Dodaj do ulubionych

Serce mi peka!

30.03.06, 11:48
Nie wiem co robic. Mam kochajaca, oddana zone, pomimo tego moja podswiadomosc
nie daje mi spac, sni mi sie moje byla dziewczyna sprzed lat z ktora mialem
milosc jak z dobrego romansu; Przemiezylem Swiat zeby ja spotkac; Ona ma na
imie Junko mieszka w Japoni, ja w USA, spotkalismy sie u niej gdy bylem z US
Marines przez rok w Japoni. Znalismy sie niedlugo, potem byla rozlaka,
znajomosc na odleglosc.

Ona miala zawsze pozytywny stosunek do tego ze kiedys sie znowu spotkamy, ja
nie moglem wytrzymac i po 1.5 roku czekania wpadlem w apatie. Teraz zaluje ze
nie poczekalem nastepne pol roku, wtedy miala przyjechac studjowac w
USA...zerwalem z nia kontakt bo mialem dosc, potrzebowalem kogos blisko, i
tylko jej zdecydowane deklaracje milosci mogly mnie zdopingowac do wytrwanie,
niestety, ona byla zajeta szkola i choc pisala, to raz na pare miesiecy.

Czy jej deklaracje ze; "chce zebysmy byli kochankami" i ze "chce byc moja
dziewczyna" i "czy mozesz na mnie poczekac?" ...co slyszalem od niej gdy
jeszcze bylismy blisko, powinny mi wystarczyc na 2 lata czekania? Fakt
mielismy seks, nawet z jej incjatywy, ale z deklaracja milosci sie nie
spieszyla...a ja tego potrzebowalem bo jestem romantykiem.

Czy Wy w takiej sytuacji nie potrzebowlalibyscie powazniejszych deklaracji
milosci; np "Kocham Cie" i bardziej czulych listow? Pomimo tego zaluje ze nie
poczekalem, teraz rozumie ze ona potrzebowala troche wiecej czasu, miala 19
lat a ja 25...zaluje ze nie poczekalem bo nadal ja kocham...
Edytor zaawansowany
  • libertine21 30.03.06, 11:57
    ach ta miłość odrzucona piekna i okrutna zarazem :-D
  • waldek1610 30.03.06, 12:14
    libertine21 napisała:

    > ach ta miłość odrzucona piekna i okrutna zarazem :-D

    Najgorsze jest to ze wtedy sadzilem ze to co Ona mi daje jest niewystarczajace,
    teraz widze ze wszystko zmiezalo w dobrym kierunku i bylo by cudownie.

    To moja wina ze nie poczekalem, zawsze chce wszystko albo nic...
  • libertine21 30.03.06, 12:17
    A TERAZ CIERPISZ BO JUZ ZA POZNO I NIC SIE NIE DA ZROBIC ....ZNAM TO
  • waldek1610 30.03.06, 12:22
    Teraz mam zone ktora jest cudowna, ale co przyszlo latwo, wydaje sie
    niezasluzone, i nie moge tego zrozumiec dlaczego kobieta ktora robi dla mnie
    wszystko ma meza (mnie) ktory mysli o dziewczynie ktora w porownaniu do niej
    zrobila duzo mniej zeby sobie na to milosc zasluzyc.

    Czy gdy o milosc trzeba walczyc albo na nia czekac, to wtedy ona lepiej
    smakuje, a gdy jest podana na tacy to jej niedoceniamy?
  • libertine21 30.03.06, 12:03
    A CO Z ZONA NIE MOZNA TRZYMAC 2 SROKI ZA OGON
  • waldek1610 30.03.06, 12:08
    Nie wypada opuscic zony, ale oszukiwac jej tez nie wypada... Chyba lepiej jest
    byc szczerym. Nie potrafie oszukiwac nikogo, a to tej pory wmawialem sobie ze
    tamta nie zasluzyla na moja milosc, a teraz wiem ze tak nie bylo.
  • libertine21 30.03.06, 12:11
    EEEE TO TERAZ BEDZIESZ MIAL CIEZKI ORZECH DO ZGRYZIENIA TAK TO JUZ JEST
  • waldek1610 30.03.06, 12:26
    A co Ty byc zrobila na moim miejscu?

    Wolalbym dowiedziec sie definitywnie ze moja byla dziewczyna mnie nie chce, a
    tak to nigdy sie nie dowiedzialem tego, to wlasnie nie daje mi spokoju.

    Teraz mysle ze zlamalem Junko serce, a teraz wlasnie pewnie zlamie tez serce
    mojej zony.
  • libertine21 30.03.06, 12:29
    Jak tak bedziesz pogrywal to stracisz i jedna i druga a ty bedziesz sam wkoncu
    trzeba znalesc jaka droge w zyciu albo w lewo albo w prawo
  • waldek1610 30.03.06, 12:35
    To jest wszystko wina ironi losu, bo gdy sie kogos darzy glebokim uczuciem, gdy
    sie bardzo kocha to zycie plata figle i idzie jak po grudzie, a gdy juz jest
    Tobie wszystko jedno to ktos inny podaje Ci milosc na srebrnej tacy...



  • 1jujka1 30.03.06, 12:04
    A jak sie obudziles te reke w nocniku trzymales??
    --
    ######################################################
  • papilotta 30.03.06, 12:53
    Walduś, załóż wreszcie spodnie i bądź mężczyzną! rozumiem Twą rozpacz, ale spróbuj spojrzeć na to z innej strony: żona Cię pokochała, zaufała Ci, sam piszesz, że jest Ci oddana... Junko - choć to piękne wspomnienie i obietnica szczęśliwości zarazem - może PONOWNIE okazać się niewypałem... co zrobisz wtedy? czy naprawdę warto rozwalać małżeństwo? Chociaż... jeśli nie macie jeszcze dzieci, to może warto spróbować, później będzie coraz trudniej... ale pamiętaj - podejmujesz wielkie ryzyko i - niestety - być może złamiesz swojej żonie, niewinnej zupełnie, serce... Miłośc to cholerna sprawa, jesli sie tak gmatwa...Trzymam kciuki za właściwą decyzję :) Pozdrawiam
  • waldek1610 30.03.06, 13:13
    papilotta napisała:

    > Walduś, załóż wreszcie spodnie i bądź mężczyzną! rozumiem Twą rozpacz, ale
    > spró buj spojrzeć na to z innej strony: żona Cię pokochała, zaufała Ci, sam
    > piszesz, że jest Ci oddana... Junko - choć to piękne wspomnienie i obietnica
    > szczęśliwości zarazem - może PONOWNIE okazać się niewypałem... co zrobisz
    > wtedy?


    Biore to pod uwage, ale nie chce spedzic reszty mojego zycia w zalu, bo myslac
    o innej nie robie przyslugi mojej zonie. Zaluje tylko ze nie doprowadzilem
    znajomosci z tamta do konca, a tak to nie wiem co moglo sie stac.



    > czy naprawdę warto rozwalać małżeństwo? Chociaż... jeśli nie macie jeszcze
    > dzieci, to może warto spróbować, później będzie coraz trudniej... ale
    >pamiętaj - podejmujes z wielkie ryzyko i - niestety - być może złamiesz swojej
    > żonie, niewinnej zupełnie, serce... Miłośc to cholerna sprawa, jesli sie tak
    > gmatwa...Trzymam kciuki za właściwą decyzję :) Pozdrawiam

    Nawet nie wiem czy tamta jeszcze byla by wstanie mnie po latach przyjac
    zpowrotem. Wtedy wydawala mi sie troche uparta, bo chciala faceta ktory na nia
    czeka tysiace mil zdala, nawet nie mowiac mi; "Kocham Cie"...Co z tego ze
    kochalismy sie fizycznie...skoro na odleglosc nawet tego nie bylo, co z tego ze
    obiecywala ze bedzie moja dziewczyna, przeciez 26 letni facet nie moze czekac 2
    lata bez "kocham Cie" i nie mowiac o seksie.

  • libertine21 30.03.06, 13:15
    to pomysl co by czula zona tak raz w zyciu
  • waldek1610 30.03.06, 13:30
    wlasnie wolalbym gdyby zona nie pojawila sie podana mi przez los na "zlotej
    tacy"...gdybym musial bardziej o nia walczyc napewno docenil bym ten dar, a tak
    to niedoceniam kobiety ktora poszla by za mna w ogien, wiem o tym. Chyba
    naprawde jestem draniem.
  • libertine21 30.03.06, 13:31
    :-(
  • wyuzdana1 30.03.06, 13:03
    Waldek to Ty masz serce?
  • waldek1610 30.03.06, 13:22
    wyuzdana1 napisała:

    > Waldek to Ty masz serce?

    Gdybym go nie mial, na pewno poczekal bym na nia 2 lata, a tak to cierpialem,
    bylem wtedy juz doroslym facetem (27 lat) trudno jest czekac na kobiete.

    Podczas gdy twoi mlodsi 18-20 letni koledzy prawie wszyscy maja zony u boku,
    zwlaszcza gdy sie jest w mojsku zawodowym, wlasnie wtedy potrzebowalem kogos
    bardzo, a jej powsciagliwe listy mogly mi wystarczec gdy mialem 18 lat a nie
    27...Zreszta gdy napisalem do niej ze "placze za nia" to powiedziala mi ze
    myslala ze zartuje...Powiedziala mi ze powinienem spedzac wiecej czasu z
    przyjaciolmi, a Ona i tak przyjedzie...ale latwo powiedziec. Ja jestem
    niepoprawnym romantykiem, potrzebowalem uzlyszec "Kocham Cie" a nie tylko
    deklaracji o tym ze sie spotkamy w przyszlosci.

    Sam juz nie wiem czy mialem racje ze nie wytrzymalem presji.
  • libertine21 30.03.06, 13:24
    trudno jest czekac na kobiete.? a kobiecie jest latwiej? no sorry....
  • waldek1610 30.03.06, 13:36
    libertine21 napisała:

    > trudno jest czekac na kobiete.? a kobiecie jest latwiej? no sorry....

    Gdyby Ona przezywala nasza rozlake tak jak ja, to napewno widac byloby to w jej
    listach, Ona wtedy byla bardziej skoncentrowana na szkole, choc wiem ze chciala
    byc ze mna ale raczej slabo to wyrazala. Nie bylem gotow czekac tak dlugo, bo
    gdy ja spotkalem to juz bylem gotowy isc na calego, nawet ozenic sie z nia, a
    ona o dziwo potrzebowala bardziej seksu niz powaznych wyznan...
  • libertine21 30.03.06, 13:39
    A uwazasz ze jak ja spotkasz to bedzie inaczej skad wiesz moze ona jest juz
    zajeta ma meza i dzieci pomysl
  • waldek1610 30.03.06, 13:48
    libertine21 napisała:

    > A uwazasz ze jak ja spotkasz to bedzie inaczej skad wiesz moze ona jest juz
    > zajeta ma meza i dzieci pomysl

    Wlasnie ktos juz mi sugerowal ze sen o niej byl telepatyczny, moze wlasnie
    wyszla za maz...i w ten sposob probowala sie "pozegnac". Ale ta sama osoba
    sugerowal ze ten sen moze rowniez byc powodem tego ze ona teraz mnie wlasnie
    potrzebuje...

    Nie wiem czy powinienem ja odnalezc?
  • libertine21 30.03.06, 13:51
    sen mara bóg wiara.....
  • agatka_to_ja 30.03.06, 13:39
    Waldek, moiim zdaniem "drapiesz sie tam, gdzie cie nie swedzi"..
    po co gdybac, co by bylo gdyby... tego sie nigdy nie dowiesz.
    po co dramatyzowac " ojej, los podal mi zone na tacy, jam niegodny".. żenada...
    sorry, nie zachowuj sie jak mieczak albo jakis pseudoromantyczny
    mickiewiczowski kochanek - to nie pasuje do siebie i twoich ulubionych
    obszczanych gaci:)

    ciesz sie, ze masz kobiete i doceniaj kazdy dzien... i nie zatruwaj sobie zycia
    jakims "gdybaniem"
  • stokrotka101 30.03.06, 13:48
    Wiesz, rozumiem Cię,ale lepiej żyć przyszłóścią niż przeszłością. To co
    wydażyło się te pare lat temu to twoja przeszlość a nie obecne życie. Skup sie
    na swojej żonie, a nie na tym co było kiedyś. Pewnie ze warto wspominać, ale to
    TYLKO wspomnieniai nie powinny dominować nad teraźniejszoscią.
    agatka_to_ja dobrze napisała: ciesz sie, ze masz kobiete i doceniaj kazdy
    dzien... i nie zatruwaj sobie zycia
    >
    > jakims "gdybaniem"



  • waldek1610 30.03.06, 14:02
    Naprawde jest mi ciezko, choc na zewnatrz jestem mocny wkoncu bylem w desancie
    morskim i policji, ale wewnatrz jestem jak maslo... Gdy mysle o Junko to czuje
    ciezar na moim sercu, nie jestem pewien ze ja nadal kocham, jedno czego jestem
    pewien to ze jestem odpowiedzialny za nia...i byc moze ja zranilem.

    Wiem ze teraz powiesz; a co z twoja zona...
  • libertine21 30.03.06, 14:04
    ale gdybasz wez sie w garsc wkoncu
  • waldek1610 30.03.06, 14:07
    Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie docenic
    milosci mojej zony.
  • libertine21 30.03.06, 14:10
    ojojoj to ciezko to widze a tak ja chwaliles ze jest idealem cos tu nie gra....
  • waldek1610 30.03.06, 23:52
    Ona jest idealem, ale wlasnie... jest roza ktorej brakuje kolec. Wydaje mi sie
    ze staralem sie sie 1000% wiecej o Junko, a moja zone tylko 100% pomimo tego to
    od tej pierwszej dostalem 10% a od zony 200%...rozumiesz?
  • agatka_to_ja 30.03.06, 14:11
    waldek1610 napisał:

    > Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie docenic
    > milosci mojej zony.

    a skad wiesz, ze to milosc twojego zycia????????????? raczej NIE!, bo gdyby nią
    byla to bylibyscie razem!

    ni uzalaj sie nad sobą... bo to żaalosne... podobnie jak twoje wspominanie o
    marines.
  • waldek1610 31.03.06, 00:02
    agatka_to_ja napisała:

    > waldek1610 napisał:
    >
    > > Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie
    > > docenic milosci mojej zony.

    > a skad wiesz, ze to milosc twojego zycia????????????? raczej NIE!, bo gdyby
    > nią byla to bylibyscie razem!

    Tak, bylibysmy razem gdybym mial cierpliwosc, ale wydaje mi sie ze mialem swoje
    powody zeby sie zniechecic. Gdybym wiedzial na 100% ze mnie kocha to bym
    czekal, a tak to byla tylko krotka znajomosc bliska, ale niezbyt gleboka
    uczuciowo z jej strony. Wydaje mi sie ze choc bylo wiele sumpati pomiedzy nami,
    byl seks i plany przyszlosci razem...to na malo zeby przetrwac 2 lata.



    > ni uzalaj sie nad sobą... bo to żaalosne... podobnie jak twoje wspominanie o
    > marines.

    Agatka to nie jest teraz wazne, niektore osoby denerwuja jakiekolwiek wzmianki
    ktore podkreslam "w ich oczach" czynia mnie lepszym. Ale trudno opowiadac o
    mojej histori, bez podania waznych szczegolow.


    Zreszta jesli cos jest czescia Twojego zycia to dlaczego unikac wspominania o
    tym?
  • waldek1610 30.03.06, 13:57
    Agatka,
    Jestem naprawde romantycznym facetem, dlatego potrafie chcic kobiece cialo,
    dlatego kobiece wdzieki nie pozostaja mi obojetne, do tego stopnie ze jesli juz
    jakas spala ze mna to kazda ( a naprawde nie bylo ich az tak wielu) kazda z
    nich jest pod glebokim wrazeniem.

    Zazdrosze twojego praktycznego podejscia do zycia, czasami wolalbym byc twardy
    wewnatrz, a moja sile jest tylko zewnetrzna. Tak naprawde to jestem wrazliwym
    gosciem, nigdy nie zranilbym kobiety, ale z tego samego powodu latwo mnie
    zranic kobiecie.

  • libertine21 30.03.06, 13:59
    to nie ran zony!!!!!!!
  • waldek1610 30.03.06, 14:04
    Czyba masz racje, ale to nie pomaga, nadal czuje sie odpowiedzialny za Junko,
    bardziej niz utraty milosci obawiam sie utrafy szacunku...nie chce wygladac w
    jej oczach jak jakis dupek.
  • libertine21 30.03.06, 14:08
    to zacznij byc odpowiedzialnym za zone bo w jej oczach mozesz wyjsc gorzej niz
    to sobie wyobrazasz
  • agatka_to_ja 30.03.06, 14:15
    waldek1610 napisał:

    nadal czuje sie odpowiedzialny za Junko,
    > bardziej niz utraty milosci obawiam sie utrafy szacunku...nie chce wygladac w
    > jej oczach jak jakis dupek.

    ale to ŻONIE przysiegales "milosc i wiernosc i uczciwosc malzenska"... a nie
    jakiejs panience z przeszlosci.. i powinienes sie martwic o żone, a nie o dawna
    kochanke..

    no, chyba, ze chcesz przeleciec Junko... bo ci sie zona znudzila..

    tylko wtedy przestan zgrywac romantycznego kochanka, bo za cholere to do ciebie
    nie pasuje
  • waldek1610 31.03.06, 02:14
    Nie rozumiesz zycia Agatka, facetowi nie zawsze chodzi o "urozmaicenia w
    supialni"...tak sie sklada ze tamtej tez obiecywalem, ale byc moze to jej wina
    ze miala taki spozniony zaplon.

    Moze to nie jest ani jej ani moja wina, po prostu zycie sie skomplikowalo, i
    los splatal nam figla.
  • stokrotka101 30.03.06, 14:07
    libertine21 to sie tylko łatwo mowi, mu chyba jest naprawde bardzo ciężko.
    Waldek musi coś z sobą zrobić, bo jak żona zoriętuje sie o co naprawde chodzi
    to sytuacja naprawde będzie neiciekwawa.
    Waldek nie zastanawiałeś sie nad tym,że wspomnienia koloryzują całą sytuacje?
    Może tak bardzo jesteś oczarowany swoimi myślami, że kochasz te wspomnienia a
    nie prawdziwą osobe?. P
  • libertine21 30.03.06, 14:14
    przysiega malzenska idzie w odstawke.....
  • stokrotka101 30.03.06, 14:18
    Ja go troche rozumie, ale musi wziaść sie wgarść, bo inaczej bedzie mial małe
    piekiełko
  • waldek1610 31.03.06, 00:24
    stokrotka101 napisała:

    > Ja go troche rozumie, ale musi wziaść sie wgarść, bo inaczej bedzie mial
    > małe piekiełko

    Juz teraz nie moge spac, i normalnie funkcjonowac, poza tym rozmwialem z zona o
    tym dlaczego ona zostawila swojego chlopaka, i dlaczego jest ze mna?

    I wlasnie zona powiedziala ze pewnego dnia obudzila sie, wiedzac ze nie czuje
    nic do tamtego chlopaka, wkrotce potem poznala mnie....Czy to nie ironia losu?

    Jesli zona oparla sie na snach, i nie potrafila zyc przeciwko swoim uczuciom,
    to tymbardziej mi podpowiada ze w takim razie to ja ignoruje moje prawdziwe
    uczucia. Boje sie ze zmarnuje sobie zycie, ale nie jestem pewniem ze
    kiedykolwiek bylbym znowu po prawie ponad 5.5 roku z Junko?
  • waldek1610 31.03.06, 00:18
    libertine21 napisała:

    > przysiega malzenska idzie w odstawke.....


    Jestesmy po slubie cywilnym.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 18:53
    waldek1610 napisał:

    > libertine21 napisała:
    >
    > > przysiega malzenska idzie w odstawke.....
    >
    >
    > Jestesmy po slubie cywilnym.


    Ale na ślubie cywilnym też składa się przysięgę małżeńską... Chyba że się
    przeoczy te 2 minuty z tych 10...
  • waldek1610 31.03.06, 00:16
    stokrotka101 napisała:

    > libertine21 to sie tylko łatwo mowi, mu chyba jest naprawde bardzo ciężko.
    > Waldek musi coś z sobą zrobić, bo jak żona zoriętuje sie o co naprawde chodzi
    > to sytuacja naprawde będzie neiciekwawa.

    Tak, juz od ponad tygodnia jestem w okropnie smetnym nastroju, a dzisaj zona
    zauwazyla ze placze przed wyjsciem do pracy, to nie jest jej wina ale widze ze
    byla zaalarmowany moim zachowaniem... i szykuje sie rozmowa.

    > Waldek nie zastanawiałeś sie nad tym,że wspomnienia koloryzują całą sytuacje?
    > Może tak bardzo jesteś oczarowany swoimi myślami, że kochasz te wspomnienia a
    > nie prawdziwą osobe?. P

    To nie tylko wspomnienia, to jest zal straconej szansy z mojej strony, bo gdy
    czytalem stare listy to okazalo sie ze moglo byc wspaniale, ale ja nie
    poczekalem byc moze pol roku wieciej. Ale wtedy gdy wpadlem w apatie po 1.5
    czekania na nia bylem na nia wsciekly ze na moje listy pelne milosci
    odpowiadala opowiesciami, 2/3 lisu o jej kursie scuba-diving (nurkowania) i o
    tym, ze nie powinienem sie martwic bo spotkamy sie gdy przujedzie studiowac
    kolo Seatle, a ja wtedy bylem w Polnocnej Karolinie. Wtedy nie wiedzialem czy
    traktuje mnie powaznie, i czy tylko chce mnie widziec przy okazji studiow.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 30.03.06, 15:01
    Myślę, że przede wszystkim jest to nieuczciwe wobec Twojej żony. Jeśli jest się
    w związku z jedna osobą, a cały czas myśli się o innej osobie, to taki związek
    nie ma szans przetrwania. Uczciwiej było by rozstać się z żoną i pozostać
    samemu (do czasu, póki nie pokocha się na prawdę). Sam fakt, że wracają do
    Ciebie wspomnienia o Junko lub innych kobietach świadczy o tym, że nie kochasz
    żony całym sobą (duszą, sercem i ciałem). W prawdziwej miłości nie ma miejsca
    na takie wspomnienia, czy tez zauroczenia innymi osobami. Jeśli kochasz kogoś
    całym sobą, to w każdej swojej mysli i uczynku jesteś oddany tylko tej osobie,
    nikt inny dla ciebie nie istnieje.

    To, że myślisz o innej, świadczy o tym, że "kochająca, oddana żona" nie jest
    jednak odpowiednią osobą dla Ciebie, a Ty oszukujesz i siebie i ją. Zasłanianie
    się "romantycznością" i "cierpietnictwem" jest conajmniej żałosne. Jest takie
    określenie "passive agressive", które idealnie pasuje do takiej osoby jak Ty.
    Wolisz pasywnie tkwić w związku, który tak naprawde nie jest dla Ciebie w pełni
    satysfakcjonujący. Wolisz oszukiwać niż zostać sam. Boisz sie podjąć
    jakąkolwiek decyzje, myślisz, że życie samo jakoś rozwiąże Twój dylemat. W
    międzyczasie krzywdzisz swoją biernością i tchórzostwem swoją żonę i siebie
    samego. Chcesz tkwić w takim układzie przez wiele lat, ciągle zastanawiając
    się, jak by było z Junko (czy inną kobietą), żałując czegoś, teskniąc za
    czymś, "cierpiąc"? Nie lepiej uczciwie powiedzieć żonie, że tak na prawdę nie
    jesteś do końca szczęśliwy w tym związku, że musisz odnaleźć siebie i to, co
    naprawdę czyni Ciebie szczęśliwym? Bo jeśli nie znasz siebie i nie wiesz co tak
    naprawde czyni ćiebie szczęśliwym, to nie będziesz w stanie obdarzyć inną osobę
    miłością i szczęściem.

    Wygląda na to, że nie wiesz, czego tak naprawde pragniesz... Być może nawet nie
    wiesz, czym jest Miłość... Być może jeszcze jej nie doświadczyłeś W PEŁNI...

    Życzę odwagi!
  • waldek1610 31.03.06, 00:48
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > Jest takieokreślenie "passive agressive", które idealnie pasuje do takiej
    > osoby jak Ty. Wolisz pasywnie tkwić w związku, który tak naprawde nie jest
    > dla Ciebie w pełnisatysfakcjonujący. Wolisz oszukiwać niż zostać sam.

    A co powiesz jesli powiem Ci ze to wlasnie ja przestalem odpowiadac na listy
    Junko, bo wlasnie sadzilem ze nie jestem szczesliwy w "zwiazku z nia". Jak
    moglbym byc szeczesliwy gdy, bylismy ze soba tak ktotko, byl seks i fascynacja
    moja osoba z jej strony, ja tez bylem w niej zauroczony, myslalem ze ja kocham.
    Ale ona pisala przez 1.5 roku zebym sie nie martwil bo spotkamy sie jeszcze, a
    ja potrzebowalem wiecej milosci nawet w slowach...Nie dotrwalem do konca,
    mialem 27 lat i potrzebowalem w koncu miec kogos obok mnie. Ona wtedy to
    ignorowala, myslala ze moge czekac latami, moze dlatego ze miala 20 lat i
    jeszcze nie gotowa byla na malzenstwo..

    Ale z drugiej strony gdy ja spotkalem w Japoni mowila mi ze w tym kraju czuje
    sie w depresji, jest jej ciezko, pozatym miala problemy ze akceptacja siebie
    samej, mysla ze nie zasluguje na milosc bo nie jest typem modelki, a przeciez
    byla piekna, madra dziewczyna. Niby od razu wiedzielismy ze do siebie pasujemy,
    ale ona jednak nigdy nie powiedziala mi;"Kocham Ciebie".

    Cz wedlug ciebie jej slowa; "Chce zebysmy byli kochankami" "chce byc Twoja
    dziewczyna" i "czy bedziesz na mnie czekal?" swiadczyly o jej uczuciu milosci,
    czy tylko po prostu potrzebowala mnie z innych wzgledow?


    Boisz
    >sie podjąć jakąkolwiek decyzje, myślisz, że życie samo jakoś rozwiąże Twój
    >dylemat. W międzyczasie krzywdzisz swoją biernością i tchórzostwem swoją żonę
    >i siebie samego. Chcesz tkwić w takim układzie przez wiele lat, ciągle
    >zastanawiając się, jak by było z Junko (czy inną kobietą), żałując czegoś,
    teskniąc za
    > czymś, "cierpiąc"? Nie lepiej uczciwie powiedzieć żonie, że tak na prawdę nie
    > jesteś do końca szczęśliwy w tym związku, że musisz odnaleźć siebie i to, co
    > naprawdę czyni Ciebie szczęśliwym?

    Junko uczynila by mnie szczesliwym jesli okazala by wiecej czulosci do mnie, a
    nie tylko deklaracji o tym ze "nie martw sie, spotkamy sie jeszcze kiedys?" Czy
    twoim zdaniem to powinno wystarczyc 27 letniemu facetowi zeby czekac 2 lata na
    kobiete, ktora nie wiadomo nawet czy kocha?

  • Gość: hahaha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.06, 00:04
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: Artur Przezywacz IP: 195.69.82.* 31.03.06, 13:04
    Łoldek napisał:

    > Nie wiem co robic

    Tez mi nowosc
  • waldek1610 31.03.06, 13:07
    Kto sadzi ze wie wszystko jest ...glupcem. A kto szuka odpowiedzi nie bladzi.
  • Gość: Artur Przezywacz IP: 195.69.82.* 31.03.06, 13:14
    > Kto sadzi ze wie wszystko jest ...glupcem.

    Fajnie
  • fredrus 31.03.06, 15:59
    Nie czytalem wszystkiego. Przedewszyskim musisz odpowiedziec sobie na pytanie -
    czego ty chcesz, czy chcesz byc ze swoja zona czy z ta Japonka? Jesli zalezy
    ci na malzenstwie, to zapomnij o tej Japonce. Naucz sie kochac swoja zone,
    dostrzegac pozytywne jej cechy i nigdy, przenigdy nie wspominaj swojej zonie co
    czujesz wzgledem tej Japonki. Wiem ze chcesz byc szczery ze swoja zona, ale sa
    pewne rzeczy, ktorych sie nie mowi nikomu. Czy powidzialbys czlowiekowi ze
    zdeformowana poparzeniem twarza, ze jego widok przyprawia cie o wymioty, tylko
    dlatego zeby byc z nim szczerym? Albo pomysl tak - jak ty bys sie czul gdybys
    to ty byl zakochany w swojej zonie, a ona mialby podobny dylemat do twojego?
    Pamietaj,ze kobiety sa bardziej sklonne wybaczyc zdrade sexualna , ale zdrady
    uczuciowej nigdy! Jesli nie planujesz rozwodu z zona, to nigdy jej o tym nie
    wspominaj. Ona ci tego nie wybaczy i poczuje sie zawiedziona i zdradzona. Jesli
    spodziewasz sie wdziecznosci za swoja szczerosc, to jestes w wielkim bledzie,
    kobiety mysla inaczej niz mazczyzni.
    Don't do it!, she will feel down, and betrayed ,it may be begining of the end
    of your mariage.


    --
    .
    POPARCIE DLA RUCHOW NA RZECZ ZMIANY ORDYNACJI WYBORCZEJ JEST JEDNYM ZE SPOSOBOW
    ZMIANY STATUS QUO
    www.normalne.pl/ <-
    Normalne Panstwo
  • stokrotka101 31.03.06, 17:00
    Ty miałeś 27 lat a ona 20? To była jeszcze smarkula. I dla wspommnień o
    niedojrzałej dziewczynie chcesz poswiecic małżeństwo?
    twoje uczucie pewnie byłó dojrzale ale jej spewnoscia nie.
    Zastanów sie czy warto poswięcić realne życie dla wspomnień z przed paru lat?
    A nie jest tak, ze wspominasz ją bo bawiła się twoją miłością i przez to
    uraziła twoje meskie ego?
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 19:03
    Tak naprawde to nie wiesz sam, czego pragniesz... To, że żony nie kochasz jest
    oczywiste. Bo gdybyś kochał, to myśli o innej nie zjawiały by się z taką siłą w
    Twoim umyśle. Ale czy kochałeś Junke? Nie wiem. Został Ci żal, ale czy to jest
    to samo co miłość? Ciągle wypominasz jej słowa, że nie mówiła "kocham", etc.
    Ciągle rozczulasz się nad tym jak dawałeś jej 1000% swojej miłości. Jak gdyby
    miłość można było zmierzyć w ten sposób.

    Jesteś osobą niezmiernie egoistyczną w najbardziej negatywnym znaczeniu tego
    słowa. Nie powinieneś być z żadną kobietą póki nie zrozumiesz siebie samego i
    swoich potrzeb. Inaczej będziesz tylko krzywdzić kolejne kobiety. Myślę, że
    Junko tez skrzywdziłeś. A teraz krzywdzisz swoją kochającą żonę. Powinieneś
    przez jakiś czas zostać sam. And straighten your priorities.
  • waldek1610 01.04.06, 08:10
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > Tak naprawde to nie wiesz sam, czego pragniesz... To, że żony nie kochasz
    > jest oczywiste. Bo gdybyś kochał, to myśli o innej nie zjawiały by się z taką
    > siłą w Twoim umyśle. Ale czy kochałeś Junke? Nie wiem. Został Ci żal, ale czy
    > to jest to samo co miłość? Ciągle wypominasz jej słowa, że nie
    > mówiła "kocham", etc. Ciągle rozczulasz się nad tym jak dawałeś jej 1000%
    > swojej miłości. Jak gdyby miłość można było zmierzyć w ten sposób.

    Nie mozna mierzyc milosci, ale wiem ze zrobilem dla niej wiele. Niestety milosc
    nigdy nie jest bezinteresowna, w koncu nie wystarcza Ci tylko dawac, chcesz tez
    byc kochanym.

    > Jesteś osobą niezmiernie egoistyczną w najbardziej negatywnym znaczeniu tego
    > słowa. Nie powinieneś być z żadną kobietą póki nie zrozumiesz siebie samego i
    > swoich potrzeb. Inaczej będziesz tylko krzywdzić kolejne kobiety. Myślę, że
    > Junko tez skrzywdziłeś. A teraz krzywdzisz swoją kochającą żonę. Powinieneś
    > przez jakiś czas zostać sam. And straighten your priorities.

    Sluchaj, gdybym powiedzial moim w wiekszosci mlodszym kolegom z Marines (ktorzy
    prawie wszyscy mieli zony przy boku).. jak wyglada moja znajomosc z Junko to
    chyba powiedzieliby; "Yeap, you're an idiot Wally!" Trudno w wieku 27 lat
    plakac, i pisac listy do kobiety ktora jest 14 tys mil od Ciebie i do tego nie
    potrafi zdopingowac swojego kochanka do czekania, zdecydowana deklaracja
    milosci.

    Gdyby byla blisko to wcale nie oczekiwalbym od niej takich zdecywowanych
    deklaracji, bo wystarczyla by mi jej bliskosc. Masz racje bylem egoista, ale
    egoista ktory badz co badz mial plynaca krew w zylach...i nie byl z kamienia.
    Nie jest w moim stylu zdradzac kobiete, wiec wlasnie tylko od niej oczekiwalem
    milosci cielesnej, a dlatego ze jej nie bylo, 1.5 roku bez seksu, doprowadzilo
    mnie do stanu apati...mialem dosc czekania na kogos kto mnie nie kocha.

    Zaluje ze nie mielismy mozliwosci widywania sie przez dluzszy okres na
    poczatku, wtedy moze moglbym czekac nawet dluzej.


  • waldek1610 01.04.06, 07:48
    stokrotka101 napisała:

    > Ty miałeś 27 lat a ona 20? To była jeszcze smarkula. I dla wspommnień o
    > niedojrzałej dziewczynie chcesz poswiecic małżeństwo?
    > twoje uczucie pewnie byłó dojrzale ale jej spewnoscia nie.

    Stokrotka, dziekuje Ci za pomoc..naprawde! Zawsze obawialem sie ze wlasnie
    spotkalem ja w nieodpowiednim czasie (miejscu tez...), i chyba nie powinienem
    zalowac, bo to nie moja wina ze Ona nie byla gotowa na moja milosc..mam tylko
    nadzieje ze ona wlasnie teraz majac 27, doceni moje oddanie i moja milosc i nie
    bedzie miala do mnie zalu, bo wlasnie dla niej poswiecilem wiecej niz dla
    jakiejkolwiek innej kobiety. Wlasnie dlatego teraz mnie tak to boli.


    > Zastanów sie czy warto poswięcić realne życie dla wspomnień z przed paru lat?
    > A nie jest tak, ze wspominasz ją bo bawiła się twoją miłością i przez to
    > uraziła twoje meskie ego?


    Nie, Ona byla zupelnie innym typem dziewczyny.... byla skromna, madra, byla
    bardzo dojrzala (psychicznie) jak na jej wiek, wiem ze chciala zebysmy byli
    razem i zebym na nia "poczekal" ale widocznie nie byla gotowa na to zeby kochac.

    Nie sadze ze sie bawila, kiedy ja spotkalem miala 19 lat, a ja prawie 26. Wiem
    ze zamierzala na mnie czekac. Bo powiedziala mi; "Czy mozesz na mnie poczekac",
    i "chce zebysmy byli kochankami", "Chce byc twoja dziewczyna"..To prawda
    kochalismy sie fizycznie, ale potem podczas tak dlugiej rozlaki nawet tego nie
    bylo, a ja potrzebowalem wieciej czulosci w jej listach, potrzebowalem zeby
    powiedziala; "Kocham Cie" zamiast tego byly tylko zapewnienia zebym sie nie
    martwil bo sie spotkamy i zebym na nia czekal...

