Po co komu wstrzemięźliwość?
Autor promuje w tym arykule wstrzemięźliwość, ale po co? Odniosłem wrażenie, że chyba tylko dlatego aby stało się zadość naukom Kościoła. Niech lepiej każdy traci dziewictwo kiedy chce, z kim chce i w okolicznościach, jakie mu pasują. I nic nikomu do tego.
Kościół Katolicki namawia do wstrzemięźliwości, wychwalając jej zbawienne skutki w przyszłym życiu małżeńskim. Nie rozumiem tylko, czemu wielu katolikom nie przychodzi do głowy, że to dziwna sytuacja, kiedy księża, których obowiązuje celibat, występują w roli specjalistów od seksu. Tym bardziej szokująca była dla mnie wypowiedź jednego z bohaterów artukułu (Sylwek), o konsultowaniu swojego prywatnego życia ze spowiednikiem. Poza tym, ten sam facet posługuje się jakimś chorym słownictwem, kiedy porusza intymne tematy, np. "cenny byłby brak wszelkich doświadczeń o charakterze oblubieńczym" (to o całowaniu), albo "człowiek zagapił się duchowo i przegrywał z własną płciowością" (o onanizmie). Nie wiadomo, śmiać się czy płakać. Chyba raczej płakać biorąc pod uwagę, że pochodzą prosto z katolickiej prasy i rekolekcyjnych kazań, które wyraźnie skrzywiły jego wyobrażenie o seksie.
Myślę, że nic tak szkodliwie nie wpływa na przyszłe życie seksualne jak ścisłe przestrzeganie nauk Kościoła Katolickiego w tym zakresie. Człowiek nie powinien stosować się do żadnych instrukcji tylko sam decydować, jaka forma współżycia mu odpowiada i kiedy chce je rozpocząć. Jeśli ktoś potrzebuje przewodnika (zarówno w osobie księdza, czy w postaci młodzieżowych pisemek) to powinien dać sobie na razie spokój bo jeszcze nie dojrzał do współżycia. Kiedy już dojrzeje, nie pozwoli sobie mówić kiedy, z kim rozpocząć i jak prowadzić życie seksualne. Podejmie tą decyzję samodzielnie. Niestety, niektórzy nie dojrzewają nigdy. Takim osobom (oby było ich jak najmniej) pozostaje jedynie konfesjonał.
Być może stosunek Kościoła do seksu zmieniłby się gdyby zniesiono celibat. Księża pozbyliby się kompleksu pasa ogrodnika, który to sam nie może i drugiemu nie pozwoli i zdobyliby jakieś praktyczne doświadczenia w tym zakresie. Wtedy, proszę bardzo, niech uczą parafian życia w rodzinie. Być może skończyłoby się promowanie dziewictwa, zakazy antykoncepcji i inne dziwne pomysły.