Po co sie tak skupiac na dziewictwie i czystosci przedmalzenskiej, przeciez dla
katolikow jest wiele innych grzechow, o ktorych nie nalezy zapominac. Co z
tego, jesli np. nie beda wspolzyli przed slubem, a beda popelniac wiele innych
grzechow. Uwazam, ze nalezy zyc tak, aby nie robic nikomu krzywdy i milowac
blizniego(sam Jezus o tym mowil). W zycie czlowieka przeciez jest wdrukowany
poped seksualny i dlaczego czlowiek ma go na sile hamowac. W imie czego?
Czystosci? Ale kazdy robi to co lubi. Jesli ktos chcialby poczytac o
swiadectwach o zyciu w czystosci, niech poczyta sobie "Milujcie sie". Sa tam
dokladnie takie same zasady, jakie glosza ludzie, ktorzy sa opisani w artykule
GW. Moze pisza je nawet sami ksieza, aby poprawic moralnosc wsrod mlodziezy, a
sami np. nie potrafia zyc w celibacie. Roznie bywa w zyciu. W kazdym badz razie
ludzie piszacy o swoich swiadactwach sa bardzo pod wplywem kosciola i zasad
przed niego gloszonych. Na "sile" powtrzymuja sie od onanizmu i jak to bywa z
natura czlowieka, czesto upadaja w walce z maturbacja, ale dalej walcza, bo
kosciol, uwaza ze masturbacja to grzech. I jak tu nie nabawic sie jakichs
nerwic i blokady w dziedzinie seksu. To pismo doprowadzilo mnie do wyrzutow
sumienia z powodu mojej seksualnosci, a przeciez masturbacja(seks) to czynnosc
fizjologiczna, potrzebna czlowiekowi tak samo jak oddychanie i jedzenie. Co
prawda mozna nie uprawiac seksu, a ktos powie, ze bez oddychania(jedzenia) nie
da sie zyc. Ale po co w sobie tlumic poped seksulny, jest to wbrew naturze
czlowieka. Mysle, ze Bog po to dal nam seksualnosc, aby sie z niej cieszyc(a
nie tylko w celu prokreacji i tylko po slubie). A wracajac do mojego
poprzedniego postu w tym watku: czemu wiekszosc ludzie seksi sie naokraglo, a
ja nie moge stracic dziewictwa, bo nie moge(nie potrafie?) znalezc sobie
dziewczyny. To niesprawiedliwe. Ile mozna sie meczyc w samotnosci i zaspokajac
sie samemu. Mam tego dosc!