    Ale ja nie moglem zdusic w sobie nie tylko potrzeby kochania i bycia kochanym,
    po prostu potrzebowalem kobiety, potrzebowalem bliskosci, dotyku, slow otuchy,
    potrzebowalem byc potrzebny...i to wtedy, nie "pozniej". Wlasnie dlatego po
    1.5 roku czekania wpadlem w apatie, i pewnego dnia obudzilem sie, zamiast
    milosci do niej czulem apatie. Nie mialem juz nawet sily zeby czuc do niej zal
    i nienawisc. Zaczalem szukac innych kobiet, i bo bylo ich pelno wokolo, ale
    teraz zaluje bo nadal czuje do niej sympatie.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 14:37
    > Nie sadze ze sie bawila, kiedy ja spotkalem miala 19 lat, a ja prawie 26.
    Wiem
    > ze zamierzala na mnie czekac. Bo powiedziala mi; "Czy mozesz na mnie
    poczekac",
    >
    > i "chce zebysmy byli kochankami", "Chce byc twoja dziewczyna"..To prawda
    > kochalismy sie fizycznie, ale potem podczas tak dlugiej rozlaki nawet tego
    nie
    > bylo, a ja potrzebowalem wieciej czulosci w jej listach, potrzebowalem zeby
    > powiedziala; "Kocham Cie" zamiast tego byly tylko zapewnienia zebym sie nie
    > martwil bo sie spotkamy i zebym na nia czekal...
    >
    > Ale ja nie moglem zdusic w sobie nie tylko potrzeby kochania i bycia
    kochanym,
    > po prostu potrzebowalem kobiety, potrzebowalem bliskosci, dotyku, slow
    otuchy,
    > potrzebowalem byc potrzebny...i to wtedy, nie "pozniej". Wlasnie dlatego po
    > 1.5 roku czekania wpadlem w apatie, i pewnego dnia obudzilem sie, zamiast
    > milosci do niej czulem apatie. Nie mialem juz nawet sily zeby czuc do niej
    zal
    > i nienawisc. Zaczalem szukac innych kobiet, i bo bylo ich pelno wokolo, ale
    > teraz zaluje bo nadal czuje do niej sympatie.


    To trzeba było WTEDY powiedzieć Junko o swoich uczuciach i potrzebach, a nie
    czekać. Jeśli WTEDY brakowało Ci takiej pewności z jej strony, słów, etc., to
    właśnie WTEDY trzeba było o tym mówic. I mówić WTEDY o tym do NIEJ, a nie TERAZ
    i do zupełnie obcych ludzi. Dojrzałość emocjonalna miedzy innymi na tym polega,
    że dwie dorosłe osoby mówią sobie o wszystkim odrazu, a nie czekają aż minie
    lika lat i żale się pogłębią.

    Wygląda na to, że chciałeś na siłe wymusić wyznanie miłości od Junke. Tak nie
    może być. Dziewczyna była wobec Ciebie uczciwa. Nie była pewna swoich uczuć,
    więc nie śpieszyła się z wylewnymi (i pustymi) wyznaniami i obietnicami. Takie
    pochopne obietnicy są domeną właśnie takich "romantyków". A czlowiek uczciwy,
    jeśli nie jest na 100% pewny swoich uczuć, to nie powie Ci "kocham Cię" tylko
    po to by połechtać Twoje ego. Ale widocznie cenisz tylko słowa, nawet jeśli są
    kłamstwem, skoro cały czas wypominasz, że ona Ci tych słów nie powiedziała.
    Ważniejsze były słowa, a nie osobowość Junko, nie jej uczucia. Mogłeś
    ją "kochać" tylko pod warunkiem, że ona odwzajemni (natychmiast) Twoje uczucie
    dokładnie tak jak Ty sobie to wyobrażałeś. Ponieważ tego nie zrobiła,
    poczułeś "apatie", no bo ja można czekac na kogoś tyle lat nie mając pewności,
    że ona odwzajemnia uczucie?! Uwierz mi, jeśli sie naprawde KOCHA, to można i
    całe życie czekac na te jedną jedyna osobę. I można żyć beż seksu przez wiele
    lat. Trzeba mieć WOLĘ i wiedzieć czego sie naprawdę pragnie. I nie rozdrabniać
    sie na inne drobne i krótkotrwałe związki tylko po to by się nie czuć samotnie.

    Ale nie każdy ma czas i ochotę by poznać i zrozumieć siebie samego. Nie każdy
    ma ochotę zrozumieć co jes naprawde ważne dla niego. Ty jeszcze nie poznałeś
    siebie. Więc nie będziesz w stanie kochac i być szczęśliwym z ŻADNĄ kobietą.

    I jeszcze jedno. NIe możesz na siłe zmusić inną osobę do pokochania Ciebie. Ona
    albo kocha z własnej niewymuszonej woli i WIE o tym, albo nie kocha i wtedy
    żadne Twoje starania nie pomogą. Jeśli ktoś nie jest "gotowy", to znaczy , że
    nie jest gotowy i musisz uszanować tę osobę i jej uczucia. Ty nie miałeś
    szacunku ani do Junko ani do własnej żony. Chodziło tylko o zaspokojenie
    Twojego małostkowego ego. I nadal chodzi tylko o to...

    Żałosne...
  • waldek1610 02.04.06, 08:08
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):


    > To trzeba było WTEDY powiedzieć Junko o swoich uczuciach i potrzebach, a nie
    > czekać. Jeśli WTEDY brakowało Ci takiej pewności z jej strony, słów, etc., to
    > właśnie WTEDY trzeba było o tym mówic. I mówić WTEDY o tym do NIEJ, a nie
    > TERAZ i do zupełnie obcych ludzi. Dojrzałość emocjonalna miedzy innymi na tym
    > polega,że dwie dorosłe osoby mówią sobie o wszystkim odrazu, a nie czekają aż
    > minie lika lat i żale się pogłębią.

    Mowilem jej w listach o wszystkim co mialem na sercu, wlasnie to byl problem bo
    ja bylem zbyt szczery i uczuciowy i mowilem jej absolutnie wszystko co czuje,
    ale trafialo to w guche ucho.

    Kiedys napisalem jej ze kiedy o niej mysle to mam lzy w oczach. Co Ona na to?
    Napisala ze myslala ze zartuje, i napisala ze powinienem; " See other people
    and have a good time every day" (Idz spotykaj innych ludzi i miej dobry czas
    codziennie) Nie wydaje Ci sie to troche nieczule, nawet w stosunku do
    przyjaciela...


    > Wygląda na to, że chciałeś na siłe wymusić wyznanie miłości od Junke. Tak nie
    > może być. Dziewczyna była wobec Ciebie uczciwa. Nie była pewna swoich uczuć,
    > więc nie śpieszyła się z wylewnymi (i pustymi) wyznaniami i obietnicami.


    Wlasnie dlatego po 1.5 roku zrozumialem ze wymagam od niej czegos na co Ona nie
    jest gotowa mi dac, myslalem ze moja uparta adoracja tej dziewczyny wyglada
    zalosnie i byc moze Ona traktuje mnie tylko jak przyjaciela.

    Doskonale zrozumialem ja gdy powiedzialem jej "Kocham Cie" gdy jeszcze bylismy
    blisko, te slowa wywarly na niej odwrotny efekt, ale powiedzialem to zaraz
    przez wyjazdem z Japoni, niedlugo po tym jak kochalismy sie i ona powiedziala
    mi ze "chce zebysmy byli kochankami" i zebym na nia czekal....Widocznie dla
    niej to byly dwa rozne pojecia. Dlatego potem w listach nigdy nie uzywalem
    slowa; "I Love you" za zamiast tego "tesknie za toba" i caluje..itd.


    > Takie pochopne obietnicy są domeną właśnie takich "romantyków". A czlowiek
    > uczciwy, jeśli nie jest na 100% pewny swoich uczuć, to nie powie Ci "kocham
    > Cię" tylkopo to by połechtać Twoje ego. Ale widocznie cenisz tylko słowa,
    > nawet jeśli są kłamstwem, skoro cały czas wypominasz, że ona Ci tych słów nie
    > powiedziała. Ważniejsze były słowa, a nie osobowość Junko, nie jej uczucia.

    Skad moglem wiedziec jakie sa jej uczucia, zrozumialem ze dla niej fakt
    posiadania chlopaka (kochanka) jeszcze z zachodu, poprawial jej poczucie
    wartosci i tyle, wiem bo mowila mi ze jest w depresji, i nie czuje sie piekna i
    atrakcyjna, bo "nie jest typem modelki" choc dla mnie byla naprawde atrakcyjna.

    Porcupine,
    Gdybys wiedziala ze dla Japonki seks nie znaczy tyle co w naszej kulturze, to
    zrozumialabys ze dla niej to byl sport, z facetem ktory wydaje sie jej
    atrakcyjny. Sama pytala sie; "Did you have fun"? Po tym jak kochalismy sie...


    > Mogłeś ją "kochać" tylko pod warunkiem, że ona odwzajemni (natychmiast)
    > Twoje uczucie dokładnie tak jak Ty sobie to wyobrażałeś. Ponieważ tego nie
    > zrobiła, poczułeś "apatie", no bo ja można czekac na kogoś tyle lat nie mając
    > pewności, że ona odwzajemnia uczucie?! Uwierz mi, jeśli sie naprawde KOCHA,
    > to można i całe życie czekac na te jedną jedyna osobę. I można żyć beż seksu
    > przez wiele lat. Trzeba mieć WOLĘ i wiedzieć czego sie naprawdę pragnie. I
    > nie rozdrabniać sie na inne drobne i krótkotrwałe związki tylko po to by się
    > nie czuć samotnie.

    Ale ja zaczalem rozumiec po 1.5 roku ze nie znacze dla niej tyle co ona dla
    mnie, wiec sadzilem ze zrobie jej przysluge gdy zostawie ja w spokoju. Poza tym
    gdybysmy mogli sie widywac to bylaby inna sprawa, pozatym nie rozumiesz chyba
    jak wymagajace przychicznie jest US Marines, dlatego wlasnie mowi sie ze "The
    most dificult job in Marine Corp is; Marine wife"..nic dziwnego ze prawie nawet
    prawie wszyscy 18-20 latkowie mieli zony albo dziewczyny na miejscu.

    Nawet sugerowala w jej listach zebym mial seks z innymi kobietami to nie bede
    tak sie meczyl, a Ona i tak przyjedzie. Po pierwsze nie bylo latwo znalezc
    dziewczyny w malym miescie gdzie sa sami wojskowi i ich zony. Po drugie, ja nie
    potrafilbym kochac z inna myslac o Junko.


    > Ale nie każdy ma czas i ochotę by poznać i zrozumieć siebie samego. Nie każdy
    > ma ochotę zrozumieć co jes naprawde ważne dla niego. Ty jeszcze nie poznałeś
    > siebie. Więc nie będziesz w stanie kochac i być szczęśliwym z ŻADNĄ kobietą.
    > I jeszcze jedno. NIe możesz na siłe zmusić inną osobę do pokochania Ciebie.


    Wlasnie dlatego odszedlem od Junko, nie chcialem ja latami ponaglac gdy
    dziewczyna jest mloda i naprawde nie potrzebowala wtedy jeszcze powaznego
    zwiazku. Gdybym byl 5 lat mlodszy to moglbym na nia czekac, a tak to czulem sie
    jakbym ja byl zmuszal do czegos. Po prostu ona miala 19 lat a ja 26 jak
    spotkalismy sie, mysle ze choc pasowalismy do siebie charakterem, to
    nadawalismy na innych falach, a ja potrzebowalem nie tylko kochanki, ale i
    kogos bliskego...

    > Ona albo kocha z własnej niewymuszonej woli i WIE o tym, albo nie kocha i
    > wtedy żadne Twoje starania nie pomogą. Jeśli ktoś nie jest "gotowy", to
    > znaczy , że nie jest gotowy i musisz uszanować tę osobę i jej uczucia. Ty
    > nie miałeś szacunku ani do Junko ani do własnej żony. Chodziło tylko o
    > zaspokojenie Twojego małostkowego ego. I nadal chodzi tylko o to...Żałosne...

    Masz racje, Ona nie mogla zmuszac sie i mowic mi ze mnie kocha. Ale nawet jako
    przyjaciel ona tez byla samolubna bo glownie pisala o sobie, jej pracy ,szkole,
    planach kariery. Pisala tylko; "look toward seeing me again"...ale ja nie
    wiedzialem czy ona mnie potrzebuje czy tylko wygodnie jej jest miec kogos w
    Stanach, zebym czekal na nia, pomagal jej i moze po latach zdecyduje sie wyjsc
    za mnie dlatego ze ona chce zielona karte, bo mowila ze w Japoni zycie kobiety
    jest ciezkie, pelne depresji.
  • waldek1610 01.04.06, 07:02
    Fredrus,
    Bardzo madrze piszesz, dziekuje za potraktowanie mojego problemu powaznie.
    Chyba znasz kobiety, wtakim razie powiedz mi z drugiej strony czy moje ex,
    Junko gdyby jeszcze byla wolna...bylaby w stanie przyjac mnie spowrotem? To ja
    ja zawiodlem, ale okolicznosci byly bardzo ciezkie (2 lata rozlaki, po
    niedlugiej znajomosci) on chciala zebym na nia czekal, ale trudno to
    wytlumaczyc, z powodow kulturowych, naprawde nigdy nie dowiedzialem sie czy
    mnie kochala, bo deklarowala jedynie; "I want us to be lovers", " I wanna be
    your girlfriend", "Can you wait for me". Wlasnie dlatego nie moge o niej
    zapomniec, bo powiedziala rowniez; "do you need g/f now?" bo wiadoma bylo ze ja
    musze wracac do USA, a ona nie przyjedzie szybko do mnie. Poza tym do USA miala
    przyjechac na studja, wiec nie wiem co mam myslec, kochala mnie, zalezalo jej
    na mnie czy nie. Bo nie pisala zbyt duzo, i raczej trudno to nazwac listami
    milosnymi, bardziej sumpatycznymi...

    CZyje sie oszukany przez los.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 19:09
    I powiedz jeszcze, dlaczego tak zależy Ci na wzbudzeniu litości do swojej
    osoby? W przypadku mężczyzny jest to poprostu żałosne...
  • waldek1610 01.04.06, 08:21
    Nie potrzebuje litosci od nikogo. Zawsze polegalem na sobie, wyjechalem do USA
    gdy mialem 19 lat, po 4 latach bylem w US Marines a rok potem w Japoni...choc
    tak naprawde nie bylem zupelnie zamerykanizowany, moj angielski byl taki sobie,
    ale sobie radzilem. Nie mialem wsparcia od rodziny, a moi amerykanscy koledzy
    nie do konca rozumieli niepotrawnego romantyka.

    Wogole nie potrafisz wyobrazic sobie moich okolicznosci, ale masz racje bylem
    egoista, tylko szkoda ze nie mialem serca z kamienia wtedy byloby mi o wiele
    latwiej z moja sfera uczuciowa.


  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 15:06
    Właśnie taka licytacja Twoich rzekomych zalet i osiągnięć oraz ciągłe
    przypominanie o "romantyczności" i złym losie jest błaganiem o litość.
    Popatrzcie na mnie, ja byłem taki romantyczny, tak kochałem, a mnie tak
    skrzywdził los... łaaaaaa... Ja dałem jej 1000%, a ona nawet nie mogła
    powiedzieć, że mnie kocha... łaaaaaa...

    Zbyt dobrze potrafię sobie wyobrazić Twoje "okoliczności". Znam WIELE podobnych
    żałosnych kreatur, cała Polska roi się od takich słabiutkich, malutkich,
    pasywnych facecików, "romantyków", skrzywdzonych przez "los". Co tam Polska,
    pełno ich na całym świecie. Nie wiedzą czego chcą od siebie i od innych,
    trwaja, ale nie żyją pełnią życia. Bo człowiek żyjący pełnia życia to nie ten,
    który ma bogate życie seksualne, sporo kasy, karierę i super-duper wóz.
    Człowiek żyjący pełnią życia, to ten, który samodzielnie podejmuje życiowe
    decyzje, wiedząc o ich konsekwencjach. A później nie stara się obwiniać za
    niepowodzenia los czy innych, tylko podnosi się i idzie dalej i podejmuje
    kolejne decyzje. I ŻYJE! Aktywnie, świadomie, a nie biernie...

    I nie ma to nic wspólnego z "sercem z kamienia", lecz z WOLĄ i ŚWIADOMIŚCIĄ.
  • waldek1610 02.04.06, 09:33
    Wlasnie sie troche pozbieralem, i nigdy nie myslalem o podjetej raz decyzji o
    rozstaniu z Junko bo wiem ze mialem ku temu powody. Jesli wracam dzis do tego
    to jest pod wplywem snu, nie zal mi siebie samego ale wlasnie niej, bo ostatnio
    snila mi sie ze przyjechala do mnie po latach. Bardziej niz straconej milosci
    (ktorej moze nawet nie bylo) obawiam sie ze ona zle o mnie mysli, wcale nie
    jestem samolubny.
  • agatka_to_ja 02.04.06, 18:22
    Porcupine - jestes GENIALNY!!!!!!
  • Gość: Kasia IP: *.milc.com.pl / 213.17.131.* 31.03.06, 21:02
    To po co poslubileś swoją żonę?
    Ty nie kochasz Juko, tylko wspomnienie o niej,
    a to coś zupełnie innego.
    Zrozum teraz każde z was jest już zupełnie inną osobą,
    więc przestań się łudzić.
  • waldek1610 01.04.06, 08:33
    Gość portalu: Kasia napisał(a):

    > To po co poslubileś swoją żonę?
    > Ty nie kochasz Juko, tylko wspomnienie o niej,
    > a to coś zupełnie innego.
    > Zrozum teraz każde z was jest już zupełnie inną osobą,
    > więc przestań się łudzić.

    Latwo powiedziec, bo nie czekalas na kogos przez 1.5 roku.. bez slowa "kocham
    cie" ze strony tej drugiej osoby. Ja nadal jestem wewnatrz taki sam choc
    zmienily sie okolicznosci.

    Sam nie wiem czy kocham ja czy tylko zaluje ze oszukal nas los, bo okolicznosci
    byly trudne do zniesienia, i wymagaly duzego zaangazowania obudwu stron zeby ta
    znajomosc przetrwala przez 2 lata rozlaki. To prawda ze to ja niewytrzymalem,
    ale przez 1.5 roku to ja o wiele bardziej bylem zaangarzowany, nie wiedzialem
    czy tak naprawde jest po co czekac. Oczywiscie Junko byla cudowna dziewczyna
    ale przejmowala sie zbytnio tym ze ja cierpie. Teraz wiem ze spotkalismy sie w
    nieodpowiednim czasie, ona choc nie miala nic przeciewko bycia kochana, to nie
    byla gotowa na to zeby kochac.


  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 16:01
    waldek1610 napisał:

    > Latwo powiedziec, bo nie czekalas na kogos przez 1.5 roku.. bez slowa "kocham
    > cie" ze strony tej drugiej osoby.

    I to jest właśnie użalanie się nad sobą... Naprawde myślisz, że jesteś taki
    wyjątkowy? Uwierz mi, są osoby bardziej wyjątkowe, osoby, które czekały na
    siebie na różnych krańcach świata o wiele dłużej niż jakieś 1.5 roku. Wytrwały,
    nie pisząc i nie mówiąc sobie ani razu "kocham cie", nie dając żadnych
    pochopnych obietnic. Wytrwały i teraz są razem. I są szczęśliwi. A
    pierwsze "kocham" powiedzieli sobie dopiero na żywo, w pełni świadomie, zdając
    sobie sprawę z zobowiązań płynących z wypowiedzenia tego słowa...

    Więc można przetrwać, można doczekać się, można być ogromnie szczęśliwym.
    Trzeba tylko wiedzieć, co jest ważne i czego się pragnie. I trzeba mieć WOLĘ i
    nie bać się podejmować decyzji, a nie słuchać tego, co mówią inni i nie
    poddawać się "peer pressure". Ale nie każdy ma tyle cierpliwości by być
    szczęśliwym. Większość pragnie mieć wszystko odrazu (cytując "Queen": "I want
    is ALL, I want it NOW"). A później obwinia się los...

    Gdybyś nie ożenił się tylko po to by czuć czyjąś bliskość, bo Twoja fizjologia
    domagała sie swojego, gdybyś słuchał głosu serca, a nie innej części ciała,
    gdybyś wiedział, czego pragniesz i dążył do tego konsekwentnie, to nie był byś
    teraz w takiej "rozterce". Chciałeś miec wszystko, a nie masz nic...
  • waldek1610 02.04.06, 10:36
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):


    > Gdybyś nie ożenił się tylko po to by czuć czyjąś bliskość, bo Twoja
    > fizjologia domagała sie swojego, gdybyś słuchał głosu serca, a nie innej
    > części ciała, gdybyś wiedział, czego pragniesz i dążył do tego
    > konsekwentnie, to nie był byś teraz w takiej "rozterce". Chciałeś miec
    > wszystko, a nie masz nic...


    Mam moja zone i ja bardzo kocham i nigdy jej nie zdradzilem. A taki kryzys to
    kazdemu moze sie zdarzyc, zycie czasami jest bardzo zagmatwane, a Tobie latwo
    jest krytykowac. Wcale nie sluchalem "innej czesci ciala", moglem wytrzymac
    duzej, ale znowu na milosc trzeba sobie zasluzyc, i ja nie moglem dawac jej
    komus bezinteresownie przez 2 lata. Zreszta Ona majac 20 lat chyba doskonale
    wiedziala ze 27 letni facet potrzebuje wiecej niz listow, bo jej starsza
    siostra wyszla za maz gdy miala 24 lat a jej szwagier mial tylko 22 lata.

    Z ta Junko bylo bardzo roznie, nawet nie wiem czy bylbym z nia szczesliwy bo
    choc byla mila to rowniez byla bardzo uparta w innych sferach tez, nie dlatego
    ze czegos od niej nie uslyszalem, po prostu byla fajna dziewczyna ale na milosc
    rowniez trzeba zapracowac.

    A to ze nie jestesmy razem to chyba jest testamentem tego ze nie bylo milosci
    odwzajemnionej. Bylem bardzo cierpliwy, a ona znala moje uczucia, gdyby byla
    uczciwa tak naprawde to nie powiedziala by ze ja na twoja milosc nie zasluguje,
    nie teraz, albo powiedzialaby ze nie chce mnie ranic. A tak to brala a nic nie
    dawala w zamian, to jest nie fair.

    Choc masz racje bylem egoista, ale ona rowniez bo gdyby byla uczciwa to
    powiedziala by tylko ze moze byc moja przyjaciolka, a Ona powiedziala ze chce
    byc moja kochanka... A ledwo 10 listow na 1.5 roku to chyba zamalo jak nawet na
    kochanke.

    Zreszta milosc kosztuje, ona zawsze potrafila powiedziec mi gdy zrobilem cos
    nie tak, wymagala duzo, a sama niedojrzala na milosc.
  • agatka_to_ja 31.03.06, 21:20
    nowe wcielenie Waldemara - romatyczny kochanek, dramatycznie rozdarty miedzy
    miłośc a przysiege, niczym Konrad Wallenrod albo Werter.. i tak cierpi
    biedaczek....

    ktos w to wierzy? bo ja nie... hehehe

    jeszcze tydzien temu gadal tylko o obszczanych ci.pach i nieswiezych gaciach
    oraz o zapodawaniu sie na stole... a teraz to, nowe wcielenie...
    nie wierze i nie uwierze...

    chyba, ze on czeka na to, zeby ktos mu powiedzial " jedz do Junko, bzyknij ją i
    przekonaj sie, ktora baba ci lepiej dogadza"

    no i wtedy melodramat kiepskiej podróby romatycznego kochasia skonczylaby sie!

    wiec Waldi, mówimy ci pieknie "jedź, bzyknij i nie marudź!!! bo jestes
    żałosny!!!" (i nie tylko ja twierdze, ze twoje melodramatyczne wyznania są
    żałosne i pasujące raczej do pryszczatego nastolatka, a nie do powaznego męża w
    średnim wieku)
  • waldek1610 01.04.06, 08:53
    Agatka,
    Jestes niedojrzala, tu nie chodzi o "bzykanie" tylko o milosc, o glebokie
    uczucia. Kochalem sie z obydwiema wiec mam skale porownawcza, ale to sa sprawy
    drugorzedne, dla mnie liczy sie pasja, i fakt ze milosc do Junko o wiele wiecej
    mnie kosztowala, tutaj znowu nie chodzi wcale o pieniadze tylko moje uczucia i
    wklad emocjonalny.

    32 lat to nie jest jeszcze sredni wiek...
  • agatka_to_ja 02.04.06, 18:21
    WLasnie dchodzi o to, ze JESTEM DOJRZAŁA!!!!!!
    BO nie rozważam "co by bylo gdyby..." :
    co by bylo gdybym poszla do technikum, a nie do liceum?
    co by bylo gdybym poszlam na kierunek techniczny a nie na filologie?
    co by bylo gdybym pokochała R., a nie W.?
    co by bylo gdybym tego dnia poszla w lewo, a nie w prawo?

    nie mozna rozwazac "co by bylo ..." bo to bzdura!
    nie da sie cofnac czasu!
    trzeba zyc dniem dzisiejszym, a nie roztlkiwiac sie nad przeszloscia...
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 18:58
    Agatka, zgadzam się z Tobą! Rozważania typu "co by było" (tzn.
    takie "przeżuwanie" przeszłości) świadczy o bierności, o nieświadomym
    podejmowaniu decyzji (lub raczej NIE podejmowaniu) i braku odpowiedzialności za
    własne decyzje i życie.

    Infantylność...
  • agatka_to_ja 02.04.06, 19:37
    Porcupine, zgadzam sie z kazdym slowem, ktore piszesz o Waldku...
    Facet jest baznadziejny...wszystko pasuje do ukladanki: jeszcze niedawno
    zastanawial sie, po co istnieje cos takiego jak wiernosc malzenska, bo on kocha
    zone, pragnie jej, ale rownoczesnie chcialby pobzykac inne panny... bo jak to
    mowil "po to sa rozne restauracje, zeby w nich tez jadac.. nikt przy zdrowych
    zmyslach nie je ciagle tego samego"
    Moim zdaniem Waldi szuka pretekstu, zeby wrocic do swojej Japoneczki, a
    przynajmniej pretekstu do tego, ze nie jest warty swojej zony no i moze ją
    zostawi?
    W koncu Waldi to nasz etatowy erotoman - gawedziarz na forum.Znamy jego
    wcielenia pt"marines-światowiec", "wszystkie miały ze mna orgazmy", "jestem
    krolem seksu", "wy Polacy jestescie seksualnie zacofani", "kobieto nie rob
    facetowi kolacji tylko poloz sie na stole i rozloz nogi" oraz
    wcielenie "najbardziej lubie obszczane niemyte kobiece genitalia"
    I w jego wcielenie "romantyka" KOMPLETNIE NIE WIERZĘ !!!!!!!!!!!!!!
  • waldek1610 03.04.06, 06:22
    Agatka,

    Posiadasz bardzo proste podejscie do zycia. Dzielisz wszystko na czarne albo
    biale, kategoryzyjesz ludzi na dobrych i zlych, podczas gdy nie ma osob ktore
    nikogo nigdy nie zranily, nie ma tez osob stuprocentowo zlych.

    Dobry facet to jest taki ktory kocha swoja partnerke ale rowniez daje jej
    orgazm i nie brzydzi sie zapachem jej "obsikanych majtek". Zly facet to jest
    taki ktory tylko siedzi bezmyslnie z baba, pracuje i chce ja kontrolowac, bo
    wydaje mu sie ze to jest po katolicku.

    Agatka,
    Nie jestem "Swiatowcem" moje zycie choc jest dosc urozmaicone to wcale sie tym
    nie szczyce, bo nie ma czym, ale nie zamiezam zmieniac nazw miejsc i imion
    tylko dlatego ze Ciebie to irytuje.
  • agatka_to_ja 03.04.06, 08:25
    po katolicku jest kontrolowac kobiete? co ty gadasz? co to za bzdury?
    ja nie dziele nikogo! Potrafie rozroznic dobro od zla i widze rowniez szarosci
    w otaczajacym swiecie
    a twoje "serce mi placze po Junko" jest dla mnie smieszne. Rozumiem, ze mozna
    miec zal, ze mozna wspominac.. ale wylewac żale na forum? roztkliwiac sie
    nad "dawną miłośćą" i reklamowac sie jako romantyk-marines? ŻENADA!

    Żal nosi sie w sercu, a nie wylewa na forum!
  • waldek1610 03.04.06, 09:04
    Agatka,
    Kazdy tutaj przychodzi z jamims problemem, po to jest to forum zeby sie
    wygadac,i byc moze znalezc odpowiedzi na pytania. Zyj i daj zyc innym, uwierz
    mi mozna byc krytycznym i objektywnym bez uciekania sie do publicznego
    besztania innych.

    Dlaczego irytyje Ciebie jakis "romantyk-marines", moze dlatego ze nie jestes
    tolerancyjna, i oceniasz innych poprzez pryzmat mitow i stereopypow
    zaslyszanych w mediach? Jesli bylbym "nieczulym- zolniezem WP" to
    zaakceptowalabys mnie latwiej?

    Widzisz Agatka, gdy sie rozmawia o swoim problemie to jest duza szansa ze
    znajdziemy jakies rozwiazanie, pomoc, albo dobra rade. Tak robia ludzie
    cywilizowani niezaleznie jak blache lub nudne moga Ci sie wydawac ich problemy.

    Lepiej jest dyskutowac niz nosic zal w zercu...i nabawic sie choroby nerwowej,
    depresji albo gorzej...popelnic samobojstwo. Dojrzali ludzie rozmwaiaja o
    swoich problemach, zyje sie raz i warto jest sie nad nim zastanawiac.


  • waldek1610 03.04.06, 06:06
    agatka_to_ja napisała:

    > nie mozna rozwazac "co by bylo ..." bo to bzdura!
    > nie da sie cofnac czasu!
    > trzeba zyc dniem dzisiejszym, a nie roztlkiwiac sie nad przeszloscia...

    W tym przypadku masz racje Agatka, potrzebuje objektywnej krytyki i odpowiedzi
    na moje problemy zamiast agresji i zbesztania. Zrozumiec kogos jest bardzo
    trudno, wiem ze pare osob jak Stokrotka i inne zrozumialy moja trudno pozycje z
    Junko.

    Ja rowniez zrozumialem jak mogla czuc sie moja byla dziewczyna, jakie miala
    wtedy potrzeby. Wiedzac ze nie byla gotowa na "emocjonalna" milosc wzgledem
    mnie, latwiej mi jest pogodzic sie z tym ze nasze drogi rozeszly sie. Znajac ja
    na tyle wiem ze ona tez mnie rozumie...

    Pomimo tego nadal chce mi sie plakac, tylko ludzie bez serca potrafia zapomniec
    kogos ot tak.
  • misscraft 31.03.06, 22:23
    szkoda mi Ciebie, a jeszcze bardziej Twojej żony, bo żyje w zakłamanym związku i
    pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, lepiej dla niej żebyś jej powiedział
    i może żebyście się rozstali wtedy ma większe szanse, ze znajdzie kogoś dla kogo
    będzie jedyna, kto do ceni ją jej miłość.
  • astra161 31.03.06, 23:51
    Troche póżno sie ocknąłeś,biedna żona!
  • waldek1610 01.04.06, 09:12
    misscraft napisała:

    > szkoda mi Ciebie, a jeszcze bardziej Twojej żony, bo żyje w zakłamanym
    > związku ipewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, lepiej dla niej żebyś
    > jej powiedział i może żebyście się rozstali wtedy ma większe szanse, ze
    > znajdzie kogoś dla kogo będzie jedyna, kto do ceni ją jej miłość.


    Widzisz jak latwo generalizowac i chybic z przedwczesna ocena innych. Kochalem
    moja zone, nadal ja kocham i przez caly nasz zwiazek 4 lata wiem ze czyla sie
    kochana, bo naprawde moja zone kochalem, teraz niewiem kogo kocham.

    Czuje sie oszukany przez los. Zadzroszcze mojej zonie ze ona sama zdecywowala
    kiedy rzucila swojego bylego chlopaka, a ja nie mialem takiego komfortu.

    Mysle ze w okolicnosciach jakich spotkalem Junko prawie nikt nawet nie bral by
    takiego zwiazku zgory narazonego na rozne proby niezalezne od Nas. Mysle ze to
    jest moja wina bo jestem niepoprawnym romantykiem i myslalem ze wytrzymam taka
    karkolomna probe, ale i ja mam krew plynaca w zylach, w koncu i ja
    potrzebowalem kogos blisko a nie tylko obietnicy wspolnej przyszlosci.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 14:53
    Jesteś typowym okazem typu Passive Agressive. Zazdrościsz żonie, że potrafi
    podejmować własne decyzje, bo sam panicznie boisz sie jakich kolwiek decyzji.
    To dla tego cały czas powtarzasz jak mantrę "Czuje sie oszukany przez los". Los
    nie ma nic wspólnego z "oszukiwaniem" Ciebie, to TY SAM siebie oszukujesz. A
    najgorsze jest to, że oszukujesz też innych. "Los" tylko stwarza sytuacje,
    które my wykorzystujemy lub nie. Stąd później żal i frusracja. Albo spełnienie.
    Jeśli siedzisz pasywnie i boisz sie podjąć jaka kolwiek decyzję i tylko się
    tłumaczysz "romantyzmem", to nie dziw się, że będziesz w takiej rozterce jak
    teraz. Gdybyś żył ŚWIADOMIE, gdybyś świadomie podejmował decyzje, słuchał
    własnej woli, to nie miałbyś uczucia zmarnowanych szans, etc. Ale Ty wolisz
    narzekać na "los", na swoją "romantyczną duszę", na Junko która czegoś tam
    niedopowiedziała, na żone, która za mocno kocha i umie decydować...

    Jesteś słabą, bezwolną osóbką, która, zamiast popatrzeć wgłąb siebie, palęta
    się po różnych forach i źlamda o swojej "romantyczności" i winie losu... Nie
    zasługujesz na miłość i szacunek innych osób, bo nie masz tych uczuć wobec
    siebie samego...
  • waldek1610 02.04.06, 09:23
    Porcupine,
    Dzieki tej dyskusji, moglem sie przekonac ze sam podjalem decyzje zeby nie
    oszukiwac sie i nie czekac na kobiete, ktorej nie bardzo na mnie zalezy. Teraz
    jest mi lzej na sercu.

    Jesli zapytal(a)bys sie o opinie mojej zony o mnie to bys byla w szoku, bo
    naprawde nie mysli zle o mnie jak ty, wrecz przeciwnie, i ma ku temu powod, bo
    naprawde caly czas bylem jej wierny i poswiecalem sie dla niej tak samo jak
    wczesniej dla Junko. A moje rozterki dopiero zaczely sie 2 tygodnie temu pod
    wplywem snu o Junko, co zmusilo mnie do spojrzenia wstecz.

    Nie jestem typem "passive agressive" bo gdy kocham jedno to o drugiej nie
    mysle, a to ze teraz wrocily mysli o Junko to wynik snow jakie mialem. Chodzi o
    to ze gdy Junko miala 19 lat i spotkalismy sie to powiedziala ze chce zebysmy
    byli kochankami i ze chce wujsc za maz w wieku 27 lat, wlasnie w tym roku, w
    lutym skonczyla 27 lat...i snila mi sie dwa tygodnie temu ze przyjechala do
    mnie po latach tak jakby nic sie nie zmienilo, to wlasnie nie daje mi spac. To
    prawda ze przez nia nie mialem latwego zycia i troche mnie zranila w
    przeszlosci, ale teraz wydaje sie ze ja tez ja zranilem.

  • misscraft 13.04.06, 11:36
    Wydaje mi się, że to minie, skoro piszesz, że kochasz żone tylko teraz masz
    wątpliwoście, bo Ci się tamta przyśniła, może minąć równie szybko jak przyszło.
    Zawsze są jakieś wątpliwości i zastanawianie się co by było gdyby, może w Twoim
    związku zaczęło Ci czegoś brakować stąd ten sen, Twoja podświadomość daje ci
    znać.Zawsze jesteśmy ciekawi tego czego nie mamy, ale nawet gdybyś był z Junko
    mógłbyś mieć takie same wątpliwości. To co już mamy nas nudzi, a nęci to co
    moglibyśmy mieć. Normalka. Ale to tylko fantazje, podejrzewam, że tymczasowe, o
    ile nie zaczniesz ich w sobie pielągnować. Skąd wiesz jaka ona teraz jest czy
    wogóle o Tobie myśli i czy nie ma już męża i dzieci nie ma co gdybać i wracać do
    przyszłość tym bardziej jeśli to by miało coś zepsuć w Twoim małżaństwie.
    Pisałeś na innym forum, że już rozmawiałeś o tym z żoną. Musiało to ją zranić. A
    co teraz Ty czujesz, dalej marzysz o tamtej?
  • waldek1610 13.04.06, 12:33
    Mysle dalej o niej, ale pojawiaja sie we mnie objawy zmeczenia ta sytuacja. Po
    pierwsze chce sie z nia zkontaktowac, i zapytac czy wszystko w porzadku, jak
    jej sie powodzi, no i dlaczego stalo sie co sie stalo, mam pytania i odpowiedzi.

    Po pierwsze nie rozmawialem z nia 7 lat wiec zmienily sie adresy numery
    telefonow, nie jest tak latwo sie zkontaktowac z kims kto mieszka w ...Japoni
    pomysl sobie 120 milionow ludzi a osob z tym samym imieniem i nazwiskiem w
    Japoni musi byc co najmiej kilkadziesiat...

    Napisalem list do niej na adres jej rodzicow, bo co sluszalem Japonczycy w
    starszym wieku tak czesto sie nie przeprowadzaja, mam nadzieje ze dostanie list
    i czekam na jej odpowiedz. Rowniez znalazlem Japonke na internecie ktora jest
    tez z Osaki i ona obiecala ze pomoze mi ja znalezc. Po prostu chce z Junko
    porozmawiac, moze zobaczyc sie. Nic nie wiadomo, Junko to dziewczyna ktora
    zawsze mnie intrygowala bo byla taka mocna psychicznie, i wywarzona ale z
    wdziekiem, a ja bylem zbyt romantyczny.

    Mysle ze meczy mnie to ze ja zerwalem z Junko, wiec powinienem ja przeprosic,
    nie za to ze zerwalem bo mialem powodu, tylko ze sie z nia nie porzegnalem jak
    przyjaciel, po prostu zerwalem z nia kontakt bo wydawala mi sie ze powinna
    wiecej do mnie pisac, bo list nie jest trudno wyslac, nawet jak pisala to nie
    czulem zadnych znakow milosci od niej, moze sympati.

    Co prawda gdy bylismy blisko, kochalismy sie i ona powiedziala ze chce byc moja
    kochanka, dziewczyna i pytala sie czy moge na nia czekac, ale potem w listach
    tylko pisala "oczekuj ponownego spotkania ze mna"...ale ani slowa takiego
    jak "tesknie za toba", nie mowiac o "kocham"

    Jak moglem czekac 2 lata na dziewczyne ktora nigdy nie powiedziala mi ze mnie
    kocha?
  • misscraft 13.04.06, 22:36
    są osoby ktorym wyznania nie przychodzą łatwo, nie chcą szastać słowami zbyt
    lekko, żeby nie zatarło się ich znaczenie. Wolałaby pewnie być ostrośna, w razie
    jakby od ciebie tego samego miała nie usłyszeć. Może jak z nią wyjaśnisz
    wszystko,choć to pewnie wyda się jej dziwne po tylu latach, faktycznie może Ci
    przejść ten stan, chyba,że okaże się, że ona jest wolna i chciałaby się z Tobą
    spotkać, co wtedy? Odejdziesz od żony?
  • waldek1610 14.04.06, 00:21
    misscraft napisała:

    > są osoby ktorym wyznania nie przychodzą łatwo, nie chcą szastać słowami zbyt
    > lekko, żeby nie zatarło się ich znaczenie. Wolałaby pewnie być ostrośna, w
    > razie jakby od ciebie tego samego miała nie usłyszeć.

    Ja powiedzialem jej ze ja kocham, tylko raz dlatego ze nie wydaje mi sie ze
    przyjela maja deklaracje z radoscia, raczej byla zaskoczonam niewiedziala co
    powiedziec, ale to bylo gdy jeszcze bylismy blisko przed moim wyjazdem z Japoni.
    Ale nie trzeba mowic "Kocham" zeby wyrazic to sami, wiec pisalem ze za nia
    tesknie i mysle o niej zawsze, ze jest piekna i wogole cudowna...Ale skoro ona
    sama powiedzala mi ze jestesmy kochankami, i ona jest moja dziewczyna i
    zapytala sie czy moge na nia czekac, i ona przyjedzie do mnie...to chyba cos
    znaczy i jesli nie jest to rownoznaczne z uczuciem to z czym? Checia
    posiadania "chlopaka", wiem ze mlode dziewczyny w ten sposob sie
    odwartosciowoja szczegulnie w Japoni bo tamtejsi mezczyzni nie traktuja kobieta
    zbyt dobrze, bylem wiedzialem, wiec fakt posiadania chlopaka do tego jeszcze z
    zachodu jest swoista nobilitacja w Jaoni, w krau w ktorym nie ma imigrantow
    jako takich.

    A moze ona po prostu chciala miec kogos w USA, bo gdy ja poznalem to plakala ze
    czuje sie "depressed" w Japoni, bo zycie kobiet nie jest tam latwe?

    > Może jak z nią wyjaśnisz
    > wszystko,choć to pewnie wyda się jej dziwne po tylu latach,

    Mysle ze poprostu spotkalem ja zawczesnie (dla niej) bo ja majac prawie 26 lat
    gotowy bylem znalezc stala dziewczyne i nawet ozenic sie z nia, a ona majac 19
    lat potrzebowala chlopaka ktory "jest" ale tylko wtedy gdy ona go porzebuje,
    wiem ze spragniona byla seksu nawet majac 19 lat bo w Japoni dziewczyny nie
    traktuja seksu tak sakramentalnie jak np w Polsce, dla nich seks to
    przyjemnosc, sport, sposob na dobre soamopoczucie, i nie maja zadnego wstydu,
    wcale nie wsydzila sie mi mowic czego ona potrzebuje w tej materi...natomiast
    jej uczucia to byl prawie temat tabu. Co prawda powiedziala mi ze chce zebysmy
    byli kochankami, i chce byc moja dziewczyna i zebym na ni czekal, ale nigdy nie
    powiedzala mi "Kocham Cie" ani nawet "Tesknie za Toba" w
    listach...tylko "oczekuj ponownego spotkania ze mna" "Take care Wally" itd.
    Wlasnie dlatego zerwalem kontakt po 1.5 roku bo sadzilem ze nie moge czekac na
    kogos tak dlugo kto nawet wstydzi sie lub nie czuje czegos glebszego do mnie.


    >faktycznie może Ci
    > przejść ten stan, chyba,że okaże się, że ona jest wolna i chciałaby się z Tobą
    > spotkać, co wtedy? Odejdziesz od żony?

    Nic nie wiadomo bo gdy ja spotkalem, miala 19 lat i powiedzala mi ze najpierw
    chce zrobic kariere, jak wiekszosc kobiet w Japoni a wyjsc za maz dopiero w
    wieku 27 lat, i wlasnie teraz ona ma ...27 lat. Pozatym wiem ze jest
    wymagajaca, i trudno jej dogodzic jesli chodzi o uczucia, natomiast w innych
    kwestiach byla jak dziecko wszystko ja cieszylo.

    Mysle ze po prostu byla za mloda zeby sie mi oddac zupelnie, i chciala zebym
    czekal...a ja mialem prawie 26 lat i czas lecial, zmienialy sie okolicznosci,
    trzeba bylo podjac decyzje a jej jak nie bylo tak nie bylo, dopiero po 1.5 roku
    napisala ze przyjezdza do Seattle WA na studia i byc moze spotkamy sie za
    nastepne pol roku w czasie feri, ale ja mieszkalem na drugim wybrzerzu USA w
    stanie North Carolina, 3.5 tysiaca mil od niej. Dlaczego nie zdecydowal sie
    przyjechac do West Virginia skoro jest tam duzo college z Internatioal students
    i Japonczykami, ona zdecydowala ze pojedzie do Seattle bo to jest blizej
    Japoni, na zachodnim wybrzerzu i mieszka tam wielu azjatow, a uczelnie
    temtejsze oblegane sa przez studentow z Japoni.

    Wiec ona zdecywowala ze college jest waznejszy odemnie, a to znaczyla ze
    przyunajmniej nastepne 2-3 lata dalej bedziemy miec znajomosc na odleglosc. Nie
    wiem czy gdybym ja spotkal w Seattle to czy wkoncu powiedziala by mi ze mnie
    kocha, bo ja wtedy tego potrzebowalem zeby przetrwac zeby moc na nia czekac, a
    tak to myslalem ze jestem przeciez sam...

    Mysle ze Junko teraz majac 27 lat zrozumiala co ja wtedy czulem i moze jest jej
    zal ze mnie stracila, zreszta ja ja tez stracilem. Dlatego wciaz nie moge o
    niej zapomnac, ale przynajmniej chce z nia porozmawiac. Zobacze czy i kiedy uda
    mi sie z nia skontaktowac.

    Wiesz, nie jest latwo zapomniec o kims kogo kochalem i zainwestowalem w to
    uczucie duzo cierpliwosci, nerwow i cierpienia z racji ze byla to znajomosc na
    odleglosc. Mysle ze bylbym wstanie zostawic zone, skoro i tak mysle o Junko i
    niedaje mi ta mysl spac, ale mam nadzieje ze sie przekonam gdy odezwie sie
    Junko.



  • elamodela 01.04.06, 18:22
    Ty Walduś, a co się stało, że dopiero teraz sobie o tej Junce przypmniałeś? No
    bo o ile mnie pamięć nie myli, to już koło jakichś dziesięciu lat minęło, skoro
    masz teraz ponad 30.. Wiesz jakie jest moje skromne zdanie? Tam ci dobrze,
    gdzie cię nie ma. Teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozpaczasz za Junko, bo z
    nią nie jesteś. To jest chyba normalne, że idealizuje sie miłości, które się
    nie spełniły. Ja sama się ostatnio nad tym zastanawiałam. Ale zanim zaczniesz
    sobie wkręcać, że wasze życia to dwie bajki i okrutny los coś tam coś tam, to
    pomyśl przez chwilę dlaczego tak właśnie się stało. Może tak właśnie miało być?
    Może z Junko wcale nie byłbyś taki szczęśliwy? I może wreszcie wcale jej tak
    nie kochałeś? Najpiekniejsze są miłości niespełnione. Tylko, że one są
    niebardzo prawdziwe..
  • elamodela 01.04.06, 18:31
    O i jeszcze mam jeden pomysł. Skoro potrzeba ci trochę dramatyzmu do
    spełnienia, to może olej teraz żonkę, spróbuj ją stracić np. opowiadając o tym,
    że pewna japońska studentka była jedyną prawdziwą miłością twego życia, potem
    przemierzaj lądy i oceany w poszukiwaniu Junko i jak się już okaże, że twoja
    prawdziwa miłość jednak nie jest twoim przeznaczeniem, będziesz mógł wrócić i
    powalczyć o żonę. Tylko niewiadomo czy ona drugi raz ci zaufa. Zresztą skoro
    jest takim skarbem jak piszesz, wątpię żeby długo była sama..
  • waldek1610 02.04.06, 11:07
    Biore to pod uwage, tylko ze nie jest tak ze nie kocham mojej zony, jedynie zal
    mi tego ze ta trudna i pelna dramatyzmu milosc do Junko sie nie zakonczyla
    szczesliwie, wkoncu poznalem ja wczesniej od zony.

    W USA mowi sie ze; "Co Ciebie nie zlamie, to tylko uczyni Ciebie silniejszym",
    przez ostatnie 2 tygodnie ramiona mi odadaly i nie bylem w stanie zrobic nic,
    ale teraz wlasnie czuje nowa energie, i wiem ze niespelniona milosc, jest we
    mnie wulkan energi ktory musze skierowac w moja kariere...Wiem ze moge osiagnac
    wiele i jesli dokonam to co sobie postanowilem to dedukuje to Junko!

    Wiem ze kiedys chce jej podziekowac w sposob bezinteresowny za wszystko co bylo
    pomiedzy nami!
  • waldek1610 02.04.06, 10:56
    elamodela napisała:

    > Ty Walduś, a co się stało, że dopiero teraz sobie o tej Junce przypmniałeś?
    > No bo o ile mnie pamięć nie myli, to już koło jakichś dziesięciu lat minęło,
    > skoro masz teraz ponad 30.. Wiesz jakie jest moje skromne zdanie? Tam ci
    > dobrze,gdzie cię nie ma. Teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozpaczasz za
    > Junko, bo z nią nie jesteś. To jest chyba normalne, że idealizuje sie
    > miłości, które się nie spełniły. Ja sama się ostatnio nad tym zastanawiałam.
    > Ale zanim zaczniesz sobie wkręcać, że wasze życia to dwie bajki i okrutny los
    > coś tam coś tam, to pomyśl przez chwilę dlaczego tak właśnie się stało. Może
    > tak właśnie miało być?

    Moze wlasnie potrzeba mi zeby ktos powiedzial mi, ze to nie jest moja ani jej
    wina. Teraz zaczynam rozumiec ze moze przecenilem moja milosc, moze ona tego
    nie doceniala, moze wtedy nie potrzebowala jej. Ale to nie jest jej wina, mam
    tylko nadzieje ze mysli o mnie dobrze, bo staralem sie byc dla niej rycerzem,
    ale przecenilem moje mozliwosci, moja milosc do niej nie byla bezinteresowna.

    > Może z Junko wcale nie byłbyś taki szczęśliwy? I może wreszcie wcale jej tak
    > nie kochałeś? Najpiekniejsze są miłości niespełnione. Tylko, że one są
    > niebardzo prawdziwe..

    Mysle ze ona nie byla prawdziwa, oczywiscie moglo wiecej sie wydarzyc, ale
    jesli zdecydowalem sie wycofac to chyba mialem powody. Mialem poczucie ze ja
    ponaglam, i obsypuje ja miloscia do ktorej taka mloda srajda jeszcze nie
    dorosla. Bylem kierowany zaslepiona egoistyczna potrzeba bycia kochanym. Jesli
    czegos zaluje to tylko tego ze nie rozstalismy sie w sposob cywilizowany, a tak
    to obrazilem sie na nia smiertelnie. I wolalem nie miec nic niz nadzieje nie
    poparta bardzo slabymi obietnicami.


  • fredrus 01.04.06, 19:55
    waldek1610 napisał:

    >Fredrus,
    >Bardzo madrze piszesz, dziekuje za potraktowanie mojego problemu powaznie.

    To dlatego ze zal mi twojej zony.

    >Chyba znasz kobiety,

    Na kobietach sie znam jak kazdy mezczyzna, ktory ich doswadczyl.

    >wtakim razie powiedz mi z drugiej strony czy moje ex, Junko gdyby jeszcze byla
    >wolna...bylaby w stanie przyjac mnie spowrotem?

    Chyba mnie przeceniasz. Ja nie potrafie czytac w ludzkich myslach, tym bardziej
    ludzi, ktorych nigdy w zyciu nie spotkalem. Jedyna skutaczna metoda, jaka mi
    przychodzi do glowy, to sie JEJ o to zapytac. (Pozostaje jeszce wrozka, albo
    jasnowidz :) )
    Tylko pamietaj, jesli twoja zona sie dowie o twoich kontaktach z twoja ex-g/f,
    to bedzie dla niej ogromny cios.

    >To ja ja zawiodlem, ale okolicznosci byly bardzo ciezkie (2 lata rozlaki, po
    >niedlugiej znajomosci) on chciala zebym na nia czekal, ale trudno to
    >wytlumaczyc, z powodow kulturowych, naprawde nigdy nie dowiedzialem sie czy
    >mnie kochala,

    Mysle, ze ona jeszcze wtedy nie dojzala do milosci. Jak sie jest zakochanym, to
    sie chce wykrzyczec to calemu swiatu, a przedewszystkim kochanej osobie.

    >bo deklarowala jedynie; "I want us to be lovers", " I wanna be
    >your girlfriend", "Can you wait for me". Wlasnie dlatego nie moge o niej
    >zapomniec, bo powiedziala rowniez; "do you need g/f now?"
    >bo wiadoma bylo ze jamusze wracac do USA, a ona nie przyjedzie szybko do ?
    >mnie. Poza tym do USA ?> mialaprzyjechac na studja, wiec nie wiem co mam
    >myslec, kochala mnie,zalezalo jejna mnie czy nie.

    Moze chodzilo jej oto. aby miec kogos "bliskiego" w obcym kraju.

    >Bo nie pisala zbyt duzo, i raczej trudno to nazwac listami
    >milosnymi, bardziej sumpatycznymi...

    Nie znam sie na Japonkach, ale mysle, ze gdyby cie kochala to by ci o tym
    powiedziala
    Powiedz jeszce czy ona w koncu przyjechala do US? Czy ja powiadomiles o swoim
    slubie?


    >CZyje sie oszukany przez los.

    Oszukany? Los podeslal ci kochajaca zone, powinienes byc wdzieczny. Wielu
    facetow meczy sie z babami, ktore zatrowaja im zycie. A ty narzekasz?

    A tak na marginesie, to kim jest twoja zona? Chodzi mi o narodowosc. Jest
    Polka, Amerykanka poskiego poch. czy Amerykanka. ?
    I jeszcze napisz, czy twoja zona ci sie podoba, jakie cechy charakteru cenisz u
    swojej zony, a co u niej ci nie pasuje?

    --
    .
    POPARCIE DLA RUCHOW NA RZECZ ZMIANY ORDYNACJI WYBORCZEJ JEST JEDNYM ZE SPOSOBOW
    ZMIANY STATUS QUO
    www.normalne.pl/ <-
    Normalne Panstwo
  • stokrotka101 01.04.06, 20:35
    Waldek, przeczytaj dokładnie wszystkie wpisy. Każdy ci dobrze życzy, wiec weź
    sobie nasze rady do serca.
    Zapomnij o swojej byłej ,zapanuj nad swoim urażonym ego, przeszłość trzeba
    zamknąć i pomysl o teraźniejszości.
    Nie gramy w love story tylko w realnym prawdziwym życiu i w może byc tak, że
    eks jest mężatką ma dwójke ślicznych dzieci a twoja zona dowie sie o tym co
    dzieje sie w twojej glowie i zostawi cie. efekt? Zostaniesz sam.
  • waldek1610 02.04.06, 11:13
    Stokrotka,
    Doceniam Twoje i innych rady, wlasnie tego potrzebowalem. Wiem ze Junko nie ma
    jeszcze dzieci, bo gdy ja poznalem mowila mi ze chce wyjsc za maz po zrobieniu
    kariery, gdy bedzie miala 27 lat...i wlasnie dwa miesiace temu skonczyla 27
    lat.

    Mam tylko nadzieje, ze wspominajac mnie potrafi docenic to co jej dalem,
    zwlaszcza to na co wtedy jeszcze nie byla gotowa. Nie chce zeby ktos o mnie
    myslal zle.
  • waldek1610 02.04.06, 09:02
    fredrus napisał:

    > Mysle, ze ona jeszcze wtedy nie dojzala do milosci. Jak sie jest zakochanym,
    > to sie chce wykrzyczec to calemu swiatu, a przedewszystkim kochanej osobie.

    Otoz to, a mnie zabralo to duzo czasu zeby to zrozumiec, pozatym gdybysmy znali
    sie dluzej przed moim powrotem do USA, to moze nie czyl bym sie taki
    nienasycony nia, nie chodzilo jedynie o to zeby zadeklarowala szybko milosc do
    mnie. Chodzilo o to ze czulem sie samotny i jak kazdy facet potrzebowalem
    kobiecej uwagi, bliskosci, dotyku.


    > >mnie. Poza tym do USA ?> mialaprzyjechac na studja, wiec nie wiem co
    > >mam myslec, kochala mnie,zalezalo jej na mnie czy nie.

    > Moze chodzilo jej oto. aby miec kogos "bliskiego" w obcym kraju.
    > Nie znam sie na Japonkach, ale mysle, ze gdyby cie kochala to by ci o tym
    > powiedziala. Powiedz jeszce czy ona w koncu przyjechala do US? Czy ja
    > powiadomiles o swoim slubie?

    Wlasnie dlatego po 1.5 roku wkoncu wpadlem w apatie i mialem dosc i zaczalem
    rozgladac sie za innymi lokalnymi dziewczynami, co bylo latwe, umowilem sie z
    jedna prawie natychmiastowo.

    Na ironie losu pare dni pozniej przyszedl list od Junko (po pol roku
    przerwy...) co prawda napisala; "Wreszczie przyjezdzam do USA, bede studjowac w
    Seattle w Stanie Washinghton, zimowe i wiosenne ferie sa tylko 7-9 dni ale chce
    sie z Toba zobaczyc"

    Ale ja mieszkalem w stanie Polnocna Karolina na drugim koncu USA, poza tym ona
    zapisala sie na college w Seattle, gdzie bylo wielu studentow z Japoni, co
    prawda moglem , kupic bilet i poleciec zobaczyc ja, ale wakacje miala za
    nastepne pol roku, a ja w czasie gdy otrzymalem jej list nie tylko ja z powodu
    jej chlodnych i zadkich listow nienawidzilem ale bylem w stanie apatii i od
    paru miesiecy szukalem antydotum w postaci innych kobiet.

    Bo ten list potwierdzil ze przyjezdza na studja do USA, a nie do mnie... Nawet
    nie odpisalem, nie czekalem, i gdy zmienil sie moj adres nawet nie podalem jej
    nowego, myslalem po co; przeciez nie pisala do mnie przez pol roku, po co nawet
    sie wysilac.

    Potem zapomnialem o niej zupelnie bo z druga kobieta z jaka sie umowielm, bylem
    przez nastepne 2 lata...nie myslalem o Junko bo mialem kobiete ktora czesciej
    widywalem. Potem wyszedlem z wojska wrocilem do rodziny pod Chicago, moja
    dziewczyna Chanieng (Thaika) tez mieszkala pod Chicago, wprowadzilem sie do
    niej. Ale wkoncu i z nia sie rostalem po dwoch latach, i wcale tego nie zaluje
    bo miala zly charakter.


    > >CZyje sie oszukany przez los.

    > Oszukany? Los podeslal ci kochajaca zone, powinienes byc wdzieczny. Wielu
    > facetow meczy sie z babami, ktore zatrowaja im zycie. A ty narzekasz?

    Wiem, powinienem byc szczesliwy, ale moj charakter nie pozwala mi docenic co
    przyszlo latwo, a moja zona pojawila sie natychmiastowo po moim rozstaniu z
    Taika i jest za dobra dla mnie...

    > A tak na marginesie, to kim jest twoja zona? Chodzi mi o narodowosc. Jest
    > Polka, Amerykanka poskiego poch. czy Amerykanka. ?

    Moja zona jest Polka poznala mnie prawie zaraz po przyjezdzie do USA, co
    ciekawe ma tyle samo lat co ta Japonka Junko- 27 ale ona od razu zaangazowala
    sie we mnie, a Junko nawet gdy ja poznalem powiedziala ze co prawda chce byc
    moja kochanka ale wyjsc za maz chce dopiero w wlasnie w wieku 27 lat bo
    najpierw chce zrobic kariere, czyli czekalbym do tej chwili. A z zona jestem
    malzenstwem od ponad 3 lat.

    > I jeszcze napisz, czy twoja zona ci sie podoba, jakie cechy charakteru cenisz
    > u swojej zony, a co u niej ci nie pasuje?

    Tak, moja zona podoba mi sie to ze jest bardzo kobieca, ma dobre maniery ale
    zarazem jest calkiem na luzie, jest wrazliwa ale i mocna wewnatrz. Znowu co
    ciekawe ma tyle samo lat co Junko i jest bardzo podobnej budowy, ciemne wlosy i
    delikatny kobiecy glos. Ale wcale nie szukalem kogos zeby wygladal jak tamta,
    po prostu tak wyszlo.

    Chyba wszystko mi pasuje, u zony oprocz tego ze zdobylem ja z wielka latwoscia,
    i to wlasnie sprawia ze czuje ze nie walczylem o ta kobiete, bo zbyt latwo mi
    przyszla. I dlatego ze choc jest tak samo uparta jak Junko to od razu sie we
    mnie zakochala. Mysle ze faceci wola kobiety ktore sa trudne do zdobycia...
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 18:51
    Myślę, że żadnej ze "swoich" kobiet tak na prawde nie kochałeś...

    Na żonę patrzysz poprzez pryzmat Junko, niby nie porównujesz, a jednak
    porównujesz. A w Twoim jej opisie nie czuć ciepła i miłości do niej. Junko też
    bardziej Ciebie drażni teraz (bo nie powiedziała wtedy "kocham") niż wzbudza
    uczucie miłości.

    Nie oszukuj się, zastanów się i podejmij decyzję, która sprawi, że nie będziesz
    czuł takiego "rozdarcia". Uświadom sobie samemu, że popełniłeś błąd i zacznij
    od nowa. Trwanie w związku z żoną tylko z litości dla niej (bo przecież ona Cię
    tak kocha, blah, blah, blah) jest nie fair w stosunku do niej. Jest oszustwem.
    Jeśli nie potrafisz ją kochać namiętnie, bezgranicznie, bezwarunkowo, jeśli
    powracaja mysli i gdybania o innej, to znaczy, że nie powinieneś być z żoną, bo
    tylko ją krzywdzisz swoją nieszczerością. Zrozum, że w spełnionym, szczęśliwym,
    kochającym się małżeństwie nie może być miejsca na takie gdybania i wspomnienia
    z przeszłości, i żaden sen nie może w taki sposób wejść pomiędzy dwojga
    kochających się małżonków. Nie może na tak długo zakłócić spokoju. Bo jeśli
    zakłóca, to znaczy, że nie jesteś spełniony w tym związku. A jeśli nie jesteś
    spełniony (i od samego początku o tym wiedziałeś!), to tylko krzywdzisz tę
    drugą osobę swoją hipokryzją...

    Zresztą... hipokryzja jest cechą narodową polaków-katolików, nawet tych,
    mieszkających w innych krajach...
  • elamodela 02.04.06, 19:31
    Porcupine ciekawe to co piszesz, ale ja bym się z tobą do końca nie zgodziła.
    Albo jesteś idealistką, która wierzy w prawdziwą doskonałą miłość, albo
    chodzisz mocno po ziemi i nie tracisz czasu na gdybanie. Odpowiedz mi tylko na
    pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w długoletnim związku, ciągle
    zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to ten jedyny, zupełnie obojetną
    na resztę świata, czy może tylko masz taką wizję miłości i myślisz, ze tak
    właśnie powinno być? Bo ja wątpię, że takie rzeczy, tzn. związki się zdarzają.
    Nie wierzę, że można być ślepo wpatrzonym tylko w jedną osobę, a już na pewno
    nie przez dłuugi długi czas. Co nie znaczy oczywiście, że polecam myślenie co
    by było gdyby, czyli w twoim mniemaniu hipokryzję.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 23:23
    elamodela napisała:

    > Odpowiedz mi tylko na
    > pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w długoletnim związku, ciągle
    > zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to ten jedyny, zupełnie obojetną
    > na resztę świata

    TAK

    i dodam jeszcze, że to jest OBUSTONNE w naszym związku
  • waldek1610 03.04.06, 07:53
    Porcupine,
    Nie chce ingerowac w Twoje zycie, ale skoro Elamodela poruszyla temat to prosze
    odpowiec mi na nastepujace pytania?

    1. Ile tysiecy kilometrow dzielilo Ciebie od twojego partnera?
    2. Ile lat musieliscie znosic rozlake?
    3. Ile lat musialas czekac od randki numer 5 na randke.... numer 6?
    4. Ile listow oczekiwalabys od partnera w ciagu 1 roku zeby przetrwac?
    5. Czy czekalabys 2 lata na to zeby kontynuowac randki i dowiedziec sie czy
    wogole jest warto czekac?
    6. Czy czekalabys 2 lata zeby dowiedziec sie czy jest tylko zauroczenie czy
    milosc?
    7. Czy wierzysz w to ze kobieta moze zakochac sie w facecie 3 lata pozniej
    jesli nie kocha po 1.5 roku?



    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > elamodela napisała:
    > > Odpowiedz mi tylko na pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w
    > > długoletnim związku, ciągle zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to
    > > ten jedyny, zupełnie obojetną na resztę świata


    > TAK i dodam jeszcze, że to jest OBUSTONNE w naszym związku


  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 15:39
    waldek1610 napisał:

    > Nie chce ingerowac w Twoje zycie, ale skoro Elamodela poruszyla temat to
    prosze
    >
    > odpowiec mi na nastepujace pytania?

    A cóż to, przesłuchanie?

    Czy Ty jesteś na tyle słabą osobą, że musisz porównywać każdy swój krok do tego
    co robią inni? Musisz wiedzieć, jak to robią/czują/przeżywają inni, by móc
    podejmować własne decyzje? Musisz pytać innych, bo Twoje własne serce i
    rozsądek niczego Ci już nie podpowiadają? Bo własnej WOLI pewnie nie masz...

    Cóż Ci przyjdzie z moich odpowiedzi i mojego doświadczenia? Mam się z Tobą
    zabawić w licytację pt. "kto bardziej cierpiał/kochał/czekał"? Przepraszam, ale
    są o wiele ważniejsze dla mnie sprawy - TU I TERAZ - aniżeli rożnego rodzaju
    gdybania i wyliczania.

    Człowiek szczęśliwy żyje teraźniejszością, a nie wspomnieniami!
  • waldek1610 03.04.06, 07:30
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > Myślę, że żadnej ze "swoich" kobiet tak na prawde nie kochałeś...

    Kochalem obie z calego serca, ale ta pierwsza sie zawiodlem, na druga nie
    zasluzylem. Nigdy nie zdradzalem zadnej, i w tym problem ze gdy zakocham sie w
    kobiecie to poswiecam sie jej calkowicie i oczekuje tego samego.


    > Na żonę patrzysz poprzez pryzmat Junko, niby nie porównujesz, a jednak
    > porównujesz. A w Twoim jej opisie nie czuć ciepła i miłości do niej. Junko
    > też bardziej Ciebie drażni teraz (bo nie powiedziała wtedy "kocham") niż
    > wzbudza uczucie miłości.


    Teraz wiem ze gdybym nie szalal tak za Junko, to w koncu by przyjechala, i moze
    nawet wyszla za mnie wkoncu...moze przez wygode, moze ona potrzebowala kogos
    ktory jest "always available".. ale duzo nie wymaga od niej samej. Ale czy to
    jest milosc czy tylko utrzymywanie kontaktow, wygodnictwo z jej strony?

    Pozatym Ona wiedziala ze potrzebuje prawdziwej milosci, pomimo tego utrzymywala
    znajomosc ze mna wiedzac ze ona nie jest gotowa ta milosc odwzajemnic. I po co
    mowila ze "chce byc moja kochanka, dziewczyna" "i chce zebym na nia czekal",
    jesli nie potrafila powiedziec "kocham Cie".

    Pozatym dziewczyna nie musi od razu mowic facetowi "I love you" zeby pokazac ze
    jej na nim zalezy i byc moze w przyszlosci zakocha sie w nim doglebi...Wazne sa
    czyny, dlugie listy, po prostu kultywowanie glebokiej przyjazni, a z
    perspektywy czasu, czytajac stare listy widze ze glebokiej przyjazni nawet nie
    bylo, bo pisala glownie o sobie, swoiej pracy, studiach, nawet hobby niz o
    mnie. Jesli pisala o mnie to bardzo okreznie i wymijajaco, zebym na nia czekal,
    ale ja nie bylem jej priorytetem tylko jej kariera.

    Potrzebowala faceta, adoratora, ktory jest pod reka ale nie wymaga wiele od
    niej samej. Wiesz co? Niz zaluje ze sie wycofalem, bo nie wierze w to moge
    czekac latami i "odgrzac" moja milosc do niej, kiedy ona bedzie gotowa moja
    milosc odwzajemnic.


    > Zrozum, że w spełnionym, szczęśliwym, kochającym się małżeństwie nie może być
    > miejsca na takie gdybania i wspomnienia z przeszłości, i żaden sen nie może w
    > taki sposób wejść pomiędzy dwojga kochających się małżonków. Nie może na tak
    > długo zakłócić spokoju. Bo jeśli zakłóca, to znaczy, że nie jesteś spełniony
    > w tym związku.

    Nie wydaje mi sie ze nadal kocham Junko, po prostu wypalilem sie w zwiazku na
    odleglosc z wlasnie z nia, moja walka o kobiete, tesknota za kobieta zawsze
    miala imie; "Junko". Czuje sie tak jakby nagrode za moje starania o Junko
    otrzymalem od innej kobiety; mojej zony...Chcialbym potrafic ja kochac tak jak
    tamta.



    > Zresztą... hipokryzja jest cechą narodową polaków-katolików, nawet tych,
    > mieszkających w innych krajach...

    Gdybym byl hipoktytom to nawet nie kwestionowal bym moich czynow, a tak to nie
    boje sie spojrzec poddac krytyce.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 15:24
    waldek1610 napisał:

    > Chcialbym potrafic ja kochac tak jak tamta.

    I właśnie na podstawie takich zdań jak to, śmiem twierdzić, że nie kochasz
    żony. Znów je porównujesz, znów miłość według Ciebie ma "odcienie", tamta do
    Junko była taka, ta do żony jest inna. Ale miłość to miłość i albo jest albo
    jej nie ma. Albo szaleńczo Ciebie absorbuje, tak, że żadna inna osoba poza ta
    Jedną Jedyną nie istnieje, albo tej miłości nie czujesz wcale. A takie
    różne "miłostki", to tylko rozdrabnianie się, to nie jest Miłość!

    Wygląda na to, że żonę chcesz pokochać na siłę, tylko za to, że ona Cię kocha i
    poświęca się dla Ciebie. Tak się nie da. Tego jest za mało. To jest
    takie "litościwe" i jakżesz upokarzające dla Twojej żony (nawet jeśli ona sama
    o tym nie wie). Jesteś z nią nie dla tego, że jest całym Twoim światem, że
    olśniewa Ciebie swoją osobowością, że chcesz tylko z nią spędzić całe swoje
    życie, że chcesz dla niej poświęcić wszystko by czuła się szczęśliwa; ale
    jesteś z nią dla tego, że szkoda Ci jej, bo kocha tak mocno takiego nie wartego
    jej uczucia osobnika... Czujesz winę, że ona daje Ci tak wiele, a Ty nie
    potrafisz tego odwzajemnić, nie potrafisz "ją kochać tak jak tamtą".
    I to ma być "miłość"? I to małżeństwo ma przetrwać pół wieku lub dłużej? Z
    poczucia winy i zobowiązania? Gdzie w tym wszystkim szczęście, zachwyt,
    namiętność, miłość?

    Ale można i tak... Można trwać przez wiele lat w związku, bojąc się cokolwiek
    odmienić. Można wmawiać sobie, że to taki los, że szlachetnie jest cierpieć, że
    może coś się samo zmieni (na przykład, po urodzeniu dziecka), można nie robić
    absolutnie nic, by czuć się spełnionym w związku. Bo nie każdy wie, na czym to
    spełnienie ma polegać. Nie każdy pragnie być spełnionym w miłości. Niektórym
    wystarcza spełnienia zawodowego lub materialnego, lub też "artystycznego" i
    miłości szczęśliwej, spełnionej, spokojnej nie potrzebują...

    Czy Ty wiesz, czego pragniesz? Odnaleźć Junko? Na siłe pokochać własną żonę?
    Znaleźć zupełnie inną kobietę, którą trzeba będzie długo zdobywać? Zapomnij na
    chwilę o użalaniu się i trąbieniu o swoim "pękającym sercu" i "romantycznośći"
    na forum, popatrz na swoje wartości (jeśli je masz), zważ swoje priorytety i
    zacznij wreszcie ŻYĆ tu i teraz, a nie w gdybanej przeszłości czy przyszłości!

    Chyba, że brak Ci odwagi by żyć... i kochać...
  • waldek1610 03.04.06, 23:39
    Porcupine napisal(a):

    > Wygląda na to, że żonę chcesz pokochać na siłę, tylko za to, że ona Cię
    > kocha i poświęca się dla Ciebie. Tak się nie da. Tego jest za mało. To jest
    > takie "litościwe" i jakżesz upokarzające dla Twojej żony (nawet jeśli ona
    > sama o tym nie wie).

    Raczej wydaje mi sie ze zrobilem dobrze ma mialem czas 1.5 roku zeby
    zorientowac sie ze moja uporczywa adoracja i uganianie sie za Junko jest
    naiwne, gdybym dotrwal to moze okazalo by sie ze to ja Ona nauczyla sie mnie
    kochac na sile. A wlasnie tego nie chcialem, nie chcialem zmuszac Junko i
    ponaglac ja do kochania mnie, jesli tego nie potrzebowala...To nie jest dobra
    perspektywa zeby byc kochanym z litosci.

    Chyba nie wierzysz w to ze w standardowym zwiazku jedna strona moze czekac
    latami na odwzajemnienie milosci? Nie wydaje mi sie ze ktos moze pokochac po 2
    latach ...jesli nie kocha po 1.5 roku.

    Zreszta rozejzyj sie dookola, jest wiecej zwiazkow w ktorych milosc obustronna
    pojawila po miesiacu spotkan. Nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej spotyka sie
    kobieta i mezczyzna przez 2 lata, spi ze soba i nigdy nie mowi "Kocham"...




  • Gość: pederrasta IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 02.04.06, 03:25
    smaruj doope wazelina pomiocie qreski
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 20:52
    W innym wątku przyznałeś, że byłeś z Junko zaledwie 5 dni. To jest stanowczo za
    mało, żeby w pełni świadomie móc wyznać komuś miłość, ze wszystkimi płynącymi z
    tego wyznania konsekwencjami. Dla tego doskonale rozumiem Junko oraz dla czego
    nigdy nie powiedziała, że kocha Ciebie. Niektórzy bardzo cenią te dwa słowa i
    nie wypowiadają je pochopnie, byle kiedy, byle komu. Niektórzy WIEDZĄ czym jest
    Miłość i jeśli ją deklarują to raz i na zawsze, do tej Jednej Jedynej osoby. A
    nie do każdej, z którą się spało.

    Dla czego więc 19-letnia dziewczyna miała by wyznawać Ci miłość po 5 dniach
    znajomości, skoro nie zdążyła poznać Ciebie na tyle, by móc pokochać całą sobą?
    Ty, w swoim egoistycznym zaślepieniu, nie mogłeś zrozumieć uczuć innej osoby,
    jej niepewności i odmienności. Tak, jak i nadal nie rozumiesz...
  • waldek1610 03.04.06, 23:56
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > W innym wątku przyznałeś, że byłeś z Junko zaledwie 5 dni. To jest stanowczo
    > za mało, żeby w pełni świadomie móc wyznać komuś miłość, ze wszystkimi
    > płynącymi ztego wyznania konsekwencjami. Dla tego doskonale rozumiem Junko
    > oraz dla czego nigdy nie powiedziała, że kocha Ciebie. Niektórzy bardzo
    > cenią te dwa słowa i nie wypowiadają je pochopnie, byle kiedy, byle komu.

    Wiem ze powiedzialem jej to zawczesnie, i wlasnie dlatego byla zaskoczona, i
    zareagowala raczej tak jakbym powiedzial jej "Nienawidze Ciebie" a nie "Kocham
    Ciebie". Dlatego nigdy juz nie wypowiedzialem, ani nie napisalem tego slowa.
    Pisalem tylko ze za nia tesknie itd.

    Ale ja nie wymaglalem od niej wcale zeby po 5 dniach bycia razem wyznala mi
    milosc, wcale nie!!!


    > Niektórzy WIEDZĄ czym jest Miłość i jeśli ją deklarują to raz i na zawsze,
    > do tej Jednej Jedynej osoby. A nie do każdej, z którą się spało.
    > Dla czego więc 19-letnia dziewczyna miała by wyznawać Ci miłość po 5 dniach
    > znajomości, skoro nie zdążyła poznać Ciebie na tyle, by móc pokochać całą
    > sobą?
    > Ty, w swoim egoistycznym zaślepieniu, nie mogłeś zrozumieć uczuć innej osoby,
    > jej niepewności i odmienności. Tak, jak i nadal nie rozumiesz...


    Zgoda, ala nie wydaje Ci sie ze ledwo 10 listow w ciagu 1.5 roku nawet do
    sympati, do kogos kogo sie lubi i kaze czekac to zdecydowanie za malo?

    Co ja mialem myslec gdy dziewczyna mowi mi ze chce byc moja i zebym na nia
    czekal ...a nie pisze wogole przez pol roku? Albo pisze dziekuje za mily list,
    za prezent i reszte listu poswieca pisaniu o jej Scuba diving, kursie
    nurkowania. I konczy list "Take Care of yourself Wally"

    To chyba nie jest list do chlopaka, raczej do starego znajomego.
  • agatka_to_ja 04.04.06, 00:04
    Porcupie, nie odpowiadaj mu, pliz.... bo bedzie dalej i dalej i dalej meczyl
    forum swoimi zenującymi skomleniami.
    A czy my mozemy oceniac jego uczucia? jego popedy? jego mysli i postepowanie?
    NIE.. niech sobie przezywa dalej, niech sie roztkliwia.. szkoda, ze nie widzi,
    jaki jest żałosny i żenujący w tej pozycji...
    szkoda czasu i palców do pisania.
    a poza tym - za madre rzeczy piszesz, zeby Waldi byl w stanie to swoim malym
    hamerykanskim móżdżkiem pojąć...

    pozdrawiam Cie Porcupine
    A do Waldiego - SKOŃCZ WAŚĆ, WSTYDU OSZCZĘDŹ!
  • waldek1610 04.04.06, 00:24
    Dojrzala osoba nie wstydzi sie prawdy, nawet jesli nie jest to powodem do dumy.
    Biore odpowiedzialnosc za moje czyny.

    Niezdajesz sobie sprawy ze niektore osoby na tym forum pomogly mi zrozumiec, co
    zrobilem zle i co zrobilem dobrze. Moze Ty preferujesz tlamsic problemy w sobie
    i nabawic sie choroby, ale dzieki Bogu jest wiele zyczliwych ludzi ktorzy
    zawsze sa w stanie sluzyc rada, a nie tylko zbesztac i wysmiac innych.
  • agatka_to_ja 04.04.06, 00:32
    Waldi, oczywiscie, ja tez czesto sluze radą!
    Ale osobom, ktore czytaja to, co inne piszą oraz w jakis sposob na to reagują...
    a ty po ponad 100 odpowiedziech dalej nawijasz to samo co na poczatku!
    inne ososby tez to widzą - oni ci radzą, a ty swoje.... ktos cos stwierdza - a
    ty swoje..

    to po co pisac, skoro ty i tak swoje wiesz i tak naprawde chcesz sie wyzalic wy
    wyskomplec, a nie szukasz rady. Bo piszesz caly czas to samo. Caly czas! Po co
    produkowac sie, pisac dla osoby, ktora ma gdzies nasze zdanie i argumenty?
  • waldek1610 04.04.06, 00:43
    Agatka_to _ja napisala;

    > zeby Waldi byl w stanie to swoim malym hamerykanskim móżdżkiem pojąć...


    I to jest to twoje "sluzenie rada"?


  • agatka_to_ja 04.04.06, 00:47
    Waldi, sluzylam ci rada.. ale do czasu.. ile razy mozna radzic, skoro nic do
    ciebie nie trafia?
    ty tez czasami wobec mnie stosujesz roznego rodzaju okreslenia, czesto
    niemile.. wiec nie rob teraz z siebie niewiniatka i biednego pokrzywdzonego
    czlowieczka... znow skamlenie i uzalanie sie nad sobą? żenada...
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 04.04.06, 11:51
    agatka_to_ja napisała:

    > to po co pisac, skoro ty i tak swoje wiesz i tak naprawde chcesz sie wyzalic
    wy
    >
    > wyskomplec, a nie szukasz rady. Bo piszesz caly czas to samo. Caly czas! Po
    co
    > produkowac sie, pisac dla osoby, ktora ma gdzies nasze zdanie i argumenty?

    Masz rację, Agatko, nie ma sensu pisać do osoby, której wcale nie zależy na
    tym, by zrozumieć siebie i swój problem, by coś zmienić w swoim życiu, by
    wreszcie zacząć godnie ŻYĆ. Nie ma sensu pisać do osoby, która nie szuka
    zrozumienia, lecz ma na celu tylko i wyłącznie PROWOKOWAĆ - prowokować innych
    do odpisywania i tracenia bezcennego czasu. Przecież nawet nie wiemy, czy cała
    ta "historia" nie została z nudów wymyslona.

    Waldkowi nie zależy na ZROZUMIENIU, lecz na zabawie, prowokacji i zwykłej
    grafomanii. Stąd to jego wałkowanie tematu w nieskończoność, choć już nie ma
    nawet o czym pisać. Człowiek, który chce zrozumieć, przede wszystkim słucha w
    ciszy własnego serca, własnych myśli. Jak widać, Waldi nie ma na to ani czasu
    ani ochoty. Cała ta "historia" jest tylko desperacką próbą zwrócenia na siebie
    uwagi, żeby jak najwięcej osób połechtało jego ego, odpisując w tym wątku.
    Tylko tyle. Bo nie chodzi tu ani o pomoc, ani o radę, ani o zrozumienie... Więc
    niech dalej kisi się w tym wątku... sam!

    Pozdrawiam!
    Porcupine
  • waldek1610 05.04.06, 03:38
    Uwierz mi nie tracil bym czasu jesli nie byloby to dla mnie wazne, zreszta nie
    moglem wytrzymac i powiedzialem zonie co mnie trapi.

    Powiedzialem jej ze nie kocham Junko tylko mam zal, i byc moze ja zranilem, i
    nadal mnie to boli..byc moze stad wziely sie te sny, moze to jak kots
    powiedzial byla telepatia, moze Ona wspominala mnie?

    Moja zona mnie zrozumiala, (choc zabralo to cala noc zeby ja do tego przekonac)
    bo sama zdecydowala sie zanim spotkala mnie odejsc od swojego chlopaka..
  • agatka_to_ja 05.04.06, 07:45
    waldek1610 napisał:
    powiedzialem zonie co mnie trapi.
    >
    > Powiedzialem jej ze nie kocham Junko....

    hahahaha... a w innym watku piszesz"Mam jednak niepochamowana chec spotkania z
    Junko choc jeszcze raz zeby jej powiedziec, ze ja naprawde kochalem, ze
    przepraszam, i moje serce nadal bije dla niej..."

    SAM SOBIE ZAPRZECZASZ!!!!!!!!!!!!
    nie kochasz jej, ale twoje serce nadal bije dla niej?????????/

    no, WAldi, zdrcyduj sie - albo bije dla niej albo dla żony!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 05.04.06, 11:01
    agatka_to_ja napisała:

    > no, WAldi, zdrcyduj sie - albo bije dla niej albo dla żony!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    A nie wydaje Ci się, że jego serce nie bije ani do jednej, ani do drugiej?

    Znam pewnego osobnika, który dość mocno przypomina naszego "romantycznego"
    Waldi. Otóż ten osobnik też nie potrafił zapanować nad własną "romantyczną",
    wrażliwą duszą, i ulegał uniesieniom i wspomnieniom. I chociaż miał kochającą
    go bezgranicznie żonę (którą, twierdził, że też kocha), to raz na kilka lat
    szaleńczo kochał się w innych kobietach i też wyznawał im miłość. Później
    uświadamiał sobie swój "grzech", cierpiał, czuł się rozdarty
    pomiędzy "miłością" do jednej i drugiej, aż w końcu opowiadał żonie o
    swoich "grzechach", i w ramach "przeprosin" majstrował jej kolejnego dzieciaka!
    Wiesz, ile dzieci się w tej rodzinie powstało w ramach tej jego "pokuty"?
    CZWÓRKA!!! Ochyda! Z tego co wiem, facet nadal jest z kochającą żoną i nadal
    wzdycha do innej, z którą nie może być...

    Brzydzę się takimi tchórzliwymi, "rozdartymi", "cierpiącymi", "romantycznymi"
    facecikami, którzy sami nie wiedzą czego chcą, kogo kochają i jak mają żyć...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 05.04.06, 13:21
    Drogi Waldku.Przeczytałam z niezwykłą uwagą wszystko to co pisaleś na temat
    swojej wspaniałej miłości.Wiem,że pewnie po tym co teraz napiszę,wiele osób
    zacznie mnie krytykować,ale pragnę jedynie wyrazić na ten temat WŁASNE
    zdanie,bo przecież każdy ma do niego prawo,czyż nie?
    Zacznę od tego,ze każdy z nas przechodzi w swoim życiu różne etapy i wiele razy
    wydaje sie nam,ze właśnie teraz osiągneliśmy pełną dojrzałość..Jesteśmy więcej
    niż pewni,że wiemy dokładnie czego w życiu pragniemy..,co chcemy robić i z kim
    chcemy być..
    Życie jest jednak przewrotne,pisze swoje własne scenariusze,na które nie mamy
    często wielkiego wpływu..
    Tak więc wracam do dojrzałości..Podejmujemy wtedy pewne decyzje,które w chwili
    obecnej wydają sie nam być najlepszymi.Są to często decyzje wiążące człowieka
    na całe życie..Zapominamy o tym co było..Po pewnym czasie(to mogą być
    lata),człowiek zmienia się-to nieuniknione.Osiąga prawdziwą dojrzałość i
    okazuje się,że z perspektywy czasu zaczyna inaczej oceniać to co
    było..Inaczej..-mam tu na myśli-"mądrzej".Bo przecież nie ma w tym już emocji
    sprzed lat,nie ma ucieczki przed niespełnioną miłością...Jest natomiast pełna
    dojrzałość i dystans do wszystkiego co było..Dystans,dzięki któremu potrafimy
    dużo trafniej ocenić przeszłośc.Potrafimy spojrzeć na wszystko z odpowiedniej
    perspektywy..Ale na to trzeba czasu i...skali porównawczej(wiem że to okrutne
    ale jest nią w tym przypadku Twoja żona).Bo przecież dzięki temu,że poznaleś
    żonę,że jesteś z nią parę lat,potrafisz ocenić..porównać..te uczucia.Przez
    jakiś czas,wnioski do których dochodzisz,tłamsisz w sobie,nie chcesz ich
    przyjąć do wiadomości,nie chcesz przyznać się sam przed sobą,że być może
    przegapiłeś coś bardzo cennego,coś czego doświadczają prawdziwi wybrańcy losu..-
    prawdziwej,jedynej,cudownej miłości..,za którą przemierzyłeś pół świata i która
    jak się okazuje spotkałeś być może zbyt wcześnie..Zbyt wcześnie by ocenić jej
    wartość,by móc spojrzeć na wszystko z odpowiednią dojrzałością i takimże
    bagażem doświadczeń..
    Po jakimś czasie jednak, uświadamiasz sobie gorzką prawdę..przestajesz się
    oszukiwać bo nie masz już na to siły..zresztą oszukiwanie samego siebie nie
    trwa nigdy długo.Przychodzi moment poważnej refleksji i konkretnych wniosków-
    jakże bolesnych i prawdziwych.Stajesz wtedy przed poważnym dylematem:czy
    postawić wszystko na jedną szalę i walczyć?Czy może nie ryzykować i cieszyć sie
    tym co jest??Mówisz sobie:to chwilowe..zapomnę..przecież mam cudowne życie..-
    wspaniałą żonę,która bardzo mnie kocha,dom,dobrą pracę,wszystko czego pragnie
    każdy normalny człowiek..Oszukujesz w ten sposób siebie samego i
    żyjesz..Starasz sie normalnie egzystować..,zająć pracą,karierą,domem..-
    wszystkim aby stłamsić narastające uczucie pustki,niespełnienia..Tylko czasem
    przychodzi obawa,że NIGDY-do końca życia,nie poznasz już prawdy i nie dowiesz
    sie co by było gdyby...I to uczucie zżera Cię od środka..ta obawa..-że masz
    tylko jedno życie-że już nigdy tu nie wrócisz i że być może przegrywasz je..Ze
    przegrałeś prawdziwą miłość,która przecież jest sensem ludzkiego istnienia.

    Zrób wszystko mój drogi aby spotkać się ze swoją ukochaną-powiedz jej o
    wszystkim co czułeś przez te wszystkie lata i zapytaj ją wprost czy czuła to
    samo i czy jest gotowa oddać Ci swoje życie i być z Tobą.Musisz to wyjaśnić.
    Może okaże się że była tylko cudnym wspomnieniem i wrócisz do żony,dochodząc do
    wniosku,że to ona jest tą jedyną, a może przekonasz się że to Junko jest Tobie
    przeznaczona i wygrasz swoją walkę o szczęście:)Co by się nie zdarzyło to wierz
    mi-będzie to lepsze niż udręka ciekawości i niespełnienia przez całe zycie..
    Bo jeśli przekonasz się że nie kochałeś JEJ(Jonko)-a jedynie wspomnienie o niej
    to i tak osiągniesz spokój psychiczny a co najwazniejsze docenisz swoją żonę-
    uszczęśliwiając tym samym i siebie i ją.
    Jeśli natomiast zostaniesz z Jonko-być może bedziesz już na zawsze
    najszczęśliwszym z ludzi..,wygrasz swoją walkę o szczęście i prawdziwą miłość..
    Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to, że
    odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w nieszczerości
    całe życie...
    Przemyśl to co napisałam mój drogi i podejmij jakąś decyzję, bo w przeciwnym
    razie nigdy nie osiągniesz spokoju i spełnienia.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo odwagi w działaniu:)
  • Gość: Zdzichu IP: *.aster.pl 05.04.06, 22:26
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to,
    > że odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w
    > nieszczerości całe życie...

    Tu się raczej mylisz droga Pestko. Żona by go po prostu zjadła na surowo i
    rozszarpała żywcem po takim numerze.
  • Gość: ~peska IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 00:02
    Wiesz...myślę że to zależy od kobiety.Oczywiście zawsze na początku pojawia się
    ból,rozgoryczenie,a moze nawet nienawiść...Ale po jakimś czasie przychodzi
    moment i na refleksję.Wierz mi-nikt nie chce być niczyim substytutem,a tym
    bardziaj substytutem w miłości.Bo przecież ona też(jak każdy
    człowiek),zasłużyła na kogoś kto pokocha ją całym sercem,a nie będzie wciąż
    myślał o innej.
    Nie jest przecież wykluczone,że po jakimś czasie i ona znalazłaby kogoś kto
    doceniłby jej miłość w 100% i byłaby z nim naprawdę szczęśliwa.
    Jeśli jest taką kobietą jak twierdzi jej mąż,to szybko znajdzie się ktoś kto
    będzie potrafił to docenić.A wtedy ona doceni to,że jej mąż(dzięki swojej
    szczerości<wiem,że to brzmi okrutnie>),dał jej możliwość bycia naprawdę
    kochaną...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 00:05
    W podpisie miało być oczywiście pestka:)
  • Gość: Zdzichu IP: *.aster.pl 06.04.06, 00:40
    Wiesz, logicznie i "na zimno" to wszystko jest bez zarzutu. Tylko, że życie
    jest szalone i nie bardzo trzyma się jakichkolwiek reguł. W kontaktach męsko-
    damskich główną rolę odgrywają emocje. W przypadku nagłego końca związku z winy
    jednej strony, u drugiej pojawia się poczucie odrzucenia, strach przed
    samotnością, zachwianie bezpieczeństwa, wreszcie bomba zawiedzionych uczuć. To
    zwykle piorunująca mieszanka...
  • Gość: ~`pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 01:22
    Zgadzam się ze wszystkim co piszesz ale powiedz:czy czas nie lecz takich ran i
    nie pozwala spojrzeć trzeźwo(lub jak napisałeś"na zimno")na taką sytuację?
    Wiem,że na początku byłoby to dla niej bardzo bolesne ale czy nie lepsze od
    nieszczerości?
    Masz rację mówiąc,że pewnie znienawidziłaby go(nie piszesz tego dosłownie,ale
    wnioski nasuwają sie same),ale po jakimś czasie-w generalnym rozrachunku
    wyszłoby to obojgu na dobre.Wiem,że wszystko co piszę jest chłodne i
    okrutne,ale czyż nie takie właśnie jest życie?
  • Gość: Zdzichu IP: *.chello.pl 06.04.06, 23:19
    Rzeczywiście czas leczy rany, ale często musi być to bardzo długi okres. Mi
    złość na jedną dziewczynę przechodziła 5 lat! a znam takich, którzy zapiekłe
    jady kiszą w sobie całe życie
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:21
    No cóż..proza życia.Wszystko jednak zależy od człowieka i sytuacji.Są
    oczywiście sytuacje,których tak łatwo wybaczyć się nie da(wielokrotne
    zdrady,sypianie np. z przyjacielem partnera<i takie przypadki znam>).Takich
    numerów nie wybacza się czasem całe życie.
    Odejście nigdy nie jest łatwe(dla obu stron),ale jeśli jest nieuniknione to
    ważne jest aby zrobić to najdelikatniej jak to tylko możliwe..
  • waldek1610 07.04.06, 01:22
    Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

    > Wiesz, logicznie i "na zimno" to wszystko jest bez zarzutu. Tylko, że życie
    > jest szalone i nie bardzo trzyma się jakichkolwiek reguł. W kontaktach męsko-
    > damskich główną rolę odgrywają emocje. W przypadku nagłego końca związku z
    > winy jednej strony, u drugiej pojawia się poczucie odrzucenia, strach przed
    > samotnością, zachwianie bezpieczeństwa, wreszcie bomba zawiedzionych uczuć.
    > To zwykle piorunująca mieszanka...

    Tak tylko niestety, jesli jest sie z kims z przymusu i poczucia winy, to po
    prostu to widac, najgorsze jest to ze bardzo lubie i szanuje moja zone, ale
    pozostaje niedosyt i przekonanie ze jestem z nie ta kobieta, ktorej byc moze
    nie kocham, bo nadal kocham inna, i popelnilem blad w przeszlosci.

  • waldek1610 06.04.06, 06:47
    Pestka napisala;

    Zrób wszystko mój drogi aby spotkać się ze swoją ukochaną-powiedz jej o
    wszystkim co czułeś przez te wszystkie lata i zapytaj ją wprost czy czuła to
    samo i czy jest gotowa oddać Ci swoje życie i być z Tobą.Musisz to wyjaśnić.
    Może okaże się że była tylko cudnym wspomnieniem i wrócisz do żony,dochodząc do
    wniosku,że to ona jest tą jedyną, a może przekonasz się że to Junko jest Tobie
    przeznaczona i wygrasz swoją walkę o szczęście:)Co by się nie zdarzyło to wierz
    mi-będzie to lepsze niż udręka ciekawości i niespełnienia przez całe zycie..
    Bo jeśli przekonasz się że nie kochałeś JEJ(Jonko)-a jedynie wspomnienie o niej
    to i tak osiągniesz spokój psychiczny a co najwazniejsze docenisz swoją żonę-
    uszczęśliwiając tym samym i siebie i ją.


    Swieta prawda Pestka!!!,
    Czytajac twoje slowa... a doslownie czytasz w moich myslach, postanowilem dzis,
    nawet przed przeczytaniem twojej odopwiedzi...skontaktowac sie z Junko. Chce
    jej powiedziec co teraz czuje, bo to co czulem do niej wtedy to ona doskonale
    wie.

    Bardziej niz utraty milosci obwaiam sie ze ja zranilem a to dreczy mnie jeszcze
    bardziej. Wole slyszec to ze mnie juz nie chce lub nigdy nie chciala, niz nie
    slyszec nic. Jesli powie mi tylko ze jest szczesliwa,to sie uciesze. Ale nadal
    moje serce dla niej bije i nie moge oszukiwac zony cale zycie nawet jesli
    wydawalo mi sie do tej pory ze ja kocham, a wychodzi na to moze kocham inna...






    Jeśli natomiast zostaniesz z Jonko-być może bedziesz już na zawsze
    najszczęśliwszym z ludzi..,wygrasz swoją walkę o szczęście i prawdziwą miłość..
    Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to, że
    odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w nieszczerości
    całe życie...
    Przemyśl to co napisałam mój drogi i podejmij jakąś decyzję, bo w przeciwnym
    razie nigdy nie osiągniesz spokoju i spełnienia.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo odwagi w działaniu:)

    Dziekuje, za szczera rade.
    Pozdrawiam!


  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 12:25
    Ależ nie ma problemu mój drogi.
    Cieszę sie,że podjąłeś słuszną decyzję.Jeszcze raz życzę powodzenia i dużo
    szczęścia w miłości:)
    P.S.Jeśli będziesz mieć na to ochotę to napisz proszę jak skończyło się
    spotkanie z Twoją ukochaną:)
  • waldek1610 06.04.06, 13:15
    Obiecuje Ci ze napisze! Tak na marginesie skad wiesz dokladnie jak ja sie czuje
    i co mam zrobic? Chyba jestes psychologiem :)?

    Mam nadzieje ze bede mial dobre wiadomosci...

    Dziekuje Ci!

    Waldek
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 15:57
    Wiesz..Nie jestem psychologiem,ale po pierwsze uczucie empatii nie jest mi obce
    a po drugie..hmm..wydaje mi się,że pod wieloma względami jesteśmy bardzo
    podobnymi ludźmi.Wierz mi-moje życie też jest dość zagmatwane i podobnie jak Ty
    nie umiem docenić tego co dał mi los..Stąd moje zrozumienie dla całej sytuacji.
    Czytałam to co pisałeś i to co odpisywali Ci na to inni ludzie.Myślałam o tym
    wiele i często nie mogłam zrozumieć ludzkiej głupoty i niezrozumienia sytuacji.
    Większość z odpowiadających bardzo wszystko upraszczała i spłycała.Sądzę,że Ci
    ludzie są jeszcze albo bardzo młodzi i nie wiedzą zbyt wiele o życiu, albo
    prości jak budowa cepa..
    Nie chcę się tu wymądrzać,ale czasem ludzka prostota i głupota mnie przeraża..
    Chociaż muszę przyznać,że takim osobom jest w życiu pewnie dużo łatwiej(ich
    życie uboższe jest zwykle w emocje ale z drugiej strony nie mają tylu dylematów-
    przyjmują życie jakim jest,nie zastanawiając się ciągle nad wszystkim:)
    Tak więc zdecydowałam się napisać bo podświadomie czułam,że wiem dokładnie co
    przeżywasz i wiesz..czułam się tak jakbym znała wszystkie Twoje mysli..(nie
    wiem skąd to wynika,ale to chyba telepatia:)<napisałeś,że czytam w Twoich
    myślach-i masz rację...-tak właśnie jest,choć nie potrafię wytłumaczyc tego
    racjonalnie...>)Więc chciałam Ci pomóc..tzn.utwierdzić Cię w słuszności decyzji-
    bo wiem że ze mną czy beze mnie,w końcu dokonałbyś właściwego wyboru.A skąd to
    wiem?
    Nie wiem-po prostu to czuję:)
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na wiadomości.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 16:19
    Chciałabym coś sprostować.W poprzednim poście napisałam,ze ludzie wypisywali tu
    bzdury-i jest to prawdą.Pojawiały się jednak bardzo rzeczowe i mądre
    komentarze,tak więc przepraszam z góry wszystkie osoby,które poczuły się tym
    dotknięte-nie było to absolutnie moim celem:)
    W szczególności pozdrawiam Fredrusa i Zbycha:)
  • Gość: sceptyk IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 06.04.06, 17:45
    Uważaj, Pestko, bo jeszcze Waldi się w Tobie zakocha po takim empatycznym
    gadaniu! Przecież jest "romantykiem".
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 22:47
    Zakochac to sie mozna w wieku 15-tu lat na szkolnej dyskotece.W dojrzalym wieku
    natomiast,mozna kogos pokochac..I zwykle nie nastepuje to po wymianie kilku
    zdan na forum internetowym:)
    P.S.Przepraszam ze brak polskich liter,ale chwilowo mam problemy z polska
    wersja Windowsa i musze korzystac z angielskiej.
  • waldek1610 07.04.06, 01:15
    Dzisaj wyslalem list na adress, jej rodzicow, dom rodzinny, bo racze mam
    pewnosc ze tradycyjni Japonczycy nie bardzo lubia sie przeprowadzac, choc z
    uwagi na prace...zreszta Junko powiedziala mi ze jej ojciec od 28 lat pracuje
    dla tej samej korporacji..A Junko wiele razy sie przeprowdzala.

    Aha, i otwarlem personalna strytke pocztowa, bo nie chce denerwowac mojej zony,
    jesli sie okaze ze Junko mnie nie chce, albo zwyzywa...Wiem ze to moze brzmi
    samolubnie, ale chce zdecydowac z kim chce byc raz na zawsze.

    Mam nadzieje ze Ona zobaczy ten list i odpisze, zreszta nie chce od niej wiele,
    napisalem jej ze nie zachowalem sie jak cywilizowany czlowiek po prostu
    zrywajac kontakt bez rozmowy, wiec przynajmniej teraz chce to naprawic, pozatym
    nawet jesli ona mnie nie kocha, to chyba tez chce wiedziec co sie stalo. Mam
    nadzieje ze nadal darzy mnie sympatia, bo wydawala sie jak delikatna dziewczyna
    o mocnym charakterze, a to ja bylem slaby, tylko na zewnatrz wygladalem jak
    mocny facet.

    Co za ironia losu, najpierw ja na nia czekam, potem ona na mnie, najpierw ja ja
    potrzebuje a nie mam ...potem calkiem mozliwe ze ona mnie potrzebuje a mnie nie
    ma.

    Chyba nie jestem naiwniakiem i byc moze jesli jest tak trudno, to chyba musi
    byc warto... Mam nadzieje ze bedzie madrzejsza odemnie i sie odezwie.

    Jesli nie to juz kontaktowalem sie z ambasadami Polski w Japoni i Japoni w
    Polsce, takze amb. USA w Japoni. Co ciekawe Japonczycy odpowiedzieli do jakiego
    dzialu mam sie zwrocic.

  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 10:45
    waldek1610 napisał:

    > Aha, i otwarlem personalna strytke pocztowa, bo nie chce denerwowac mojej
    zony,
    >
    > jesli sie okaze ze Junko mnie nie chce, albo zwyzywa...Wiem ze to moze brzmi
    > samolubnie, ale chce zdecydowac z kim chce byc raz na zawsze.

    No nieźle, nieźle! Personalna skrytka pocztowa w tajemnicy od żony, bo nie
    chcesz jej "denerwować". List do Junko, założę się, że też w tajemnicy od żony
    (bo po co ja dodatkowo "denerwować"). Planowanie ewentualnego spotkania z Junko
    i tego, co jej wtedy powiesz...

    I w 100% hipokrytyczne "chcę zdecydować z kim chcę być raz na zawsze"! Ale to
    nie Ty decydujesz, bo Ty nadal boisz się i nadal zostawiasz to "losowi" do
    rozstrzygnięcia, żeby móc później go obwiniać w razie kolejnej porażki.
    Przecież Ty w 100% uzależniasz swoją "decyzję" od odpowiedzi (lub jej braku) od
    Junko. Jeśli przyjdzie pozytywna odpowiedź od Junko, dająca Ci jakąś szansę, to
    natychmiast rzucasz żone i pędzisz do Junko. Jeśli przyjdzie negatywna
    odpowiedź (lub brak odpowiedzi), to przepraszasz żonę i usiłujesz ją pokochać,
    albo pogodzić się z tym, że skoro nici z romansu z Junko, to lepiej spokojnie
    tkwić sobie u boku kochającej żony, może nawet płodząc jakiegoś dzieciaka, żeby
    sie całkiem nie znudzić).

    I takie właśnie zachowanie jest Passive Agressive. To nie Ty podejmujesz w tej
    chwili decyzję, Ty ją zwalasz na Junko. Twoj następny krok nie zależy od Ciebie
    czy od Twoich pragnień, lecz od odpowiedzi Junko. I właśnie dla tego twierdzę,
    że nie znasz siebie, nie chcesz nawet poznać, i nie znasz swoich prawdziwych
    potrzeb i wartości. I właśnie dla tego twierdzę, że jesteś żałosnym hipokrytą,
    bo nie umiesz uczciwie pokierować własnym życiem.

    Współczuję naiwnej żonie, która pewnie nawet nie domyśla się, jak okrutnie ją
    krzywdzisz swoim niezdecydowaniem i niedojrzałością uczuciową...
  • waldek1610 07.04.06, 11:12
    Porcupine napisal(a):

    > I takie właśnie zachowanie jest Passive Agressive. To nie Ty podejmujesz w
    > tej chwili decyzję, Ty ją zwalasz na Junko. Twoj następny krok nie zależy od
    > Ciebie czy od Twoich pragnień, lecz od odpowiedzi Junko.


    Trudno jest podejmowac decyzje o zwiazku z kobieta, nie pytajac ja o
    zdanie...Wiec chyba jest rzecza naturalna, ze nie spoczne dopluki nie dowiem
    sie od Junko co ona postanowila. Ja postanowilem ze ja Kocham, potrzebuje tylko
    jej odpowiedzi czy Ona tez chce ze mna byc.

    Widzisz, problem w tym ze Junko znalem wczesniej niz moja zone i nigdy nie
    zerwalismy ze soba, co powoduje uczucie bolesne uczucie braku wiedzy czy ktos
    kogo tak bardzo kochalismy tez nas kocha...Jesli dowiem sie ze Junko mnie nie
    kocha, lub nie jest wcale tej milosci warta to bede mial swiety spokoj na
    zawsze.

    Uciekac od problemu, to jest nie meskie, i mezczyna powinien skonczyc co
    zaczal, a nie poddawac sie bo to jest trudne.

    Oczywiscie okolicznosci mojej znajomosci z Junko byly arcy-trudne, wiele osob
    by sie wycofalo o wiele wczesniej, i ja tez okazalem sie byc tylko
    czlowiekiem...Co nie znaczy ze z perspektywy czasu czlowiek nie zmieni zdania.


    > I właśnie dla tego twierdzę, że nie znasz siebie, nie chcesz nawet poznać, i
    > nie znasz swoich prawdziwych potrzeb i wartości.

    Problem w tym ze kocham obie kobiety, a dlatego ze niezalatwilem biznesu z
    Junko do konca, to nie daje mi spac spokojnie. Wiec musze to zalatwic. I tak
    wieksze szanse sa ze znajomosc z Junko to przeszlosc, ale zachowalbym sie jak
    facet bez charakteru, oszukujac siebie i zone cale zycie.

    Wole teraz to zalatwic. Samo to ze wydaje sie calkiem realne ze zkonfrontuje
    sie z Junko, bo poczynilem pierwsze kroki ku temu...Pozwala mi oddychac
    swobodniej.

    Jesli ty sadzisz ze lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
    osoby nie kochasz...to taki zwiazek na pewno nie biedzie szczesliwy...



  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:24
    waldek1610 napisał:

    > Jesli ty sadzisz ze lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
    > osoby nie kochasz...to taki zwiazek na pewno nie biedzie szczesliwy...

    Od początku dało się zauważyć, że nie czytasz wszystkiego ze zrozumieniem.
    Właśnie NIE sądzę, że "lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
    osoby nie kochasz". Od samego początku tej "dyskusji" mówię, że powinieneś
    przestać oszukiwać siebie i innych (żonę, przede wszystkim).

    Różnica polega tylko na tym, że Ty nadal planujesz świadomie oszukiwać żonę,
    trwając z nią ("kochając" ją?) aż do momentu otrzymania odpowiedzi od Junko. A
    ja nazywam takie zachowanie za hipokryzją i "passive agressive". I nie uznaję
    takiej nieszczerości.
  • waldek1610 07.04.06, 11:41
    mozna kochac dwie kobiety naraz, nie jest powiedziane ze mozna kochac tylko
    jedna.

    Oszukiwal bym zone gdybym z nia byl kochajac inna. Ja sadzilem do tej pory ze
    kocham zone, ale milosc z przeszlosci upomniala sie o swoje, pojawiajac sie z
    niesamowita moca dobiero niedawno.

    To prawda ze zona starala sie o mnie, i mnie ma! Ale ja sie staralem bardziej o
    Junko i jej nie mam. Wiec to ja jestem przegrany w tej chwili..bo jestem z kims
    z moze przez przypadek, ale jej nie oszukiwalem, bo ze kocham inna dowiedizalem
    sie dopiero pare tygodni temu pod wplywem snu...a taki sen moze miec potezne
    konsenkwencje i sile...

    Tak na marginesie jestes kobieta czy facetem? Dlaczego uczucia mojej zony
    stawiaz bezdyskusyjnie ponad moimi uczuciami?
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:32
    waldek1610 napisał:

    > Trudno jest podejmowac decyzje o zwiazku z kobieta, nie pytajac ja o
    > zdanie...Wiec chyba jest rzecza naturalna, ze nie spoczne dopluki nie dowiem
    > sie od Junko co ona postanowila. Ja postanowilem ze ja Kocham, potrzebuje
    tylko
    >
    > jej odpowiedzi czy Ona tez chce ze mna byc.

    ... a do tego czasu pomieszkam sobie jeszcze z kochającą żoneczką, będę nawet z
    nią zaspakajać swoje potrzeby łóżkowe (w końcu od tego też jest żona!), będę
    się do niej uśmiechał, bo przecież ją TEŻ kocham... Bo jeśli Junko nie odpisze,
    to po co miałbym rezygnować z ciepłego łóżeczka u boku kochającej żoneczki?
    Jakoś się postaram wtedy zapomnieć o tej japoneczcę, niech już tak będzie...
    Może docenię wtedy wreszcie żoneczkę...

  • waldek1610 07.04.06, 11:57
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > ... a do tego czasu pomieszkam sobie jeszcze z kochającą żoneczką, będę nawet
    > z nią zaspakajać swoje potrzeby łóżkowe (w końcu od tego też jest żona!),
    > będę się do niej uśmiechał, bo przecież ją TEŻ kocham... Bo jeśli Junko nie
    > odpisze, to po co miałbym rezygnować z ciepłego łóżeczka u boku kochającej
    >żoneczki? Jakoś się postaram wtedy zapomnieć o tej japoneczcę, niech już tak
    >będzie... Może docenię wtedy wreszcie żoneczkę...

    Wiesz co jestes niesamowitym prymitywem, (sorry ale to zasluzone) myslisz ze
    czlowiek to malpa ktora nigdy nie ma watpliwosci, myslisz ze czlowiek nie moze
    zmienic zdania?

    Ja chce jak najwszesniej pozbyc sie watpliwosci, a trudno zeby zostawiac zone
    gdy ja tak naprawde zastanawiam sie nad tym kogo kocham bardziej zone czy
    Junko. Nie robie tego jej na zlosc poprostu slucham mojego serca, a serce nie
    sluga i nawet slub nie jest w stanie zaprogramowac jego na kochanie tylko i
    wylocznie zony.

    Jesli bylbys/bylabys dojrzalym czlowiekiem wiedziala bys ze milosc jest
    okrutna...bo nie kieruje sie racjonalnoscia tylko uczuciami...



  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:47
    waldek1610 napisał:

    > Problem w tym ze kocham obie kobiety, a dlatego ze niezalatwilem biznesu z
    > Junko do konca, to nie daje mi spac spokojnie. Wiec musze to zalatwic.

    Nie jest możliwe kochanie dwóch osób jednocześnie. Jest to równoznaczne NIE
    kochaniu żadnej z nich. Kiedy kochasz, Twoje serce, myśli, duszę i ciało
    wypełnia ta JEDNA JEDYNA osoba, nie ma miejsca na żadną inną. Nie może byc
    miejsca na żadną inną, bo jesteś wtedy SPEŁNIONY, niczego Ci nie brakuje. Ale
    jeśli zaczynają przewijać się myśli o innej, jeśli popatrujesz na inne kobietki
    na ulcy, jeśli wspominasz romanse z przeszłości i inne "niezałatwione biznesy",
    to znaczy, że nie jesteś spełniony i szczęśliwy z osobą z którą jesteś. To
    znaczy, że nie kochasz ją tak, jak powinieneś - CAŁYM sobą. To znaczy, że
    rozważasz inne możliwości, a to nie ma NIC wspólnego z miłością.

    No chyba że "miłość" pojmuje się tylko i wyłącznie jako chęć pieprzenia się.
    Wtedy Twoja teoria o możliwości "kochania" dwóch kobiet jednocześnie jest
    całkiem zrozumiała.
  • waldek1610 07.04.06, 12:08
    Porcupine napisal(a):

    > Kiedy kochasz, Twoje serce, myśli, duszę i ciało
    > wypełnia ta JEDNA JEDYNA osoba, nie ma miejsca na żadną inną. Nie może byc
    > miejsca na żadną inną, bo jesteś wtedy SPEŁNIONY, niczego Ci nie brakuje.

    Tak mysla tylko komputery i ..krowy, ludzie moja droga...czesto sie myla. Moze
    dla mnie ta jedna jedyna byla tylko Junko? Ale ucieklem od nieszczesliwej
    milosci? Zreszta przeczytaj posty Pestki, moze sadzisz ze tylko ty masz racje?



    >Ale jeśli zaczynają przewijać się myśli o innej, jeśli popatrujesz na inne
    > kobietki na ulcy,

    Moja droga, moglbym zobaczyc 100 Japonek na ulicy, to jedynie przypomnialy by
    mi o Junko. Zadna Japonka ani Polka jej nie zastapi, to dla niej wczesniej
    oddalem serce i juz nie ma drogi odwrotu, no chyba ze ona to serce odrzyci raz
    na zawsze.

    > jeśli wspominasz romanse z przeszłości i inne "niezałatwione biznesy", to
    > znaczy, że nie jesteś spełniony i szczęśliwy z osobą z którą jesteś.

    Zajomosci i romasow bylo wiecej, ale milosci nie da sie tak poprostu kopnac w
    tylek ...w imie wygody, a bo ze tam ma byc bo jest juz zapozno? Tam mysli ktos
    niesamowicie prymitywny, i krzywdzi swoja zone, decydujac sie ze bedzie
    probowal zapomnac prawdziwa milosc, prawdziwej milosci nigdy sie nie da
    zapomniec.

    Jesli Junko odpowie, i pokaze ze tym razem ona sie o mnie stara, i to ona
    rozniez na mnie czekala , jak ja na nia czekalem kiedys...wtedy bedzie to znak
    ze to prawdziwa milosc.


  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:45
    A jak inaczej Twoim zdaniem Waldek ma przekonac sie o tym,czy kocha zone czy
    dawna milosc,jak nie spotykajac sie z nia?
    Wierz mi-to ze powie o tym zonie,niczego dobrego nie wniesie w zaistnialej
    sytuacji.Poczulaby sie ona jedynia zraniona i rozgoryczona.Wtedy natomist
    szanse na to,ze bede byc moze razem,i to ja wlasnie wybierze,zostalyby
    przekreslone raz na zawsze.
    Piszesz,ze niemozliwe jest kochanie dwoch osob naraz.Nic bardziej mylnego.
    Gdyby zycie bylo tak proste jak mowisz,to musielibysmy byc nie ludzmi a
    robotami..
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 22:05
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > A jak inaczej Twoim zdaniem Waldek ma przekonac sie o tym,czy kocha zone czy
    > dawna milosc,jak nie spotykajac sie z nia?

    Albo WIE się, że kogoś kocha i chce być tylko z tą osobą, albo nie. O
    jakim "przekonywaniu się" może być mowa? To może niech Waldi "przetestuje"
    jeszcze z tuzin panienek, żeby jeszcze lepiej się przekonać. Śmieszne jest to,
    co napisałaś.

    > Wierz mi-to ze powie o tym zonie,niczego dobrego nie wniesie w zaistnialej
    > sytuacji.Poczulaby sie ona jedynia zraniona i rozgoryczona.Wtedy natomist
    > szanse na to,ze bede byc moze razem,i to ja wlasnie wybierze,zostalyby
    > przekreslone raz na zawsze.

    Jakież to upokorzające jest dla jego żony - Waldi ma "zadecydować", czy ją
    wybierze, czy to jego wybierze Junko. Tak, Waldi "zadecyduje", ale dopiero po
    tym jak zapadnie decyzja Junko.

    > Piszesz,ze niemozliwe jest kochanie dwoch osob naraz.Nic bardziej mylnego.

    Tak, jest możliwe BYCIE z dwoma osobami naraz, na przykład, dziś pieprzę żonę,
    a jutro młodziutką sekretarke w biurze. Tyle, że to nie ma NIC wspólnego z
    miłościa. Jeśli twierdzisz, że możesz kochać kilka osób jednocześnie, to pewnie
    nie zaznałaś spełnienia z jedną osobą, tak jak Waldi (swoją drogą, pasujecie do
    siebie). Bo osoba SPEŁNIONA, kochająca, szczęśliwa, nie myśli o innych
    potencjalnych kandydatach/kandydatkach, nie wygrzebuje z pamięci dawne romanse.
    Poprostu nie rozumiecie słowa "spełnienie"...

    "Kochanie" kilku osób naraz jest równoznaczne z nie kochaniem żadnej z nich, bo
    wtedy się tylko rozdrabniasz i żadnej z nich nie możesz poświęcić swojej uwagi,
    czasu, miłości, namiętności w całości. Ale jak ktoś woli się rozdrabniać,
    zamiast znaleźć jedną jedyną osobę z którą będzie w pełni szczęśliwy i
    spełniony, to już jego problem. Niektórzy wolą oszukiwać siebie i innych, bo
    tak jest ŁATWIEJ.



  • waldek1610 08.04.06, 06:01
    O oszukiwaniu;

    Lepiej oszukiwac siebie niz zone? Feminizm? Co ciekawe wypowiadales(as) sie
    conajmniej 30 razy w tym watku a nigdy nie piszesz o sobie wiec nie sposob
    zgadnac czy jestes kobieta czy mezczyzna? Wydaje mi sie ze szczerzy ludzie
    czesto porownowja do siebie i nie boja sie powiedziec cos na temat na wlasnym
    przykaldzie....


    O spelnieniu;

    Gdybym nie wiedzial co to jest spelnienie, to bym mowil ludziom; "byc z zona,
    niezaleznie czy ja kochasz czy nie" tak jak Ty w kolko powtarzasz. Problem w
    tym ze nie czuje sie spelniony bo nie jestem z kobieta ktora kocham, to jest
    wlasnie spelnienie.



    O milosci (ktora nie ma nic wspolnego z "pieprzeniem");

    Jesli to co czuje do Junko to nie milosc tylko "poped seksualny", to dlaczego
    wciaz ja kocham choc nie widzielismy sie tak dlugo?
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 08.04.06, 07:53
    waldek1610 napisał:

    > Lepiej oszukiwac siebie niz zone? Feminizm?

    NIE. Lepiej nie oszukiwać. Ani siebie, ani innych.

    >Co ciekawe wypowiadales(as) sie
    > conajmniej 30 razy w tym watku a nigdy nie piszesz o sobie wiec nie sposob
    > zgadnac czy jestes kobieta czy mezczyzna? Wydaje mi sie ze szczerzy ludzie
    > czesto porownowja do siebie i nie boja sie powiedziec cos na temat na wlasnym
    > przykaldzie....

    Interesujące jest to, że Pestka też nie napisała ani słowa o sobie, ale nie
    zarzucasz jej "nieszczerości". Żeby być osobą szczerą i móc rozmawiac z innymi
    nie koniecznie trzeba w kółko gadać o sobie i podawać przykłady z własnego
    życia.

    > Gdybym nie wiedzial co to jest spelnienie, to bym mowil ludziom; "byc z zona,
    > niezaleznie czy ja kochasz czy nie" tak jak Ty w kolko powtarzasz.

    Nie czytasz ze zrozumieniem. Nie piszę ""byc z zona, niezaleznie czy ja kochasz
    czy nie", lecz NIE OSZUKIWAĆ. Nie piszę CIERPIEĆ, lecz ZDECYDOWAĆ SIĘ. W kołko
    powtarzam, że należy SZANOWAĆ siebie i innych i albo być z jedną, albo z drugą.

    > Jesli to co czuje do Junko to nie milosc tylko "poped seksualny", to dlaczego
    > wciaz ja kocham choc nie widzielismy sie tak dlugo?

    A w poście obok było o tym, że kochasz żonę. To jak w końcu?
  • waldek1610 08.04.06, 08:37
    Zawsze mowisz w trzeciej osobie. Nie zalezy mi na tym, ale nie jestem pewny jak
    odpisywac do Ciebie ze; "napisalas" czy "napisales"?

    Nie chodzi o to zebys mowil(a) o sobie, ale jesli ktos nigdy nie uzywa
    slowa "ja" to znaczy ze wolisz komentowac zycie innych, a nigdy sama nie
    uzywasz slowa "ja" np, jak w "ja sadze" bo boisz sie personalnych atakow...To
    jest oczywiste.

    Pestka miala racje, bo ja nie oszukuje zony, bo chce zdecydowac raz na zawsze
    czy kocham zone czy Junko, nie podjalem decyzji w przeszlosci i teraz to
    pytanie powraca.

    Nigdy nie ogladam sie za kobietami. A od Junko okazuje sie ze ucieklem, ale
    oszukiwalem siebie, bo myslalem ze to koniec z nia, a jednak nie.
  • agatka_to_ja 08.04.06, 13:53
    waldek1610 napisał:
    > Nigdy nie ogladam sie za kobietami.

    buahahaha.. a to dohbre.. a watki sprzed kilku miesiecy, ktor traktowaly o
    tymn, ze chcialbys przeleciec inne panny, bo ci sie zona nudzi.. bo
    lubisz "jadac w innych restauracjach"??????
    czemu tego nie skomentujesz tchórzu?
    pseudoromantyk z Bożej łaski....
    jedz, bzyknij Junko i nie smęć na forum, bo jestes ŻAŁOSNY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 08.04.06, 18:49
    Radzę moja droga poczytać trochę literatury psychologicznej na temat miłości.
    Być może zweryfikujesz nieco swoje poglądy na ten temat.
    To wszystko nie jest takie proste..Miłość to najbardziej skomplikowane
    zagadnienie z jakim człowiek kiedykolwiek miał do czynienia.Nie spotkałaś sie
    nigdy ze stwierdzeniami:"..myślałam(em),że go(ją) kocham,lecz kiedy spotkałam
    (em) prawdziwą miłość swojego życia,okazało się że to nie było
    to..,albo..wydaje mi się,że go(ją)kocham,ale nie jestem pewna(y)...
    Gdyby było to takie proste,to nikt nie czekałby ze ślubem np. 5 lat
    (okres "chodzenia"),tylko wszyscy robiliby to znacznie szybciej,bo po co czekać
    skoro tak łatwo można stwierdzić:kocham go(ją)najbardziej na świecie i tak już
    zostanie do grobowej deski...
    Zgodnie z tym co mówisz,trzebaby było przyjąć również(bajkową skądinąd)
    teorię,że każdy z nas ma gdzieś na świecie swoją drugą(tylko jedną)połówkę,a
    kiedy ją już odnajdzie to będą się kochać do końca życia...("...i żyli długo i
    szcześliwie").Wyobrażasz sobie co by było gdyby to była prawda?-99,9% ludzi na
    świecie wiodłoby samotny żywot.A jednak jest inaczej,bo takie rzeczy zdarzają
    się tylko w bajkach.
    Prawda jest taka,że tych połówek pasujących do siebie(bardziej lub mniej) jest
    bardzo wiele.Problem zaczyna się w momencie,kiedy spotykamy je na swojej drodze
    życiowej w jednym czasie.
    Cieszę się,że Ty czujesz się szczęśliwa i spełniona,bo tego każdemu życzę.Ale
    nigdy nie mów "nigdy" i nie zarzekaj się,bo nie wiesz co przyniesie
    jutro..Wobec życia trzeba mieć trochę dystansu i pokory a nie wrzucać
    wszystkich i wszystkiego do jednego wora.Uczucie jakim jest miłość to nie
    matematyka,i nie zawsze wszystko jest takie proste.
    To o czym piszę opieram na wieloletnich obserwacjach i doświadczeniu życiowym i
    nie piszę tylko o sobie.
    Postaraj się więc być mniej radykalna w swoich i poglądach i spojrzeć na życie
    szerzej..z należną mu pokorą..Postaraj się zrozumieć również to,że ludzie są
    bardzo różni i niezawsze jest tak,że jeśli czyjeś zdanie różni się od Twojego
    to jest po prostu głupie bądź śmieszne...Wiem,że tak jest najprościej..Ale tak
    zachowują się dzieci w kłótniach(jesteś głupi(a) i zaraz cię opluję), a nie
    poważni dorośli ludzie..
    Musisz zrozumieć,że ile ludzi tyle zdań i spostzrzeżeń na dany temat..-często
    nawet każdy po trosze ma rację.Dlatego trzeba się nauczyć słuchać i rozumieć
    ludzi, a jeśli dojdziesz do wniosku,że na tej właśnie(spornej) płaszczyźnie nie
    dojdziesz nigdy z kimś do porozumienia to zawsze mozesz zakończyć
    dyskusję,choćby stwierdzeniem: w tej kwestii nigdy się nie dogadamy bo ja widzę
    to zupełnie inaczej i nie rozumiem Twojego podejścia,ale szanuję Twoje zdanie i
    niech każdy zostanie przy swoim..
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo szczęścia w miłości.
  • waldek1610 09.04.06, 07:28
    Pestka,
    Nie dziwi mnie to ze Porcupine jak dotad nie odpowiedziala na twoj post...ona
    nie chce brac pod uwage roznych opcji i wariantow, tylko liczy sie jej widzi
    misie...

    Oczywiscie w pewnych kwestiach i Porcupina ma racje; to ze zona cierpi, to jest
    dla mnie bolesne, bo wychodzi na to ze musze zranic albo zone albo siebie...i
    byc moze Junko.

    Ale nawet gdybym zdecydowal sie zostac z zona, ignorujac milosc do innej (co
    jest rzecza niemozliwa...)

    Gdy mysle na zone to jest mi przykro ze tak sie musialo stac, Ale myslac caly
    czas o Junko (zona wie ze cos jest nie tak) zona tej milosci i tak nie czuje
    odemnie bo jestem zawieszony pomiedzy dwoma kobietami...

    Wydaje mi sie tak jakbym wsiadl do nie do tego co trzeba pociagu i zamiast na
    Majorke, jade w przeciwnym kierunku na Rosyjski daleki wschod koleja
    transsyberyjska...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 09.04.06, 21:51
    Jak widzisz już odpisała.Jej żałosną polemikę ze mną skomentowałam pod jej
    postem,więc nie będę się już powtarzać.Wystarczy,że raz zniżyłam się do poziomu
    tej Pani odpowiadając na jej wypociny.
    Pozdrawiam
    P.S.Nie wiem ile z tego co napisałam zrozumiała(z poprzedniej mojej wypowiedzi
    nic).Obawiam się ,że i tym razem będzie podobnie,dlatego też definitywnie
    zakończyłam ten głupawy dialog,ponieważ nie ma on po prostu najmniejszego
    sensu.Tobie radzę zrobić to samo,gdyż tracisz czas,zniżając sie dodatkowo do
    żenującego poziomu jaki reprezentuje ta osoba.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 11:21
    A cóż to tak szanowną pani wkurzyło, że bluzga szanowna pani obelgami niczym
    wściekły pies śliną? Musiało coś mocno pani dotknąć, skoro wywołało aż TAKĄ
    agresję. Interesujące zjawisko... Psychologowie mieli by tu dużo do
    powiedzenia...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:16
    Ciesze sie,ze poczyniles juz tak konkretne posuniecia:)
  • waldek1610 09.04.06, 07:29
    Dzieki, chce to zakonczyc raz na zawsze.
  • waldek1610 07.04.06, 09:35
    Zastanawialem sie dlaczego nasze drogi sie rozeszly i zrozumialem ze nie bylem
    taki zupelnie niemadry wycofujac sie z tego "zwiazku". Czytajac stare listy
    widze 9 miesieczna przerwe w korespondencji od niej. Choc pameitam ze musialem
    dzwonic do niej dosc czesto. Potem jest pare listow zanim ja sie wycofuje, ale
    one sa chlodne i z taka informacja;

    Pisze ze przyjezdza, na studia do USA w tym miesiacu (wrzesniu, ale list
    przyszedl pozniej i czekalem na nowy adress) , ale te studia sa w Seattle w
    Stanie Washinghton... i dziekuje mi za pomoc w wyborze tej uczelni; (co prawda
    wyslalem jej katalogi szkol, ktore maja program 2 leni w kierunku Turystyka,
    ale ona wybrala College na drugim krancu USA, prawie tak daleko jak z Nowego
    Jorku do Europy Zachodniej).

    Ja chcialem zeby chodzila gdziec blizej a Ona wybrala najdalej jak sie da, wiem
    ze bylo to spowodowane tym ze Azjaci zwlaszcza Japonczycy wola studiowac na
    zachodnim wybrzeze USA bo blizej do Japoni, i pozatym stanowia najwieksza grupe
    studentow na Uczelniach w Washinghton State. Wiem ze ona chciala czuc sie
    lepiej majac tzw; swoja Japonska support group..bo tak latwiej.

    Ale chyba to wlasnie minie musialo mnie zdenerwowac, bo ona dobrze wiedziala
    gdzie jest NC a gdzie WA...Proponowlem zeby chodzila do college w moim miescie
    ale ona wybrala, najdalej jak sie da, i pisze ze mozemy sie spotkac w czasie
    feri zimowych lub wiosennych bo ma 7-9 dni wolnego..

    W tamtym czasie mialem juz dosc czekania i dlatego ze nie pisala przez 9
    miesiecy za wyjatkiem krociotkich listow, zaczalem szukac innej dziewczyny pare
    miesiecy wczesniej.

    Powiedz mi czy dziewczyna ktora chce byc z jej chlopakiem, po 1.5 wreszcie
    przyjezdza do USA ale wybiera sie na studia 2 tysiace mil od swojego
    chlopaka...na drugim krancu USA? Chyba zalezalo jej bardziej na szkole i
    karierze niz na mnie? Jak sadzisz?

    Ona wiedziala ze College trwa 2 lata i ja nie moge zmienic bazy wojskowej..
    Chyba jednak nie zalezalo jej na mnie tak bardzo bo nie napisala; "Przyjezdzam
    do Ciebie nareszcie"..tylko "Przyjezdzam do USA na studia w Stanie
    Washinghton!!!"
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:00
    Ten post wręcz ocieka nieukrywanym egoizmem. Jest to typowa wściekłość
    zranionego szowinistycznego męskiego ego - jak ona śmiała przyjechać na studia
    na inny koniec Stanów zamiast DO MNIE? jak ona może mieć inne plany niż tylko i
    wyłącznie związane ZE MNĄ? jak ona śmiała napisać, że jedzie "na studia",
    zamiast DO MNIE? I to po tym, jak ja dałem jej 1000% mojej miłości!!!

    Nigdy nie przyszło Ci do głowy cieszyć się sukcesami Junko? Cieszyć się, że w
    ogóle przyjeżdża (a przecież nie miała takiego obowiązku), że udało się jej
    dostać się na studia (pewnie na wymarzony kierunek na wymarzonej uczelni)? Nie
    pomyślałeś o tym by życzyć szczęścia osobie, którą ponoć "kochałeś"? Nie? No bo
    jak można życzyć komuś szczęścia, skoro jej szczęście nie jest związane Z TOBĄ?
    A miłość wyklucza TAKI egoizm...

    Wiesz, miłość wcale nie oznacza "bądź szczęśliwy ZE MNĄ", tylko poprostu -
    "bądź szczęśliwy". Może warto zastanowić się nad różnicą tych dwóch życzeń...
  • waldek1610 07.04.06, 11:28
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > Wiesz, miłość wcale nie oznacza "bądź szczęśliwy ZE MNĄ", tylko poprostu -
    > "bądź szczęśliwy". Może warto zastanowić się nad różnicą tych dwóch życzeń...


    Taka milosc to milosc chrzescijanska, ale nie ma nic wspolnego ze zwiazkami
    kobiety z mezczyzna...

    Przeciez jesli kochasz to starasz sie dojsc do kompromisu i zbalansowac swoje
    plany i potrzeby z planami i potrzebami osoby ktora kochamy. Zgodze sie z tym
    ze egoizm jest negatywnym zjawiskiem.

    Wiesz, oczywiscie ze kobieta nie musi pozocic wlasnych planow zyciowych i
    poswiecic sie partnerowi, wcale od niej tego nie wymagalem.

    Jednak nie bierzesz pod uwage tego ze oszukujesz faceta jesli chcesz zeby
    czekal na Ciebie, 2-4 lata a nie bierzesz pod uwagi tego ze to czekanie
    kosztuje wiele nerwow, bo zycia i milosci nie da odlozyc sie na polke i siegnac
    po nia po latach gdy juz bedziemy to potrzebowac.

    Czlowiek i milosc to nie ksiazka...jest to raczej delikatny kwiat ktory wymaga
    nawadniania i troski w innym przypadku umrze...

  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:38
    waldek1610 napisał:

    > Taka milosc to milosc chrzescijanska, ale nie ma nic wspolnego ze zwiazkami
    > kobiety z mezczyzna...

    Taka miłość, to miłość spełniona, radosna i trwająca wiecznie. Nie ma to NIC
    wspólnego z chrześcijaństwem, bo "miłość" chrześcijańska nakazuje "kochać"
    wszystkich dookoła, co jest poprostu nie możliwe, bo kochając wszystkich nie
    kochasz nikogo.

    Miłość, o której piszę, jest realna i ma WSZYSTKO wspólne ze związkami kobiety
    z mężczyzną. To, że TY jej nie doświadczyłeś, nie znaczy, że ona nie istnieje.
    Zbyt pochopnie przeczytałeś te słowa, nie analizując ich treści...
  • waldek1610 07.04.06, 11:46
    Czyli weglug Ciebie powinno byc tak; Kocham Ciebie ponad zycie dlatego Ciebie
    nie potrzebuje, mozesz nawet nie pisac przez rok, wystarczy mi ze popatrze
    sobie codziennie na twoje zdjecie i jestem happy?


    Rozumiem jesli ktos jest na wojnie albo w niewoli, ale jesli zyje w
    cywilizowanym kraju, to nawet z daleka mozna dac dowody jesli nie milosci to
    przynajmniej troski...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:12
    Wiesz...wydaje mi sie,ze Junko po prostu w tamtym okresie swojego zycia byla
    maksymalnie nastawiona na kariere i edukacje.Wszystko inne natomiast, schodzilo
    na boczne tory.Musisz zrozumiec,ze czlowiek w tym wieku to jeszcze prawie
    dziecko.. Wiec to,ze wybrala studia na zachodnim wybrzezu USA,tam gdzie miala
    grupe wsparcia w postaci rodakow,akurat wcale mnie nie dziwi.Swiadczy to
    jedynie o zdrowym rozsadku i inteligencji tej dziewczyny.
    To co robila nie oznaczalo wcale,ze Cie nie kocha a jedynie to,ze w tamtym
    okresie miala w zyciu inne priorytety i nie chciala aby cokolwiek lub
    ktokolwiek stanal na drodze do jej kariery.
    Moze ona chciala wystawic Cie na swego rodzaju probe,i przekonac sie czy
    bedziesz sklonny(skoro twierdziles ze tak bardzo Ci na niej zalezy),poczekac na
    nia do konca studiow,i cieszyc sie rzadkimi spotkaniami w czasie ferii lub
    wakacji.Moze dla niej to wlasnie oznaczaloby prawdziwa milosc??
    Trudno odpowiedziec jednoznacznie na Twoje pytania,poniewaz byc moze ona sama
    tak naprawde nie wiedziala jeszcze czego chce..
    Jedno jest pewne-napewno nie pozostawales jej obojetny,bo zadna dziewczyna nie
    stawia byle komu pytan:czy mozesz na mnie poczekac..?lub nie mowi:chce zebys
    zostal moim kochankiem..
    Mysle,ze byles kims naprawde waznym w jej zyciu,ale byc moze nie przetrwales
    proby czasowej na ktora Cie wystawila..?
  • waldek1610 07.04.06, 13:03
    A ja myslalem ze poprostu ona mnie ignoruje bo nie ma serca...Uwierz mi ja
    potrafie czytac pomiedzy liniami, i jesli napisala by cos co sugerowalo by ze
    jej na mnie zalezy to napewno bym to zauwazyl. Skad mialem wiedziec ze dla niej
    milosc to jest czekanie, skoro nie pisala ani slowa o milosci, ani uczuciach,
    jedynie wdziecznosci za prezentu, za to ze jej mowie mile slowa. Ale przeciez
    zamiast dziekowac mozna odwdzieczyc sie, czyms specjalnym. Ja nie potrafilem
    sie dopatrzyc zadnych wysilkow z jej strony...

    To ze kiedys na poczatku powiedziala mi ze chce byc moja kochanka, to nie wiele
    znaczy dla Japonki, uwiez mi studjowalem kulture i obserwowalem ich gdy tam
    bylem. Zreszta nie bylem pierwszym ale drugim "mezczyzna" Junko, a ten pierwszy
    tylko z nia mial seks i moze spotkala go pare razy, potem zadnej znajomosci,
    zadnych uczuc z jego strony.

    Wiem ze Japonki traktuja seks troche przedmiotowo, i dla nich to ze oddaja
    swoje cialo nie znaczy ze oddaja swoje serce. Zreszta zaraz po tym gdy po raz
    pierwszy przespalismy sie ze soba, gdy wyszlismy na miasto ona usmiechnela sie
    do mnie i zapytala; "Did you have fun?"...A na mnie to wywarlo sakramentalne
    wrazenie, bo myslalem ze nie kochala by sie z kims kogo nie lubi...ale chyba
    sie mylilem.

    Wiem ze Junko ogladala wiele filmow amerykanskich i znala kulture zachodnia,
    wiedziala ze ludzie z zachodu potrzebuja wiecej konkretow, romantyzmu,
    poswiecen....w postaci nie czekania...a nie poswiecen w postaci czekania!!!!!
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 14:18
    Filmy filmami moj drogi a kultura kultura.Ona zachowywala sie tak,jak zostala
    wychowana i nie patrzyla na to czego potrzebuja ludzie innych kultur,aby okazac
    im milosc.
    Wiem ze Japonki traktuja seks jak sport i niekoniecznie wiaze sie to u nich z
    uczuciem.Dla mnie dowodem na to,ze byles dla niej kims waznym(choc w tamtym
    okresie ona nie bardzo potrafila jeszcze sprecyzowac to uczucie),jest to,iz
    zapytala czy bedziesz na nia czekac.
    Piszesz,ze umiesz czytac miedzy wierszami-zwroc wiec uwage na to jedno zdanie-
    czekaj na mnie..-wlasnie ono swiadczy o tym jak waznym mezczyzna byles w jej
    zyciu...
    Wierz mi,ze gdyby chodzilo jej jedynie o seks to niezawracalaby sobie glowy
    pisaniem listow do Ciebie(nawet bardzo rzadko),ale poszukala kogos kto jest"pod
    reka".
    Wydaje mi sie,ze ona po prostu chciala byc z Toba szczera.Nie deklarowala
    milosci,bo pewnie nie wiedziala czy to juz wlasnie TO,ale pisala do Ciebie jak
    do przyjaciela,dzielac sie swoimi sukcesami.
    To ze pisala:"wreszcie przyjezdzam do Stanow i bedziemy mogli sie spotkac",jest
    rowniez dowodem na to,iz caly czas pamietala o Tobie i byles dla niej kims
    wyjatkowym.
    Sadze,iz chciala aby czas i kolejne(choc rzadkie spotkania),pokazaly czy
    jestescie dla siebie stworzeni.
    Podkreslam raz jeszcze-moim zdaniem ona kochala Cie,chociaz nie do konca
    zdawala sobie z tego sprawe i nie chciala aby cokolwiek zmacilo jej plany
    zwiazane z kariera i edukacja.
    Priorytetem dla niej byla szkola,a Ty...chciala chyba aby wszystko potoczylo
    sie wlasnym torem,aczkolwiek pozwalala ewoluowac temu uczuciu,piszac przeciez
    do Ciebie..
    Wiem,ze nie byly to listy milosne,jednak sam fakt,ze podtrzymywala znajomosc z
    kims z kim spedzila 5 dni swojego zycia,swiadczy o tym,ze miala Cie gdzies
    gleboko w swoim sercu i czekala na dalszy rozwoj zdarzen...
  • waldek1610 08.04.06, 06:25
    Chyba jednak mnie przecenila, albo raczej za-testowala na smierc.... Nie wiem
    moze to moja naiwnosc spowodowala ze wogole wplatalem sie w taka znajomosc, w
    takich okolicznosciach, z taka mloda osoba. Faktem jest to ze wcale jej nie
    szukalem tylko sama mi spadla z nieba, i dlatego tak szybko, spontanicznie sie
    w niej zakochalem, a moze zapatrzylem i chcialem ja zaglaskac na smierc...nie
    wiem jak to nazwac?

    Jeszcze jedno; ona zapytala sie mnie gdy ja spotkalem w Osace dokladnie tak;
    czy potrzebuje dziewczyny teraz? Czy moge/potrafie poczekac (na dziewczyne)?
    Powiedziala, "mysle ze mozemy byc kochankami"...Wiec moze chodzilo o zwykle
    spotykanie sie z chlopakiem, dates, randki a nie o glebokie uczucie, wiesz w
    jej wieku dziewczyny w ten sposob sie dowartosciowuja.

    Nie zrozum mnie zle, byla cudowna, madra, i ladna dziewczyna z wdziekiem, ale
    zawsze powtarzala ze nie jest typem modelki, i bardzo ja to martwi. Wiec moze
    tylko lubila mnie bo obsypywalem ja lawina komplementow, zreszta nie klamalem
    naprawde mi sie podobala.

    Moze masz racje ze mnie kochala, (nie chce zwierzac sie z wszystkich
    szczegolow) ale sama zapytala sie; "Mozesz mnie pocalowac?" gdy kochalismy
    sie...

    Sam nie wiem, kiedys gdy bylismy w sklepie muzycznym, zalozyla mi na glowe
    suchawki, zebym posluchal pisosenki, byla w jezyku angielskim, i dziewczecy
    glos spiewal; "I wanna be your girl".... Moze rzeczywiscie byla mloda i nie
    potrafila jeszcze sama okreslic, co czuje, czego odemnie chce.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 08.04.06, 16:30
    Widzisz..to że byliście ze sobą tak krótko,i to że Junko była tak młoda ,nie
    może dawać Ci 100%-owej pewności co do intencji jej uczuć.Możesz sie jedynie
    opierać na własnej intuicji i kierować głosem serca.Bo to Ty sam powinieneś
    wiedzieć najlepiej(albo choćby przypuszczać),co mówiły jej
    oczy,gesty,spojrzenia..
    Sytuacja ze sklepu muzycznego,którą tu przytoczyłeś,jest właśnie jednym z
    dowodów na to,że nie pozostawałeś jej obojętny.Chciała Ci to jakoś dać do
    zrozumienia-delikatnie i subtelnie..Chciała Ci powiedzieć,że nie traktuje
    Ciebie jedynie jak przelotną znajomość(czy kochasia na jedną noc),lecz że
    jesteś dla niej kimś bardzo ważnym.
    To wszystko jednak wydarzyło się lata temu,trudno więc precyzyjnie
    interpretować wydarzenia z przeszłości,a tym bardziej oczekiwać,że sytuacja nie
    uległa zmianie.
    Jeśli jednak to właśnie ona jest TĄ JEDYNĄ,to czas nie ma tu najmniejszego
    znaczenia.
    Jedyne co możesz(a wręcz musisz zrobić)w zaistniałej sytuacji,to skontaktować
    się z nią,jak najprędzej to tylko możliwe-wtedy wszystko się wyjaśni.
    Domyślam się,że to co musisz teraz zrobić wymaga niemałej odwagi i
    poświęcenia,ale jeśli chcesz w końcu zaznać spokoju i spełnienia to nie masz
    innego wyjścia:)
    Osobiście jestem dobrej myśli,gdyż sama jestem kobietą i wiem,że na prawdziwą
    miłość jesteśmy w stanie czekać choćby całe życie...
  • waldek1610 09.04.06, 06:38
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Jeśli jednak to właśnie ona jest TĄ JEDYNĄ,to czas nie ma tu najmniejszego
    > znaczenia.


    Dokladnie tak samo mysle i ja!!! Mysle ze skoro ja na nia czekalem dosc dlugo,
    niebedac do konca pewnym ze to bedzie milosc odwzajemniona, spelniona, to i ona
    tez poczeka, skoro czekanie nie sprawialo jej rzadnych trudnosci wtedy...
    (przynajmniej nie dawala po sobie poznac braku cierpliwosci).


    > Jedyne co możesz(a wręcz musisz zrobić)w zaistniałej sytuacji,to skontaktować
    > się z nią,jak najprędzej to tylko możliwe-wtedy wszystko się wyjaśni.
    > Domyślam się,że to co musisz teraz zrobić wymaga niemałej odwagi i
    > poświęcenia,ale jeśli chcesz w końcu zaznać spokoju i spełnienia to nie masz
    > innego wyjścia:)


    Mam nadzieje ze jej rodzice mieszkaja pod tym samym adresem co przez 7-mioma
    laty, i jej przekaza list ktory wyslalem 3 dni temu, list idzie 8-10 do Japoni.
    Mam powody sadzic ze nie jest jeszcze mezatka, ale sadzac po jej wymaganiach co
    do malzenstwa, to ma bardzo wysokie. Pozatym powiedziala ze chce wyjsc za maz
    nie wczesniej niz gdy bedzie miala 27 lat (najpierw kariera), i wlasnie niecale
    2 miesiace temu skonczyla 27.

    Rowniez udalo mi sie zwerbowac 30-sto letnia Japonke z Osaki, na jednej z
    angielskojezycznych web sites poswieconych Japoni. Ktora juz obiecala ze pomoze
    mi odnalezc Junko. Wydaje sie bardzo pomocna, ktos mi ja polecil, i okazuje sie
    ze jej pasja jest pomaganie ludziom z zagranicy, poznac, pokochac Japonie,
    kulture itd. Trzymam kciuki! Obiecalem ze ja zaprosze do najlepszej restauracji
    razem z Junko oczywicie, i bedzie moja najlepsza przyjaciolka..jesli znajdziemy
    Junko, a ona mieszka w tym samym miescie!


    > Osobiście jestem dobrej myśli,gdyż sama jestem kobietą i wiem,że na prawdziwą
    > miłość jesteśmy w stanie czekać choćby całe życie...

    Tak tez mi sie wydaje, choc nie jestem kobieta :) Mam nadzieje ze sie jeszcze
    spotkamy z Junko, chcialbym przynajmniej zachowac sie fair wobec niej, i
    wytlumaczyc jej co sie stalo, sadze ze gdyby nie bylo tak trudno miec long
    distance relationship, to obylo by sie bez takich dramatycznych zdarzen, mam
    nadzieje ze Ona to zrozumie.

    Mysle ze przedtem bylem w stanie dac jej wszystko i mialem wiecej do
    zaoferowania, teraz bedzie mi trudniej, ale kieruje sie zasada "jesli kochasz
    to potrafisz sie poswiecic dla partnera/ki", i problemy natury poza- uczuciowej
    nie powinny byc wazne.

  • sibiriaton 06.04.06, 13:21
    wietrze ścieme, koles z Marines nie moze miec na imie WALDEK!!!
  • waldek1610 07.04.06, 00:56
    sibiriaton napisał:

    > wietrze ścieme, koles z Marines nie moze miec na imie WALDEK!!!


    tak, samo jak doradca bylego prezydenta USA, nie moze miec na imie
    Zbyszek :)....a jednak.

    Pozatym mialem dwoch znajomych Polakow w Marines o imieniu Przemek, i
    Wojtek....pierwszego nazywali ...John :)

    Nie szczegolnie lubie angielskie imie Wally... Ale to fakt tak nazywla mnie
    Junko, ale to bardziej z uwagi na to ze w jezyku angielskim nie ma polskiego
    dzwieku "W" ani nawet litery "L". Wiec Valdek jest nie do wymowienia, i raczej
    kazdy japoczyk mowil by; "Bardek-u"

  • waldek1610 07.04.06, 01:27
    Powinno byc; w jezyku Japonskim nie ma polskiego dzwieku; "W" ani litery "L"
    wiec Waldek po japonsku brzmi....Bardek-u :) A Wally jest latwiej.

    Dla ciekawostki, Junko powiedziala mi ze Polska to Japonsku nazywa
    sie "Porando":)
  • elamodela 07.04.06, 09:39

    One day in your life
    said love would remind you
    yeah yeah yeah
    how could you leave it all behind
    oh oh oh yeah
    one day in your live
    it's gonna find you
    with the tears that left me cry...

    ;P
  • waldek1610 07.04.06, 10:23
    Piosenki nie klamia,zwlaszcza te o milosci....
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 07.04.06, 12:22
    Przejrzyj posty powyzej-znajduje sie tam odpowiedz na pytanie,ktore mi
    postawiles.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 22:26
    waldek1610 napisał:

    > Tak mysla tylko komputery i ..krowy, ludzie moja droga...czesto sie myla.

    Jakżesz wiele znam "krów" i "komputerów", szczęśliwych ze sobą od wielu lat,
    spełnionych, szanujących się nawzajem, nie rozdrabniających się na "miłostki"
    i "romansiki", wiedzących co jest ważne...

    > Może dla mnie ta jedna jedyna byla tylko Junko? Ale ucieklem od
    nieszczesliwej
    > milosci?

    Niepewność? W miłości jej nie ma. W miłości jest pewność, że ta osoba jest
    jedyna. Nie ma nadziei, że "może ta", że może się uda. Jest PEWNOŚĆ ijakaś
    intuicyjna WIEDZA.

    A skoro piszesz, że "uciekłeś" od nieszczęśliwej miłości, to po co chcesz teraz
    do niej wrócić?

    > Moja droga

    Na szczęście nie jestem ani "Twoja" ani "droga".

    > Zadna Japonka ani Polka jej nie zastapi

    Nawet żona... I tym zdaniem sam potwierdzasz, że jednak nie da sie "kochać"
    dwóch kobiet naraz, i że żona jednak nie jest tą osobą z którą chciałbyś być.
    Więc po co oszukujesz wszystkich?

    > oddalem serce i juz nie ma drogi odwrotu, no chyba ze ona to serce odrzyci
    raz
    > na zawsze.

    Moment, no to "oddałeś i nie ma odwrotu", czy jednak uzależniasz to od JEJ
    decyzji? Jedno przeczy drugiemu. Ale jedno jest jasne - żonie serca nie oddałeś
    i juz nie oddasz (chyba że na siłę, ale to nie to samo). Więc po co nadal
    oszukujesz żone? Po co z nią jesteś, skoro Twoje serce nigdy do niej nie
    należało?

    > Zajomosci i romasow bylo wiecej, ale milosci nie da sie tak poprostu kopnac w
    > tylek ...w imie wygody, a bo ze tam ma byc bo jest juz zapozno? Tam mysli
    ktos
    > niesamowicie prymitywny, i krzywdzi swoja zone, decydujac sie ze bedzie
    > probowal zapomnac prawdziwa milosc, prawdziwej milosci nigdy sie nie da
    > zapomniec.

    Nie, to nie tak. Żonę się krzywdzi właśnie poprzez rozpaniętywanie dawnej
    miłości za jej plecami, poprzez zakładanie przywatnej skrzynki i wysyłanie
    listów w tajemnicy od niej. Żonę się krzywdzi poprzez trwanie w związku z nią i
    jednoczesne myslenie o innej kobiecie. Zdrada małżeńska, to nie tylko seks z
    inną kobietą, lecz takie właśnie myślenie o niej, jakie Ty uprawiasz w stosunku
    do Junko.

    > Jesli Junko odpowie, i pokaze ze tym razem ona sie o mnie stara, i to ona
    > rozniez na mnie czekala , jak ja na nia czekalem kiedys...wtedy bedzie to
    znak
    > ze to prawdziwa milosc.

    "Prawdziwa miłość", która w 100% jest uwarunkowana decyzja Junko. Bo Ty nie
    jesteś pewny ani siebie, ani swoich uczuć. BO WCALE NIE ZNASZ SIEBIE! A jeśli
    Junko nie odpowie, wtedy będziesz dalej tkwił u boku kochającej żony, póki znów
    nie nawiedzi Ciebie kolejny sen o kolejnej wielkiej niespełnionej "miłości" z
    przeszłości. Poprostu nie wiesz czego chcesz i kogo kochasz i czy kochasz w
    ogóle...
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 08.04.06, 01:04
    waldek1610 napisał:

    > mozna kochac dwie kobiety naraz, nie jest powiedziane ze mozna kochac tylko
    > jedna.



    > Oszukiwal bym zone gdybym z nia byl kochajac inna. Ja sadzilem do tej pory ze
    > kocham zone, ale milosc z przeszlosci upomniala sie o swoje, pojawiajac sie z
    > niesamowita moca dobiero niedawno.
    >
    > Wiec to ja jestem przegrany w tej chwili.

    Biedny, pokrzywdzony przez los Waldi. Pokrzywdzony też przez żone, która
    zadecydowała i "wybrała" Ciebie.

    > jestem z kims
    > z moze przez przypadek, ale jej nie oszukiwalem, bo ze kocham inna
    dowiedizalem
    > sie dopiero pare tygodni temu pod wplywem snu...

    Czyli sen silniejszy od WOLI, sen silniejszy od WIEDZY, wreszcie sen silniejszy
    od CIEBIE, skoro to właśnie sen uświadamia Ci twoje własne uczucia o których
    przecież "zapomniałeś". Ty sam nie jesteś w stanie określić to co czujesz, lub
    nie czujesz, i tylko sen potrafi Ci "uświadomić" głębię Twoich uczuć. Genialne!

    > Tak na marginesie jestes kobieta czy facetem?

    Ta wiedza jest aż tak istotna dla Ciebie, że nie możesz prowadzić dyskusji nie
    uzyskawszy właściwej odpowiedzi?

    > Dlaczego uczucia mojej zony stawiaz bezdyskusyjnie ponad moimi uczuciami?

    Niczego nigdzie nie stawiam. Tylko przypominam Ci, że jak na razie, jesteś
    jeszcze w zwiazku zwanym "małżeństwem", a to oznacza, że jest w tym związku
    oprócz Ciebie jeszcze jedna osoba, o uczuciach której nie pomyślałeś. Z Twojego
    oburzenia w tym zdaniu, oraz ze wszystkich postów wynika dość oczywiście, że
    nie darzysz żony należnym szacunkiem. Od samego początku była Twoją "second
    best". Jesteś z nią tylko dla tego, że to ona Ciebie bardzo chciała i wybrała,
    a nie dla tego, że ją kochałeś ponad wszystkie kobiety świata. Nie uważasz, że
    o wiele uczciwiej było by odnawiać znajomość z Junko (lub komkolwiek innym) już
    PO rozstaniu się z żona? Nie, TY tak nie uważasz, bo TY chcesz się idealnie
    zabezpieczyć - odszedłbyś tylko i wyłącznie wtedy gdy Junko by Ciebie
    zechciała, a nie dla tego, że nie jestes do końca spełniony z żona. Bo
    wyznajesz teorię, że lepiej jakakolwiek żona niż odnalezienie prawdziwego
    szczęścia i miłości, w których istnienie nawet nie wierzysz...

    A więc z takim podejściem do milości nie masz szans zaznać co to jest prawdziwe
    całkowite spełnienie z kobietą.
  • waldek1610 08.04.06, 07:49
    Porcupine,
    Jesli juz odpowiadasz na moj post, odpowiadaj pod wlasciwym postem, a nie
    probuj przeskakiwac na sam koniec, zeby uciec od moich watkow z trudnymi
    pytaniami...manipulujac, i wyjmujac moje slowa z kontestu, tak zeby wyszklo ta
    twoje.

    Nie lubie ludzi ktorzy stosuja takie tricki...
  • agatka_to_ja 07.04.06, 22:36
    HAHAHA... tak, jak myslalam.. WAldiemu znudzila sie zoneczka i ma
    zamiar "ruchnąć" Junko.
    Pod pozorem "romatycznego rozdarcia" prawdopodobnie probuje na nas wymóc słowa,
    ktore wypowiada naiwna pestka "WAldemarku, odnajdz Junko,to twoja prawdziwa
    milosc"... szkoda, ze pestka nie czytała wypowiedzi WAldka sprzed kilku
    miesiecy, gdzie pisal, ze ma ochote na inne kobiety i ze szkoda jego
    umiejetnosci i ciala na jedna tylko kobiete...

    Waldek teraz chce chyba od nas "blogosławienstwa" dla jego niewiernosci i
    zdania "Waldi, jedz do Junko, zalicz ją, to ona jest prawdziwa miloscia..."

    tylko gdzie tu miejsce na przysiege malzenska?

    moze pisze brutalnie, ale szczerze.. bo mam dosc "miauczenia", skomlenia i
    ponizania sie tej amerykanskiej gnidy, ktora mysli rozporkiem, a probuje
    zgrywac romantyka...
    nic tylko rzygać.......
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 08.04.06, 01:06
    BRAWO, Agatka!
  • waldek1610 08.04.06, 06:40
    Gdy przeczytalem "wojownicza" jak zawsze wypowiedz Agatki i zobaczyelm ze
    odpowiedziala jej Porcupine, to sobie mysle pewnie zaraz bedzie; "Brawo,
    Agatka!!!"

    No i sie nie mylilem :)


    P.S Agatka, tak "te oczy nie klamia"... zobaczylem w nich cos z czarownicy,
    wiedzmy. To nie sa oczy dobrej osoby...sorry Agatka.

    Gdybym Ciebie zobaczyl na ulicy To bym Ciebie omijal szerokim lukiem.
  • agatka_to_ja 08.04.06, 13:50
    oh, WAldi, przykro mi, ze ODKRYŁAM TWOJE OPRAWDZIWE ZAMIARY

    nich ci pestka pisze, zez masz odnalezc swoja "ukochana"... ukochaną czym?
    penisem?

    a moje oczy nie musza ci sie podobac - podobaja sie mojemu mezowi oraz wielu
    innym osobom :)
    a do czarownicy zdecydowanie mi daleko.
  • waldek1610 09.04.06, 07:07
    Agatka,
    Jak zawsze mylisz seks z miloscia. Gdy mysle o Junko to staje mi
    raczej ....serce (a nie penis), jest to takie samo uczucie gdy czlowiek sie
    zakocha, i prawie nic innego nie jest w stanie go zainteresowac. Pomysl od 5
    lat ogladam ten sam dziennik na BBC i ABC, bo to jest moje ulubione zrodlo
    informacji, a ostatnio to nawet niewlaczam telewizora, nie moge tez wiele
    namalowac...



    agatka_to_ja napisała:

    > a moje oczy nie musza ci sie podobac - podobaja sie mojemu mezowi oraz wielu
    > innym osobom :) a do czarownicy zdecydowanie mi daleko.

    Maz lubi kobiete z grozne wyrazem twarzy? Wyglada to tak jakbys chciala kogos
    zahipnotyzowac, i potem odprawiac jakies czary...
  • agatka_to_ja 09.04.06, 11:28
    i nagle tak sie zakochales? we wspomnieniu sprzed lat?
    to żałosne.. i dowodzi, ze nigdy nie kochales swojej zonyjedz do tej Japonii,
    zalicz unko, moze ci przejdzie.. i mam nadzieje,ze zona kopnie cie porzadnie w
    dupsko..

    a ja nie mam groznego wyrazu twarzy, ale bardzo lagodny :) wiec mnie nie
    oceniaj, skoro mnie nie widziales... ale hipnotyzowac wzrokiem? musze
    sprobować..
  • waldek1610 09.04.06, 12:52
    Przysiega malzenska, jako taka istnieje tylko w kosciele (katolickim).

    Wedlug prawa cywilnego czlowiek nie ma obowiazku pozostania w malzenstwie na
    zawsze, przeciwko wlasnej woli. Taki nakaz nie istnieje we wspolczesnym prawie.

    Jesli mowimy o zasadach moralnych, to pozostawanie w zwiazku malzenskim w
    ktorym nie ma milosci jest niemoralne, gdy robimy to jedynie z przymusu. Moze
    wedlug Ciebie rozwody nie powinny byc dozwolone?

    Rozwody sa uznawane przez prawo z roznych powodow; brak milosci (emocjonalnego
    zaangarzowania jednego z partnerow)jest wystarczajacym powodem. Jesli to zona
    by mnie zostawila, to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje
    milosci z laski.

  • agatka_to_ja 09.04.06, 12:59
    Waldi, to nie piernicz, ze kochasz zone.. bo jej NIE KOCHASZ!
    masz ochote na inna kobiete - jej TEZ NIE KOCHASZ!!!!!!! Kochac najwyzej mozesz
    wspomnienie o niej
    A to, ze nagle zainteresowaloes sie Junko oznacza tylko to, ze po prostu
    ZNUDZILES SIE ŻONĄ!!!!!!!!
    WIEC skoncz zgrywac romatyka, bo myslisz tylko swoim marnym penisem

    jedz, zalicz Junko, zalicz tez jej kolezanke, ktora pomoze ci ja odnalezc ( po
    wspolnego romantycznej kolacji mpoze nawetr zaliczysz obie naraz).. i bedziesz
    szczesliwy.. ale ROMATYZMU to tu nie ma NIC!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 09.04.06, 19:24
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Radzę moja droga poczytać trochę literatury psychologicznej na temat miłości.
    > Być może zweryfikujesz nieco swoje poglądy na ten temat.

    Nie jestem ani "twoja" ani "droga", Waldkowi to też już raz było tłumaczone.
    Piszecie w tym samym "stylu".

    Na temat miłości nie muszę czytać żadnej literatury. Żeby kochać i rozumieć
    miłość nie potrzebne są podręczniki, książki, czy porady "życzliwych"
    forumowiczek. Trzeba poprostu KOCHAĆ. Trzeba to mieć w sobie. Niektórzy
    potrafią to robić bez podpowiedzi innych, bo kieruja się własną wolą i
    intuicją. Niektórym żadne rady nawet nie pomogą. Ty wolisz czytać i pouczać, ja
    wolę ŻYĆ i CZUĆ i KOCHAĆ.

    > Zgodnie z tym co mówisz,trzebaby było przyjąć również(bajkową skądinąd)
    > teorię,że każdy z nas ma gdzieś na świecie swoją drugą(tylko jedną)połówkę,a
    > kiedy ją już odnajdzie to będą się kochać do końca życia...("...i żyli długo
    i
    > szcześliwie").Wyobrażasz sobie co by było gdyby to była prawda?

    1) twierdzisz, że jest "bajkowa", bo Tobie czy Twoim znajomym się nie udało?
    Bo "większości ludzi" się nie udaje? Ale to, że Ty czegoś nie doświadczyłaś,
    wcale nie wyklucza istnienia tego czegoś. Inni znajdują swoje połówki, bo
    wierzą w ich istnienie i nie rozdrabniają się na "miłostki" i "romansiki", lecz
    słuchają własnej intuicji. Tacy znajdują spełnienie w miłości. Tacy potrafią
    kochać. Do końca życia... Większość nie ma cierpliwości i nie zna siebie
    samych. Dla tego raz wydaje im się, że kochają "Junko", następnym razem myślą
    że kochają "żonę", później znów wymyślą, że kochają jeszcze jakąś inną kobietę.
    Bo przecież według ich teorii można kochać kilka osób naraz. Tylko czemu
    właśnie te osoby nigdy nie czują się spełnione? Czemu właśnie im czegoś brakuje
    w ich związkach? Czemu to oni właśnie rozwodzą się, zdradzają, lub wciąż
    szukają? Bo nie wierzą, że można kochać całym sobą jedną jedyną osobę przez
    całe życie. Bo nie pragną tego, nie starają się, nie chcą tego.

    2) tak, wyobrażam sobie, co by było, gdyby to była prawda. Człowiek był by o
    wiele bardziej szczęśliwy i spełniony, świat był by o niebo lepszy. Nie było by
    tyle brudu i świństwa wśród ludzi. To proste.

    > Postaraj się więc być mniej radykalna w swoich i poglądach i spojrzeć na
    życie
    > szerzej..z należną mu pokorą

    "Pokora" kojarzy mi się ze wszystkim, co najgorsze w tym kraju Polo-Katolo (bo
    przede wszystkim, od takich osób najczęściej słyszy się o "pokorze"), kojarzy
    się też z PASYWNOŚCIĄ. A więc dziękuję za Twoją radę, ale nie skorzystam z
    niej. Ja nie muszę "patrzeć na życie", ja ŻYJĘ. Jest różnica między czytaniem o
    miłości, a KOCHANIEM. Tak samo jest różnica między patrzeniem na życie, a
    ŻYCIEM.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 09.04.06, 21:24
    "Porwałaś"moją wypowiedź na części,wybierając jedynie najbardziej dogodne dla
    Ciebie zdania,aby móc ze mną polemizować(żałosne posunięcie..).Podkreślę w tym
    miejscu,iż to co wybrałaś, ma się nijak do wydźwięku całości wypowiedzi.
    To utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu,iż jesteś osobą,która nie potrafi
    dyskutować ani słuchać.Potrafisz jedynie wygłaszać własne monologi,które mają
    się nijak do treści wypowiedzi przedmówcy.Nie na tym polega dialog.
    Jak już pisałam w poprzednim poście:zawsze staram się słuchać,a przede
    wszystkim zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka.Muszę to jednak rozwinąć-
    nie rozmawiam z osobami,których poziom intelektualny sprowadza się do tego,iż
    potrafią jedynie narzucać komuś swój punkt widzenia(krytyką i złośliwościami),a
    jedyny sposób rozmowy to czepianie sie pierdół(odniosłaś sie powtórnie do
    zwrotu grzecznościowego,powszechnie używanego w Twoim języku ojczystym,którego
    używamy niekoniecznie odnosząc się do kogoś kogo uważamy za "swojego" lub
    drogiego nam..-jaki to ma związek z tematem rozmowy?),odwracanie kota ogonem
    (odchodzisz wciąż od myśli przewodniej wypowiedzi przedmówcy,plotąc jakieś
    pierdoły,które przyjdą Ci do głowy-mianowicie banały na temat życia i jak to
    powinno się ŻYĆ a nie czytać na temat życia..<jakbym słyszała moją ograniczoną
    ciotkę>)
    Cała ta pisanina z Tobą to zwykła strata czasu,bo Ty po prostu nie potrafisz
    dyskutować więc jaki jest sens rozmowy z Tobą?Odpowiadam-sensu brak.
    Nie widzisz nic poza czubkiem własnego nosa,a to co Ty uważasz za słuszne jest
    wg Ciebie jedyne i właściwe.Tymi właśnie cechami odnaczają się najbardziej
    prymitywne osobniki(chłopkowi roztropkowi oderwanemu od pługa,głosującemu na
    Leppera też nic nie wytłumaczysz-wie najlepiej<nawiasem mówiąc do tego typu
    ludzi się zaliczasz>)Szczerze mówiąc do pewnego momentu uważałam Cię za
    osobę,która ma trochę "oleju w głowie" i nie wykluczałam,iż dobrymi argumentami
    (na poziomie),może uda Ci się mnie choćby częściowo przekonać do swoich racji.
    Niestety pomyliłam się-jesteś prymitywna i żałosna.
    W związku z powyższym ucinam tę dyskusję,ponieważ nie zwykłam zniżać się do
    poziomu osób takich jak Ty
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 11:22
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > "Porwałaś"moją wypowiedź na części,wybierając jedynie najbardziej dogodne dla
    > Ciebie zdania,aby móc ze mną polemizować(żałosne posunięcie..).

    A to szanowna pani nie potrafi "polemizować" nie mając przed oczami CAŁOŚCI
    własnego tekstu? Szanowna pani nie pamięta sama kiedy i gdzie umieściła
    poprzedni post i co dokładnie w nim napisała, wobec czego nie potrafi prowadzić
    podalszej dyskusji? Przypominam więć - data: 08.04.06, 18:49

    > Potrafisz jedynie wygłaszać własne monologi,które mają
    > się nijak do treści wypowiedzi przedmówcy.Nie na tym polega dialog.

    To może szanowna pani zechce łaskawie mnie uświadomić na czym, według szanownej
    pani, polega ów "dialog"? I jak to jest możliwe, że 30 linijek tekstu szanownej
    pani nie są "monologiem", natomiast moje definitywnie są?

    > Jak już pisałam w poprzednim poście:zawsze staram się słuchać,a przede
    > wszystkim zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka.

    W przypadku tej dyskusji, określenie "drugi człowiek" jest tylko i wyłącznie
    zarezerwowane dla (surprise! surprise!) Waldka. Jego wypowiedzi "słucha"
    szanowna pani z otwartymi ustami (tudzież, oczami). Z "resztą" osób nie ma
    szanowna pani zamiaru rozmawiać, co sama przyznaje:

    > Muszę to jednak rozwinąć-
    > nie rozmawiam z osobami,których poziom intelektualny sprowadza się do tego,iż
    > potrafią jedynie narzucać komuś swój punkt widzenia(krytyką i złośliwościami),
    > a jedyny sposób rozmowy to czepianie sie pierdół(odniosłaś sie powtórnie do
    > zwrotu grzecznościowego,powszechnie używanego w Twoim języku
    ojczystym,którego
    > używamy niekoniecznie odnosząc się do kogoś kogo uważamy za "swojego" lub
    > drogiego nam.

    Dziękuję za wyjaśnienie pewnego "zwrotu grzecznościowego". Tyle, że myli się
    szanowna pani co do mojego języka ojczystego, bowiem nie jest nim język polski,
    i nigdy nie był. Więc może niech szanowna pani nie stwierdza tak kategorycznie
    pewnych rzeczy, o ktorych nie ma najmniejszego pojęcia.

    > (odchodzisz wciąż od myśli przewodniej wypowiedzi przedmówcy,plotąc jakieś
    > pierdoły,które przyjdą Ci do głowy-mianowicie banały na temat życia i jak to
    > powinno się ŻYĆ a nie czytać na temat życia..

    Zauważy szanowna pani, że wypowiedzi szanownej pani nigdy nie zostały określone
    jako "pierdoły" w MOICH odpowiedziach. Ale to jednak szanowna pani wie jak
    powinno się dyskutować, nie ja. A ten post szanownej pani aż tryska szacunkiem
    do rozmówcy, czego nie da się nie zauważyć. I co tak szanowną pani zdenerwowało
    w twierdzeniu, że można ŻYĆ pełnią życia vs. czytać o życiu? A może szanowna
    pani nagle uświadomiła sobie, że koncentruje się tylko na czytaniu i pouczaniu
    innych, a jej życie przecieka przez palce?

    <jakbym słyszała moją ogranicz
    > oną
    > ciotkę>

    Ciekawe, co ciocia miała by do powiedzenia...

    > Cała ta pisanina z Tobą to zwykła strata czasu,bo Ty po prostu nie potrafisz
    > dyskutować więc jaki jest sens rozmowy z Tobą?Odpowiadam-sensu brak.

    I to właśnie ten "brak sensu" tak szanowną pani zdenerwował, że zapomniała pani
    o wątku Waldiego na rzecz osobistego postu do mnie? Zaiste, szanowna pani WIE
    na czym polega dyskusja, a co ważniejsze, POTRAFI dyskutować!

    > Nie widzisz nic poza czubkiem własnego nosa,a to co Ty uważasz za słuszne
    jest
    > wg Ciebie jedyne i właściwe.Tymi właśnie cechami odnaczają się najbardziej
    > prymitywne osobniki(chłopkowi roztropkowi oderwanemu od pługa,głosującemu na
    > Leppera też nic nie wytłumaczysz-wie najlepiej<nawiasem mówiąc do tego typu
    > ludzi się zaliczasz>)

    I tu znów szanowna pani się mocno myli. Po pierwsze, brzydzę się polityką. A
    po drugie, nie mogę głosować na polityków w kraju Polo-Katolo, bowiem mam
    przyjemność legitymowania się paszportem innego państwa.

    > Szczerze mówiąc do pewnego momentu uważałam Cię za
    > osobę,która ma trochę "oleju w głowie" i nie wykluczałam,iż dobrymi
    argumentami
    > (na poziomie),może uda Ci się mnie choćby częściowo przekonać do swoich racji.

    Szerze mówiąc, zdanie szanownej pani o mnie zwisa mi i powiewa. Bowiem wątek
    ten nie dotyczy ani mojej osoby ani mojej sytuacji, lecz niejakiego Waldiego.
    Przypominam o tym, bo widzę, że szanowna pani tak się przejęła moją skromną
    osobą, że zapomniała o temacie i głównym bohaterze tego wątku. A poza tym, nie
    mam zamiaru nikogo "przekonywać" do moich "racji". Przedstawiam tylko moje
    zdanie, ale najwyraźniej prawidłowy "dialog" (według szanownej pani) nie polega
    na wymianie myśli, lecz na agresywnym "przekonywaniu" do swoich racji. Czy wie
    pani co to jest ROZMOWA, czy tylko odbiera pani wszystko w
    kategoriach "przekonywania"?

    > Niestety pomyliłam się-jesteś prymitywna i żałosna.

    Szanowna pani jest niezmiernie tolerancyjna, kulturalna, a na dodatek potrafi
    uczciwie dyskutować na wysokim poziomie, bez użycia obelg i osobistych
    docinków.

    > W związku z powyższym ucinam tę dyskusję,ponieważ nie zwykłam zniżać się do
    > poziomu osób takich jak Ty

    Szanowna pani stosuje własne zalecenia "pokory" wobec życia, o których pisała
    we wcześniejszym poście? I niech się pani nie martwi moim "poziomem",
    bo "zniżyła się" pani jeszcze niżej, do poziomu dwulicowych oszustów,
    zdradzających żonę i usprawiedlających to swoją "romantycznością".
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:30
    Totalny brak zrozumienia czytanego tekstu..Bez komentarza.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 12:01
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Totalny brak zrozumienia czytanego tekstu..Bez komentarza.

    Szanowna pani wreszcie przyznała, że nie rozumie tekstu pisanego w jej języku
    ojczystym, a na dodatek zabrakło jej słów?
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:10
    Jak już napisałam:zakończyłam ten dialog,gdyż jest stratą czasu.
    Słów nie brakuje mi nigdy ale nie rzucam ich również na wiatr,bo po co
    rozmawiać z kimś kot nie wie o czym mówisz?
    Odpowiedź wydaje się być oczywista...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:17
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):
    > rozmawiać z kimś kot nie wie o czym mówisz
    Oczywiście "KTO",zamiast:kot.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 12:25
    W Twoim pięknym języku ojczystym jest takie trafne powiedzenie "prawda w oczy
    kłuje"...

    Jak ulał pasuje!
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:59
    Zachowujesz się jak przekupa na targu:gadasz byle gadać-ostatnie słowo musi być
    Twoje.Nieistotne jest czy pasuje czy nie..byle stanęło na Twoim(żałość,żałość i
    jeszcze raz żałość..)
    W moim pięknym języku(tu sie muszę z Tobą zgodzić na całej linii-jest piękny)
    nie ma takiego powiedzenia.Brzmi ono trochę inaczej,mianowicie:"Prawda w oczy
    kole".
    To,że je tutaj przytoczyłaś dowodzi jedynie temu o czym już pisałam:nie
    rozumiesz tego co czytasz.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 19:16
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > W moim pięknym języku(tu sie muszę z Tobą zgodzić na całej linii-jest piękny)
    > nie ma takiego powiedzenia.Brzmi ono trochę inaczej,mianowicie:"Prawda w oczy
    > kole".

    Radzę jednak sprawdzić bardziej rzetelnie, czy nikt nigdzie nigdy w języku
    polskim nie używa określenia "prawda w oczy kłuje", bo może się okazać, że
    władam Twoim językiem ojczystym lepiej niż Ty sama.

    Może by tak odrobinka tej wspomnianej przez Ciebie "pokory" Tobie samej by się
    wreszcie przydała?
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 11.04.06, 12:00
    Owszem-spotkałam się i z taką właśnie modyfikacją tego powiedzenia,lecz w
    oryginale(poprawnie),brzmi ono tak jak to zapisałam.
    Nie wypowiadaj się więc na temat języka,którego dobrze nie znasz.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 10:12
    waldek1610 napisał:

    > Przysiega malzenska, jako taka istnieje tylko w kosciele (katolickim).

    DOBRE!!! Większego absurdu chyba dawno nie było na żadnym forum! Biedni są ci
    wszyscy protestanci, prawosławni, ateiści i wszyscy inni, którzy ślubują sobie
    wierność i miłość, nie wiedząc nawet, że ich przysięga nie istnieje (skoro nie
    przysięgają tego w kościele katolickim). A śluby cywilne, według Ciebie, w
    ogóle nie są ślubami, tylko podpisaniem papierka. Genialne!!!

    > Wedlug prawa cywilnego czlowiek nie ma obowiazku pozostania w malzenstwie na
    > zawsze, przeciwko wlasnej woli. Taki nakaz nie istnieje we wspolczesnym
    prawie.

    A według jakiego prawa istnieje obowiązek pozostania w związku przeciwko
    własnej woli? Czyżbyś nigdy nie słyszał o możliwości anulowania małżeństwa
    zawartego w kościele katolickim? Poza tym, kto i gdzie pisał tu o tym, że
    musisz na siłe pozostawać w związku? Ale wiadomo, nie każdy potrafi czytać ZE
    ZROZUMIENIEM...

    > Jesli mowimy o zasadach moralnych, to pozostawanie w zwiazku malzenskim w
    > ktorym nie ma milosci jest niemoralne, gdy robimy to jedynie z przymusu. Moze
    > wedlug Ciebie rozwody nie powinny byc dozwolone?

    Jeśli mówimy o zasadach moralnych, to myślenie o innej kobiecie, zakładanie
    prywatnej skrytki pocztowej i wysyłanie listów do innej kobiety pod czas gdy
    nadal pozostaje się w związku małżeńskim z inną kobietą, to jest właśnie
    niemoralne. NIKT Ci nie każe zostawać z żoną, czyż tego nie rozumiesz? To, co
    oburza innych w Twoim zachowaniu, to właśnie Twoja rażąca hipokryzja! I brak
    jakich kolwiek wartości moralnych i skrupułów. W nocy dzielisz łóżko z żoną, a
    w dzień wysyłasz list do Junko. I to jest "moralne" według Ciebie? I to jest w
    porządku? Kogo więc próbujesz oszukać, jeśli nie siebie samego?

    YOU WANT TO HAVE YOUR CAKE AND EAT IT TOO! Obyś tylko nie dostał
    niestrawności...

    > Rozwody sa uznawane przez prawo z roznych powodow; brak milosci
    (emocjonalnego
    > zaangarzowania jednego z partnerow)jest wystarczajacym powodem. Jesli to zona
    > by mnie zostawila, to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje
    > milosci z laski.

    Zwróć uwagę na sposób, w jaki o tym piszesz. "Jesli to zona by mnie zostawila" -
    czyli typowe zachowanie "passive agressive" z Twojej strony - to ŻONA
    Ciebie "wybrała" i to ŻONA ma zadecydować o odejściu. Ty jesteś zbyt tchórzliwy
    i zbyt pasywny by to zrobić samemu, by to zrobić uczciwie. I jeszcze - "mam
    honor i nie potrzebuje milosci z laski - a jednak taką właśnie "miłością"
    karmisz swoją żonę (przejrzyj swoje wcześniejsze posty na temat "uczucia" do
    żony). Jesteś z nią tylko dla tego, że chwilowo nie możesz być z Junko. To jest
    nawet gorsze od "miłości z łaski".

    Nie masz w sobie ani krzty szacunku i uczciwości. Nie masz nawet chwili
    refleksji. Człowiek szanujący siebie i innych nie szukał by możliwości
    spotkania się z inną kobietą za plecami u żony. Człowiek szanujący siebie i
    innych najpierw powiedział by żonie o całej zaistniałej sytuacji, o swoich
    wątpliwościach, o uczuciu do innej kobiety, o potrzebie samotności i czasu by
    móc podjąć słuszną decyzję. Człowiek szanujący siebie i innych odseparował by
    się od żony (i już NA PEWNO nie dzielił by z nią tego samego łóżka), chociażby
    na jakiś czas, żeby przemyśleć swoje uczucia i pragnienia. I dopiero mieszkając
    osobno podjął by decyzję o wysłaniu listu do Junko. Ale piszę tu o osobie
    UCZCIWEJ, szczerej, pełnej szacunku i honoru, a nie o jakimś tam "romantycznym
    marines", który nigdy nie spotkał się ze znaczeniem słowa "uczciwość", nie
    mówiąc już o posiadaniu tej cechy...
  • waldek1610 10.04.06, 10:58
    Wlasnie powiedzialem zone, co nie nie bylo latwe, kobiety nie rozumieja ze w
    zaistnialej sytuacji potrzebuje czasu zeby sie zastanowic, kogo kocham.. i byc
    szczery bo ukrywanie wcale nie pomaga, bo chcac czy niechcac to widac.

    Ale z tym ze powinienem "byc sam zeby sie namyslec" to troche przesadzilas.
    Skad mam wiedziec czy tak naprawde chce byc z Junko, z nia nie rozmawiajac?
    Oczywiscie te musze z nia porozmawiac, wyjasnic jej i sobie co sie stalo i
    dlaczego. Jak moge decydowac o Junko bez niej?

    Twoja pisanina jest po uszy nasycona wojujacym feminizmem. Tez mi
    pomysl; "facet chce zdecydowac ktora kobiete chce kochac to powinien byc sam
    przez jakis czas"....to jest idiotyczna opinia. Zeby zdecydowac trzeba wlasnie
    byc z ta osoba na ktora chce sie zdecydowac, a nie izolowac....

    I to ze piszes ze "zona mnie wybierala" to ona tylko moze zdecydowac, a nie
    ja.... Aha wedlug Ciebie faceci nie decyduja wogole? Moze mezczyzni sa jak
    mieso ktore nie ma wlasnego zdania?


  • Gość: olivka IP: *.elpos.net / *.elpos.net 10.04.06, 11:08
    Waldku,nie masz problemu,więc sam go szukasz.Ciesz się zdrowiem,które jak
    domniemam masz,a jak pomalutku nudzi Ci się żona,to idz na silownie poćwicz
    trochę,poczytaj książki i żyj,a mżonki spisz w książce.Bo swoją drogą calkiem
    nieżle Ci pisanie wychodzi.
    Pozdrawiam cieplutko
  • waldek1610 10.04.06, 11:26
    Olivia,
    Zdrowie, "zona" w domu to nie wszystko. Zrozum roznice pomiedzy zona a ...twoim
    przeznaczeniem, potrzebne jest rowniez poczucie spelnienia, wewnetrznego
    spokoju. Czlowiek decyduje o sobie cale zycie, a nie tylko do czasu gdy jest
    sam. Wiec nigdy nie zgodze sie z takimi opiniami ktore redukuja mezczyzn do
    poziomu "sily roboczej, zywiciela", ja tez mam wlasna wole i uczucia ktorych
    nie wolno mi ignorowac. Wkoncu nie zyje w jakims kolchozie tylko w
    cywilizowanym swiecie.

    A ksiazke to napisze moze pozniej, na starosc.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:39
    Powiedziałeś żonie o tym co czujesz i zamierzasz?
  • waldek1610 10.04.06, 12:11
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Powiedziałeś żonie o tym co czujesz i zamierzasz?

    Tak, co bardzo bylo trudne, i bardzo mi jest z tego powodu przykro bo wciaz
    kocham moja zone, tylko moja meska duma nie daje mi spokoju, bo jednak czuje
    sie okropnie z powodu mojej zony i Junko. Bo teraz zona stracila wiare we mnie,
    nie wiem co robic, chialbym z nia zostac, ale nie potrafie zapomniec o Junko,
    przynajmniej do czasu gdy nie porozmawiam z nia.

    Nigny nikomu nie zyczyl bym takiego dylematu, ale sam zeslalem taki los na
    siebie dlatego ze jestem zbyt idealistyczny, moze zbyt chce od zycia i nie
    potrafie sie pogodzic z tym ze czasami sie przegrywa, i traci cos cennego...

    Mam nadzieje ze odpisze, ale nie jest tak latwo z nia sie zkontaktowac,
    wyslalem list na adress jej rodzicow, i udalo mi sie zwerbowac 30-sto letnia
    Japonke z Osaki, ktora znalazlem na website o Japoni. Obiecala ze mi pomoze
    odnalezc Junko. Chce z nia powaznie porozmawiac, i nawet jesli nic z tego nie
    wyniknie, to w imie starej przyjazni warto jest ja odnalezc. Wiem ze Junko jest
    bardzo tolerancyjna i napewno teraz potrafila by zrozumiec mnie, bo sama jest
    teraz starsza. Czuje sie tak jakbym stracil cos bardzo waznego, bo Junko byla
    nie tylko moja pierwsza powazna miloscia, ale rowniez mysle ze ja tez wiele dla
    niej znaczylem, i chce zeby ona o tym wiedziala.

    Wiem ze jest pozno, ale nie moge cofnac czasu, wiem ze Junko nie byla gotowa
    wtedy, a ja pospieszylem sie z malzenstwem bo mialem dosc byca sam, teraz wiem
    ze ucieklem od milosc ktora byla bolesna ale byc moze najglebsza jaka mialem.

    Szkoda mi mojej zony, ale nie moglem wytrzymac sztucznych usmiechow i "kocham
    cie" jesli nie sa to szczere slowa. Ale nabroilem.. nie wiem jak to sie
    skonczy, nie potrafie oszukiwac zony, jesli jest ktos inny nawet w moich
    myslach. Mysle ze gdy skontaktuje sie z Junko to, byc moze bede wiedzial co
    chce.

    Ja tylko chcialem byc z Junko, a okazalo sie to byc karkolomnym wyczynem, bo
    powiedz mi czy nie trudno by bylo Tobie czekac 2 lata na to zeby partner/ka
    zdecydowal(a) czy kocha, i czy sie chce zaangazowac czy nie? Latwiej jest gdy
    sie czlowiek spotyka, ale na odleglosc trudno zniesc zarazem brak bliskosci i
    wyznan milosci. Po prostu wtedy czulem sie ze nie mam nic... Moge pwoinienem
    wtedy znalezc sobie dziewczyne na na podobnym etapie zycia, wtedy obyloby sie
    bez tragedi.

    Wciaz kocham Junko, i chce uslyszec od niej ze to jest skonczone. Juz mi
    wszystko jedno, moge zostac sam, ale jesli Junko wciaz cos do mnie czuje to
    niemoge teraz jej zawiesc i musze teraz byc z nia.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 12:46
    Szczerze mówiąc zszokowałeś mnie.Jestem pełna podziwu dla tej szczerości,ale
    moim zdaniem popełniłeś błąd..
    Jak już pisałam:przekonaj się najpierw czy kochasz Junko czy jedynie
    wspomnienie o niej i wtedy podejmij decyzję.Ale cóż..to Twoja decyzja i Twoje
    życie,więc może zrobiłeś słusznie?Nie wiem.
    Wiem natomiast jedno-od tego co się stało nie ma już odwrotu..Bardzo współczuję
    Twojej żonie i Tobie.Mogę sobie jedynie wyobrazić co ona teraz czuje..
    > Gość portalu:waldek1610 napisał:
    >Ja tylko chcialem byc z Junko, a okazalo sie to byc karkolomnym wyczynem, bo
    > powiedz mi czy nie trudno by bylo Tobie czekac 2 lata na to zeby partner/ka
    > zdecydowal(a) czy kocha, i czy sie chce zaangazowac czy nie?
    Każdemu byłoby trudno i w wielu przypadkach sytuacja taka zakończyłaby się
    tym,czym zakończyła się w Twoim przypadku,ale póki możesz walcz..W obecnej
    sytuacji nic innego Ci nie pozostało..
    > Wiem ze jest pozno, ale nie moge cofnac czasu, wiem ze Junko nie byla gotowa
    > wtedy, a ja pospieszylem sie z malzenstwem bo mialem dosc byca sam, teraz
    wiem
    > ze ucieklem od milosc ktora byla bolesna ale byc moze najglebsza jaka mialem.
    Zgadzam się.Zresztą pisałam już o tym wcześniej: często przedwcześnie uważamy
    że jesteśmy już tak dojrzali,że wiemy co dla nas najlepsze, a potem ponosimy
    konsekwencje takich decyzji..Cóż-smutne ale prawdziwe..
    Musisz jakoś przez to przebrnąć chociaż nie będzie to łatwe.Trzymam kciuki i
    życzę powodzenia.


  • waldek1610 10.04.06, 13:07
    Pestka,
    Wiesz, nie moge grac na dwie strony.
    Nie moge jednoczesnie pisac listow do Junko i udawac przed zona ze wszystko
    jest wporzadku.

    Po pierwsze, wydaje mi sie nie fair czekac az Junko sie odezwie i wtedy spuscic
    bombe przed moja zona...Z drugiej strony co mam napisac Junko ze, jestem z
    zona, i ulotnie sie od niej tylko jesli ona mnie przyjmnie? Mysle ze to byloby
    troche dziecinne podejscie do sprawy.

    Chce tylko zweryfikowac czy nie mylilem sie odnosnie Junko, i jesli cos robie
    to powinienem zrobic do konca. Chce wreszcie zkonfrontowac sie z Junko,
    powiedziec wszystko co czulem , i co czuje teraz. I to nie jest jedynie jej
    decyzja, ale rowniez moja.

    Mysle ze to ze chce byc z Junko jest podyktowane moimi doswiadczeniami, wkoncu
    mysle ze zona tez troche nie rozumie mojego podejscia do zycia, ktore odbiega
    zdecydowanie od "polskich" standartow. Wydaje mi sie ze mam lepsza komunikacje
    ze srodowiskiem amerykanskim i mieszanym. Nie chce zeby wygladalo ze sie
    wywyzszam ale nie rozumie wielu Polakow, i oni tez zupelnie mnie nie rozumieja.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 13:32
    waldek1610 napisał:

    > Pestka,
    > Wiesz, nie moge grac na dwie strony.
    > Nie moge jednoczesnie pisac listow do Junko i udawac przed zona ze wszystko
    > jest wporzadku.
    Podziw za szczerość i odwagę.
    > Mysle ze to ze chce byc z Junko jest podyktowane moimi doswiadczeniami,
    wkoncu
    > mysle ze zona tez troche nie rozumie mojego podejscia do zycia, ktore odbiega
    > zdecydowanie od "polskich" standartow
    Co rozumiesz pod pojęciem:polskie standardy myślowe?Rozwiń tę myśl bo nie wiem
    jak się odnieść do tego o czym mówisz.
  • waldek1610 10.04.06, 23:06
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Co rozumiesz pod pojęciem: polskie standardy myślowe? Rozwiń tę myśl bo nie
    > wiem jak się odnieść do tego o czym mówisz.

    Mam na mysli "nasze polskie" tradycyjne podejscie do zycia, ktorego czesto
    dobrowolnie robimy sie niewolnikami. Wystarczy porozmawiac z grupa emigrantow
    Polskich to dyskuja koncentruje sie w calosci na rzeczach materialnych, i
    innych formulkach, jednym slowem; "rob i rob jak wol, i nic nie mysl, bo od
    myslenia glowa boli, i pieniedzy z tego nie ma" :)

    Mysle ze jesli ktos juz mieszkal tak dlugo z srodowisku 100% amerykanskim, mam
    na mysli gdy bylem w wojsku w USA to trudna mu jest sie spowrotem dopasowac
    wlasnie to dych polskich standartow myslowych.

    Wydaje mi sie ze widac to rowniez u zony bo w USA jest dluzo krocej niz ja, 5
    lat a ja 14. Chodzi o to ze Polacy to taki narod ktory chce kontrolowac innych
    (rodakow)co oni powinni myslec, jaki powinni miec swiatopoglad. Denerwuje mnie
    jesli nawet zona mowi co mam myslec na temat np; spraw polskich, polityki czy
    nawet lokalnych amerykanskich problemow.

    Mysle ze jest duza przepasc w sposobie myslenia, poza tym ona ma umysl
    matematyczny podporzadkowany zasadom i formulkom, a ja potrafie brac to co
    najlepsze z roznych kultur.


  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 11.04.06, 12:25
    No teraz to już mój drogi szukasz dziury w całym:)Drugiego człowieka nie kocha
    się za poglądy,ale ot tak po prostu..Bez konkretnej przyczyny.
    Nie wiem jak zachowują się Polacy w Stanach,bo nigdy tam nie byłam(może tam
    polska Polonia to jakieś specyficzne środowisko).
    Mogę się natomiast wypowiadać na temat Polaków przebywających w Wlk Brytanii
    (od pewnego czasu tu mieszkam),i absolutnie nie dostrzegam tego typu zachowań
    wśród mieszkającej tu Polonii.
  • agatka_to_ja 10.04.06, 14:49
    waldek1610 napisał:
    Wciaz kocham Junko, i chce uslyszec od niej ze to jest skonczone. Juz mi
    > wszystko jedno, moge zostac sam, ale jesli Junko wciaz cos do mnie czuje to
    > niemoge teraz jej zawiesc i musze teraz byc z nia.

    hehehe... no to szybko gnojku przeszla ci milosc do zony
    ja wiedziaolam od poczatku, ze tu nie chodzi o milosc tyko o twojego fiuta! o
    to,ze znudzila ci sie dupa żony i lecisz za nowa cipą.

    tylko zanim odszukasz Junko napisz, ze lubisz niemyte - przez tydzien nie
    bedzie sie dla ciebie myła

    dupek, żałosny dupek... dupa nie romatyk!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 12:10
    > Zdrowie, "zona" w domu to nie wszystko. Zrozum roznice pomiedzy zona
    a ...twoim
    > przeznaczeniem, potrzebne jest rowniez poczucie spelnienia, wewnetrznego
    > spokoju.

    A więc skoro to już "zrozumiałeś", to CZEMU TKWISZ U BOKU ŻONY, niespokojny,
    niespełniony, nieszczęśliwy? Proste pytanie. I prosta odpowiedź - BOISZ SIĘ
    podjąć decyzję, nie wiesz czego chcesz i z kim chcesz być.

    > Czlowiek decyduje o sobie cale zycie, a nie tylko do czasu gdy jest
    > sam. Wiec nigdy nie zgodze sie z takimi opiniami ktore redukuja mezczyzn do
    > poziomu "sily roboczej, zywiciela", ja tez mam wlasna wole i uczucia ktorych
    > nie wolno mi ignorowac.

    WOLI to Ty akurat nie masz ani krzty. Wola sprawia, że wiesz czego chcesz i
    decydujesz o SWOIM życiu bez udziału innych osób, bez pytania ich o radę na
    forum, i bez uzależniania swojej "decyzji" od odpowiedzi Junko. Człowiek
    posiadający wolę WIE czego pragnie i odchodzi ze związku w którym nie czuje
    spełnienia. Odchodzi uczciwie, Z WŁASNEJ WOLI, a nie dla tego, że żona nie
    wytrzyma i go wykopie, i też nie dla tego, że przyjdzie pozytywna odpowiedź od
    Junko. Naprawde nie widzisz różnicy?
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 10.04.06, 11:57
    waldek1610 napisał:

    > Wlasnie powiedzialem zone, co nie nie bylo latwe, kobiety nie rozumieja ze w
    > zaistnialej sytuacji potrzebuje czasu zeby sie zastanowic, kogo kocham..

    Śmieszne jest to "zastanawianie się". Albo WIESZ, kogo kochasz, albo nie. Kiedy
    kochasz, to nie zastanawiasz się, lecz MASZ PEWNOŚĆ. Nigdy Ci się to nie
    zdarzyło? Nigdy nie czułeś PEWNOŚCI, że to jest właśnie TA osoba? W takim
    razie, nie kochałeś jeszcze nikogo...

    > i byc szczery bo ukrywanie wcale nie pomaga, bo chcac czy niechcac to widac.

    Ukrywanie nie pomaga. Trzeba być mężczyzną, a nie "romantykiem", by móc
    szczerze i uczciwie powiedzieć żonie, że się ją nie kocha, że popełniło się
    błąd i że potrzebna jest cisza i samotność by zrozumieć siebie. Trzeba być
    Człowiekiem, by móc uczciwie odejść i przemyśleć swoje problemy. A takiej
    uczciwości Ci brak.

    > Ale z tym ze powinienem "byc sam zeby sie namyslec" to troche przesadzilas.

    Czyżby? Potrafisz myśleć w zgiełku, w tłoku? Cisza i spokój wewnętrzny Ci
    przeszkadzają? Chwila refleksji nie ma miejsca w Twoim życiu?

    > Skad mam wiedziec czy tak naprawde chce byc z Junko, z nia nie rozmawiajac?
    > Oczywiscie te musze z nia porozmawiac, wyjasnic jej i sobie co sie stalo i
    > dlaczego. Jak moge decydowac o Junko bez niej?

    Ty nie możesz i nie powinieneś decydować o Junko, LECZ O SOBIE. Nie widzisz
    różnicy? Twój problem polega na tym, że nie potrafisz zadecydować O SOBIE. Albo
    wiesz co czujesz, albo nie. Albo kochasz albo nie. A jeśli nie wiesz lub masz
    wątpliwości, to znaczy, że daleko w tym wszystkim do miłości.

    > Twoja pisanina jest po uszy nasycona wojujacym feminizmem. Tez mi
    > pomysl; "facet chce zdecydowac ktora kobiete chce kochac to powinien byc sam
    > przez jakis czas"....to jest idiotyczna opinia.
    > Zeby zdecydowac trzeba wlasnie
    > byc z ta osoba na ktora chce sie zdecydowac, a nie izolowac....

    I w tym tkwi problem. Bo obecnie jesteś z żoną. I chcesz być z Junko NADAL
    BĘDĄC Z ŻONĄ. Bo jeśli z jedną nie wypali, zawsze można będzie zostać z tą
    drugą. Masz poważny problem ze sobą, skoro tak panicznie boisz się być sam
    przez chwilę. Boisz się zajrzeć w siebie, poznać siebie, zrozumieć. Boisz się
    ciszy. Ale nie znając siebie NIGDY nie poznasz innego człowieka, nie
    zrozumiesz, i nie będziesz szczęśliwy i spełniony...

    > I to ze piszes ze "zona mnie wybierala" to ona tylko moze zdecydowac, a nie
    > ja.... Aha wedlug Ciebie faceci nie decyduja wogole? Moze mezczyzni sa jak
    > mieso ktore nie ma wlasnego zdania?

    Waldku, gubisz się już sam we własnych wypowiedziach? Nie pamiętasz własnych
    słów na temat żony? To przecież TY pisałeś w wielu postach o tym, że żona
    Ciebie "wybrała", i to TY napisałeś ostatnio: "Jesli to zona by mnie zostawila,
    to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje milosci z laski." Stąd
    mój wniosek o Twojej bezgranicznej pasywności. Nie pojmujesz? Bo gdyby żona
    Ciebie zostawiła, to było by ok, ale TY SAM nie miałbyś na tyle odwagi by
    odejść. A skoro poczuwasz się do bycia "mięsem, które nie ma własnego zdania",
    to być może tak jest?

    Sprytnie sobie wszystko obmyśliłeś. Jeśli Junko się odezwie przychylnie,
    rzucisz żonę i popędzisz do niej. Ale jeśli nie będzie takiej odpowiedzi od
    Junko, to pozostaniesz u boku żony, wmawiając sobie i jej, że ją kochasz. Na
    niczym nie stracisz. Zabezpieczyłeś się. Taki z Ciebie cwaniaczek. I myślisz
    naiwnie, że to TY tym razem wybierasz i decydujesz. I z czystm sumieniem
    kładziesz sie co noc do łóżka z żoną, rozpamiętując w myślach upojne chwile z
    Junko, czekając z biciem serca na jej odpowiedź. Bo przecież to nie jest
    zdrada. Bo przecież przysięga małżeńska nie istnieje. Bo przecież to TY jesteś
    cierpiącym "romantykiem".

    CZEŚĆ I CHWAŁA HIPOKRYZJI!
  • waldek1610 10.04.06, 23:46
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > Śmieszne jest to "zastanawianie się". Albo WIESZ, kogo kochasz, albo nie.
    > Kiedy kochasz, to nie zastanawiasz się, lecz MASZ PEWNOŚĆ. Nigdy Ci się to
    > nie zdarzyło? Nigdy nie czułeś PEWNOŚCI, że to jest właśnie TA osoba? W
    > takim razie, nie kochałeś jeszcze nikogo...


    Gdyby zycie bylo takie proste nie bylo by rozwodow, oraz innych tragedii.
    Oczywiscie MIALEM PEWNOSC z kim chce byc, ale do tanga potrzeba dwojga ludzi.
    Latwo jest decydowac, gdy partner chce dokladnie tego samego co my, dokladnie w
    tym samym czasie...

    Czasami cos sie po prostu nie wydarza z powodow losowych; ludzie traca wiare,
    podlegaja slaboscia i po prostu zycie czesto wytacza nam kierunek. A gdy dwie
    osoby maja rozne plany, i chca narzycic drugiej osobie wlasny plan to czesto
    konczy sie to na niczym. Mysle ze oboje chcielismy tego samego, ale nie
    zgadzalismy sie kiedy i co ma sie wydarzyc.


    > Ty nie możesz i nie powinieneś decydować o Junko, LECZ O SOBIE. Nie widzisz
    > różnicy? Twój problem polega na tym, że nie potrafisz zadecydować O SOBIE.
    > Albo wiesz co czujesz, albo nie. Albo kochasz albo nie. A jeśli nie wiesz
    > lub masz wątpliwości, to znaczy, że daleko w tym wszystkim do miłości.


    Potrafie decydowac bo wtedy gdy zrywalem kontakt z Junko wiedzialem ze nie moge
    czekac dluzej, bez zadnych konktetnych deklaracji od Junko, i bez jej
    zaangarzowania. Do milosci potrzeba dwoch osob, i jesli jedna kocha bardziej
    niz druga, to pojawiaja sie problemy. Wkoncu kiedys trzeba decydowac, co
    naprawde sie chce. Ona w tym czasie nie zaslugiwala na mnie, bo nie byla w
    stanie nawet w czesci dac mi tego co ja jej dawalem.

    Wtedy potrzebowalem kobiety ktora "jest" i sie mna zaopiekuje, ktore jest w
    stanie dawac my tyle samo co ja mam do zaoferowania. Nie moglem zawsze tylko
    zyc nadzieja, przychodzi taki dzien gdy czlowiek chce po prostu zyc teraz i
    tu...a nie robic plany co bedzie za 2, 5 lat albo dalej.



    > Waldku, gubisz się już sam we własnych wypowiedziach? Nie pamiętasz własnych
    > słów na temat żony? To przecież TY pisałeś w wielu postach o tym, że żona
    > Ciebie "wybrała", i to TY napisałeś ostatnio: "Jesli to zona by mnie
    > zostawila, to pogodzilbym sie z tym bo mam honor i nie potrzebuje milosci z
    > laski." Stąd mój wniosek o Twojej bezgranicznej pasywności.

    Mylisz sie, to ja znalazlem moja zone, lecz ona szybko mi ulegla, mysle ze
    wtedy przelalem na nia cala ta milosc ktora nie skonsumowalem z Junko ( potem
    bedac rowniez z Chanieng, Taika przez 2 lata, z ktora bylem blisko fizycznie,
    ale nie bylo wielkiej milosci pomiedzy nami). Z zona przezylem wspaniale
    chwile, ale niedosyt i niespelniona choc pelna obietnicy spelnienia milosc z
    przeszlosci powraca.

    Napewno nie jestem pasywny, bo to do mnie wlasnie zawsze nalezala incjatywa, to
    ja staralem sie wiecej o Junko, ale ona nie byla gotowa wtedy.

    To ze teraz z perspektywy czasu patrze na tamta znajomosc zupelnie inaczej, to
    dlatego ze zmienily sie okolicznosci. Wtedy potrzebowalem "baby" wiec ja
    znalazlem, nie chcialem tkwic w nieszczesliwym "niby" zwiazku wiec podjalem
    decyzje. Ale czas sie zmienil i dyktuje nam teraz cos zupelnie innego, teraz
    nie wystarcza mi jedynie seks, bliskosc fizyczna.

    Chce byc z kobieta ktorej JA CHCE, rzesza ktora zawsze chcialem. I to nawywa
    sie odwaga i szczerosc wobec siebie samego. Nie wyobrazam sobie zeby ktos robil
    cos tylko dlatego ze juz raz zaczal to poco zmieniac. Gdybym zostal z moja zona
    to ona byc moze byla by szczesliwa do konca zycia, ale co ze mna?

    Wiesz, to nie jest wcale" znudzenie zona" jak suberujesz... Bo nie szukam
    nowych wrazen, wiesz jak latwo jest znalezc japonke ktora chce faceta z USA?
    Bardzo latwo, ale nie oto chodzi. Przeciez mialem wiecej kobiet, poza Junko i
    wcale o nich nie mysle, mysle jedynie o wielkiej milosci ktorej wciaz
    potrzebuje.
  • libertine21 11.04.06, 11:56
    waldek i jak sprawa stoi z zona?
  • agatka_to_ja 11.04.06, 12:19
    libertine21 napisała:

    > waldek i jak sprawa stoi z zona?


    wiadomo - stoi na penisie. Waldek ma zamiar rzucić żonkę i jechac odszukac
    japonke.. bo tak mu kaze jego maly przyjaciel - członek.

    Pod pozorem "odruchu serca", porywu uczuć i innych pseudoromatycznych bzdetów
    Waldi jedzie zaliczyc starą dupe.

    a pestka uwaza, ze Waldi jest taki romantyczny.. hehehe.. koń by sie uśmiał...
  • libertine21 11.04.06, 12:21
    TAK TO JUZ JEST Z MEZCZYZNAMI W SREDNIM WIEKU GLOWA SIWIEJE DUPA SZALEJE
  • agatka_to_ja 11.04.06, 12:28
    mozna bylo sie tego spodziewac.. po tych jego wywodach, ze chce "jadac w innych
    restauracjach, bo jesc z jednej to grzech".. wiadomo bylo, ze predzej czy
    pozniej kopnie zoneczke w dupe i poszuka sobie innej baby... no i dlugo nie
    trzeba bylo czekac...
    tylko po co on zgrywa sie na romatyka, widac sam chce sobie wmowic, ze to nie
    znudzenie zona, tylko poryw uczuc.. do czego? do panienki, ktorej od lat nie
    widzial? i tak nagel go wzielo? buaahahahahahaha... ŻÓNA MU SIE
    ZNUDZIŁA!!!!!!!!!! i to wszystko.....i jakos nie pomoglo, ze żoneczka wywalała
    swoje niemyte dupsko na stół i mówiła "Waldi, wez mnie mocno"... i tak sie
    palant tym znudzil....

    ale nie ma jak zgrywać megaromantyka....... buahahahahahahahahahaha
  • waldek1610 12.04.06, 01:49
    Agatka,
    Obnizylas poziom dyskusji diametralnie... Masz swoje "przekonania" wedlug
    ktorych mezczyzni jawia Ci sie jako prymitywne stworzenia, ktore istnieja
    jedynie po to zeby kopulowac...Az wstyd czytac twoje teksty.

    Nie rozumiesz wogole pojecia; "milosc"
    Wedlug Ciebie milosc to jest przebywanie jedynie z kims z kims sie ma umowe
    malzenska.

    A milosc to jest cos bardzo niezwyklego co jest mocniejsze od wszystkich rzeczy
    doczesnych, milosc nigdy sie nie konczy! Wlasnie dlatego czekam na odpowiedz
    Junko zeby dowiedziec sie czy to byla prawdziwa milosc. Bo jesli kochala mnie
    to wiem ze dla milosc czyni cuda. Wierze ze sie jeszcze spotkamy.

    Zreszta jaka kobieta nie chiala by zeby facet szukal jej po calym swiecie, po
    wielu latach, to chyba swiadczy ze ona zrobila na mnie wrazenie i jest dla mnie
    wszystkim, pomimo bledow ktore oboje popelnilismy.

    Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile energi dzrzemie w naszej milosci...Jestem w
    stanie zrobic dla niej wszystko.

    Teraz wiem ze moge jeszcze poczekac, zrobie wszystko zeby sie z nia spotkac.
  • agatka_to_ja 12.04.06, 07:49
    ja nie obnizylam poziomu dyskusji, ta dyskusja od poczatku jest ponizej
    poziomu. BO ty jestes ponizej poziomu i twoje jęki i skomlenia.
    Najpierw piszesz, ze zone kochasz, a teraz juz że "Junko jest dla mnie
    wszystkim"... czyli żoneczka jest już niczym!
    buahahaha

    nie mow mi Waldi, ze to milosc, bo to nieprawda.. to pogon za czyms nowym, za
    pieknym wspomnieniem (juz wiem nawet czego - tryskajacych soków Junko, "nie
    widzialem tego u innej kobiety")... to nie romantyzm tylko chec przezycia
    czegos nowego, zmiany partnerki...
    szybko ci sie zona znudzila

    a twoj romantym jest niczego nie wart... i tak jak twoje skomlenia jest ŻAŁOSNY!
  • waldek1610 13.04.06, 09:31
    Przeciwnie, wedlug mnie prawdziwy mezczyzna nigdy sie nie poddaje i zdobywa to
    co chce. Jesli ja chce miec ta dziewczyne to bede ja mial. Seks smakuje duzo
    lepiej jesli trzeba duzo sie natrudzic, i zwlaszcza czekanie poteguje
    przyjemnosc.

    Ale oczywiscie nie chodzi tutaj jedynie o zaspokojenie checi kochania sie z
    Junko, ja ja rowniez kocham, szkoda tylko ze spotkalem ja w takich
    okolicznosciach. No ale coz; Man's got to do what a man's go to do!

    Oczywiscie Junko moze nie byla az taka aktywna w lozku ale jakby sama wiedziala
    co mezczyna potrzebuje, wlasnie to mi sie podobalo ze najmniejsza moj ruch
    powodowal ze ona odruchowo dawala mi dokladnie to czego chialem.

    Kocham takie dziewczyny ktore potrafia odroznic szacunek do samej siebie na
    codzien, z tym co robia w lozku ze swoim facetem, a w seksie nie ma zadnych
    tabu ani niczego "niemoralnego" oczywiscie za wyjatkiem przemocy.
  • agatka_to_ja 13.04.06, 09:38
    > Oczywiscie Junko moze nie byla az taka aktywna w lozku ale jakby sama
    wiedziala
    >
    > co mezczyna potrzebuje, wlasnie to mi sie podobalo ze najmniejsza moj ruch
    > powodowal ze ona odruchowo dawala mi dokladnie to czego chialem.
    >
    > Kocham takie dziewczyny ktore potrafia odroznic szacunek do samej siebie na
    > codzien, z tym co robia w lozku ze swoim facetem, a w seksie nie ma zadnych
    > tabu ani niczego "niemoralnego" oczywiscie za wyjatkiem przemocy.


    no i Waldi moze powiesz, ze nie chodzi cie tylko o SEKS?????????

    buahahaha... RUCHACZ z ciebie, a nie romantyk!!!!!!!!!
  • waldek1610 13.04.06, 10:13
    Agatka,
    Romantycy sa naturanlymi "kochankami" (to co ty nazywasz "ruchaczami" bo jak
    inaczej uzewnetrznic cala ta pasje, cierpienie, rozpacz, teskonte i milosc jak
    nie poprzez ostry wulgarny i zmyslowy, pelny namietnosci seks? Jak inaczej? Jak?

  • agatka_to_ja 13.04.06, 10:38
    bzdura, waldi z ciebie dupa, a nie romantyk!
    ubzdurales sobie, ze kochasz Junko, a tak naprawde znudzila ci sie zona i
    chcesz nowej panienki.. i to wszystko.. a to, ze piszesz, ze to milosc -
    hahaha... tylko naiwna panienka, zaczytana w "tredowatej" i podobnych
    romasidlach moze uwierzyc w twoj romantyzm.

    Chcesz bzykac nowe panienki - okej.. ale nie obrazaj prawdziwych romantykow
    nazywajac siebie romantykiem, podszywajac swoje nedzne pragnienia pod milosc.
    Penis przez ciebie przemawia, nie serce...
  • waldek1610 13.04.06, 11:13
    Dobre...Tak jakby porzadanie nie mialo nic wspolnego z miloscia!?

    Odnosnie "dupy" to nie od dzis wiadomo ze wlasnie ona rzadzi swiatem...
  • agatka_to_ja 13.04.06, 12:41
    waldek1610 napisał:

    > Dobre...Tak jakby porzadanie nie mialo nic wspolnego z miloscia!?

    no to napisz wprost, ze chcesz ją bzyknąć, a nie że ją kochasz...
  • waldek1610 13.04.06, 12:48
    Dobrze, napisze prawde; Kocham ja i chce ja bzyknac!

    Co jest w tym takiego dziwnego ze chce kochac, piescic i calowac kazdy
    centymetr ciala kobiety ktora kocham? Co jest w tym takiego dziwnego?
  • agatka_to_ja 13.04.06, 13:00
    kochasz ją? jestes niepowazny... kochac mozesz jedynie wspomnienie o niej. a
    nie ją!
    na lata o niej zapomniales, olałes dokumentnie, zwiazales sie z inna kobietą i
    nagle jak sie spusciles , bo ci sie przysnila - to nagle ją pokochales?


    buahahahahahahaha

    zachowujesz sie jak gó..arz, ktory zakochuje sie w plakacie Angeliny Jolie...
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 13.04.06, 13:23
    waldek1610 napisał:
    > Co jest w tym takiego dziwnego ze chce kochac, piescic i calowac kazdy
    > centymetr ciala kobiety ktora kocham? Co jest w tym takiego dziwnego?
    Nie ma w tym Waldku nic dziwnego.To tak naturalne jak oddychanie:)
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 13.04.06, 13:43
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):
    > waldek1610 napisał:
    > > Co jest w tym takiego dziwnego ze chce kochac, piescic i calowac kazdy
    > > centymetr ciala kobiety ktora kocham? Co jest w tym takiego dziwnego?
    > Nie ma w tym Waldku nic dziwnego.To tak naturalne jak oddychanie:)

    DZIWNE i NIENATURALNE jest jednak to, że Waldek chce "kochac, piescic i calowac
    kazdy centymetr ciala kobiety ktora kocha" pozostając nadal w związku
    małżeńskim z INNĄ kobietą. A szanowna Pestka rękami i nogami popiera zdradę
    małżeńską i gorąco zachęca do kłamstwa o obłudy. TO jest właśnie dziwne i
    nienaturalne, że kobieta namawia Waldka do krzywdzenia innej kobiety. I tego
    nikt nie zauważa. Zdrada jest "naturalna jak oddychanie"? Bo przecież nie tylko
    o "miłość" w tym przypadku chodzi, a przede wszystkim o zdradę.

    Ale wiadomo, takiego "romantyka" nie stać na uczciwość. Nie potrafi NAJPIERW
    uczciwie odejść od żony, a dopiero POTEM prześladywać Junko. Musi mieć i jedno
    i drugie na raz. Nie ma ani siły, ani odwagi, ani WOLI by uczciwie zakończyć
    jeden związek, zanim się uwikła w drugi...
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 13.04.06, 15:39
    waldek1610 napisał:

    > bo jak inaczej uzewnetrznic cala ta pasje, cierpienie, rozpacz, teskonte i
    > milosc jak nie poprzez ostry wulgarny i zmyslowy, pelny namietnosci seks?
    > Jak inaczej? Jak?

    Niektórzy dawniej wiedzieli, co to SUBLIMACJA. Dla tego powstało tyle pięknych
    obrazów, muzyki, poezji - sztuki wzniosłej i wzruszającej. Nieliczni jednak
    potrafią przekształcić swoją energię seksualną i niespełnienie w PIĘKNO.
    Większość wyraża te uczucia tylko "poprzez ostry wulgarny i zmyslowy, pelny
    namietnosci seks". Bo NIC innego nie potrafią dać z siebie. Bo nie mają głębi.
    I nie potrafią myśleć i tworzyć. Stąd tyle gwałtów (nawet w "szczęśliwych"
    małżeństwach), przemocy i agresji.

    > Jak inaczej? Jak?

    Widzisz, jednak są inne sposoby. Ale one nie nadają się dla takich "romantyków"
    jak Ty. Bowiem one są domeną osób twórczych, myślących i szanujących miłość,
    namiętność i osobowość.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 12.04.06, 13:10
    waldek1610 napisał:
    > Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile energi dzrzemie w naszej milosci...Jestem
    w
    > stanie zrobic dla niej wszystko
    Tak trzymaj mój drogi i niczym się nie przejmuj-będzie dobrze:)
    Pozdrawiam

  • waldek1610 13.04.06, 10:16
    Pestka,
    Dziekuje Ci slicznie za slowa otuchy! Jak chcesz to podaj mi Twoj e-mail adres
    to wysle Ci moje zdjecie z Junko. Powiesz mi co o niej myslisz.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 13.04.06, 13:15
    Nie ma problemu mój drogi:)Trzymam kciuki od początku i mam nadzieję,że wkrótce
    dotrą do mnie pomyślne wiadomości.
    Zdjęcie zobaczę bardzo chętnie.
    Mój adres: meg276@wp.pl
    Pozdrawiam cieplutko.
  • waldek1610 14.04.06, 01:44
    Pestka,
    sprawdz swoja skrzynke, wyslalem tam zdjecia na twoj adres.
    Czesc!
    Waldek
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 14.04.06, 23:09
    Właśnie odpisałam.Junko jest śliczna-pasujecie do siebie:)
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 14.04.06, 23:14
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Właśnie odpisałam.Junko jest śliczna-pasujecie do siebie:)

    Jaka płytkość (umysłu i oceny) - takie stwierdzenie na podstawie jednego
    zdjęcia! Genialne!
  • rasowa_samica 14.04.06, 00:45
    Czytałam tę historię z zaprtym tchem ponieważ tkwię w sytuacji niemniej
    dziwnej ; mam też nadzieje Waldku że opiszesz co przynisły podjęte przez ciebie
    decyzje; ja boję się zaryzykować, ale przestałam być pewną tego wszystkiego co
    dotychczas wydawało mi się oczywiste, miło jest wiedzieć że nie jestem sama :)
  • waldek1610 14.04.06, 00:54
    Czesc Samiczka,
    Jestez z kims a kochasz kogos innego? I pewnie tak jak ja jestes z kims kto
    jest "blisko" i "milosc" do niego byla latwiejsza? Ale czy to naprawde milosc
    czu chec posiadania kogos? Nie chcialas czekac, lub odeszlas od kogos kogo
    kochalas a teraz tego zalujesz?

    Chyba jestesmy na tym samym wozie :(


    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=520&w=39659111
  • waldek1610 14.04.06, 01:34
    rasowa_samica napisała:

    > Czytałam tę historię z zaprtym tchem ponieważ tkwię w sytuacji niemniej
    > dziwnej ; mam też nadzieje Waldku że opiszesz co przynisły podjęte przez
    > ciebie decyzje; ja boję się zaryzykować,

    Co boisz sie zaryzykowac? Masz meza, a kochasz kogos innego? Jezeli chodzi o to
    ze szukasz kogos kogo mialas albo stracilas, to pol biedy, zawsze mozna
    odnalezc kogos nawet po latach jesli naprawde tego sie chce.
    Jesli jestes w innym zwiazku, a boisz sie zaryzykowac; utraty zaufania twojego
    meza/chlopaka, to niestety to musi sie stac.

    Jesli kochas innego mezczyzne, to nie warto siebie i nawet meza oszukiwac, bo
    ani Ty ani on nie jest w tej sytuacji zadowolony. Tak, ja powiedzialem mojej
    zonie ze byc moze kocham inna, bo zona zawsze powtarza "Kocham Cie" nawet 10-20
    razy dziennie, a ja wrocilem myslami do dawnej milosci, do dziewczyny ktora
    kochalem i podejrzewam ze ona mnie tez kochala ale potrzebowala wiecej czasu,
    byl po prostu troche za mloda. Ja niepoczekalem mialem dosc, znalazlem sobie
    kobete, jedna potem druga ale to nie to samo, nikogo nie kochalem tak jak
    kochalem Junko...

    Nie wiem czy ona teraz sni mi sie pod wplywem telepati, moze ona mysli o mnie
    to gdy ja spotkalem miala 19 lat, powiedzala mi ze chce wyjsc za maz w wieku 27
    lat, najpierw kariera, no i wlasnie teraz ma ...27 lat. Dopiero teraz po latach
    zdalem sobie sprawe z tego ze popelnilem blad, nadal ja kocham. I zaluje ze nie
    mialem cierpliwosci na nia poczekac do konca.

    Juz prawie miesiac jestem w takim stanie, ze mysle tylko o niej, probuje sie z
    nia skontaktowac, no wiec powiedzialem zonie najpierw ze mialem taki sen, i zal
    mi ze ja tak zostawilem ale powiedzialem ze Junko nie kocham, wiec zona jakby
    zrozumiala. Ale to nie byla prawda, ja nadal kocham Junko i nie potrafie
    sztucznie usmiechac sie do zony o odpowiadac jej ze tez ja kocham skoro tak nie
    jest.

    Wiec tydzien temu nie odpowiedizalem zone, wiec to ja zaalarmowalo, i wkoncu
    powiedzialem jej ze nie wiem czy kocham ja czy Junko...dla niej to byl potezny
    cios, stracila wiare do mnie, ale ja sam nie wiem do konca czy kocham Junko,
    powiedzialem ze mam taki trudny okres, ale kobieta nie rozumie tego, mowi ze
    czuje sie zawiedziona, szlocha.

    Oczywiscie nie byla moja intecja ja zranic, tak poprostu sie stalo, wiec zona
    pare dni caly czas plakala, i bylo jej przykro ze ja zdradzilem..tym bardziej w
    myslach, choc tak naprawde nie "zdradzilem" jej z Junko, bo nie od czasu gdy
    jestem z zona nigdy jej nie zdradzilem.

    Powiedizalem zone ze nadal ja kocham tylko czyje sie winny, i nie jestem pewien
    co czuje do Junko, ale to fakt probuje sie z nia zkontaktowac, i biore pod
    uwage wszystko, jesli okaze sie ze Junko sie odezwie i bedzie wstanie do mnie
    wrocic.

    Narazie zona sie uspokoila bo mowie jej ze ja kocham, ale czuje sie winny bo
    nie wiem czy od niej nie odejde, wiem ze zona boi sie tego panicznie, i chce mi
    dac szanse. Ale konfrontacja z zona byla naprawde czyms bardzo trudnym, bylo
    ciezej niz praca w kopalni, niby ja czuje sie urazony bo zdalem sobie sprawe ze
    nie jestem z kobieta ktora kocham, a kobieta ktora mnie kocha, czuje sie
    zdradzona i bardzo zawiedziona.

    Ale nie zaluje ze jej powiedzialem prawde, nie potrafil bym jej i siebie
    oszukiwac, bo to boli, wole zeby dziala sie "wola Boza" ale po prostu chce cos
    z tym zrobic, albo spotkac sie z Junko, albo pokochac zone, nigdy nie zaznam
    spokuoju wewnetrznego doploki nie zkonfrontuje sie z Junko i zapytam sie jej
    czy naprawde jest warto, i czy ona nadal mnie kocha i potrzebuje?


    > ale przestałam być pewną tego wszystkiego co dotychczas wydawało mi się
    oczywiste, miło jest wiedzieć że nie jestem sama :)

    Brakuje Ci uczucia spelniena, powinienas zrobic to co dyktuje Ci twoje serce,
    nie oszukuj siebie, ani kogos innego. Wiem ze to jest trudne, i wiele kosztuje
    wysilku i nie tylko. Mam nadzieje ze podejmiesz decyzje, najgorsze co mozesz
    zrbic to nie robic nic, i potem tego zalowac. A z zalem nie jest latwo zyc.
  • rasowa_samica 14.04.06, 11:00
    Nie mam męża, jestem tuż przed tym 'krytycznym' krokiem; jakoś nie jestem pewna
    w 100% czy tego chce, ponadto jest ktoś inny też z przeszłości, ktoś kogo sama
    kiedyś odrzuciłam, a teraz? po 4 latach przypadkowe spotkanie, podkreślam
    przypadkowe, które zdarzyło się rok temu! i do tej pory jakoś nie mogę sobie w
    głowie poukładać... jak mogłam pokochać kogoś, kogo wcześniej sama świadomie
    odrzuciłam?!?!?!?! to nie logiczne przecież! ja nie jestem szczególnie
    romantyczna (tzn. tak o sobie myśle) nie wierze w przeznaczenie, telepatie i
    takie tam, ale coś mi mówi że nie można tego lekceważyć, jakaś intuicja, która
    jest silniejsza być może pewniejsza od jakiegokolwiek racjonalnego poznania
    (uff, za dużo filozofii)
    Wiesz sądze że nie tyle decydującą kwestią jest to czy kochasz obecną
    partnerke, tylko jak kochasz, po kilku latach życia ze sobą, dzielenia lepszych
    i gorszych chwil, po prostu nie można tak z dnia na dzień odejść i zapomnieć
    jak gdyby nic sie nie stało, nawet jeśli do szaleństwa kochasz inną, tak mi się
    wydaje.
    Moje pytanie do Ciebie: czy nie miałeś żadnych wątpliwości przed ślubem i byłeś
    pewny w 100%, że to właśnie TA i z NIĄ chcesz żyć?????
    TO dla mnie ważne.
  • waldek1610 14.04.06, 11:45
    Przed slubem nie mialem zadnych watpliwosci choc musze przyznac ze zenilem sie
    chyba dlatego ze "potrzebowalem kobiety", po prostu bylem znurzony wieloma
    znajomosciami ktore niewypalily. Dlatego chyba bylem szczesliwy ze wkoncu mam
    kogos kto nie tylko mnie tak samo kocha jak ja ja, ale wydaje mi sie ze zona
    zakochala sie we mnie o duzo glebiej, niz ja z nia. No i po Junko ktora
    kochalem ale ktorej nie bylo blisko, i po Chanieng ktora byla wyrachowanym
    typem tyranki, wreszcie trafilem w dziesiatke; znalazlem moja zone-Polke ktora
    byla wydawalo sie idealem.

    Ja poprostu bylem 28 letnim facetem z czystym kontem, bo bylem kawalerem ktory
    jednak mial doswiadczenie z roznymi partnerkami, mysle ze mojej zonie podobalo
    sie we mnie to ze bylem duzo bardziej "dojrzaly", od innych facetow ktorych
    spotkala moja zona, sama to mi wyznala. No i docenialem to ze ze mna "jest" i o
    mnie dba.

    A Junko nigdy nie przestalem kochac, po prostu ucieklem od beznadziejnej
    sytuacji, ktora byl "zwiazek na odleglosc". Zakochalem sie w niej prawie
    natychmiast, ale potem gdy wyjechalem z Japoni i minal rok rozlaki zaczalem ja
    nienawidzic, nie dlatego ze byla daleko, bo to nie jej wina i zamierzala
    przyjechac do USA, tylko dlatego ze nie pisala tak wiele, i jesli pisala to
    trudno to nazwac listami milosnymi, moze dzisiaj patrze na to bardziej
    obiektywnie, ale ja sadzilem ze ona mnie niedocenia, i krzywdzi mnie nie
    odwdzieczajac sie miloscia, za moja milosc, a gdy jest sie daleko to wlasnie
    listy, telefony i pamiec liczy sie najbardziej.

    Teraz zrozumialem ze ona po prostu byla za mloda na powazny zwiazek choc wiem
    ze chciale ze mna byc, gdy ja spotkalem sama powiedziala mi ze chce zebysmy
    byli kochankami i ze chce byc moja dziewczyna ale zebym na nia czekal bo, jej
    priorytetem byl college.

    Napewno czekal bym nie tylko 2 lata, ale moze 4-5, zanim moglaby byc blisko
    mnie...ale wczesniej bym chyba zgupial, bo powiedz mi jak facet dobijajacy do
    30 moze miec taka znajomosc...ja po prostu potrzebowalem kobiety ktora jes,
    ktora o mnie dba, a nie tylko ja o nia dbam. Dlatego zaczalem nienawidzic za to
    Junko, i mialem dosc jej wolnego tepa.

    Pozatym myslalem ze ona nie ma serca, bo przeciez powiedziala mi ze jest
    moja "kochanka" a moje listy milosne do niej, mowienie o milosci wydawalo sie
    jak rozmowa ze sciana...

    Pisala mi "oczekuj ponownego spotkania ze mna" "nie martw sie napewno jeszcze
    sie spotkamy" i "trzymaj sie" (take care Wally)....wlasnie dlatego mialem dosc,
    bo widzialem ze koledzy z wojska ktorzy byli odemnie mlodsi, mieli 18-20 lat
    wszyscy mieli zony albo dziewczyny ktore z nimi mieszkaly a ja mialem 26 lat, a
    moja Junko mieszka sobie 14 tysiecy mil odemnie....I dziwi sie dlaczego tak sie
    denerwuje...

    Ja nigdy nie przestalem kochac Junko poprostu "ucieklem" od zwiazku ktory byl
    karkolomny i wymagal wielu nerwow i cierpliwosci, wskoczylem prawie odrazu w
    malzenstwo ktore dawalo mi komfort, ale nigdy nie kochalem mojej zony tak jak
    kochalem Junko...

    4 tygodnie temu mialem dosc realistyczny sen w ktorym Junko przayjechal do
    mnie, tak jakby nic sie nie zmienilo, usmiechala sie do mnie tak bardzo
    szczerze i serdecznie, wtedy obudzilem sie i pojawily sie watpliwosci.

    Mysle ze mogla to byc telepatia, bo junko wlasnie skonczyla 27 lat, i gdy miala
    19 powiedziala mi ze chce wyjsc za maz nie wczesniej niz gdy skonczy 27
    lat...Wiem ze ona jest bardzo wymagajaca, od partnera, wiec nie jestem taki
    pewnien czy nadal nie jest sama? Calkiem mozliwe ze ja zranilem bo na nia nie
    poczekalem, a ona naprawde miala wtedy cierpliwosc gdy ja znalem, wcale nie
    zdziwilbym sie gdyby miala problemy teraz ze znalezieniem partnera dla niej, bo
    choc jest taka slodka, i delikatna to naprawde jest wymagajaca i troche uparta.

    Nie wiem czy odejde od zony czy nie, ale nawet gdybym nie wrocil do Junko to
    wiem ze nie potrafil bym udawac ze nic sie nie stalo, wolal bym byc sam i znowu
    zapracowac sobie na dziewczyne, a zony nie doceniam chyba dlatego ze przyszla
    do mnie tak latwo, i od razy poswiecila mi sie. Mysle ze to jest problem, bo ja
    wole zdobywac moje kobiety, zwlaszcza po doswiadczeniu z Junko...

  • aaaaa56 14.04.06, 11:44
    Moje zdanie na ten temat: jesteś dupek i bardzo się ciesz, że cierpisz.
    Oszukujesz swoją żone i należy ci się.
  • waldek1610 14.04.06, 12:13
    Maz to nie jest wlasnosc, ktora nalezy do jego zony. Ludzie zmiwniaja sie,
    gdyby moja zona sie rozmyslila to moze troche czul bym sie urazony, ale nie
    przejmowalbym sie, zyje sie raz i nie ma czasu zeby byc z kims kogo nie
    kochamy.
  • aaaaa56 14.04.06, 13:02
    > Maz to nie jest wlasnosc, ktora nalezy do jego zony.
    Nie własność, ale w czasie ślubu wypowiada się słowa przysięgi w której nie
    ma "...i będe Cię kochał i szanował dopóki kogoś bardziej nie pokocham (lub nie
    przypomni mi się miłość z dawnych lat)" a przysięga do czegoś zobowiązuje, a
    napewno do uczciwości wobec małżonka.
    ale nie
    > przejmowalbym sie
    Jeśli tak lekko podchodzisz do małżeństwa może nigdy nie powinieneś się żenić.
  • waldek1610 14.04.06, 13:09
    aaaaa56 napisała:

    > Jeśli tak lekko podchodzisz do małżeństwa może nigdy nie powinieneś się żenić.

    Tez tak sadze, dlatego ze chcialem tak bardzo byc z Junko, ale okolicznosci na
    to nie pozwalaly i bylo trudno, wiec teraz gdy juz mam kogos to nie potrafie
    tego docenic, bo nie staralem sie o nia nawet w czesci tak jak staralem sie o
    Junko.
  • aaaaa56 15.04.06, 15:22
    Zastanawiałeś się kiedyś nad tym czy ta twoja miłość do Junko nie wynika
    przypadkeim z tego, że była dla ciebie zawsze taka niedostępna. Musiałeś się o
    nią starać, a żone dostałeś jakby w prezencie od losu, ni musiałeś o nic prosić
    o nic zabiegać. Mój chłopak mówi, że ja mu się spodobałam bo byłam dla niego
    wyzwaniem, bo nie miał wszystkiego od razu "lekkim chlebkiem" że musiał się
    starać. To jakiś prehistoryczny syndrom wojownika, ale chyba większość facetów
    ma go w sobie. Może ta twoja miłość jest napędzana właśnie przez to, że nie
    możesz mieć tamtej chociaż bardzo chcesz?? AAA mała moja rada: wyspowiadaj się
    żonie z wszystkiego ( ja bym Cię zabiła, ale może to łągodniejsza kobieta)
    należy jej się chociaż szczerość no i prawo wyboru czy chce być z kimś kto jej
    nie kocha. Nawet najgorsza prawda jest lepsze niż słodkie kłamstwa. Pamiętaj,
    że każdy ( nie tylko ty) ma prawo do szcześcia. Jeśli odejdzie ( a pewnie tak
    zrobi) będzie to nawet lepsze dla ciebie. Może wtedy zastanowisz się nad tym co
    tak naprawde czujesz. Jak to spieprzysz to ja i tak bedze bardzo szczśliwa, bo
    nienawidze obłudy i kłamstwa. Wiem, że szczerość boli, ale ja zawsze jestem
    szczera. Co ty na to??
  • waldek1610 18.04.06, 22:08
    aaaaa56 napisała:

    > AAA mała moja rada: wyspowiadaj się żonie z wszystkiego ( ja bym Cię zabiła,
    > ale może to łągodniejsza kobieta) należy jej się chociaż szczerość no i prawo
    > wyboru czy chce być z kimś kto jej nie kocha. Nawet najgorsza prawda jest
    > lepsze niż słodkie kłamstwa.


    Niedoceniasz mnie, juz to zrobilem, powiedzialem zonie wszystko, bo nie moglem
    wytrzymac udawajac ze wszystko jest w porzadku, skoro nie jest. Wlasnie to nie
    tylko moja zona cierpi ale i ja...

    Oczywscie zona najpierw byla zrozpaczona ale potem zrozumiala ze chce byc
    szczery i nie chce jej oszukiwac. Bo tak naprawde sam nie wiem kogo kocham.
    Musialbym skonfrontowac sie z Junko, teraz, z taka jaka ona naprawde jest, moze
    szybko odkochalbym sie, ale moze i nie...wlasnie to mnie meczy i nie daje mi
    spokoju... to niewiedza.

    Wiem ze w Junko drzemal olbrzymi potencjal, ale ona wtedy nie byla jeszcze
    dojrzala kobieta majac 19-20 lat, miala inne priorytety, teraz na pewno jest
    dojrzala i wie czego chce, albo czego chciala i nie ma..., wiem ze jest wielu
    facetow ale znajac Japonczykow albo ewentualnie Amerykanow wchodza w rachube
    jako jej potencjalni partnerzy...znajac jej wymagania od mezczyzny to nie
    rokuje jej dobrze.

    Wlasnie wole zeby zona wiedziala co czuje do Junko, bo nigdy tak naprawde nie
    przestalem kochac Junko, jedynie probowalem o niej zapomnac dlatego ze ta
    znajomosc byla zbyt trudna, nie do zniesienia z uwagi na czynniki niezalezne
    odemnie ani jej, pomysl 2 lata czekani, 14 tysiecy mil odleglosci po niedlugiej
    znajomosci...takie okolicznosci potrafia zniszczyc nawet najwspanialszy
    zwiazek..

  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 18.04.06, 22:58
    waldek1610 napisał:

    > Bo tak naprawde sam nie wiem kogo kocham.

    Bo tak naprawde NIE KOCHASZ żadnej z nich. Kiedy kogoś kochasz, to WIESZ, że
    kochasz i wiesz KOGO kochasz. A jeśli nie wiesz...

    > Wlasnie wole zeby zona wiedziala co czuje do Junko, bo nigdy tak naprawde nie
    > przestalem kochac Junko

    To w końcu kochasz Junko czy nie kochasz? Bo co chwila gubisz się sam w tym
    wszystkim...
  • waldek1610 20.04.06, 06:26
    Gość portalu: Porcupine napisał(a):

    > waldek1610 napisał:
    >
    > > Bo tak naprawde sam nie wiem kogo kocham.
    >
    > Bo tak naprawde NIE KOCHASZ żadnej z nich. Kiedy kogoś kochasz, to WIESZ, że
    > kochasz i wiesz KOGO kochasz. A jeśli nie wiesz...

    Ja wiem ze kochalem Junko, ale Ona chciala utrzymywac znajomosc, odkladajac
    mnie "na pozniej", nie okazujac milosci, a to ze byla daleko to guzik, wlasnie
    wtedy czlowiek powinien pokazac ze kocha gdy jest daleko i jest trudno..po to
    jest cos takiego jak poczta/e-mail/telefon.

    Oczywiscie to fakt ze niebylismy blisko siebie zbyt dlugo zeby miec czas sie
    poznac, pokochac wzajemnie, ale fakt ze jesli dziewczyna mowi ze chce byc moja
    kochanka i zebym na nia czekal, to chyba cos znaczy? Czy facet ktory cierpliwie
    czeka 1.5 roku ...albo 2 lata na dziewczyne nie zasluguje na jej milosc,
    zwlaszcza gdy musi byc sam, tesknic i niema nic w zamian?



    > > Wlasnie wole zeby zona wiedziala co czuje do Junko, bo nigdy tak naprawde
    > > nieprzestalem kochac Junko
    >
    > To w końcu kochasz Junko czy nie kochasz? Bo co chwila gubisz się sam w tym
    > wszystkim...


    Od Junko nigdy sie nie odkochalem, jedynie probowalem o niej zapomniec, a w
    zonie zakochalem sie bo potrzebowalem kobiety...Junko tak bardzo mnie
    wyglodzila uczuciowo, ze musialem uciec od tej milosci...i wpadlem prosto w
    ramiona mojej zony ktora dala mi wszystko czego Junko nie byla gotowa mi dac...

    Co nie znaczy ze zapomnialem o Junko, mysle ze to system obronny w moim
    organizmie kazal mi o niej zapomniec, bo zbyt wiele ta milosc mnie kosztowala,
    ale teraz ten system obronny zostal odblokowany i problem pojawil sie ponownie.

    Dla Twojej informacji jest mozliwe odkochac i zakochac ponownie...ludzka natura.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 20.04.06, 11:29
    waldek1610 napisał:

    > Dla Twojej informacji jest mozliwe odkochac i zakochac ponownie...ludzka
    natura

    Tyle, że to wtedy już nie jest miłość. Takie tam "zakochanie/odkochanie", ale
    to nie to samo, co MIŁOŚĆ. Ale skąd Ty mozesz wiedzieć, skoro nigdy nie
    kochałeś, tylko uprawiałeś "zakochanie/odkochanie". I nadal to robisz...
  • waldek1610 20.04.06, 11:47
    Przestan z tym Twoja nieomylnoscia katolicka a la TV Trwam...Dla Cieibe kochac
    mozna tylko zone...nie interesuje Cie ze ja jej nie kocham, liczy sie tylko
    papierek?

    Skad mozesz wiedziec, kto kogo kocha.
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 20.04.06, 14:00
    waldek1610 napisał:

    > Przestan z tym Twoja nieomylnoscia katolicka a la TV Trwam...

    DOBRE!!! Daleko mi do katolicyzmu czy jakiej kolwiek odmiany chrześciajnizmu. O
    wiele blizsza jest mi filozofia LaVey'a.

    > Dla Cieibe kochac mozna tylko zone...

    Dla Ciebie CZYTAĆ nie oznacza ROZUMIEĆ. Przeczytaj moje posty, bo chyba
    przegapiłeś te fragmenty w których było wyraźnie napisane "ODEJDŹ OD ŻONY, bo
    krzywdzisz i ja i siebie swoją hipokryzją". NIKT Ci nie każe kochać żonę.
    Chodzi o UCZCIWOŚĆ. Jeśli nie kochasz kogoś, to nie pozostawaj z tą osobą, nie
    męcz jej i siebie tym zakłamaniem i tchórzostwem. To właśnie TY całym swoim
    hipokrytycznym zachowaniem demonstrujesz to, co jest najgorsze w katolicyźmie,
    a raczej jego polskiej odmianie.

    > nie interesuje Cie ze ja jej nie kocham, liczy sie tylko papierek?

    A w poście wyżej było, że ją kochasz. To jak w końcu? A skoro tu wszem i wobec
    otwarcie deklarujesz, że NIE KOCHASZ żony, to miej też odwagę uczciwie
    powiedzieć JEJ o tym i odejść. Ale nie stać Cię na uczciwość. Wolisz właśnie
    takie polsko-katolickie pseudo-cierpietnictwo i hipokryzję. Wygodnictwo!

    I żadne "papierki" nie mają z tym nic wspólnego...

    > Skad mozesz wiedziec, kto kogo kocha.

    Nie wiem, kto kogo kocha. Wiem, natomiast, co to jest MIŁOŚĆ.
  • aaaaa56 19.04.06, 14:34
    Znajdź Junko i się przekonaj, może tak naprawde gra nie warta jest świeczki.
  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 20.04.06, 01:51
    Waldku napisz jak się sprawy mają.
  • waldek1610 20.04.06, 07:08
    Gość portalu: ~pestka napisał(a):

    > Waldku napisz jak się sprawy mają.


    Wyslalem list 6 kwietnia na adres jej rodzicow, list idzie do Japoni 8-10 dni,
    wiec powinna wiedziec o liscie jesli jej rodzice dalej tam mieszkaja i
    przekazali corce list. Rowniez probuje znajs ja roznymi sposobami, ale to nie
    jest latwe bo jej imie i nazwisko jest raczej bardzo czeste w Japoni, i moze
    tam mieszkac nawet kilkadziesiat osob z tym samym imieniem i nazwiskiem.
    Probuje znajsc kogos w Japoni zeby pomogl mi poczukac na miejscu.

    Junko powiedziala mi ze jest w depresji gdy ja spotkalem, i ze bardo ciezko
    jest kobietom w Japoni. Wiem ze Ona jest raczej bezradna w sferze emocjonalnej,
    ale radzila sobie dobrze jesli chodzi o szkole, kariere, prace.

    Nie wiem dlaczego snila mi sie Junko, i to nie raz, ze przyjechala do mnie, po
    latach tak jakby nic sie nie zmienilo, byla usmiechnieta i taka pelna wiary we
    mnie...Nie wiem czy to moja podswiadomosc, czy moze telepatia. Wiem ze potrafie
    walczyc o kobiete i wiem ze Ona wiedziala ze ja naprawde ale to naprawde chce i
    kocham ja bezgranicznie...

    Ona byla mloda, troche sie bala, ale przecenila mnie, bo jak mozna czekac
    prawie 2 lata nie tylko bez seksu i spotkan, ale nawet bez deklaracji milosci?
    Napewno teraz zdala sobie sprawe co ja musialem czuc, jak musialem cierpiec bo
    teraz Ona ma dokladnie tyle lat co ja mialem wtedy...

    Boli mnie to ze dziewczyna kazala mi czekac na siebie, ignorujac moje uczicia.
    Bo ja gdybym nie byl pewien co do kobiety, to powiedzial bym jej to wprost, a
    nie trzymal bym jej sobie "na pozniej" tak jak ona zrobila ze mna.




  • Gość: ~pestka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 20.04.06, 12:40
    Teraz musisz byc bardzo cierpliwy,bo jeśli oni tam już nie mieszkają to długa
    droga przed Toba...
    Ehhh...Ta miłość..Do czego zdolny jest zakochany człowiek?:)
  • waldek1610 20.04.06, 13:04
    W Japoni jest raczej niespotykane zeby ludzie w srednim wieku przeprowadzali
    sie...nawet potwierdzilo to paru ludzi z tamtad. Wiec jest spora szansa, wierze
    ze uda mi sie z nia skontaktowac i powiedziec jej wszystko co co o niej mysle;
    dobre i zle rzeczy.

    Pozatym nie mam powodow zeby sadzic ze rodzice nie pokaza jej listu, bo imie
    Waldemar a nazwisko mam niemiecko/austryjacko brzmiace...mowi tyle Japonczykom
    co Midori Ito.. Polakom.

    Jej matka widziala mnie tylko raz i to 8 lat temu. Pozatym Junko nazywala mnie
    Wally, i nawet jesli napisalem list do Junko na adres jej rodzicow to nie
    powinien zdumiec jej rodzicow, bo Junko byla w USA wiec miala wielu znajomych z
    college...nawet gdyby byla juz mezatka.

    Poza tym mam prawie wszystkie potrzebne informacje o Junko oprocz
    terazniejszego adresu. Poza tym Junko napisala mi kiedys w starym liscie, zebym
    sie nie martwil, bo gdy bylismy razem w Osace, to poszlismy kiedys do sklepu
    nocnego i ona czytala mi nasz horoskop, ze spelnia sie nasze marzenia
    i ..szczescie w milosci..oby!
  • Gość: ~pestka IP: *.range81-158.btcentralplus.com 21.04.06, 14:36
    Skoro jest tak jak mówisz to Junko wkrótce powinna skontaktować się z Tobą.O
    ile nie wyszła np. za mąż...czego Ci nie życzę:)
    Pozdrawiam
  • waldek1610 22.04.06, 07:21
    Nie zalezy mi czy Junko wyszla za maz czy nie. Chce zobaczyc jak sobie radzi,
    bo wydaje mi sie ze troche siebie przecenila...Byc moze nigdy mnie nie kochala,
    ale chciala byc kochana...i to wlasnie jest nie fair. Mysle ze Junko zachowala
    sie troche samolubnie, bo powinna mi powiedziec "Wally, przepraszam ale nie
    potrafie odwzajemnic Twojej milosci" a nie brac prawie nic nie dajac w zamian.

    Mam przeczucie ze jest teraz dojrzala kobieta ktora potrafi docenic milosc, i
    wie ze na milosc trzeba sobie zasluzyc, nawet jesli jest sie kobieta.

  • Gość: ~pestka IP: *.range81-158.btcentralplus.com 24.04.06, 11:19
    Junko bez wątpienia jest już dojrzałą kobietą,ale czy na tyle dojrzałą aby w
    końcu się określić?Aby w końcu podjąć jakąś konkretną decyzję?
    Myślę,że już wkrótce się o tym przekonasz.
  • waldek1610 20.04.06, 06:45
    aaaaa56 napisała:

    > Znajdź Junko i się przekonaj, może tak naprawde gra nie warta jest świeczki.

    Tylko tego pragne, bo w tej sytuacji nie wiem czy to byla moja czy jej wina.
    Chce z nia porozmawiac. Rowniez boli mnie to ze wlozylem w ta milosc tyle
    wysilku i wyrzeczen i nic z tego.

    Mysle ze gdyby Junko kochala by mnie to zrobila by wszystko zeby utrzymac ta
    znajomosc...a Ona tymczasem przez 1.5 roku napisala; 6 listow przez pierwsze 6
    miesiecy potem ...9 miesiecy przerwy i potem 3 listy na pol roku? I w ostatnim
    liscie pisze ze przyjezdza do Seattle, i nie bedzie mieszkala 14 tysiecy mil
    odemnie tylko ...4 tysiace mil? Co za roznica? I ze mozemy sie zobaczyc za
    nastepne 6 miesiecy, gdy ona bedzie miala ferie w college, 7-9 dni. A potem co?
    Powinienem czekac nastepne 2-3 lata az skonczy college i wydywac ja tylko
    podczas wakacji?

    Ja nie sadze ze tak robi osoba ktora kocha...bo przeciez dobre college byly
    nawet w moim stanie North Carolina, albo w sasiednim West Virginia. A Junko po
    2 latach czekania...tak po prostu wybiera college gdy jest wielu Japonskich
    studentow na drugim krancu USA, zamiast wybrac college gdzie jest jej
    chlopak... Chyba jednak nie bylem dla niej wazny, albo przecenila siebie.

    Czy Ty wymagalabys od chlopaka zeby czekal na Ciebie 2 lata, ktoremu nigdy nie
    powiedzialas ze go kochasz? Przeciez 26 letni facet ma swoje potrzeby...Moglem
    czekac na kobiete ktora mnie kocha, ale czekac na dziewczyne ktora nie ma
    wystarczajaco serca zeby zdopingowac chlopaka i zrozumiec ze facet nie moze
    czekac 2 lata nie tylko pozbawiony seksu ale i milosci...

  • aaaaa56 20.04.06, 15:54
    Szczerze??? Nie kazałabym czekać i sama bym nie czekała. Może ona czekała na
    jakiś krok z twojej strony- dość satnowczy żeby nie potrafiła wyjechać, ehh,
    albo tak naprawde nic do ciebie nie czuła. Przeceniasz młode kobiety (jestem
    jedną z nich hehe) nie każda kocha kiedy mówi, że kocha, nie każda chce się
    wiązać już, teraz jak najlepsze lata jej życia przed nią. Studia z daleka od
    domu, bez nadzoru rodziców, bez zobowiązań- przepraszam- po co jej kula u
    nogi?? A może chciała cię sprawdzić, podobno "jak kocha to poczeka". Co do
    seksu drogi mój, to czy 2 lata to tak wiele wobec późniejszej wieczności u boku
    tej, którą jak twierdzisz kochasz?? To miłość powinna cię dopingować nie ona,
    ona mogła ci jedynie obiecać, że później bedziecie razem.
  • waldek1610 21.04.06, 06:59
    No dobrze, rozumiem ze jesli sie kocha to sie czeka, ale nie mozna byc zbyt
    naiwnym, bo lata leca, a ja majac 26 lat tez chcialem wspominac te lata jako
    szczesliwe, a nie jako lata samotnosci i zastoju. Czekanie nawet moze byc
    romantyczne i napewno wzmacnia zwiazek, pod warunkiem ze druga osoba pisze ze
    tez kocha...Ciekaw jestem czy Ty bys czekala na faceta 1.5 roku dostajac od
    niego zaledwie 8 listow...do tego dosc chlodnych.

    A jesli po dwoch latach czekania spotkalibysmy sie i nawet byli szczesliwi
    przez te 7-9 dni, a potem znowu przez nastepne 2-3 lat widywalibysmy sie tylko
    w czasie wakacji. Czy nie sadzisz ze w sumie 4 lata znajomosci na odleglosc,
    wzmocnilo by nasz zwiazek?? Napewno nie! Poza tym masz racje, Ona w college
    mogla by sobie znajsc kogos innego, bo spedzala by wiecej czasu nawet z
    kolegami ze szkoly niz ze mna...

    Pomysl spotkalem ja gdy mnialem prawie 24 lata i mialem czekac, daleko od niej
    az bede mial 28-29 zeby dowiedziec sie ze byc moze ona wcale mnie nie kocha.
    I wtedy nici z marzeni o reszczie zycia spedzonej u jej boku.

    Wydaje mi sie ze jesli ktos nie zakochal sie 2 latach znajomosci to nigdy sie
    nie zakocha...Moj blad ze zwiazalem sie z taka mloda osoba, powinienem znalezc
    sobie kobiete a nie dziewczecie...
  • Gość: Porcupine IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 21.04.06, 14:00
    waldek1610 napisał:

    > Wydaje mi sie ze jesli ktos nie zakochal sie 2 latach znajomosci to nigdy sie
    > nie zakocha...

    Więc skoro w to wierzysz, to czemu prześladujesz Junko?

    > Moj blad ze zwiazalem sie z taka mloda osoba, powinienem znalezc
    > sobie kobiete a nie dziewczecie...

    Przecież NIE jesteś związany z Junko, tylko z żoną. Przecież ZNALAZŁEŚ "sobie
    kobiete a nie dziewczecie", jesteś z żoną, a nie z Junko. Masz jakieś urojenia?

    A może jednak warto, Waldi, wybrać się do psychologa (w Stanach jest ich
    multum, więc z łatwością wybierzesz dla siebie odpowiedniego)? Bo Twoja
    pisanina zaczyna pachnieć conajmniej schizofrenią.
  • waldek1610 22.04.06, 07:28
    2 lata czekania na dziewczyne ktora jest gdzies daleko i nie kocha...to strata
    czasu. Zaluje jedynie ze ja spotkalem, i pozwalalem sie wykorzystac. No ale
    coz, kobiety tez sa czasem samolubne i ignoranckie.
  • Gość: katja IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 23.04.06, 17:38
    Widzę,że w końcu dochodzisz do właściwych wniosków.Tyle tylko,że moim zdaniem
    niepotrzebnie mówiłeś żonie. W ten sposób przerzuciłes na nia część ciężaru.Nie
    mogę tylko zrozumieć jak mozna myśleć o kimś po tylu latach.W dodatku o kimś
    kto tak naprawdę cię skrzywdził

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka