumieć i sama to rozwiązać; bo to jest TWOJA sprawa; a
          facet jest pewnie nic nie wart;
          minął miesiąc odkąd przestałam go widzieć i już widze odmianę; patrzę na innych
          facetów z zainteresowaniem;nie porównuję już ich do tego nic nie wartego
          faceta; daje sobie po prostu kolejną szansę; ty też jestes tego warta; i
          zamiast się nad sobą rozczulać, to weź się kobieto w garść i powiedz KONIEC

          jesli jeszcze raz zobacze jakiś twój smętny post na tym forum to dostaniesz w
          tyłek!!!! ; P

          jak to mówi moja babcia; wiele kwiecia na tym świecie

          PS.jesli chcesz pogadać to daj znać, a dam ci mój @

          trzymaj się babo
          • Gość: lou_krecja Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.devs.futuro.pl 18.03.05, 20:25
            kala ma racje, halt-mich nie daj sie! moj niezdecydowany wlasnie napisal, tak
            ladnie napisal - misiaczku:) I wiesz co? Nie odpisze mu ani teraz ani pozniej.
            przez moment myslalam zeby napisac, zeby sie wiecej nie odzywal, ale nia warto.
            Koniec z łapaniem kazdej okazji do kontaktu. I nawet nie chce mi sie płakać ani
            nic. To forum chyba pomaga:) trzeba byc twardym a nie MIENTKIM;) trzymaj się i
            bądź silna, jeszcze bedziemy się z tego śmiać:)))
            • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 18.03.05, 22:39
              dziś nie dałam rady... za długo tak...
              dziś nadszedł czas aborcji...
              aborcji mysli... aborcji nadziei...
              macie racje...
              /tylko kala nie bij, prosze :-P/
              ktoś śpiewał, że "nie warto jest kochać za dwoje"
              i coś w tym jest
              i wiecie co...?????
              DZIEKUJE WAM, ŻE OTWIERACIE MI OCZY...
              nie w jednostce siła, ale w nas wszystkich razem :-)
              hm...
              sam nie wie co traci :-P
              może kiedyś się zorientuje... ale wtedy moze byc już za późno...
              pozdrawiam serdecznie :-)
              • karolinaa19 Re: niezdecydowani meżczyźni 27.03.05, 00:33
                Mam podobny problem spotykałam sie z facetem było miło... gdy nagle on mi
                powiedział ze on nie chce jeszcze stałego zwiazku bo jest porozstaniu z
                dziewczyna z która byli bardzo długo ok 5 lat ...mi bardzo na nim
                zalezy...bedziemy sie jeszcze razem widywac i napewno rozmawiac co mam zrobic
                zeby go nie wiązac ale zeby tez nie stracic? czytając wasze wypowiedzi zaczynam
                sie troche bac ze moze to przybrac(ten zawiazek) dziwnego charakteru, rozumiem
                ze on cierpi nie chce tak szybko wracac do zwiazku i układac sobie zycia w
                pewnym sensie ograniczonego...ale skoro tak to po co on mi zrobił taką nadzieje
                ze moge byc z nim szczesliwa...doprowadził do tego ze mi zalezy coraz bardziej a
                kazdy dzien rozłąki to dla mnie męka...Ja bardzo nie chce go
                stracic...pozdrawiam wszystkie dziwczyny które cierpi przez niezdecydowanych bo
                to boli wiem ;(
          • Gość: halt-mich Re: niezdecydowani meżczyźni IP: *.martel.pl 09.04.05, 18:24
            wczoraj olał mnie 2 razy - na ulicy nie odpowiedział nawet gUpiego czesc
            ale jak wczoraj widział mnie z kolegą to już dzis sie odezwał
            heh pytał a co ja sie z nim tak po mieście wożę
            a pote zaczał marudzić ze pokłócił sie z matka i jaki to jest biedny i
            nieszczesliwy... zapisał na gg ze zaraz wróci i wszelaki słuch po nim zaginął...
            i wiecie co...
            tym razem nie ryczałam jak gUpia...
            fakt.. jakby tylko powiedział, że chce zeby coś z tego wyszło to bym była
            najbardziej happy, ale tak nie powie... a jak ma dawać złudne nadzieje to niech
            faktycznie sie nie odzywa...

            "nie trać czasu na kogoś, kto nie ma go, by spędzac go z tobą"

            kocham i bede go kochać... ale moze z czasem juz inaczej...
            skoro on nie kocha mnie...

            nie załuję, ze sie poznalismy czy cos...
            lepiej poznała siebie i świat...
            szkoda tylko, że tak to sie skończyło, zanim sie nie zaczeło...

            DAMY RADE
            :)
            POZDRAWIAM

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka