Dodaj do ulubionych

Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy...

26.08.05, 22:48
...lepiej być pierwszym, który zamknie drzwi.
Zgadzacie się z tym?
Jestem w takiej sytuacji, że strasznie kogoś kocham, ale nie mogę z nim
wytrzymać, bo bardzo się różnimy.
Muszę się nauczyć sztuki odchodzenia.
Czy ktoś to umie?
To jest wątek "na poważnie".
Edytor zaawansowany
  • Gość: jzak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:02
    Dlaczego nie mozesz z nim byc? Na czym polegaja te roznice?
  • elleves 26.08.05, 23:06
    hmm okresl moze konkretniej sytuacje....
    - ale ja nie potrafie pierwsza zamyklac drzwi:( i to chyba byl moj czesty
    blad..
  • madzia_fax 02.02.06, 15:07
    NIe da sie nauczyć tej sztuki. Inni sie przejmuja porzucajac kogos inni nie to
    zalerzy od osoby. Choc niewiadomo jak bedziesz sie starać to i tak nie obejdzie
    sie bez bólu. A jesli go naprawde kochasz prorozmawiaj z nim i powiedz mu
    rzeczy, ktore tobie sie w nim nie podobają. jesli Cie kocha postara sie zmienić.
  • justyna_87 03.09.06, 11:29
    ja też niewiedziałam jak odejść od chłopaka.byłam z nim 4 lata i jak powolili
    widziałam różnice między nami to zaczęłam się zastanawiać czy skończyć tą
    znajomość..2 lata była pierwsza próba ale groził mi że się powiesi..więc
    ustąpiłam ale po 4 latach gdy znowu chciałam odejść to nawet niemiał nic
    przeciwko temu..może mu się znudziłam a niechciał mi tego powiedzieć...ale
    ciesze się że wyszłam z tego związku bo dłużej niebyło sensu z nim być...
  • ewelinkowska 09.11.06, 15:59
    Wlasnie ja mam takiego chlopaka...Czasami jest arogancki kiedy indziej leniwy i
    zimny.. Czesto bywa tak ze nie chce mu sie ze mna spotkac bo jest np. zmeczony
    po pracy.. Kiedys poprosilam go aby mnie przytulil a on mi na to ze nie czuje
    potrzeby.. Czasami powie cos co mnie zrani a pozniej powie zebym nie byla
    mazgajem.. Ale bywa i tak ze jak jestesmy ze soba jest poprostu bosko...Znajomi
    czesto zadaja mi pytanie dlaczego jestem z takim facetem...Ja rowniez
    zastanawiam sie dlaczego z nim jestem.. ale juz wiem.. Kocham Go. i nic na to
    nie poradze... czesto mnie rani a ja swiata bez niego nie widze.. wiem glupia
    jestem...widzisz nie jestes sama...kochamy kogos a jednak cierpimy dzieki tej
    milosci....
  • Gość: laura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 11:56
    Chyba bylysmy z tym samym facetem albo inaczej ja byłam a Ty jestes.On w koncu
    mnie zostwił:....(
  • Gość: juhhh IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.08, 13:00
    ...kocham...i co z tego...ta miłość mnie wykończy. Czy dla kilku przyjemnych
    chwil, dla wspomnień, dla marzeń o lepszych czasach warto tkwić w toksycznym
    związku? Jak długo można dawać wszystko nie dostając nic(albo niewiele) w
    zamian? Jak długo można łudzić się, że nasza miłość Go zmieni? Drogie Panie, nie
    musimy być Matką Teresą, nie musimy zbawiać świata. Sama przekonałam się, że
    najważniejsze jest moje szczeście. Egoizm? być może, ale nie warto robić czegoś
    kosztem siebie, bo to ze sobą będziemy żyć gdy inni odejdą, to na siebie
    będziemy patrzeć w lustro, bo to ze sobą! musimy czuć się dobrze. Przeczytałam
    na innym forum o tym czy warto podawać powody rozstania. Według mnie warto. Ja
    tak zrobiłam i czuje się lepiej. I On może wyciągnie z tego jakieś wnioski. I to
    ja postanowiłam odejść pierwsza. Może ze strachu, że kiedyś On odejdzie...coś w
    tym jest. A raczej dlatego, że przestałam się łudzić, że będę z nim
    szczęśliwa..ale tak naprawdę szczęśliwa, bez żadnego ale...bez wyrzeczeń.
    Wzięłam sprawy w swoje ręce. To moje życie i chce je przeżyć może i w
    samotności, kto wie...ale w szczęściu i spokoju ducha.
  • Gość: jagódka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.06, 21:49
    ja też mam ten właśnie problem, zawsze wydaje mi sie,że jeżeli to ja zamknę
    pierwsza drzwi stracę coś i będę później żałowała do końca życia
  • kasienkaa6 21.11.06, 17:06
    Właśnie wczoraj rozstałam się z moim mężczyzną..
    były łzy, wyrzuty, wyzwiska, straszny żal i płacz.
    Strasznie go kocham, a on mnie jeszcze bardziej, ale nie możemy być razem.
    Czasami smutne jest to życie...
  • gamn 23.11.06, 19:50
    trzymaj sie mocno zycia a dojdziesz do wewnetrznego spokoju ducha
    pozdrawiam
  • Gość: lisa IP: *.dip.t-dialin.net 26.08.05, 23:56
    jestem dokladnie w takiej samej sytuacji!wlasnie odeszlam po 2 latach
    znajomosci.kocham go bardzo ale nie moge z nim byc.
  • Gość: jzak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:59
    Ale jakie sa wasze powody? Dlaczego nie mozecie z nimi byc, chociaz ich
    kochacie???
  • laurka25 08.02.06, 12:10
    Niestety!! tak bywa! U mnie jest z ta róznicą ze to on odszedl stwierdzając, ze
    z nim nie bede szczesliwa!1 ateraz sie pjawia i mowi ze koch ai nie moze
    zapomiec... tylko jakos mi trudno w to uwierzyc wiedzac to, ze ma kogoś i ja
    tez kocha i weźcie tu takiego zrozumcie, nie wiem ale czasami mam wrzaenie z
    emam do czynienia z osiołkiem!! Jest jednak róznica taka ze ja sobie dalam z
    tym rade...
    Zastanawiajac sie nad tym lepiej byc samemu i być szczęsliwym niz z kims kogo
    się kocha alenie daje nan tego szczęscia... Co wy na to?
  • Gość: barabara191 IP: *.bielsko.dialog.net.pl 09.11.06, 19:02
    dlaczego nie możesz z nim być? bo nie bardzo to rozumem skoro go kochadsz to
    chyba tym bardziej powinniscie być razem! pytam bo niedawno sama uslyszalam odo
    kogos kogo kocham ze on nie moze ze mna byc mimo tego ze mu na mnie bardzo
    zalezy i zawsze bylo mu ze mna dobrze dziwne to troche wiec moze by mi to ktos
    tak uprzsejmie wytlumaczyl:)
  • Gość: spiaca bijuti IP: *.b-ras1.srl.dublin.eircom.net 09.11.06, 19:14
    tego sie nei da wytlumaczyc niestety
  • mikiqq1 09.11.06, 20:11
    witam wszytkich
    mam moze troszeczke niemadre pytanie
    po zerwaniu z chłopakiem ile czasu byłyście same
    ja zerwałam w maju
    było paskudnie od nowa praktycznie musiałam nauczyć się zyć co tam żyć poprostu
    odychać
    i teraz poznałam kogoś
    jest miły ale cóz poprostu sie boje
    że znowu bedzie mnej póznej bolało
    co mam robić
  • gamn 10.11.06, 13:53
    jesli jestes gotowa psychicnie to juz na drugi dzien mozesz poznac nastepce eksa
  • Gość: dżaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 13:25
    ja nie potrafię odchodzić... nawet jeśli związek nie ma już sensu i coraz
    bardziej się męczę nie potrafię powiedzieć "dość". wolę się łudzić, że może on
    w końcu zrozumie. a jeśli zrozumie, tylko nie swój błąd, lecz fakt, że to nie
    ma faktycznie sensu, on odchodzi pierwszy,a a ja cierpię. smutne, żałosne,
    poniżające..? ...może, ale przede wszystkim prawdziwe...
  • Gość: viola IP: *.hsnxx1.adsl-dhcp.tele.dk 29.06.06, 09:48
    ja tez nie potrafie chociaz jestem bardzo intel.kobieta , ale nie potrafie
    odejsc.W moim przypadku jest bardzo wiele powodow, pomocy dlaczego jestem taka
    glupia????????????(opasha@op.pl)
  • Gość: myszka IP: *.dip.t-dialin.net 29.10.06, 00:11
    mam dokladnie ten sam problem...czekalm no i sie doczekalam...on ma dosc i chce
    out...ja w sumie tez ale czemu to tak boli wiedzac ze zwiazek nie ma sensu????
  • Gość: baca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.07, 09:03
    Skoro jesteś taka "intel.kobieta" cokolwiek to znaczy to może zacznij pisać
    poprawnie?
  • Gość: so immature IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 13:47
    "wątek na poważnie"?? idz dziewczyno do psychologa, może on Ci jakos pomoże,
    chociaż wątpię.
  • Gość: Lisa IP: *.dip.t-dialin.net 28.08.05, 14:03
    Do czego potrzebny jest tu psycholog? Dwoje ludzi jest razem i jest OK! Ale jak
    jedno z nich zaczyna sie w tym zwiazku dusic a ta druga osoba nie reaguje na to
    to mysle ze najlepszym wyjsciem jest poprostu zamknac drzwi i starac sie zaczac
    wszystko od nowa( chociaz boli)
  • Gość: neska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 15:12
    Racja,to najlepsze rozwiazanie ale nie takie proste.Dla mnie m.in.
    Rowniez wole sie ludzic,starac sie wszystko naprawic choc czesto takies
    mozliwosci nie ma niz odejsc i zaprzepascic wszystko...
    Tak samo jak autorka wątku,chcialabym sie nauczyc "sztuki" odchodzenia.Dla mnie
    jest to skomplikowane,po prsotu nie potrafie przelamac sie.
    Pozdrawiam:)
  • Gość: Lisa IP: *.dip.t-dialin.net 28.08.05, 16:32
    Ale co zaprzepascic!Czy lepiej pozostawic w pamieci piekne wspomnienia czy tez
    trwac w zwiazku bez przyszlosci i obudzic sie z" reka w nocniku"?Mysle ze kazda
    z nas chce czuc sie ta najwazniejsza.Moze Facet potrzebuje takiego uderzenia
    aby narescie przemyslec co dla niego jest wazne.Jesli mu zalezy to sie odezwie
    a jesli nie to plus dla Ciebie ze to Ty skonczylas z nim( I tak nie byl Ciebie
    wart)Pozdrawiam i trzymam kciuki
  • Gość: neska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 19:01
    Wlasnie chodzi o te piekne wspomnienia.Wiesz mam zwyczaj przykladac wieksza
    wage wlasnie do tyh cudownych chwil niz do tych zlych.A to zle chyba bo wredy
    moze byc jeszcze gorzej.
    P.S w chwili obecenej nie jestem z nikim ale moze to sie odnosci do mojego
    bylego.
    Pozdroofki:)
  • Gość: Sabinka IP: *.katowice.msk.pl 28.08.05, 19:16
    Mam podobny problem. Ja kogoś bardzo kocham, jestem z NIM ale on mnie nie
    kocha. nie uznaje miłości, nie wierzy w nią. Róznimy sie prawie wszystkim,
    totalne skrajności. Dobrze mi z nim, jednak on mi nie okazuje, ze mu na mnie
    zależy, nigdy 1 nie zadzwoni i wogóle:( Smutno mi i serce mi sie kraja, czasami
    sie zastanawiam czy ten związek ma sens, ale nie wyobrażam sobie jakbym mogła
    bez niego być:(
  • Gość: Lisa IP: *.dip.t-dialin.net 28.08.05, 20:08
    Ja wlasnie jestem na rozdrozu.Odeszlam po 2 latach znajomosci.Jest mi bardzo
    ciezko(boli)ale mysle ze to byl najwyzszy czas na wykonanie tego
    kroku.Oczywiscie ze licze na to ze zadzwoni,ze przemysli,ze pokaze narescie ze
    mu na mnie zalezy(odeszlam w zeszla niedziele i narazie cisza)Ale jesli tego
    nie zrobi to tylko mnie upewni ze dobrze zrobilam.Nie umiem tkwic w zwiazku i
    nie miec uczucia ze facetowi jeszcze na mnie zalezy.Dlaczego facet na poczatku
    ujawnia swoje uczucia a potem wszystko mu obojetnieje.A my potrzebujemy caly
    czas ciepla,bezpieczenstwa.
  • Gość: Sabinka IP: *.katowice.msk.pl 28.08.05, 21:00
    Faceci chyba juz tacy są:( Zawsze myślałam, ze jak sie zakocham to z
    wzajemnością, ze bede ciągle adorowana, ze nie tylko z początku znajomości ON
    bedzie mi okazywał zainteresowanie. Teraz mam wrażenie, że jest ze mna tylko
    dla mojego ciała, dla sexu:(
    Kobiety są takie wrażliwe, potrzebujemy poczucia, że jesteśmy dla nich ważne, a
    tu często nic:(
  • Gość: Lypa IP: *.sejny.jarsat.pl 16.09.05, 23:38
    No cóż drogie Panie..Przeczytałam wasze wypowiedzi i wiem jaki to ból i jak
    jest ciężko...Trzymajcie się cieplutko i dzielnie bo ja nie mam do tej sytuacji
    już siły...:(Pozdrawiam serdecznie!
  • ostatniraz 20.08.06, 12:45
    ja jestemz moim roki jest tak samo jest obojetny, działa mi to na psyche cały
    czas jestem smutna itp. rzuciałm dla niego prace straciłam wszysrkie pieniadze
    i jest mi teraz o wiele trudniej zaczac nowe zycie ale juz ie wytrzymam z nim
    zaczał mnie okłamywac a te jego chamskie teksty dobrowadzaja mnie do szału
    zupełnie jak by byl z kolega... :((((((((((((((
  • elamodela 21.08.06, 23:25
    Współczuję, ale wpisałaś się tak trochę w niezbyt miejscu:D
  • Gość: KELI15 IP: *.dew.pl 11.01.09, 01:11
    Witaj.
    Moim zdaniem jeśli facet zaczyna okłamywać kobiete,to nie jest jej
    wart.Postaraj się troche go olać,nie odbieraj jego tel.,a jak z nim
    się umówisz,nie wychodz na spotkanie.Po tym albo go "otrzezwi",albo
    szkoda na niego czasu,bo będzie coraz gorzej.Pamiętaj to Ty jesteś
    najważniejsza i trzymaj ster!
    Dzis Cie boli ale spoko, przejdzie Ci ! Niech on cierpi !
    Pozdrawiam i nie daj się !













  • Gość: kejj IP: *.4web.pl 26.06.06, 10:42
    Zgadzam się w zupełności!! Ja jestem w podobnej sytuacji..
    2 m-ce temu poznałam faceta..znajomość przerodziła się w uczucie
    przynajmniej tak mi się wydawało! Byliśmy razem na Mazurach i..
    mimo,że było wszystko ok on zadzwonił do mnie z poźbą,żebym dała mu
    czas na zastanowienie się nad nami bo nagle zjawiła się jego była
    a on ma dylemat..Musi przemyśleć i potrzebule tygodnia!
    Ale to nie wszystko..Po niedługim czasie okazało się że tak nie jest..
    Po powrocie poznał kogoś i poprostu chce przetestować tamtą osobe!!
    Poprostu PARANOJA!! A JA TAK GO KOCHAłAM..może kocham nadal..Niewiem!!
    Ale mimo to nie potrafie mu wybaczyć..wiem,że gdybym się zgodziła
    to nie byłby ten sam związek. Brakowało by w nim nhajważniejszego ZAUFANIA!!
    i po co mi TAKI Związek!? Po co??
    Nie będę niczyją zabawką,którą można odłożyć na chwile na półkę a później
    do niej wrócić!! SZANUJMY SIę Dziewczyny!!
    Pozdrawiam dziewczyny,których nie szanują ich Faceci!!
    OBUDŹcie się!! Oni nie są warci niczego!! A zwłaszcza Waszej Miłości!!
    Na którą ZASłUGUJEMY !! nIE DAJCIE SIę!! CCCCCCCałujee!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: dominika IP: *.abcdata.pl 01.08.06, 16:07
    Ty głupia babo, jak możesz mówić o miłości po 2 miesiącach znajomości???o
    zauroczeniu może tak, ale nie o miłości.A później się dziwisz że facet cię
    oszukuje :)
  • upadly.aniol 29.08.05, 00:26
    Doskonale Cie rozumiem.Juz kilka razy miałm taka sytuacje
    ale...wrociłam.Stwierdziłam ze na tym to wszystko polega.Wlasnie na roznicach!
    Nie bez powodu mowi sie ze przeciwienstwa sie przyciagaja.Nie wiem czy sie
    kłocicieale nie to jest wazne...wazne jest to czy potraficie sie pogodzic i nie
    ma znaczenia w jaki sposob.Idealne zwiazki sa do bani.Mozecie sie roznic tylko
    musicie do siebie pasowac.Wasze roznice dowodza temu ze macie odmienne zdanie i
    mozecie wymieniac sie opiniami.Sprobuj znalezc w tych roznicach dobre
    strony.Nie uwazasz ze byłoby to dosc nudne gdybyscie sie we wszystkim zgadzali?
    Wydaje mnie sie ze to własnie przyciaga ludzi do siebie i dlatego nie umiemy
    rozstac sie z ta osoba.To nie takie łatwe.
  • Gość: ona21 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 00:41
    nie czytam wszystkich wypowiedzi tylko od razu napisze.generalnie odejscie od
    kogos po dluzszym zwiazku strasznie boli i ja cos o tym wiem..a do tego jak sie
    ta osobe dalej kocha to boli jeszcze bardziej zajebiscie..do takiej decyzji
    przygotowywalam sie ponad mies..myslalam ludzilam sie ze moze on sie zmieni ze
    cos z tego jeszcze bedzie ale coz wielka lipa.zerwalam po 4 latach...strasznie
    bolalo i cierpialam ..nawet chcielismy wreocic do siebie ale i tak nic by z
    tego nie bylo.myslalam ze to ten jedyny.mylilam sie.teraz jestem z kims.jest mi
    dobrze.natomiast czesto mam straszne wyrzuty sumienia ze tak bardzo
    skrzywdzilam tamtego faceta.bardzo przezyl to rozstanie..ZAMKNIJ DRZWI ZA
    SOBA...BEDZIE BOLEC ALE CZAS LECZY RANY..POZDRAWIAM.
  • elamodela 29.08.05, 01:52
    Właśnie, to jest cholernie trudno powiedzieć sobie dość.
    Pierwszy szok przychodzi kiedy mija zauroczenie, a zaczyna się życie. Wtedy się
    trzeba starać i uczyć tolerancji.
    A kiedy związek trwa i trwa, i powoli się wypala, człowiek się zaczyna
    zastanawiać czy to w ogóle ma sens. W końcu tylu ludzi jest na świecie...
    I kiedy kłótnie się nawarstwiają, i kiedy nie ma już tej czułości co kiedyś, a
    wszystko cię irytuje, to naprawdę można zwątpić. I zaczyna się analizować, i
    widzi się, że jednak więcej was dzieli niż łączy...
    Generalnie sprawa jest jasna, ale... właśnie wtedy zaczynasz żałować, że może
    mogło być inaczej, że przecież jesteście sobie tacy bliscy..., tyle się rzeczy
    przypomina, które razem przeszliście...
    I właśnie wtedy tak strasznie trudno jest odejść. A potem koło się zamyka i
    znowu ryczysz, a mimo wszystko dalej tkwisz w tym związku...
    POZDR.
  • Gość: kaśka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 15:43
    Będę bardzo "orginalna". Mam ten sam problem. Nie potrafię odejść. Nigdy nie
    byłam z chopakiem dłużej niż kilka miesięcy, nigdy się nie zakochałam (tak
    naprawdę). Teraz kocham, i to bardzo, chłopaka z którym jestem 1,5 roku.
    Niestety sporo nas różni, on mnie często nie rozumie. Mnie to boli. Myślę o
    rozstaniu, ale wiem że będę bardzo cierpieć. Boję się tego.
    Dlaczego sztuka rozstania jest taka skomplikowana i bolesna...
  • Gość: mała IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.06, 10:59
    Radzę Ci od niego odejść. Zbierz się w sobie i zrób to. Jeśli macie przeżyc ze
    soba resztę życia to z pewnością tak się stanie, bez względu na Twoją decyzję
    teraz. Ja od swojego chłopaka odeszłam. Tak jak Ty uważałam że więcej nas
    dzieli niż łączy a różnice w charakterach są nie do pominiecia. Po kilku
    miesiącach wróciliśmy do siebie. I jest nam 1000x lepiej niz było wcześniej.
    Skończyły się kłótnie i nieporozumienia. Dopiero teraz widzę że róźnice powiiny
    nas do siebie zbliżać nie oddalać. Teraz się doskonale uzupelniamy. Mam
    nadzieje że i Tobie przytrafi się cos takiego. Jesli nie masz odwagi odejść to
    staraj się zmieniać. Wyjdx mu na przeciw i zastanow się jakie masz szanse na
    znalezienie kogos kto bedzie chodzacym ideałem.. Każdy ma wady, Twój męzczyzna
    tez i Ty tez... Wierze że się wam ułoży..
  • Gość: zyczliwa IP: *.ipt.aol.com 29.08.05, 21:39
    Trzeba umiec wstac od stolu, kiedy milosc juz sie dopelnila.
    Kiedy jestes syty bez granic, nie czekaj, az ktos litosciwie
    rzuci ci kolejny kes. Wstan i odejdz, nie czyniac halasu.
  • Gość: eve IP: *.bph.pl 18.01.07, 14:43
    Świetny tekst...
    Dziękuję :)
  • Gość: ann IP: *.ipt.aol.com 30.08.05, 12:36
    Nie wystarczy pokochac. Trzeba jeszcze umiec wziasc te milosc w rece i
    przeniesc ja przez cale zycie...
  • Gość: kropulka IP: *.75.62.197.ostrow62.ptc.pl 31.08.05, 10:29
    Jestem z chłopakiem baaardzo długo, nigdy tak naprawde go nie kochałam, nie
    potrafiłam odejść, nim się zorientowałam minęło ....7 lat. On bardzo mnie
    kocha. Ja kocham innego - z wzajemnością. CO ROBIĆ??????? Jak można odejść po
    tylu latach? Przecież poświęcił mi tyle lat, kocha mnie bardzo.... Przestrzegam
    wszystkich: JEŚLI NIE JESTEŚCIE PEWNI SWOICH UCZUĆ ODEJDŹCIE JAK NAJSZYBCIEJ
    bo ....MOŻE BYĆ ZA PÓŹNO.........:(((((((
  • Gość: LaLa IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.05, 19:26
    Ja tez jestem z facetem bardzo długo,6 lat dokładnie.To było ogromne
    uczucie,bardzo silne.No właśnie BYŁO!Wiele razy odchodziłam ale nigdy nie bylam
    na tyle silna i konsekwentna aby wytrwać w swojej decyzji.3miesiace temu
    pierwszy raz on odszedł,nigdy wcześniej tego nie robił.Bolało.Przez dwa
    tygodnie plakalam,nie spalam,nie jadlam.A potem przyszło ukojenie i poczucie ze
    swiat sie nie konczy a zycie trwa dalej.Zaczelam sie dobrze czuc i...wtedy
    wrocil.Nie chcialam tego ale pomyslalam o tych 6 latach i zrobilo mi sie
    zal.Teraz wiem ze to byla zla decyzja,najgorsza jaka moglam podjac.Bardzo wiele
    nas dzieli,duzo rozni.Gdybym wtedy go nie przyjela teraz bylabym
    szczesliwa,moze bylabym z kims innym.Wiem ze musimy sie rozstac bo to zwiazek
    bez przyszlości.I znow bedzie bolalo...A bylo juz tak dobrze.Ja tez musze
    wreszcie zamknac te drzwi...
  • apsik87 31.08.05, 19:40
    rozstania zawsze sa trudne.chyba nikt ni epotrafi ot tak sobie wyjsc...
  • gwiazdka1888 31.08.05, 21:22
    mam taka samą sytuację, kocham go bardzo,ale bardzo sie roznimy,mamy inne
    charktery.ciezko mi bylo z tym 2 lata ale probuje to zmienic i jak narazie
    powoli wychodzi........rozstania byly-2 i to bardzo trudne...lzy plynely ,serce
    kochalo a rozum mowil: ZOSTAW GO!!! nie posluchalam...i raz jestem szczesliwa a
    raz placze...
  • elamodela 31.08.05, 21:53
    No to dokładnie tak jak ja...
    Niby przeciwieństwa się przyciągają, ale nie łatwiej by było żyć z kimś, kto
    myśli podobnie? W końcu w życiu powinno się wspierać, a nie ze sobą walczyć:((
    Sama już nie wiem..
  • elamodela 07.09.05, 02:52
    Wiecie co, znowu ryczałam. Już nawet nie wiem co mnie tak frustruje. Chcę
    odejść, ale boję się, że to miłość mojego życia, a ja ją skreślam. Faceci nie
    mają chyba takich dylematów podczas rozstań.
  • Gość: karolka IP: *.aster.pl 07.09.05, 11:06
    mam podobny problem.... jestem z chłopakiem prawie 1,5 roku... jesteśmy z dwóch
    różnych światów... ja - chowana przez mamę pod kloszem, on - DDA... wiem, że
    kocham mnie najbardziej na świecie... ale strasznie boli fakt, że mnie
    oszukiwał, prawie 5 miesięcy... niedawno sie o tym dowiedziałam... od niego...
    wolałam to, niż od kogoś trzeciego.... poznał dziewczynę... spotkał się z nią,
    zauroczył.... opowiadał mi o niej, jakby mnie to interesowało... powiedziałam
    DOŚĆ TEGO, ODCHODZĘ... on nie chce konca, chce żebym wróciła... mówi, jak mnie
    kocha, że chce to wszystko co spieprzył naprawić, ale ja nie wiem, czy można
    poraz kolejny łatać tą naszą szmatkę... już nie widać jej koloru jaki miała na
    poczatku, tyle w niej dziur i dziurek powstało..... Mam straszny konflikt
    wewnętrzny, rozum mówi - RZUĆ GO!!! NIE JEST CIEBIE WART.... a serce - kOCHAM
    GO NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE, NIE CHCE NIKOGO INNEGO.... nie wiem jeszcze co
    zrobię... mam wokół siebie ludzi,którzy mnie wspierają, mówią, że cokolwiek nie
    postanowię, zawsze ze mną będą.... to ważne..... wiem, że jesli wróce, to nigdy
    już nie będzie tak jak dawniej.... może być lepiej, albo gorzej.... już
    przestałam wierzyć, że może być dobrze, on przekonuje, że będzie dobrze... ale
    boję się, że to tylko takie jego obiecanki cacanki, że jak ponownie oddam mu
    serce, on znowu je zdepcze.... :( Narazie dalismy sobie czas na
    przemyślenia... ja go chciąłam, powiedział, że bedzie na mnie czekał, tyle ile
    to będzie konieczne.... a ja dalej nie wiem co robić..... nie umiem odejść....
    nie potrafię bez niego żyć... :((((((
  • niesz-czesliwa 03.06.07, 20:23
    ja jestem w identycznej sytulacji.trzymaj sie.pozdrawiam
  • Gość: karolina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 18:10
    Siemka !!
    nie moge Ci powiedziec zebys sie nie przejmowala bo wtedy jest jeszcze
    gorzej... wiem po sobie ale ja juz nauczylam sie sztuki odchodzenia... wszystko
    juz za mna mam nadzieje ze i ty sobie poradzisz... trzymaj sie mocno i nie daj
    sie lzom...!!!!
  • elamodela 08.09.05, 00:00
    Tak właśnie jest, że rozum ci podpowiada coś mądrego, a serce protestuje w imię
    wątpliwej jednak wielkiej miłości. Też chyba muszę sobie zrobić czas tylko dla
    siebie na przemyślenia. A kolega powiedział mi dzisiaj: wiesz czasem trzeba
    jedne drzwi zamknąć, za jakiś czas inne się otworzy.. Tak już w tym życiu jest.
    A ja k.u.r.w.a nie umiem.
  • Gość: karolka IP: *.aster.pl 08.09.05, 11:19
    > Też chyba muszę sobie zrobić czas tylko dla
    > siebie na przemyślenia.

    taka decyzja, też ma swoje dwie strony.... z jednej, zastanowisz się czy to ma
    sens, dojdziesz do pewnych wniosków, wóż albo przewóz, innego wyjścia nie ma.
    jesli zdecydujesz się jednak na zerwanie, to będzie Ci jeszcze trudniej podjąc
    ta decyzję niż przedtem... Tak to niestety jest, im dłużej cos odkładamy, tym
    trudniej jest potem o tym rozmawiać, podejmować decyzje...

    Osobiście po poważnej rozmowie z połówkiem, jego przeprosinach (ciągłych),
    błaganiach, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Zobaczymy co będzie. jednak
    wchodze do tej rzeki ostrożnie, wszystko kalkuluje, nie umiem mu jeszcze
    zaufać, bardzo chce, ale nadal sie uczę... to powolny proces.... spróbojemy
    znowu cos razem zbudować, tylko uzyjemy do tego nowych klocków.... wiem, że
    może nam się to nie udać, ale zaryzykuę..... i albo bede cierpiec i w końcu
    rozstaniemy sie na dobre, albo bedziemy ze soba i bedzie dobrze..... czas
    pokaze

    Pozdrawiam
  • Gość: smutny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 17:40
    Ja jestem w zwiazku od prawie roku...Dla niektorych moze sie to wydawac
    krotko,ale nigdy dotad nie mialem dziewczyny dluzej niz 2-3 miesiace..Duuzo nas
    rozni, czasami bywa i tak ze sie poklocimy z dosyc nieistotnego powodu,ale
    bardzo ja kocham...I nie wyobrazam sobie zycia bez mojej ukochanej.. Taa... Ale
    coraz czesciej zaczynam myslec, ze nie wyobrazam sobie zycia z nia..;(( A to
    dlatego,ze moja dziewczyna ma strasznie niskie zdanie o sobie i czesto miewa
    dola... Nawet z blahego powodu..;((( A ja jestem w to bardzo mocno zaangazowany
    uczuciowo i niestety czasami juz nie wytrzymuje nerwowo..;(( Wczesniej jak ja
    mialem dola raz na 3 miesiace to bylo duzo.. A teraz zdarza sie i 2 razy na
    tydzien.. ;(( I to niestety wlasnie "dzieki" mojej dziewczynie.. Bardzo ja
    kocham i nie chce jej ranic,ale z drugiej strony boje sie naszego wspolnego
    zycia w przyszlosci.. Nie chcialbym miec takiego zycia ,ktore polegaloby prawie
    i wylacznie na dolowaniu sie.. A tak mogoloby byc..;(( Obawiam sie,ze
    ewentualnego rozstania moja dziewczyna moglaby psychicznie nie wytrzymac.. Ehhh,
    dlaczego zycie nie jest proste??;'((
  • Gość: smutny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 17:15
    Dziś moja dziewczyna powiedziała mi (w innych słowach,ale wiem na pewno, że oto
    chodzi),że myśli o samobójstwie...;'( i powstrzymuje ją od tego jedynie myśl,że
    nie może mi tego zrobić... I ostatnio coraz częściej się dołuje... Ja nie wiem
    co mam robić w tej sytuacji,chcę jej jakoś pomóc,ale niewiem jak...;'(((((
    Prosze Was, pomozcie mi!! Co moge zrobic,zeby jej pomoc???;'((((
  • elamodela 19.09.05, 18:15
    Ona ma poważny problem i to wygląda na depresję. Powinieneś ją namówić na pomoc
    u psychologa.
  • Gość: smutny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 20:36
    Najgorsze to jest to, że ona nie daje się namówić na taka wizyte!! Juz
    próbowałem i nic nie skutkuje...:( Ona mowi, ze jej juz nikt nie pomoze i tak ma
    byc, ze ona sie doluje..;( Jakbyscie mieli jakies pomysly, co zrobic, zeby ja
    przekonac, to bylbym bardzo wdzieczny...;((
  • Gość: o-ren-ishii1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 22:12
    jestem z chlopakiem prawie 3 lata, nie dosc, ze praktycznie w ogole sie nie
    widujemy bo on pracuje za granica to jeszcze jego rodzina ma do mnie waty, ze
    jestem z nim tylko dla kasy, a przecierz kiedy go poznalam, nie mial nic:
    (...smutne ale prawdziwe...próbowaliśmy wiele razy zrywac, ale kończyło sie na
    2-godzinnych rozstaniach, bo on po tym czasie dzwonil i plakal ze nie moze beze
    mnie zyc...Elu nie martw się nie jestes sama- codziennie proszę Boga, zeby dal
    mi sile zebym mogla to wszytsko zakonczyc...bezskutecznie...nie potrafie...wiem
    ze ogromnie cierpie, ale mam tez swiadomosc ze nie jestem w stanie ulżyć sobie
    tego cierpienia...Mam to samo odczucie co ty Elu- ja tez boje sie ze strace
    miłość mojego zycia,z drugiej wiem ze trace moje "młode lata" na zwiazek, ktory
    ogranicza sie do wysylania sms-ów i telefonowania!troszke chyba boje sie tez
    tego co bede czula potem...bede przeciez sama..i bede miala swiadomosc ze nikt
    juz do mnie nie zadzwoni i nie powie ze mnie kocha.....To uczucie jest
    straszne, ja tez nie wiem co mam robić...trwam w tym związku licząc na to, że
    kiedyś będzie lepiej, tylko....KIEDY??!! :( pozdrawiam wszystkich
    nieszczesliwych! 3majcie sie- buziaki
  • Gość: jasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 22:22
    powiedz jej jak bardzo Ci na niej zależy!!! niech wie że ma dla kogo żyć...
    rozmawiaj z nią duuuużo o tym co czuje i DLACZEGO!!! to ważne! nie może zostać
    sama. musisz być z nią a nie koło niej!
    ale postaw (tylko delikatnie) ultimatum: ma przestać myśleć (wiem że brzmi
    beznadziejnie ale skutkuje) o smutkach a już napewno o samobójstwie bo inaczej
    Ty tego nie wytzrymasz psychicznie...
  • Gość: ela IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.05, 23:22
    To jest właśnie takie po.ebane: nie potrafisz wytrzymać bez tego kogoś, a z nim
    też się męczysz. Ale to chyba jakieś toksyny. W normalnej relacji nie powinno
    się chyba źle czuć. Jeśli ktoś jest częścią naszego życia, to naprawdę trudno
    jest zacząć żyć inaczej. I trudno jest to skończyć. Ale w końcu miłość powinna
    uskrzydlać, a nie podcinać skrzydła. Jak można zostawić kogoś kogo się kocha,
    dlatego że coś nie gra? A jak można kochać kogoś z kim się nie jest
    szczęśliwym...
  • myszka243 08.09.05, 23:45
    hmmm...przeczytalam wszystkie wypowiedzi i zaskoczylo mnie to że nie tylko ja
    mam taka sytuacje. jestem z nim ponad 3 lata, 2 razy zrywalismy ale tez nie
    mialam tyle silnej woli by nie wrócić,choć tyle krzywdy mi wyrządzil:-( i teraz
    jest w kratke,raz czuje sie wspaniale,na maxa szczesliwa że z nim jestem, innym
    razem...no same zresztą wiecie. Obenie znow jest źle:-( coś sie z nim
    stalo,dziwnie sie zachowuje,jest zimny i zamknięty w sobie, a ja o dziwo tak
    strasznie sie tym nie przejelam,owszem wkurzam sie,ale nieraz cierpialam
    znacznie gorzej. Postanowilam poczekać,jeżeli sie już nie zmieni to tym razem
    chyba naprawde bede musiała zamknąc drzwi, ale jak żyć bez niego??....:-(
    Pozdrowionka dla wszystkich i życzę powodzenia:-)
    Aha,ale pomyslcie że pewnie wiekszość z dlugoletnich małżeństw przeżywalo takie
    dylematy jak my i wytrwali, może na tym tak naprawde polega prawdziwa milość,
    bo chyba z nikim na dłużej nie pozostaniemy wiecznie szczęśliwe? Prawda?
  • elamodela 09.09.05, 20:08
    I właśnie tu się pojawia pytanie: czy to jest człowiek, z którym chc e spędzić
    resztę życia? I czy tak już ma być na zawsze? To straszne, jeśli się tą osobę
    kocha, a odpowiedź brzmi NIE.
  • Gość: edika IP: 80.55.203.* 09.09.05, 23:38
    a mi płyna łzy bo to on zamknął te drzwi.....
  • Gość: egra83 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.05, 23:41
    i mnie tez.......
  • waldek1610 09.09.05, 23:52
    Czasami przeciwne bieguny przyciagaja sie, i dla Ciebie on wydaje sie byc
    fascynujacy choc niebezpieczny, a dla niego Ty jestes kochana ale nie zupelnie
    w jego typie.

    Dajcie sobie troche czasu, zacznijcie spotykac sie z innymi ludzmi, i wtedy
    moze zobaczycie obojga czy dalej chcecie z soba byc.
  • Gość: edika IP: 80.55.203.* 10.09.05, 00:00
    po 8latach mnie zostawił, twierdzi ze sie wypalił, i nic z tego nie bedzie.
    Mówi ze sam nie wie czego chce , ze zatrzymał sie w miejscu.
    A mi jest żle bo głupia ciągle go kocham, i płaczę
    Próbuje się czymś zająć, spotykać z ludzmi, ale ciężko mi, tak bardzo
  • waldek1610 10.09.05, 00:10
    No tak po 8 latach tak zostawic kobiete to nie jest po dzentelmensku, dlaczego
    tak dlugo mu zajelo zastanawianie sie czego on naprawde chce?
    Moze nie byl takim swietnym facetem. Prawdziwy facet wie czego chce, i jesli
    jest z kims to dlatego ze ja kocha a nie dlatego ze jest to "wygodne", ktos z
    kim mozna sie "przytulic, przespac a potem gdy sie znudzi zostawic"

    Edika, powinnas celowac wyzej nie biez pierwszego lepszego faceta, miej
    wymagania wtedy On (ktos nowy) bedzie bardziej o Ciebie sie staral.
  • Gość: edika IP: 80.55.203.* 10.09.05, 00:45
    nie sadziłam ze on sie zastanawia nad nasza przyszłościa.
    Mielismy dużo zajęc , praca, gonitwa za kasą, problemy w naszych
    rodzinach,załatwianie mieszkania i gdzieś widocznie po drodze zgubiła sie
    miłośc.
    Tak to sobie tłumaczę.
    Od 3 lat mieszkalismy ze soba , a od 2 miesiecy sami w wyremontowanym super
    mieszkanku. Marzylismy o tym zeby wreszcie zamieszkac tylko we dwójke
    ( wcześniej ja mieszkałam z nim i jego babcią)miało byc tak słodko.Az tu nagle
    wszystko sie zawaliło.Dlaczego tak długo mu to czasu zajęło - on zawsze we
    wszystkim co robił miał wiele opcji w tym bardzo wiele minusów i historii typu--
    a co bedzie jak się nie uda...patrzył na swoich rodziców którzy strasznie sie
    kochali a po 20 latach sie rozeszli i zagubili w zyciu... alkohol , zero
    zainteresowania dzieckiem.itp
    Ostatnio nasze życie sie unormowało, wiec wyszukał minusy w naszym zwiazku, tez
    w samym sobie.Zwatpił w to czy mnie jeszcze kocha czy to - jak napisałeś -
    przyzwyczajenie,wygoda.
    Strasznie mnie skrzywdził.Byłam chyba za dobra dla niego.
    Teraz twierdzi ze pewnie bedzie sam do końca zycia i takie tam.
  • Gość: edika IP: 80.55.203.* 10.09.05, 00:51
    teraz zrobie liste jego wad, moze mi bedzie lżej sie z tym pogodzić.
    może nie jest mnie wart...
    Widocznie nie był super i nie jest skoro tak zadecydował po tylu latach.
    Ale teraz , bede twarda i bardziej zdecydowana.
    Dobra to bedzie lekcja na przyszłość i bardzo długa on była...
    tak piszę ale i tak jest mi źle:(
  • elamodela 10.09.05, 01:13
    Masz rację Edika, zagryź zęby i bądź twarda. To jedyny sposób, żeby było tak,
    jak sobie wymarzyliśmy. Naprawdę wyobrażam sobie jak musi Ci być cholernie
    ciężko po tylu latach, ale musisz wierzyć w to, że wszystko się jeszcze jakoś
    ułoży. Może to się nie stało bez przyczyny.. Wiesz, ja z niewielu rzeczy w
    jakie wierzę w miłości, wierzę w to, że niektóre rzeczy są nam po prostu pisane
    i się ich nie uniknie, a choćby się na głowie stawało, to czasem na coś nie ma
    się wpływu. Także co ma być to będzie, uszy do góry, czas leczy rany.
    Przynajmniej nie stoisz przed żadnym dylematem. On na pewno też męczył się
    podejmując tą decyzję. Czy była słuszna czas pokaże. Będzie dobrze chociaż
    teraz na to nie wygląda.
  • Gość: edika IP: 80.55.203.* 10.09.05, 01:53
    Dziekuje wam za rady.
    Strasznie cieżko naprawdę.
    Ale tak jak mówisz Ty i inni czas leczy rany.
    Tak sobie powtarzam codziennie.
    Nigdy nie musiałam byc twarda ale teraz nadszedł na to czas.
    To była jego decyzja której moze żałowac i bedzie mu trudniej niż mi , jak
    stwierdzi ,ze to był najwiekszy błąd jego życia.
    Ale wtedy bedzie juz po wszystkim.
    ps.
    Pozdrawiam wszystkich
  • waldek1610 10.09.05, 06:16
    nie dzwon do niego i nie szukaj okazji do spotkania. W ten sposob, jesli On
    naprawde Ciebie kocha to w niedlugo odczuje brak kochajacej osoby. On ma
    watpliwosci dlatego ze zawsze moze na Ciebie liczyc i wie ze nigdy nie
    odejdziesz i wszystko zalezy od niego.

    Jesli pokazesz mu ze i on powinien o Ciebie sie starac i wcale nie ma
    zagwarantowanej "dziewczyny" to szybko opamieta sie, uwiez mi...
  • Gość: samaewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 18:34
    wiesz co.. bo to wszystko jest bez sensu!! Najpierw facet mowi, ze kocha, ze
    nie widzi swiata poza Toba, a pozniej, bez slowa odchodzi. Ufasz mu, a on Cie
    rani. Jakis tydzien temu zostawil mnie chlopak, z ktorym bylam 3 lata i
    strasznie cierpie.Tak na prawde nie widze sibie z kims innym, takie mielismy
    plany, marzenia, na zawsze razem. Łzy mi płyną po policzkach jak o tym piszę.
    Ale do milosci nikogo sie nie zmusi.. Chociaż czuje, ze nadal mnie kocha. Nie
    mozemy sie dogadac, mijamy sie w tym naszym "powrocie do siebie". To bardzo
    skomplikowana historia, a nie chce dołować innych, wiec na tym skoncze moja
    opowiesc. Sama powtarzam sobie, ze jak mamy byc ze soba to bedziemy, jak to
    byla prawdziwa milosc to pokona wszystkie nieporozumienia i zycze Ci zeby w
    Twoim przypadku tez tak sie stalo. Na poczatku trzeba ustalic pewne rzeczy, by
    w przyszlosci nie cierpiec i by zylo nam sie razem lepiej. Ojtrzymam kciuki za
    siebie i wszystkich nieszczesliwie zakochanych, bo musi byc lepiej. Zycie jest
    zbyt piekne, aby plakac, trzeba sie smiac iaj najwiecej spotykac z ludzmi, bo
    wsparcie w tych chwilach jest baaardzo wazne. Buźka.
  • Gość: magda IP: *.ipt.aol.com 12.09.05, 15:30
    a ja jestem z nim a ciagle placze bo on dalej kocha i teskni za swoja byla.
    mowi ze nie moze z nia byc, bo jakies sprawy z przeszlosci byly miedzy nimi,
    ktorych nie chce rozpowiadac itd. ale opowiada mi ciagle co razem robili, jak
    bylo, jaka to ona wspaniala. stwierdzil, ze wie, co we mnie ma, ze jestem
    inna, "lepsza" (?) i nie zamienilby mnie na zadna inna, ale czemu ciagle
    jeszcze za nia teskni? czemu ciagle o niej mowi? zerwali ze soba pol roku temu
    po 2 latach, zdradzala go, nieraz robila w h...a, a on jej wszystko wybaczal,
    bo kochal. az sama odeszla. a do mnie nie czuje nic, choc jestesmy juz 4
    miesiace razem. strasznie boli. czuje, wiem, ile ona nadal dla niego znaczy, a
    ja najwyzej polowe. czy kiedys ja przebije? ile cierpliwosci, ile czekania
    jeszcze? nieraz wieczorem opowiada mi o niej, idzie spac aja placze w
    poduszke. przed chwila sie kochalismy a ja wiem, ze on mysli wtedy o niej a nie
    o mnie... gdyby ona wiedziala, jak on o niej opowiada, moje marzenie.
    pokochalam go, nie chce z takiego powodu zrywac z nim, ciagle licze, ze sie
    zmieni, ze kiedys zauwazy wreszcie ze ona to przeszlosc a ja to przyszlosc. a
    moze powinnam zatrzasnac moje dzwi i odejsc z podniesiona glowa? bo facet nie
    jest wart dalszego angazowania sie emocjonalnie z mojej strony...?
  • elamodela 14.09.05, 22:01
    O boshesh ty mój madzia, zostawiaj tego typa czym prędzej. Ja się tu
    zastanawiam czy jest ok bo on nie daje mi kwiatka, albo palnie jakąś głupotę,
    ale przy tym Twoim facecie, to on chyba święty jest. Jakby mi mówił, że jego
    była jest taaka wspaniała i jakbym miała świadomość, że on sobie wyobraża, że
    to z nią się kocha.. Jejku Ty wiesz jak on Cię krzywdzi?! Zasługujesz na kogoś
    kto będzie widział w Tobie cały świat. Każda dziewczyna na to zasługuje.
    Dlatego dziewczyny apeluję: NIE ZADAWALAJMY SIĘ BYLE CZYM.
  • Gość: edika IP: 80.55.203.* 15.09.05, 09:37
    najgorsze jest to , ze mimo tego ze faceci naz zostawiaja i rania , to my i tak
    widzimy w nich nadal tego kochanego człowieka.
    Sadzimy ze nadal jest taki dobry i wspaniały.
    Pomimo ze nas okrutnie zranił.Serce boli i peka .Cały czas mamy nadzieje,
    gasnaca ale jednak jeszcze jest.
    Ja tak mam , nie wiem jak wy?
  • elamodela 17.09.05, 11:03
    A wiesz dlaczego tak jest? Bo nie chcemy się pogodzić z tym, że nasze wybory
    nie okazały się słuszne. A czasem trzeba.
  • Gość: Honey IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.06, 21:50
    Teraz widze,ze nie jestem sama.. Jestem z chlopakiem ponad 3 lata. Pierscionek
    na palcu,sala zarezerwowana a biala suknia wybrana.. Ale ja nie jestem pewna
    czy to jest czlowiek z ktorym chce isc przez cale zycie!! Na dodatek..jest
    jeszcze ktos..pracownik mojego chlopaka.. Spotykamy sie od jakiegos czasu.
    Zawsze go lubilam,ale teraz polaczylo nas cos wiecej..hmm.. Jest naprawde
    fenomenalny!Ale brakuje mi sily i odwagi by zostawic jednego z nich dla
    drugiego! Serce mowi cos innego niz podpowiada umysl.. Pomocy!!! Zycie jest
    gorsze niz telenowela!!
  • libertine21 15.09.05, 09:43
    Dajcie sobie czas kazda para musi sie dotrzec wcale nie musisz sie uczyc sztuki
    odchodzenia porozmawiajcie ze soba szczerze jak nigdy dotad wyciagnijcie
    wnioski dlaczego sie tak roznicie napewno wam sie uda 3mam kciuki
  • elamodela 17.09.05, 11:12
    Zakładając ten wątek, byłam w paskudnym stanie. Ale po kilku przepłakanych
    nocach, doszłam do tegop pięknego momentu, kiedy powiedziałam sobie dość.
    Porozmawiałam z nim szczerze, powiedziałam o wszystkim czego potrzebuję. On
    mnie przekonał, że nie jest tak źle. Można powiedzieć, że zamknęłam te cholerne
    drzwi, a on się wpakował przez okno. I jesteśmy nadal razem, ale ja już płakać
    nie mam zamiaru. On wie już czego ja chcę i potrzebuję. Jeśli jeszcze raz mnie
    zdołuje, mimo tej wiedzy, to ja po prostu powiem nie i bez żalu to skończę, bo
    nie chcę tak płakać co jakiś czas przez całe życie. Nie ma sensu zadawać sobie
    pytań w stylu: "i po co to wszystko było?", bo prawda jest taka, że każdy
    związek czegoś uczy. A czy się nauczymy, to zależy od tego, czy mamy odwagę
    spojrzeć prawdzie w oczy.
  • j.aneta1 15.09.05, 16:08
    nie,ale sama chce sie tego nauczyc.naprawde tez tego niepotrafie.
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 16.09.05, 15:25
    ja też cierpię.... baaardzo:( wczoraj facet z którym się spotykałam i z którym
    wiązałam ogromne nadzieję oznajmił mi że wrócił do swojej " byłej "... oni byli
    razem osiem lat, to on się z nią rozstał... nie wiem dokładnie o co wtedy
    poszło, ale pamiętam jak mówił, że długo się do tego szykował i gdy już był
    pewny na 100 % że nie może z nią dłużej być- zerwał!!! ze mną spotykał się
    kilka miesięcy...twierdził że jestem jego ideałem, że jestem cudowna, etc...
    ale że on narazie nie chce się angażować, nie chce narazie kolejnego związku..
    mówił jedno, robił drugie... jego gesty, spojrzenia, zachowywanie się w
    stosunku do mnie mówiły same za siebie...ze mnie kocha.. nigdy mi tego nie
    powiedział, ale wielokrotnie dał do zrozumienia.przy nim byłam najszczęsliwszą
    kobietą pod słońcem, świat się dla mnie nie liczył, ważne było tylko to że
    jestem z nim... a teraz wszystko straciło sens... nie daję sobie rady, nie
    potrafię przestać o nim myśleć, nie moge przestać płakać, nie widzę sensu
    istnienia... wszyscy naokoło mówią mi, że niewarto, że czas leczy rany, że
    widocznie tak musiało być, że nie był mnie wart, a do mnie to nie dociera, nie
    chce o nim zapominać... nigdy na nikim mi tak nie zależało, nigdy nikogo tak
    nie kochałam:(( on chciał byśmy zostali przyjaciółmi, nie chciał urywać
    kontaktu, ale mi to nie wystarczy, więc pożegnałam go:( jajku, jak to boli...
  • elamodela 17.09.05, 11:19
    "mówiłeś do siebie <nie mów tylko za dużo>
    i twe oczy płonęły miłością, a twe ciało kłamało, kłamało.."
    Faceci to dupki, ale nie trać nadziei, nie wszyscy. Jeszcze będzie pięknie z
    kimś kto będzie tylko twój.
  • elamodela 17.09.05, 11:21
    To było do Neli.
  • Gość: Ziółko IP: *.sejny.jarsat.pl 16.09.05, 23:11
    Kochanie ja też się bardzo różnie z moim (już byłym) facetem..I też bardzo się
    kochamy, ale ani on nie chce ustąpić ani ja..I wylałam juz przez niego tyle łez
    że nawet nie wiedziałam że mam ich taki zasób ogromny!Ale wiem że już do siebie
    nie wrócimy:('''.Nie jesteś sama...
  • elamodela 17.09.05, 11:23
    I czy bez niego nie jest Ci lepiej?
    Pozdrawiam :*
  • myszka243 17.09.05, 20:46
    a moj facet kolejny raz okazał sie dupkiem...:-( w czasie kiedy najbardziej
    potrzebuje jego opieki,on tak mnie rani...buuuuuuu!!!!!
  • teekanne 18.09.05, 20:13
    tutaj czuje, ze nie jestem sama. jestem z kims od 8 miesiecy. wczesniej bylismy
    dobrymi znajomymi, w pewnym momencie ni z tego, ni z owego mnie pocalowal i cos
    sie zmienilo. zaczely sie codzienne maile, smsy, spotkania. po 2 miesiacach
    bycia razem puscil pierwszy "balon probny": ze sie latwo nie angazuje itp.
    nastepny po kolejnym miesiacu, tydzien po tym, jak pierwszy raz ze soba
    spalismy. zbilo mnie to z tropu i nie bardzo wiedzialam jak zareagowac, wiec
    nie drazylam tematu, ale bylam zaniepokojona i ostrozna. poza tymi
    sporadycznymi uwagami wszystko bylo ok - byl bardzo czuly, pamietal o waznych
    dla mnie rzeczach, wlasciwie ideal. tyle wspolnie przezylismy dobrych i
    wspanialych chwil, swietnie sie rozumielismy, a tu nagle przed dwoma tygodniami
    znow zaczal, ze "myslal o nas", ze "jastem wspaniala i wyjatkowa i wprost
    idealna dla niego", ale "nie wie, czy to TO", bo choc teskni i mysli o mnie,
    kiedy mnie przy nim nie ma, to nie z taka intensywnoscia, ktora wskazywalaby na
    zakochanie. no i mamy teraz "separacje", czas na zastanowienie sie, co dalej.
    wczesniej myslalam, ze to glownie czas dla niego, zeby zdefiniowal, co
    wlasciwie do mnie czuje. ale ja przez te dwa tygodnie poczulam, ze choc bardzo
    mi na nim zalezy i jest mi tak bliski, i tak cierpie bez niego , to nie mam
    sily dalej czekac, az on upora sie wreszcie ze swoimi uczuciami i nie chce juz
    tej niepewnosci, czy wzdychajac mysli tylko o pracy, czy naszym rozstaniu, a
    tak wygladaly ostatnie miesiace dla mnie - ciagla niepewnosc wywolana jego
    slowami i kolejnymi "balonami probnymi". mam zamknac drzwi? po tym wszystkim co
    bylo tak dobre?
  • teekanne 18.09.05, 22:00
    Od tych 2 tygodni mam ciagle wahania nastroju. W lepsze dni jestem tak zmeczona
    tym wszystkim, ze nie mysle i robie wszystko jak we snie. W gorsze placze, nie
    jem i nienawidze tych, ktorym sie w zwiazkach uklada. Nie umiem zrozumiec, jak
    moj facet moze byc ze mna od tylu miesiecy i wciaz nie wiedziec, czy chce ze
    mna byc. Nie chodzi mi o jakies wielkie deklaracje, ale o to, by czul, ze
    faktycznie chce ze mna byc, spedzac czas i dzielic sie soba. Jak mozna budowac
    zwiazek, kiedy brakuje rzeczy podstawowej: poczucia bezpieczenstwa i zaufania?
    Potrzebuje, zeby moj facet mnie kochal, tesknil za mna, truchlal na sama mysl,
    ze moze mnie stracic, a nie zeby traktowal mnie ledwie z uprzejmym
    zainteresowaniem. Coraz bardziej widze, ze u Niego w sercu jest dla mnie co
    prawda czulosc i troska itp, ale chyba nic wiecej. Ciagle obracam w myslach
    spedzone z Nim chwile, szukam, czy cos zrobilam nie tak, albo zastanawiam sie,
    co on teraz robi, czy mysli o mnie i czy mu mnie brakuje. Serce mi sie kraje,
    jak pomysle, ze ktos tak mi bliski za chwile odejdzie z mojego zycia. Bo nie
    ludze sie, ze cala ta "separacja" spowoduje, ze nagle odkryje w sobie plomienne
    uczucia do mnie. Mial juz na to czas, okresy rozlaki tez juz bywaly i jakos z
    tesknoty nie usychal, a juz na pewno nie tak jak ja. Wiec najprawdopodobniej w
    dniu ustalonym przez nas na rozstrzygajaca rozmowe On po prostu, jak to
    okreslacie, zamknie drzwi. Moze bedzie mu smutno, pewnie bedzie mial jakies
    wyrzuty sumienia, ale to nie on bedzie potem tygodniami i miesiacami dochodzil
    do siebie. To nie on bedzie musial rano zbierac wszystkie sily, zeby zwlec sie
    z lozka i jako-tako funkcjonowac.
    Juz przez to przechodzilam i wiem, ze ten straszny bol minie. Ale potem jeszcze
    dlugo czlowiek nie jest w stanie tak po prostu zaangazowac sie po raz kolejny.
    Tez tak macie?
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 19.09.05, 10:38
    Serdeczne dzięki za słowa otuchy:)
    jeśli chodzi o pytanie Teekanne - to tak, tez tak mam. Pewnie upłynie dużo
    czasu zanim zapomne o krzywdzie, zanim zdobędę sie na to by znów komus zaufać...
    Jeśli wogóle kiedyś jeszcze to nastąpi...
    Ehh, czy warto dla tych krótkich chwil wielkiego szczęścia potem tak cierpieć???
    Jak sądzicie?? Gdybyście mogły cofnąć czas, poddałybyście się znów tej miłości,
    wiedząc, że potem bedziecie tak cierpieć??
  • teekanne 19.09.05, 12:20
    Neli, bardzo trudno jest odpowiedziec na Twoje pytanie. Moze dlatego, ze z
    perspektywy tego, co sie wie i czuje w tej chwili, trudno patrzec na przeszlosc
    jako pasmo szczesliwych chwil. Staram sie nie roztrzasac tych bylych dobrych
    momentow, nie rozkladac ich na czynniki pierwsze i nie doszukiwac sie w nich
    symptomow przyszlego konca, ale to trudne. Chce wierzyc, ze jak mnie moj facet
    calowal albo przytulal albo nazywal pieszczotliwie itd, to robil to, bo wtedy
    tak czul i tego chcial. Nie znioslabym mysli, ze wszystko robil jak na
    automatycznym pilocie: masz dziewczyne, to ja przytul i dzwon codziennie itp.
    Gdybym cofnela czas, traktowalabym jego kazdy gest z ogromna podejrzliwoscia -
    i juz nie byloby mowy o "dobrych chwilach". Moze to niewiedza (slodka albo
    naiwna), co bedzie, pozwala nam tak bardzo cieszyc sie tym, co jest?
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 19.09.05, 14:27
    Teekanne kiedy macie tą rozstrzygająca rozmowę??
  • teekanne 19.09.05, 17:05
    Za ponad miesiac. Sama nie wiem, czemu sie na tak dlugi czas zgodzilam - moze
    przez zaskoczenie i szok, poza tym do tego czasu nasze spotkania i tak bylyby z
    powodow zewnetrznych mocno utrudnione, wiec tak jakos wyszlo. Teraz wiem, ze
    nie chce przedluzac, nie wytrzymam jeszcze kilku tyg niepewnosci, chyba
    zawiesze "cisze w eterze" i doprowadze do rozmowy szybciej, bo nie jestem w
    stanie tak dluzej funkcjonowac - ani wte, ani wewte. Wiem, ze bedzie bolalo,
    juz teraz cierpie i wlasciwie probuje powoli pogodzic sie z mysla, ze to
    koniec, ale ta rozmowa postawi kropke nad i. Boje sie tego - z jednej strony
    dopiero wtedy bede mogla tak naprawde zaczac zamykac ten rozdzial, ale z
    drugiej to troche tak, jakbym sama sobie miala amputowac reke. Umysl
    podpowiada, ze tak dalej juz nie mozna, ale emocje i uczucia jakos sie z tym
    pogodzic nie moga :((((
  • teekanne 19.09.05, 17:25
    No a poza tym, ile czasu potrzeba, zeby On zauwazyl, czy za mna bardzo teskni
    czy tez, ze nie? Przeciez kazdy, kto byl/jest zakochany, wie, ze w takiej syt,
    kiedy nie mozesz byc ze swoja polowka, kiedy w nocy wyciagasz reke, a jego/jej
    przy tobie nie ma, kiedy ciagle myslisz, gdzie jest i co robi i czy mysli o
    tobie, kiedy widzisz albo slyszysz cos, co ta osobe ci przypomina - to po
    prostu bardzo tesknisz i nie potrzebujesz miesiecy, zeby to zauwazyc.
    Nie ludze sie, ze On z tesknoty za mna nie moze sobie miejsca znalezc. Zbyt
    duzo bylo oznak, ze jego uczucia do mnie sa najwyzej cieple, ale na pewno nie
    gorace i ze to sie juz raczej nie zmieni. Bo co z tego, ze mam u niego "maxa"
    w "kwestionariuszu na jego dziewczyne", ze ceni mnie i szanuje, ale sam widzi,
    ze po tylu miesiacach razem nie jest zakochany. Samo rozumowe podejscie nie
    wystarczy, trzeba jeszcze poczuc "to cos". A z tego, co On twierdzi, nie poczul
    i chyba juz nie poczuje. Ciezko, ciezko, ciezko....
    Mam zal do niego, ze nie zastanowil sie wczesniej, wchodzac ze mna w relacje
    zupelnie inna niz dotychczasowa, kolezenska, czego tak naprawde chce, albo
    chociaz, czego na pewno nie chce. Bo wyszlo na to, ze stalam sie poligonem na
    eksperyment pod tytulem: wyjdzie czy nie wyjdzie. Wiem, ze to nie z
    wyrachowania, bo nie jest takim czlowiekiem. Zreszta ja kiedys, z kims innym,
    tez bylam po tej stronie, co on teraz - docenialam, szanowalam, swietnie sie
    czulam w towarzystwie tamtego czlowieka, ale czegos brakowalo. Wiec troche ta
    sytuacje rozumiem, ale wcale mi z tego powodu nie jest latwiej.
  • elamodela 19.09.05, 18:20
    Chciałam napisać, że moja koleżanka jak cierpiała tak strasznie przez swojego
    ówczesnego faceta, jej mama powiedziała jej coś takiego: nie kochaj kogoś, kto
    Cię kocha za mało. Cholernie ciężko jej było, ale udało się. Teraz to ona mi
    mówi coś w stylu <faceci nie są warci twoich łez>.
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 20.09.05, 12:29
    Teekanne może głupio to zabrzmi, ale ... z jednej strony Ci zazroszczę...
    Ty przynajmniej jeszcze masz nadzieję, jeszcze wszystko się może zdarzyć...
    Jeśli potrafisz daj mu może czas do namysłu, daj mu czas by mógł zrozumiec jak
    bardzo mu Ciebie brakuje ( choć wiem, że lepiej mówić, trudniej zrobić, bo sama
    cierpliwościa nie grzeszę..). Trzymam kciuki...
  • teekanne 20.09.05, 13:32
    Neli, mysle, ze juz wystarczajaco duzo cierpliwosci i zrozumienia okazalam.
    Pierwsza powazniejsza rozmowe na ten temat mielismy ze 3 mies temu. Wydawalo
    sie, ze po kilku godzinach rozmowy jego watpliwosci zostaly wyjasnione,
    oswojone, ze przestanie ciagle analizowac, a zacznie po prostu czuc. Po
    rozmowie jemu wyraznie ulzylo, natomiast ja zaczelam byc bardzo ostrozna. Tzn w
    srodku, bo na zewnatrz staralam sie swojego leku nie okazywac, no i stopniowo,
    stopniowo rozluznialam sie i przestawalam schizowac, czy brak jakiegos gestu
    czy slowa moze oznaczac, ze on wciaz mysli, czy chce ze mna byc. Jesli jakis
    niepokoj czulam, to nie pokazywalam tego po sobie - nasionko nigdy ci nie
    wyrosnie, jesli bedziesz co chwila wyjmowac je z ziemi i sprawdzac, czy ma juz
    korzonki. Wiec dalam Mu czas, zachowujac sie zupelnie normalnie, nie wieszalam
    Mu sie na szyi wolajac "co do mnie czujesz?". No i jak widac, nic to nie dalo -
    w Rozmowie 2 przyznal, ze jakis czas bylo ok, potem watpliwosci znowu wrocily.
    No i co ja mam zrobic? Wydaje mi sie, ze co moglam, to juz zrobilam. To on musi
    dojsc ze soba do ladu, co tak wlasciwie czuje. Ale po tych miesiacach
    niepewnosci, na czym wlasciwie stoje, po miesiacach spedzonych na hustawce
    emocjonalnej (w jednej chwili wszystko super, w nastepnej placz z powodu jego
    prawie chlodnego zachowania) i odkladaniu swoich uczuc i potrzeb na drugi plan
    jestem tak wyczerpana, ze nie mam juz sily dawac z siebie wiecej. Jedyna opcja,
    ktora pozwolilaby wierzyc, ze jeszcze cokolwiek moze z tego zwiazku byc, to
    jego silne przekonanie, ze jestem TA OSOBA i potwierdzenie tego czynami. A w
    swietle tego, co moglam u niego zauwazyc, taka transformacja wydaje sie bardzo
    malo realna. Wiec okreslenie, ze ja jeszcze moge miec nadzieje, chyba jest
    troche przesadzone...
    Pewnie, ze jak nam na kims tak mocno zalezy, to iskierka nadziei zawsze gdzies
    tam sie tli. Czas do namyslu "jeszcze-moj" facet dostanie, to nie jest tak, ze
    ja go juz zaocznie skreslilam. Ale wlaczaja mi sie mechanizmy obronne, widze,
    ze to ciagle oczekiwanie, ciagla koniecznosc bycia cierpliwa i rozumiejaca mnie
    wyniszcza. A zwiazek powinien dawac sily, a nie je odbierac.
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 20.09.05, 14:05
    Jeju, jak ja nienawidze tych facetów. Są dziwni, niezdecydowani, a gdy wreszcie
    pojmą na czym najbardziej im zależy ( oczywiście na naszej miłości ) to
    zazwyczaj jest już za późno... :((
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 14:13
    A jak sobie radzisz po przejsciach ze swoim chlopakiem? Masz jakies sposoby?
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 20.09.05, 14:42
    ..nie radzę sobie:( minęło dopiero kilka dni, więc narazie nie jestem w stanie
    wymazać go ze swej pamięci.. jest ciężko, bardzo... wspierają mnie znajomi,
    rodzina, wciąz tłumaczac że to i tak był związek bez przyszłości, że i tak by
    do niej wrócił, i że dobrze, że stało się to teraz a nie za kilka lat...
    oczywiście tłumaczenia te na niewiele się zdają. wciąz myślę, tęsknie,
    zastanawiam się co teraz robi, czy myśli o mnie choć trochę, czasem nawet mi
    się śni:( czasem wstępuje we mnie taka cicha nadzieja, ze może jednak zrozumie,
    że to mnie kocha, nie ją - ale wiem, że to złudna nadzieja... bo gdyby kochał
    mnie to nie byłby teraz z nią... czasem z kolei ogarnia mnie niesamowita
    nienawiść, nie chce wtedy go znać i życzę mu wtedy jak najgorzej... i wciąz
    zadaję sobie to idiotyczne pytanie: dlaczego tak się stało???
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 15:18
    Neli, widze, ze jedziemy na tym samym wozku. Moze z ta roznica, ze ja bardziej
    wiem, dlaczego moj zwiazek sie rozpada, i ze mam mniej nadziei niz ty - stad
    moze stosunkowo lepiej sobie radze. Ale tylko stosunkowo :S
    Dobrze, ze rodzina i przyjaciele cie wspieraja, ale na razie oklepane teksty
    niewiele ci pomoga. Daj sobie czas - chcesz plakac, to placz, chcesz krzyczec,
    to zrob to, nie badz silna za wszelka cene, bo masz prawo okazywac, ze masz
    zal, ze ci strasznie zle i ze sie boisz, co przyniesie przyszlosc. Nie uciekaj
    od emocji, one i tak cie znajda, wiec jak nadchodzi fala zalu i osamotnienia,
    to poddaj sie jej. Czasem pomaga pisanie o tym, co sie stalo - w pamietniku czy
    internecie, tak jak tu. Z czasem bedzie lepiej, choc to potrwa.
    Poszukaj za jakis czas ksiazki Johna Graya "Mars i Wenus zaczynaja od nowa" czy
    jakos tak sie nazywa. Ja ja wlasnie czytam (fragmentami, bo rycze nad kazdym
    rozdzialem). Pomaga lepiej rozumiec wlasne uczucia i emocje w trakcie i po
    zerwaniu i odpowiada na wiele pytan jakie sie w takiej syt nasuwaja (np. co
    robic potem, zeby nie zamknac sie przed zwiazkami itp).
    Pamietaj, nie jestes sama. Moze tak internetowo trudno przekazac komus slowa
    otuchy, ale mam nadzieje, ze bedzie ci od tego choc troche lepiej.
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 20.09.05, 16:30
    Dzięki Teekanne za słowa otuchy...
    Wiem, że czas leczy rany i że wkońcu kiedyś zapomne:(
    A właśnie tak bym chciała nie zapominać, przykro mi, że kiedyś ten płomień
    zgaśnie... I to co teraz jest istotą mego życia kiedyś będzie tylko bladym
    wspomnieniem...
    Najgorsze, że nie wyobrażam sobie bym mogła kiedyś znów zaufać :((
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 20:26
    Doskonale to rozumiem. Mnie sie tez w glowie nie miesci, ze ktos tak mi bliski
    za chwile z mojego zycia zniknie. Zastanawialam sie, czy bylabym w
    stanie "zostac przyjaciolmi". Na razie nie umiem na to pyt odpowiedziec. Z
    jednej strony On jest bardzo wartosciowym czlowiekiem i nasz zwiazek nie konczy
    sie, bo on mnie zdradzil, ma inna albo cos takiego (mowiac banalnie, nie poczul
    tego czegos, a na to wplywu nie mam) - i jakis kontakt mimo wszystko chyba
    chcialabym miec. Ale z drugiej strony rozdrapywac rany przez ogladanie Go co
    jakis czas albo odbieranie smsow itp - tego bym chyba nie zniosla.
    Teraz, poki Go nie widze i nie mam z nim kontaktu, moge jako tako zbierac sie
    do kupy i moze nawet ludzic sie, ze dam sobie z tym rade. Ale kiedy pomysle, ze
    podczas tej ostatecznej rozmowy (ktora w dodatku chcialabym przyspieszyc) mam
    Go zobaczyc, uslyszec Jego glos, patrzec na ukochana twarz i miec swiadomosc,
    ze juz nigdy nic wiecej, to strasznie sie boje, ze sie znow rozsypię... Ze nie
    dam rady, bo szok tym razem mnie nie znieczuli :(((
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 20:42
    Mysle, ze jednego faceta z serca i mysli tak naprawde wyrugowac moze tylko ten
    nastepny, o ile bedziesz go kochac i bedziesz przez niego kochana. Ale daleka
    jestem od szybkiego leczenia zawodow milosnych nastepna miloscia. Takie cos sie
    nie sprawdza - wykorzystuje sie tylko tego innego, szuka sie w nim
    potwierdzenia, ze "wszystko ze mna jest ok", znajduje sie pocieszenie i dostaje
    uczucie, ale pozostaje niedosyt i smutek. Po rozstaniu trzeba czasu, zeby z
    samym soba dojsc do ladu, zeby poczuc, ze wciaz ma sie cos do zaofiarowania
    drugiemu czlowiekowi, i co wazniejsze, ze jest sie na to rzeczywiscie gotowym,
    ze sie tego chce.
    Mam nadzieje, ze sie nie obrazisz za moje spekulacje: moze w przypadku twojego
    chlopaka tak moglo byc? Z twoich postow zrozumialam, ze byl z ta inna wiele
    lat, zerwal i praktycznie dosc szybko zwiazal sie z toba. Moze bylas tym, kogo
    potrzebowal po zerwaniu? Taka ostoja, dajaca uczucie i poczucie bezpieczenstwa?
    Ale zaznaczam, nie mam prawa oceniac, w koncu ty wiesz lepiej, jak sprawy
    miedzy wami wygladaly.
    Ja bardzo boje sie tego, ze nie bede w stanie zwiazac sie z kims innym i dac
    tej osobie calej siebie, bo caly czas czuje, jakbym nalezala do Niego. Nie
    wyobrazam sobie, jak ktos inny mialby mnie calowac czy dotykac. Nie wyobrazam
    sobie, jak moglabym chciec tego od kogos innego. To wszystko jest takie
    pokrecone i trudne.
  • Gość: neli IP: 81.219.225.* 21.09.05, 12:57
    Jak dzisiejsze samopoczucie?? Jak sobie radzisz?? U mnie różnie, wzloty i
    upadki. Raz stwierdzam, że widocznie tak musiało być, że nie jest mnie wart,
    skoro tak postapił i że dam sobie rade, a innym razem wpadam w czarną rozpacz:(
    Co do twoich spekulacji to nie wiem... całkiem możliwe, że są one wielce
    prawdopodobne... może rzeczywiście byłam lekarstwem na jakieś niepowodzenia,
    tzw. przerywnikiem, by mógł zrozumieć, że to z nią chce spędzić życie.
    Jednak pisząc te słowa i przyjmując je do wiadomośc coś w środku we mnie
    krzyczy....
    No bo czy para, która jest ze sobą osiem lat, a nadal nie są małżeństwem, nie
    mają dzieci i nawet mieszkają nadal oddzielnie ma jakąś przyszłość??? Wydaje mi
    się, że to bardziej kwestia przyzwyczajenia, bo w przeciwnym wypadku naturalne
    wydaje mi się że nadchodzą bardziej "poważne" etapy związku, jak chociażby
    wspólne zamieszkanie ze sobą??! Poza tym też byłam po długim związku, gdzie
    mieszkałam z facetem i myśleliśmy o wspólnej przyszłości, którego na tamten
    czas bardzo kochałam, ale musiałam odejśc ( nieważne teraz dlaczego, dłuższa
    historia, fakt faktem, ze było ciężko to zerwać, bo go kochałam...) i dopóki
    nie zrozumiałam, że nigdy już z nim nie będę, dopóki się wszystko nie wypaliło
    nie byłam w stanie zacząć nowego związku ( takiego jaki był teraz z tym
    chłopakiem ). Uff...trudno to przedstawić, sama się już w tym wzystkim
    zagmatwałam:)) ale zmierzam do tego, że gdyby on ją kochał jeszcze choć troche
    to nie mógłby chyba! jednocześnie kochać mnie!!! Jak myślisz?? Może jednak
    jestem naiwna i niektórzy tak potrafią???

    Natomiast co do kwestii przyjaźni to wcale się Tobie nie dziwię... też nie
    potrafiłabym pozostać z nim na stopie koleżeńskiej...
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 13:49
    Ja tez mam roznie: minely juz prawie 3 tyg, wiec nie placze codziennie, ale
    sama jestem troche przerazona swoimi nastrojami - niby jakos funkcjonuje, ale
    potrafie ni z tego, ni z owego zaczac plakac niemal na srodku ulicy, bo akurat
    zobacze u kogos podobny gest albo mi sie cos przypomni. Jestem nieprzewidywalna.
    Obiecalam sobie, ze to dzis wieczorem wysle do niego wiadomosc z prosba o
    przyspieszenie rozmowy, ale strasznie sie boje. Bo jakkolwiek bym nie probowala
    sie z tym wszystkim oswoic, to i tak nigdy nie bede calkowicie gotowa na ta
    rozmowe. Ale pilnuje i wspiera mnie przyjaciolka, ktora przez cos podobnego
    przechodzila. To glownie przyjaciele sa teraz zrodlem mojej sily, bez nich nie
    dalabym rady.
    Nie mysl o sobie jak o "przerywniku". Z niektorymi facetami juz chyba tak jest,
    ze nie chca swiadomie skrzywdzic dziewczyny, ale, cholera, mimochodem im sie
    jednak skrzywdzic udaje. Mozna starac sie rozumiec, ale to nie znaczy, ze
    trzeba takie zachowanie aprobowac. Dziewczyny, przynajmniej takie mam wrazenie,
    sa pod tym wzgledem bardziej dojrzale - w milosci najpierw jedno koncza, potem
    dopiero drugie zaczynaja. Moze to kwestia wiekszej swiadomosci wlasnych uczuc i
    emocji? Bo moj facet wydaje sie jak zagubione dziecko we mgle - najczestsza
    odpowiedz na pytania typu: dlaczego? albo co czules/czujesz? jest "nie wiem".
    No to kto ma wiedziec?!? Nie mam juz ochoty robic mu psychoanalizy, dociekac,
    czy powody jego zachowania leza w dziecinstwie lub poprzednim zwiazku. A jesli
    chodzi o poprzedni jego zwiazek (okolo roczny), to miedzy tamta laska a mna
    minelo 2,5 roku i twierdzi, ze w niej zakochany nie byl. To na jaki egzemplarz
    faceta ja trafilam?!? Notoryczny nieangazujacy sie?! Moze Ty cos z tego
    rozumiesz?
  • neli_23 21.09.05, 14:07
    Z Twoich wypowiedzi wynika, że jesteś przygotowana na to, że ta rozmowa będzie
    ostatnia przed Waszym rozstaniem... skąd wiesz, że on tak zadecyduje??? Moż eon
    wcale nie bedzie chciał tego kończyć... co wtedy???
  • Gość: Anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 15:22
    neli 23 bardzo Ci współczuje, bo musi Ci być bardzo cięzko:(( ale wierze w to,
    ze jakoś się pozbierasz i znowu zaczniesz się uśmiechać:)) Głowa do góry!!

    teekanne wybacz, że będe okrutna, ale jeśli Twój facet w ten sposób Cie
    traktuje, to nie wierze, ze Cie kocha:(( Góra tydzień, po takim czasie juz
    powinien wiedzieć co do Ciebie czuje...a jeśli on tak długo sie wacha i
    pozwala, żebyś tak cierpiała, to najzwyklej na świecie nie jest Ciebie wart!!
    Dziewczyno zacznij siebie cenic i tyle :))
    Ja miałam podobną sytuacje, z tym że mój były chłopak był najkochańszym
    chłopakiem na Ziemi przez pare miesięcy, chciał sie nawet oświadczyć,
    codziennie udowadniał mi jak bardzo mnie kocha...ale po jakiejś małej
    sprzeczce, stwierdził ze nie wie czy chce ze mną być, że jestem wyjątkowa i
    bedzie tego żałował, ale ma mętlik w głowie...ja tak samo jak Ty, ze spokojem,
    chociaż zabolało mnie to strasznie, dałam mu czas na "pozbieranie myśli".
    Jednak tak naprawde nie wiedziałam dlaczego tak sie zachowuje, jakie sa motywy
    jego postępowania, co sie tak nagle stało, bo jeszcze kilka dni wcześniej
    kochał nad życie i tak nagle sie odkochał...dzwoniłam i pisałam esy, chciałam
    żeby mi to wyjasnił, że może wspólnie zrozumiemy gdzie tkwi problem i postaramy
    się jakoś go rozwiązać...jednak on nie odbierał...a ja byłam załamana:((ale dla
    niego liczyło sie tylko to, ze ma mętlik w głowie i tyle, ja się nie liczyłam
    wogóle...po tygodniu stwierdziłam, że to bez sensu! Obiecałam mu że będe na
    niego czekać, ale doszłam do wniosku, że wykończy mnie takie czekanie, że
    zasługuje na kogoś kto będzie wiedział, ze mnie kocha, ze chce ze mną być...
    Zadzwoniłam do niego, powiedziałam mu to wszystko, że to już koniec, a on sie
    na to zgodził...
    Od tego czasu minęło ponad pół roku, nie wiem co u niego, jak sie czuje, co
    myśli, nie widziałam go...dalej jestem rozgoryczona, dalej mnie to
    boli....dalej nie rozumiem dlaczego, jak tak można kochac jednego dnia,a
    drugiego juz nie i to dosłownie:(( ale jestem z siebie dumna! Uważam, ze to
    była słuszna decyzja, lepiej że pokazał jakim jest hipokrytą teraz, niz jakby
    miał to zrobić po kliku latach, jakbyśmy byli juz małżeństwem z kilkorgiem
    dzieci...i ciesze się każdym dniem, bawie sie, jest mi teraz naprawde dobrze:))
    I wiem, zę kiedyś znajde drugą połówke, bo on nią nie był...tylko musze się
    otworzyć, bo po ostatnim związku boje się ponownie komuś zaufać...ale będzie
    dobrze:)))
    Teekanne wierze mi, ze będzie Ci cięzko, postąpić tak samo jak ja...ale tak
    będzie lepiej, czy naprawde chcesz sie tak męczyć?? Zasługujesz na kogoś
    zdecydowanego, kto Cie pokocha całym sercem:)) Przemyśl to...powodzenia!!


  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 16:48
    Potwierdzasz to, co ja intuicyjnie czuje i co mowi jedna z moich przyjaciolek:
    jak komus zalezy, to nie potrzebuje nie wiadomo jak dlugiego czasu, zeby to
    stwierdzic. Ok, czasem ktos musi dojsc do ladu z wieksza iloscia spraw w swoim
    zyciu i wtedy trzeba wiecej czasu, ale przeciez nie trzeba miesiecy i robienia
    listy + i -, zeby stwierdzic, czy serce jest bardziej na "tak" czy na "nie".
    Wiem, ze ta rozmowa, ktora mnie czeka, bedzie ogromnie trudna, niezaleznie od
    tego, czy moj facet zdecyduje, czy chce konca czy nie.
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 16:36
    Wtedy bedzie mi strasznie trudno, bo jak on znowu powie, ze "nie wie" co dalej,
    to decyzje bede musiala podjac ja. Nie moge byc w zwiazku, w ktorym facet sam
    nie wie czego chce i to od tak dawna, mimo roznych prob rozwiazywania tego
    problemu. Wiem, ze w jakis sposob mu zalezy, bo inaczej zerwalby juz wczesniej,
    nie ogladajac sie za bardzo na mnie i nie rozmawiajac ze mna o tym. Ale byloby
    inaczej, gdyby wczesniej mnie kochal i po fazie przejsciowych (a nie
    wielomiesiecznych)watpliwosci chcial jednak wrocic. A on nie byl i nie jest
    zakochany, i ja to mniej lub bardziej czulam. Masz pojecie jak to jest, kiedy
    np. po kilku tyg niewidzenia sie, kiedy ty usychasz z tesknoty, zeby wreszcie
    go zobaczyc i dotknac, jedyne co robi twoj facet jak cie zobaczy, to krotki
    cmok w usta i uprzejma aktualizacja informacji co sie ostatnio dzialo? Takich
    sygnalow troche przez te 8 miesiecy bylo.
    Gdyby chociaz nie bylo tych regularnych zrywow pod tytulem "chyba nic do ciebie
    nie czuje", gdyby byla szansa, ze cos sie powoli z jego strony rozwinie, to
    pewnie bym poczekala. Ale dac komus czas to jedno, a radzic sobie z brutalnym
    sciaganiem na ziemie przez jego wypowiedzi albo gesty za kazdym razem jak tylko
    wydaje sie, ze jest miedzy nami lepiej, to drugie. Ja stracilam poczucie
    bezpieczenstwa i zaufanie. A bez tego jak mozna z kims byc? Mam z nim byc, bo
    chcialby sie przekonac, czy jednak sie uda, i dalej wypatrywac symptomow, ze
    cos moze byc nie tak? Bo strach tak predko nie znika. Moi przyjaciele widzieli,
    w jakim bylam stanie przez ostatnie miesiace i choc wiedza, jak wiele on dla
    mnie znaczyl i znaczy, odradzaja mi ciagniecie tego dalej, bo to mnie
    autentycznie wyniszcza.
    To nie jest tak, ze on jest zlym czlowiekiem, ze nasze bycie razem nie mialo
    sensu, bo bym z nim nie byla. Oczywiscie, ze byly tez dobre chwile, kiedy
    wydawalo mi sie, ze kazdy jego gest i spojrzenie wyraza cale mnostwo uczuc.
    Troszczyl sie wtedy o mnie, okazywal uwage i czulosc - i kiedy myslalam, ze
    wreszcie sie cos poprawia, ze jest lepiej, ze w koncu moge odetchnac - wtedy
    wlasnie mial kolejny zryw, i kolejny. Jak dlugo moge wedlug Ciebie czekac? Ile
    jeszcze zniesc? Jesli brakuje podstaw takich jak mocne uczucie (albo chociaz
    mocne przekonanie, ze chce sie byc razem) i zaufanie, to jakie szanse ma taki
    zwiazek? Moje uczucia zostaly dosc skutecznie przygaszone, a zaufanie
    podkopane. Jedyna opcja dalszego ciagu we dwoje musialaby polegac na tym, ze on
    przekonalby mnie, ze faktycznie po przemysleniach zrozumial, jak jestem dla
    niego wazna, ze calym soba chce byc ze mna i ze jest gotow dawac teraz z siebie
    tak wiele, zeby moje nadwyrezone poczucie bezpieczenstwa odbudowac. To juz nie
    jest czas na polrozwiazania w rodzaju: "moze jednak pobede z toba jeszcze
    troche i sie przekonamy". Teraz to juz wszystko albo nic.
  • neli_23 22.09.05, 15:36
    Wiesz co, naprawdę trudno jest zrozumieć jego motywy postępowania. Ja tez mogę
    jedynie spekulować, że np. nie dojrzał jeszcze emocjonalnie do tego by z kimś
    być, by byc odpowiedzialnym za swoje czyny i postępowanie.
    A gdy pytałas go o to wszystko to co odpowiadał? Gdy mówił, że nie wie to czy
    określił jasno czego nie wie?? Nie wie co czuje, czy ciebie kocha ( p.s. czy
    powiedział kiedykolwiek, ze Cię kocha??) czy poprostu nie wie czego chce w
    życiu? A mówiąc Ci, że nie wie czy to jest TO, to tak naprade czego on się
    spodziewa??? Czego by chciał: oświecenia, porażenia prądem?? Sorry, ze to
    pisze, ale przykro mi, że tak cierpisz przez to jego niezdecydowanie...
    Wszystko okaże się niebawem, albo zmądrzeje, albo rzeczywiście będzie to już
    koniec. Bo chyba nie zamierza znów zbywać Cię odp. , że jeszcze nie wie, czas
    pokaże, etc.
    Cokolwiek sie stanie, pamiętaj że nie jestes sama...

    " Czasami trzeba przejść długą drogę i wiele razy potknąć się, by znaleźć to
    czego szukasz. Każdy upadek boli, ale podnosisz się silniejsza i idziesz dalej,
    bo gdzieś tam jest Twoje szczęście. Musisz, poprostu musisz w to wierzyć..."

  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 17:43
    Odpowiadajac na Twoje pytanie: nigdy mi nie powiedzial, ze mnie kocha. Tak jak
    w Twoim przypadku, jego gesty i rozne czyny czesto wskazywaly, ze mu zalezy, ze
    sie o mnie troszczy, ze pamieta, ze go pociagam itd. Interpretowalam to moze
    nie jako milosc, bo nauczylam sie juz, ze to nie takie oczywiste, ale jako
    zaangazowanie tak.
    Odp na drugie pytanie: "nie wie" dlaczego wlasciwie ze mna zaczal byc (jedyna
    konkretniejsza odp byla taka, ze "jestem bardzo interesujaca i chcial mnie
    lepiej poznac" - masz pojecie?!?), "nie wie" kim dla niego jestem teraz, "nie
    wie" co dokladnie czuje. Jedyne co wie, to ze jestem wspaniala i mam te cechy,
    ktore on w swojej dziewczynie chcialby miec, ze swietnie do siebie pasujemy,
    ALE sam widzi, ze nie teskni za mna tak jak powinien, ze brak mu jednoznacznego
    poczucia, ze to TO. Jednoznacznie twierdzi, ze ja nic nie moglabym robic
    inaczej albo lepiej, ze to nie we mnie tkwi problem, lecz w nim. Biorac pod
    uwage, ze do tej pory jeszcze ani razu nie byl zakochany, chyba faktycznie
    nalezy przypuszczac, ze nie dojrzal jeszcze do tego, by z kims naprawde byc.
    Wczoraj, tak jak zamierzalam, skontaktowalam sie z nim w sprawie przyspieszenia
    tej rozmowy. Krotka, informacyjna prosba. Odpowiedzial po 5-ciu godzinach i
    wierz mi, nie zanosi sie na to, zeby sprawa zakonczyla sie happy endem. Ktos,
    kto by za mna strasznie tesknil, nie napisalby, ze "postara sie znalezc czas w
    przyszly weekend jesli ja tego chce". Taaa. krotka prosba, krotka odpowiedz...
    Przeplakalam pol nocy, bo dociera do mnie, ze przez ten czas, kiedy ja cierpie
    i trace nadzieje, on tez sie zmienia i staje sie bardziej obcy i oficjalny...
  • neli_23 23.09.05, 12:09
    Wiesz co, w takim razie nie pozostaje Ci nic innego jak dac sobie z nim
    spokój... Wiem, łatwo się mówi, co innego to zrobić i zaakceptować. Ale z tego
    co piszesz wynika, że nie masz co się łudzić, że on "nagle" się zmnieni. Chyba
    już wystarczająco wiele przecierpiałaś i najwyższy czas z tym skończyć. Bo po
    tym oststnim sms-ie myslę, że on nie jest Ciebie wart. Jak można w takiej
    sytuacji, po tylu wspólnie spędzonych chwilach, gdy napewno on zdaje sobie
    sprawę z tego co do niego czujesz i jak teraz cierpisz, zdobyć się jedynie na
    tak obojętną odpowiedź??!! Współczuję Ci, bo wiem jak Ci jest ciężko, ale to
    widać najlepsze wyjście. Wiadomo dużo jeszcze czasu upłynie zanim to
    zaakceptujesz i nauczysz się znów ufać, ale chyba warto podjąć taką próbę.
    Rzeczywiście doporowadź jak najszybciej do tej ostatecznej rozmowy, bys miała
    przynajmniej czystą sytuację. A wtedy... nie muszę Ci przecież tego pisać, bo
    sama mi radziłaś co wtedy...czas smutku, który kiedyś się skończy, trzeba tylko
    dać sobie czas...
  • neli_23 23.09.05, 12:44
    Jeśli o mnie chodzi to postanowiłam wziąć się w garść i przestać juz łudzić
    się, że on jeszcze wróci:(( do tej pory wciąż czekałam na sms-a, telefon czy
    chociażby jakąś wiadomość na gg. Żyłam jak w amoku, wciąż czekając i czekając...
    Minął ponad tydzień i nic. Widac on potrafi żyć beze mnie:(
    Pokasowałam wszystkie wiadomości, jego numery, staram się wgóle o nim nie
    myśleć i nie przypominać sobie wspólnie spędzonych chwil. Jest ciężko, ale
    wciąz próbuję. Na łzy pozwalam sobie dopiero w nocy;(
  • Gość: teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 15:09
    Dzieki za slowa wsparcia. Swiadomosc, ze jest ktos, kto przechodzi przez to
    samo, pomaga, choc takiego bolu nie zyczy sie nawet najgorszemu wrogowi.
  • elamodela 23.09.05, 17:53
    Współczuję, naprawdę współczuję, ale będzie ok. I tak warto jest kochać, choćby
    nawet się przez to miało cierpieć.
  • Gość: aka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 15:43
    Wiecie najtrudniej jest odejść ten pierwszy raz ...tak mi się przynajmniej
    wydaje! Chyba każda z nas to przechodziła i miała taką sytuację! ja 4 lata temu
    zamknełam za sobą drzwi mojej wielkiej..jak wówczas mi się wydawało miłości!
    płakałam, gryzłam pazury i wyrywałam sobie włosy z głowy kiedy dzwonił i prosił
    żebym wróciła, mówił że się zmienił...na szczęście miałam bliskie mi osoby
    które nie pozwoliły mi wrócić były przy mnie w najtrudniejszych chwilach..i za
    to będe wdzięczna do końca życia!
    Było warto...w sierpniu przyszłego roku wychodze za mąż! życie się w końcu
    uśmiechneło ;)
    Trzymajcie się... i posłuchajcie rozumu! choćby serce krwawiło...pomóżcie
    sobie! powodzenia
  • mexico_lady 25.03.07, 12:29
    Nelciu
    wlasnie przezywam podobna sytuacje dlatego mysle ze wiem co czujesz;(

    Nie caly miesiac temu on powiedzial mi
    ze nie moze ze mna byc bo KOCHA SWOJA BYLA....;((((

    Strasznie to przezylam...;(((((Po czym caly czas sie do mnie odzywa (a ja od
    tego momentu ani razu sie nie odezwalam bo uwazam ze zachowal sie jak frajer,
    skoro pozwolil mi sie w sobie zakochac, bylismy ze soba 4 miesiace), no i mowi
    mi ze jestem najatrakcyjniejsza kobieta i najladniejsza jaka znal, ze strasznie
    sie wkrecil, po czym mowi mi tez sie chcialby mnie przy sobie miec bo sie
    strasznie do mnie przywiazal... To ja na to mowie"ze to byl jego taki wybor" a
    on na to mowi "NO BO JA ROZ..Y JESTEM.." :|

    Nie rozumiem tego, wiem ze mu zalezy, ale nie rozumiem dlaczego tak zrobil..
    Jak dla mnie "byla" jest tylko wymowka... a moze i nie...sama nie wiem...
    Juz tyle myslalam na ten temat...
    Wydaje mi sie (zaobserwowalam to juz jak ze soba bylismy) ze on sie chyba
    strasznie boi uczucia...boi sie pokochac i ucieka przed tym... ( bo jak to mowi
    , ktos go kiedys zranil)Tak nie mozna mnie tez kiedys ktos zranil ale nadal mam
    zdrowe podejscie do uczucia...

    Ja chce o nim zapomniec...a on nawet sobie nie zdaje sprawy jaka mi przykrosc
    sprawia tymi smsami..;( no i tymi tekstami ze chcialby mnie przy sobie miec
    itp...;(((((

    Teraz poznalm naprawde cudownego faceta, jest kochany i mega przystojny i chyba
    strasznie mu na mnie zalezy....;)
    Ale mimo to nadal mysle o nim..i kazdy jego esemes mnie dobija;(((( i znowu
    placze...placze....placze...;(

    pozdrawiam Cie i innych w podobnej sytuacji...
  • gamn 26.03.07, 01:28
    dziewczyno!!!!!!!!! napisz mu jak najszybciej ze chcesz urwac kontakt bo to ze
    on jest hmmmm "zepsuty" emocjonalnie (zeby ladnie go nazwac) nie znaczy ze Ty
    rwoniez mosisz isc ta sama droga!!!
    skoro poznalas fajnego faceta to trzymaj sie nowej znajomosci bo Twoj eks
    pociagnie cie na dno razem ze soba, tylko pamietaj ze sama tez musisz uwolnic
    sie od swojej przeszlosci jesli chcesz zaczac tworzyc nowy zwiazek bo w
    przeciwnym wypadku sama zranisz niewinna osobe
    pozdrawiam serdecznie i zycze szczescia w uwalnianiu sie od eksa,
    buziaki:*:*:*:*:*:*:*:*:*:*
    powodzenia z Panem Przystojniakiem ;)
  • laura812 07.04.07, 19:53
    hej wspolczuje Tobie serdecznie wiem przez co przechodzisz i wiem jak to boli i
    ile Ciebie kosztuje nie napisanie smsa albo nie wykonianie krotkiego
    telefonu:(wiesz ja przeszlam cos podobnego rok temu i powiem Tobie ze juz jest
    lepiej choc nie idelanie a kiedy o nim zapomnisz hmm mysle ze nigdy niestety
    chyba tak wlasnie jest ze jak sie prawdziwie kochalo to trudno zapomniec ja
    wierze ze uloze sobie zycie bez niego hmmm moze nawte z kims innym,póki co zycze
    Ci wtrwalosci i niepodawaj sie zycie biegnie dalej a Ty nie marnuj go na
    rozpamietywanie przeszlosci szkoda czasu.pozdrawim cieplo

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka